To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota

Okładka książki To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota
Suzy Becker Wydawnictwo: W.A.B. literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
All I Need to Know I Learned From My Cat
Data wydania:
2011-05-25
Data 1. wyd. pol.:
2011-05-25
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7414-941-9
Tłumacz:
Magdalena Moltzan-Małkowska
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota

Średnia ocen
6,8 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
175
175

Na półkach: ,

Świetna książka zawierająca prawdy o życiu z kotem. Dodatkowo praktycznie każdą radę kotki Binky można z łatwością odnieść do swojego życia, więc tytuł jak najbardziej trafny. Ilustracje również mega urocze, polecam dla posiadaczy i miłośników kotów! <3

Świetna książka zawierająca prawdy o życiu z kotem. Dodatkowo praktycznie każdą radę kotki Binky można z łatwością odnieść do swojego życia, więc tytuł jak najbardziej trafny. Ilustracje również mega urocze, polecam dla posiadaczy i miłośników kotów! <3

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

102 użytkowników ma tytuł To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota na półkach głównych
  • 58
  • 44
33 użytkowników ma tytuł To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota na półkach dodatkowych
  • 23
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota

Inne książki autora

Suzy Becker
Suzy Becker
Ur. 1962 amerykańska pisarka, rysowniczka, nauczycielka, działaczka społeczna i bizneswoman. Zaczynała jako copywriterka, następnie założyła firmę produkującą pocztówki z życzeniami. Jej pierwsza książka, To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota (1990), przez dwadzieścia osiem tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów „New York Timesa" i sprzedała się w dwóch milionach egzemplarzy. Kontynuacja - Mój pies jest najlepszym psem na świecie (1995) - także zdobyła rzesze fanów. Becker wydała ponadto m.in. ilustrowany pamiętnik swojej walki z rakiem mózgu I Had Brain Surgery, What's Your Excuse? (2005), Books Are For Reading (2009) i Kids Make It Better (2010). Pomysłodawczyni pierwszego w USA charytatywnego maratonu rowerowego, z którego dochód przeznaczony jest dla chorych na AIDS.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Udręki pewnej kasjerki Anna Sam
Udręki pewnej kasjerki
Anna Sam
Czasem idę do biblioteki i najzwyczajniej w świecie przeglądam sobie książki, ot tak nie szukając niczego konkretnego. Uwielbiam takie "wypady" do biblioteki, bo zawsze coś znajdę ciekawego. Tym razem znalazłam "Udręki pewnej kasjerki". Ta cieniutka książka jest do przeczytania właściwie w jeden, dwa wieczory. To zebrane zapiski z bloga, którego prowadziła sama Autorka. A dotyczą one pracy kasjerki, głównie w supermarketach. Może to nie jest literatura wysokich lotów, ale ja też nie lubię takich określeń. Ja bardziej ujęłabym to jako lekturę dość specyficzną, ale jednak wartą przynajmniej zerknięcia na nią na chwilkę. Przede wszystkim, aby spojrzeć na ten temat z innej niż dotychczas perspektywy. Zawsze bowiem idziemy do sklepu i nie zastanawiamy się kto siedzi po drugiej stronie, często nawet możemy nie zobaczyć, że to też drugi człowiek, który jest zmęczony, może źle się czuć lub chociażby nie ma przysłowiowego humoru. Wiele osób idąc na zakupy do sklepu najzwyczajniej w świecie traktuje kasjerkę jak automat. Czy nie słyszeliście chociażby raz pytania: "czy jest pani otwarta?" Totalnie bezosobowo. A niejednokrotnie ta kasjerka to wykształcona, inteligentna osoba, a teraz zmuszona do wykonywania pracy za naprawdę marne (powiedziałabym nawet żenujące) grosze. A pomimo to, że codziennie spotyka się z wieloma mało grzecznymi klientami, ona musi i ma obowiązek zawsze ładnie się uśmiechać i grzecznie odpowiadać na wszystkie, nawet najgłupsze pytania. Do tego wielu z ludzi (a spotkałam się już z tym nie raz, nawet na swojej własnej skórze) ma głupi zwyczaj klasyfikowania ludzi poprzez pryzmat wykonywanego przez nich zajęcia i wykonywanej pracy. A przecież każdy z nas jest takim samym człowiekiem, czuje i myśli niezależnie od tego gdzie pracuje. To, że wykonuje mniej intratne czy prestiżowe zajęcie niż inni, nie oznacza, że jestem gorszym człowiekiem.
Księgozbiór_Kasiny - awatar Księgozbiór_Kasiny
ocenił na 6 7 lat temu
Klub filmowy David Gilmour
Klub filmowy
David Gilmour
David Gilmour, autor piętnastu książek, z których tylko jedna została przetłumaczona na język polski a jest nią przedstawiony Klub Filmowy (The Film Club). Książka ukazała się w serii "Bliżej siebie" wydawnictwa Dobra Literatura. Gilmour jest także laureatem Nagrody Generalnego Gubernatora w kategorii anglojęzyczna fikcja za rok 2005. Ponadto Gilmour jest dziennikarzem, krytykiem literackim oraz gospodarzem show: "Gilmour on the Arts", nadawanym w CBC, mający obecnie 68 lat (urodzony 22 grudnia 1949 roku). W książce "Klub filmowy" Gilmour przedstawia swoją historię oraz swojego syna Jessego, który w wieku 16 lat, chce porzucić szkołę. Ojciec daje mu szansę na dokonanie tego, jednak pod pewnymi warunkami: "0 narkotyków, 3 filmy tygodniowo". Filmy były wybierane przez Davida i mamy tu ogromny przekrój światowej filmografii. David nie wybiera tylko hitów, ale także kiczowate filmy czy też bardzo niszowe. Klub filmowy jest pretekstem do dyskusji o życiu, o marzeniach, o kobietach i wielu, wielu innych. Po pewnym czasie dorosły już Jesse zaczyna iść własną drogą i podejmuje decyzje, które zaskoczą także Davida. Jaka ona jest dowiecie się po lekturze "Klubu filmowego". Dla mnie książka była w zasadzie ciekawa. Najbardziej podobały mi się dyskusje o filmach. Dzięki tej książce można usłyszeć o wielu filmach, o których często się nie mówi na forum publicznym. Książka chwilami jest irytująca, tak samo jak irytujący chwilami są David I Jesse. Książkę czytałem przez 10 dni, w ciągu 5 posiedzeń, co daje 44 strony na posiedzenie oraz 22 strony na dzień. Nie jest to najlepszy wynik, ale także nie najgorszym. Ocena: 7/10 https://www.facebook.com/czytamnatronie
Czytam_Na_Tronie - awatar Czytam_Na_Tronie
ocenił na 7 7 lat temu
Rodzina na pokaz Kevin Wilson
Rodzina na pokaz
Kevin Wilson
Jest taki zakazany gaz bojowy, nielegalnie testowany przez Irak, o którym czytałam bodajże w "Komandosie" Richarda Marcinki (ale głowy nie dam sobie uciąć za to skojarzenie), a który przepięknie pachnie fiołkami. Im bardziej i głębiej człowiek nim oddycha (a wdycha go z przyjemnością), tym szybciej wprowadza truciznę do organizmu. Zanim się zorientuje – umiera. Ta książka ma jego właściwości, odbierając podstępnie chęć życia. Proces obumierania zaczyna się już od okładki. Przepięknej kolorystycznie, tajemniczej samotnością wyeksponowanych rekwizytów, zapowiadających niespodziankę oczekiwanego show. Byłam już wstępnie pozytywnie nastawiona, by po zajrzeniu za okładkę wpaść w zauroczenie obrazem rodziny nieprzeciętnej, wyjątkowej, fascynującej, wolnej wolnością nieograniczoną, jaką obdarzała ją tworzona przez nich sztuka. Byłam wniebowzięta, a tekst podstępnie wciągał i kazał się zachłystywać kolejnymi zdaniami! Bo robili to, co ja uwielbiam robić, skrępowana gorsetem norm społecznych, na mniejszą skalę – obserwować reakcję ludzi w sytuacjach niecodziennych, niestandardowych, zaskakujących i wybiegających poza utarte tory dziania się. Rodzina Fangów, w której prym wiodło małżeństwo Caleba i Camille, posiadające dwójkę dzieci – Annie i Bustera, posunęła się o krok dalej, a może nawet o całą milę – wymyślali, przygotowywali, aranżowali i realizowali „sztukę publicznych wystąpień”, „choreografię spontaniczności” czy „potęgowanie prawdziwego życia”, jak je nazywali sami. Dla mnie po prostu organizowali prowokacyjne happeningi, bulwersujące opinię publiczną, która wbrew własnej woli była włączana w przedstawienia. A mimo to, wiele osób chciało należeć do tej ekscentrycznej rodziny. Chociażby Bonnie, która została zatrudniona do opieki nad rodzeństwem Fangów, mająca nadzieję na zostanie jej kolejnym członkiem i na mnóstwo dobrej zabawy, jak mawiała pani Fang. Na wiele emocji podczas publicznych oświadczyn w samolocie, trzydziestego któregoś z kolei ślubu, kazirodczego pocałunku rodzeństwa Fang w szkolnym przedstawieniu, pozorowanej kradzieży słodyczy w supermarkecie, udziału przebranego Bustera w wyborach Małej Miss i podczas wielu, wielu innych przedstawień zapadających w pamięć. Nieprzewidywalnych i nieskrępowanych pomysłów realizowanych z pasją przez ich autorów, wywołujących skrajne emocje, częściej negatywne niż pozytywne, u przypadkowych obserwatorów, z których opresji rodzina zawsze wychodziła cało, śpiewając na koniec wspólnie z dziećmi – "To smutny świat, chce cię pogrzebać. Zabij rodziców, wiesz, że tak trzeba". Omg – przełknęłam ślinę i po raz pierwszy poczułam, że przyjemnie się czyta, aż za bardzo przyjemnie, ale czy, aby na pewno, po takim tekście i komunikacie automatycznej sekretarki w telefonie – "Umarliśmy. Po sygnale zostaw wiadomość, a nasze duchy oddzwonią". – nadal byłam bezkrytycznie zafascynowana tą rodziną? Toż to głośne przyzwolenie na brak barier nie tylko w sztuce, ale i w wychowaniu. Jednocześnie dowód na to, że posiadanie dzieci nie zabija sztuki, że można ją tworzyć, czyniąc z nich element A i B, jak nazywano rodzeństwo, że to świetne uzupełnienie całości o następne składowe wywołujące kolejne, nowe, ciekawe, a przede wszystkim szokujące interakcje w tłumie. Przecież można przywiązać Bustera do latarni, uwięzić w pułapce na niedźwiedzie, postawić naprzeciw wielkiego psa i jest fun! Już nie chciałam mieć rodzica, dla którego sztuka była najważniejsza, warta "każdego poświecenia i bólu. Jeśli trzeba skrzywdzić kogoś w jej imię, nie należy się wahać. Jeśli tylko efekt okaże się wystarczająco piękny, dziwny i zapadający w pamięć, poświecenie się nie liczy. Sztuka jest tego warta". Sztuka, którą może i dzieci nie zabijają, ale ona zabija dzieci. To wtedy zaczęłam zauważać i bliżej przyglądać się symptomom jej szkodliwego wpływu na Annie i Bustera. Na brak u nich poczucia bezpieczeństwa, wieczny chaos, niepokój wywołany niemożnością przewidzenia zdarzeń, stres przed konsekwencjami publicznych wystąpień, brak możliwości odmowy udziału, płynną tożsamość w odgrywanych rolach i poczucie, "że dorastanie w rodzinie Fangów i bycie marionetką swoich rodziców to jest największe życiowe doświadczenie". Powoli ten ekstremalny tryb myślenia i działania tej wyjątkowej rodziny zaczął mnie dusić, obezwładniać, wpychać w niepewność, kruszyć skałę moich filozoficznych fundamentów, przenosząc brak stałości w jego przeżywaniu na mój realny świat. Zaczęło się robić niebezpiecznie, skoro przyczepiły się do mnie ostrzegawcze słowa znanego utworu Edwarda Stachury – „życie to nie teatr”, a my nie jesteśmy w nim bezwolnymi pacynkami. Dokładnie tak musieli się w końcu poczuć Annie i Buster, skoro w ostatnim akcie rozpaczy ratowania siebie od zagubienia w rzeczywistości, uciekli od rodziców, próbując już indywidualnie zbudować własną tożsamość od podstaw. To ich zmagania z psychicznym dziedzictwem domu rodzinnego, opowiadane naprzemiennie, z licznymi retrospekcjami opisującymi artystyczne dokonania rodziny, były kanwą fabuły powieści. Historią podstępnie sączącą w mój umysł niczym wspomniany wcześniej gaz bojowy, truciznę bezsensu życia. Okładka przestała już mnie zachwycać kolorystyką. Poczułam jej psychodeliczne zimno z trupim odcieniem i niepewność przeznaczenia widniejących na niej przedmiotów z oczekiwaniem na przedstawienie podszytym delikatnie lękiem. Bo tak naprawdę sztuka i pasja jej realizacji była tylko pretekstem do opowiedzenia mi o poszukiwaniu sensu życia, który jest bardzo indywidualny, osobny dla każdego z ludzi. Nie można żyć bez niego lub żyć sensem cudzym. Wśród bohaterów powieści miał go tylko Caleb, który niczym tajfun wciągał w swój chaos innych. To dlatego tę książkę można odebrać w dwojaki sposób – pogrążyć się w jeszcze większej beznadziei życia lub, wprost przeciwnie, zobaczyć wskazówkę do odszukania drogi wyjścia z niej. Wszystko zależy od tego, w jakim stanie ducha będzie czytelnik. Dla mnie to przykład książki, która w bardzo ciekawy i udany sposób pokazała literacką kompilację trzech dziedzin – sztuki, pedagogiki i filozofii egzystencjalizmu na deskach teatru życia. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu
Śmiech ogra Pierre Péju
Śmiech ogra
Pierre Péju
Zapraszam na bloga: http://czepiamsieksiazek.pl/ i do lektury całości recenzji [...] Wątek miłosny nie jest w powieści nadrzędny, jednak dla mnie wysuwa się na pierwszy plan. Może taki mam rodzaj percepcji albo wrażliwości, że jeśli pojawia się gdzieś motyw nieszczęśliwego uczucia wszystko inne odbieram przez pryzmat tego właśnie niespełnienia. W powieści Péju młodzieńcze zauroczenie i fascynacja przeradzają się niejako w klątwę, prześladujące przez resztę życia przekleństwo. Uczucie Paula do Clary jest torturą, wykańcza go psychicznie. Mężczyzna przez większość życia szuka zapomnienia i ucieczki. Dwie kobiety życia Paula sportretował Péju na zasadzie bardzo wyrazistego kontrastu. Jeanne – z którą bohater zakłada rodzinę – jest delikatna, ciepła i czuła. To oddana żona, troskliwa matka, z zawodu położna. Clara, jej przeciwieństwo, to egocentryczka o mrocznym wnętrzu, meduza, energetyczny wampir. Twarda i zimna, bez wahania porzuciła dziecko, którego nie udało się wyskrobać. Bohater przez większość życia czuje się jak w potrzasku, labiryncie. Nie potrafi w pełni oddać się Jeannie. Widmo Clary wciąż go prześladuje, jej mrok go pociąga, a (nie)obecność zadręcza. Niby chce, żeby raz na zawsze zniknęła, ale też pragnie, aby się pojawiła i została na dobre. Wraz z jej odejściem życie Paula spowiła pustka. Ogromna czarna dziura, którą oszukuje się, że powoli zapełni. W interesujący sposób zilustrował pisarz akt twórczy. Paul i Clara – oboje w pewnym sensie zostali artystami. Rzeźbienie w wykonaniu głównego bohatera to uwolnienie prymitywnego instynktu niszczenia i kreacja zarazem. To z jednej strony zwierzęce walenie w kamień, kruszenie go i rozbijanie, które ma na celu zająć czymś ciało i umysł, żeby nie myśleć o Clarze. Z drugiej strony to tworzenie z pospolitego kamienia czegoś wartościowego i nieulotnego. Z kolei Clara jako fotograf jest niepokojąco bezwzględna. Przypomina monstrum z obrazu „Nocna mara” Füssliego. To demoniczna kobieta sukkub, która karmi się ludzkim strachem: „Podchodziła z aparatem. Czyhała na pierwszy koszmar, który pojawiał się wkrótce, i na następny […] Siadała na nim okrakiem […] Teraz ona go ostrzeliwała […] Klatka za klatką. Stawała się widmem wroga”. [...]
Karolina - awatar Karolina
oceniła na 8 10 lat temu
Opowieści z najdalszych przedmieść Shaun Tan
Opowieści z najdalszych przedmieść
Shaun Tan
Być może to jest książka dla dzieci... ale innych dzieci. Ukrytych. Może nawet samotnych. To świat widziany ich oczyma: niezwykły, tajemniczy, dziwny i zagadkowy. Jednak pełen pokrętnej logiki, tej o której nie piszą filozofowie. Świat przedmieść pełnych magii. Nikt się o nią nie potyka, nikt nie natrafia. Ją widzi się stojąc przez chwilę z boku. Kto chociaż raz tak widział świat, już nie będzie mógł widzieć go innym. Shaun Tan daje nam odrobinę wglądu w to jak jego "dziecko" widzi najdalsze przedmieścia. To niezwykle utalentowany artysta, który potrafi uchwycić obrazy i zapisać je, zarysować, namalować w swoich niezwykłych książkach. Je się po prostu kontempluje. Historyjki wydają się absurdalne, pozbawione sensu... symboliczne. Czy to paralele? Czy to wizja trzeciego oka? Patrzenie sercem? Sięga po różne środki wyrazu ni to komiksy, grafiki, obrazy, artykuły w prasie... tak bardzo różnorodne. Nawet spis rzeczy jest niezwykły... to kolekcja znaczków! Najbardziej podobało mi się "w gotowości lecz bez trwogi". Piękne przesłanie pacyfistyczne. Rysuneczki kotów tu i ówdzie. Liryczny "deszcz w oddali", pieskie "CZUWANIE". Piękne opowiedziane i narysowane "Eryk", kończące się zostawioną karteczką "Dziekuję za wspaniałe chwile", pośród ogrodu niby-roślin i niby-kwiatów. Nawet wklejka jest unikatowa i da się czytać/oglądać. To książka do której będę wracać, kiedy zmęczy mnie świat takim jakim chcą go widzieć inni.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota