Juliusz Machulski opowiada kolejną kryminalną historię i pokazuje filmowe „sprzysiężenie osłów”
„Nikczemny narrator” to wciągająca historia prywatnego śledztwa z jednej strony, z drugiej zaś ukazany niekiedy w krzywym zwierciadle obraz polskiego środowiska filmowego z początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Tropy dla dociekliwych, smaczki czytelne przede wszystkim dla branży, no i skoro dla Lubimyczytać te słowa, także kilka lektur godnych polecenia.
Historia kryminalna przede wszystkim
Wątek rozpoczyna się dość nieprawdopodobnie. Być może „bóg scenarzystów tak chciał” lub… Początek lat dziewięćdziesiątych w Polsce, gdy zera w cenach na sklepowych półkach troiły się w oczach, a piszący te słowa inkasował milionowe wypłaty, to czasy, kiedy można było liczyć na rachunek nieprawdopodobieństwa. Niech scenarzysta wpadnie na chwilę ze Stanów, niech zderzy się z zagadkowym ciągiem śmierci w filmowym światku, niech… Może więc rzeczywistość była tak szalona, że „bóg scenarzystów” odwrócił wzrok.
W każdym razie jest rok 1993, Kamil Hubeny walczy z jet lagiem i kacem w Warszawie podczas międzysemestralnej przerwy w nowojorskim Hunter College (nawiasem mówiąc, naucza w tym samym czasie, co Juliusz Machulski). Hubeny w ciągu dwudziestu ośmiu dni powinien rozwikłać kryminalną zagadkę. Może więcej niż jedną. Nie, proszę się nie bać, nie zamierzam opowiadać Państwu całej historii zawartej przez autora, jak na reżysera i scenarzystę przystało, w scenariuszu składającym się z dwudziestu ośmiu sekwencji po kilka lub kilkanaście scen każda. Oczywiście to powieść, nie scenariusz, choć jeśli kogoś interesuje, jak scenariusz powinien być napisany – proszę bardzo, jest takowy na samym końcu książki. To „Torsje” Kamila Hubenego. Ba, jest nawet eksplikacja jak należy, podpisana przez Eryka Mokronowskiego.
Kamil Hubeny poprawia swój scenariusz, przygotowuje treatment niejako mimochodem. Na prośbę swojego przyjaciela, reżysera, rzeczonego Eryka, próbuje dociec przyczyny ciągu zagadkowych śmierci osób związanych z pewnym filmowym gniotem wyreżyserowanym przez Bohdana Por…, przepraszam, Zadurowicza. Jest więc suspens, a mnie nie wypada zdradzić nic więcej. Nie chcę bowiem znaleźć się w tym najgłębszym zakątku ósmego kręgu piekieł, w którym na spojlerujących autorów recenzji czeka miejsce pełne półek na książki. Pustych.
Zwierciadełko, powiedz przecie, czyli drugie dno
W wieńczących książkę podziękowaniach czytamy, że „opowiedziana historia jest wyłącznie wynikiem wyobraźni autora”. Co dociekliwszym czytelnikom polecam jednak poszukiwania autobiograficznych wątków łączących narratora (czy nikczemnego, czy też nie – zostawiam Państwa ocenie) z twórcą powieści. Od Hunter College, gdzie w 1993 roku uczyli Juliusz Machulski i Kamil Hubeny (pierwszy reżyserii, drugi pisania scenariuszy), po Studio Filmowe „Kadr”, w którym również obaj złożyli swoje debiutanckie treatmenty i scenariusze: Juliusz Machulski „Vabank”, Kamil Hubeny – „Torsje”.
Pojawiają się też postacie wiele znaczące (czasem w pozytywnym, czasem w negatywnym sensie) dla polskiego filmu. To spacer aleją sław, czasem tylko przy niektórych nazwiskach zatarły się litery i odcyfrować można zaledwie imiona. Są też i takie, które sprawiają, że ta bądź co bądź kryminalna historia przypomina historię polskiego kina. Jest Jadwiga Zajicek – doskonała montażystka (i nie tylko), przez której ręce (dosłownie!) przeszła „Eroica” Andrzeja Munka i sporo filmów Juliusza Machulskiego. Kamil Hubeny ma zaszczyt wypić z nią kawę, co nie każdemu było dane. Pojawiają się Jerzy Kawalerowicz i Jerzy Stuhr. Sporej grupce tak aktorów, jak i filmowców dość mocno się obrywa. Zbyt nikłą mam wiedzę, żeby wyrokować, kogo autor przedstawił w krzywym zwierciadle. Kilka postaci jest prawdopodobnie rozpoznawalnych dla osób z zewnątrz, ale pewnie znacznie lepiej będą się bawili lub… złościli ludzie z branży, choć mogę się mylić.

Kamil Hubeny i Juliusz Machulski present…
W fabule książki znajdą Państwo sporo podpowiedzi i tropów. Odrobinę literackich i, co zrozumiałe, duuużo więcej filmowych. „Sprzysiężenie osłów”, którego autorem jest John Kennedy Toole, to nie tyle trop, ile klucz do całości.
Kamil Hubeny nie jest „czułym”, jest zdecydowanie „nikczemnym” narratorem. Prowadzi opowieść tak, że niejednej i niejednemu się obrywa. Podobnie świat podsumowywał Ignacy J. Reilly, wyzłośliwiający się i wygłaszający zgryźliwe komentarze spod myśliwskiej czapki w „Sprzysiężeniu osłów”. Chcą Państwo tropić dalej? Proszę bardzo, sprawdźcie, jak wyglądały pierwsze próby ekranizacji książki Toole’a przez Johna Belushiego, jego kolegę z planu „Blues Brothers” Johna Candy’ego i Chrisa Farleya. I jak?
Najbardziej wytrwali, niekoniecznie studenci i absolwenci łódzkiej filmówki, mogą oglądać wraz z Kamilem Hubenym (a może i Juliuszem Machulskim? Kto wie) tytuły filmów, które narrator powieści wrzuca do odtwarzacza w czasie dwudziestu ośmiu dni śledztwa. Jak to piszą w ogłoszeniach o poszukiwaniu pracowników (wiecie, tych, co nie ukończyli jeszcze dwudziestu pięciu lat, biegle mówią i piszą w tradycyjnym mandaryńskim, przekładają kabinowo na starocerkiewnosłowiański i mają minimum dziesięcioletni staż pracy na stanowisku kierowniczym) – odnalezienie scenariuszowych smaczków w treści będzie dodatkowym atutem. Ot, choćby dwadzieścia osiem dni śledztwa Kamila. Czy to rzeczywiście nawiązanie do filmu z Sandrą Bullock, czy lekkie urojenia piszącego te słowa?
Cytaty i parafrazy pojawiają się także w dialogach. Przerzucają się nimi Hubeny i niejaka Nelia. Byłoby zupełnie idealnie, gdyby nie odzywała się profesorska natura Juliusza Machulskiego, który, oczywiście oddając głos narratorowi, nikczemnemu lub nie, tłumaczy, skąd wspomniane nawiązania pochodzą. Odrobinę psuło mi to zabawę w tropiciela źródeł. Trochę wiary w czytelnika, Panie Autorze, trochę wiary! Książkę zaś Państwu polecam. Tym, którzy chcą po prostu przeczytać kryminalną historię, przejść aleją sław odbijających się niekiedy w krzywym, niekiedy w nieskazitelnym i kryształowym zwierciadle, oraz tym, którzy lubią tropić smaczki i znaczenia. Można też spróbować wszystkiego po trochu. Miłej lektury!
Przeczytaj fragment powieści
Książka „Nikczemny narrator” jest już dostępna w sprzedaży online.
Artykuł sponsorowany
komentarze [13]
Proszę Państwa. Ta książka jest kapitalna ! Raz, że jest błyskotliwie dowcipna i co jakiś czas wybuchamy śmiechem, a nie rechotem, wartkie tempo i pięknie wciąga do samego końca. Tu chyba najszybciej przeczytane prawie 600 stron. Polecam niezdecydowanym z całego serca, a żałować nie będziecie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam