-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać199 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
KONKURS! „Extasia” Claire Legrand – jedna z najlepszych powieści fantasy YA LGBTQ+ wg BuzzFeed!
Książka, która wzbudza ogromne emocje
Czytanie „Extasii” jest niczym emocjonalny rollercoaster. Intryguje od pierwszego zdania. Otula mrokiem od pierwszego akapitu. Wzbudza coraz większy lęk z każdym kolejnym rozdziałem. Złość. Smutek. Żal. Współczucie. Ta książka nie ma litości. Przeszywa serce na wylot. Miażdży je. Ściska. Wdziera się pod skórę i uwiera w najbardziej wrażliwych miejscach. To nie jest lekka lektura. Claire Legrand poruszyła temat wiary, wykorzystywania kobiet, patriarchatu i nienawiści. Wplotła w swoją powieść krwiste sceny, brutalność, ale również miłość i odrobinę erotyzmu. Całość oprószyła garścią magii i szczyptą wciąż tlącej się nadziei. Od powieści grozy w takim wydaniu ciężko się oderwać.
Dziewczyna. Święta. Czarownica
Z niecierpliwością czekała na ten dzień. Dzień namaszczenia. Dzień, kiedy porzuci swoje imię. Starszyzna uznała ją za godną. Zostanie błogosławiona i skryje głowę pod czerwonym kapturem. Do tej pory żyła przysłonięta grzechem swojej matki. Matki pokalanej przez samego Diabła. Lecz ona się nie ugnie. Nie ulegnie Diabłu. Silna. Pobożna. Święta Amity. Razem z pozostałymi świętymi przyjmie na siebie odpokutowanie za grzechy innych. Aż w końcu nadejdzie dzień, gdy poczuje moc extasii. Pozna czarownice skrywające się w białym lesie. Czy dołączy do nich? Czy stanie się jedną z nich?
Cztery święte znowu stoją w Przystani. Cztery święte mające pozbyć się Diabła i służyć Bogu. Ich zadaniem było przypomnieć dobrym ludziom, co utraciliśmy i co możemy utracić ponownie, jeśli zboczymy ze świętej ścieżki.
Mercy, Temprance, Silence, Amity.
Claire Legrand, „Extasia”
Religia, wiara i piekło kobiet
Świat „Extasii” budzi niepokój od pierwszych stron. Amity, główna bohaterka, żyje w małej, religijnej wspólnocie. Panuje tutaj patriarchalny porządek. Kobiety są wykorzystywane i mają wyznaczone miejsce w hierarchii społecznej. Wykonują różne obowiązki. Sprzątają, gotują, są dobrymi żonami. Pobożne i uległe godzą się na takie życie. Nie piszą, nie czytają książek i niczym Altruistki z „Niezgodnej” Veroniki Roth – nie patrzą w lustra.
Kobietom z Przystani nie wolno mieć luster ani w nie patrzeć. Ukazują one prawdę bożą, która jest zbyt potężna, żeby mogły ją znieść ludzkie oczy. Zwierciadła sprawiają, że nasze słabowite serca stają się próżne.
Claire Legrand, „Extasia”

W powieści Claire Legrand kobietom przypisuje się upadek świata. Świata, Który Był Niegdyś.
Buntowniczki. Zdrajczynie. Niszczycielki. Oddały się Diabłu, tak jak Ewa, która namówiła Adama do grzechu. Wybrały pożądanie zamiast cnoty. Ich słabości, oszustwa oraz arogancja doprowadziły do wojen, chorób i ruiny. Mieszkańcy Przystani to wybrańcy. Zostali ocaleni przez Boga, aby założyć świat na nowo. A w tym nowym świecie kobiety muszą pokutować za grzechy innych kobiet.
Niewiele wtedy wiedziałam o Świecie, Który Był Niegdyś, i o tych przebiegłych kobietach, które go zniszczyły. Czytały książki, których nie powinny były czytać. Buntowały się i oszukiwały.
Claire Legrand, „Extasia”
Claire Legrand stworzyła niepokojącą historię, w której mizoginia wylewa się z każdej strony. W „Extasii” nienawiść do kobiet jest normą akceptowaną przez całą społeczność. Ludzie z Przystani, niczym bigoci z neopurytańską fantazją, dopuszczą się aktów brutalności nawet wobec młodych dziewcząt. Fanatyzm religijny popycha ich do niewybaczalnych czynów. Ochoczo biją, szarpią, szczypią i plują kobietom w twarz. A one przyjmują ciosy z godnością i zadowoleniem. Wszystko po to, aby uchronić lud przed Złem. Ocalić mężczyzn i chłopców naznaczonych śmiercią. Ocalić kobiety i dziewczęta, które Diabeł próbuje zwabić w swoje ramiona.
Tego dnia miałam czternaście lat, a Silence piętnaście. Pomyślałam wówczas, że będę właśnie taką świętą jak ona. Tydzień później, podczas pierwszego dnia nawiedzenia, przyjęła ciosy bez płaczu. Nawet nie próbowała ich unikać. Zrozumiałam wtedy, co to znaczy kochać Boga.
Claire Legrand, „Extasia”
Opowieść o dojrzewaniu i poszukiwaniu prawdy
„Extasia” to opowieść o dojrzewaniu w niebezpiecznej izolacji społecznej. Życie w Przystani, otoczonej wysokim murem, nie pozwalało na odkrywanie innego świata. Małym dziewczynkom wpajano wartości i zasady. Uczono uległości. Kształtowano usłużność. Wmawiano im, że w kobietach kryje się zło, a cierpienie jest zaszczytem. Amity od dziecka marzyła o dniu, w którym odpokutuje za grzechy innych kobiet.
Marzyłam o tym dniu od ósmego roku życia. Wtedy byłam już dostatecznie duża, by po raz pierwszy zobaczyć nawiedzenie na własne oczy. By przyjrzeć się świętym, które są poszturchiwane, poklepywane i szczypane, przez cały czas mają pogodne twarze, a oczy pełne miłości do Boga. Moje maleńkie serce szalało z zachwytu.
Claire Legrand, „Extasia”
Co się stanie, gdy Amity przekroczy mur Przystani? Jakie tajemnice odkryje? Komu zaufa? Czy odnajdzie relikwie Boga i stawi czoła Diabłu? Jedno jest pewne. Jeśli ma pokonać zło i uchronić przed nim ludzi, musi odkryć prawdę.
Kiedy kobieta kocha kobietę
„Extasia” przepełniona jest kobiecą siłą i siostrzeństwem. Kobiety w tej powieści wspierają się, pomagają sobie, ratują z opresji. Gdy trzeba walczyć – walczą ramię w ramię. Wraz z dojrzewaniem rozkwita przyjaźń, a z tej przyjaźni rodzi się miłość. Poszczególne bohaterki zbliżają się do siebie. Okazują sobie czułość. Rozkoszują się swoim dotykiem. Z tych drobnych gestów Claire Legrand utkała queerową opowieść wypełnioną kobiecą potęgą.

Moje prawe myśli uciekają przede mną. Zamiast tego widzę Mercy i Temperance jaśniejące w gorącej, czarnej kotarze moich zamkniętych oczu. Obejmujące się wśród drzew. Palce wsunięte we włosy, oczy błyszczące, usta różowe i delikatne. Pszczoła i kwiat. Kłódka i klucz.
Claire Legrand, „Extasia”
Brutalna historia, która niesie nadzieję
„Extasia” jest przesiąknięta traumą i przemocą, szczególnie tą wobec kobiet. Klimatem przypomina „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood, czy też „Rok próby” Kim Liggett. Wiele scen ocieka krwią. Są trupy. Są walki. Są ofiary. Claire Legrand postarała się, abyśmy doznali przeszywającego chłodu nawiedzających duchów, poczuli na sobie wzrok zwierząt o białych oczach i usłyszeli dziki śmiech czarownic owładniętych chęcią zemsty. Jak na horror przystało, w tej mrocznej historii natkniemy się na morderstwa, tortury, palenie na stosie, a nawet kanibalizm. Ale gdzieś w tym ponurym świecie, pełnym zła i zguby, odnajdziemy też przyjaźń, miłość i nadzieję, która pozwoli wypłynąć nam z głębin ciemności.
Claire Legrand zajmowała się kiedyś muzyką. W końcu uświadomiła sobie, że bez przerwy wymyśla nowe historie. Była bibliotekarką. Obecnie jest autorką bestsellerów „New York Timesa”. Mieszka w New Jersey.
Jej pierwszą powieścią jest „The Cavendish Home for Boys and Girls”, książka wybrana jako jedna ze stu powieści roku 2012 przez nowojorską sieć bibliotek publicznych. Jest także autorką „The Year of Shadows”, opowieści o duchach przeznaczonej dla czytelników w wieku 10–13 lat, i „Winterspell”, przeróbki „Dziadka do orzechów” napisanej z myślą o młodzieży.
„Some Kind of Happiness”, która przedstawiła młodszym nastolatkom świat chorób psychicznych, tajemnic rodzinnych i pokazała im siłę opowiadania historii, została w 2017 roku nominowana do nagrody Edgara. „Foxheart” to z kolei klasyczna przygoda fantasy, nagrodzona w 2016 roku przez Junior Library Guild.

Claire Legrand jest jedną z czterech autorek „The Cabinet of Curiosities”, antologii mrocznej powieści dla nastolatków, która również znalazła się na liście Junior Library Guild, została uznana za najlepszą książkę na Bank Street i znalazła się wśród „100 tytułów do czytania i udostępniania” sieci nowojorskich bibliotek publicznych w 2014 roku.
Jej bestsellerowa trylogia „Empirium” składa się z epickich powieści fantasy „Furyborn”, „Kingsbane” i „Lightbringer”. Z kolei książka „Sawkill Girls” to queerowa opowieść grozy dla młodych dorosłych, finalista nagrody Bram Stoker Award 2018 i Lambda Literary Award 2019.
Konkurs! Wygraj książkę „Extasia”
Specjalnie dla użytkowników serwisu lubimyczytać.pl przygotowaliśmy konkurs.
Aby wygrać książkę należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe:
„Extasia” to przejmująca i mroczna powieść o dojrzewaniu i przekraczaniu progu dorosłości. Jak wiadomo pierwsze kroki w dorosłość wiążą się z wieloma nowymi doświadczeniami. Jak u Was wyglądał ten moment przejścia? Czy go doświadczyliście i możecie coś o nim opowiedzieć?
Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach pod artykułem. Spośród nich wybierzemy pięć najciekawszych i nagrodzimy egzemplarzami książki „Extasia”.
Konkurs trwa od 27 kwietnia do 3 maja włącznie.
Pełny regulamin konkursu dostępny jest pod tym linkiem.
Przeczytaj fragment książki:
Extasia
Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.
Książka „Extasia” jest już dostępna w sprzedaży.
Artykuł sponsorowany
komentarze [32]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Bartosz
Aleksandra
Dominika
Pola
Yevoni
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Bartosz
Aleksandra
Dominika
Pola
Yevoni
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
kiedy będą wyniki ?
kiedy będą wyniki ?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Pamiętam ten uścisk w żołądku, gdy pierwszy raz po wakacjach koleżanki zamiast opowieści o podróżach i nowych sukienkach wspomniały o spróbowaniu piwa. Brzmiały tak dorośle, zachowywały się też, jakby osiągnęły jakiś poziom, do którego mi nawet nie było blisko. "Chodź z nami, musisz spróbować", zachęcały. Miałyśmy 13 lat i nie czułam się jeszcze gotowa na tę dorosłość, do której wszyscy dążyli. Nie ciągnęło mnie do pierwszych papierosów, nie lubiłam smaku piwa. Ale chciałam pasować. Każdy chce pasować, gdy mieszka w małym miasteczku. Piwo sączone w lesie smakowało gorzko i mdle, ale człowiek chociaż udawał, że wszystko pasuje. Chwaliły się chłopcami, którzy do nich pisali, opowiadały o prostowaniu włosów i tuszowaniu rzęs.
Ja chciałam grać w Simsy.
Później trafiłam na imprezę, gdzie jeden ze starszych chłopców za wszelką cenę usiłował przekonać mnie, żebym z nim wyszła. Nie wiedziałam gdzie, nie wiedziałam po co. Koleżanki mówiły, żeby iść. Nie wyszłam. straciłam dużo koleżanek. Za to doczekałam się wyprowadzki.
Po latach wiem, że trzeba dorosnąć nawet do dojrzewania. Nie ma sensu gonić za rówieśnikami, nie trzeba ma siłę zrywać z siebie niewinnej dziecinności.
Pamiętam ten uścisk w żołądku, gdy pierwszy raz po wakacjach koleżanki zamiast opowieści o podróżach i nowych sukienkach wspomniały o spróbowaniu piwa. Brzmiały tak dorośle, zachowywały się też, jakby osiągnęły jakiś poziom, do którego mi nawet nie było blisko. "Chodź z nami, musisz spróbować", zachęcały. Miałyśmy 13 lat i nie czułam się jeszcze gotowa na tę dorosłość, do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Doświadczenie było przeszywające. Lecz mogę coś opowiedzieć. Zapewne kojarzycie ciche noce, bez szumu wiatru. Noce, w których człowiek może wreszcie prawdziwie odpocząć od hałasu zatłoczonych ulic i komend w pracy. Jeśli namalowaliście już tę głuchą ciszę, teraz tylko dorysujcie szkic nastoletniej dziewczyny. To nastoletnia Ja w swoim pokoju. Nie dobiegały z niego żadne dźwięki. Ale Ja tam byłam, ze słuchawkami na uszach. Tłukłam myślami w ścianę i balansowałam między pełnym szczęściem a rozpaczą. Tak to właśnie wyglądało. Głucha na świat. Głucha na dorosłość. Dni nie różniły się nadto. Aż pewnego dnia Ona rzekła:
„Będę mieć operację. Idę do szpitala”.
„Operację?!”
Zostałam całkiem sama. Mogłam. Byłam już pełnoletnia. Ale wciąż byłam dzieckiem! Odwiedziny w szpitalu, odwiedziny u krewnych, zakupy, opiekowanie się zwierzętami i obowiązki domowe. To wszystko spadło na moją głowę. Spadłoby, gdybym głowę miała. Ale musiałam mieć! To było coś tak innego. Czułam się jak przedszkolak w za dużych kaloszach. Cisza była piorunująca. Tym razem naprawdę byłam sama. Słuchawki leżały na którejś z półek. A we mnie powoli następowało budzenie się. Wolno, lecz coraz pewniej chodziłam do sklepu, robiłam zakupy. Co jeszcze? Wypłacałam pieniądze, opiekowałam się zwierzętami. Dom stał się dla mnie jak dziecko, które myłam i karmiłam. Odwiedziłam Ją w szpitalu. Uśmiechała się do mnie. Była taka senna i niemrawa. A ja byłam… dorosła.
Doświadczenie było przeszywające. Lecz mogę coś opowiedzieć. Zapewne kojarzycie ciche noce, bez szumu wiatru. Noce, w których człowiek może wreszcie prawdziwie odpocząć od hałasu zatłoczonych ulic i komend w pracy. Jeśli namalowaliście już tę głuchą ciszę, teraz tylko dorysujcie szkic nastoletniej dziewczyny. To nastoletnia Ja w swoim pokoju. Nie dobiegały z niego żadne...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMój wstęp w dorosłość był i jest niezwykle chaotyczny. Najgorsze dla mnie było zderzenie z rzeczywistością, które nastąpiło z dniem przeprowadzki do innego miasta oddalonego o ponad 100km od mojego rodzinnego miasta. Dla moich rodziców to zawsze było proste i oczywiste, edukacja podstawowa, szkoła średnia i studia. Następnie oczywiście dobrze płatna praca i ostatecznie zakładanie rodziny. Los chciał, że na studiach nie powiodło mi się za dobrze i po pierwszym semestrze zdecydowałam się na ich rzucenie, co już zaburzyło harmonię planu rodziców. Potem było jeszcze lepiej. Wróciłam do domu, znalazłam pracę i... Przeprowadziłam się z chłopakiem do sąsiedniego miasta, narazie na tym moja historia się kończy, ale to co się stało podczas tego roku mogę jedynie nazwać istnym rollercosterem mojego życia.
Mój wstęp w dorosłość był i jest niezwykle chaotyczny. Najgorsze dla mnie było zderzenie z rzeczywistością, które nastąpiło z dniem przeprowadzki do innego miasta oddalonego o ponad 100km od mojego rodzinnego miasta. Dla moich rodziców to zawsze było proste i oczywiste, edukacja podstawowa, szkoła średnia i studia. Następnie oczywiście dobrze płatna praca i ostatecznie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPowoli stawiam swoje pierwsze kroki w dorosłość i już jutro zaczynam pisać maturę, niestety spóźniona o dwa lata. Niedawno, podczas pożegnania, jedna z nauczycielek spytała mnie, czy pamiętam kiedy nastąpił moment, w którym zdałam sobie sprawę, że jestem już dorosła i dobitnie uświadomiłam sobie wtedy, że mam za sobą bagaż, którego nie powinien mieć nikt, szczególnie, gdy ciągnie się on od dzieciństwa. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy dokładnie miał miejsce moment "przejścia", gdy doszło do mnie, że nie jestem już dzieckiem i pewne rzeczy straciłam bezpowrotnie. Domyślam się, że miało to miejsce na przełomie końca podstawówki, a początku gimnazjum, gdy wszystko zaczęło się sypać. Jeżeli chodzi o moje wspomnienia, niestety prawie wszystkie uległy zaparciu, pewnej manipulacji z najbliższego otoczenia lub całkowitemu wymazaniu z powodu tramy, której nawet nie pamiętam. Strzępki, które pozostały są wystarczająco nieprzyjemne, by pojawiła się świadomość, że przez kilka lat, gdy dziecko potrzebuje największej uwagi, bo dorasta i wchodzi w etap dojrzewania, spędziłam pośród nocnych kłótni, krzyków i trzaskania drzwiami. Zastanawiałam się kiedyś, czy gdybym dostała szansę cofnięcia się do tamtego etapu, czy skorzystałabym z niej? Oszczędziłabym sobie wiele cierpienia, ale czy byłabym wtedy tym, kim jestem teraz? Straciłabym bagaż doświadczeń, który uczynił mnie silniejszą i najprawdopodobniej byłabym całkowicie inna osobą.
Powoli stawiam swoje pierwsze kroki w dorosłość i już jutro zaczynam pisać maturę, niestety spóźniona o dwa lata. Niedawno, podczas pożegnania, jedna z nauczycielek spytała mnie, czy pamiętam kiedy nastąpił moment, w którym zdałam sobie sprawę, że jestem już dorosła i dobitnie uświadomiłam sobie wtedy, że mam za sobą bagaż, którego nie powinien mieć nikt, szczególnie, gdy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoje życie było, jest i myślę, że jeszcze długo będzie bardzo chaotyczne. Jako dziecko i później nastolatka musiałam się zmierzyć z wieloma zmartwieniami, którymi zdecydowanie nie powinna się przejmować żadna osoba w tym wieku. Rozwód rodziców, przeprowadzki, zmiany szkół, a także słaba sytuacja finansowa nauczyły mnie niezwykłej odpowiedzialności już w młodym wieku i sądzę, że to właśnie wtedy postawiłam ten krok w moją mentalną dorosłość. Pomagałam mamie w domu, uczyłam się i starałam się chwytać różnych prac wakacyjnych, aby ulżyć mamie w obowiązkach. Niestety takim decydującym momentem wkroczenia w dorosłość była śmierć mojego ojca, byłam już wtedy nieco starsza, ale nadal bolało, że nie dożył on mojej osiemnastki, spadło na mnie wtedy o wiele więcej obowiązków oraz musiałam wspierać całą resztę swojej rodziny. Mimo wielu przykrości z każdego etapu swojego życia wyciągnęłam wiele wartościowych lekcji, które pomogą mi przejść przez życie najlepiej jak potrafię. Przez cały ten czas zawsze towarzyszyły mi książki i znajdowałam w nich ucieczkę w najcięższych chwilach i mimo iż od osiągnięcia całkowitej pełnoletności dzieli mnie aż, a może tylko, kilkanaście miesięcy – to czuję się jakbym już dawno przekroczyła ten decydujący moment dojrzałości w życiu i uważam, że tą dojrzałość emocjonalną można osiągnąć zarówno w młodości jak i dopiero w późnych latach swojego życia, bo to nie liczba ukończonych lat definiuje mentalną dorosłość człowieka.
Moje życie było, jest i myślę, że jeszcze długo będzie bardzo chaotyczne. Jako dziecko i później nastolatka musiałam się zmierzyć z wieloma zmartwieniami, którymi zdecydowanie nie powinna się przejmować żadna osoba w tym wieku. Rozwód rodziców, przeprowadzki, zmiany szkół, a także słaba sytuacja finansowa nauczyły mnie niezwykłej odpowiedzialności już w młodym wieku i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tak szczerze? Wydaję mi się, że my nigdy nie wchodzimy w ,,dorosłość". Całe życie jesteśmy w jakimś stopniu dorosłymi, po prostu przez nasz żywot ten stopień wzrasta i spada.
Bo to wcale nie musi być tak, że jesteśmy coraz bardziej dorośli. Możemy być coraz mniej.
Często kiedy byliśmy ,,dziećmi" mieliśmy trudne przeżycia - rozwód rodziców, wyśmiewanie w szkole, zbyt wysokie oczekiwania rodziny.
I ,,dorośli" zamiast wyciągnąć z tego wnioski próbują o tym ,,zapomnieć". Robią dzieciom dokładnie to samo co im robili rodzice, chociaż sami przeżyli na swojej skórze jakie to bolesne! Myśląc przy tym, że są bardziej dorośli, ale nie! To nie jest prawda! Omijanie f a k t ów i udawanie głupiego nie jest dorosłe. Jest to dziecięce i nieodpowiednia w każdym procencie.
A jak definicja dorosłych to właśnie takie zachowanie to mam ogromną nadzieje, że jestem jeszcze dzieckiem.
Tak szczerze? Wydaję mi się, że my nigdy nie wchodzimy w ,,dorosłość". Całe życie jesteśmy w jakimś stopniu dorosłymi, po prostu przez nasz żywot ten stopień wzrasta i spada.
Bo to wcale nie musi być tak, że jesteśmy coraz bardziej dorośli. Możemy być coraz mniej.
Często kiedy byliśmy ,,dziećmi" mieliśmy trudne przeżycia - rozwód rodziców, wyśmiewanie w szkole, zbyt...
Kres mojej adolescencji nastąpił, gdy zostałem ojcem. Miałem
dwadzieścia cztery lata, uważałem że wszystko jeszcze przede mną,
a do rodzicielstwa zupełnie się nie nadaję. Z tym pierwszym nawet
miałem nawet rację. Do tej pory wiodłem raczej rozrywkowe życie. Zarabiałem psie
pieniądze na graniu hard rocka i miałem się z tym dobrze. Wokół
pełno było alko oraz tanich dragów. Czasami wydawać by się
mogło, że muzyka jest tylko pretekstem do znieczulania. Każdy z
nas chciał być drugim Jimem Morrisonem. Rodzicielstwa nie obawiałem
się tak bardzo, jak odrzucenia ze strony zespołu. Co za problem
wymienić basistę na takiego, co to nie ma zobowiązań, co może
ruszyć w trasę za każdym razem z biletem w jedną stronę. Do tego
czułem się jak szmata, bo miałem paskudne poczucie winy, że
zamiast podskakiwać z radości, czuję frustrację i żal. Nagle z
lekkoducha musiałem zostać dorosłym. Ale jak to tak – przecież
dorośli ogarniają życie, a ja? Miałem dwadzieścia cztery lata, a
nie zdążyłem wyrobić jeszcze dowodu! Ale zrobiłem to, jak
również dowiedziałem się, że dorośli ogarniają życie niekiedy
gorzej niż dzieci. Córeczkę oczywiście pokochałem jak tylko się urodziła. Udało mi tak
zarządzić czasem, aby wystarczyło go dla rodziny, pracodawcy oraz
weekendowymi graniami w domach kultury czy na ulicy. Lekko nie jest,
ale myślę, że już jestem dorosłym. Nie pytajcie tylko, po czym
to poznałem.
Kres mojej adolescencji nastąpił, gdy zostałem ojcem. Miałem
dwadzieścia cztery lata, uważałem że wszystko jeszcze przede mną,
a do rodzicielstwa zupełnie się nie nadaję. Z tym pierwszym nawet
miałem nawet rację. Do tej pory wiodłem raczej rozrywkowe życie. Zarabiałem psie
pieniądze na graniu hard rocka i miałem się z tym dobrze. Wokół
pełno było alko oraz tanich dragów....
Pierwszym przejawem dorastania była decyzja o nauce po podstawówce. Miałem 14 lat i byłem pod urokiem przedmiotów ścisłych i inżynierskich, zwłaszcza elektroniki. To był mój pęd z lektur sf, czasopism technicznych i popularno-naukowych książek, ale też znajomość z trójką sióstr studiujących przedmioty ścisłe na uniwersytecie. Już wtedy chciałem więc studiować. Nauczycielka doradzała technikum, ale tata uważał, że to dodatkowa strata roku i jak chcę studiować to lepiej wybrać liceum. Wtedy zacząłem rozważać czy iść do najbliższego, gdzie szła duża część klasy, czy też wybrać słynące z przedmiotów ścisłych. Wybrałem bliższe, ale i tak o 3 przystanki tramwajem.
Problem powtórzył się po 4 latach. Byłem rozdarty pomiędzy elektroniką a matematyką, chociaż najbardziej kusiły mnie tajemnicze komputery. Prawie zdecydowany na kompromisowe metody numeryczne na uniwersytecie poszedłem na dzień otwarty na politechnice. „informatyka” to był nowo otwierany kierunek. Zwiedzając laboratoria poczułem się prawie jak na Międzynarodowych Targach Poznańskich, wśród sprzętu komputerowego z różnych części świata i byłem gotowy zaryzykować rywalizację na ten nowy kierunek.
Kolega ze studiów chełpił się, że już liczył na uczelnianym komputerze i że ma kartę by dalej to robić. Też się o nią postarałem, ale w odróżnieniu od wszystkich innych z pierwszej 50-ki informatyków zamęczałem tę naszą ODRĘ-1305 programami. Jeszcze na pierwszym roku wstąpiłem do Koła Naukowego Informatyki i znalazłem opiekuna.
Pierwszym przejawem dorastania była decyzja o nauce po podstawówce. Miałem 14 lat i byłem pod urokiem przedmiotów ścisłych i inżynierskich, zwłaszcza elektroniki. To był mój pęd z lektur sf, czasopism technicznych i popularno-naukowych książek, ale też znajomość z trójką sióstr studiujących przedmioty ścisłe na uniwersytecie. Już wtedy chciałem więc studiować. Nauczycielka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZaczną od okresu dojrzewania, bo s sumie od niego się zaczęło o chyba nadal się nie kończy! Był to chyba jeden z najbardziej chaotycznych okresów w moim życiu i mimo iż na karku mam 23 wiosny to mam wrażenie jakby wyewoluował w przechodzenie w dorosłość! Dopiero z pójściem na studia poczułam, że to taki pierwszy dorosły moment w moim życiu. Mam wrażenie, że jeszcze przede mną wiele, bo z każdym rokiem mam wrażenie, że ciagle siebie odkrywam i co roku jestem jakby kimś innym. Z jednej strony czuje lekką frustracje, że powinnam w sumie już się w pełno odkryć, wręcz ustatkować, a z drugiej strony podoba mi się to jak odkrywka w sobie pasje do czegoś nowego, czuje jak mnie to napędza i sprawia, że jestem ciekawa każdego kolejnego dnia. Może dlatego tez uwielbiam wszystkie książki z motywem coming out of age, bo po prostu utożsamiam się z większością co przechodzą bohaterowie. Myślę, że dorosłość to jest stan do którego dążymy z każdym rokiem, ale ona ucieka ode nas tak szybko jak próbujemy ją dogonić.
Zaczną od okresu dojrzewania, bo s sumie od niego się zaczęło o chyba nadal się nie kończy! Był to chyba jeden z najbardziej chaotycznych okresów w moim życiu i mimo iż na karku mam 23 wiosny to mam wrażenie jakby wyewoluował w przechodzenie w dorosłość! Dopiero z pójściem na studia poczułam, że to taki pierwszy dorosły moment w moim życiu. Mam wrażenie, że jeszcze przede...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie mogę wam opowiedzieć jak wyglądał okres kiedy stałam się dorosła, gdyż wciąż jestem dzieckiem. Za to mogę wam powiedzieć trochę o okresie kiedy mój okres dojrzewania się zaczynał.
Wcześniej nie oczekiwałam na ten okres dojrzewania czy bycie dorosłą. Bawiłam się na podwórku z przyjaciółmi, robiliśmy kryjówki, „zupy z trawy” czy „zabijaliśmy” pokrzywy. Potem się przeprowadziłam a chwile później przyszła pandemia. Tak jak przeprowadzkę nie przeszłam ciężko, to pandemia była chyba najgorszym okresem w moim życiu. Siedziałam i płakałam. Pandemia raz była a raz była mniej odczuwalna. Jestem pewna że wiele osób bardzo źle przeszło tamten okres. Oczywiście w szkole świetnie sobie radziłam, ale mój stan psychiczny się pogorszył. Nie wiem czy to przez izolacje od ludzi czy przez ten okres dojrzewania. Pewnie oba.
Nie wiem jak to powiedzieć, bo jak już mówiłam ja się nie zastanawiałam jak okres dojrzewania będzie wyglądać. Po prostu jak już nadszedł ja to czułam i wiedziałam, że to nie jest to czego oczekiwałam. Sama nie wiem czego oczekuje od świata. Po prostu chcę żyć swoim życiem, cieszyć się chwilami z przyjaciółmi. Jedyne co na razie mnie spotyka to zawód.
Nie mogę wam opowiedzieć jak wyglądał okres kiedy stałam się dorosła, gdyż wciąż jestem dzieckiem. Za to mogę wam powiedzieć trochę o okresie kiedy mój okres dojrzewania się zaczynał.
Wcześniej nie oczekiwałam na ten okres dojrzewania czy bycie dorosłą. Bawiłam się na podwórku z przyjaciółmi, robiliśmy kryjówki, „zupy z trawy” czy „zabijaliśmy” pokrzywy. Potem się...
Przejście w dorosłość jest czymś,na co oczekuje wiele dzieci/młodzieży. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie czekałam na ten moment. Jeśli mam być szczera chciałam jak najdłużej zostać dzieckiem,które nie musi dbać o nic innego niż szkoła. Chcąc nie chcąc weszłam w dorosłość,nigdy nie próbując „zakazanych rzeczy”. Poniekąd czułam się jak odludek,patrząc jak znajomi wychodzą na imprezy i żyją rzekomo najlepszym życiem. Dla mnie tym najlepszym życiem było czytanie książek i zrozumienie tego co mnie tak naprawdę przeraża w dorastaniu. Dzięki poświęconemu czasowi,przejście w dorosłość nie okazało się być tak straszne jak myślałam. Przystosowanie się do panujących zasad w „Królestwie dorosłych” było poniekąd wyzwaniem,jednak do wszystkiego można się przygotować oraz przyzwyczaić.
Przejście w dorosłość jest czymś,na co oczekuje wiele dzieci/młodzieży. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie czekałam na ten moment. Jeśli mam być szczera chciałam jak najdłużej zostać dzieckiem,które nie musi dbać o nic innego niż szkoła. Chcąc nie chcąc weszłam w dorosłość,nigdy nie próbując „zakazanych rzeczy”. Poniekąd czułam się jak odludek,patrząc jak znajomi wychodzą na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wchodząc w dorosłość bywało różnie moi rodzice w sumie nie mieli ze mną aż tak ciężko nie przepadam za papierosami i alkoholem. Nie sprawiałam nigdy większych problemów wychowawczych i nie musieli się wstydzić w szkole z mojego powodu.
Wchodzeniem w dorosłość była u mnie pierwsza miłość, nowy chłopak i totalne zauroczonie. Z czasem zauroczenie przeminęło się w podziw i opuszczenie w nauce, ponieważ tylko z tym chłopakiem chciałam spędzać czas. Z czasem jednak przejrzałam na oczy, ponieważ dosyć dotkliwie mnie zranił i zostawił i wtedy mnie otrzeźwiło. Jak to się mówi lepiej póżno niż wcale. Teraz aktualnie mam 22 lata w lipcu skończę 23 lata i dzięki temu doświadczeniu jestem bardziej odpowiedzialna, nie zawalam studiów, ponieważ chcę zostać prawnikiem i nie poświęcam całego mojego życia jednej osobie, tamto doświadczenie mnie tego nauczyło. Jestem zakochana i mam chłopaka, ale dbam również o swoje sprawy i swoją przyszłość. Teraz już wiem, że nie należy podporządkowywać całego swojego życia, swoich marzeń, pragnień, planów jednej osobie. Jeśli ktoś Cię kocha to Cię zaakceptuje takim jakim jesteś, z twoimi wadami, brakami, będzie Cię wspierał w twoich planach i marzeniach, będzie podnosił, kiedy Ci się nie uda, gdy po ludzku będziesz myślała, że Coś jest bez sensu i dorosłość właśnie mnie tego nauczyła, trochę może brutalnie, ale wydaje mi się że tego potrzebowałam, żeby znaleźć odpowiedniego partnera w życiu.
Wchodząc w dorosłość bywało różnie moi rodzice w sumie nie mieli ze mną aż tak ciężko nie przepadam za papierosami i alkoholem. Nie sprawiałam nigdy większych problemów wychowawczych i nie musieli się wstydzić w szkole z mojego powodu.
Wchodzeniem w dorosłość była u mnie pierwsza miłość, nowy chłopak i totalne zauroczonie. Z czasem zauroczenie przeminęło się w podziw i...
Moment przejścia w dorosłość rozpoczęłam pierwszym papierosem oraz pierwszym alkoholem, miałam wtedy u swojego boku grono przyjaciół, z którymi przeżywaliśmy różne przygody. Wycieczki, złamane serca to wszystko mnie ukształtowało jednak gdyby nie moi przyjaciele nie byłabym osoba którą jestem.
Dorosłość.. Większa odpowiedzialność i większe możliwości.
W dorosłości najważniejsze jest to, aby nie zatracić w sobie dziecka. :)
Moment przejścia w dorosłość rozpoczęłam pierwszym papierosem oraz pierwszym alkoholem, miałam wtedy u swojego boku grono przyjaciół, z którymi przeżywaliśmy różne przygody. Wycieczki, złamane serca to wszystko mnie ukształtowało jednak gdyby nie moi przyjaciele nie byłabym osoba którą jestem.
Dorosłość.. Większa odpowiedzialność i większe możliwości.
W dorosłości...
Ta cała dorosłość jest dziwna i szalenie trudno ją określić.
Jestem po 30'tce. Mam męża, pracuję na dwóch atatach, buduję dom, urządzam kuchnię, kupuję łóżko do sypialni, wybieram kolor farb, projektuję ogród i... nigdy wcześniej nie czułam się bardziej dzieckiem. Całe życie jest dla mnie bajką wartą odkrycia gdzie złe doświadczenia umacniają a dobre uskrzydlają.
Nigdy nie weszłam z buta w dorosłość. Ot, zawsze taka rozważna ale i romantyczna, nad wyraz dojrzała jak na swój wiek z głową pełną pomysłów i zachwytu nad światem.
Ta cała dorosłość jest dziwna i szalenie trudno ją określić.
Jestem po 30'tce. Mam męża, pracuję na dwóch atatach, buduję dom, urządzam kuchnię, kupuję łóżko do sypialni, wybieram kolor farb, projektuję ogród i... nigdy wcześniej nie czułam się bardziej dzieckiem. Całe życie jest dla mnie bajką wartą odkrycia gdzie złe doświadczenia umacniają a dobre uskrzydlają.
Nigdy nie...
Bunt, próba wyrwania się z domu rodzinnego by poczuć wolność i swobodę, która aż unosiła. Może trochę za szybko a może za wysoko, aż do zachłyśnięcia się. Spadłam, na podciętych skrzydłach i poleciałam daleko... Obudziłam się w szpitalu, w którym spędziłam ponad pół roku. Bolało to mało powiedziane, zwątpienie i depresja ale to dopiero był początek. Powrót do domu, szkoły to dopiero był szok, próby samobójcze by pewnego dnia odrodzić się jak feniks z popiołów.
Bunt, próba wyrwania się z domu rodzinnego by poczuć wolność i swobodę, która aż unosiła. Może trochę za szybko a może za wysoko, aż do zachłyśnięcia się. Spadłam, na podciętych skrzydłach i poleciałam daleko... Obudziłam się w szpitalu, w którym spędziłam ponad pół roku. Bolało to mało powiedziane, zwątpienie i depresja ale to dopiero był początek. Powrót do domu, szkoły...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTrochę buntu, bo inni chcieli ingerować w moje decyzje, trochę ekscytacji z powodu możliwości decydowania o sobie. Jednak należę, do pokolenia, które w wieku 18-lat nadal mieszkały z rodzicami, to odcinanie pępowiny trwało długo, zanim człowiek coś osiągnął. Po prostu to były takie PRL-owskie czasy, tak mieli wszyscy z mojego pokolenia. Dlatego niby dorośli, bo metryka o tym mówiła, jednak w większości rodzice i rodzina ....jednak decydowali za nas.
Trochę buntu, bo inni chcieli ingerować w moje decyzje, trochę ekscytacji z powodu możliwości decydowania o sobie. Jednak należę, do pokolenia, które w wieku 18-lat nadal mieszkały z rodzicami, to odcinanie pępowiny trwało długo, zanim człowiek coś osiągnął. Po prostu to były takie PRL-owskie czasy, tak mieli wszyscy z mojego pokolenia. Dlatego niby dorośli, bo metryka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pamiętam, gdy po raz pierwszy w życiu poczułam się prawdziwie dorosła: gdy za samodzielnie zarobione pieniądze kupiłam sobie pralkę. Nigdy wcześniej nie wydałam tyle naraz, w dodatku na coś, co w 100% miało jedynie cel praktyczny i miało służyć wyłącznie jako prozaiczny komponent codzienności. Poczułam się wówczas dorosła, gdyż był to wydatek sfinansowany całkowicie przeze mnie samą, dzięki mojej pracy, i jako wyposażenie domowe stanowiący już „coś poważnego”.
Pamiętam, gdy po raz pierwszy w życiu poczułam się prawdziwie dorosła: gdy za samodzielnie zarobione pieniądze kupiłam sobie pralkę. Nigdy wcześniej nie wydałam tyle naraz, w dodatku na coś, co w 100% miało jedynie cel praktyczny i miało służyć wyłącznie jako prozaiczny komponent codzienności. Poczułam się wówczas dorosła, gdyż był to wydatek sfinansowany całkowicie przeze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW dorosłość weszłam kilkakrotnie. Za każdym razem zwiększając stopień wtajemniczenia. Za pierwszym razem ze spakowaną walizką i kartonem kuchennych akcesoriów przeniosłam się do innego miasta. Na studia.Za drugim razem zaczęłam wakacyjną pracę. Wartość pieniądza, nagle zrównana z dość męczącym zajęciem, wzrosła. Wzrosła też wartość posiadanych przedmiotów. Kolejny poziom to zamieszkanie z przyszłym mężem. Cóż. Odkrywanie brudnych skarpet męskich pod łóżkiem i jego awersja do gotowania to szczegóły. Jest miło.Ostatni już etap to… macierzyństwo. Rok z górką, lekko nie jest. Nie wiem czy cokolwiek mogłoby mnie na to przygotować, ale wszystko co było wcześniej, było niczym, zasadniczo. Dorosłość zaczęła się teraz, razem z Nią. Już żadna sekunda nie jest w pełni moja, żadna czynność nie pozostaje bez wpływu na nią. Dużo akrobatycznych kombinacji wymaga tego odpoczywanie, bo o ile ciało potrafi sobie z tym radzić doskonale, o tyle głowa już nie. Teraz gdy śpi, a ja szarpię chwile z codzienności (by coś tu czy tam napisać), zastanawiam się czym jest ta dorosłość. Czy to ten pyrkający na kuchence rosół (matka-kucharka). Czy te sterty książek, które poczytuję (matka-bibliofilka). Czy poprane i poukładane w szafkach pajace i body (matka-ogarniaczka). Czy kiełki wzrastające powoli w kiełkownicy (matka-zdrowo-się-odżywiamy). Czy kalendarz upstrzony wycieczkami, wyjazdami, odwiedzinami (matka-rozrywka). Czy to suma tego wszystkiego… Sporo zatem mnie dorosłość nauczyła.
W dorosłość weszłam kilkakrotnie. Za każdym razem zwiększając stopień wtajemniczenia. Za pierwszym razem ze spakowaną walizką i kartonem kuchennych akcesoriów przeniosłam się do innego miasta. Na studia.Za drugim razem zaczęłam wakacyjną pracę. Wartość pieniądza, nagle zrównana z dość męczącym zajęciem, wzrosła. Wzrosła też wartość posiadanych przedmiotów. Kolejny poziom to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie będę ukrywać, że kiedy dzisiaj zobaczyłam temat tego konkursu byłam więcej niż zaskoczona. Zadanie idealnie wpasowało się w moje życie, ponieważ pomimo, iż bliżej mi już do lat 30, to dorosła po raz pierwszy poczułam się tydzień temu. Ale nie wyprzedajmy wydarzeń. Należałoby zacząć od faktu, iż od pewnego czasu większość znanych mi osób odnajduje swoją "dorosłość" i zaczyna zaliczać swoistą listę punktów koniecznych do zrobienie przez "prawdziwego dorosłego". Koleżanki kolejno wychodzą za mąż, zaczynają rodzić dzieci, zamieniają małe, urocze Fordy Ka, na duże rodzinne samochody, biorą kredyty na budowę domów i zaczynają wspominać o bolących kręgosłupach. W tym wszystkim ja jawię się bardziej jako zwariowana nastolatka - wciąż się uczę, biegam po nikomu niepotrzebnych kursach i szkoleniach, pracę traktuję jako rozrywkę, a po ulicach śmigam dwuosobowym kabrioletem w duchu żałując, iż nie dało się kupić różowego. Nie ukrywajmy - to wszystko nie wygląda za poważnie. Jednocześnie jednak przyszło mi pracować z nastolatkami i to właśnie dzięki nim udało mi się odkryć o co chodzi z tą całą dorosłością. W zeszłym tygodniu przyłapałam dwie dziewczyny stojące pod ścianą i przeglądające znaną mi książkę dla nastolatek. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie podeszła i nie wdała się w przydługą dyskusję o twórczości autorki (ostatnią z "nastolatkowych" pozycji tej Pani czytałam dwa miesiące temu). Niedługo później usłyszałam od koleżanki z pracy, że może jednak nie powinnam obnosić się, iż czytam taką literaturę (delikatnie dała mi do zrozumienia, iż nie mam powodów do dumy). Sama tylko się zaśmiałam, jak zwykle nie widząc problemu. Życiowa mądrość uderzyła mnie dopiero, gdy już wracałam do domu. Właśnie wtedy sama na małej ulicy poczułam się naprawdę dorosła. Bo w dorosłości nie chodzi o małżeństwo, dziecko ani kredyt hipoteczny. W dorosłości chodzi o podejmowanie decyzji w zgodzie z samym sobą, nawet jeśli innym wydają się głupie. O odwagę, aby pozostać sobą. W jakiś pokrętny sposób moja dorosłość to pokój wypełniony magami, książkami dla nastolatek i lecący w telewizji film Marvela.
Nie będę ukrywać, że kiedy dzisiaj zobaczyłam temat tego konkursu byłam więcej niż zaskoczona. Zadanie idealnie wpasowało się w moje życie, ponieważ pomimo, iż bliżej mi już do lat 30, to dorosła po raz pierwszy poczułam się tydzień temu. Ale nie wyprzedajmy wydarzeń. Należałoby zacząć od faktu, iż od pewnego czasu większość znanych mi osób odnajduje swoją "dorosłość" i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW okresie dorastania zrozumiałam, może głupio to zabrzmi, ale zrozumiałam na jakie studia chce iść. Chodziło o psychologię i pedagogikę. Ale nie dlatego, że lubię dzieci. Chciałam poznać siebie, zrozumieć dlaczego mój umysł funkcjonuje tak, a nie inaczej. Dodatkowo powiedziałam sobie, że jeśli poznam siebie i nauczę się mojego umysłu, będę mogła zacząć pomagać innym. Spełniłam swój cel, okazało się, że jestem DDA I teraz jako dorosła osoba staram się pomagać innym osobom z DDA żyć z tym syndromem.
W okresie dorastania zrozumiałam, może głupio to zabrzmi, ale zrozumiałam na jakie studia chce iść. Chodziło o psychologię i pedagogikę. Ale nie dlatego, że lubię dzieci. Chciałam poznać siebie, zrozumieć dlaczego mój umysł funkcjonuje tak, a nie inaczej. Dodatkowo powiedziałam sobie, że jeśli poznam siebie i nauczę się mojego umysłu, będę mogła zacząć pomagać innym....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pamiętam jak całą szkołę średnią straszyli nas MATURĄ (zaczęli już nawet w gimnazjum!- to powinno być karalne). Więc nam- ofiarom ciągłych zmian w systemie oświaty owa matura jawiła się jako wielki potwór, który nas zje i wypluje tudzież wy...dali. W końcu to pierwszy i prawdziwy egzamin dojrzałości, test który pozwoli zweryfikować kto, do czego (i czy w ogóle) się nadaje, pozwoli oddzielić ziarna od plew i takie tam. Ja, w mojej zafarbowanej na różowo głowie, dziwnym trafem, akurat miałam etap absolutnego przekonania o swojej doskonałości więc nie stresowałam się zbytnio tą maszynerią oświaty i patrzyłam w przyszłość z dość silną nadzieją, że kto jak kto, ale ja na bank okażę się, nawet nie ziarnem, ale samorodkiem złota znalezionym w stosie odpadków. Także nie zaprzątałam sobie zbytnio życia specjalnymi przygotowaniami do momentu tej inicjacji w dorosłość (w sumie, przyznam że w skrytości młodzieńczego serca, po cichu wierzyłam, że może nawet uda mi się trochę schudnąć ze stresu - ale gdzie tam co, bez głodzenia się i katowania ćwiczeniami coś takiego jak schudnięcie mi nie grozi). Dzisiaj z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że MATURA TO BZDURA - a to gloryfikowanie swojej osoby już dawno mi przeszło, chyba;P
Ale do brzegu - prawdziwy egzamin dojrzałości czekał mnie podczas pierwszej SESJI letniej na studiach. Kiedy teraz pomyślę o tej beznadziei i ogromie wiedzy do przyswojenia, to sama sobie się dziwię, że po prostu nie położyłam się na ziemi i nie pozwoliłam trawie zacząć na mnie rosnąć. Nagle okazało się, że całe dotychczasowe życie wszyscy - nie wiadomo dlaczego- straszyli mnie maturą, kiedy jedna jedyna sesja przygniotła mnie jak jakaś asteroida i o mało nie skończyłam jak dinozaury. Dobrze że młodość rządzi się swoimi własnymi prawami i okazuje się, że, jak trzeba, to da się funkcjonować kilka dni bez snu i rozrywki, jedząc tylko frytki z majonezem i popijając kawą. Także dorosłość nauczyła mnie że da się przyswoić pół roku wiedzy w 2 tygodnie oraz da się przeżyć miesiąc za jakieś 600zł (ale to inne czasy były!).
Pamiętam jak całą szkołę średnią straszyli nas MATURĄ (zaczęli już nawet w gimnazjum!- to powinno być karalne). Więc nam- ofiarom ciągłych zmian w systemie oświaty owa matura jawiła się jako wielki potwór, który nas zje i wypluje tudzież wy...dali. W końcu to pierwszy i prawdziwy egzamin dojrzałości, test który pozwoli zweryfikować kto, do czego (i czy w ogóle) się nadaje,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zawsze byłam zbuntowanym dzieckiem, dziewczynka, która nie pasowała do obowiązujących zasad a nawet i epoki, w której się urodzila. To były lata 90.te początek a ja bawiłam się w przedszkolu samochodzikami, biłam się z kolegami, chodziłam wiecznie że zdartymi kolanami (efekt chodzenia po drzewach), ubłocona. Szczęśliwa na swoich zasadach. Gdy tego ode mnie wymagano byłam grzeczna, pokorna i mała dama w pięknych sukienkach. Babcia i mama przywiązywały dużo wagi do dobrej wychowania. W domu miałam prawdziwa niemiecka kindersztubę (dziadkowie pochodzą ze Śląska). Ta beztroska dzieciństwa została mi brutalnie odebrana, gdy miała 13 lat i moja mama zginęła w wypadku samochodowym. Szybciutko dorosłam. Bylam grzeczna, pilna uczennica, dzieckiem wypełniającym wszystkie polecenia by nie sprawiać dziadkom kłopotów i problemów. Poszłam na dobre studia na politechnikę chociaż serce miałam rozdarte bo chciałam studiować języki, translatoryke. I w tym wszystkim nie bylo mnie. Byłam jakby obok swojego prawdziwego "ja". Po latach, dziś mając 38 lat za kilka dni (03.05) zaczęłam dojrzewać. Dojrzewać do tego, by odkryć siebie kim naprawdę jestem i jak chce żyć. Dojrzewać do tego, by to co zamrozilam w sobie na wiele, wiele lat mogło teraz topnieć. A to co stopnieje ukazało prawdziwa mnie. Wrażliwa, przepełniona empatia, widząca i słysząca "więcej". Uczestnicząc w kręgu kobiet odkrywam siebie, beztroskę i radość ze zwykłych rzeczy. Rysowanie, wspólne zabawy, tworzenie opowieści na zajęciach aktorskich. Doświadczam beztroski i bezmiaru radości, która też sama sobie odebrałam. Bo być dorosłym to być poważnym. I dopiero teraz po kątach, gdy odważyłam się pójść na terapie, przepracowac traumę z dzieciństwa, dorastam. Dorastam do odkrycia siebie. Do odkrycia kim jestem, dokąd zmierzać i jak chce dalej żyć. A chce żyć tak jak bohaterka "Exstasii" po swojemu i na własnych zasadach, w zgodzie ze sobą. Ktoś kiedyś powiedział, że jak zapomnisz, że masz w sobie dziecko, to się zaczniesz starzec. Ja świadomie teraz pielęgnuje w sobie dziecko. Dziecko, które musiało we mnie umrzeć i szybko dorosnąc a teraz dbam o to dziecko i je pielęgnuje. Mimo, że dorastam to pielęgnuje w sobie to dziecko. I świadomie dorastam i zmieniam swoje życie. Na moich własnych zasadach. Według mojego postrzegania świata a nie według narzuconych mi w dzieciństwie przekonań. Mimo ogromnego szacunki do Mamy i Dziadków, którzy mnie wychowali "przedrukowuje" sobie ustawienia fabryczne, bo to moje życie. Dorosłość na moich zasadach. I przypomniałam sobie o moim największym marzeniu: pisaniu, tworzeniu i obecnie spełniam te marzenia. Powoli, troszkę nieśmiało otwieram zakamarki swojej duszy.
Przeczytalam i akceptuję regulamin.
Zawsze byłam zbuntowanym dzieckiem, dziewczynka, która nie pasowała do obowiązujących zasad a nawet i epoki, w której się urodzila. To były lata 90.te początek a ja bawiłam się w przedszkolu samochodzikami, biłam się z kolegami, chodziłam wiecznie że zdartymi kolanami (efekt chodzenia po drzewach), ubłocona. Szczęśliwa na swoich zasadach. Gdy tego ode mnie wymagano byłam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBędąc dzieckiem nie mogłam się doczekać, aż wreszcie stanę się tą słynną "nastolatką". Naczytałam się książek i sądziłąm, że byłam gotowa na pierwszą miesięczkę, pierwszą miłość, dyskoteki, przyjaźnie, makijaż... Niestety nie byłam. Nic nie przebiegało tak jak sobie zaplanowałam. Bóle miesiączkowe były tak inensywne, że co miesiąc zwalniałam się ze szkoły, makijaż służył mi jedynie do przykrycia niemożliwego do zniwelowania trądziku, który spowodował brak chęci do życia, kontaków międzyludzkich, a co dopiero kontaktu z jakimkolwiem chłopakiem czy nawet wyjściem na dyskotekę. Ta kumulacja sprawiła, że okres dojrzewania był najcięższym etapem mojego życia, który na szczęście minął pod koniec liceum. Życie kompletnie mi się odmieniło, gdy poszłam na studia. Udało mi się odzyskać ładną cerę, a co za tym idzie pewność siebie, radość z życia i otwartość do ludzi. Jakież było moje zdziwienie, gdy ludzie zamiast wpatrywać się w "wulkany" na mojej twarzy, patrzyli mi prosto w oczy haha. Na studiach znalazłam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, wybawiłam się za te wszystkie stracone lata. Patrząc z perspektywy czasu moje problemy z czasów nastolatki wydają się teraz bardzo błahe i próżne, w tamtym czasie był to jednak koniec świata. Koniec końców wyciągnęłam naukę z tamtego czasu, bardziej doceniam to co mam i staram się mniej przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu, zatem jestem zdania, że wszystko dzieje się po coś :)
Będąc dzieckiem nie mogłam się doczekać, aż wreszcie stanę się tą słynną "nastolatką". Naczytałam się książek i sądziłąm, że byłam gotowa na pierwszą miesięczkę, pierwszą miłość, dyskoteki, przyjaźnie, makijaż... Niestety nie byłam. Nic nie przebiegało tak jak sobie zaplanowałam. Bóle miesiączkowe były tak inensywne, że co miesiąc zwalniałam się ze szkoły, makijaż służył mi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWejście w dorosłość to prawdziwa sztuka przetrwania. Wiem coś o tym. To walka między chęcią pozostania w ciepłym rodzinnym gniazdku a pragnieniem bycia samodzielnym i niezależnym od rodziców. Niech Wam się nie wydaje, że jest to łatwe zadanie. To prawdziwy egzamin z życia, gdy musisz radzić sobie sam. W porę opłacić rachunki, napełniać lodówkę i odpowiadać sam za siebie i swoje czyny. Wejście w dorosłość daje nam przepustkę do "innego świata", widzianego już tylko z perspektywy dorosłego. Choćby tak na chwilkę powrócić do lat dziecięcych..
Wejście w dorosłość to prawdziwa sztuka przetrwania. Wiem coś o tym. To walka między chęcią pozostania w ciepłym rodzinnym gniazdku a pragnieniem bycia samodzielnym i niezależnym od rodziców. Niech Wam się nie wydaje, że jest to łatwe zadanie. To prawdziwy egzamin z życia, gdy musisz radzić sobie sam. W porę opłacić rachunki, napełniać lodówkę i odpowiadać sam za siebie i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejSądzę, że dla każdego taki próg przychodzi w innym czasie albo wcale, jak i że w ciągu całego swojego życia możemy przechodzić przez wiele takich progów. Mylnie dopasowujemy go też do nastu lat. Pamiętam, że jako dziecko wyobrażałam sobie, że jako nastolatka będę już „taka dorosła”, później sądziłam, że ten moment przyjdzie po dwudziestce. Teraz bliżej mi do trzydziestki, a wciąż czuję się jak dziecko. Moja metryka nie pasuje do mojego postrzegania świata. I zapewne nigdy nie będzie. A tymczasem zaznałam życia w biedzie, jak i w dostatku. Wiem, jak to jest być samotną, ale też, jak żyje się w tłumie ludzi. Wiem, jak to jest być nieakceptowaną, oraz jak to jest mieć wokół siebie prawdziwych przyjaciół. Kochałam, i straciłam tę miłość. Mogę więc powiedzieć, że przeżyłam kilka żyć i doznałam wielu „olśnień”, jednak nie czuję się wtajemniczona w prawdę tego świata, której wszyscy podobno tak bardzo poszukujemy, i potrzebujemy. Przestałam też czekać na jakikolwiek moment przejścia, poznania prawdy, bo to nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażamy, nie doświadczamy po tym ulgi, prędzej beznadzieję. Wiele razy miałam w swoim życiu moment, po którym miałam stać się silniejsza, i po części potwierdzam, że tak się stało, natomiast nie jestem w stanie powiedzieć, że dobre lub złe doświadczenia mnie zmieniły, pozostał trzon mnie, który pewnie będzie ze mną już zawsze, albo po prostu nie przeżyłam jeszcze nic na tyle silnego, żeby mogło mnie to zmienić i uczynić rzeczywiście „dorosłą”.
Sądzę, że dla każdego taki próg przychodzi w innym czasie albo wcale, jak i że w ciągu całego swojego życia możemy przechodzić przez wiele takich progów. Mylnie dopasowujemy go też do nastu lat. Pamiętam, że jako dziecko wyobrażałam sobie, że jako nastolatka będę już „taka dorosła”, później sądziłam, że ten moment przyjdzie po dwudziestce. Teraz bliżej mi do trzydziestki, a...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wchodząc w dorosłość, spotkało mnie lekkie rozczarowanie. Masz 18, 20,22 lata, a jednak to nie zmienia człowieka, ale tylko stajesz się starszy. Łudziłem się, że ze zmianą, czyli wkroczenia w pełnoletność, rozumu przybywa innym, nie jest tak! Wiek nic nie zmienia, można być dojrzałym nieletnim, i odwrotnie.
No i jak jesteś dzieckiem, nie doceniasz czasu, gdy masz możliwość uczenia się, bycia kim chcesz... A potem życie to wszystko weryfikuje i czeka Cię(choć nie zawsze) kolejne rozczarowanie.
Za prędko chcemy zabić swoje dzieciństwo, chcemy wejść w dorosłość i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że trwonimy najlepsze, beztroskie lata w życiu.
No i mając osiemnaście lat, myślałem, że jak się wprost mówi o swoich uczuciach do którejś z rówieśniczek, to super sprawa, warto być szczerym, i co? Śmiech na sali, nie jest tak idealnie w świecie dorosłych jak żeśmy to sobie wyobrażali. No i dochodzisz też do wniosku, że są i tacy, co w ogóle nie dojrzewają i nie zmieniają się nic, są jak zbyt wcześnie zerwana truskawka na dnie zamrażarki, o jakiej ktoś zapomniał...
Wchodząc w dorosłość, spotkało mnie lekkie rozczarowanie. Masz 18, 20,22 lata, a jednak to nie zmienia człowieka, ale tylko stajesz się starszy. Łudziłem się, że ze zmianą, czyli wkroczenia w pełnoletność, rozumu przybywa innym, nie jest tak! Wiek nic nie zmienia, można być dojrzałym nieletnim, i odwrotnie.
No i jak jesteś dzieckiem, nie doceniasz czasu, gdy masz możliwość...
Wchodzenie w dorosłość u mnie było bardzo burzliwe. Chodząc do liceum, sporo wagarowałam, należałam do różnych subkultur młodzieżowych i buntowałam się przeciwko rodzicom, którzy często z bezsilności rozkładali ręce. Nie wiedziałam czego chcę w życiu, jaki zawód dla siebie wybrać, szukałam własnej drogi i własnej tożsamości metodą prób i błędów. Zaliczyłam też okres, w którym wpadłam w tak zwane "złe towarzystwo". Ale czasem trzeba upaść nisko aby potem wzbić się wysoko. Na pocieszenie młodym ludziom, wkraczającym w dorosłość, mogę powiedzieć, że z okresu buntu się wyrasta, czego doświadczyłam na własnej skórze. Skończyłam z wyróżnieniem studia, osiągałam sukcesy sportowe, pracuję od lat jako nauczyciel w liceum i mam szczęśliwą rodzinę. Dlatego mając kontakt każdego dnia z młodzieżą licealną, nigdy nikogo z góry nie przekreślam, bo mam świadomość, że pewne zachowania są związane z dojrzewaniem i ta faza minie, a za ileś tam lat ci ludzie całkowicie się zmienią. Nie umiem powiedzieć w którym momencie poczułam się dorosła. To było łagodne przechodzenie z fazy buntu w fazę wyciszenia i spokoju. Życie każdego z nas ma swoje etapy, a te z kolei mają swoje cienie i blaski. Jeżeli jesteśmy tego świadomi, to łatwiej nam będzie zaakceptować pewne rzeczy związane z dojrzewaniem i przemianą z poczwarki w motyla.
Wchodzenie w dorosłość u mnie było bardzo burzliwe. Chodząc do liceum, sporo wagarowałam, należałam do różnych subkultur młodzieżowych i buntowałam się przeciwko rodzicom, którzy często z bezsilności rozkładali ręce. Nie wiedziałam czego chcę w życiu, jaki zawód dla siebie wybrać, szukałam własnej drogi i własnej tożsamości metodą prób i błędów. Zaliczyłam też okres, w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
