Wakacjuszka!

Okładka książki Wakacjuszka!
Zofia Mierzyńska Wydawnictwo: Polonia literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1990-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
8370211313
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 / 00:00
Reklama

Kup Wakacjuszka! w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wakacjuszka!

Średnia ocen
6,5 / 10
4 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
404
282

Na półkach: , ,

POLISH-AMERICAN DREAM

„Dziwnie, dziwnie człowiekowi w Chicago” – śpiewał w 1971 roku w Piwnicy pod Baranami Mieczysław Święcicki do słów Włodzimierza Majakowskiego. To jedno zdanie jest chyba najlepszym streszczeniem „Wakacjuszki”. Zofia Mierzyńska (ur. 1949) niezwykle realistycznie opisuje losy chicagowskiej Polonii, która wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w latach 80-tych, na fali kryzysu wywołanego wprowadzeniem stanu wojennego. Książka ta stała się pierwszym polonijnym bestsellerem, ponieważ nikt wcześniej nie opisywał codzienności w tak bezkompromisowy sposób, zjawisk przecież ogólnie znanych, ale traktowanych dotąd jako swoiste tabu. Na przykładzie Anieli, prostej wiejskiej kobiety, wysłanej przez męża do USA, by poprawić byt rodziny, widzimy tu pewien problem, ogół zjawisk, archetyp. Ciężki los polskiego emigranta, katorżniczą pracę za grosze, niemożność przystosowania się do nowego otoczenia. Zwłaszcza wtedy, w latach 80-tych, wielu spotkał los podobny do bohaterki „Wakacjuszki”. Autorka skupia się na opisie życia na Jackowie, polskiej dzielnicy Chicago, będącej de facto polskim gettem i bezlitośnie rozprawia się z postawami rodaków. Skąpstwo, wzajemne kradzieże i oszustwa, mieszkanie po piwnicach, pęd do pieniądza, zaściankowość, obłuda i hipokryzja (głęboka wiara katolicka nie przeszkadza z reguły w okradaniu, oszukiwaniu i podkładaniu przysłowiowych świń swoich rodaków, nie ma też problemu by pogodzić patriotyzm z usłużnością wobec systemu komunistycznego). To wszystko są rzeczy ogólnie znane, ale dowiadujemy się też o nie zawsze kryształowym „prowadzeniu się” Polaków za wielką wodą, dobierających się w tzw. „małżeństwa chicagowskie”, nieformalne związki tylko w celu większych oszczędności i wygody, czy też fingowane małżeństwa, tylko w celu otrzymania zielonej karty. Polskie Chicago, ukazane przez Mierzyńską to świat niesprawiedliwy, zły, zakłamany, świat pseudowartości, gdzie liczy się nie Pan Bóg, tylko Pan Boss – apostoł prawdziwego boga – dolara. Rzeczy, które miały znaczenie w Polsce, jak chociażby wyższe wykształcenie, na emigracji ulegają kompletnemu przewartościowaniu i odwróceniu, skoro na Jackowie można usłyszeć na przykład takie zdanie: „Panie profesorze ile worków garbedziu (śmieci) zebrał pan dzisiaj?”.

Tematyka polskiego emigranta w Stanach Zjednoczonych została już wyeksploatowana, przede wszystkim w książkach Janusza Głowackiego, po części także u Jerzego Kosińskiego i Janusza Odrowąża-Pieniążka („Moje małżeństwo z Lyndą Winters”) – Zofia Mierzyńska zgłasza w tym temacie zupełnie odrębny głos, pozbawiony zbędnej fikcji i ironii, bezkompromisowo realistyczny, wręcz naturalstyczny. Jednak nie można odmówić „Wakacjuszce” aspektu humorystycznego, wiele sytuacji wywołuje szczery śmiech, choć jednak w większości przypadków jest to śmiech przez łzy. Choćby wtedy, gdy Mierzyńska opisuje historię górala, który wracając do Polski zabrał ze sobą telewizor, żeby rodzinie pokazać, jakie w tej Ameryce są kanały. Albo wtedy pisze: „W mojej wsi to połowa ludzi do Ameryki wyjeżdża z musu. Ostatnio to nawet losowania robią, kto zapałkę ze złamanym łebkiem wyciągnie, ten musi jechać. Takie sądy nad nim robią rodzinne. Choćby się jeden z drugim nie wiadomo jak opierał, to wyjechać musi, rodzina tak postanowiła. Przed takim losowaniem to w kościele pełno, tak się modlą, żeby na jednego czy drugiego nie wypadło”. To akurat, jak sądzę, ponury realizm tamtych czasów, bo na przykład w podrzeszowskim Sędziszowie Małopolskim, siedmiotysięcznej mieścinie, w której do niedawna pracowałem, w latach osiemdziesiątych procent emigrantów zarobkowych do USA był tak duży, że jedna z głównych ulic doczekała się nowej nieoficjalnej nazwy – tzw. „Reganówki” – bowiem większość tam mieszkających postawiło sobie domy z pieniędzy zarobionych w Stanach za czasów Ronalda Reagana. „Wakacjuszka” przede wszystkim jednak opowiada o bolesnym zderzeniu się z tzw. American Dream, o tym, że udziałem większości emigrantów jest ciężkie życie na obczyźnie, bezsilność, tęsknota, wyobcowanie...

We wstępie do wydania z 1990 roku (Wydawnictwo Polonia) zamieszczono coś na kształt kwestionariusza osobowego, podsumowującego podstawowe dane na temat autorki. Zapytana o swoje marzenie, Zofia Mierzyńska pisze: „Wrócić do Polski i zamieszkać gdzieś w górach”. Z researchu przeprowadzonego w celu napisania tej recenzji dowiedziałem się, że Zofia Mierzyńska zrealizowała swoje marzenie, wróciła do kraju, a obecnie prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w jednej z podkrakowskich wsi.

POLISH-AMERICAN DREAM

„Dziwnie, dziwnie człowiekowi w Chicago” – śpiewał w 1971 roku w Piwnicy pod Baranami Mieczysław Święcicki do słów Włodzimierza Majakowskiego. To jedno zdanie jest chyba najlepszym streszczeniem „Wakacjuszki”. Zofia Mierzyńska (ur. 1949) niezwykle realistycznie opisuje losy chicagowskiej Polonii, która wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w latach...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

78 użytkowników ma tytuł Wakacjuszka! na półkach głównych
  • 45
  • 33
17 użytkowników ma tytuł Wakacjuszka! na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Anna Dymna - ona to ja Elżbieta Baniewicz
Anna Dymna - ona to ja
Elżbieta Baniewicz
[...] ​​Większość aktorów ma skłonność do kreowania rzeczywistości i siebie wobec rzeczywistości - udawania, tworzenia, przerabiania partnerów, reżyserowania. Dymna jest tego pozbawiona, niczego nie kreuje. Daje całą siebie, i to jest w naszym zawodzie sensacyjne - bo niespotykane. Nie ma drugiej osoby, która uprawia ten zawód niczego nie mistyfikując [...] Człowiek to cały kosmos w nieustannym ruchu i zmieniających się konstelacjach, trzeba tylko uważnie patrzeć i słuchać. Jeśli się świat odbiera we właściwych proporcjach, pamięcią i wyobraźnią, nie trzeba go fałszować, wystarczy rejestrować przejawy życia, starać się je zrozumieć. Nic nie jest jednoznaczne i tak proste, jakby się wydawało, podszewka rzeczywistości bywa ciekawsza niż jej zewnętrzne przejawy. [...] Trzeba umieć patrzeć z dystansem, niczemu się nie dziwić, niczego nie potępiać. Wstać rano, uśmiechnąć się do słońca, do dziecka. Na tym polega uroda życia. I uroda własna, bo uroda kobiety jest w oczach. CUDOWNA KOBIETA I WSPNIAŁY, DOBRY CZŁOWIEK ! Choć nie całkiem tego oczekiwałam to jednak z ciekawością przeczytałam. Te niektóre listy zamieszczone pod koniec uświadamiają w jak różny, często roszczeniowy sposób, ludzie postrzegają aktorów, artystów czy ogólnie osoby publiczne z tak zwanego szklanego ekranu. Liczne zdjęcia z różnych etapów życia i kariery trochę podnoszą wartość samej biografii. Daję 7.5⭐ ale tylko dlatego, że to pani Ania Dymna, gdyby to dotyczyło kogoś innego to nie wiem czy dałabym 5 😎 [...] Życie biegnie dzień po dniu, ale czasem spotkanie nowego człowieka może je odmienić. Życie aktorów to nieustanne spotkania z ludźmi, niektóre mają poważne w skutkach kontynuacje. [...] ​​Ta tragedia, co paradoksalne, przywróciła ją życiu. Po pożarze, śmierci męża, nie chciało się jej żyć; atrofia woli, pustka, poczucie bezsensu, zawodowe czynności wykonywane automatycznie, prawie bez udziału świadomości. A w węgierskim szpitalu, leżąc bez ruchu, odzyskując co chwilę świadomość i co chwilę ją tracąc, doświadczyła czegoś nieprawdopodobnego. Człowiek naprawdę zagrożony czepia się życia za wszelką cenę. Dopiero wtedy zrozumiała, jak bardzo jednak chce żyć.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 8 3 lata temu
Wysocki, czyli przerwany lot Marina Vlady
Wysocki, czyli przerwany lot
Marina Vlady
10 gwiazdek bo Wysocki to idol mojego pokolenia, a autorki "koński ogon" siał zgorszenie w polskich szkołach. Zaczęło się od filmu "Przed potopem" (1954), polska premiera (chyba??) 1957 i fryzury Mariny Vlady; uczennice z "bardzo dobrych domów" (jak śpiewano w kabarecie Jerzego Dobrowolskiego "Owca") były masowo odsyłane do domu za ów "koński ogon" i skruszone wracały do szkoły wraz z wezwanymi rodzicami, tudzież warkoczykami na głowie, bo takiego zberezeństwa włosowego szkoła socjalistyczna tolerować nie mogła i nie chciała. Demoralizujący wpływ Vlady pogłębił następny jej film pt "Czarownica" (1956). To ponad 60 lat od tamtych dni, a ja je tak dobrze pamiętam! To ja tak długo żyję!! To dla młodych tak znajome, jak dla mnie Powstanie Styczniowe. Tyle, że ja wspomnę o wojnie koreańskiej. A teraz uporządkujmy bazę Marina Vlady właściwie Marina de Poliakoff – Baidaroff (ur. 1938) - francuska aktorka, której przodkami byli Rosjanie. Popularność w Polsce przyniosły jej filmy "Przed potopem" Cayatte'a i "Czarownica" Michela. "Przed potopem" to film o zbuntowanej młodzieży, która wobec wybuchu wojny koreańskiej zamierza uciec na wyspy Polinezji, a "Czarownica" to film, ktorym Marina Vlady oczarowala caly świat; Wysockiego też. Malgorzata Piwowar na http://www.rp.pl/artykul/1166381-Dokument-o-Wysockim-i-Vlady.html pisze: "Ich wspólna historia trwała 13 lat. To był czas szczęścia i rozpaczy. Tak wyglądała miłość Mariny Vlady i Włodzimierza Wysockiego. Poznali się w 1967 roku w Moskwie, gdy on był dobrze rokującym aktorem Teatru na Tagance, a ona – francuską aktorką znaną z filmu „Czarownica", budzącego w ZSRR zachwyt. Ten film zobaczył też Wysocki i powiedział o Marinie – „ona będzie moja" – tak twierdzi Jurij Lubimow, reżyser i przyjaciel aktora. A Marina, kiedy zobaczyła Wołodię grającego w jednym ze spektakli – też się nim zafascynowała. Potem dopomógł los. Po spektaklu znaleźli się na tym samym przyjęciu. .. ...Dalsze wydarzenia toczyły się szybko, bo uczucie okazało się tak gwałtowne, że szybko zdecydowali się na nowe życie. Nie było to proste, bo oboje byli już w związkach - ona była matką trojga dzieci, on – dwóch synów..." Wladimir Wysocki (1938 – 1980) - pieśniarz, poeta i aktor. Wg Wikipedii „Jako aktor zyskał sławę swoimi kreacjami w Teatrze na Tagance oraz kilkoma rolami filmowymi m.in. w serialu kryminalnym pt. „Gdzie jest czarny kot” Dla większości był przede wszystkim pieśniarzem. Śpiewał niskim, ochrypłym barytonem, przy akompaniamencie gitary (później również z orkiestrą)....” Najtrafniej ocenia go Marina w liście po śmierci Władimira, pełnym żalu i pretensji do teścia, przedstawiciela sowieckiego betonu, który nie chciał z synem się pojednać (s. 235): „...Ten pijak, element antyradziecki, odszczepieniec, nierób, wróg, szaleniec, zły ojciec, zły syn, ten człowiek upadły, który zadaje się z cudzoziemką - to pański syn, Siemionie Władimirowiczu.. Ten podziwiany aktor, powszechnie uznany twórca, człowiek namiętnie kochający ziemię ojczystą, niestrudzony w pracy, patriota, wizjoner, sfrustrowany ojciec, cierpliwy, pobłażliwy dla pańskiej głupoty syn, ten człowiek wyzwolony i szczęśliwy w życiu prywatnym - to także pański syn.....” Świetna książka, choć ujawnia poważny mankament, poważny problem autorki ze zrozumieniem istoty rosyjskiego pijaństwa. Mimo własnych rosyjskich korzeni, mimo znajomości faktów (s. 39): „...od trzynastego roku życia pijesz na umór...”, mimo poznania wielu Rosjan, mimo szczerej chęci pomocy mężowi, nie jest w stanie zrozumieć „rosyjskiej duszy”, która żąda alkoholu, by się otworzyć i móc tworzyć. Abstynencja alkoholowa spowoduje abstynencję twórczą, a tego właśnie ona nie jest w stanie pojąć. Czyż nie widać tego również na polskim podwórku? Przecież dla całej plejady polskich twórców alkohol to „condicio sine qua non”. Okresy wymuszonej abstynencji, to złuda, bo „kto pił, ten będzie pił”, a jak nie będzie, to straci zdolność tworzenia. Wskutek tej niemożności zrozumienia, kryzys w ich związku się pogłębiał, aż do tragicznego końca. C' est la vie! A obciążanie winą ojca czy systemu jest naiwne. Jeszcze jedna refleksja po zakończeniu lektury: poznajemy punkt widzenia Mariny, a ja podziwiam siłę jego miłości, chociażby wtedy, gdy zaszywa kolejne esperale, wiedząc, że je wydłubie. Marina pisze (s. 55): „.....Masz wolny wybór, nikt nie zmusza cię do wznowienia kuracji ale nawroty choroby skłaniają cię do podejmowania kolejnych prób. Okresy wytchnienia trwają coraz krócej: od półtora roku przy pierwszym zaszyciu do kilku tygodni przy ostatnim....” Wysocki nie zaszywa esperalu dla ratowania siebie, bo jest absolutnie pewien nieskuteczności tego; on rozpaczliwie próbuje ratować ich związek; on, w swoim mniemaniu, się poświęca.... I dlatego ten związek nie ma już szans, on chyba od początku ich nie miał... Zakończę trafnymi słowami Lubimowa (s. 218): „Pasternak, Achmatowa czy Wysocki wzbudzili swoimi wierszami więcej niż podziw - wzbudzili miłość” Łza w oku się kręci, więc wchodzę na https://www.youtube.com/watch?v=HbaZVb3ILD4 i słucham na początek „Ballady o miłości” PS Ciekawostka: Marina Vlady mieszkała w Maisons – Laffitte, jak Giedroyć i jego „Kultura”
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 10 9 lat temu
Chwalipięta czyli rozmowy z tatą Jan Izydor Sztaudynger
Chwalipięta czyli rozmowy z tatą
Jan Izydor Sztaudynger Anna Sztaudynger-Kaliszewicz
Książka „Chwalipięta czyli rozmowy z tatą” to pozycja absolutnie unikatowa na mapie polskiej literatury biograficznej i wspomnieniowej. Jest to zapis rozmów, jakie z wybitnym polskim fraszkopisarzem, Janem Izydorem Sztaudyngerem, przeprowadziła jego córka, Anna Sztaudynger-Kaliszewicz. To dzieło niezwykle intymne, mądre i – jak na patrona polskiej fraszki przystało – skrzące się humorem, nawet wtedy, gdy dotyka spraw ostatecznych. Struktura książki opiera się na dialogu, co nadaje jej niezwykłej dynamiki. Nie mamy tu do czynienia z pomnikową biografią pisaną z perspektywy czasu, lecz z żywym procesem wspominania. Anna Sztaudynger-Kaliszewicz występuje tu w podwójnej roli: kochającej córki oraz dociekliwego biografa, który stara się uchwycić ulotność geniuszu swojego ojca. Dzięki takiemu podejściu „Chwalipięta” staje się portretem wielowymiarowym – poznajemy Sztaudyngera nie tylko jako literata, ale przede wszystkim jako człowieka: męża, ojca, przyjaciela i, co on sam z dumą podkreślał, niepoprawnego wielbiciela życia i kobiecego piękna. Portret mistrza małej formy Jan Izydor Sztaudynger jawi się w tych rozmowach jako postać fascynująca i pełna sprzeczności. Z jednej strony to tytan pracy, który z matematyczną precyzją szlifował swoje fraszki, z drugiej – człowiek o duszy wiecznego chłopca, dla którego zabawa słowem była sposobem na przetrwanie dziejowych burz. Tytułowa „chwalipięta” to autookreślenie poety, który nie wstydzi się swoich sukcesów, ale też z ogromnym dystansem i autoironią potrafi opowiadać o swoich porażkach i słabościach. Rozmowy prowadzone są w cieniu zbliżającej się śmierci poety, co nadaje im szczególnego, egzystencjalnego ciężaru. Sztaudynger, będąc świadomym upływającego czasu, dokonuje tu swoistego rachunku sumienia. Wspomina lata młodości, fascynację teatrem lalkowym, trudny okres wojenny oraz powojenną walkę o niezależność artystyczną. Wszystko to podane jest w charakterystycznym dla niego stylu – zwięźle, trafnie i z nieodłączną puentą. Relacja ojciec-córka Niezwykle poruszającym wątkiem książki jest sama relacja między rozmówcami. Anna Sztaudynger-Kaliszewicz wykazuje się ogromnym taktem. Potrafi sprowokować ojca do szczerości, nie naruszając przy tym jego godności. W ich dialogach czuć głębokie porozumienie dusz i wspólną pasję do języka polskiego. Córka nie boi się zadawać trudnych pytań o romanse ojca, o jego egocentryzm czy trudne wybory życiowe. Dzięki temu czytelnik otrzymuje obraz człowieka z krwi i kości, a nie wyidealizowany wizerunek z podręcznika literatury. Dla fanów twórczości Sztaudyngera książka jest kopalnią wiedzy o genezie najsłynniejszych fraszek. Dowiadujemy się, jakie sytuacje z życia codziennego stały się inspiracją dla tych genialnych dwuwierszy. „Chwalipięta” udowadnia, że dla Sztaudyngera poezja nie była czymś odświętnym, lecz integralną częścią oddychania. Fraszki sypią się z jego rękawa w trakcie rozmowy, komentując bieżące wydarzenia lub dawne animozje środowiskowe. Tło historyczne i środowiskowe Książka stanowi także doskonały dokument epoki. Sztaudynger wspomina spotkania z Julianem Tuwimem, Kornelem Makuszyńskim czy Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim. Jego anegdoty o życiu literackim przedwojennego Poznania czy powojennego Krakowa i Łodzi są bezcenne. Pozwalają poczuć atmosferę tamtych lat, zrozumieć dylematy twórców uwikłanych w historię i zobaczyć kulisy powstawania najważniejszych dzieł polskiej literatury XX wieku. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone pasji Sztaudyngera do teatru lalek i jego pracy teoretycznej w tej dziedzinie. Autor „Piórek” pokazuje się tu jako reformator i znawca przedmiotu, który o lalkach potrafił mówić z taką samą pasją jak o poezji. Podsumowanie „Chwalipięta czyli rozmowy z tatą” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto ceni inteligencję, dowcip i życiową mądrość. To książka, która uczy, jak starzeć się z klasą i jak do samego końca zachować ciekawość świata. Jan Izydor Sztaudynger w interpretacji swojej córki staje się nam bliski jak nigdy wcześniej. To literacki testament człowieka, który wierzył, że „fraszki to nie igraszki”, ale sposób na oswojenie świata. Po przeczytaniu tej książki inaczej patrzy się na słynne dwuwiersze mistrza. Nabierają one głębi i ludzkiego kontekstu. To hołd złożony ojcu, ale także piękna lekcja tego, jak słuchać drugiego człowieka, póki jeszcze ma nam coś do powiedzenia. „Chwalipięta” to pochwała życia w każdym jego przejawie – od miłości, przez ból, aż po ostateczne pożegnanie, które w ustach Sztaudyngera brzmi nie jak koniec, lecz jak ostatnia, doskonale spuentowana fraszka.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Przejazdem przez życie... Kroniki rodzinne Lucjan Kydryński
Przejazdem przez życie... Kroniki rodzinne
Lucjan Kydryński
„Przejazdem przez życie – kroniki rodzinne” Lucjana Kydryńskiego przeczytałem niemal bezpośrednio po bardzo ciekawej książce - wywiadzie z Haliną Kunicką, jego małżonką, odczuwając niedosyt wiedzy o jej małżonku. Lucjana Kydryńskiego starsi z pewnością dobrze wspominają przede wszystkim jako znakomitego głównego konferansjera festiwali i programów muzycznych, m.in. z corocznego prowadzenia festiwali w Opolu i Sopocie. Natomiast czytelnicy „Przekroju” z nostalgią wspominają jego znakomite recenzje i publicystkę opisującą wydarzenia muzyczne drugiej połowy XX wieku. Lucjan Kydryński wiele miejsca w swej książce poświęcił oczywiście Halinie Kunickiej, a także ich synowi – Marcinowi oraz synowej – Annie Marii Jopek. Poznajemy więc historię rodziny, która swe zawodowe życie związała przede wszystkim z muzyką, choć każdy w różny, specyficzny sposób. Historię rodziny Kydryńskich napisano posługując się bardzo dobrym językiem i, w odróżnieniu od wielu biografii, nie było do tego potrzebne dodatkowe wsparcie redakcyjne. Lucjan Kydryński sam przecież posługiwał się piórem znakomicie. Oczywiście główny wątek książki dotyczy powojennej sceny muzycznej i operowo – teatralnej. Pojawia się sporo recenzji z wydarzeń kulturalnych, nie zabrakło także anegdot. Lektura, która powinna zainteresować każdego, kto muzykę lubi i jej słucha. Poznajemy życie artystów sceny z czasów PRL-u, towarzyszymy ich wyjazdom i wyprawom do ówczesnego „wielkiego” świata, niedostępnego dla przeciętnego obywatela nie tylko ze względu na bariery finansowe, ale przede wszystkim z uwagi na reglamentację paszportów. W tle opowieści o rodzinie Kydryńskich - wydarzenia wielkiej historii, nie tylko tej rodzimej.
Andread - awatar Andread
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Wakacjuszka!

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wakacjuszka!