Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pisanie poważnych książek mnie nie pociąga - wywiad z Evženem Bočkiem

Pisanie poważnych książek mnie nie pociąga - wywiad z Evženem Bočkiem
9 wartościowy tekst

Evžen Boček jest kasztelanem na zamku w Miloticach (Morawy Południowe). Debiutował w 1999 roku pod pseudonimem Jan Bittner powieścią „Dziennik kasztelana”. W 2012 roku ukazała się w Czechach „Ostatnia arystokratka”, która zdobyła duże uznanie wśród czytelników. Książka opowiada o rodzinie Kostków powracających z Ameryki do Czech, by przejąć dawną siedzibę rodu – zamek Kostka. W zamku zastają dotychczasowych pracowników: kasztelana, ogrodnika oraz kucharkę. Przewrotny humor i galeria nietuzinkowych osobowości gwarantują dobrą zabawę.

Fot. materiały wydawnictwa

Czy to jest trochę tak, że do poczucia humoru musiał Pan dorosnąć?

Tak, chyba tak. Jeszcze kiedy zaczynałem pisać Ostatnią arystokratkę, planowałem napisać poważną książkę, ale pisanie czegoś takiego nie pociągało mnie zbytnio. Myślałem o opowieści o rodzinie czesko-jakiejś, niekoniecznie czesko-amerykańskiej, o rodzinie, której oddano zamek. Pisałem to najpierw jako opowieść w er-formie. Napisałem kilka stron, może dwadzieścia, ale czułem, że jest to strasznie kanciaste, że nie mogę zagłębić się w ten tekst, że jestem gdzieś obok niego. Wiedziałem, że pisząc w takim stylu musiałbym napisać tysiąc stron, by uzyskać jakąś całość. Zacząłem więc pisać tę opowieść w pierwszej osobie, tak jakby opowiadała ją guwernantka, która jednak nie była szalona jak Deniska w ostatecznej wersji – miała charakter Marii, a szalona była właśnie Maria. Napisałem kilkanaście stron, ale znów nie mogłem przekonać się do tego tekstu, nie wciągnął mnie. A potem spróbowałem przejść do formy dziennika i pisać jako Czecho-Amerykanka i właściwie kiedy napisałem przedmowę i pierwszych kilka zapisków, wiedziałem, że tego właśnie szukałem.

Czym różni się pisanie powieści humorystycznej od pisania innych powieści? Jak powstaje humor?

Gdybym ja to wiedział… Mam nadzieję, że w książce jest widoczny humor sytuacyjny, który starałem się uzupełniać humorem słownym, choć bardzo delikatnie. W warstwie humoru słownego opierałem się na tym, że bohaterka mówi doskonale po czesku, ale nie zna idiomów, kontekstu językowego. Nie miałem konkretnego planu na całą powieść. Chciałem mieć poczucie, że już lepiej nie potrafię tego zrobić. Mam wrażenie, że im łatwiej czyta się jakiś tekst, tym większą ilością pracy zostało to okupione. Trzeba być bardzo precyzyjnym. Napisałem akapit i byłem z niego zadowolony, a następnego dnia już mi się nie podobał, zostało z niego tylko zdanie, a czasem musiałem wyrzucić go w całości. Pracowałem nad tekstem powoli, kiedy miałem czas i chęć.

Pierwszą czytelniczką naprawdę była żona Pańskiego wydawcy – Martina Reinera?

W całości - tak. Przed nią próbowała czytać książkę moja żona, ale śmiała się przy tym tak bardzo, że aż robiło jej się niedobrze, naprawdę niedobrze i nigdy nie mogła przeczytać więcej niż krótki fragment.

Ma Pan jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy napisany tekst jest zabawny?

Nie. Ja pisałem tylko dla siebie. Nie planowałem tego tekstu wydawać. To było moje hobby. Wysłałem tę książkę do wydawnictwa, bo przez przypadek spotkałem Martina Reinera w Brnie, a ponieważ znamy się ze współpracy nad moją poprzednią książką, zdecydowałem, że mu to wyślę.

Druga część Arystokratki już została wydana. Pracuje Pan nad trzecią?

Trzecia część jest prawie gotowa, ale ja zawsze muszę zdobyć pewien dystans do tekstu, trochę od niego odpocząć. Jeszcze nie wiem, czy wydamy ją w bieżącym roku.

Fragment powieści "Ostatnia arystokratka"

Czy nad tekstem pracuje się inaczej, kiedy wie Pan już, jak wielkie są oczekiwania?

Jest to bardziej skomplikowane, ponieważ pracuję pod większą presją. Ludzie do mnie piszą, dzwonią, jeżdżę na spotkania, jestem bardziej znany. Dziękują mi za książkę, która im pomogła, rozbawiła w trudnej chwili. Wiem, że lekarze polecają ją w szpitalach chorym, bo śmiech im naprawdę pomaga. Myślę, że tekst jest taki sam jak pierwsza i druga część i jeśli komuś się one podobały, spodoba się też trzecia.

Nie kusiło Pana, żeby wprowadzić jakieś poważniejsze myśli, trochę odejść od humoru?

Nie, w żadnym wypadku. Zresztą kolejną książkę również planuję humorystyczną – i również w dziennikowej formie. Więcej na razie nie mogę powiedzieć.





Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 3  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1460
LubimyCzytać
20-02-2015 14:23
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 634
Kasjopeja
22-02-2015 13:52
Niestety Czesi bardzo często piszą w pierwszej osobie. Nie przepadam za tym :( Ich humor też nie każdemu przypada do gustu. U mnie jest z tym średnio, niektóre czeskie książki bardzo mi się podobają, niektórych z kolei nie rozumiem.
książek: 713
christmas2
26-02-2015 20:38
Super! Zwłaszcza bilet grupowy! Humor trochę jak u Chmielewskiej, trochę jak w "Mikołajku", z chęcią przeczytam całą książkę!
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Ćma

Po tej lekturze już sam się zastanawiam, co doskonała fińska pisarka musiałaby jeszcze poprawić, by zasłużyć na szóstkę, którą jak chyba żadnej innej literackiej osobowości XXI w. pragnąłbym wpisać właśnie Katji Kettu. Przychodzi mi do głowy tylko to, że trzeba swoja prozą , oprócz przymiotów strict...

zgłoś błąd zgłoś błąd