-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać146 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać15 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać126
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Amerykańskie plenery - wygraj książkę „Papierowe duchy".
Mapa Teksasu oznaczona trzema czerwonymi punktami niczym kroplami krwi. Seryjny morderca, który twierdzi, że cierpi na demencję. Tajemnicza młoda kobieta, domagająca się odpowiedzi. Carl Louis Feldman za młodu był słynnym fotografem. To było kiedyś, w innym życiu, zanim jeszcze został skazany za morderstwo młodej kobiety. Uniewinniono go z powodu demencji, od tamtego czasu leczy się w specjalistycznym ośrodku. Do momentu, gdy pojawia się w nim jego córka, która chce zabrać go na wycieczkę... Carl nie wierzy jej za grosz, gdy próbuje mu wmówić, że jest jego córką. Gdy z kolei on twierdzi, że nie pamięta, aby kiedykolwiek zamordował jakąś dziewczynę – ona nie wierzy jemu. Które z nich kłamie? A może kłamią oboje?
Napiszcie krótką historię o tajemniczych fotografiach, w której, tak jak autorka powieści, wykorzystacie amerykańskie plenery. Koniecznie w treści swojego thrillera umieśćcie tytuł książki Julii Heaberlin. Dla ułatwienia wyróżnijcie go WIELKIMI LITERAMI.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Papierowe duchy
Autor : Julia Heaberlin
Regulamin
- Konkurs trwa 20 lutego do 27 lutego włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu W.A.B. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [30]
Gratuluję zwycięzcom!
Gratuluję zwycięzcom!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
niedźwiadek
Mystery
Dreamer
agnieszka2907
ogarbejbe
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
niedźwiadek
Mystery
Dreamer
agnieszka2907
ogarbejbe
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Od zawsze uwielbiałem zagłębiać się w stare dokumenty, zdjęcia i historie opowiadane mi przez starsze osoby. Kryją one nieopisana magię mówiącą o czasach, które już nie istnieją. Przypominanie sobie tego, co już nie istnieje jest cudowną zdolnością ludzi. Jestem dzieckiem swojej epoki i być może dlatego fotografie intrygują mnie bardziej. Nieistniejące już miejsca, budynki, ludzie wraz z ich strojami i zwyczajami niemal zapraszają mnie do niebezpiecznej podróży w ich utracony czas. PAPIEROWE DUCHY, nieistniejąca przestrzeń, zapomniany czas…To wszystko jest otchłanią, która z każdą chwilą przyzywa mnie do siebie. Czy nie wszyscy skończymy po drugiej stronie kliszy czy papieru? Co po nas zostanie jak nie te drobne elementy, które na zawsze ,,uwiężą’’ nas w swojej ciasnej i mrocznej rzeczywistości?
Jednak prawdziwe piękno kryją biało-czarne fotografie. Ich kolory kojarzą nam się z czymś co jest bardziej nierealne niż rzeczywiste. Gdy patrzę na zdjęcie mojego przodka, wspaniałego człowieka i szlachcica, nie potrafią skupić wzroku dłużej niż na kilka sekund. Dlaczego jego twarz wydaje mi się tak znajoma? Czy to podobieństwo rysów twarzy czy też widziałem go gdzieś? Czy możliwe, aby człowiek ten był przy mnie? Tak zupełnie realnie, tu i teraz? Czy ciarki przechodzące po plecach i uczucie lęku to tylko moja wyobraźnia? Siedząc teraz w jego fotelu, w jego przestrzeni życia nie potrafię odrzucić uczucia obecności? Czy te zwidy to moja fantazja czy może…
Od zawsze uwielbiałem zagłębiać się w stare dokumenty, zdjęcia i historie opowiadane mi przez starsze osoby. Kryją one nieopisana magię mówiącą o czasach, które już nie istnieją. Przypominanie sobie tego, co już nie istnieje jest cudowną zdolnością ludzi. Jestem dzieckiem swojej epoki i być może dlatego fotografie intrygują mnie bardziej. Nieistniejące już miejsca, budynki,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejStałam pod ścianą w piwnicy i patrzyłam na czarno-białe fotografie ułożone w jednym ciągu, każde kolejne zdjęcie było bardziej barwne od poprzedniego. Patrząc na nie z góry widziałam tylko sekwencję wydarzeń podczas której dzieci bawiły się w ogródku w letni wakacyjny dzień. Z parteru dobiegły odgłosy krzątaniny moich rodziców oraz wujostwa nieświadomych, że właśnie przeglądam ich zdjęcia z dzieciństwa. Na ostatnim zdjęciu moja mama stała w rogu fotografii że spuszczonym wzrokiem patrzyła w dół przy okazji wskazując tam palcem. Wzdrygnęłam się, bo ja wyglądałam identycznie w tym wieku a ponadto również mam zdjęcie gdzie patrzę w dół. Nie widziłam jej nigdy, ale pamiętam jak było robione. Spojrzałam we wskazane miejsce gdzie była narysowana strzałka w prawo. Odwróciłam zdjęcie. Była tam data wykonania oraz dane fotografa, który nazywał się :PAPIEROWE DUCHY.
Stałam pod ścianą w piwnicy i patrzyłam na czarno-białe fotografie ułożone w jednym ciągu, każde kolejne zdjęcie było bardziej barwne od poprzedniego. Patrząc na nie z góry widziałam tylko sekwencję wydarzeń podczas której dzieci bawiły się w ogródku w letni wakacyjny dzień. Z parteru dobiegły odgłosy krzątaniny moich rodziców oraz wujostwa nieświadomych, że właśnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Stali tak oniemiali i przerażeni już od dłuższej chwili. Samotne wzgórze, godzina drogi rowerem z Glenwood. Plan był prosty: przyjechać jednośladem z plecakiem pełnym piwa i papierosami. Udawać dorosłych, pogadać o dziewczynach, o samochodach, o przyszłości i o wszystkim tym, o czym rozmawiają osoby zdolne do czynności prawnych.
Plan spalił na panewce zanim jeszcze zdążyli wlać pierwszy łyk złocistego napoju do gardeł. Tego punktu miejscowi unikali od wielu lat, mówiło się o wietrze, który widać - jakby mgiełce lecącej od jednej kępy drzew do drugiej, o szeptach w zaroślach i o przenikliwym chłodzie jaki panował, mimo gorącego sierpniowego słońca. Kto jednak, mając lat piętnaście wierzy w te brednie, które mają na celu straszyć małe dzieci. "My jesteśmy dorośli", "niczego się nie boimy" zwykli mawiać. PAPIEROWE DUCHY miały jednak o tym nieco inne zdanie.
Stali tak oniemiali i przerażeni już od dłuższej chwili. Samotne wzgórze, godzina drogi rowerem z Glenwood. Plan był prosty: przyjechać jednośladem z plecakiem pełnym piwa i papierosami. Udawać dorosłych, pogadać o dziewczynach, o samochodach, o przyszłości i o wszystkim tym, o czym rozmawiają osoby zdolne do czynności prawnych.
Plan spalił na panewce zanim jeszcze zdążyli...
Wszyscy żyli tą historią. Dwadzieścia lat temu młoda fotografka, Elena Wodojewna, zaginęła podczas plenerów w Ameryce. Wyjechała z Sankt Petersburga na dwuletnie stypendium i zaginęła. Jej zdjęcie było pokazywane w gazetach na całym świecie. Piękna, rudowłosa dziewczyna na wieczność miała zostać dziewiętnastolatką. Doskonale to pamiętam, choć miałam zaledwie sześć lat. Chcecie wiedzieć dlaczego? Bo to moja siostra. Całe życie żyłam w cieniu jej zaginięcia. Może dlatego postanowiłam zostać pisarką i opowiedzieć tę historię z mojej perspektywy. Młodszej, zagubionej siostry. Książka okazała się hitem. Jeździłam po całym świecie z trasą reklamową stanowczo odmawiając wyjazdu do Stanów. Nie chciałam odwiedzać tego miejsca, to bolało. Wszystko zmieniło się, gdy dostałam tajemniczą przesyłkę. Był w niej tylko album zawierający ujęcia plenerowe z Ameryki. Nosił enigmatyczny tytuł "PAPIEROWE DUCHY". Nie miałam najmniejszej ochoty tego oglądać, tyle prezentów dostałam. Jednak pewnego wieczoru zaczęłam przeglądać fotografie i zauważyłam na jednej z nich kobietę łudząco podobną do Eleny. Stała przy małym domku, a za nią rozciągała się pustynia. Nieco postarzała się, ale siostrzane serce poznało ją. Zadzwoniłam do mojego agenta i niemal zażądałam by potwierdził trasę po Stanach za dwa tygodnie. Musiałam się przekonać. A teraz pozostało mi tylko ustalić gdzie zrobiono to zdjęcie. Moja siostra żyje, a ja muszę ją odnaleźć.
Wszyscy żyli tą historią. Dwadzieścia lat temu młoda fotografka, Elena Wodojewna, zaginęła podczas plenerów w Ameryce. Wyjechała z Sankt Petersburga na dwuletnie stypendium i zaginęła. Jej zdjęcie było pokazywane w gazetach na całym świecie. Piękna, rudowłosa dziewczyna na wieczność miała zostać dziewiętnastolatką. Doskonale to pamiętam, choć miałam zaledwie sześć lat....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wielki Kanion na fotografii, a w oddali PAPIEROWE DUCHY o których krąży legenda. Stara fotografia, gdzie z pierwszego planu macha brat mego dziadka.
Wyjechał do Stanów w poszukiwaniu lepszego jutra.. Miał być bezpieczny, miał być szczęśliwy, miał przeżyć. Właśnie tam szukał oazy, która dałaby mu poczucie bezpieczeństwa. Pierwsze dwa lata pisał listy. Wysyłał zdjęcia, jedno nawet przedstawiało jego wybrankę. Planowali ślub, a później słuch po nim zaginął. Co się stało, co go spotkało, czy on żyje, czy tylko odciął się od rodziny, ale rodzinę kochał. Nie zostawiłby ich tak bez słowa... Musiało spotkać go coś strasznego, ale co i dlaczego??
Czy ktoś zna odpowiedzi na wszystkie te pytania...
Wielki Kanion na fotografii, a w oddali PAPIEROWE DUCHY o których krąży legenda. Stara fotografia, gdzie z pierwszego planu macha brat mego dziadka.
Wyjechał do Stanów w poszukiwaniu lepszego jutra.. Miał być bezpieczny, miał być szczęśliwy, miał przeżyć. Właśnie tam szukał oazy, która dałaby mu poczucie bezpieczeństwa. Pierwsze dwa lata pisał listy. Wysyłał zdjęcia, jedno...
Stara fotografia z ładnymi, uśmiechniętymi ludźmi na tle Białego Domu. Alice wiedziała, że znalezisko pasuje do jej kolekcji. Od razu pobiegła do domu. - Mamo patrz, co znalazłam. - Alice zarumieniona podała fotografie matce. -Pokaż skarbie.- z uśmiechem wzięła skarb małej, ale po tym namalowało się na jej twarzy przerażenie. -Kochanie, skąd to masz? Nie wolno.- dziewczynce nie spodobała się reakcja mamy. -Na dworze. Oddaj. - wyciągnęła dłoń, ale kobieta nie miała zamiaru zwrócić fotografii. -Nie jest ona odpowiednia.- i wrzuciła ją do kosza. Wieczorem Alice postanowiła zawalczyć o swoje znalezisko i na palcach wyciągnęła je z czarnego worka. Zerknęła na nie. Czego mama mogła się przestraszyć? Wciąż się uśmiechają, chociaż tym razem bliżej wejścia do domu. -Pozdrówcie ode mnie prezydenta.- szepnęła do fotografii, którą położyła obok poduszki. - Alice, miałaś tego nie ruszać! - dziewczynka obudziła się. -Ale mamo... oni idą do prezydenta.- Alice wyskoczyła z łóżka i ruszyła, aby odzyskać skarb. - Skarbie. - kobieta kucnęła przy dziewczynce. Ponownie spojrzała na fotografie. Jej oczom nie ukazywał się tak przyjemny widok jak jej córeczce. Zdjęcie ociekało wręcz krwią tych miłych ludzi. -Mamo ja chce!- Alice starała się je odzyskać. -Możesz sobie chcieć. Koniec z tym.- ale widząc minę dziecka westchnęła. -Kochanie, to nie są mili ludzie, to takie... PAPIEROWE DUCHY.- starała się wytłumaczyć, co się dzieje. Wiedziała. W końcu parę lat temu sama wykonała tą fotografie.
Stara fotografia z ładnymi, uśmiechniętymi ludźmi na tle Białego Domu. Alice wiedziała, że znalezisko pasuje do jej kolekcji. Od razu pobiegła do domu. - Mamo patrz, co znalazłam. - Alice zarumieniona podała fotografie matce. -Pokaż skarbie.- z uśmiechem wzięła skarb małej, ale po tym namalowało się na jej twarzy przerażenie. -Kochanie, skąd to masz? Nie wolno.-...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejAlaska. Rozległe pola lodowe, tundra, bujne lasy. Wspaniałe plenery. Takie wrażenie odniósł też detektyw siedzący w ciasnym pokoju w komendzie policji. Zamiast słońca, w pomieszczeniu świecił trupio blady halogen a zamiast zimnego, świeżego powietrza Alaski, przez okno wpadały brudne dźwięki i wątpliwej jakości zapachy Nowego Jorku. Oglądając zdjęcia detektyw na chwilę się rozmarzył, zapominał na chwilę o...pewnych szczegółach. Gdyby nie ślady krwi na śniegu na każdej fotografii, gdyby nie spalona ciężarówka na tle wielkiego lasu to zdjęcia mogły nawet pasować do broszury biura podróży. Jednak szkarłatne plamy na śniegu i czarny szkielet samochodu zmusiły jego policyjny umysł do pracy. Takich spraw były setki, tysiące - porwania, morderstwa to chleb powszedni dla policji Tym razem jednak coś w tym wszystkim "nie grało" - Alaska, krew, spalona ciężarówka. No i te zdjęcia przysłane prosto do jego jednoosobowego oddziału zwanego "PAPIEROWE DUCHY". Z jego pracy drwiono, przełożeni obcinali dotacje, ostatnio zabrali mu nawet komputer. Stąd "nowa" nazwa. Kiedyś były tylko "Duchy", od ponad 2 lat dołączyły "papierowe". Dziś jednak detektyw zdawał się nie słyszeć 'papierowych' docinków kolegów. Po chwili zastanowienia uświadomił sobie, że zna każde miejsce ze zdjęć, że nawet spalony samochód jest marki którą dobrze zna. Drżącą ręką odłożył fotografie na biurko. A więc stało się. Znaleźli go. Chcą się zemścić. Przeszłość znów go dopadła...
Alaska. Rozległe pola lodowe, tundra, bujne lasy. Wspaniałe plenery. Takie wrażenie odniósł też detektyw siedzący w ciasnym pokoju w komendzie policji. Zamiast słońca, w pomieszczeniu świecił trupio blady halogen a zamiast zimnego, świeżego powietrza Alaski, przez okno wpadały brudne dźwięki i wątpliwej jakości zapachy Nowego Jorku. Oglądając zdjęcia detektyw na chwilę się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie mam w życiu szczęścia, a tu proszę… Ciągnę za sobą walizkę, która podskakuje, co jakiś czas blokują się kółka. Oddycham i czuję jak płuca wypełnia mi wilgotne powietrze. Bagna, o których zawsze marzyłam. Aligatory, które wzbudzają we mnie trochę mniej entuzjazmu. Dęby splatają się koronami,plączą się niczym macki ośmiornicy. Jest pięknie. Na końcu drogi majaczy symetryczny budynek. Plantacja Oak Alley…
Nie wierzę, że będę tu mieszkać, przez okres remontu. Tylko ja, zarządcy i ekipa.
Czy to sen?
Jakaś kobieta zaprasza do środka, mówi, że się spieszy, więc pokaże mi mój pokój od razu.
Stoję w kuchni i myję filiżankę po kawie i czuję jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Odwracam się, powoli… widzę rękę w szarym garniturze! Wrzasnęłam! Nie ma nikogo! Wariatka! Idę do siebie, zamykam drzwi - przezorny zawsze ubezpieczony! Otwieram okno, siadam na łóżku. Wtem słyszę, że jedzie wóz konny. Niemożliwe! Wychylam się, patrzę pod oknem stoi wysoka kobieta - zakonnica!
Proszę pani?!
Wtedy czuję jak ugina się łóżko, odwracam się, nikogo nie ma! Powoli wychylam się przez okno - zakonnica zniknęła.
Wtedy słyszę płacz! Trzęsę się jak osika, zamykam okno, siadam w kącie i czekam.
Do rana był już spokój.
Jak tylko usłyszałam głos gospodyni, wybiegłam. Opowiadam co się stało, a ona się zaśmiała:
Nie raz ich zobaczysz i usłyszysz! To nasze PAPIEROWE DUCHY! Są wszędzie na obrazach i zdjęciach, zwiedzisz dokładnie dom to się przekonasz. Nic ci nie zrobią!
Ładne mi spełnianie marzeń.
Nie mam w życiu szczęścia, a tu proszę… Ciągnę za sobą walizkę, która podskakuje, co jakiś czas blokują się kółka. Oddycham i czuję jak płuca wypełnia mi wilgotne powietrze. Bagna, o których zawsze marzyłam. Aligatory, które wzbudzają we mnie trochę mniej entuzjazmu. Dęby splatają się koronami,plączą się niczym macki ośmiornicy. Jest pięknie. Na końcu drogi majaczy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Stało się, jestem tu - w Arizonie. Nie chciałem tak spędzać urlopu, ale matka nalegała. Musisz wyjaśnić tę sprawę - prosiła ze łzami w oczach. Żeby przekonać mnie do wyjazdu powtarzała: Wielki Kanion Kolorado, malownicze pustynie. Czy to nie przemawia do ciebie - artysty? Dobrze ją znałem, zależało jej jedynie na ustaleniu prawdy. Chciała wiedzieć co stało się z moim ojcem.
Nie ujęły mnie roztaczane przez matkę piękne amerykańskie plenery. Przemówił do mnie widok, który właśnie miałem przed oczami - cmentarz. Jakże inny od naszych, polskich. Ten umiar i prostota.
Stałem przed grobem człowieka, który był moim ojcem. Trzymałem w ręce zdjęcie wesołego młodego chłopaka i zastanawiałem się czy jest już tylko PAPIEROWYM DUCHEM, którego nie będzie mi dane poznać, czy może potworem. Odrzucałem te myśli, jednak wycinek z gazety mówił sam za siebie. Było tam zdjęcie człowieka do złudzenia przypominającego mojego ojca. Tytuł artykułu głosił: ,,Poszukiwany od 30 lat seryjny morderca żyje".
Nagle coś zawibrowało mi w kieszeni. Wyjąłem telefon i przeczytałem: ,,Ten grób jest pusty. Nie grzeb w ziemi, ani w przeszłości. Wracaj do siebie, nie igraj ze śmiercią". Czułem jak ciarki biegną mi po plecach. Rozejrzałem się, ale nikogo nie było w pobliżu. Co dalej? Nie mogłem złamać danego matce słowa.
Stało się, jestem tu - w Arizonie. Nie chciałem tak spędzać urlopu, ale matka nalegała. Musisz wyjaśnić tę sprawę - prosiła ze łzami w oczach. Żeby przekonać mnie do wyjazdu powtarzała: Wielki Kanion Kolorado, malownicze pustynie. Czy to nie przemawia do ciebie - artysty? Dobrze ją znałem, zależało jej jedynie na ustaleniu prawdy. Chciała wiedzieć co stało się z moim...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW gąszczu drapaczy chmur Nowego Jorku te trzy spięte wsuwką do włosów zdjęcia były jak PAPIEROWE DUCHY, które lekko niczym piórka miały swobodnie opadać, dopóki nie upadły do stóp Madeline. Wśród tej całej nowoczesności szklanych brył i metalowych klocków stanowiły odniesienie do tego, co stało się, zanim te zdążyły w ogóle powstać. Do zdjęć dołączona była wiadomość: mała, zawinięta we czworo karteczka, na której ktoś niebieską kredką napisał: "zaginęłam trzydzieści lat temu, żyję, znajdź mnie, 4/12". Madeline spojrzała do góry, jakby miała nadzieję, że dowie się, skąd przyfrunęła zagadka. Zatrąbił samochód, wtedy zorientowała się, że stoi na przejściu dla pieszych i tamuje ruch. Jednak biorąc pod uwagę wydarzenia z ostatnich tygodni wiedziała, że to sygnał do działania - rozwiązanie zagadki należało do niej.
W gąszczu drapaczy chmur Nowego Jorku te trzy spięte wsuwką do włosów zdjęcia były jak PAPIEROWE DUCHY, które lekko niczym piórka miały swobodnie opadać, dopóki nie upadły do stóp Madeline. Wśród tej całej nowoczesności szklanych brył i metalowych klocków stanowiły odniesienie do tego, co stało się, zanim te zdążyły w ogóle powstać. Do zdjęć dołączona była wiadomość: mała,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMorderca porzucał ciała młodych dziewcząt w dolinie Missisipi. Rodzice ofiar, nie zaznali spokoju do dnia dzisiejszego. Potwór wciąż nieuchwytny i pomimo, że od lat nie odnotowano kolejnych morderstw, jego cień wciąż wisi nad doliną. Policja zapewnia że go tropi, ale nie zmienia to niczego w bezsilnej rozpaczy bliskich. Dzisiaj pozostały już tylko zdjęcia na których są jeszcze pełne życia, tutaj nad rzeką Missisipi. Spoglądając w miejsca gdzie żyły, gdzie odebrano im życie. Pozostaje żal. Wspomnienie o nich bladną... są jak PAPIEROWE DUCHY rozwiewane wiatrem doliny Missisipi
Morderca porzucał ciała młodych dziewcząt w dolinie Missisipi. Rodzice ofiar, nie zaznali spokoju do dnia dzisiejszego. Potwór wciąż nieuchwytny i pomimo, że od lat nie odnotowano kolejnych morderstw, jego cień wciąż wisi nad doliną. Policja zapewnia że go tropi, ale nie zmienia to niczego w bezsilnej rozpaczy bliskich. Dzisiaj pozostały już tylko zdjęcia na których są...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Detektyw Tucker siedziała na skraju biurka z kubkiem letniej kawy w dłoni. Od kilku godzin wpatrywała się w białą tablicę, którą pokrywały fotografie siedmiu ofiar psychopatycznego mordercy.
- Olivia, Lily, Hannah, Octavia, Yvanne, Lucy, Dakota - powtarzała niemal bezgłośnie Tucker. Każde zdjęcie było kopią poprzedniego. Przedstawiało młodą kobietę z poderżniętym gardłem, ułożoną w pozycji leżącej. Istotny był jeden szczegół: na ciele każdej z ofiar znajdowała się brutalnie wycięta, pierwsza litera ich imienia.
- PAPIEROWE DUCHY - wtrącił inspektor Garrett - tak będzie wyglądał nagłówek wszystkich gazet jeśli do jutra nie odnajdziemy ich ciał.
- Jakieś wieści? - zapytała Tucker nie oczekując zbyt wiele.
- Taa... Odkryliśmy pewien związek pomiędzy ofiarami, ale to raczej nieistotne - odparł Garrett, po czym dodał - Wszystkie były początkującymi aktorkami.
Tucker spojrzała na niego niepewnie i wolnym krokiem podeszła do tablicy - Litery mają inne znaczenie niż dotychczas przypuszczaliśmy - powiedziała i przesunęła zdjęcie Hannah, obok umieściła Olivię, Octavię...
