Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel

Okładka książki Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel autora Mikołaj Kołyszko,
Okładka książki Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel
Mikołaj Kołyszko Wydawnictwo: Empik Go reportaż
Kategoria:
reportaż
Format:
audiobook
Data wydania:
2023-06-12
Data 1. wyd. pol.:
2023-06-12
Język:
polski
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel

Średnia ocen
7,7 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel

avatar
149
102

Na półkach:

Mikołaj Kołyszko,

Historia Anneliese Michel przez bardzo długi okres czasu, była dla wielu, po prostu jeszcze jedną filmową opowieścią z gatunku Grozy.

Ani lepszą, ani gorszą, choć na faktach, w które zdrowy rozsądek nakazywał oczywiście wątpić, bo też, jak właściwie dojść do faktów? Jak być pewnym, że fakty te nie zostały sfabrykowane?

Cóż, myślę, że owa historia właśnie taką by pozostała, podobnie jak cykl „Amityville”, filmy o małżeństwie Warren, czy choćby „Egzorcysta” Blatty’ego, gdyby nie niezwykły reportaż Mikołaja Kołyszki.

Reportaż, który we wciągający sposób zakwestionował punkt widzenia przyjęty przez pewne stronnictwa w kościele, a zarazem, funkcjonujący w tak zwanej opinii publicznej w związku z rzeczonym, a wymienionym wcześniej, obrazem kinowym.

Przy czym, jasno określę, reportaż Kołyszki, wydał mi się w wielu momentach, czasami (i tylko czasami) nierówny. I o dziwo, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, a mija już rok, odkąd zapoznałem się z całością podkastu, wcale nie upatruję w tym żadnej usterki. Ani nie traktuję owej nierówności, którą wyczuwam, jako wady. Po prostu, z niektórymi poglądami Mikołaja Kołyszki nie do końca się zgadzam. Inne dywagacje, wydają mi się w przedmiocie sprawy Annaliese zbędne. Lecz jak każdy odbiorca, patrzę z określonej perspektywy. I to owa perspektywa, dyktuje warunki osądu. Nie uzurpuję sobie prawa do ostatecznej oceny. I jako całość, traktuję reportaż o Egzorcyzmie Annaliese Michele, jako niezwykły przykład, śmiem powiedzieć pokaz dziennikarstwa, które w naszym świecie zanika. Jest to dziennikarstwo nie tylko zaangażowane, uczciwe, podlegające prawom dyskusji, a przede wszystkim, RZETELNE. I także, w żaden sposób nie neguję faktu, że każdy kto zapragnie większego zagłębienia w omawiany temat, znajdzie w podcaście Mikołaja potrzebną strawę i wyjdzie z tego czerwonego, naszpikowanego argumentami merytorycznymi pokoju zdecydowanie mądrzejszy, bardziej świadomy, z większą wiedzą. Jasno też muszę podkreślić. Rzetelność Mikołaja, nie wynika wyłącznie z jego własnej wiedzy. Tam, gdzie jest potrzeba, Kołyszko sięga po argumentację specjalistów, osób przygotowanych, a przy tym, komentujących bez założenia określonej tezy, a co za tym idzie, moim zdaniem bezstronnych.

Swoją drogą, muszę i traktuję ów reportaż, jako formę ciekawej socjologicznej edukacji dla mnie, jako dla odbiorcy. To zdaje się element, którego Mikołaj Kołyszko, kompletnie moim zdaniem nie miał w planie. A może miał? Zaczynam dostrzegać, zupełnie obok tematu, jeszcze jeden aspekt. Jako autor grozy i jej odbiorca codzienny, spostrzegam pewien mechanizm. Mechanizm ten, wykorzystywany przez twórców kinowych w sposób nie do końca uczciwy, znany jest od lat. Nie odkrywam tu Ameryki, przynajmniej pozornie. Bo w momencie gdy mamy do czynienia z filmem o procesie, toczącym się w sądzie, z ludzkim dramatem, z rzeczywistym sporem… Który jest odgrywany nie 1:1, lecz w formie fabularyzowanej burleski z udziałem aktorów… Gdzie kino odzwierciedla punkt widzenia tylko jednej strony… Warto się zastanowić, czy uczciwe jest pokazywanie takich rzeczy w kinie. Ja, „Egzorcyzmy Emily Rose” oglądałem z wypiekami. To było dla mnie arcydzieło suspensu. Dzisiaj, nie jestem w stanie spojrzeć na ten film i nigdy już chyba po niego nie sięgnę, uosabia dla mnie bowiem wszystko, czym karmi się Hollywood, a co, pomimo oczywistego klimatu, nie powinno mieć miejsca (co dopiero mówić o celowości powstania).

