Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu

Okładka książki Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu
Hanna Kondratiuk Wydawnictwo: Paśny Buriat literatura podróżnicza
276 str. 4 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2021-01-22
Data 1. wyd. pol.:
2021-01-22
Liczba stron:
276
Czas czytania
4 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395954719
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu

Średnia ocen
6,6 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
449
413

Na półkach:

Książka pani Kondriatuk bardzo mnie urzekła. Na początku myślałem, że będzie to nudna opowieść historyczna, ale autorka przeżyła ciekawą przygodę i spotkała się twarzą w twarz z ludźmi Polesia, którzy podzielili się z nią swoją historią, tym kim są i jak żyją.
Osobiście bardzo mi się spodobała książka i polecam ją każdemu, kto interesuje się współczesnym życiem na Kresach.

Książka pani Kondriatuk bardzo mnie urzekła. Na początku myślałem, że będzie to nudna opowieść historyczna, ale autorka przeżyła ciekawą przygodę i spotkała się twarzą w twarz z ludźmi Polesia, którzy podzielili się z nią swoją historią, tym kim są i jak żyją.
Osobiście bardzo mi się spodobała książka i polecam ją każdemu, kto interesuje się współczesnym życiem na Kresach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

54 użytkowników ma tytuł Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu na półkach głównych
  • 36
  • 18
10 użytkowników ma tytuł Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bośnia. Muzyka, kuchnia i dobrzy ludzie Argymir Iwicki
Bośnia. Muzyka, kuchnia i dobrzy ludzie
Argymir Iwicki
Dałbym 9-10 gwiazdek, ale na samym końcu autorowi przydarzyło się porażające porównanie, i to nawet nie dotyczące samej Bośni, ale Polski. Podczas rozmowy z jakimś Bośniakiem, na refleksję rozmówcy, jak mogło dojść do wojen w latach 90., autor odpowiada: "-My, Polacy, też przez coś takiego przeszliśmy, w czasie drugiej wojny światowej. Żyliśmy razem z Ukraińcami na jednej ziemi. Chodziliśmy na wesela, na zmianę do cerkwi lub kościoła na Boże Narodzenie. A potem nagle sąsiedzi zaczęli się zabijać siekierami i widłami - w ten sposób Mostar usłyszał historię o Wołyniu i Akcji "Wisła"" Otóż autorze - nie wiem, czy to tylko niezręcznie sformułowane zdania, czy faktycznie postanowiłeś głosić kłamstwa historyczne. Bo owszem, do konfliktu polsko-ukraińskiego przyczyniły się obie strony, i bez problemu można wskazać Polaków, którzy go eskalowali - ale mówienie, że na Wołyniu jedni i drudzy NAWZAJEM się mordowali, to jest kłamstwo historyczne. To tak jakbyś mówił, że w Oświęcimiu Żydzi i Niemcy zabijali się nawzajem. Tak samo stawianie w jednym szeregu Wołynia i Akcji "Wisła" to jest kłamstwo historyczne. Podczas "Wisły" prowadzono przymusowe przesiedlenia, co jest oczywiście wbrew konwencjom międzynarodowym, ale nikt tam nikogo nie zabijał. Ukraińcy byli relokowali na "ziemie odzyskane", gdzie osiedlali się w gospodarstwach poniemieckich. Zrównywanie tego z ludobójstwem na Wołyniu, dokonanym przez Ukraińców na Polakach, to nie jest kwestia jakiejkolwiek interpretacji czy ekspresji literackiej, tylko kłamstwo.
Tissol - awatar Tissol
ocenił na 6 10 miesięcy temu
Szamańska choroba Jacek Hugo-Bader
Szamańska choroba
Jacek Hugo-Bader
Jacek Hugo-Bader to w polskim reportażu marka sama w sobie – reporter „drogi”, który nie boi się brudu, mrozu ani ludzkiego szaleństwa. W „Szamańskiej chorobie” autor ponownie zabiera nas na Wschód, jednak tym razem trasa nie wiedzie tylko przez bezkresne stepy Tuwy czy mroźną Jakucję, ale przede wszystkim przez meandry ludzkiej psychiki i metafizyki. Przyznając tej książce ocenę 7/10, doceniam jej niesamowitą plastyczność, choć momentami odczuwam przesyt autorską kreacją, która spycha bohaterów na drugi plan. Głównym tematem książki jest tytułowa „szamańska choroba” – stan zawieszenia między światami, który według wierzeń ludów Syberii jest sygnałem od duchów, że dany człowiek został wybrany. Hugo-Bader nie jest tu jedynie chłodnym obserwatorem. On wchodzi w ten świat całym sobą: pije z szamanami, uczestniczy w rytuałach, daje się „uzdrawiać” i prowokuje los. To sprawia, że książka pulsuje życiem i emocjami. Autor ma rzadki dar wyciągania z ludzi opowieści, których nigdy nie zdradziliby urzędnikowi czy turyście. Dzięki temu otrzymujemy portrety ludzi rozdartych między pradawną tradycją a brutalną, postradziecką rzeczywistością. Siłą reportaży Hugo-Badera jest ich bezwzględna szczerość. Syberia w jego wydaniu nie jest uduchowioną krainą z folderów o New Age. To miejsce przesiąknięte alkoholem, biedą i poczuciem beznadziei, gdzie szamanizm często miesza się z szarlatanerią, a prawdziwa wiara z desperacją. Reporter genialnie pokazuje, jak współczesny człowiek próbuje odnaleźć sens w świecie, który dawno go utracił. Opisy przyrody są tu surowe i piękne, ale to zawsze człowiek – z jego słabościami i lękami – pozostaje w centrum uwagi. Mimo niewątpliwego talentu narracyjnego, „Szamańska choroba” cierpi na pewną przypadłość typową dla późniejszych dzieł autora: egocentryzm. Momentami odnosi się wrażenie, że to nie szamani są najważniejsi, ale to, jak Jacek Hugo-Bader na nich reaguje i jak on sam prezentuje się w danej scenerii. Ta skłonność do gonzo-reportażu jest fascynująca, ale może męczyć czytelnika szukającego bardziej obiektywnej wiedzy o kulturze Syberii. Niektóre wątki wydają się też urwane, a konstrukcja książki, będąca zbiorem reportaży, bywa nierówna pod względem napięcia. „Szamańska choroba” to lektura intensywna, pachnąca dymem z ogniska i tanim tytoniem. To wyprawa do świata, w którym granica między sacrum a profanum jest cieńsza niż skóra na bębnie szamana. Jacek Hugo-Bader stworzył fascynujący dokument o przetrwaniu ducha w trudnych czasach. To pozycja obowiązkowa dla fanów literatury faktu, którzy lubią, gdy reporter ryzykuje własną równowagą psychiczną, by dostarczyć nam mocną opowieść. To solidna „siódemka” – książka z duszą, choć momentami zbyt mocno zdominowana przez jej autora.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 23 dni temu
Dal. Listy z Afryki minionej Marcin Kydryński
Dal. Listy z Afryki minionej
Marcin Kydryński
Marcina Kydryńskiego znałam dotąd jedynie z radiowej Trójki. Tymczasem to także uznany fotograf, podróżnik i kawał rasowego gawędziarza. Ta pokaźna księga to jego opowieści o Afryce czasów kolonialnych, inspirowane głównie starymi pocztówkami z Czarnego Lądu; opowieści z przeszłości tego ogromnego, bogatego kulturowo i w zasoby naturalne kontynentu, zabarwione odrobinę osobistymi doświadczeniami autora. "Dal" to lektura mega interesująca, świeża, zaskakująca i ... przyprawiająca o porządne ciary. Wrażeń tu pod dostatkiem. Obłędna przyroda, intrygujące konflikty, karkołomne wyprawy, odkrycia, szokujące praktyki kolonistów i lokalne rytuały, upał, od którego można dostać na głowę... A to wszystko opowiedziane z niezwykłą, fotograficzną dbałością o szczegóły, z fascynacją oraz wiedzą i pasją, których można tylko pozazdrościć. Wisienką na torcie są tu polskie akcenty wśród sporego grona znanych postaci, o których Kydryński wspomina, jak np. wzmianka o Henryku Sienkiewiczu, który wybrał się do Afryki na polowanie (i swoją drogą nie do końca zachował jak dżentelmen). Ta książka uświadomiła mi, jak mizerna jest moja wiedza o tej (całkiem pokaźnej przecież) części świata, czerpana głównie z kina, z "W pustyni i w puszczy" i migawek w tv. Poza mnóstwem ciekawych historii i wartych poznania faktów pozostawia też po sobie wrażenie, że mimo cywilizacji i rozwoju przez ponad sto lat Afryka nadal zmaga się z górą starych problemów. Bardzo polecam, jeśli chcecie przeczytać coś egzotycznego, niezwykłego i arcyciekawego, od czego autentycznie ciężko się oderwać.
olga - awatar olga
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Moja podróż do Rosji Antoni Słonimski
Moja podróż do Rosji
Antoni Słonimski
Ponoć Słonimski miał problemy przez cykl reportaży pt. Moja podróż do Rosji. W czasach PRL, bo była antykomunistyczna, a po ‘89 bo była prokomunistyczna. Nie dogodzisz. Choć prawda jest taka, że Słonimski i gani i chwali, ale to chwalenie nie jest namolne i jakieś bardzo przesadne. Ze słów autora da się wyczuć, że on naprawdę wierzył w pewną ideę. W kontekście “przodowania Rosji cywilizowanemu światu” pisze tak: “Poczucie konstruktywnej i celowej pracy, świadomość ważności i godności codziennych wysiłków jest silnym narkotykiem”. Niech mi nikt nie mówi, że to właśnie poczucie nie jest ważne i aktualne nawet dzisiaj. I w takim właśnie stylu śledzimy Słonimskiego, gdy wędruje po Moskwie i innych miastach. Kiedyś już tu był i szuka, co się zmieniło, czy widać wyraźnie rewolucję i zapowiadany przez komunistów ład, dobrobyt i powszechną szczęśliwość. Niestety co i rusz dochodzi do wniosku, że wcale nie widać. A nawet wręcz przeciwnie. 🚂 Dwie twarze Rosji Autor przytacza obrazki smutne. Ludzie żyją nawet nie w biedzie, a w nędzy. Opisuje, że pewnego dnia widzi nagrywanie filmu o Moskwie i statystów przebranych za jej mieszkańców. Obok zaś stoi grupa prawdziwych mieszkańców, bez butów i w mocno zniszczonych ubraniach. Sporo w Mojej podróży do Rosji jest tego typu scenek. Słonimski często jest pod “opieką” służb, które starają się, żeby zobaczył tylko jasną stronę kraju Rad. Oprowadzają go po miejscach reprezentatywnych, wraz z grupą Amerykanów i innych obcokrajców, którzy wierzą w to, co oprowadzający mówią. Ale Słonimski wie swoje. Czasami urywa się “opiekunom” i sam zwiedza różne miejsca. Dzięki znajomości rosyjskiego udaje mu się dotrzeć do prawdziwszej prawdy i pogadać także z “prawdziwymi”, nie podstawionymi ludźmi. Prawda niestety jest smutna. Natomiast jak to u Słonimskiego, mistrza słowa, podana jest w taki sposób, że zdarzyło mi się nawet pary razy parsknąć śmiechem nad przemyconą ironią, czy sarkazmem. Także zastanowić się nad tym, co Słonimski spostrzegł i o czym szczerze napisał. Bo to, że jest to dziennik szczery, raczej nie ma wątpliwości. 🚂 Z ironią i sarkazmem Życzyłabym sobie, żeby wszystkie relacje z podróży były pisane właśnie w taki sposób. Szczególnie, że autor używa specyficznego zabiegu – dzieli siebie na trzy. Dwie dodatkowe “podosoby” to Sceptyk i Entuzjasta. To, co Słonimski widzi, komentuje z trzech różnych punktów widzenia. Otrzymujemy więc wyjątkową książkę, która daje wgląd w to, jak wyglądała Rosja w 1932 roku. Z dodatkową odrobiną przemyśleń na temat idei komunistycznej, natury ludzkiej oraz przyszłości. I to okraszone wspaniałym, złośliwym humorem Słonimskiego. Takie książki lubię czytać najbardziej.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 1 rok temu
Bałkany na czterech kółkach Aleksandra Zagórska-Chabros
Bałkany na czterech kółkach
Aleksandra Zagórska-Chabros
