Witkacego portret prawdziwy. Nowa biografia maluje go bez fałszu

Konrad Wrzesiński Konrad Wrzesiński
25.03.2025

Witkacego nie ma. Zmyślano go tak często, ubarwiano, dokładano kolejne jaskrawe cegiełki do legendy o „wariacie z Krupówek” (a Witkiewicz nie zostawił po sobie dzieci i wnuków, które mogłyby go bronić), że wysupłanie prawdy ze sterty mitów to dziś zadanie karkołomne. Podjął się go Przemysław Pawlak w swojej spektakularnej książce o niespektakularnym tytule – „Witkacy. Biografia”.

Witkacego portret prawdziwy. Nowa biografia maluje go bez fałszu

Sens epigrafu otwierającego książkę Pawlaka jest nieco inny. Nową biografię Witkacego rozpoczyna cytat z Wandy Dynowskiej: „Witkiewicz nie istnieje – to jest tylko doskonale skonstruowany automat”. Ale zdanie to, a w zasadzie sam jego początek, szło ze mną przez całą lekturę i powracało przy kolejnych rozdziałach. Witkacego nie ma. Jest nadmalowywany i deformowany portret artysty, który stał się własnością publiczną. Pawlak odziera ten portret z przeinaczeń.

Jedność w wielości

Od razu wyjaśnijmy: dekonstrukcja mitów nie oznacza próby przekonania nas o witkacowskim zwykłym życiu. Mój Boże, nie. Witkacy to przecież, jak mówi o nim autor, chodzące nienasycenie. Jedność w wielości. Ktoś, kto mógł być wszystkim, więc wszystkim został: malarzem, pisarzem, filozofem, dramaturgiem, taternikiem, podróżnikiem, dowódcą kompanii w rosyjskiej armii, fotografikiem, eseistą. Bywało, że reżyserem i scenografem. To wciąż najbarwniejsza postać nie tylko zakopiańskiej bohemy, ale i być może całej polskiej sceny artystycznej XX wieku.

I czego się dowiadujemy? Ano na przykład, że kierował ośmioosobowym bobslejem na 10 lat przed tym, zanim dyscyplina ta pojawiła się na igrzyskach. Spuszczał z łańcuchów psy podwórkowe, gdy jeszcze nikomu nie przychodziło do głowy, by dbać o prawa zwierząt. Był najpewniej neuroróżnorodny. Miał ulubione szczotki do ciała, z Bielska-Białej, i nie mógł zrozumieć, czemu wszyscy ich nie używają, skoro są najlepsze. Kupował ich więc mnóstwo i wciskał znajomym.

Ale – czym w istocie były obrosłe w legendę „orgie”, które urządzał w Zakopanem? Czy rzeczywiście jego relacje z żoną i innymi kobietami były jak na tamte czasy tak niezwykłe? Czy podobnie jak ojciec był niezaradny finansowo i musiał być utrzymywany? I czy ostatnie dni jego życia, zakończonego pod dębem we wsi Jeziory, rzeczywiście wyglądały tak, jak dotąd opisywano?

Julka nie rozumie, jak las robić

Dzieckiem był wybitnym, choć Pawlak podkreśla, że trudno rozstrzygnąć, co było tu ważniejsze: zdolności intelektualne nazywanego przez rodziców Kaluniem Stasia czy ich zdolności pedagogiczne. „Nie wiem”, „nie dyskutuj”, „nie mądruj się” – tego się Kaluniowi nie mówi. Kalunia się słucha, rozpala w nim ciekawość świata i daje możliwość realizowania pasji. A tych ma od małego mnóstwo.

Niania nie nadąża za wyobraźnią dwu-, trzyletniego Stasia. „Julka nie rozumie, jak las robić”, żali się chłopiec. Jako trzylatek przytula się do słupów telegraficznych i mówi, że wsłuchuje się w przekazywane wiadomości. Jako pięciolatek chodzi z ojcem po Tatrach. W wieku sześciu lat tworzy pierwsze studium z natury – Osobitą, kraniec Tatr, narysowany ołówkiem i akwarelami. O swoich obrazkach rozmawia z dorosłymi, choć to zdaniem Kalunia nie obrazki, a dzieła sztuki malarskiej.

Siedmioletni Staś pisze pierwsze dramaciki. Strzelając z grochu do żołnierzyków, pochłonięty lekturą map, odgrywa bitwy morskie, na przykład bitwę pod Trafalgarem. Sam, bo ojciec coraz rzadziej pomaga, klei burty i maszty. Tworzy pancerniki, krążowniki, a nawet łodzie podwodne. Coraz częściej jest samotny. Rówieśnicy zaczynają zauważać, że jest „dziwaczny i niewesoły”. Matka, niewspomagana przez niemyślącego o finansach ojca, jest zbyt zapracowana, by poświęcać czas synowi. Stanisław Witkiewicz coraz rzadziej bywa w domu. Niemal przestanie, gdy szaleńczo zakocha się w Marii Dembowskiej.

Wpływ, jaki na Witkacego ma ojciec – wieczny moralizator, który nigdy nie potrafi oszczędzić synowi dobrych rad, choć sam porzucił rodzinę dla wielkiej miłości – jest ogromny. Pisane przez lata listy zawierają ciągłe przykazania. Stach ma być piękny, dobry i mądry, bo tak kazał mu ojciec.

Pawlak udowadnia jednak, że wbrew częstym sugestiom biografów ojciec nie stworzył projektu pod tytułem syn-geniusz i nie postawił młodego Witkacego siłą na konkretnej ścieżce, którą ten musiał podążać za wszelką cenę. Karmiono wszelkie pasje Stasia (botanika, geologia) i umożliwiono mu ich realizowanie. Domowe nauczanie? Nie było niczym wywrotowym w środowisku, w jakim obracali się Witkiewiczowie. Byłoby nim posłanie dyskutującego o astronomii Stacha do szkoły powszechnej, w której nastolatkowie ledwo składali zdania.

Obraz opresyjnego starego Witkiewicza, toksycznego despoty, który wymyślił i wyciosał syna artystę, to pierwsze utrwalane od dawna przeinaczenie, z którym rozprawia się Pawlak (choć nie jest dla ojca Witkacego przesadnie łaskawy). Będzie ich więcej.

Malinowski podpiekany jak Kmicic

Stach fascynuje środowisko od najmłodszych lat. W 1910 roku, gdy Witkacy jest zaledwie 25-latkiem, Tadeusz Miciński unieśmiertelnia go za życia. Publikuje „Nietotę”, w której portretuje Stacha jako demonicznego księcia Huberta, przemierzającego morze między tatrzańskimi szczytami własną łodzią podwodną. Tak oto Witkacy staje się podhalańskim celebrytą, a otoczka niesamowitości nie opuści go już nigdy.

Barwnością życia mógłby obdzielić kilku lub kilkunastu sobie współczesnych. Czego w nim nie ma! Podróży, wojny, skandali i skandalików.

Po maturze nie robi sobie typowego gap year. To nawet nie, jak pisze Pawlak, grand tour, czyli znany już od XVII wieku schemat kilkuletniego podróżowania młodzieńców z bogatych domów, by doskonalili umysł i charakter. Podróże Witkacego trwają blisko dekadę.

Przez Wiedeń i Monachium dociera do Włoch. Zwiedza Paryż, gdzie, jak sugeruje Pawlak, miał trafić do słynnego salonu Gertrudy Stein na Montparnasse. Poznaje Bretanię. Po samobójstwie Jadwigi Janczewskiej obwiniający się za tragedię, planujący własną śmierć Witkacy wyjeżdża z Bronisławem Malinowskim na drugi koniec świata. Zatrzymują się w Cejlonie, a wreszcie docierają do Australii.

Tropikalnej wycieczce towarzyszy zresztą wspaniały opis. Docierając do jednego z cejlońskich jezior, Witkacy i Malinowski nie mogą porozumieć się, którędy je obejść. Rozdzielają się i nie jest to dobry pomysł. W końcu z gęstwiny wypadają tubylcy, a samotny Witkacy gotuje się na śmierć.

Wrzeszczy do nich po polsku: „Gadajcie, gdzie Malinowski!?”. Mężczyźni biorą Stacha pod ręce i prowadzą przez las do małej świątyni. To, co widzi w środku, przekracza wyobraźnię. Na śmierć był gotowy, ale nie na tortury! A tu nad małym paleniskiem kołysze się jakiś chudy nieszczęśnik, ewidentnie przypiekany żywym ogniem, jak Kmicic w „Potopie”… Czterech drabów kurczowo trzyma gołego Bronia za ręce i nogi, a ten bezwładny, widocznie już nieprzytomny… Staś, zlany potem, wybałuszonymi oczyma patrzy na tę scenę, podczas gdy zgromadzeni próbują mu wyjaśnić łamaną angielszczyzną: Malinowskiego oblazły kleszcze. Podgrzewane same wyjdą.

Historię tę obaj będą opowiadać latami, raz po raz ubarwiając niektóre fragmenty.

Równie doskonały jest opis wojennych doświadczeń Witkacego, który po wybuchu I wojny światowej, słysząc o bestialstwie Niemców w Wielkopolsce, zaciągnął się do rosyjskiego wojska. Dosłużył w nim stopnia podporucznika i dowodził oddziałem w krwawej bitwie pod Stochodem.

Pisząc biografię Witkacego, Pawlak nie zamierzał stworzyć panegiryku (i nie stworzył), i ja nie zamierzam tworzyć go dla Pawlaka. Ale przyznać muszę uczciwie: opis biegnących żołnierzy (wśród nich przyszły autor „Pożegnania jesieni” i „Nienasycenia”), mijających pagórki z ciał swoich poprzedników, porosłe już świeżą trawą, karaluszego biegu ku zasiekom, po nawozie z ciał, wśród niewypowiedzianego smrodu… opis ten czyta się niemal jak Remarque’a.

Zachwyca też relacja z pijanego „występu” w zakopiańskim kinie, bez porozumienia z obsługą, tym razem pióra Antoniego Słonimskiego. Przytaczam w całości, bo siedziałem na ławce, łapiąc pierwsze wiosenne słońce, i śmiałem się głośno:

Wiadomo było, że już na świecie są kina dźwiękowe, a u nas za parawanem przygrywała na pianinie anonimowa paniusia. Byliśmy z Guciem Zamoyskim wszyscy trzej lekko pod gazem. Poszliśmy do kina. Witkacy objął w filmie rolę kobiecą i wykrzyknął piskliwie: „Ryszardzie, czy stłamsisz mnie i porzucisz z dzieckiem?” – „Nigdy – odpowiedziałem basem – nie porzucę cię, póki nie zgnije najdrobniejszy korzonek mego drzewa ginekologicznego”. Prowadziliśmy dłuższą chwilę ten pełen napięcia dialog, gdy wreszcie zrobiła się awantura. Pani zza parawanu oświadczyła: „Albo ja, albo ci panowie”. Wyproszono nas z kina przy czynnej pomocy miejscowego policjanta. Już przy wyjściu Witkacy nagle postawił sprawę na gruncie towarzyskim: „Pan się nam nie przedstawił”. Policjant stuknął obcasami i oznajmił, że nazywa się Pieniążek. Witkacy mruknął: „Witkiewicz”, Gucio dodał: „Zamoyski”, a ja, by nie obniżyć lotu, przedstawiłem się: „Sienkiewicz”. Policjant był zgorszony i zasmucony: „To panowie mają u nas własne ulice, a nie potrafią się zachować w bioskopie”.

Gdy pracoholik śpi, budzi się czarnowidz

Nowe Życie na Wielką Skalę Witkacy zaczyna co miesiąc. Załamania męczą go zwykle zaraz po przebudzeniu. Już w młodości uznaje metafizyczną trwogę za jeden z głównych wyznaczników człowieczeństwa, a myśl o śmierci opuszcza go rzadko. Z euforii wpada wprost w myśli samobójcze, przez co badacze twierdzą, że miał przynajmniej osobowość typu borderline. Do tego, co oczywiste wobec powyższych opisów wojennych doświadczeń, zespół stresu pourazowego.

Wie, że nigdy nie dotrze do istoty ludzkiego istnienia, ale dróg na próg zaświatów szuka nieustannie. Alkohol i kokaina są złudne w swych obietnicach. W dodatku wyniszczają. Co innego pejotl, kaktus czczony przez Indian jako bóstwo światła, z którego pozyskiwana jest meskalina. Ów „święty narkotyk” dostarcza cudownych wizji, a po kilku seansach pejotlowych Witkacy twierdzi, że „trwa w nim coś niezniszczalnego, co łączy go ze sprawami ostatecznymi, jak gdyby dotykał najwyższej, niewyrażalnej Tajemnicy.”

Nieuchronność śmierci nie daje jednak o sobie zapomnieć. Czarnowidz zasypia na moment, gdy budzi się pracoholik. Witkacy pracuje tytanicznie, po kilkanaście godzin dziennie. Spora część biografii poświęcona jest jego portretowej działalności. Nie tylko pozwala się ona utrzymać (wbrew opiniom, że Witkacy był niezaradny życiowo, Pawlak na podstawie podatków wylicza, że jego roczny przychód mógł być na poziomie poborów sędziego Sądu Najwyższego), ale i utrzymuje go zajętym przez długie godziny.

Stworzył około 8 tysięcy portretów. Pisał sztuki i powieści. Na poważnie zajmował się filozofią. Próbował nawet aktorstwa, ale mordę zanadto wymalowano mu na żółto i nie odpowiadały mu godziny bezczynnego czekania na planie. Robić, robić, stale być w ruchu.

O śmierci pozwala nie myśleć też bogate życie towarzyskie. „Faktem jest, że gdzie się pojawił, tam nadawał ton całemu towarzystwu i w jego kręgu bladło wszystko, co świeciło własnym blaskiem”. W gości przychodzi z całą czeredą nieprzewidzianych towarzyszy. Sam kreuje mit Witkacego, czym stwarza pretekst do późniejszych nadinterpretacji. Ogłasza się lordem Rajfurem i wmawia wszystkim, że prowadzi dom publiczny. Chwali się, że bywa na szalonych orgiach. Ma album osobliwości, w którym znajduje się kawałek wytatuowanej skóry, ślepa kiszka wycięta Edycie Gałuszkowej, a Stach chce włączyć do niej również płód pozostały po aborcji żony.

Uwielbia robić psikusy, ale jest bardzo wyczulony na to, że ktoś mógłby robić sobie z niego żarty. Jest niepodrabialną duszą towarzystwa i robi wiele, by trwać w centrum uwagi, ale później będzie się żalił: „Nie jestem wariatem ani cyrkowcem, żeby mnie ludzie przychodzili oglądać”.

Sam odbiorę światu Witkacego

Wspomniałem, że Pawlak dekonstruuje mity. Nie sposób w internetowym tekście wymienić wszystkich z nich. Ze szczerą zachętą odsyłam was do książki, bo choć „Witkacy. Biografia” liczy 500 stron, trudno się od tej książki oderwać – to miara pisarskiego talentu autora. Ale kilka z dokonywanych dekonstrukcji wspomnieć warto. Na przykład, że słynne potworne orgie, którym oddawał się Witkacy i według których usnuto legendę, że prowadził wyuzdane, skandaliczne do granic życie seksualne, to tak naprawdę kolacje mocno zakrapiane alkoholem.

Oznaki wyuzdania w książce znaleźć zresztą trudno. To prawda, że miał bogate życie uczuciowe i żyli z żoną w otwartym związku. W jednym z wywiadów Pawlak stawia jednak pytanie, czy relacja Witkacego i Niny różniła się w tym obszarze od związku Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów? Tadeusza i Zofii Żeleńskich?

Najciekawsze są może wnioski dotyczące ostatnich dni Witkacego. Na wstępie Pawlak rozprawia się z uproszczeniem, według którego Stach popełnił samobójstwo na wieść o wejściu Armii Czerwonej do Polski. Rzeczywiście był to jeden z powodów. Bał się o los ukochanej Czesławy Oknińskiej, gwałtów, tortur. Powodów było jednak więcej, a najbardziej interesującym wydaje się być ten, który dotąd umykał witkacologom. Czy mogło być nim prozaiczne odwodnienie? Czytajcie sami (warto, bo Iskry wydały to przepięknie!).

Kończąc już: jest taki tekst Jacka Kaczmarskiego, który w wykonaniu Jacka Bończyka prawie zawsze wywołuje u mnie ciarki. Końcówka idzie tak:

Ja bardziej niż wy jeszcze krztuszę się i duszę

Ja częściej niż wy jeszcze żyć nie chcę, a muszę

Ale tknąć się nikomu nie dam i dlatego

Gdy trzeba będzie sam odbiorę światu Witkacego

Witkacego światu Witkacy odebrał 18 września. Podciął sobie żyły pod dębem we wsi Jeziory. Swoim życiem karmił będzie jeszcze kilka pokoleń badaczy.

Własne portrety malował tak, że do dziś nie wiemy, jaki miał kolor oczu. Bywały czarne, brązowe, fioletowe. Janusz Degler, który w ciepłych słowach opisuje książkę Pawlaka na tylnej okładce, sam napisał kiedyś „Witkacego portret wielokrotny”. Bo twarzy miał Witkacy niemal nieskończoną ilość.

Powracając więc do tytułu tej niemożliwie rozrastającej mi się recenzji – czy „Witkacy. Biografia” to portret prawdziwy? Tak prawdziwy, jak się dało.

Książka „Witkacy. Biografia” jest dostępna w sprzedaży online.

artykuł powstał przy współpracy z wydawnictwem Iskry


komentarze [25]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Kristo - awatar
Kristo 13.01.2026 17:05
Bibliotekarz

Moja minirecenzja:

Dobra biografia, co nie znaczy, że najlepsza. Ma pewne dziury i pominięcia, być może celowe, uwzględniające wcześniejszą biografię Witkacego napisaną przez Siedlecką. Dziwne, że autor zasłużonej Siedleckiej nie wspomina w podziękowaniach, to ona rozmawiała przecież swego czasu z tyloma osobami na przełomie lat 80 i 90, które jeszcze Witkacego pamiętały....

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
werblista - awatar
werblista 30.03.2025 13:45
Czytelnik

A propos przypadłości Witkacego.
Jednym  z jego ulubionych chwytów ( niekoniecznie gitarowych) były dosyć zmyślne tytuły grzecznościowe i fantazyjne przydomki.
Na przykład:

Wojtek Migura de Wątorki Dolne
Naczelnik Zabaw Prywatnych
Twój Waltek Pierdonazy Bufory
czy
Onanisław Spermacy Wyfiutkiewicz
i wiele, wiele innych.

Powyższe zwroty i przydomki były używane w ferworze...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Topieleccc - awatar
Topieleccc 29.03.2025 03:00
Czytelnik

'Autoportret Witkacego'- świetny utwór, ale mogliście oryginał Pana Jacka Kaczmarskiego wrzucić, a nie tą dziwną wersję Bończaka.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Sewer - awatar
Sewer 26.03.2025 17:18
Czytelnik

Witkacego portret PRAWDZIWY ? Nie sądzę że tak można ani w przypadku Witkacego ani kogokolwiek innego.  

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
werblista - awatar
werblista 25.03.2025 20:10
Czytelnik

Biografia Witkacego to w zasadzie samograj. A jeżeli autor puści wodze fantazji to można pisać i pisać. A samobójstwo Witkacego i łączenie tego faktu z wkroczeniem Rosjan raczej średnio uzasadnione. Samobójcze myśli miał w zasadzie od połowy lat trzydziestych.
Tej biografii nie czytałem, ale po lekturze "Witkacego portretu wielokrotnego" napisałem coś takiego


Książka...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Antipop - awatar
Antipop 25.03.2025 18:40
Bibliotekarz

No najmocniej przepraszam autora artykułu ale chyba nie słyszał wersji Przemysława Gintrowskiego. Dużo lepsza i bardziej przejmująca.
https://www.youtube.com/watch?v=Q25BVDV2zf0

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Allmighty Eternally - awatar
Allmighty Eternally 25.03.2025 22:12
Czytelnik

dlaczego odmawiasz mu prawa do lubienia tego co mu się podoba?                                                                                     

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Antipop - awatar
Antipop 26.03.2025 01:05
Bibliotekarz

@Allmighty Eternally Dlaczego zarzucasz mi, że jestem wielbłądem?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konrad Wrzesiński - awatar
Konrad Wrzesiński 26.03.2025 07:19
Redaktor

Tu zasada pierwszej miłości jest pewnie jakoś istotna i dla mnie Bończyk bezkonkurencyjny, ale dzięki za link!:) 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Allmighty Eternally - awatar
Allmighty Eternally 26.03.2025 08:56
Czytelnik

właśnie udowodniłeśs że jesteś
                                                                                     

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konrad Wrzesiński - awatar
Konrad Wrzesiński 26.03.2025 09:41
Redaktor

Nie czułem się zmuszany do lubienia jednej właściwej wersji, ale zachęcam się wzajem lubić! 😀

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Antipop - awatar
Antipop 26.03.2025 10:53
Bibliotekarz

@Konrad Wrzesiński Bardzo możliwe. :-) Nie mówię, że wersja Bończyka mi się nie podobała. Też fajna.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Dziadoszan - awatar
Dziadoszan 25.03.2025 14:48
Czytelniczka

Witkacego portret prawdziwy. Nowa biografia maluje go bez fałszu  Ciekawe podejście, bo jest jednocześnie insynuacją, że wszystkie inne biografie malują go fałszywie. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Krzysztof Gromadzki - awatar
Krzysztof Gromadzki 25.03.2025 13:47
Czytelnik

Bardzo dużo ciekawie napisanych biografii ważnych postaci polskiej kultury i nauki wydaje się ostatnio w Polsce. Wyspiański, Miłosz, Gombrowicz, Słonimski, Iwaszkiewicz, Szymborska, Curie-Skłodowska, Konopnicka, Boy-Żeleński, Osiecka, Swinarski, Borowski, Bogusław Kaczyński, Przybora, teraz Witkacy. I jeszcze sporo innych, które uleciały mi z pamięci. Polska biografią stoi!...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Yahol - awatar
Yahol 25.03.2025 16:39
Czytelnik

Tak, też zauważyłem ten "trynd" wśród pisarzy i wydawców. Nowe biografie, oczywiście "zupełnie nowe spojrzenie" i obowiązkowa ""demitologizacja" i wręcz "demistyfikacja" nowych, starych bohaterów. A co do samego Witkacego - no cóż, wielkim artystą ON był!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Krzysztof Gromadzki - awatar
Krzysztof Gromadzki 25.03.2025 17:17
Czytelnik

Z nich wszystkich największą ochotę mam na książkę Konrad Swinarski. Biografia ukryta

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
 Konrad Swinarski. Biografia ukryta
Allmighty Eternally - awatar
Allmighty Eternally 25.03.2025 22:14
Czytelnik

zamiast Biografii Wszystkich wolałbym 'Dzieła wszystkie' Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w roku jej dedykowanym                                                                                     

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Tamaryszka - awatar
Tamaryszka 25.03.2025 13:36
Czytelnik

Ostatnio Witkacy zdaje się być wciskany "na chama" prawie jak Osiecka  😄 Nie mówię, że nie warto o nim wiedzieć, czy coś, ale to jakieś dziwne. Czemu akurat oni?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Allmighty Eternally - awatar
Allmighty Eternally 25.03.2025 13:28
Czytelnik

Mistyfikacja i Autoportret w wykoniu Gintrowskiego wystarczą mi z Witkacego                                                                                     

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
twujstary8 - awatar
twujstary8 25.03.2025 20:08
Czytelnik

No i przypomniał, i muszę tego teraz cały wieczór słuchać                                                                                      

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Allmighty Eternally - awatar
Allmighty Eternally 25.03.2025 22:10
Czytelnik

oj tam, można i przez tydzień
                                                                                     

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Kristo - awatar
Kristo 25.03.2025 13:11
Bibliotekarz

Właśnie przeczytałem najnowsze wydanie "Mahatmy Witkaca" Siedleckiej, dość trudna książka do szybkiego przeczytania. https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5130154/mahatma-witkac
Ciekawe jaka będzie ta biografia...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
LubimyCzytać - awatar
LubimyCzytać 25.03.2025 12:30
Administrator

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Meszuge - awatar
Meszuge 25.03.2025 15:20
Czytelnik

Zapraszamy do dyskusji.  Może się mylę, ale wydaje mi się, że normalni ludzie nie dyskutują z reklamami. :-(

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ktosia - awatar
Ktosia 23.04.2025 20:56
Czytelniczka

"Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy
Hej, hej, La la la, hej, hej, hej"
Siedzimy na LC i dyskutujemy

(Wiem, tak jakoś bez sensu pitolę).                                                           

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się