rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Jestem bardzo wdzięczna za egzemplarz recenzencki, ale niestety zakończenie tej trylogii nie było dla mnie interesujące. Nie mogę powiedzieć, że dobrze bawiłam podczas czytania tej historii. I choć żałuję, że nie mogę podzielić się bardziej pozytywną opinią, tym razem ta powieść po prostu do mnie nie trafiła.
Pierwsze dwa tomy oceniłam na 3/5 – może nie były porywające, ale nadal calkiem „spoko”. Lubię styl autorki i mam do niej duży sentyment, zwłaszcza po Królestwach Nyaxii, które potrafiły mnie wciągnąć bez reszty.
Nowelka „zabić wampirzego najezdzce” znalazła się w moim top 3 w zeszłym roku i uwielbiam ją do granic możliwości. Tym bardziej zaskoczyło mnie, jak inna była ta trylogia, która wyszła spod tego samego pióra.
No ale czym zraził mnie do siebie trzeci tom serii „wojna straconych serc”, czyli „matka śmierci i świtu”?
Moim zdaniem powieść bardzo się przeciąga – pojawia się mnóstwo długich, często zbędnych opisów, które wybijały mnie z rytmu czytania. O ile pierwszy i drugi tom były dla mnie interesujące – szczególnie droga bohaterki od niewolnictwa do miejsca, w którym się znalazła – tak trzeci tom znacząco stracił moje zainteresowanie.
Najbardziej zależało mi na tym, by dowiedzieć się, jak zakończy się jej historia z Maxem oraz jaki będzie finał wojny. W tego typu wątkach zwykle pojawia się napięcie i oczekiwanie na moment, w którym szala zwycięstwa przechyli się na jedną ze stron – tutaj niestety tego zabrakło. Zamiast emocji pojawiło się znużenie.
Miałam momenty, w których czytałam jedną stronę kilka razy, bo przez nadmiar opisów trudno było mi skupić się na samej fabule i rejestrować wydarzenia.
Gdyby trzeci tom był krótszy, całość mogłaby wypaść znacznie lepiej.

Jestem bardzo wdzięczna za egzemplarz recenzencki, ale niestety zakończenie tej trylogii nie było dla mnie interesujące. Nie mogę powiedzieć, że dobrze bawiłam podczas czytania tej historii. I choć żałuję, że nie mogę podzielić się bardziej pozytywną opinią, tym razem ta powieść po prostu do mnie nie trafiła.
Pierwsze dwa tomy oceniłam na 3/5 – może nie były porywające, ale...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy Twoje brwi mogą skrywać jakiś sekret?

Hannah jest specjalistką od mimiki twarzy. Jest do tego stopnia uczulona na wszystkie związane z ludźmi emocje, że nie jest nawet w stanie patrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Jednak w najtragiczniejsza w jej życiu noc dokonuje czegoś, o co nigdy by siebie nie podejrzewała.
Ale czy to aby na pewno Hannah dokonała tych wszystkich straszliwych rzeczy?
Nagranie, które puszcza jej Blankenthal wszystko na to wskazuje, jednak kobieta nic nie pamięta, a na dodatek tego okazuje się, że została porwana przez okropnego psychopatę.
Hannah podejmuje decyzję - musi odzyskać wspomnienia i odnaleźć syna oraz udowodnić przede wszystkim samej sobie, że to nie ona zabiła.
Ale jak tego dokonać uciekając przed policją nie wiedząc nawet komu może zaufać?
I dlaczego jej porywaczowi również zależy na tym, by odzyskała pamięć?

„Mimika” to druga powieść Sebastiana Fitzka, którą czytałam i muszę przyznać, że wciągnęła mnie dosłownie od pierwszych zdań. Wtęp do tej historii zmrozi wam krew w żyłach, a im dalej brniemy w powieść, tym akcja robi się jeszcze ciekawsza.
Już dawno żadnemu autorowi nie udało się mnie zmylić aż tyle razy. Gdy dotarłam do zakończenia powieści, nie mogłam uwierzyć, że to tak właśnie się rozegrało!
Tutaj plot twist nie goni kolejny plot twist.. tu cała książka jest jak jeden, wielki plot twist.

Muszę też wspomnieć o bardzo fajnym zabiegu, który został wprowadzony w książce - dosłownie na jednej stronie, w jednym momencie możemy czytać 2 punkty widzenia - Hannah oraz Blankenthal i ten drobny zabieg spowodował iż jeszcze bardziej wtopiłam się w fabułę i dosłownie oczami wyobraźni widziałam odgrywające się tam sceny.
Bardzo korzystne dla fabuły jest również to, że poznajemy ją w pewnych momentach nie tylko od strony Hannah.
Generalnie jest to powieść, która dostarczyła mi mnóstwa szokujących momentów, emocji, które sprawiały, że nie potrzebowałam sięgać po kawę podczas i po przeczytaniu książki.
Polecam każdemu miłośnikowi thrillerów psychologicznych.

Czy Twoje brwi mogą skrywać jakiś sekret?

Hannah jest specjalistką od mimiki twarzy. Jest do tego stopnia uczulona na wszystkie związane z ludźmi emocje, że nie jest nawet w stanie patrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Jednak w najtragiczniejsza w jej życiu noc dokonuje czegoś, o co nigdy by siebie nie podejrzewała.
Ale czy to aby na pewno Hannah dokonała tych wszystkich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Four ruined realms” opowiada dalsze losy pięciorga bohaterów, które następują po „pięć pękniętych ostrzy”.
Tym razem nie tylko mają zadanie do wykonania, ale muszą sobie nawzajem zaufać, by móc sprostać wszystkim trudnością, które czekają na nich po drodze. Tylko jak to zrobić, skoro tak naprawdę wszyscy nawzajem siebie okłamywali?
Czy wszystkie problemy, którym muszą stawić czoła, sprawia, że na nowo będą traktować siebie nawzajem jak sprzymierzeńców a nie wrogów? Czy uda się powstrzymać króla Joona i tym samym uratować wszystkich, na których im zależy?
Czy odkryte tajemnice poróżnią ich na tyle, aby rozbić tą wyjątkową grupkę przyjaciół?

Och, co to była za historia!
Muszę przyznać, że pierwszy tom tej trylogii jakoś specjalnie mnie nie zachwycił.
Ale dałam się namówić na przeczytanie drugiego i uwaga - nie żałuję!
Po 1 akcja w drugim tomie wydaje mi się o wiele ciekawsza, napięcie, jakie jest pomiędzy bohaterami, którzy nie ufają sobie nawzajem, momentami przechodzi na czytelnika i miałam już wrażenie, że i ja podejrzewam każdego o zdradę.
Po drugie - plot twisty! Byłam w szoku nie raz i nie dwa.
Plot twisty w tej powieści są naprawdę na najwyższym poziomie.
I po trzecie - zakończenie. Zostawia Cię w takim punkcie, że od razu chcesz przejść do trzeciego tomu, aby poznać dalsze losy Aeri, Sory i…chłopaków.
Jest to tego rodzaju przygodówka, która wciąga od pierwszej strony i trzyma w ogromnych emocjach do samego zakończenia.
Także, czy polecam? Oczywiście, mało tego, radzę kupić sobie od razu trzeci tom, byście mogli płynnie przejść do dalszego czytania historii ;)

„Four ruined realms” opowiada dalsze losy pięciorga bohaterów, które następują po „pięć pękniętych ostrzy”.
Tym razem nie tylko mają zadanie do wykonania, ale muszą sobie nawzajem zaufać, by móc sprostać wszystkim trudnością, które czekają na nich po drodze. Tylko jak to zrobić, skoro tak naprawdę wszyscy nawzajem siebie okłamywali?
Czy wszystkie problemy, którym muszą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Królowa Mieczy Gareth Moore, Sara Sehdev
Ocena 4,8
Królowa Mieczy Gareth Moore, Sara Sehdev

Na półkach:

„Królowa mieczy” to książka, w której czytelnik zostaje dosłownie wciągnięty do powieści. Rozwiązując kolejne łamigłówki, odbiorca aktywnie uczestniczy w rozwijaniu fabuły, a każda zagadka przybliża go do dalszego biegu historii.
I tu pojawia się mój problem w ocenie tej książki - pomysł na interaktywną książkę jest świetny, uwielbiam takie, jednakże fabuła tutaj nie porywa.
Mam wrażenie, że gdyby nie zagadki to dosłownie nic by się tutaj porywającego nie dzialo. Ot, zwykłe romantasy.
Zostając przy zagadkach - tutaj miałam prawdziwą zabawę i świetnie mi się je rozwiązywało. Zagadki mają różne poziomy trudności, a swoje odpowiedzi możesz sprawdzić na ostatnich stronach książki.
Pozostaje pytanie: czy w takim razie warto ją zakupić?
Moim zdaniem warto, jeśli zaczynasz swoją zabawę z takimi książkami, w których jesteś częścią fabuły. Dlaczego? Dlatego, że powieść nie jest na tyle skomplikowana aby się pogubić, a zagadki mają różny poziom zaawansowania, więc możesz tu sprawdzić swoje siły. Dodatkowym plusem jest cena książki - jest stosunkowo niska (9.03 wynosi bowiem ona ok 30zl) oraz wydanie - jest naprawdę ładne.

„Królowa mieczy” to książka, w której czytelnik zostaje dosłownie wciągnięty do powieści. Rozwiązując kolejne łamigłówki, odbiorca aktywnie uczestniczy w rozwijaniu fabuły, a każda zagadka przybliża go do dalszego biegu historii.
I tu pojawia się mój problem w ocenie tej książki - pomysł na interaktywną książkę jest świetny, uwielbiam takie, jednakże fabuła tutaj nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Il jesteś w stanie poświęcić, żeby udowodnić, że nigdy nie byłaś tak słaba, jak ci wmówiono?

Życie Sadie nie należy do łatwych i przyjemnych.
Wraz z siostrą zostają „adoptowane” przez bezwzględnego człowieka, który nie oszczędza pleców starszej ze sióstr…
I nagle, gdy dziewczyna ma już wszystkiego dość, na ratunek przychodzi jej tajemnicy najemnik, który zabiera ją do jeziora, które swoją decyzją zmienia jej całe życie i Sadie trafia pomiędzy dominujące Alfy.
Ale to nie oni są dla niej niespodzianką, to ona jest ogromnym zaskoczeniem dla nich…

„Psychozmienni” to jedna z tych książek typu „guilty pleasure”.
Fabuła nie jest skomplikowana, akcja dzieje się praktycznie non stop, a jak na RH nie ma ona wiele scen spicy, które opisane są w naprawdę hot sposób.
Tu duży plus jeśli chodzi o tłumaczenie książki i nazywanie rzeczy takimi jakimi są i dzięki temu unikamy tu cringowego nazewnictwa.
Bardzo podoba mi się postać głównej bohaterki, która mimo braku walorow fizycznych, nie boi się mówić co myśli. Niejednokrotnie sprzeciwia się przerażającym mężczyznom, a oni, choć na pierwszy rzut oka budzą grozę - w głębi duszy zaczynają podziwiać jej odwagę i niezwykły hart ducha.
Muszę też dodać, że bardzo podobał mi się cięty język Sadie.
Jeśli chodzi o samych zmiennokształtnych, jedyne co mnie irytowało, to to jak często wspominane były ich atuty fizyczne. Autorka chciała podkreślić, że są przystojni, ale moim zdaniem robiła to po prostu za często.
No i PLOT TWIST!
Szczerze? W życiu bym się nie spodziewała, co nadciąga - nie powiem, zbierałam szczękę z podłogi ;)
Podsumowując: polecam tę książkę, przeczytałam ją dosłownie w 2 wieczory i nie mogę doczekać się drugiej części.

Il jesteś w stanie poświęcić, żeby udowodnić, że nigdy nie byłaś tak słaba, jak ci wmówiono?

Życie Sadie nie należy do łatwych i przyjemnych.
Wraz z siostrą zostają „adoptowane” przez bezwzględnego człowieka, który nie oszczędza pleców starszej ze sióstr…
I nagle, gdy dziewczyna ma już wszystkiego dość, na ratunek przychodzi jej tajemnicy najemnik, który zabiera ją do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mance wysyła swego ojca do lochów i przejmuje władzę, nie do końca będąc świadoma rzeczy, które na nią czekają.
Widmo wojny to jedno, ale dowiedzieć się, że Twoja ręka została oddana komuś, kogo nienawidzisz i to bez Twojego pytania… to już kwestia przelewająca czarę goryczy.
Jednak nie wypełnienie tego warunku umowy, może kosztować świeżo upieczoną Prym wiele sojuszy, a na to nie może sobie pozwolić.
No i jak to wszystko wytłumaczyć Silver?
Czy Mance da radę okiełznać siedzące w niej zwierzęta i zwyciężyć ta najważniejszą wojnę - tą która toczy ze swoją głową i sercem?

„Bestie wyzwolone” to drugi tom, jaki otrzymujemy zaraz po „bestiach pogrzebanych”.
Co muszę zaznaczyć na wstępie, to to, że drugi tom podobał mi się o wiele bardziej. Tutaj akcja toczy się dosłownie ze strony na stronę, mam wrażenie, że przez to, iż tom jest duzo krótszy, autorka „nie miała” czasu aby niepotrzebnie się rozpisywać (co czasem następowało w tomie pierwszym).
Bardzo podoba mi się to, jak wykreowała główną bohaterkę - osobę, która mimo tłamszenia w sobie dusz zwierząt, była w stanie kreować intrygi i opracować sposób, aby zapanował ponownie ład i spokój pomiędzy królestwami.
Jeśli chodzi o postać Silvera - to ciężko było mi się z nim zżyć. Niestety, ale pozostał mi obojętny do końca powieści.
Dlaczego? Nie wiem, był po prostu taki…nijaki. I ja rozumiem, co on osiągnąl, również to, że szczerze pokochał naszą bohaterkę. Jednak między nami po prostu nie kliknęło ;).
Ale powracając do plusów książki - tak jak wspomniałam wcześniej - akcja, akcja, akcja! Tu się w końcu coś działo. W końcu mieliśmy jakieś zdarzenia, które potrafiły zszokować czytelnika.
Podobał mi się motyw z małżeństwem i to, że ktoś w końcu ukarał ojca Mance.
Jednak patrząc ogólnie na zakończenie historii, moglibyśmy dostać coś więcej.
Nie było zle, ale chyba oczekiwałam czegoś bardziej… „z przytupem”.
Czy polecam?
Tak, prócz fajnej historii dostajemy tu przepiękne wydanie książek.

Mance wysyła swego ojca do lochów i przejmuje władzę, nie do końca będąc świadoma rzeczy, które na nią czekają.
Widmo wojny to jedno, ale dowiedzieć się, że Twoja ręka została oddana komuś, kogo nienawidzisz i to bez Twojego pytania… to już kwestia przelewająca czarę goryczy.
Jednak nie wypełnienie tego warunku umowy, może kosztować świeżo upieczoną Prym wiele sojuszy, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W świecie, gdzie rządzi krew i lojalność,
czy jest w ogóle miejsce na miłość?

Historia zaczyna się w 1915 roku, kiedy to Nino, jedna z córek Paszczenki, przykuwa uwagę jednego z najbardziej bezwzględnych ludzi tamtych czasów - Strogana.
Mówią, że miłość do kobiety to zło, posiadanie jej to słabość, którą ten bezwzględny świat prędzej czy później wykorzysta przeciwko Tobie.
I Strogan w to wierzył. Ale to było coś silniejszego od jego niezłamanej dotąd woli.
Więc świat to wykorzystał.
A Strogan poprzysiągł zemstę, która miała przechodzić z pokolenia na pokolenie…
1993 rok, Grisza, następca swojego ojca, jest wychowywany w tradycji swej rodziny: nie ufać nikomu, kobiety mieć tylko dla przyjemności.
Sytuacja się komplikuje, gdy Grisza poznaje pewną butną Gruzinkę.
Jednak nikt, a w szczególności jego ojciec, nie może się o tym dowiedzieć.
Grisza nie może stracić tego, na co tak długo pracował. Musi być godzien, by zastąpić swojego ojca i rządzic swymi braćmi.
Tymbardziej teraz, gdy jego pozycja, została realnie zagrożona.

„Brać” Pauliny Jurgi to nie jest lekki „thrillerek mafijny”.
To brutalna opowieść o rosyjskiej mafii, w której nie ma miejsca na miłość, a każdy jej członek musi być gotowy by zabić nawet swoich członków rodzinny.
Tu nie ma ani czasu ani miejsca na wybaczenie.
Dlatego jeśli jesteś osobą wrażliwa, na ludzkie krzywdy, to ta książka może być dla Ciebie nieodpowiednia.
Jednak co sądzę o samej książce?
Bardzo lubię motyw rosyjskiej mafii, dlatego z wielką uwagą wczytywałam się w tej świat chcąc zrozumieć hierarchię jaka w nim panuje.
Pdobało mi się to, jak to wszystko zostało przedstawione w książce.
No dobrze, ale jak to właściwie jest z tą miłością? Skoro jest niebezpieczna i zakazana, czy w ogóle ma tu prawo istnieć?
Cóż, pojawia się… ale trzeba być gotowym na to, że nie jest prosta ani romantyczna.
Autorka dobitnie pokazuje, jak trudne i bolesne jest bycie kobietą w takim świecie. Świecie, w którym jest się jedynie czyjąś rozrywką, a własne zdanie nie ma żadnego znaczenia.
Zwrócenie na siebie uwagi najwyższych członków „wora” może okazać się zarówno przekleństwem, jak i jedynym ratunkiem - gwarancją ochrony.

Dlatego jeśli masz ochotę na thriller mafijny, w którym miłość jest iskrą przeradzającą się w szalejący ogień rodowej zemsty, przechodzącej z pokolenia na pokolenie, „Brać” będzie idealnym wyborem.

W świecie, gdzie rządzi krew i lojalność,
czy jest w ogóle miejsce na miłość?

Historia zaczyna się w 1915 roku, kiedy to Nino, jedna z córek Paszczenki, przykuwa uwagę jednego z najbardziej bezwzględnych ludzi tamtych czasów - Strogana.
Mówią, że miłość do kobiety to zło, posiadanie jej to słabość, którą ten bezwzględny świat prędzej czy później wykorzysta przeciwko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Była dla niego inspiracją.
On stał się dla niej wolnością, kiedy choroba zamykała ją w klatce.

Czy lubicie retelingi? Ja przeczytałam już ich kilka i zdecydowanie wole te, w mroczniejszym klimacie.
Sięgając po „Phantom” od Greer River, miałam pewne obawy, dlaczego? Dlatego, że temat upiora w operze jest już przerobiony dość mocno, tak więc, czy można jeszcze jakoś nim zaskoczyć czytelnika?

Historia opowiada o Scarlett, dziewczynie, która spełnia marzenie bardziej swojego ojca, niż swoje własne i występuje na deskach teatru jako śpiewaczka.
Nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie to, że dziewczyna jest poważnie chora.
Od pewnego czasu otrzymuje tajemnicze listy i dociera do momentu, w którym ciężko jej powiedzieć co jest jawą a co tylko częścią jej choroby.
Solomon Bordeaux to mężczyzna, który woli pozostać w ukryciu, nie tylko przez to czym się zajmuje, ale również przez to jak wygląda.
Ale nic go nie powstrzyma przed tym, by chronić swoją muzę i skierować na nią wszystkie światła reflektorów, bez względu na cenę.
Na dodatek kocha jej każdą część, nawet ta, która ona sama nienawidzi.
Czy tych dwoje ma szansę na szczęśliwe zakończenie?

„Phantom” to jedna z tych powieści, gdzie potrzebowałam chwili, aby wczuć się w klimat.
Podobało mi się, jak autorka świetnie oddała mrok i obsesje Sola, z drugiej strony pokazując również jak opiekuńczy potrafi być w stosunku do Scarlett.
Polubiłam go dosłownie od pierwszych zdań.
Trochę inaczej sprawa wygląda ze Scarlett - liczyłam, że motyw jej choroby zostanie trochę bardziej rozwinięty, a został on ograniczony dosłownie do kilku pojedynczych wspomnień, a szkoda, bo wydaje mi się, że jej postać mogłaby wtedy nabrać większej głębi.
Postaci nie pomaga również fakt, że przy dojrzalym i sprytnym Solomonie, ona wydaje się po prostu bardzo mało inteligentna.
Nie mówiąc o tym, że widząc głównego bohatera po raz pierwszy, jest w stanie podać jego wzrost w dokładności co do centymetra, gdy o nim myśli ;).
Zostawiając już jednak bohaterów w spokoju, czy coś w tej książce było jeszcze wartego uwagi? Tak, moim zdaniem tło powieści, w którym Greer świetnie zbudowała historię dwóch zwaśnionych rodzin, pokazując dopiero na samym końcu, ile tak naprawdę tajemnic ukryła w tej fabule.
Kwestia ojca Scarlett była dla mnie również dość szokująca.

Podsumowując, książkę bardzo dobrze mi się czytało, zdecydowanie był to dobry retelling, na którym się nie nudziłam i któremu udało się mnie zaskoczyć.
Czekam na dalsze powieści z tej serii, ponieważ jestem ich bardzo ciekawa.

Była dla niego inspiracją.
On stał się dla niej wolnością, kiedy choroba zamykała ją w klatce.

Czy lubicie retelingi? Ja przeczytałam już ich kilka i zdecydowanie wole te, w mroczniejszym klimacie.
Sięgając po „Phantom” od Greer River, miałam pewne obawy, dlaczego? Dlatego, że temat upiora w operze jest już przerobiony dość mocno, tak więc, czy można jeszcze jakoś nim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Jeffrey Dahmer bez cenzury” to druga książka Renaty Kuryłowicz, którą mam w swoich rękach.
Muszę przyznać, że ogólnie czytam mało reportaży, ponieważ zwykle nie mogę znaleźć w nich nic dla siebie interesującego, lub są pisane takim językiem, który mi się po prostu ciężko czyta.
Tu było inaczej.

Po 1 język jest przystępny, a na końcu książki masz nawet słowniczek, w którym wyjaśniane są zaburzenia.

Po drugie – to historia Dahmera. Postać, która od lat fascynuje i jednocześnie przeraża kolejne pokolenia. Trudno przejść obok niej obojętnie, dlatego nic dziwnego, że wciąż powstają kolejne książki, filmy i reportaże próbujące zrozumieć, jak mogło dojść do tak potwornych zbrodni.

Nie zawiodłam się, sięgając po tę książkę. Okazała się naprawdę wciągająca i pełna ciekawych informacji. Dowiecie się z niej nie tylko o tym, jak Dahmer przez lata potrafił zwodzić swoją rodzinę – a miłość jego ojca była tak silna, że towarzyszył synowi nawet w chwili, gdy ten trafiał do więzienia – ale także o tym, jak wyglądało jego przerażająco przebiegłe „polowanie” na ofiary.

Autorka pokazuje również tło psychologiczne i społeczne tej historii, co sprawia, że książka jest czymś więcej niż tylko opisem zbrodni. To próba zrozumienia mechanizmów, które doprowadziły do tragedii.

Na szczególną uwagę zasługuje „ostatnie słowo” autorki. Ten fragment poruszył mnie na tyle, że po skończeniu książki sama zaczęłam szukać dodatkowych materiałów i nagrań na TikToku, żeby jeszcze bardziej zgłębić ten temat.

Jeśli zastanawiasz się, czy ten reportaż jest warty uwagi – zdecydowanie tak. To książka, którą czyta się z zapartym tchem i która na długo zostaje w głowie. Idealna dla osób zainteresowanych true crime, ale też dla tych, którzy chcą spojrzeć na tę historię z nieco szerszej, bardziej refleksyjnej perspektywy.

„Jeffrey Dahmer bez cenzury” to druga książka Renaty Kuryłowicz, którą mam w swoich rękach.
Muszę przyznać, że ogólnie czytam mało reportaży, ponieważ zwykle nie mogę znaleźć w nich nic dla siebie interesującego, lub są pisane takim językiem, który mi się po prostu ciężko czyta.
Tu było inaczej.

Po 1 język jest przystępny, a na końcu książki masz nawet słowniczek, w którym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mój dnf… o ile początek był mega obiecujący tak dalej…? Cóż, miałam wrażenie, że rodzeństwo tylko ciągle wszędzie chodzi i chce poogarniac jakieś sprawy, których nie ogarnia i dostaje baty od ojca… non stop, jedno i to samo. Po czym rozdział 17 przelał czarę goryczy i powiedziałam sobie że tutaj wysiadam i robię definitywny „stop”.

Mój dnf… o ile początek był mega obiecujący tak dalej…? Cóż, miałam wrażenie, że rodzeństwo tylko ciągle wszędzie chodzi i chce poogarniac jakieś sprawy, których nie ogarnia i dostaje baty od ojca… non stop, jedno i to samo. Po czym rozdział 17 przelał czarę goryczy i powiedziałam sobie że tutaj wysiadam i robię definitywny „stop”.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ophelia przysięgła ojcu i sobie, że jej noga nigdy nie stanie za murami Highlands Uniwersytet Sorrowsong.
Jednak plany sobie, a życie sobie - w momencie gdy giną jej rodzice, całe życie dziewczyny przewraca się do góry nogami. Otrzymuje ona stypendium i jest zmuszona wstąpić w szeregi Uniwersytetu dla elit.
Ale może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?
Co jeśli właśnie to pomoże jej dotrzeć do mordercy jej rodziców?
Ale zanim Ophelia odkryje kto nim jest, musi sama utrzymać się przy życiu, a nie będzie to łatwe, gdyż od pierwszych chwil znajduje się na celowniku swojego prześladowcy oraz rowniesnikow.
No i jest jeszcze Alex.
Syn jej głównego podejrzanego.
I jedyna osoba, która staje się jej sprzymierzeńcem w tym niebezpiecznym dla niej czasie.
A jeśli ten chłopak wcale nie jest odbiciem swojego ojca, jeśli pod przystojną, nienaganną fasadą kryje się ktoś znacznie bardziej złożony, niż Ophelia mogłaby przypuszczać?
Jak wielkim błędem może okazać się wpuszczenie do własnego serca syna największego wroga?
I jak zniszczyć cały świat jedynej osoby, którą pokochało się najmocniej?

„Nightshade” to jedna z nielicznych powieści YA, które naprawdę przypadły mi do gustu.
Przede wszystkim główna bohaterka jest sprytna i zaradna. Po śmierci rodziców potrafiła odnaleźć się w skrajnie trudnych warunkach, nie użalając się nad sobą. Zamiast narzekać, uparcie dążyła do odkrycia prawdy, wykazując się determinacją i siłą charakteru.
Po drugie, podoba mi się wykreowany świat Akademii dla „elity”.
A relacja pomiędzy bohaterami? Oh ludzie, tu iskrzy non stop.
Facet traci dla niej głowę, a dziewczyna pragnie zniszczyć całą jego rodzinę, no co by tu mogło pójść nie tak?
Tylko to, że i ona w końcu zwariuje na jego punkcie.
Wymiana maili między nimi to coś, na czym uśmiechałam się bardzo dużo ;)
No i krzyżówki. One od teraz też będą wywoływać u was ciepełko na serduchu.
Podsumowując - bardzo fajny pomysł na fabułę, ciekawa zagadka oraz elektryzująca relacja bohaterów, jak dla mnie to idealny przepis na sukces.
Z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu.

Ophelia przysięgła ojcu i sobie, że jej noga nigdy nie stanie za murami Highlands Uniwersytet Sorrowsong.
Jednak plany sobie, a życie sobie - w momencie gdy giną jej rodzice, całe życie dziewczyny przewraca się do góry nogami. Otrzymuje ona stypendium i jest zmuszona wstąpić w szeregi Uniwersytetu dla elit.
Ale może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?
Co jeśli...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy miłość od pierwszego wejrzenia naprawdę istnieje?

Ivy Spencer to przepiękna kobieta, która niestety nie miała łatwiej przeszłości.
Poprzedni partner sprawił, że zapomniała ile tak naprawdę jest warta, mało tego, jego zaufanie utwierdziło ją w tym, by nie ufać płci przeciwnej.
Ale jak z tym walczyć, jak na drodze staje ranczer pokroju jej szefa?
Wade Ashby - przystojny rozwodnik i najbardziej zrzędliwy szef rancza, na którym szkolone są konie, które mają zostać zwycięzcami prestiżowych gonitw stanu Kentucky.
Stara się za wszelką cenę zachować pełen profesjonalizm, ale wszystko się wali, gdy Ivy ulega małemu wypadkowi, który jeszcze bardziej komplikuje jej życie.
Czy ta pełna radości kobieta, będzie wstanie przebić się przez ogromny mur i wnieść trochę słońca w życie Pana Gbura?

Gdzie latają iskry, tam…nudy nie ma ;)
A taka właśnie jest relacja naszych głównych bohaterów - pełna elektryzujących momentów!
Bardzo szybko i przyjemnie czytało mi się tą historię.
Duży plus dla autorki za to, że zbudowała relacje pomiędzy bohaterami, która stopniowo się rozwijała.
Pokazała również obawy dwóch stron i dała im przestrzeń na wyzbycie się ich.
Spicy sceny? Są spicy i autorka daje nam tu dość sporo momentów, w których bohaterowie nie zajmują się szkoleniem koni ;) od szybkich uciech, po dłuższe, budujące relacje momenty.
Czy są jakieś minusy tej historii?
Ja osobiście znalazłam jeden - Mianowice końcówka. Wydawać by się mogło, że sprawy łóżkowe przyćmiły całą fabułę książki. A trochę szkoda, ponieważ cała otoczka rancza była cudnie zbudowana! Czytając końcówkę miałam wrażenie, że o wyścigach wspomniane jest coś niecoś, na szybkiego, a przez większość czasu czytamy o tym jak Wade pragnie Ivy już od sekundy gdy ją „opuszcza”. I ja to rozumiem, takie są romanse. Ale tego było po prostu trochę za dużo.
Podsumowując, książka 4/5 gwiazdek, fajna historia, dobrze zbudowana relacja, motyw rancza fajnie rozpisany.
Dobrze spędziłam czas czytając „Trening uczuć”.

Czy miłość od pierwszego wejrzenia naprawdę istnieje?

Ivy Spencer to przepiękna kobieta, która niestety nie miała łatwiej przeszłości.
Poprzedni partner sprawił, że zapomniała ile tak naprawdę jest warta, mało tego, jego zaufanie utwierdziło ją w tym, by nie ufać płci przeciwnej.
Ale jak z tym walczyć, jak na drodze staje ranczer pokroju jej szefa?
Wade Ashby - przystojny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Flashback P.K. Farion, Mateusz Gostyński
Ocena 6,2
Flashback P.K. Farion, Mateusz Gostyński

Na półkach:

„Flashback” to pierwszy tom z nowej serii „killer’s instinct”duetu Farion i Gostyńskiego.
I chciałabym móc wam powiedzieć, że to jest świetne rozpoczęcie serii, jednak no…no nie jest i już mówię dlaczego:
Nie wiem czy ten zabieg jest celowy, czy też nie, ale my od pierwszych stron wiemy, na co detektyw Zoe natrafi. A tak naprawdę na kogo. Od pierwszych stron mamy jednego podejrzanego.
Dlaczego?
Dlatego że tylko on traci pamięć i nie wie co się dzieje z jego życiem.
Na dodatek, czuję ogromne przyciąganie do swojej koleżanki Zoe, którego nie potrafi wytłumaczyć. Tak jak i tego, dlaczego budzi się w randomowych miejscach (i ja rozumiem, że to może okazać się największym plot twistem, jednak wypowiadam się na obecną chwilę na podstawie tego, co mam, czyli na podstawie 1go tomu).
No i tu przechodzimy płynnie do punktu nr 2 - chaos - ja wiem, że życie osoby, która traci pamięć no raczej nie jest uporządkowane, ale opierać większość jego działań na..”pamięci mięśniowej”, to trochę szokujący pomysł.
I tu ten szok, również nie był zbytnio pozytywny.
Czasami miałam wrażenie, że ten człowiek porusza się tak randmowo bo autorzy sami nie do końca wiedzieli co z nim zrobić.
I po 3: zakończenie - czy można było je urwać w gorszy sposób? No moim zdaniem nie. Mam wrażenie że przerwano mi czytanie w połowę zdania i kazano czekać na drugi tom.
Zakończenie nie dość że jest tak przerwane to jeszcze w ogóle nie trzyma w napięciu…
Na dodatek sama fabuła w sobie ma dużo luk.
Podsumowując - książka bardzo przewidywalna z dość oklepanym wątkiem utraty pamięci, który niestety często się nie spina. Mam takie odczucie że autorzy pisali rozdziały na zmianę, jednak żadne z nich nie czytało poprzedniego rozdziału i dlatego to często po prostu fabuła się tam nie klei.
Moja ocena
2/5

„Flashback” to pierwszy tom z nowej serii „killer’s instinct”duetu Farion i Gostyńskiego.
I chciałabym móc wam powiedzieć, że to jest świetne rozpoczęcie serii, jednak no…no nie jest i już mówię dlaczego:
Nie wiem czy ten zabieg jest celowy, czy też nie, ale my od pierwszych stron wiemy, na co detektyw Zoe natrafi. A tak naprawdę na kogo. Od pierwszych stron mamy jednego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jakie to uczucie wiedzieć, że umrzesz?

Nell Masters całe życie ogląda się za siebie.
Ale czym zasłużyła sobie na życie w ciągłym strachu?
Otóż 12 lat wcześniej, nazywała się całkiem inaczej i była świadkiem jak pewna studentka wsiada do samochodu mężczyzny, który widział ja jako ostatni - Bretta Parkera.
Kilka dni później, okazało się, że Bryony nie żyje, a Nell postawiła sobie za życiowy cel, aby odnaleźć osobę winną tej śmierci.
Zafiksowana na punkcie udowodnienia winy Brettowi, doprowadziła do ogromnej tragedii…
Teraz Nell płaci za to własnym spokojem - czuje, że ktoś ją śledzi, dostaje anonimowe telefony oraz kwiaty z liścikami.
Ale co jeśli, Nell się myli i co innego jest powodem, który napędza jej prześladowcę?
Czy uda się jej rozwiązać tę sprawę, zanim ten ją dopadnie?

„Obsesja” to kolejna bardzo dobra powieść B.A Paris.
Pióro autorki znam już od dłuższego czasu i muszę przyznać, że udało się jej zaskoczyć mnie i tym razem.
Poprzez przeplatanie różnych wątków miałam mętlik w głowie i gubiłam się w obstawianiu, kto i dlaczego uwziął się na naszą główną bohaterkę.
Sytuacja z przeszłości Nell bardzo dobrze odwraca uwagę czytelnika od tego, kto kręci się w jej towarzystwie.
Najbardziej podobało mi się jednak narastające poczucie niepokoju - z każdą stroną miałam wrażenie, że ktoś obserwuje bohaterkę tuż zza rogu, a zwykłe, codzienne sytuacje zaczynają wydawać się podejrzane. Autorka świetnie bawi się napięciem i sprawia, że czytelnik sam zaczyna doszukiwać się zagrożenia absolutnie wszędzie.
Czy udało mi się odgadnąć kim jest nasz prześladowca? Nie, ale świetnie się bawiłam podczas czytania tej historii, dlatego serdecznie zachęcam Cię, byś i Ty po nią sięgn_ł/a.

Jakie to uczucie wiedzieć, że umrzesz?

Nell Masters całe życie ogląda się za siebie.
Ale czym zasłużyła sobie na życie w ciągłym strachu?
Otóż 12 lat wcześniej, nazywała się całkiem inaczej i była świadkiem jak pewna studentka wsiada do samochodu mężczyzny, który widział ja jako ostatni - Bretta Parkera.
Kilka dni później, okazało się, że Bryony nie żyje, a Nell postawiła...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

A co, jeśli pewnego dnia musisz zniknąć - zostawić imię, dom i całą przeszłość - tylko po to, żeby przeżyć…?

Po szokujących wydarzeniach z pierwszego tomu, przenosimy się do Norwegii, gdzie nasi ulubieńcy starają się wieść spokojne życie, które nie zwróci uwagi żadnych funkcjonariuszy.
Jednak czy można być szczęśliwym, gdy każdego dnia tęskni się za swoją rodziną?
Za dawnym życiem?
Alice, Liam i Christian pod przykrywką idealnej rodziny starają się zapomnieć o Malbacie i wychować syna Ash.
I mimo, że spokojne życie ich tłamsi, robią wszystko, by Liam nie odczuł życia w strachu i braku Malbackiej rodziny.
A potem w odwiedziny przylatuje mama Alice, która wywraca ich całe życie do góry nogami…

„Malbat znaczy zemsta” to drugi tom serii i jeśli mam być szczera - klątwa „drugiego tomu” omija tę historię szerokim łukiem.
Jeśli chodzi o humor - wierzcie mi, dalej będziecie pękać ze śmiechu. Świetne żarty, komizm sytuacyjny i droczenie się między bohaterami sprawia, że uśmiechniecie się i to nie raz ;).
No a plot twisty? Oh, tutaj ich nie brakuje. Jeśli myśleliście, że w pierwszym tomie było dużo szokujących rzeczy, to poczekajcie na tom drugi… ja powiem tylko tyle: cicha woda brzegi rwie…;)
Ta historia sprawiła, że nie byłam w stanie podnosić swojej szczęki z ziemi, bo już za chwilę na nowo tam opadała ;).
Podsumowując: śmieszna, wzruszająca, trzymająca w napięciu oraz nieprzewidywalna - taka jest właśnie Malbatowska rodzinka!
Polecam - 5/5!

A co, jeśli pewnego dnia musisz zniknąć - zostawić imię, dom i całą przeszłość - tylko po to, żeby przeżyć…?

Po szokujących wydarzeniach z pierwszego tomu, przenosimy się do Norwegii, gdzie nasi ulubieńcy starają się wieść spokojne życie, które nie zwróci uwagi żadnych funkcjonariuszy.
Jednak czy można być szczęśliwym, gdy każdego dnia tęskni się za swoją rodziną?
Za...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy brak wiary w siebie, może przekreślić szanse na odnalezienie miłości życia?

Ula - nasza główna bohaterka jest głosem miliona kobiet. Takich zwyczajnych, jak Ty czy ja.
Ma krągłości, mierzy się z różnymi dolegliwościami których nikt nie rozumie, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że walczy sama ze sobą, bo świat jej wmówił, że nie jest idealna. Że jest wybrakowana.
I nagle na swojej drodze spotyka kogoś, kto wydaje się być perfekcyjny.
Lekarz, dowcipny, wyrozumiały, pomińmy już że przystojny.
Postanawia jej pomóc trochę w nauce jazdy na łyżwach.
Chce z nią spędzać czas, chce się z nią zaprzyjaźnić… a może i wyjść na randkę?
Jednak Ula jak to Ula - nie akceptuje tego, że ktoś taki jak Wojtek mógłby być nią zainteresowany.
Czy brak wiary Uli w siebie sama, przekreśli jej szanse na prawdziwą miłość?

„Zanim pokochałam” siebie to książka obyczajowa z wątkiem romantycznym.
Bohaterowie, którzy występują w tej powieści są idealnie nieidealni. Są normalni.
Muszę przyznać, że na codzień nie czytam tego typu książek, jednak bardzo się cieszę, że na tą się skusiłam, bowiem problemy, które ona porusza są bardzo mi bliskie.
Problemy natury kobiecej, postrzeganie siebie poprzez pryzmat cyfry na wadze czy na metce ubrania…
Ile razy zdarzyło się mi czegoś nie kupić, czy gdzieś nie wyjść, bo nie czułam się okej ze swoim ciałem…
Podczas czytania tej książki, zżyłam się z Ulą i mam nadzieję, że kiedyś dostaniemy dalsze losy tych cudownych bohaterów.
Autorka napisała historię nie tylko o normalnych ludziach, ale i bardzo przystępnym językiem (bez żadnego cringu), w związku z tym, czyta się ją naprawdę szybko.
Anetko, wszystkie „Urszule” z tego świata, dziękujemy Ci, za napisanie historii o nas.

Czy brak wiary w siebie, może przekreślić szanse na odnalezienie miłości życia?

Ula - nasza główna bohaterka jest głosem miliona kobiet. Takich zwyczajnych, jak Ty czy ja.
Ma krągłości, mierzy się z różnymi dolegliwościami których nikt nie rozumie, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że walczy sama ze sobą, bo świat jej wmówił, że nie jest idealna. Że jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Co jeśli jeden mężczyzna jest miłością życia trzech kobiet?

Rose, Phoebe, Eliza to trzy siostry.
Identyczne.
Trojaczki.
Jak się okazuje, nawet ich serce, bije w identycznym rytmie, do jednego mężczyzny - Angusa.
Jednak on, zakochuje się tylko w jednej z nich i to właśnie ją planuje poślubić.
Splot tragicznych wydarzeń sprawia, że ukochana Angusa znika z jego życia, a on już nigdy nie spotyka nikogo równie wyjątkowego.
Ale czy to możliwe, że jedna z sióstr wciąż skrycie o nim marzy?
A co, jeśli to właśnie ona, ta niewidzialna, niedoceniana - była mu pisana od samego początku?
„Ten którego kochały” to powieść o miłości, która „nie rdzewieje”, o okrutnej stracie oraz rodzinie, która doświadczyła zbyt wiele bólu i w chaosie cierpienia gubi własne więzi.
Powieść ta, ukazuje również, że na zmiany naszych życiowych planów nigdy nie jest za późno, czy za wcześnie. Warto robić w życiu to co kochamy, warto podążać za marzeniami, bo nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie nasz czas na odejście z tego świata.
Warto również walczyć o osoby, na których nam zależy.
Bardzo przyjemnie czytało mi się te książkę. To nie opowieść napędzana spektakularnymi zwrotami akcji, jej siła tkwi gdzie indziej - przynosi ukojenie, pozwala się zatrzymać i w ciszy poukładać myśli, które od dawna krążą nam po głowie.
Serdecznie polecam tę książkę, jeśli szukacie romansu obyczajowego, który podczas czytania pozwoli wam po prostu zatrzymać się i docenić chwile, która jest tu i teraz.

Co jeśli jeden mężczyzna jest miłością życia trzech kobiet?

Rose, Phoebe, Eliza to trzy siostry.
Identyczne.
Trojaczki.
Jak się okazuje, nawet ich serce, bije w identycznym rytmie, do jednego mężczyzny - Angusa.
Jednak on, zakochuje się tylko w jednej z nich i to właśnie ją planuje poślubić.
Splot tragicznych wydarzeń sprawia, że ukochana Angusa znika z jego życia, a on...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

A co, jeśli jedynym sposobem, by przeżyć… jest stanąć po stronie wroga?

Alice jest policjantką, która zostaje przydzielona do sprawy, która albo przyniesie jej sławę w policyjnym gronie, albo ją pogrąży.
Niestety, jedna pomyłka i wrogo nastawieni koledzy z branży sprawiają, że życie Alice sypie się w oka mgnieniu.
Jej jedyną opcją pozostaje ucieczka, tylko dokąd?
Bo przecież nie może uciec do kogoś, kogo jeszcze chwilę temu miała aresztować…
Ale… co jeśli on jest jej jedyną opcją?

„Malbat znaczy rodzina” zostanie przeze mnie chyba ogloszną książką roku 2026.
I jestem świadoma, że mamy dopiero luty, jednak nie wiem, czy znajdę lepszy thriller mafijny od Malbata.
Ciekawi was pewnie, co mnie aż tak bardzo urzekło w tej książce?
No to już mówię!
Po pierwsze budowanie relacji - nasza główna bohaterka jest zauroczona Christianem, jednak czy wpadają oni w wir namiętności?
Absolutnie nie! Relacja tych dwojga jest budowana bardzo życiowo: autorka daje im czas na poznanie siebie i na posyłanie sobie ukradkowych spojrzeń.
Po drugie - motyw found family jest tu poprowadzony tak genialnie, że macie wrażenie, że podczas czytania sami stajecie się częścią Malbatu.
Serio. Ja z nimi się śmiałam, płakałam oraz cierpiałam.
No i to na co chyba czeka większość z nas: PLOT TWIST, a raczej PLOT TWISTY.
Autorka mnie zaskoczyła. Nie raz, nie dwa.
Szczerze? W życiu bym się nie spodziewała, ze ta historia obierze taki kierunek.
W końcu znalazłam książkę, o której nie mogę przestać myśleć.
Jak możecie się domyślać, przeszłam od razu do drugiego tomu.
Nie wyobrażam sobie nie wiedzieć, jakie są dalsze losy Malbata.
Jeśli jeszcze nie znasz tej historii, to najwyższa pora ją nadrobić.

A co, jeśli jedynym sposobem, by przeżyć… jest stanąć po stronie wroga?

Alice jest policjantką, która zostaje przydzielona do sprawy, która albo przyniesie jej sławę w policyjnym gronie, albo ją pogrąży.
Niestety, jedna pomyłka i wrogo nastawieni koledzy z branży sprawiają, że życie Alice sypie się w oka mgnieniu.
Jej jedyną opcją pozostaje ucieczka, tylko dokąd?
Bo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Co jesteśmy w stanie zrobić w imię miłości?

Nicole i Thomas to normalne, szczęśliwe małżeństwo… Czy aby na pewno?
Pewnego dnia Nicole uczestniczy w wypadku samochodowym, który cudem przeżywa.
Gdy na miejsce docierają detektywi wraz z policją i przyglądają się sprawie, zrozumiałe jest, że coś tu jest nie tak.
Po pierwsze, Nicky nie powinna tego wypadku przeżyć, a po drugie, nie tylko wydostała się sama z auta, ale i ruszyła w poszukiwaniu zaginionej dziewczynki.
Czy była ona pasażerem podczas tej podróży?
Co wydarzyło się tamtej nocy w domu Franków, że chora Nicky postanowiła usiąść za kółkiem?
„Dom dla lalek” to najlepsza powieść Lisy z jaką spotkałam się do tej pory.
Dlaczego? Dlatego, że akcja dzieje się zaraz po otwarciu książki. W dotychczasowych powieściach, z którymi miałam do czynienia, akcja często potrzebowała czasu, by się rozkręcić. Tutaj wydarzenia ruszają od pierwszych stron, dzięki czemu moja uwaga została natychmiast przykuta.
Autorka przez całą książkę utrzymuje nas w niepewności.
Przez kilka rozdziałów wskazuje nam dowody na jedną osobę, po to, by za chwilę podać nam na tacy kolejnego podejrzanego, przez co dopiero na samym końcu dowiadujemy się, kto jest winny oraz co tak naprawdę się stało.
Jeśli chcecie dowiedzieć się kim jest Nicky Frank, to serdecznie zapraszam do przeczytania „domu dla lalek” - uwaga, tu nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Co jesteśmy w stanie zrobić w imię miłości?

Nicole i Thomas to normalne, szczęśliwe małżeństwo… Czy aby na pewno?
Pewnego dnia Nicole uczestniczy w wypadku samochodowym, który cudem przeżywa.
Gdy na miejsce docierają detektywi wraz z policją i przyglądają się sprawie, zrozumiałe jest, że coś tu jest nie tak.
Po pierwsze, Nicky nie powinna tego wypadku przeżyć, a po drugie,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Tajna stacja polarna, niebezpieczne eksperymenty oraz bohaterowie powieści, którzy nie mają pojęcia z czym przyjdzie im się zmierzyć.
Powieść, która łączy ze sobą naukę i akcję, która trzyma w napięciu do ostatniej kropki.
Taka historię mógł stworzyć tylko James Rollins.
Pierwszy raz natknęłam się na tego autora 14 lat temu i przepadłam w jego książkach, więc ogromnie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że dostaniemy wznowienie „lodowej pułapki”.
Powrót do powieści Rollinsa po latach przerwy to było coś wspaniałego.
Autora wyróżnia specyficzny styl pisania, bowiem zawsze łączy on naukę, niebezpieczne eksperymenty i stworzenia z wielkimi tajemnicami oraz prężną fabułą.
Tu nie ma czasu na nudę, bowiem każda strona dostarcza mnóstwa wrażeń.
Moim zdaniem autor świetnie buduje napięcie.
W tej powieści lawirujemy pomiędzy akcją, którą toczy się z udziałem naukowców, zwykłych obywateli oraz Rosjan, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać tajemnicę pod powierzchnią lodowca.
Bardzo podobała mi się możliwość przeskakiwania pomiędzy grupami bohaterów i spojrzenia na całą sytuację z ich perspektywy.
Więc jeśli szukasz powieści, w której akcja toczy się od pierwszej do ostatniej strony, która będzie trzymać w napięciu i sprawi, że kawa nie będzie Ci już potrzebna, to serdecznie polecam Ci „Lodową pułapkę”.
Nie zawiedziesz się.

Tajna stacja polarna, niebezpieczne eksperymenty oraz bohaterowie powieści, którzy nie mają pojęcia z czym przyjdzie im się zmierzyć.
Powieść, która łączy ze sobą naukę i akcję, która trzyma w napięciu do ostatniej kropki.
Taka historię mógł stworzyć tylko James Rollins.
Pierwszy raz natknęłam się na tego autora 14 lat temu i przepadłam w jego książkach, więc ogromnie się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to