Stone of Tears

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- audiobook
- Cykl:
- Miecz Prawdy (tom 2)
- Tytuł oryginału:
- Stone of Tears
- Data wydania:
- 2008-05-13
- Data 1. wydania:
- 2008-05-13
- Liczba stron:
- 1027
- Czas czytania
- 17 godz. 7 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 9781543613445
- Długość:
- 38 godzin 34 minuty
- Lektor:
- Jim Bond
An epic of awesome power from Terry Goodkind, the second installment of the bestselling series A Sword of TruthKahlan has at last gained the one goal she had always thought was beyond her grasp...love. Against all odds, the ancient bonds of secret oaths, and the dark talents of men long dead, Richard has won her heart.Amid sudden and disastrous events, Richard's life is called due to satisfy those treacherous oaths. To save his life, Kahlan must forsake Richard's love and cast him into the chains of slavery, knowing there could be no sin worse than such a betrayal.Richard is determined to unlock the secrets bound in the magic of ancient oaths and to again be free. Kahlan, alone with the terrible truth of what she has done, must set about altering the course of a world thrown into war. But even that may be easier than ever winning back the heart of the only man she will ever love.War, suffering, torture, and deceit lie in their paths, and nothing will save them from a destiny of violent death, unless their courage and faith are joined with luck and they find the elusive...Stone of Tears.Epic edge: listen to more in the Sword of Truth series.©1995 by Terry Goodkind. (P)2004 Brilliance Audio, all rights reserved.
Kup Stone of Tears w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Stone of Tears
Czytanie cyklu „Miecz prawdy” wciąga tak niesamowicie, że strasznie trudno się od tego oderwać. Co prawda w przypadku tego tomu już widać, że autor planuje zrobić z tego cykl, bo jednak jest tutaj świadome wydłużenie akcji, czytelnik domyśla się już, że Opiekun, pan zaświatów, śmierci i zła szybko nie zostanie pokonany, jeśli w ogóle to nastąpi. Dalej widoczne skupienie się na losach każdego z bohaterów, wszyscy się rozdzielili i mieli przeróżne przygody, a autor w swojej książce drobiazgowo opisuje to co się dzieje i to co bohaterowie przeżywają. Po prostu poznajemy w sposób niezwykły psychikę, Richarda, Khalan i Zedd’a, Adie, a także ludzi z którymi mają do czynienia. Wydawać by się mogło, że akcja traci, dynamizm i pewien impet. Jednak taki jest zamysł autora, że proponuje swojemu czytelnikowi niesamowitą podróż przez przeróżne fantastyczne krainy, a także w głąb ludzkiej psychiki. Jak wiemy z poprzedniej części Rahl Posępny został pokonany, zmarł i został przegnany w zaświaty. Jednak to prawdziwy twardziel ani myśli przyznać się do porażki i wytrwale żąda rewanżu. Pojawia się jako duch i majstruje, tzn. nieźle miesza w tym świecie. Rahl Posępny ma cennego i potężnego sojusznika, jest nim Opiekun zwany też przez niektórych Bezimiennym. Opiekun, jak już wspomniałem, to pan zaświatów, zła i ciemności. Walka z Opiekunem jest trudna, wręcz beznadziejnie trudna, dobro ze złem nie ma tutaj wielkich szans. No ale zawsze jakieś szanse są, tylko nie wolno poddawać się i wykorzystywać te najmniejsze szanse i każde potknięcie wroga. Jak się okazuje cała trójka traci na krótki czas swoje moce. Zedd stracił pamięć, Khalan