Architektura wspólnoty

Okładka książki Architektura wspólnoty autorstwa Leon Krier
Okładka książki Architektura wspólnoty autorstwa Leon Krier
Leon Krier Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria sztuka
484 str. 8 godz. 4 min.
Kategoria:
sztuka
Format:
papier
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
484
Czas czytania
8 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7453-054-5
Brzydota w naturze jest niezmiernie rzadka. Systematyczna brzydota środowiska i architektury to wina ludzi. To nie rezultat braku kultury, przeciwnie – wynika ona z chaosu konceptualnego, z determinacji i upartego podążania za fałszywymi ideami, z niesłusznej i dekadenckiej ideologii kulturalnej. Buduj więc w taki sposób, abyś ty sam i osoby drogie twemu sercu odczuwały przyjemność, użytkując twoje budynki, patrząc na nie, żyjąc w nich i pracując, spędzając wakacje czy wreszcie starzejąc się w nich.
We współczesnym bałaganie przestrzennym, w którym kaplice przypominają magazyny, a centra handlowe – statki kosmiczne, brakuje autentyzmu, pełno jest form „tak zwanych”, ubranych w monumentalne kostiumy. Nic więc dziwnego, że na ulicach współczesnych miast czujemy się zwykle zniesmaczeni i wyobcowani. Krier ukazuje różnice pomiędzy chaotycznym modernizmem a klasyczną i regionalną architekturą i urbanistyką.
Architektura wspólnoty to manifest architektury opartej na rozsądku i tradycji, skoncentrowanej wokół człowieka i utrwalającej cywilizacyjny dialog między budowlą a żywą przestrzenią.
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Architektura wspólnoty w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Architektura wspólnoty

Średnia ocen
7,2 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Architektura wspólnoty

avatar
77
21

Na półkach:

Pozycja ideologiczna - wiele takich wśród architektów, łatwiej będzie przebrnąć przez nią fanom architektury klasycznej i tradycyjnej niż modnego modernizmu. Autor bez skrupułów rozprawia się z ideami Le Corbusiera, czy w sposób słuszny czy nie, warto samemu ocenić, konfrontując swoje poglądy, co nie koniecznie może być wygodne. Ale trochę głupio czytać książki, z którymi wyłącznie się zgadzamy? Pozycja obowiązkowa w dobie zachwytów nad modernizmem. Dużą zaletą pozycji są rysunki, stanowiące fantastyczne dopełnienie, ale i rozwinięcie treści. Pozycję tę czyta się lekko i przyjemnie i to nie tylko w polskiej wersji językowej.

Prywatnie mnie poglądy Kriera urzekają, doceniam jego propozycje urbanistyczne i propozycje powrotu zepchniętej na margines architektury wernakularnej. Nie oznacza to, że nie cenię architektury modernistycznej.

Pozycja ideologiczna - wiele takich wśród architektów, łatwiej będzie przebrnąć przez nią fanom architektury klasycznej i tradycyjnej niż modnego modernizmu. Autor bez skrupułów rozprawia się z ideami Le Corbusiera, czy w sposób słuszny czy nie, warto samemu ocenić, konfrontując swoje poglądy, co nie koniecznie może być wygodne. Ale trochę głupio czytać książki, z którymi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
386
23

Na półkach:

Leoś w krainie kresek.

Leon Krier to luksemburski architekt, który dzięki swojej działalności zyskał pozycję autorytetu w dziedzinie tzw. nowego urbanizmu oraz w kręgach konserwatywnej architektury. "Architektura wspólnoty" składa się z esejów autorstwa Kriera poświęconych architekturze i urbanistyce. O ile to drugie, czyli nauka o projektowaniu miast, reprezentowane jest przez teksty naprawdę zmuszające do myślenia i warte analizy, to pierwsze w "Architekturze wspólnoty" zostaje sprowadzone do roli kopiowania patentów rodem z XVIII wieku (absolutnie nie późniejszych!).

I w tym tkwi klęska rozważań Kriera, niegdyś fana twórczości Le Corbusiera i modernisty, który zawiódł się, gdy zobaczył (szczęśliwie niedokończoną) przebudowę Luksemburga zaplanowaną zgodnie z corbusierowsko-modernistycznymi tezami. Trauma Kriera wylewa się niemal z każdej strony tego zbioru teoretycznych prac publikowanych na przestrzeni wielu lat. Tezy autora są momentami śmiesznie oderwane od rzeczywistości ("architektura jest jak człowiek - osiągnęła szczyt w XVIII wieku i należy tylko w tym stylu projektować"),czasem mają charakter niesmacznej osobistej zemsty na danym mistrzu (szkice przeprojektowanych wg. krierowsko klasycznych wzorców czołowych realizacji Le Corbusiera, okraszone w dodatku złośliwymi komentarzami),a niekiedy ujawniają swoje drugie autorytarne dno (nie tak odległe od projektów Corbu - np. projekt "dokończenia" Waszyngtonu, który w swoich założeniach wcale nie jest daleki od modernistycznych projektów Czandigarh Le Corbusiera). Niemniej jednak, trzeba Krierowi oddać jedno - dość jasno i klarownie opowiada się za formalną szczerością w architekturze, której brak np. wielu projektom postmodernistycznym, czy też współczesnej pretensjonalnej (i prowincjonalnej) bieda-architekturze.

Inna sprawą są rozważania dotyczące urbanistyki. Tu wielkie brawa dla autora, który nie jest w tym względzie teoretykiem, ale też autorem jednego z bardziej śmiałych projektów współczesnej urbanistyki - angielskiego miasteczka Poundbury. Teorie Kriera rzeczywiście otwierają umysł i są odpowiedzią na źle zaprojektowane, pełne zgiełku i samochodów współczesne miasta (oczywiście nie trzeba się z nimi zgadzać, jednak opierają się one na rzeczywiście logicznych podstawach).

Zatem z jednej strony warto przeczytać, z drugiej, mieć świadomość, że prace Kriera nie do końca opierają się na czystych intencjach.

Leoś w krainie kresek.

Leon Krier to luksemburski architekt, który dzięki swojej działalności zyskał pozycję autorytetu w dziedzinie tzw. nowego urbanizmu oraz w kręgach konserwatywnej architektury. "Architektura wspólnoty" składa się z esejów autorstwa Kriera poświęconych architekturze i urbanistyce. O ile to drugie, czyli nauka o projektowaniu miast, reprezentowane jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
200
32

Na półkach:

Książka w około 30% to obłąkańczy lament (prawie że sekciarski) przeciwko modernizmowi. Autor wściekle krytykuje jakiekolwiek przejawy modernizmu, tak naprawdę bez podania konkretnych przyczyn, poza "bo tak było u mnie w domu" czy "tak się wychowałem". Nawet gdy rysuje coś porównując klasycyzm z modernizmem widać, że przy fragmentach modernistycznych aż mu się ręka trzęsła ze zdenerwowania. Kolejne 30% książki to autoplagiat. Autor nieustannie się powtarza. Wynika to zapewne z faktu, iż jest to zbiór różnych artykułów, które były publikowane w różnych miejscach, więc takie powtórki nie rzucały się w oczy. Pozostałe 40% książki to w miarę "czytalny" tekst, który może zmienić spojrzenie na świat architektury. Autor mimo wszystko podaje kilka rzeczowych argumentów, których nie da się w prosty sposób "zbić". Książka wydaje się bardzo gruba, ale w rzeczywistości jest w niej bardzo wiele (nie wiem czy nawet i nie połowa stron) ilustracji. I tutaj powstaje kolejny problem - ilustracje są ładne i schludne a nawet czytelne, tyle że w co najmniej 1/3 przypadków nie miałem bladego pojęcia do czego się odnoszą i o co w nich chodzi. Nie ma żadnego wytłumaczenia, są bezzasadnie wrzucone w tekst.

Książka w około 30% to obłąkańczy lament (prawie że sekciarski) przeciwko modernizmowi. Autor wściekle krytykuje jakiekolwiek przejawy modernizmu, tak naprawdę bez podania konkretnych przyczyn, poza "bo tak było u mnie w domu" czy "tak się wychowałem". Nawet gdy rysuje coś porównując klasycyzm z modernizmem widać, że przy fragmentach modernistycznych aż mu się ręka trzęsła...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

145 użytkowników ma tytuł Architektura wspólnoty na półkach głównych
  • 113
  • 29
  • 3
33 użytkowników ma tytuł Architektura wspólnoty na półkach dodatkowych
  • 10
  • 9
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Architektura wspólnoty

Inne książki autora

Leon Krier
Leon Krier
Urodził się w roku 1946 w Luksemburgu. Jeden z najbardziej wpływowych współczesnych architektów, teoretyków architektury i urbanistów. Wykładał na Royal College of Arts, Princeton University, University of Notre Dame i University of Virginia. Budynki jego autorstwa powstały między innymi w Anglii, Belgii, Francji, Portugalii, Rumunii, Stanach Zjednoczonych i we Włoszech. Otrzymał następujące nagrody: Berlin Prize for Architecture; Jefferson Memorial Medal 1985; Chicago AIA Award 1987; Srebrny Medal Akademii Francuskiej 1998; Europejska Nagroda Kultury 1995; Nagroda Driehouse’a 2003; Nagroda Kongresu Nowego Urbanizmu Athena Award 2006. Jego prace były wystawiane na całym świecie, z Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MoMA) w Nowym Jorku (wystawa indywidualna w 1985) włącznie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W stronę architektury Le Corbusier
W stronę architektury
Le Corbusier
O Le Corbusierze mówi się, że był wizjonerem, ale po przeczytaniu tej książeczki sądzę, że był przede wszystkim człowiekiem swojej epoki. W latach 20. XX wieku w Zachodniej Europie zapanował szalony pęd ku nowoczesności – nie chodziło tylko o to, żeby wprowadzić zmiany w tym, co znamy i co już nam nie służy, chciano przeskoczyć całe dekady, odrzucając stary świat. I temu właśnie hołdował Le Corbusier. Co więcej, nie tyle tworzył "genialne choć kontrowersyjne" koncepcje architektoniczne, ile doskonale wyczuwał ducha czasu i logikę rozwoju społeczeństwa. Miał też jednak ograniczenia - nie chciał dostrzec, że powszechne zamiłowanie do ozdób, przytulności i tradycji ma swoje korzenie w ludzkiej naturze, w potrzebach, których nie zmieni żaden rewolucyjny program i które zawsze będą domagać się zaspokojenia. Najciekawszą dla mnie częścią polskiego wydania (Centrum Architektury) był list Le Corbusiera do jego nauczyciela Charles’a L’Eplatteniera, w którym słynny architekt stwierdza między innymi, że sztuka jest "przemożną miłością do własnego »ja«". Warto też zauważyć, że Le Corbusier nie był wytrawnym literatem i ciężko czyta się jego teksty. Są niespójne, pełne urywanych myśli, nierówne stylistycznie, bo częściowo poetyckie (właśnie: częściowo). Przypomina mi to styl Nietzschego, który przecież też występował w roli "głosiciela prawd" mających przebudzić zakłamane społeczeństwo. Niemniej uznaję "W stronę architektury" za inspirującą i wiele tłumaczącą lekturę.
Anna - awatar Anna
oceniła na61 dzień temu
Uczyć się od Las Vegas. Zapomniana symbolika formy architektonicznej Robert Venturi
Uczyć się od Las Vegas. Zapomniana symbolika formy architektonicznej
Robert Venturi Denise Scott Brown Steven Izenour
"Proces uczenia się jest nieco przewrotny: oglądamy się wstecz na historię i tradycję, żeby iść naprzód; można też patrzeć w dół, żeby iść do góry. A wstrzymywanie się z osądem może być wykorzystywane jako narzędzie, dzięki któremu nasze późniejsze sądy będą bardziej wyrozumiałe. Tym sposobem można się uczyć od wszystkiego." Każda dziedzina sztuki i nauki ma swoich klasyków. Można uznać ich za archaicznych, można się z nimi nie zgadzać, można krytykować. Ale znać wypada, bo to od nich zaczął się dyskurs, którego intensywność (w przeciwieństwie do tematyki) w zasadzie nigdy się nie zmienia. Klasykami architektury urbanistycznej są autorzy Uczyć się od Las Vegas - Robert Venturi, Denise Scott Brown oraz Steven Izenour, którzy pod koniec lat '60 ubiegłego wieku wraz ze swoimi studentami spędzili kilka tygodni w tym mieście i... nauczyli się wiele. Las Vegas autorom jawiło się jako fenomen komunikowania się w architekturze (Pustynne miasto to spotęgowany i zwielokrotniony przydrożny komunikat),symbolika (ale nie symbolizm!) formy architektonicznej. Przekonują do brzydoty i zwyczajności w architekturze, krytykując nowoczesność, monumentalizm i tradycjonalizm zamkniętych na człowieka, otwartych zaś na Człowieka (sic!) koncepcji zatwardziałych i jedynie słusznych architektów tzw. megastruktury. Robią to poważnie, ale też nie bez poczucia humoru. "Świat nie może czekać, aż architekt zbuduje swoją utopię, ponieważ powinien on zająć się przede wszystkim ulepszaniem tego, co jest, a nie tym, co być powinno. To rola skromniejsza od tej, jaką chciał powierzyć architektom ruch modernistyczny, za to artystycznie bardziej obiecująca." Odwiedzają paradoksalnie nie centrum metropolii i nie charakterystyczne miejsca, na które uwagę zwracają wcześniejsze (dzisiejsze zresztą także) podręczniki, ale urban sprawl i commercial strip, a więc mieszkalne przedmieścia (miasto, które się rozprzestrzenia, rozlewa) oraz komercyjną budowę pasa przydrożnego - z parkingami, szyldami i frontami centrów handlowych. Porównują architekturę tzw. kaczki i dekorowanej budy (opowiadając się za tą drugą, jako że można dekorować konstrukcję, ale absolutnie nie konstruować dekorację ). Pokazują, że to, co zwykłe, może stać się niezwykłe, wszak ten nieład to tylko ład, którego nie potrafimy dostrzec. "Uczyć się od Las Vegas" to książka niełatwa. Zorientowanym może wydać się nieco archaiczna (wszak Las Vegas wygląda dziś zupełnie inaczej, za to polskie przedmiejskie komercyjne pasy przydrożne przechodzą drugą młodość),może zbyt "programowa", bo też i trudno zgodzić się ze wszystkimi koncepcjami autorów. Ale jej piękne wydanie, schematy, które ułatwiają laikom rozumienie omawianych zagadnień i niemal "kultowość" tej pozycji każą zakładać, że stanie się ponadczasowa także i u nas. Idealnie w posłowiu określiła to tłumaczka książki, Anna Porębska, popkultura popkulturą, ale czasem warto czytać klasyków. A czego wy nauczycie się od Vegas?
encaminne - awatar encaminne
ocenił na911 lat temu
Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku Jarosław Trybuś
Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku
Jarosław Trybuś Grzegorz Piątek
Świetna, świetna! Słuchajcie, jest tak: siada sobie trzech gości po fachu i prowadzą dyskusję. Akademicką taką... Jadą więc przez największych polskich architektów i ich realizacje, obiecujące i mocno trzymające się pracownie, efekty największych konkursów architektonicznych w Polsce, najlepsze obiekty które udało się zbudować (lukier). A przeplatają to myślami, takimi jak np. o polskim modernizmie, jego ideach, szczerości tamtej architektury, i tym co się z nią dzisiaj wyprawia. O tym dlaczego w naszym kraju bezkarnie można zburzyć zabytkową czy po prostu wartościową zabudowę i oddać najwartościowszy teren komercyjnym inwestorom, stuprocentowo na ich warunkach, tak samo jak 20 lat temu, jak w jakiejś republice bananowej. O kondycji środowiska architektonicznego, o kulcie obrazka i jak on wpływa na wybory inwestorów, o fasadowym podejściu do "rewitalizacji" w większości polskich miast i miasteczek, zamiast realnej zmiany na rzecz społeczności i o przyczynach tego stanu rzeczy. No i generalnie o tej zwykłej, szarej codziennej zabudowie, która najważniejsza jest dla zwykłych szarych ludzi (mięso). I piękna jest ta dyskusja. Pomimo, że dyskutują ludzie młodzi, a wiek w ich fachu ma zasadniczy wpływ na sądy, idee, opinie. Ale najważniejsze żeby była dyskusja, debata. O jakże wspaniale by było, gdyby na tym poziomie rzeczowym debatowali w Polsce samorządowcy, sponsorzy zmian przestrzeni bublicznej, politycy! Tylko pomyślcie...!
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na711 lat temu
Dom jako forma otwarta. Szumin Hansenów Filip Springer
Dom jako forma otwarta. Szumin Hansenów
Filip Springer Aleksandra Kędziorek Jan Smaga
Wizja domu, który jest nie tylko wygodnym miejscem do zamieszkania, ale także uosobieniem kompleksowej idei architektonicznej, jest niewątpliwie piękna, ale rzadko znajduje urzeczywistnienie w praktyce. Chyba wyłącznie niektóre domy uznanych architektów mogą okazjonalnie zostać zapamiętane jako manifest indywidualnych stylów i głoszonych przez nich idei. Wielu może kojarzyć malowniczo położony Dom Nad Wodospadem Franka Lloyda Wright'a, czy rozsławianą Villę Savoye Le Crobusiera. W porównaniu z tymi światowej sławy konstrukcjami, dom Hansenów w Szuminie może wydawać się na pierwszy rzut oka mały, przaśny i prowincjonalny, bez szans na konkurowanie z światową ligą. Gdy patrzy się na jego fotografie, zdecydowanie ciężko dojrzeć tam wysokiej jakości materiały, jakie wypełniały chociażby brazylijskie Casa das Canoes Niemeyera. Brak mu też widowiskowości i bezkompromisowości prywatnego domu Franka Gehry'ego. Jednak oglądając ten rodzący się latami nad brzegami Bugu budynek, nie sposób mu odmówić najważniejszego - bycia miejscem, którego głównym celem było dostosowanie przestrzeni do potrzeb jego mieszkańców. Konceptualne domy znanych architektów, choć znajdują się na kartach podręczników, to niekoniecznie są miejscami, w których wygodnie się żyje. Szklany dom Filipa Johnsona z 1949 został ikonicznym budynkiem, którego wizerunek powielono w wielu albumach fotograficznych poświęconych architekturze, ale mieszkanie w nim nastręczało sporo nieprzyjemności. Szklany dom silnie nagrzewał się latem i był trudny do ogrzania zimą. Dodatkowa trudność w użytkowaniu potęgował ograniczony sposób wentylacji, który możliwy był tylko poprzez otwieranie jednych z czterech istniejących szklanych drzwi, pozbawionych - ze względów estetycznych - jakichkolwiek siatek przeciw owadom przyciąganych masowo przez jasno oświetlone wnętrze budynku. Takiego dylematu - przekładania widowiskowej wizualizacji wielkiej idei architektonicznej nad praktycznością - nie uświadczy się w szumińskim domu. Hansenowie tworzyli swoje miejsce zamieszkania latami, najpierw jako dom letniskowy, potem jako całoroczny. Te nawarstwianie się kolejnych zmian powoli formowało się w zgodzie z głoszonymi przez Oskara Hansena zasadami Teorii Formy Otwartej. Skrócony opis tego, czym ona jest i jakie jej przejawy spostrzeżemy w domu Zofii i Oskara Hansenów w Szuminie znajdziemy w dwóch tekstach zawartych w albumie: bardziej naukowym autorstwa Aleksandry Kędziorek i reporterskim Filipa Springera. Dają one podstawową wiedzę i pewne wyobrażenie o tym miejscu, nim rozpoczniemy po nim wizualną podróż na kolejnych stronach zapełnionych fotografiami przez Jana Smagi. Ujrzymy na nich przytulny dom w swojskim otoczeniu, pozbawiony ekscentryzmu, ale z wyraźnym piętnem zostawionym przez indywidualności, które go zamieszkiwały. Czuć jego niepowtarzalność, nie wynikająca z chęci zamanifestowania swej odmienności, lecz będącą owocem wieloletniej refleksji. Właśnie takim domu chciałbym zamieszkać.
Qbajot - awatar Qbajot
ocenił na77 lat temu
Patrząc Józef Czapski
Patrząc
Józef Czapski
Zbiór esejów o malarzach, malowaniu, wystawach, inspiracjach (jest tu kilka recenzji literackich: Proust, Malraux),wiele wspomnień o przyjaciołach kapistach. Teksty ułożono chronologicznie możemy więc śledzić malarską drogę samego Czapskiego: powracające nazwiska to Cézanne, Bonnard, Matisse, de Staël. Najlepsze eseje są o ludziach Czapskiemu najbliższych: piękne, wzruszające wspomnienie o Janie Cybisie, tekst o Janie Tadeuszu Potworowskim, w całym tomie jak refren powraca niezwykły, zmarły młodo Zygmunt Waliszewski. Świetnie czyta się o Bonnardzie. Bardzo interesujące uwagi o Picassie, przeżywanym zazwyczaj przez Czapskiego „na zimno”, w tym parę ciekawych anegdot, i to sugestywne podsumowanie: człowiek, który nienawidził śmierci, „który naprawdę swój wiek naznaczył”. Kilku malarzy dzięki Czapskiemu odkryłam: Chaima Soutine’a (ledwie kojarzyłam nazwisko),Nicolasa de Staëla, czy Miltona Avery – ależ bym chciała zobaczyć w galeriach. I a propos oglądania, w wydaniu, które czytałam (Kraków, Znak 2016) jest tylko kilkanaście reprodukcji, malarzy polskich i Cezanne’a; czyli trzeba czytać „Patrząc” na dwa media. Dwa razy wprawiła mnie w dumę zbieżność gustu. Niedawno oglądałam w zachwycie w Poznaniu Malczewskiego „Pejzaż z Tobiaszem”, tym silniejszym może, że niespodziewanym (nie jestem wielbicielką najbardziej znanych płócien, za dużo się na nich dzieje, mówią za głośno, w rezultacie bardziej mnie meczą niż zachwycają). Czapski pisze o Malczewskim -pejzażyście i o tym właśnie obrazie. Wskazuje też trzy swoje ulubione martwe natury; na jedną z nich, wafle, karafkę i kieliszek Lubin Baugin’a patrzę od ośmiu lat, na płóciennej reprodukcji, w domu. Ogólnie rzecz ujmując i etykiety przypinając, malarze, którymi się Czapski zachwyca to koloryści, w bardzo szerokiej definicji bo znajdzie się tu Aleksander Gierymski, czy Corot (Jean-Baptiste-Camille) obok Matisse’a albo Morandiego. Kolor, walor, wyczucie, malarska qualite, to słowa refreny. Ta uczuciowość pisania o malarstwie czasem mi przeszkadzała, wolałabym więcej konkretów, prób obiektywnego ujęcia własnego zachwytu, co i raz powracający instynkt malarski to jednak puste pojęcie. Sporo miejsca zajmuje tu też dyskusja z malarstwem abstrakcyjnym, prowadzona jednak jednostronnie. Nie wiem czy białe na białym Malewicza by mnie oszołomiło*, ale wcale nie wykluczam, bo w takiej obsesji jest coś fascynującego – (tego rysu połączenia biografii z dziełem, aspektów malarskich z pozamalarskimi, zabrakło mi mocno, ono tłumaczy młodych stojących przed tym wyblakłym białym Malewicza; no i od razu przypominają się szuflady notatek do Wielkiej Szyby Duchampa). Znakomita definicja tego czym jest malarstwo: „malarstwo i sztuka służą już nie mnie tylko, ale nam, jako język zagęszczonego przekazu przeżyć, które zwykle w nas giną niedoprowadzone do żadnej pełni (…),których zresztą nie można oceniać jako koniecznie uszlachetniających (…),łzy Hitlera w Bayreuth ” (B. - festiwal Wagnerowski; o pokrewieństwach światopoglądu romantycznego i faszyzmu fenomenalnie pisze Russell w Dziejach zachodniej filozofii). Rys mi bliski odnalazłam w Czapskim przy okazji recenzji wielkiej paryskiej wystawy polskiego romantyzmu (oraz zdziwienie oceną „Szału”, ja przywykłam patrzeć na ten obraz jak na arcydzieło, na razie jestem w kropce, muszę się otrząsnąć z oceny Czapskiego i pojechać jeszcze raz do Karkowa). Zmęczenie siermiężną polskością każe tu tęsknić autorowi za Gombrowiczem i pięknie zacytowanym Mrożkiem. (A są to twórcy zazwyczaj nieobecni w biografii duchowo-artystycznej Czapskiego. Zaznaczę też że jedyną kobietą, do której myśli/twórczości Czapski się odwołuje jest Simone Weil.) Niestety całą książkę przenika przekonanie że wierzący (albo poszukujący boga) mają bogatsze życie wewnętrzne niż racjonaliści. (Ja równie łatwo mogłabym argumentować za tezą przeciwną.) Jest w takim Czapskim coś z kaznodziei przekonanego o nieuniknionej wyższości własnego wzorca kulturowego. Najgorszy jest esej-recenzja o Malraux „Głosy milczenia”. Nastąpiło tu trudne do zniesienia nawarstwienie pustych uniesień Czapskiego i metafizycznego bełkotu Malraux, wszystkie cytaty z przytaczanej książki są okropne (wcale nie wykluczam, że sama pozycja jest dobra, ale zestawienie tych dwóch osobowości w recenzji -straszne!). Oczywiście fakt, że tak silnie to odczułam jest subiektywny i z pewnością wiąże się z osobistym doświadczeniem, moim tu i teraz, bo dziś zwyczajnie gorszy mnie agresywna religijność polskich polityków, i szalenie tęsknię za świeckim państwem. Był więc taki moment, że dojrzewało we mnie przeświadczenie, że to ostatnia książka Czapskiego jaką czytam, ale być może tak nie będzie. W posłowiu Joanna Pollakówna, odpowiedzialna za kształt zbioru, przyznaje że celowo nadała mu taką religijną wymowę. Nie podejrzewam tu żadnych niecnych intencji, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, mnie zagęszczenie i intensywność rozważań o metafizycznych źródłach sztuki raziły jako podszyte nietolerancją i dyskryminującym racjonalistę poczuciem wyższości. * „(…)Gwiazdy skrzą się lodowato Jak stłuczony termometr: noc jest wzdłuż i w poprzek Usiana odłamkami, fajerwerkowym salutem. W dzień, kiedy niebo przypomina wapno, Sam Kazimierz nie umiałby ich spostrzec, Białych na białym tle. Właśnie dlatego Aniołów się nie widzi.(…)” Brodski, Ekloga czwarta
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na65 lat temu

Cytaty z książki Architektura wspólnoty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Architektura wspólnoty