Służący i służąca

Okładka książki Służący i służąca
Ivy Compton-Burnett Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
420 str. 7 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2022-09-26
Data 1. wyd. pol.:
2022-09-26
Liczba stron:
420
Czas czytania
7 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381963725
Tłumacz:
Marcin Szuster
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Służący i służąca w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Służący i służąca

Średnia ocen
6,6 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
381
290

Na półkach:

Generalnie książka nie jest zła, ale jest dokładnie tak samo nudna, jak życie angielskiej arystokracji. Trzeba przyznać, że jest świetnie napisana i ma w sobie sporo zabawnych elementów, ale gdyby ktoś chciał opowiedzieć, o czym była, to jego wypowiedź zamknęłaby się w kilku zdaniach.

Generalnie książka nie jest zła, ale jest dokładnie tak samo nudna, jak życie angielskiej arystokracji. Trzeba przyznać, że jest świetnie napisana i ma w sobie sporo zabawnych elementów, ale gdyby ktoś chciał opowiedzieć, o czym była, to jego wypowiedź zamknęłaby się w kilku zdaniach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Służący i służąca na półkach głównych
  • 59
  • 55
28 użytkowników ma tytuł Służący i służąca na półkach dodatkowych
  • 16
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Ivy Compton-Burnett
Ivy Compton-Burnett
Była siódmym dzieckiem angielskiego homeopaty, a zarazem pierwszym z siedmiorga, które urodziła jej ojcu druga żona. Wychowała się w nadmorskiej miejscowości Hove. Po studiach literatury klasycznej na Uniwersytecie Londyńskim powróciła do domu, aby pomóc owdowiałej matce w sprawowaniu opieki nad młodszym rodzeństwem. Jej ulubiony brat zmarł w wieku dwudziestu lat na zapalenie płuc; drugi brat, Noel – mogący być współautorem jej pierwszej powieści, Dolores (której się później wyparła) – zginął podczas I wojny światowej. W roku 1917 dwie siostry popełniły razem samobójstwo, co przyprawiło Compton-Burnett o załamanie nerwowe. I wojna ją – jak sama mówiła – „zdruzgotała”. W roku 1925, mając 41 lat, Ivy Compton-Burnett opublikowała powieść Pastors and Masters – pierwszą z dziewiętnastu powieści utrzymanych w jej charakterystycznym, dojrzałym stylu. Ostatni tytuł z tej serii – A God and His Gifts – wydano w roku 1963. Powieść Dom i jego głowa pochodzi z roku 1935. W 1955 roku pisarka została uhonorowana jedną z najstarszych brytyjskich nagród literackich – James Tait Black Memorial Prize.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trudne miłości Italo Calvino
Trudne miłości
Italo Calvino
„Prawdziwa miłość nie jest dialogiem, lecz splotem dwóch monologów, które błądzą w poszukiwaniu wspólnego rytmu pośród zgiełku codzienności”. Bohaterowie zbioru opowiadań „Trudne miłości” autorstwa Italo Calvino to postacie zanurzone w głębokiej, egzystencjalnej samotności, mimo że ich historie formalnie dotyczą relacji z drugim człowiekiem. Calvino nie kreśli tu klasycznych romansów; jego bohaterami są m.in. podróżny w pociągu, kobieta kąpiąca się w morzu, urzędnik czy fotograf. Każdy z nich znajduje się w sytuacji pozornej bliskości, która jednak zostaje uniemożliwiona przez barierę nieporozumienia, wstydu lub po prostu niefortunnego zbiegu okoliczności. Ich „trudność” nie wynika z wielkich życiowych dramatów, lecz z drobnych, wewnętrznych blokad: braku odpowiedniego słowa, lęku przed dotykiem czy obsesji na punkcie własnego postrzegania rzeczywistości. Są to ludzie, którzy kochają bardziej swoje wyobrażenie o miłości niż osobę stojącą obok, co czyni ich sytuację tyleż komiczną, co przejmująco smutną. Największą zaletą prozy Calvino jest jej niesłychana precyzja i intelektualna elegancja. Autor posiada rzadki dar opisywania najbardziej ulotnych stanów emocjonalnych w sposób niemal geometryczny, klarowny, a zarazem poetycki. Każde opowiadanie to zamknięta, dopracowana do perfekcji miniatura, w której autor analizuje mechanizmy pożądania i alienacji z dystansem badacza i wrażliwością artysty. Styl Calvino jest lekki, a jednocześnie gęsty od znaczeń – potrafi on uczynić z prostego aktu zgubienia części kostiumu kąpielowego wielką metaforę utraty tożsamości. Kolejnym atutem jest humor; subtelna ironia, która pozwala czytelnikowi uśmiechnąć się nad małostkowością i zagubieniem bohaterów, rozpoznając w nich własne lęki. ⚠️ Wady i niedociągnięcia Przyznając ocenę 7/10, należy wskazać na pewną chłodną dystansowość, która dla części odbiorców może być barierą. Calvino bardziej operuje intelektem niż czystym afektem, co sprawia, że historie te czyta się z podziwem dla konstrukcji, ale rzadko z autentycznym wzruszeniem. Momentami narracja staje się zbyt analityczna, co może nużyć czytelnika szukającego w literaturze o miłości większego ognia i emocjonalnego zaangażowania. Niektóre opowiadania wydają się też nieco zbyt abstrakcyjne, tracąc grunt pod nogami w dążeniu do formalnej doskonałości. „Trudne miłości” to lektura obowiązkowa dla wielbicieli prozy wyrafinowanej i poszukującej. Italo Calvino udowadnia, że o uczuciach można pisać bez patosu, skupiając się na milczeniu, które dzieli kochanków skuteczniej niż odległość. To rzetelny, błyskotliwy portret ludzkiej niekomunikatywności, który mimo upływu lat nie stracił nic ze swojej aktualności.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Kochanka Wittgensteina David Markson
Kochanka Wittgensteina
David Markson
Trochę przypadkowo w tym miesiącu postanowiłam zerknąć na #MiędzyMaraton u @chrzanizm i tak się akurat złożyło, że „Kochankę Wittgensteina” miałam dodaną na Legimi, więc uznałam, że to jest mój znak, aby po nią sięgnąć. I już od pierwszej strony wiedziałam, że to jest powieść 𝘵𝘰𝘵𝘢𝘭𝘯𝘢. Że ma w sobie to coś, co od zeszłego roku urzeka mnie w prozie eksperymentalnej. Lubię połączenie ciekawostek i wiedzy z elementami filozofii, lubię też płynący strumień świadomości. Jednak to, co wyróżnia pozostałe książki tego typu zamknięte jest w formie, z jaką się mierzymy. Otóż Kate, nasza główna bohaterka, pisze na maszynie, lecz robi to w sposób świetnie odzwierciedlający gonitwę myśli; i tu podkreślam, wielowątkowość i nielinearność miesza się tu z fałszywymi anegdotami i informacjami. Rzadko dostajemy fakty na temat jej życia, częściej wracamy do jednej i tej samej historii, która podobno spotkała Botticelli, gdy ten starał się o pracę u samego papieża. A może to był Michał Anioł? Nie, teraz jak o tym myślę to na pewno był Giotto. I w takiej formie, często powracające motywy przeplatają się ze sobą, serwując nam cały listy utworów operowych, nazw obrazów, fragmentów żywotów malarzy (sama Kate była w końcu w życiu 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘥 malarką), a prawdy o nich dowiadujemy się dopiero googlując sobie prawidłowe odpowiedzi. Ale czym właściwie są te „prawidłowe odpowiedzi” w świecie, w którym nikt inny nie może ich zweryfikować? O, bo tu łapiemy kolejne sedno powieści; Kate jest ostatnią kobietą na ziemi, ostatnią istotą. Poznajemy ją już na etapie, gdy przestała szukać innych ludzi czy stworzeń, pogodziła się ze swoją sytuacją. Czasem opowiada nam o swoich przygodach, których doświadczyła podróżując po świecie, o tym, jak być-może-na-pewno widziała kota w Koloseum, ale samych faktów wyjaśniających jak doszło do tego, że świat przerodził się w postapokaliptyczną rzeczywistość mamy niewiele. Zawsze z przyjemnością próbuję zgadywać, co kryje się za myślami nierzetelnych narratorów, których stan psychiczny również nie jest rzeczą pewną. Jeśli też to lubicie, może to być coś dla was!
tylkotrocheczytam - awatar tylkotrocheczytam
ocenił na 9 1 rok temu
Kobieta osobna i miasto Vivian Gornick
Kobieta osobna i miasto
Vivian Gornick
“Moje życie zamiast fantazji odgrywa wewnętrzne konflikty, podobnie jak Nowy Jork. Pasujemy do siebie”. Jedną z wartości tej książki, najbardziej zbliżonej do autobiograficznego eseju, jest to, że dużo tu Miasta, którego trudno mi zapomnieć, choć chyba nie chciałbym tam wrócić. Zwłaszcza teraz. Bardzo to interesująca literatura, osobista w najlepszym tego słowa sensie i bardzo erudycyjna. Autorka flanuje po mieście, analizuje, rozmawia, wspomina, notuje scenki, do których N.Y.C. nadaje się idealnie. I opisuje swoje, jak pisze “chwile istnienia” - jako nowojorczanka, choć była “dzieckiem imigrantów z klasy robotniczej którzy nie mieli czasu ani chęci poświęcać nam należytej uwagi”. Zaczynała wszak na Bronksie, skończyła czas na Manhattanie, co samo w sobie można uznać za tzw. sukces. Mimo to, a może właśnie dlatego, z narracji nie wynika poczucie jakiegoś wielkiego osiągnięcia. Ona sama najwyraźniej to bagatelizuje, bo wie, co jest w życiu najważniejsze. Zarazem ma również poczucie jakiegoś braku, do pełni czegoś jednak zabrakło. “Cały sens miasta polegał na tym, że łatwiej było w nim znieść samotność” - pisze Gornick, dla której Miasto jest więcej niż pocieszeniem. “Co wieczór, gdy przed pójściem spać gaszę światło w moim salonie na piętnastym piętrze, doznaję przyjemnego wstrząsu na widok wznoszących się ku niebu rzędów rozświetlonych okien; otoczona przez nie czuję się tak, jakby obejmowała mnie gromada bezimiennych mieszkańców miasta. To mrowie ludzkich siedzib, zawieszonych jak moja w przestrzeni, to ukłon Nowego Jorku w stronę ponadjednostkowej więzi. Ukojenie płynące z tej przyjemności jest nie do opisania”. I spacerom, i Miastu Autorka zawdzięcza bardzo wiele. “Kiedy życie zaczyna mi się jawić jako suma niepowodzeń, idę spacerem na Times Square - plac będący domem najobrotniejszego magnesu społecznego na świecie – i tam szybko odzyskuję właściwą perspektywę”. “W czasach, gdy zbliżałam się coraz bardziej do magnesu społecznego, nic tak nie koiło bólu i złości w sercu jak spacer przez miasto. Obserwując ludzi, którzy na pięćdziesiąt różnych sposobów próbują pozostać ludźmi, widząc różnorodność i pomysłowość technik przetrwania, czułam jak schodzi ze mnie napięcie”. “Nigdy nie czułam się mniej samotna niż w trakcie samotnego spaceru zatłoczoną ulicą. (...) Chodziłam, by przewietrzyć umysł, zakosztować ulicznego życia, rozpędzić popołudniowe przygnębienie.” Pisarka postrzega miejski, no dobra - nowojorski, tłum jako rodzaj wspólnoty, zwłaszcza po 11.09.2001. “Po jedenastym września w mieście na długo zapanowała trudna do opisania atmosfera. Przez wiele tygodni Nowy Jork wydawał się nieobecny, zagubiony, wysiedlony. Ludzie chodzili półprzytomni, jak gdyby coś ich męczyło, ale nie umieli tego nazwać. (...) Jednocześnie utrzymywała się cisza jakby nie z tej ziemi”. “Przystanęłam na wysepce pośrodku, jak każdy nowojorczyk. Spojrzałam w prawo, aby wypatrywać w sznurze samochodów przerwy, która pozwoli mi bezpiecznie przemknąć na czerwonym. Okazało się jednak, że nic nie jedzie; jak okiem sięgnąć, ani jednego auta. Stałam tak jeszcze przez chwilę zahipnotyzowana tą wielką i straszną pustką. Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek - może tylko z wyjątkiem śnieżnych zamieci - widziała Broadway bez jadących samochodów”. “Wszyscy jesteśmy na Piątej Alei z tego samego powodu, na tych samych prawach. Przemierzamy ulice światowych stolic od niepamiętnych czasów: aktorzy, urzędnicy przestępcy, dysydenci, uciekinierzy, nielegalni, geje z Nebraski, polscy intelektualiści, kobiety na krańcu czasu”. Świetnie opisana przewijająca się przez całą książkę relacja z pewnym Leonardem, wzorowy to udano-nieudany związek w wieku średnim: “Żadna inna bliska znajomość nie dała mi takiego wglądu w zagadkową naturę zwyczajnych relacji między ludźmi”. „Leonarda i mnie łączy polityka krzywdy. Płonie w nas jasnym ogniem głębokie przekonanie, że przyszliśmy na świat urządzony według niesprawiedliwych reguł. Naszym tematem jest życie, które nas ominęło. Oboje mierzymy się z pytaniem: gdyby ta nierówność nie istniała zawczasu – on jest gejem, ja kobietą osobną – czy sami byśmy ją sobie wymyślili, żeby mieć pożywkę dla swoich pretensji? Właśnie temu pytaniu poświęcona jest nasza przyjaźń. Ono ją definiuje – określa jej charakter oraz idiom…” “– To czym ostatnio jest dla ciebie życie? - pytam. – Kością stojącą w gardle - odpowiada. – Ani nie mogę jej połknąć, ani wykasłać. Mogę tylko próbować się nie udławić”. “W trakcie tych naszych dalekich spacerów nieraz ukradkiem zmieniał się charakter czasu i przestrzeni, Znikało pojęcie godzin. Ulice były jedną długą wstęgą ciągnącej się hen drogi, po której wędrowaliśmy bez przeszkód. Czas się rozrastał, zaczynał przypominać ten z dzieciństwa, nigdy się niekończący, a nie ten obecny, którego zawsze było za mało”. Inne cytaty “Oto mężczyzna usiłował mnie zmusić do czegoś, znaczy nie miałam ochoty [pewien rodzaj seksu - przyp. mój], i robił to w sposób, jakim nigdy by się nie posłużył wobec innego mężczyzny: próbował mi wmówić, że nie wiem czego chcę. (...) Uzmysłowiłam sobie, że mężczyźni należą do innego gatunku niż ja. Innego i obcego”. “Nadal byłam córką swojej matki. Ona była teraz negatywem, a ja odbitką, lecz obie zostałyśmy same, bez tego właściwego (po rozwodzie)”. “Przyjaźń dzieli się na dwie kategorie: taką, w której ludzie spotykają się ze sobą, bo potrzebują swojej energii i taką, w której ludzie potrzebują energii, żeby się spotkać. “Różnice osaczyły nas niczym bujny gąszcz zarastający leśną polanę. Przyjaźń, będąca przez lata źródłem podniety, nagle wyczerpała się jako potrzeba. Jednym długim susem przeskoczyła z rozedrganego centrum na wyczerpane peryferia”. “Dojrzałam do tego, by nie oczekiwać od przyjaciół rzeczy, których nie potrafią mi dać. Biorę każdą przyjaźń taką, jaka ona jest, bez dyktowania warunków”. “– Mam tylko jeden problem z chrześcijaństwem. Dlaczego oni nienawidzą Żydów za Śmierć Chrystusa? Kobieta zwraca mu niemu twarz i mówi: – A wie pan, że mnie też to zawsze zastanawiało. W końcu to Rzymianie go zabili. Dlaczego nie mają pretensji do Włochów? “Przekonanie, że jesteśmy tym, do czego się przyznajemy, to wielkie złudzenie naszej kultury”. “Przez całe życie porzucał wszystko z wyjątkiem kobiet”. “Odbierałam przez skórę zbiorowy opór przed pójściem na dno”. “Czuła się otępiona gadką szmatką, która dzień w dzień wypełniała jej uszy. To gorsze niż cisza, powiedziała. O wiele gorsze”. “Najbardziej żywotną poza seksem formą więzi jest rozmowa”. “Kończąc sześćdziesiąt lat, poczułam się tak, jakby ktoś mi powiedział, że mam przed sobą jeszcze tylko sześć miesięcy. W jednej chwili ucieczka w wyimaginowane jutro stała się przeszłością. Pozostał jedynie ogrom opustoszałej teraźniejszości. (...) Z bujaniem w obłokach skończyłam bez trudu, ale jak właściwie żyć w teraźniejszości, jeśli przez tyle lat się tego nie robiło?”. “​To gen anarchii, obecny w każdym człowieku, który urodził się w gorszej klasie, z gorszym kolorem skóry, z gorszą płcią – tyle że u niektórych pozostaje uśpiony, a u innych sieje spustoszenie – nikt nie wie tego lepiej niż ja”. Czytając, miałem skojarzenia z „Przyjacielem ” - dość podobną książką innej nowojorczanki Sigrid Nunez, której pozostałe rzeczy też biorę na cel. A teraz czas na kolejną książkę Gornick, podobno jeszcze lepszą - słynne “Przywiązania”...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 2 miesiące temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana), przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Zniknięcia Georges Perec
Zniknięcia
Georges Perec
"Zniknięcia" Georges’a Pereca to jedna z najbardziej niezwykłych książek w literaturze światowej, która z miejsca zaintrygowała zarówno krytyków, jak i czytelników. Powieść ta, napisana w 1969 roku, jest bowiem literackim eksperymentem – Perec stworzył ją bez użycia jednej z najczęściej występujących liter w języku francuskim: litery „e”. Pomimo tego ograniczenia (a może właśnie dzięki niemu), Zniknięcia nie tylko nie tracą na wartości, ale wręcz zyskują głębszy sens, stając się swoistą grą słów, struktur i znaczeń. Fabuła książki opiera się na serii tajemniczych zniknięć, zarówno postaci, jak i przedmiotów, a sam brak litery „e” symbolizuje właśnie to znikanie. Bohaterowie starają się rozwikłać zagadki, które nawiedzają ich codzienność, jednak ich wysiłki wydają się prowadzić donikąd, co wprowadza w narrację niepokojącą atmosferę absurdu i surrealizmu. Znikanie i brak to motywy przewodnie powieści, a czytelnik w miarę lektury zaczyna odczuwać, że coś istotnego zostało wymazane – tak w narracji, jak i w rzeczywistości samego tekstu. Jednak Zniknięcia to nie tylko literacki eksperyment formalny. To również głęboko symboliczna opowieść o stracie, braku i ludziach, którzy starają się odnaleźć swoje miejsce w świecie, gdzie coś ważnego zostało usunięte. Wydarzenia powieści można interpretować na różne sposoby – jako alegorię traumy, żałoby czy zapomnienia. Czytanie tej książki to wyzwanie, które jednak opłaca się podjąć. Perec bawi się językiem, ukazując, jak silnie jesteśmy uzależnieni od jego struktur, a jednocześnie jak wielki potencjał tkwi w ich naruszaniu. Zmusza czytelnika do aktywnego uczestnictwa w procesie dekodowania treści, co czyni lekturę wyjątkowo angażującą.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 6 1 rok temu
Między posiłkami. Apetyt na Paryż Abbott Joseph Liebling
Między posiłkami. Apetyt na Paryż
Abbott Joseph Liebling
Smakowita, powiedziałabym nawet, że wykwintna miejscami, choć nie pozbawiona rubasznej swawoli opowieść A.J.Lieblinga o miejscach i ludziach. Jak to najczęściej bywa w takich wypadkach człek ma ochotę rzucić wszystko w diabły i jechać „w teren”, by smakować, obwąchiwać i obserwować kuchenno-artystyczno-restauracyjne życie de Paris. Bo przekrój przez lata trzydzieste aż po pięćdziesiąte to w powiastce autora jakiś okres magiczny – jakby dla Lieblinga wojna i wszelkie zawieje historii nie wpadły w talerze, do garnków i wszelakich les pots. Nie dziwi więc, że nabrałem ochoty na flaczki duszone w cydrze, pstrąga na niebiesko, przepiórkę w liściach winogron (podaną w sosie z rodzynkami), pieczonego ortolana, zwyczajnie nadzwyczajną sałatkę ziemniaczaną z oliwą oraz, uwaga, pont-l'évêque. No, kto mi zabroni? Błyskotliwy, prześmiewczy i nasycony anegdotkami „Apetyt na Paryż” to jak kąpiel w szampanie z kieliszkiem szampana w dłoni (nie jednym) – na początku buzujemy jak bąbelki, następuje euforia, zalewa nas fala gorąca, no a później lekki kac, zwłaszcza jeśli konsumpcję połączymy z nieco przestarzałymi (żeby nie powiedzieć niepolitycznymi) opiniami o kobietach (które autor ukochał miłością wyjątkową i nieco zjadliwą: „chcą, żeby je traktowano poważnie, jak pył radioaktywny”). Z buduarów przeskakujemy do restauracji, które już nie istnieją (w niektórych wypadkach całkiem słusznie), lekko zawianym krokiem przemierzamy ulice najpiękniejszego miasta na świecie i wypatrujemy blasku dochodzącego za zaciemnionych przed nalotami restauracyjnych witryn. Czas na deser, szklaneczkę czegoś mocniejszego, esencję smaku, finisz bukietów wybuchających na podniebieniu, doskonałe wykończenie, bonne nuit, messieurs! Oczywiście stoliczne nasiadówy to okazja zawarcia nowych przyjaźni. Zadzierzgnięcia ich nawet. Można wówczas dowiedzieć się, że „sztuka zaczęła się od wzorków, które człowiek epoki lodowej rysował ciepłym moczem na śniegu”, co tłumaczy, dlaczego tak mało było dobrych malarek. Jeśli taki humor Wam odpowiada, a chcecie się przy tym nieco rozsmakować (takimi na przykład ślimakami w nocnikach) i uchachać, czytajcie Lieblinga. A jeśli zabraknie wam szczypty miłości, pamiętajcie, że Francuzi kochają się głową, podczas gdy my, „znaczy się cała reszta, trwamy przy narzędziach tradycyjnych”. Bon appétit, mes amis! Przekład: Anna Arno
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Służący i służąca

Więcej
Ivy Compton-Burnett Służący i służąca Zobacz więcej
Więcej