Wyjaśnię. Za pomocą celuloidu, który, jak wiadomo, potęguje w odbiorcy emocje, na zasadzie użycia odnoszącego się do emocji języka obrazu, sugestywności muzyki, gry aktorskiej, stworzona swoistą rozprawkę na temat zasadności wydarzeń, które miały miejsce i wyborów, które zostały podjęte. Fakty? Argumenty logiczne? Tu nie ma na podobne miejsca. Stworzono bowiem trwający prawie dwie godziny pastisz paradokumentu. I tak. Razi mnie silnie powoływanie się na to, że dotyczy to faktów. Bo to okropna, pozbawiona taktu fikcja i taką dla mnie pozostanie. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę oczywisty fakt komercyjnego sukcesu dzieła, które w związku z tym oddziaływać mogło na znacznie większą rzeszę ludzi, niż jakikolwiek dokument w tym temacie stworzony. Ale nie o filmie chciałem mówić, tylko o reportażu Mikołaja Kołyszki. Reportażu, który dotyka w sposób kompleksowy i komplementarny, problemu nawiedzenia, czy egzorcyzmu. Problemu Rituale Romanum, czyli zasad, które powinien przyjąć ksiądz wykonując egzorcyzm. Wreszcie, przytacza bardzo podobne historie z naszego, silnie katolickiego i własnego podwórka.

Pierwsze co rzuciło mi się w momencie, gdy zacząłem podcast słuchać, to fakt, że nie byłem w stanie oderwać się od jego treści. Kołyszko, jest bowiem rozmówcą przebiegłym i ciekawym. W sposób, mam wrażenie, wynikający z autentycznego zainteresowania tematem. Wreszcie jakichś naturalnych, przyrodzonych zdolności gawędziarskich. Mało tego. Ma się wrażenie, że głębokość rozmowy sprawia, że przechodzą Cię ciarki po plecach. Poruszając się płynnie pomiędzy przykazaniem kościelnym, medycyną (w tym psychiatryczną),polityką Kościoła w czasach powojennych i zdaniem na temat zagadnień ze strony episkopatu niemieckiego z rzeczonego okresu, Kołyszko udowadnia swoje kompetencje do badania sprawy tak złożonej i niezwykłej, jak sprawa AM.

To co może nie do końca mi się podobało, to sięganie po elementy, dla mnie przynajmniej, będące na tyle odległymi tematycznie od przytaczanej historii, że nie mającymi znaczenia dla Problemu. Zdaję sobie jednak sprawę, że ja także patrzę wyłącznie przez określony pryzmat. Pryzmat historyka, politologa, domorosłego badacza kultury i religijności. Nie jestem religioznawcą, wobec tego, dla mnie? Założenia buddyzmu w zakresie opętań, dywagacje na temat opętanych w kulturze Braminów, to wszystko jest ciekawe, lecz do sprawy opętanej dziewczyny z Niemiec? Nic moim zdaniem nie wnosi. Ale. Religioznawca pewnie by się na to ostatnie zdanie oburzył. I także może mieć rację. Moim zdaniem jednak, o wiele bardziej istotne dla sprawy ma kwestia tego, jak Kościół powinien podejść do zagadnienia Rituale Romanum, czyli do swoich liturgicznych zadań, które są przytoczone tutaj, zgodnie z panującą wtedy metodą i jako nieoderwane od historii czy polityki Kościoła. Skupienie się na tym problemie, pozwala wyprowadzić jakiś wniosek na temat zachowań księży, którzy dokonywali swoich czynności na młodej i zdecydowanie cierpiącej dziewczynie.

Czy uważam, że reportażowi Kołyszki tego brakuje, albo jest tych elementów za mało? Hell No. Są to momenty po prostu najbardziej dla mnie ciekawe i najmocniej je chłonąłem (tuż obok soczyście przetłumaczonych i omówionych fragmentów nagrań audio). Także wyjaśnienie medyczne, zwłaszcza w związku z odczuwaną przez mnie kontrowersją w kontekście filmu o Emily Rose, stanowi najważniejszy fragment całego dzieła.

Praca Mikołaja Kołyszki jest nie tylko ciekawa, ale wręcz przełomowa, bazująca na wiedzy i sposobie podejścia osoby traktującej swoją pracę poważnie i silnie w nią zaangażowanej. Nie jestem do końca pewny, po wysłuchaniu całego podkastu, czy Mikołaj Kołyszko ma rację. Nie było mnie tam. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy faktycznie wnioski podjęte przez Mikołaja, albo czy wszystkie z tych wniosków, są właściwe. Ale on, wielokrotnie to podkreślając, także nie jest. I myślę, trochę idąc za Sokratesem, że to stanowi wartość najbardziej w temacie reportażu Kołyszki dodaną.

Jarek Klonowski, Studio Grozy

Mikołaj Kołyszko,

Historia Anneliese Michel przez bardzo długi okres czasu, była dla wielu, po prostu jeszcze jedną filmową opowieścią z gatunku Grozy.

Ani lepszą, ani gorszą, choć na faktach, w które zdrowy rozsądek nakazywał oczywiście wątpić, bo też, jak właściwie dojść do faktów? Jak być pewnym, że fakty te nie zostały sfabrykowane?

Cóż, myślę, że owa historia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
513
149

Na półkach: ,

Autor ma potężną wiedżę, korzystał z ogromnej ilości źródeł, a materiału wystarczyłoby na kilka książek. Czytało mi sie to ciężko i bardzo długo. Trochę męcząca lektura bo autor za bardzio chciał..

Autor ma potężną wiedżę, korzystał z ogromnej ilości źródeł, a materiału wystarczyłoby na kilka książek. Czytało mi sie to ciężko i bardzo długo. Trochę męcząca lektura bo autor za bardzio chciał..

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
624
584

Na półkach:

Z takim bardzo szczegółowym i konkretnym researchem się jeszcze nigdy nie spotkałam. Gdyby nie film "Egzorcyzmy Emily Rose" to nie wpadłabym na Anneliese Michel. Rewelacja!

Z takim bardzo szczegółowym i konkretnym researchem się jeszcze nigdy nie spotkałam. Gdyby nie film "Egzorcyzmy Emily Rose" to nie wpadłabym na Anneliese Michel. Rewelacja!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel na półkach głównych
  • 50
  • 46
25 użytkowników ma tytuł Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel na półkach dodatkowych
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Mikołaj Kołyszko
Mikołaj Kołyszko
Pisarz gamebookowy i religioznawca. Specjalizuje się w mitoznawstwie i badaniu mitów Cthulhu (ich genezie, konsolidacji, rozwoju). Jest autorem m.in. książki "Groza jest święta", gry paragrafowej "Dziady, część V. Dziady, które nie spieprzają" i gamebookowej serii "Tajemne Oblicze Świata". W fabuły swoich powieści wplata prawdziwe, uniwersalne i niezwykłe fenomeny religijne. Osobisty researcher Marka Krajewskiego. Twórca Podcastu Religioznawczego. Były redaktor naczelny portalu CzytajPL.pl, były redaktor naczelny magazynu "Masz wybór" poświęconego interaktywnym gałęziom kultury (przede wszystkim grom książkowym) oraz Wydawnictwa Wielokrotnego Wyboru. Pisze artykuły do portali internetowych i gazet (m. in. były współpracownik magazynu "Vege"). Nakładem wydawnictwa Best-class ukazała się jego książka "Wegetarianizm bez tajemnic".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel