-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać123 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Inspirująca okolica - wygraj książkę "Kolejność".
Morderstwo w jednej z dolnośląskich kopalni zaczyna śledztwo komisarza Iwanowicza i podkomisarza Gawłowskiego. W niedługim czasie odkrywane są kolejne ofiary, których ciała zostały ponumerowane. Policjanci z jeleniogórskiej komendy prowadzą śledztwo po omacku, sprawca nie zostawia po sobie żadnych poszlak, oprócz tej przedziwnej numeracji. Na domiar złego w trakcie dochodzenia giną kolejni mężczyźni. W jaki sposób sprawca dobiera swoje ofiary? Kim jest i dlaczego to robi?
Autor książki, Hubert Hender, 25 lat swojego życia spędził w okolicach Jeleniej Góry, dlatego fabuła „Kolejności” rozgrywa się właśnie w tym mieście. Wielu pisarzy, zainspirowanych miejscem, w którym żyją, umiejscawia akcję swoich książek w okolicach dobrze im znanych. A w jaki sposób inspiruje Was miejsce w którym żyjecie? Pobudza Was twórczo, naukowo, a może angażujecie się w sportowe przedsięwzięcia w Waszych okolicach?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Kolejność
Autor : Hubert Hender
Regulamin
- Konkurs trwa od 22 sierpnia do 29 sierpnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Filia.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [49]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
kasiamatyjaszczyk
Wicia
Elise
Grażyna
blondynka
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
kasiamatyjaszczyk
Wicia
Elise
Grażyna
blondynka
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Wieś jak kilka tysięcy innych wsi w Polsce, ale z jednym wyjątkiem - to moja wieś. Mogę się tutaj wyciszyć, ale mogę iść też na wiejską dyskotekę lub iść z przyjaciółmi to "naszych" miejsc i nacieszyć się wakacjami i wzajemną obecnością. Moja wieś inspiruje mnie na każdy sposób. Nawet matematycznie! Pewnie zapytacie jak? Otóż chcąc nie chcąc trzeba znać podstawowe odległości do pracy, szkoły czy sklepu. Trzeba było to zmierzyć, dzięki czemu bardzo poprawiła się moja orientacja. Bez problemu powiem ile jest metrów do zakrętu , znaku lub najbliższej koleżanki! Gdy usiądę w lesie pod drzewem lub w "moim" miejscu, słuchając muzyki mogę spokojnie pomyśleć nad moim problemem lub znaleźć temat na wypracowanie z polskiego, które po napisaniu będzie godne ocenie 6! We wsi można znaleźć wszystko dla duszy czego się szuka, może nie będzie to tak nowoczesne jak w stolicy, ale ja nie zamienię widoku bal słomy na jakiś tam wieżowce!
Wieś jak kilka tysięcy innych wsi w Polsce, ale z jednym wyjątkiem - to moja wieś. Mogę się tutaj wyciszyć, ale mogę iść też na wiejską dyskotekę lub iść z przyjaciółmi to "naszych" miejsc i nacieszyć się wakacjami i wzajemną obecnością. Moja wieś inspiruje mnie na każdy sposób. Nawet matematycznie! Pewnie zapytacie jak? Otóż chcąc nie chcąc trzeba znać podstawowe...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMieszkam w małej miejscowości Tatary znajdującej się ok. 1 km od Nidzicy (woj. warmińsko - mazurskie). Dla mnie jest tu po prostu pięknie. Stare domki pamiętające czasy wojenne przeplatają się z dużymi nowoczesnymi domami. Wokół rozciągają się zielone lasy a tym samym mnóstwo ścieżek i dróg idealnych do niedzielnych spacerów i wycieczek rowerowych. Szczególnie w weekendy wybiera się tu wiele osób z miasta, by pospacerować i aktywnie spędzić czas, w tym także ja. Znajduje się tu także tor motocrossowy, który powstał na terenie dawnych bagien. Moi znajomi, zapaleni motocrossowcy, często tutaj trenują, a raz na jakiś czas organizowane są tu zawody crossowe. Razem z koleżanką, na prośbę chłopaków, fotografujemy całą imprezę, ich wyczyny w błocie, ale także zwykłe treningi. Jest to świetna zabawa, a zdjęcia wychodzą naprawdę fajnie. Mogę rozwijać wtedy swoje małe hobby, jakim jest robienie zdjęć. Dosłownie obok stoi wielki głaz narzutowy - Kamień Tatarski (polecam przeczytać legendę z nim związaną), który skłania wielu turystów do odwiedzin. Jest to dla mnie także świetne miejsce do poczytania w samotności. Dodatkową ozdobą mojej miejscowości są olbrzymie wiatraki, które stanowią idealne dopełnienie krajobrazu, więc serdecznie zapraszam ;)
Mieszkam w małej miejscowości Tatary znajdującej się ok. 1 km od Nidzicy (woj. warmińsko - mazurskie). Dla mnie jest tu po prostu pięknie. Stare domki pamiętające czasy wojenne przeplatają się z dużymi nowoczesnymi domami. Wokół rozciągają się zielone lasy a tym samym mnóstwo ścieżek i dróg idealnych do niedzielnych spacerów i wycieczek rowerowych. Szczególnie w weekendy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMiejsce,w którym mieszkam, choć z pozoru zwyczajne,zatłoczone z zanieczyszczonym powietrzem oraz trudnym dostępem do wielu miejsc, to miasto, które można pokochać na zawsze. Mieszkam w Łodzi. Myślę,że każdy zgodzi się ze mną,iż to co napisałam na wstępie jest prawdą. Wymienione powyżej wady mają na celu zobrazować przestrzeń, którą opisuję. Tak samo jest z człowiekiem. Ktoś mądry kiedyś powiedział "W każdym człowieku tkwi orzeł i reszka". Najważniejsze jest jednak wybierać,dostrzegać,kochać,opisywać z sercem; kolejny cytat: "(...)Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Moje miasto inspiruje mnie,zachwyca, daje natchnienie przede wszystkim w najtrudniejszych życiowych wyborach,jest opoką,łódką,z którą nigdy nie chcę się rozstawać. Piękno,prostota otoczenia,w którym żyję przeistacza wady w cud. Zakochałam się w moim mieście na zawsze. Zainspirowało mnie wielokrotnie i nadal inspiruje. Ludzie pospiesznie przemieszczający się do pracy,starsze panie robiące zakupy,miłośnicy zwierząt wyprowadzający swoje pupile na spacery,rówieśnicy uśmiechający się do mnie na korytarzu,pani ze sklepu spożywczego,sąsiad z bloku obok,rodzina,okno z widokiem na balkony sąsiadów,dobra książka na ławce w parku...To inspiracja,nie tyle co artystyczna,a życiowa. Mieszkając 17 lat w zatłoczonej Łodzi mam swoje "samotne" miejsca,w których tworzę dzięki obrazom pamięci życia codziennego. Moje miasto inspiruje mnie do bycia sobą wśród ludzi o duszach pięknych niczym wschodzące słońce, jakie widzę w drodze do szkoły. Zachwyca mnie tak,jak muzyka,o której uczę się w Szkole Muzycznej.Moja Łódź - odkrywam ją podobnie,jak nowe możliwości wokalne,czy taneczne podczas zajęć dodatkowych. Jest dla mnie zagadką,tak samo,jak lekcje matematyki. To w niej chcę trwać i do niej ciągle wracać po rozłące - miasto życia,miasto miłości,pięknej prostoty dnia codziennego oraz inspiracji do życia. Tylko ona,Łódź!
Miejsce,w którym mieszkam, choć z pozoru zwyczajne,zatłoczone z zanieczyszczonym powietrzem oraz trudnym dostępem do wielu miejsc, to miasto, które można pokochać na zawsze. Mieszkam w Łodzi. Myślę,że każdy zgodzi się ze mną,iż to co napisałam na wstępie jest prawdą. Wymienione powyżej wady mają na celu zobrazować przestrzeń, którą opisuję. Tak samo jest z człowiekiem. Ktoś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moje miejsce w którym żyje od początku jest wieś.
Pochodzę z gór. Nie wstydzę się tego,że korzenie mam góralskie, a serce mam mocne jak dzwon tak powiadają górale.
Moim miejscem inspiracji jest biblioteka. Podczas dokonywania wyboru wypożyczania książki, odkrywam,że los bohatera będzie mi bliski. Angażując się w życie sportowe to popieram akcje związane z rajdami pieszymi podczas, których bariery dla ludzi zdrowych i chorych się przełamują. Czuje,że kiedyś nadejdzie taki czas,że zaangażuje się mocniej. Na dzień poznaje każdego dnia cząstkę miejsca spędzanego w górach i zapisuje w swoich notatkach. Najważniejsze jest to,że mieszkanie w górach daje siłę do pisania oraz nie poprzestawaniu tylko na pisaniu.
Moje miejsce w którym żyje od początku jest wieś.
Pochodzę z gór. Nie wstydzę się tego,że korzenie mam góralskie, a serce mam mocne jak dzwon tak powiadają górale.
Moim miejscem inspiracji jest biblioteka. Podczas dokonywania wyboru wypożyczania książki, odkrywam,że los bohatera będzie mi bliski. Angażując się w życie sportowe to popieram akcje związane z rajdami pieszymi...
Mieszkałam już w kilku dzielnicach Warszawy i muszę przyznać, że za każdym razem pobudza mnie ona w zupełnie inny sposób.
Centrum, jak to centrum, zawsze jest głośne, zatłoczone i pełne życia. Jeszcze niedawno spędzałam tam właściwie cały swój czas i dopiero teraz (po przeprowadzce do spokojnieszej dzielnicy) widzę, jaki miało to na mnie wpływ. Widziałam ogrom możliwości, jakie daje mi to miasto, dlatego starałam się je jak najlepiej wykorzystywać. Wówczas wydawało mi się, że najlepszym sposobem na to jest próbowanie nowych rzeczy. Uczyłam się nowych języków, chodziłam na różne sportowe zajęcia, odbyłam kurs fotografii, tańczyłam w zespole, a nawet próbowałam programowania. Można powiedzieć, że w moim życiu panował niezły chaos i łapałam się czego tylko mogłam.
Natomiast teraz poznałam Warszawę od zupełnie innej strony. Mieszkam w spokojnej zielonej dzielnicy. Czuję że wraz z przeprowadzką i ja się bardziej uspokoiłam. Postanowiłam skupić się na moich znajomych i rodzinie, staram się wprowadzić porządek w swoje życie, dlatego od czasu do czasu medytuję (o czym nigdy nie pomyślałabym wcześniej). Dzięki wielu otwartym imprezom, przedstawieniom i warsztatom zaczęłam bardziej interesować się kulturą i sztuką, a że dana była mi możliwość spróbowania swoich sił na deskach teatru, postanowiłam ją wykorzystać.
Warszawa pobudzała mnie w wielu kierunkach i chcę wierzyć, że stałam się choć trochę tak samo różnorodna jak ona.
Mieszkałam już w kilku dzielnicach Warszawy i muszę przyznać, że za każdym razem pobudza mnie ona w zupełnie inny sposób.
Centrum, jak to centrum, zawsze jest głośne, zatłoczone i pełne życia. Jeszcze niedawno spędzałam tam właściwie cały swój czas i dopiero teraz (po przeprowadzce do spokojnieszej dzielnicy) widzę, jaki miało to na mnie wpływ. Widziałam ogrom możliwości,...
Mój dom rodzinny, choć z pozoru zwyczajny jest miejscem zbrodni (zginęli tu między innymi kot w butach i wiele bohaterów literackich) albo szpitalem psychiatrycznym (dla trójki szalonych dorosłych, którzy nie potrafią uporać się z czarownicą).
Sąsiedzi z prawej to bohaterowie romansów. Podejrzewam też, że ich śliczne twarze, ubrania i pachnące czystością dzieci to tylko przykrywka. Może tak naprawdę sprzedają nielegalnie porwane maluchy, albo są naszymi nocnymi koszmarami z kłami, łuskami i szalejącymi mocami. Któż wie co się stanie jeśli wypłynie to na światło dzienne!
Kobiety po lewej stronie to wszystko wiedzące wróżbitki, które z niejasnych powodów na mężów wybrały sobie klaunów. Potomstwo zaś wychowały na akrobatów. Oprócz mnie nikt nie widzi jak sześcioletnia Alicja robi fikołki zamiast siedzieć w baseniku, a szkoda, bo to bardzo śmieszny widok.
Idąc dalej natkniemy się na magiczny las w dzień pełen wróżek i złodziejaszków – skrzatów, w nocy zaś zbierają się tam wilki i króliki, aby zagrać w pokera przed meczem quidditcha.
Po drodze do studni duchów przechodzę obok typowego gimnazjum – skarbnicy opowieści o niestrawnych i jednostronnych miłościach (nieczęsto na całe życie), oraz scen dramatycznych, (samobójstwa, niewyjaśnione sprawy zaginięcia biletów na koncert Justina Biebera, wielkie przyjaźnie, które trzeba zapisać i dodać do kanonu literatury młodzieżowej).
Choć moja miejscowość jest malutka raz na jakiś czas staje się większa za pomocą wyobraźni i literatury.
Mój dom rodzinny, choć z pozoru zwyczajny jest miejscem zbrodni (zginęli tu między innymi kot w butach i wiele bohaterów literackich) albo szpitalem psychiatrycznym (dla trójki szalonych dorosłych, którzy nie potrafią uporać się z czarownicą).
Sąsiedzi z prawej to bohaterowie romansów. Podejrzewam też, że ich śliczne twarze, ubrania i pachnące czystością dzieci to tylko...
Macie czasem tak, że budzi Was natchnienie? Czy czujecie wtedy nieodpartą chęć dokonania czegoś niezwykle istotnego dla Was samych?
To dziwne zjawisko nastąpiło u mnie pewnego ciepłego, lipcowego poranka, zupełnie bez ostrzeżenia. Postanowiłam dać upust mojej artystycznej duszy, więc chwyciłam aparat i czym prędzej wybiegłam z domu.
Przemierzając okolicę na swojej fioletowej damce czułam, jak wyostrzają mi się zmysły. Zaczęłam dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam najmniejszej uwagi. Fotografowałam wszystko, co w jakikolwiek sposób mnie zainteresowało - zardzewiały głośnik na nieczynnej już stacji kolejowej, zabytkowa klamka w opuszczonym domu, stare okiennice... Zrozumiałam jak piękne jest miejsce, w którym żyję i jak niewiele osób potrafi to docenić. Wtedy w mojej głowie zrodził się pewien pomysł.
Wróciłam do domu i wysłałam zdjęcia do ośrodka kultury w mojej miejscowości. Chciałam, aby inni dostrzegli to, co ja miałam okazję zobaczyć.
Następnego dnia odebrałam telefon. Dzwoniła P. Dyrektor ośrodka z informacją, iż moje zdjęcia niezwykle ją zachwyciły i pragnie zorganizować wystawę. Czy mogło mnie spotkać coś lepszego?
Macie czasem tak, że budzi Was natchnienie? Czy czujecie wtedy nieodpartą chęć dokonania czegoś niezwykle istotnego dla Was samych?
To dziwne zjawisko nastąpiło u mnie pewnego ciepłego, lipcowego poranka, zupełnie bez ostrzeżenia. Postanowiłam dać upust mojej artystycznej duszy, więc chwyciłam aparat i czym prędzej wybiegłam z domu.
Przemierzając okolicę na swojej...
Według mnie Wrocław to najbardziej wschodnie [sic!] z polskich miast. Kulturowy tygiel, który spotykam tu od ośmiu lat inspiruje mnie do wplatania w swoją twórczość rękodzielniczą i lekko pisarską elementów folkloru polskiego, ukraińskiego, łemkowskiego, a czasami nawet niemieckiego. Tworząc biżuterię, malując i pisząc bajki dla mojego ukochanego bratanka, staram się szperać w starych albumach i książkach, włączając do swoich dziełek dawne tradycje. Wrocław to także miejsce, które zainspirowało mnie do nauczenia się języka rosyjskiego i ukraińskiego, co zaowocowało prawie rocznym pobytem na Podolu, gdzie powstawała moja praca magisterska dotycząca językowego obrazu diabła w polskich i ukraińskich baśniach ludowych. W tym czasie wysyłałam wrocławskim przyjaciołom nie tylko moje folklorystyczne odkrycia, ale także tłumaczenia przepięknych starosłowiańskich baśni oraz setki ukraińskich historii. Mieszkając we Wrocławiu, warto szeroko otworzyć oczy, wyostrzyć wszystkie zmysły i poczuć prawdziwy, ciepły, wschodni wiatr, który wieje tu wyjątkowo często!
Według mnie Wrocław to najbardziej wschodnie [sic!] z polskich miast. Kulturowy tygiel, który spotykam tu od ośmiu lat inspiruje mnie do wplatania w swoją twórczość rękodzielniczą i lekko pisarską elementów folkloru polskiego, ukraińskiego, łemkowskiego, a czasami nawet niemieckiego. Tworząc biżuterię, malując i pisząc bajki dla mojego ukochanego bratanka, staram się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWedług mnie Wrocław to najbardziej wschodnie [sic!] z polskich miast. Kulturowy tygiel, który spotykam tu od ośmiu lat inspiruje mnie do wplatania w swoją twórczość rękodzielniczą i lekko pisarską elementów folkloru polskiego, ukraińskiego, łemkowskiego, a czasami nawet niemieckiego. Tworząc biżuterię, malując i pisząc bajki dla mojego ukochanego bratanka, staram się szperać w starych albumach i książkach, włączając do swoich dziełek dawne tradycje. Wrocław to także miejsce, które zainspirowało mnie do nauczenia się języka rosyjskiego i ukraińskiego, co zaowocowało prawie rocznym pobytem na Podolu, gdzie powstawała moja praca magisterska dotycząca językowego obrazu diabła w polskich i ukraińskich baśniach ludowych. W tym czasie wysyłałam wrocławskim przyjaciołom nie tylko moje folklorystyczne odkrycia, ale także tłumaczenia przepięknych starosłowiańskich baśni oraz setki ukraińskich historii. Mieszkając we Wrocławiu, warto szeroko otworzyć oczy, wyostrzyć wszystkie zmysły i poczuć prawdziwy, ciepły, wschodni wiatr, który wieje tu wyjątkowo często!
