Dzień w którym się umiera Katarzyna Lisowska 8,0

ocenił(a) na 86 lata temu I kto by się to spodziewał! Wiersze są ładne, dojrzałe, składają się bardziej z pojedynczych wyrazów i zwrotów, co bardzo lubię, ale są wymowne, ostre, szorstkie. Nie ma tutaj sentymentalizmu i romantyzmu, dlatego tak mi się podoba. Pani Lisowska to konkretna kobieta, szanuję - niewiele takich znam, a wiadomo, im kto podobniejszy nam, tym bardziej nam się podoba jego twórczość.
Jest współcześnie, aż na wskroś, poetka pisze o życiu, śmierci, o bólu i głupocie ludzkiej. Widać jednak, że jest bardzo młoda, moje poglądy sprzed 10 lat bardzo ewoluowały - oczywiście nie mogę zakładać, że wszyscy inni mają tak samo, ale skoro widzę podobny umysł...
Wielki minus za wiersz, w którym ginekolożka, zwolenniczka aborcji zostaje w jakiś sposób przyrównana do przyjaciół nazistów, do mordercy. Poetce brakło tolerancji, widać, że mocno wierzy w utopijne ideały, zdaje mi się, że aż za mocno.
Trafne metafory, niewymuszone, a tak w punkt, niby mrówka - pracowita to banał, ale tu nic nie jest banałem, to jest wzniesienie poezji na wyższy poziom. Mam nadzieję, że poetka będzie pisać, bo ma talent i chciałabym czytać więcej.