Rytm życia

Okładka książki Rytm życia
Antoni Kępiński Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2012-06-01
Data 1. wyd. pol.:
1983-01-01
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308055120
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rytm życia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Rytm życia



książek na półce przeczytane 2885 napisanych opinii 416

Oceny książki Rytm życia

Średnia ocen
7,5 / 10
239 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
923
828

Na półkach:

Bardzo dobry wstęp do psychologii ogólnej.

O życiu od poczęcia do śmierci; o obozach zagłady i faktach psychicznych, które ukazały; o zaburzeniach psychicznych, o używkach i uzależnieniach; o systemie opieki zdrowotnej.

Świetna na początek. Zaawansowanym też nie zaszkodzi.

Bardzo dobry wstęp do psychologii ogólnej.

O życiu od poczęcia do śmierci; o obozach zagłady i faktach psychicznych, które ukazały; o zaburzeniach psychicznych, o używkach i uzależnieniach; o systemie opieki zdrowotnej.

Świetna na początek. Zaawansowanym też nie zaszkodzi.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1058 użytkowników ma tytuł Rytm życia na półkach głównych
  • 666
  • 371
  • 21
129 użytkowników ma tytuł Rytm życia na półkach dodatkowych
  • 77
  • 24
  • 8
  • 7
  • 6
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Rytm życia

