rozwińzwiń

Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce

Okładka książki Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce autora Morten Vittrup, 9788702336818
Okładka książki Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce
Morten Vittrup Wydawnictwo: Word Audio Publishing International literatura piękna
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
audiobook
Tytuł oryginału:
Argentineren der kom sejlende på en cedertæsplanke
Data wydania:
2022-02-16
Data 1. wyd. pol.:
2022-02-16
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788702336818
Tłumacz:
Joanna Cymbrykiewicz
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce

Średnia ocen
6,7 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce

avatar
443
343

Na półkach: ,

"Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" to nie jest powieść w stylu Robinsona Crusoe (na co mógłby wskazywać tytuł),a saga rodzinna wykorzystująca motyw zmagania się z własnymi błędami i ponoszenia konsekwencji swoich wyborów. Odniosłem wrażenie, że momentami historia była prezentowana zbyt chaotycznie.

"Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" to nie jest powieść w stylu Robinsona Crusoe (na co mógłby wskazywać tytuł),a saga rodzinna wykorzystująca motyw zmagania się z własnymi błędami i ponoszenia konsekwencji swoich wyborów. Odniosłem wrażenie, że momentami historia była prezentowana zbyt chaotycznie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1916
1374

Na półkach: ,

Jestem absolutnie mało oryginalna ale uwielbiam książki takie jak ta - monumentalne sagi rodzinne, pozornie toczące się leniwie ale skrywające wewnątrz całe mnóstwo tajemnic i niuansów. ,,Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" tu już sam tytuł intryguje i rozbudza ciekawość oraz ma to coś, co przykuwa uwagę. I taka jest też cała historia. Momentami absurdalna, momentami poruszająca i zaskakująca.

,,Argentyńczyk.." to opowieść, która rozgrywa się na przestrzeni 50 lat i opowiada o skomplikowanych relacjach rodzinnych. Rozpoczyna się (mało zaskakujące) gdy Victor de la Vega zostaje znaleziony na brzegu morza i odmieni na zawsze życie młodziutkiej Sofii. Nie zostanie ona zakonnicą a zamiast tego pozna historię, która zadecyduje o losie kolejnych pokoleń. To właśnie wtedy zacznie się historia rodziny naznaczona tajemnicami, bolesnymi pomyłkami, zaskakującymi przypadkami i tragediami, których konsekwencje będą ciągnąć się przez lata. Ta wielowątkowa opowieść z lekkością i wyczuciem opowiada o najtragiczniejszych epizodach zarówno z dziejów Argentyny jak i Hiszpanii i pokazuje jak mniej lub bardziej świadomie odciska się ona piętnem na zwykłych ludziach. Muszą się oni mierzyć z konsekwencjami, wpływając na innych i prowadząc do kolejnych mniejszych lub większych dramatów.

Początkowo nie mogłam przekonać się do tej książki ale gdy już się w niej zanurzyłam znalazłam tam humor, pasję, nonszalanckie latynoskie spojrzenie na świat oraz ogrom emocji. I to właśnie one stanowią podstawę, na której opiera się cała historia. Ta książka to właściwie opowieść w opowieści opowiedziana z pełną dramaturgią, malowniczością i rozmachem. Pełna niedopowiedzeń i tajemnic do samego końca trzyma w napięciu i podświadomie determinuje zachowanie bohaterów, którzy próbują uciec od tego co nieuniknione, nieświadomie powtarzając błędy poprzedników. ,,Argentyńczyk.." to książka nieoczywista ale przepełniona ciepłem, którą czyta się z zapartym tchem. Polecam!

Jestem absolutnie mało oryginalna ale uwielbiam książki takie jak ta - monumentalne sagi rodzinne, pozornie toczące się leniwie ale skrywające wewnątrz całe mnóstwo tajemnic i niuansów. ,,Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" tu już sam tytuł intryguje i rozbudza ciekawość oraz ma to coś, co przykuwa uwagę. I taka jest też cała historia. Momentami absurdalna,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1328
430

Na półkach: ,

Pierwsze podejście: Zupełnie nie mogę skupić uwagi na treści, ale zamierzam kiedyś spróbować podejść do tej książki ponownie.
Drugie podejście: zupełnie inny odbiór - fajna lekka historia, choć pełna dramatów i zawiłych sytuacji rodzinnych.
Zatem w moim przypadku trzeba było dobrze trafić z nastrojem, ale warto było zrobić drugie podejście.

Pierwsze podejście: Zupełnie nie mogę skupić uwagi na treści, ale zamierzam kiedyś spróbować podejść do tej książki ponownie.
Drugie podejście: zupełnie inny odbiór - fajna lekka historia, choć pełna dramatów i zawiłych sytuacji rodzinnych.
Zatem w moim przypadku trzeba było dobrze trafić z nastrojem, ale warto było zrobić drugie podejście.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

33 użytkowników ma tytuł Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce na półkach głównych
  • 22
  • 11
11 użytkowników ma tytuł Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zbieracze borówek Amanda Peters
Zbieracze borówek
Amanda Peters
Dwie rodziny, których absolutnie nic nie łączy, oprócz tego że obie są pokiereszowane przez los i obie nieszczęśliwe. Tylko że jedna z tych rodzin uznała, że można odwrócić zły los nie oglądając się na konsekwencje. Rodzina zamożnych, białych ,wykształconych Amerykanów uznała, że ich prawo do szczęścia jest ważniejsze, niż prawa ubogich, śniadoskórych Mikmaków. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć inaczej, niż głęboko zakorzenionym rasizmem, choć tego tematu autorka nie porusza. Najciekawsze w tej powieści wydaje mi się właśnie to, co zostało przemilczane. Ta powieść nie wzbudza tak silnych emocji, jakich oczekiwałam, ale może właśnie w tym tkwi jej wartość? Nie potrafiłam wczuć się w sytuację głównej bohaterki, ale kiedy teraz o tym myślę, to może jest to zabieg celowy? Może warunki, w jakich Norma została wychowana, pozbawiły ją nie tylko prawdziwej tożsamości, ale też umiejętności wyrażania emocji? Znacznie łatwiej mi było utożsamić się z przepełnionym gniewem i poczuciem winy Joem. Jego życie nie było kryształowe, ale przynajmniej było prawdziwe. Jedna egoistyczna, impulsywna decyzja jednego człowieka i brak właściwej reakcji otoczenia spowodowała nieprawdopodobne konsekwencje dla wielu osób. Ostatecznie nikomu nie przywróciła spokoju i szczęścia. „Zbieracze borówek” nie są jakimś wybitnym literacko dziełem, ale niosą ważne przesłanie, które warto sobie wciąż przypominać. Nie wolno budować własnego szczęścia kosztem drugiego człowieka. To takie proste, a tak łatwo usprawiedliwić swoje niemoralne wybory tysiącem ważnych, a nawet szczytnych celów…
Rabarbar - awatar Rabarbar
ocenił na618 dni temu
Sekret indygo Natasha Boyd
Sekret indygo
Natasha Boyd
Karolina Południowa, 1739 rok. Eliza Lucas, 16-letnia córka pułkownika armii brytyjskiej i plantatora, dostała od ojca w zarząd trzy rodzinne plantacje, w tym dwie mocno obciążone hipoteką. W obliczu kłopotów finansowych rodziny Lucasów, potęgowanych dodatkowo przez niezbyt sprzyjającą sytuację gospodarczo-polityczną w brytyjskich dominiach w Ameryce Północnej, panna Lucas zaczęła na jednej z plantacji eksperymentować z uprawą nasion indygowca, używanego w owych czasach do pozyskiwania barwnika indygo. Chociaż sukces w uzyskaniu indygo pomógłby Lucasom odbić się finansowo, młoda plantatorka nie mogła spodziewać się, jak wyboista okaże się droga do sukcesu… Sprawnie napisana i interesująca powieść historyczna o zapomnianej już dzisiaj postaci, której działalność miała niebagatelny wpływ na rozwój ekonomiczny amerykańskiego Południa. Chociaż większość wydarzeń opisanych w książce pokrywa się z życiorysem panny Lucas na anglojęzycznej Wikipedii, tak nie mogłam nie zauważyć, że pewne wątki ujęto w zgodzie z obecnymi prądami społecznymi. Największe wątpliwości, zaraz po (z tego, co się zdążyłam później zorientować, całkowicie zmyślonym) wątku niewolnika Bena i jego „relacji” z Elizą Lucas, wzbudziło we mnie podkreślanie co i rusz, jak wielkie kontrowersje wywoływało prowadzenie plantacji przez kobietę i na jak wielki ostracyzm naraziło protagonistkę. Nie doktoryzowałam się z obyczajów XVIII-wiecznego amerykańskiego Południa, wydaje mi się jednak dość naciągane, że kobieta prowadząca plantację pod nieobecność męża bądź ojca była w owych czasach takim kuriozum, jak też że od córek i żon plantatorów oczekiwano, że będą miały zerową wiedzę na temat spraw gospodarskich. No i wątek romansowy głównej bohaterki i jej przyszłego męża został ukazany w odrobinę niesmaczny sposób, można go było napisać z większym wyczuciem.
