Okultystyczne źródła nazizmu

Okładka książki Okultystyczne źródła nazizmu autora Nicholas Goodrick-Clarke, 9788361182481
Okładka książki Okultystyczne źródła nazizmu
Nicholas Goodrick-Clarke Wydawnictwo: Aletheia historia
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Occult Roots of Nazism
Data wydania:
2010-08-27
Data 1. wyd. pol.:
2010-08-27
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361182481
Tłumacz:
Jerzy Prokopiuk
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Okultystyczne źródła nazizmu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Okultystyczne źródła nazizmu

Średnia ocen
7,1 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Okultystyczne źródła nazizmu

avatar
879
869

Na półkach: , ,

Doskonała lektura uzupełniająco-wyjaśniająca, po książce "Szatan i swastyka. Okultyzm w partii nazistowskiej" Francisa Kinga. To prawdziwa praca naukowa, z mnóstwem bibliografii. Potężna kwerenda skupiająca się na głównych postaciach niemiecko-austryjackiego uniwersum ezoterycznego. Mamy zatem Guido Lista i Lanza von Liebenfelsa. To głównie im autor poświęca miejsce. Nieco mneij jest o Rudolfie von Sebottendorffie, Herbercie Reichsteinie i Karlu Marii Wiligucie.

W opiniach wskazuje się, że za dużo tych biografii. Moim zdaniem wręcz przeciwnie, bez nich nie da się zrozumieć tematu, bo ci ludzie nierzadko poświęcili swoim wymysłom całe życie (List, Lanz). Moim zdaniem zabrakło szczegółowego omówienia poglądów czy idei, zwłaszcza w przypadku Towarzystwa Thule (znowu, idee Lista, Lanza i Reichsteina są dość szczegółowo omówione).

Najistotniejszą częścią książki, z mojego punktu widzenia, jest jednak dodatek "Nowoczesna mitologia okultyzmu nazistowskiego". Idealne podsumowanie powojennych dub smalonych o nazistach. Tego mi było trzeba. Generalnie szuriada istniała zawsze, a ta książka tylko to potwierdza. Dzisiejszym odpowiednikiem Lista i Lanza (tylko takim z przeceny, który wszystko opiera na własnej gnozie i nigdy żadnych badań źródeł nie robił ) jest niejaki Sanjaya vel Sandał (kto się orientuje w Polskim Uniwersum Szuriady ten wie 😼).

Czego zabrakło? O Elsie Ebertin jest ledwo wzmianka, nie ma ani słowa o Johannesie Täuferze i jego "Weltdynamismus". Goddrick-Clarke idzie w naukową kwerendę biograficzną, gdy King stawia na sensację i kontrowersje (nie raz również owe duby smalone powojennych autorów jak Bronder, Ravenscroft czy Pauwels i Bergier).

Tej książki nie czyta się łatwo i przyjemnie, bo ilość detali, faktów i nazwisk przytłacza. Jednak naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją, by nabrać odporności na współczesne mity o "okultystycznych źródłach nazizmu". Zachęciła mnie bym sięgnął po książki Bławatskiej i samemu przekonał się o co w nich chodzi.

Aha i nie mam pojęcia co jest gnostyckiego w tej książce (co ktoś tam gwarantuje na okładce). Być może chodzi o poznanie, że "gnoza" to fantazmaty oczadziałych.

Doskonała lektura uzupełniająco-wyjaśniająca, po książce "Szatan i swastyka. Okultyzm w partii nazistowskiej" Francisa Kinga. To prawdziwa praca naukowa, z mnóstwem bibliografii. Potężna kwerenda skupiająca się na głównych postaciach niemiecko-austryjackiego uniwersum ezoterycznego. Mamy zatem Guido Lista i Lanza von Liebenfelsa. To głównie im autor poświęca miejsce. Nieco...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
302
267

Na półkach:

Tytaniczna, akademicka praca niestety na tematy głównie biograficzne. Za dużo życiorysów, za mało koncepcji. Docenić należy ogrom pracy autora.

Tytaniczna, akademicka praca niestety na tematy głównie biograficzne. Za dużo życiorysów, za mało koncepcji. Docenić należy ogrom pracy autora.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
109
39

Na półkach:

Nicholas Goodrick Clarke to historyk specjalizujący się w badaniach nad okultyzmem. Widać to w jego dorobku naukowym. Całość swoich badań zaprezentował w tej ciekawej monografii poświęconej okultystycznym korzeniom nazizmu.

Książka raczej przedstawia dzieje poszczególnych teozofów i ariozofów, a nie ich poglądy (dziwny zabieg jak dla wydawnictwa Aletheia). Poznamy zatem żywot Lista, Liebenfelsa czy Sebottendorfa. Autor szczegółowo prezentuje ich działania, uwzględnia również ówczesny kontekst kulturowy, co jest nie bez znaczenia dla zrozumienia zjawiska.

Tytułowych nazistów jest tu jednak niewiele. Poświęcone im są jedynie dwa rozdziału z kilkunastu. Jeden omawia w ciekawy sposób związki Himmlera z okultyzmem, a w drugim próbuje się udowodnić, że Hitler nie miał szerszych połączeń z okultystami. W ten sposób można uznać, że tytuł książki jest nieco na wyrost. Sam autor stwierdza, że okultyzm nie był przyczynkiem do nazizmu, a raczej jego uzupełnieniem.

Niemniej książka jest ciekawa dla poznania okultystycznej kultury i grup działających w Niemczech i Austrii w ówczesnym świecie. W ciekawy sposób opisuje pesymizm kulturowy czy historyczne próby udowadniania pangermanizmu. Niestety warstwa wizualna książki nie jest najlepsza. Ilustracje zostały zaimplementowane jako wkładka - znacznie lepiej gdyby były bezpośrednio w rozdziałach.

Nicholas Goodrick Clarke to historyk specjalizujący się w badaniach nad okultyzmem. Widać to w jego dorobku naukowym. Całość swoich badań zaprezentował w tej ciekawej monografii poświęconej okultystycznym korzeniom nazizmu.

Książka raczej przedstawia dzieje poszczególnych teozofów i ariozofów, a nie ich poglądy (dziwny zabieg jak dla wydawnictwa Aletheia). Poznamy zatem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

412 użytkowników ma tytuł Okultystyczne źródła nazizmu na półkach głównych
  • 321
  • 87
  • 4
68 użytkowników ma tytuł Okultystyczne źródła nazizmu na półkach dodatkowych
  • 42
  • 12
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Okultystyczne źródła nazizmu

Inne książki autora

Nicholas Goodrick-Clarke
Nicholas Goodrick-Clarke
Nicholas Goodrick-Clarke (15 stycznia 1953 - 29 sierpnia 2012) był brytyjskim historykiem i profesorem zachodniej ezoteryki na Uniwersytecie w Exeter, najbardziej znanym z autorstwa kilku książek naukowych na temat historii Niemiec w okresie międzywojennym i zachodniej ezoteryki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Diabeł. O formach, historii i kolejach losu Szatana, a także o jego powszechnej a złowrogiej obecności wśród wszystkich ludów, od czasów starożytnych aż po teraźniejszość Alfonso Maria di Nola
Diabeł. O formach, historii i kolejach losu Szatana, a także o jego powszechnej a złowrogiej obecności wśród wszystkich ludów, od czasów starożytnych aż po teraźniejszość
Alfonso Maria di Nola
Ciekawa pozycja, która wbrew tytułowi, nie tyle przedstawia czytelnikowi obraz Diabła w różnych kulturach i religiach ile zastępy demoniczne tam obecne na których czele można postawić tytułową postać. Autor zadał sobie dużo trudu by zaprezentować obraz demona w całej gamie występującego w historii rodzaju ludzkiego. I choć książka w znacznej części poświęcona jest chrześcijańskim wyobrażeniom diabła to na skutek szerokiej gamy prezentowanego zagadnienia może stanowić swoistą encyklopedię tejże postaci w różnych kultach na kuli ziemskiej. Brakuje jednak w pracy odniesień do świata prawosławnego oraz protestanckiego. Chrześcijańska wizja diabła jest ograniczona tylko do świata katolickiego i niektórych kościołów/sekt protestanckich (tych mniej licznych). Również pominięto niektóre mniej rozwinięte kultury z różnych zakątków naszego globu. Biorąc pod uwagę, że autor poświęca jeden rozdział cywilizacji Mezopotamskiej i jej wizji sił demonicznych jest to duży minus pracy. Natomiast zakończenie książki pozostawia wiele do życzenia. W ostatnim rozdziale odnoszącym się do diabła we współczesności autor porzuca maskę naukowca i zamiast naukowego opracowania dostaje czytelnik rozdział nacechowany własnymi przemyśleniami/myślami/fobiami/niechęciami autora na temat wyżej wymienionej postaci i jej odniesień we współczesności, który nijak pasuje do całości.
100mk - awatar 100mk
ocenił na64 lata temu
Erotyzm Georges Bataille
Erotyzm
Georges Bataille
esejowanie między Erosem a Thanatosem - mieniące się różną jakością rozmyślania o interakcjach między kulturą życia i naturą śmierci... *** O erotyzmie można powiedzieć, że jest pochwałą życia nawet w śmierci. Nie jest to właściwie żadna definicja, myślę jednak, że ta formuła najlepiej oddaje sens erotyzmu. Gdybym miał ściśle zdefiniować erotyzm, to niewątpliwie powinienem wyjść od rozmnażania płciowego, którego szczególną formą jest erotyzm. Aktywność seksualna związana z rozmnażaniem jest wspólna zwierzętom obdarzonym płcią i ludziom, ale tylko ludzie uczynili z niej aktywność erotyczną, tym zaś, co różni erotyzm od zwykłej aktywności seksualnej, jest psychologiczne poszukiwanie niezależne od naturalnego celu prokreacji, to znaczy płodzenia dzieci. Od tej elementarnej definicji powracam zresztą zaraz do formuły, którą zaproponowałem na początku, że mianowicie erotyzm jest pochwałą życia nawet w śmierci. Bo choć aktywność erotyczna jest przede wszystkim żywiołowym przejawem życia, to przedmiot tego psychologicznego poszukiwania, niezależny, jak powiedziałem, od troski o powielenie życia, nieobcy jest śmierci. Paradoks wydaje się tak wielki, że nie czekając dłużej, spróbuję dać moim twierdzeniom coś w rodzaju uzasadnienia i przytoczę dwa następujące cytaty: "Tajemnica ta jest niestety aż nazbyt pewna – mówi Sade – każdy libertyn choć trochę doświadczony w występku wie, jaką władzę sprawuje nad zmysłami zbrodnia". Tenże wypowiada jeszcze bardziej zdumiewające zdanie: "Najlepszym sposobem na oswojenie się z myślą o śmierci jest skojarzenie jej z rozpustą".
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na81 dzień temu
Dziedzictwo Bestii. Życie i idee Aleistera Crowleya Gerald Suster
Dziedzictwo Bestii. Życie i idee Aleistera Crowleya
Gerald Suster
“Obudziła mnie wiedza, że posiadam środki magiczne do stania się świadomym swojej natury, która jak dotąd skrywała się przede mną i, co ważniejsze, do zaspokojenia jej. Przeżyłem doświadczenia horroru i bólu, połączone z pewnym duchowym terrorem, a jednocześnie był to klucz do najczystszej i najświętszej duchowej ekstazy jaka w ogóle istnieje". „Wszystko znajduje się w umyśle.” „Nie ma dobra ani zła, są tylko rozróżnienia umysłu.” “Jeszcze inne interpretacje sugerują, że postęp magiczny i mistyczny polega na uświadamianiu sobie, a następnie pozbywaniu się, rozmaitych cienkich zasłon fałszu, które osaczają i tłumią tego Ducha czy też Wolę, którą jesteśmy.” Aleister Crowley: Okultysta? Poeta? Mistyk? Prorok? Czy szaleniec? Bestia 666 nosił wiele imion i odgrywał szereg ról, jednak czy ktoś kiedykolwiek naprawdę go poznał? Wątpliwe. Byli tylko ci, którzy z większymi lub mniejszymi sukcesami podjęli się analizy życia Mistrza Theriona, decydując na stworzenie jego biografii. Jednym z nich był Geralt Suster. Prezentowane „Dziedzictwo bestii” nie rości sobie miana do najobszerniejszej biografii Crowleya, celowo pomijając sporo mniej istotnych elementów jego życia, a zamiast tego stawia na istotę jego osoby, prezentując nam pokrótce barwne życie Aleistera, wpływ na zachodnią myśl ezoteryczną, kontrowersje będące nieodłącznym elementem życia przy okazji prezentując elementy hermetycznej wiedzy, które zgłębiał i prezentował przez swoje barwne życie. Crowley był i jest postacią, która polaryzuje społeczeństwo jednak faktem jest, że miał niezwykle ciekawe życie, które zaowocowało wieloma wyprawami, romansami, wędrówkami w głąb siebie a także odkrywaniem wewnętrznego potencjału, w który święcie wierzył. W większości ówczesnych budził zgorszenie, wywoływał strach i najchętniej to by go w ogóle powiesili jednak po lekturze książki nie sposób zaprzeczyć, że był nietuzinkową personą, stanowiącą efekt przemijania pewnej epoki i zmian, które stopniowo nadchodziły. Będąc świeżo po lekturzę mogę śmiało napisać,że Suster napisał konkretną i jakościową biografię, która powinna być jedynym słusznym punktem wyjścia dla ciekawskich zainteresowanych życiem Crowleya i wszystkich, którzy chcą poznać osobowość persony wywołującej tak wielkie emocje. Książka dotyka tematów magii, okultyzmu, wiary i momentami chrześcijaństwa, więc nie jest lekturą, która trafi do wszystkich, lecz jednocześnie wierzę, że wśród czytających te słowa miłośników tajemnic znajdzie uznanie i trafi wprost do serc. Podoba mi się że oprócz prezentowania faktów z życia mistrza Theriona, autor pochyla się nad rzekomymi kontrowersjami obalając wiele krzywdzących mitów przy okazji zdzierając z Crowleya łatkę satanisty, mordercy czy nawet kanibala. Aleister był próżny, kochał rozgłos i sławę, jednak ówczesna prasa zrobiła z niego potwora, który dla wielu zapewne był samym diabłem. W “Dziedzictwie bestii” podoba mi się również opisywanie poszczególnych tematów okultystycznych, które zajmowały Crowleya i prezentowanie z grubsza jego życiowych poszukiwań na drodze poznania. Nie znajdziecie tu oczywiście wszystkiego, co ten napisał czy wyznawał, ponieważ Aleister pisał dużo, jednak uważam, że na początek lub zaspokojenie zwykłej czytelniczej ciekawości jak najbardziej wystarczy by zrozumieć złożoność jego życia. Polecam. Bardzo konkretna publikacja.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na97 miesięcy temu
Gnoza i gnostycyzm Jerzy Prokopiuk
Gnoza i gnostycyzm
Jerzy Prokopiuk
W momencie, gdy zacząłem wątpić w siłę wyższą, mając jakieś 10 lat, czułem się nie na miejscu wśród ludzi wiary. Bo oni nie zadawali pytań. Nie kwestionowali. Siedziałem na religii w podstawówce, przepisywałem jak skryba w klasztorze to, co pan w białej sukience mi dyktował, i jako jedyny chciałem rozmawiać. Zadawałem pytania o wolną wolę, o teleologię, predestynację. Wtedy jeszcze nie takimi słowami, ale sens tych rozmów z grubsza krążył wokół tego rodzaju zagadnień. Wprawiałem w tym mojego interlokutora w zdenerwowanie i zakłopotanie. Pewnego razu usłyszałem od niego, że za dużo racjonalizuję. To mnie już wyprowadziło z równowagi, bo będąc w szkole, w jedynym miejscu, gdzie zdawało mi się, mogę "legalnie" racjonalizować, jakiś rzekomy autorytet robił mi z tego zarzut. A to ja czytałem Księgę Rodzaju po tym, jak przyjąłem sakrament komunii, nie moi koledzy i koleżanki z klasy, którzy przyjmowali wszystko na słowo. Na ten nieszczęsny Logos, który stal się ciałem. To pragnienie wiedzy wygrało z pragnieniem porządku i poczucia bezpieczeństwa, jakie daje oddzielenie wiary i wiedzy, a w konsekwencji oddelegowanie sensu na rzecz tej pierwszej. Od jakiegoś czasu wracam do czytania tekstów religijnych, ale tych związanych z czarną stroną. Chcę zrozumieć systemy, które porządkują ludzką świadomość i opanowują strach związany z beznadzieją istnienia. Nie ma we mnie duchowości. Ale pragnienie wiedzy. Może to ono mnie kiedyś zabije? W tym momencie pojawia się gnoza. Gnosis po grecku to właśnie wiedza, poznanie. Termin, który obija się nam o uszy co jakiś czas, ale nie wiadomo, kto jest tak naprawdę gnostykiem. Różokrzyżowiec? Satanista? Buddysta? Jogin? Dlaczego to słowo brzmi groźnie? Jerzy Prokopiuk byl jednym z bardziej wybitnych religioznawców i gnostyków urodzonych w tej części świata, z której obecnie piszę te słowa. Popełnił m.in. taką małą książeczkę, która jest kwintesencją wiedzy o gnozie i gnostycyzmie (gnostycyzmach?) - "Gnoza i gnostycyzm". Ich źródła znajdujemy w epoce helleńskiej, którą rozpoczyna podbój ogromnej części wówczas znanego Grekom świata przez Aleksandra Macedońskiego, m.in. Anatolii, Syrii, Palestyny, Egiptu Mezopotamii i Persji. Następuje osmoza kulturowa, podczas której z początku imperialnie hellenizowane ludy przypuściły kontr-atak na swego oprawcę i zasiały dualistyczną, transcendentną, antykosmiczną wizję świata w politeistyczne, panteistyczne wierzenia Greków, a później Rzymian. Do lat 60. XX wieku trudno było wciąż sprecyzować dokładnie, czym jest gnoza, a czym jest gnostycyzm. Na pewno chodziło o wiedzę i poznanie - nie jednak racjonalne, lecz transracjonalne, ale nie irracjonalne. Jest to poznanie epoptyczne (oglądowe),które wymaga odpowiedniego przygotowania i nie redukuje się do świata pojęć i abstrakcji, choć jest w nim zanurzone, dlatego nie przeczy całkowicie rozumowi. Gnostycyzm to szereg wierzeń i sekt, które zakładały, że świat materialny jest dziełem fałszywego, złego, samolubnego boga - Demiurga, który skazał nas na cierpienie i niesprawiedliwość. Każdy z nas ma jednak w sobie fragment boskiej iskry, pochodzącej od dobrego Boga, z czasów, kiedy będąc częścią Pleromy, nie upadliśmy jeszcze w materię. Zadaniem człowieka gnostycyzującego (psychika) jest się z tej materii wyzwolić i poznać prawa rządzące wszechświatem. Przed religiami stricte gnostyckimi istniały religie pregnostyckie i protognostyckie. Ich źródeł doszukuje się w Indiach, Iranie, w Grecji jako szczególną mieszankę wierzeń orientalnych i greckich. Prokopiuk jednak znajduje serce gnostycyzmu w misteriach, będących stałym elementem duchowych rytuałów epoki hellenistycznej. Miały one za zadanie zjednoczyć człowieka z bóstwem dzięki przewodnictwu hierofantów. Gnostycyzm nie tylko jednak przyjął formę pogańską. W starożytności istniały gnostycyzmy żydowskie, synkretyczne i, co autora szczególnie interesuje, chrześcijańskie. Autor, pisząc z pozycji gnostycznej i gnostyckiej, pochyla się szerzej nad dialektyką gnostycyzmu i chrześcijaństwa i na nowo reinterpretuje dzieje ewangeliczne, apostolskie oraz samą postać Jezusa z Nazaretu w duchu heretyckim, choć uznanym za taki dopiero między III a IV w n.e., kiedy to kościół silnie się zinstytucjonalizował i ustanowił chrześcijaństwo rękami Konstantyna Wielkiego religią państwową w ówczesnym Cesarstwie Rzymskim. Za Jungiem Prokopiuk mówi o rozłamie chrześcijaństwa na lucyferyczne (objawiające się przez eskapistyczny mistycyzm) i arymaniczne (reprezentowane przez kler i jego żądzę władzy i dóbr doczesnych). Na początku stanowiły one jedno, a sam kościół był pluralistyczny. Nie będę więcej się rozpisywał, bo sama książeczka ma niecałe 50 stron, więc warto samemu ją zgłębić. Szczególnie jeśli kogoś z czytających ciekawi to, jak bogata w formy jest ludzka potrzeba wiary w coś, co jest większe niż my sami i ten świat, zgniły i pełen bólu. Ja, jako naczelny ateista, nie zostałem nawiedzony przez żadnego boga przez tę lekturę, a coraz bardziej jestem świadom tego, dlaczego nie jestem w stanie wyjść poza materię.
Pan_zaangażowany - awatar Pan_zaangażowany
ocenił na73 miesiące temu
Król Jezus Robert Graves
Król Jezus
Robert Graves
Ciekawa książka, nie żałuję że doczytałem. Natomiast nie było to łatwe. Spodziewając się czegoś bliżej "Klaudiusza" odbijałem się kilka razy, aż dotarłem do "Mitów greckich" i "Mitów hebrajskich" tego autora i pojąłem. W "Królu Jezusie" Graves nie dba za bardzo o warstwę fabularną i narracyjną, tylko kompletnie odlatuje w misterną układankę, dokonując własnej syntetycznej dekonstrukcji judaizmu epoki drugiej świątyni, układów politycznych tamtej epoki, i początków mitu i kultu Jezusa. Nie da się ukryć że można się sporo dowiedzieć, ale jednak lektura się dosyć ciężkostrawna w tej formie. Interesujące są niektóre dekonstrukcje wypowiedzi Jezusa czy oryginalne wyjaśnienia ewangelicznych historii. Zaskoczyć może geneza "łuskania kłosów w szabat" czy modlitwy pańskiej. Jednak jeśli autor zakładał że jego podejście "zracjonalizuje" postać Jezusa i wyjaśni w wiarygodny sposób genezę chrześcijaństwa, no to nie wiem. Nie ma nic bardziej niewiarygodnego niż założenie że każdy człowiek tamtej epoki, wliczając w to prostaczków, był (jak sam Graves) chodzącą encyklopedią mitów starożytności, łączył w lot wiedzę o elementach kultu i opowieściach greckich, perskich, egipskich i kananejskich, a przede wszystkim przepadał debatować o tym. Jest to jedna z tych książek w których posłowie autora naprawdę warto przeczytać. Tłumaczy się tam ze swojej metody i motywów, i trzeba mu oddać, wyjaśnia też jeden z najbardziej obraźliwych dla cierpliwości i inteligencji czytelnika rozdziałów.
kanosek - awatar kanosek
ocenił na63 miesiące temu
Szamanizm Andrzej Szyjewski
Szamanizm
Andrzej Szyjewski
Tytułowy szamanizm to była kwestia, która mnie zawsze intrygowała. Bezpośredni kontakt z naturą, obcowanie za “światem duchów”, tak, to potrafiło zamącić w głowie. Z czasem odkrywałem nowe aspekty tego zjawiska, traciło na magiczności, zyskiwało na mistycyzmie. Nawet brałem od uwagę jakieś medytacje i inne cuda. Proza życia uczyniła jednak z szamanizmu w moim życiu tylko ciekawostkę. Andrzej Szyjewski obnaża stopniowo kolejne poziomy szamanizmu, dość trafnie opisując ich cechy szczególne, kroku do ich osiągnięcia, czy też logiczne wyjaśnienia tych zjawisk. Szczególnie dobrze brzmi porównanie tych samych elementów z różnych zakątków ziemi. Ich zaskakujące podobieństwo sugeruje, że jest w tym coś więcej, niż tylko auto-hipnoza, odurzenie grzybami halucynogennymi czy skłonności do urojeń. Naprawdę, świat wierzeń jest tak bogaty, pomimo tych wspólnych punktów, że chyba będę musiał poszukać kilku innych tytułów. Sama wiedza jest przekazywana w sposób rzeczowy, nie nużący, jednak czasem staje się trochę sucha. Chwilami autor jakby wykreślał kolejne punkty pracy doktorskiej, a momentami nawet stawiał się w pozycji tego, który wie lepiej. Pomimo moich uwag jest to dobry wstęp do zapoznania się z tematem szamanizmu i zachętą, by szukać dalej. Wszak taka jest w sumie idea tych wierzeń: szukanie odpowiedzi lub drogi. Może to jest ten moment i to skrzyżowanie?
Machno - awatar Machno
ocenił na711 miesięcy temu
Diabły z Loudun Aldous Huxley
Diabły z Loudun
Aldous Huxley
Drzewo genealogiczne Huxleyów aż ugina się od wybitnych osobowości – duchowieństwa, ludzi pióra, biologów, lekarzy, noblistów. Nic dziwnego, że wielka kropla tych talentów wszelakich spadła na Aldousa. Dobrze, że nie stał się autorem jednej książki, bo „Diabły” są równie świetne i zadziwiające co „Nowy wspaniały świat”. To niesłychanie drobiazgowe i wnikliwe studium wydarzeń, jakie miały miejsce w XVII wieku w mieście Loudun – historia opętania przez istoty nieczyste Matki Przełożonej klasztoru i jej podwładnych mniszek, historia oskarżenia i skazania na śmierć proboszcza z Loudun, jakoby winnego tym opętaniom a także historia egzorcysty, który uleczał matkę Joannę z choroby duszy. Dodatkowa wartość to opowieść o dawnej Francji, wojnach i przepychankach religijnych, przeplataniu wielkiej polityki z religią, wszechwładzy kardynała Richelieu i co najważniejsze – wielkie rozważania nad sposobem myślenia i rozumowania siedemnastowiecznego człowieka i refleksje – co sprawiało, że niegdyś dawano wiarę istnieniu wcielonego zła, obecnościom wysłanników piekieł wśród ziemskich śmiertelników i o sile modlitwy, która jest w stanie przezwyciężyć to zło i przepędzić demony. Dziś siła modlitwy pięknie wygląda na ustach przywódców religijnych i nie jest w stanie zgasić żadnego zapalnego punku w świecie, prawie nikt nie wierzy w osobowego diabła, za to wszyscy – w zło tkwiące w każdym człowieku, nieśmiertelna dusza istnieje jako poetycki mit, a wolna wola w stechnicyzowanym i zmanipulowanym przez media świecie praktycznie nie istnieje. Nikt nikogo nie pali na stosie, co poczytujemy sobie za postęp cywilizacji i rozgonienie ciemnoty, za to nadal mają się dobrze tortury, przemoc i łamanie na siłę niepokornej ludzkiej woli. Świat posunął się w czasie; zmienił paradygmat ale zachował stare metody… No ale co z tymi diabłami? Nie wiadomo do końca, zwłaszcza, że Autor przedstawia cała historię w taki sposób i z tylu punktów widzenia, że z jednej strony wierzymy w autentyczność straszliwych przeżyć, jakich doświadczała Matka Joanna, z innej z kolei – myślimy sobie cichutko, że to wszystko teatr i nie diabeł, a zupełnie ludzkie intrygi były tam czynne… Oskarżony o „diabelstwo” proboszcz Grandier sam się prosił o kłopoty. Ten dość nisko urodzony duchowny szalenie łasił się na karierę i sławę. Mało mu było prebendy w Loudun i perspektywy dalszych zaszczytów bo do chciwości i karierowiczostwa dołączał tez niezwykłą lubieżność i bezczelną pewność, że postępuje słusznie i bogobojnie. Jako przystojny, młody mężczyzna nie miał najmniejszych kłopotów z uwodzeniem panien, mężatek i wdów. Nic dziwnego, że narobił sobie wrogów i wielu nie było dalekich od stwierdzenia, że to wcielony szatan. Oczywiście na egzekucję jako winny bałaganu w klasztorze nie zasłużył w najmniejszym stopniu, a sam przebieg procesu i wymuszanie na Grandierze zeznań, czynią z czytelnika adwokata diabła i zmuszają do współczucia nierozważnemu grzesznikowi, który w porę nie zadbał o silnych popleczników mogących wybronić go od najgorszego. Czy oskarżenie o czartostwo ze strony Matki Joanny to też zemsta wzgardzonej kobiety? A może zwyczajna histeria i psychoza spowodowana izolacją od świata, żalem za straconymi okazjami poza murami klasztoru i przepełnionym odklepywaną modlitwą życiem bez mężczyzn? Ale przecież Autor przedstawia Mateczkę Przełożoną jako stanowczą i mądrą osóbkę, która niemal od dzieciństwa dobrze wiedziała, czego chce od życia. Więc histeria? Nieeee, raczej może jakieś wyrachowanie i żądza „przedstawienia”, spektakl dla maluczkich, przy którym zakonnica jako osoba opętana, może wykrzyczeć z głębi serca całą frustrację, samej pozostając pokrzywdzoną niewinnością? Już sam Huxley naprowadza na taki tok pisząc o „gimnastyce”, jaką odprawiają poskręcane w szale ciała siostrzyczek, „przedstawieniach”, wyciszaniu objawów i niespodziewanych powrotach opętania. Wreszcie wspomina masy „turystów”, którzy zaludniają podupadające niegdyś miasto żeby na własne oczy obejrzeć ten teatr, egzorcyzmy a może i zobaczyć Diabła na żywo? Same korzyści dla regionu, klasztoru i mieszkańców – zabawa i horror szoł! Huxley jednak nie byłby sobą gdyby nie skupił się na niezwykle ważnym dlań aspekcie tego „opętania”, jakim mogło być pragnienie ludzkiej istoty do przekraczania granic samej siebie, dążenie do transcendencji i osiągnięcie pełni gdzieś poza własnym ciałem i umysłem. Jeśli zawiodła hipnotyzująca rola modlitwy, jeśli zabrakło substancji psychoaktywnych, jeśli codzienne metody kontemplacji okazały się nieskuteczne, to może wizyta Czarta była taką próbą wyjścia poza własne „ja” i eksploracji nieznanych światów w zastępstwie teofanii? Niech każdy odczyta to wedle własnego rozumienia, zwłaszcza, że warstw w utworze jest co niemiara. Ta książka jest jednocześnie relacją historyczną, reportażem, esejem na temat siedemnastowiecznej Francji, traktatem na temat religijności i mentalności ludzkiej, rozważaniami na temat tęsknoty człowieka za transcendencją – i przy wszystkich tych zakrętach narracji nadal pozostaje fascynującą opowieścią.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na82 dni temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na928 dni temu
Krótka historia mitu Karen Armstrong
Krótka historia mitu
Karen Armstrong
Uczciwy tytuł. Rzeczywiście to streszczenie wybranych mitów basenu morza Śródziemnego i Dalekiego Wschodu, a przy tym apologia samego mitu i myślenia mitycznego. Dobre wprowadzenie dla laika, pomimo małych potknięć. Tym razem ograniczę się tylko do polecenia osobom, które słowo mit utożsamiają z fałszem i bajeczką. Wątpię, że ta mała książeczka pomoże fanatykowi naukizmu czy osobie wrogo nastawionej do wszelkich religii, ale nigdy nie wiadomo co stanie się iskrą zapalającą miłość do Boga, więc warto dać szansę również i takiej próbie, zwłaszcza że jest relatywnie krótka. -------------------------- „Myślenie mityczne ma obecnie złą opinię; często je dyskwalifikujemy jako nieracjonalne i wygodnickie. Ale to również władza wyobraźni pozwoliła uczonym odkryć nową wiedzę i wynaleźć techniki, dzięki którym niepomiernie wzrosła nasza skuteczność. Wyobraźnia uczonych umożliwiła nam podróże w przestrzeni międzyplanetarnej i chodzenie po Księżycu, co niegdyś możliwe było tylko w świecie mitu. Zarówno mitologia, jak i nauka poszerzają pole możliwości człowieka. Przekonamy się, że celem mitologii, podobnie jak nauki i techniki, nie jest wyłączenie ze świata, lecz umożliwianie intensywniejszego w nim życia”. „Mit to przede wszystkim przewodnik, który mówi nam, co mamy robić, żeby nasze życie stało się bogatsze. Jeśli nie zastosujemy mitu do swojej sytuacji i nie uczynimy go rzeczywistością w naszym własnym życiu, pozostanie on czymś równie niezrozumiałym i odległym jak reguły gry planszowej, które często wydają się kłopotliwe i nudne, póki nie zaczniemy grać”. „Najwcześniejsze mitologie uczyły ludzi dostrzegać w świecie dotykalnym rzeczywistość, która jakby kryła w sobie coś innego. Nie wymagało to jednak żadnego „skoku wiary”, jako że na tym etapie nie istniała jeszcze, jak się zdaje, metafizyczna przepaść między sacrum a profanum”. „Mit mówi nam, co mamy robić, jeśli chcemy stać się w pełni ludźmi. Każdy z nas musi w jakimś momencie życia być bohaterem”. „Miasto nosi nazwę bab-ilani („brama bogów”) i jest miejscem, przez które element boski wchodzi w świat ludzi”. „Jak wiemy, opowieść o stworzeniu nigdy nie miała informować ludzi o faktach dotyczących początków życia. W starożytnym świecie opowieść kosmologiczną recytowano zwykle w szafarzu liturgicznym i w okresach krytycznych, gdy ludzie czuli, że potrzebują zastrzyku boskiej energii – na przykład kiedy spoglądali w nieznane, rozpoczynając jakieś nowe przedsięwzięcie, choćby Nowy Rok czy zaślubiny, albo podczas koronacji. Celem nie była tu informacja, lecz głównie terapia. Ludzie słuchali recytacji mitu kosmologicznego, gdy zaglądało im w oczy widmo klęski, gdy pragnęli zakończyć jakiś konflikt czy uleczyć chorego. Przyświecała im idea podłączenia się do nurtu ponadczasowych energii podtrzymujących ludzką egzystencję. Mit i towarzyszące mu rytuały miały przypominać, że często sytuacja musi się pogorszyć, nim rzeczy przybiorą lepszy obrót, i że aby móc przetrwać i tworzyć nadal, trzeba walczyć ze wszystkich sił”. „Dzieje religii pokazują jednak, że z chwilą, gdy mit nie przekazuje już ludziom znaków transcendencji, staje się im wstrętny”. „Musimy pozbyć się dziewiętnastowiecznego bałamutnego przekonania, że mit jest fałszem bądź jakimś gorszym sposobem myślenia. Nie możemy stworzyć się na nowo całkowicie, wyrzucić z naszego wychowania nastawienia racjonalistycznego ani powrócić do wrażliwości przednowoczesnej. Możemy jednak pokusić się o bardziej pogłębioną postawę wobec mitologii”.
Graven - awatar Graven
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Okultystyczne źródła nazizmu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Okultystyczne źródła nazizmu


Ciekawostki historyczne