-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać411 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Międzygatunkowy miszmasz - wygraj pakiet książek "Zapach diabła" i "Teatr węży. Tom 1. Dwie karty".
Międzygatunkowy miszmasz - wygraj pakiet książek "Zapach diabła" i "Teatr węży. Tom 1. Dwie karty".
W Bangkoku znaleziono zwłoki brutalnie zamordowanej Szwedki. Malin Fors współpracuje już z tajską policją przy tym skomplikowanym i niebezpiecznym dochodzeniu. Sprawa zamordowanej kobiety dotyka ją osobiście. Mons Kallentoft opisuje tętniący życiem wielomilionowy Bangkok wypełniony nie tylko zapachami, barwami, dźwiękami i smakami – ale też korupcją, przemocą i śmiercią. W pierwszym tomie „Teatru węży” Agnieszki Hałas srebrni magowie bezlitośnie ścigają wyznawców czarnej magii, uznanej za skażoną. Demony z Otchłani przybierają ludzką postać i przenikają do świata śmiertelników... W Shan Vaola nad Zatoką Snów pojawia się na wpół obłąkany człowiek z twarzą pociętą bliznami, który pamięta jedynie urywki ze swej przeszłości.
Wyobraźcie sobie, że nastąpiła usterka w świecie literackim i granice między gatunkami zaczynają się zacierać. Napiszcie historię, w której szwedzka oficer próbuje rozwiązać sprawę kryminalną z postaciami ze świata Zmroczy u boku. Kogo uczynicie jej pomocnikiem? Demona, żywołaka, chowańca, a może samego maga? Jak odnajdą się w rzeczywistości, której nie rozumieją? Niech poniesie Was literacka fantazja!
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1800 znaków ze spacjami.
Regulamin
- Konkurs trwa od 28 września do 8 października włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1800 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Rebis.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
|
Nagrody ufundowało wydawnictwo: |
|
![]() |
|
odpowiedzi [21]
Super! Bardzo dziękuję za wyróżnienie i gratuluję pozostałym :)
Super! Bardzo dziękuję za wyróżnienie i gratuluję pozostałym :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
UKmiś
kakamil225
Lorelei
Iwa_90
Ela
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
UKmiś
kakamil225
Lorelei
Iwa_90
Ela
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Rozpytanie w wiosce okazało się być nieporozumieniem. Prawie każda zapytana osoba mówiła, że to sprawka Wodnika - na miłość boską - a zwłoki utopionej rozwłóczyła zwierzyna. Co gdyby powiedziała im o tym, że w ciele denatki nie było prawie wcale krwi a na obu tętnicach udowych były wyraźnie ślady zębów? Słuchałaby historii o wampirach, osikowych kółkach i czosnku.
Nawet nie zauważyła kiedy dzień się skończył. Stoi teraz w jakichś szuwarach i patrzy na jezioro, który zna odpowiedź na wszystkie nurtujace ją pytania. Tyle, że jezioro mielczy.
- Wampiry nie istnieją. - pomyślała - Wodniki również.
Już miała odejść, gdy nagle usłyszała jakiś szelest. Odruch nakazał chwycić jej rękojeść pistoletu. Z zarośli wyłoniła sie postać. Niewysoki mężczyzna ubrany w przeciwdeszczowy płaszcz miał przewieszony przez ramie podbierak, w rece trzymał wędkę.
- Przestraszyłem panią? Przepraszam. Nie chciałem - powiedział wędkarz.
- Nie spodziewałam się tu nikogo o tej porze - powiedziała Fors.
- Oj, tutaj często można na kogoś się natknąć.
Policjantka zbadała wzrokiem mężczyznę, który przez cały czas zachowywał się w nienaturalnie spokojny sposób. Jego ruchy i sposób mówienia sprawiły, że mimowolnie ręka Malin powędrowała spowrotem na kabure.
- Kogo na przykład? - spytała.
- Wędkarzy, zakochanych ...
- Wilki?
- O nie. Zwierząt już tutaj nie ma. Spotkały to samo co tamta dziewczyna.
Fors poczuła jak galopuje jej puls.
- A co ona spotkała?
- Coś bardzo złego.
- Ludzie w wsi mówią, że Wodnika - nie wierzyła, że to powiedziała, ale niepokój zaczynał wypierac z jej postępowania rozsądek.
- Wodnika? - powiedział beznamiętnie wędkarz stojąc na skraju pomostu - Bzdura.
Te słowa troche ją uspokoiły. Pomyślała, że nie ma do czynienia z kolejnym nawiedzonym wieśniakiem, który będzie gadał o Wodnikach, Utopcach i innych.
- Ale słyszał Pan o morderstwie po drugiej stronie jeziora? Jak Pan myśli, kto to zrobił?
Ponownie zrobiło sie jej gorąco. Miała wrażenia, że mężczyzna znajduje się dalej niż krawędź pomostu.
- To nie Wodnik. Ale kraina Zmroczy emanuje potężną mocą. A jej dzieci rozpanoszyły się po ziemi. Radzę Ci Malin przygotuj sie na walkę, w której siła może nie wystarczyć.
- Kim jesteś? - spytała przerażona Fors.
- Nieważne. Mnie nie musisz sie obawiać, ale dopóki Strzyga będzie nad jeziorem, to miejsce nie zazna spokoju.
- Strzyga? - z ust Malin wydobył się szept pełen strachu.
Ale nie doczekała się odpowiedzi. Mężczyzna bezgłośnie zniknął pod wodą pozostawiając na powieszchni delikatne kręgi. Usłyszał jeszcze jego głos niczym echo: "Wodnik tego nie zrobił".
Rozpytanie w wiosce okazało się być nieporozumieniem. Prawie każda zapytana osoba mówiła, że to sprawka Wodnika - na miłość boską - a zwłoki utopionej rozwłóczyła zwierzyna. Co gdyby powiedziała im o tym, że w ciele denatki nie było prawie wcale krwi a na obu tętnicach udowych były wyraźnie ślady zębów? Słuchałaby historii o wampirach, osikowych kółkach i czosnku.
Nawet...
W arktyczny ogród do parku Abisko,
ruszyło dziewczę i złe demonisko.
Choć czuła niepokój, hardo szła dalej,
lecz los już przechylił jej życia szalę.
Daleko na północ szwedzkiej krainy,
demon przelał krew młodej dziewczyny.
Choć w serce nieboszczki wycelował kuszę,
Walka nadal będzie się toczyć o jej duszę.
Jednak …
gdy nad ziemią unosi się zapach siarki,
każdy przeciętny policjant ma ciarki.
Ella Svensson to jednak wyjątek.
Kobieta, oficer .. to dopiero początek.
Sprawa kryminalna to tylko przykrywka,
z demonicznymi szponami to będzie rozgrywka.
Na szczęście Ella nie jest w tym sama,
u swego boku ma przystojnego pana.
Który z pozoru jest hydraulikiem,
a tak naprawdę .. wielkim magikiem.
Choć królika z kapelusza nie wyczaruje
to duszyczkę biednej dziewczyny uratuje.
Ah, dużo by było jeszcze opowiadania,
lecz nadszedł czas podsumowania.
Tajemniczy duet, młoda dziewczyna,
śmiertelna zagadka i szwedzka kraina.
W arktyczny ogród do parku Abisko,
ruszyło dziewczę i złe demonisko.
Choć czuła niepokój, hardo szła dalej,
lecz los już przechylił jej życia szalę.
Daleko na północ szwedzkiej krainy,
demon przelał krew młodej dziewczyny.
Choć w serce nieboszczki wycelował kuszę,
Walka nadal będzie się toczyć o jej duszę.
Jednak …
gdy nad ziemią unosi się zapach siarki,
każdy przeciętny...
Malin Fors wróciła do biura z półkilową torbą kawy. Cała sprawa będzie potrzebowała kilku takich worków, a w szafce zostało na maksymalnie pięć kaw.
- O! Jest, pani szanowana oficer. Miałem nadzieję, że sprawa już dawno rozwiązana i reporterzy dadzą mi spokój. Ale wiesz, co? Nadal tam są, a ja mam lepsze rzeczy do roboty, niż wymyślanie kolejnych wymówek! Weź się w końcu do roboty Malin, albo pójdziesz z torbami! Wyraziłem się jasno!?
- Tak, szefie.
Kiedy wychodził, trzasnęły drzwi. Malin westchnęła przeciągle i udała się prosto do kuchni, żeby zaparzyć kolejną kawę.
Jedna, kiedy tylko przestąpiła próg, wyrwano jej z rąk paczkę kofeiny.
- Co? Erlik, oddawaj mi to w tej chwili!
- Weee! Kolejny brązowy proszek spowalniający czas. Wiesz u nas też są takie, ale nie wolno dawać chochlikom. Co za dyskryminacja, nie uważasz?
- W ogóle mnie to nie dziwi - szepnęła pod nosem. - Chwileczkę? Czy to puszka po kawie leży tam na podłodze?
- KAWA! Cudne! Ale dobrze, że przyniosłaś, bo się skończyła.
- Zjadłeś całą kawę! To było na jakieś pięć kubków, serce ci jeszcze nie stanęło? Kto ci pozwolił wejść do kuchni.
- Ja sobie pozwoliłem, haha, a kawa się zgodziła, haha. A teraz jest kolejna, pycha. - Erlik chwycił za otwarcie.
- Nie rób tego - Malin starała się nie spłoszyć chochlika. - Po prostu oddaj mi tę kawę.
Mały stworek ze skrzydełkami zawahał się i spojrzał ukradkiem w stronę otwartego okna. Po dwóch sekundach był już na zewnątrz.
- Nie!
Malin jak najszybciej mogła wybiegła z biura natykając się na jednego kolegę z komunikacji.
- Widziano...
- Nie mam teraz czasu -rzuciła przez ramię wybiegając.
Już stała przed budyniem, zauważyła chochlika, który ze względu na wiatr nie mógł latać wysoko i pobiegła za nim plątaniną ulic, uliczek i zakamarków.
W końcu go dogoniła, pół kilo dodatkowego ciężaru znacznie spowolniło stworka, ale Erlik był chorobliwie biały i tylko przytulał do siebie paczkę kawy.
- Co się stało?
- T-t-to, to on.
Malin aż wstrzymała oddech z wrażenia, za rogiem stała nad wykrwawiającą się kobietą postać w płaszczu. Pani oficer nie miała przy sobie spluwy, ale zawsze miała przy sobie paralizator i gaz pieprzowy, musiała sobie jakoś poradzić.
- Jak to zrobię, to zachowam posadę i wszystko naprostuję - szepnęła do siebie mocno ściskając paralizator w prawej i gaz w lewej ręce.
Chochlik ją ubiegł z bojowym krzykiem wyleciał na postać i wysypał jej kawę prosto na twarz.
W powietrzu uniosły się przekleństwa. Erlik bez większych ceregieli zaczął ciągnąć delikwenta za włosy i ściągnął mu kapelusz. Oficer stała zmylona jeszcze przez chwilę, ale odzyskawszy zimną krew powaliła mężczyznę paralizatorem i wezwała posiłki.
Widać chochlik naćpany kofeiną to nie taki zły pomysł - pomyślała - ale nigdy mu tego nie powiem, bo nie chcę takich akcji na co dzień.
Malin Fors wróciła do biura z półkilową torbą kawy. Cała sprawa będzie potrzebowała kilku takich worków, a w szafce zostało na maksymalnie pięć kaw.
- O! Jest, pani szanowana oficer. Miałem nadzieję, że sprawa już dawno rozwiązana i reporterzy dadzą mi spokój. Ale wiesz, co? Nadal tam są, a ja mam lepsze rzeczy do roboty, niż wymyślanie kolejnych wymówek! Weź się w końcu do...
Malin otworzyła drzwi na oścież gwarnej ulicy, wypełnionej przez setki przechodniów, skuterów i taksówek. Poczuła na twarzy gorące powietrze, a jej nozdrza wypełnił zapach tego przeklętego miasta. Spaliny przeplatały się z wonią starego oleju i potem ludzi, którzy już dawno zatracili się w pędzie życia. Trzymała za klamkę i przyglądała się temu wszystkiemu z dziwnym niepokojem. Wróciło do niej chłodne uczucie z pierwszego dnia - kolejny raz czuła na sobie cudze spojrzenie. Wzięła głęboki wdech i ruszyła pośpiesznie, trzaskając starymi drzwiami motelu. Ciało zamordowanej dziewczyny znaleziono w pobliskiej dzielnicy czerwonych latarni. Komisarz Fors liczyła, że to właśnie tam uda się jej znaleźć drogę do rozwiązania tajemnicy zbrodni.
-To tutaj - powiedziała, spoglądając na kartkę z adresem, gdzie miał czekać na nią jej informator.
-Zdumiewające, że samotna kobieta jest w stanie odnaleźć się w tak wielkim mieście - zachichotała postać schowana w cieniu pobliskiego budynku.
-Kim jesteś bezczelny draniu? - odpowiedziała pewnie, pomimo przeszywającego ją dreszczu.
-Jestem Twoim przyjacielem Malin i dobrym znajomym tamtej ślicznotki!
Była zaskoczona tym, co usłyszała. Rozsądek mówił jej, żeby tego nie robić, ale postanowiła wejść do cienia, z którego dochodził głos. Wyłoniła się z niego postać demona z zakrwawionymi dłońmi, które sprawnym ruchem przycisnęły ją do ściany i oplotły się w okół szyi kobiety.
-Czego chcesz? - wyszeptała z trudem.
-Pomożemy sobie nawzajem moja droga…
Silny ucisk na szyi sprawił, że Malin zemdlała. Poczuła, że nie jest sobą i nie kontroluje swojego ciała. Zobaczyła zbrodnię oczami oprawcy i zwłoki, które znajdowały się na podłodze. Czuła obrzydzenie i strach, ale nie mogła nic zrobić. Chciała jak najszybciej wybudzić się z tego koszmaru…
Malin otworzyła drzwi na oścież gwarnej ulicy, wypełnionej przez setki przechodniów, skuterów i taksówek. Poczuła na twarzy gorące powietrze, a jej nozdrza wypełnił zapach tego przeklętego miasta. Spaliny przeplatały się z wonią starego oleju i potem ludzi, którzy już dawno zatracili się w pędzie życia. Trzymała za klamkę i przyglądała się temu wszystkiemu z dziwnym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Oficer Malin Fors została znów wezwana na miejsce zbrodni.
-Co tutaj mamy?-zapytała policjantów, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce zdarzenia
-Ofiarą jest młoda kobieta, tak na oko miała ok 25 lat, szczupła, średniego wzrostu, blondynka. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów, dopiero ustalamy jak się nazywa.
-Oby szybko udało się to ustalić.
-Na całym ciele ma dziwne rany, tak jakby jakieś znaki wycięte jakimś ostrym narzędziem. - Paskudna sprawa - pomyślała Malin
-Ale jest jeszcze coś
-Co takiego?
-Ten oto stwór. Mówi,że jest Żywiołakiem ze świata Zmroczy, a tego morderstwa dokonał Demon pod ludzką postacią z Otchłani.
-Przecież to jakiś świr
-On jest przerażony, ale w tym co mówi musi coś być. Twierdzi,że wie co oznaczają te wycięte znaki na ofierze. Musisz z nim porozmawiać i nakłonić do współpracy
-To szalony pomysł, ale spróbuję
3 godziny później, gabinet szefa
-Malin co ustaliłaś w związku z tą sprawą zamordowanej kobiety? Jak idzie współpraca z tym Żywiołakiem?
-Szefie, czy ja na prawdę muszę to robić? Czuję się jak jakaś niańka 3-latka. Albo on jest tak szalony albo na prawdę pochodzi z innego świata. Wszystkich się boi, twierdzi, że w pobliżu czai się Demon, że nas obserwuje. Sama zaczynam się bać.
-To wszystko dla dobra śledztwa. Jak sprawa tych znaków?
-Ten obcy je przetłumaczył, ale na razie nic z tego nie rozumiem, potrzebuję więcej czasu
Oficer Malin Fors została znów wezwana na miejsce zbrodni.
-Co tutaj mamy?-zapytała policjantów, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce zdarzenia
-Ofiarą jest młoda kobieta, tak na oko miała ok 25 lat, szczupła, średniego wzrostu, blondynka. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów, dopiero ustalamy jak się nazywa.
-Oby szybko udało się to ustalić.
-Na całym ciele ma dziwne...
Malin Fors znowu ma mieć nowego partnera. Nienawidziła tego. A jeszcze ta sprawa... Producentka lodów zabita, a firmie konkurenta, Olafa, wiodło się coraz lepiej...
~
W Bangkoku było gorąco jak w piekle – do czasu. Gdy punktualnie o 12 do sali odpraw wparował szef z wysoką, elegancką kobietą niemalże sypnęło śniegiem. Malin wybałuszyła oczy. To – to jest Elsa z filmu Disneya, chodząca zamrażarka! Malin czuła się jak bałwan. Od razu dostała kataru.
- To jest paradne – syknęła szefowi w twarz. - Czy ona czasem nie ma własnego królestwa?! Co ona tu robi?!
- Pomaga ci. - odparł. - Sama narzekałaś na upały! Teraz ci to nie grozi... Powinnaś się cieszyć!
- Jeżeli już i królowe muszą dorabiać w policji to z czego ja mam się cieszyć?! - warknęła Malin.
~
- Może kawki? - spytała Elsa, podając jej kubeczek. Malin poczuła wdzięczność.
- Zimna! - jęknęła niemile zaskoczona. Elsa wyglądała na zakłopotaną.
- Wybacz. Może w ramach przeprosin dać ci mój autograf dla, eee, córki?
- Nie mam córki. - warknęła Malin. - Poza tym nie oglądałam twojego filmu.
~
- Ofiara produkowała lody. - rzekła Malin. - Smaczne? - spytała złośliwie patrząc, jak Elsa odwija rożek.
- Nie wiem, te są od Olafa. - mruknęła Elsa.
- Po co je jesz, skoro ci zimno? - spytała Malin.
- Zimno?
- Nosisz rękawiczki – zaczęła Malin. Elsa zesztywniała. Malin nie chciała zostać zamieniona w lodowy pomnik jak siostra Elsy, ale...
- Nie panujesz nad mocami...? - wyrwało jej się.
- A więc jednak oglądałaś mój film! - rzuciła Elsa. Zmieniła temat...?
~
Trudno było określić czas zgonu – wyglądało na to, że ktoś przetrzymywał ofiarę w lodówce...
Ktoś, kto musiał ją zabić w rękawiczkach bo nie było śladów...
Olaf... Hm... Chyba trzeba znów oglądnąć 'Krainę lodu'...
(musiałam to napisać! XD)
Malin Fors znowu ma mieć nowego partnera. Nienawidziła tego. A jeszcze ta sprawa... Producentka lodów zabita, a firmie konkurenta, Olafa, wiodło się coraz lepiej...
~
W Bangkoku było gorąco jak w piekle – do czasu. Gdy punktualnie o 12 do sali odpraw wparował szef z wysoką, elegancką kobietą niemalże sypnęło śniegiem. Malin wybałuszyła oczy. To – to jest Elsa z filmu...
- Co tym razem? Samobójstwo? - zapytała oficer Malin Fors, przyglądając się wyłowionemu z rzeki ciału młodego mężczyzny.
- Nie wydaje mi się – odparł stojący obok niej policjant. - Wygląda na to, że ktoś mu pomógł w odejściu z tego świata. Proszę tylko spojrzeć na te ślady paznokci na jego ramionach i odciski uszminkowanych ust na szyi.
Fors w zamyśleniu pocierała czoło, ukucnąwszy przy zwłokach.
- Marcusie, to chyba coś dla ciebie.
Ogromny czarny kot zbliżył się niespiesznie, przysiadł z gracją po drugiej stronie ciała i zaczął myć przednią łapę. Zaskakujące jak bardzo ten chowaniec przypominał czasami zwykłego kota. Nagle podniósł wzrok i z dezaprobatą spojrzał na Malin. No tak, zapomniała, że umiał czytać w myślach. Chowaniec powoli pociągnął nosem. Fors przyglądała mu się z zainteresowaniem. Mimo że współpracowała z nim już od roku, wciąż zadziwiało ją to skupienie malujące się na jego pyszczku, gdy węszył, usiłując wychwycić coś, co wymykało się ludzkim zmysłom.
- Nie ma jego duszy – powiedział po chwili Marcus.
- To znaczy, że ktokolwiek pomógł mu umrzeć, nie był człowiekiem...
- Zgadza się – przytaknął. - I wydaje mi się, że wiem, o kogo chodzi. Spójrz tylko na jego włosy – zwrócił się do Fors.
- Bardzo piękne, rzadko się takie spotyka.
- Otóż to – kontynuował chowaniec. - Jestem pewien, że padł ofiarą czarownicy, i to nie byle jakiej. To była królowa klanu we własnej osobie. Znam ją, ma bzika na punkcie włosów. Wygląda na to, że zakochała się w tym nieszczęśniku i doprowadziła do jego śmierci, by wykraść mu duszę w momencie, gdy jego świadomość nie miała już władzy nad ciałem.
Malin była pod wrażeniem.
- Co to dla nas oznacza?
- Niestety nic dobrego. Ona nie jest materialna. – odparł Marcus, a jego źrenice niepokojąco się zwęziły. - To sukkub.
- Co tym razem? Samobójstwo? - zapytała oficer Malin Fors, przyglądając się wyłowionemu z rzeki ciału młodego mężczyzny.
- Nie wydaje mi się – odparł stojący obok niej policjant. - Wygląda na to, że ktoś mu pomógł w odejściu z tego świata. Proszę tylko spojrzeć na te ślady paznokci na jego ramionach i odciski uszminkowanych ust na szyi.
Fors w zamyśleniu pocierała czoło,...
– Już na ciebie czeka, jest w pokoju 120. – Oficer Annika Solberg skinęła głową i odwiesiła kurtkę. Jesień w Szwecji była w tym roku wyjątkowo zimna, a przez gęstą mgłę trudno było dotrzeć do pracy na czas.
Weszła do pokoju przy kuchni i jej oczom ukazała się całkiem zwyczajna dziewczyna. No tak, przecież tego nie widać na pierwszy rzut oka – pomyślała, karcąc się w myślach.
– Kerstin Persson? – upewniła się. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. Była niska, drobna i wyglądała na nie więcej niż szesnaście lat. Kerstin nie nosiła makijażu, a przez białą koszulę wyglądała na grzeczną licealistkę.
– Jak wiesz... – Annika nie wiedziała, czego spodziewać się po wiedźmie, więc czuła się bardziej niepewnie niż przy najgorszych przestępcach, z którymi przecież miała wiele razy do czynienia. – Będziemy potrzebować twojej pomocy ze względu na... na naturę śledztwa.
– Wiem o tym – dziewczyna wzruszyła ramionami – i znam kilka osób takich jak ja, ale nikogo z nich nie podejrzewam. Przyszłam, żeby wam pomóc. Chodzi o to potrójne morderstwo przy moście?
– T...tak – zająknęła się Annika. – Morderstwo i podpalenie. Ten, kto to zrobił wykrzesał....zapalił....stworzył płomień rękami.... Wiesz coś o tym?
Kerstin przewróciła oczami, zakasała rękawy i odwróciła dłonie wierzchem do góry.
– Nie! – krzyknęła oficer Solberg, ale zanim się spostrzegła z rąk dziewczyny buchnęły płomienie, a spryskiwacze na suficie włączyły się – Zgaś to, zgaś!
– Już na ciebie czeka, jest w pokoju 120. – Oficer Annika Solberg skinęła głową i odwiesiła kurtkę. Jesień w Szwecji była w tym roku wyjątkowo zimna, a przez gęstą mgłę trudno było dotrzeć do pracy na czas.
Weszła do pokoju przy kuchni i jej oczom ukazała się całkiem zwyczajna dziewczyna. No tak, przecież tego nie widać na pierwszy rzut oka – pomyślała, karcąc się w...
Oficer patrzy z obrzydzeniem na kolejne truchło w tym tygodniu. Ponad miesiąc temu przydzielili jej kolejne zadanie, rozwiązać problem postaci literackich. Z niewiadomego powodu postacie różnych gatunków literackich mieszają się, pół biedy gdy znajdą się w spokojnym mieście, gdzie jedynie ich obkradną. Nieszczęśnik, na którego patrzyła szwedzka oficer trafił do dramatu, ale co to był za utwór. Bohater został wystraszony na śmierć, a że miał podobno problemy z sercem szybko kopnął w kalendarz. To wszystko nic w porównaniu do swojego towarzysza, którego " oficjalnie " wybrała, demon o imieniu Zicki. Na pierwszy rzut oka widać, że to nowicjusz podnieca się byle czarem. Zapewne w tym momencie straszy koty w zaułkach. Oficer pokręciła głową i gęstem wskazała na ciało by je zabrali. Przy podnoszeniu denata, Szwedka zauważyła małą karteczkę, która wyleciała z rękawa ofiary. Podniosła ją do światła i przeczytała. Wiadomość była skierowana prosto do pani oficer, po przeczytaniu jej zawartości zamarła. Nie potrafiła uwierzyć w to co przeczytała, szybko zawołała demona, który wlókł za sobą szary worek. Kobieta wzięła rzecz od wesołego Zickiego i przeglądnęła jej zawartość. Wprost nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Wyciągnęła z kieszeni telefon i zadzwoniła do centrali.
— Rick, sprawa literacka zakończona, wezwijcie chłopaków — powiedziała głaszcząc demona.
Oficer patrzy z obrzydzeniem na kolejne truchło w tym tygodniu. Ponad miesiąc temu przydzielili jej kolejne zadanie, rozwiązać problem postaci literackich. Z niewiadomego powodu postacie różnych gatunków literackich mieszają się, pół biedy gdy znajdą się w spokojnym mieście, gdzie jedynie ich obkradną. Nieszczęśnik, na którego patrzyła szwedzka oficer trafił do dramatu, ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Fors westchnęła. Kolejna cholernie dziwna sprawa. Tym razem w jednej z bocznych uliczek znaleziono wielką kałużę krwi - z suchym miejscu na środku, jak gdyby coś zostało stamtąd zabrane. Ciało znalezionej kawałek dalej, brutalnie zamordowanej Szwedki - Evy Brunne, jak stwierdzono dzięki papierom znajdujących się przy niej - nijak nie pasowało do krwawej plamy. Jasne, zdarzyło jej się widzieć już wiele zbrodni, ale pierwszy raz coś dotknęło jej osobiście. Dawno temu znała rodzinę zamordowanej - tylko co właściwie robiła ona w tym chorym mieście...?
Uniosła głowę, odrywając wzrok od ciała - i zamarła. Znowu on. Miała wrażenie, że ten człowiek towarzyszył jej wszędzie tam, gdzie ostatnio się pojawiała. Za chwilę zacznie wyskakiwać z jej zlewu, do diaska! Zignorowałaby go, gdyby nie jego dziwaczna, poznaczona bliznami twarz, osobliwe spojrzenie - i teraz ta obecność na miejscu zbrodni.
Szarpnięciem zdjęła gumowe rękawiczki i ruszyła w jego kierunku. Nie mogła powiedzieć, że zdziwiła się, gdy zaczął uciekać, ale była na to przygotowana. Kilka chwil później fachowym ruchem przyciskała go do ściany. Mężczyzna zachichotał nerwowo.
- Nie złapiecie go.
- Wiesz, kto to zrobił? - warknęła Malin, nie zwalniając uścisku.
Obrócił głowę w jej kierunku.
- Mów, co wiesz!
Gdy znowu tylko zachichotał, przycisnęła go mocniej.
- MÓW, CO WIESZ!
Jego źrenice zanurzyły się w jej własnych; i zobaczyła miejsce zbrodni tak, jak on. Dziwaczne, pokrętne stworzenie – Eva Brunne w jego uścisku – jej krew spływająca z ran zadanych przez to obrzydlistwo… Brunne, którą wiktymologia wskazała jako członkinię sekty, porzucana kawałek dalej.
Mrugnęła i scena zniknęła. Roztrzęsiona, potrząsnęła dziwnym mężczyzną.
- Kim ty jesteś?! Skąd to wiesz?!
Pobliźnione usta człowieka rozciągnęły się w uśmiechu.
- Nie mam pojęcia.
Fors westchnęła. Kolejna cholernie dziwna sprawa. Tym razem w jednej z bocznych uliczek znaleziono wielką kałużę krwi - z suchym miejscu na środku, jak gdyby coś zostało stamtąd zabrane. Ciało znalezionej kawałek dalej, brutalnie zamordowanej Szwedki - Evy Brunne, jak stwierdzono dzięki papierom znajdujących się przy niej - nijak nie pasowało do krwawej plamy. Jasne,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Oficer Malin! Mamy kolejną ofiarę. Profil ofiary bez zmian- młoda dziewczyna, zgwałcona i zamordowana. I TO także jej zrobili...- Agate spuszcza wzrok. Być może wstyd mu za zwyrodnialca, bo najprawdopodobniej jest jego pobratymcem. Sam do niedawna zdezorientowany po Wielkim Wybuchu Otchłani nie mogąc się odnaleźć w świecie ludzi i nie rozumiejąc jego zasad robił rzeczy , o których dziś już wie,że były złe. Teraz- powleczony ciałem, który nie przeraża śmiertelników pomaga oficer Malin chwytać i pacyfikować wygnańców.
- Dlaczego to coś gwałci? Czerpie z tego jakąś satysfakcję?-
Malin wie,że tym pytaniem wzbudzi u demona zażenowanie, ale potrzebuje zrozumieć motyw sprawcy- jeśli w ogóle jest jakiś motyw w tym szale bezsensownej zbrodni.
- Nie podejrzewam. Myślę, że zwyczajnie podpatrzyli to u ludzi i uznali za dotkliwy przejaw okrucieństwa. Robią to dla zasady- by było jeszcze bardziej okrutnie zupełnie bezmyślnie, nie rozumiejąc tajemnicy tego okrucieństwa. Dla nich to tylko czynność techniczna, nie odarcie z godności, intymności, własności ciała...
-Mówisz jakbyś ich usprawiedliwiał- Milan podejrzliwe popatrzyła na wspólnika.
-Nie.. Ja? Skąd..- zimny pot oblał wizualizację ludzkich pleców Agate. Gdyby oficer tylko wiedziała, miała choć cień podrzenia byłbym skończony. Myśli galopują mu w szaleńczym poszukiwaniu jakiegoś wyjaśnienia czy usprawiedliwienia. Milan nie może się domyślić,ze tym razem to byłem ja.
Nie może.. nie może.. nie może...
-Oficer Malin! Mamy kolejną ofiarę. Profil ofiary bez zmian- młoda dziewczyna, zgwałcona i zamordowana. I TO także jej zrobili...- Agate spuszcza wzrok. Być może wstyd mu za zwyrodnialca, bo najprawdopodobniej jest jego pobratymcem. Sam do niedawna zdezorientowany po Wielkim Wybuchu Otchłani nie mogąc się odnaleźć w świecie ludzi i nie rozumiejąc jego zasad robił rzeczy , o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- O żesz kur..a znowu muszę naprawiać ten cholerny świat. Zawszę mówię że faceci nadają się tylko do czyszczenia kibli a nie zarządzaniem tym pieprzonym światem.
~ na szczęście my magowie nie należymy do tej rasy męskiej, stoimy ponad nią
- chyba macie problem z tym... staniem. Ale nieważne. Mamy tutaj zadanie do wykonania, a jak się mówi: chcesz pić wieczorem w spokoju - nie jedz z rana pierdol... rosołu.
~ dobra Malin przechodzimy do akcji. W naszym świecie za te gadki już dawno wyrwano by Tobie język. Bangkok - paskudne miasto bez drzew i ptaków i przede wszystkim magii.
Ten świat nie był jego światem - przesłano go tutaj, bo miał w sobie coś czego oni sami nie mogli pojąć. Coś co wyrywało się ponad wymiary czasu. Jego dawny mistrz próbował wielu tajemnych sztuczek, żeby to pojąć. Gdy już był o krok, zginął "przypadkiem". Pamięta jego przerażony wzrok, gdy zrozumiał tego czego szukał. Przykro mi mistrzu - nikt nie może posiąść wiedzy o mojej naturze. Gdyby tylko wiedzieli...
Pieprzony dzień. Już dawno nie miałam żadnego faceta. Ten dziwolong w tym śmiesznym stroju - ma w sobie coś nie z tego świata. Tutejsi faceci są tacy nudni. Myślą że samotna kobieta jest łatwym łupem. Nie znają mojej historii. Ostatni łup - policjant z Nowego Jorku to było coś. Widzieć 2m gościa, który robi w gacie ze strachu. Haha. Kur... mam nadzieję że magowie nie mają jakieś cholernej umiejętności czytania w myślach. Muszę o tym poczytać.
Bangkok - miasto gdzie krzyżują się ścieżki czasów i przestrzeni. Gdy wyruszali w ten świat pełen pajęczyn ludzkich losów - nie wiedzieli co ich czeka...
Przerzuć więc kolejną kartkę tej książki mój drogi czytelniku i rozsiądź się wygodnie. Gdy usłyszysz pukanie w drzwi... zrozumiesz że wybór tej książki nie był zbyt mądrym posunięciem...
- O żesz kur..a znowu muszę naprawiać ten cholerny świat. Zawszę mówię że faceci nadają się tylko do czyszczenia kibli a nie zarządzaniem tym pieprzonym światem.
~ na szczęście my magowie nie należymy do tej rasy męskiej, stoimy ponad nią
- chyba macie problem z tym... staniem. Ale nieważne. Mamy tutaj zadanie do wykonania, a jak się mówi: chcesz pić wieczorem w spokoju -...
Tym razem nie ma zwłok, ale to bez wątpienia miejsce morderstwa. Malin Fors czyta po raz piąty wiadomość zapisaną krwią "Znajdź ciało, a zabójcę ofiary podeślę wam na złotej tacy". Żadnego podpisu, brak odcisków palców bądź choćby części odcisku obuwia. Przecież dookoła jest mokry piach. Mimo wszelkich starań, policjanci pozostawiali własne odciski ogradzając miejsce gdzie powinny leżeć zwłoki. Jak tego dokonano i dlaczego koleś przedstawiający się jako "mag" twierdzi, że w świat zbrodni z piekieł może wprowadzić mnie jednie Demon. Ostatnio przybyło niewyjaśnionych przestępstw, ale ta sprawa do nich nie dołączy.
- Dlaczego akurat Demon pomoże rozwiązać tą sprawę?
- Bo wyczuje śmierć i nic go nie powstrzyma by iść jej tropem.
- To gdzie znajdę tego Demona, panie Magu?
- W piekle. Modę pani pokazać wejście, lecz ja go nie przekroczę.
- O to nie proszę. Prowadź, Magu.
Jedno mrugnięcie oczu i kompletnie zdezorientowana Malin zdała sobie sprawę, że jest w miejscu, do którego nikt nie chce trafić, chociaż wejść jest wyjątkowo łatwo. Teraz trzeba będzie nieźle kombinować żeby stąd wyjść i to jeszcze z Demonem.
Tym razem nie ma zwłok, ale to bez wątpienia miejsce morderstwa. Malin Fors czyta po raz piąty wiadomość zapisaną krwią "Znajdź ciało, a zabójcę ofiary podeślę wam na złotej tacy". Żadnego podpisu, brak odcisków palców bądź choćby części odcisku obuwia. Przecież dookoła jest mokry piach. Mimo wszelkich starań, policjanci pozostawiali własne odciski ogradzając miejsce gdzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- Mag, psia kość. – skrzywiła się pod nosem Malin – a myślałam, że takiego czubka poznał tylko Peter. – prychnęła.
Chłopaczek uśmiechnął się tylko pod nosem. Patrzył na nią jakby wiedział o czym myśli.
- Typowe, już zbzikowałam. – stwierdziła w myślach Malin.
- Do rzeczy. Proszę wypełnić formularz i opowiedzieć gdzie pan był wczoraj o godzinie 23:30. – powiedziała i wskazała mu miejsce naprzeciwko swojego biurka.
Biurko było klasycznym Ikeowskim, bezdusznym białym meblem. Cały komisariat wyglądał jak okrutny szpitalny żart i świecił bielą i raził halogenami. Mag zdawał się wcale nie musieć mrużyć swoich wielkich kocich oczu.
- Mam informacje od Beletha. Dzisiaj, dokładnie za 2 minuty, zamierza wysłać Johna Deana, w naszych kręgach zwanego także Lucyferkiem, i dokonać kolejnego krwawego mordu. – odparł śmiertelnie poważny Rafael.
- Rafael? Nazwisko Magiczny? Nie dam się już więcej wrobić w jakąś dziwną aferę. Już miałam przypadek pana Rafała, który twierdził, że demony podglądają go przez dziurkę od klucza. Ponadto, proszę nie uchylać się od odpowiedzi. To nie jest jakiś…
- Bo go podglądały i powoli zabierały resztki świadomości. – przerwał obcesowo, szorstkim tonem Rafael.
- Cyrk jak nic. – pomyślała Malin.
Wygodniej usadowił się na krześle i zaczął rozpinać koszulę.
- Hola, hola! Panie Magiczny… CO DO DIABŁA! – wykrzyknęła zdumiona słysząc eksplozję za oknem swojego pokoju. Jeszcze kątem oka zdążyła zobaczyć krwistoczerwone symbole pod rozchełstaną koszulą bruneta. Jakieś dziwaczne te hieroglify, ni przypiął ni przyłatał do żadnego znanego jej języka. Zaraz, zaraz – one są wyryte głęboko w skórze.
- A no właśnie. Do diabła! Idę zabić sukinsyna – rzucił krótko Rafael. Następnie w kilku susach pokonał odległość z krzesła do okna, skoczył i zniknął jej z pola widzenia.
- Mag, psia kość. – skrzywiła się pod nosem Malin – a myślałam, że takiego czubka poznał tylko Peter. – prychnęła.
Chłopaczek uśmiechnął się tylko pod nosem. Patrzył na nią jakby wiedział o czym myśli.
- Typowe, już zbzikowałam. – stwierdziła w myślach Malin.
- Do rzeczy. Proszę wypełnić formularz i opowiedzieć gdzie pan był wczoraj o godzinie 23:30. – powiedziała i...
- Jak zginął Lipschitz?
- Myślę, że to było zatrucie.
- Zatrucie?
- Taa.
- No, nic proszę opowiedzieć cały swój wieczór od początku, aż do rzeczonego zdarzenia. – Pani komisarz, postanowiła, rozegrać to na spokojnie.
- Wybraliśmy się ze znajomymi na koncert. Gwiazdą wieczoru był bodajże Sabaton, więc nie mój klimat. Ale jako support grał Bażant, mój stary dobry znajomy.
- I? Proszę mówić dalej.
- Bażant naprawdę dał czadu, gdyby towarzystwo było chociaż ciut bardziej pijane jestem pewien, że wszędzie latałyby staniki i stringi. Tyle, że to był dopiero początek imprezy. Po koncercie udało mi się złapać Bażanta. A, że dawno się nie widzieliśmy poszliśmy na backstage obalić jakąś flaszeczkę. W końcu skończyła nam się wódka. Chwilę zastanawialiśmy się czy nie kupić flaszki w barze, ale BŻ jest niszowym muzykiem i nie zarabia zbyt wiele, a i ja groszem nie śmierdzę.
- Do rzeczy, jak zginął Lipschitz?!
- Przypadkiem.
- Słucham?!
- To słuchaj, a nie przerywasz, zaraz do tego dojdę. Udaliśmy się z Bażantem do pobliskiego monopolowego. Oczywiście kolejka była jak od Syracuse do Cheetaway. No ale nic, stoimy sobie grzecznie, rozmawiamy, podrywamy jakieś laski, czekamy jednym słowem. No i wtedy pojawił się ten cały Lipschitz.
- Był ranny?
- Nie no gdzie tam. Jeszcze nie. Swoją drogą ciekawy gość był z tego Lipschitz’a. Indywidualista jakich mało. Gość miał styl. W sumie to pierwszy raz widziałem faceta z wąsami, przy którym kręciło się tyle gorących lasek.
- Jak zginął Lipschitz?
- Szybko.
- Że jak?!
- No to była minuta, moment. Gościowi widocznie nie dość było tych dziewczyn, które przyszły za nim bo zaczął podrywać jakąś seksi mulatkę. Ale tym razem typ miał pecha, trafił na dziunię innego sortu.
- To ona go zabiła?!
- Tak.
- Ale jak?
- Po prostu wyciągnęła pistolet i wpakował mu dwie kulki.
- Mhy… Aha… Zaraz, czekaj mówiłeś, że Lipschitz zginął od zatrucia…
- No tak, ołów mu zaszkodził.
- Kręcisz.
- Nigdy w życiu.
- Mów prawdę, bo...
- Bo co? - Oczy przesłuchiwanego zaświeciły się złowrogim czerwonym blaskiem. I wtedy bez żadnej przyczyny pani Komisarz uwierzyła w każde jego słowo, rozkuła i wypuściła. Dopiero jakiś czas później zdała sobie sprawę, że być może wypuściła mordercę Lipschitz'a, a sprawa nie jest taką jaka wydawała się być na początku.
- Jak zginął Lipschitz?
- Myślę, że to było zatrucie.
- Zatrucie?
- Taa.
- No, nic proszę opowiedzieć cały swój wieczór od początku, aż do rzeczonego zdarzenia. – Pani komisarz, postanowiła, rozegrać to na spokojnie.
- Wybraliśmy się ze znajomymi na koncert. Gwiazdą wieczoru był bodajże Sabaton, więc nie mój klimat. Ale jako support grał Bażant, mój stary dobry znajomy.
-...
Co to jest świat Zmroczy? Czy to element którejś z książek, które można wygrać...?
Co to jest świat Zmroczy? Czy to element którejś z książek, które można wygrać...?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Malin Fors odebrała telefon. Dzwonili z pracy. Znaleziono zmasakrowane ciało w Porcie Göteborg. Kolejne morderstwo, zwyrodnialec i ofiara. Malin dobrze to znała i wiedziała co ją czeka lecz tym razem wszystko miało być inne.
Ostry wiatr od morza zacinał w twarz. Fors podeszła do zakrytych zwłok i zsunęła materiał. Nagle zrobiło się jeszcze zimniej, ale ten chłód pochodził z wnętrza.
- To mój brat! Mój brat! Przepuśćcie mnie!
Malin odwróciła się i zobaczyła ubraną w lekką, półprzezroczystą bluzkę i jasne dżinsy kobietę, która szarpała się z jednym z policjantów. Spokojnym krokiem podeszła do rozhisteryzowanej Pani.
- Proszę się uspokoić. - zaczęła
- To mój brat! - wydyszała
- Skąd Pani to wie?
- Wiem i już! - warknęła kobieta - Proszę mnie puścić! - Marin kiwnęła głową w stronę policjanta, który zwolnił uścisk
- Kim Pani jest?
- Jestem... - bąknęła - Pochodzę z arystokratycznej rodziny, jestem Arystokratką
- Nie interesuje nas Pani rodzina... jeszcze.
- Proszę pozwolić mi go zobaczyć.
- Proszę. - policjant ze zdumieniem w oczach spojrzał na Malin - Spokojnie, może się czegoś dowiemy. - uspokoiła wyjaśniając niecodzienne procedury
Kobiety podeszły do ciała. Arystokratka wpatrywała się w okaleczone zwłoki mężczyzny.
- To on. - odparła sucho
- Pani brat?
- Tak. Wiem kto to zrobił.
- Ach tak? Kto?
- Demon.
- Słucham? - Malin coraz silniej wierzyła, że stojąca obok osoba jest wariatką.
- Demon ze Zmroczy.
- To jakaś mafia? Klub nocny?
- Co Pani mówi! - warknęła - To piekło. Tej zagadki kryminalnej Pani bez pomocy nie rozwiąże.
- Bez pomocy kogo?
- Mojej.
- Może jakoś sobie poradzę.
- W piekle? Pani żartuje. - prychnęła - Pani nawet nie wie gdzie to.
- Wiem. Tutaj.
- Tutaj? Mało Pani wie o prawdziwym piekle... bardzo mało.
Malin Fors odebrała telefon. Dzwonili z pracy. Znaleziono zmasakrowane ciało w Porcie Göteborg. Kolejne morderstwo, zwyrodnialec i ofiara. Malin dobrze to znała i wiedziała co ją czeka lecz tym razem wszystko miało być inne.
Ostry wiatr od morza zacinał w twarz. Fors podeszła do zakrytych zwłok i zsunęła materiał. Nagle zrobiło się jeszcze zimniej, ale ten chłód pochodził...
[authorPhoto]3947|Agnieszka Hałas[/authorPhoto] Agnieszka Hałas[authorLink]3947|Agnieszka Hałas[/authorLink]
[authorPhoto]36285|Mons Kallentoft[/authorPhoto] Mons Kallentoft[authorLink]36285|Mons Kallentoft[/authorLink]
Teatr węży. Tom 1. Dwie karty[bookLink]4802494|Teatr węży. Tom 1. Dwie karty[/bookLink]
Zapach diabła[bookLink]4586634|Zapach diabła[/bookLink]
[authorPhoto]3947|Agnieszka Hałas[/authorPhoto] Agnieszka Hałas[authorLink]3947|Agnieszka Hałas[/authorLink]
[authorPhoto]36285|Mons Kallentoft[/authorPhoto] Mons Kallentoft[authorLink]36285|Mons Kallentoft[/authorLink]
Teatr węży. Tom 1. Dwie karty[bookLink]4802494|Teatr węży. Tom 1. Dwie karty[/bookLink]
Zapach diabła[bookLink]4586634|Zapach diabła[/bookLink]