Vampiress - awatar Vampiress
ocenił na723 dni temu
Śmierć jeździ audi Kristian Bang Foss
Śmierć jeździ audi
Kristian Bang Foss
„Śmierć jeździ audi” to powieść skłaniająca do refleksji, w której ważną rolę odgrywa człowiek i jego pragnienia, marzenia, ale też stagnacja i pewnego rodzaju zrezygnowanie. Historia rozpoczyna się nieco komediowo – od zwolnienia z pracy Asgera, lecz to tylko zamydlenie czytelnikowi oczu, gdyż dalej jest sentymentalnie, paradoksalnie, ale przede wszystkim z zachętą do rozmyślań. Nie jest to do gruntu filozoficzna opowiastka, ale też nie mamy do czynienia z powieścią porywającą akcją, błyskotliwymi dialogami. Tak naprawdę „Śmierć jeździ audi” to powieść drogi, a jak wiadomo w trakcie takich powieściowych podróży pojawiają się pytania ważne i ocierające się o sens ludzkiego istnienia. Po tym jak Asger traci pracę, dziewczynę, popada w długi i nałogi, decyduje się na pracę asystenta osoby niepełnosprawnej – Waldemara, który jest jednym z najsmutniejszych bohaterów, jakich spotkałam w dotąd przeczytanych książkach. Oboje wyruszają w podróż do Maroka, by Waldemar mógł skorzystać z usług miejscowego uzdrowiciela. Wyruszają samochodem, ale nie tytułowym audi, które ma w powieści inny, symboliczny wymiar, lecz jadą VW. Podróżują przez Europę, spotykają różnych ludzi, rozmawiają ze sobą, śmieją się z tych samych, często w ogóle już nieśmiesznych sytuacji czy zdań powtarzanych do złudzenia. Do Afryki docierają, jednak to jeszcze nie koniec ich podróży. Jeszcze muszą odbyć jedną. Jak już wspomniałam, powieść nie ma porywającej akcji, czyta się spokojnie, lecz z zainteresowaniem. Są momenty, które bawią, więcej jest jednak zdań do przemyśleń. Obaj panowie – Asger i Waldemar na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieudacznikami, nudziarzami, zdawałoby się, że czasami naiwniakami, a na tle współczesnych bohaterów bywają wręcz przeźroczyści. Możemy im współczuć, ale da się ich lubić. W zachowaniu Waldemara i Asgera, w ich rozmowach odnajdujemy prostą mądrość, wręcz chciałoby się napisać „głupią mądrość”, ale po głębszych przemyśleniach wiem, że obaj panowie w czasie podróży odnaleźli coś, co jest naprawdę wartościowe: przyjaźń (choć na ten temat nie padło ani jedno słowo) i wyzwolenie z ustalonych ram, jakie narzucił nam współczesny świat, wyzwolenie z wykluczenia społecznego. Z powieści Kristiana Banga Fossa najwyraźniej zapamiętałam dwie sceny: scenę na pustyni z psami i nocą spędzoną na dachu przez Asgera i Waldemara oraz wątek Maliny – dziewczyny z Polski. Malina została opisana dokładnie tak, jak kobieta nosząca takie samo przezwisko, a którą miałam okazję kiedyś poznać. Jej postępek wobec obu bohaterów mnie nie zdziwił – poznana przeze mnie Malina była taka sama. Jednak tak przedstawiona w powieści Polka może wzbudzać protest czytelników, co jest zrozumiałe. Nie chcemy być w ten sposób opisywani przez zagranicznych pisarzy. Zastrzeżenie do powieści? Nadal nie wiem, czym jest to różowe na okładce. Edit: Już wiem, już mnie uświadomiono, że to pognieciona butelka.
Ania WW - awatar Ania WW
ocenił na71 rok temu
Pani England Stacey Halls
Pani England
Stacey Halls
Rok 1904. Ruby May to wykształcona w londyńskim instytucie niania, która zmienia miejsce pracy i wyrusza na północ, by podjąć opiekę nad czwórką dzieci. Z pozoru normalna rodzina skrywa jednak niepokojące sekrety. Sama Ruby również ma swoją tajemnicę, o której wolałaby nie mówić, by nie być ocenianą przez jej pryzmat. Do czego doprowadzi dociekliwość młodej niani? Czy będzie potrafiła unieść ciężar prawdy? Fabuła powieści osadzona jest w czasach edwardiańskich. Jest dobrze skonstruowana, a relacje między bohaterami przedstawione w sposób klarowny i logiczny, dzięki czemu łatwo odnaleźć się w realiach epoki. Od pierwszych stron wyczuwalne jest napięcie panujące w domu Englandów, które skutecznie podtrzymuje zainteresowanie czytelnika. Styl autorki – Stacy Halls – bardzo przypadł mi do gustu. Tempo akcji jest umiarkowane. Momentami odnosiłam wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu, podczas gdy z treści wynikało, iż wydarzenia obejmują zaledwie kilka tygodni. Kreacja bohaterów jest przemyślana i pełna – wszystkie wątki dobrze się ze sobą łączą, prowadząc do zaskakującego finału. Podczas lektury nie brakowało emocji. Napięcie budowane jest stopniowo, mimo że jest to powieść obyczajowa, a nie sensacyjna. Polecam tę książkę osobom, które lubią historie o silnych kobiecych bohaterkach funkcjonujących w świecie zdominowanym przez mężczyzn – kobietach, które mimo ograniczeń potrafiły się sprzeciwić i zawalczyć o siebie.
joanna_czyta - awatar joanna_czyta
oceniła na81 miesiąc temu
Lód Ulla-Lena Lundberg
Lód
Ulla-Lena Lundberg
„Lód” Ulli-Leny Lundberg to opowieść subtelna, a jednocześnie głęboko poruszająca. Autorka przenosi czytelnika na surowe, bezleśne Wyspy Alandzkie – miejsce z pozoru nieprzyjazne, ale pełne wewnętrznego ciepła i powolnie rodzącej się wspólnoty. To właśnie tutaj młode pastorostwo, Petter i Mona, postanawia rozpocząć nowe życie wraz z małą córeczką. Powieść wyróżnia się spokojnym, refleksyjnym tonem i uważnym portretowaniem codzienności. Życie na Örlandii toczy się zgodnie z rytmem natury – zmienną pogodą, lodem, który odcina wyspę od świata, i cichą, lecz nieustanną obecnością przeszłości. Lundberg z wyczuciem kreśli świat, w którym bohaterowie uczą się żyć razem, mimo różnic i wewnętrznych konfliktów. Pastor Petter emanuje dobrocią i spokojem, Mona to postać silna i praktyczna, a ich relacja z mieszkańcami – od kantora, przez sklepikarkę, aż po radziecką lekarkę – rozwija się z czasem w relację pełną wzajemnego szacunku. Autorka nie ucieka jednak od trudnych tematów. W idealnej z pozoru społeczności drzemią napięcia, a kiedy przychodzi tragedia, staje się ona papierkiem lakmusowym dla wartości, na których opiera się wspólnota. Czy mieszkańcy potrafią się zjednoczyć, gdy wszystko zostaje wystawione na próbę? „Lód” to powieść o kruchości życia i sile wspólnoty, o tym, jak codzienność może być zarówno banalna, jak i święta. To książka, która nie narzuca emocji, ale pozwala je głęboko przeżyć. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – dla klimatu, dla języka i dla ludzi, którzy, choć żyją na krańcu świata, są nam zaskakująco bliscy.
mamausza - awatar mamausza
oceniła na87 miesięcy temu
Violeta Isabel Allende
Violeta
Isabel Allende
Rozpisany na 100 lat barwny i wielowymiarowy fresk, przedstawiający losy tytułowej Violety na tle tragicznej historii Chile i całej Ameryki Łacińskiej to powieść, która rzeczywiście nie wytrzymuje porównania z „Domem dusz”, czy „Córką fortuny”, ale nie znaczy to wcale, że jest powieścią słabą. Wręcz przeciwnie. Allende nie tworzy tu monumentalnej opowieści, raczej intymny portret kobiecy, w którym pobrzmiewają echa własnych doświadczeń autorki. „Violeta” napisana jest w formie pierwszoosobowej spowiedzi życia, wygłaszanej przez tytułową bohaterkę do Camila, człowieka bardzo jej bliskiego. O jego tożsamości dowiadujemy się dopiero w połowie książki, więc i ja nie zdradzę, kim jest adresat tego wielkiego monologu. Violeta, przeżywszy równo 100 lat, dzieli się z nim swoją historią, która obfitowała w wiele strat i radości, a na jej losy ogromny wpływ miały ważne wydarzenia historyczne: walka o prawa kobiet, zamachy stanu, rządy junt wojskowych, wojna, upadające rządy oraz dwie zarazy, stanowiące klamrę rozpoczynającą i zamykającą całą opowieść. Życie bohaterki rozpięte jest bowiem pomiędzy pandemię grypy hiszpanki w 1920 roku, kiedy przyszła na świat, a znaną nam wszystkim pandemię koronawirusa z 2020 roku. Losy Violety składają się z wydarzeń, które ma w swoim życiorysie większość kobiet: małżeństwo, wielkie namiętności, macierzyństwo, rozstania i powroty. Wszystko to dzieje się w świecie zdominowanym przez mężczyzn, w maczystowskiej kulturze, gdzie bicie i wykorzystywanie kobiet wpisane są w świadomość kulturową, a kobieta, która się przeciw temu buntuje uważana jest za zagrożenie dla tradycji i dziwadło. Dlatego główna bohaterka imponuje swoim hartem ducha w powolnym stawaniu się prawdziwą kobietą. O ile na początku widzimy ją jako powolną i nieświadomą swojej wartości osobę, o tyle w toku zdobywanych doświadczeń życiowych staje się niezależna, silna i wolna. W walce o swoją kobiecość nie jest sama. Towarzyszą jej inne bohaterki, tak samo jak ona zdeterminowane, by podjąć walkę o szczęście własne i bliskich. I nawet jeśli czasem trzeba pomóc losowi, uciekając się do indiańskich rytuałów, chrześcijańskich modłów, czy urzędowych sztuczek, to bohaterki są do tego zdolne. W obronie rodziny, czy przyjaciół zdecydowane są na wielkie poświęcenia. Potrafią kochać i nienawidzić. Z miłości gotowe są zabić, ale i podarować wolność ukochanej osobie, a z nienawiści doprowadzić kogoś do upadku. Bo w świecie Violety emocje są bardzo silne. Biografia bohaterki jest też okazją dla Isabel Allende do podjęcia kilku ważnych społecznie tematów: związków homoseksualnych, przemocy wobec kobiet, narkomanii, uchodźców, prześladowań na tle politycznym czy rasowym. Całość opowiedziana jest swobodnym stylem, bez silenia się na oryginalność, czy intelektualizm, co sprawia, że powieść czyta się znakomicie. Zawiera ona w sobie trochę humoru, trochę smutku, trochę magii i realizmu, znajdziemy tu także nieco filozoficznych wywodów, a nawet sceny erotyczne (ale bardzo delikatne, bez wulgarności). Wszystko podane w idealnie wyważonych proporcjach, a więc smakowite. Czytajcie więc, smacznego!
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na83 miesiące temu
Była żona Ursula Parrott
Była żona
Ursula Parrott
przyznam, że sięgnęłam po nią na półkę ze względu na prześliczną okładkę (na przekór sentencjom głoszącym, że nie powinnam tego robić),ale do tej pory w żadne złe miejsce mnie to nie zaprowadziło - przeciwnie, zaprowadziło mnie do tej książki. innym walorem, który stał się dla mnie niejako obietnicą miłej lektury, jest polska tłumaczka olga dziedzic, nie tylko dzieląca nazwisko z sąsiadami mojego rodzinnego domu, ale niezmiennie świetna w swoim fachu, przekładająca opowieści niczym stara znajoma szepcząca ci do ucha w zatłoczonej kawiarni świeżo posłyszane nowiny z życia towarzyskiego (komplement) ale wracając do książki przede wszystkim autorstwa ursuli parrott. jej wnętrze jest równie przyjemne, co warstwa estetyczna wydania. język opowieści uroczo-cyniczny, słodko-gorzki, miło doprawiający historię z jednej strony dość prostą, z drugiej trzymającą cię w garści. mnie złapała już na pierwszych stronach, kiedy główna bohaterka opowiada okoliczności, w jakich stała się tytułową "byłą żoną" i w dość komiczny sposób opisuje swoją histerię, dla niej aktualnie równie zabawną, co dla czytelnika. co szczególnie miłe, to historia wydana pierwotnie w 1929 (i mająca miejsce w podobnych czasach) jest naprawdę zaskakująco współczesna, ale i aktualna w czasach, kiedy niektóre grupy z tęsknotą patrzą na epokę tzw. tradycyjnych żon. oczywiście jest to walor wspominany najczęściej w kontekście tej książki, niemniej jest on na tyle istotnym umilaczem lektury, że ciężko go przeoczyć - a także prawie ciężko uwierzyć, że spoglądam na kobietę żyjąca niemal 100 lat temu. podsumowując: szczerze polecam i gwarantuję mile spędzony czas
domisia pysia - awatar domisia pysia
oceniła na85 dni temu

Cytaty z książki Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce