-
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać6 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać116 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2
Kurs pisania #4 - jaką narrację wybrać?
Kurs pisania Remigiusza Mroza, część czwarta i dylemat, przed którym staje każdy z nas, kiedy świadomie podchodzi do pisania. Czasem mamy szczęście i narracja nasuwa się sama — głównie dzięki temu, że z którąś jesteśmy bardziej obyci poprzez proces czytania i poznawania fachu od drugiej strony. Często jednak bywa tak, że przychodzi nam zmierzyć się z niemałą zagwozdką.
Na początku był Pomysł. A Pomysł był u pisarza w głowie i pisarz był Pomysłem.
Potem było Słowo. A wraz z nim nadeszła rozterka: jak opowiedzieć tę cholerną, niedającą spokoju historię, która próbuje wyrwać się z podświadomości i znaleźć na kartach powieści?
Dylemat, przed którym staje każdy z nas, kiedy świadomie podchodzi do pisania. Czasem mamy szczęście i narracja nasuwa się sama — głównie dzięki temu, że z którąś jesteśmy bardziej obyci poprzez proces czytania i poznawania fachu od drugiej strony. Często jednak bywa tak, że przychodzi nam zmierzyć się z niemałą zagwozdką.
Przy którejś książce zdarzyło mi się napisać kilkadziesiąt stron, zanim stwierdziłem, że chciałbym opowiedzieć tę historię w pierwszej, a nie trzeciej osobie. Zmiany, jakich musiałem dokonać, były czysto kosmetyczne — okazało się, że i tak opowiadałem wszystko z perspektywy jednej osoby. Ale żeby uniknąć niebezpieczeństw z tym związanych, warto na początku zastanowić się nad formą tego, co chcemy przekazać.
Jak pisać, czyli rodzaje narracji
Pytanie zasadnicze jest takie: ile jest rodzajów narracji? Franz Stanzl wyróżnia trzy. Gérard Genette pięć. Stephanie Orges potrafi wymienić aż siedem. Wayne C. Booth zasadniczo zwraca uwagę na dwa. A nas powinno to interesować tyle, co zeszłoroczny śnieg, wszak nie jesteśmy na zajęciach z literaturoznawstwa.
Podzielmy więc sobie narrację na dwa typy:
— trzecioosobowa
— pierwszoosobowa.
Kolejność jest nieprzypadkowa, bo trzecioosobowa pojawia się znacznie częściej. Na próbę biorę do ręki pierwszą lepszą książkę, która znajduje się na stosach na biurku. Padło na „Bezsenność” Kinga, której pierwsze zdanie brzmi tak:
Nikt — a już z pewnością nie doktor Litchfield — nie powiedział Ralphowi Robertsowi zwyczajnie i po prostu, że jego żona umiera, ale nadeszła chwila, kiedy Ralph to zrozumiał i nikt niczego mu już mówić nie musiał.
Gdybyśmy mieli do czynienia z pierwszoosobową, zamiast „Ralphowi Robertsowi”, zobaczylibyśmy po prostu „mi”. Ale nie zobaczyliśmy, bo po pierwsze: około dziewięćdziesięciu procent współczesnej beletrystyki pisane jest w trzeciej osobie; a po drugie: jakkolwiek lubię pisać w pierwszej osobie, preferuję czytanie w trzeciej. Stąd mogłem zaryzykować strzał, bo zdecydowana większość książek na moim biurku posiada właśnie ten typ narracji.
Wiemy już więc, że jest najpowszechniejszy, ale przejdźmy do konkretów. Zaletą jego stosowania jest niewątpliwie to, że możemy opowiadać historię z punktu widzenia różnych postaci, zachowując przy tym spójność powieści. Możemy uprawiać także headhopping, o którym była mowa w odcinku drugim. Możemy zakotwiczyć się w głowie jednego bohatera, a wyjść z niej dopiero, gdy zachodzi absolutna konieczność — na przykład by pokazać, jak nieszczęśnik w męczarniach odchodzi z tego świata.
Trzecia osoba jest też bezpieczniejsza dla naszego stylu, bo odrywamy się od formy, której używamy na co dzień i korzystamy w większości z naszego warsztatu literackiego. Do tego dochodzi jeszcze jeden plus, o którym napomknąłem już na początku — jesteśmy z nią czytelniczo bardziej zaznajomieni, niż z pierwszoosobową.
Koniec końców jest bezpieczniejsza, gdy zaczyna się przygodę z pisaniem. Wybór ten jednak nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów, bo w trzeciej osobie możemy snuć opowieść na dwa sposoby:
— jako wszechwiedzący narrator
— lub jako narrator o ograniczonej wiedzy.
W pierwszym przypadku jesteśmy upoważnieni, by napomknąć o przyszłości — egzystujemy jako byt cokolwiek abstrakcyjny, mogący częściej przenikać z umysłu jednego bohatera do drugiego. Przy drugiej ewentualności jesteśmy ograniczeni jedynie do tego, co wie dana postać (a czasem możemy być nawet neutralnym obserwatorem, niemającym wglądu w niczyją psychikę).
Weźmy na tapet Christiana Leitnera, skądinąd znanego niektórym z Was. Będzie to przykład z życia wzięty, ponieważ podczas redakcji „Prędkości ucieczki” zmieniłem element narracyjny w jednej z pierwszych scen, w których się pojawił.
Niemiec stał z rękoma założonymi za plecami, oglądając jak dwóch podkomendnych wywraca polski znak graniczny we wrześniu 1939 roku. Widział, że fotograf uwiecznił ten moment — i pierwotnie narrator dodał, że zdjęcie to pewnego dnia obiegnie cały świat. Potem uwagę tę wyrzuciłem i przedstawiłem ją w formie spekulacji, jaką snuł Leitner. Tym samym przeskoczyłem z narratora wszechwiedzącego, do tego o ograniczonej wiedzy. Ot i wszystko.
Który jest lepszy? Ten, który jest konsekwentny. Poza tym wszystko zależy od warsztatu — Douglas Adams w „Autostopem przez Galaktykę” używa wszechwiedzącego i robi to genialnie. Dużo częściej zdarza się jednak, że próba taka kończy się niezbyt przyjemnym dla czytelnika fiaskiem. Stephen King w swoich książkach często umieszcza fragmenty z wszechwiedzącym narratorem. Na przykład w „To”, kiedy wprowadza nową postać i informuje nas już na wstępie, że niebawem pechowy chłopiec przeniesie się na łono Abrahama.
#####
Jak prowadzić narrację?
Ale przejdźmy do opowiadania historii w pierwszej osobie. Jak już wspomniałem, jest ona dużo bardziej niebezpieczna. Dzieje się tak, ponieważ narrację tego rodzaju prowadzi się z wielką łatwością. Słowa same wypadają spod palców, a kolejne już czekają w umyśle na swoją kolej. Każdy z nas jest przyzwyczajony do wyrażania myśli w ten sposób — i gdy siada przed pustą kartką, znacznie łatwiej jest ją zapełnić. W natłoku tej swobody pisania może uciec rzecz niezwykle istotna — styl. Dlatego konstruując powieść z punktu widzenia pierwszej osoby, dobrze jest patrzeć sobie na ręce jeszcze baczniej, niż zazwyczaj.
Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że pozwala ono zżyć się bardziej z protagonistą. I jest to prawda… jakkolwiek każdy kij ma dwa końce. W tym przypadku drugim końcem jest fakt, że czytelnikowi nieraz trudniej przychodzi identyfikacja z pozostałymi bohaterami — w końcu poznajemy ich wówczas wyłącznie z punktu widzenia jednej postaci.
Znów biorę do ręki pierwszą lepszą książkę (no dobra, tym razem jednak nie na chybił-trafił). „Dolores Claiborne”, znów Kinga. Jej pierwsze zdania brzmią:
O co pytałeś, Andy Bissette? Czy zrozumiałam, jakie przysługują mi prawa? Boże, dlaczego faceci są tacy tępi?!
Abstrahując od uniwersalnego przesłania, które zdaje się nie starzeć z upływającymi latami — widać jak na dłoni, że mamy historię opowiadaną z perspektywy pierwszej osoby. Była to zresztą pierwsza tego typu książka Kinga — i już wtedy pokazał, że potrafi to robić po mistrzowsku.
Z licznych odmian narracji pierwszoosobowej, dobrze jest wyłowić cztery:
— z punktu widzenia protagonisty
— z punktu widzenia innej osoby
— w czasie przeszłym
— w czasie teraźniejszym.
Zacznijmy od pierwszych dwóch typów i miejmy je z głowy, bo nie są aż tak istotne, by zaprzątać sobie nimi myśli. Gros powieści pierwszoosobowych pisanych jest z perspektywy głównego bohatera — wyjątkami są dzieła Conan Doyle’a o Sherlocku Holmesie (gdzie za lektora robi nam Watson), czy cykl rzymski Roberta Harrisa (gdzie służący opowiada o Cyceronie). Jest to ciekawe rozwiązanie, szczególnie, gdy fabuła koncentruje się wokół enigmatycznej persony, jak Holmes. Wydaje się jednak, że narracja pierwszoosobowa wyczerpuje swoje zalety pełniej, gdy pozwolimy mówić osobie, która stanowi punkt centralny powieści.
Ale nie to jest najistotniejsze. Ostatnimi czasy niebagatelnie wzrosło znaczenie czasu gramatycznego, w który ubieramy czasowniki.
Niegdyś pisało się tylko w czasie przeszłym — nawet ten krótki ustęp z „Dolores Claiborne” obrazuje clou problemu. Od jakiegoś czasu jednak coraz więcej narratorów opowiada nam historię w czasie teraźniejszym, jakby wszystko działo się dokładnie w chwili, gdy czytamy daną scenę. W tym przypadku jestem zupełną konserwą — nie znoszę tego rodzaju narracji, zarówno jeśli chodzi o czytanie, jak pisanie. Sięgnąłbym po którąś książkę, by wyłowić próbkę, ale nie mam żadnej pod ręką. W poszukiwaniu ratunku posiłkuję się darmowym fragmentem „Igrzysk Śmierci”:
Prostuję się i macham ręką, żeby go uspokoić.
— Nie trzeba, wszystko w porządku — zapewniam.
Przypuszczam, że szybko można się do tego przyzwyczaić — szczególnie, gdy lektura porywa. A „Igrzyska Śmierci” wybrałem jako przykład nie bez powodu, bo jeśli zamierzacie tworzyć prozę z gatunku young adult, powinniście mieć na względzie czas teraźniejszy. Oprócz Suzanne Collins, używa go także Veronica Roth, Stephanie Meyer, czy masa innych pisarek i pisarzy, których nazwisk nie potrafię wymienić — nawet z pomocą przepastnej bazy lubimyczytać.pl. W tej chwili to standard w literaturze młodzieżowej.
Na koniec zbieram wszystko w kilka słów i pokazuję, co jest najważniejsze w całym tym odcinku — używajcie tej narracji, z którą jesteście najbardziej obyci literacko. Jeśli czytacie dużo książek z narracją w pierwszej osobie, piszcie w pierwszej osobie. Jeśli w trzeciej, piszcie w trzeciej. A jeśli lubicie eksperymentować, spróbujcie formy szkatułkowej, z której znany jest choćby Dan Simmons za sprawą „Hyperiona”. Możecie też pokusić się o inne wodotryski — na przykład narrację w drugiej osobie, która przeciętnego czytelnika doprowadzi do szewskiej pasji, ale być może zainteresuje jakiegoś odważnego krytyka literackiego.
A jeśli nie wiecie, co będzie dla Waszej książki najlepsze, pozwólcie pomysłom samodzielnie znaleźć drogę na elektroniczny papier — w najgorszym wypadku będzie kosztowało Was to kilka poprawek. W najlepszym zapomnicie o całym bożym świecie i wszelkich kursach pisania.
Przeczytaj także:
Kurs pisania #3 - redakcja, głupcze!
Kurs pisania #2 – headhopping
Kurs pisania #1 – o dialogach kilka słów
Tagi i tematy
Powiązane artykuły
komentarze [53]
Jestem właśnie w momencie, podczas którego ważą się losy narracji w mojej opowieści. Pierwotnie pisałam ją w narracji trzecioosobowej, w czasie teraźniejszym. Jednak po namyśle nie wiem czy z uwagi na chęć obsadzenia narratora za plecami kilku bohaterów, nie będzie lepiej gdy wybiorę pierwszoosobową. Dla uwypuklenia o co mi chodzi, dodaję przykład.
Rozdział "X"
Bohater A
Nie mogła się doczekać, gdy będzie już na miejscu. Chciała jak najszybciej zobaczyć się z matką.
Rozdział "Z"
Bohater B
Jego mięśnie napięły się w sposób, który wzmaga czujność. Coś go niepokoiło. Wysiadając z samochodu do jego nozdrzy dotarł zapach, którego nie powinien czuć. Tak pachniała tylko krew.
Czy w tej sytuacji jednak lepiej zdecydować się na pierwszoosobową narrację? Szczerze mam mętlik, ponieważ lepiej czuję się opisując wydarzenia jako obserwator, który ma zdolność czytania w myślach.
Jestem właśnie w momencie, podczas którego ważą się losy narracji w mojej opowieści. Pierwotnie pisałam ją w narracji trzecioosobowej, w czasie teraźniejszym. Jednak po namyśle nie wiem czy z uwagi na chęć obsadzenia narratora za plecami kilku bohaterów, nie będzie lepiej gdy wybiorę pierwszoosobową. Dla uwypuklenia o co mi chodzi, dodaję przykład.
Rozdział "X"
Bohater A
...
nie jestem specjalistą, ale wg mnie jest dobrze. czytałem ostatnio sporo opowiadań znanych autorów i bardzo często narracja była trzecioosobowa i opisująca tak kilku bohaterów.
nie jestem specjalistą, ale wg mnie jest dobrze. czytałem ostatnio sporo opowiadań znanych autorów i bardzo często narracja była trzecioosobowa i opisująca tak kilku bohaterów.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Piszę w pierwszej osobie, w czasie przeszłym, bo uważam, że łatwiej czytelnikowi będzie "wczuć się" w akcję. Po części pewnie też z własnej wygody. To moje pierwsze pisadło i chyba na razie skupiam się na umiejętności poprawnego pisania, konstruowania postaci itp ;)
Mam nadzieję, że kiedy mój warsztat się polepszy i wyłoni się coś, czym będę mogła się chwalić ;)
Piszę w pierwszej osobie, w czasie przeszłym, bo uważam, że łatwiej czytelnikowi będzie "wczuć się" w akcję. Po części pewnie też z własnej wygody. To moje pierwsze pisadło i chyba na razie skupiam się na umiejętności poprawnego pisania, konstruowania postaci itp ;)
Mam nadzieję, że kiedy mój warsztat się polepszy i wyłoni się coś, czym będę mogła się chwalić ;)
Ja ostatnio robię całkowity misz masz... nie wiem czy to dozwolone, ale spodobało mi się takie rozwiązanie. Opowiadanie piszę w 3 osobie. Narrator wie wszystko (pomocne jest to zwłaszcza przy opisywaniu emocji głównego bohatera, stąd ten wybór.) jednak czasem mam ochotę, by główny bohater wypowiedział się sam i tu z pomocą przychodzą mi... listy i pamiętniki.. robię coś na wzór wyrwanej kartki z dziennika, oznaczam ją datą i piszę w 1 osobie, by bardziej przeniknąć w myśli bohatera, bardziej się z nim zżyć, ale czy jest to "legalne" to nie mam pojęcia :D
Ja ostatnio robię całkowity misz masz... nie wiem czy to dozwolone, ale spodobało mi się takie rozwiązanie. Opowiadanie piszę w 3 osobie. Narrator wie wszystko (pomocne jest to zwłaszcza przy opisywaniu emocji głównego bohatera, stąd ten wybór.) jednak czasem mam ochotę, by główny bohater wypowiedział się sam i tu z pomocą przychodzą mi... listy i pamiętniki.. robię coś na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBardzo dobry pomysł z tymi listami czy pamiętnikami :)
Bardzo dobry pomysł z tymi listami czy pamiętnikami :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA co z narracją trzecioosobową w czasie teraźniejszym? Aż tak słaby pomysł i zbyt kłujący w oczy? A może to odpowiednia narracja dla twórcy, który jest świetny w prowadzeniu wartkiej akcji?
A co z narracją trzecioosobową w czasie teraźniejszym? Aż tak słaby pomysł i zbyt kłujący w oczy? A może to odpowiednia narracja dla twórcy, który jest świetny w prowadzeniu wartkiej akcji?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTeż zabrakło mi czegoś na ten temat. Znany autor szwedzkich kryminałów Mons Kallentoft pisze właśnie w ten sposób - narracją trzecioosobową w czasie teraźniejszym.
Też zabrakło mi czegoś na ten temat. Znany autor szwedzkich kryminałów Mons Kallentoft pisze właśnie w ten sposób - narracją trzecioosobową w czasie teraźniejszym.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTeż tak piszę ;) jedna osoba zwróciła mi uwagę, że źle się to czyta, druga - że to ciekawy zabieg a trzecia w ogóle nie zwróciła na to uwagi, sama nie wiem czy wrócić do pierwszosobowej, czy pozostawić tak jak jest...
Też tak piszę ;) jedna osoba zwróciła mi uwagę, że źle się to czyta, druga - że to ciekawy zabieg a trzecia w ogóle nie zwróciła na to uwagi, sama nie wiem czy wrócić do pierwszosobowej, czy pozostawić tak jak jest...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Omówienie podstaw w ładnym stylu. Dobre porady dla nowicjuszy, którzy nie zdają sobie sprawy, ile opcji przed nimi tak naprawdę stoi.
Narracja to mój ulubiony poziom twórczy. Wybierając już między samymi opcjami gramatycznymi mamy 18 wariantów. Do tego dochodzą różne style gatunkowe, własne zwyczaje...
Widziałam kiedyś opowiadanie o raju napisane w 1 os. liczby mnogiej w czasie teraźniejszym z bezokolicznikami tam, gdzie się dało. Warsztatowy majstersztyk, choć karkołomny.
Narracja to potęga.
Omówienie podstaw w ładnym stylu. Dobre porady dla nowicjuszy, którzy nie zdają sobie sprawy, ile opcji przed nimi tak naprawdę stoi.
Narracja to mój ulubiony poziom twórczy. Wybierając już między samymi opcjami gramatycznymi mamy 18 wariantów. Do tego dochodzą różne style gatunkowe, własne zwyczaje...
Widziałam kiedyś opowiadanie o raju napisane w 1 os. liczby mnogiej w...
Bardzo dobry tekst. Sfera pisania książek, powoli standaryzuje się, jak sfera twórczości muzycznej. Po okresie "burzy i naporu" samorzutnych wyborów i "własnych dróg", następuje okres standaryzacji produktów. Czasem jest tak, że im więcej wiemy o "technikaliach" im lepiej je potrafimy stosować, tym łatwiej umyka to co nieuchwytne i tym bardziej powtarzalne i "wystandaryzowane" stają upodobania oraz oferta tzw. rynku.
A może nie mam racji. W każdym razie tekst jest jednak wartościowy.
Eksperyment[bookLink]214133|Eksperyment[/bookLink]
Bardzo dobry tekst. Sfera pisania książek, powoli standaryzuje się, jak sfera twórczości muzycznej. Po okresie "burzy i naporu" samorzutnych wyborów i "własnych dróg", następuje okres standaryzacji produktów. Czasem jest tak, że im więcej wiemy o "technikaliach" im lepiej je potrafimy stosować, tym łatwiej umyka to co nieuchwytne i tym bardziej powtarzalne i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jak trudna może być narracja 3-cio osobowa, niech zilustruje taki przykład: Spróbujcie pokazać opowieść z punktu widzenia zatopionego w depresji mruka i wesołka, którego wszystko śmieszy. Oba te spojrzenia na świat, muszą zawierać się w jednej powieści i być spójne ze sobą. A przecież wiadomo, że zupełnie inaczej będą patrzeć na te same zjawiska! I niech jeden będzie dziadkiem drugiego, dla którego historia wnuka będzie przyszłością, a z kolei historia dziadka, dla wnuka przeszłością. :)
Początkującym polecam 1 osobę. To tak jak w nauce gry na pianinie. Początkowo druga ręka bezwiednie naśladuje pierwszą (a mają grać, każda co innego), bo to odruch. Tak samo narracja 1 osobowa jest bardziej naturalna i łatwiejsza.
Jak trudna może być narracja 3-cio osobowa, niech zilustruje taki przykład: Spróbujcie pokazać opowieść z punktu widzenia zatopionego w depresji mruka i wesołka, którego wszystko śmieszy. Oba te spojrzenia na świat, muszą zawierać się w jednej powieści i być spójne ze sobą. A przecież wiadomo, że zupełnie inaczej będą patrzeć na te same zjawiska! I niech jeden będzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJako, że miał to być poradnik dla początkujących pisarzy, chcę wtrącić swoje 5 groszy. Z tekstem się zgadzam, natomiast moja porada dla początkujących byłaby taka: piszcie w pierwszej osobie. Dlaczego? Bo to łatwiejsze! Narracja w trzeciej osobie, w czasie przeszłym powoduje u wielu początkujących rozdwojenie jaźni, mylenie czasu przeszłego z teraźniejszym i przyszłym. Ja sam wolę 3 osobę, jednak możliwości są z jednej strony większe (pokazywanie opowieści z różnych punktów widzenia) z drugiej mniejsze, bo musimy zrezygnować z subiektywizmu. Jak pięknie można pisać w pierwszej osobie wiadomo choćby z wszelkich zapisków Iiona Tichego, S.Lema. Ten subiektywizm to klucz do zabawnej narracji, pokazania poczucia humoru bohatera, które znacznie trudniej pokazać w 3 osobie. Podsumowując: dla początkujących łatwiejsza będzie narracja z punktu widzenia pierwszej osoby, co nie znaczy, że "prawdziwi pisarze" piszą tylko w 3 osobie i należy traktować ją przejściowo. Pozdrawiam wszystkich piszących i czytających.
Jako, że miał to być poradnik dla początkujących pisarzy, chcę wtrącić swoje 5 groszy. Z tekstem się zgadzam, natomiast moja porada dla początkujących byłaby taka: piszcie w pierwszej osobie. Dlaczego? Bo to łatwiejsze! Narracja w trzeciej osobie, w czasie przeszłym powoduje u wielu początkujących rozdwojenie jaźni, mylenie czasu przeszłego z teraźniejszym i przyszłym. Ja...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJeśli miałabym powiedzieć, że gdzieś mi się mylą czasy (czysto teoretycznie, bo się nie mylą ;)), to powiedziałabym raczej, że w pierwszej osobie, bo dominują przeżycia i subiektywne opinie, a myśli się w czasie teraźniejszym. Ale że pierwszoosobowa jest łatwiejsza, to jak najbardziej się zgadzam :)
Jeśli miałabym powiedzieć, że gdzieś mi się mylą czasy (czysto teoretycznie, bo się nie mylą ;)), to powiedziałabym raczej, że w pierwszej osobie, bo dominują przeżycia i subiektywne opinie, a myśli się w czasie teraźniejszym. Ale że pierwszoosobowa jest łatwiejsza, to jak najbardziej się zgadzam :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
O tym, że uwielbiam czytać teksty Pana Remigiusza wspominałem już kilkukrotnie – ale uwielbiam także samą dyskusję nad danym tematem. Tu zawsze atmosfera jest taka... profesjonalna :)
Jeśli chodzi o mnie, to jeszcze kilka tygodni temu napisałbym, że zdecydowanie wolę tworzyć w narracji trzecioosobowej – jednak odkąd zacząłem pracę nad ostatnim tekstem, zakochałem się w pierwszoosobowej. Nie wiedzieć czemu pisząc w niej czuję się jakbym pisał kolejny "Podziemny Krąg" – daj Bóg, życzę sobie czegoś takiego! :D
Myślę, że chodzi przede wszystkim o emocje, które w 1-os łatwiej jest przekazać. Chociaż nawet to można przemycić do narracji 3-os. Tutaj przykład:
Kamil włożył ręce do kieszeni i ruszył przed siebie.
Cholerne teksty Mroza! – wściekał się w duchu. – Czy choć raz nie mógłby sobie odpuścić i wrzucić do sieci jakiegoś gówna? Wtedy byłbym szczęśliwy, o tak, miałbym nie lada satysfakcję – na jego twarzy mimowolnie wykwitł nikły, przebiegły uśmieszek.
Szedł dalej, wiedząc że zmierza prosto do domu Remigiusza. W plecaku miał pióro i karabin maszynowy Gh-89.
Właśnie: nawet w 3-os mamy możliwość – może niepełnego, ale jednak – przejścia w okolice narracji 1-os. (w podanym frag. zamiast półpauz można by zastosować zwykłe przecinki).
Moje spostrzeżenia są proste (i zupełnie nieodkrywcze): pierwszoosobowa narracja daje nam całkowitą swobodę w wyrażaniu emocji bohatera, natomiast trzecioosobowa pozwala urozmaicać fabułę zazwyczaj "niepełnymi" emocjami (i rozmyśleniami) pozostałych bohaterów. Oczywiście – jak to w pisaniu – nie jest to "prawda objawiona". Wszystko można obejść.
Jeśli chodzi o czytanie, to szczerze mówiąc to czy narracja jest prowadzona w 1 czy 3 osobie – ma znaczenie tylko wtedy, gdy autor nieumiejętnie się nimą posługuje. Jeśli wszystko jest OK – obie są piękne :)
Niestety nie trawię pisania w czasie teraźniejszym i narracji drugoosobowej. Kojarzy mi się to przede wszystkim z amatorskimi tekstami o "silnym zabarwieniu erotycznym". Ale w sumie fajnie byłoby napisać coś z drugiej osoby. Może kiedyś się skuszę (i dziabnę jakiegoś erotyka, który za dwieście lat będzie lekturą obowiązkową w 2-giej gimnazjum :D ).
"Na przykład w „To”, kiedy wprowadza nową postać i informuje nas już na wstępie, że niebawem pechowy chłopiec przeniesie się na łono Abrahama." – bingo! King jest z tego znany, to jeden z jego "chwytów". Stosuje go baardzo, baardzo często (np. także w Pet Sementary).
Pozdrawiam!
O tym, że uwielbiam czytać teksty Pana Remigiusza wspominałem już kilkukrotnie – ale uwielbiam także samą dyskusję nad danym tematem. Tu zawsze atmosfera jest taka... profesjonalna :)
Jeśli chodzi o mnie, to jeszcze kilka tygodni temu napisałbym, że zdecydowanie wolę tworzyć w narracji trzecioosobowej – jednak odkąd zacząłem pracę nad ostatnim tekstem, zakochałem się w...
I w drugim akapicie złamałeś pierwszą zasadę "Podziemnego Kręgu" :)
I w drugim akapicie złamałeś pierwszą zasadę "Podziemnego Kręgu" :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Poczułem dreszcz emocji i od dziś noszę się z zamiarem nabycia kałacha. ;)
Co do Kinga – w jego przypadku to o tyle bezpieczne, że gatunek pozwala na takie chwyty. W "Wieży milczenia" zrobiłem to trochę naokoło – pierwszy podrozdział zacząłem od sceny zabójstwa, a drugi od zdania "Dzień, w którym straciła życie, zaczął się dla niej całkiem przyjemnie" – więc efekt był podobny, choć odnosił się do tego, co czytelnik już przeczytał. :)
Poczułem dreszcz emocji i od dziś noszę się z zamiarem nabycia kałacha. ;)
Co do Kinga – w jego przypadku to o tyle bezpieczne, że gatunek pozwala na takie chwyty. W "Wieży milczenia" zrobiłem to trochę naokoło – pierwszy podrozdział zacząłem od sceny zabójstwa, a drugi od zdania "Dzień, w którym straciła życie, zaczął się dla niej całkiem przyjemnie" – więc efekt był...
Dominik – masz rację. Myślę, że w ramach kary zasługuję na porządny oklep :D
Remigiusz – albo kilku butelek atramentu :)
Myślę, że w romansidłach też by to przeszło ("Daria jeszcze nie wiedziała, że napotkany w warzywniaku mężczyzna już za dwa dni zostanie jej kochankiem"). Ogólnie problem z tym zabiegiem jest taki, że może zniwelować nam efekt zaskoczenia i właściwie tutaj mamy jedyne ograniczenie. Przy ciekawej fabule – czemu by nie strzelić popisówki? :D
PS: Chciałbym dostać od Ciebie tego typu spoiler do następnego "kursu pisania". Np: Jacob Scott jeszcze nie wiedział, że kolejny tekst także mu się spodoba: w końcu będzie traktować o [tutaj wstaw temat] – a temat ten ostatnio nie lada go frapował.
Dominik – masz rację. Myślę, że w ramach kary zasługuję na porządny oklep :D
Remigiusz – albo kilku butelek atramentu :)
Myślę, że w romansidłach też by to przeszło ("Daria jeszcze nie wiedziała, że napotkany w warzywniaku mężczyzna już za dwa dni zostanie jej kochankiem"). Ogólnie problem z tym zabiegiem jest taki, że może zniwelować nam efekt zaskoczenia i właściwie...
Ten kurs jest niebezpieczny. Wraz z rosnącą wiedzą o technicznych aspektach pisania, rośnie pokusa aby samemu coś spłodzić na bazie cudzego uniwersum. Chyba powinien zaniechać lektury dalszych odcinków, bo jeszcze w końcu ulegnę i zapracuję na tytuł "małego grafomana" :)
Ten kurs jest niebezpieczny. Wraz z rosnącą wiedzą o technicznych aspektach pisania, rośnie pokusa aby samemu coś spłodzić na bazie cudzego uniwersum. Chyba powinien zaniechać lektury dalszych odcinków, bo jeszcze w końcu ulegnę i zapracuję na tytuł "małego grafomana" :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMam podobne odczucia :-)
Mam podobne odczucia :-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPierwsze zdanie to najlepsza pochwała tego kursu, jaką przeczytałem – dzięki! ;) I wprawdzie Pilipiuk zmonopolizował "Wielkiego Grafomana", ale zawsze możemy spróbować go zdetronizować – jak szaleć, to szaleć. :)
Pierwsze zdanie to najlepsza pochwała tego kursu, jaką przeczytałem – dzięki! ;) I wprawdzie Pilipiuk zmonopolizował "Wielkiego Grafomana", ale zawsze możemy spróbować go zdetronizować – jak szaleć, to szaleć. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dobrze wykonaną pracę należy chwalić, choćby w tak niedosłowny sposób :)
Możemy oczywiście próbować zdetronizować "Wielkiego Grafomana", ale to będzie trudne zadanie. Ja lubię prozę Pana Pilipiuka i jest on dla mnie pewnym gwarantem jakości. Jak każdy pisarz ma lepsze i gorsze książki ale poniżej pewnego poziomu nie schodzi, czego nie mogę powiedzieć o innym polskim autorze fantastyki, który pisał świetnie a potem chyba zapomniał jak się to robi.
Dobrze wykonaną pracę należy chwalić, choćby w tak niedosłowny sposób :)
Możemy oczywiście próbować zdetronizować "Wielkiego Grafomana", ale to będzie trudne zadanie. Ja lubię prozę Pana Pilipiuka i jest on dla mnie pewnym gwarantem jakości. Jak każdy pisarz ma lepsze i gorsze książki ale poniżej pewnego poziomu nie schodzi, czego nie mogę powiedzieć o innym polskim...
Nasz "Wielki Grafoman" potrafi napisać też coś dobrego, zgadzam się, choć większości tekstów nie lubię, jak dla mnie są zbyt rozwlekłe i monotonne. Jednak, jeśli spojrzeć na to z boku, zdarza się, że każdy grafoman (ogólnie, lepszy czy gorszy), potrafi wpaść na dobry pomysł i jakoś ubrać go w słowa. Napisze dziesięć koszmarnych książek i jedną świetną. Pomyślmy choćby o dziełach Sienkiewicza. Chyba każdy o nim słyszał, czytał z konieczności np. "Krzyżaków", a ja kiedyś usłyszałam, że jednej z jego książek nikt nie chciał wydać. xD Więc Pilipiuka, choć go nie lubię, całkiem nie przekreślam, bo jeśli miałabym myśleć w ten sposób, musiałabym zapomnieć o połowie polskich pisarzy. Uważam np., że Sapkowski kiedyś też pisał "inaczej". Choć chyba w tej chwili odbiegam od tematu, bo dyskusja mnie wciąga.
Nasz "Wielki Grafoman" potrafi napisać też coś dobrego, zgadzam się, choć większości tekstów nie lubię, jak dla mnie są zbyt rozwlekłe i monotonne. Jednak, jeśli spojrzeć na to z boku, zdarza się, że każdy grafoman (ogólnie, lepszy czy gorszy), potrafi wpaść na dobry pomysł i jakoś ubrać go w słowa. Napisze dziesięć koszmarnych książek i jedną świetną. Pomyślmy choćby o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejO kolegach po piórze się nie wypowiadam, więc napomknę tylko, że z przyjemnością czytałem Narrenturm, doceniając... przede wszystkim zabawę językiem. ;)
O kolegach po piórze się nie wypowiadam, więc napomknę tylko, że z przyjemnością czytałem Narrenturm, doceniając... przede wszystkim zabawę językiem. ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamSapkowski, moim zdaniem trzyma formę. Może dwie ostatnie książki nie były tak dobre jak całą saga Wiedźmińska i husycka, ale sprzedał bym duszę za taka umiejętność zabawy językiem, konwencją itp.
Sapkowski, moim zdaniem trzyma formę. Może dwie ostatnie książki nie były tak dobre jak całą saga Wiedźmińska i husycka, ale sprzedał bym duszę za taka umiejętność zabawy językiem, konwencją itp.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNazwiska nie podałem, a zostało jednak odgadnięte. W moim odczuciu Pan Sapkowski właśnie strasznie spadł z formą, o ile "Żmija" jako opowiadanie jeszcze by uszła tak "Sezon Burz" drastycznie odbiegał jakością od wcześniejszych opowiadań wiedźmińskich. Specjalnie wtedy zamawiałem w bibliotece któryś tom opowiadań na porównanie, bo zaczynałem podejrzewać że wyrosłem z Wiedźmina.
Nazwiska nie podałem, a zostało jednak odgadnięte. W moim odczuciu Pan Sapkowski właśnie strasznie spadł z formą, o ile "Żmija" jako opowiadanie jeszcze by uszła tak "Sezon Burz" drastycznie odbiegał jakością od wcześniejszych opowiadań wiedźmińskich. Specjalnie wtedy zamawiałem w bibliotece któryś tom opowiadań na porównanie, bo zaczynałem podejrzewać że wyrosłem z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
:)
Remigiuszu* Wielce Szanowny:)
Chłonę to co piszesz jak gąbka, uczę się i... No właśnie! Tak chciałoby się opanować wszystkie lekcje tego kursu i twórczo zastosować w tekście książki.
Dziękuję:)
Kaliber48 (Andrzej)
P.S. *Jak mawiał mój dziadek „mów do każdego, kto choćby dzień młodszy, per TY, ale pamiętaj, że wówczas zasada ta obowiązuje w obie strony”. Zatem Wielce Szanowny Remigiuszu proponuję TY-kanie i będzie to nie tylko przyjemność, ale i zaszczyt dla mnie:)
:)
Remigiuszu* Wielce Szanowny:)
Chłonę to co piszesz jak gąbka, uczę się i... No właśnie! Tak chciałoby się opanować wszystkie lekcje tego kursu i twórczo zastosować w tekście książki.
Dziękuję:)
Kaliber48 (Andrzej)
P.S. *Jak mawiał mój dziadek „mów do każdego, kto choćby dzień młodszy, per TY, ale pamiętaj, że wówczas zasada ta obowiązuje w obie strony”. Zatem Wielce...
Andrzeju Wielce Szanowny, ochoczo przystaję na tykanie, jako że to przede wszystkim zaszczyt dla mnie. :) Mam nadzieję, że kolejne odcinki także pomogą – i trzymam kciuki za dzieło. :)
Andrzeju Wielce Szanowny, ochoczo przystaję na tykanie, jako że to przede wszystkim zaszczyt dla mnie. :) Mam nadzieję, że kolejne odcinki także pomogą – i trzymam kciuki za dzieło. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamLubię bardzo narrację trzecioosobową, i sama lubię też taką pisać - aczkolwiek w moim kolejnym opowiadaniu "do szuflady" pisze pierwszoosobową, chociaż jakoś mi tak nie komfortowo, ale jednak... bardziej pasuje.
Lubię bardzo narrację trzecioosobową, i sama lubię też taką pisać - aczkolwiek w moim kolejnym opowiadaniu "do szuflady" pisze pierwszoosobową, chociaż jakoś mi tak nie komfortowo, ale jednak... bardziej pasuje.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamO proszę, mnie też pierwszoosobowa bardziej pasuje do opowiadań – ostatnio zrobiłem wyjątek i pech chce, że akurat to się za jakiś czas ukaże. :) I proszę nie pisać do szuflady! Jest sporo konkursów literackich na opowiadania, warto wysyłać. ;)
O proszę, mnie też pierwszoosobowa bardziej pasuje do opowiadań – ostatnio zrobiłem wyjątek i pech chce, że akurat to się za jakiś czas ukaże. :) I proszę nie pisać do szuflady! Jest sporo konkursów literackich na opowiadania, warto wysyłać. ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Właśnie mi zawsze dobrze szło z trzecią osobą, aż pisząc jedno opowiadanie, które pewnie znów skończy się na pierwszym rozdziale, doszłam do wniosku, że nie rozpoznałabym, która "ona" co myśli, więc przełączyłam się na pierwszoosobową, i chociaż zdarza mi się pomyśleć o tym, co mam napisać w trzeciej, to jednak lepiej!
No ale, może kiedyś się zbiorę i coś wyślę...
Właśnie mi zawsze dobrze szło z trzecią osobą, aż pisząc jedno opowiadanie, które pewnie znów skończy się na pierwszym rozdziale, doszłam do wniosku, że nie rozpoznałabym, która "ona" co myśli, więc przełączyłam się na pierwszoosobową, i chociaż zdarza mi się pomyśleć o tym, co mam napisać w trzeciej, to jednak lepiej!
No ale, może kiedyś się zbiorę i coś wyślę...
I wszystkie moje problemy zostały rozwiązane :) Pamiętam, że pytałam o narrację przy pierwszej "lekcji" i w końcu się doczekałam.
Jak zaczynałam pisać, a było to dość dawno, to czepiłam się narracji pierwszoosobowej. Sama nie wiem dlaczego. Nasunęła mi się sama i tak zostało. Dopiero po jakimś czasie, zainspirowana jedną z moich lektur przekonałam się do narracji trzecioosobowej. Najbardziej spodobało mi się to, że możemy rzucić wszytko i przejść do narracji ze strony innego bohatera, bez większego krzywdzenia czytelnika ;)
A tekst jak zwykle świetny i pomocny. Czekam na kolejny.
I wszystkie moje problemy zostały rozwiązane :) Pamiętam, że pytałam o narrację przy pierwszej "lekcji" i w końcu się doczekałam.
Jak zaczynałam pisać, a było to dość dawno, to czepiłam się narracji pierwszoosobowej. Sama nie wiem dlaczego. Nasunęła mi się sama i tak zostało. Dopiero po jakimś czasie, zainspirowana jedną z moich lektur przekonałam się do narracji...
A właśnie – miał być o tym odcinek wcześniejszy, ale potargowe refleksje wzięły górę. ;) Też lubię rzucić to wszystko i zrobić przeskok – wychodzi zdrowo dla książki, nabiera się trochę dystansu do danego wątku, a w dodatku rośnie napięcie. Same plusy. :)
A właśnie – miał być o tym odcinek wcześniejszy, ale potargowe refleksje wzięły górę. ;) Też lubię rzucić to wszystko i zrobić przeskok – wychodzi zdrowo dla książki, nabiera się trochę dystansu do danego wątku, a w dodatku rośnie napięcie. Same plusy. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMnie jako czytelnika interesuje narracja szkatułkowa, gdyż głębiej wnika się w powieść i bohaterów. Przykładem może być Cabre, gdzie możemy dostrzec jakby wszystkie mechanizmy, którymi kierują się bohaterowie.
Mnie jako czytelnika interesuje narracja szkatułkowa, gdyż głębiej wnika się w powieść i bohaterów. Przykładem może być Cabre, gdzie możemy dostrzec jakby wszystkie mechanizmy, którymi kierują się bohaterowie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Polecam książkę Wampir z Ropraz[bookLink]21379|Wampir z Ropraz[/bookLink].
Genialna zabawa narracją.
Polecam książkę Wampir z Ropraz[bookLink]21379|Wampir z Ropraz[/bookLink].
Genialna zabawa narracją.
Najbardziej lubię narrację pierwszoosobową, w czasie przeszłym. Zdarza mi się pisać w czasie teraźniejszym, ale jedynie krótkie opowiadania. W dłuższych formach staje się to dla mnie z jakiegoś powodu męczące.
Chociaż narracja pierwszoosobowa dla mnie jest najlepsza, to niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Czasem w szale tfu(!)rczym ;) tracę gdzieś zamysł charakteru swojej postaci i zaczynam wkładać w nią samą siebie. A potem skreślam trzy czwarte tekstu, bo przecież bohater czy bohaterka mieli być zupełnie inni ;)
Najbardziej lubię narrację pierwszoosobową, w czasie przeszłym. Zdarza mi się pisać w czasie teraźniejszym, ale jedynie krótkie opowiadania. W dłuższych formach staje się to dla mnie z jakiegoś powodu męczące.
Chociaż narracja pierwszoosobowa dla mnie jest najlepsza, to niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Czasem w szale tfu(!)rczym ;) tracę gdzieś zamysł charakteru...
King robi podobnie – pisze krótkie passusy w książce w czasie teraźniejszym, a później płynnie przechodzi do czasu przeszłego. Efekt bywa genialny. ;)
King robi podobnie – pisze krótkie passusy w książce w czasie teraźniejszym, a później płynnie przechodzi do czasu przeszłego. Efekt bywa genialny. ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Uwielbiam narrację pierwszoosobową, czas przeszły i przekazywanie historii z punktu widzenia antagonisty. "Ten zły" zawsze ma coś do powiedzenia, jest najczęściej barwną, specyficzną postacią, silną - takie lubię. Waleczne, dumne, pewne siebie władczynie, wyrachowane, potężnych przywódców i odkrywanie, co ich takimi czyni. Tajemnice ludzkiej psychiki bywają najciekawszym wątkiem. W ten sposób też piszę, choć fakt, że w narracji pierwszoosobowej trudniej wszystko zobrazować, bo wcielamy się w jedną postać. Trzeba też uważać, by nagle nie zacząć pisać o sobie. Mimo to uwielbiam przekazywać bohaterom swoje emocje i sprawiać, że postrzegają świat równie intensywnie jak ja. Rozwiązałam problem, można powiedzieć, stosując dwie narracje dla dwóch postaci. Piszę rozdział z perspektywy jednej bohaterki, która mówi w pierwszej osobie, czas przeszły, a kolejny z perspektywy drugiej osoby prowadzę w narracji trzecioosobowej. Stosuję to zamiennie, mniej więcej, świetnie się przy tym bawiąc, jednak balansuję na granicy poprawności i bardzo łatwo mogę wszystko zepsuć, wystarczy jeden błąd.
Nienawidzę narracji pierwszoosobowej w czasie teraźniejszym, "Igrzyska Śmierci" czytałam z wielkim bólem. Na szczęście fabuła zrekompensowała niesmak.
A narracja w drugiej osobie? To dopiero boli, kiedy jeszcze autor nie potrafi jej pociągnąć i w efekcie pomiesza wszystko, co tylko da się pomieszać. Na szczęście to bardzo rzadkie zjawisko. Zresztą, ważne, by w danej narracji dobrze się czuć. Mimo wszystko narracja trzecioosobowa jest najprzyjemniejsza, daje mnóstwo możliwości, możemy stworzyć wszystko - własny świat, ludzi, rasy, a do tego nic nie dzieje się bez naszej wiedzy i zgody. To właśnie lubię najbardziej.
Uwielbiam narrację pierwszoosobową, czas przeszły i przekazywanie historii z punktu widzenia antagonisty. "Ten zły" zawsze ma coś do powiedzenia, jest najczęściej barwną, specyficzną postacią, silną - takie lubię. Waleczne, dumne, pewne siebie władczynie, wyrachowane, potężnych przywódców i odkrywanie, co ich takimi czyni. Tajemnice ludzkiej psychiki bywają najciekawszym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo jak Coben – też zdarza mu się czasem w pierwszej, czasem w trzeciej osobie. :)
To jak Coben – też zdarza mu się czasem w pierwszej, czasem w trzeciej osobie. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMógłbym prosić o jakiś przykład narracji w drugiej osobie? Może nawet kiedyś się z takim tworem zetknąłem, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć i mnie to męczy.
Mógłbym prosić o jakiś przykład narracji w drugiej osobie? Może nawet kiedyś się z takim tworem zetknąłem, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć i mnie to męczy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W drugiej osobie, dla przykładu:
"Mocno ująłeś mnie za nadgarstek, jak gdybyś właśnie tego momentu postanowił nigdy nie zapomnieć. I wtedy to poprosiłeś, abym pozwoliła Ci powąchać moje włosy. Uczyniłeś to. Czułam Twój oddech na karku, podczas gdy Ty rozpuszczałeś moje długie sploty i napawałeś się ich zapachem, jakbyś chciał wciągnąć w siebie całą mnie, jakby w Tobie był mój dom. Odniosłam wrażenie, jakbyś chciał mi przekazać, że zawsze powinnam być przy Tobie, bo nasze dusze stopiły się w jedno."
J. Gaarder "Vita Brevis List Glorii Emilii do Aureliusza Augustyna"
tłum. I. Zimnicka, wyd. Jacek Santorski & Co
(fragment skopiowałam http://www.pasjapisania.pl/Tajemnicze_POV.aspx)
Chodzi o to, aby uzyskać efekt: "ty", mówienie do kogoś. Mój fragment:
"Po południu niespodziewanie zrobiło się zimno; czujesz, że lodowaty wiatr niemal przeszywa cię na wylot. Dochodząc do przejścia, zapinasz kurtkę pod szyją i odgarniasz z twarzy długie, jasne włosy. Przed tobą idzie grupa ludzi — słyszysz kilka głośnych głosów, śmiech. Przystajesz na światłach i cofasz się o dwa kroki, nieco zaniepokojona tym, że prawie weszłaś na ulicę, ale na szczęście natrafiłaś swoją laską na brzeg chodnika.
(...)
— Ładnie to tak przechodzić na czerwonym świetle? Jaki pani daje przykład dzieciom? — słyszysz drwiący, męski głos tuż przy uchu.
Łagodnie się uśmiechasz, choć od razu myślisz, że przecież chłopak pierwszy wszedł na jezdnię. Nie mówisz tego głośno, czujesz się nieswojo."
Itd.:) Przykładów może być sporo, jednak na dłuższą metę nie mogłabym tego czytać. Łatwo można sprawić, że tekst będzie wyglądał sztucznie i nieznośnie.
W drugiej osobie, dla przykładu:
"Mocno ująłeś mnie za nadgarstek, jak gdybyś właśnie tego momentu postanowił nigdy nie zapomnieć. I wtedy to poprosiłeś, abym pozwoliła Ci powąchać moje włosy. Uczyniłeś to. Czułam Twój oddech na karku, podczas gdy Ty rozpuszczałeś moje długie sploty i napawałeś się ich zapachem, jakbyś chciał wciągnąć w siebie całą mnie, jakby w Tobie był...
Dzięki. Czyli jest coś na kształt narracji Mistrza Gry w czasie rozgrywania "papierowych" sesji RPG. Może się to sprawdza w listach, ale na dłuższą metę rzeczywiście byłoby męczące.
Dzięki. Czyli jest coś na kształt narracji Mistrza Gry w czasie rozgrywania "papierowych" sesji RPG. Może się to sprawdza w listach, ale na dłuższą metę rzeczywiście byłoby męczące.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamRacja, jednak przyznaję, że czasem to, co trudniejsze i dziwne, kusi, bo jest... wyzwaniem dla autora, nawet sporym. xD
Racja, jednak przyznaję, że czasem to, co trudniejsze i dziwne, kusi, bo jest... wyzwaniem dla autora, nawet sporym. xD
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA potem wyzwaniem dla czytelnika który chce się przez taki twór przebić :)
A potem wyzwaniem dla czytelnika który chce się przez taki twór przebić :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA może by tak narracją w drugiej osobie zwrócić się do czytelnika i sugerować mu, że robi to, co w historii, którą czyta? To mogłoby być ciekawe.
A może by tak narracją w drugiej osobie zwrócić się do czytelnika i sugerować mu, że robi to, co w historii, którą czyta? To mogłoby być ciekawe.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa chyba jednak wolę narrację pierwszoosobową - zarówno do pisania, jak i do czytania. Fakt, jeśli głównych bohaterów jest kilku, to tak się zwyczajnie nie da. Jednak normalnym jest chyba poznawać historię z punktu widzenia jednej osoby, niekoniecznie tej, wokół wszystko "się kręci". Wtedy buduje się najlepszy suspens i atmosferę (przynajmniej takie odnoszę wrażenie). Jedyne, czego nie lubię, to narracja trzecioosobowa pisana od strony tylko jednej postaci. Po co coś takiego? Szczególnie, że często wychodzi wtedy strasznie sucho...
Ja chyba jednak wolę narrację pierwszoosobową - zarówno do pisania, jak i do czytania. Fakt, jeśli głównych bohaterów jest kilku, to tak się zwyczajnie nie da. Jednak normalnym jest chyba poznawać historię z punktu widzenia jednej osoby, niekoniecznie tej, wokół wszystko "się kręci". Wtedy buduje się najlepszy suspens i atmosferę (przynajmniej takie odnoszę wrażenie)....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTeż tego nie lubię. ;) A przy budowaniu suspensu trzecioosobowa też ma swoje plusy – można w krytycznym momencie zmienić perspektywę, kontynuować trochę tym torem, a potem znaleźć punkt styczny z pierwotną linią narracyjną. Jak się uda, będzie majstersztyk – jak nie, to przynajmniej piękna tragedia. :)
Też tego nie lubię. ;) A przy budowaniu suspensu trzecioosobowa też ma swoje plusy – można w krytycznym momencie zmienić perspektywę, kontynuować trochę tym torem, a potem znaleźć punkt styczny z pierwotną linią narracyjną. Jak się uda, będzie majstersztyk – jak nie, to przynajmniej piękna tragedia. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCzyli wniosek jest jeden: nieważne co, ważne jak :D
Czyli wniosek jest jeden: nieważne co, ważne jak :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
No, już myślałem, że nie wytrzymam tych dwóch tygodni :)
Jeżeli chodzi o narrację, to preferuję tylko trzecioosobową, wtedy, gdy narrator jest, jak Bóg na chmurce, tyle, że nie wybiegam zbytnio w przyszłość. :)
Tekst, jak zwykle napisany świetnie i ciekawie :)
No, już myślałem, że nie wytrzymam tych dwóch tygodni :)
Jeżeli chodzi o narrację, to preferuję tylko trzecioosobową, wtedy, gdy narrator jest, jak Bóg na chmurce, tyle, że nie wybiegam zbytnio w przyszłość. :)
Tekst, jak zwykle napisany świetnie i ciekawie :)
Dzięki! ;)
Dzięki! ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mam podobnie, jak autor - uwielbiam czytać narrację trzecioosobową, ale prosto pisze się w pierwszej osobie.
Jak dla mnie najlepszym rodzajem narracji jest ta personalna, jak np. w powieściach Virginii Woolf czy Henry'ego Jamesa. Plus, oczywiście, monologi wewnętrzne Wokulskiego :-) Wszystko zależy od historii, którą opowiadamy - do jednej pasuje narrator wszechwiedzący, a do innej - bezpośrednia opowieść z perspektywy jednego bohatera. Obecnie odczuwam pewnego rodzaju dystans do narracji w pierwszej osobie. Jest jej obecnie za dużo w ostatnich bestsellerach - ach, ile bym dała, aby 'Igrzyska śmierci' były napisane w narracji trzecioosobowej!
Mam podobnie, jak autor - uwielbiam czytać narrację trzecioosobową, ale prosto pisze się w pierwszej osobie.
Jak dla mnie najlepszym rodzajem narracji jest ta personalna, jak np. w powieściach Virginii Woolf czy Henry'ego Jamesa. Plus, oczywiście, monologi wewnętrzne Wokulskiego :-) Wszystko zależy od historii, którą opowiadamy - do jednej pasuje narrator wszechwiedzący, a...
Ja zawsze wybieram narrację trzecioosobową. Powodem jest to, że mogę opisywać przemyślenia kilku postaci i wydarzenia, których główny bohater mógł nie być świadkiem, ale są ważne z punktu widzenia całej opowiadanej historii. Mam jedynie taki problem, że czasem nie wiem jakie proporcje dobrać, ilu postaciom dać jeszcze głos czy przeplatać wątki według jakiegoś klucza i regularnie itp.
Ja zawsze wybieram narrację trzecioosobową. Powodem jest to, że mogę opisywać przemyślenia kilku postaci i wydarzenia, których główny bohater mógł nie być świadkiem, ale są ważne z punktu widzenia całej opowiadanej historii. Mam jedynie taki problem, że czasem nie wiem jakie proporcje dobrać, ilu postaciom dać jeszcze głos czy przeplatać wątki według jakiegoś klucza i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZapraszam do dyskusji.
Zapraszam do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam

