Sprawa morderstwa w Kasynie

Okładka książki Sprawa morderstwa w Kasynie
S. S. Van Dine Wydawnictwo: Wydawnictwo CM Cykl: Philo Vance (tom 8) Seria: Klasyka amerykańskiego kryminału kryminał, sensacja, thriller
230 str. 3 godz. 50 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Philo Vance (tom 8)
Seria:
Klasyka amerykańskiego kryminału
Tytuł oryginału:
The Casino Murder Case
Data wydania:
2024-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2024-01-01
Liczba stron:
230
Czas czytania
3 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368018127
Tłumacz:
Stanisław Zawadzki
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sprawa morderstwa w Kasynie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sprawa morderstwa w Kasynie

Średnia ocen
6,5 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
783
202

Na półkach:

Ciekawy kryminał zamkniętego kręgu o nietypowo rozwijającej się, zaskakującej akcji. Centrum wydarzeń jest Kasyno przez duże K. - gdyż było to wyjątkowo ważne kasyno. Przez długi czas możemy zastanawiać się, jak ma się tytuł do fabuły książki. A jednak...

Ciekawy kryminał zamkniętego kręgu o nietypowo rozwijającej się, zaskakującej akcji. Centrum wydarzeń jest Kasyno przez duże K. - gdyż było to wyjątkowo ważne kasyno. Przez długi czas możemy zastanawiać się, jak ma się tytuł do fabuły książki. A jednak...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

36 użytkowników ma tytuł Sprawa morderstwa w Kasynie na półkach głównych
  • 26
  • 10
11 użytkowników ma tytuł Sprawa morderstwa w Kasynie na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sprawa morderstwa w Kasynie

Inne książki autora

S. S. Van Dine
S. S. Van Dine
S. S. Van Dine to pseudonim używany przez amerykańskiego krytyka sztuki Willarda Huntingtona Wrighta, kiedy pisał powieści kryminalne. Wright był ważną postacią w awangardowych kręgach kulturowych przed I wojną światową w Nowym Jorku, a pod pseudonimem (którego pierwotnie używał do ukrycia swojej tożsamości) stworzył niezwykle popularnego fikcyjnego detektywa Philo Vance'a.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Morderstwo w młynie Joseph Smith Fletcher
Morderstwo w młynie
Joseph Smith Fletcher
„Morderstwo w młynie” to ostatnia książka Josepha Smitha Fletchera, a zarazem pierwsza jego autorstwa, po którą sięgnąłem. To tytuł okrzyknięty klasyką angielskiego kryminału, nadający jego definicji jeszcze większej wartości, czyniąc literaturę jeszcze cenniejszą. Bez wątpienia, każdy, kto posiada tę książkę w swej domowej biblioteczce, ubogacił ją kolejnym tytułem, który zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Autor na kartach tegoż kryminału zabiera nas do Todmanhawe Grange. To właśnie tutaj w malowniczych okolicznościach przyrody, rysowanej śnieżnym krajobrazem dochodzi do dramatycznych wydarzeń, które nie oszczędzają rodziny Martenroyde’ów. Pewnego dnia, właściciel młyna James Martenroyde zostaje znaleziony martwy. Wówczas w Yorkshire zjawia się Ronald Camberwell, który podejmuje się próby odpowiedzenia na pytania związane z tajemniczym morderstwem. Jak się okazuje na jaw wychodzą mroczne sekrety ukazujące zawiłość ludzkiej natury, w tej na pozór spokojnej społeczności. Co takiego wydarzyło się w młynie? Dlaczego James musiał zginąć? Kto na tym skorzystał? Czy machina detektywistycznej pracy Camberwella pozwoli poznać personalia mordercy? Odpowiedzi na te pytania zapisane są na kartach książki „Morderstwo w młynie”. Czyt-NIK poznał te odpowiedzi. Teraz kolej na Was. A zapewniam Was, że odkrywanie tajemnic krążących wokół rodziny Martenroyde’ów przyprawi Was o szybsze bicie serca. Zatem jeśli Wasze czytelnicze serce spragnione jest ekstremalnych, kryminalnych doznań, to już dziś sięgnijcie po „Morderstwo w młynie”. Maksymalne napięcie gwarantowane! Joseph Smith Fletcher zaimponował mi wyjątkowym stylem, który przeniósł mnie w czasie. Z teraźniejszości do przeszłości. I choć sama fabuła nie ma określonego umiejscowienia czasowego, to na kartach tegoż kryminału czuć ducha lat, w których autor tworzył. Lecz warto dodać, że Fletcher w opinii wielu krytyków wyprzedzał swoją epokę. A ja po lekturze „Morderstwa w młynie” mogę dodać, że pisarz swym stylem wprowadza czytelnika w trans czytania i odkrywania tajemnicy związanej z morderstwem Jamesa Martenroyde’a. Autor kawałek po kawałku dostarcza nam kolejnych elementów tej układanki, które my sami łączymy w jedną całość. Całość, która sprawia, że w naszej głowie tworzy się obraz kryminalnej intrygi zapisanej z dbałością o każdy jej detal. Jeśli kochacie klasyczne kryminały, to koniecznie sięgnijcie po „Morderstwo w młynie”. Jeżeli intrygujące kryminalne historie są tym, czego pożądacie, to książka Josepha Smitha Fletchera jest właśnie dla Was. Jestem przekonany, że każdy z Was po odkryciu sekretów zapisanych na kartach tej książki, po odłożeniu jej na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek, odrzeknie – to jest to, czego szukałem.
