rozwiń zwiń

Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction

Okładka książki Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction
Mateusz BonifaczukFilip Duval Wydawnictwo: Wydawnictwo IX Seria: Sny umarłych horror
372 str. 6 godz. 12 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Seria:
Sny umarłych
Data wydania:
2025-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2025-01-01
Liczba stron:
372
Czas czytania
6 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368257816
Średnia ocen

                8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction

Średnia ocen
8,5 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
30
30

Na półkach:

“Uważam też, że dużym grzechem polskiej fantastyki grozy jest w zasadzie prawie całkowite zlekceważenie tematyki społecznej.“ - Wojciech Gunia.

Tak o tej antologii mówi redaktor prowadzący rocznika.

I ma rację.

Tematyka, którą mamy na codzień jest spychana na margines, groza częściej idzie w strony psychologiczne.

A jednocześnie najlepsza groza to taka którą pisarz buduje na emocja, które zna, na lękach, które przeżył. A kto z nas nie przeżył grozy codzienności?

Dlatego ta edycja snów pasuje do każdego z nas.

SNY UMARŁYCH 2025 zmieniają trochę balans i dają nam aż 18 historii utrzymanych w klimacie socjalnym.

Ale nim pójdę dalej, parę narzekań.

Denerwuje mnie fakt, że nie mam z kim porozmawiać o tych opowiadaniach. Żyłem nimi 2 tygodnie, robiłem relacje, oznaczałem autorów. W większości udało się pogadać, mniej lub więcej. Czasem się nie udało. Na booksta nikt tego nie czyta. Na LC są dosłownie dwie opinie. A jednocześnie nowy Sager czy co tam teraz viralowe wychodzi z każdego zakątka.

No dobra.
Wpierw ogól, a potem szczegół.

HIT.

Ja uważam, że ta edycja jest znakomita. Praktycznie pozbawiona słabych punktów. To ten przypadek, gdy najsłabsze opowiadanie to nadal 6/10 czyli dobra ocena.

A jest tu aż 18 różnych osób. I jednak byli w stanie zrobić coś ogromnie spójnego.

Widziałem komentarz, że większość historii jest z pierwszej osoby i trzeba przeskakiwać z głowy do głowy.

GDZIE WADY?

Lecę bez ustalonego porządku, ale na pewno z treści wykminicie co mi siadło bardziej, a co “tylko” dobrze.

Alicja Borowik - “Wielogłos z piwnicy”
Paranoiczna paranormalność.

Krótka historia o kamienicy, która ma swoje tajemnice.
Podoba bardzo mi się rozrost zagrożenia. Głosy z dołu,
czy skądinąd zawsze należały do moich ulubionych
tematów w grozie.

Małgorzata Lewandowska - “Stan splątany”

Przyszłość, kolonie międzyplanetarne. Dwa wspaniałe obrazy: ogrody ciszy, które są obowiązkowe. I chora relacja damsko-męska, finalnie przemocowa i wcale nie będąca relacją o jakiej myślimy. Bardzo wiele warstw do interpretacji, a to
w weirdzie lubię najbardziej.

Aleksander Paradowski - “Me ciało powłoką”

Kurde, ale to było gęste.
Rozprawka o człowieczeństwie, pytania o osobowość, o bycie, o nas. Bardzo dobrze ubrane w słowa.
Tłuste, obrazowe, ale pomieszane z potocznym.
Dużo opcji do analizy.

Kamil Giedrys - “Sufit”

PRZE-DZIWNE.
Szaleńcze kucie kilofem sufitu,
kosmiczne sekrety i szaleństwo? Przeogromne pole do dopowiedzenia, bardzo mi się to podobało. Zwłaszcza te
zahaczenie o kosmos jest tu jak najbardziej na miejscu.

Dariusz Ludwinek - “Rosną”

FANTASTYCZNE
Kocham to opowiadanie. To mój ukochany typ narracji, weird Mony Awad z siłą opowiadania Żulczyka.
Tropów jest wiele: związek, samotność, wesele, halucynacje i wszystko jest posiekane tak, że hook trzyma od razu. Ja nie chciałem, żeby to się kończyło. Czytałem je już trzykrotnie. Absolutne 10/10, peak opowiadań.

Karina Łagowska - “Telekeks”

Cycek z telewizora.
Kto by nie chciał nieśmiertelności z telewizora?
Kto by nie chciał być zawsze?
Karina znów dowala do pieca.
Ja nie mam słów, kiedy napiszesz coś złego?
Jestem pod ogromny wrażeniem rozwoju Kariny, która
z każdą nową rzeczą, raz - zaskakuje, a dwa wciąga
w ten swój świat, który jest nawet troszkę bizarro.

Gabriela Pierun - “Auto da fe”

LEPIEJ SIĘ WPASOWAĆ.
We wsi nadchodzi próba.
Przyjdzie Fotograf, jest Obiekt.
Wszyscy w napięciu czekają.
Nie, nie wszyscy. Bardzo dziwne opowiadanie, bardzo zostaje
w głowie.

Grzegorz Maryniec - “Ludzie śmieci ”

CIAŁO STAJE SIĘ KRZYKIEM.
Fabryka się zamyka, a my widzimy pokłosie tej decyzji, jak to dotyka prostych ludzi w tym rodzinę młodego narratora.
Smutna i tragiczna wizja ujęta bardzo trafnie.

Dominika Kowalska - “Słoń w salonie”

MELANCHOLIA.
Cholernie smutna historia o wnuczce i babci. A raczej
o etapie ostatniego pożegnania, o relacji, o życiu. A potem
o nieżyciu.

Wnikliwa i niesamowicie trafnie obrazująca obraz polskiej wsi.

Dariusz Jakubik - “Ludzka ubojnia”

ŚWIAT SIĘ KOŃCZY
Apokalipsa jest za rogiem, miasta płoną, a ludzie starają się sobie radzić. Trochę vibe anty-mesjasz, anty-Korpo, ale pro “pracowanie jak maszyna bez podstawowej wiedzy o tym co robisz.”
Trzepie bardzo po emocjach, bo sięga po upadek związku i rozpad osób. No i ten upadek i ten rozpad niosą tło bardzo.

Filip Duval - “p”

DUVAL ZNÓW TO ROBI.
Wojna się skończyła, jest pokłosie, przyziemne i smutne.
To jest ten weird, który lubię, bo tematyka nie jest moja, ale narracja już tak. Filip ma jakiś dar opowiadania, który wciąga, kolejny już raz.
I te akapitu bez odpoczynku, rozwleczone,
wystrzelone zdania monologi. Kocham to.

Mateusz J. Bonifaczuk - “Zaplecze pana Wrighta”

To jest historia o nas.
Karierowicz, znajduje drzwi których nie było.
Ot, pojawiają się w biurze. Nie było i są.
To się czyta znakomicie! Egzystencja, zapomnienie, samotność, zmęczenie - tak dużo tu można wyciągnąć.
To nasz świat, trochę przesterowany, weirdowy, ale to siada bardzo. Widzę też to jako książkę, ale zakończenie broni bardzo tej krótkiej formy.

Przemysław Poznański - “Inna”

HIPNOTYZUJĄCE ZAGUBIENIE.
Kurde, ale to było gęste.
Słowa składające się na samotność, pełne smutku,
pełne ignorancji i poszukiwań.

Artur Laisen - “Lepszy świat”

Bardzo dobry próg wejścia w świat
i psychologię bohaterów. Dystopia, problemy wagi transhumanizmu i proste emocje sprawiają, że czyta to się bardzo dobrze.

Filip Świerczyński - “Echa”

O, to było inne.
Tego tu nie przewidziałem.
Odbiegajace od terazniejszosci, trochę dark fantasy, wątek kultu, morderstwa, księga, sekcje, rytuały

Marcin Mleczak - “Kołyska”

Alternatywna rzeczywistość, a może dystopia, drastyczne podejście do posiadania dzieci, pewien doktor, pewien pacjent, dużo światotwórstwa, dużo stonowanych emocji.

I ostatnie dwa:

Łukasz Krukowski swoimi “Trzema nekromantkami z bagien” otwiera zbiór. To inna Warszawa, odmieniona, z nekromantami i spektaklami. To właśnie to opowiadanie, które jest dla mnie po prostu dobre. A może aż dobre?

Oraz zakończenie, które po prostu trudno ocenić, bo Krzysztof Maciejewski we Fragmentarium tworzy archiwa, akta biblioteczne. Pasuje to do zbioru jako całości, ale pojedynczo ciężko mi to oceniać.

Na koniec chciałbym wyrazić oburzenie, że Sny Umarłych mają odbiór na tyle mały, że nie opłaca się wydawać kolejnych edycji. Mam nadzieję, że to się odwróci, bo gdzie weirdowo-grozowi ludzie mają debiutować?

W dupie najwidoczniej, bo i tak polski weird ma przecież za łatwo.

SNY UMARŁYCH 2025 są kompletne. Nie ma tu słabych, rzucających się w oczy opowiadań. Czuć tę przyziemność, ale też niektórzy pozwolili sobie na popłynięcie w tak dziwne rejony, że aż szkoda tego nie poznać.

Ściska mnie to strasznie w środku wiedząc, że to koniec.

Jest jeszcze jeden temat, który powinien być w Snach Umarłych. To jest dla mnie mus i oczywistość.
I Wojtek, mówię teraz prosto do Ciebie, bo o tym wspominałeś.

Polityka.

To się prosi tak bardzo. Może nie w SU, może oddzielnie. Może kiedyś.

Sny Umarłych 2025 są, można je kupować, można je czytać, można się dobrze bawić i jak już ogarniecie to kurde przyjdźcie pogadać, bo one po to są.

Żeby interpretować i rozmawiać o nich.

“Uważam też, że dużym grzechem polskiej fantastyki grozy jest w zasadzie prawie całkowite zlekceważenie tematyki społecznej.“ - Wojciech Gunia.

Tak o tej antologii mówi redaktor prowadzący rocznika.

I ma rację.

Tematyka, którą mamy na codzień jest spychana na margines, groza częściej idzie w strony psychologiczne.

A jednocześnie najlepsza groza to taka którą pisarz...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

28 użytkowników ma tytuł Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction na półkach głównych
  • 12
  • 11
  • 5
17 użytkowników ma tytuł Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction na półkach dodatkowych
  • 11
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Zin Grozownia 2025 Dagmara Adwentowska, Sandra Gatt Osińska, Norbert Góra, Michał Górzyna, Dariusz Jakubik, Adam Klimczak, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Grzegorz Kopiec, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Dariusz Ludwinek, Krzysztof Maciejewski, Graham Masterton, Karolina Mogielska, Marta Płaza, Joanna Pypłacz, D.A. Recki, Łukasz Rzadkowski, Tomasz Siwiec, Maciej Szymczak, Flora Woźnica, Zuzanna Wrona, Marcin Zwoleń, Marek Zychla
Ocena 7,8
Zin Grozownia 2025 Dagmara Adwentowska, Sandra Gatt Osińska, Norbert Góra, Michał Górzyna, Dariusz Jakubik, Adam Klimczak, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Grzegorz Kopiec, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Dariusz Ludwinek, Krzysztof Maciejewski, Graham Masterton, Karolina Mogielska, Marta Płaza, Joanna Pypłacz, D.A. Recki, Łukasz Rzadkowski, Tomasz Siwiec, Maciej Szymczak, Flora Woźnica, Zuzanna Wrona, Marcin Zwoleń, Marek Zychla
Okładka książki Zin BizarroCon7 Dawid Dyrcz, Norbert Góra, Michał Górzyna, Grzegorz Kałużny, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Krzysztof Maciejewski, Carlton Mellick III, Kornel Mikołajczyk, Jarosław Adam Pankowski, D.A. Recki, Łukasz Rzadkowski, Krzysztof Szabla, Hubert Wojciechowski, Flora Woźnica, Marcin Zwoleń
Ocena 9,7
Zin BizarroCon7 Dawid Dyrcz, Norbert Góra, Michał Górzyna, Grzegorz Kałużny, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Krzysztof Maciejewski, Carlton Mellick III, Kornel Mikołajczyk, Jarosław Adam Pankowski, D.A. Recki, Łukasz Rzadkowski, Krzysztof Szabla, Hubert Wojciechowski, Flora Woźnica, Marcin Zwoleń
Okładka książki Scary100challenge3 Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Maciej Ciembroniewicz, Wojciech Czapiewski, Asia Czarymary, Monika Drozd-Rybińska, Natalia Głowacka, Norbert Góra, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Paweł Jackiewicz, Dariusz Jakubik, Karolina Mangusta Kaczkowska, Grzegorz Kałużny, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Paweł Kozera, Krzysztof Kraiński, Tobiasz Kruk, Alicja M. Kubiak, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Jakub Luberda, Dariusz Ludwinek, Krzysztof Maciejewski, Kornel Mikołajczyk, Anna Musiałowicz, R.A. Olek, Jarosław Adam Pankowski, Marta Płaza, D.A. Recki, Krzysztof Rewiuk, Mateusz Romański, Jacek Rybiński, Urszula Skorodziłło, Ignacy Stankiewicz, Michał J. Walczak, Adam Wieczorek, Kacper Witek, Hubert Wojciechowski, Flora Woźnica, Kasia Zaleska
Ocena 8,6
Scary100challenge3 Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Maciej Ciembroniewicz, Wojciech Czapiewski, Asia Czarymary, Monika Drozd-Rybińska, Natalia Głowacka, Norbert Góra, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Paweł Jackiewicz, Dariusz Jakubik, Karolina Mangusta Kaczkowska, Grzegorz Kałużny, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Aleksandra Knap, Paweł Kozera, Krzysztof Kraiński, Tobiasz Kruk, Alicja M. Kubiak, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Jakub Luberda, Dariusz Ludwinek, Krzysztof Maciejewski, Kornel Mikołajczyk, Anna Musiałowicz, R.A. Olek, Jarosław Adam Pankowski, Marta Płaza, D.A. Recki, Krzysztof Rewiuk, Mateusz Romański, Jacek Rybiński, Urszula Skorodziłło, Ignacy Stankiewicz, Michał J. Walczak, Adam Wieczorek, Kacper Witek, Hubert Wojciechowski, Flora Woźnica, Kasia Zaleska
Okładka książki City 6. Antologia polskich opowiadań grozy Dariusz Barczewski, Aleksandra Bednarska, Tomasz Ciastoń, Feranos, Michał Górzyna, Krystian Janik, Aleksandra Knap, Beniamin Koffe, Kazimierz Kyrcz jr, Paweł Lach, Krzysztof Maciejewski, Kornel Mikołajczyk, Anna Musiałowicz, Dariusz Muszer, Ksenia Olkusz, Tadeusz Oszubski, Marta Radomska, Marcin Rojek, Anna Szczęsna, Flora Woźnica, Zeter Zelke, Michał Zgajewski
Ocena 7,6
City 6. Antologia polskich opowiadań grozy Dariusz Barczewski, Aleksandra Bednarska, Tomasz Ciastoń, Feranos, Michał Górzyna, Krystian Janik, Aleksandra Knap, Beniamin Koffe, Kazimierz Kyrcz jr, Paweł Lach, Krzysztof Maciejewski, Kornel Mikołajczyk, Anna Musiałowicz, Dariusz Muszer, Ksenia Olkusz, Tadeusz Oszubski, Marta Radomska, Marcin Rojek, Anna Szczęsna, Flora Woźnica, Zeter Zelke, Michał Zgajewski
Okładka książki Słowiańskie strachy. Antologia opowiadań grozy. Część 3 Dagmara Adwentowska, Piotr Barej, Kamil Gołdowski, Karolina Kaczkowska, Piotr Kulpa, Kazimierz Kyrcz jr, Krzysztof Maciejewski, Marek Ścieszek, Michał J. Walczak, Flora Woźnica
Ocena 6,3
Słowiańskie strachy. Antologia opowiadań grozy. Część 3 Dagmara Adwentowska, Piotr Barej, Kamil Gołdowski, Karolina Kaczkowska, Piotr Kulpa, Kazimierz Kyrcz jr, Krzysztof Maciejewski, Marek Ścieszek, Michał J. Walczak, Flora Woźnica
Okładka książki Mapa Cieni. Opowieści z nawiedzonych miejsc Krzysztof Biliński, Sylwia Błach, Joanna Bujak, Rafał Christ, Bartłomiej Fitas, Michał Gacek, Marek Grzywacz, Dawid Kain, Magdalena Kałużyńska, Kazimierz Kyrcz jr, Krzysztof Maciejewski, Łukasz Radecki, Piotr Roemer, Michał Stonawski, Michał J. Walczak, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,5
Mapa Cieni. Opowieści z nawiedzonych miejsc Krzysztof Biliński, Sylwia Błach, Joanna Bujak, Rafał Christ, Bartłomiej Fitas, Michał Gacek, Marek Grzywacz, Dawid Kain, Magdalena Kałużyńska, Kazimierz Kyrcz jr, Krzysztof Maciejewski, Łukasz Radecki, Piotr Roemer, Michał Stonawski, Michał J. Walczak, Aleksandra Zielińska
Krzysztof Maciejewski
Krzysztof Maciejewski
(ur. 1971) – pisarz, krytyk literacki i dziennikarz. Publikował w większości czasopism fantastycznych. Wyróżniony w konkursie Gildii Horroru za krótkie opowiadanie grozy. Wydał zbiory opowiadań: Osiem (FORMA 2011) i Album (FORMA 2013). W książce City 1. Antologia polskich opowiadań grozy (FORMA 2009) znalazło się jego opowiadanie Duch w skrzynce, w książce City 2. Antologia polskich opowiadań grozy (FORMA 2011) opowiadanie Biblioteka rąk, a w książce 2011. Antologia współczesnych polskich opowiadań (FORMA 2011) opowiadanie Omdlałe myszy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom na skraju niczego Adrian Chrząszcz
Dom na skraju niczego
Adrian Chrząszcz
Kochani, dziś przychodzę do Was ze zbiorem opowiadań tak mrocznych, cuchnących grozą z piekielnych czeluści, że aż sama miałam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie. 🫣 📍" Wyglądała jak naprawdę gęsty gulasz. Na brązowawej tafli unosiły się jednak wstęgi czegoś, co mogłoby być zabarwionym makaronem, a w rzeczywistości było żyłami i tętnicami. Pod nimi znajdowały się pulpety ze zmielonego mięsa oraz pływające gdzieniegdzie fragmenty gałek ocznych." ⚫Pierwsze opowiadanie, choć bardzo mroczne, gdyż o mężczyźnie uwięzionym w swoim najgorszym wspomnieniu było takim lekkim wstępem do koszmaru, jaki autor stopniowo przed nami rozwija niczym czerwony dywan... Podoba mi się bardzo dawkowanie grozy z jakim miałam tu do czynienia. ⚫I zrobiłam wielki błąd, gdyż na końcu książki są noty autora do opowiadań i przeczytałam jedną takową notę do tytułu "Szuflada" czym zepsułam sobie twist 😓. Nie róbcie tego! Ale! Gdyby nie to Drogi autorze nie domyśliłabym się kto jest bohaterem...świetne zagranie! ⚫Gatunki się nam tu mieszają, choć przoduje groza i makabra to znalazłam też fantastykę czy science fiction. I to mi się bardzo podobało. Świadczy o tym jak Adrian potrafi odnaleźć się w każdym gatunku i robi to doskonale. Są też głębokie prawdy o ludzkiej naturze, głupocie i okrucieństwu. Bardzo smutne "Odpowiedzialność zbiorowa" tak niezwykle prawdziwe. Ach no i mamy też "Olchową wolę", gdzie inspiracją był wiersz "Król Olch" Goethego. ⚫"Teatr anatomiczny" tak bardzo krótki, a tak wymowny i naturalistyczny. Moimi ulubieńcami są " Noc potomstwa " z elementami science fiction, gdzie obrzydliwe kreatury pragną kopulować z ludźmi. "Wiejska speluna" gdzie ekstrema łączy się z szaleństwem pewnych mieszkańców. Przyznam, że tutaj miałam mdłości. Ale to wciąż komplement 🖤 "Niedaleko pada jabłko od jabłoni", choć tak bardzo przerażające to pokazuje jak wielki wpływ na nasze życie dorosłe , wrażliwość , człowieczeństwo ma dzieciństwo oraz rodzice. ⚫ Każde z opowiadań mnie czymś zaskoczyło, przeraziło lub zmusiło do rozmyślań nad mrokiem ludzkiej duszy. Spotkałam demony, obłęd, traumy i niekiedy Wielki ból. Brutalność, dokładne niekiedy opisy tortur mogą wywoływać dyskomfort u osób wrażliwych. ⚫Uwielbiam pióro autora, dla mnie podróż w jaką mnie zabrał dała mi wszystko, czego w grozie szukam i czego od niej pragnę. Zostawiła mnie z czernią myśli i zapachem porażki zmarnowanego człowieczeństwa. Ale też z wielką satysfakcją czytania dokładnie tego, czego chciałam. Myślę, że ten zbiór jest jeszcze lepszy niż poprzedni. Styl pisania stał się dojrzalszy i głębszy. Wielkie gratulacje. Pozycja obowiązkowa dla fanów grozy 🖤
Patrycja Pilarska - awatar Patrycja Pilarska
oceniła na 10 1 miesiąc temu
Przebacz mi, ojcze Patryk Bogusz
Przebacz mi, ojcze
Patryk Bogusz
Powroty na stare śmierci to częsty motyw w filmach, a także w książkach. Powody bywają różne, ot, odwiedzanie miejsc, gdzie się wychowało, sprawy rodzinne, śmierć bliskich. Bohater przybywa na miejsce, a potem się dzieje. Były legionista (francuski, nie żaden piłkarz Legii) wydawca do miasta swojego dzieciństwa, trochę szuka swojego miejsca, trochę wspomina zmarłego kumpla, ale zdecydowanie zalewa swoją przeszłość alkoholem. Staje się celem grupki osiedlowych gangusów. Życie trzyma się go na cienkich nitkach, a jego siłą, która go utrzymuje na niego, staje się zemsta i ukradziony sygnet. Nie uznaje przy tym taryfy ulgowej. Fajnie się czyta taka to powieść w klimatach noir, kiedy główny bohater jest z tej ciemnej strony mocy, musi udowodnić swoje racje, a jego najmocniejszym argumentem jest bezwzględność (chyba trzeba będzie poszukać książek o Parkerze, coś podobno w Polsce wyszło). Autor nie bierze jeńców, no, może na chwilę, w określonym celu, by za chwilę pozbawić antagonistów złudzeń. A czyni w krwisty i bezwzględny sposób. Z powodu tych drastycznych scen książka bywa określana jako horror. Nie dajmy się zwieść tym słowom, jest to klasyczny thriller noir, w pełnym tego słowa znaczeniu, mimo kilku pomysłów, które dodają smaku lekturze. Wystarczy wspomnieć najlepszego przyjaciela, towarzyszą niedoli, oddanego i pełnego dobrych rad. Jeszcze jeden detal, świadczący o zabawie gatunkiem - jak noir, to musi być femme fatale. Tak, pojawia się postać kobiety, o tragicznej przeszłości i niepewnej przyszłości. Nie wchodząc w szczegóły, przyniesie ona bohaterowi problemy oraz cień nadziei. Pomimo kilku nielogiczności pod koniec, była to dobra książka. Ale muszę przyznać, że Patryk Bogusz mnie jeszcze nie zawiódł. Pisze w różnych stylach, i za każdym razem trafia w mój gust. Czekam na więcej.
Machno - awatar Machno
ocenił na 8 4 miesiące temu
Ludziostki. Opowieści zbłąkanych dusz Marcin Nadratowski
Ludziostki. Opowieści zbłąkanych dusz
Marcin Nadratowski
Nie mogę się oprzeć ogromnemu podobieństwu „Ludziostek” do pewnego znanego brytyjskiego serialu, a właściwie antologii krótkich filmów, serii stworzonej przez Charlie'ego Brokera. Mam oczywiście na myśli słynne „Czarne Lustro”. I to odniesienie trafia mnie jak piorun z mrocznego nieba, już w pierwszym opowiadaniu, „Rachunek Sumienia”, w którym to właśnie lustra, te zakrzywione, prezentujące rozliczne wersje czasu, są głównym odnośnikiem i nośnikiem idei. Lecz opowiadania nie idą do końca w stronę mrocznej satyra na nowoczesną technologię. Ani nie są opowieściami o zbiorowym niepokoju wobec tego, gdzie biegnie współczesny świat. Mniej tutaj odwołań do IT, science fiction, czy rozwoju, więcej skupienia się na paranoi współczesności i mrocznych aspektach ludzkiej psychiki, jak uzależnienie różnego rodzaju, psychiczne aberracje i spektra wszelkiego rodzaju. Autor pozwala nam swobodnie rozmyślać nad tym, co jest jeszcze częścią osobowości, a co przestaje nią być, gdy osobowość podlega sztucznym implantacjom, zabiegom, czy regulacji genów. Co przede wszystkim uderza w zbiorze, to przebijająca z większości tekstów ogromna samotność. Historie te, wydawać by się mogło, odbywają się bez świadków. Przydarzają się jedynie bohaterowi, który osamotniony, pałęta się przez mroczne korytarze, piwnice i meandry wspomnień, oraz wydarzeń, które zmieniają jego życie na zawsze i na gorsze. Rzeczywistość w "Ludziostkach" jest psychotyczna i popękana. Każdy z bohaterów, nie tylko ten pierwszy, wydaje się być w jakimś sensie winny całego zła, które dostrzega w lustrze swojej historii. Czyniąc przedziwny rachunek sumienia, bohater ten, nie znajduje ukojenia w zakończeniu historii. Nie dostępuje przebaczenia. A meandry jego psychiki spychają go coraz bardziej w dół, w stronę psychicznego odmętu, będącego prawdziwym piekłem. To dość symptomatyczne, jeśli zauważymy, że w niektórych opowiadaniach, spotykamy znajome postacie. Nadratowski, choć trąci alegorią, bawi się jednak archetypami, jak choćby Śmierć w sposób właściwy sobie. Dosłowny, pesymistyczny i nie przynoszący nikomu nadziei, którą oczekiwałoby się po istotach, uwikłanych w topos religioznawczy, mitologiczny, czy alegoryczny właśnie. Przedziwny starzec, który wydaje się być Ostatnim Sprawiedliwym, trzyma grzeszników w klatkach, dając świadectwo negatywnej predestynacji każdej jednostki. I nawet jeżeli istnieje jakaś większa jeszcze, nadrzędna siła, autor nic nie wspomina o jej pozytywnej sprawczości. W rzeczy samej, Nadratowski nie ma specjalnie dobrych wiadomości dla nas, bowiem jego wnioski prowadzą ku punktowi wyjścia, w którym owa nadrzędna siła wcale nie jest przyjazna, nie oferuje odkupienia, a jedynie kolejny labirynt dziwnych zdarzeń, który oplata nas niczym matnia. Mam wrażenie, że wszystkie opowiadania traktują trochę o tym samym temacie. I nie jest to w żadnym razie zarzut, a raczej pewna śmiała konsekwencja. Co by się stało, gdyby świat oszalał? Na przykład z miłości do hejtu, skoncentrowanego wkoło pojedynczej i wybranej na chybił trafił jednostki. Albo gdyby okazało się, że można sterować emocjami mas, za pomocą określonych... sam nie wiem... hormonów? Przekazów podprogowych? Mam wrażenie, że bohaterów „Ludziostek”, pcha do przodu jakiś kompulsywny instynkt, powiązany z silną potrzebą odkupienia, w którą jednak nikt tutaj, a najmniej czytelnik, nie daje najmniejszej wiary. Instynkt ten, staje na drodze do szczęścia, miłości i odkupienia, będąc sam w sobie mechanizmem błądzenia po omacku. Otacza nas pustka, bezsens, czerń myśli i dawne grzechy. Mamy wrażenie uwięzienia w matni, gdzie nikt nie jest bez winy. Gdzie policjant to alkoholik i sadysta, gdzie nic nie wiemy o własnym potomku... Świat ten to miejsce, gdzie nie wolno ufać nikomu. A najmniej sobie. Wszyscy bowiem błąkają się, spoglądając w zwierciadła, w których obraz jest niedoszacowany, złamany, nieprawdziwy. I znowu pojawia się dosyć swoista analogia do serialu, który wszakże był całą gamą antologii, nie zawsze rozgrywanych w taki sposób, aby zakończenie było smutne, a bohater pogrążony na końcu w rozpaczy. Świat „Ludziostek” jest osobliwy, dołujący, słychać w nim tembry jakiejś mrocznej, ambientowej muzyki, którą na początku słyszymy tylko, rozbrzmiewającą gdzieś w tle. Lecz odgłos narasta, coraz bardziej dudni, basy stają się coraz wyraźniejsze, a obłęd ogarnia także czytelnika. Zdecydowanie polecam tę książkę, lecz zderzenie się z nią, to jak zderzenie z czymś mrocznym, tłustym, oblepionym przez nieszczęście. Trzeba być na to przygotowany i nie można się na sam koniec załamać, bo dojmujący smutek, bijący z każdej z tych historii, może przygnębić niejednego czytelnika.
jaroslawklonowski - awatar jaroslawklonowski
ocenił na 8 10 dni temu
Agonia bursztynowych ważek Przemysław Budziński
Agonia bursztynowych ważek
Przemysław Budziński
W przypadku Agonia bursztynowych ważek Przemysława Budzińskiego naprawdę trudno nie mówić o czymś więcej niż tylko „dobrej książce”. To jest literackie wydarzenie – mroczne, bezkompromisowe, chwilami mocne aż do bólu, a przy tym niezwykle prawdziwe w opowieści o człowieku postawionym pod ścianą historii. To moje czwarte spotkanie z twórczością Przemysława Budzińsiego – po „Szczecinowiercy”, „Kieszenie pełne ślimaków” oraz „Cisza roju. Insektorium Tom 1”. Jego styl jest rozpoznawalny: gęsty od emocji, dopracowany, świadomy. To nie jest proza „na szybko”. Trzeba jej poświęcić uwagę, ale w zamian dostaje się prawdziwą czytelniczą ucztę. Akcja rozgrywa się na powojennym pograniczu Pomorza Zachodniego, w czasie, gdy wprowadzana jest polska administracja. Chaos, napięcie, brutalność codzienności – w takiej rzeczywistości spotykają się dawni niemieccy mieszkańcy i nowi osadnicy zza Buga. Budziński dzieli tę historię na cztery części, symbolicznie powiązane z jeźdźcami Apokalipsy: Wojną, Zarazą, Śmiercią i Głodem. Pierwsze opowiadanie skupia się na żołnierzach niemieckich oddziałów Werwolf, którzy dopuszczają się mordów i grabieży na polskich osadnikach. Historyczny realizm jest tu bardzo surowy, ale autor przełamuje go wprowadzeniem motywu słowiańskiej wiedźmy. W drugim opowiadaniu trafiamy do obozu, gdzie niemieccy oprawcy znęcają się nad Cygankami. Trzecia część opowiada o Arturze uciekającym na Zachód przed własną przeszłością. Gdy dociera do Polic, musi w końcu zmierzyć się z losem i z samym sobą. To bardzo poruszająca historia o winie i pamięci. Ostatnie opowiadanie jest najbardziej symboliczne – opowiada o czworonogu ocalonym przed śmiercią przez tajemniczą istotę–organizm. Jedną z największych zalet tej książki jest to, że nie ma tu prostych podziałów. Nie znajdziemy łatwego schematu: dobrzy Polacy, źli Niemcy czy Sowieci. Wszyscy są uwikłani w powojenną traumę, strach i potrzebę odwetu. Granice dobra i zła rozmywają się, a czytelnik musi sam zmierzyć się z niewygodnymi pytaniami. Jednocześnie Budziński nie odbiera swoim bohaterom człowieczeństwa – nawet w najbardziej mrocznych momentach. W mojej ocenie „Agonia Bursztynowych Ważek” to nie jest lektura „do poduszki”. To powieść, którą się przeżywa i która zostawia po sobie niepokój – taki, który nie znika wraz z zamknięciem ostatniej strony. Przemysław Budziński po raz kolejny udowadnia, że jego proza to nie tylko literacka przyjemność, ale przede wszystkim mocne, długo rezonujące doświadczenie.
Książkowa_Wieża - awatar Książkowa_Wieża
oceniła na 10 1 miesiąc temu
Hrabina Maciej Szymczak
Hrabina
Maciej Szymczak
Niezwykła historia/legenda Erzsébet Báthory — „krwawej hrabiny" — to samograj. Tutaj wystarczy nic nie zepsuć, a że Maciej Szymczak nie zepsuł — no to i mamy dobrą książkę, mieszankę powieści historycznej i horroru. + Erzsebet Bathory (po mężu: Nadasdy), która żyła w latach 1560–1614, była potężną magnatką węgierską (Stefan Batory był jej wujem), osobą niezmiernie wpływową i zamożną. Po śmierci męża — w niewyjaśnionych okolicznościach, btw — samodzielnie, twardą ręką rządziła swymi włościami, aż do roku 1610, kiedy palatyn Gyorgy Thurzo, po przybyciu na jej rodowy zamek Czachtice (obecnie Słowacja), aresztował hrabinę i jej przybocznych pod zarzutem popełnienia szeregu zbrodni obejmujących porwania, tortury i morderstwa okolicznych dziewcząt. Przeprowadzony proces potwierdził wszystkie oskarżenia, dodając do nich mnóstwo makabrycznych szczegółów — wśród nich pojawiły się również nie/sławne wampiryczne „kąpiele we krwi dziewic dla podtrzymania młodości". W efekcie wspólnicy zbrodniczej hrabiny zostali, po torturach, publicznie straceni, sama zaś Erzsebet — zbyt wysoko urodzona, by dostąpić takiego poniżenia — spędziła resztę życia uwięziona (zamurowana? jak głosi część legend) w zamku Czachtice. Dzisiaj historycy poddają całą tę historię w wątpliwość, podkreślając, że mógł to być spisek konkurujących z hrabiną możnowładców, zmierzający do pozbawienia jej majątku i władzy. Jak było, tak było — została piorunująca legenda, aż prosząca się o popkulturowe wykorzystanie. + Do twórców zafascynowanych postacią Elżbiety Batory dołączył, pisząc "Hrabinę", Maciej Szymczak. Warto wspomnieć, że autor ten debiutował zbiorem "Sinobrody" — w którym tytułowe opowiadanie wykorzystywało historię innego średniowiecznego „krwawego arystokraty", Gillesa de Rais — nic zatem dziwnego, że i „Countess Bathory" (Venom rządzi, deptać krzyże!) przyciągnęła jego uwagę. Całość historii autor obudował zgrabną, współczesną klamrą — wizytą polskich turystów na zamku Czachtice — ale jej trzon to podana rzetelnie, w serii statycznych tableaux, legenda „krwawej hrabiny". Mamy tu wspomnienia okrutnych rodzinnych zabaw z dzieciństwa, konflikt małżeński z Ferencem Nadasdym, dramat starzejącej się, zazdrosnej kobiety, opętanie wizją wiecznej młodości i w końcu finalną podróż w szaleństwo. Wszystko to przeplatane opisami makabrycznych, grand-guignolowych zbrodni — tortur i morderstw popełnianych w Czachticach. Jak napisałem — tu nie ma co nie smakować, tutaj wszystko samo gra i buczy. Lektura jest zatem szybka, intensywna i interesująca. Ale nie żeby się obyło bez wad (smerf Maruda mode;-). W miejsce linearnej akcji mamy raczej szereg „martwych natur" — statycznych, oderwanych od siebie okrutnych obrazków, nie do końca łączących się w płynną opowieść. Powoduje to taki efekt jakby "skakania" po fabule, mało komfortowy. W pewnym momencie, w głównym zwrocie akcji, można wręcz mieć wrażenie, że kilkadziesiąt stron jakby wypadło z książki, zupełnie brak motywacji dla zdrady (wyrzuty sumienia wspólniczki zbrodni? wolne żarty). Tyle dobrze, że Szymczak efektownie, twistowo, prowadzi ten wątek do zasłużonego finału. Również sama Elżbieta nie jest najciekawiej psychologicznie przedstawiona. Brakuje przekonująco opisanego połączenia między kolejnymi etapami jej życia. Na ile została zainfekowana zbrodnią już w dzieciństwie? Czy rozstrzygający był tu dramat jej małżeństwa ? (skądinąd najlepszy fragment powieści). Luki narracyjne i takie „by the numbers" odhaczanie kolejnych „atrakcji" zaczęło w pewnym momencie wręcz razić. Na szczęście efektowny finał oraz zgrabna klamra fabularna uratowały efekt końcowy. PS. Hrabina Bathory pojawia się w dosłownie setkach miejsc popkultury — w literaturze, filmie i muzyce. Rzetelne opisanie tematu musiałoby przybrać formę odrębnego, solidnego eseju, zatem wspomnę tutaj tylko o filmach: Hrabina Dracula od Hammera (z cudowną Ingrid Pitt) — najbliższy fabularnie książce Szymczaka — oraz wspaniałe, mroczne Opowieści niemoralne (tam hrabinę gra Paloma Picasso). Nie sposób również nie przytoczyć paru przykładów z terytorium heavy metalu: od wspomnianego już Venom i ich "Countess Bathory", przez „Woman of Dark Desires" zespołu Bathory (noblesse oblige!), aż po concept album Cradle of Filth "Cruelty and the Beast." PPS. Z nowej literatury — niezwykłe, świeże i odkrywcze wykorzystanie mitu hrabiny przedstawiła Alexis Henderson w znakomitym "Domu Pożądania". Każdy zainteresowany tematem powinien sięgnąć po tę powieść.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 6 8 dni temu
Powódź Michael McDowell
Powódź
Michael McDowell
➡️To mój drugi kontakt z McDowellem. Swego czasu czytałem dobre "Żywiołaki", ale to o sadze "Blackwater" ciągle słyszałem, że to opus magnum autora. Zatem oczywiste jest, że moje oczekiwania były ogromne. ➡️Już sama oprawa dla mnie jest niesamowicie zachęcająca, piękne, stylizowane grafiki, mały format, który do serii pasuje idealnie i bogactwo zdobień. Plus świetne ilustracje. Wydanie to sztos. Na dodatek to wydanie będące niejako hołdem dla oryginalnego amerykańskiego wydania (doceniam!). A jak w mojej opinii fabularnie wypadł tom 1? Czy się nie rozczarowałem? Zapraszam 🤗 ➡️Już na początku bezwarunkowo musicie przeczytać genialny wstęp autorstwa Nathan Ballingrud. Pozwoli Wam na pełniejsze, bardziej intensywne przeżywanie tej sagi, tak, przeżywanie, bo ładunek emocji jest tu ogromny. ➡️Co od razu mnie zachwyciło? Otóż to, że akcja toczy się na głębokim Południu, a rozpoczyna w roku 1919. Już od początku wiedziałem, że to będzie dobra rzecz. Te czasy, Alabama, małe miasteczko. Lepiej być nie może. ➡️Autor wprowadza nas w wykreowany świat poczynając od wielkiej powodzi, która zalała Perdido. Sześć metrów wody przykryło prawie wszystko, poza wieżą ratusza i najwyższym piętrem hotelu. Jest mrocznie i ponuro. Miasto jest opustoszałe. Tylko, jak się okazuje, na piętrze hotelu odnalazła się kobieta, która jak twierdzi nie zdążyła się ewakuować. Jak przetrwała te kilka dni? Gdzie spała, skoro pokój był na półtora metra zalany wodą? Co jadła? Jest piękna, młoda i właśnie została uratowana przez Oskara Caskeya. Tak to już na samym początku poznajemy jedne z najważniejszych postaci w tej powieści. Stop. Jedną z najważniejszych postaci, bo mimo że Oskar jest dość istotny, to jednak to właśnie Elinor jest główną bohaterką. Gdyż to kobiety grają tu pierwsze skrzypce. Mężczyźni tworzą drugi plan. To ważna cecha tej historii. "tak naprawdę tym miastem rządzą kobiety." ➡️Bez chwili wahania powiem, że największą zaletą tej powieści jest wspaniale odmalowana społeczność niewielkiego miasteczka na Południu, jej klimat i mieszkańcy. Miasteczka z jego wszelkimi typowymi cechami, małej społeczności z jej przywarami, wzlotami i upadkami. Powódź była niejako upadkiem. Niejako katalizatorem wydarzeń. Ale była też początkiem czegoś zupełnie nowego, gdyż od tego momentu nic już nie było takie same. ➡️McDowell pisze w wybitnie gawędziarskim stylu. Chce się słuchać i słuchać, o tych dziwnych wydarzeniach w Perdido, o Blackwater, o grozie, która pokazywała swoje oblicze nagle i niespodziewanie. Grozie, która stała się integralnym elementem tego małego, południowego miasteczka, grozie, z którą ludzie żyli na przestrzeni lat. ➡️Całość przypomina mi czytane wcześniej powieści obyczajowe o wielkich rodzinach z Południa, może odrobinę w stylu Faulknera (oczywiście nie z takim ciężarem gatunkowym) czy może bardziej M. Mitchell. Mam tu na myśli duszny, przytłaczający klimat tajemnic, rodzinnych zależności i rozgrywek, gorącego, ale i deszczowego Południa w jego pełnej krasie, klimat upadku i klimat zmian. ➡️Elinor zostaje ciepło przyjęta przez ogół mężczyzn i kobiet i z dużą nieufnością przez pierwszą kobietę Perdido, Mary-Love. To dopiero początek historii, która zamieni się w długotrwały konflikt na przysłowiowych szczytach lokalnej władzy. Konflikt, który dane nam będzie obserwować w kolejnych tomach. Konflikt, w którym działania czysto ludzkie będą nierozerwalnie zmieszane z nadnaturalną grozą. ➡️To jest opowieść grozy, ale grozy zupełnie innej niż ostatnio przyzwyczajają nas wydawcy. Co jakiś czas (rzadko) pojawiają się jej akcenty, bardzo nastrojowe, bardzo klimatyczne i raczej ulotne. Tak jak napisałem - najważniejsza w tej książce jest obyczajowa historia i ludzie będący jej bohaterami. Jednak i dreszcze macie gwarantowane (takie trochę z myszką). Pachnie tu klasyką i pachnie też książkami McCammona o Corbett'cie. ➡️To fascynująca opowieść, momentami straszna, w większości spokojna, czasem romantyczna. Podejście McDowella do grozy pasuje mi doskonale, bo zdecydowanie preferuję grozę opartą na klimacie i emocjach, wrośniętą niejako w codzienność, wplecioną w historię idealną do opowiedzenia przy ognisku. ➡️Nie wiem, jak ta saga potoczy się w kolejnych tomach, ale nie sądzę, aby zaszły drastyczne zmiany w klimacie. A ten klimat to właśnie leniwie snuta opowieść prosto z Południa. Stara Ameryka, pewne uniwersalne wartości i pewne mroczne miejsca i zjawiska, które zawsze im towarzyszą i które zawsze pojawiają się w takich małych miasteczkach. ➡️Elinor jest niezwykła. Jest piękna, zaradna, wykształcona i pełna towarzyskiej swobody, chociaż absolutnie nie jest natrętna ani też nie lubi plotek. A to, że czasem zachowuje się dziwnie, cóż, przecież każdy ma coś do ukrycia. Każdy ma jakieś swoje sekrety, które determinują takie a nie inne zachowania. ➡️Zwróćcie baczną uwagę na Elinor, gdyż to ona jest osią tej powieści i jej siłą napędową. Ona i jej konflikt z Mary-Love. Oscar jest tylko tłem tej opowieści, chociaż oczywiście odgrywa swoją rolę, jak wszyscy pozostali mężczyźni. Ale mężczyźni są tu (jak wspomniałem) bohaterem zdecydowanie drugoplanowym (o czym zresztą mówi wstęp, który bardzo radzę przeczytać). ➡️Kim tak naprawdę jest Elinor? Skąd wzięła się w Perdido? Jak potoczy się jej związek z Oscarem i jej niewypowiedziana wojna z Mary-Love? Dokąd w ogóle zmierza ta opowieść i ile lat obejmie? Zapewne dowiemy się wszystkiego z kolejnych tomów, ten jest zaledwie wprowadzeniem, zawiązaniem pewnych wątków i zasygnalizowaniem możliwych kierunków. Jest zalążkiem niezwykłej historii. ➡️Jeśli kochacie spokojne, bardzo nastrojowe opowieści o małych, zamkniętych społecznościach, opowieści z silnie rozwiniętą warstwą obyczajową, jeśli Wasza groza to groza klimatyczna, nadnaturalna, oddalona od slasherów czy epatowania nadmierną przemocą, jeśli ważne są dla Was świetnie zbudowane postacie - ta historia jest dla Was. Moja ocena to na razie 8,5/10, choć nie przeczę, że miałem ochotę dać 9/10. Ale przecież będzie jeszcze na to czas przy kolejnych tomach.
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na 8 7 dni temu
Amerykański turysta w Polsce Edward Lee
Amerykański turysta w Polsce
Edward Lee
Edward Lee pisze, że jego znajomy był we Wrocławiu i przydarzyły mu się rzeczy zgoła dziwne. Ale ja nie wierzę. Sądzę, że to sam Edward przyjechał do Wro, spędził tu trochę czasu, a że ma głowę pełną pomysłów, które w głowie mieć może tylko Edward - to właśnie on sam, we własnej Edwardowej osobie doświadczył tych wszystkich niegrzeczności, a teraz zwala na kogoś innego. Gdyż widoczna powyżej książka, rzeczywiście dzieje się we Wrocławiu. Jest wspomniana Galeria Dominikańska, jakieś tam ulice (mojej ulubionej Fabrycznej nie ma), więc każdy wrocławianin może rozsiąść się wygodnie z kawką czy inną rudą i poczytać, jak to we Wrocławiu straszliwie, a hotele to już w ogóle masakracja totalna i lepiej nie wchodź. Amerykański turysta chciał we Wro zabawić, ale to z nim się zabawili. Chłop chciał ino tylko z nocnymi paniami trochę pograć w warcaby, ale ktoś mu wsadził do laptopa kartę pamięci z filmami przesiąkniętymi złem wszelkim. No więc się chłop z lekka obruszył i zaczął nieco węszyć. Ale tylko nieco, bo warcaby jednak na pierwszym miejscu stawiał. I kiedy poznaje Wrocławskie tawerny, zabytki i inne fajne miejsca - doświadcza również anomalii rodzaju maści wszelkiej, które cegiełka po cegiełce budują zarówno w nim jak i w czytelniku poczucie, że coś gdzieś, jakieś złe, zmotywowane i zorganizowane - czeka na odpowiedni moment. Ciekawa to opowiastka nie ukrywam. Prosty język aż do bólu, no ale poezji się po EL nikt nie spodziewa. Powieść rozpisana na 130 stron nie jest tak mocna jak niektóre pozycje Edwarda. Ma kilka mocniejszych momentów, ale to raczej thriller na moje skromne oko, aniżeli hardcore-ultra-hiper-brutal-ekstremalny horror. Ale było przyjemnie. Mogę być nieobiektywny, bo jestem już oficjalnie fanem EL. Podpisałem śliną specjalny demoniczny dokument, który mnie zoobowiązuje, że już do końca swoich dni zostanę fanem, nie ma więc już powrotu. Amerykański Turysta W Polsce - można, jak nie znacie Edwarda, to może być dobry start, aby się nie zniechęcić. Jest tutaj widoczny jego stajlisz - z lekka groteskowo, pastiszowo, nie-aż-tak-poważnie-jak-na-grozę. A jeśli lubisz Edwarda - również można. Ani nic nie stracisz, wiele też nie zyskasz, ale przynajmniej poczytasz o Wrocławiu szacowanym przez szalone oko Edwarda. Krótka, lekka, nawet nawet przyjemna. Więcej na IG/TT:@znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Tachykardia Graham Masterton
Tachykardia
Graham Masterton Jarosław Klonowski Sylwia Błach Monika Fudali Wojciech Kulawski Dagmara Adwentowska Norbert Góra Joanna Pypłacz Flora Woźnica Hubert Smolarek Jarosław Adam Pankowski Maciej Klimek Rafał Grzegorz Sawicki Dariusz Ludwinek Karolina Mogielska Łukasz Dubaniowski Ksawery Meister
“Patrzyły więc na dwie ręce, dwie nogi, jeden korpus i wychodzące z niego dwie szyje. Były już przyzwyczajone do tego widoku, choć równocześnie wiedziały, że to nie jest norma.” Sylwia Błach “Nadzieja umiera ostatnia” „Twoje wnętrzności gniją dokładnie tak samo jak wczoraj, Edmundzie.” Łukasz Dubaniowski “Zespół Capgrasa „Dwa odnóża wcisnęły się w kąciki moich ust i otworzyły je jak skrzynkę. Poczułem na sobie nacisk trupiej głowy.” Dagmara Adwentowska “Pakt felczera Zawady” “Pleśń z rogu rozrosła się na pół pomieszczenia i rozwarła, tworząc czarną, wilgotną otchłań. W to łono ohydy ochoczo wchodzili pacjenci, popychani przez nagiego ordynatora. Całe czarne ciało mężczyzny było ponacinane, a z niektórych bardziej otwartych ran sączyła się czarna maź.” Dariusz Ludwinek “Wieczne ukojenie” W końcu nadszedł dzień, gdy literatura grozy położyła się na szpitalnej kozetce, przyjmując zasłużone lekarstwo wyostrzające sposób widzenia nadnaturalności. Nie od dziś wiadomo, że groza i medycyna łączą się ze sobą w makabrycznym tańcu dziejów ludzkości, dlatego dziś chciałbym opowiedzieć wam o świeżej antologii horroru medycznego pt. “Tachykardia” wydanej przez wrocławskie Lingua Mortis. Przy okazji dodam, że szefostwo oficyny na codzień zajmuje się tematami medycyny i zdrowia, dlatego pomysł narodził się z życia, z pulsujących odnóg grozy dnia codziennego. Pisząc swoje wrażenia na świeżo po lekturze śmiało mogę napisać, że “Tachykardia” to antologia, w której zadbano o różnorodność, nieprzypadkowo selekcjonując opowiadania tak, aby każdy znalazł coś dla siebie i swojej choroby (w końcu ludzie dzielą się na przebadanych i niezdiagnozowanych). Każda z piszących osób w pewnym momencie życia poznała białe światło sterylnych pomieszczeń, szpitalny personel czy w końcu szereg ludzkich chorób, dlatego istotą zbioru jest ta piękna różnorodność i konwersja otaczającej nas rzeczywistości na unikatowy sposób. Czasem wchodząc do ciała pod pulsujące serce, innym razem do głowy… no i bardzo, ale to bardzo często przekraczając drzwi szpitali i czyhającej tam grozy. Ludzkie zdrowie to nieskończony temat, który można rozciągać na szereg antologii, jednak też nie chodzi o to, by portretować wszystkie schorzenia, zamieniając antologię w podręcznik do nauki medycyny. Patrzę na prezentowaną “Tachykardię” i myślę, że jest to projekt zrobiony ze smakiem, coś na kształt przekroju szpitalnej grozy (ale i nie tylko) gdzie stawiano na określoną reprezentację mnogości stylu. 360 stron, 6 autorek i 11 autorów, to niezła ekipa w sam raz dla szpitalnego skrzydla leczącego grozą i strachem. Obecna moda na długość tekstu opinii zmusza mnie do cięcia nożyczkami moich wrażeń, dlatego poniżej nie skupię się na wszystkich opowieściach, ograniczając się do kilku wyróżnień, które najmocniej trafiły w moje gusta i oczekiwania czytelnicze. Taki ranking to zawsze sprawa czysto osobista, dlatego wierzę że wasze preferencje będą inne, a inni autorzy nie wrzucą mnie do izolatki za to, że jako czytelnik miałem czelność omawiać zaledwie kilka spraw medycznych. To by była dopiero groza. Pierwsze wyróżnienie ląduje do Dagmary Adwentowskiej, kobiety, która faktycznie przykłada się do literackiego researchu dbając o żywe tło. Jej pakt profesora Rafała Wilczura, wróć felczera Zawady to opowieść o chorobie z zapomnianej wioski, która z gracją została przedstawiona jako realny wpływ. Obrzydliwe, smacznie, świetnie napisane. Gratuluję. Druga z dam grozy, Sylwia Błach nadal pokazuje, że mimo długiego stażu w grozie nie traci makabrycznego pazura. To opowieść, która zainspirowała mnie do stworzenia makabrycznej grafiki (dołączona do tekstu na Facebooku), gdzie dwie niezależne i z czasem wrogie dusze, dzielą jedno ciało. Dawno nie czytałem nic o bliźniakach syjamskich (ostatni raz u Wade H. Garreta, autora ekstremalnego) dlatego bardzo miło się zaskoczyłem. Do tego wielki finał. Pierwszego rżnięcia się nie zapomina. Bardzo lubię Dariusza Ludwinka i jego opowiadania. Ktoś powie, że to kolesiostwo, a ja powiem niekoniecznie, ponieważ autor pisać potrafi. Jeśli chcecie poczuć na karku nie tylko oddech doktora, lecz dziwność czającą się w pleśni, to z pewnością docenicie jego “Wieczne ukojenie”. Czytanie opowiadań autora jest jak słuchanie delikatnego głosu ze starego radia, gdzie ostatecznie okazuje się, że urządzenie nigdy nie było podłączone do gniazdka. Dalej, chciałbym opowiedzieć o “Cesarskim cięciu” Jarosława Klonowskiego. Pióro autora znam praktycznie od początku zabawy z literaturą grozy, nieustannie jestem fanem, dlatego po cichu spodziewałem się, że Klonowski pokaże klasę. To opowieść o stracie, smutku prowadzącym do ostateczności i wprost na szpitalne sale, gdzie czeka was cesarskie cięcie. Odradzam czytanie w ciąży. Ja na szczęście nie jestem. Na samym końcu wkracza czerwień niczym czerń, czyli “Krew” autorstwa Moniki Fudali. Zastanawialiście się, czy razem z transfuzją tego drogocennego płynu można przenieść charakter i duszę poprzedniego naczynia? Czy szaleństwo jest zapisane wyłącznie w mózgu a nie w ciele? Bardzo konkretna opowieść, autorka pokazała klasę. Podsumowując, uważam że “Tachykardia’ to świetny wybór na kilka wolnych wieczorów. Odradzam jednak czytanie antologii podczas pobytu w szpitalu. Można zwariować i trafić do podobnej placówki o zupełnie innej specyfikacji leczenia. Czytelniku grozy, lecz się sam.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Beta Vulgaris Margie Sarsfield
Beta Vulgaris
Margie Sarsfield
„Beta Vulgaris” Margie Sarsfield zapowiadało się jako ekohorror, w którym natura bierze odwet, a buraki cukrowe przestają być niewinnym składnikiem codzienności. W praktyce jednak to bardziej opowieść o rozpadzie psychiki niż klasyczny horror. Elsie wraz ze swoim chłopakiem Tomem podejmuje pracę przy nocnych zbiorach buraków. Dwanaście godzin fizycznej harówki, przypadkowi ludzie i tymczasowe relacje tworzą tło dla historii, która szybko przestaje dotyczyć samej pracy. Już na początku dziewczyna wpada w finansowe tarapaty przez zawyżony rachunek hotelowy, jednak wstyd nie pozwala jej przyznać się do tego nawet partnerowi. Różnice w ich sytuacji materialnej tylko pogłębiają jej poczucie niższości. Z czasem problemy Elsie zaczynają się nawarstwiać. Depresja, zaburzenia odżywiania i obsesyjne myśli o pieniądzach wracają ze zdwojoną siłą, zwłaszcza gdy Tom nagle znika. Dziewczyna zostaje sama, z bólem zęba, bez środków na leczenie i bez jakiegokolwiek oparcia. Praca na polu staje się dla niej ucieczką, jedynym momentem, w którym może zagłuszyć własne myśli. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje stopniową degradację psychiczną bohaterki. Granica między rzeczywistością a urojeniami zaczyna się zacierać, a Elsie coraz bardziej zatraca się w swoim świecie, w którym nawet buraki zdają się do niej przemawiać. Choć można to tłumaczyć wycieńczeniem i niedożywieniem, efekt pozostaje niepokojący. W tle pojawiają się zagadkowe zniknięcia pracowników, jednak nigdy nie zostają jednoznacznie wyjaśnione. Podobnie jak kilka innych wątków: relacja Toma z inną kobietą czy historia Burta, pozostają one niedopowiedziane, co może budzić pewien niedosyt. Nie nazwałabym tej książki horrorem w klasycznym sensie. To raczej duszna, momentami przytłaczająca opowieść o samotności, wstydzie i niemożności proszenia o pomoc. Największym źródłem grozy nie jest tu natura, lecz umysł bohaterki, który stopniowo wymyka się spod kontroli. To smutna historia, pokazująca, jak szybko można się stoczyć, gdy problemy zostają zignorowane i skumulowane. Mimo pewnych niedociągnięć fabularnych, jak na debiut jest to książka interesująca i warta uwagi.
Andarielka - awatar Andarielka
oceniła na 6 3 dni temu
Telewizor Edward Lee
Telewizor
Edward Lee
Bierzesz w łapy książkę o tytule TELEWIZOR i zastanawiasz się, o czym może być? O telewizorze? No bo przecież nie o tosterze. Ciekawy byłem, co szanowny i pełen abstrakcyjnie ekstremalnych pomysłów Edward Lee wytworzył w powieści o takim tytule. No i zdecydowanie NIE jest mało oryginalnie i byle jak. A myślałem, że będzie o potworkach, co wychodzą z telewizora i zjadają ludzi na przekąskę. Tytuł zobowiązuje, pomysł jest srogo zaskakujący i aż się prosi sypnąć spojlerem, ale nie będę wredny. Farthing dostaje spadek po wujku, ów spadek wiąże się z przeprowadzką do Anglii i z zamieszkaniem w domku mobilnym. Farthing jest zadowolony i z radością się relokuje. Poza interesującym albumem zdjęć szalonego wujaszka, Farthing dziedziczy również stary telewizor, który pokazuje rzeczy jakie się nie śniły a są. Czyli największe diabelstwa wykonane przez rodzaj ludzki. Cała diabelna i parszywa śmietanka największego zwyrolsotwa jakie tylko można wymyślić. A Edward Lee potrafi takowe wymyślać, więc uwaga fani extremy: kiedy telewizor się odpala, wasze oczy szeroko otwarte! Telewizor mnie wciągnął. Jest tak napisany, że ciekawość co do ciągu dalszego oraz zakończenia rozbrzmiewa. Prosty Edwardowy styl pisania czyta się z lekkością a w zasadzie jedna lokacja, w której dzieje się większość zdarzeń pozwala się wkręcić jeszcze bardziej. Telewizor jest u mnie wysoko w rankingu Edwardowym, ciekawy pomysł wyjściowy i brak tych irytujących ludzi - głupków z krzywym zębem, jakich to Edzio lubi implementować, sprawia że mimo obrzydliwości - lektura była wcale a wcale przyjemna. Więcej na IG: @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction

Więcej
Dominika Kowalska Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction Zobacz więcej
Więcej