-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać325 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
Biblioteczka
Proszę o wybaczenie wszystkich wielbicieli autorki. Byc może inne jej książki są genialne, ale ta to porażka. Mieszanina "Winnetou" i "Trędowatej", w dodatku stylistycznie nie do zniesienia dla kogoś wychowanego na klasyce Literatury. Akcja-melanż wszystkiego co możliwe, przyprawiona poprawnością polityczną i wydumanymi metafizycznymi wstawkami. Przekombinowane, mało wiarygodne postacie i zepchnięcie tytułowego Zorro na trzeci, nawet nie na drugi plan. Wyrzucone pieniądze. Szkoda że zamiast tego gniota nie zaczęto wydawać po polsku powieści Jonstona McCulleya, które poza pierwszą, "Klątwa Capistrano", są na naszym rynku nieobecne. Miałoby to daleko więcej sensu.
Proszę o wybaczenie wszystkich wielbicieli autorki. Byc może inne jej książki są genialne, ale ta to porażka. Mieszanina "Winnetou" i "Trędowatej", w dodatku stylistycznie nie do zniesienia dla kogoś wychowanego na klasyce Literatury. Akcja-melanż wszystkiego co możliwe, przyprawiona poprawnością polityczną i wydumanymi metafizycznymi wstawkami. Przekombinowane, mało...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Autorka miała dobre chęci, ale...
Nikt nie nazwałby dziewczynki "Oba", gdyż to słowo oznacza ciotkę
I-tu to imię bardziej chińskie i nie nadano by go w japońskiej rodzinie
"Bardzo nieświeże jajka* je się również w Chinach, żaden Japończyk by ich nie tknął.
I tak dalej...
Autorka miała dobre chęci, ale...
Nikt nie nazwałby dziewczynki "Oba", gdyż to słowo oznacza ciotkę
I-tu to imię bardziej chińskie i nie nadano by go w japońskiej rodzinie
"Bardzo nieświeże jajka* je się również w Chinach, żaden Japończyk by ich nie tknął.
I tak dalej...
2018-05-06
Zacytuję pewną recenzję:
Niecodzienna wizja kolonizacji innych planet.
„Zło-to” nie ustępuje swym poziomem wielu zachodnim książkom, traktującym o kosmicznych konfliktach. Ich autorzy uważają zazwyczaj, że obce rasy, podobnie jak ludzie, nie mają nic lepszego do roboty tylko żreć się między sobą – naiwne, typowo amerykańskie podejście do tematu. Paweł Famus postanowił przejąć ten schemat, uważając pewnie – nie bez racji – że militarna space opera sprzeda się lepiej niż opis pokojowej eksploracji innych planet. I jest to właściwie jedyna rzecz, którą mam mu do zarzucenia.
Pełna recenzja jest pod tym linkiem
https://czytadela.com.pl/zlo-pawel-famus-recenzja-przedpremierowa/
I ja się pod nią podpisuję. Fajna książka, wciąga jak mało która.
Zacytuję pewną recenzję:
Niecodzienna wizja kolonizacji innych planet.
„Zło-to” nie ustępuje swym poziomem wielu zachodnim książkom, traktującym o kosmicznych konfliktach. Ich autorzy uważają zazwyczaj, że obce rasy, podobnie jak ludzie, nie mają nic lepszego do roboty tylko żreć się między sobą – naiwne, typowo amerykańskie podejście do tematu. Paweł Famus postanowił...
2017-09-25
Autor utrzymuje formę. To najlepszy z Fabrycznej Zony! Tak trzymać!
Autor utrzymuje formę. To najlepszy z Fabrycznej Zony! Tak trzymać!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-09-25
Dawno nie czytałam równie wciągającej książki. Czytam wszystko z Fabrycznej Zony, ale dopiero Sławomir Nieściur jest w moim prywatnym rankingu godnym następcą Michała Gołkowskiego. Inni autorzy na tle tych dwóch wypadają zbyt słabo, by o nich mówić.
Dawno nie czytałam równie wciągającej książki. Czytam wszystko z Fabrycznej Zony, ale dopiero Sławomir Nieściur jest w moim prywatnym rankingu godnym następcą Michała Gołkowskiego. Inni autorzy na tle tych dwóch wypadają zbyt słabo, by o nich mówić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-02-13
Iniri i Ozum są Strażnikami. Pochodzą z planety Interia, skazanej na zagładę i bezskutecznie usiłują ocalić swe życie podczas ostatecznej katastrofy. Śmierć nie jest jednak końcem ich świata – istnieje wyjście awaryjne.
Tymczasem na innej planecie, zwanej Ziemią, doktor Monika Eden razem ze swym współpracownikiem, doktorem Robertem Jareckim, pracuje przy Wielkim Zderzaczu Hadronów. Przypadkiem naukowcy dokonują odkrycia, które natychmiast zostaje przejęte przez wojsko, a jego implikacje okazują się tragiczne. Monika z przerażeniem odkrywa, że jej mąż jest wrogim agentem, a wojsku wcale nie zależy na tym, by bronić ludność cywilną – ma wykonywać rozkazy przełożonych, które prowadzą żołnierzy do zupełnie niespodziewanego celu. Po Ziemi zaczyna rozlewać się chaos, a w jego samym środku znajduje się ona, Monika Eden, coraz mniej rozumiejąca z tego, co dzieje się ze światem i nią samą….
Książka Przemysława Kardy jest mroczną opowieścią o ludziach w obliczu zagrożenia, które przekracza ich możliwości pojmowania, a jednocześnie swego rodzaju ostrzeżeniem przed manipulowaniem silami, nad którymi nie panujemy. Być może nie jest to nic odkrywczego, ale zostało opowiedziane z werwą i polotem. Nawet ja, nie znosząca powieści tego typu, muszę to przyznać. Nie znaczy to, żeby nie miała wad. Jest nieco ciężka w odbiorze, choć to głównie za sprawą dobrze rozwiniętego podłoża naukowego. Mimo takich ogranych elementów jak mieszkańcy innego świata wywołujący chaos na Ziemi, nie odnosi się wrażenia wtórności, a to już bardzo dużo.
Portrety bohaterów są nakreślone powściągliwie, ale starannie. Sposób prowadzenia narracji nie budzi też większych zastrzeżeń. Jedyne, do czego można się przyczepić, to niektóre sformułowania. Miały być kwieciste, a wyszły niezręcznie i nienaturalnie (np. „Na jej delikatne policzki runęła ściana łez”). Na miejscu autora starałabym się ich wystrzegać, bo nie pasują do katastroficznej tematyki, prędzej już do romansu dla gospodyń domowych. Zastrzeżeń natomiast nie budzi samo wydanie. Jest ładne i staranne, a papier w dobrym gatunku. Podsumowując – bardzo dobra lektura dla miłośników literatury katastroficznej spod znaku „Archiwum X”.
Iniri i Ozum są Strażnikami. Pochodzą z planety Interia, skazanej na zagładę i bezskutecznie usiłują ocalić swe życie podczas ostatecznej katastrofy. Śmierć nie jest jednak końcem ich świata – istnieje wyjście awaryjne.
Tymczasem na innej planecie, zwanej Ziemią, doktor Monika Eden razem ze swym współpracownikiem, doktorem Robertem Jareckim, pracuje przy Wielkim Zderzaczu...
Trudno byłoby znaleźć drugi taki serial kryminalny jak „Miasteczko Twin Peaks”. Surrealistyczny, duszny nastrój niczym z sennego koszmaru, pozornie „zwyczajna” sprawa morderstwa nastolatki, która wcale nie była tak niewinna, jak sądzili jej rodzice – i praktycznie brak logicznego rozwiązania. Coś jakby daleki przodek „Z archiwum X”. Nic dziwnego, że podziałał on tak silnie na ludzką wyobraźnię. Fascynacja „Twin Peaks” przetrwała aż do dziś, a dowodem na to jest trylogia „Miasteczko Palokaski” fińskiego pisarza J.K. Johanssona. Pierwsza część nosiła tytuł „Laura”, natomiast druga – „Noora”.
Po znalezieniu ciała Laury Anderson miasteczko nieco się uspokaja, choć wielu ludzi nie może uwierzyć w nieszczęśliwy wypadek. Szczególnie szkolna psycholog, Miia Pohjavirta i jej brat Nikki są skłonni doszukiwać się w całej sprawie czegoś więcej niż tylko banalny przypadek nastolatki, która upiła się podczas imprezy i spadła ze skały. Nie wierzy w to również policjant Korhonen. Wizyta Noory, koleżanki Laury, w gabinecie Mii dolewa oliwy do ognia. Nastolatka twierdzi, że ona będzie następną ofiarą. Miia nie wie, co o tym myśleć. Sama wciąż prowadzi prywatne śledztwo. Popycha ją do tego nie tylko pragnienie poznania prawdy, ale i niezaleczona rana z przeszłości. Siostra Mii i Nikkiego pewnego dnia zniknęła bez śladu i nigdy nie ustalono, co się z nią stało. Wyznanie Noory budzi jej niepokój. Zdaje sobie sprawę z tego, że egzaltowana dziewczyna niekoniecznie mówi prawdę, co jednak podsunęło jej taki pomysł? Nie wie, że dziewczyna żyje podwójnym życiem: na co dzień jest szarą uczennicą, ignorowaną przez szkolne środowisko, a w Internecie figuruje jako fascynująca Madde, bogata, elegancka i zepsuta panna. Alter ego pomaga zwalczyć uczucie, że jest gorsza od innych i prowadzi puste, pozbawione sensu życie. Jej słowa o tym, że będzie następną ofiarą, nie sprawdzają się. Owszem, dochodzi do następnej śmierci, ale ofiarą jest zupełnie kto inny...
Nie mogę powiedzieć, żebym należała do fanów „Miasteczka Twin Peaks”. Atmosfera tego serialu była dla mnie odpychająca i nigdy nie obejrzałam go do końca. Natomiast trylogia J.K. Johansson wciągnęła mnie od początku. Jest napisana w wyjątkowo ciekawy sposób, pozbawiona typowej dla literatury skandynawskiej rozwlekłości. Wydarzenia są opowiadane z punktu widzenia różnych osób – starego policjanta, jego wnuka, szkolnych psychologów i młodej dziewczyny, nie potrafiącej odnaleźć sensu w życiu. To opowieść na wskroś współczesna, świat w którym wszechwładnym monarchą jest Internet, mogący wynieść człowieka na sam szczyt albo zniszczyć. Dobrym przykładem jest wirtualna Madde, pusta, nic nie warta snobka, ale sieć kreuje ją na gwiazdę i jako taka jest postrzegana. Z drugiej strony to medium może być bardzo użyteczne, jeśli umie się je właściwie wykorzystać.
J.K. Johansson stworzył w swej trylogii galerię realistycznych postaci. Niewiele miejsca poświęca na opis każdej z nich, ale wydaje się, że nie ma potrzeby by mówił o nich coś więcej. I tak czytelnik ma je przed oczami jak żywe. Autor posiada niezwykły dar opisywania. Wystarczy kilka jego słów, żeby zobaczyć oczyma duszy całą scenę ze wszystkimi szczegółami. Trylogia, której dwie części wyszły już w Polsce, a trzecia jest zapowiadana, to wspaniała lektura, godna polecenia czytelnikom, niezależnie od ich zainteresowań, a niezawodne Wydawnictwo Literackie zadbało również o jej oprawę. Papier jest świetnej jakości, a okładka, choć może wydawać się skromna, w najlepszym guście.
Trudno byłoby znaleźć drugi taki serial kryminalny jak „Miasteczko Twin Peaks”. Surrealistyczny, duszny nastrój niczym z sennego koszmaru, pozornie „zwyczajna” sprawa morderstwa nastolatki, która wcale nie była tak niewinna, jak sądzili jej rodzice – i praktycznie brak logicznego rozwiązania. Coś jakby daleki przodek „Z archiwum X”. Nic dziwnego, że podziałał on tak silnie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRównie dobre jak tom pierwszy. Polecam!
Równie dobre jak tom pierwszy. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna, wciągająca książka. Polecam każdemu.
Świetna, wciągająca książka. Polecam każdemu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Kiedyś uwielbiałam tę książkę. Jest świetnie napisana, jednak teraz robi na mnie przykre wrażenie. Próżność i obrzydliwy egoizm wielkiej poetki, jej hipokryzja (histerycznie kocha wszystkie zwierzęta, nie je mięsa, ale juz w futra uwielbia się stroić), robią przykre wrażenie. Nie można oprzeć się myśli, że ukochana Lilusia wcale nie zasługuje na bezrefleksyjne oddanie młodszej siostry. Której zresztą tez nic nie brakuje
Kiedyś uwielbiałam tę książkę. Jest świetnie napisana, jednak teraz robi na mnie przykre wrażenie. Próżność i obrzydliwy egoizm wielkiej poetki, jej hipokryzja (histerycznie kocha wszystkie zwierzęta, nie je mięsa, ale juz w futra uwielbia się stroić), robią przykre wrażenie. Nie można oprzeć się myśli, że ukochana Lilusia wcale nie zasługuje na bezrefleksyjne oddanie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to