rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Nie znoszę mdłych książek. Takich, o których mówi się, że “fajna”, “lekko się czyta” albo że “dobra lektura”. To tak samo mało przekonywujące jak reklama restauracji, w której jest “dobra kuchnia” i “smaczne jedzenie”. Dlatego z uwagą śledzę dyskusję toczącą się wokół „444”, książki, którą podziwiam z wielu powodów. Między innymi za poruszenie, jakie wywołała. Wielu recenzentów chwali ją pod niebiosa, kilku chłoszcze - ale nawet najbardziej żarliwi krytycy powieści, doceniają wiedzę historyczną autora. Przyznam szczerze, że sięgnąłem po ten tytuł lekko zirytowany zachwytami i chętnie bym postawił swój dyplom historyka skromnego uniwersytetu przeciwko czapce śliwek, że będę w stanie na 560 stronach przyłapać Siembiedę na wpadce. Nie udało się. Czytam w Internecie i w mediach zarzuty wobec „444". Jeden z recenzentów wytyka, że Matejko nie mógł palić papierosów, bo kiedy malował „Chrzest Warneńczyka” to ich jeszcze nie znano. Znano, znano. Cygarfabryka, jak ją nazywali miejscowi, działała przy Dolnych Młynach w Krakowie już od dziesięciu lat, a poza cygaretkami skręcanymi z liści, produkowała siekany tytoń zawijany w bibułki, czyli… No właśnie. Nieporozumienie oczywiste tak samo jak uwaga, że w zaborze austriackim nie istniała prasa polska, tylko „polskojęzyczna”, bo nie było państwa polskiego. Niezupełnie. Zabór austriacki był inkubatorem polskiej prasy tamtych czasów. W Galicji wychodziło wówczas kilkadziesiąt gazet i czasopism, które miały polskich wydawców, polskie redakcje i polskich dziennikarzy. Administracja austriacka nie miała z nimi nic wspólnego, cenzura praktycznie nie istniała, a „Stańczycy” będący strażnikami polskości w jej pełnym, konserwatywnym wydaniu, codziennie wydawali „Czas”, który docierał nawet do Polaków pracujących przy budowie Kanału Sueskiego. We Lwowie wychodził „Dziennik Wszechpolski”, który ostro walczył z rusyfikacją i germanizacją, broniąc polskiej racji narodowej. Redagował go Roman Dmowski - idol dzisiejszych narodowców maszerujących ulicami Warszawy. Nie sadzę, aby ogolonym na łyso chłopcom spodobało się, że gazetę ich guru nazywa się „polskojęzyczną”, a nie polską. Ale mniejsza z tym. Szczerze gratuluję wszystkim polemistom, bo to pasjonujące rozmowy. Przynajmniej o coś w niech chodzi, ktoś się spiera, a przy tym uczy siebie i innych. A ile się przy tym można dowiedzieć…Chwała „444”, że wywołuje ten ferment.

Nie znoszę mdłych książek. Takich, o których mówi się, że “fajna”, “lekko się czyta” albo że “dobra lektura”. To tak samo mało przekonywujące jak reklama restauracji, w której jest “dobra kuchnia” i “smaczne jedzenie”. Dlatego z uwagą śledzę dyskusję toczącą się wokół „444”, książki, którą podziwiam z wielu powodów. Między innymi za poruszenie, jakie wywołała. Wielu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Pierwszy raz czytałem tę książkę wiele lat temu, kiedy na temat II wojny światowej istniała ciągle jedna prawda. Ta oficjalna, której uczono w szkole. Na temat tego, że coś mogło być inne niż w podręcznikach tylko spekulowano i to szeptem. Tak mijały lata, a wraz z upływem czasu jaki mijał od zakończenia wojny wychodziła na jaw „druga prawda”, którą Wańkowicz sugerował ponad cztery dekady temu, poruszając tematy obrony Westerplatte i działaļ Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego dowodzonego przez majora „Hubala”. Wróciłem do tej książki niedawno, podziwiając jej konstrukcję, narrację, dokumentację ale i sposób patrzenia, wtedy kiedy Wańkowicz ją pisał. Jak zrobiłby to dziś? Jak odniósłby się do kontrowersyjnych relacji na temat majora Sucharskiego (znał go osobiście) i jego faktycznej postawy podczas obrony Westerplatte? Jak zareagowałby na film „Tajemnica Westerplatte” z 2013 roku? Jakie wrażenie zrobiły by na nim sekrety „Hubala”, które pojawiają się w czasach, gdy nawet poszukiwania grobu słynnego partyzanta nie robią na nikim wrażenia. Sądząc z braku zainteresowania „Dwoma prawdami” choćby na tym portalu, można uznać, że ta książka już się skończyła. Jest przestarzałym zapisem spraw, których kontrowersji nie uniosła. Czy rzeczywiście? Moim zdaniem to początek dyskusji, która jest dopiero przed nami, a Wańkowicz daje doskonały pretekst aby ją zacząć.

Pierwszy raz czytałem tę książkę wiele lat temu, kiedy na temat II wojny światowej istniała ciągle jedna prawda. Ta oficjalna, której uczono w szkole. Na temat tego, że coś mogło być inne niż w podręcznikach tylko spekulowano i to szeptem. Tak mijały lata, a wraz z upływem czasu jaki mijał od zakończenia wojny wychodziła na jaw „druga prawda”, którą Wańkowicz sugerował...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to