CzytNIKTomaszKosik Kosik - awatar CzytNIKTomaszKosik Kosik
ocenił na 10 1 rok temu
Człowiek bez twarzy Edgar Wallace
Człowiek bez twarzy
Edgar Wallace
W „Człowieku bez twarzy” Edgar Wallace w przykurzonymi, staroświeckim, lecz wciąż błyskotliwym stylu opowiada historię, w której główną rolę gra tytułowy przestępca, młoda Australijka i dżentelmen z krwi i kości, którego świat w ciągu kilku zaledwie dni przewróci się do góry nogami. Wallace, twórca angielskich kryminałów i powieści sensacyjnych, po mistrzowsku wciąga swych czytelników w wydawałaby się prostą i przewidywalną fabułę. Cóż bowiem nadzwyczajnego może się wydarzyć, jeśli w domu bogatego starego kawalera zjawi się jego daleka kuzynka z antypodów i oświadczy mu, biedakowi, że zamierza z nim zamieszkać (żadne tam hotele, wuju). Na nic protesty, na nic straszenie skandalem – Diana, sierotka, wparowuje do zacisznych pokoi Gordona Selsbury’ego i od razu zaczyna rozstawiać wujcia po kątach. Nie można zatem się dziwić, że wujaszek postanawia dać dyla. Okazja nadarza się wyśmienita – prowadzi on bowiem platoniczny romans z pewną inteligentną pięknością. Ich „związek” jest jednak tak dalece posunięty, że rzeczona dama (o znamiennym imieniu Heloiza, a nazwisku równie cudzoziemskim – van Oyne) pozwolić sobie może co najwyżej na ułożenie swej urękawicznionej dłoni na udzie Gordona. Tenże, przerażony furiatką w domu, postanawia wymknąć się ze wspomnianą Heloizą na wybrzeże, by wspólnie patrzeć na fali pianę i wsłuchiwać się w morza szum. Wszystko oczywiście w tajemnicy i z zachowaniem największych sekretów. Namawia lokaja, by udał się na tygodniowy urlop i w imieniu Gordona wysłał do domu depesze, z których będzie wynikało, że pan bawi w interesach w zupełnie innym miejscu niż nadmorski kurort. Sam, zgodnie z życzeniem Heloizy, postanawia nieco „oddziadzieć” i goli zarost, czym staje się zupełnie nie do poznania. Przywdziewa turystyczne odzienie, w którym absolutnie nie wygląda jak dżentelmen i rusza na wojaże. Niestety, nieprzeczuwająca niczego Diana dowiaduje się, że dom wujcia znajduje się pod obserwacją i tak na scenie pojawia się niejaki Superbus, detektyw, który zupełnie ale to zupełnie nie jest super. To nieudacznik i ciamajda, ale wie jedno – na mieście grasuje „Człowiek bez twarzy”, który z aktorską werwą podszywa się pod bogatych mieszkańców miasta i okrada ich w biały dzień, niekiedy nawet w przytomności członków rodziny. Diana, która sama ma wiele do ukrycia (nie wiadomo nawet czy to wdowa czy panienka? To, co wiemy o niej na pewno to fakt, że kochała kiedyś Dempsiego, który uciekł w australijski busz i słuch po nim zaginął) postanawia wykorzystać detektywa do własnych celów i właśnie wtedy Gordon popełnia fatalny błąd: stojąc już niemal na schodkach pociągu, zmienia zdanie i wraca do domu. Kiedy otwierają się drzwi, a on wchodzi do siebie jak… do siebie, Diana orientuje się, że wujaszek to nie wujaszek (ten prawdziwy miał przecież wąsy!), tylko słynny przestępca, który zamierza Gordona obrabować. Sprawy nie poprawia waląca do okna, domagająca się udzielenia jej azylu Heloiza, która oświadcza, że właśnie ściga ją mąż, który podejrzewa ją o zdradę... Czytanie „Człowieka…” było wspaniałą zabawą. Prześmiewcze i błyskotliwe dialogi łączą doskonale skrojone postaci, które w wyśmienity sposób kłamią i oszukują. To istna „ludzka komedia”, będąca jednocześnie doskonałą pełną omyłek farsą i opowieścią o lordach i lady, których również „dopadają” namiętności i gorąca krew. Niezależnie od społecznego statusu w przypadku, gdy w grę wchodzą uczucia, okazuje, się, że wszyscy jesteśmy sobie równi. Lekturze towarzyszyć będzie porywająca akcja, której końca nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Sami bohaterowie zaczynają gubić się w poplątanych mistyfikacjach, zmowach i spiskach, ale na szczęście Edgar Wallace mocno trzyma wszystkie wątki, dzięki czemu otrzymujemy prawdziwe wybuchowy finał. „Człowiek bez twarzy” to przykład inteligentnej i dowcipnej lektury, która dostarczy doskonałej zabawy. Szczerze polecam, a za książkę dziękuję portalowi Sztukater.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Śmierć i Kowalski Maciej Słomczyński
Śmierć i Kowalski
Maciej Słomczyński
Dzień dobry, moje kochane Moliki! 🧡 Niekiedy mówi się, że przed przeznaczeniem nie da się uciec. Zgadzacie się z tym stwierdzeniem? W publikacji „Śmierć i Kowalski" przeznaczenie rzeczywiście odgrywa istotną rolę i skłania do refleksji. To właśnie ono przejmuje kontrolę nad fabułą – sięgnijcie po tę książkę, a przekonacie się sami. Gdyby to on, Kowalski, zdążył na kurs taksówki… gdyby nie zlekceważył karteczki znalezionej na tylnej kanapie w samochodzie… gdyby wtedy zdążył… gdyby nie chorobliwa zazdrość Marleny…, etc. „(…) Ale taki już los widać był mu pisany. Od losu człowiek nie ucieknie. (…) Los zawsze człowieka prędzej czy później dogoni. Nas wszystkich dogoni”. Tytuł: „Śmierć i Kowalski" Autor: Maciej Słomczyński Joe Alex Wydawnictwo: @wydawnictwobukowylas Moja ocena: 8/10 Ta z pozoru niepozorna książka snuje kryminalną opowieść rodem z PRL-u, z taksówkarzami w roli głównej. Akcja rozgrywa się w Trójmieście, gdzie od pewnego czasu dochodzi do tajemniczych morderstw wśród kierowców. Szczególne napięcie budzi fakt, że każda z ofiar była po raz ostatni widziana w okolicach dworca w Gdyni. Śmierć Kazika wydaje się najbardziej wstrząsająca – w końcu to przyjaciel głównego bohatera, Henryka Kowalskiego. Gdy na liście podejrzanych pojawia się sam Kowalski, historia nabiera tempa. Czy organom ścigania uda się rozwiązać zagadkę, zanim dojdzie do kolejnej tragedii? Zdradzę Wam, że z jednej strony Henryk i Marlena potrafili działać mi na nerwy swoim infantylnym i niezdecydowanym zachowaniem, a jednak to właśnie dzięki ich kreacji fabuła zyskuje głębię i wyrazistość. Myślę, że to książka idealna dla tych, którzy tęsknią za duszną atmosferą peerelowskiej rzeczywistości. Maciej Słomczyński świetnie „czuje” tamte czasy – język, realia, tempo narracji. Wiecie, co jest najlepsze? To, że sama fabuła trzyma w napięciu aż do ostatnich stron. Warto też wspomnieć o pięknym wydaniu – twarda oprawa i dopracowana szata graficzna sprawiają, że książka cieszy nie tylko umysł, ale i oko. Klasyka PRL-owskiego kryminału – zdecydowanie warto! #współpracareklamowa #współpracabarterowa
Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz - awatar Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz
ocenił na 8 8 miesięcy temu
O jeden zgon za daleko Iwona Banach
O jeden zgon za daleko
Iwona Banach
„O jeden zgon za daleko” Iwony Banach to pełna lekkości i ciepłego humoru kryminalna komedia pomyłek, która pokazuje, że nawet najbardziej makabryczne odkrycia mogą stać się pretekstem do salwy śmiechu, jeśli tylko trafią w ręce autorki o tak specyficznym, przewrotnym poczuciu humoru. Banach znana jest z lekkiego pióra i zamiłowania do absurdalnych sytuacji, a ta powieść tylko potwierdza jej literacki styl – szalony, zakręcony, czasem wręcz farsowy, ale zawsze niezwykle przyjemny w odbiorze. Fabuła startuje od pomysłu zarówno zabawnego, jak i kryminalnie intrygującego. Podczas bibliotecznej wystawy rzeczy pozostawionych w książkach — skądinąd świetnej i bardzo "banachowej" okazji do żartów — jedna z czytelniczek przynosi kartkę z wyznaniem morderstwa. Policja, zachęcona możliwością rozwiązania zaginionej od miesięcy sprawy, rusza tropem wskazanym w anonimowym „liście-dowodzie”. Na kartce, oprócz nazwiska domniemanej ofiary, znajduje się informacja o miejscu ukrycia zwłok — kompoście. Ten element już na wstępie sygnalizuje, że z konwencjonalnym kryminałem nie mamy do czynienia. I rzeczywiście: poszukiwania prowadzą do zwariowanego, zaskakującego odkrycia związanego z posiadłością bogatej, miejskiej damy mieszkającej w domu „inteligentnym”, naszpikowanym elektroniką. To świetny punkt wyjścia dla żartów z nowoczesnych technologii, ich nadużywania, a czasem groteskowej obecności w życiu codziennym. Banach z wyczuciem kpi z przesadnego luksusu i obsesji na punkcie „smart-rozwiązań”, budując tło zarówno komiczne, jak i krytyczne. Jednym z największych atutów powieści jest jej tempo – krótkie, soczyste sceny następują po sobie w szybkim rytmie, a bohaterowie wciąż wpadają w nowe, bardziej absurdalne tarapaty. Autorka nie pozwala czytelnikowi ani na chwilę się nudzić. Każdy trop okazuje się bardziej zawiły, niż mógłby się wydawać, a kolejne „odkrycia” tylko pogłębiają komediowy chaos. Banach zresztą doskonale wie, jak żonglować napięciem: balansuje między lekką groteską a autentyczną ciekawością, więc czytelnik, śmiejąc się, chce jednocześnie wiedzieć, kto i dlaczego przyznał się do zbrodni. W warstwie bohaterów Banach stawia na różnobarwny kalejdoskop postaci. Każda jest trochę przerysowana, ale nie karykaturalna — to te typy, które każdy gdzieś kiedyś spotkał, tylko przedstawione w wersji „podkręconej”, bardziej filmowej. Policjanci bywają zagubieni, mieszkańcy miasteczka zaskakują ekscentryzmem, a bogata właścicielka elektronicznego domu prezentuje zupełnie inny świat — o krok od obłędu na punkcie automatyzacji. To wszystko składa się na kryminał, który nie tyle straszy czy przyprawia o gęsią skórkę, ile raczej bawi formą i celnie komentuje ludzkie słabostki. Nie jest to powieść dla miłośników mrocznych thrillerów czy krwawych intryg — to pozycja dla tych, którzy chcą kryminału z przymrużeniem oka, z wartką akcją i humorem, który potrafi rozładować napięcie. Podsumowując: „O jeden zgon za daleko” to lekka, pełna zwrotów akcji i świetnie napisana kryminalna komedia pomyłek. Iwona Banach udowadnia, że potrafi bawić się konwencją, nie gubiąc przy tym intrygującego wątku detektywistycznego. To książka idealna dla czytelników poszukujących czegoś pogodnego, oryginalnego i dowcipnego — historii, która zamiast mroku oferuje dużo uśmiechu i inteligentnej zabawy z gatunkiem.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 8 4 miesiące temu
Kto zamawiał denata? Małgorzata Starosta
Kto zamawiał denata?
Małgorzata Starosta
Jeśli Spokojna Przystań miała być miejscem ciszy, herbatki i godnego starzenia się, to ktoś tu ewidentnie nie doczytał regulaminu. W Kto zamawiał denata? Małgorzata Starosta po raz kolejny pokazuje, że pod szyldem „cozy” potrafi czaić się chaos, trup ściele się gęsto, a staruszkowie mają więcej sekretów niż niejeden gangster z noir. Jeremi Organek i Linda Miller wracają – i jak zwykle nie do końca z własnej woli. On wpada w kłopoty przypadkiem. Ona… cóż, Linda nigdy nie była fanką przypadków. Gdy domniemane morderstwo zaczyna pachnieć czymś znacznie grubszym, a wokół pojawia się podwójny eksdenat, tajemniczy prawnik, skrzynia ze skarbem i scena rodem z komedii omyłek (tak, pantalony też są), robi się jasne, że to nie będzie spokojny pobyt w sanatorium. Największą siłą tej odsłony znów jest chemia między bohaterami. Linda wchodzi w każdą sytuację z energią torpedy i absolutnym brakiem instynktu samozachowawczego, Jeremi zaś – stoicki, wyrozumiały, zmęczony życiem patolog – próbuje ratować resztki rozsądku, swoje nerwy i relacje z policją. Bezskutecznie. I właśnie za to ich uwielbiam. Starosta balansuje na cienkiej linii między kryminałem a komedią kryminalną, ani na moment nie gubiąc tempa. Humor sytuacyjny działa, dialogi są żywe, a intryga – choć celowo podszyta groteską – trzyma się zaskakująco solidnie. Kto zamawiał denata? to książka, która udowadnia, że seria nie tylko się nie wypala, ale wręcz nabiera rozpędu. Jest lekko, inteligentnie, bezpretensjonalnie i bardzo w stylu „jeszcze jeden rozdział”. Jeśli to miała być „ostatnia” sprawa Organka i Lindy – to ja oficjalnie nie wierzę. I bardzo liczę na to, że ktoś jednak jeszcze jakiegoś denata u Małgosi Starosty zamówi…
OczamiMatkiWiedźmy - awatar OczamiMatkiWiedźmy
ocenił na 8 2 miesiące temu
Śmierć na Kopie Krzysztof Bochus
Śmierć na Kopie
Krzysztof Bochus
Karpacz 2019 rok, po letnim sezonie. Do gondoli wyciągu na Kopę wsiadają cztery osoby – dwa małżeństwa – do stacji dojeżdżają cztery trupy. Pierwsza opinia lekarza, taka na szybko: brak śladów przemocy i ingerencji osób trzecich. Po sekcji zwłok ofiar zostaje zmieniona: zatrzymanie pracy serca a we krwi wykryto ponad czterokrotne stężenie potasu. Rozszerzone samobójstwo czy morderstwo w białych rękawiczkach ? Doświadczony komisarz Leszek Lenica szybko zamyka śledztwo z powodu śmierci sprawcy, Policja ogłasza sukces i po sprawie. „TYLKO GÓRY WIEDZĄ JAK BYŁO NAPRAWDĘ. A ONE PILNIE STRZEGĄ SWOICH TAJEMNIC” „Śmierć na Kopie” to pierwsza część trylogii „Tajemnice Trzech Szczytów” w której autor postanowił: „przedstawić niepokojące wydarzenia kryminalne do których doszło w górach” we własnej interpretacji. Ciekawa forma trochę dłuższego opowiadania (74 strony) w której brak opisu prowadzenia śledztwa i całej żmudnej policyjnej pracy. Czytelnik dostaje opis wydarzenia oczami świadków, retrospekcyjne spojrzenie na przyczyny z punktu widzenia sprawcy oraz zakończenie w którym pan Krzysztof przybliża Zakon Świątyni Słońca i rytualne samobójstwa jego wyznawców sugerując, że to było przyczyną Śmierci na Kopie. Osobiście brakowało mi tego co jest najciekawsze w kryminałach czyli całej fabuły opisującej prowadzone dochodzenie i wartkiej akcji. Z ciekawości panuje jednak sięgnąć po „Krew na połoninie” i „Tajemnice Jaskini Mylnej” czyli drugą i trzecią część.
Shonen - awatar Shonen
ocenił na 6 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Sprawa morderstwa w Kasynie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sprawa morderstwa w Kasynie