Usta-usta

Okładka książki Usta-usta
Antoine Wilson Wydawnictwo: Czarne Seria: Powieść [Wydawnictwo Czarne] literatura piękna
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Powieść [Wydawnictwo Czarne]
Data wydania:
2025-08-06
Data 1. wyd. pol.:
2025-08-06
Data 1. wydania:
2022-01-01
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381919418
Tłumacz:
Łukasz Witczak
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Usta-usta w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Usta-usta



książek na półce przeczytane 760 napisanych opinii 327

Oceny książki Usta-usta

Średnia ocen
6,5 / 10
110 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
73
72

Na półkach: ,

Skończyłam czytać tę książkę w ostatnią niedzielę sierpnia, ale wrześniowy szał szkolny spowodował, że dopiero teraz znalazłam chwilę, by napisać o niej parę słów.

Trochę z przekory i trochę z ciekawości po nią sięgnęłam – ktoś znajomy ocenił, że to taka książka ani dobra, ani zła, można przeczytać, ale nieprzeczytanie to żadna strata. Opinia raczej zniechęcająca niż zachęcająca, ale też intrygująca. Po lekturze stwierdzam, że przynajmniej do pewnego momentu również książka okazała się taka.

Dawno temu pewien zwyczajny student Jeff uratował tonącego Francisa Arsenaulta, znanego w świecie sztuki milionera, właściciela galerii, słynącego z wyjątkowego oka do artystów i dzieł. Po wielu latach Jeff spotyka na lotnisku swojego dawnego kolegę ze studiów, w tamtych czasach równie zwyczajnego jak on sam (jedyne co go wyróżniało, to pomieszkiwanie w domu Brada Pitta). Lot się opóźnia, a Jeff zachowuje się tak, jakby zbyt długo dźwigał w sobie opowieść o uratowaniu czyjegoś życia i o konsekwencjach tego czynu – i jakby to spotkanie traktował jako nadarzającą się okazję, by ją wreszcie z siebie wyrzucić. Okazję, której ewidentnie nie chce zmarnować – i dlatego, mimo że w czasach studenckich nie łączyła go z kolegą zażyłość, to właśnie jemu o wszystkim opowiada. Tak jakby bał się, że już nigdy więcej nie odważy się tego zrobić. Trudno mi stwierdzić, czy kolega – niespełniony literat – był wyczekiwaną, czy jednak po prostu przypadkową publicznością. Z pewnością powiedzieć, że słuchaczem, to za mało, ponieważ Jeff odgrywa przed nim coś na kształt przedstawienia, ale czy żali się, czy przechwala – to też trudno stwierdzić.

W każdym razie, snuje swoją opowieść. O tym, że od momentu uratowania Francisa poczuł się do niego dziwnie przywiązany. Nie to, że poczuł związek z innym człowiekiem, ale jakby przytwierdzenie, jak przytwierdza się jeden element do drugiego. Prześladuje go również sama wizja akcji ratunkowej, którą rozkłada na czynniki pierwsze. Poznaje tożsamość i adres uratowanego, zbiera informacje o nim, zaczyna chodzić za Francisem, obserwować jego miejsce pracy, a pewnego dnia wreszcie wchodzi do galerii i… Zostaje jej pracownikiem. Czy to chora fascynacja? Czy poczucie wypełnienia czymś swojego życia, nadania mu jakiegoś biegu, znalezienia jakiegokolwiek celu? Czy zwykłe wyrachowanie, spychane w podświadomość poczucie, że coś się od Francisa Jeffowi należy? Znów, trudno stwierdzić. Jeff sam zdaje się tego nie wiedzieć, ale ta dziwna gra wciąga go coraz bardziej. Handel dziełami sztuki i funkcjonowanie galerii są mu obce, jednak ze zleconymi zadaniami radzi sobie nieźle i stopniowo dostaje coraz poważniejsze, ciekawsze. A gdzieś tam pod powierzchnią buzują nieczyste zagrania i ciemne sprawki Francisa. Jeff nie narzuca się szefowi, ale nieustannie go obserwuje w nerwowym i jednocześnie ekscytującym napięciu. Zbliża się także mocno do jego rodziny – i tu zaczyna się kolejny rozdział tej historii. Ostatni akord przed… Nieoczekiwaną katastrofą? Łatwym do przewidzenia końcem? Nowym początkiem? Zaplanowanym działaniem? Nie wiadomo.

I choć tyle w tej powieści niewiadomych, to informacja podana w ostatnim zdaniu była naprawdę przewidywalna. Czytelnik pewnie lubi mieć rację, ale czy dobrze robi książce, gdy przekonuje się o tym zbyt szybko i czyta do ostatniej strony tylko po to, by swoją rację potwierdzić? Jestem zdziwiona, bo niejednoznaczna i niepokojąca relacja między Francisem i Jeffem naprawdę miała moc, którą niestety utraciła wraz z bardzo oczywistym rozwiązaniem. Tak jakby autor miał jedynie ¾ pomysłu na książkę i na zakończenie już go zabrakło.

Co nie zmienia faktu, że dwa fragmenty o wymowie uniwersalnej tu znalazłam i będę je wykorzystywać na zajęciach w szkole. Oto one:

„Aby osiągnąć sukces, niezależnie od dziedziny, trzeba przede wszystkim stawiać właściwe pytania. Malarz, dajmy na to, może w trakcie pracy nad serią obrazów pytać siebie: <<Czy to jest piękne? Czy to jest piękne?>>, nie zdając sobie sprawy, że to pytanie wiedzie go na manowce, ponieważ odciąga jego uwagę od spraw istotnych dla jego rozwoju jako twórcy.” (s. 69)

„Jedyne, czego potrzebujesz, to śmiałość w wyrażaniu swoich opinii.” (s. 176)

Skończyłam czytać tę książkę w ostatnią niedzielę sierpnia, ale wrześniowy szał szkolny spowodował, że dopiero teraz znalazłam chwilę, by napisać o niej parę słów.

Trochę z przekory i trochę z ciekawości po nią sięgnęłam – ktoś znajomy ocenił, że to taka książka ani dobra, ani zła, można przeczytać, ale nieprzeczytanie to żadna strata. Opinia raczej zniechęcająca niż...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

347 użytkowników ma tytuł Usta-usta na półkach głównych
  • 220
  • 125
  • 2
44 użytkowników ma tytuł Usta-usta na półkach dodatkowych
  • 20
  • 10
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trzewia Aleksandra Paduch
Trzewia
Aleksandra Paduch
„Chowamy się za brzuchami wypełnionymi wszystkim tym, co nie może lub nie chce się ujawnić. Chowam się za historiami wypełnionymi wszystkim tym, co nie mogło lub nie chciało się ujawnić.” (s. 111). Obrazy rozpisane na mikrorozdziały połączone przestrzenią kuchni, która staje się intymnym centrum snucia historii. Aleksandra Paduch nie oszczędza czytelnika, wybiera mocne, soczyste, momentami bolesne zdania, karmi narrację mięsistymi i surowymi kadrami. Jest w tej opowieści gęsto od niedopowiedzeń, przemilczanych emocji, śmierci gnieżdżącej się w zniekształconych ciałach, dawnych rytuałach, byciu obok życia. Bohaterowie, bezimienni dziadkowie, zostają zakotwiczeni w konkretnych miejscach, opowiadają siebie przez mapę - tę przestrzenną i fizyczną, cielesną. Przeplatają się w narracji obrazy jedzenia, spożywania, nieustannej potrzeby napełniania braku, zajadanie niewypowiedzianych słów, pożeranie bólu, utraty. Codzienna krzątanina babki, matki w kuchni, momenty wspólnoty przy posiłkach, kiedy otwierały się drzwi wspomnień i opowieści. I za tym podążają narracje o utracie, śmierci, która nabiera fizyczności pod postacią umierających, bliskich ciał. „Dotyk umierał ostatni” i w „Trzewiach” jest mocny obraz oswajania śmierci, momenty pożegnań przeplatane z tym co codzienne, bez patosu i fałszu. Na ten brak odpowiedniego języka w obliczu straty odpowiada gest, mimika, dotyk. W te historie wchodzi się coraz głębiej i głębiej, trzewia pulsują, pochłaniają, tak wiele w nich zakamarków, labiryntów, każdy rozdział to schodzenie w podziemia wspomnień. Nie jest tu przyjemnie, stabilnie, przewidywalnie i dlatego narracja porywa nas w nieoczekiwane miejsca, w pozornie sprzeczne obrazy, które tworzą mapę pokoleń, naznaczonych wojną, przesiedleniami, pierwszymi powiewami kapitalizmu i konsumpcjonizmu. Pociągający jest sam tytuł - „Trzewia” - słowo tak nieobecne w potocznym języku, literackie, dźwięczne, a jak pojemne i plastyczne. Idealne aby być metaforyczną klamrą dla tych rodzinnych opowieści. Do czytania i przeżywania! Wynotowałam jeszcze jeden ważny cytat o pisaniu sobą, swoim życiem, o potrzebie zapisywania: „Nie rozmawialiśmy ze sobą, więc pisałam. Już nieco wcześniej, ale i znacznie później, pisanie biegło rownolegle z życiem” (s. 37). Wydawnictwo Czarne
Marcelina - awatar Marcelina
oceniła na 8 26 dni temu
Tylko durnie żyją do końca Zyta Rudzka
Tylko durnie żyją do końca
Zyta Rudzka
Lida zapłakała w życiu tylko raz, wyrażając żałobę po niespełnieniu największego marzenia; powoli godząc się z tym, że na pewne warunki nie ma rady. Nie przeskoczysz, choćbyś chciał bo świat i ludzie szybko sprowadzą cię do parkietu. Położą pod butem. A potem jeszcze oplują dla pewności, że zrozumiałeś swoje położenie. Lida zaczęła więc stopniowo wyłamywaĉ się z oswojonych pobieżnie schematów. Najpierw odrzuciła intelektualizm płynący w jej żyłach od strony rodziców, a kilka lat póżniej miasto, by na nowym, wiejskim terenie doświadczyć namacalnie deklasacji w podupadłym gospodarstwie. Ale na tym nie koniec postępującej degradacji. Bezlitosnego szargania rodzicielskich nadziei. Lida bowiem bewstydnie wikła się w autorski hedonizm: osobliwą mieszankę miłosnej - choć wytrwałej - swobody, poważania kultury fizycznej oraz koneserskiej, rzecz jasna wyłącznie "rekreacyjnej" kultury spożywania bimbru własnej produkcji. Zyta Rudzka serwuje nam szarpaną, stylizowaną i mocną w wydźwięku prozę. Taką w której wrodzona mądrość miesza się z filozoficznym bełkotem. Pijackim przegięciem. Swoistą pozą, którą bohaterowie przybierają, gdy brakuje już słów, które można by wypowiedzieć po wielu latach wspólnego życia w powszechnie nieakceptowanej konfiguracji. Autorka zdecydowanie nie uznaje półśrodków. Tam, gdzie trzeba uderza prosto w oczy i to ze zdwojoną siłą. Jednakże w momentach wymagających okazania śladu czułości, przywiązania czy zwyczajnej nostalgii za przeszłością stosownie tonuje język Lidy, naszej zapalczywej narratorki. Gorącej ciałem, mową i temperamentem. Polskiej Dolly Parton z imponującą kolekcją gwizdków trenerskich wyeksponowaną na szyi. "Tylko durnie żyją do końca" to historia ludzi żyjących w trójkącie, bez planu, na marginesie lokalnej społeczności. Wykolejonych, ale w pewnym sensie... szczęśliwych? Nie oglądających się na konwenanse, a zatem budzących takie zgorszenie, że nawet ksiądz ucieka na ich widok, gdzie pieprz rośnie. IG: zlizujelitery
Deppowa - awatar Deppowa
oceniła na 7 2 dni temu
Jazda Muriel Spark
Jazda
Muriel Spark
Książka nominowana w 2010 roku do nagrody Bookera za „zapomniany rok” 1970 wydała mi się wielce obiecująca, szczególnie że okładka wabi nazwiskiem tłumacza, Jacka Dehnela, którego umiejętności językowe wysoko cenię i który zresztą – jak się okazało – był inicjatorem polskiego wydania. No i rzeczywiście, jeśli chodzi o warstwę językową, „Jeździe” nie mogę niczego zarzucić. Napisana jest rytmicznie, w czasie teraźniejszym, który wraz z krótkimi zdaniami zwiększa dynamikę wypowiedzi – czyta się więc zachłannie, żeby jak najszybciej przekonać się, co się za chwilę stanie. I tu właśnie przychodzi małe rozczarowanie (a może całkiem duże?), ponieważ w książce Spark dzieje się dużo i mało zarazem. Owszem, to w latach 70. była powieść eksperymentalna, niemniej dzisiaj ta forma niekoniecznie jest już taka odkrywcza. Przełomem w odbiorze „Jazdy” stał się dla mnie dopiero moment, kiedy zamiast jako spójnie rozwijającą się historię, która sprawiała wrażenie, jakby nie mogła się zacząć, potraktowałem ją jako swoisty prequel do kryminalnej zagadki. Nie jako opowieść samą w sobie, lecz zapis wydarzeń, niekoniecznie rządzący się prawidłami powieści. Bo w istocie mamy tu do czynienia z wprowadzeniem do zbrodni, która już się dokonała, o czym zresztą dowiadujemy się z okładki oraz napomknięć w tekście. Czytelnik podąża za Lise, młodą dziewczyną, której zachowanie wydaje się mu chaotyczne i całkowicie niezrozumiałe (przy czym moim zdaniem nie wszystkie jego powody wychodzą na jaw, co samo w sobie utrudniło mi odbiór książki; chyba że na przeszkodzie stanęły jakieś moje niedostatki intelektualne?) i którego zapowiadaną kulminacją jest śmierć. Ogólnie rzecz biorąc, „Jazda” jest pozycją istotnie eksperymentalną – bohaterowie nie zawsze rozmawiają ze sobą, często prowadzą dwutorowe, tylko z rzadka krzyżujące się monologi. Ich motywy pozostają dla nas ukryte, zachowanie bywa sztuczne, nienaturalne. Ja wiem, to wszystko celowy zabieg, ale z dzisiejszej perspektywy ta powieść nie jawi mi się bynajmniej przełomową czy wybitną, choć zajmuje na tyle, abym uznał ją za ciekawą. Losy Lise, dokonywanie przez nią wybory, skłaniają, by mimo wszystko czytać dalej, czerpiąc przyjemność z języka i – było, nie było – niecodziennej formy.
meerkat - awatar meerkat
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Pieśni łaciatych krów Łukasz Staniszewski
Pieśni łaciatych krów
Łukasz Staniszewski
Różne bywały końce świata, ale ten na warmińskiej ziemi zapowiadają niosące się po polach smętne krowie pieśni. Łukasz Staniszewski mitologizuje Warmię, jako chłopską krainę z pogranicza snu i jawy. Z jednej strony mamy trzeźwo (lub po wizycie w młynie wręcz przeciwnie) myślących gospodarzy ze wsi Skowycze przywiązanych do ciężkiej pracy, z drugiej świat pełen zabobonów, dyduków, diabłów i Jajożera co porywa dzieci. Miejscowy proboszcz Pieczonka marzy o rządzie nad duszami i o atłasowych butach ze złotą nitką. Racjonalistą jest wypoczywający we wsi lekarz Piechowicz, a czarami zajmuje się mieszkająca w lesie Baba. Jednak to na najbogatszym we wsi gospodarzu Bernardzie Wittenie spocznie odpowiedzialność za uratowanie tego mitologicznego świata przed nadchodzącą apokaliptyczną suszą. Witten wcale się nie garnie do roli zbawcy. Wręcz przeciwnie, wszystko i wszystkich ma głęboko w zakamarkach ujścia jelita grubego. On kocha tylko swoje łaciate krowy i dla nich jest gotów zrobić naprawdę wszystko. Bardzo mi się podobał początek książki. Zachwycił mnie ten świat z baśni osadzony w nieokreślonym czasie. Jednak apokaliptyczny chaos rwał całą dotychczasową narrację w strzępki z których trudno mi było poskładać ostateczny sens. Wierzę jednak w misję Bernarda Wittena czyniącego dobro ze złych skłonności. Zawsze to jakieś przesłanie.
Pan Książka - awatar Pan Książka
oceniła na 8 3 dni temu
Głodne duchy Kevin Jared Hosein
Głodne duchy
Kevin Jared Hosein
Daleka była tym razem literacka podróż, bo aż do Trynidadu, o którym wiemy , że leci się tam 20 godzin i że jest tam raj na ziemi. Może teraz tak, ale 80 lat temu, gdy toczy się akcja powieści, niekoniecznie. Dobrze, że powieść autora z Trynidadu dotarła do Europy, to ciekawe doświadczenie. Trochę się tylko dziwię, że autor który pisał wcześniej książki dla dzieci i młodzieży napisał tak mroczną i tragiczną powieść i jej głównym bohaterem uczynił 10-letniego chłopca. Język powieści jest niezwykle obrazowy, tłumaczenie jej to musiała być mrówcza praca. Ale z całym szacunkiem, w Trynidadzie raczej nie używa się zwrotów ‘na bank’ czy ‘badziew’. Niesamowite są porównania prawie wszystkich przedmiotów lub zdarzeń do elementów tropikalnej natury, ale dobrze by było gdyby przypisy wyjaśniały co to jest akmelia, aguti złociste czy setki innych nazw użytych w powieści. Chociaż wyszukanie ich w internecie to też ich zdjęcie, lecz zabiera sporo czasu. „Wyobraź sobie ten niesamowity moment przejścia pomiędzy nocą a dniem. Jednocześnie powolny i gwałtowny. Tę oniryczną chwilę, kiedy wczesny poranek przypomina zmierzch”. Te trzy zdania z ostatniego rozdziału powieści dobrze odzwierciedlają jej klimat. Różnice klasowe są jak dzień i noc. Akcja powieści toczy się pomiędzy żyjącą w skrajnej nędzy i biedzie rodziną Kryszny oraz opływającą w luksusy, mieszkająca z drugiej strony drogi rodziną Changoor. Przebieg powieści jest powolny ale naszpikowany gwałtownymi wydarzeniami, szczególnie tymi z udziałem dzieci czy znęcania się nad zwierzętami. Tę dobrą lekturę polecam osobom, które lubią nastrój, gdy poranek przypomina zmierzch i nie wiemy jak zacznie się dzień, nawet gdy jest porównany do łoskotnicy pękającej.
Beata - awatar Beata
oceniła na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Usta-usta

Więcej
Antoine Wilson Usta-usta Zobacz więcej
Antoine Wilson Usta-usta Zobacz więcej
Więcej