Książka poniekąd kucharska

- Kategoria:
- kulinaria, przepisy kulinarne
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2000-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2000-01-01
- Liczba stron:
- 241
- Czas czytania
- 4 godz. 1 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8388601040
Niech nikt nie spodziewa się rzetelnych, porządnych przepisów ani też informacji, jak się na przykład piecze chleb. Nikt mnie nigdy nie nauczył gotować. Nie spędzam połowy życia w kuchni, nie mam na to czasu. Mam wyłącznie doświadczenia własne i cudze oraz jakieś coś tam w genach, bo moja matka gotowała znakomicie. A skoro mowa tu jest wyłącznie o żarciu, to niby jak to ma się nazywać? Poniekąd książka kucharska, nie? ze wstępu autorki.
Kup Książka poniekąd kucharska w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Książka poniekąd kucharska
Książka w pomarańczowej okładce-przeczytana w ramach wyzwania listopadowego na LC. A wybór padł na nią, bo nic innego, pomarańczowego i nieprzeczytanego, nie figurowało na moich półkach. Ten tytuł, ,,Książka poniekąd kucharska", mówi sam za siebie, nie należy bowiem pisarki, specjalizującej się w kryminałach, traktować jako wielkiej ekspertki do spraw kulinarnych. Powód jest prosty, ona sama o sobie powiadała, że wielkiego nabożeństwa do prowadzenia gospodarstwa nie miała. A poradnik ten napisała bardziej dla wzbudzenia śmiechu u swoich czytelników, niż jako poważne vademecum. Jedyny przepis, za który Chmielewska ręczyła, to kaczka po pakistańsku. A to dlatego, że po prostu stała i patrzyła na ręce prawdziwemu pakistańskiemu kucharzowi, który w Danii ów specjał przygotowywał. Czyli resztę przepisów traktujemy z przymrużeniem oka i na własną odpowiedzialność. Receptury są przeplatane niezawodnym humorem i wesołymi anegdotkami. Niektóre z nich były naprawdę dobre, ta o gęsi w glinie, wybuchającej wołowinie, sznycelkach z wymiączka krowiego, czy pani domu skubiącej kuraka z pierza za pomocą pęsetki do rzęs. Pozycja jest to króciutka, a śmiechu co niemiara.
Oceny książki Książka poniekąd kucharska
Poznaj innych czytelników
1686 użytkowników ma tytuł Książka poniekąd kucharska na półkach głównych- Przeczytane 1 266
- Chcę przeczytać 411
- Teraz czytam 9
- Posiadam 425
- Ulubione 34
- Chcę w prezencie 17
- Joanna Chmielewska 14
- Domowa biblioteczka 10
- Literatura polska 9
- Kulinaria 8
Tagi i tematy do książki Książka poniekąd kucharska
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Książka poniekąd kucharska
Co zdrowe, to na ogół niesmaczne. Co najlepsze, to szkodliwe. Najsmaczniejsze zaś jest zazwyczaj i szkodliwe, i tuczące.


















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Książka poniekąd kucharska
czemu ktoś się zgodził na publikację tego? to mogło być całkiem uroczą autobiograficzną książką kucharską, ale okazało się, że autorka woli dodać, żeby polubić uczucie głodu.
czemu ktoś się zgodził na publikację tego? to mogło być całkiem uroczą autobiograficzną książką kucharską, ale okazało się, że autorka woli dodać, żeby polubić uczucie głodu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka w pomarańczowej okładce-przeczytana w ramach wyzwania listopadowego na LC. A wybór padł na nią, bo nic innego, pomarańczowego i nieprzeczytanego, nie figurowało na moich półkach.
Ten tytuł, ,,Książka poniekąd kucharska", mówi sam za siebie, nie należy bowiem pisarki, specjalizującej się w kryminałach, traktować jako wielkiej ekspertki do spraw kulinarnych. Powód jest prosty, ona sama o sobie powiadała, że wielkiego nabożeństwa do prowadzenia gospodarstwa nie miała. A poradnik ten napisała bardziej dla wzbudzenia śmiechu u swoich czytelników, niż jako poważne vademecum.
Jedyny przepis, za który Chmielewska ręczyła, to kaczka po pakistańsku. A to dlatego, że po prostu stała i patrzyła na ręce prawdziwemu pakistańskiemu kucharzowi, który w Danii ów specjał przygotowywał.
Czyli resztę przepisów traktujemy z przymrużeniem oka i na własną odpowiedzialność.
Receptury są przeplatane niezawodnym humorem i wesołymi anegdotkami.
Niektóre z nich były naprawdę dobre, ta o gęsi w glinie, wybuchającej wołowinie, sznycelkach z wymiączka krowiego, czy pani domu skubiącej kuraka z pierza za pomocą pęsetki do rzęs.
Pozycja jest to króciutka, a śmiechu co niemiara.
Książka w pomarańczowej okładce-przeczytana w ramach wyzwania listopadowego na LC. A wybór padł na nią, bo nic innego, pomarańczowego i nieprzeczytanego, nie figurowało na moich półkach.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen tytuł, ,,Książka poniekąd kucharska", mówi sam za siebie, nie należy bowiem pisarki, specjalizującej się w kryminałach, traktować jako wielkiej ekspertki do spraw kulinarnych. Powód...
Sympatyczna i trochę inna książka z przepisami. Nie ma tu dokładnych receptur i gramatur, za to mnóstwo anegdot i opowieści około -żywieniowych. Są też podpowiedzi dla początkujących lub mało praktykujących kucharzy z przymusu, takich jak i autorka, która podkreśla wielokrotnie, że zamiast stania przy garach, ceniła zawsze bardziej dyskusję i bycie ze swoimi gośćmi, poza tym pracowała zawodowo, pisała, no i miała męża i dzieci na wychowaniu ;) Przepisy są zatem proste, czytelne, każdy z łatwością je wykona. Jak się okazuje, gotowanie, to całkiem zabawna i nieraz wybuchowa sprawa. Mam wydanie z prześmiesznymi rysunkami Szymona Kobylińskiego - całość jest po prostu przepyszna! :)
Sympatyczna i trochę inna książka z przepisami. Nie ma tu dokładnych receptur i gramatur, za to mnóstwo anegdot i opowieści około -żywieniowych. Są też podpowiedzi dla początkujących lub mało praktykujących kucharzy z przymusu, takich jak i autorka, która podkreśla wielokrotnie, że zamiast stania przy garach, ceniła zawsze bardziej dyskusję i bycie ze swoimi gośćmi, poza...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa samym początku muszę odnieść się do tych kilku recenzji, w których czytający psioczyli na zawartość książki, uprzednio wspominając jej tytuł. Przymiotnik "kucharska" być może sugerował im instrukcję łapania dinozaurów. Albo poradnik wspinaczki wysokogórskiej. Nie mi oceniać, ale płaczki w stylu "hurr durr, dostałem książkę z przepisami" brzmią naprawdę zabawnie. XD
Jeśli natomiast idzie o moje odczucia - rozumiem, że miało być zabawnie (aż się prosi, by użyć Z JAJEM). Z humorem problem jest jednak taki, że nie każdy znajduje swojego odbiorcę w konkretnej osobie. Na 20 stron zdarzały się może 3 wersy, przy których moją jamę nosową szybciej opuszczało zgromadzone tam powietrze. Fakt, iż nie zeszłam na śmiechową apopleksję (nazwa robocza, trwają prace nad dookreśleniem zjawiska) całe szczęście nie rzutuje w pełni negatywnie na odbiór książki pani Joanny. Kuchenne anegdoty konsumowało mi się nader przyjemnie (choć winne jest temu zapewne moje osobiste umiłowanie tego typu tematyki),a i z niektórych porad uszczknęłam coś „na później”. Co prawda część z opisanych tam poczynań była wyłożona dość łopatologicznie, ale rozumiem – w końcu miała to być „książka kucharska dla półgłówków” (wnętrze moich czterech liter jest wolne od kija, zatem nieszczególnie rusza mnie ta tytulatura, choć preferowałabym coś niecoś adekwatniejszego, powiedzmy – kapuściane głąby?).
Na koniec tyci żal-akapit, którego mimo najszczerszej sympatii nie jestem w stanie pominąć. Dopiero w połowie książki zorientowałam się, na jaki to grząski grunt może zawędrować autorka. No i zdarzyło się jej postawić stopę w tym czy innym bajorze. Zdaję sobie sprawę, że tytuł ma swoje lata, w trakcie których ludzka wrażliwość i wyczucie uległy diametralnej przemianie, a mimo to... Niektóre fragmenty pozostawiają w czytelniku zwyczajny niesmak (taki zarzut chyba nie najlepiej współgra z książką o tym konkretnym tytule). Bezrefleksyjnie wspominane marnotrawstwo pożywienia, wałkowanie co kilka stron problemu kaloryczności (WIESZ, ŻE TO TUCZY? NIBY NIC, ALE JEDNAK T U C Z Y. TAMTO Z KOLEI WŁAŚCIWIE NIE TUCZY, MOŻESZ JEŚĆ SPOKOJNIE – CHOCIAŻ W NADMIARZE, KTO WIE, MOŻE JEDNAK T U C Z Y?) oraz – o zgrozo – żarty z bulimią w tle (nadal nie mogę tego przeżyć)... Wszystko to należało pominąć i wszyscy byliby zadowoleni. I zdrowsi.
Umiarkowanie polecam.
Na samym początku muszę odnieść się do tych kilku recenzji, w których czytający psioczyli na zawartość książki, uprzednio wspominając jej tytuł. Przymiotnik "kucharska" być może sugerował im instrukcję łapania dinozaurów. Albo poradnik wspinaczki wysokogórskiej. Nie mi oceniać, ale płaczki w stylu "hurr durr, dostałem książkę z przepisami" brzmią naprawdę zabawnie....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoniekąd odcinanie kuponów. Jak podać coś na stół spędzając w kuchni pół minuty. I jeszcze mnóstwo anegdot wokół-kuchennych, gastronomicznych. Potoczysty język autorki wynagradza to że nie jest to książka kucharska.
Poniekąd odcinanie kuponów. Jak podać coś na stół spędzając w kuchni pół minuty. I jeszcze mnóstwo anegdot wokół-kuchennych, gastronomicznych. Potoczysty język autorki wynagradza to że nie jest to książka kucharska.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyna sensowna książka o tym jak coś ugotować, którą miałem w rękach. Bez ingrediencji w miligramach, bez temperatur pieczenia podanych z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku. Za to mnóstwo humoru, ciekawych opowieści i praktycznych porad.
Czasem wracam do niektórych opisów przygotowania potraw, a żarty autorki śmieszą mnie tak samo, jak 20 lat temu.
Pieczona kaczka według przepisu autorki wychodzi za każdym razem i jest moim popisowym daniem.
Polecam nawet tym, którzy nie lubią gotować.
Jedyna sensowna książka o tym jak coś ugotować, którą miałem w rękach. Bez ingrediencji w miligramach, bez temperatur pieczenia podanych z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku. Za to mnóstwo humoru, ciekawych opowieści i praktycznych porad.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasem wracam do niektórych opisów przygotowania potraw, a żarty autorki śmieszą mnie tak samo, jak 20 lat temu.
Pieczona...
Najgorsze co można zrobić to do "Książki poniekąd kucharskiej" podejść na serio, jak do książki kucharskiej z prawdziwego zdarzenia. Owszem, znajdą się w tej książce przepisy i porady kulinarne ale dużo bardziej powinno się tę publikację przeczytać dla anegdot i dygresji jakie zawarła w niej Chmielewska. Dla prawdziwego fana Chmielewskiej, zwłaszcza takiego, który przeczytał jej autobiografię ta książka niewiele nowego wniesie. Ale jest miłym dodatkiem do tejże autobiografii.
Najgorsze co można zrobić to do "Książki poniekąd kucharskiej" podejść na serio, jak do książki kucharskiej z prawdziwego zdarzenia. Owszem, znajdą się w tej książce przepisy i porady kulinarne ale dużo bardziej powinno się tę publikację przeczytać dla anegdot i dygresji jakie zawarła w niej Chmielewska. Dla prawdziwego fana Chmielewskiej, zwłaszcza takiego, który...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka z przepisami napisana z humorem
Książka z przepisami napisana z humorem
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNietypowa książka kucharska, przepisy (nie zawsze zresztą dokładne) przeplatane anegdotami z codziennego życia. Nie polecam czytać "na głodniaka", ale gdy ma się ochotę na coś lekkiego, to i owszem. Nawet się momentami ubawiłam.
Nietypowa książka kucharska, przepisy (nie zawsze zresztą dokładne) przeplatane anegdotami z codziennego życia. Nie polecam czytać "na głodniaka", ale gdy ma się ochotę na coś lekkiego, to i owszem. Nawet się momentami ubawiłam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie miałam w rękach takiego szajsu. Miało być zabawnie, a zabawne były może dwa, trzy fragmenty. Bez zabawnych elementów to tylko zapiski kulinarnych receptur i to w formie jak z bardzo brudnego brudnopisu. Stracony dzień.
Dawno nie miałam w rękach takiego szajsu. Miało być zabawnie, a zabawne były może dwa, trzy fragmenty. Bez zabawnych elementów to tylko zapiski kulinarnych receptur i to w formie jak z bardzo brudnego brudnopisu. Stracony dzień.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to