Emocje i relacje tworzą magię – wywiad z Anetą Jadowską, autorką książki „Cyrk martwych makabresek”
Czym jest magia? Jak definiować przyjaźń? W jaki sposób wytresować smoka? Aneta Jadowska, bestsellerowa autorka fantastyki, opowiada nam o tym, że w codzienności można znaleźć prawdziwe czary. Pisarka, która swoją książkę dedykuje właściwie wszystkim, tłumaczy, że na potrzeby literatury potrafi wymyślać własną mitologię, a magia, w której się specjalizuje, łączy się ze sztuką opowiadania. O tym, że cyrki to miejsca magiczne, folklor bywa naprawdę fascynujący, a groza łączy się z baśnią i humorem, rozmawiamy z twórczynią „Cyrku martwych makabresek”.
Zbliżają się wakacje, a Franek i Finka mają je spędzić w cyrku ekscentrycznego dziadka, który potrafi czarować i wygląda jak skrzyżowanie Świętego Mikołaja z Willym Wonką. Tata bliźniaków uważa, że cyrkowy świat magii nie jest właściwym miejscem dla dzieci. Przez zaklęcia Franek i Finka nie pamiętają wizyt dziadka ani prezentu urodzinowego w postaci smoka, ale… to już wkrótce się zmieni. Rodzeństwo odkrywa swoje niezwykłe zdolności i poznaje istoty, o których czytało tylko w książkach. Ale czy talent do magii pozwoli im uratować umierającą mamę?
Aneta Jadowska zaprasza dzieci do krainy magii!
Przejdź przez Bramę do cyrkowego świata i wyrusz na przygodę z Frankiem i Finką!
Marcin Waincetel: Twoja poprzednia książka, „Cud Miód Malina", zwycieżyła w kategorii Fantasy w Plebiscycie Książka Roku 2020. Czy mogłabyś powiedzieć, jakie znaczenie miała dla Ciebie ta nagroda? I czy w czasie swoich artystycznych poszukiwań kierujesz się głosem czytelników i krytyków, czy jednak najważniejsza jest dla Ciebie własna ścieżka?
Aneta Jadowska: Nagroda dla „Cud Miód Maliny” była dla mnie dużą niespodzianką. Nie była to moja pierwsza nominacja, więc spodziewałam się, że będzie podobnie jak w poprzednich latach – poradzi sobie ładnie, ale jednak na podium stanie ktoś inny. Nie doceniłam tego, jak oddani są fani Koźlaczek i jak bardzo ta książka trafiła w swój czas. To była jedna z najmilszych rzeczy, jakie wydarzyły się w ostatnim, trudnym roku.
Pewnie powinnam dyplomatycznie powiedzieć, że się kieruję głosem czytelników i krytyków, ale prawda jest taka, że nie robię tego i myślę, że nie powinnam. Z czytelnikami mam bliską relację, ale nigdy nie mogę zapomnieć, że to ja decyduję o tym, co piszę i jak. Recenzje przeglądam sporadycznie i nie bardzo się nimi przejmuję, bo zbyt często te same elementy, które są przez jednego krytyka uznane za pozytyw, są w rubryczce negatywy u innego. Ostatecznie jest zbyt wiele głosów, by się w tej kakofonii nie pogubić, więc lepiej po prostu wyłączyć dźwięk i posłuchać tego, co mi szepcze wyobraźnia i intuicja. Marta Frej stworzyła świetną grafikę, którą planuję powiesić na ścianie w nowym gabinecie – napis na niej brzmi: Nie mogę się przejmować tym, co mówią inni, bo innych jest dużo i każdy mówi co innego. I myślę sobie, że to coś, o czym warto pamiętać.

Czy Aneta Jadowska wierzy, że magia istnieje? A jeśli tak, to w czym się ona przejawia? Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, XXI wieku, w którym dominuje jednak racjonalizm. A może masz na ten temat nieco inne zdanie?
Racjonalizm? Byłeś w ostatnim czasie w Internecie? A jeśli idzie o magię – uważam, że każdy ma jej w życiu dokładnie tyle, na ile sobie pozwoli. Dla mnie magia to otwarcie na niespodzianki, relacje z bliskimi, małe rzeczy, które nie przestają zachwycać, nawet jeśli widzę je dziesiątki razy. To bohaterowie, którzy pojawiają się z całymi światami, albo ożywają w trakcie czytania. Więzi, które mogą łączyć ludzi, którzy się nigdy nie spotkali, ba, nie muszą nawet istnieć w tym samym miejscu, czasie, czy w ten sam sposób. Magią jest rodząca się przyjaźń czy miłość. To coś dużo głębszego, niż czary mary, wróżenie z kart i czarny kot. Nie widzę, by to się wykluczało z racjonalnością. Jestem bardzo racjonalną osobą, ale moje życie jest pełne magii.
Jesteś ciotką dwóch siostrzenic i siostrzeńca, którym w pewnym sensie dedykujesz „Cyrk martwych makabresek”. Zastanawiam się, czy tworząc swoją książkę, miałaś w głowie zaprojektowanego czytelnika? Czy jednak ogólny obraz świata stopniowo nabierał kształtów i konturów?
Nigdy nie myślę o czytelnikach na etapie pisania. Na tym etapie jestem jedynym czytelnikiem, którego mam potrzebę zaspokoić. Tym razem owszem, myślałam o moich siostrzeńcach, powplatałam drobiazgi, które są niczym małe mrugnięcia okiem cioci z kart książki, ale wciąż – na etapie pisania to jest relacja między mną i tekstem, nie ma tam miejsca na nikogo innego. Książki wyłaniają mi się różnie, czasami zaczyna się od bohatera, innym razem od sytuacji, małej sceny, która uruchamia lawiny. Ta zaczęła się od Franka, jego magii i tego, jak ciężkie to w sumie doświadczenie dla dziecka, zwłaszcza gdy widzi coś niepokojącego i nie może o tym nikomu powiedzieć. Nie wiem, jak to się dzieje, więc nazywam to magią, że mój mózg potrafi wytwarzać ludzi, zdarzenia i światy. Próbuję czasem zrekonstruować tę ścieżkę, ale to zwykle jest trudne, jeśli nie niemożliwe.
Pół żartem, pół serio – czy wiesz, w jaki sposób wytresować smoka? Bo Sznurówka – zwierzak Finki – to dosyć nietypowy milusiński. Skąd brałaś pomysły na istoty magiczne mieszkające w świecie Dziadka Franka i Finki?
Niektóre z mitologii i legend, inne wymyślałam, czyli w sumie tworzyłam własną mitologię. Czasami sięgałam po stworzenia, które wymyśliłam już wcześniej, w innych powieściach, bo lubię splatać światy tak, że czasem spotykam starych znajomych w nieoczekiwanych miejscach. A akurat Sznurówka istnieje i dla tych, którzy nie są magiczni, wygląda jak mały wąż zbożowy, którego Matylda, córka mojej ilustratorki, Magdaleny Babińskiej, nosi na szyi jak szaliczek. Kiedy był młodszy, mógł się okręcić wokół jej nadgarstka niczym bransoletka. Czasami, kiedy ich odwiedzam i nocuję w pokoju Matyldy, słyszę w nocy jak Sznurówkę pokonuje grawitacja i spada na dno terrarium. Czy gdyby była tylko małym, chudziutkim wężem, byłaby mnie w stanie obudzić tym tąpnięciem?
Nero Mortus, właściwie główny antagonista i właściciel tytułowego cyrku martwych makabresek, to postać diabelsko wręcz ciekawa. Enigmatyczna, zasłonięta mgiełką tajemnicy.
Jak przystało na porządnego złola.
Magia ognia, porozumiewanie się ze zwierzętami, zmniennokształtność, wreszcie mroczna sztuka nekromancji. Czy mogłabyś powiedzieć, jaką mocą – gdyby to tylko było możliwe – chciałabyś władać?
Dawno już ustaliłam sama ze sobą, że jestem snujem – ten rodzaj magii pozwala opowiadać historie. Żadnej więcej magicznej umiejętności nie potrzebuję.
Niełatwo jest oswoić myśli o chorobie, a co dopiero śmierć. Tymczasem Franek posiada szczególny rodzaj umiejętności… Skąd pomysł na taką zdolność? Bo książka, pomimo wyraźnie rozrywkowego charakteru, posiada też mocny wydźwięk humanistyczny!
To jest coś, co mi krąży w głowie od zawsze. Gdybym przegadywała ten temat z terapeutą, pewnie połączyłby ten fakt z tym, jak często chorowałam w dzieciństwie i jak się żyło dziecku, które dusi się w nocy i panicznie się boi szpitali. Może okruch tego, choć solidnie już przefiltrowany, dostał Franek.
Dotykałam tego już w „Przygodach małego Duchołapa”, a teraz tu. Dzieci i śmierć nie istnieją w zbiorach rozłącznych, wbrew temu, w co chce wierzyć część dorosłych. Oswajanie jej powinno być czymś naturalnym, tymczasem nie jest – współczesna kultura boi się śmierci panicznie i spycha ją głęboko na margines. Co nie służy nikomu. A dzieci tracą członków rodziny, zwierzątka, czasem chorują oni lub ich bliscy…
Cała ewolucja Franka i jego stosunku do tego, jaką ma magię, jest kluczową kwestią w tej książce. Dotarcie do zrozumienia, że to go nie determinuje, wciąż ma wolną wolę. I to on decyduje, co z nią zrobi.

Ile jest w „Cyrku martwych makabresek” Anety Jadowskiej? Bo na przykład „Finka była sową. Zwykle czytała do drugiej w nocy…” – chyba nieco podobnie jest w twoim przypadku, prawda?
Całkiem szczerze, na 11 letnią Anetę składało się równie wiele Franka, jak i Finki, byłam molem książkowym i nerdem, ale też bez przerwy rysowałam i malowałam, pisałam swoje pierwsze historie i robiłam do nich ilustracje i okładki. Z wiekiem połowę pracy oddałam w ręce specjalistki, jaką jest Magda Babińska.
Myślę, że to nigdy nie jest tak, że autor przelewa się w jedną postać. Myślę, że każdej jednej daje okruch siebie, czasem drobiazg, iskierkę, umiłowanie do herbaty czy owsianki, powiedzonko, ulubione przekleństwo, nieposłuszne włosy, sarkastyczny humor, krótki lont, odwagę, czy lęki, czasem sny, iskry życia niezbędne, by czytelnik mógł na czas lektury w nich uwierzyć.
Historia Baltazara Bączka i Sylwestra Żuczka – a szczególnie burzliwe losy ich relacji – to ciekawy wątek, aby porozmawiać o tym, jak definiować przyjaźń. I nie wiem, czy się zgodzisz, ale to chyba właśnie emocje stanowią magię, esencjonalną część twojej powieści. A skoro tak, to z kim najchętniej zaprzyjaźniłabyś się w świecie „Cyrku martwych makabresek”?
Stanowczo, emocje i relację tworzą magię. Myślę, że dogadałabym się z Branwen, ma mnóstwo dobrej herbaty i nie ma potrzeby zagadywania ciszy. Tygrysy musiałabym nauczyć respektowania granic przestrzeni osobistej. Wiele jest postaci, które naprawdę polubiłam. Kwestia, czy one polubiłyby mnie, jury debatuje.
Widowisko atrakcji, nietuzinkowy spektakl sztuk magicznych… cyrki to bardzo szczególne, choć nieco już zapomniane miejsca. W cudny sposób oddałaś atmosferę tych miejsc, choć na przykład zaakcentowałaś – jak mogę się domyślać – słowami Bączka, że tresura zwierząt powinna być zakazana. Masz jakieś szczególne wspomnienia z cyrkami?
To skomplikowane. W bardzo młodym wieku zrozumiałam, że nie podoba mi się to, że cyrki bazują na przemocy wobec zwierząt i już w podstawówce odmawiałam chodzenia na przedstawienia. Byłam bardzo zaangażowaną uczennicą Kapitana Planety i podchodziłam do tego bardzo poważnie.
A jednocześnie jest w samej idei cyrku coś pociągającego i są cyrki, które bazują na czymś zupełnie innym, niż tresura zwierząt – tyle że te nie zaglądały do miasteczka, w którym mieszkałam jako dziecko. Ale potrafiłam sobie wyobrazić, że istnieją.
Mogłabyś nieco rozwinąć ten temat?
To nie pierwszy raz, kiedy się mierzę z ideą cyrku, ciągle wraca – to trzecia historia, od Ostatniego lotu Phoenix, gdzie cyrk był przestrzenią horrorową, przez Diabelski Młyn, gdzie był azylem i przestrzenią samopoznania, po nieco sentymentalną ale tez przecież nowoczesną wizję innych oblicz cyrku, jaką tworzę w „Cyrku Martwych Makabresek”. Pod pewnymi względami fascynuje mnie to życie w ruchu, budowanie wspólnoty odmieńców (w tym sensie, że są obcymi, gdziekolwiek się pojawią), życia formą sztuki może dziwnej i nie zawsze docenianej, ale przecież wymagającej bezwzględnego podporządkowania jej wszystkiego – jak każda sztuka traktowana poważnie.
Najzabawniejsze jest to, że miałam okazję przetestowania życia najbliższego cyrkowemu taborowi, z jeżdżeniem z miasta do miasta w kamperze, codziennymi przedstawienia, w dziwnym konglomeracie ludzi, którzy jeszcze kilka dni temu się nie znali, a po tygodniu czują się rodziną. Pierwsze notatki do moich cyrkowych tematów robiłam na trasie Rock&Read z Kubą Ćwiekiem. Doświadczenie w pewnych aspektach urocze, w innych absolutnie traumatyzujące. Ale gdyby nie ono, nie dowiedziałabym się wielu rzeczy o sobie. Nie zrozumiałabym, jak bardzo w gruncie rzeczy jestem maskującym się dobrze introwertykiem i jak wiele samotności, której w takiej sytuacji zwyczajnie nie ma, potrzebowałam. Może pisząc wciąż o cyrkach, w jakimś stopniu rozpracowuję tamtą traumę.

„Harry Potter”, bo magiczny świat, „Opowieści z Narnii”, wszak przejście do innej rzeczywistości, fantastyczna fauna i flora… Zastanawiam się, co było podstawą tworzonego przez Ciebie uniwersum?
Skończę w tym roku 40 lat, nie jestem pokoleniem Harry’ego Pottera, ani Narni, której zresztą nigdy nie zdołałam przeczytać. Gdybym miała grzebać w bebechach mojej wyobraźni, powiedziałabym, że wszystko, co kiełkuje, wyrasta z żyznej gleby ludowych opowieści, legend, mitów, nieprzyzwoitej ilości horrorów, którymi zaczytywałam się w wieku Franka i Finki, oraz fascynacji zbrodnią, którą przejawiałam od dziecka – wszelkie true crime’y i kryminały zawsze trafiały w mój gust. Bez wątpienia eklektyczne środowisko naturalne, być może nieco szalone, ale bez wątpienia żyzne, bo wiecznie coś się wykluwa, kiełkuje i pączkuje.
Jakich wartości w literaturze – zarówno jako czytelniczka, ale również pisarka – szuka Aneta Jadowska? Absolwentka filologii polskiej, w dodatku z tytułem doktorskim, rozkochana w fantastyce…
Na przykład tego, że szufladki są zawsze za ciasne, by pomieścić całego, wielowymiarowego człowieka.
Komu szczególnie mogłabyś dedykować swoją książkę? Wiadomo, że siostrzeńcom i siostrzeńcowi, ale „Cyrk martwych makabresek” to jednak historia uniwersalna.
Na tym etapie drzwi do tej historii są już otwarte dla każdego, kto ma ochotę na przygodę, emocje i magię.
Nad czym obecnie pracuje Aneta Jadowska? Do premiery jakiego magicznego spektaklu – słowem, premiery książki – szykujesz się teraz?
Jestem w najbardziej skomplikowanym momencie życia każdego pisarza. Robię redakcję książki, finalnego tomu trylogii „Garstka z Ustki”, a jednocześnie na tylnym palniku umysłu bulgoczą mi już sceny do całkiem innej historii, czyli 3. tomu „Cyklu Szamańskiego”. Małe rozdwojenie jaźni. Dorzućmy do tego wielki remont i przeprowadzkę, a nie wiadomo, czy na końcu tej przygody zostanę ze zdrowymi zmysłami. Inna rzecz, czy ktokolwiek zauważy różnicę. Po pisarzach ludzie i tak spodziewają się wszystkiego. W końcu, jak powiedział F. Scott Fitzgerald, jesteśmy bandą ludzi, udających jedną osobę.

Aneta Jadowska (ur. 1981) pisarka, autorka powieści fantastycznych i kryminalno-obyczajowych, zwykle skierowanych do dorosłych czytelników („Cud, miód, Malina”, „Heksalogia o Dorze Wilk”, „Kroniki Thornu”). Ciocia dwóch siostrzenic i siostrzeńca, którzy często pytali, kiedy będą czytać jej książki i nie podobała im się odpowiedź „gdy będziecie duzi”, więc nie bardzo miała wyjście. Z myślą o nich powstał komiks „Przygody małego duchołapa”, jak i przygody Franka i Finki. Uwielbia Halloween, kryminalne intrygi, niesamowite opowieści o duchach i magii. Niewykluczone, że chciałaby mieć domowego smoka, ale tylko jeśli miałaby dom wielkości zamku, bo w mniejszym smoki się zwyczajnie nie mieszczą.
Książka „Cyrk martwych makabresek” jest już dostępna w księgarniach online.
komentarze [3]
Przeczytam na pewno.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
