rozwiń zwiń

Prąd zatokowy

Okładka książki Prąd zatokowy
Jerzy Sosnowski Wydawnictwo: W.A.B. Seria: ...archipelagi... literatura piękna
403 str. 6 godz. 43 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
...archipelagi...
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
403
Czas czytania
6 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
8389291436
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Prąd zatokowy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Prąd zatokowy

Średnia ocen
6,6 / 10
42 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
315
50

Na półkach:

Przywykłam do tego, że przez wartościowe książki muszę się niejako "przedzierać", że nie czytają się "same", nie "wciągają", tylko wymagają od czytelnika pewnego rodzaju wysiłku, który się jednak opłaca, bo wymowa takiej lektury, posmak obcowania ze sztuką, inspiracja pozostają w umyśle na zawsze. "Prąd zatokowy" należy zdecydowanie do tej grupy książek, które "opłacają się" na wymienione przeze mnie sposoby, a jednak od pewnego momentu nie mogłam oderwać się od czytania, choć wartkiej akcji próżno w nim szukać.
Wiele elementów złożyło się na to zjawisko. Z pewnością zaliczyć do nich można piękny język i erudycję autora. Bohaterowie: charakterystyczni, barwni, wielowymiarowi, autentyczni. Pewnego rodzaju napięcie towarzyszące samemu zgłębianiu fabuły - niejednorodność stylu zadawała mi kilkakrotnie "zagwozdkę": oto najpierw przyszły silne i pozytywne skojarzenia z Umberto Eco, które ustąpiły pełnemu niedowierzania wrażeniu, że mam w ręku po prostu zgrabną obyczajówkę z elementami fantasy (spodziewałam się czegoś więcej), aby w końcu przekonać się, że to jednak zdecydowanie "coś więcej".
Sama tematyka inspirująca pytania natury duchowej przedstawiona została bez irytującej nachalności i prostych odpowiedzi. Właściwie ostatecznych odpowiedzi nie ma w tej książce żadnych, co czyni ją jeszcze bardziej godną polecenia.
W dodatku wyjątkowo dobrze czytało mi się wątki postaci współczesnych, ponieważ zarysowane zostały z dużym wyczuciem naszej polskiej rzeczywistości i mentalności.

Wyglądana to, że znalazłam swojego ulubionego współczesnego pisarza polskiego.

Przywykłam do tego, że przez wartościowe książki muszę się niejako "przedzierać", że nie czytają się "same", nie "wciągają", tylko wymagają od czytelnika pewnego rodzaju wysiłku, który się jednak opłaca, bo wymowa takiej lektury, posmak obcowania ze sztuką, inspiracja pozostają w umyśle na zawsze. "Prąd zatokowy" należy zdecydowanie do tej grupy książek, które...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

136 użytkowników ma tytuł Prąd zatokowy na półkach głównych
  • 74
  • 62
39 użytkowników ma tytuł Prąd zatokowy na półkach dodatkowych
  • 27
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Prąd zatokowy

Inne książki autora

Okładka książki Fizyk w jaskini światów Krzysztof A. Meissner, Jerzy Sosnowski
Ocena 7,8
Fizyk w jaskini światów Krzysztof A. Meissner, Jerzy Sosnowski
Okładka książki Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,8
Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Okładka książki Rolke. Fotografie warszawskie Anna Brzezińska, Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Jerzy Sosnowski
Ocena 9,0
Rolke. Fotografie warszawskie Anna Brzezińska, Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Jerzy Sosnowski
Okładka książki Życie nie tylko snem Barbara Młynarska-Ahrens, Jerzy Sosnowski
Ocena 6,6
Życie nie tylko snem Barbara Młynarska-Ahrens, Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski urodził się w 1962 roku w Warszawie, gdzie ukończył studia polonistyczne i mieszka także dziś. Pozostając wiernym naukom humanistycznym, próbował i próbuje sił w różnych zawodach - jako pracownik naukowy na Uniwersytecie Warszawskim, publicysta "Gazety Wyborczej", dziennikarz (prowadził telewizyjny magazyn "Pegaz", obecnie prowadzi radiowy Klub Trójki), krytyk literacki, nauczyciel w szkole średniej, wykładowca na SWPS i, w końcu, również jako autor opowiadań, esejów i powieści. Sosnowski nie stroni od nowoczesnych form komunikowania się ze światem, prowadzi dziennik na własnej stronie internetowej, która jest prawdopodobnie najlepszym i najwiarygodniejszym źródłem wiedzy o jej autorze. To tam można się dowiedzieć, że chętnie dzieli się on z innymi spostrzeżeniami na temat literatury i nie tylko, publikuje teksty o własnych fascynacjach, a także czule wspomina swoją Ukochaną. Jest laureatem Nagrody im. Kościelskich z 2001 roku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatnia wieczerza Paweł Huelle
Ostatnia wieczerza
Paweł Huelle
Paweł Huelle siedział przy biurku i postanowił rzucić monetą. Jeśli wypadnie orzeł, napisze klasyczną, linearną powieść z logiczną i konsekwentną fabułą. Jeśli wypadnie reszka, pomiesza starożytność ze współczesnością, Gdańsk z Jerozolimą i mitologię z Biblią. A że wypadła reszka, to... no sami widzicie, powstała "Ostatnia wieczerza. Tak było. A przynajmniej tak to sobie wyobrażam. W "Ostatniej wieczerzy"Jezus staje naprzeciw Heraklita, a Judasz naprzeciw Słowackiego. Morze Bałtyckie zalewa górę Synaj, a taksówka wjeżdża prosto do piekła. Albo Sopotu. A wszystko to maluje David Rogers. Fabularnie rzecz dzieje się w ciągu jednego dnia. Dwunastu archetypicznyvh bohaterów (biznesmen, artysta, krytyk sztuki itp.) jedzie pozować do obrazu "Ostatnia wieczerza". Rzeczywistość wokół wydaje się chylić ku upadkowi. Dzieje się zło, świat ogarnia apokalipsa, Huelle pokusił się tu o literacką próbkę S-F. Narrator w słanych przez siebie mailach, które tworzą powieść, opowiada o bohaterach, nakreśla retrospekcje z ich życia, czasem zagląda jeszcze głębiej w wielką historię, skąd wyciaga opowieści biblijne, mitologiczne, a czasem wręcz fantastyczne. Interpretować możemy "Ostatnią wieczerzę" jako opowieść o religii i tradycji, o sztuce oraz o prawdzie. Bo ani religia nie jest zerojedynkowa, ani tradycja nie jest nieśmiertelna, ani sztuka nie ma jednego oblicza, ani też prawda nie jest obiektywna. Powieść rozpoczyna się fabularnym chaosem, potem w tym chaosie, nieco bardziej uporządkowanym, trwa, aż w końcu pozostawia czytelnika z półotwartym zakończeniem oraz pytaniami i wątpliwościami. Do pełnego odczytania "Ostatniej wieczerzy" polecam mieć szerokie i głębokie zaplecze kulturowe i historyczne, a przede wszystkim teologiczne i teozoficzne. Bez nich trochę jak bez ręki i lektura może mieć mało wspólnego z przyjemnością.
Emsi - awatar Emsi
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Opowieści chłodnego morza Paweł Huelle
Opowieści chłodnego morza
Paweł Huelle
(Pisane w dniu pogrzebu Autora) To rzecz o ”drugiej stronie” - życia, świata, nas samych – tam, „gdzie załamują się prawa fizyki”. Opowiadania pełne i magii, i całkiem realistycznych plag ludzkości. Tego, co nierozpoznawalne, ale jakoś niewytłumaczalny sposób wyczuwalne. Czego możemy się tylko domyślać, ale co ma jakiś własny stan istnienia… . Okryty ciepłą kołderką nostalgii, nie mogę się zgodzić z jakże licznymi tu opiniami, jakoby ten tom opowiadań Huellego miałby być gorszy od pozostałych. Być może, jeśli za kryterium takiej oceny ktoś uzna częsty brak tradycyjnej - powiedziałbym nawet: schematycznej – akcji. Te opowiadania są po prostu inne, a ich realizm – umowny na pierwszy rzut oka. No bo skoro „jest inny świat”…. Choć nie, jest nieco realizmu np. w „Ucieczce do Egiptu”: atak na uchodźców jeszcze z lat 90. – czeczeńskich uchodźców. Jeszcze wtedy niewyróżniających się tak jak dzisiejsi, o wiele bardziej znienawidzeni i zohydzani. Jeszcze wtedy, gdy pewna partia występowała na rzecz tamtych, ale wyłącznie jako żywego dowodu bestialstwa Putina i tylko jako swego paliwa – tak dziś myślę, bo przez swe ośmioletnie działania ta partia takie prawo sama mi dała, choćby kopulację „uchodźcy” z koniem publicznie prezentując na ministerialnej konferencji.…. I morze, to słynne „chłodne morze” obecne w każdym z tekstów, zarazem jako przeznaczenie, a może klątwa, ale na pewno więcej niż tylko „coś, gdzie dużo wody”…… I jeszcze o tym jest to rzecz, jak wielkie znaczenie, nie tylko symboliczne, ma Księga. Nie tylko ta święta dla jakiejś wspólnoty religijnej, ale i choćby katalog szwajcarskiego domu towarowego z zabawkami. Wszak to my nadajemy znaczenie zawartości zadrukowanego, przyciętego i razem sklejonego papieru. A zatem dla mnie ten zbiór także jest Księgą…. Znakomite jest opowiadanie o Menonitach, społeczności, którą unicestwił hitleryzm, a która odcisnęła swe piętno na Żuławach i okolicach. Pozostały po nich domy podcieniowe i osuszone przez nich tereny ujścia Wisły. No i to ”Mimesis”… Wspaniałe, mocno niepokojące „Öland ” o pokornym pasterzu owiec na szwedzkiej wyspie (byłem, wspaniała – i te brodźce!), którego odwiedza gość z przeszłości… Najpiękniejsze według mnie to „Franz Carl Weber” - zachwycająco-wstrząsające, choć akurat tu w ogóle ani magii, ani morza. Ale poraża losem ojca narratora. Najpierw w mieście, „skąd wyjechał do Sankt Petersburga zaplombowanym wagonem Lenin” (poważny błąd Autora niedostrzeżony przez Wydawcę! – od 1914 r. był to już Piotrogród) wygrał on szczęśliwy los na loterii, by niedługo potem przegrać swój życiowy los na UB… A do tego wspaniała postać kobieca jak najbardziej zasadnie protestująca swą milczącą obecnością gdzie się da przeciw pewnemu biskupowi Sanctae Romanae Eccclesiae (spokojnie, nie naszemu), której nasz narrator oczywiście pomaga ujść przed karzącą ręką nie-sprawiedliwości… Huelle zawsze był piewcą sierpniowego zrywu 1980 i późniejszych przemian – co słusznie nazywa rewolucją. „Cokolwiek sądziłem o niej później, często krytycznie, nie zmieniało to oczywiście cudownego faktu: przyniosła wolność, a naszym przeciwnikom nie spadł choć włos z głowy” (co wielu uznaje za skandal i dowód „zmowy”…) . A zarazem trochę w nim żalu: „ – Wydawało nam się, że o coś walczymy (…). Ale tak naprawdę byliśmy uzależnieni od naszych strażników. Nawet, jak ich zabrakło, mogliśmy rozmawiać tylko o nich (…). Kilkanaście lat po upadku reżimu ludzie w jego kraju wciąż najchętniej rozmawiają o tym, kto na kogo donosił i kto był, czy też nie był tajnym agentem policji politycznej”. PS Inny błąd, raczej wydawnictwa, gdy w „Ukielu” mowa o „krzyku wodnego ptactwa (…) nurków”. Niestety, nie ma takich ptaków, są zaś nury (np. lodowiec albo rdzawoszyi), właśnie teraz zalatujące do nas z Północy. Krzyk tych pięknych, tajemniczych ptaków brzmi jakby dochodził z zaświatów i to chodzi narratorowi gdy wspomina zmarłą żonę…. I jeszcze parę cytatów: „Nigdy jeszcze nie czytał i nie grał tej muzyki. Była przejrzysta jak fugi Bacha, podniosła jak fraza Haendla, wesoła jak takty Vivaldiego, melancholijna jak pieśń Schuberta”. „Zirytowali go politycy: nawet dziecko kłamałoby z większym wdziękiem niż ci panowie oskarżający się nawzajem. Przypominali pijanych, spoconych tragarzy, wyrywających sobie walizkę jedynego pasażera, na jakimś prowincjonalnym, źle oświetlonym, dawno zamkniętym dworcu”. „Marzyć jest niebezpiecznie, bo sny ofiarowują rzeczy niemożliwe i dlatego po przebudzeniu najlepiej wziąć się zaraz do roboty”. „Znał się na ludzkich twarzach i wiedział, do jakiego stopnia spojrzenie czyichś oczu skrywa nikczemność albo dobroć duszy”. W dniu pochówku Pawła Huelle szczególnie wybrzmiewa takie jego zdanie: „Nie miał złudzeń: wszystkie religie bezczelnie kłamały. Bezczelnie, bo z tamtych zaświatowych krain nikt nigdy przecież nie dał znaku”..... Da znak?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 2 lata temu
Balzakiana Jacek Dehnel
Balzakiana
Jacek Dehnel
Cztery mini powieści napisane już w XXI wieku, a wydaje się, jak by sam Balzak to pisał. Trzeba oddać sprawiedliwość autorowi, że wyczucie stylu ma nie od parady! Czytałam jego różne utwory i muszę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że każdy z nich pisała jakby inna osoba, a to znaczy, że Dehnel jest świadomy nie tylko tego, co pisze, ale i JAK pisze. Styl to człowiek – w wypadku tego autora jest całkowicie nieprawdziwe, bo Dehnel jest jeden, a stylów mnóstwo. Tematyka wszystkich utworów również wywodzi się wprost z Balzaka i jego wielkich powieści zebranych w cyklu „Komedia ludzka”, obnażających dusze, wady, zalety i sposób myślenia francuskiego, pardon, polskiego „stanu trzeciego”. Tylko sto kilkadziesiąt lat później, bo i nasze mieszczaństwo rozwinęło się w innym czasie i w innych warunkach niż francuskie. Ale bohaterowie powieści Dehnela kierują się podobnymi motywacjami i systemem wartości jak balzakowscy poprzednicy, w innych dekoracjach oczywiście. W przaśnej, ubogiej nieładnej Polsce drugiej połowy XX wieku, kiedy żyło się naprawdę źle i beznadziejnie. Główną siłą napędową i najważniejszym motywem działania są więc pieniądze, lube pieniądze. Chorobliwe pragnienie zdobycia pieniędzy, wbrew wszystkiemu. Dla pieniędzy ludzie mogą się zakochać, ożenić, pracować w byle jakich, poniżających warunkach, popełnić występek, a nawet zbrodnię, łamiąc przy okazji wszelkie zasady wyniesione z domu, wiary, kościoła i przepisów prawa. Niektórzy (częściej niektóre) bywa, że się zakochują czy przejawiają zainteresowania inne niż kasa, np. artystyczne (malarz Damian, Adrian Helsztyński), u niektórych widać silne pragnienie miłości (Asia z pierwszego utworu, a przede wszystkim Tońcia). Ale autor nie ma dla nich krztyny litości: miłość wynika z głupoty lub krańcowej naiwności, wiara to czysta aberracja, chęć uprawiania sztuki (piosenkarka Halina Rotter) może tylko wywieść na manowce i doprowadzić w chciwe łapy pazernych naciągaczy. A sama sztuka również nie nobilituje. Damian swoje obrazy dobrze sprzedaje, ale bynajmniej nie czyni to go wyrafinowanym, subtelnym artystą, ale gburem i naciągaczem. Halina śpiewa może i dobrze, ale sukcesu nie odnosi. Bohaterowie wywodzą się czasem ze zubożałej szlachty, podupadłej wskutek różnych zawirowań historii. Marzą o powrocie do dawnej świetności (Adrian i jego matka), ale albo nie są w stanie tego osiągnąć, albo co nieco im się udaje na śliskiej drodze, hm, lewych, amoralnych interesów. Czasem im wychodzi (Tońcia), ale wszystkie cztery powieści można uznać za żywą ilustrację tezy, że pieniądze zdobyć trudno, a i tak szczęścia nie dają. I tutaj Dehnel wydaje się być bardzo niesprawiedliwy. O pieniądzach się nie myśli, kiedy się je ma. Bez pieniędzy np. Tońci żyje się bardzo ciężko, a rodzina nią pomiata. Kiedy je zdobędzie, życie jakby lżejsze, ale więzy rodzinne żółkną i rdzewieją z bezinteresownej zawiści. Obie sytuacje nie do pozazdroszczenia, wybór między złym a jeszcze gorszym. Świat przedstawiony w powieściach jest nieskończenie smutny, bez nadziei na lepsze. W ostatniej mini powieści piosenkarka Halina Rotter wydaje się być najsympatyczniejsza i najmniej wyrachowana. Trzeźwo chodzi po ziemi, poprzestaje na małym, ale i jej los nie szczędzi bolesnego upokorzenia i jeszcze boleśniejszego poczucia pustki, osamotnienia, braku zrozumienia przez bliskich w chwili upadku, nie mówiąc już o empatii. Autor patrzy na swój świat przedstawiony ironicznie, złośliwie, a przy tym chłodno i uważnie, niczym entomolog obserwujący wijące się robaki. Nie potrafię tego inaczej nazwać jak elitaryzmem i przekonaniem o własnej wyższości, o odrębności własnego życia. I to jest jedyny zgrzyt, jedyny kolec na ciele tych, doskonałych pod każdym względem, utworów.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 1 rok temu
Tartak Daniel Odija
Tartak
Daniel Odija
W 2003 roku Tartak znalazł się na liście dziewięciu najbardziej cenionych książek prozatorskich, wielokrotnie nominowany był też (i nagradzany) w prestiżowych konkursach literackich. Książka ta określana bywa jako manifest społeczny, badający współczesne obszary nędzy i beznadziei, upominający się o wykluczoną prowincję. Autor łączy w niej realistyczne, obyczajowe sprawozdania i lokalne anegdoty z filozoficznymi komentarzami wiejskiego bajarza. Trochę tu klimatu sennych obrazów, jak z Domu dziennym, domu nocnym Olgi Tokarczuk. Dzięki temu książki nie można sprowadzić do publicystycznego obrazka. Odija faktycznie opowiada o ponurej i biednej prowincji, pozbawionej nadziei. Ale nie jest to reporterski głos, zaangażowany społecznie i politycznie, lecz raczej przypowieść o ludziach, których przetrąciło życie, "pogrobowcach" PRL wpasowanych w ramy półrealnej baśni. Ten mityzujący styl pięknie nawiązuje do podobnych klimatów prozy Andrzeja Stasiuka, Magdaleny Tulli, Pawła Huelle, Piotra Szewca, Lidii Amejko czy Pawła Sołtysa. Klimat opowieści zręcznie podkreśla prosty język, pozbawiony patosu, pompowanego dramatyzmu i wielkich słów. Pomimo tego (dlatego?) Tartak budzi silne emocje... Autor w uroczy sposób przechodzi z poziomu szczegółowego sprawozdania z drobnych wydarzeń, do szeroko kreślonych obrazów, wykraczających poza opisywane chwile ("nie wiedział, kiedy zacząć płakać i z tego wszystkiego zapomniał w ogóle o płaczu, a przecież było mu bardzo smutno. No i na kilka dobrych lat zapomniał, jak się płacze."), realistyczny opis miesza z baśniowym przedstawieniem, a biblijny język narracji z rzeczowością spostrzeżeń i wulgaryzmami bohaterów książki - całej panoramy dziwacznych, trochę strasznych i trochę komicznych indywiduów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 7 6 lat temu
Nic Dawid Bieńkowski
Nic
Dawid Bieńkowski
Dawid Bieńkowski, Nic [recenzja] @Stryczyńska pisze Podchodziłam do tej książki jak mój pies do fit chrupków. No nie mogłam się za nią zabrać. Przeleżała na półce kilka (a może i kilkanaście) ładnych lat, w ciągu których próbowałam się z nią polubić parokrotnie. Nigdy jednak jakoś nie mogłam dotrwać do końca. To trudne doświadczenie, kiedy rezygnuje się z książki nieprzeczytanej w całości, chociaż właściwie nie do końca się wie, dlaczego. Sama do teraz nie wiem, o co mi wtedy chodziło. Być może dopiero teraz dojrzałam czytelniczo do pewnego typu narracji czy innych mankamentów mogących być jednocześnie zaletami. Nie w tym rzecz jednak, żeby to roztrząsać. Istotne jest, że wreszcie dokopałam się do ostatniej strony. Dużo czasu mi to zajęło, choć książka nie jest specjalnie obszerna (niecałe 400 stron). Chwilami po prostu trzeba było się zatrzymać na dłuższy oddech. Tak samo musiałam po niej odpocząć, żeby móc w ogóle cokolwiek na jej temat napisać. Już sama tematyka jest trochę przytłaczająca. Bieńkowski opisuje polskie lata 90. przez pryzmat różnych sytuacji, bohaterów i przede wszystkim wprowadzenia do Polski wielkiej restauracji Positive, stawianej na równi z pojawiającymi się wówczas złotymi łukami. Lata 90. – z jednej strony pełne nowych nadziei, możliwości i szerokich perspektyw, z drugiej strony zaś nadal brutalnie trudne, być może właśnie dlatego, że nowe, wymagające i… rozczarowujące. Ówczesna rzeczywistość opisana jest szczerze, rzetelnie, wiarygodnie. Rozwijający się konsumpcjonizm i zachłystywanie się świeżym światem miesza się z ludzkimi dramatami, przemyśleniami i zwykłą codziennością. Narracja, która tak mnie wcześniej odepchnęła, przeskakuje z jednego bohatera na drugiego, miota się między różnymi sytuacjami, jest nieco chaotyczna, ale jest sens w tym chaosie. Sądzę bowiem, że dzięki temu zabiegowi świetnie oddaje właśnie delikatny chaos tamtych czasów. Nie jestem jednak fanką bezpośrednich zwrotów do czytelnika, które się tutaj co jakiś czas pojawiają w ramach osobnych minirozdziałów. To pasuje do naprawdę nielicznych sytuacji literackich. I choć teraz nie potrafię przywołać z pamięci nawet jednego tytułu, w którym takie rozwiązanie mnie nie raziło, to Nic zdecydowanie nie jest jednym z nich. Trzeba natomiast przyznać, że autor sprawnie porusza się po językowych zaroślach. Zwłaszcza pochwalić należy całkowite zróżnicowanie stylu dostosowanego do różnych postaci. Z jednej strony „Vive la France”, z drugiej „bystra dupka”, a pośrodku… sranie w toalecie dla klientów. To naprawdę duża i naprawdę dobra rozpiętość całkiem sprawnie zrealizowana. Nie jestem do końca pewna, czy to lata 90. są tłem dla Positive’a, czy może jednak Positive jest tłem dla lat 90. A może jedno i drugie równocześnie. W każdym razie realia restauracji, która wreszcie i w Polsce staje się wielką korporacją, pracy w niej na różnych stanowiskach i na różnych szczeblach, zasad w niej panujących czy w ogóle sytuacji gastronomii w różnych rejonach Polski są kluczowe. Jestem w stanie uwierzyć, że kiedy Bieńkowski pisał Nic i kiedy je wydawał (2005), książka mogła być w pewien sposób przełomowa. Otwierać czytelnikom oczy na to, jak naprawdę funkcjonują wielkie sieciówki, restauracje rozsiane po całym kraju, które przed konsumentem budują sobie wizerunek wręcz fantastyczny. Sądzę jednak, że słowa Janusza Majcherka, które pojawiły się w recenzji okładkowej, są zdecydowanie przesadzone – „po przeczytaniu tej książki już nigdy nie weźmiecie do ust hamburgera”. Po pierwsze – Positive serwuje głównie panierowane elementy z frytkami, nie hamburgery (to półżartem, rozumiem, że zaszła tu pewnego rodzaju generalizacja i nic do niej nie mam). Po drugie – wydaje mi się, że ludzie dość rzadko rezygnują z chadzania do knajpy tylko dlatego, że być może pracownikom tam źle. Bo tutaj nie ma serwowania dań zbieranych z podłogi, przyprawiania mięsa na ostro, żeby nie było czuć starą padliną czy wielokrotnego rozmrażania i zamrażania produktów. Nie ma tu nic, co mogłoby gościom obrzydzić samo jedzenie restauracyjne. Są natomiast przekraczane i stawiane granice, mamy wyzysk pracownika i brak szacunku do niego, gratyfikacje, walkę z wyzwaniami, nierealne oczekiwania, zmęczenie, rozczarowanie, sukcesy, zachody słońca, szefów, kelnerów, samochody służbowe i firmowe śniadania. To nie jest perspektywa ani dobra, ani zła. Jest realna. Ale żeby po niej hamburgera nie zjeść…? Nie wiem, jaki ta historia (a właściwie historie) ma ogólny odbiór dzisiaj. Na mnie nie zrobiła wrażenia, nie jest dla mnie w żaden sposób szokująca, zaskakująca. Opisane sytuacje znam z własnego doświadczenia. Wiem, że tak jest. Wiem, że może też być gorzej. Jestem dość mocno związana z branżą gastronomiczną. Być może więc tej świadomości wcale w ludziach nie ma. Być może mój pogląd jest wypaczony przez gastroświatek. Bo kto w gastro pracował, ten się w cyrku nie śmieje. Podsumowując, Nic w momencie wydania najprawdopodobniej było świeże. Dziś chyba już nie zrobi takiego wrażenia. Napisane sprawnie, płynnie, choć nie dla każdego. Do specyficznej narracji trzeba się przyzwyczaić. Zostawię u siebie na półce. Przypomina mi, dlaczego, mimo często dobrego jedzenia, z tego cyrku jednak uciekłam.
Klaudia Stryczyńska - awatar Klaudia Stryczyńska
oceniła na 7 9 miesięcy temu
Złoty pelikan Stefan Chwin
Złoty pelikan
Stefan Chwin
Mówią, że mamy nie oceniać książki po okładce, i mają rację! Oczywiście, że dobrze dobrana okładka wróży lepszy sukces, ale nawet te książki, które czasem mają beznadziejną szatę graficzną mogą być świetne. W wypadku Złotego pelikana... patrzyłam na tą okładkę co jakiś czas, nawet pod czas czytania. Historia o życiu Jakuba jest opisana urywkami, które koniec końców sklejają się w całość i mimo, iż są opowiadane z lekka chaotycznie da się to jest tak, jak być powinno. Z resztą książki są od tego, żeby chociaż trochę ruszyć nasze szare komórki. Ale wracając, budziłam moje szare komórki coraz bardziej z każdym rozdziałem zastanawiając się do jakiej sytuacji ma nawiązywać okładka, albo przynajmniej co ma symbolizować. Jednak nic z tego. Snułam tyle teorii, że nawet nie jestem w stanie o nich napisać. Jednakże zauważam to, jak bardzo się na tym skupiałam, żeby jak najwięcej zrozumieć. I powiem Wam jedno : wszystkim ludziom, którzy czytają gdziekolwiek, cokolwiek i jakkolwiek życzę takich książek jak ta. Takich, które dadzą Ci jak najwięcej mogą, ale też wyciągną dużo z Ciebie. Takich, które Cię porwą, zmuszą do poświęcenia im tak wielkiej uwagi jak tylko możesz. Żeby było jasne, nie wychwalam tej książki ponad niebiosa. Złoty pelikan nie należy do najlepszych książek świata. Jej fabuła jest prosta, z resztą nie tylko fabuła. Wszystko w tej książce jest proste (bynajmniej dla mnie, no bo to human.) i ewentualnie "dialogi" mogły sprawiać problem, ale to nic. Wszystko gra. Czytając to uświadomiłam sobie, jak ważne jest to, by zwracać uwagę na to co się dzieje wokół nas, bo może się zdarzyć coś, co pozornie nie ma znaczenia, a pewnego dnia obudzimy się w zupełnie innym świecie. Nic już nie będzie takie samo, szczególnie my i nasze podejście do życia. Może będziemy się cieszyć, że jakiś okropny okres naszego życia przeminął, albo będziemy żałować, że nie poświęciliśmy tej jednej jedynej chwili więcej uwagi. Podsumowując : prosta książka, z lekka chaotyczna, bez klasycznych dialogów, ma drugie dno (które moim zdaniem warto odkryć) Tak więc, miłej lektury (mam nadzieję)
Margaret - awatar Margaret
ocenił na 6 9 lat temu
Rien ne va plus Andrzej Bart
Rien ne va plus
Andrzej Bart
Początek tej książki przypomina trochę oświeceniowe opowieści podróżniczo - awanturnicze. Po Rewolucji Francuskiej włoski duchowny zostaje wysłany z papieską misją do Polski. Towarzyszy mu hrabina Sophie Krzywopalczasta (nazwiska w powieści są na ogół bardzo dziwaczne :). Hrabina umila podróż papieskiemu wysłannikowi snując epicką opowieść o swojej burzliwej przeszłości. W ekwipażu jej towarzyszą podróży znajduje się portret włoskiego księcia d’Arzipazzi, który dzięki czarciej sztuczce, żyje w obrazie i jest narratorem tej powieści. Przez 200 lat ten niezwykły portret wędruje przez ziemie polskie i na skutek historycznych zawirowań jest przekazywany z rąk do rąk i z domu do domu. Staje się świadkiem dramatycznych wydarzeń z polskiej historii: trzeciego rozbioru, krwawych powstań narodowowyzwoleńczych, skrajnie okrutnej i brutalnej rabacji galicyjskiej, buntów robotniczych, odzyskania niepodległości, dwóch wojen światowych i stalinowskiego terroru, który na koniec drugiej wojny światowej zafundowali nam ważni politycy. Włoski hrabia z obrazu o Polsce wie tylko tyle, że jest to bardzo mroźna i dzika kraina oddzielająca carskie imperium oparte na terrorze od cywilizowanej Europy. W tajemniczej Polsce włoski arystokrata uwieczniony na portrecie obok biedy i dziwnych ludzi spodziewa się zobaczyć na ulicach miast białe niedźwiedzie oraz podkute renifery ciągnące sanie. Zastaną rzeczywistość odbiera na swój sposób, z ironią, niezrozumieniem i często z rozbrajającą naiwnością. Początkowo bawiły mnie te wszystkie jego pomyłki, niedomówienia, brak zrozumienia sytuacji Polaków i ich mentalności. Dodatkowo tę odmienną perspektywę włoskiego opowiadacza zubaża jeszcze fakt, że ma on bardzo ograniczone pole widzenia - widzi i słyszy tylko to, co dzieje się w pokoju, w którym jego wizerunek wisi na ścianie. Obserwacja „nowych rodaków” ze ścian ich gabinetów, bawialni, a nawet sypialni staje się źródłem licznych zaskoczeń i niespodzianek, żartobliwych uwag i infantylnych komentarzy Włocha. Kiedy już w końcu zaczyna on cenić polski patriotyzm i oddanie sprawie odzyskania niepodległości, to i tak ciągle jednak nie nadąża za dziejowymi zmianami. A okres komunizmu postrzega jako zaprzeczenie wszystkiego, czego do tej pory nauczył się o Polakach i ich mentalności. Przez kartki utworu przewijają się postaci doskonale znane z polskiej historii, ale niewiele mówiące głównemu bohaterowi. I tak dowiadujemy się np. że powóz papieskiego wysłannika zatrzymali dziwni żołnierze o broni zrobionej z kos postawionych na sztorc, do pana domu przychodzi niezwykle zdolny młody poeta Ignaś, że przed upadkiem powstania na jakimś przyjęciu grał na fortepianie młodzieniec o francuskim nazwisku, mieszkańcy domu rozmawiają o wielkim poecie organizującym legion polski w Turcji itp. Pisarz wciąga więc czytelnika w swoistą grę w odczytywanie historycznych tropów. Książkę czyta się początkowo lekko z uśmiechem, a momentami nawet z wypiekami na twarzy. Humorystyczny język, pełen ironii na temat Polski i ważnych dla nas wydarzeń pozwala spojrzeć na historię naszego kraju z boku, obiektywnie ocenić naszą martyrologię, mity i stereotypy. Dzięki zawirowaniom dziejowym obraz trafia m.in. do Warszawy, Krakowa, Łodzi, do galicyjskich ziemian, arystokratów, urzędników, intelektualistów, rewolucjonistów, przemysłowców, bogaczy, biedoty i szumowin. W ten sposób w powieści zarysowane zostaje bardzo obszerne tło społeczno - obyczajowe. Kiedy wkraczamy w dwudziestolecie międzywojenne wyczuwamy zmęczenie pisarza, który "usypia" narratora. Po wojnie w czasach stalinowskich narrator wyraźnie przestaje rozumieć nowe realia przez co jego opowieść bywa mocno "bełkotliwa". Obraz rzeczywistości zaczyna się deformować, przekaz staje się gorzki, ironiczny, sytuacje, które dawniej bawiły zaczynają nużyć i niepokoić surrealizmem: 🔰"W drodze (...) mogłem ze zdumieniem stwierdzić, że lud, któremu przyszło rządzić, wcale nie jest radosny. Dookolne mordy ponure czegoś, domy nie za czyste, jakby nie było komu być dozorcą i tylko piękna krwistość licznych płócien na kijach ożywia pejzaż, który chciałoby się nazwać martwą naturą." Po śmierci Stalina, w krótkim okresie odwilży obraz trafia do rodziny dotkniętej po wojnie represjami. Przysłuchując się rozmowom domowników narrator dowie się o łagrach, zbrodniczych działaniach komunistycznego reżimu, więźniach politycznych i stwierdzi: 🔰"Dowiedziałem się (...), że wszystko, co mi się dotąd podobało, jest także złym snem, tyle, że przeżywanym na jawie. Całe więc przedsięwzięcie rosyjskie wykluło się w umyśle szaleńca, a człowiek, którego czczono po sąsiedzku, był zbrodniarzem, którego nikt w historii nie prześcignął w wyginięciu swoich, bo wyginięcie obcych, zwłaszcza zwycięskie, może być niekiedy uważane za cnotę. Bliscy mi panowie mówili o dziesiątkach milionów Rosjan i kilku milionach Polaków. Oczywiście przesadzali, bo sam Bolesław powiedział zaraz, że za ostatnich carów przez sto lat wybito wyrokiem sądów tylko dwa tysiące ludzi, razem z Polakami z dwóch znanych mi powstań, jak więc to możliwe, tu tysiące, a tam miliony. Jeżeli jednak pomylili się co do liczby, to i tak po raz pierwszy w swoim ułomnym istnieniu poczułem się zażenowany." Wisienką na torcie jest komentarz narratora do wydarzeń Marca 1968: 🔰"Poeta Mickiewicz towarzyszył mi duchem od dawna w moim trwaniu tutaj i dobrze to tylko świadczyło o narodzie, który tak długo przechowuje pamięć dzieła swojego wieszcza. Tytuł przedstawienia niezbyt poetyczny, ale domyślałem się, iż pod zgrzebnością nazwy kryje się prawdziwy wulkan uczuć miłosnych, inaczej przecież nie podbito by serc młodzieży. Na pewno też w głównej roli akorka, w której kocha się pół miasta i do której powozu zamiast koni wprzegaja się gimnazjaliści. Kupienie biletu graniczyło z cudem (...). Jedyne czego nie mogłem zrozumieć, to strach dyrekcji teatru przed tłumem chętnych do zetknięcia się z Mickiewiczem(...) niespodziewane bowiem zdjęto przedstawienie z afisza. Taka ostrożność nie mogła się spodobać młodzieży, która wybuchła na podobieństwo prochu, oczekującego tylko na przyłożenie lontu. Kim był dzielny artylerzysta, nie miałem pojęcia. Mówiono co prawda, że za wszystkim stoi sławny dygnitarz - wozak, którego tak lubił obserwować z balkonu prezes Syryjczyk, ale to nie do wiary, aby jeden człowiek miał takie możliwości. Studenci pozamykali się w swoich uniwersytetach, traktując je jako twierdzę." (s.382) Od samego początku podziwiałam błyskotliwy pomysł autora na skonstruowanie tej opowieści. Zamysł był imponujący i nietuzinkowy, ale ryzykowny. Pisarz, dzięki świetnemu warsztatowi, ominął prawie wszystkie rafy. Utwór, chociaż obszerny z mocno wybujałą narracją przykuł mnie do siebie, uwiódł stylem, humorem i ironią, zaimponował nieposkromioną wyobraźnią autora. Może tylko za bardzo nieposkromiona była wybujałość wymyślanych przygód erotycznych, podczas których tu i ówdzie z kąta wychylała się i denerwująco skrzeczała mizoginia (np. lekarz badający dziewczęta świadczące usługi seksualne miał "do czynienia z młodymi ciałami, od krępych, różowych, przypominających piękne krowy rasy niderlandzkiej, do smukłych białych, o czarnym owłosieniu..":( Nie oburza mnie to, ale bardzo dziwi, że u schyłku XX w. ktoś mógł jeszcze coś tak odrażającego wymyślić i opublikować. Bo nawet jeśli była to tylko literacka przebieranka mamy tu do czynienia z wulgarnym (bez użycia wulgaryzmów) zdyskredytowaniem kobiet poprzez porównanie ich do gospodarskich zwierząt :( "Rien na va plus" nie od razu została dopuszczona do druku. Po raz pierwszy powieść ukazała się w 1991 roku. 🎄Grudniowe wyzwanie LC 2025: Przeczytam książkę nominowaną lub nagrodzoną. Książka została uhonorowana Nagrodą Kościelskich. (7)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 8 3 miesiące temu
Lato przed zmierzchem Doris Lessing
Lato przed zmierzchem
Doris Lessing
Przejmujący portret kobiety uwięzionej w gęstej sieci społecznych konwenansów i oczekiwań. Bohaterka, Kate Brown, to przykład „idealnej” żony i matki klasy średniej – osoby, która przez lata podporządkowywała swoje życie potrzebom innych, nie kwestionując przypisanej jej roli. Lessing pokazuje jednak, że pod powierzchnią tej pozornej stabilizacji kryje się głęboki kryzys tożsamości oraz potrzeba wolności, która z czasem staje się nie do zignorowania. Już na początku powieści widać, jak silnie życie Kate zdeterminowane jest przez społeczne normy. Jej codzienność podporządkowana jest rodzinie – mężowi i dzieciom – a jej własne potrzeby schodzą na dalszy plan. Funkcjonuje w ramach konwenansu „dobrej gospodyni domowej”, który narzuca kobiecie obowiązek dbania o dom, emocjonalne wsparcie dla bliskich i rezygnację z indywidualnych ambicji. Co istotne, Lessing nie przedstawia tego jako przymusu narzuconego wprost – przeciwnie, Kate sama uwewnętrzniła te normy do tego stopnia, że przestała je kwestionować. Moment przełomowy następuje, gdy bohaterka podejmuje pracę jako tłumaczka. To doświadczenie wytrąca ją z dotychczasowego rytmu życia i pozwala spojrzeć na siebie z dystansu. Wyjazd z domu, kontakt z innymi ludźmi i kulturami otwiera przed nią przestrzeń refleksji – Kate zaczyna dostrzegać, że jej dotychczasowa egzystencja była w dużej mierze odgrywaniem społecznej roli, a nie realizacją własnych pragnień. W tym kontekście Lessing ukazuje, jak silnie konwenanse potrafią ograniczać jednostkę, nawet jeśli nie są jawnie narzucane. Ważnym aspektem powieści jest także sposób, w jaki społeczeństwo postrzega kobiecą tożsamość. Kate, będąc kobietą w średnim wieku, doświadcza swoistej „niewidzialności”. Przestaje być postrzegana jako atrakcyjna czy interesująca – zarówno w sensie społecznym, jak i seksualnym. Ten element powieści obnaża kolejną normę: wartość kobiety często definiowana jest przez jej młodość i funkcję w rodzinie. Gdy te aspekty tracą na znaczeniu, kobieta zostaje zepchnięta na margines. Lessing szczególnie wyraziście pokazuje konflikt między tym, co społeczne, a tym, co indywidualne. Kate zaczyna odczuwać rosnącą potrzebę wolności – nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Jej podróż staje się metaforą wewnętrznego przebudzenia. Bohaterka stopniowo uświadamia sobie, że przez lata żyła zgodnie z oczekiwaniami innych, ignorując własne emocje i potrzeby. Ta świadomość jest jednak bolesna – wolność, do której dąży, wiąże się z poczuciem zagubienia i niepewności. Symbolicznym elementem powieści jest relacja Kate z młodszym mężczyzną. Nie jest to klasyczny romans, lecz raczej doświadczenie, które pozwala bohaterce skonfrontować się z własną cielesnością i emocjonalnością. W tej relacji wyraźnie widać napięcie między normami społecznymi a indywidualnym pragnieniem – związek ten jest „niestosowny”, a więc automatycznie podlega ocenie i potępieniu. Lessing pokazuje, jak silnie społeczeństwo kontroluje kobiecą seksualność i jak trudno jest się z tych ograniczeń wyzwolić. Kulminacja powieści przynosi jednak gorzką refleksję: pełna emancypacja nie jest łatwa, a powrót do dawnego życia wydaje się niemal nieunikniony. Kate wraca do domu, ale nie jest już tą samą osobą. Jej świadomość uległa zmianie – dostrzega ograniczenia, w których funkcjonuje, i choć nie potrafi ich całkowicie odrzucić, nie jest już wobec nich bezkrytyczna. Lessing nie oferuje prostych rozwiązań – zamiast tego ukazuje złożoność kobiecego doświadczenia i trudność w godzeniu wolności z rzeczywistością społeczną. „Lato przed zmierzchem” to powieść niezwykle aktualna, mimo upływu lat. Pokazuje, że konwenanse społeczne, choć często niewidoczne, mają ogromny wpływ na życie jednostki. Doris Lessing wnikliwie analizuje mechanizmy, które utrzymują kobiety w określonych rolach, jednocześnie podkreślając ich wewnętrzną potrzebę autonomii. To opowieść o przebudzeniu, ale także o granicach wolności – o tym, jak trudno jest wyrwać się z ról, które przez lata definiowały nasze istnienie.
Freja78 - awatar Freja78
ocenił na 7 2 dni temu

Cytaty z książki Prąd zatokowy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Prąd zatokowy