Inne książki autora

Okładka książki Lęki [naszych czasów]. Minibook Bartłomiej Dobroczyński, Tadeusz Gadacz, Antoni Kępiński, Zbigniew Mikołejko, Szymon Szczęch, Marzena Zdanowska
Ocena 6,7
Lęki [naszych czasów]. Minibook Bartłomiej Dobroczyński, Tadeusz Gadacz, Antoni Kępiński, Zbigniew Mikołejko, Szymon Szczęch, Marzena Zdanowska
Antoni Kępiński
Antoni Kępiński
Polski lekarz psychiatra, profesor Akademii Medycznej w Krakowie. W 1936 r. rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, które przerwała mu wojna. Jako ochotnik uczestniczył w kampanii wrześniowej, a następnie został internowany na Węgrzech, skąd uciekł, przedostając się do Francji. Po przeprawie przez Pireneje do Hiszpanii został zatrzymany przez władze hiszpańskie i uwięziony w obozie koncentracyjnym Miranda de Ebro. Po uwolnieniu udał się do Anglii, gdzie przez krótki czas wchodził w skład Polskich Sił Zbrojnych. Ostatecznie w latach 1944-1945 skończył studia medyczne w Edynburgu i uzyskał dyplom w 1946 roku. Wkrótce wrócił do kraju (1947). Swoje losy związał z kliniką psychiatrii Akademii Medycznej w Krakowie. 11 listopada 1947 otrzymał dyplom lekarza, 22 grudnia 1949 uzyskał stopień doktora medycyny w zakresie psychiatrii, 13 maja 1960 habilitował się. Habilitację zatwierdzono dopiero 19 stycznia 1962. Na krótko przed śmiercią w 1972 roku został mianowany profesorem tej katedry. Jego uczniem jest Zdzisław Jan Ryn, który jest jednym z najwytrwalszych kustoszów jego spuścizny. Brał udział w programie leczenia osób więzionych w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ucieczka od wolności Erich Fromm
Ucieczka od wolności
Erich Fromm
"W każdej spontanicznej aktywności jednostka ogarnia cały świat. Jej indywidualne „ja" nie tylko pozostaje nienaruszone, ale staje się silniejsze i mocniej skonsolidowane. Bowiem „ja" jest na tyle silne, na ile jest aktywne. Prawdziwa siła nie polega na samym posiadaniu ani własności materialnej, ani właściwości duchowych, takich jak uczucia czy myśli. Nie polega też na używaniu i manipulowaniu przedmiotami; to czego używamy, nie jest nasze tylko dlatego, że tego używamy. Nasze jest tylko to, z czym jesteśmy autentycznie powiązani przez naszą twórczą aktywność — obojętne, czy będzie to osoba, czy przedmiot nieożywiony. Jedynie wartości zrodzone z naszej aktywności spontanicznej przydają sił naszemu „ja" i tym samym tworzą podstawę jego integralności. Niezdolność działania spontanicznego, wyrażania tego, co się naprawdę czuje i myśli, i wynikająca stąd konieczność ukazywania innym i sobie swego fałszywego „ja" — oto źródło poczucia niższości i słabości. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, niczego się bardziej nie wstydzimy aniżeli tego, że nie jesteśmy sobą; nic natomiast nie daje nam większego szczęścia i większego powodu do dumy niż myśleć, czuć i mówić to, co od nas samych pochodzi." *** "Jakie zatem jest znaczenie wolności dla człowieka współczesnego? Uwolnił się od zewnętrznych więzów, które mogłyby go krępować w działaniu i myśleniu według własnych upodobań. Miałby swobodę postępowania wedle własnej woli, gdyby wiedział, czego chce, co myśli i co czuje. Lecz on nie wie. Nagina się do bezimiennych autorytetów i przyswaja sobie jakieś „ja", które nie jest jego. Im usilniej to czyni, tym bardziej czuje się bezsilny i tym bardziej musi się naginać do oczekiwań innych. Mimo pozorów optymizmu i inicjatywy, człowiek współczesny przepojony jest głębokim uczuciem niemocy, która sprawia, że martwym wzrokiem wpatruje się w zbliżającą się katastrofę, jak gdyby był tknięty paraliżem." *** "Spełniając oczekiwania innych, nie wyróżniając się, człowiek tłumi wątpliwości co do swej tożsamości i osiąga pewien stopień bezpieczeństwa. Ale drogo to okupuje. Rezygnacja ze spontaniczności i indywidualności prowadzi do zablokowania życia. Choć żywy biologicznie, człowiek staje się emocjonalnie i umysłowo martwym automatem. Wykonuje czynności życiowe — ale życie przesypuje mu się przez palce niczym piasek. Za fasadą optymizmu i zadowolenia współczesny człowiek jest głęboko nieszczęśliwy; w istocie znajduje się na granicy rozpaczy. Desperacko lgnie do idei indywidualizmu; chce być „inny" i nie ma dla niego lepszej rekomendacji niż ta, że „coś jest inne". Kupując bilet kolejowy, dowiadujemy się, jak się nazywa kasjer, który nas obsługuje; torebki ręczne, karty do gry i przenośne radia mają charakter „osobisty" dzięki umieszczeniu na nich inicjałów właściciela. Wszystko to wskazuje na głód „odmienności", są to jednak już tylko szczątki indywidualizmu. Człowiek nowoczesny jest żądny życia. Nie mogąc jednak jako automat doświadczać życia rozumianego jako spontaniczna aktywność, chwyta się zastępczo każdego rodzaju podniety i dreszczyku; emocji picia, sportów, przeżywania zastępczo wzruszeń fikcyjnych postaci na ekranie." *** "Szczególna trudność w rozeznaniu, do jakiego stopnia nasze pragnienia — podobnie jak myśli i uczucia — są nam w rzeczywistości narzucone z zewnątrz, wiąże się ściśle z problemem władzy i wolności. W dziejach nowożytnych autorytet Kościoła przejęło państwo, autorytet państwa zastąpiło sumienie, a w naszej epoce rolę tę objęła z kolei bezimienna władza zdrowego rozsądku i opinii publicznej jako narzędzi konformizacji. A że wyzwoliliśmy się spod dawnych jawnych autorytetów władzy, nie dostrzegamy, że staliśmy się ofiarą nowych autorytetów. Staliśmy się automatami żyjącymi w złudzeniu, że są istotami rozporządzającymi własną wolą. Dzięki temu złudzeniu jednostka nie uświadamia sobie niebezpieczeństwa, ale na tym kończy się cała pomoc, jaką daje złudzenie. W istocie rzeczy „ja" jednostki ulega osłabieniu, na skutek czego czuje się ona bezsilna i nad wyraz niepewna. Żyje w świecie, z którym straciła prawdziwą łączność, gdzie każdy i wszystko zostało zinstrumentalizowane, gdzie jednostka stała się częścią zbudowanej własnymi rękami maszyny. Człowiek myśli, czuje i chce tak, jak mu się wydaje, że powinien myśleć, czuć i chcieć; w toku tego procesu zatraca swoje „ja", bez którego nie ma prawdziwego bezpieczeństwa wolnej jednostki." *** "Inny sposób paraliżowania krytycznego myślenia polega na niszczeniu wszelkich ustrukturalizowanych obrazów świata. Fakty zatracają jakość, którą mogą posiadać tylko jako części ustrukturalizowanej całości, a zachowują jedynie znaczenie abstrakcyjne, ilościowe; każdy fakt — to po prostu jeszcze jeden fakt, a liczy się tylko to, czy wiemy więcej, czy też mniej. Radio, filmy i gazety sieją pod tym względem spustoszenie. W środku komunikatu o zbombardowaniu miasta i śmierci setek ludzi — albo tuż po nim — pojawia się reklama mydła czy wina. Ten sam spiker tym samym sugestywnym, przymilnym i autorytatywnym głosem, którym przekonywał słuchaczy o powadze sytuacji politycznej, poleca im szczególny gatunek mydła produkowanego przez fabrykę opłacającą utrzymanie radiostacji. Kroniki filmowe pokazują sceny torpedowania okrętów, a zaraz po nich pokazy mody. Dzienniki przytaczają wyświechtane myśli jakiejś wschodzącej „gwiazdki" albo opisują jej śniadania, poświęcając temu tyleż miejsca i uwagi co relacjom o wybitnych wydarzeniach naukowych czy artystycznych."
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Obłęd (t. I-III) Jerzy Krzysztoń
Obłęd (t. I-III)
Jerzy Krzysztoń
Wkroczenie w „Obłęd” Jerzego Krzysztonia to jak zanurzenie się w wirze, który jednocześnie pociąga i przeraża realnością. To nie jest powieść o szaleństwie. To szaleństwo samo w sobie, spętane literą, autobiograficznym sznytem, oddechem, krwią słów, które uderzają w świadomość jak piorun.Już pierwsze strony wciągają jak tornado: bohater, jego umysł, lęki, paranoje – wszystko pulsuje, drży, ogniem odbija zastaną rzeczywistość, której nie można już pojąć. Czytając, nie tylko obserwujemy postępującą chorobę psychiczną, ale czujemy ją całym ciałem, jakby nasze zmysły zostały wciągnięte w tytułowy obłęd. Krzysztoń wprowadza nas w labirynt myśli, w którym każdy krok jest ryzykiem, a każdy oddech – starciem z niewidzialnym wrogiem. Ściany szpitala szepczą, podłogi skrzypią, a głosy w głowie zamieszkują w naszych własnych trzewiach. Autor nie ogranicza się jednak do osobistego koszmaru. Jego rozedrgany umysł eksploduje wiedzą: historia, religia, polityka, psychologia – wszystko poprzetykane, splecione, tworzy błysk przenikliwej erudycji. Czy to nadal tylko lektura o szaleństwie i nieuchronnym upadku? Nie. To kronika ludzkiej kondycji, w której wszystkie traumy, narodowe rany i wstyd jednostki odbijają się echem w całym społeczeństwie. Drugi tom wprowadza nas w groteskowe i przerażające realia szpitala. Tutaj historia splata się z halucynacjami: Marszałek Piłsudski w łóżku obłąkańca, Jan z Czarnolasu z mandoliną, egzorcysta, Sancho – galeria duchów przeszłości i wyobraźni niczym plazma. Czytając, odczuwamy, że postępująca choroba bohatera staje się soczewką dla całego świata. To rzeczywistość, w której umysł staje się teatrem, a zmysły bohaterami dramatycznego spektaklu, po którym nie sposób nie uronić rzęsistej łzy. W finałowej podróży mężczyzna odzyskuje cząstkę normalności, choć jej cieniem zawsze jest świadomość kruchości psychiki. Zdania drżą od napięcia, akapity pulsują chronicznym bólem i zachwytem jednocześnie. Krzysztoń nie oszczędza czytelnika: jego język wibruje, wywołując dreszcze, gorzki śmiech, ironię, fantomowy ból. Wszystko wymieszane w literackim kotle, który pozostawia w zachwycie nad umiejętnością oddania stanów emocjonalnych postaci.„Obłęd” to powieść totalna. Czytana znów po latach sieka do głębi.To nie jest lektura dla relaksu. To wędrówka w studnię ludzkiego umysłu, pełna agonii i olśnienia. Czytając ją, nie tylko obserwujemy studium postępującego obłędu, ale również taplamy się w kałuży bólu. To dzieło dla tych, którzy chcą zrozumieć jednostkę, która bezbrzeżnie cierpi i tworzy jednocześnie. Dla tych, którzy potrafią patrzeć szerzej, słyszeć to, czego inni nie słyszą, czuć to, czego inni nie odczuwają.To podręcznik empatii, kronika zwichrowanej psyche w postępującej śmierci, manifest literackiej wolności.Warto również podkreślić, że nowe wydanie „Obłędu” zostało poprawione i zredagowane w oparciu o autorski maszynopis przechowywany w Bibliotece Narodowej. Oznacza to, że wreszcie mamy do czynienia z tekstem wiernym zamysłowi Jerzego Krzysztonia – nieocenzurowanym, pełnym i kompletnym, tak jak autor go wymyślił i zapisał. To właśnie podnosi jego wartość. To świadectwo literackiego geniuszu i ostatecznie (patrząc na śmierć autora) tragicznej wrażliwości, które wciąż potrafią wstrząsnąć, zostawiając w niemym zachwycie nad potęgą słowa pisanego.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na 10 17 dni temu
Struktura rewolucji naukowych Thomas Kuhn
Struktura rewolucji naukowych
Thomas Kuhn
Wciąż ważna i aktualna, szczególnie przyglądając się ciągłemu rozprzestrzenianiu fanatyzmu naukowego (scjentyzm). Wbrew krytykom, Thomas Kuhn nie jest relatywistą i nie jest jego zamiarem uderzanie w samą naukę, a tym bardziej w samą prawdę. Gardził osobami piszącymi prawdę wyłącznie w cudzysłowiu i stanowczo odcinał się od lewicowych intelektualistów pierniczących o "konstruktach społecznych", albo postulujących całkowitą dowolność w umownym wybieraniu paradygmatów. Kiedy pisze, że dwie sprzeczne ze sobą teorie mogą być w pewnym stopniu prawdziwe, nie jest to wyrazem relatywizmu, a trywialnym stwierdzeniem faktu ograniczonej perspektywy człowieka, który nie jest Stwórcą, wobec czego nie możne znać całej prawdy o rzeczywistości. Teoria czy model nie jest rzeczywistością samą, a tylko opisem jej niewielkiego wycinka. Koniecznie trzeba wspomnieć o genialnej książce naszego rodaka, Mikołaja Brykczyńskiego - "Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty", która czerpie ze Struktury Kuhna, ale idzie dużo dalej, a przy tym jest bardziej aktualna. Sięgnij po nią koniecznie - a jeśli musisz wybrać tylko jedną, to polecam sięgnąć po "Mit nauki". --------------------------------------- „Niestety koncepcje te wypaczyła rzesza sceptycznych intelektualistów, którzy widzieli w nich narzędzie podważenia samej idei prawdy. Kuhn nie żywił tego rodzaju zamysłu. Był zaiste miłośnikiem faktów i poszukiwaczem prawdy”. Ian Hacking „To prawda, że Struktura dała potężny impuls badaniom socjologicznym nad nauką. Niektóre z nich, akcentujące, że fakty to „konstrukcje społeczne”, i jawnie uczestniczące w negowaniu „prawdy”, budzą protest konserwatywnych naukowców. Kuhn pisał wprost, że nie cierpi tego rodzaju rozwinięć jego pracy”. Ian Hacking „Element dowolności nie oznacza jednak, że jakakolwiek grupa naukowa prowadzić może badania, nie przejmując pewnego zespołu przeświadczeń od swoich poprzedników”. „Większość uczonych poświęca się w swojej działalności zawodowej pracom porządkowym. One właśnie składają się na to, co nazywam nauką normalną. Jeśli poddać je dokładniejszej analizie, czy to w aspekcie historycznym, czy w ich współczesnej postaci, odnosi się wrażenie, że polegają one na próbie wtłoczenia przyrody do gotowych już i względnie sztywnych szufladek, których dostarcza paradygmat. Celem nauki normalnej nie jest bynajmniej szukanie nowych rodzajów zjawisk; raczej nie dostrzega ona tych, które nie mieszczą się w jej gotowych szufladkach. Również uczeni nie starają się zazwyczaj wynajdywać nowych teorii i są często nietolerancyjni wobec tych, które sformułowali inni. Badania w ramach nauki normalnej dążą do uszczegółowienia tych zjawisk i teorii, których dostarcza paradygmat”. „Na przykład maksima na obrazie dyfrakcyjnego rozproszenia elektronów, które później uznano za wskaźnik długości fali elektronu, były czymś niezrozumiałym, gdy je po raz pierwszy wykryto i opisano. Aby stały się miarą czegoś, należało powiązać je z teorią, która przewidywała falowe własności poruszających się cząstek. Ale nawet wtedy, gdy związek ten już uchwycono, trzeba było przebudować przyrząd tak, aby doświadczalne wyniki dawały się jednoznacznie przyporządkować teorii. Póki nie spełniono tych warunków, póty żaden problem nie mógł zostać rozwiązany”. „Przyjmijmy więc, że kryzysy są koniecznym warunkiem wstępnym pojawienia się nowych teorii, i zapytajmy, w jaki sposób uczeni reagują na nie. Część odpowiedzi – równie ważną jak oczywistą – można odnaleźć, wskazując ogólnie na to, czego uczeni nigdy nie robią, gdy mają do czynienia nawet z ostrymi i długotrwałymi anomaliami. Chociaż mogą tracić zaufanie do paradygmatu i poszukiwać alternatywnych wobec niego rozwiązań, nie odrzucają paradygmatu, który doprowadził do kryzysu. To znaczy nie traktują anomalii jako świadectw obalających teorię, jak by się tego domagała filozofia nauki. Uogólnienie to jest częściowo po prostu konstatacją historycznych faktów opartą na przykładach, jak te, które omówiliśmy poprzednio, i inne, o których jeszcze będzie mowa. Pokazują one – co jeszcze uwydatni dalsza analiza sposobu odrzucania paradygmatów – że teorię naukową, która uzyskała już status paradygmatu, uznaje się dopóty, dopóki nie pojawi się inna, zdolna pełnić tę funkcję. Historyczne badania rozwoju nauki w żadnym razie nie potwierdzają owego metodologicznego stereotypu falsyfikacji, jakoby miała ona polegać na bezpośrednim konfrontowaniu teorii z przyrodą. Uwaga ta nie głosi, że uczeni nie odrzucają teorii naukowych albo że obserwacja i eksperyment nie odgrywają w tym istotnej roli. Powiada natomiast – co okaże się sprawą zasadniczą – że akt oceny, który prowadzi uczonych do odrzucenia poprzednio akceptowanych teorii, oparty jest zawsze na czymś więcej niż tylko na konfrontacji teorii z doświadczeniem. Decyzja porzucenia jednego paradygmatu jest zawsze zarazem decyzją przyjęcia innego, a ocena prowadząca do niej wymaga porównania obu paradygmatów zarówno z przyrodą, jak i między sobą”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 8 3 lata temu
Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii Alice Miller
Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii
Alice Miller
Specyficzna książka. Z jednej strony zawiera szereg bardzo trafnych obserwacji i wniosków, które w czasie jej powstawania uchodzić mogły za rewolucyjne i obrazoburcze a dziś są po prostu podstawą wychowanie: dziecku należy się szacunek, nie wolno go krzywdzić fizycznie ani emocjonalnie. Z drugiej strony jest jednak mocno zanurzona w postpsychoanalizie. Autorka jest wielką zwolenniczką tego nurtu i sama go praktykowała, nie trudno więc się dziwić, że psychoterapię w duchu psychoanalizy uważa za jedyną słuszną drogę do odkrycia stłumionych popędów i przepracowania traum. Kontrowersyjny jest też pogląd, zgodnie z którym każde działanie o charakterze pedagogicznym jest z gruntu szkodliwe i nastawione na niszczenie woli dziecka – to chyba jednak zbyt daleko idące uproszczenie. Mam też poczucie pewnej nadinterpretacji biografii osób, których życiorysy są analizowane. Każdy fakt – łącznie z tymi nie mającymi historycznego potwierdzenia – wykorzystuje autorka jako dowód na poparcie swojej tezy. Robi to bardzo sprawnie a jednak ma się często wrażenie, że pewne wnioski wyciągane są na wyrost. Trudno to ocenić nie będąc specjalistą. Mając to wszystko na uwadze nadal sądzę, że z tą książką warto się zapoznać. To jedna z tych pozycji, które mają za zadanie udzielić odpowiedzi na odwieczne pytanie „unde malum?” – i uważam, że robi to dobrze. Nie ma urodzonych złoczyńców – są tylko źle traktowane dzieci, które nie poradziły sobie z przemocą dorosłych. Nikt nie ma moralnego prawa potępić nawet zbrodniarza – bo splot okoliczności, które doprowadziły do jego wykolejenia jest nie do powtórzenia. Nie możemy mówić „ja na jego miejscu” bo nikt nigdy nie jest na innym miejscu, niż swoim własnym. Ludzi, którzy popełnili straszne czyny możemy i powinniśmy izolować od społeczeństwa, ale zamiast łatwego osądu o wiele właściwsze jest zadanie pytania, skąd wzięły się destrukcyjne popędy przestępcy. Można potępić czyn jednocześnie starając się zrozumieć człowieka. The Other Person Is You.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na 6 6 miesięcy temu
Żelazny Jan Robert Bly
Żelazny Jan
Robert Bly
Książka „Żelazny Jan” autorstwa Roberta Bly’a to pozycja kultowa, która na początku lat 90. XX wieku stała się fundamentem tzw. mitycznego ruchu mężczyzn. Choć od jej premiery minęły dekady, wciąż budzi skrajne emocje – od uwielbienia po głęboką sceptyczność. Moja ocena to 6/10, co odzwierciedla fascynujący potencjał terapeutyczny, zderzony z dość hermetyczną i miejscami przestarzałą formą. Bly opiera swoją narrację na baśni braci Grimm o Żelaznym Janie – dzikim człowieku uwięzionym w klatce, który staje się mentorem młodego królewicza. Autor przekonuje, że współczesny mężczyzna stracił kontakt ze swoją „dziką” stroną, stając się istotą udomowioną, pasywną i odciętą od emocjonalnych korzeni. Głównym atutem książki jest próba przywrócenia wagi inicjacji oraz roli mentora (ojca, mędrca) w procesie dojrzewania. Bly słusznie zauważa, że brak zdrowych wzorców męskości prowadzi do zagubienia i frustracji. Największą barierą dla współczesnego czytelnika jest język publikacji. Bly operuje gęstą metaforą, aluzjami do mitologii i poezji, co sprawia, że wywód bywa mętny i mało konkretny. Dla kogoś, kto szuka pragmatycznych porad psychologicznych, „Żelazny Jan” może okazać się zbyt ezoteryczny. Ponadto, niektóre tezy autora o „miękkich mężczyznach” trącą dziś myszką i mogą być odczytywane jako przejaw lęku przed postępującą emancypacją kobiet, choć sam Bly wielokrotnie podkreślał, że nie jest to książka antykobieca, lecz pro-męska. Analizując mocne strony tej publikacji, należy przede wszystkim docenić głęboką i błyskotliwą analizę psychologii głębi oraz archetypów junga, które Bly z wielką sprawnością wyciąga na światło dzienne. Autor postawił niezwykle odważną i celną diagnozę dotyczącą „kryzysu ojcostwa”, która mimo upływu lat wciąż znajduje odzwierciedlenie w problemach współczesnych mężczyzn. Całość wzbogacają piękne literackie nawiązania do mitów i baśni z najróżniejszych zakątków świata, co nadaje książce unikalnego, niemal magicznego sznytu. Z drugiej strony nie sposób pominąć istotnych mankamentów, które rzutują na ostateczny odbiór dzieła. Lektura bywa trudna ze względu na momentami zbyt archaiczne i patriarchalne podejście do kwestii płci, co w dzisiejszym dyskursie społecznym może budzić opór. Czytelnik musi zmierzyć się z wyraźnym przerostem formy nad treścią, gdzie nadmiar poetyckich metafor często odbywa się kosztem konkretnej, rzetelnej analizy psychologicznej. Dodatkowo struktura książki jest na tyle specyficzna i zawiła, że wymaga od odbiorcy ogromnej dawki cierpliwości oraz determinacji, by nie pogubić się w gąszczu mistycznych odniesień.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Bojaźń i drżenie; Choroba na śmierć Søren Kierkegaard
Bojaźń i drżenie; Choroba na śmierć
Søren Kierkegaard
Zacząłem czytać w tłumaczeniu Bienestocka z 1911 roku (odradzam), ale kontynuowałem w tłumaczeniu Iwaszkiewicza z 1966 roku (polecam). Bienestock tłumaczył z przekładu niemieckiego - to wydanie ma zupełnie zmienioną strukturę, pełne jest streszczeń, interpretacji; raczej zabytek historyczny dla tych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o recepcji Kierkegaarda w Polsce, a nie dla tych, którzy chcą poznać dzieło Kierkegaarda. Sięgnąłem po "Bojaźń i drżenie" po lekturze Mitu Syzyfa Camusa - Kierkegaard był tam krytykowany za swój "skok" wiary, który autor "Dżumy" ocenił jako "samobójstwo filozoficzne". Chciałem się dowiedzieć w zasadzie czym ten skok jest bezpośrednio u źródła i czyje pisanie bardziej mnie przekonuje. Bo sam chyba skłaniam się bardziej ku teizmowi niż ateizmowi, choć jak ze wszystkim dzisiaj - i tutaj jestem pewnie gdzieś na spektrum ;) Nie jestem specjalnie obyty w lekturach filozoficznych - ale w przypadku egzystencjalistów to nie przeszkadza, bo oni są bardzo "literaccy". Obydwaj - i Kierkegaard i Camus w odwołują się do fundamentalnych postaci z europejskiej mitologii antyczno-chrześcijańskiej; u Camusa mamy Hamleta, Don Juana i w końcu Syzyfa, który jest główną postacią jego eseju, a u Kierkegaarda jest to Abraham - ojciec wiary nie tylko chrześcijańskiej, też judaizmu i islamu. Mamy u Duńczyka też odwołania między innymi do Szekspira, Eurypidesa, Goethego, ale i wielu innych postaci literackich. Skupia się on na bohaterach tragicznych, próbując narysować różnicę między nimi a "rycerzami wiary", który mogą dokonywać podobnych czynów, ale z innych pobudek - pierwsi w ramach etyki, drudzy w ramach osobistego stosunku do absolutu, czyli ponad (lub poza) etyką. U Kierkeegarda odpowiedzią na trwogę w obliczu braku sensu jest wiara, u Camusa bunt. U Kierkegaarda Bóg jest absolutem, u Camusa Bóg jest nieobecny i człowiek musi żyć bez transcendencji, w pełniej świadomości absurdu. To są bardzo odrębne odpowiedzi na doświadczenie egzystencjalnej trwogi i poczucia absurdu istnienia. Bojaźń i drżenie to dziełko średnio trudne, ale - że tak powiem - przyjemne. Dużo odniesień, ironiczny, subkiektywny styl celujący we współczesnych sobie, aluzje do aktualnych mu pisarzy. Autor stosuje tutaj lirykę maski - wydaje tę książkę pod pseudonimem Johannes de Silentio, który próbuje pojąć czyn Abrahama. Taki zabieg pozwala się zdystansować do tematu i popłynąć w rozważaniach - co zresztą robi. I nie ma tutaj jednoznacznych odpowiedzi - jest raczej oglądanie paradoksu wiary, próby uchwycenia jej istoty, z bardzo subiektywnej perspektywy. Jak zauważa Iwaszkiewicz (w znakomitej przedmowie), Kierkegaard "bardzo często mówi o "wierze" jak gdyby w oderwaniu od tego, w co wierzy. Wiarę uważa za pewien stan, euforię (...). Ta wiara jako namiętność, nieuchronnie połączona z cierpieniem, zawrotem głowy, z szaleństwem absurdu, daleka jest od ukojenia mistyków. (...) Nie ma obcowania z absolutem (...). Bóg milczy."
melizmat - awatar melizmat
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Rytm życia

Więcej
Antoni Kępiński Rytm życia Zobacz więcej
Antoni Kępiński Rytm życia Zobacz więcej
Antoni Kępiński Rytm życia Zobacz więcej
Więcej