rozwiń zwiń

Zaginiony sztetl

Okładka książki Zaginiony sztetl
Max Gross Wydawnictwo: Finebooks literatura piękna
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Lost Shtetl
Data wydania:
2024-05-23
Data 1. wyd. pol.:
2024-05-23
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373505575
Tłumacz:
Natalia Wiśniewska
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zaginiony sztetl w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zaginiony sztetl



książek na półce przeczytane 2917 napisanych opinii 1428

Oceny książki Zaginiony sztetl

Średnia ocen
7,5 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1
1

Na półkach:

Odizolowana wioska tubylcza w sercu Amazonii? Tym razem żydowska mieścina, która gdzieś na rubieżach Polski przegapiła ostatnie dwa wieki rozkwitu technologicznego i wojennych koszmarów. Summa summarum całkiem oryginalna koncepcja w ramach wielokrotnie wszak granego już motywu złamania całkowitej izolacji i powiązanych z tym konsekwencji. Podziwiam zacięcie autora, by brnąć w ten ryzykowny pomysł spod znaku Polish Jewish fantasy, bo można było nieźle wtopić. Ale nic z tych rzeczy. Widać starannie przemyślaną fabułę i dobre pióro. Jest wesoło, nawet jeśli czasem straszno. Tak, to trochę szalona książka, czyli tak jak lubię. Świetnie napisana, a po polsku potoczyście przetłumaczona i zredagowana. Co tu dużo mówić, czyta się jak jasna cholera, to było moje top czytadło w tym roku. Zapamiętuję nazwisko Max Gross, bo jeśli jeszcze coś napisze, to pewnie będzie równie wciągające.

Odizolowana wioska tubylcza w sercu Amazonii? Tym razem żydowska mieścina, która gdzieś na rubieżach Polski przegapiła ostatnie dwa wieki rozkwitu technologicznego i wojennych koszmarów. Summa summarum całkiem oryginalna koncepcja w ramach wielokrotnie wszak granego już motywu złamania całkowitej izolacji i powiązanych z tym konsekwencji. Podziwiam zacięcie autora, by brnąć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

165 użytkowników ma tytuł Zaginiony sztetl na półkach głównych
  • 116
  • 49
33 użytkowników ma tytuł Zaginiony sztetl na półkach dodatkowych
  • 15
  • 7
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Złodziej sztuki. Prawdziwa opowieść o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji Michael Finkel
Złodziej sztuki. Prawdziwa opowieść o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji
Michael Finkel
Jak ukraść naprawdę Jak włamać się do muzeum i dokonać zuchwałej kradzieży dzieła sztuki? Wystarczy obejrzeć kilka filmów z naszym „Vinci” na czele. Film Juliusza Machulskiego pokazuje cała skomplikowaną procedurę działania. Bo to „Cumę” trzeba wyciągnąć z „więźnia”, przekonać do akcji „Szerszenia”, wynająć Werbusa i Hagena, założyć podsłuch, opracować skomplikowany plan…. W ogóle roboty jest od diabła i ciut ciut. Podobnie w filmie „Osaczeni” z Catherine Zeta-Jones i Seanem Connery. Też robią skok stulecia na dzieła sztuki. Słowem, żeby zwinąć owe dzieło trzeba ludzi, sprzętu i dobrego pomysłu. A nie można tak inaczej? Czy do otwarcia gabloty nie wystarczy szwajcarski scyzoryk? Parę ruchów w lewo i gablota staje otworem. Wystarczy wsunąć dłoń. A potem albo schować dzieło sztuki do plecaka, albo wsunąć na pasek od spodni. I wyjść, po prostu normalnie wyjść z muzeum? Do tego wystarczy tylko jeden wspólnik, który chrząka, gdy zbliża się strażnik. A ten jak wiadomo porusza się, bo robi obchód i nie zawsze jest wszędzie. Plan? Jaki plan? Przecież to takie proste. Wchodzę, zabieram i wychodzę. No dobrze, jakiś kamuflaż ubraniowy i tyle. A po co w ogóle kraść wielkie, duże obrazy, które nie mieszczą się w torbie na zakupy? Nawet złodzieje, chcący dorobić się majątku na kradzieży dzieł sztuki wiedzą, iż im cenniejsza zdobycz, tym mniejsza za nią cena na czarnym rynku. Wyjątkowe dzieła sztuki znajdują się również w małych muzeach i też są niewielkie. A jeśli złodziej ma „Syndrom Stendhala - zjawisko psychosomatyczne, które objawia się intensywnymi reakcjami emocjonalnymi i fizycznymi na widok dzieł sztuki i zabytków, szczególnie w miejscach o dużym nagromadzeniu takich obiektów” - za wikipedią, to wiele wyjaśnia. Wchodzi taki złodziej do budynku, powiedzmy do małego muzeum w Baden-Baden i dostaje wstrząsu na widok obrazu Lucasa Cranacha Starszego „Sybilla, księżna Cleves” o wartości szacowana jest na 5-5,6 mln funtów, no to trzeba go po prostu zwinąć i powiesić u siebie w domu. Myślicie, że to niemożliwe? Jakże się mylicie. A chcecie dowiedzieć się więcej? To sięgnijcie po książkę Michaela Finkela „Złodziej sztuki. Prawdziwa historia o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji”. To literatura non-fiction, tak uwielbiana przez czytelników, bo opisująca historię, która się wydarzyła, ba, która może się powtórzyć, bo główny bohater Stéphane Breitwieser ciągle żyje, a jeśli cierpi na „syndrom Stendhala” to nigdy nie wiadomo, czy nie kradnie na przykład w tej chwili... Książka Finkela ukazała się w 2023 roku, w Polsce rok później. Napisana sprawnym dziennikarskim językiem relacjonuje fakty, które trzymają w napięciu. Zupełnie tak, jak wtedy, kiedy oglądaliśmy po raz pierwszy film „Vinci” czekamy – złapią go (ich), czy nie złapią….
gks - awatar gks
ocenił na 8 1 miesiąc temu
W dolinie Paolo Cognetti
W dolinie
Paolo Cognetti
Piękna proza. O ludzkiej głupocie, chciwości i pazerności, o starej jak świat prawdzie, że od świata zwierząt dzieli nas bardzo cienka bariera cywilizacji, od której, niezależnie jak bardzo tego pragniemy, nie potrafimy już uciec. Ona jest już w nas, jest nasza integralną częścią. Wyrafinowana prostotą tego opowiadania opiera się na klasycznych środkach retorycznych oraz na klasycznej budowie, opartej na kilku porównaniach. Przede wszystkim można przeprowadzić paralelę między pierwszym rozdziałem o historii małej białej suczki z szarym pół psem, pół wilkiem a rozdziałami o braciach Luigim i Alfredo oraz żonie Luigiego, Elisabetcie. Jest to opowieść przede wszystkim o niej. Świadczą o tym inne paralelę w tekście dotyczące moim zdaniem przede wszystkim Elisabetty, choć oczywiście nie tylko. Przede wszystkim ogromne znaczenie ma zacytowane w tekście słynne powiedzenie kardynała de Richelieu " Cherchez la femme"!-szukajcie kobiety, bo za wszystkimi działaniami mężczyzny stoi kobieta. Wszyscy wiedzą, po co starszy z braci, Luigi, siagnął do Piemontu młodszego Alfredo aż z Kanady. Jego ciężarnej żonie rudera po teściu ogromnie się podoba. A uroku dodaje jej zapewne fakt, iż dom stoi przy trasie planowanego wyciągu narciarskiego. A taki dom z barem i pokojami hotelowymi to już jest coś. Elisabetta, obecnie ciężarna naciska na męża, że chce tam mieszkać i wychowywać dziecko. Surowej piękno górskiej osady Fontana Fredda w Piemincie to jedno, ale Elisabetta jest przede wszystkim mediolańską mieszczką. Dom po teściu to dla niej spełnienie marzeń. Uciekła z Mediolanu, żeby żyć z Luigim w górach. Doskonale wie, że z drogi, którą sobie wybrała, nie ma odwrotu. Poleciała za Luigim jak biala suczka za swoim pół wilkiem i powrotu między ludzi już nie ma i nie będzie, nawet jeśliby za tym kiedyś zatęskniła. Marzy o prostym życiu z dala od cywilizacji. Uciekła od Mediolanu, od matki, od mieszkania z fortepianem i zobrazami od fryzur i strojów. Od mieszczańskości a przynajmniej tak jej się wydaje. Jest że swojego życia nawet zadowona i nie zdaje sobie sprawy jak bardzo tego mies czanskosc pociągnęła za sobą w góry. Elisabetta postrzega siebie jako dziecko natury odległa oraz jak bardzo wychowała swojego "dzikusa" - Luigiego albo przynajmniej jak bardzo wpłynęła na jego zachowanie. Luigi nie widzi nic złego w wycięciu hektarów lasów. Tak było zawsze: lasy człowiek wycinał i polował na zwierzęta. Stała praca, stała pensja to wszystko czego w życiu pragnie Luigi, nie tylko dlatego, że ma dziecko w drodze. Jest bardziej mieszczański niż jego żona, dostrzega w życiu jedynie pozory i bardzo dba o nie. Ślub tłumaczenie sobie, że w zasadzie wcale nie oszukuję brata, a właściwie to nawet robi mu przysługę, nie dostrzega , że brat nie pragnie dziedzictwa, tylko szczerości i właściwie ścinając sosnę, która ojciec dla niego zasadził w dniu jego urodzin. Dla niego ścięta sosna to tylko zakłócenie estetyki miejsca. Nie chce, żeby to drzewo leżało na jego ziemi i żałuję, że sosna słowo nadaje się na opał. Awanturniczy brat w uporządkowanym życiu Luigiego jest kłopotem i zawadą. Jedną z wielu rys. Kolejna pojawią się w trakcie rozmowy Elusabetty z matką o audycji radiowej na temat książki o herezji Dolcina ukrywającego się stulecia wcześniej w sąsiedniej górskiej dolinie. Kochanka i najwierniejsza uczennica Dolcina została spalona na stosie za herezję na jego oczach. Elisabettę niepokoi ta rozmowa jeszcze długo po jej zakonczeniu. Matka ja rozdrażniła. Elisabetta sądzi, że to na skutek propozycji przyjazdu i towarzyszenia córce w ostatnich miesiącach ciąży i pierwszych tygodniach opieki nad noworodkiem. Elisabetta, która jest absutnie nieświadoma tego co ja czeka odmawia. Najpierw należy przygotować się do zimy. Poród będzie dopiero w kwietniu, to czym się przejmować? Bohaterowie są dalecy od naśladowania Braci Apostolskich. Elusabettę może również pociągać urok prostego życia w ubóstwie i miłości, ale skoro może być również współwłaścicielką ziemi po teściu w dodatku korzystnie położonej, to czemu nie? Tym bardziej, że jeśli będzie miała dziecko i ziemię, przestanie być postrzegana przez miejscowe kobiety jako obca którą przyznało tu marzenie o utopii, jak Małgorzatę. Niejasna jest też jej rola w samobójstwie teścia, w końcu to ona przynosi mu nabita strzelbę. Wspaniałe opisana przyroda, tak melancholijny, nostalgicznie, listopadowo nie jest tłem, w którym rozgrywają się wydarzenia. Jest jeszcze gorzej. Przyroda jest przedmiotem pozbawionym wszelkich praw, na którym ludzie używają sobie jak chcą: sprzedają, zatruwają kupują. Wszydtki jedno, czy to są olbrzymie polacie Kanady czy niewielki Piemont. Jedyną osoba ktora zdaje sobie sprawę z tego, co czeka Fontana Fredda jest jej ostatnia mieszkanka staruszka Gemma, ale co może zrobić samotna staruszka, poza płaczem? " W dolinie" to wspaniała proza: ciemna, gęsta, pulsujaca od emocji i namiętności, nasycona treścią dającą się wielokrotnie odczytywać na nowo i inaczej za każdym razem, jeśli tylko zechcemy pójść innym tropem inna ścieżką. Wspaniała sugestywna, sensualna proza.
Mysza - awatar Mysza
oceniła na 10 8 miesięcy temu
Kiedy byłyśmy ptakami Ayanna Lloyd Banwo
Kiedy byłyśmy ptakami
Ayanna Lloyd Banwo
Książka "Kiedy byłyśmy ptakami" autorstwa Ayanny Lloyd Banwo to debiut, który uderza w czytelnika z siłą tropikalnego szkwału, a jednocześnie otula go gęstą, oniryczną atmosferą Trynidadu. Moja ocena to mocne 8/10. Autorka stworzyła dzieło wymykające się prostym klasyfikacjom gatunkowym – to jednocześnie saga rodzinna, mroczny romans i przejmująca opowieść z nurtu realizmu magicznego, w której granica między światem żywych a krainą przodków jest cienka niczym pajęczyna. Dziedzictwo śmierci i pieśń życia Fabuła splata losy dwóch poturbowanych przez życie postaci: Yejide i Darwina. Yejide dorasta w cieniu niezwykłego rodzinnego dziedzictwa – kobiety z jej rodu pełnią rolę przewodniczek dusz, pomagając zmarłym przejść na „drugą stronę”. Gdy umiera jej matka, Yejide musi przyjąć na siebie ten ciężar, co wiąże się z bolesną transformacją. Z kolei Darwin, wychowany w surowych religijnych rygorach, łamie najświętsze przykazanie swojej matki i podejmuje pracę jako grabarz na gigantycznym, labiryntowym cmentarzu Fidelis w Port-of-Spain. To właśnie tam, wśród nagrobków i szeptów przeszłości, ich ścieżki się przecinają. Głos wyspy i realizm magiczny Największym atutem powieści jest jej niesamowity, nasycony zmysłami język. Lloyd Banwo nie tylko opisuje Trynidad; ona pozwala go poczuć, usłyszeć i powąchać. Autorka genialnie wykorzystuje lokalny dialekt i rytm mowy, co nadaje narracji autentyczności i niemal hipnotycznej jakości. Realizm magiczny nie jest tu jedynie ozdobnikiem – to fundament świata przedstawionego. Ptaki, cienie i głosy zmarłych są tu tak samo realne jak bieda, kurz czy palące słońce. Autorka z ogromnym wyczuciem porusza tematy żałoby, traumy międzypokoleniowej i wyzwolenia spod wpływu dominujących matek. To opowieść o tym, jak odnaleźć własny głos w chórze przodków, który nieustannie domaga się uwagi. Ocena „osiem” wynika z odwagi, z jaką autorka podejmuje trudne tematy, oraz z niezwykłej plastyczności jej prozy. Banwo unika sentymentalizmu, serwując nam historię surową, a momentami wręcz brutalną, która jednak niesie w sobie potężny ładunek nadziei. Darwin i Yejide to bohaterowie z krwi i kości, których lęki i pragnienia są nam bliskie, mimo egzotycznego i metafizycznego sztafażu. Niewielki spadek punktowy bierze się jedynie z faktu, że tempo akcji w drugiej połowie książki bywa nieco nierówne, a niektóre wątki magiczne mogłyby zostać nieco szerzej wyjaśnione dla czytelnika spoza kręgu kulturowego Karaibów. Podsumowując, "Kiedy byłyśmy ptakami" to literacka perła, która udowadnia, że opowieści o duchach mogą być najgłębszymi historiami o życiu. To książka o przełamywaniu klątw, o sile miłości rodzącej się w cieniu śmierci i o tym, że każdy z nas musi kiedyś nauczyć się latać o własnych siłach. Ayanna Lloyd Banwo zadebiutowała z rozmachem, wprowadzając do współczesnej literatury powiew świeżości i magii, której tak bardzo potrzebujemy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 23 dni temu
Niezwykłe życie Nellie Bly. Dziennikarka, która wyprzedziła epokę Nicola Attadio
Niezwykłe życie Nellie Bly. Dziennikarka, która wyprzedziła epokę
Nicola Attadio
Postać Nellie Bly to synonim odwagi, która nie znała granic, a Nicola Attadio w swojej książce „Niezwykłe życie Nellie Bly. Dziennikarka, która wyprzedziła epokę” składa jej sprawiedliwy i niezwykle dynamiczny hołd. To biografia, którą czyta się jak najlepszy thriller szpiegowski, co w dużej mierze wynika z faktu, że życie Bly było nieustanną grą z systemem, konwenansami i niebezpieczeństwem. Moja ocena to mocne 8/10, ponieważ Attadio nie tylko relacjonuje fakty, ale przede wszystkim oddaje duszę pionierki dziennikarstwa śledczego. Kluczowym elementem publikacji, na którym skupia się autor, są rewolucyjne metody pracy Bly. W czasach, gdy kobietom w redakcjach przypisywano działy mody czy ogrodnictwa, Nellie – a właściwie Elizabeth Cochrane – rzuciła wyzwanie męskiemu światu mediów, wprowadzając do niego technikę undercover. Attadio z niemal filmową precyzją opisuje jej najbardziej spektakularne śledztwa, w których wykorzystywała fałszywe aliasy, by przeniknąć tam, gdzie wzrok opinii publicznej nie sięgał. Najbardziej wstrząsającym rozdziałem książki jest ten poświęcony infiltracji szpitala psychiatrycznego na Blackwell’s Island. Aby tam trafić, Bly przez wiele dni ćwiczyła przed lustrem obłąkane spojrzenie, przybrała nazwisko Nellie Brown i dała się zamknąć jako pacjentka. To, co tam zastała – lodowate kąpiele, zepsute jedzenie, bicie i wszechobecne okrucieństwo personelu – opisała w reportażu, który wstrząsnął Ameryką. Jak zauważa Attadio, Bly nie była tylko obserwatorką; ona stała się ofiarą systemu, by móc go zniszczyć od środka. Autor przytacza przejmujący fragment jej zapisków: „Weszłam tam z postanowieniem, by sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak źle, jak mówią. Wyszłam z przekonaniem, że rzeczywistość jest nieskończenie gorsza, a jedynym lekarstwem na ten koszmar jest światło prawdy”. Równie fascynujące są opisy jej infiltracji w nowojorskich fabrykach. Bly przybierała postać ubogiej robotnicy, by na własnej skórze doświadczyć wyzysku kobiet, głodowych stawek i nieludzkich warunków pracy. Nicola Attadio świetnie punktuje fakt, że Nellie nie pisała „o kimś” – ona stawała się tymi kobietami, co nadawało jej tekstom niespotykaną wcześniej siłę rażenia. Jej artykuły nie były suchymi faktami; były manifestami sprawiedliwości społecznej, które zmuszały ustawodawców do realnych zmian. Książka Attadio to jednak nie tylko spis sukcesów. Autor rzetelnie kreśli cenę, jaką Bly płaciła za swoją niezależność – samotność, nieustanną walkę z uprzedzeniami i wycieńczenie psychiczne wynikające z obcowania z tak dużą dawką ludzkiego cierpienia. Choć narracja momentami bywa nieco zbyt entuzjastyczna, co może osłabiać obiektywizm biograficzny, to tempo akcji i bogactwo materiałów źródłowych w pełni to rekompensują. „Niezwykłe życie Nellie Bly” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto interesuje się historią mediów i walką o prawa kobiet. To opowieść o kobiecie, która udowodniła, że pióro jest potężniejsze od bagnetu, a prawda, nawet ta ukryta pod fałszywym nazwiskiem, zawsze znajdzie drogę na powierzchnię. Attadio przypomina nam, że dzisiejsze dziennikarstwo śledcze stoi na barkach tej drobnej, ale nieustraszonej dziewczyny z Pensylwanii.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Domek z piernika Jennifer Egan
Domek z piernika
Jennifer Egan
„Jeśli wszyscy wciąż żyją, można naprawić wszystko”. A gdyby tak wystarczyło założyć zestaw słuchawkowy i trzymać się za ręce, by zyskać bezpośredni dostęp do świadomości dotykanej osoby i dzielić z nią cierpienie, poczucie zagubienia lub radość. Albo wgrać swoją pamięć, by dostać nieograniczony dostęp do wspomnień innych ludzi. Zdecydowalibyście się? Przecież już i tak udostępniamy w sieci znacznie więcej niż powinniśmy, dzielimy się wszystkim – od rzeczy błahych po ważne, chodzimy wszędzie przywiązani do naszych smartfonów, a nasze twarze ciągle rozjaśnia niebieska poświata. Lubimy wystawiać na widok publiczny szczegóły swojego prywatnego życia i chcemy poznać jak najwięcej szczegółów z życia innych. W „Domku z piernika” możemy przyglądnąć się naszej przyszłości, zastanowić się nad odpowiedzialnością za technologie, które tworzymy i konsekwencjami naszych wyborów. „Domek z piernika” Jennifer Egan to lektura zawiła (trochę mnie wymęczyła!), wymagająca skupienia i odstawienia wszelkich rozpraszaczy. Z uwagi na liczbę bohaterów i łączące ich powiązania z pewnością znacznie trudniejsza do ogarnięcia, ale równie ciekawa i pobudzająca do myślenia, co inna powieść w tym temacie – „Antyświat” Nathana Deversa. Obie bardzo podobne w wątpliwościach, z którymi zostawiają czytelnika: wpływ mediów społecznościowych na nasze życie i cena, jaką przychodzi nam zapłacić za złudne poczucie bliskości z innymi samotnymi bytami.
ISavedTheBookToday - awatar ISavedTheBookToday
ocenił na 7 1 rok temu
Rozbite lustro Mercè Rodoreda
Rozbite lustro
Mercè Rodoreda
Do przeczytania książki Merce Rodoredy przekonały mnie dwie rzeczy: to, że jeszcze nigdy nie rozczarowała mnie literatura hiszpańska, oraz zachęta wydawcy, że oto przede mną katalońskie Downton Abbey. Autorka w posłowiu pisze o książce tak: „Rozbite lustro to powieść, w której każdy zakochuje się, w kim nie powinien, a ten, komu brak miłości, chciałby ją otrzymać za wszelką cenę: na godzinę lub choć na chwilę.” Początkowo trudno było mi się przyzwyczaić do konstrukcji tekstu, w którym nie ma tradycyjnie wydzielonych dialogów, a wszystkie wypowiedzi przytaczane są w formie cytatów. Utrudniało to lekturę, ale po około 100 stronach udało mi się przywyknąć. Cieszę się, że mnie to nie zraziło, bo z każdą kolejną stroną coraz mocniej wsiąkałam w opowieść o rodzinie Valldaura. To opowieść o barcelońskiej socjecie z początku XX wieku. Obserwujemy obraz życia rodzinnego, gdzie pod powierzchnią skrywane są liczne sekrety i przemilczenia. Miraże i koligacje, zdrady i nieślubni potomkowie – wszystko to znajdziecie, ale przedstawione nie jako tania sensacja, a nostalgiczna opowieść. Bohaterowie połączeni są niewidzialnymi nićmi, które prowadzą czytelnika od rozdziału do rozdziału, ukazując kolejne perspektywy i fragmenty życia rodziny – nie tylko głównych członków rodu, ale też służby i innych osób z ich otoczenia. Czuć tętniący pod skórą niepokój, a towarzyszy mu przeświadczenie, że wkrótce wydarzy się coś złego. Możemy snuć na ten temat przypuszczenia, co dodaje lekturze napięcia i odrobiny dramatyzmu. Bo też nie brak tu nieszczęśliwych splotów okoliczności, które naznaczają ród Valldaurów. Ostatecznie sposób narracji, gdzie zmieniamy punkty widzenia, nie tylko bardzo mi się spodobał, ale też zostawił mnie z przekonaniem o kunsztowności tej powieści. Ostatni rozdział, bardzo dekadencki, z innej perspektywy i z inną wrażliwością, świetnie to dopełnił. To także piękna opowieść o przemijaniu – dóbr doczesnych, rodów, uczuć, nas samych. Tę książkę być może docenicie dopiero, gdy przeczytacie ostatnie zdania i zamkniecie okładkę. Warto dać się porwać tej literackiej przygodzie.
KsiążkowaBaronowa - awatar KsiążkowaBaronowa
oceniła na 7 10 miesięcy temu
Kocham cię, ale wybieram ciemność Claire Vaye Watkins
Kocham cię, ale wybieram ciemność
Claire Vaye Watkins
< Przeczytaliście ostatnio jakąś mocną i specyficzną w odbiorze książkę?> Matka to specyficzne stanowisko, które znajduje się na wyjątkowo wysokim świeczniku i jest pod ciągłą obserwacją, narażone na bezustanną krytykę. Nieumiejętność bycia matką czy wręcz niechęć do posiadania dzieci lub zajmowania się nimi to coś o czym w ogóle się nie mówi. Temat tabu, zupełnie nieakceptowalny społecznie. Utarło się, że matka jest przedstawiana w kulturze jako swojego rodzaju superbohaterka, gdzie nie ma miejsca na wątpliwości i rozterki. A one się pojawiają, zwłaszcza od razu po porodzie, gdy hormony szaleją, a od depresji poporodowej dzieli cienka i chybotliwa granica. Pojawiają się dziwne myśli, zakazana ciemność nęci, kusi i przyciąga. Główna bohaterka książki autorstwa Clarie Vaye Watkins nie miała prostego dzieciństwa i po narodzinach córki próbuje rozliczyć się i zmierzyć ze wszystkim co przeżyła. Ojciec był bliskim współpracownikiem założyciela sekty Masona, matka całe życie włamywała się do cudzych domów. Nie brzmi to jak stabilny fundament osoby, która zakłada własną rodzinę. W życiu Clarie od zawsze było mnóstwo narkotyków, seksu i wolności, która tak naprawdę była ucieczką od wszystkiego. Autorka w niewybrednych i bezkompromisowych słowach opisuje rzeczywistość, testuje postacie na wiele sposobów, jednak dla mnie ten przekaz był chyba nawet zbyt mocny. Dotarł do mnie ogólny sens tej powieści, ale jednak nie mogłam się w niej odnaleźć. Być może to realia tak różne od naszych, inne doświadczenia życiowe. Niemniej jednak wierzę, że jest sporo osób, którym wyjątkowo przypadnie do gustu. Wszak to powieść o kobietach, które mają już dość wtłaczania ich w sztywne ramy społeczeństwa, nakazy i zakazy. Czytaliście już? Jestem ogromnie ciekawa waszych wrażeń. Ja teraz z całą pewnością będę musiała więcej poczytać o grupie Charlesa Masona, znałam temat tylko pobieżnie, a to tyle aspektów i faktów. Między innymi te przedstawione w książce na zdjęciu.
chabrowaczytelniczka - awatar chabrowaczytelniczka
oceniła na 6 1 rok temu
Cztery pory roku w Japonii Nick Bradley
Cztery pory roku w Japonii
Nick Bradley
Izolacja. Niepewność. Dźwięki wody… Flo żyje w Tokio. Pewnego razy znajduje w metrze porzuconą książkę „Dźwięki wody”, którą postanawia przetłumaczyć. W ten sposób, razem z Flo, stałem się odkrywaczem historii Ayako i jej wnuka Kyo. Obie historie – Flo oraz Ayako i Kyo – zaczynają się przenikać, tworząc coś w rodzaju literackiej mozaiki dwóch światów. A ja, cóż mimochodem stałem się obserwatorem tych dwóch światów… ---------- Autor stworzył ciekawych bohaterów. Wszyscy oni mierzą się z własnymi lękami wywołanymi życiowymi niepowodzeniami. Każda i każdy z nich poszukuje… sensu życia po osobistym kryzysie, po niezdanych egzaminach, po latach powściągliwości i wycofania. Poprzez ich relacje, autor pokazuje, jak różne doświadczenia życiowe kształtują postrzeganie świata. ---------- To była ciekawa podróż czytelnicza. Niespiesznie smakowałem tej historii, pragnąc jak najdłużej z nią obcować. Dawkowałem sobie tej przyjemności. Mądrość bijąca z tej opowieści otulała mnie. Przy niej czułem się bezpiecznie. Tę książkę wyróżnia spokój, powolne i refleksyjne tempo oraz styl inspirowany japońską estetyką. I choć autor nie jest rodowitym Japończykiem, to jako fotograf i tłumacz wiele lat spędził w tym kraju, co wpłynęło na klimat tej powieści. ---------- Z szacunkiem do natury, z dbałością o szczegóły codzienności, autor pozwolił mi wsłuchać się w piękno pór roku i emocje bohaterek i bohaterów. To cudowna i bardzo dojrzałą opowieść, którą serdecznie polecam!
krzychu_and_buk - awatar krzychu_and_buk
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Drabina Eugenia Kuzniecowa
Drabina
Eugenia Kuzniecowa
Drabina to książka pozornie cicha, a w istocie boleśnie głośna. Nie krzyczy, nie oskarża wprost, nie domaga się współczucia. Zamiast tego cierpliwie układa kolejne szczeble doświadczenia, po których czytelnik musi wspinać się sam, bez poręczy, bez gwarancji, że na górze czeka jakiekolwiek ocalenie. Niczym Tolik ( główny bohater )wchodzący do swojej sypialni po drabinie ... No właśnie. To proza o wojnie, ale pozbawiona wojennej retoryki, o uchodźstwie, ale bez sentymentalnych skrótów, o stracie, która nie potrzebuje wielkich słów, bo i tak wypełnia wszystko. Kuzniecowa pisze o świecie rozszczelnionym. O rzeczywistości, w której normalność przestała być stanem trwałym, a stała się chwilowym przywilejem. Drabina nie opowiada o heroizmie ani o wielkich gestach. Interesuje ją codzienność pęknięta na pół, życie „pomiędzy”: pomiędzy domem a obcym miejscem, pomiędzy językiem ojczystym a obcym, pomiędzy pamięcią a koniecznością zapomnienia, żeby w ogóle przetrwać. Tytułowa drabina nie jest tu obietnicą awansu ani drogi ku górze. To raczej konstrukcja prowizoryczna, chwiejna, zbita z doraźnych decyzji, kompromisów i strat. Niczym te pomidory w fontannie, które skradły moje serce. Każdy szczebel kosztuje tutaj: energię, godność, poczucie ciągłości własnego życia. Wspinaczka nie daje satysfakcji, nie prowadzi do triumfu, jest raczej ruchem wymuszonym, próbą utrzymania się nad przepaścią. Język autorki jest prosty, ale nie banalny. Zdania są klarowne, pozbawione ornamentów, a jednocześnie nasycone emocją, która nie potrzebuje podkreśleń. Autorka nie moralizuje, nie tłumaczy świata czytelnikowi, pokazuje go takim, jaki jest: nieuporządkowany, niesprawiedliwy, pełen drobnych okrucieństw i jeszcze drobniejszych aktów czułości. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że Drabina działa tak silnie: dramat rozgrywa się w półtonach, w niedopowiedzeniach, w rzeczach, które „po prostu się dzieją”. Relacje międzyludzkie przedstawione w książce są kruche i niestabilne, jak wszystko, co powstaje w warunkach zagrożenia. Bliskość bywa chwilowa, pomoc niepewna, a solidarność często obciążona zmęczeniem i strachem. Kuzniecowa nie idealizuje ani ofiar, ani tych, którzy pomagają. Pokazuje ludzi zmęczonych, zagubionych, czasem egoistycznych, czasem zaskakująco dobrych, zawsze jednak prawdziwych. Szczególnie przejmujące jest to, jak Drabina opowiada o tożsamości. O tym, jak łatwo ją stracić, gdy trzeba porzucić miejsce, język, rytm życia. Bohaterowie noszą w sobie dawny świat jak ciężki bagaż: nie mogą go zostawić, ale też nie potrafią z nim iść dalej bez bólu. Pamięć nie daje ukojenia, raczej przeszkadza, potyka, ciągnie w dół. To książka pozbawiona łatwego finału. Nie oferuje katharsis, nie zamyka ran. Zostawia czytelnika w stanie zawieszenia, dokładnie tam, gdzie znajduje się jej świat. Drabina nie próbuje dawać nadziei na siłę. Jeśli jakaś nadzieja się tu pojawia, jest cicha, nieśmiała, związana z trwaniem, nie z wygraną. To jedna z tych książek, które czyta się z poczuciem, że literatura spełnia swoją najważniejszą funkcję: nie pozwala odwrócić wzroku. Bez patosu, bez oskarżeń, bez manifestu. Po prostu pokazuje, jak wygląda życie, gdy grunt usuwa się spod nóg, a człowiek mimo wszystko próbuje się wspinać. Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz recenzencki z roku 2024 :)
Mariola Sternahl - awatar Mariola Sternahl
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Zaginiony sztetl

Więcej
Max Gross Zaginiony sztetl Zobacz więcej
Max Gross Zaginiony sztetl Zobacz więcej
Max Gross Zaginiony sztetl Zobacz więcej
Więcej