Według mnie Wrocław to najbardziej wschodnie [sic!] z polskich miast. Kulturowy tygiel, który spotykam tu od ośmiu lat inspiruje mnie do wplatania w swoją twórczość rękodzielniczą i lekko pisarską elementów folkloru polskiego, ukraińskiego, łemkowskiego, a czasami nawet niemieckiego. Tworząc biżuterię, malując i pisząc bajki dla mojego ukochanego bratanka, staram się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jest takie miejsce. Napawa grozą. Niezależnie od tego czy przychodzisz tam w dzień czy w ciemną noc. Zawsze, nieustannie wzbudza nerwowy dreszcz. Omszone, stare, zapomniane bunkry. Pozostałości po wojnie. Wydają się niewielkie. Pare zalesionych pagórków, w których wyżłobiono korytarze. Większość była zaledwie magazynami nie przekraczającymi powierzchni dwa na dwa metry. Jest jednak wśród nich korytarz. Tunel, który zdaje się, nie ma końca. Wchodzisz w ciemność i zostawiasz za swoimi plecami ostatnie promienie słońca (jeśli nie odważyłeś się wejść w nocy). Stąpasz powoli po nierównym gruncie. Rzucasz niepewne, migącące światło latarki na ściany po bokach i bezskutecznie poszukujesz końca ciemności przed sobą. Podczas tego marszu raz po raz straszą Cię rozwidlenia tunelu, równie ciemne i długie jak ten którym kroczysz. Na reszcie docierasz do końca wędróki, półokrągłej ściany, w której widnieją cienkie otwory strzelnicze. Odwracasz się i zdajesz sobie sprawę, że światło dnia, które pozostawiłeś za sobą jest prawie niewidoczne - tak daleko dotarłeś.
Groza.
Szczególnie gdy weszło się tam... w nocy ]:->
Jest takie miejsce. Napawa grozą. Niezależnie od tego czy przychodzisz tam w dzień czy w ciemną noc. Zawsze, nieustannie wzbudza nerwowy dreszcz. Omszone, stare, zapomniane bunkry. Pozostałości po wojnie. Wydają się niewielkie. Pare zalesionych pagórków, w których wyżłobiono korytarze. Większość była zaledwie magazynami nie przekraczającymi powierzchni dwa na dwa metry....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoje miasto, w którym mieszkam na co dzień, inspiruje mnie do bycia otwartym na kulturę, zwłaszcza polską. Moim zdaniem to bardzo ważne w dzisiejszych czasach, gdy zalewa nas coraz więcej produkcji amerykańskich i komercji. Co roku w sierpniu odbywa się u nas festiwal filmów niezależnych i przy okazji są spotkania ze znanymi aktorami. Uczestniczę w tym wydarzeniu jako widz. To duża motywacja i impuls, gdy artyści opowiadają o swojej pasji, zwyczajnym życiu i drodze, jaką musieli pokonać, by zajść tak daleko, a często to bywa niełatwa droga. Potrzeba było dużo samozaparcia i ogromnej wiary w siebie. Również poruszające są filmy konkursowe, które przygotowują ludzie często na początku swojej drogi artystycznej. Oglądanie ich wywołuje u mnie różne emocje, zmusza do przemyśleń i dyskutowania z innymi widzami na tematy i problemy współczesnego świata. Często spojrzenie młodych reżyserów sprawia, że ja również inaczej zaczynam patrzeć na pewne sprawy i zdarzenia.
Moje miasto, w którym mieszkam na co dzień, inspiruje mnie do bycia otwartym na kulturę, zwłaszcza polską. Moim zdaniem to bardzo ważne w dzisiejszych czasach, gdy zalewa nas coraz więcej produkcji amerykańskich i komercji. Co roku w sierpniu odbywa się u nas festiwal filmów niezależnych i przy okazji są spotkania ze znanymi aktorami. Uczestniczę w tym wydarzeniu jako widz....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMieszkam w małej, ale urokliwej mieścinie, na trasie Wału Pomorskiego. Moja okolica jest bogata w wojenne pozostałości, bunkry, okopy, schrony. To moja fascynacja, która pewnie nie jednego pisarza by natchnęła. Sama pokochałam bunkry, długie leśne wędrówki, odkrywanie nowych podziemnych przejść, korytarzy, oczyszczanie starych murów, dbanie o nie. Niektóre są w świetnym stanie, tam organizujemy spotkania, ogniska. Z miastem mamy umowę na "opiekę" nad bunkrami, starymi cmentarzyskami. Porządkujemy stare, opuszczone groby, stawiamy świeczki tym, którzy zostali zapomniani. To cudowne uczycie, gdy z kupy kamieni po wielu godzinach, dniach, tygodniach wynurza się ładny pomnik, czy kawałek wejścia do schronu. Emocje sięgają zenitu, aż ręce się trzesą. Te moje uzależnienie do bunkrów daje mi wiele frajdy i pozwala oderwać się od codzienności, przenieść w inny wymiar czasu, a przy okazji robię wraz z kolegami z grupy coś dobrego i satysfakcjonującego :)
Mieszkam w małej, ale urokliwej mieścinie, na trasie Wału Pomorskiego. Moja okolica jest bogata w wojenne pozostałości, bunkry, okopy, schrony. To moja fascynacja, która pewnie nie jednego pisarza by natchnęła. Sama pokochałam bunkry, długie leśne wędrówki, odkrywanie nowych podziemnych przejść, korytarzy, oczyszczanie starych murów, dbanie o nie. Niektóre są w świetnym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMieszkam na wsi od ładnych 10 lat i pokochałam to miejsce całym serduszkiem. Może i nie ma tu wielkich galerii ale jest za to cichy i przerażająco wielki las. Nie ma basenów ale są strumyczki oraz stawy. Mamy własną szkołę to co, że jest malutka. Jest zabytkowy kościół, który skrywa nie jedną tajemnicę. Nie ma tu ludzi, którzy zwracają uwagę tylko na wygląd są tylko tacy którzy patrzą głębiej. Mała miejscowość, która ma wielki potencjał, wieś, która mnie wychowała i ukształtowała, nauczyła szacunku dla natury oraz wykształciła moje zamiłowanie do czytania.:)
Mieszkam na wsi od ładnych 10 lat i pokochałam to miejsce całym serduszkiem. Może i nie ma tu wielkich galerii ale jest za to cichy i przerażająco wielki las. Nie ma basenów ale są strumyczki oraz stawy. Mamy własną szkołę to co, że jest malutka. Jest zabytkowy kościół, który skrywa nie jedną tajemnicę. Nie ma tu ludzi, którzy zwracają uwagę tylko na wygląd są tylko tacy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejUrodziłam się co prawda w malutkiej podwarszawskiej wiosce ,ale gdy przyjechałam ponad 35 lat temu w strony zupełnie mi nieznane (nawet takie nazwy miejscowości jak Dukla,Barwinek niewiele mi mówiły)zakochałam się najpierw w przecudnej alejce akacjowej prowadzącej do ...mojego miejsca przeznaczenia.Później doszły oczywiście inne miłości.Dukla to moje ukochane miejsce na ziemi,bogate jest jeżeli chodzi o zabytki i historię.Gdybym była pisarką pewnie w każdej książce...znalazłaby się historia z tych okolic,bo co tu dużo mówić ,jestem patriotką lokalną.Staram się uczestniczyć ,najchętniej w wystawach,kiermaszach ,wszystkim tym co pozwala poznawać piękno Podkarpacia.A widoki tutejsze naprawdę ...nigdzie takich nie spotkałam....i to dotyczy każdej pory roku,bo każda ma swój urok,nawet zima,której nie lubię.
Urodziłam się co prawda w malutkiej podwarszawskiej wiosce ,ale gdy przyjechałam ponad 35 lat temu w strony zupełnie mi nieznane (nawet takie nazwy miejscowości jak Dukla,Barwinek niewiele mi mówiły)zakochałam się najpierw w przecudnej alejce akacjowej prowadzącej do ...mojego miejsca przeznaczenia.Później doszły oczywiście inne miłości.Dukla to moje ukochane miejsce na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMiasto w którym żyję to kolos, z ponad dwoma milionami mieszkańców, pochodzacych z różnych kultur, ras i kontynentów. Każdego dnia jestem świadkiem interesujących scen rozgrywajacych się to na ulicach, to znów w komunikacji miejskiej czy na Dworcu Głównym, które mogłby stanowić pierwsze rozdziały nienajgorszej powieści. Rozmowy z przypadkowymi ludźmi, warsztaty z udziałem osób o najbardziej egzotycznym pochodzeniu, ale i wspomnienia moich sąsiedów, którzy pamiętają miasto w gruzach po II wojnie światowej, oni wszyscy mogliby śmiało posłużyć za wzory postaci mojej powieści, powieści której jeszcze nie napisałam.
Miasto w którym żyję to kolos, z ponad dwoma milionami mieszkańców, pochodzacych z różnych kultur, ras i kontynentów. Każdego dnia jestem świadkiem interesujących scen rozgrywajacych się to na ulicach, to znów w komunikacji miejskiej czy na Dworcu Głównym, które mogłby stanowić pierwsze rozdziały nienajgorszej powieści. Rozmowy z przypadkowymi ludźmi, warsztaty z udziałem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moja okolica inspiruje minie pod wieloma względami. Mieszkam w niewielkiej miejscowości obok dużego miasta. Zaledwie pięćset metrów dzieli mój dom od jednego z największych parków narodowych w Polsce. To właśnie ten las jest największym źródłem moich inspiracji. Kiedy chcę odetchnąć i porozmyślać wybieram się właśnie tam. Szum drzew i śpiew ptaków zawsze mnie uspokajają.
To moje ulubione miejsce na niemal całym świecie.
Zawsze, gdy odbywają się jakieś kiermasze i pikniki, ja aktywnie biorę w nich udział.
Moja okolica inspiruje minie pod wieloma względami. Mieszkam w niewielkiej miejscowości obok dużego miasta. Zaledwie pięćset metrów dzieli mój dom od jednego z największych parków narodowych w Polsce. To właśnie ten las jest największym źródłem moich inspiracji. Kiedy chcę odetchnąć i porozmyślać wybieram się właśnie tam. Szum drzew i śpiew ptaków zawsze mnie uspokajają.
...
Moje miesce zamieszkania inspiruje mnie do błogiego lenistwa na miarę Jana z Czarnolasu. Wokół stare drzewa, niewielu sąsiadów, czyste powietrze, spokój, sielskie widoki. Z perspektywy hamaka rozłożonego między wiekowymi brzozami, nicnierobienie, poza upajaniem się otaczającą naturą, jest w pełni usprawiedliwione. Zresztą miejsce to służy regeneracji sił, relaksowi, zresetowaniu się po wielkomiejskim hałasie, naładowaniu życiowych akumulatorów na wiele dni. Tutaj można krzyczeć w nieskończoność faustowskie: CHWILO TRWAJ!
Moje miesce zamieszkania inspiruje mnie do błogiego lenistwa na miarę Jana z Czarnolasu. Wokół stare drzewa, niewielu sąsiadów, czyste powietrze, spokój, sielskie widoki. Z perspektywy hamaka rozłożonego między wiekowymi brzozami, nicnierobienie, poza upajaniem się otaczającą naturą, jest w pełni usprawiedliwione. Zresztą miejsce to służy regeneracji sił, relaksowi,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa co dzień mieszkam w mieście, więc czasem ciężko mi odnaleźć wewnętrzny spokój we wszechogarniającym zgiełku, hałasie i pędzie. Wszystko dzieje się bardzo szybko i trzeba nadążać, często nie mając chwili, aby zaczerpnąć oddech. Na szczęście moje rodzinne strony są położone na wsi, więc to tam udaje mi się w weekend naładować baterie i otrzymać porcję spokoju i odprężenia. Najchętniej uciekam z książką na tzw. wrzosową łąkę, która we wrześniu przemienia się w przepiękną, fioletową polanę. Mogę siedzieć tam godzinami i często nie zauważam, że mija aż tyle czasu. Pobyt w samotności pozwala mi na przemyślenie moich spraw, poszukiwaniu rozwiązań problemów i rozpatrywaniu rzeczy, z których mogę się cieszyć. W takich chwilach łapię oddech, uspokajam się, odnajduję wewnętrzny spokój i siłę, aby dalej realizować swoje plany i marzenia. Robię listę tego, co chcę osiągnąć, a moje rodzinne strony są dla mnie do tego najlepszą motywacją! Nie wiem dlaczego, ale to właśnie tam, na łące w spokoju, mam wrażenie, że wszystko jest możliwe, wszystko da się zrobić, wszystko załatwić! To właśnie w mojej miejscowości planowałam karierę, podróże, aktywności, sposoby realizacji moich pasji- kiedy jestem w mieście, nigdy nie mam tak dobrych i inspirujących pomysłów! ;) Myślę, że to dlatego, że moja miejscowość przypomina mi o samych dobrych chwilach- w takim otoczeniu łatwiej jest sięgać po realizację marzeń, ponieważ nic nie podcina mi skrzydeł, a wręcz przeciwnie- czuję, że mogę wszystko! :)
Na co dzień mieszkam w mieście, więc czasem ciężko mi odnaleźć wewnętrzny spokój we wszechogarniającym zgiełku, hałasie i pędzie. Wszystko dzieje się bardzo szybko i trzeba nadążać, często nie mając chwili, aby zaczerpnąć oddech. Na szczęście moje rodzinne strony są położone na wsi, więc to tam udaje mi się w weekend naładować baterie i otrzymać porcję spokoju i odprężenia....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWielu kpi z naszego miasta, mówiąc że jest zaściankową dziurą,że umiera,że wszyscy wyjeżdżają za granicę i najwyższy czas też się ewakuować. Taki tarnówek.... Zawsze będzie cierpiał przez sąsiedni piękny Kraków.Gdyby wszyscy tak myśleli, pewnie tak by było, ale na szczęście są ludzie, którym coś się chce, którzy działają nie czekając na innych. Dzięki ich inicjatywie powstała Osiedlowa Strefa Zdrowia Piaskówka dająca możliwość aktywnego wypoczynku pod okiem trenerów, wspaniałą zabawę wśród innych aktywnych i to całkowicie za darmo. Trzeba tylko przyjść i spróbować swoich sił. Do wyboru mamy nordic walking, slow jogging, biegi - treningi szybkościowe i wytrzymałościowe. Nikt nikogo do niczego nie zmusza ale atmosfera i ludzie którzy pokochali wspólny wysiłek są wspaniali. To motywuje do pracy nad sobą, do brania przykładu z tych którzy się nie bali i zaczęli walkę z leniwcami, którzy potrafią tylko nażekać. Ja kocham swój Tarnów, który nie jest ani za duży ani za mały jest w sam raz. A będzie się tu działo tylko dzięki ludziom z inicjatywą.
Wielu kpi z naszego miasta, mówiąc że jest zaściankową dziurą,że umiera,że wszyscy wyjeżdżają za granicę i najwyższy czas też się ewakuować. Taki tarnówek.... Zawsze będzie cierpiał przez sąsiedni piękny Kraków.Gdyby wszyscy tak myśleli, pewnie tak by było, ale na szczęście są ludzie, którym coś się chce, którzy działają nie czekając na innych. Dzięki ich inicjatywie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moja miejscowość, to mała wioska położona 20 km od granicy z Ukrainą. Wszyscy się tu znają, są dla siebie pomocni. Zauważyłam też, że "nie wyginął" u nas zwyczaj odwiedzania sąsiadów, wspólnego grillowania, czy rozpalania ognisk co najmniej raz w tygodniu. Wszyscy tworzymy rodzinę, tworzymy wspólnotę. Jednak nie jesteśmy "zacofani cywilizacyjnie" jakby się mogło wydawać. Tak, mamy dostęp do internetu i nie, nie każdy dom prowadzi własną działalność gospodarczą. Jak dla mnie jest to coś pięknego, że właśnie pomimo tego, że każdy ma swoje sprawy i żyje w biegu, to jednak ma czas, żeby w niedzielę, czy nawet w tygodniu spotkać się "na ploteczkach" lub na grillu z sąsiadem/sąsiadką. Moją wieś kocham za cudownych ludzi, tradycje i zwyczaje, które nadal kultywujemy. Dla młodych ludzi nie stanowi wstydu wystąpienie w tradycyjnym, ludowym stroju i zaprezentowanie naszej pięknej wsi na rożnego rodzaju imprezach kulturowych, festynach itp.
Dzieciaki biegają i bawią się do późnych godzin na podwórkach, nie spędzają 85% wolnego czasu przed komputerem. Bardziej intersuje ich kopanie piłki, czy granie w gumę. Nikt nie panikuje, jak dziecko się całe ubrudzi, lub zacznie się wspinać na drzewo. Jest to coś pięknego - patrzeć jak dzieci wyrastają na samodzielnych i odważnych ludzi dzięki szczęśliwemu dzieciństwu, które nie jest zabierane im przez ekran komputera czy komórki.
Moja miejscowość, to mała wioska położona 20 km od granicy z Ukrainą. Wszyscy się tu znają, są dla siebie pomocni. Zauważyłam też, że "nie wyginął" u nas zwyczaj odwiedzania sąsiadów, wspólnego grillowania, czy rozpalania ognisk co najmniej raz w tygodniu. Wszyscy tworzymy rodzinę, tworzymy wspólnotę. Jednak nie jesteśmy "zacofani cywilizacyjnie" jakby się mogło wydawać....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Miejsce, w którym żyję - bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest to miasto, do którego przyjechałam na studia. Niby oczywiste, a jednak przez długi czas byłam rozdarta pomiędzy tym miastem, a miejscowością, z której pochodzę. Próbując zdefiniować swoje miejsce w świecie, próbując nazwać, gdzie "jestem u siebie", dokuczało mi, że "już nie tam", a nadal "jeszcze nie tu". Aż któregoś dnia przekonanie przyszło samo.
Studia to nie tylko nauka i chodzenie na zajęcia - mówią mądre głowy. Faktem jest, że rozwijamy się w działaniu. Podejmując próby przygotowania się do zawodu, odwiedzając różne miejsca i poznając różnych ludzi, zrozumiałam ile możliwości daje życie w mieście. To niesamowite uczucie odkrywać nowe drogi, podążać nimi w ciemno, nie wiedząc dokąd prowadzą. I gdzieś w środku czuć, że to ma sens. Uczyć się samodzielności, zdobywać doświadczenie, żyć po swojemu.
Miasto inspiruje mnie do nowych działań. Do fascynacji ludźmi, do odkrywania siebie. Miasto daje mi poczucie, że buduję swoją przyszłość poprzez własne wybory. Daje niesamowitą siłę wyobraźni, która pobudzona chce tworzyć. Tworzyć historie, chwytać momenty i wierzyć - że wszystko zależy od nas samych.
Miejsce, w którym żyję - bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest to miasto, do którego przyjechałam na studia. Niby oczywiste, a jednak przez długi czas byłam rozdarta pomiędzy tym miastem, a miejscowością, z której pochodzę. Próbując zdefiniować swoje miejsce w świecie, próbując nazwać, gdzie "jestem u siebie", dokuczało mi, że "już nie tam", a nadal "jeszcze nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie wiem, czy może być coś inspirującego w małej wsi położonej gdzieś w małopolsce. W miejscu tym każdy uważa się za najmądrzejszego i daje mądre rady, które wcale takie mądre nie są. Oceniają drugiego i potrafią wprost powiedzieć rzeczy, których wprost się nie mówi.
Jednak nawet w takiej wsi można trafić na inspirujące osoby. Osoby, które w ogóle nie pasują do miejsca. To one inspirują mnie. Nie tyle miejsce, co poszczególne osoby. Od nich brałam przykład. Dzięki nim znalazłam coś, co lubię robić. I trochę też dzięki takim ludziom jestem jaka jestem.
A miejsce? Nieważne jakie, byleby w pobliżu byli inspirujący ludzie.
Nie wiem, czy może być coś inspirującego w małej wsi położonej gdzieś w małopolsce. W miejscu tym każdy uważa się za najmądrzejszego i daje mądre rady, które wcale takie mądre nie są. Oceniają drugiego i potrafią wprost powiedzieć rzeczy, których wprost się nie mówi.
Jednak nawet w takiej wsi można trafić na inspirujące osoby. Osoby, które w ogóle nie pasują do miejsca. To...
Mieszkam w mieście, niezbyt dużym i to w dodatku na jego obrzeżach. Jedna z dzielnic tej miejscowości morfologią bardziej przypomina wieś- same domki, duże ogrody i ogromne przestrzenie pól uprawnych, które przeplatają się z łąkami, małymi laskami i stawami. Ta właśnie przestrzeń, z którą się stykam, jest najczęściej odwiedzanym przeze mnie azylem. Udaję się tam na zimowe spacery, letnie joggingi, wiosenne przejażdżki rowerowe, czy jesienne grzybobranie. Po studiach, po pracy, po ciężkim dniu odpoczywam z dala od bloków, ulic, hałasu, samochodów na łonie natury, choć wciąż w obrębie miasta. Obserwowałam, jak szata roślinna szybko pokrywa teren po kopalni węgla. To niezwykłe, że te kuriozalnie duże budowle, konstrukcje, dziury, tunele w mgnieniu oka, mając na myśli czas odliczany według roślin, zniknęły, jakby nigdy niczego tam nie było. Jak działa na mnie ta okolica? Leczniczo na psychikę- pozwala mi wszystko przemyśleć i napoić optymizmem. Relaksuje mnie i sprawia, że mam więcej energii do życia. Doceniam tu najmniejsze chwile radości i rozwiązuję najbardziej pogmatwane problemy. Kiedy spotykają mnie jakieś życiowe przełomy wymagające podjęcia decyzji- podejmuję je w promieniach Słońca, siedząc na kwiecistej łące przy akompaniamencie pracującego silnika traktora.
Mieszkam w mieście, niezbyt dużym i to w dodatku na jego obrzeżach. Jedna z dzielnic tej miejscowości morfologią bardziej przypomina wieś- same domki, duże ogrody i ogromne przestrzenie pól uprawnych, które przeplatają się z łąkami, małymi laskami i stawami. Ta właśnie przestrzeń, z którą się stykam, jest najczęściej odwiedzanym przeze mnie azylem. Udaję się tam na zimowe...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Po kilku deszczowych dniach, nareszcie wyszło słońce i mogłam bez obaw pójść na spacer po okolicy. Malownicze pejzaże, pachnące łąki, cudownie błękitne niebo, lekki i kojący wiatr. Ale nie to przyciągało mnie najbardziej.
Odkąd sięgam pamięcią lubiłam błądzić po osiedlu, wpatrywać się w niezasłonięte okna mieszkań, słuchać odgłosów dobiegających zza uchylonych okien i drzwi balkonowych. Niekiedy był to śmiech małego dziecka, czasem rozkręcony na maksa odbiornik radiowy, będący towarzyszem sprzątania jakiejś kobiety lub coś zupełnie mniej radosnego - kłótnia małżeńska, płacz. Na moim osiedlu są okna, zza których nie dobywa się żaden dźwięk. Panuje tam cisza.
Pewnego dnia z jednego z tych cichych mieszkań, na balkon wyszedł starszy pan. Mógł mieć około osiemdziesięciu lat. Jego włosy były całkiem białe, a twarz była cała pokryta zmarszczkami. Jednak nie to przykuło moją uwagę.
W promieniach chylącego się już ku zachodowi słońca zobaczyłam coś więcej. Jego oczy obijały promienie słońca, wyglądały jak dwie gwiazdy. Zrozumiałam, że jest niewidomy, ponieważ długi czas nie odwracał głowy od świecących mu prosto w oczy promieni. Po chwili wyciągnął coś z kieszeni. Była to fajka, którą zapalił. Jego twarz otoczyła chmura dymu. Wyglądała jak nie z tego świata. Kontur twarzy zniknął, a jakby przez mgłę przebijały się te magnetyzujące oczy. Poczułam natchnienie. Chciałam uwiecznić ten moment, ale nie miałam przy sobie aparatu. Postanowiłam, że po powrocie do domu, namaluję to, co widziałam.
Po kilku deszczowych dniach, nareszcie wyszło słońce i mogłam bez obaw pójść na spacer po okolicy. Malownicze pejzaże, pachnące łąki, cudownie błękitne niebo, lekki i kojący wiatr. Ale nie to przyciągało mnie najbardziej.
Odkąd sięgam pamięcią lubiłam błądzić po osiedlu, wpatrywać się w niezasłonięte okna mieszkań, słuchać odgłosów dobiegających zza uchylonych okien i...
Urodziłem się i wychowałem na Podkarpaciu i tam spędzam od lat wakacje. Tam umiejscowiłem akcję mojej pierwszej powieści "Trzy", wydanej kilka lat temu. To wyjątkowe miejsce. Ma wiele walorów fauny i flory, a dodatkowo jest to miejsce historyczne. Tam grasowały bandy UPA, tam mieszkali Łemkowie, powstało wiele legend o tamtych okolicach.
Urodziłem się i wychowałem na Podkarpaciu i tam spędzam od lat wakacje. Tam umiejscowiłem akcję mojej pierwszej powieści "Trzy", wydanej kilka lat temu. To wyjątkowe miejsce. Ma wiele walorów fauny i flory, a dodatkowo jest to miejsce historyczne. Tam grasowały bandy UPA, tam mieszkali Łemkowie, powstało wiele legend o tamtych okolicach.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Przez bardzo długi czas w mojej wyobraźni trwał obraz miejsca oderwanego od świata, takiej mojej samotni, w której mogłabym poczuć się jak u siebie. Los chciał, że przez ponad dziesięć lat mieszkałam w takim miejscu...
... i dopiero, gdy je opuściłam, okazało się, że do szczęścia potrzeba mi było czegoś zupełnie innego.
Owszem, kocham wieś, spokój, świeże powietrze i bliskość z naturą. Ale to zgiełk miasta i bliskość ludzi dostarcza mi największej inspiracji. Miejskie rytuały, magiczne miejsca ledwie tknięte zachłannymi palcami czasu i pełni pasji ludzie - to wszystko odkryłam i wciąż odkrywam na nowo we Wrocławiu, który nie przestaje mnie zaskakiwać i motywować do pracy.
Przez bardzo długi czas w mojej wyobraźni trwał obraz miejsca oderwanego od świata, takiej mojej samotni, w której mogłabym poczuć się jak u siebie. Los chciał, że przez ponad dziesięć lat mieszkałam w takim miejscu...
... i dopiero, gdy je opuściłam, okazało się, że do szczęścia potrzeba mi było czegoś zupełnie innego.
Owszem, kocham wieś, spokój, świeże powietrze i...
-Te, Mieciu, patrzaj no, znowu się tu kręci ten paniczyk.
-Ano. Ciekawe czego tu szuka.
-Cho no, zapytamy.
Dwóch nie pierwszej świeżości panów zbliżyło się do młodego, elegancko ubranego mężczyzny, który od tygodnia codziennie pojawiał się w okolicy. Tutejszy mikroświatek był bardzo wrażliwy na wszelkie anomalie i nie lubił obcych. Najczęściej była to policja. Mietek i Zbychu podeszli dosyć blisko do nieznajomego, na tyle, że ten skrzywił się, lecz szybko zapanował nad tym odruchem.
-Witam szanownych panów. Czy mógłbym zająć chwilę i zadać kilka pytań?
-Panie, my tu nie lubimy takich, co pytają.
-Nie, źle się zrozumieliśmy – sięgnął do kieszeni płaszcza, aby pokazać nakrętkę.
-No, to inna rozmowa. Pytaj pan, ale my by chcieli zapłatę z góry.
Flaszka zmieniła właściciela.
-Dam panom drugą za informacje na temat popularnych w okolicy miejsc nielegalnego spożywania alkoholu oraz namiary na ich stałych bywalców. Zamierzamy nakręcić film o chłopcu z patologicznej rodziny i dostaliśmy cynk, że w okolicy możemy natrafić na dużo dobrego materiału.
-Ha, panie! Na studnię bez dna pan trafił! Po pierwsze, stara stacja kolejowa. Nieużywana, tam bytuje nocami Maciek, a wieczorem to młodzi libacje mają. No i pod torami kolejowymi, tam zwykle śpi Ziutek. W starym browarze my z Mieciem mieszkamy, to chętnie oprowadzimy. Za sklepem, jak nie przegonią, to młodsi palą i żłopią. Kawałek stąd to jeszcze ogródki działkowe, poza sezonem to najbardziej uczęszczane. To jak kierowniku, będzie druga flacha?
-Te, Mieciu, patrzaj no, znowu się tu kręci ten paniczyk.
-Ano. Ciekawe czego tu szuka.
-Cho no, zapytamy.
Dwóch nie pierwszej świeżości panów zbliżyło się do młodego, elegancko ubranego mężczyzny, który od tygodnia codziennie pojawiał się w okolicy. Tutejszy mikroświatek był bardzo wrażliwy na wszelkie anomalie i nie lubił obcych. Najczęściej była to policja. Mietek i...
Żyję na wsi od siedemnastu lat. Nie jestem pewna, czy inspirująca jest każda wieś, w każdym razie moja z pewnością taka właśnie jest. W miejskim zgiełku nigdy nie napisałabym wiersza. A tutaj? Tutaj tworzę ich dziesiątki, setki... A o kolejnych wersach dyskutuję z wielkim dębem, o który zwykle się opieram, i który okazuje się bardzo pomocny w poetyzowaniu. No i na wsi księżyc jest jakiś bliższy. Już jako dziecko wyobrażałam sobie, że mieszka na nim mój przyjaciel, który na wędkę łowi gwiazdy. Późną nocą siadałam na trawie i rozmawiałam z nim. Dziś mam siedemnaście lat i wciąż to robię, a aktualnie pracuję nad książką dla dzieci, do napisania której zainspirował mnie właśnie mój dziecięcy przyjaciel z księżyca. Tak, w mieście też widoczny jest księżyc, lecz mam wrażenie, że brakuje mu tego bajkowego klimatu, który można wyczuć na wsi. Tutaj jest mój dom. I wszystkie moje inspiracje.
Żyję na wsi od siedemnastu lat. Nie jestem pewna, czy inspirująca jest każda wieś, w każdym razie moja z pewnością taka właśnie jest. W miejskim zgiełku nigdy nie napisałabym wiersza. A tutaj? Tutaj tworzę ich dziesiątki, setki... A o kolejnych wersach dyskutuję z wielkim dębem, o który zwykle się opieram, i który okazuje się bardzo pomocny w poetyzowaniu. No i na wsi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Świat wokół jest jak wielka książka – mnóstwo bohaterów, mnóstwo wątków, nieprzewidywalne zakończenia. Nikt nie pisze tak dobrze jak samo życie, jesteśmy tylko jego marnymi naśladowcami. Widzę to na każdym kroku – w autobusie, w księgarni, w sklepie. Wykorzystuję zasłyszane słowa do tego stopnia, że w jednym z napisanych przez siebie opowiadań mój tata odnalazł… siebie! Może nie do końca, ale później cały wieczór martwił się, że czegokolwiek nie powie, może znaleźć się w całkiem nowej historii.
I to w pisaniu czy ogółem literaturze jest fantastyczne – nasze otoczenie sprawia, że tworzymy coś całkiem nowego, wcześniej niespotykanego. To zresztą potrafi rozjaśnić najbardziej ponury dzień. Znów prześladuje cię szef? Znów zaspałeś po ciężkiej nocy, gdy zajmowałeś się swoim chorym brzdącem? Znów nie przyjęli twojego tekstu literackiego i nie dostałeś egzemplarza książki? Pisz, przenieś się do świata bez problemów, zainspiruj się rzeczywistością i stwórz jej groteskowe odbicie… albo po prostu się wyżyj. Tylko lepiej usuń potem dany plik, żebyś nie miał nieprzyjemności. Sprawdzona metoda, daję słowo, podniosła mnie na duchu i to nie raz!
P.S. Spokojnie, z tym wyżywaniem się to tylko taki żart. Organizatorzy konkursu mogą spać spokojnie, a ja się zajmę lepiej moją okolicą. :)
Świat wokół jest jak wielka książka – mnóstwo bohaterów, mnóstwo wątków, nieprzewidywalne zakończenia. Nikt nie pisze tak dobrze jak samo życie, jesteśmy tylko jego marnymi naśladowcami. Widzę to na każdym kroku – w autobusie, w księgarni, w sklepie. Wykorzystuję zasłyszane słowa do tego stopnia, że w jednym z napisanych przez siebie opowiadań mój tata odnalazł… siebie!...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej