Początek tej książki przypomina trochę oświeceniowe opowieści podróżniczo - awanturnicze.
Po Rewolucji Francuskiej włoski duchowny zostaje wysłany z papieską misją do Polski. Towarzyszy mu hrabina Sophie Krzywopalczasta (nazwiska w powieści są na ogół bardzo dziwaczne :). Hrabina umila podróż papieskiemu wysłannikowi snując epicką opowieść o swojej burzliwej przeszłości. W ekwipażu jej towarzyszą podróży znajduje się portret włoskiego księcia d’Arzipazzi, który dzięki czarciej sztuczce, żyje w obrazie i jest narratorem tej powieści.
Przez 200 lat ten niezwykły portret wędruje przez ziemie polskie i na skutek historycznych zawirowań jest przekazywany z rąk do rąk i z domu do domu. Staje się świadkiem dramatycznych wydarzeń z polskiej historii: trzeciego rozbioru, krwawych powstań narodowowyzwoleńczych, skrajnie okrutnej i brutalnej rabacji galicyjskiej, buntów robotniczych, odzyskania niepodległości, dwóch wojen światowych i stalinowskiego terroru, który na koniec drugiej wojny światowej zafundowali nam ważni politycy.
Włoski hrabia z obrazu o Polsce wie tylko tyle, że jest to bardzo mroźna i dzika kraina oddzielająca carskie imperium oparte na terrorze od cywilizowanej Europy. W tajemniczej Polsce włoski arystokrata uwieczniony na portrecie obok biedy i dziwnych ludzi spodziewa się zobaczyć na ulicach miast białe niedźwiedzie oraz podkute renifery ciągnące sanie. Zastaną rzeczywistość odbiera na swój sposób, z ironią, niezrozumieniem i często z rozbrajającą naiwnością.
Początkowo bawiły mnie te wszystkie jego pomyłki, niedomówienia, brak zrozumienia sytuacji Polaków i ich mentalności. Dodatkowo tę odmienną perspektywę włoskiego opowiadacza zubaża jeszcze fakt, że ma on bardzo ograniczone pole widzenia - widzi i słyszy tylko to, co dzieje się w pokoju, w którym jego wizerunek wisi na ścianie.
Obserwacja „nowych rodaków” ze ścian ich gabinetów, bawialni, a nawet sypialni staje się źródłem licznych zaskoczeń i niespodzianek, żartobliwych uwag i infantylnych komentarzy Włocha. Kiedy już w końcu zaczyna on cenić polski patriotyzm i oddanie sprawie odzyskania niepodległości, to i tak ciągle jednak nie nadąża za dziejowymi zmianami. A okres komunizmu postrzega jako zaprzeczenie wszystkiego, czego do tej pory nauczył się o Polakach i ich mentalności.
Przez kartki utworu przewijają się postaci doskonale znane z polskiej historii, ale niewiele mówiące głównemu bohaterowi. I tak dowiadujemy się np. że powóz papieskiego wysłannika zatrzymali dziwni żołnierze o broni zrobionej z kos postawionych na sztorc, do pana domu przychodzi niezwykle zdolny młody poeta Ignaś, że przed upadkiem powstania na jakimś przyjęciu grał na fortepianie młodzieniec o francuskim nazwisku, mieszkańcy domu rozmawiają o wielkim poecie organizującym legion polski w Turcji itp. Pisarz wciąga więc czytelnika w swoistą grę w odczytywanie historycznych tropów.
Książkę czyta się początkowo lekko z uśmiechem, a momentami nawet z wypiekami na twarzy. Humorystyczny język, pełen ironii na temat Polski i ważnych dla nas wydarzeń pozwala spojrzeć na historię naszego kraju z boku, obiektywnie ocenić naszą martyrologię, mity i stereotypy.
Dzięki zawirowaniom dziejowym obraz trafia m.in. do Warszawy, Krakowa, Łodzi, do galicyjskich ziemian, arystokratów, urzędników, intelektualistów, rewolucjonistów, przemysłowców, bogaczy, biedoty i szumowin. W ten sposób w powieści zarysowane zostaje bardzo obszerne tło społeczno - obyczajowe.
Kiedy wkraczamy w dwudziestolecie międzywojenne wyczuwamy zmęczenie pisarza, który "usypia" narratora. Po wojnie w czasach stalinowskich narrator wyraźnie przestaje rozumieć nowe realia przez co jego opowieść bywa mocno "bełkotliwa". Obraz rzeczywistości zaczyna się deformować, przekaz staje się gorzki, ironiczny, sytuacje, które dawniej bawiły zaczynają nużyć i niepokoić surrealizmem:
🔰"W drodze (...) mogłem ze zdumieniem stwierdzić, że lud, któremu przyszło rządzić, wcale nie jest radosny. Dookolne mordy ponure czegoś, domy nie za czyste, jakby nie było komu być dozorcą i tylko piękna krwistość licznych płócien na kijach ożywia pejzaż, który chciałoby się nazwać martwą naturą."
Po śmierci Stalina, w krótkim okresie odwilży obraz trafia do rodziny dotkniętej po wojnie represjami. Przysłuchując się rozmowom domowników narrator dowie się o łagrach, zbrodniczych działaniach komunistycznego reżimu, więźniach politycznych i stwierdzi:
🔰"Dowiedziałem się (...), że wszystko, co mi się dotąd podobało, jest także złym snem, tyle, że przeżywanym na jawie. Całe więc przedsięwzięcie rosyjskie wykluło się w umyśle szaleńca, a człowiek, którego czczono po sąsiedzku, był zbrodniarzem, którego nikt w historii nie prześcignął w wyginięciu swoich, bo wyginięcie obcych, zwłaszcza zwycięskie, może być niekiedy uważane za cnotę. Bliscy mi panowie mówili o dziesiątkach milionów Rosjan i kilku milionach Polaków. Oczywiście przesadzali, bo sam Bolesław powiedział zaraz, że za ostatnich carów przez sto lat wybito wyrokiem sądów tylko dwa tysiące ludzi, razem z Polakami z dwóch znanych mi powstań, jak więc to możliwe, tu tysiące, a tam miliony. Jeżeli jednak pomylili się co do liczby, to i tak po raz pierwszy w swoim ułomnym istnieniu poczułem się zażenowany."
Wisienką na torcie jest komentarz narratora do wydarzeń Marca 1968:
🔰"Poeta Mickiewicz towarzyszył mi duchem od dawna w moim trwaniu tutaj i dobrze to tylko świadczyło o narodzie, który tak długo przechowuje pamięć dzieła swojego wieszcza. Tytuł przedstawienia niezbyt poetyczny, ale domyślałem się, iż pod zgrzebnością nazwy kryje się prawdziwy wulkan uczuć miłosnych, inaczej przecież nie podbito by serc młodzieży. Na pewno też w głównej roli akorka, w której kocha się pół miasta i do której powozu zamiast koni wprzegaja się gimnazjaliści. Kupienie biletu graniczyło z cudem (...). Jedyne czego nie mogłem zrozumieć, to strach dyrekcji teatru przed tłumem chętnych do zetknięcia się z Mickiewiczem(...) niespodziewane bowiem zdjęto przedstawienie z afisza. Taka ostrożność nie mogła się spodobać młodzieży, która wybuchła na podobieństwo prochu, oczekującego tylko na przyłożenie lontu. Kim był dzielny artylerzysta, nie miałem pojęcia. Mówiono co prawda, że za wszystkim stoi sławny dygnitarz - wozak, którego tak lubił obserwować z balkonu prezes Syryjczyk, ale to nie do wiary, aby jeden człowiek miał takie możliwości. Studenci pozamykali się w swoich uniwersytetach, traktując je jako twierdzę." (s.382)
Od samego początku podziwiałam błyskotliwy pomysł autora na skonstruowanie tej opowieści. Zamysł był imponujący i nietuzinkowy, ale ryzykowny. Pisarz, dzięki świetnemu warsztatowi, ominął prawie wszystkie rafy. Utwór, chociaż obszerny z mocno wybujałą narracją przykuł mnie do siebie, uwiódł stylem, humorem i ironią, zaimponował nieposkromioną wyobraźnią autora. Może tylko za bardzo nieposkromiona była wybujałość wymyślanych przygód erotycznych, podczas których tu i ówdzie z kąta wychylała się i denerwująco skrzeczała mizoginia (np. lekarz badający dziewczęta świadczące usługi seksualne miał "do czynienia z młodymi ciałami, od krępych, różowych, przypominających piękne krowy rasy niderlandzkiej, do smukłych białych, o czarnym owłosieniu..":( Nie oburza mnie to, ale bardzo dziwi, że u schyłku XX w. ktoś mógł jeszcze coś tak odrażającego wymyślić i opublikować. Bo nawet jeśli była to tylko literacka przebieranka mamy tu do czynienia z wulgarnym (bez użycia wulgaryzmów) zdyskredytowaniem kobiet poprzez porównanie ich do gospodarskich zwierząt :(
"Rien na va plus" nie od razu została dopuszczona do druku. Po raz pierwszy powieść ukazała się w 1991 roku.
🎄Grudniowe wyzwanie LC 2025: Przeczytam książkę nominowaną lub nagrodzoną.
Książka została uhonorowana Nagrodą Kościelskich. (7)
Opinia
Przywykłam do tego, że przez wartościowe książki muszę się niejako "przedzierać", że nie czytają się "same", nie "wciągają", tylko wymagają od czytelnika pewnego rodzaju wysiłku, który się jednak opłaca, bo wymowa takiej lektury, posmak obcowania ze sztuką, inspiracja pozostają w umyśle na zawsze. "Prąd zatokowy" należy zdecydowanie do tej grupy książek, które "opłacają się" na wymienione przeze mnie sposoby, a jednak od pewnego momentu nie mogłam oderwać się od czytania, choć wartkiej akcji próżno w nim szukać.
Wiele elementów złożyło się na to zjawisko. Z pewnością zaliczyć do nich można piękny język i erudycję autora. Bohaterowie: charakterystyczni, barwni, wielowymiarowi, autentyczni. Pewnego rodzaju napięcie towarzyszące samemu zgłębianiu fabuły - niejednorodność stylu zadawała mi kilkakrotnie "zagwozdkę": oto najpierw przyszły silne i pozytywne skojarzenia z Umberto Eco, które ustąpiły pełnemu niedowierzania wrażeniu, że mam w ręku po prostu zgrabną obyczajówkę z elementami fantasy (spodziewałam się czegoś więcej), aby w końcu przekonać się, że to jednak zdecydowanie "coś więcej".
Sama tematyka inspirująca pytania natury duchowej przedstawiona została bez irytującej nachalności i prostych odpowiedzi. Właściwie ostatecznych odpowiedzi nie ma w tej książce żadnych, co czyni ją jeszcze bardziej godną polecenia.
W dodatku wyjątkowo dobrze czytało mi się wątki postaci współczesnych, ponieważ zarysowane zostały z dużym wyczuciem naszej polskiej rzeczywistości i mentalności.
Wyglądana to, że znalazłam swojego ulubionego współczesnego pisarza polskiego.
Przywykłam do tego, że przez wartościowe książki muszę się niejako "przedzierać", że nie czytają się "same", nie "wciągają", tylko wymagają od czytelnika pewnego rodzaju wysiłku, który się jednak opłaca, bo wymowa takiej lektury, posmak obcowania ze sztuką, inspiracja pozostają w umyśle na zawsze. "Prąd zatokowy" należy zdecydowanie do tej grupy książek, które...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to