Kręgi przemocy. Morderstwo i antysemityzm w niemieckim miasteczku Helmut Walser Smith 7,3

ocenił(a) na 824 tyg. temu „Krótko mówiąc, jeden wyraz przewodzi i przyświeca naszym pracom badawczym: ”zrozumieć”.
Marc Bloch
Czy da się jednak pojąć niepojęte? Helmut Walser Smith, specjalizujący się w zagadnieniach antysemityzmu i nacjonalizmu, w opracowaniu „Kręgi przemocy” poddał szczegółowej analizie sprawę morderstwa młodego mężczyzny, jakie miało miejsce w 1900 roku w niemieckich wówczas Chojnicach (Konitz w Prusach Zachodnich). Wydarzenie to wywołało ogromną falę antysemickich wystąpień i agresji wobec żydowskich mieszkańców miasteczka, obwinianych o dokonanie rytualnego mordu.
Autor rekonstruuje szczegółowo wypadki, opierając się na źródłach je dokumentujących, cytując fragmenty zeznań, zamieszczając zdjęcia i mapki. Pokazuje całą drogę od plotki zasianej w umysłach ludzi przecież inteligentnych, jak dziennikarze czy śledczy, do przemocy, agresji na skalę tak dużą, że odbiła się wyraźnym echem. Do pogromu nie doszło zapewne tylko dlatego, że nie było państwowej aprobaty dla tego rodzaju wystąpień, a ze stolicy przysłano batalion wojska dla zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa.
Trzeba przyznać, że nie jest to lektura, jaką chcielibyśmy czytać na co dzień, jest jednak konieczna dla uświadomienia sobie zagrożenia, efektu domina, jaki łatwo uzyskać, jeśli ziarno pomówienia rzuci się na odpowiednio wcześniej przygotowane podłoże i będzie się je obficie podlewało jadem. Widać jak na dłoni manipulacje partii i środowisk politycznych (tutaj akurat antysemickich),które postanowiły wykroić przy nadarzającej się okazji kawałek tortu dla siebie i podbić własną popularność, idąc za ciosem i podżegając do zamieszek, podkręcając poziom lęku i wzburzenia w społeczności chrześcijańskiej miasta. W tym miejscu wspomniano także o innych antysemickich nagonkach, niekoniecznie mających miejsce akurat w Niemczech, jak choćby o francuskiej głośnej sprawie Dreyfusa czy też o rytualnym zabójstwie w czeskim mieście Polna.
Później wystarczyło już dorzucać stale drewna do rozpalonego ogniska, by padające z niego iskry mogły stać się zarzewiem kolejnych pożarów. Antysemicka prasa doskonale tę szansę wykorzystała, czerpiąc z tworzącej się, coraz barwniejszej miejskiej legendy, z opowieści rozpowszechnianych przez mieszkańców Konitz, do których dokładano coraz to nowe szczegóły. Jak czytamy: „to właśnie ludność miasteczka dostarczyła głównych składników tej historii”.
Autor nie ogranicza się do samej relacji z Konitz, umieszcza ją na szerokim społeczno-politycznym tle końca XIX wieku, wskazując na też znaczenie innych konfliktów, jak wojny burskiej, powstania bokserów w Chinach czy też morskiej rywalizacji Wielkiej Brytanii i Niemiec. Wszystkie one przedstawiane są jako napaść „obcych” na niemieckich patriotów, zewnętrzne zagrożenie jedności.
Czy to napięta atmosfera, naciski, chęć zaistnienia w społeczności, prywatna niechęć popychają ludzi do zeznawania nieprawdy, być może i oni sami stopniowo zaczynają wierzyć we własne kłamstwa, i w ten sposób stają się one faktami? Wiele tutaj zagadek czysto psychologicznych, nad którymi autor się pochyla. Skąd w ogóle pomysł rytualnego mordu, by zdobyć chrześcijańską krew, od kiedy pokutuje takie niedorzeczne przekonanie – tutaj autor przedstawia pasjonujący rys historyczny, sięgający wieku… XII! Osoby duchownej, walijskiego, wykształconego zakonnika, Tomasza z Monmouth, hagiografa. Później niosła już tę opowieść ludowa historia przez całe millenium, jedynie ubarwiając ją i wzbogacając w przerażające szczegóły. Mamy niebywałą okazję dzięki lekturze „Kręgów przemocy” podążyć jej śladem, coraz bardziej zdumieni ludzką naiwnością, zrozumiałą może w czasach średniowiecznego zabobonu, tyleset lat później po prostu nieprawdopodobną. Magiczne właściwości chrześcijańskiej krwi niezbędnej do żydowskich obrzędów, profanacja hostii – za takimi bezpodstawnymi oskarżeniami idą tortury, pogromy, zamieszki i rozlewająca się wokoło nienawiść, antysemicka pogarda. Niby znamy to wszystko z historii i literatury, jednak skomasowane na 260 stronach poraża.
Jest to opracowanie historyczne, rzetelne i poparte źródłami, statystykami, wykorzystujące dostępną wiedzę i metodologię, przytaczające liczne wypowiedzi
oraz fragmenty innych monografii na ten temat. Śledzimy wydarzenia w napięciu, niczym niepośledni kryminał, jednocześnie są one dla nas tajemnicze i tak szalone, że pragniemy za autorem zbadać jeszcze inne tropy, przyłożyć do tych wydarzeń teorie psychologiczne i socjologiczne. Sięgamy przy tym w głąb historii, do czasów Inkwizycji, edyktów wypędzających Żydów z terenów, które zamieszkiwali od pokoleń, do pogromów i zamieszek, które po chwilowych okresach spokoju, znowu wzbierały, chętnie podsycane przez rozmaite gremia, mające w tym własny interes lub po prostu lubiące mącić i skłócać społeczeństwo. Konkretne, opisane szczegółowo historie odsłaniają rozmaite, często po prostu osobiste motywacje, skrywane pod płaszczykiem troski o dobro wspólne.
„Kręgów przemocy” nie sposób zapomnieć, ale też i trzeba o nich pamiętać, a także przemyśleć poważnie interesującą interpretację przedstawioną przez autora. Powie nam ona wiele o mechanizmach manipulacji, konfabulacjach przeradzających się w prawdę oraz niebezpieczeństwach niesionych przez stereotypy i plotki.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/