Tajemnica czwartego apokryfu

Okładka książki Tajemnica czwartego apokryfu autorstwa Mirosław Piotr Jabłoński, Andrzej Mol
Mirosław Piotr JabłońskiAndrzej Mol Wydawnictwo: fantasy, science fiction
154 str. 2 godz. 34 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
154
Czas czytania
2 godz. 34 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7054-156-9
Tajemnica rytualnych zabójstw.
Jakiej prawdy poszukiwał okrutny inkwizytor Ispana?
Prawdy bytu i niebytu? Tajemnicy tajemnic?

Prawie tysiąc lat temu Krzyżowcy znaleźli w Jerozolimie cztery tajemnicze manuskrypty, których autorstwo Kościół przypisywał samemu Chrystusowi.
Sześćset lat temu, na polskim Pomorzu, inkwizycja unicestwiła posługujący się znakiem czterolistnej koniczyny ostatni odłam Bractwa Światła i Wieczności. Należący do niego mnisi odprawiali mistyczne, prowadzące ku nieśmiertelności praktyki, których źródłem miały być owe pisma.
Siedemdziesiąt lat emu, na skutek dramatycznych wypadków, na trop tajemnicy trafia genialny polski fizyk, Jakub Heller.
Dziś sprawą interesuje się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Średnia ocen
4,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tajemnica czwartego apokryfu w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tajemnica czwartego apokryfu

Średnia ocen
4,8 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1327
762

Na półkach:

„Tajemnica rytualnych zabójstw” - autorom tej krótkiej powieści bardzo zależy na tym by rozpostrzeć przed czytelnikiem nimb tajemniczości. Słowo tajemnica pojawia się nie tylko w tytule i blurbach, ale i w tytułach wszystkich rozdziałów książki, a ostatni to Tajemnica Tajemnic. Ale średnio wychodzą im te tajemnice. Ma to być taka polska produkcja powstała na fali książek demitologizujących historię typu Kod Da Vinci. I owszem jest to szybka, dość wciągająca lektura, którą można wypełnić czas między obiadem a kolacją, tyle że nie jest to zbyt oryginalne. To tylko odświeżone stare klisze znanych dobrze thrillerów krzyżujących mistycyzm i nowoczesną naukę. Ale przeczytać można.

„Tajemnica rytualnych zabójstw” - autorom tej krótkiej powieści bardzo zależy na tym by rozpostrzeć przed czytelnikiem nimb tajemniczości. Słowo tajemnica pojawia się nie tylko w tytule i blurbach, ale i w tytułach wszystkich rozdziałów książki, a ostatni to Tajemnica Tajemnic. Ale średnio wychodzą im te tajemnice. Ma to być taka polska produkcja powstała na fali książek...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

55 użytkowników ma tytuł Tajemnica czwartego apokryfu na półkach głównych
  • 37
  • 18
22 użytkowników ma tytuł Tajemnica czwartego apokryfu na półkach dodatkowych
  • 15
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Tajemnica czwartego apokryfu

Inne książki autora

Okładka książki Mars. Antologia polskiej fantastyki Leszek Błaszkiewicz, Eugeniusz Dębski, Rafał Dębski, Mirosław Piotr Jabłoński, Krzysztof Kochański, Kacper Kotulak, Paweł Majka, Jan Maszczyszyn, Tadeusz Meszko, Andrzej Miszczak, Marek Oramus, Tadeusz Oszubski, Romuald Pawlak, Anna Sikorska, Wojciech Szyda, Marek Żelkowski, Andrzej Zimniak
Ocena 6,8
Mars. Antologia polskiej fantastyki Leszek Błaszkiewicz, Eugeniusz Dębski, Rafał Dębski, Mirosław Piotr Jabłoński, Krzysztof Kochański, Kacper Kotulak, Paweł Majka, Jan Maszczyszyn, Tadeusz Meszko, Andrzej Miszczak, Marek Oramus, Tadeusz Oszubski, Romuald Pawlak, Anna Sikorska, Wojciech Szyda, Marek Żelkowski, Andrzej Zimniak
Okładka książki Wizje alternatywne Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Jacek Dukaj, Jarosław Grzędowicz, Marek S. Huberath, Jacek Inglot, Mirosław Piotr Jabłoński, Krzysztof Kochański, Maja Lidia Kossakowska, Marek Oramus, Jacek Piekara, Andrzej Sapkowski, Jacek Sobota, Wojciech Szyda, Maciej Żerdziński, Andrzej Ziemiański, Rafał Ziemkiewicz, Andrzej Zimniak
Ocena 6,8
Wizje alternatywne Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Jacek Dukaj, Jarosław Grzędowicz, Marek S. Huberath, Jacek Inglot, Mirosław Piotr Jabłoński, Krzysztof Kochański, Maja Lidia Kossakowska, Marek Oramus, Jacek Piekara, Andrzej Sapkowski, Jacek Sobota, Wojciech Szyda, Maciej Żerdziński, Andrzej Ziemiański, Rafał Ziemkiewicz, Andrzej Zimniak
Okładka książki Kroki w nieznane Rakietowej krowy Dagmara Adwentowska, Jacek Banecki, Leszek Błaszkiewicz, Jarosław Boryś, Bartłomiej Dzik, Jacek Inglot, Mirosław Piotr Jabłoński, Ewa Joss-Wichman, Paweł Majka, Andrzej Pilipiuk, Marcin Podlewski, Wojciech Sedeńko, Istvan Vizvary, Ilja Warszawski, Marek Żelkowski, Andrzej Zimniak
Ocena 5,7
Kroki w nieznane Rakietowej krowy Dagmara Adwentowska, Jacek Banecki, Leszek Błaszkiewicz, Jarosław Boryś, Bartłomiej Dzik, Jacek Inglot, Mirosław Piotr Jabłoński, Ewa Joss-Wichman, Paweł Majka, Andrzej Pilipiuk, Marcin Podlewski, Wojciech Sedeńko, Istvan Vizvary, Ilja Warszawski, Marek Żelkowski, Andrzej Zimniak
Mirosław Piotr Jabłoński
Mirosław Piotr Jabłoński
Polski pisarz science fiction i tłumacz. W 1981 ukończył studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. Słuchacz zaocznego Studium Scenariuszowego przy PWSFTiTV w Łodzi. Swoje utwory publikował w "Życiu Literackim". Jego debiutem w literaturze fantastycznonaukowej było opowiadanie Drzewo genealogiczne zamieszczonym na łamach "Nurtu" (1978, nr 1). Drukował również w "Gazecie Krakowskiej", "Problemach", "Piśmie Literacko-Artystycznym", "Fantastyce", "Fenixie". Debiutem książkowym Jabłońskiego była powieść Kryptonim Psima (Iskry 1982) należąca do nurtu popularnej fantastyki socjologicznej. Scenariusz filmu Piotra Szulkina Ga-ga, chwała bohaterom zainspirowany był częściowo tą właśnie powieścią oraz filmem Ser Pier Paola Pasoliniego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Tajemnica czwartego apokryfu przeczytali również

Twarzą ku ziemi Maciej Parowski
Twarzą ku ziemi
Maciej Parowski
Jeśli chcesz opuścić swoją strefę, musisz uzyskać pozwolenie. Pamiętaj jednak, że ta, w której mieszkasz, jest najlepszą i nie powinieneś nawet myśleć o tym, by na stałe ją opuszczać – w takim świecie żyje Neut. Gdy jego żona wyjeżdża, mężczyzna jest świadkiem wypadku i próbuje zbadać tkwiącą za nim tajemnicę. Rząd jednak właśnie do takich zachowań nie chce dopuszczać, wręcz wymuszając na obywatelach, aby ci skupili się na filmach pornograficznych i erotycznych zabawkach. Polska fantastyka socjologiczna to gatunek, który nie jest szczególnie dobry pod kątem artystycznym, co zauważył Maciej Parowski w posłowiu z 2013 do swojej powieści, „Twarzą ku ziemi”. Tę książkę napisał pod koniec lat 70. Na rynku pojawiła się zaś po raz pierwszy w 1981 roku i jeśli dobrze rozumiem: była właściwie jedną z wielu. Z jego kolegów po fachu wybił się szczególnie Janusz Zajdel, a inni twórcy, choć bardzo próbowali, w większości byli stosunkowo wtórni. Nie ma się co dziwić. W końcu te książki właściwie bazują na jednym schemacie. Mamy świat, w którym ludzie są w jakiś sposób ograniczani. Dystopię, która tylko udaje idealną rzeczywistość, lecz większość leniwych obywateli wcale tego nie zauważa i myśli, że żyje w świecie idealnym. I wtedy pojawia się ON (czasem ONA, ale jednak zwykle ON). Ten jedyny, który zaczyna zauważać, że w tym świecie nie wszystko gra. Powoli, powolutku zaś próbuje przekazać innym swoją wiedzę, kończąc na różne sposoby. Czasem mu się udaje, innym razem dołącza do rządu, kiedy indziej traci życie itd. Ówczesne książki z tego nurtu właściwie nigdy nie łamały tego schematu i „Twarzą ku ziemi” wyjątkiem nie jest. Choć Maciej Parowski był bardzo dobrym znawcą fantastyki, który dla gatunku zrobił wiele dobrego, jego powieść to po prostu dość przeciętne dzieło w swoim gatunku. W języku autora czuć pewien dobry ciężar. „Twarzą ku ziemi” to powieść dość zgrabna pod tym kątem, szczególnie że mimo głównego tematu dystopii obracającego się wokół seksualności zachowuje klasę w tym temacie. Choć gdyby ta książka była pisana dziś, pewnie byłaby tak czy siak nieco bardziej dosłowna, a niektóre ze słów byłyby używane nieco inaczej. Niemniej, od samego początku „czuć”, że Parowski wie co robi. Problem polega na tym, że jego książka gubi właściwie we wszystkich innych elementach składniowych powieści, wypadając naprawdę bardzo przeciętnie. Opis świata jest zbyt podobny do innych powieści z tego nurtu, aby mnie szczególnie zainteresował. Tematykę seksualności w sposób bardziej otwarty i naturalny poruszył już Huxley w „Nowym wspaniałym świecie”, a opresyjny rząd występuje w każdej historii tego typu. Fabuła zaczyna się od dobrej intrygi, ale następnie nieco się rozmywa i robi się wtórna; historia nie ma wybitnie dobrego tempa. Bohater również przynajmniej mnie nieszczególnie zainteresował. Po prostu był, służył, aby opowiedzieć nam o świecie, ale to byłoby właściwie na tyle. „Twarzą ku ziemi” naprawdę zdaje się niczym szczególnym nie wyróżniać, ani pozytywnie, ani bardzo negatywnie. Jeśli miałabym jednak wskazać jakiś ciekawy element do analizowania tej powieści współcześnie to byłyby chyba kwestie związane z LGBT, biorąc pod uwagę, że to obecnie głośny temat, a Parowski w swojej powieści regularnie o takich postaciach wspomina. Choć właśnie: wspomina. Nie mamy tu bohatera czy bohaterki homoseksualnej. Regularnie za to bohater (bo narracja jest pierwszoosobowa) oraz otaczający go ludzie wspominają „pedałów”, którzy robią takie a takie rzeczy. Ton ich wypowiedzi odbieram jako negatywny, ale mam wrażenie, że na tle całej tej historii wychodzi z tego pewna… ironia. Bo widzicie, postacie z jednej strony mają niekoniecznie przyjemne uwagi (np. bojąc się, że to oni byli obiektem pożądania), ale z drugiej… sami w kwestii seksualności utracili jakiekolwiek moralne zasady. Widzą źdźbło w oczach innych, a nie dostrzegają, że sami w oczach mają belkę. Nie wiem, czy Parowski właśnie to miał na myśli, ale tak to odbieram, choć jednocześnie mam wrażenie, że gdyby ta powieść trafiła do bardziej publicznej dyskusji mogłaby być pod tym kątem krytykowana. Na pewno wolę nieco wtórną fantastykę socjologiczną, która jednak ma w sobie pewien ciężar, od licznych współczesnych, typowo rozrywkowych powieści, które ignorują zwykle na przykład logikę przy światotworzeniu. Nie zmienia to faktu, że chyba jednak Parowskiego wolę jako redaktora i człowieka analizującego gatunek. Z resztą, nie bez powodu to właśnie w tym koniec końców się wyspecjalizował, bo sam w jednym ze swoich tekstów zauważył, że pod kątem pisania nie jest wybitny i jest potrzebny fantastyce w nieco innej roli. Nie każdy w końcu musi być pisarzem, aby zrobić dla literatury masę dobrego. Mała uwaga. Książkę obecnie kupicie albo buszując w antykwariatach, albo na stronie dawnego Solarisu, czyli esef.com.pl. Nigdzie indziej jej po prostu obecnie nie ma.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 6 5 lat temu
Rok 1984 - antologia współczesnej SF Jacek Piekara
Rok 1984 - antologia współczesnej SF
Jacek Piekara Jarosław Grzędowicz Eugeniusz Dębski Feliks W. Kres Rafał Ziemkiewicz Andrzej Zimniak Sławomir Pikuła Maciej Parowski Janusz Romanowski Elżbieta Zembrzuska-Piekarek Jerzy Szurmiński Joanna Przybyła Jarosław Badura Dariusz Miazga Krzysztof Chałubek Robert Azemburski Anna Jacuzius Andrzej Szatkowski Stefan Otceten Andrzej Niewiadomski
"Rok 1984. Antologia współczesnej SF" to zbiór opowiadań autorstwa polskich pisarzy fantastyki naukowej. Po krótkim wprowadzeniu znajdziemy szesnaście opowiadań autorów takich jak Andrzej Sapkowski, Jacek Piekara czy Jarosław J. Grzędowicz, a także mniej znanych pisarzy i pisarek. W drugiej części książki możemy natomiast poczytać o różnych ciekawostkach, takich jak wywiady z krytykami, wyniki plebiscytów, recenzje oraz podsumowania. Moją szczególną uwagę zwróciły jednak szkice umieszczone w książce. Ich autorem jest HORNIK.83 i moim zdaniem nadają one nadzwyczajny wyraz tej antologii. Pasożyt Akcja rozgrywa się na statku kosmicznym. Poznajemy trzech członków załogi - Kita, Martinsona i Babuschkę. Bohaterowie starają się zabić czas poprzez specyficzną grę w kulki na automacie, gdy nagle otrzymują wezwanie. Jest ono o tyle nietypowe, że stopień ograniczenia informacji wynosi dwa. Wiadomo więc, że sprawa jest poważna. Jak dowiadujemy się wkrótce, dotyczy ona zaginięcia w niewyjaśnionych okolicznościach dwóch statków kosmicznych. Załoga udaje się w wyznaczone miejsce i sami natykają się na owo niebezpieczeństwo. Z twórczością Eugeniusza Dębskiego (znany również jako Owen Yeates) nie miałam wcześniej do czynienia, pomimo iż wiele jego tytułów mam w planach przeczytać. Jednak opowiadanie "Pasożyt" czytało się bardzo przyjemnie i akcja mnie wciągnęła. Z chęcią poczytałabym o dalszych losach Kita, Martinsona i Babuschki. Pomimo krótkiej formy opowiadania bohaterowie nie są płascy i czytelnik może się z nimi zżyć. Ocena: 7/10 Historia Czytałam to opowiadanie kilkakrotnie starając się zrozumieć całą fabułę. Niestety jest ono napisane bardzo chaotycznie i wiele wątków jest niewytłumaczonych. Mam wrażenie, że ta historia potrzebowała dłuższej formy niż opowiadanie, bo sama idea jest dość ciekawa. Poznajemy Vicotra, który tłumaczy tekst dla policji. Urywki o nim są przeplatane z pamiętnikiem jednego z rycerzy, czyli tłumaczonego tekstu. Na początku miałam wrażenie, że Victor tłumaczy tekst historyczny. Jednak w połowie opowiadania okazuje się, że dana bitwa toczyła się pomiędzy Ziemianami oraz mieszkańcami innej planety. Do końca nie wiem kto jest przedstawicielem danej strony. Końcowa sytuacja jest zaskakująca niemal tak samo jak moment w którym dowiadujemy się, że mamy do czynienia faktycznie z opowiadaniem SF, a nie historycznym. Autor był wielokrotnie nagradzany za swoje opowiadania, jednak "Historia" nie przekonała mnie do głębszego zapoznania się z jego twórczością. Nawet jeśli klimat opowiadania bardzo mi odpowiadał, to chaotyczność przedstawienia historii nie do końca mnie przekonała. Ocena: 5/10 Serial Kolejne dość chaotyczne w moim odczuciu opowiadanie. Jest tu za dużo informacji zawartych w za krótkim tekście. Głównym bohaterem jest prze uroczy stworek Y-tholl, który prawdopodobnie jest kosmitą. Staje on przed życiową szansą by wydać swój własny, tytułowy serial. Dzieje się to za sprawą przemiany jego w materię umożliwiającą emisję myśli. Przedstawia nam najpierw historię o plemieniu, które próbuje rozbić zło w materialnej postaci. Następnie mamy wstawkę, z której dowiadujemy się, że Y-tholl jest już dość znany ze swojego serialu, który ma zatrważającą liczbę odcinków. Jest on znudzony jego dalszą emisją. Jednak znów przenosi nas, tym razem na statek kosmiczny i do zaawansowanej cywilizacji. Doszukując się głębszego sensu w opowiadaniu, można wywnioskować, że autorka chciała przedstawić życie ludzkości i cały postęp cywilizacyjny jako "serial" stworzony przez stworka z kosmosu na potrzeby rozrywki. Znów mocno daje mi się we znaki zbyt krótka forma. Wiele rzeczy trzeba się domyślać i doszukiwać. Z pewnością ponowne przeczytanie tekstu wyjaśniłoby kolejne elementy, jak w przypadku czytania klasyków. Na temat samej autorki ciężko było mi znaleźć jakiekolwiek informacje. Wiadomo mi tylko o "O kotach opowieści puszyste", jednak forma książki do mnie nie przemawia. Ocena 5/10 Koniec rozszczepienia Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona po przeczytaniu tego opowiadania. Na temat samego autora nie znalazłam zbyt wielu informacji. Nie spodziewałam się zbyt wiele również po zaczęciu lektury. Jednak akcja z każdą linijką rozwijała się coraz bardziej. Ostatecznie dostajemy opowiadanie na miarę naprawdę dobrej książki SF. Głównym bohaterem jest H. L. Adams - wysoko postawiony urzędnik szczególnie ważnej instytucji centralnej. Poznajemy również jego sekretarkę Ewę. Zaczyna się dość spokojnie, jednak szybko okazuje się, że nic nie jest w porządku i świat zmierza ku końcowi, dosłownie się rozpada. "Na ekranie ginęło miasto. Wieżowce, ulice, mosty traciły swój trzeci wymiar. Spłaszczony, dwuwymiarowy obraz jak kolorowa tapeta nawijał się na ogromny, połyskujący szkliście w niezasłoniętych jeszcze miejscach walec. W zbliżeniu widać było ludzi. Uniesione w górę ręce, otwarte w bezgłośnym krzyku usta, zastygłe w przerażeniu oczy stanowiły fragment gigantycznego fresku o zmieniającym się ciągle wraz z nakładaniem nowych warstw obrazie." Rozpoczyna się "wyścig szczurów". Każdy wśród ogólnej paniki, chce wydostać się ze świata i uciec do innego wymiaru, gdzie jak sądzą, będą bezpieczni. Autorka fenomenalnie wprowadza nas w wykreowany przez siebie świat, w którym nastąpiło rozszczepienie. W kilku rzeczywistościach równolegle żyją te same osoby, dzieje się to samo, a jednak jest inaczej. Tylko nikt nie wie do końca która rzeczywistość jest tą pierwszą, prawdziwą. "- Nawiązać kontakt? Próbowałem. W latach osiemdziesiątych zaraz po odkryciu, że świat się rozszczepił. Miałem szansę. Dostałem nawet zezwolenie na przejście. Przypadek jeden na sto milionów. Wtedy wszyscy chcieli. Nie zdążyłem jednak." Naszym bohaterom udaje się uciec (przy nie małych trudnościach) i w równoległym świecie odszukują dom rodzinny Adamsa. Jednak również w tym świecie mężczyzna zauważa niepokojący rozpad niektórych przedmiotów. Jednocześnie policja pragnie pozbyć się niechcianych intruzów z innego świata. Tylko czy odesłanie ich do siebie daje szanse na przetrwanie świata, który uważają za prawdziwy? A być może istnieje jeszcze jedna rzeczywistość, która jest tą pierwszą? Niepokojące mgły przenoszą się przez budynek umożliwiający przejście między obydwoma światami... Czy ADAMs i EWA przetrwają? Opowiadanie jest naprawdę porywające i szczerze mówiąc, chciałabym przeczytać je w formie dłuższej książki lub jako kontynuację prologu. Autor potrafi zaciekawić czytelnika. Potrafi również w ciekawy sposób przedstawić swoją wizję. Aż łezka w oku się kręci, że prawdopodobnie nigdy nie będzie nam dane przeczytanie kolejnych opowiadań lub książek spod jego ręki. Gdy w zamian za dobrze napisaną fantastykę dostajemy nie raz kicz, przy którym można się jedynie wynudzić. "Świat jest jeden - powiedział. - Tylko jeden. Wszystko co nam się wydaje innym światem jest tylko złudą, igraszką materii. A złuda nie może trwać długo. Musi zniknąć." Ocena: 9/10 Piękno i Bestia W opowiadaniu mamy do czynienia z robotami zwanymi ZOPalami. Są to mordercze istoty, zaprogramowane tak, by niszczyć całą ludzkość. Do czasu gdy jeden z nich spotyka kobietę i poznaje znaczenie słowa "piękno". Robot pała nie tyle miłością, co pożądaniem wobec ludzkiej kobiety i oszczędza ją na rzecz codziennego obserwowania pod postacią ryby. Przez ten aspekt, miałam nieodparte wrażenie, że historia przypomina "Kształt wody" autorstwa Guillermo del Toro. Tym bardziej, iż charakterem owego zauroczenia jest seksualność i możemy natknąć się na niezbyt smaczne opisy. W końcu, jak można się domyślać, obraca się to przeciwko ZOPalowi, gdyż daje się on złapać w pułapkę. Andrzej Zimniak jest znany głównie ze swojej powieści "Biały rój". Nie ma ona jednak zbyt przychylnych opinii. Po przeczytaniu tego opowiadania sama mam mieszane uczucia. Historia wydaje się być nijaka, opisy zbyt rażące a bohaterowie nie ciekawi. Ot historia do przeczytania i zapomnienia. Ocena: 4/10 Strzał Kolejne opowiadanie, które czytało się przyjemnie. Tym razem autorstwa Joanny Przybyła, również mało znanej pisarki. Akcja przenosi nas na statek kosmiczny RK 110, odpowiedzialny za przewóz więźniów. Niestety uległ on awarii w wyniku czego pozostało na nim jedynie trzech ocalałych rozbitków. Corel oraz cierpiący Colin a także więzień Sto Trzeci. Czekają na ratunek, mając jednak świadomość, że ten prawdopodobnie nigdy nie najdzie, gdyż znajdują się za daleko. Wkrótce Colin umiera, a drugi ocalały członek załogi dręczony samotnością udaje się do celi więźnia. Jednak przez swoją nieuwagę zostaje on obezwładniony i traci przytomność. Po ocknięciu się odkrywa, że nie jest ranny ani nawet skrępowany. Sto Trzeci siedzi obok niego i zaczynają luźną rozmowę. Wywiązuje się między nimi szczególny rodzaj więzi, zwłaszcza gdy więzień ratuje Corela przed samobójstwem z szaleństwa. Jednak obydwoje mają świadomość, że ich przyjaźń nie ma żadnych perspektyw... Opowiadanie jest napisane zrozumiałym językiem i nie ma niepotrzebnych wtrąceń, czy zawirowań akcji. Bardzo ciekawie czyta się całą historię i śledzi losy nietuzinkowych bohaterów. Moim zdaniem to dobrze napisana historia katastroficzna z nutą SF, jednak trochę brakuje w niej głębi. Mam jednak świadomość tego, że to tylko opowiadanie i trochę żałuję, że nie mogę sprawdzić umiejętności autorki przy czytaniu innego tekstu. Być może ktoś z was natknął się na inną twórczość Joanny Przybyła? Ocena: 7/10 Kontakt bezpośredni Jarosław Badurek przedstawia nam w swoim opowiadaniu niepokojącą wizję przyszłości. Ludzkość osiedliła się w kosmosie, część z nich zamieszkuje Księżyc. Znajduje się tam również Felix, który wygrał na loterii możliwość bezpośredniego kontaktu. Z początku nie wiemy czym on jest, dopiero pod koniec opowiadania dowiadujemy się o destrukcyjnych skutkach działania człowieka i nieudolnych próbach ich naprawienia. Opowiadanie przedstawia nam podróż głównego bohatera z Księżyca na Ziemię oraz towarzyszące temu procedury. Całość pozostawia w nas dziwny niepokój, związany ze świadomością, że sytuacja przedstawiona przez autora ma możliwość zaistnienia w przyszłości. Samo opowiadanie czyta się szybko ze względu na jego długość a także na przyjemny w odbiorze język. Jarosław Badurek nawiązuje więź z czytelnikiem poprzez podsunięcie nam zwyczajnego bohatera, człowieka, któremu jedynie ślepe szczęście pozwoliło doświadczyć tego, czego wielu nigdy nie byłoby dane. Dzięki temu możemy się zżyć z Felixem oraz bardziej wczuć w historię. Ocena: 7/10 Kuracja odwykowa Jedno z dłuższych opowiadań zawartych w książce i bardzo treściwe. Niestety po przeczytaniu zakończenia nadal czuję pewien niedosyt. Nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione. O ile główne wydarzenia zaskakują rozwiązaniem, to ciągle pozostaje sporo niedopowiedzeń, których trzeba się domyślać. Głównym bohaterem opowiadania Dariusza Miazgi jest Iv. Samotny alkoholik, który pewnego dnia zaopatruje się w nowinkę technologiczną. Czarne, włochate zwierzątko wielkości królika ma służyć jako zabawka dla dzieci. Powinno ono być posłuszne rozkazom swojego właściciela. Iv, któremu w końcu udaje się uruchomić tajemniczą rzecz, wkrótce odkrywa, że jest ona posłuszna nie tylko jego słowom, ale także myślom i podświadomości. Może przybierać dowolny kształt i rozmiar. Początkowa ekscytacja z nowego odkrycia ustępuje w końcu ciekawości, gdy mężczyzna odkrywa, że tylko jego zabawka potrafi przybierać kształty, które on w danej chwili pragnie. Zaciekawienie przeradza się w końcu w irytację, gdy nie może się pozbyć nowego nabytku i w końcu w strach, kiedy odkrywa, że zabawka na każdym kroku za nim podąża i próbuje zabić. Zakończenie wyjaśnia nam przyczyny zachowania owej zabawki. Jednak nie tłumaczy w żaden sposób jej działania, ani nie przybliża wyjaśnienia, w jaki sposób to wszystko zostało zorganizowane. Mimo wszystko dobrze bawiłam się czytając to opowiadanie. Całość owiana jest tajemnicą oraz lekkim dreszczykiem, co wyróżnia tekst spośród innych zawartych w książce. Ocena 8/10 Amulet Po opowiadaniu Jacka Piekary spodziewałam się naprawdę dużo. Autor m. in. cyklu "Ja inkwizytor" ukazuje nam w "Amulecie" perypetie pewnej rodziny. Zapracowany ojciec, zmęczona i wiecznie narzekająca matka oraz ich synek Steve wraz z psem o imieniu Gitty. Steve zamęcza matkę róznymi zachciankami oraz domagając się atencji. Mężczyzna, wracając do domu z pracy załagadza sytuację między żoną i synem. Rozmawiając z dzieckiem tłumaczy mu, że nie może "zniknąć" mamy tylko dlatego, że się z nią pokłócił. Zamiast tego Steve decyduje się "zniknąć" jej szlafrok. Na następny dzień przedmiot faktycznie znika, co mężczyzna kwituje uśmiechem i komentarzem, że syn go po prostu schował. Jednak już wkrótce okazuje się, że Steve poddaje podobnej terapii kandydata na prezydenta... Dialogi są napisane w prosty, nie skomplikowany sposób, przez co ma się wrażenie, że akcja toczy się nadzwyczaj szybko. Trochę przeszkadzało mi to w lekturze, bo momentami ciężko było nadążyć czy to jeszcze poranek czy już wieczór. Tytułowy amulet ma się nijak do całej historii. Jest o nim tylko wzmianka w jednym momencie pod koniec. Jeśli jednak chodzi o samą fabułę i zakończenie to są one przemyślane, wciągające i skłaniające do refleksji. Sama końcówka jest dość pomysłowa i prawdopodobnie za jej sprawą odbieram to opowiadanie pozytywnie. Niestety bohaterowie też nie przekonali mnie do siebie. 5/10 Biblioteka faktu - przewodnik Ciężko doszukać się wątku SF w opowiadaniu Janusza Romanowskiego. Być może wina leży po stronie mojego niezrozumienia, jednak dopatruję się tutaj tylko elementów grozy i klimatu thrillera. Głównym bohaterem jest Mak, wojskowy w wojnie pomiędzy Oazą i Miastem (której nie potrafię zrozumieć). Dostaje on zadanie przeprowadzenia siedmiu osób przez góry, ponieważ wszyscy przewodnicy są zajęci, a on jako jedyny z pozostałych spędził tam rok i może się w nich zorientować. Mężczyzna dociera w umówione miejsce i zamierza odpocząć w oczekiwaniu na klientów. Dociera do niego jednak specyficzny smród, który jak się okazuje wytwarzają gnijące ciała trzech zabitych osób. Zdezorientowany natyka się również na wystraszoną kobietę imieniem Jug później także na pamiętnik jednego z trupów. Wkrótce dochodzi do wniosku, że spotkał już grupę na którą czekał i pomaga kobiecie oraz jej towarzyszom, którzy poszli przodem, w przejściu przez góry. Ale czy na pewno to tą grupę miał przeprawić? Opowiadanie jest dość długie i wymiernie ciekawe. Jednak pełne niezrozumienia w moim odczuciu. Jest dużo niedopowiedzeń, brakuje wątku fantastycznego. Nie czuję, żebym cokolwiek wyniosła z tej lektury. Może poza cytatami z pamiętnika, ukazującymi postęp cywilizacyjny w złym świetle. "Coraz częściej uwydatniają mi się zarysy tego co nazywaliśmy kiedyś cywilizacją. To straszne! Przecież w tym szalonym biegu ku przyszłości pogubiliśmy się tak bardzo, że nie wiadomo było po co, na co, komu to, dlaczego?" Ocena: 4/10 Terminus a quo Krzysztof Chałubek przenosi nas akcją swojego opowiadania do kosmosu. Główny bohater jest strażnikiem galaktyki. Jego zadaniem to czuwanie nad planetami, które jak się okazuje jest niezwykle monotonne i samotne. W pewnym momencie czujniki wykrywają "rój", zlepek niewielkich okruchów materii, który zahaczy o flankę trzeciej, najważniejszej planety, jeśli się mu nie przeszkodzi. Nasz bohater staje przed niełatwym wyborem, kiedy dowiaduje się, że "rój" pochodzi z innej galaktyki. Zastanawia się, czy zniszczyć przybysza, czy pozwolić mu się zbliżyć na tyle by móc go zbadać. Opowiadanie dość luźne, dobre jako odskocznia po ostatnich głębszych, zmuszających do myślenia. Jednak w miarę czytania dochodzę do wniosku, że bardziej przypadają mi do gustu dłuższe teksty, ponieważ są bardziej szczegółowe. "Terminus a quo" jest kolejnym opowiadaniem zajmującym mniej niż dwie kartki i ubolewam, że nie dostałam więcej. Czuję niedosyt. Sam tekst jednak jest bardzo interesujący i pozwala nam spojrzeć na kosmos z innej perspektywy. Zakończenie jest przewidywalne, jednak doskonale pokazuje również zawiłość psychiki człowieka. Ocena 6/10 Likaon/ My wszyscy, razem/ Zrób im pa, pa "Asfalt wysechł i wykruszył się, w niektórych miejscach wypuścił roślinki. Wrośnięte w ziemię słupki miały kilkaset lat. Ile mil jest stąd od zburzonego miasta? Cyfry zatarły się Cyfry tamtych lat. Cyfry wojny. Dobrze im tak - myślał mężczyzna. Szedł cicho. Stopił się z lasem, czuł jego drżenie. Drzewa tętniły, drzewa śpiewały, drzewa rozmawiały, a człowiek czuł to i smutny uśmiech gościł na jego twarzy." Tym początkiem Robert Azembski absolutnie mnie kupił. Nastawiłam się na mroczną, inną i duszną post apokaliptyczną historię przesiąkniętą wojną. Niestety im dłużej czytałam te trzy powiązane ze sobą opowiadania tym bardziej się w nich gubiłam i ostatecznie początek to jedyne co przypadło mi do gustu. Piotr jest astronomem i razem z Ewą mieszkają na pustyni oddalonej od miasta, które miało być wyniszczone wojną. Mężczyzna spotyka na pustyni tytułowego Likaona, znanego z opowieści przyjaciółki. Niestety kiedy przyprowadza go do domu, kobieta nie jest zbyt przychylnie nastawiona i wkrótce znika. Podobnie jak zwierzę. Pojawiają się natomiast źli mężczyźni, tzw. "Nowi", którzy pragną odbudować miasto i mają dla Piotra zadanie. Pierwsze opowiadanie jest napisane urzekającym językiem, jednak przez to wydaje się być chaotyczne. Odnoszę wrażenie, że wszystkie żywe istoty były wymysłem głównego bohatera. Wtedy historia byłaby bardziej spójna. Pomimo początku, który mnie tak bardzo zachwycił, muszę przyznać, że to prawdopodobnie najmniej ciekawe opowiadanie zawarte w książce. Ocena 2/10 Imieninowe przyjęcie Opowiadanie Anny Jacuzic jest głębokie, pełne metafor i ukrytych znaczeń. Często przybiera formę kłótni o poglądach, również z symbolem Boga. Całość przypomina marzenie senne. Jest napisane przestarzałym językiem. Głowna bohaterka, być może świadomość, ucieka przed problemami do budynku w którym ma odbywać się przyjęcie. Wsiada do windy dzięki czemu jeszcze bardziej oddala się od swoich trosk. Gdy zostaje sam na sam z windziarką wdaje się z nią w dyskusję na temat poglądów. To chyba wszystko, co można powiedzieć o fabule opowiadania. Całość jest chaotyczna w charakterze, czytając można odnieść wrażenie, że ktoś opisał swój sen. Wszystkie nie związane ze sobą wątki łączą się płynnie w nadnaturalny i wygodny sposób. Jednak takie przedstawienie historii również do mnie nie przemawia. Jest oryginalne, ale dość ciężkie i monotonne. 2/10 Twierdza trzech studni Jarosław J. Grzędowicz jest nam doskonale znany między innymi dzięki cyklowi "Pan Lodowego Grodu". Osobiście nie miałam jeszcze orzyjemności czytać niczego jego autorstwa, więc nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Poznajemy Valhara i Svenyhora, dwóch przedstawicieli Vahnorczyków, którzy razem z większą grupą rycerzy i wojowników przemierzają pustkowie by stawić czoła wrogowi. Dowiadujemy się o magicznym mieczu, którego powiernikiem był brat Valhara, Erik. Opowiadanie nie jest długie, ale jest bardzo rozwinięte i szczegółowe. Autor przenosi nas w wyimaginowany przez siebie świat i doskonale nam go przedstawia. Zaskakuje, intryguje i zaciekawia. Moim zdaniem "Twierdza trzech studni" byłaby doskonałym rozpoczęciem epickiej historii na miarę "Władcy pierścieni", lub prologiem gry fantastycznej. Jestem pod wrażeniem kunsztu Jarosława Grzędowicza i z wielką ochotą zabiorę się za czytanie jego twórczości. 9/10 U źródła nocy Autorem opowiadania jest Sławomir Pikuła, współzałożyciel Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Fantastyki. W latach 1985–1986 zastępca redaktora naczelnego czasopisma Feniks. "U źródła nocy" ma dość nietypową kompozycję. Składa się z załączników, przez co ma się wrażenie czytania pamiętnika lub dziennika. Pomimo tej chronologii ciągle nie mogłam się odnaleźć w opowiadaniu. Być może duży wpływ na to miał również język opowiadania, z którym nie jestem obyta. Jest on lekko przestarzały i skomplikowany dla współczesnego czytelnika. Głównym bohaterem jest Oz, jednak co do fabuły nie jestem pewna, czy zrozumiałam cokolwiek. Podejrzewam jednak, że na początku chodziło o jakąś sektę. Później poznajemy księcia oraz jajogłowych, którzy są prawdopodobnie kosmitami. Niestety pozostawię opowiadanie bez oceny, gdyż w wyniku mojego niezrozumienia musiałabym bardzo zaniżyć notę. A skoro znalazło się ono w "antologii wspólczesnej SF", musi być wartościowe. Prawo sępów Ostatnie opowiadanie umieszczone w książce zostało napisane przez Witolda Chmieleckiego (znany również jako Feliks W. Kres). Z twórczością autora nie miałam wcześniej do czynienia, ma on jednak na koncie kilka popularnych książek. "Prawo sępów" zaczyna się dość drastycznie. Jesteśmy świadkami wydziobania oczu kobiecie będącej na skalistym wzgórzu. Następnie przenosimy się do koszar, gdzie poznajemy porucznik Karenirę A.J. Poznajemy jej pochodzenie a także różnice w obyczajach jej i reszty załogi. Wkrótce zostaje ona wysłana na misję wraz z grupą ośmiu mężczyzn. Muszę przyznać, że to kolejne dobrze skonstruowane opowiadanie. Bardzo w moim klimacie. Mam wrażenie, że przecztałam naprawdę dobrą książkę, a nie krótkie opowiadanie. Świetna historia, nietuzinkowi bohaterowie, ciekawi przeciwnicy i kontrowersyjne rozwiązania. Cieszę się, że czytanie tego zbioru opowiadań zakończyło się tak miłym akcentem. 9/10 Podsumowując oceny za wszystkie opowiadania i wyliczając średnią wychodzi ocena 6/10, jednak wspomniane przeze mnie na początku szkice urzekły mnie tak bardzo, że zawyżam tą ocenę o jeden stopień. https://reviewsandart.blogspot.com/2018/09/swiat-jest-jeden-tylko-jeden-recenzja.html
Fairka - awatar Fairka
oceniła na 7 7 lat temu
Powrót z przesiadką Adam Synowiec
Powrót z przesiadką
Adam Synowiec
Kolejny mocno nierówny zbiór opowiadań w serii "Z Glistą". Na osiem tekstów tylko dwa - i to te najdłuższe, co mimo wszystko dziwi - są w miarę sensownie przemyślane i obudowane zarówno bogatą kreacją świata, jak i wartką, interesującą akcją. Jednak żeby dotrzeć do tych opowiadań, trzeba się przedrzeć przez kilka pozbawionych sensu zbuków. "Jajo" jest jakąś bzdurą o ni to planecie, ni to bycie z wytłoczonym gigantycznym okiem w trójkącie, która to planeta/byt przybywa do Układu Słonecznego zniszczyć (w sumie przypadkiem) ludzką cywilizację. "Telefon od Maud" opowiada - w sposób mocno szkicowy - o zwolnionym z pracy monterze, za którym w sposób dość absurdalny ujmuje się naprawiana dotąd przez niego sieć komputerowa. "Most" drażni historią dzieciaka, który z przyczyn znanych wyłącznie autorowi ożywił drogę na obcym globie. W "Śmierci wystarczy dla wszystkich" ludzkość zostaje dopadnięta przez syndrom leminga (pęd ku oceanowi). Dlaczego? Nie wiadomo, bo opowiadanie po prostu się kończy. "Gra" natomiast podśmiarduje plagiatem (rozgrywka na flipperach okazuje się być tak naprawdę rzeczywistym starciem z inwazyjną flotą). Następne są dwa liczące ponad 80 stron opowiadania z bogatszą akcją i ciekawszymi pomysłami - "Kontakt" i tytułowy "Powrót z przesiadką". Ten pierwszy tekst jest o "młodzieżowym" (w przyszłości dorosłość osiąga się po 50 roku życia) studenckim obozie treningowym na tropikalnej planecie. Gdy rygor obozowego życia zanadto daje się we znaki "młodzieży", kilka osób daje dyla w dżunglę i próbuje odkryć, co jest nie tak z całą planetą. Dobre wrażenie psuje ostatnich kilka stron, teoretycznie przewrotnych, ale jednocześnie i stawiających ryzykowną tezę, że jednostki bardziej wartościowe dla kosmicznych służb to te, które łamią regulamin i sprzeciwiają się władzy. Drugie opowiadanie, "Powrót z przesiadką", dzieje się z kolei na Ziemi, na którą wraca z dalekiego kosmicznego zwiadu kosmonauta. Zamiast cywilizacji trafia jednak na dziwną dżunglę i złowieszczych Strażników, próbujących za wszelką cenę go utłuc. Tutaj na szczęście finał jest zgrabny, choć napisany nieco zbyt pospiesznie, można się bowiem w jednym czy dwóch miejscach zgubić w poczynaniach bohatera. Zbiór zamyka "W poniedziałek zawsze jest nudno" o dwóch wagarujących gówniarzach, którzy lecą skradzioną rakieta na Ziemię i spotykają smoki. Niestety, koniec historii tonie w jałowych wyjaśnieniach sytuacji i domknięty zostaje niby-dowcipną puentą, w której można znaleźć kilka dużych logicznych dziur. Gdy zapomnieć o istnieniu tych sześciu słabych opowiadań, książkę można uznać za odświeżającą rozrywkę w dawnym typie space oper o eksploracji tajemniczego, częstokroć wrogiego człowiekowi kosmosu.
Jale - awatar Jale
ocenił na 6 10 lat temu
Czas wodnika Mirosław Piotr Jabłoński
Czas wodnika
Mirosław Piotr Jabłoński
Ochoty na zapoznanie się z twórczością Mirosława Jabłońskiego nabrałem po wywiadzie z nim, jaki pojawił się w książce "Pejzaż z gwiazdami" Wojtka Sedeńki i może wybór "Czasu wodnika" nie był najlepszym możliwym (sam autor uważa, że "nie ma serca" do krótkich form) by zacząć przygodę z jego dorobkiem literackim, ale mimo wszystko uważam, że to bardzo dobry zbiór, stojących na przyzwoitym poziomie, zróżnicowanych tematycznie i formalnie ("Drzewo genealogiczne") opowiadań. Zaskakującym jest, jak dobrze się je wszystkie czyta, nawet jeśli dają jedynie zwykłą rozrywkę, puentowaną mniej lub bardziej zaskakującym twistem ("Zabić Mr Immortala", "Seksbomba"). Oczywiście, nie zabrakło historii głębszych, w bardziej filozoficznym, czy refleksyjnym tonie (tytułowy "Czas wodnika", baśniowe, wykorzystujące element "magicznych sklepów" - "Sklep z płytami"). Jest nawet ukłon - choć nie wiem, czy świadomy? - do "Piaseczników" George R. R. Martina, czyli utwór "Termit"... Choć w opisie próbuje się równać Jabłońskiego do Lema czy Zajdla, to wydaje mi się, że jego twórczość - przynajmniej w sferze opowiadań - bliżej leży w rejonach science-fiction, tworzonego przez Williama Tenna, którego zbiorkami, wydawanymi przez Phantom Press w latach 90-tych, zaczytywałem się owego czasu. Co absolutnie nie jest zarzutem, ani nie umniejsza jej wartości, bo to były równie dobre i nie mniej ciekawe opowiadania. Jakkolwiek, mimo średniej oceny i braku pełni zachwytu z mojej strony, cieszę się, że utwory mniej znanych, acz wartych docenienia rodzimych twórców fantastyki przeżywają renesans i są wznawiane. Zbiór polecam i z pewnością nie jest to ostatnia książka Mirosława P. Jabłońskiego, po którą sięgnę...
Rafał Jasiński - awatar Rafał Jasiński
ocenił na 6 2 lata temu
Czarna msza Jacek Dukaj
Czarna msza
Jacek Dukaj Jacek Piekara Jarosław Grzędowicz Eugeniusz Dębski Jacek Sobota Andrzej Drzewiński Jacek Inglot Grzegorz Drukarczyk Mirosław Piotr Jabłoński Tadeusz Oszubski
Antologia "Czarna Msza" to zbiór opowiadań, który na pierwszy rzut oka może wydawać się zróżnicowany pod względem jakości, ale skrywa w sobie kilka prawdziwych perełek, które zdecydowanie podnoszą jego wartość. Choć nie wszystkie teksty w tej antologii mogą przypaść do gustu, to trzy opowiadania autorstwa Grzegorza Drukarczyka, Andrzeja Drzewińskiego i Rafała Ziemkiewicza wyróżniają się na tle pozostałych i sprawiają, że warto sięgnąć po ten zbiór. Opowiadanie Drukarczyka wnosi do antologii atmosferę głębokiej refleksji nad duchowością oraz egzystencją człowieka w zmieniającym się świecie. Styl pisania autora odznacza się precyzyjnością i zdolnością do tworzenia niezwykle sugestywnych obrazów, które skłaniają czytelnika do zastanowienia się nad własnymi przekonaniami. Jego opowiadanie można uznać za jedną z najmocniejszych części tego zbioru, z uwagi na jego intelektualną głębię i nastrojowość. Z kolei Andrzej Drzewiński mistrzowsko buduje napięcie, tworząc opowieść pełną emocji i dynamiki, która łączy elementy grozy z refleksją nad kondycją człowieka. Jego narracja jest pełna symboliki, a tematyka religijna splata się z fabułą w sposób wyjątkowo naturalny, co sprawia, że czytelnik może w pełni zanurzyć się w świecie przedstawionym. Opowiadanie Rafała Ziemkiewicza natomiast, choć może wydawać się bardziej dosadne w swej wymowie, doskonale wpisuje się w eschatologiczny klimat antologii. Ziemkiewicz pokazuje swoje mistrzostwo w tworzeniu postaci i sytuacji, które skłaniają do głębokich rozważań nad ludzką naturą i światem, w którym przyszło nam żyć. Choć reszta antologii może nie dorównywać poziomem tym trzem opowiadaniom, to ich obecność sprawia, że "Czarna Msza" zasługuje na uwagę każdego miłośnika fantastyki o głębszym, refleksyjnym zabarwieniu. To właśnie dla tych trzech historii warto sięgnąć po ten zbiór, a nawet jeśli inne teksty nie spełnią wszystkich oczekiwań, to wartość literacka wspomnianych autorów z pewnością zrekompensuje czas spędzony nad książką.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 7 1 rok temu
Delirium w Tharsys Wiktor Żwikiewicz
Delirium w Tharsys
Wiktor Żwikiewicz
Jej bardzo ciężko mi się to czytało. Klimat "Delirium w Tharsys" jest lepki i ciężki. Czytanie nie było przyjemnym doświadczeniem, ale co nie oznacza że złym. Czasami musiałem czytać akapity, albo nawet rozdziały drugi raz. Ten język jest tak specyficzny, opisy tak rozbudowane, że przyzwyczajony do prostszej formy się gubiłem. Czasem mnie to irytowało, że to jest przerost formy nad treścią, ale jednak treść również była bogata. Co więc mamy? Historia ostatnich (?) dni ludzkości, którą próbuje ratować główny bohater z księżyca który człowiekiem nie jest. Ostatnia enklawa ludzkości jest miejscem zepsutym, ludzie są słabi i zdegenerowani. Nad wszystkim roztacza się senna atmosfera marazmu gdzieniegdzie wypluwająca szaleństwo zdesperowanych jednostek. Ludzie giną w walce z tajemniczym nie do końca znanym wrogiem, a główny bohater został wysłany z księżyca żeby uratować gnijącą ludzkość. W książce jest mnóstwo świetnych wyrazistych charakterów. Janko, Stinson, Feretrius, Mokande. O co chodzi w tej książce? Poza tym, że całość jest bardzo artystyczna i wydaje mi się że mocno osobista, to ma na celu przedstawić naturę ludzkości która nie potrafi wytrzymać sama ze sobą i kieruje się wprost ku samozagładzie. Tak naprawdę żeby zrobić jakąś większą analizę tej książki trzeba by poświęcić kilka wieczorów a nie 10 minut przed spaniem, ale dla ludzi spragnionych mrocznego ciężkiego Sci-fi i dla fanów Dukaja (tak! jest w niej coś bardzo Dukajowego) jak najbardziej polecam.
oiron - awatar oiron
ocenił na 8 6 lat temu
Senni zwycięzcy Marek Oramus
Senni zwycięzcy
Marek Oramus
Przeczytawszy komentarze pod tą książką odnoszę wrażenie, że niektóre osoby tracą przyjemność z czytania, jeżeli nie można czytać szybko, szybko się dowiedzieć, co dalej w fabule. Jeżeli twórca stosuje różne zabiegi, żeby nas rozruszać, może warto się podjąć tej zabawy. Przecież czytelnik też musi coś robić. Nie bądźmy leniuchami! Gorąco polecam nie upadać na duchu pomimo narastającej dezorientacji trwającej ze dwa pierwsze rozdziały. Oramus stworzył niewielki, ale całkiem bogaty światek przypominający panopticum i warto tam zajrzeć. Sposób narracji wielu tutejszym czytelnikom nie przypadł do gustu, a mnie akurat tak. ^^ Język powieści jest raczej surowy, a autor co jakiś czas wprowadza własne terminy, jak nazwy zjawisk, których znaczenia wcale nie objaśnia, czy przedmiotów, których wcale nie opisuje. Jest to nieco dysturbujące, szczególnie na początku książki, kiedy po prostu chcemy się dowiedzieć, co się tu w ogóle dzieje! Wówczas należy (nie upadając na duchu) mocno skupić wzrok na kontekście i silniej zagrzechotać wyobraźnią. Jest ogromne pole to interpretacji. Każdy czytelnik zobaczy coś innego, ale czy to nawet nie ciekawiej? :) Z kolei, kiedy autor pokazuje nam daleki wszechświat albo wizje czy sny bohaterów, zastępuje zwyczajny język niemal prozą poetycką. Sama "tkanka" tekstu potrafi zmienić jakość książkowej rzeczywistości na iluzoryczną i jest to odczuwalne. Jakby się założyło do czytania okulary innego koloru. :) A jeżeli chodzi o „poszatkowane sceny”, na które wielu tutejszych czytelników narzeka, to uważam ich (scen, rozumie się) wzajemne przenikanie za jednen z najfajnieszych zabiegów w książce! Nie zdarza się to wcale tak często. Miło było czasem w zaskoczeniu przyglądać się temu jednemu zdaniu spajającemu dwie różne sceny i rozczytywać w nim jednym nałożone na siebie dwa obrazy. Ale żeby to zobaczyć, trzeba przystanąć. Nie bądźmy leniuchami!
gośka - awatar gośka
oceniła na 6 9 miesięcy temu
Zabójca czarownic Krzysztof Kochański
Zabójca czarownic
Krzysztof Kochański
Chociaż zbiór opowiadań „Zabójca czarownic” nosi taki sam tytuł, jak inny tego samego autora, wydany ćwierć wieku temu, odnajdziemy pomiędzy nimi zasadnicze różnice. Przede wszystkim, opowiadań zamiast czterech jest osiem, w tym tylko dwa się powtarzają: tytułowe oraz „Łyżwiarz”, które pamiętamy także ze zbioru „Robimy rewolucję”. Mam to szczęście, że posiadam tamto cienkie, skromne wydanie Almapressu, datowane na rok 1986. I o ile mam pewien problem z przypomnieniem sobie szczegółowych fabuł w nim zawartych, pamiętam doskonale co innego: fakt, iż były to teksty przyzwoite, z dobrymi puentami. Dlatego i ten zbiór postanowiłem posiąść, a dodatkowym bodźcem do zakupu stała się rewelacyjna cena, jaką za ebooka możemy zapłacić w księgarni Empik/Virtualo. Ogromny szacunek dla Runy – nie dość, że wydawca ten radośnie wkroczył na rynek ebooków, doskonale sobie zdając sprawę, że prędzej czy później każdy będzie musiał to uczynić, to jeszcze ceny ich książek są więcej niż wspaniałe. Wracając do opowiadań. O ile tytułowy „Zabójca czarownic” lub „Naletnik, Wąż Ognisty” w dzisiejszych czasach raczej nikogo już z nóg nie zwalą, połączenie fantasy z science fiction uprawiane jest dość często, o tyle pozostałe teksty wciąż stoją na naprawdę wysokim poziomie, oferując pomysły, które najprościej jest określić słowem: nieprzeciętne. Autor zdecydowanie ma swój styl prowadzenia opowieści, po którym można Go rozpoznać. Nie zawaham się ani chwili przed stwierdzeniem, że „Interesy nie idą dobrze” i „Dom spotyka chłopca” to opowiadania, które zaliczam do najlepszych, jakie miałem przyjemność przeczytać w życiu. Co prawda nie każdemu będzie się podobał motyw, który najczęściej się przejawia w większości tekstów, czyli szeroko rozumiana post-apokalipsa, świat po zmianach będących wynikiem działalności człowieka, ale ja ten temat uwielbiam (nie apokalipsę, ale świadomość destrukcyjnej działalności ludzi). Na wielką uwagę zasługuje także „D.L.Net”, jako próbka cyberpunku w wykonaniu Krzysztofa Kochańskiego (próbka jak najbardziej udana) oraz „Rex i wyścigi psów czterokołowych”, gdzie znowu poniekąd pomieszana zostaje fantasy z science fiction, lecz tutaj pomysł jest tak dobry, że tekst raczej nigdy się nie zestarzeje. Nie inaczej jest w przypadku „Snu o potędze”, bodaj najtrudniejszym w odbiorze opowiadaniu, ale i pozostawiającym najmocniejsze wrażenie. Świetny zbiór świetnego autora opowiadań. Jedyne, czego można się czepiać, to konwersja do formatu ePub, której podjął się e-wydawca, czyli Virtualo.pl. Książka, podobnie jak pozostałe, które zdarzyło mi się u nich zakupić, jest zrobiona nadzwyczaj niechlujnie. Na moje oko został zrobiony skan, po czym automat dokonał konwersji tekstu zapisanego w jakimś edytorze tekstowym do epub. Problemem jest fakt, iż książka wygląda tak, jakby nikt po owej konwersji jej nie obejrzał, nikt nie poprawił. Wszystkie krytyczne uwagi na temat e-wydania, które zawarłem w opinii na temat powieści „Wilcze dziedzictwo: Cienie przeszłości” Magdy Parus tu należałoby znowu powtórzyć.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na 7 15 lat temu

Cytaty z książki Tajemnica czwartego apokryfu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tajemnica czwartego apokryfu