Książka przeciętna. Dobrze się ją czyta ale widać skrzywienie autora. Czytelnik zasypywany jest cudami, proroctwami i innymi "Bożymi dziełami".
Komentarz dla siebie:
Historia człowieka, który będąc Chrześcijaninem i autorytetem dla wielu protestantów, przez prawie całe swoje życie miał wątpliwości dotyczące miłości do Boga czy zbawienia. Mimo opisywanego ogromu cudów i proroctw, czasem można było w tej "beczce miodu" wychwycić "dziegieć":
1. Dawid Wilkerson tak jak i jego ojciec (także pastor) wybrali takie priorytety: wpierw Bóg, służba, a potem rodzina.
2. Pewność powołania i tego co mówi do Wilkersona Bóg dała mu odwagę wejść tam gdzie inni się bali (historia z książki Krzyż i Sztylet). Jednak po 20 latach od tych wydarzeń Dawid dostrzegł, że błądził i stwierdził "zmarnowałem swoje 20 lat".
3. Wilkerson był bardzo hojny ale jednocześnie wydawał spore kwoty na samochody klasyki (o tym fakcie wiedzieli najbliżsi). Pod koniec swojego życia dopiero stwierdził, że to było niepotrzebne i cielesne.
4. Nie bardzo mu szła nauka na błędach. Mimo, że jak to stwierdził, zmarnował 20 lat swojego życia, to potrafił przez następne 10 lat znów brnąc w swoich przekonaniach uznając, że tym razem dobrze rozpoznaje "Boży głos". Jednak po tych 10 latach stwierdził, że znów źle odczytywał to co "Bóg do niego mówi".
5. Założył w latach 80tych Zbór w Nowym Jorku i zaprosił wielu swoich bliskich do współtworzenia tej społeczności (m.in. swojego brata Dona). Po kilku latach część z nich odwołał w wyniku jego konfliktu z nimi. Ten konflikt odebrał jako atak Szatana i czuł, że Bóg jest po JEGO stronie. Po ok 5 latach przyznał jednak swojemu synowi (autorowi książki), że popełnił błędy i zaczął przepraszać tych, których wcześniej odwołał (także swojego brata Dona). Tu znów zawiodła go jego pewność siebie i tego, że Bóg prawidłowo go prowadzi.
6. Wygłosił proroctwa, które się sprawdziły np. oznajmił publicznie, że nastąpi krach na giełdzie w 1987r w niedzielę przed "czarnym poniedziałkiem" i niestety także trochę fałszywych proroctw z czego najbardziej bolesnym dla jego rodziny, było zapowiedzenie, że otrzymał "słowo od Pana", że umrze w ciągu 3 lat. Powiedział to swojej rodzinie i w trakcie usługi w Kościele. To był ciężki czas dla jego rodziny. Przeżył jeszcze parędziesiąt lat...
7. Mimo, że w wyniku jego modlitwy wielu ludzi doznało uzdrowienia, to nic podobnego nie zdarzyło się osobami z jego rodziny np. wnuczką (umarła na raka mając kilkanaście lat), żoną, która przez kilkadziesiąt lat walczyła z rakiem i przerzutami, a pod koniec życia prawie straciła wzrok i nim samym, gdyż przez wiele lat, aż do śmierci, cierpiał na wrzody żołądka i bóle pleców.
Pod koniec życia zmienił podejście do najbliższej rodziny: "To wyglądało tak, jakby chciał jej [swojej żonie] wynagrodzić wszystkie podróże, wszystkie lata, które spędził z dala od niej".
Wilkerson to WIELKI autorytet wśród protestantów, bo dzięki jego odwadze, bezkompromisowości i usługom, niezliczone ilości ludzi nawróciło się do Jezusa. Był przekonany, że wykonywał Bożą wolę i stąd wynikała jego determinacja i odwaga. Jednak po latach przekonał się i przyznał to swojej rodzinie, że wielokrotnie błądził, mimo, że tego nie okazywał wcześniej. Wyrzucał sobie, że zaniedbywał rodzinę i dlatego pod koniec swojego życia odszedł ze służby i poświęcił czas swojej żonie, rodzeństwu i dzieciom.
Zrozumiałem jedną ważną rzecz. Nie warto być pewnym swojej wiary, bo nawet WIELKI autorytet Dawid Wilkerson miał wątpliwości dotyczące zbawienia czy miłości Boga.
Książka przeciętna. Dobrze się ją czyta ale widać skrzywienie autora. Czytelnik zasypywany jest cudami, proroctwami i innymi "Bożymi dziełami".
Komentarz dla siebie:
Historia człowieka, który będąc Chrześcijaninem i autorytetem dla wielu protestantów, przez prawie całe swoje życ...
Rozwiń
Zwiń