Ślepnąc od świateł

Okładka książki Ślepnąc od świateł autora Jakub Żulczyk, 9788380313095
Okładka książki Ślepnąc od świateł
Jakub Żulczyk Wydawnictwo: Świat Książki Cykl: Ślepnąc od świateł (tom 1) kryminał, sensacja, thriller
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
audiobook
Cykl:
Ślepnąc od świateł (tom 1)
Data wydania:
2014-10-23
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-23
Język:
polski
ISBN:
9788380313095
Długość:
15 godzin 59 minut
Lektor:
Krzysztof Skonieczny
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ślepnąc od świateł w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ślepnąc od świateł



książek na półce przeczytane 328 napisanych opinii 50

Oceny książki Ślepnąc od świateł

Średnia ocen
7,5 / 10
177 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ślepnąc od świateł

avatar
94
7

Na półkach:

Na początku miałam wątpliwości, bo nie przepadam za "przerysowanymi" w ten sposób bohaterami, ale później jak wciągnęłam się w ciąg wydarzeń - to weszło jak masełko. Świetnie poprowadzona fabuła, czytało się bardzo przyjemnie. Wycięłabym tylko (lub skróciła) kilka opisów, które miały być jakimiś rozległymi metaforami, ponieważ czasami były zbyt powtarzalne i czasami zbyt mało przekonywujące, dziwnie dobrane - a może po prostu nie na mój gust.

Na początku miałam wątpliwości, bo nie przepadam za "przerysowanymi" w ten sposób bohaterami, ale później jak wciągnęłam się w ciąg wydarzeń - to weszło jak masełko. Świetnie poprowadzona fabuła, czytało się bardzo przyjemnie. Wycięłabym tylko (lub skróciła) kilka opisów, które miały być jakimiś rozległymi metaforami, ponieważ czasami były zbyt powtarzalne i czasami zbyt...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
78
20

Na półkach:

Ksiazke kupilam kilka lat temu i lezala na polce.

Zmusilam sie. Zaczelam czytac. Szlo mi jak krew z nosa. Nie moglam zrozumiec, dlaczego nie moge przebrnac przez ksiazke autora uwielbianego przez milony. I wtedy… otwieram ksiazke na dowolnej stronie I czytam:

“Jestesmy jak osoby w ostatnim stadium raka, poddajace sie eksperymentalnej terapii polegajacej na jedzeniu orzechow albo surowych, nieobranych cytryn”.

“Bezsennosc odbiera oddech jak zalozony na glowe foliowy worek.”

“Wtedy budzi ich panika, ostrzegawczy trzask sufitu, ktory za chwile spadnie im prosto na twarz.”

I dochodzi do mnie, ze niestety jestem za prosta, aby zachwycac sie takimi opisami. W mojej opinii - albo autor ma przerost formy nad trescia, albo autor probowal stworzyc bohatera z przerostem formy nad trescia.

Ksiazke kupilam kilka lat temu i lezala na polce.

Zmusilam sie. Zaczelam czytac. Szlo mi jak krew z nosa. Nie moglam zrozumiec, dlaczego nie moge przebrnac przez ksiazke autora uwielbianego przez milony. I wtedy… otwieram ksiazke na dowolnej stronie I czytam:

“Jestesmy jak osoby w ostatnim stadium raka, poddajace sie eksperymentalnej terapii polegajacej na jedzeniu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

super

super

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32142 użytkowników ma tytuł Ślepnąc od świateł na półkach głównych
  • 21 819
  • 9 611
  • 712
5826 użytkowników ma tytuł Ślepnąc od świateł na półkach dodatkowych
  • 4 333
  • 547
  • 365
  • 221
  • 141
  • 117
  • 102

Inne książki autora

Okładka książki tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej Sylwia Chutnik, Natalia Fiedorczuk, Wojtek Friedmann, Katarzyna Kubicka, Jul Łyskawa, Edward Pasewicz, Dawid Podsiadło, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk
Ocena 6,1
tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej Sylwia Chutnik, Natalia Fiedorczuk, Wojtek Friedmann, Katarzyna Kubicka, Jul Łyskawa, Edward Pasewicz, Dawid Podsiadło, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk
Okładka książki Co ćpać po odwyku Juliusz Strachota, Jakub Żulczyk
Ocena 7,8
Co ćpać po odwyku Juliusz Strachota, Jakub Żulczyk
Okładka książki Arka. Niebo Piotr Rogoża, Jakub Żulczyk
Ocena 6,6
Arka. Niebo Piotr Rogoża, Jakub Żulczyk
Jakub Żulczyk
Jakub Żulczyk
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Żulczyk rozpoczął swoją karierę zawodową od współpracy z czasopismami Machina, Lampa i Exklusive. Na stałe pisał felietony do Dziennika. Jakub Żulczyk jako publicysta współpracował także z Tygodnikiem Powszechnym, Neo Plus, Metropolem i magazynem dla mężczyzn Playboy. Redagował również autorską rubrykę na łamach czasopisma Wprost. Pisarz był współprowadzącym Redakcji Kultury w TVP 2 i audycji Instytut prosto w Radiu Roxy. Jakub Żulczyk – powieści emo, przygodowe i kryminalne Twórczość literacka Jakuba Żulczyka rozpoczęła się od debiutu w 2006 roku. To wówczas wydał on swoją pierwszą powieść "Zrób mi jakąś krzywdę, czyli …wszystkie gry video są o miłości". Dwa lata później powstała powieść emo "Radio Armagedon". Wrażenie na krytykach zrobił także thriller "Instytut" czy powieść fantastyczno-przygodowa "Zmorojewo". Żulczyk jest także autorem "Świątyni" oraz "Wzgórza psów". Pisarz i felietonista zasłynął ze stworzenia kontrowersyjnej powieści o niedoszłym artyście, który przyjeżdża do stolicy Polski, stając się dilerem kokainy. Okrutna rzeczywistość współczesnego świata ukazana przez pisarza w powieści „Ślepnąc od świateł”, doczekała się adaptacji filmowej. Twórca młodego pokolenia, wyróżniony za swój dorobek literacki Uznawany za jednego z najbardziej obiecujących twórców młodego pokolenia, Jakub Żulczyk, poza publicystyką i pisaniem powieści, jest także autorem scenariusza do jednego z najbardziej znanych i popularnych polskich seriali - "Belfer" z fenomenalną, główną rolą Macieja Stuhra. Scenariusz Jakuba Żulczyka i Moniki Powalisz, zyskał aprobatę wielu krytyków filmowych, którzy uznali go za wyjątkowo odkrywczy. Jakub Żulczyk to laureat Nagrody Literackiej Miasta Stołecznego Warszawy w kategorii Proza, a także Literackiej Nagrody Warmii i Mazur w 2017 roku za „Wzgórze psów”. To pisarz nominowany w 2014 roku do Paszportu Polityki za wybitne osiągnięcia literackie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Radio Armageddon Jakub Żulczyk
Radio Armageddon
Jakub Żulczyk
Radio Armageddon to literatura buntu, ale buntu przeżywanego naprawdę, a nie tego, który da się zamknąć w haśle czy efektownym geście. To bunt emocjonalny, intensywny, często sprzeczny, bardzo cielesny i bardzo ludzki. Taki, jaki towarzyszy okresowi licealnemu, kiedy sprzeciw wobec świata łączy się z ogromną potrzebą bliskości, miłości i uznania, a nihilizm nie jest jeszcze wypracowaną postawą intelektualną, lecz reakcją na chaos i brak punktów odniesienia. Czytałem tę książkę dużo wcześniej, a dziś wracam do niej z inną perspektywą i większym doświadczeniem czytelniczym. I to, co uderza najmocniej, to fakt, jak bardzo ta powieść jest świadoma. Już tutaj widać pisarza, który doskonale panuje nad językiem, rytmem narracji i emocjami bohaterów. Nie ma w Radio Armageddon przypadkowości ani literackiej nieporadności. Jest za to precyzyjne uchwycenie stanu psychicznego młodych ludzi, którzy próbują zdefiniować siebie w świecie, który wydaje się im zamknięty i obojętny. To literatura łotrzykowska w najlepszym znaczeniu tego słowa. Bohaterowie są niejednoznaczni, impulsywni, często niekonsekwentni, ale właśnie dlatego prawdziwi. Żulczyk nie idealizuje buntu i nie zamienia go w manifest. Pokazuje go jako doświadczenie konieczne, ale trudne. Jako moment formujący, który daje poczucie siły, a jednocześnie niesie ze sobą samotność, lęk i poczucie niezrozumienia. Bunt obecny w Radio Armageddon nie dotyczy wyłącznie systemu w sensie społecznym czy instytucjonalnym. To sprzeciw wobec dorosłości, wobec świata, który zdaje się mieć już gotowe scenariusze dla każdego. To niezgoda na role, które trzeba przyjąć, zanim jeszcze zdąży się zadać pytanie, kim naprawdę chce się być. Jednocześnie bardzo wyraźnie wybrzmiewa tu potrzeba miłości, akceptacji i bycia zauważonym. To napięcie między sprzeciwem a pragnieniem bliskości stanowi emocjonalny rdzeń tej powieści. Silnie obecna jest również samotność. Samotność przeżywana w grupie, w relacjach, które z założenia mają dawać oparcie. Bohaterowie są razem, ale każdy z nich nosi w sobie osobne poczucie wykluczenia i braku zrozumienia. To właśnie ten element sprawia, że książka nie traci aktualności wraz ze zmianą realiów i języka. Patrząc dziś na całą drogę literacką Jakub Żulczyk, widać wyraźnie konsekwencję, a nie zerwanie. Tematy obecne w Radio Armageddon powracają w jego późniejszych książkach w innych konfiguracjach i z inną intensywnością, ale fundament pozostaje ten sam. To proza zainteresowana emocjami, mechanizmami władzy, samotnością i potrzebą sensu. Dlatego jestem przekonany, że Żulczyk będzie czytany jeszcze długo, także przez kolejne pokolenia. Jego książki mają wszelkie cechy literatury, która z czasem staje się punktem odniesienia. Cieszę się, że mogę dziś wrócić do Radio Armageddon i opublikować tę recenzję. Nie z potrzeby rewizji czy korekty ocen, ale z poczucia, że to książka, do której warto wracać. Jako do zapisu momentu buntu, który w różnych formach wpisuje się w życie każdego z nas.
Wspieraj Kulturę - awatar Wspieraj Kulturę
ocenił na81 miesiąc temu
Dwa psy przeżyły Piotr Szmidt
Dwa psy przeżyły
Piotr Szmidt
kolejny raper napisał książkę, na szczęście nie autobiografię łechtającą swój narcyzm i wybujałe ego, tylko książkę, którą da się czytać, w którą da się porządnie wkręcić i przepaść na wiele godzin. ale żeby radość z pochłaniania tekstu udzieliła się czytelnikowi, musi on wcześniej poznać osobowość oraz styl pisania rapera Mesa najlepiej z piosenek bądź felietonów warszawskiej gazety. inaczej będzie miał wrażenie, że to grafomańska nowomowa i odłoży lekturę po pierwszym rozdziale. historia przedstawiona w książce traktuje o producencie muzycznym, trzydziestoparoletnim Walterze, który nie potrafiąc się dostosować do świata w którym żyje, postanawia dostosować świat do swojego życia. a świat ten to Warszawa XXI wieku, w którym lajki, suby, shery, wyświetlenia etc. sterują ludźmi wyznaczając wartości oraz standardy życia. styl pisania rapera może na początku zniechęcić, bo wydaje się przekombinowany oraz za bardzo zakręcony rozpraszającą wielowątkowością. dużo w nim nowomowy, zbędnych wtrąceń z angielskiego, które są pewnie crossem stylu pisania tekstów hip hopowych jak i punchline'ów, mogących śmiało upokorzyć przeciwnika w niejednej bitwie freestajlowej. Mes czasami na siłę chce przekonać czytelnika, że włada wielkim zasobem słów, że używa metafor jeżących włos na głowie i to jest moim zdaniem nie potrzebne, ponieważ wiadomo, że raper taki jak on, niejeden słownik języka polskiego wciągał nosem. na szczęście, gdy tylko przyzwyczaimy się do techniki jaką zaproponował autor w opowiadanej historii, #dwapsyprzeżyły wchodzą w umysł idealnie. cieszy mnie to, że rapowanie, pisane tekstów piosenek solidnie zagruntowało fundamenty do tworzenia literatury. to chyba naturalna kolej rzeczy, bo przecież rap się kiedyś skończy. cieszy mnie również to, że Piotrek ma spory bagaż doświadczeń jeśli chodzi o osobę publiczną i nie odbije mu palma jak tym szaro burym i ponurym instapisarzom, których w jednej chwili ktoś zauważy, a którzy to później nie potrafią odnaleźć równowagi pomiędzy rzeczywistością, a blichtrem stołecznej imprezy z czerwonym dywanem. cieszę się Piotrek, że pokazałeś nas Ślązaków z dobrej strony mimo, że przeżycia Waltera (śląskie imię) mogły zawierać wątki autobiograficzne niekoniecznie miłe. dziękuję także za dużą ilość follow-up'ów z polskiego hip-hopu. tego moim zdaniem brakuje polskiej literaturze. przyznaj Piotrek, że Walter to twoje alter-ego? też mam ochotę czasami kogoś kropnąć.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na61 miesiąc temu
Inni ludzie Dorota Masłowska
Inni ludzie
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska to pisarka wzbudzająca skrajne emocje, lecz pozostająca niewątpliwie mistrzynią w obserwowaniu Polaków. Dała temu wyraz w swoich wcześniejszych książkach, a w „Innych ludziach” tylko to potwierdza. Tym razem opisuje rzeczywistość w oryginalny sposób, bo w rytmie rapu, w który wpisane są losy mieszkańców brudnej, zmęczonej i pełnej frustracji Warszawy. Jak Iwona, która ma pozornie wszystko: nowocześnie urządzone przez słynnych architektów mieszkanie, syna i zapewniającego komfort ekonomiczny męża. Świetnie czuje się w Kambodży, gdzie w luksusowych hotelach karmi się wdzięcznością ludzi, rozdając im napiwki, bo wreszcie może poczuć się kimś ważnym i zadowolonym z siebie. W Polsce czuje się tylko nieszczęśliwa. Na zewnątrz piękna i elegancka, w środku to kłębek lęków. Szuka ucieczki w leki, przypadkowy seks i zakupoholizm, co pomaga tylko na chwilę, wyzwalając z czasem wyrzuty sumienia. Szuka więc dalej – na instagramowych profilach znajomych - w ich nowych samochodach i idealnych aranżacjach domów. Podziwia ich pełne sukcesu twarze i czuje, że to są prawdziwi szczęśliwcy, którym za wszelką cenę musi dorównać. Postanawia więc żyć jak oni. Razem z mężem pojadą do Australii albo Nowej Zelandii, wrzuci zdjęcia do sieci i będzie obsesyjnie śledzić, ilość polubień. Na drugim biegunie tej samej Warszawy spotykamy Kamila – młodego człowieka z patologicznego środowiska, niedoszłego rapera żyjącego na wieczny kredyt u dilera. Dla Iwony ta pozornie bliska relacja jest jedynie rozpaczliwą próbą wypełnienia dojmującej pustki i reakcją na emocjonalny chłód męża. Ich spotkanie to zderzenie dwóch osobnych światów, między którymi nie ma szans na żadną nić porozumienia. Brak wspólnego języka i emocjonalna próżnia sprawiają, że ich relacja - ograniczona wyłącznie do sfery seksualnej - pozostaje jałowa i pozbawiona szans na jakąkolwiek autentyczną więź. Kamil nie marzy o Kambodży - on marzy o tym, by w końcu wydać płytę i wyrwać się z dusznego bloku, w którym każdy dzień smakuje tak samo beznadziejnie. Choć dzielą ich pieniądze i pochodzenie, oboje wpadają w tę samą pułapkę fasadowości. Niezależnie od stanu konta, w świecie pokazanym przez Masłowską liczy się tylko to, co zewnętrzne i namacalne, co ma dawać choćby chwilowe złudzenie bycia kimś ważnym. Markowy but i ciuch, luzackie podejście do życia – to obowiązkowe rekwizyty, które trzeba wystawić na pokaz. Do tego rygor siłowni, mający rzeźbić ciało, które maskuje puste wnętrze. To świat zewnętrznego blichtru i wewnętrznego rozpadu, gdzie pod fasadą pozornej normalności pulsują niepewność i lęki. Masłowska przygląda się nie tylko dorosłym. Krytycznie patrzy na nastolatków, w których już teraz dostrzega zalążek przyszłej Iwony czy kolejnego Kamila. Problemy nie znikają przecież z czasem – one pęcznieją, sprawiając, że życie zaczyna boleć coraz bardziej. Młodzi nie szukają jednak ucieczki; pozbawieni motywacji, trwają w maraźmie, żyjąc z dnia na dzień bez wytyczonej ścieżki czy konkretnego celu. Karmiąc się jedynie doraźnymi impulsami i mglistymi marzeniami, bezwładnie dryfują przez życie jako ludzie o nieokreślonej tożsamości. Autorka bez skrupułów demaskuje wszechobecną bylejakość. Krytykuje miałkość egzystencji, poziom kształcenia, jakość kultury i metody wychowania – wystawia surową ocenę naszej staczającej się mentalności. Robi to niemal mimochodem, wtrącając kąśliwe uwagi o polityce, nauce czy postępującym zatarciu tożsamości we współczesnym świecie. To obraz rzeczywistości, która bezpowrotnie traci swój fundament. Masłowska pokazuje świat, w którym nastąpił całkowity zanik więzi i uczuć. Ludzie, choć blisko siebie, są rozdzieleni ekranami iPhone’ów. Zagubieni w rzeczywistości pozbawionej zasad i wartości, szukają ratunku w lekach, alkoholu i dragach. To lekarstwa, które tylko na moment pozwalają zapomnieć o wewnętrznych koszmarach. „Inni ludzie” to opowieść o wielkim braku - braku miłości, braku zakotwiczenia i braku języka, który potrafiłby nazwać nasze nieszczęście inaczej, niż przez wulgaryzmy lub reklamowy slogan. Autorka niczego nie upiększa. Zostawia nas w samym środku dusznej, warszawskiej atmosfery, z echem rapowanego bitu w uszach i niewygodnym pytaniem o to, czy tytułowi „inni” to w jakichś częściach nie my sami. To lektura skłaniająca to tego, by pod warstwą blichtru dostrzec to, co w nas najbardziej kruche i prawdziwe. Głównym bohaterem książki jest tu bez wątpienia język. Po raz kolejny Masłowska zachwyca umiejętnością posługiwania się nim oraz niezwykłą zdolnością przelewania na papier obrazów z otoczenia, układając je tym razem w raperskie rytmy i rymy. Błyskotliwie miksuje wulgaryzmy z poetycką frazą, wysuwając żywioł języka na plan pierwszy. Niełatwo dorównać jej w grze słownej i ironicznym dystansie - Masłowska dokonuje tu wirtuozerskiej sztuki, składając z językowego rynsztoka duszny, rapujący i przeszyty rozpaczą poemat.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na81 miesiąc temu
Serotonina Michel Houellebecq
Serotonina
Michel Houellebecq
“Serotonina” to opowieść o człowieku, który stracił chęć do istnienia. Narrator nie jest outsiderem, ofiarą, jest beneficjentem świata liberalnych wartości, dobrobytu, nieograniczonych możliwości. Mimo to wolność okazuje się ciężarem, z którym nie potrafi sobie poradzić. Houellebecq gra starymi motywami: znudzenie, brak celu, hedonizm, który staje się przymusem. Życie to pogoń za hormonem radości, bodźcem, atrakcyjnością, chwilowym hajem. Problem w tym, że na dłuższą metę nie da się tego utrzymać. Kurtyna opada i zostaje pustka. Gorzka diagnoza społeczeństwa niezasługującego na wolność, bo nie potrafi jej zagospodarować, podskórnie tęskniącego za feudalizmem (pochwała działań kolegi wywodzącego się z tysiącletniej arystokracji). Wolność mylona z anarchią, autonomia z prawem do dowolności. W efekcie powstaje świat rozproszonych egoistów, podatnych na modę, fascynację, obietnicę sensu. Liberalizm, komfort, wolność prowadzi nie do spełnienia ale do apatii. Rozpadają się więzi społeczne, rodzinne, człowiek ma prawo zniknąć i nie można go szukać. Powstaje człowiek zmęczony, obojętny, przegrzany światem, “nic mu się już nie chce”. W tym pejzażu widać też dobrze znane z innych książek nuty mizoginii, mizantropii, flirtu z populizmem. Nie szokuje to, tak jak przy pierwszej książce. Można czytać raczej jako kryzys warstw uprzywilejowanych, które odkrywają, że świat nie układa się wg ich porządku. Idea zrodzona w latach 60. XX wieku wyczerpała się, wynaturzyła. Najbardziej przejmujący jest jednak sam bohater. Pogrąża się w apatii, depresji, coraz bardziej bierny, aż w pewnym momencie groteskowy. Jego tragedia polega na całkowitym braku perspektyw. Autor nie daje mu żadnej nadziei. A jeśli przez to sugeruje, że świat ma upaść, by narodził się nowy. To nie podsuwa nawet zarysu nowego projektu. Zostajemy z diagnozą, końcem bez początku. I może właśnie w tej pustce jest najbardziej niepokojący wymiar książki?
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na75 dni temu
Komeda. Osobiste życie jazzu Magdalena Grzebałkowska
Komeda. Osobiste życie jazzu
Magdalena Grzebałkowska
Liczył się tylko jazz Jazz, stosując duże uproszczenie, zanim jeszcze przybrał formę bluesa, swingu czy ragtime’a i na długo przed pojawieniem się w Nowym Orleanie zespołów dixielandowych, był muzyką przywiezioną z Afryki przez jej zniewolonych mieszkańców - muzyką Niewolników. Rytmiczną, swobodną, pełną improwizacji, angażującą słuchaczy i wykonawców, a co najważniejsze wyrażającą tęsknotę za wolnością. Nie wiem, co bardziej – czy to właśnie te cechy jazzu, czy jego amerykańskie, imperialistyczne pochodzenie, sprawiały, że w pierwszych latach powojennych był szykanowany, a nawet wręcz tępiony. Mimo dużej popularności w latach trzydziestych, po roku 1948 aż do 1957 jazz w Polsce musiał zejść do podziemia - nazwano ten okres „katakumbowym”. Właśnie mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się ta niezwykła biografia. Introwertyk. Mówili o nim: „Najczęściej wydaje się nieobecny. Siedzi w środku samego siebie i nikomu się nie zwierza z tego, co czuje, o czym myśli. Przezywają go Nietoperz, bo wygląda jakby spał w dzień” [1]. Krzysztof Komeda Trzciński – pianista jazzowy, ale przede wszystkim kompozytor utworów jazzowych i muzyki filmowej. Kiedy okazało się, że trudno mu godzić pracę lekarza z pasją muzyczną, zrezygnował z wykonywania zawodu. To kompozycje muzyki filmowej przyniosły mu największą popularność i są rozpoznawane nawet przez osoby, które deklarują, że jazzem się nie interesują. Zilustrował muzycznie przeszło 60 różnych filmów: fabularnych, dokumentalnych, animowanych, w tym ponad 10 w reżyserii Romana Polańskiego. Ze swoim zespołem Komeda Quintet nagrał słynny album „Astigmatic”, uważany za jeden z najlepszych w tzw. polskiej szkole jazzowej. Kolejna biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego może nie zainteresowałaby mnie tak bardzo, gdyby nie jej podtytuł: „Osobiste życie jazzu” i nazwisko autorki. Wcześniejsze publikacje Magdaleny Grzebałkowskiej - jej biograficzny debiut „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego” i „Beksińscy. Portret podwójny” - sprawiły, że mniej więcej wiedziałam już, czego się spodziewać i miałam pewność, że w warstwie biograficznej książka mnie nie rozczaruje, ale byłam jednocześnie ciekawa, w jakim stopniu autorka wywiąże się z sugerowanej w tytule obietnicy przedstawienia kulis (skoro „życie osobiste”) polskiej sceny jazzowej. Ani w jednym, ani w drugim aspekcie nie rozczarowała mnie ta biografia i zapewniam, że początki nowoczesnego jazzu w Polsce nie są w niej tylko tłem. Nie wiem, czy już w założeniach miał to być projekt komplementarny, ale taki jest - w mojej ocenie - efekt. Można czytać ją dla Komedy, można również wyłącznie dla jazzu. A czyta się ją jak dobrą powieść. Emocje rosną, a utrzymać uwagę czytelnika na niemal 500 stronach nie jest łatwo. Zakończyłam z przyspieszonym tętnem, mimo że doskonale wiedziałam, w jaki sposób skończy się ta historia - że jej bohater odejdzie przedwcześnie, tragicznie, a jednocześnie chciałoby się powiedzieć bezsensownie i niepotrzebnie (choć w obliczu śmierci brzmi to nieodpowiednio). Krzysztof Komeda Trzciński urodził się w 1931 roku, a zmarł w 1969, mając zaledwie 38 lat. Jeśli prześledzimy losy jego innych sławnych rówieśników, w tym również wielu przyjaciół, to zauważymy, że i oni odchodzili zadziwiająco szybko, w równie feralnych okolicznościach, w sposób gwałtowny i w podobnym wieku: Zbigniew Cybulski (1927-1967),Bogumił Kobiela (1931-1969),Marek Hłasko (1931-1969),Andrzej Munk (1921-1961). Pojawiały się w związku z tym absurdalne teorie spiskowe tych, którzy w tym zbiegu okoliczności dopatrywali się działania sił nadprzyrodzonych, fatum, wpływu loży masońskiej, klątwy, satanistycznego spisku z udziałem Romana Polańskiego itp. Biografia Komedy również w tej sprawie udziela wielu wskazówek, opisując styl życia w Polsce lat powojennych (50., 60.). W okresie, kiedy muzycy i słuchacze musieli ukrywać się ze swoją pasją, czyli do roku 1956 i również później, kiedy mogli już oficjalnie dawać koncerty, wciąż towarzyszył im alkohol. Piło się często, dużo, a wynikająca z tego nonszalancja prowokowała tak wiele niebezpiecznych sytuacji, że należałoby się raczej dziwić, że nie zebrała jeszcze większego żniwa. Przyczyny bywały więc często prozaiczne, pozbawione ingerencji sił nieczystych, co nie zmienia faktu, że polska kultura u schyłku lat sześćdziesiątych straciła wielu obiecujących artystów, których twórczość mogła się dopiero rozwinąć. W tym miejscu można rozpocząć snucie innych teorii na temat przyczyn takiego zjawiska – pokolenie Kolumbów, ciągłe poczucie nietrwałości, nieposkromiony apetyt na życie ludzi, których młodość i świadome dzieciństwo przypadało na lata wojenne? Magdalena Grzebałkowska nie miała łatwego zadania. W przeciwieństwie do bohaterów dwóch poprzednich biografii, ten nie tylko odszedł wcześnie, ale był bardzo powściągliwy w wyrażaniu swoich emocji w innej formie niż za pośrednictwem muzyki. Nieliczne widokówki wysyłane z różnych miejsc na świecie, najczęściej do rodziców, oszczędne wywiady, których udzielił – to w zasadzie wszystko. Zostały utwory, nagrania i podkreślana przez wszystkich, wręcz symboliczna, małomówność. Informacje o Komedzie autorka zbierała, osobiście docierając do wszystkich, z którymi łączyły go jakieś prywatne lub zawodowe relacje. Na wstępnie przygotowanej liście zebrała ponad 160 nazwisk. Nie ze wszystkimi udało się przeprowadzić wywiady, ostatecznie, jak podaje, bazowała na około 80 rozmowach. Podróżowała w tym celu po Polsce i nie tylko, bo oprócz kilku bliższych wyjazdów zagranicznych, udała się tropem Komedy do Stanów Zjednoczonych. Dotarła do rodziny, muzyków, aktorów, innych uczestników życia muzycznego i ostatniego żyjącego świadka wypadku, który wydarzył się w Stanach Zjednoczonych. W oparciu o tę relację przedstawiła nową i bardzo wiarygodnie brzmiącą wersję wydarzeń, które stały się bezpośrednią przyczyną śmierci muzyka. Pozostała jeszcze żmudna praca w archiwach w poszukiwaniu dokumentów potwierdzających uzyskane informacje, karierę artystyczną kolejnych zespołów, które tworzył lub z którymi współpracował, oraz tych pokazujących tło – Polskę lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a to wszystko przecież tylko etapy przygotowawcze. Książka ma nie tylko bogatą bibliografię, indeks nazwisk i źródeł. Podzielona jest na 100 zatytułowanych rozdziałów, z których każdy ma przynajmniej kilka podrozdziałów. Bibliografia załącznikowa podana jest na końcu książki, ale podzielona i ponumerowana w obrębie rozdziałów, co dobrze porządkuje informacje i dla mnie było dużym ułatwieniem. Pod względem merytorycznym jest przygotowana niezwykle starannie - dla osób szczególnie interesujących się jazzem, kulturą czy wręcz historią lat powojennych może być prawdziwym „źródłem źródeł” do dalszego zgłębiania tematu. W samej biografii znajdujemy już wiele informacji o życiu codziennym, imprezach towarzyszącym koncertom, lokalach – Piwnicy pod Baranami, słynnym SPATiF-ie, kontaktach towarzyskich, cenach, jakie obowiązywały, problemach, jakie mieli muzycy ze zdobyciem instrumentów, płyt, a nawet ubrań. Pojawiają się tu nie tylko postacie ze świata muzyki jazzowej jak Andrzej Trzaskowski, Tomasz Stańko, Jerzy Milian, Andrzej Kurylewicz, Wojciech Karolak czy Urszula Dudziak, czołówka świata filmowego z Romanem Polańskim, Jerzym Skolimowskim, Witoldem Sobocińskim, również Leopold Tyrmand, Krystyna Sienkiewicz i wiele innych osób – ich indeks zajmuje dwanaście stron drobną czcionką, więc przytaczam tylko tych, którzy zwrócili moją szczególną uwagę. Autorka szczególnie dokładnie relacjonuje pierwszy festiwal jazzowy w Sopocie oraz powstanie (w 1958 r.) i kolejne edycje słynnego Jazz Jamboree. Nie jest to jednocześnie biografia pozbawiona wątków bardzo osobistych, dotykających życia prywatnego artysty - małżeństwa z Zofią, która była jednocześnie jego menadżerką (trzeba przyznać bardzo, jak na te siermiężne czasy, skuteczną i aktywną) - związku trudnego, ze smutnym zakończeniem. Zofia jest dla mnie niemniej ważną bohaterką w tej historii. Pozostaje w tle Krzysztofa Komedy, jest „czarnym charakterem” – dominująca, zaborcza i - jak podkreślają rozmówcy Magdaleny Grzebałkowskiej - przemiła, pod warunkiem, że nie pod wpływem alkoholu. Postać bardzo niejednoznaczna, jak na czasy wczesnego PRL-u niezwykle nowoczesna, która odegrała ważną rolę w życiu muzyka, a jej życiorys mógłby być materiałem do osobnej historii. Poza świetnym publicystycznym stylem - oszczędnym i skupionym na przedstawieniu tylko dobrze udokumentowanych faktów - bez nadinterpretacji wydarzeń czy luźnych domysłów, biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego jest jednocześnie przygodą literacką, wycinkiem z historii jazzu w Polsce, zapisem reporterskiego śledztwa i próbą stworzenia portretu psychologicznego postaci w jednym. Jestem pod jej wielkim wrażeniem, cieszę się, że mam ją na swojej półce. 1. Magdalena Grzebałkowska, „Komeda. Osobiste życie jazzu”, Wydawnictwo Znak, 2018, s. 49 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na92 miesiące temu
Emigracja Malcolm XD
Emigracja
Malcolm XD
Bardzo dobrze spełnia swoją rolę – humorystycznego, prostego czytadła. Naprawdę zabawne, lekkie. To zapewne literacki grzech tak stwierdzać, ale mi osobiście bardziej przypada do gustu właśnie takie coś, niż chociażby nagrodzone „Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej, a do tego jest to bardzo solidny punkt odniesienia. W „Ten się śmieje" też mieliśmy przygody „zwykłego, nieidealnego człowieka", jednak tam całość była ponura, smętna, i chociaż samo w sobie to nie jest wadą (wszakże te książki są zupełnie różne),to po prostu mam wrażenie, że przez autorkę i bohaterkę przemawia nieprzyjemna, bezproduktywna gorycz i cynizm. Dla kontrastu „Emigracja" ma w sobie duszę lekką, chociaż mankamentem jest operowanie na tych samych zabiegach językowych, tzn. na przykład trochę zbyt duże nagromadzenie porównań, czyli warsztat pisarski rzeczywiście jeszcze może się znacznie polepszyć. Same w sobie fragmenty są rzeczywiście zabawne, ale przez ich częstotliwość tracą na sile. Styl nieidealny, ale bezpretensjonalny, książka z przymrużeniem oka patrzy na wszystkie sytuacje i ma do nich ludzki dystans, jest w tym jakiś zachwyt po prostu ludzkim istnieniem włącznie z tymi wszystkimi głupotami. Sympatyczny klimat anegdoty snutej przez jakiegoś wujka czy kumpla. Gdyby jakiś znamienity autor napisał dokładnie to samo, to by dostał nagrodę, że „O rety, jakieś innowacyjne jest wprowadzenie internetowego stylu do literatury, cóż to za eksperyment, ta niesamowita, współczesna adaptacja szlacheckiej gawędy obnaża przywary i kompleksy Polaków!". A to po prostu śmieszna, prosta książka.
Kangurowski - awatar Kangurowski
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Ślepnąc od świateł

Więcej
Jakub Żulczyk Ślepnąc od świateł Zobacz więcej
Jakub Żulczyk Ślepnąc od świateł Zobacz więcej
Jakub Żulczyk Ślepnąc od świateł Zobacz więcej
Więcej