wylądowała w lochu i miała problem, żeby zadziałać swoją mocą spowiedniczki, a Richard omal nie został pozbawiony mocy przez siostrę mroku Lilian. Najpewniejsza metoda, pozbawienia mocy czarodzieja to obdarcie go ze skóry. Richard musiał sobie z tym poradzić. Powstaje wrażenie, że sytuacja jest beznadziejna. Ale na szczęście ci dobrzy mają Richarda, poszukiwacza, który potrafi wstać z kolan i wtedy kiedy trzeba tym złym potrafi porządnie dokopać! Trzeba wspomnieć, że kamień łez to magiczny artefakt, jedna z pieczęci zamykająca bramy zaświatów. Tak się złożyło, że kamień łez dotarł do naszego świata. Khalan i Richard mają zamiar się pobrać zgodnie z rytuałem Błotnych ludzi. Jednak wydarzenia ich dogoniły, brama w zaświatach została otwarta, bowiem Rahl Posępny zawarł pakt z opiekunem i on miał jakąś kontrolę nad tym wszystkim. Gdy jego zabrakło zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Pojawiały się scrimy i screelingi, mało sympatyczne potwory z zaświatów. Zachodzi obawa, że brama z zaświatami zostanie całkowicie rozdarta i Opiekun stamtąd wyjdzie i w konsekwencji nasz świat zostanie przez zaświaty wchłonięty. Trzeba temu zapobiec. Tyle, że nasi bohaterowie zostają rozdzieleni. Richard trafił do sióstr światła, kłopot w tym są tam pałacu szkolącym magów siostry mroku. Richard stara się coraz lepiej rozumieć swoją magię, okazuję się, że nie tylko jest poszukiwaczem, ale również czarodziejem wojny, posiadającym obydwie magie: addytywną i substraktywną. Richard jest wyjątkowy, bo ostatni czarodziej wojny urodził się 3000 lat temu, to jeszcze Richard pojawia się w proroctwach starych jak świat. To, że te proroctwa dotyczą Richarda dowodzi tego, że nadchodzą czasy naprawdę trudne i że Opiekun ma zamiar zdrowo dać się we znaki, naruszając odwieczną równowagę miedzy dobrem a złem, a także między życiem a śmiercią. Siostry światła modłą się do Stwórcy, ale większość ludów ma swoje dobre duchy. Zastanawiające jest to, że najważniejsze, finałowe, wydarzenia, mają mieście w czasie zimowego przesilenia, a więc w czasie najdłuższej nocy w roku. Wtedy potęga mroku jest najsilniejsza i wtedy trzeba ją pokonywać. Przypomina to motyw z religii chrześcijańskiej, pewnej najdłuższej nocy w roku narodził się Jezus Chrystus, po to, żeby zbawić ludzkość i pokonać zło. Khalan podąża do Aydindrill, żeby skontaktować się z czarodziejem Zeddem, a ten z kolei odnajduje Adie, a potem oboje, muszą podążyć na koniec świata do Westlandu, żeby zostać wyleczonym z pewnej magicznej choroby. Khalan i troje Błotnych ludzi, którzy z nią podróżują muszą trafić do stolicy Middlandów. Po drodze jednak mają do czynienia z armią Imperialnego Ładu. Spokojnie, takich cudów nie ma, żeby sama jedna Khalan pogoniła 50000 ludzi. Ale wzięła pod dowództwo młodzież z armii Galei i nauczyła chłopaków walczyć. Przekonała ich, że standardowymi metodami nie mają szans. Potrzebne tu są metody wojny partyzanckiej. Jak to wyszło? A to już najlepiej sami przeczytajcie. Pojawia się koncepcja dwóch światów, troszkę tu autor namieszał, bo powstaje wrażenie, że chodzi tu granice Middlandów i D’hary z Westlandem, potem wychodzi, że to coś innego, że jest magiczna granica nie do przejścia, ale jak się okazuje, że na nią również są sposoby. Podsumowując, przeczytałem książkę zatytułowaną „Kamień łez” z zachwytem. Zdecydowanie polecam.
Oceny książki Stone of Tears
Poznaj innych czytelników
3869 użytkowników ma tytuł Stone of Tears na półkach głównych- Przeczytane 3 086
- Chcę przeczytać 740
- Teraz czytam 43
- Posiadam 691
- Ulubione 188
- Fantastyka 88
- Fantasy 66
- Chcę w prezencie 30
- Miecz Prawdy 19
- Terry Goodkind 17


















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Stone of Tears
Z początku myślałem, że druga część jest znacznie gorsza od pierwszej. Następnie irytowało mnie, że ta część jest taka długa. To było na początku, potem tak się wciągnąłem, że praktycznie dzień w dzień czytałem na jednym oddechu. Tyle emocji, tyle akcji. Autor wspaniale opisuje magię, w taki przyziemny sposób. Polecam kontynuowanie tego cyklu.
Z początku myślałem, że druga część jest znacznie gorsza od pierwszej. Następnie irytowało mnie, że ta część jest taka długa. To było na początku, potem tak się wciągnąłem, że praktycznie dzień w dzień czytałem na jednym oddechu. Tyle emocji, tyle akcji. Autor wspaniale opisuje magię, w taki przyziemny sposób. Polecam kontynuowanie tego cyklu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Kamień Łez” to bez wątpienia wielka książka. Zgodzi się z tym chyba każdy, kto miał okazję przeczytać ją w wersji papierowej. Z pewnością znajdą się też tacy, na których wersja cyfrowa zrobi wrażenie swoimi 900 stronami.
Żarty żartami, ale chciałbym poświęcić chwilę na omówienie fizycznego wydania książki. Zazwyczaj nie poruszam tej kwestii, ale w przypadku tej pozycji uważam, że warto o tym wspomnieć.
Dobra książka powinna cechować się nie tylko interesującą treścią, ale także atrakcyjnym wydaniem. Mam na myśli przede wszystkim wielkość książki i czcionki. Nie ukrywam, że zwracam również uwagę na okładkę, która moim zdaniem powinna oddawać ducha zawartości (jak dziwnie to nie brzmi). Moim skromnym zdaniem niniejsza pozycja nie została wydana w sposób atrakcyjny dla czytelnika… Duży rozmiar książki (grubość) oraz niewielka czcionka, jak na obecne standardy, sprawiły, że moja satysfakcja z lektury była mniejsza. Niniejsza pozycja źle mi leżała w dłoniach… Osobiście podzieliłbym tę opowieść na dwie części i wydał w mniejszych tomach. Bardzo prawdopodobne, że czepiam się głupoty… Być może czepiam się drobiazgów, ale jeśli już czytam książkę w wersji papierowej, lubię, gdy dobrze leży w dłoniach i tekst jest wyraźnie widoczny.
Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze w każdej książce, czyli do zawartości. Akcja „Kamienia Łez” rozgrywa się zaraz po wydarzeniach przedstawionych w pierwszym tomie. Nasza trójka bohaterów (Richard, Kachlan, Zedd) zostaje rozdzielona, i każda z postaci przeżywa swoje przygody oddzielnie. W efekcie podczas lektury śledzimy trzy równoczesne linie zdarzeń. Muszę przyznać, że wszystkie trzy wątki były naprawdę ciekawe, jednak gdybym miał wybrać ten najciekawszy, zdecydowanie postawiłbym na wątek związany z Richardem i Siostrami Światła.
Czy omawiana pozycja to dobre fantasy? Zdecydowanie tak, powiedziałbym nawet, że bardzo dobre. Terry Goodkind wykreował postacie, które naprawdę można polubić. Jestem świadom, że nie wszystkim mogą się one spodobać. Jeśli chodzi o postacie i ich relacje. Chciałbym również wspomnieć o relacji Richarda z jego futrzanym podopiecznym, wspomniany wątek był dla mnie uroczy i bardzo mi się podobał. Zawsze, gdy czytałem fragmenty opisujące ich interakcje, przypominały mi się słowa Geralta z Rivii z jednej z książek Andrzeja Sapkowskiego, mówiące o tym, że to człowiek we własnej głowie tworzy potwory. Wspomniana kwestia, mogła brzmieć nieco inaczej, ale mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi i o czym myślę... Nie będę też ukrywał, że podoba mi również koncepcja magii zaproponowana przez Terry’ego Goodkind’a. Nawet Midlandy wydają się ciekawą krainą, choć momentami sprawiają wrażenie niewielkiej. Szczerze mówiąc, planowałem nawet ocenić tę pozycję na 9/10, mimo że styl autora potrafi być momentami męczący. Niektóre dialogi mogą naprawdę zirytować, szczególnie gdy uświadomimy sobie obfitość dzieła. Zdarzyło mi się pomyśleć: „Ech, o ile ta książka byłaby krótsza, gdyby bohaterowie nie komunikowali się w sposób, który sprawia, że jedną kwestię przekazują na trzy różne sposoby”.
Jak widać, nie przyznałem jednak na koniec oceny 9/10, a to wszystko przez zakończenie tej pozycji. Nie chcę być źle zrozumiany, końcowe fragmenty książki nie są bardzo słabe, ale są po prostu mało satysfakcjonujące w porównaniu do reszty. Finał pierwszego tomu był dla mnie lepszy, mimo że miał podobne problemy.
W omawianej pozycji od pierwszych stron czytelnikowi sugeruje się, że mieszkańcom Mitlandów zagraża niewyobrażalne niebezpieczeństwo, które może powstrzymać tylko Richard. Śledzimy te wydarzenia z ekscytacją i zainteresowaniem. Niestety, w pewnym momencie akcja zaczyna przyspieszać i nie zwalnia aż do końca książki. W efekcie wszystkie wątki zostają bardzo szybko rozwiązane. Nie wszystkie elementy historii na tym straciły, ale niestety główny motyw zakończył się w dla mnie kuriozalny sposób. Mam na myśli wątek rozerwanej zasłony i Opiekuna Zaświatów. Richard zbyt łatwo pokonuje to zagrożenie, można wręcz powiedzieć, że robi to od niechcenia.
Szczerze mówiąc, czułem duży niesmak po zakończeniu, stąd końcowa ocena: 8/10. Terry Goodkind wydaje się poświęcać wiele czasu na budowanie napięcia, nie poświęcając przy tym wystarczającej uwagi zakończeniu. Trochę tak, jakby najważniejsza była droga (podróż),a nie jej cel.
„Kamień Łez” to bez wątpienia wielka książka. Zgodzi się z tym chyba każdy, kto miał okazję przeczytać ją w wersji papierowej. Z pewnością znajdą się też tacy, na których wersja cyfrowa zrobi wrażenie swoimi 900 stronami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻarty żartami, ale chciałbym poświęcić chwilę na omówienie fizycznego wydania książki. Zazwyczaj nie poruszam tej kwestii, ale w przypadku tej pozycji...
nie ma się co rozpisywać, kontynuacja jest super. Wkurzające są tylko krótkie retrospekcję autora, jakby każdy tom pisany był dla osób, które nie czytały poprzedniego. Albo mają pamięć 5 dniową.
nie ma się co rozpisywać, kontynuacja jest super. Wkurzające są tylko krótkie retrospekcję autora, jakby każdy tom pisany był dla osób, które nie czytały poprzedniego. Albo mają pamięć 5 dniową.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga częśc cyklu i zaczyna się zjazd. Autor piętrzy przed bohaterami trudności wydawałoby się nie do pokonania ale cóż, szast-prast, wkracza superman Richard i w pięc minut wszystko załatwia..... Momentami książka do bółu naiwna i infantylna.
Druga częśc cyklu i zaczyna się zjazd. Autor piętrzy przed bohaterami trudności wydawałoby się nie do pokonania ale cóż, szast-prast, wkracza superman Richard i w pięc minut wszystko załatwia..... Momentami książka do bółu naiwna i infantylna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa część mi się bardzo podobała, aczkolwiek fragmenty gdzie występował Richard czytałem z przyjemnością, natomiast rozdziały z Kahlan były dla mnie nużące.
Ta część mi się bardzo podobała, aczkolwiek fragmenty gdzie występował Richard czytałem z przyjemnością, natomiast rozdziały z Kahlan były dla mnie nużące.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Kamień Łez" kontynuuje tę opowieść w fascynujący sposób. Autor rozwija charaktery bohaterów i prowadzi nas przez ich emocjonalne podróże. Pomimo pewnego wydłużenia akcji, historia wciąż trzyma w napięciu, a Opiekun pozostaje potężnym przeciwnikiem.
Warto zaznaczyć, że autor skupia się na psychice postaci, co dodaje głębi opowieści. Rahl Posępny, mimo śmierci, nie zamierza się poddać i staje się jeszcze bardziej niebezpieczny jako duch. Jego sojusz z Opiekunem wprowadza chaos do świata.
Świat przedstawiony w książce jest bogaty i różnorodny, co pozwala na fascynującą podróż przez fantastyczne krainy. Walka z Opiekunem jest trudna, ale bohaterowie nie poddają się, wykorzystując każdą szansę.
"Kamień Łez" wprowadza także elementy magiczne, takie jak kamień łez, który stanowi kluczowy artefakt w walce z Opiekunem. Rozdzielone losy bohaterów prowadzą do ciekawych zwrotów akcji, a Richard odkrywa nowe aspekty swojej mocy.
Podsumowując, ta książka to fascynująca kontynuacja serii, pełna emocji, refleksji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Gorąco polecam jej lekturę.
"Kamień Łez" kontynuuje tę opowieść w fascynujący sposób. Autor rozwija charaktery bohaterów i prowadzi nas przez ich emocjonalne podróże. Pomimo pewnego wydłużenia akcji, historia wciąż trzyma w napięciu, a Opiekun pozostaje potężnym przeciwnikiem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto zaznaczyć, że autor skupia się na psychice postaci, co dodaje głębi opowieści. Rahl Posępny, mimo śmierci, nie zamierza...
Jednak część pierwsza była lepsza... To nie była książka łatwa do przeczytania i przełknięcia... Oj oj oj oj....
Jednak część pierwsza była lepsza... To nie była książka łatwa do przeczytania i przełknięcia... Oj oj oj oj....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż, drugi tom jest zdecydowanie lepszą książką niż Pierwsze Prawo Magii, a jednak trudno go jakoś lepiej ocenić. A to z powodu… no właściwie należy zacząć od oczywistego słonia w salonie. Kwestii praw autorskich.
Czytając pierwszy tom byłem już wyczulony na tendencje Goodkinda do khem zapożyczeń. No i jasne, było ich pełno ale nie ruszały mnie zbytnio. Ot, utarte klisze gdzie chłopak z zadupia okazuje się wybrańcem i pod opieką znajomego od dziecka czarodzieja rusza pokonać łotra, który okazuje się jego ojcem, po drodze dostając magiczny miecz. Było cameo Golluma, najbardziej klasyczna wersja sympatycznej smoczycy i magiczne macguffiny mogące zniszczyć świat. Pocieszały mnie nieco mniej typowe rozterki czy rozłożenie akcentów oraz niespodziewanie absurdalne motywy sado-maso ale reszta była totalną sztampą. Miałem jednak wrażenie, że samoświadomą i jako taka, podlana dziwnościami Goodkinda zbytnio mi nie przeszkadzała. W końcu takie Oko Świata Roberta Jordana to też przecież identyczna sekwencja wydarzeń oraz postaci, niemal jeden do jednego zbieżnych z Drużyną Pierścienia. Ale o ile zrzynanie ogólnych motywów tolkienowskich uważa się dzisiaj za jako tako dopuszczalne, to pozostając przy Jordanie, to co Goodkind tu odpalił w kontekście dalszych tomów Koła Czasu spowodowało mój pełen opad szczęki.
Są tu jacyś fani Koła Czasu? Jak tak to wiedzcie, że w Kamieniu Łez mamy rozpisane kropka w kropkę identycznie: Aes Sedai niewolące męskich czarodziejów, Czarne Ajah które zinfiltrowały właściwy zakon, dar magii, który u mężczyzn powoduje szaleństwo i śmierć, Tar Valon, Sprzymierzeńców Ciemności, Synów Światłości, obroże Damane, męski i damski aspekt magii, Czarnego-Sheitana będącego antytezą Stwórcy, Callandora, motyw Ta’veren itp. itd. etc. Inne są tylko nazwy ale frakcje, siły, motywacje i sposoby działania te same. Te same i to kilka lat po bestsellerowych w USA książkach Jordana – Koło Czasu liczyło już wtedy 6 tomów a ww. elementy były już w nim bardzo pieczołowicie ustanowione i doskonale znane społeczności fanów fantasy. Nie wiem jak to skomentować ani czemu nie zahaczyło to o sprawę sądową. Goodkind jak to on, bucowato się od tego odcinał, a Jordanowi chyba nie chciało się szamotać z tym wszystkim na stopie prawnej. Skala „przepisania” ww. motywów jest nieporównywalna z żadnym innym tego typu przypadkiem o jakim słyszałem. Jest tak duża, że paradoksalnie można bronić Goodkinda – bo nie jest możliwe aby ktoś był aż tak bardzo bezczelny ;p Przy założeniu przypadkowości byłyby to wówczas absolutnie niesamowity zbieg okoliczności.
Gdyby nie te problemy, książka byłaby całkiem solidną pozycją (w osobliwej skali tej serii),znacznie przerastającą tom pierwszy. Z ogólnej sztampy jeszcze bardziej wybrzmiewają bowiem dziwności autora, nietypowe podejścia do rozkładania akcentów, osobliwej moralności i je dylematów. Narracja stała się nieco dojrzalsza, a przygody bardziej zróżnicowane. Świat zyskał na złożoności, chociaż miejscami kosztem logiki, no ale na pewno stał się większy. Bohaterowie nabrali też dodatkowych wymiarów albo ciekawszych backstory. Richard dostał trochę wewnętrznych zmagań, zdarza mu się teraz kwestionować swoją poczytalność, swoją sytuację wybrańca pojmować jako przekleństwo, a co najważniejsze uderzają w niego traumy nabyte w niedawnych sekwencjach tortur BDSM. Są tu całkiem zwariowane momenty. Na przykład zimowa bitwa stoczona w śnieżnych zaspach pod wodzą głównej bohaterki - na golasa. Nie tylko bohaterki, cała armia jest na golasa… aby siać postrach wśród wrogów… w środku zimy… :D Oczywiście mamy pełno motywów sado-maso i gore, obdzierania żywcem ze skóry, licznych i dosadnie opisywanych „prawie gwałtów”, napalonych czarodziejek itp. etc., a wszystko to jednak ubrane w dość infantylną cukierkową bajkowość pełną podniosłych przemów, przywodzących na myśl najckliwsze soap opery. Klasyczny Goodkind.
Zaczynam też zauważać to co autor uparcie perorował w wywiadach. Worldbuilng jest dla niego zdecydowanie trzeciorzędny i pretekstowy w stosunku do tego co lubi on najbardziej – układania swoich ulubionych bohaterów w kolejne dylematy relacyjno-moralne i patrzyć jak radzą sobie wewnętrznie z przeciwnościami dzięki filozoficznym rozważaniom. Po przepracowaniu w głowie rozwiązania i rozstrzygnięciu moralno-filozoficznym wystarcza już tylko pretekstowa deus ex machina, jakiś nowy czar czy zwrot akcji i problem staje się rozwiązany. Czasem może to powodować poczucie obcowania właśnie z przegadaną soap operą, ale jest to częścią tutejszej dziwnej specyfiki. Szkoda tylko, że te dylematy są tak bardzo dziecinne i wynikają jedynie z wewnętrznych rozważań bohaterów. Na zewnątrz zaś wszystko jest jasne bo villani są zawsze kreskówkowo źli i banalni. Całość ww. cech ma jednak pewien urok i odróżnia nieco flow tej serii od innych, pozwalając na łatwiejsze przymykanie oczu na klisze.
Byłoby to wszystko całkiem sympatyczne jako BDSM fanfic Koła Czasu ale eh. W kontekście skali podejrzewanego plagiatu, a także jeżeli to plagiat to w świetle jego totalnej ostentacyjności trudno dać coś więcej niż 6/10. Wciąż tylko dla lubiących rzeczy tak złe, że aż bawiące. Mam tylko nadzieję, że w dalszych tomach pójdzie to już bardziej swoją drogą (czekam i czekam na tą walką z kolektywizmem i komunizmem w świecie fantasy pod sztandarami obiektywizmu - puki co bezskutecznie ;p),tym bardziej, że to co się dało zerżnąć z Koła Czasu to już zerżnięto i upchnięto w pełni do tego tomu.
Cóż, drugi tom jest zdecydowanie lepszą książką niż Pierwsze Prawo Magii, a jednak trudno go jakoś lepiej ocenić. A to z powodu… no właściwie należy zacząć od oczywistego słonia w salonie. Kwestii praw autorskich.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając pierwszy tom byłem już wyczulony na tendencje Goodkinda do khem zapożyczeń. No i jasne, było ich pełno ale nie ruszały mnie zbytnio. Ot, utarte klisze...
2.5 ⭐
Okay...
Ogólnie bardzo lubię świat, jaki stworzył Goodkind. Podoba mi się idea magów, Miecza Prawdy, zasłona odzielający światy, Spowiedniczki... Cała ta otoczka sprawia, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo jestem ogromnie ciekawa i mimo wszystko książka ma ogrom dobrych momentów.
Ale!
Goodkind kompletnie nie umie w wątki romantyczne, nie lubię Richarda i Kahlan razem i im kompletnie nie kibicuje. Denerwują mnie przeokropnie i ich jojczenie, że nie mogą być razem doprowadza mnie do szewskiej pasji. Tytułowy Kamień Łez pojawia się może przez 20 stron (słabo pamiętam pierwsze 30%, których słuchałam 2 lata temu, więc mogę się mylić). No i przede wszystkim TO JEST TAK OKROPNIE PRZECIĄGNIĘTE. Uwierzcie mi, że tu nie ma tyle akcji na prawie 900 stron. Miała swoje momenty, ale tez przeokropnie mnie wynudziła i wkurzyła, bo jest zwyczajnie za długa i treść nie odpowiada objętości.
Na pewno sięgnę po kolejny tom, ale potrzebuję dłuższej przerwy :)
2.5 ⭐
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkay...
Ogólnie bardzo lubię świat, jaki stworzył Goodkind. Podoba mi się idea magów, Miecza Prawdy, zasłona odzielający światy, Spowiedniczki... Cała ta otoczka sprawia, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo jestem ogromnie ciekawa i mimo wszystko książka ma ogrom dobrych momentów.
Ale!
Goodkind kompletnie nie umie w wątki romantyczne, nie lubię Richarda i...
Znamienny tytuł, który wycisnął ze mnie morze łez, gdy walczyłem ze snem próbując przetrwać kolejne rozdziały.
Niestety. Książka nudna, która o zgrozo o mało nie zniechęciła mnie do cyklu. Autor powiększa świat, powiększa wachlarz bohaterów - z którymi jeszcze się spotkamy i jak zwykle rozdziela głównych bohaterów. Gdyby skrócić ja o połowę, dzieło wiele by nie straciło, a byłoby lepsze w odbiorze.
Znamienny tytuł, który wycisnął ze mnie morze łez, gdy walczyłem ze snem próbując przetrwać kolejne rozdziały.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety. Książka nudna, która o zgrozo o mało nie zniechęciła mnie do cyklu. Autor powiększa świat, powiększa wachlarz bohaterów - z którymi jeszcze się spotkamy i jak zwykle rozdziela głównych bohaterów. Gdyby skrócić ja o połowę, dzieło wiele by nie straciło, a...