„Bałkany to nie tylko miejsce na mapie, to stan umysłu, w którym chaos staje się melodią, a kurz na masce samochodu jest najpiękniejszą pamiątką z podróży”. Książka Aleksandry Zagórskiej-Chabros „Bałkany na czterech kółkach” to pozycja, która na polskim rynku literatury podróżniczej zajmuje miejsce szczególne. Autorka, znana wielu czytelnikom z popularnego bloga Bałkany według Rudej, udowadnia, że o tym regionie Europy można pisać bez popadania w martyrologiczny patos czy wyłącznie polityczne analizy. To przede wszystkim hymn na cześć wolności, jaką daje podróż własnym samochodem, i zachęta do porzucenia utartych szlaków na rzecz tych wyboistych, szutrowych dróg, które prowadzą do najprawdziwszych spotkań. To, co w tej książce zachwyca najbardziej, to jej niezwykła praktyczność połączona z pasją. Zagórska-Chabros nie jest turystką, która „zalicza” kolejne punkty widokowe. To podróżniczka, która Bałkany czuje pod kołami i w sercu. Autorka prowadzi nas przez Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Serbię i Macedonię Północną, serwując mieszankę rzetelnych porad logistycznych z barwnymi opowieściami o ludziach i miejscach. Dowiemy się z niej nie tylko, jak przygotować auto na trudne górskie podjazdy, ale też gdzie znaleźć najpiękniejsze dzikie campingi i u kogo zjeść najlepszy burek w okolicy. Wizualna i merytoryczna strona publikacji zasługuje na entuzjastyczne brawa. Książka jest bogato ilustrowana zdjęciami, które nie są wygładzonymi pocztówkami z katalogów biur podróży, lecz autentycznymi klatkami z życia w drodze. Autorka ma świetne pióro – pisze lekko, z humorem, ale i z ogromnym szacunkiem do lokalnej kultury i trudnej historii regionu. Potrafi w jednym rozdziale opisać absurdalne sytuacje na granicach, by w kolejnym z czułością pochylić się nad gościnnością mieszkańców zapomnianych wiosek w Górach Przeklętych. Największą wartością „Bałkanów na czterech kółkach” jest to, że odczarowuje ona lęki. Autorka pokazuje, że region ten, choć momentami nieprzewidywalny, jest bezpieczny, fascynujący i niezwykle różnorodny. To idealna lektura dla tych, którzy planują swój pierwszy „road trip” w tę stronę świata, ale też dla starych wyjadaczy, którzy szukają inspiracji do eksploracji mniej znanych terenów, jak chociażby serbskich dróg wzdłuż Dunaju. Podsumowując, książka Aleksandry Zagórskiej-Chabros to niezbędnik każdego miłośnika overlandingu i Bałkanów. To inspirujący przewodnik, który udowadnia, że najlepsze przygody zaczynają się tam, gdzie kończy się zasięg GPS-u, a zaczyna intuicja i uśmiech drugiego człowieka. Po odłożeniu tej lektury jedyną rzeczą, o której marzy czytelnik, jest sprawdzenie poziomu oleju w silniku i ruszenie przed siebie, na południe.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca Artur Klinau
Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca
Artur Klinau
Życie w komunistycznym mieście. „Czy było lepsze miejsce, w którym odrodzić się mogło Miasto Słońca Utopii, Wyspy, której nie ma, niż Kraina, której nie ma, zamieszkana przez Naród, którego nie ma, ze stolicą w Mieście, którego nie ma? Miasto Słońca jako fizyczne ciało mogło zamieszkać jedynie w mieście idealnie bezcielesnym”. Sięgając po książkę pod tytułem „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca” zupełnie nie wiedziałem, czego się po niej spodziewać. Pewną podpowiedzią było wydawnictwo. Tytuł ten ukazał się bowiem w serii Sulina nakładem Czarnego, słynącego ze znakomitych reportaży. Jego autorem jest Artur Klinau, białoruski pisarz, scenarzysta, malarz i architekt. Mana swoim koncie dwie powieści, za jedną z nich w roku 2014 otrzymał Nagrodę Literacką im. Jerzego Giedroycia. Jednak tytuł książki niektórych może wprowadzić w błąd. Nie jest to bowiem klasyczny przewodnik po mieście. Trudno byłoby go wziąć do ręki i spacerować z nim po Mińsku, chociaż nie jest to niemożliwe. Mimo to, a może właśnie dlatego, pozycja ta bardzo przypadła mi do gustu. Autor porusza w nim bowiem szereg interesujących wątków i tematów. Czyni to w sposób prawdziwie ciekawy i zajmujący czytelnika. Jego styl i język są bardzo oszczędne, ale dzięki temu książka jeszcze zyskuje. Biorąc ją do ręki byłem zaskoczony jej objętością – liczy tylko sto pięćdziesiąt stron. O czym więc pisze Klinau? Według mnie przede wszystkim pisze o rzeczywistości komunistycznego państwa. O życiu w komunistycznym mieście i kraju, niezależnie od tego, jak on się nazywa i gdzie leży. Oczywiście autor urodził i wychował się w Mińsku. Nie może więc dziwić fakt, że jednym z bohaterów jego powieści jest tytułowy Mińsk. Pisze o nim z pewnym sentymentem – wszak wszyscy mamy wyidealizowany obraz swego kraju lat dziecinnych. Jednak wraz z upływem lat, wraz z wchodzeniem w dorosłość Artur Klinau zauważa wszystkie paradoksy i cienie komunistycznego miasta, komunistycznego kraju i komunistycznego systemu. Punkt po punkcie obnaża je przed swoim czytelnikiem. Jednak punktem wyjścia dla autora jest historia. Tutaj mam najwięcej zastrzeżeń. Autor pisze bardzo skrótowo, wielkie historyczne procesy i wydarzenia często kwituje jednym zdaniem. Stąd też wskazane jest, aby czytelnik był zorientowany w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów i Rosji, inaczej bowiem ciężko będzie mu zrozumieć mocno hasłowe wywody autora. Szczerze wątpię, czy czytelnik zachodni zrozumie te fragmenty. Do niektórych fragmentów również ja mam zastrzeżenia. Otóż autor stwierdza, że „w roku 1569 Księstwo Litewskie zawarło z Królestwem Polskim unię skierowaną przeciwko wschodnim agresorom”. Informacja ta, chociaż prawdziwa jest pozbawiona szerszego kontekstu. Autor ciągle pisze o Litwie, o Wielkim Księstwie Litewskim. Nie zauważa, że już od 1385 roku Litwa znajdowała się w unii z Polską. Fragment o Wojnie Północnej jest tak napisany, że ktoś nie znający historii bardzo niewiele z niego zrozumie. Jest jednak coś, co jest olbrzymią wartością dodaną tej książki. To wspomniana już przeze mnie charakterystyka życia w komunistycznym państwie. Czy bowiem życie wyglądało tak tylko w Mińsku? A może każde państwo za Żelazną Kurtyną było takim właśnie Miastem Słońca. Miejscem, które rządziło się swoimi prawami. Miejscem, gdzie „Słowo było ważniejsze od Rzeczywistości” – cóż za genialna fraza. Komuniści nie przejmowali się rzeczywistością. Oni ją kształtowali. Jeżeli coś nazywali, to ludzie tak na to mówili. Nikt nie mógł mieć własnego zdania. Nikt nie mógł żyć poza Systemem, który otaczał i przenikał wszystko. Czego mi w książce zabrakło? Zabrakło mi dziejów najnowszych Mińska. Dość powiedzieć, że o epoce Łukaszenki autor wspomina na kilku stronach dopiero w Epilogu. Szkoda, że autor nie poświęcił nieco więcej miejsca, aby przybliżyć czytelnikom, jak Mińsk wygląda obecnie. Reasumując książka „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”, była dla mnie prawdziwą literacką ucztą. Nie spodziewając się tego zupełnie, otrzymałem fascynujące studium życia w komunistycznej rzeczywistości. Autor zastanawia się, czy na Ziemi można zbudować Utopię? Czy może ten eksperyment był tak tragiczny, bo przeprowadzili go Rosjanie? Polecam gorąco wszystkim interesującym się komunizmem, próbą opisu komunistycznej rzeczywistości i uchwycenia jej istoty. Według mnie to świetna książka. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie, czyli wyprawa w świat, którego nie ma Martin Pollack
Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie, czyli wyprawa w świat, którego nie ma
Martin Pollack
Powieść reportażowa Martina Pollacka pt. „Po Galicji. Oświecona podróż przez Bukowinę, Bukowinę i Galicję Wschodnią” to pozycja fundamentalna dla każdego, kto pragnie zrozumieć fenomen mitycznej krainy, która zniknęła z map, ale przetrwała w zbiorowej pamięci. Pollack, wybitny austriacki pisarz i tłumacz, nie kreśli jednak kolejnej sentymentalnej laurki o krainie „mlekiem i miodem płynącej”, gdzie w zgodzie żyli Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Zamiast tego, z reporterską precyzją i historyczną rzetelnością, zabiera nas w podróż po świecie, który był domem dla nędzy, brudu i głębokich podziałów społecznych. Autor przyjmuje rolę przewodnika po dawnym kraju koronnym Austro-Węgier, rekonstruując obraz Galicji przełomu XIX i XX wieku. Pollack unika patosu. Jego narracja opiera się na faktach, starych rozkładach jazdy, ogłoszeniach prasowych i relacjach z epoki. Dzięki temu czytelnik może niemal poczuć zapach nafty w Drohobyczu, błoto na ulicach Brodów czy gwar wiedeńskich kawiarni przeniesiony na grunt lwowski. Galicja w ujęciu Pollacka to przestrzeń kontrastów: z jednej strony dynamicznie rozwijający się przemysł naftowy i aspiracje intelektualne elit, z drugiej – skrajna bieda galicyjska, analfabetyzm i wszechobecna korupcja. Niezwykle istotnym wątkiem książki jest kwestia wielokulturowości. Pollack pokazuje, że współistnienie różnych nacji i religii nie było sielanką, lecz trudnym balansem, często naruszanym przez rodzące się nacjonalizmy. Autor ze szczególną uwagą pochyla się nad losem społeczności żydowskiej – od ortodoksyjnych sztetli po zasymilowaną inteligencję. Opisuje świat, który zaledwie kilka dekad później został niemal całkowicie zmieciony z powierzchni ziemi przez totalitaryzmy XX wieku. To sprawia, że lektura „Po Galicji” ma w sobie coś z archeologii – Pollack odkopuje fundamenty świata, po którym pozostały jedynie cmentarze, ruiny synagog i zdziczałe sady. Książka jest również fascynującym zapisem podróży fizycznej. Autor prowadzi nas przez konkretne miasta: Kraków, Lwów, Czerniowce, Stanisławów, pokazując ich specyficzną atmosferę i architekturę, która do dziś stanowi wspólny mianownik dla mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej. Pollack posiada rzadką umiejętność ożywiania statycznych opisów – dzięki niemu Galicja przestaje być tylko terminem historycznym, a staje się żywym organizmem. Reasumując, „Po Galicji” to lektura obowiązkowa, która uczy pokory wobec historii. Martin Pollack demitologizuje Galicję, nie odbierając jej przy tym uroku, a jednocześnie przypomina o wspólnych korzeniach dzisiejszej Europy. To książka o utraconej tożsamości, o świecie, który był niedoskonały, ale boleśnie ludzki. Po jej przeczytaniu inaczej patrzy się na krajobraz za oknem pociągu jadącego z Krakowa do Przemyśla czy Lwowa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 3 miesiące temu

Cytaty z książki Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Prypecią do Nobla. Reportaż z krainy mokradeł i bursztynu