Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

To jedna z tych książek, których czytanie sprawia masochistyczną, perwersyjną przyjemność. Wywołuje ten rozkoszny uśmiech na ustach i ciche westchnienia pod nosem, np. wypowiedziane teatralnym szeptem "Co za gniot!". Niecenzuralne słówka też się pojawiają.

Nie będę się rozwodzić nad stylem tego czytadła: koń, jaki jest, każdy widzi. Ale mam ochotę podzielić się pozostałymi wrażeniami.
Książka opowiada o młodej niewieście, która została uwikłana w akcję zdejmowania klątwy z przerośniętego mruczusia. Kiciuś, zanim został zatrudniony w cyrku, i to na zasadach gorszych niż na umowę-zlecenie (chociaż z drugiej strony nie musiał się troszczyć o papu i dach nad głową), był sobie hinduskim księciem (przystojnym, inteligentnym i wykształconym), któremu narzeczona chciała przyprawić rogi z jego własnym bratem (przystojnym, inteligentnym i wykształconym, ale z kompleksami). Niecne plany złego teścia, będącym przy okazji całkiem zdolnym czarnoksiężnikiem pokrzyżowały wszystkim szyki: przebierająca w książętach kryzysowa narzeczona umarła śmiercią niekoniecznie naturalną, a książęta pozamieniało w tygrysy, które mogą na 24 minuty dziennie przybierać swoją ludzką postać. Od tych pasjonujących wydarzeń minęło grubo ponad 300 lat, a kociaki wciąż są żywotne.

I tu do akcji wkracza Kesley, ta młoda niewiasta po szkole średniej. Uwierzycie, że w pośredniaku dostała pracę? Taki Sapkowski czy inny Grzędowicz by nie wymyślili tego nawet po konsultacjach z duchem Tolkiena! Chociaż może w USA takie niecodzienne zdarzenia mają miejsce. Praca polegała na karmieniu zwierząt w cyrku. I tak Kesley poznała kiciusia Dhirena, którego bardzo polubiła ze wzajemnością, nawet książki mu czytała. Akcja toczy się swoim rytmem i wieje nudą.

Kesley imponowała mi niewzruszonymi nerwami, naprawdę! Gdybym ja zobaczyła, że jakieś zwierzę zmienia się w człowieka (i to w ciuchach, naprawdę nie wiem, skąd mu się brało to białe ubranko), to salwowałabym się ucieczką. Ale wróciłabym. Z zestawem do walki z siłą nieczystą. I bandą chłopów z pochodniami. Moim zdaniem, dorastając w dzisiejszych czasach, po podobnych przeżyciach sama zamknęłabym się w psychiatryku. A dziewczyna ogólnie jest wytrzymała na takie nadnaturalne wydarzenia. Pogawędka z ośmioręką boginią? Luzik! Wyczarowana kobra włażąca po ciele? Co to dla niej! Przyjaciel mruczusia o 22 lata od niego starszy? Spoko. Moja diagnoza: ta laska przed wyprawą do Indii miała dobrego dilera.
A poza tym, jak ona łatwo daje sobą manipulować. Sądzi, że jej nowi znajomi wcale nie są starzy: między Bogiem a prawdą, powinna to być banda stetryczałych dziadów, w takich warunkach każdy by zdziadział i stetryczał. Ponoć jest odważna. Bzdura, lezie wszędzie za swoim zdziadziałym kicusiem, bo jej się podoba: w ludzkim ciele jako facet, a w zwierzęcym jako przytulanka. Nie wspomniałam jeszcze, że to kolejny klon Bohaterki Bestselleru (zakompleksionej, nieogarniętej i samolubnej dziewczyny z syndromem cnotki-niewydymki lubiącej "Romea i Julię"). Znamy takie, prawda?

Weźmy teraz pod lupę Dhirena. Koleś jakimś cudem zachował zdrowie psychiczne, a tak przy okazji jest archetypem księcia z bajki w klimacie Bollywood. Nudny jak flaki z olejem. Lubi strzelać fochy i przeżywać swoje beznadziejne położenie. Dzięki Kesley odzyskał zdolność przemiany w człowieka, którą utracił, kiedy złapano go w niewolę. Był taką pierdołą, że nie potrafił sobie złapać antylopy na obiad i podkradał ludności rogaciznę, no to go złapali. Mniejsza o jego dokonania. Dlaczego on ma niebieskie oczy? Tata był Hindusem, a mama pochodziła z Dalekiego Wschodu. Widzieliście kiedyś Hindusa lub Chińczyka o jasnych oczach? Ja nie. Wikipedia też podaje, że mają ciemne patrzadła.

Kiedy czytałam sobie ich przygody, non stop na myśl przychodził mi Indiana Jones w wersji demo i z masą bugów w kodzie. Jedyne, co mi się podobało w tym czytadle, to przytoczone mity. My, jako Europejczycy, mamy o niej w większości przypadków mizerne pojęcie. W szkole wtłoczyli nam do głowy co najwyżej Zeusa z całą wesołą rodzinką. Kultura Wschodu kojarzy się co najwyżej z Buddą (w komplecie z kadzidełkami) i japońskimi turystami.

To jedna z tych książek, których czytanie sprawia masochistyczną, perwersyjną przyjemność. Wywołuje ten rozkoszny uśmiech na ustach i ciche westchnienia pod nosem, np. wypowiedziane teatralnym szeptem "Co za gniot!". Niecenzuralne słówka też się pojawiają.

Nie będę się rozwodzić nad stylem tego czytadła: koń, jaki jest, każdy widzi. Ale mam ochotę podzielić się pozostałymi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W powszechnym mniemaniu anioł to taki chłoptaś ze skrzydełkami o urodzie nie do końca męskiej. Jest dobry, opiekuje się ludźmi, a od czasu do czasu odwala brudną robotę za swojego szefa. Oczywiście są różne anioły: słodkie cherubinki, śpiewacy w chórach anielskich i tym podobne. Są i archaniołowie.
Sharon Shinn wyszła poza ten schemat. Jej anioły to i mężczyźni, i kobiety. Nie zawsze są kryształowe. Czasem są złe. Zawsze mają jakieś wady. Muszą podporządkowywać się woli istoty, która je stworzyła, ich boga, którego polecenia nie zawsze wydają się być słuszne, a niejednokrotnie sprawiają dużo bólu. Aniołowie muszą pilnować, by ich świat nie został zniszczony. Często wzywani są przez ludzi do modlitwy o ich dobro. Czasem muszą wykonywać naprawdę niewdzięczne prace. Od tego, co wymodlą, zależy ludzkie szczęście. Niektórzy aniołowie są brutalni, nie cofają się przed morderstwami, oszustwem i krętactwem. Nie zależy im na niczym, poza władzą i pozycją w hierarchii. Na szali potrafią nawet postawić istnienie całego świata. Wątpią w swego stwórcę.
Kiedy dziewczyna, której życie to pasmo nieszczęść, wbrew własnej woli musi poślubić przyszłego archanioła, jeszcze nie wie, co może jej się przydarzyć, czego może się spodziewać. Jak unormuje stosunki z mężem i innymi aniołami?
Powieść wciąga od pierwszej strony. Gorąco polecam.

W powszechnym mniemaniu anioł to taki chłoptaś ze skrzydełkami o urodzie nie do końca męskiej. Jest dobry, opiekuje się ludźmi, a od czasu do czasu odwala brudną robotę za swojego szefa. Oczywiście są różne anioły: słodkie cherubinki, śpiewacy w chórach anielskich i tym podobne. Są i archaniołowie.
Sharon Shinn wyszła poza ten schemat. Jej anioły to i mężczyźni, i kobiety....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wyobraź sobie, że po kilkunastoletnim życiu bez świadomości, nagle przebudzasz się jako księżniczka zamieszkująca brudny, ponury zamek, otoczona bandą podstępnych drani i hordą łupieżców o ograniczonych horyzontach. W dodatku w twouim ciele mieszka ktoś (a może coś?) jeszcze. Na domiar złego, przez szereg dziwnych wydarzeń, rozpoczynasz karierę sprzątaczki... No i jesteś z definicji zła do szpiku kości.
Olaboga!
“Wrota” to napisana z wielką dozą humoru powieść osadzona w fantastycznym świecie zamieszkanym przez (niekoniecznie) bohaterskie książęta, wielkich wojowników niepewnego pochodzenia, podstarzałe czarownice-lafiryndy i faworytów z piekła rodem.
Mimo wszystko, w tym zagmatwanym świecie, pozostaje miejsce dla zwykłej dziewczyny, ukrytej za zasłoną plotek i zabobonów, która robi wszystko, by cały ambaras nie wszedł jej na głowę. Ani tym bardziej z niej nie wyszedł.

Wyobraź sobie, że po kilkunastoletnim życiu bez świadomości, nagle przebudzasz się jako księżniczka zamieszkująca brudny, ponury zamek, otoczona bandą podstępnych drani i hordą łupieżców o ograniczonych horyzontach. W dodatku w twouim ciele mieszka ktoś (a może coś?) jeszcze. Na domiar złego, przez szereg dziwnych wydarzeń, rozpoczynasz karierę sprzątaczki... No i jesteś z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kobieta posiadająca własne aspiracje jest czymś zupełnie normalnym dla ludzi XXI wieku. Zdobywa wykształcenie, by podjąć pracę w wybranej branży. Sama też wybiera sobie męża, o ile oczywiście chce wziąć ślub i założyć rodzinę. Zresztą nawet przysięga nie jest niczym nierozerwalnym, jeśli z różnych powodów w małżeństwie dzieje się źle, można po prostu się rozwieść. Nikt nie ocenia jej według tego, ile dzieci urodziła. Tym bardziej nie wnika w ich płeć. Ubiera się według własnego gustu, nie zmusza się, by wkładać coś w kolorze, w którym jej absolutnie nie jest do twarzy. Jej dieta jest jej wyborem, weganizm czy dieta 1000 kalorii nie spotka się z krytyką otoczenia. Kiedy zachoruje, trafi do szpitala lub poradni, otrzyma niezbędną pomoc i wsparcie ze strony bliskich. No i, rzecz jasna, przestrzega zasad higieny. I nie ma pcheł.
Teraz cofnijmy się o kilkaset lat, do czternastowiecznej Anglii.
Co mógł pomyśleć skryba o dość ograniczonych środkach finansowych, gdy zagadnęła go jakaś kobieta i zaproponowała mu pracę, spisanie jej wspomnień? Co zwykła niewiasta może chciec przelac na papier? Przepisy kulinarne? Porady dotyczące sprzątania i wychowywania dzieci? A może coś równie nieistotnego dla zdominowanego przez mężczyzn świata? Co nadaje się najwyżej na białogłowskie pogaduchy przy przędzeniu nici? Przecież szkoda na to papieru!
Jednak ta mieszczanka, żona zamożnego kupca i matka dwóch małych dziewczynek chciała przekazać coś więcej...
“Księga Małgorzaty” to pierwsza część cyklu o kobiecie, która przeszła przez niezliczone zawirowania życiowe. Dosięgły ją upokorzenie, przemoc, prześladowanie. Czy mimo wszystko udało jej się zachować w sercu optymizm i nadzieję?
Czy naprawdę swoją postawą i poglądami różni się od współczesnych kobiet?
Sprawdźcie sami.

Kobieta posiadająca własne aspiracje jest czymś zupełnie normalnym dla ludzi XXI wieku. Zdobywa wykształcenie, by podjąć pracę w wybranej branży. Sama też wybiera sobie męża, o ile oczywiście chce wziąć ślub i założyć rodzinę. Zresztą nawet przysięga nie jest niczym nierozerwalnym, jeśli z różnych powodów w małżeństwie dzieje się źle, można po prostu się rozwieść. Nikt nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to