- A niech mnie - wydusił inspektor kiedy na jego oczach z rozsypanych zdjęć powstał niekompletny jeszcze napis H O L L Y _ O _ D - To zdecydowanie zawęzi obszar poszukiwań...
- Nie rozumiesz - przerwała mu Tucker, a inspektor Garrett spojrzał na nią zdezorientowany - Będą jeszcze dwie ofiary.
Detektyw Tucker siedziała na skraju biurka z kubkiem letniej kawy w dłoni. Od kilku godzin wpatrywała się w białą tablicę, którą pokrywały fotografie siedmiu ofiar psychopatycznego mordercy.
- Olivia, Lily, Hannah, Octavia, Yvanne, Lucy, Dakota - powtarzała niemal bezgłośnie Tucker. Każde zdjęcie było kopią poprzedniego. Przedstawiało młodą kobietę z poderżniętym gardłem,...
-Josh, ten aparat jest zepsuty! Mówiłam, żebyś nie kupował tego szajsu na klisze z garażowej wyprzedaży. Trzeba było wziąć cyfrówkę jak normalni ludzie.
Helen była rozżalona przeglądając w kuchni kopertę pełną świeżo wywołanych zdjęć z ich podróży poślubnej. Pojechali cadillackiem zwiedzić Savannah, jedno z najstarszych miast Ameryki.
- Josh, kretynie, chodź tu i sam zobacz, na każdym zdjęciu jest jakaś plama. Co jedno zdjęcie, to większa. O! A tu jest prawie tak samo duża jak i ty. I na dodatek tak blisko nas. Te plamy wyglądają jak jakieś cholerne PAPIEROWE DUCHY. Jak ja mam to teraz wsadzić w album?!
Z salonu, gdzie był Josh, słychać było tylko odgłos meczu w tv.
- A tu?! Josh! Mówię do Ciebie przecież! Tutaj plama wygląda jakbyś trzymał na barana jakąś laskę. Wszystko rozmazane! Do dupy z takim aparatem!
Młoda żona nie wytrzymała dłużej ignorowania jej lamentów przez męża i ruszyła sprężystym krokiem do pokoju. W tv pojawiły się reklamy, ale Josh nadal milczący nie odwracał się na kanapie do gderającej Helen.
- Patrz na mnie, gdy do Ciebie mówię! Josh! Przestań gapić się w to pudło.
W tym momencie Josh wstał energicznie. Jego szyja zaczęła się powoli obracać w stronę Helen jak nakrętka na butelce. Reszta ciała była sztywno zwrócona w stronę tv.
- Jezu! Josh! Co ty odpierd...
W miejscu, gdzie kiedyś były piękne błękitne oczy jej męża, teraz znajdowały się tylko puste wypalone oczodoły. Twarz mężczyzny wykrzywił upiorny uśmiech. Helen zaczęła krzyczeć.
-Josh, ten aparat jest zepsuty! Mówiłam, żebyś nie kupował tego szajsu na klisze z garażowej wyprzedaży. Trzeba było wziąć cyfrówkę jak normalni ludzie.
Helen była rozżalona przeglądając w kuchni kopertę pełną świeżo wywołanych zdjęć z ich podróży poślubnej. Pojechali cadillackiem zwiedzić Savannah, jedno z najstarszych miast Ameryki.
- Josh, kretynie, chodź tu i sam...
Tajemnicze zaginięcia w Portland w stanie Maine. Gazety oszalały. Szybko podłapały nazwę dla tego tajemniczego zjawiska, nazywając je PAPIEROWYMI DUCHAMI, gdyż zawsze w miejscu zaginięcia pojawiło się zdjęcie osoby zaginionej.
Policja od początku ostrożnie zajęła się z tą sprawą. Media alarmują, ludzie są niespokojnie. Każdy się boi tajemniczego sprawcy, którego media nazwały FOTOGRAFEM.
Kate jak co dzień rozpoczęła dzień od kawy przy radio. Powoli szykowała się do pracy i słuchała o postępach policji i przypuszczalnych ruchach sprawcy. Dzień był zwyczajny. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały. Kate nie spodziewała się niczego niezwykłego. Zatem, gdy zadzwonił telefon, to go odebrała i zamiast głosu mamy czy przyjaciółki usłyszała głos nieznajomego, który powiedział jedynie "będziesz następna", po czym się rozłączył. Dla Kate był to początek życia w lęku. Szybko zadzwoniła do pracy, że się nie pojawi i na policję, że otrzymała tajemniczy telefon. Pozamykała wszystkie okna, zamknęła drzwi na klucz i czekała na pomoc.
Gdy policja dotarła na miejsce, Kate już zniknęła. W jej domu było jedynie zdjęcie. Kate stała się kolejnym PAPIEROWYM DUCHEM wśród społeczeństwa.
Tajemnicze zaginięcia w Portland w stanie Maine. Gazety oszalały. Szybko podłapały nazwę dla tego tajemniczego zjawiska, nazywając je PAPIEROWYMI DUCHAMI, gdyż zawsze w miejscu zaginięcia pojawiło się zdjęcie osoby zaginionej.
Policja od początku ostrożnie zajęła się z tą sprawą. Media alarmują, ludzie są niespokojnie. Każdy się boi tajemniczego sprawcy, którego media...
W Nowym Jorku rozpoczęła się jesień, a drzewa w Central Parku przybrały złote i czerwone barwy, urozmaicając lokalny koloryt srebrnych wieżowców, szarych budynków i brązowych, brudnych ulic.
Agnes ciaśniej otuliła się swym beżowym prochowcem, stukając obcasami o bruk. O tej porze, w dodatku w niedzielę, ruch na ulicach nie był wcale zbyt duży, chociaż na chodnikach kręciło się sporo przechodniów. Każdy chciał złapać ostatnie słoneczne dni tego roku.
Agnes skręciła za róg, wychodząc z cienia rzucanego przez pobliski drapacz chmur. Smog tego dnia trochę się przerzedził i mieszkańcy Nowego Jorku wyjątkowo mogli nacieszyć wzrok widokiem błękitnego, bezchmurnego nieba.
Wyciągnęła z kieszeni okulary przeciwsłoneczne, wystawiając do słońca twarz. Faktycznie, pogodynka w porannym programie miała rację – dzień był wyjątkowo ciepły jak na październik.
Agnes poczuła w kieszeni płaszcza zwitek kartoników i odruchowo zacisnęła na nim palce. Te zdjęcia – PAPIEROWE DUCHY – jak zwykła je nazywać w myślach, były jedynym elementem, łączącym ją z przeszłością, i zawsze miała je przy sobie.
W Central Parku znalazła wolną ławkę w ustronnym miejscu i wyjęła jedną fotografię. Przedstawiała przystojnego, uśmiechniętego mężczyznę. Szkoda, że tamte dni miały już nigdy nie powrócić…
W Nowym Jorku rozpoczęła się jesień, a drzewa w Central Parku przybrały złote i czerwone barwy, urozmaicając lokalny koloryt srebrnych wieżowców, szarych budynków i brązowych, brudnych ulic.
Agnes ciaśniej otuliła się swym beżowym prochowcem, stukając obcasami o bruk. O tej porze, w dodatku w niedzielę, ruch na ulicach nie był wcale zbyt duży, chociaż na chodnikach kręciło...
Miał być amerykański sen, grube dolce i lekka robota, a nie szpital psychiatryczny - pomyślał agent Tomek zapalając papierosa.
- Oni są realni i żyją naprawdę, choć poza ciałem - tak powiedziała Mała Lu, kiedy pokazała mu zdjęcia.
Jako sześciolatka mogła to wymyślić, dzieciaki mają bujną wyobraźnię.
Jednak zrezygnował z tej teorii, gdy w jego obecności pstryknęła fleszem w pustkę, a z polaroidu wysunęła się fotografia z rozmytym wizerunkiem rosłego mężczyzny z zamazaną twarzą.
- Nie bój się, oni tylko chcą Ci coś pokazać - szepneła Mała Lu.
Wtedy nie czuł lęku, ale teraz rozkładając zdjęcia, na których widniały PAPIEROWE DUCHY, włosy jeżyły mu się na ciele.
Każda z postaci wskazywała palcem w ten sam punkt. Okno gabinetu dyrektora szpitala, a ich twarze były pełne nieludzkiego bólu.
- O co tu k...wa chodzi?
Miał być amerykański sen, grube dolce i lekka robota, a nie szpital psychiatryczny - pomyślał agent Tomek zapalając papierosa.
- Oni są realni i żyją naprawdę, choć poza ciałem - tak powiedziała Mała Lu, kiedy pokazała mu zdjęcia.
Jako sześciolatka mogła to wymyślić, dzieciaki mają bujną wyobraźnię.
Jednak zrezygnował z tej teorii, gdy w jego obecności pstryknęła fleszem w...
Wczoraj otrzymałam zaadresowany do mnie list. Z koperty wysunęło się też, niczym PAPIEROWE DUCHY, kilka zdjęć. Na każdym z nich widniał napis: "To może być Twój syn". Nasz mały Jimmy zaginął dziesięć lat temu. Miał wtedy pięć lat. Gdy przyszliśmy odebrać go z przedszkola, już go nie było. Policja podejrzewała porwanie. Śledztwo jednak utknęło. Nikt nie żądał okupu. Ostatnio sporządzili i opublikowali jego portret, pokazujący jak wyglądałby w tej chwili. Chłopiec z nadesłanych zdjęć łudząco go przypomina. Nadawcą listu jest kobieta ze stanu Montana, mieszkająca na ranczu. Piękne rozległe tereny, widok na góry, prerie, pasące się krowy i konie. Sielski krajobraz, mili ludzie. Chłopca tego przyuważyła ostatnio u swojego szanowanego i sympatycznego sąsiada. Na oko ma piętnaście lat. Czy to może być nasz Jimmy? Jutro wsiadam w samolot...
Wczoraj otrzymałam zaadresowany do mnie list. Z koperty wysunęło się też, niczym PAPIEROWE DUCHY, kilka zdjęć. Na każdym z nich widniał napis: "To może być Twój syn". Nasz mały Jimmy zaginął dziesięć lat temu. Miał wtedy pięć lat. Gdy przyszliśmy odebrać go z przedszkola, już go nie było. Policja podejrzewała porwanie. Śledztwo jednak utknęło. Nikt nie żądał okupu. Ostatnio...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
To już mój trzeci dzień w Ameryce, a ja nadal nic nie wiem... Te fotografie mojego ojca wryły mi się w pamięć już na dobre. Gdzie on przepadł? Dokąd uciekł? A może coś mu się stało?
Miał jechać na wycieczkę tygodniową do ciotki do Stanów, ale po wylocie słuch po nim zaginął. Nawet nie wiem, czy akurat tutaj się znajduje, może być przecież wszędzie...
Z ciotką ojciec miał zawsze kiepski kontakt, ona chciała w dawnych czasach wyłudzić od niego sporą kasę. Nie znam dokładnie tej historii, jednak ojciec w końcu postanowił się z nią pojednać.
Kolejny raz przyszłam do domu ciotki. Coś mi w tej kobiecie nie pasowało, była jakaś taka...mroczna. Czasami się jej bałam.
- A Ty znów szukasz tego swojego ojca? I po co Ci te fotografie? Zawsze uważałam, że na zdjęciach są uwiecznione tylko PAPIEROWE DUCHY. - rzekła ciotka.
- Muszę go odnaleźć.
- W końcu sam wróci. Chodź ze mną na chwilę do piwnicy, coś Ci muszę pokazać.
- Co? - spytałam. Coś mi tu mocno nie grało. Ciotka była dziwna.
- Chodź.
Poszłam za nią. I to był mój błąd... Ostatnie co pamiętam, to zepchnięcie mnie w czarną otchłań. Straciłam przytomność...
To już mój trzeci dzień w Ameryce, a ja nadal nic nie wiem... Te fotografie mojego ojca wryły mi się w pamięć już na dobre. Gdzie on przepadł? Dokąd uciekł? A może coś mu się stało?
Miał jechać na wycieczkę tygodniową do ciotki do Stanów, ale po wylocie słuch po nim zaginął. Nawet nie wiem, czy akurat tutaj się znajduje, może być przecież wszędzie...
Z ciotką ojciec miał...
Gdzieś w stanie Iowa
Czarny SUV mknął prostą drogą prowadzącą między łąkami. Samochodem jechali agenci Tom Black i Amanda White. Dzięki swoim nazwiskom koledzy żartobliwie nazywali ich Black-White. Agenta White wyglądała przez okno, widok pofałdowanych łąk i pasącego się bydła bardzo ją uspokajał. Kiedy nie musiała prowadzić auta, zawsze przyglądała się otaczającym ją krajobrazom. To ją uspokajało, zwłaszcza przed śledztwem. Amanda zamknęła oczy, w radiu leciała właśnie piosenka zespołu PAPIEROWE DUCHY.
Kiedy samochód jechał na zachód, krajobraz zaczął się zamieniać. Teren zdawał się bardziej płaski, zauważyć można było już pierwsze budynki.
Kiedy dotarli na miejsce zbrodni, nie sądziła, że to śledztwo, zmieni jej życie. Morderstwa dokonano w wesołym miasteczku. Kiedy zaprowadzono ich na miejsce zbrodni, byli przerażeni okrutnością sprawcy.
- Jezu Chryste- powiedział Tom.
Kiedy Amanda wpatrywała się w zwłoki, pomyślała to samo.
Ofiarami było 3 pracowników miasteczka. Ich ciała były rozczłonkowane i ponumerowane jak jakieś puzzle. Wyglądało, to tak, jakby sprawca chciał przekazać im wiadomość. Amanda wiedziała co, to oznacza. Rzeźnik powrócił. Nie, to nie możliwe, pomyślała kobieta. Razem z Tomem zabiła, go przecież 3 lata temu. Czy to jakiś naśladowca?
- Agenci Black and White? - zapytał jeden z policjantów.
- Zgadza się -odpowiedział Tom.
- Mam dla was wiadomość. Po czym wręczył Tomowi kopertę.
W kopercie była wiadomość. Będziecie następni. Zegar tyka...
Gdzieś w stanie Iowa
Czarny SUV mknął prostą drogą prowadzącą między łąkami. Samochodem jechali agenci Tom Black i Amanda White. Dzięki swoim nazwiskom koledzy żartobliwie nazywali ich Black-White. Agenta White wyglądała przez okno, widok pofałdowanych łąk i pasącego się bydła bardzo ją uspokajał. Kiedy nie musiała prowadzić auta, zawsze przyglądała się otaczającym ją...
Za oknem zmienia się krajobraz. Soczystą zieleń zastępują surowe bloki górskie Sierry Nevady. Pył z piasku przedostaje się przez otwarte szyby auta i drażni moje drogi oddechowe. Pamiętasz gorące źródła, oddalone o kilka mil od Mammoth? Spędziliśmy tam upojne chwile. Przyjemnie było wygrzewać się z tobą w kojącej wodzie, patrząc w rozkosznie turkusowe niebo.
Anno… Słyszysz mnie?
Docieram na miejsce. Trzymam w dłoni twoje zdjęcie. Czemu tak na mnie patrzysz? Widzę pogardę w błękicie twoich oczu.
Zrozum, że takiego uczucia jak nasze nie można się wyprzeć. Jesteśmy sobie pisani jak dwie połówki jabłka. Nieważne, jak masz na imię. Wszędzie znajdę twoją duszę - moją bratnią - i nikt nas nie rozdzieli.
Odpowiedz, czemu mnie porzuciłaś? Spoglądam na krew zaschniętą na skale. Jeszcze miesiąc temu była czerwona. Dziś przypomina plamę po kawie, którą tak bardzo lubiłaś popijać z rana.
Musiałem to zrobić! Nie mogłem znieść myśli, że wybrałaś jego. Nie bój się, pamiętam twoją duszę. Znajdę cię wszędzie i nie potrzebuję do tego zdjęcia, które jest jak PAPIEROWE DUCHY - zakłóca tylko spokój.
Anno, jak tym razem będziesz wyglądać…? Chcę znowu usłyszeć twój głos wykrzykujący moje imię. Spotkamy się na pewno. Czekam na ciebie, śpiącą gdzieś w oddali.
Za oknem zmienia się krajobraz. Soczystą zieleń zastępują surowe bloki górskie Sierry Nevady. Pył z piasku przedostaje się przez otwarte szyby auta i drażni moje drogi oddechowe. Pamiętasz gorące źródła, oddalone o kilka mil od Mammoth? Spędziliśmy tam upojne chwile. Przyjemnie było wygrzewać się z tobą w kojącej wodzie, patrząc w rozkosznie turkusowe niebo.
Anno… Słyszysz...
Odkąd zobaczyłam fotografię z miejsca,w którym banda Mansona zamordowała żonę znanego reżysera,nie dawała mi spokoju. Ciągle miałam przed oczami drastyczną scenę z fotografii.Dlatego,gdy przyleciałam do USA,od razu udałam się na Cielo Drive,ale tego domu już tam nie ma.Jednak poczułam w tym miejscu złą energię,cierpienie i ból.Czułam się nieswojo.Postanowiłam sobie jednak zrobić pamiątkowe zdjęcie na tej ulicy,nieopodal miejsca,w którym stał kiedyś dom,w którym rozegrała się masakra.Zdjęcie wyszło nieostre,zamazane i generalnie wygląda tak,że przeszły mnie ciarki.Zamieściłam je na portalach społecznościowych i każdy,kto je obejrzał,stwierdził,że patrząc na nie - widzi PAPIEROWE DUCHY i czuje się nieswojo
Odkąd zobaczyłam fotografię z miejsca,w którym banda Mansona zamordowała żonę znanego reżysera,nie dawała mi spokoju. Ciągle miałam przed oczami drastyczną scenę z fotografii.Dlatego,gdy przyleciałam do USA,od razu udałam się na Cielo Drive,ale tego domu już tam nie ma.Jednak poczułam w tym miejscu złą energię,cierpienie i ból.Czułam się nieswojo.Postanowiłam sobie jednak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W Parku Tennessee starsze małżeństwo na spacerze z psem zobaczyło wiszącą papierową postać człowieka a gdy podeszli bliżej, pies zaczął ujadać i zobaczyli pod tym wykopany grób, z świeżo wykopanej ziemi wystawała dłoń a w nią było wciśnięte zdjęcie ofiary.
2 tygodnie później w innym miejscu tego parku samotny biegacz natrafił na dokładnie to samo, ten sam widok, wiszący na drzewie papierowy profil człowieka a pod tym grób, z wystającą ręką ze zdjęciem, z kolejną inną ofiarą.
Minęły dwa miesiące, ofiar było już cztery a seryjnego mordercy w dalszym ciągu nie złapano. Inspektor policyjny zwołał zebranie, ogłaszając, że sprawa „PAPIEROWE DUCHY” jest priorytetem, wszystkie inne sprawy mają zostać odłożone na bok. Debatowano, że morderca najprawdopodobniej sam wycina z papieru postać człowieka i wiesza nad grobem ofiary. Zastanawiano się skąd ma zdjęcia ofiar? Czyżby ofiary go znały? Policja długo nie mogła złapać mordercy, wymykał się organom ścigania, z czasem zaczynano go nazywać Papierowym Duchem, gdyż był niczym duch…Pojawiał się i znikał…
W Parku Tennessee starsze małżeństwo na spacerze z psem zobaczyło wiszącą papierową postać człowieka a gdy podeszli bliżej, pies zaczął ujadać i zobaczyli pod tym wykopany grób, z świeżo wykopanej ziemi wystawała dłoń a w nią było wciśnięte zdjęcie ofiary.
2 tygodnie później w innym miejscu tego parku samotny biegacz natrafił na dokładnie to samo, ten sam widok, wiszący na...
Jej odpowiedź była co najmniej "dziwna". Stała na środku Route 66 i czekała, ale na co czekała? Nie miałem pojęcia. Z trudem, wręcz w ostatniej chwili, zatrzymałem się tuż obok niej. Droga była zupełnie pusta, to było takie miejsce, w którym człowiek zastanawia się, czy Ameryka jest zaludniona, czy może to był tylko sen.
Nie zwróciła na mnie uwagi, tylko tak stała i gapiła się, przed siebie. Nie poruszyła się, nie mrugnęła nawet.
- Potrzebuje Pani pomocy? - nie odpowiedziała - Halo! Proszę Pani? Wszystko okej? - znów nic, ale gdy miałem już odjechać wyciągnęła przed siebie rękę i palcem wskazała niekończącą się przestrzeń, ulicę 66 i powiedziała
- PAPIEROWE DUCHY.
- Co? - zapytałem - O czym Pani mówi?
Wtedy wyjęła z kieszeni Wranglerów fotografię i mi ją podała. Wziąłem, a ona się zastrzeliła.
Na zdjęciu stała w tym samym miejscu, tylko że miała zaokrąglony brzuch, była w ciąży. Środek drogi 66 i ona - uśmiechała się w stronę fotografa... papierowego ducha, którego miałem już wkrótce poznać.
Jej odpowiedź była co najmniej "dziwna". Stała na środku Route 66 i czekała, ale na co czekała? Nie miałem pojęcia. Z trudem, wręcz w ostatniej chwili, zatrzymałem się tuż obok niej. Droga była zupełnie pusta, to było takie miejsce, w którym człowiek zastanawia się, czy Ameryka jest zaludniona, czy może to był tylko sen.
Nie zwróciła na mnie uwagi, tylko tak stała i gapiła...
W Nebraskich lasach policja natrafiła na tajemnicza torbę ze zdjęciami młodych kobiet,które zaginęły kilka lat temu właśnie w tych okolicach.Zostały one przez kogoś podrzucone do jednego z tutejszych lasów.Policja z Nebraski natrafiła na nie przez przypadek,gdy zajmowała się inną sprawą.
Tamtejsi policjanci postanowili przekazać cenne znalezisko kolegom z Teksasu,którzy od razu postanowili wrócić do sprawy tajemniczych zaginięć młodych kobiet. Ponieważ sprawca do tej pory nie został ujęty policja liczyła iż zacznie on działać na nowo.I jak się okazało w nie długim odstępie czasu tajemniczy oprawca zaatakował ponownie.Tym razem będąc bardzo nieostrożnym ponieważ na miejscu zbrodni pozostały ślady krwi,które naprowadzą tutejszych funkcjonariuszy na jego trop.
Po kilku miesięcznej wytężonych działaniach policjanci zatrzymali mężczyznę znanego im pod pseudonimem "Miłośnik kobiet",który to po kilku przesłuchaniach przyznał się do zabicia siedmiu młodych dziewczyn ponieważ nie chciały z nim zrobić sobie zdjęcia.On robił je z ukrycia po czym je zabijał mówiąc wtedy że od teraz będą dla niego PAPIEROWYMI DUCHAMI" przystawiając im zdjęcie pod same oczy tuż przed śmiercią dodając -Tak wyglądałaś ,a teraz żegnaj!
W Nebraskich lasach policja natrafiła na tajemnicza torbę ze zdjęciami młodych kobiet,które zaginęły kilka lat temu właśnie w tych okolicach.Zostały one przez kogoś podrzucone do jednego z tutejszych lasów.Policja z Nebraski natrafiła na nie przez przypadek,gdy zajmowała się inną sprawą.
Tamtejsi policjanci postanowili przekazać cenne znalezisko kolegom z Teksasu,którzy od...
Papierowe duchy[bookLink]4871284|Papierowe duchy[/bookLink]
Papierowe duchy[bookLink]4871284|Papierowe duchy[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
