Ptakon

Okładka książki Ptakon
Witold Horwath Wydawnictwo: Biblioteka Analiz literatura piękna
249 str. 4 godz. 9 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
249
Czas czytania
4 godz. 9 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389143648
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 / 00:00
Reklama

Kup Ptakon w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ptakon

Średnia ocen
6,9 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
55
55

Na półkach:

W codziennym wirze obowiązków i emocji, czasem szukam książki, która wytrąci mnie z równowagi, zmusi do refleksji i pozwoli zajrzeć w mroczne zakamarki ludzkiej psychiki. „Ptakon” Witolda Horwatha okazał się właśnie taką lekturą – niełatwą, ale wciągającą i pozostawiającą ślad w sercu. To historia, która wstrząsa, niepokoi i zmusza do zadawania pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi.

Młody prokurator odkrywa mroczną tajemnicę przeszłości swojej żony, Żanety, i od tego momentu napięcie rośnie, jak w najlepszych thrillerach Hitchcocka. Żaneta, główna bohaterka, to postać pełna sprzeczności – ucieka przed zmorami swojej przeszłości, próbuje narodzić się na nowo po dramatycznej próbie samobójstwa, ale cienie dawnego życia wciąż ją ścigają. Horwath prowadzi nas przez jej historię z niekonwencjonalnym stylem: brak chronologii, zdania i akapity zaczynane małą literą, chaos, który idealnie oddaje stan umysłu bohaterki. To nie jest lekka lektura – momentami przytłacza, ale wciąga jak magnes.

Siłą tej powieści jest jej emocjonalna intensywność. Sceny, jak rozmowa córki z matką o „wyskrobaniu” czy opisy prób samobójczych, są jak cios – przejmujące, niemal bolesne, ale tak prawdziwe, że nie sposób ich zapomnieć. Żaneta budzi skrajne uczucia: z jednej strony jej desperacka walka o odkupienie porusza, z drugiej – jej decyzje i przeszłość bywają tak ekstremalne, że wydają się niemal nierealne. Nie zawsze mogłam się z nią utożsamić, ale czułam jej ból, szaleństwo i tęsknotę za nowym początkiem. Horwath, jak zauważył Marek Krajewski, ma niezwykły talent do tworzenia przekonujących kobiecych bohaterek – Żaneta, mimo swojej przerysowanej natury, jest żywa, pełna emocji i sprzeczności, które sprawiają, że nie możesz oderwać od niej wzroku.

Styl autora to prawdziwy rollercoaster – dialogi są ostre, żywe, czasem podszyte subtelnym humorem, który rozładowuje napięcie, by za chwilę znów rzucić cię w otchłań niepokoju. Postmodernistyczny chaos narracji, choć wymaga skupienia, potęguje uczucie niepewności, idealnie oddając wewnętrzny zamęt bohaterów. To nie jest klasyczny thriller, raczej psychologiczna podróż, która zmusza do refleksji: czy można uciec od przeszłości? Jak daleko można się posunąć, by naprawić swoje życie? Horwath nie daje łatwych odpowiedzi, a fabuła, choć momentami wydaje się przekombinowana, trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Nie jest to książka bez wad – pseudointelektualny styl i surrealistyczne wątki mogą momentami zniechęcać, a brak chronologii wymaga cierpliwości. Sama miałam ochotę odłożyć ją na początku, ale cieszę się, że dałam jej szansę, bo po pierwszych stronach czytałam już niemal na jednym oddechu. „Ptakon” to powieść, która zmusza do myślenia – o sobie, o swoich wyborach, o granicach, których być może nigdy nie przekroczymy. Dla mnie, jako osoby, która czasem balansuje na krawędzi własnych emocji, była jak lustro: nie zawsze przyjemne, ale otwierające oczy.

Polecam tę książkę z całego serca, szczególnie tym, którzy lubią thrillery psychologiczne z głębią i bohaterkami, które są jak zagadki. To nie jest lekka lektura na wieczór – to mroczna opowieść o szaleństwie, odkupieniu i walce z przeszłością, która zostaje w głowie na długo. Jeśli szukacie historii, która wstrząśnie i zmusi do refleksji, „Ptakon” jest dla was. Ja na pewno kiedyś do niej wrócę, by sprawdzić, jak smakuje po latach.

W codziennym wirze obowiązków i emocji, czasem szukam książki, która wytrąci mnie z równowagi, zmusi do refleksji i pozwoli zajrzeć w mroczne zakamarki ludzkiej psychiki. „Ptakon” Witolda Horwatha okazał się właśnie taką lekturą – niełatwą, ale wciągającą i pozostawiającą ślad w sercu. To historia, która wstrząsa, niepokoi i zmusza do zadawania pytań, na które nie ma...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

189 użytkowników ma tytuł Ptakon na półkach głównych
  • 98
  • 89
  • 2
33 użytkowników ma tytuł Ptakon na półkach dodatkowych
  • 22
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Witold Horwath
Witold Horwath
Witold Horwath (właśc. Witold Łagowski) urodził się w 1957 roku w Warszawie. W latach 1976-1982 studiował polonistykę i psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, a w 1994 roku ukończył Studium Scenariuszowe przy PWSFTiT w Łodzi. Zadebiutował zbiorem opowiadań „Inna wojna” opublikowanym w 1990 roku przez Warszawski Klub Młodej Sztuki. Niedługo później ukazała się powieść „Święte wilki” – political fiction, nazwana „Złym” lat 90., która sprzedała się w nakładzie ponad 20 tys. egz. Rozgłos przyniosła mu przetłumaczona m.in. na niemiecki i niderlandzki powieść „Seans” (W.A.B.), przedstawiająca straceńczą miłość Witka do femme fatale – Mileny. „Seans” był powieścią pokoleniową, pokazywał Polskę lat 80., ale w ujęciu socjologicznym, nie politycznym. Kolejna powieść „Ptakon” (Da Capo) zebrała bardzo dobre opinie krytyki, Horwath przedstawił w niej losy kobiety, która z okrucieństwem popełnia zbrodnię, a potem próbuje zrehabilitować się i wrócić do normalnego życia. W 2005 roku ukazała się obszerna powieść „Ultra Montana”, historia dziewczyny z prowincjonalnego miasteczka gdzieś w Ameryce Południowej, która zdobywa pieniądze i pozycję dzięki sprytowi i udanym mariażom, „Ultra Montana” pisana jest w baśniowej poetyce, a krytycy porównywali ją z prozą Marqueza. Horwath jest też autorem opowiadań zebranych w tomie „Africa Korps” oraz licznych scenariuszy filmowych, w tym do serialu „Ekstradycja” i „Klan”. Mieszka w Warszawie, na Mokotowie, jego pasje to film, szachy, polityka i kobieca dusza. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Schiza Paulina Grych
Schiza
Paulina Grych
Tytuł: „Schiza” Autor: Paulina Grych Wydawnictwo: Wab Data wydania: 01.01.2008 Powstanie obrazu w oku człowieka to załamanie światła pod odpowiednim kątem, odebranie bodźców przez mózg i ich połączenie. Każdy stworzony obraz dodatkowo jest skanowany przez nasze osobiste filtry: dzieciństwa, wychowania, otaczającego nas środowiska i naszych własnych przeżyć. Widzimy ten sam obraz, patrzymy w tym samym kierunku ale interpretacja jest dla każdego z nas inna. Ten sam obraz a tak bardzo różny. Nasze wewnętrzne filtry charakteryzują nas jako ludzi. Jesteśmy tacy sami a tak bardzo inni. Paulina Grych w książce „Schiza” pokazuje zwykłych, niezwykłych ludzi, „potłuczonych”. I dla nich zadedykowana jest ta książka. A jednocześnie dla nas. Styl autorki jest charakterystyczny i nie do podrobienia. Czytamy opowiadaną historię i gubimy się w wątkach, w natłoku myśli, interpretacji, widzimy tylko poplątane myśli całości, chcemy szczegółów, by zacząć układać te puzzle. I czytamy..... Narrator pokazuje nam tę splątaną z kilku osób włóczkę i powoli, krok za krokiem ją rozplątuje. Puzzle wskakują na właściwe miejsca. I tak poznajemy Beatę, schizofreniczkę, która słyszy głosy aniołów. Jankę, malarkę, „niespokojną duszę”. Dianę, córkę Janki, która swoimi zaniedbaniami zostawiła w Dianie trwały ślad braku miłości. Henryka-jebakę, Żyda z trudnym dzieciństwem, przemocą w domu ze strony ojca i nieobecnej wycofanej matki, która jest współuzależniona. Którego poszukiwania bezpieczeństwa i miłości ciągle okazywały się drogą donikąd. Marka, żołnierza, który walczył w Iraku i Afganistanie i zmaga się z traumą wojenną. Wszystkie nitki splątane w jeden kłębek wspólnych obaw, traum, prób ucieczki przed sobą samym. „Wariatowi” nikt przecież nie uwierzy, komu powie? Losy tych ludzi łączą się przypadkiem, a może w sposób zamierzony przez los. Poznają się, rozmawiają. Nieśmiało zaczynają tworzyć grupę. Przeżywają wspólne troski i radości. Zaczynają rozwiązywać swoje własne supełki w tych splątanych kłębuszkach przy wzajemnym szacunku i wsparciu. I historia "potłuczonych" jest pięknie spięta klamrą oczywistych nieoczywistości. Autorka podejmuje temat chorób i zaburzeń psychicznych. Pokazuje nam tylko część z nich, ale oswaja nas z nimi. W 2008 roku, kiedy książka była wydana kończyłam studia a świat „potłuczonych” był w Polsce obcy nam wszystkim. Temat tabu. Zakazany. Brudny. Mówiono: „wariat”, „psychiatryk”. Dziś w Polsce wcale nie jest lepiej z naszą świadomością. Z mojej perspektywy ta powieść jest innowacyjna jak na tamten czas. Rok 2008. W sposób nienachalny, z dużą dawką wiedzy wplecionej zamierzenie, ogromną dawką empatii, współczucia i zrozumienia autorka pokazała nam wszystkich bohaterów i problemy, z którymi się zmagają. Przekazana spora dawka wiedzy niczym z podręcznika psychiatrii. I pokazuje, że „potłuczeni” to również ludzie, którzy mają prawo żyć w społeczeństwie na równych prawach z innymi. Bardzo ważny jest szacunek i wzajemna akceptacja. Autorka pokazuje wartość psychoterapii i grupy wsparcia. Nie od dziś wiadomo, ze sukcesem leczenia wielu chorób i zaburzeń, nie tylko psychicznych, jest leczenie w grupie (skuteczne metody leczenia alkoholizmu i słynne kluby AA, gdzie opowiadanie swojego świadectwa dawało siłę i nadzieję innym chorym na pozostanie w trzeźwości). Wspólna rozmowa, wspólne spędzanie czasu, wspólne zabawy, wzajemne wsparcie otwiera drzwi do akceptacji swojej choroby lub zaburzenia. Daje odwagę do walki o siebie. Przygotuj się na cały rollercoster emocji. Każdego z bohaterów nienawidzisz i kochasz jednocześnie, odkładasz z niechęcią i płaczem tę opowieść, by za chwilę krótszą lub dłuższą powrócić do niej jeszcze zachłanniej. Rozplątywanie każdej z nitki splatanego kłębka historii bohaterów boli, zmusza do refleksji nad samym sobą. Widzisz siebie, swoje przeżycia. Chcesz uciec, próbujesz, walczysz sam z sobą, ale wiesz już, że to nie ma sensu. Nie ma możliwości, by uciec przed samym sobą. Każdy z nas dojdzie do swojej „ściany” pytanie pozostaje otwarte: czy jesteś gotowy o siebie zawalczyć i czy jesteś gotowy na zmianę. Każdy z nas boi się zmiany, powodując dysonanse, ból. Wolimy to, co znamy, co jest „oswojone” przez nas. Zawsze boli. Ta historia pokazuje i daje nadzieję, że warto walczyć o samego siebie, swój świat, swój dobrostan i szczęśliwość :) Trzeba jednak pamiętać, że to proces, długi proces. Ale zawsze warto. Dla siebie to zrobić. Zachęcam i polecam. Ostrzegam, że to nie będzie zwykłe czytanie, a twoja własna psychoterapia. Jesteś gotowy/a?
Jeanette ksiazka_na_przesluchaniu - awatar Jeanette ksiazka_na_przesluchaniu
ocenił na 10 3 lata temu
Siostra Małgorzata Saramonowicz
Siostra
Małgorzata Saramonowicz
Postmodernistyczna książka o antynatalizmie lub aborcji. A może o czymś innym? Główna bohaterka (Maria) zapada w śpiączkę, po zajściu w ciąże, i nikt nie wie czemu. Wątek detektywistyczny jej męża Jakuba wokół śpiączki stanowi rdzeń fabuły. Jednak tajemnica nie jest zbyt głęboka i szybko książka staje się przewidywalna w nie do końca przyjemny sposób. Narrator kombinuje, męcząc i przeciągając tę tajemnicę już gdzieś od połowy książki. Mimo jej długości (174 strony), tempu przydałaby się poprawa lub samej książce odchudzenie. Motyw detektywistyczny będący głównym wątkiem nie jest zatem najlepszy, ale bardzo ciekawe jest to, co się za nim kryje – horror lub thriller psychologiczny. Horror przypominający czasem prozę Kinga, a także niewyobrażalną grozę Przedwiecznych Lovecrafta. Przedwieczni Saramanowicz przejawiają jednak bardziej bibilijne lub freudowskie cechy i pozostaje pytanie, czy mieli być tajemnicą. Sama okładka (lub strona tytułowa) potrafi zaspoilerować, kim są. A jednak w samym tekście prawda jest odkrywana powoli. Wykreowany świat, albo jego metaforyczność jest tym, co jest właśnie najciekawsze, godne refleksji i przede wszystkim – niepokoju. Jest tak, ponieważ poza niezbyt dobrym wątkiem detektywistycznym, postacie są bardzo płaskie i stereotypowe. Służą przede wszystkim pchaniu fabuły mniej lub bardziej nieudolnie. Mąż (Jakub), choć potrafi być zabawny przez swoje filozoficzne podejście, ostatecznie jest antypatyczny. Ma on swoje momenty akcji, co może zachęcać nas do nieco cieplejszego podejścia (czasem wręcz przeciwnie), ale niestety dominuje u niego przede wszystkim bezmyślność. Poza nim obserwujemy świat jeszcze z dwu innych perspektyw, które są pozornie omnipotentne: Przedwiecznych Saramanowicz i Marii, żony Jakuba, która zapadła w śpiączkę. Gdy Jakub stara się mniej lub bardziej odkryć tajemnicę, Przedwieczni i Maria monologują do siebie. Robią to w bardzo metafizyczny i niejasny sposób, co jest ich siłą. Aż do momentu, gdy Przedwieczni stają się narzędziem czystej ekspozycji. Mam co do tego mieszane odczucia. Działają tutaj jak deus ex machina. I to nie dla Marii albo Jakuba, a dla nas – czytelnika. Spełniają swoją rolę dobrze, ale nadal to narrator stworzył sytuację, w której było konieczne odsłonięcie dla czytelników fragmentu tajemnicy. Mimo wad "Siostrę" czyta się sprawnie i szybko, co zawdzięczamy zapewne też krótkości jej rozdziałów. Ale by nie być tak okrutnym, trzeba przyznać, że forma przedstawienia różnych form narracji – różnych postaci, ale też czytanych tekstów – bardzo pobudzająca wyobraźnię. Tekst w cytacie blokowym, pogrubiony lub pochylony pobudza nasz zmysł wzroku lepiej, niż typowa ściana tekstu. Nie jest to jeszcze "Dom z liści", ale graficzne zaznaczenie o zamianie narracji ponad gwiazdkę bardzo ułatwia lekturę. Zauważyłem, że jest audiobook, ale nie wiem, jak rozwiązali tę innowację. Czemu zatem postmodernizm? W książce zanurzamy się w traumy Marii poprzez analizę różnych tekstów kultury. Pojawiają się bezpośrednie odwołania choćby do „Przemiany” Kafki, czy „Sklepów cynamonowych” Schulza. Książka nie tylko nawiązuje do tych i innych dzieł, ale widocznie stara się je przetworzyć. Poza thrillerem psychologicznym i wątkiem detektywistycznym mamy inny wątek – aborcji – kręcący się wokół wątków medycznych. Czyje życie jest ważniejsze, matki, czy dziecka (lub płodu)? Kto powinien decydować za kobietę w śpiączce? Czy dziecko zasługuje na przyjście do tego świata pełnego traum i bólu? Jak opieka zdrowotna traktuje ludzi – jako pacjentów, czy obiekty eksperymentów? W tych refleksjach, a nie w wątku detektywistycznym, leży główny rdzeń powieści. Można też cofnąć się w czasie. W 1996 roku znowelizowano ustawę o aborcji, realnie umożliwiając ją na życzenie. W tym samym roku wyszła recenzowana książka Małgorzaty Saramanowicz. Rok później Trybunał Konstytucyjny wycofał nowelizację, utrwalając tę sytuację na 20 lat. Skłania to do rozpatrywania książki przez pryzmat aborcji jako takiej. Ale czy to na pewno właściwy klucz? Zakończenie książki jest w tej refleksji równie ciekawe. Pozostaje zamknięte, ale niejednoznaczne moralnie. „Siostra” zadaje ciągle pytanie, czy dzieci powinny przychodzić na świat. W końcu świat to tylko ból, traumy i cierpienie, prawda? Może pozbycie się go lub niedopuszczenie do niego, to coś dobrego? „Siostra” Małgorzaty Saramanowicz jest ciekawa. Zadaje czytelnikowi wiele pytań i nie daje odpowiedzi. Jednak ich perspektywa jest tendencyjna i trzeba z nimi uważać. Sama książka pozostawia wiele do życzenia i to, co się za nią kryje, wydaje się najlepsze. Dlatego, jeśli kogoś interesują zawarte w niej tematy, to powinien być w stanie z łatwością przez nią przejść. Jednak jeśli ktoś chce czegoś lekkiego i przyjemnego z dreszczykiem emocji, to nie jest raczej lektura dla niego. Dzieją się tu prawdziwie body horrorowe rzeczy i nie tylko. ANEKS lekkoSPOILEROWY Niżej zostanie zaspoilerowanie, kim są Przedwieczni. Na początek rozpocznę od małego kalendarium, gdzie pojawiają się w latach 90. podobne motywy. 1991 „Nagi lunch” reż. Davida Cronenberga (jest też w książce) 1996 „Karaluchy pod poduchy” reż. Johna Paysona, „Siostra” Małgorzaty Sramanowicz 1997 - „Fallout” Black Isle Studios, „Faceci w czerni” reż. Barry'ego Sonnenfelda 1998 - „Fallout 2” Black Isle Studios, „Ostatni kontynent” Pratchetta We wszystkich tych utworach pojawia się w zauważalnych rolach karaluchy lub robaki. Przypadek??? Nie sądzę. Pewnie tak, albo inspiracja Cronenbergiem. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Targówek m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 6 3 miesiące temu
Betonowy ogród Ian McEwan
Betonowy ogród
Ian McEwan
Historia od początku intryguje i trzyma w napięciu. Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału, gdzie wszystkie elementy istotne fabularnie zostają rozstawione jak pionki na szachownicy, wiemy, czego możemy się spodziewać i przypuszczamy, co się stanie. I ta świadomość jest niepokojąca, nie pozwala się oderwać od opowiadania, bo obiecuje coś niespotykanego i niecodziennego. Miejsce wydarzeń jest oderwane od rzeczywistości, odizolowane, jakby nie istniało naprawdę; widać tu nawiązanie do biblijnego Edenu, miejsca uznawanego za alegorię dzieciństwa, z którego wygnanie byłoby inicjacją wejścia w dorosłość. Z tą różnicą, że pierwsi ludzie w Edenie - dzieci w Cementowym Ogrodzie, musiały pochować swojego Boga - swoją matkę i teraz pozostawione same sobie, bez nadzoru, nie wiedzą, co mają robić, nie mają kierunku, celu poza utrzymaniem stanu obecnego. Do wygnania nigdy nie dochodzi. Mamy wgląd jedynie w myśli Jacka, 15-latka, który poddaje się swoim potrzebom i kaprysom, coraz bardziej odczuwając zobojętnienie i tęsknotę za matką, siłą wyznaczającą kierunek, dającą zrozumienie i ciepło. Naturalnie pojawia się w nim poszukiwanie wzoru postępowania, jakim jest postać z książki przygodowej i poddanie się woli kogoś, kto daje poczucie celowości spełniające się w zaimponowaniu starszej siostrze. Dzieci ani razu nie wspominają w opowieści o abstrakcyjnych pojęciach, takich jak bóg czy dobro i zło. Nie znają ich, jedyne do czego się odwołują to wstyd, który pojawia się w momencie, gdy najmłodszy chłopiec z rodzeństwa chce włożyć sukienkę. Jednak odrzucają go na rzecz tego, co uważają za zabawne. To jak dzieci radzą sobie z nową sytuacją, rozwija się naturalnie, nie jest zakłócane przez nikogo z zewnątrz. Autor chce, abyśmy zadali sobie pytanie: Co się dzieje, gdy w życiu dziecka zabraknie rodzica, opiekuna, mentora, który narzuca zasady? Czy to jak sobie będzie z tym radzić jest złe? A jeżeli jest to w jakim kontekście? Jeżeli w tym onirycznym świecie istnieje tylko to rodzeństwo i nikt więcej, to dlaczego mieliby żyć inaczej? Kto mówi, że mają żyć inaczej? Element z obcym pojawiającym się w połowie opowiadania, wchodzącym do ich domu, Derekiem jest przypomnieniem, że jednak nie żyją oni w próżni, że społeczne normy wciąż istnieją wokół nich i tylko w kontekście „społecznym” cała sytuacja uważana jest za niemoralną. To, co działo się w ich domu, było tylko ich sprawą, dopóki nie dowiedział się o tym ktoś z zewnątrz. Czy zatem o czynie niemoralnym mówimy tylko wtedy kiedy społeczeństwo tak osądzi? Zakończenie jest otwarte, ale płynie z niego odpowiedź: tak. Autor nie stawia tezy o istnieniu obiektywnej moralności, nie podejmuje kwestii trudniejszych dylematów moralnych, jak na przykład, w przytaczanym przez wielu badaczy literatury nawiązaniu, motywie Kompleksu Edypa; Edyp zabija własnego ojca, w Cementowym ogrodzie z kolei ojciec umiera z powodu choroby. Autor wybrał łagodniejszą wersję, szokującą, jednak nie tak skrajną. Gdyby Jack zabił ojca, nawet przypadkowo, a reszta opowieści pozostałby podobna, nadal zawieszona w próżni braku społecznego osądu i normowania, wszystko potoczyłoby się tak samo, rodzeństwo dostosowałoby się do zaistniałej sytuacji naturalnie i płynnie, po jakimś czasie wykształcając nowe zasady, nie osądzając, tylko akceptując to, co uznałoby za słuszne we własnym kręgu. Przez łagodniejsze przedstawienie sytuacji, wywarcie większego nacisku na opisy czułości i niewinności dzieci dostajemy obraz bardziej przystępny. Pomimo tego, że przez wielu opowiadanie uważane jest za kontrowersyjne, to mając świadomość tego do czego zdolny jest człowiek, wypada na bardzo ostrożne, niemal łagodne jak broszura edukacyjna dla purytan, aby swoją treścią nikogo za bardzo nie gorszyć, ani nie urazić. To debiut zapowiadający pisarza o wnikliwym spojrzeniu na ludzką naturę, napisany językiem wykształconego białego człowieka dla wykształconych białych ludzi z głęboko zakorzenionym chrześcijańskim poczuciem moralności, mający na celu delikatnie zmusić ich do refleksji nad własnymi osądami. Polecam dla tych, którzy nie lubią niczego dosadnie, ale szukają ładnie podanej prawdy ponad kulturowej.
AnnaSiberian - awatar AnnaSiberian
ocenił na 6 4 dni temu
Podróż Bena Doris Lessing
Podróż Bena
Doris Lessing
Podobnie, jak pierwszy tom, drugi również zostawił ślad we mnie. Lessing nie daje komfortu czytelnikowi. Nie odnajdziemy tu czułego pochylania się nad losem jednostki czy łatwej moralistyki. Jest natomiast chłodna, niemal bezlitosna wiwisekcja – człowieka, społeczeństwa, naszych lęków i potrzeby akceptacji, którą oferujemy tylko tym, którzy pasują do naszych ram. Mowa jest też o okrucieństwie zrodzonym z niezrozumienia. Ben nie pasuje. Jest zbyt inny, zbyt obcy, zbyt surowy, zbyt dziki. Nie sposób go polubić, ale nie sposób też go odrzucić bez śladu niepokoju. Lessing wżenia go w okrutny świat, który chce o nim zapomnieć, udając, że to, co nie pasuje, można po prostu wymazać. A on, uparcie i bezradnie, próbuje znaleźć miejsce, które by go przyjęło. Ma potrzebę aprobaty, zrozumienia i czułości ze strony chociażby jednego człowieka. "Podróż Bena" to historia o ludziach, którzy są tak bardzo odmienni, że nie chcemy ich uznać za swoich. Jedyne, na co nas stać, to akceptacja, którą oferujemy tylko na własnych warunkach. Lessing rozszarpuje w drobny mak iluzję humanizmu i przeprowadza brutalną inwazję na zwyczajność. Śmiało opowiada o głębokiej samotności człowieka, o jego tęsknocie za miejscem w świecie, którego być może nigdy nie znajdzie. Ze stron przebija olbrzymia emocjonalność. Narracja pulsuje niepokojem, a każdy akapit skrywa cichą rozpacz głównego bohatera, który wciąż na nowo próbuje zdefiniować siebie w świecie, który nie chce go zaakceptować. Przepiękna, ale trudna historia, nad którą warto było się pochylić. Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej: https://www.instagram.com/anemonenemorose/
AnemoneNemorose - awatar AnemoneNemorose
ocenił na 7 1 rok temu
Kolekcjoner John Fowles
Kolekcjoner
John Fowles
John Fowles bardzo szybko wciągnął mnie w wykreowany przez siebie świat. Bardzo wiarygodnie pod względem psychologicznym ukazana natura socjopaty, jego motywy oraz metodyka działania sprawiły, że losy głównego bohatera, a w zasadzie dwójki bohaterów opowieści śledzi się z zainteresowaniem. Powolne tempo akcji działa w tej historii na korzyść, bowiem Fowles buduje napięcie nie poprzez dynamiczne zwroty akcji, ale poprzez rozbudowę portretu psychologicznego oprawcy i ofiary. Również ukazanie historii z perspektywy dwóch postaci potrafi z narracją zdziałać cuda. Niestety jednak - nie w tym konkretnym przypadku. Historia zaprezentowana oczami Mirandy bardzo szybko staje się nużąca, sama postać bowiem okazuje się mało interesująca, miejscami odpychająca, a znaczna część książki zaczyna sprawiać wrażenie nazbyt sztucznie wydłużonej. Koncentrując się na aspektach związanych ze sztuką oraz wewnętrznych przemyśleniach ofiary, Fowles pokazuje nam Mirandę, jako kobietę, co do której ciężko poczuć jakąkolwiek sympatię. Ten element książki to również ogromny spadek w dynamice całej historii oraz relacji dwojga bohaterów. Przeżywanie ponownie tych samych wydarzeń zaczyna zwyczajnie nudzić. Sytuację ratuje trochę zakończenie, które w moim osobistym odczuciu jest nie tylko satysfakcjonujące, ale też mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy. Finalnie czasu spędzonego z książką nie żałuję, ale spodziewałem się chyba większego efektu 'wow'.
egocentryk - awatar egocentryk
ocenił na 6 3 miesiące temu
Ciało niczyje Krystyna Kofta
Ciało niczyje
Krystyna Kofta
Tematy modernistyczne: proza kobieca / literatura feministyczna / tematy kobiece w literaturze, do których zalicza się „Ciało niczyje”. To pierwsza książka Krystyny Kofty po jaką sięgnęłam. Po przeczytaniu pierwszych stron uznałam, że śmierć na początku historii to nie jest dobry zwiastun. Gdy w życiu głównej bohaterki pojawił się Hiszpan Corrida, na myśl przyszedł mi „Zmierzch”. Sądziłam jednak, że będzie on za główną bohaterkę odpowiedzialny, zadba o nią i wszystko będzie dobrze. „Ciało niczyje” Kofty to dla mnie studnia bez dna. Możemy znaleźć dużo dobrze narysowanych postaci, mocne charaktery i portrety psychologiczne. Do tego, dużo wątków przez co możemy się coraz bardziej zagłębiać w historię. Historię, która jest przesiąknięta ludzkimi dramatami. Hiszpan w pewnym sensie dla Jutty staje się bolesnym wspomnieniem: „Nigdy nie przebaczyła mu, że opisywał ją tak, jakby była wybrykiem natury, cielątkiem o pięciu nogach czy czymś takim”. Oszukał ją podobnie jak hrabia Spondey oszukał jej matkę. „Różnica była taka, że Spondey zabrał klejnoty i uciekł do innej kobiety, Hiszpan natomiast zabrał Juttcie jej wspomnienia i uwolnił się od niej, żeby powrócić do pisania”. Jutta przyjęła jego zniknięcie. Nie szukała go. „Znienawidziła go w ciągu jednej nocy, w czasie której przeczytała posklejane rękopisy. Chciała zapomnieć, że kogoś takiego mogła pokochać”. Trochę brakowało mi jego postaci przez całą książkę – pojawił się tylko na początku i na końcu. Z mężem połączyła ją „przyjaźń i lojalność”, jednak „jej życie przedtem było tabu”. Mimo wszystko „pod pojęciem mężczyzny Jutta wciąż miała na myśli Hiszpana. Był to ideał polegający na syntonii ciał i ducha”. Jutta nie mogła być jednak w pełni szczęśliwa, bo nigdy nie miała matczynej miłości. Jutta przechodzi wielką przemianę. Najpierw liczyła się dla niej miłość, potem pieniądze. Bardziej opłacalne był „wystawianie swojego ciała na lubieżne pieszczoty tych dwóch sentymentalnych i obleśnych jednocześnie, niestarych staruchów, ale to tak się opłacało bardziej niż ślęczenie w biurze projektów za jakąś marną sumę przez cały miesiąc”. Można odnieść wrażenie, że główna bohaterka zapomniała wtedy w ogóle o uczuciach. Pieniądze stały się bezwartościowe, gdy zachowała na raka. Wniosek: priorytety w życiu człowieka się zmieniają. Ciało człowieka przechodzi wielką przemianę. Piękne, sprawne, potem pomarszczone, niedołężne, chorowite. Co więcej, ciało Jutty było niczyje. Ani jej, ani kochanków. Poddane procesom, na które człowiek paradoksalnie wpływu nie ma, obumiera. Na ludzkie ciało i psychikę nieustannie rezonują dobre, złe momenty, radości, traumatyczne wydarzenia. Można powiedzieć, że Kofta nawiązała do motywu traumy transgenetycznej, przekazanej matrylinearnie. Ani babcia Jutty, ani matka nie potrafiły wykrzesać z siebie prawdziwej, czułej miłości do dziecka. Jednak główna bohaterka to przekazywanie traumy przerywa. Paradoksalnie to choroba pozwala jej przerwać błędne koło. Judyth swoimi czarami przywraca zdrowie Jutty i staje się dla niej matką (której nigdy tak naprawdę nie miała). Judyth stworzyła wspólnotę kobiet, która pomaga w cierpieniu. Pozbawia ono płci, więc należy walczyć o kobiecość. Przyznać muszę, że nawiązania do filozofii, religii (o połączeniu wielu religii) i łaciny, według mnie, nic do powieści nie wnosiło. Wprowadzały tylko sztuczną metafizykę, która ostro kontrastowała z pierwotnymi instynktami bohaterów, uwikłanych w mroczne, wręcz surrealistyczne romanse. W tym wszystkim jest jednak trochę wiary w dobre intencje ludzi.
Julia Łoboda - awatar Julia Łoboda
oceniła na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Ptakon

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ptakon