Opowieści niesamowite z języka polskiego Stanisław Lem 7,5

Piąty tom Opowieści Niesamowitych czyli klasyczna literatura polska. Z wiadomych powodów, nie mogłem doczekac się tomu złożonego z tekstów rodzimych autorów. Brak bariery językowej (mimo oczywistych archaizmów),wiele ciekawych i znanych nazwisk zapowiadał jedną z lepszych przygód w tej legendarnej juz serii. Czy jednak poczułem się usatysfakcjonowany?
Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Jak każdy z poprzedników tak i ten tom zawiera mnóstwo (chyba około 30) opowiadań, pochodzących z różnego okresu więc zdarzają się zarówno świetne, jak i te które można przeczytać wyłącznie z czysto historyczno-literackiej ciekawości. Nie mam oczywiście wykształcenia lingwistycznego, które mogłoby spowodować że inaczej spojrzałbym na poszczególne teksty ze zbioru, ale jako szary czytelnik mogę powiedzieć że wiele z nich bardzo trąci myszką. Długo musiałem czekać, by dobrnąć do opowiadań, które naprawdę zapadły mi w pamięci.
Początek jest bardzo niemrawy. “Strach w Zameczku” Anny Mostowskiej umieszczony został w zbiorze chyba tylko symbolicznie, jako wyznacznik pewnych początków zainteresowania literaturą niesamowitą, bo i niesamowitości w niej praktycznie brak. Następnie przechodzimy do opowiadań Józefa Maksymiliania Ossolińskiego, przy których zęby zgrzytały mi jakby wewnątrz zrobiła się temperatura -15 stopni, a z okna obok zawiał zimny szkwał. Próbowałem dwukrotnie podejść do jego opowiadań, ale język jest tak anachroniczny i niezjadliwy, że czułem się jakbym czytał coś w zupełnie obcym języku. Nie wspominając o bardzo krótkiej formie i miałkiej treści.
Teksty Zygmunta Krasińskiego czy Jana Barszczewskiego na nowo wlały w moje serce nadzieje, że znajdę tutaj interesujące teksty choć nie powiedziałbym, że szczególnie mnie one wciągnęły. Ciekawie robi się u Romana Zmorskiego, wspominając choćby “Strzygę” która niewątpliwie jest klasykiem na bazie którego Andrzej Sapkowski napisał jedno ze swoich opowiadań wiedźmińskich. Klasyk, który czyta się dobrze i jest to pierwszy utwór wprowadzjący atmosferę grozy, strachu i niepewności.
Dalsze opowiadania tego zbioru, to wachlarz tekstów przeciętnych, nie wybijający się nadto niczym szczególnym, powiedziałbym że wręcz pomijalnych oprócz “Bibliomana” Konstantego Górskiego, który jest jednym z moich ulubionych z całości. Świetnie zarysowana intryga umieszczona w kontekście polskiego patriotyzmu tamtych czasów i zamiłowania do książek jak o takich.
Z utworów, które zdecydowanie wychodzą przed szereg i stanowią cream de la cream na uwagę zasługuję te autorstwa Stefana Grabińskiego, Jerzego Sosnkowskiego, Janusza Meissnera i oczywiście Bruno Schulza. Grabiński to klasyk nad klasyki, jego budzącę grozę opowiadania kolejowe pięknie wydane swego czasu przez Vesper, to top tier polskiej literatury niesamowitej. Warsztat językowy Grabińskiego wraz z umiejętnością stopniowania napięcia to dla wielu poziom niedościgniony. Dla odmiany u Sosnkowskiego czy Meissnera na pierwszy plan wychodzi nie kolej, a lotnictwo - zmieniamy tylko wysokość nad poziomem morza, a jakość pozostaje taka sama. Ze względu na dobór tematyki są to opowieści bardzo unikatowe, wychodzące poza schemat widziany u autorów polskiej ale głównie zagranicznej grozy.
Podsumowując, na pewno warto sięgnąć po tenże zbiór mając jednak na uwadze, że rozpiętość między tekstami kompletnie nieczytelnymi, a wybitnymi potrafi być naprawdę bardzo duża. Niemniej dla tych najlepszych zdecydowanie warto.