Posmak

Okładka książki Posmak
Daria Lavelle Wydawnictwo: Prószyński i S-ka literatura obyczajowa, romans
424 str. 7 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Aftertaste
Data wydania:
2026-01-13
Data 1. wyd. pol.:
2026-01-13
Liczba stron:
424
Czas czytania
7 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383913650
Tłumacz:
Magdalena Rychlik
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Posmak w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Posmak



książek na półce przeczytane 569 napisanych opinii 553

Oceny książki Posmak

Średnia ocen
7,9 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1677
969

Na półkach: , , ,

Wyobraź sobie, że możesz zjeść ostatni posiłek z kimś, kogo straciłeś.
Główny bohater posiada niezwykły dar – potrafi odtworzyć potrawy związane ze zmarłymi osobami. Kiedy ktoś zje takie danie, na chwilę może spotkać się z duchem bliskiej osoby i z nią porozmawiać. Dzięki temu wielu ludzi dostaje szansę na pożegnanie lub pojednanie.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu tej książki – a nawet już w trakcie czytania – byłam pod ogromnym wrażeniem tego, jak jest napisana. Po prostu chwyta za serce.

Książka podzielona jest na części, rozdziały i podrozdziały, które opowiadają historie różnych osób chcących pojednać się ze swoimi zmarłymi bliskimi.

Główny bohater został wykreowany znakomicie. To chłopak, który nie cofnie się przed niczym – nie boi się ryzyka i jest w stanie zrobić wszystko dla osoby, którą kocha.

Jeżeli jeszcze nie czytaliście tej książki, bardzo ją polecam. To naprawdę przejmująca historia o miłości, stracie i melancholii, a do tego z nutą humoru i odrobiną magii.

Na uwagę zasługuje również samo wydanie – piękny niebieski kolor i barwione strony, które nadają tej historii jeszcze bardziej wyjątkowego klimatu.

Wyobraź sobie, że możesz zjeść ostatni posiłek z kimś, kogo straciłeś.
Główny bohater posiada niezwykły dar – potrafi odtworzyć potrawy związane ze zmarłymi osobami. Kiedy ktoś zje takie danie, na chwilę może spotkać się z duchem bliskiej osoby i z nią porozmawiać. Dzięki temu wielu ludzi dostaje szansę na pożegnanie lub pojednanie.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu tej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

160 użytkowników ma tytuł Posmak na półkach głównych
  • 103
  • 54
  • 3
25 użytkowników ma tytuł Posmak na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miejsce w sercu Natalia A. Bieniek
Miejsce w sercu
Natalia A. Bieniek
„Miejsce w sercu” Natalii Bieniek to opowieść o żałobie, która nie kończy się wraz z pogrzebem. O miłości, którą idealizujemy po stracie. I o prawdzie, która potrafi zaboleć bardziej niż sama śmierć. Monika od dwóch lat żyje obok wspomnień. Obok nieruszonych rzeczy męża. Obok ciszy, w której łatwiej trwać niż cokolwiek zmieniać. I nagle okazuje się, że Adam miał tajemnice. Kobietę. Dziecko. Drugie życie, o którym ona nie miała pojęcia. Peonie zostawiane na grobie stają się początkiem prywatnego śledztwa, ale tak naprawdę są początkiem konfrontacji z czymś znacznie trudniejszym niż zazdrość. Ze zdradą, której nie można już wykrzyczeć w twarz. Najmocniej poruszył mnie właśnie ten wątek. Bo czy można wybaczyć komuś, kto już nie żyje? Czy warto rozdrapywać przeszłość, skoro nie ma już kogo zapytać o prawdę? A może bez tej prawdy nie da się naprawdę zamknąć żałoby? Monika drąży. Spotyka kochankę. Patrzy w oczy dziecku swojego męża. Mówi prawdę jego matce. I w tym wszystkim szuka nie tyle winnego, ile spokoju dla siebie. W tle są inne kobiety. Teresa, teściowa pełna żalu i pretensji, momentami męcząca i trudna. Ada, skupiona na własnym ślubie i swoim szczęściu. Marysia, zagubiona nastolatka po stracie mamy, krucha i zbuntowana jednocześnie. Cztery różne kobiety, cztery sposoby radzenia sobie z samotnością i potrzebą bycia zauważoną. Nie każda relacja jest tu ciepła. Nie każda daje ukojenie. I to akurat wybrzmiało dla mnie wiarygodnie. To obyczajówka czytana szybko, momentami przewidywalna, bez wielkich fabularnych zaskoczeń. Nie zostawiła mnie z fajerwerkami emocji, ale zostawiła z jednym spokojnym pytaniem. Czy prawda jest nam potrzebna do zamknięcia żałoby, nawet jeśli może zburzyć wspomnienie miłości? Ciepło gorzka historia o stracie, zdradzie i o tym, że czas sam w sobie nie leczy ran. Czasem trzeba jeszcze odwagi, by zajrzeć pod powierzchnię i pozwolić sobie w końcu odciąć przeszłość
WybornaCzytelniczka - awatar WybornaCzytelniczka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Adela Ewa Popławska
Adela
Ewa Popławska
„Adela” to kolejna powieść, w której Autorka zabiera nas w podróż w czasie. Już wiemy, że Ewa Popławska upodobała sobie Gdańsk, w którym mieszka i zgłębia jego historię. Tym razem trafiamy do czasów przed II wojną światową, gdy Gdańsk był wolnym miastem, w którym obok siebie we względnej zgodzie żyli Polacy, Niemcy i Żydzi, a wśród nich – tytułowa bohaterka. Rodzinie Adeli niegdyś dobrze się powodziło. Ojciec miał solidną pracę, która pozwalała na względnie dostatnie życie Adeli, jej matce i młodszej siostrze. Niestety, gdy mężczyzna umiera, sytuacja rodziny znacznie się pogarsza. Czasy są wymagające, zimy srogie, a o pracę – zwłaszcza gdy jest się młodą kobietą – jest bardzo trudno. W ten sposób Adela trafia na Adama Jabłońskiego, mężczyznę na pozór dystyngowanego, ale z szemraną przeszłością i żądnego zemsty na człowieku, który odebrał mu sens życia. To nie jest słodka i piękna miłość. Dla Adeli spotkania z Jabłońskim, za które mężczyzna dobrze płaci, to sposób na przetrwanie, przynajmniej do czasu. Ewa Popławska przyzwyczaiła nas do tego, że nie pisze ckliwych historii miłosnych osadzonych w brutalnych czasach, lecz pokazuje te czasy z pełną bezwzględnością – także w kontekście relacji międzyludzkich. Dowodzi, że dobro nie zawsze zwycięża, a miłość ma trudne i niejednoznaczne oblicze. „Adela” oprócz nieszablonowej historii to także kolejna lekcja historii. Przemierzając wraz z główną bohaterką ulice Wolnego Miasta Gdańska, naprawdę mamy poczucie, że tam jesteśmy. Widzimy dawne budynki, czujemy zapach ciasnych uliczek i mróz szczypiący w policzki. To powieść dla osób ceniących rzetelnie ukazane realia miejsca i czasu akcji, które są niemniej ważne niż sama fabuła. Ewie łączenie tych dwóch elementów wychodzi świetnie.
Ann83 - awatar Ann83
ocenił na 8 13 dni temu
Szmelc S.J. Lorenc
Szmelc
S.J. Lorenc
Czy aparat może stać się przekleństwem? W świecie wykreowanym przez S.J. Lorenca fotografia to nie tylko zapis chwili, ale niebezpieczna podróż na krawędź obłędu. „Szmelc” to jedna z tych książek, które po przeczytaniu odkłada się z pewnym rodzajem lęku, zerkając niepewnie na własny telefon czy aparat leżący na półce. Poznajemy Lucjana, który pod pseudonimem „Lucy” odnosi sukcesy w Berlinie. Jego życie to uporządkowane sesje, blichtr i ucieczka od demonów przeszłości. Wszystko pęka w momencie otrzymania pocztówki od dawnego mistrza, Pawła Zmory. Powrót do Warszawy, zamiast oczekiwanego spotkania, przynosi konfrontację z pustką – mentor zniknął, a Lucy, przejmując jego mieszkanie, nieświadomie wchodzi w sam środek narastającego chaosu. To, co w tej powieści zachwyca najbardziej, to jej „zdjęciowa” struktura. Autor nie dzieli książki na zwykłe rozdziały, lecz na konkretne fotografie. Dzięki temu lektura przypomina przeglądanie starego, niepokojącego albumu, w którym obraz wyłania się stopniowo, niczym na papierze w kuwecie z odczynnikiem. Lorenc mistrzowsko buduje duszny, niemal klaustrofobiczny klimat, w którym techniczne detale pracy fotografa nadają całości niesamowitego, brudnego realizmu. Tytułowy „szmelc”, czyli stary, analogowy aparat, to w rzeczywistości milczący świadek i sprawca nieszczęść. Wątek robienia selfie tym konkretnym modelem wprowadza do fabuły pierwiastek niemal paranormalny. To właśnie w tych momentach kryminał ustępuje miejsca mrocznej fantastyce i horrorowi, a my zaczynamy zadawać sobie pytanie: czy to, co uznajemy za zużyte i niepotrzebne, naprawdę traci swoją moc? A może tylko czeka w ukryciu, by znów stać się istotnym? Muszę przyznać, że wejście w ten świat wymaga skupienia. Narracja jest gęsta, pełna niedopowiedzeń i luk w pamięci bohatera, co sprawia, że sami czujemy się zagubieni w labiryncie warszawskich kamienic. Jednak gdy mechanizm tajemnicy w końcu zaskakuje, akcja wciąga bez reszty. Granica między jawą a koszmarną wizją staje się cieńsza niż klisza, a każde kolejne odkrycie podnosi tętno. A zakończenie? Lorenc serwuje finał, który jest jak nagły błysk lampy w ciemnym pokoju – oślepia, zostawia powidoki pod powiekami i nie pozwala o sobie zapomnieć. To porażająca puenta opowieści o pasji, która przeradza się w niszczycielską obsesję. Jeśli szukacie literatury, która bawi się konwencją, nie podaje gotowych rozwiązań i trzyma w napięciu aż do ostatniego „kliknięcia” migawki – „Szmelc” jest pozycją obowiązkową. Ale ostrzegam: po tej lekturze już nigdy nie spojrzycie na stare przedmioty w ten sam sposób.
Czytadła_Czekadełka - awatar Czytadła_Czekadełka
oceniła na 7 18 dni temu
Rigor Mortis Jacek Piekiełko
Rigor Mortis
Jacek Piekiełko Tomasz Żak
Mikołaj Mortysz – charyzmatyczny i bezwzględny twórca popularnego podcastu „Rigor Mortis” – zapowiada ujawnienie tożsamości mordercy zwanego Kowbojem. Z każdym kolejnym odcinkiem jego popularność rośnie, a wraz z nią napięcie i oczekiwania słuchaczy. Internet go uwielbia, media podchwytują jego słowa, a granica między śledztwem a medialnym spektaklem zaczyna się zacierać. ———— To kryminał, który wykracza poza schemat klasycznej historii o seryjnym mordercy. Choć punktem wyjścia są brutalne zbrodnie na ciężarnych kobietach i tajemniczy sprawca zwany Kowbojem, prawdziwym tematem powieści okazuje się mechanizm tworzenia sensacji i manipulowania opinią publiczną w erze Internetu. Autorzy bardzo trafnie pokazują, jak łatwo w świecie podcastów, YouTube’a i mediów społecznościowych manipulować emocjami odbiorców. Najbardziej poruszające w tej historii nie są same zbrodnie, lecz sposób, w jaki tragedie mogą zostać wykorzystane jako paliwo dla popularności i zasięgów. „Rigor Mortis” staje się w tym sensie swoistą wiwisekcją współczesnej kultury sensacji – pokazuje pęd do sławy, który potrafi przesłonić etykę i zwykłą ludzką przyzwoitość. Atutem powieści są także bohaterowie drugoplanowi. Honorata Kałuża, ambitna podcasterka próbująca odkryć prawdę o Mortyszu, wprowadza do historii element konfrontacji i dziennikarskiej dociekliwości. Z kolei Buła, wierny współpracownik Mortysza, zaczyna dostrzegać pęknięcia w idealnym wizerunku swojego szefa. Dzięki nim fabuła zyskuje głębię i pokazuje, jak ambicja, ciekawość i emocje wpływają na decyzje ludzi uwikłanych w medialną machinę. Książkę czyta się szybko – akcja jest dynamiczna, a napięcie konsekwentnie rośnie. Jednocześnie książka pozostawia czytelnika z ważnymi pytaniami: dlaczego tak fascynują nas historie o zbrodni? Gdzie kończy się reportaż, a zaczyna widowisko? I jak łatwo w świecie cyfrowej popularności zgubić prawdę. Otwarte zakończenie dodatkowo pozostawia przestrzeń na własne interpretacje – i sprawia, że o tej historii myśli się jeszcze długo po zamknięciu książki.
Whatredheadreads - awatar Whatredheadreads
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Martwe kwiaty Marta Reich
Martwe kwiaty
Marta Reich
💛 "Martwe kwiaty" autorstwa Marty Reich to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, która totalnie mnie zaskoczyła. Przyznam, że na początku obawiałam się, czy się w nią wciągnę. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i nie wiedziałam, czego się spodziewać. I wiecie co? Sztos 🔥 Już nie mogę się doczekać kolejnej książki ! 💛 Z Jeziorka Czerniakowskiego zostaje wyłowiona paczka z garnkiem, w którym znajduje się odcięta ludzka głowa. Okazuje się, że to Zofia Czajkowska, pracownica Telewizji Polskiej. Po pewnym czasie jej ciało zostaje odnalezione w walizce w przechowalni na Dworcu Centralnym. Na walizce leżały trzy zwiędłe kwiaty: tulipan, żonkil i frezja. 💛 Historia jest napisana w tak wciągający sposób, że trudno się od niej oderwać. Nawet gdy zaczęłam mieć własne przypuszczenia, czytałam dalej z ogromnym napięciem i ciekawością. To książka, którą się pochłania i przeżywa. 💛 Autorka prowadzi czytelnika przez śledztwo z niezwykłą precyzją i wyczuciem. W umiejętny sposób łączy fakty z fikcją, dzięki czemu historia staje się jeszcze bardziej realistyczna i wciągająca. Pokazuje, jak w człowieku mogą narastać emocje- ból, złość, frustracja, które ostatecznie prowadzą do tragedii. Momentami można poczuć się jak uczestnik śledztwa, co tylko potęguje zaangażowanie. 💛 To opowieść o tym, że nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje. Szokuje, budzi niedowierzanie i zostawia czytelnika w lekkim osłupieniu. Przyznam szczerze, że po skończeniu tej historii nie odczuwałam współczucia wobec ofiary. Dodatkowo sam wyrok również mnie zaskoczył. 💛 Polecam szczególnie tym, których fascynują zbrodnie i ludzka psychika- to, co dzieje się w głowie człowieka i co może doprowadzić go do najgorszego. Mnie takie historie jednocześnie przerażają i fascynują. Czytajcie ! ❤️
Migotka - awatar Migotka
oceniła na 10 2 dni temu
Witaj, piękna pastereczko Konrad Cieplik
Witaj, piękna pastereczko
Konrad Cieplik
Jedna chwila, jedno spotkanie, zwykłe słowo „Witaj”, które jest początkiem nie tylko niezwykłej historii, ale również wielu zmian w życiu bohaterów. Michał jest na emeryturze, z której korzysta, jeżdżąc harleyem po świecie. To jego czas na odpoczynek po trudzie codzienności, która nie zawsze była łatwa. Louisa ma tylko dwadzieścia kilka lat, a życie już ją doświadczyło. Albańskie góry dały jej schronienie, została pasterką, a jej codziennością jest stado owiec, którymi się zajmuje. Wystarczyło jedno przypadkowe spotkanie, aby coś zaczęło ich do siebie ciągnąć. Zaczęło się od zwykłej rozmowy, jednak ona była tylko początkiem, a nie końcem tej historii. Początkowo niewinne spojrzenia, delikatne gesty, rozmowy wśród przyrody, w blasku ogniska. Tylko oni, zwierzęta, z dala od innych, z dala od cywilizacji. Jak potoczy się ta znajomość? Jak wiele zmieni w ich życiu? Jak bardzo na nich wpłynie? Zacznę od tego, że nie jest to historia dla każdego. Dlaczego? Po pierwsze mamy relację między mężczyzną, który już jest na emeryturze, wiele lat życia ma za sobą i młodą dziewczyną, która dość niedawno wkroczyła w świat dorosłych. Po drugie jest dość dużo wulgaryzmów. Mnie jednak ani jedno, ani drugie, ani trochę nie przeszkadzało, a książka zdecydowanie mi się podobała. Nie jest to historia, która gna, pędzi, a wręcz przeciwnie, rozwija się powoli, dając czas na przemyślenia. Moim zdaniem to jej zdecydowany plus. To opowieść o dwóch zupełnie różnych osobach, których połączyło wiele, o pokonywaniu demonów przeszłości, ruszaniu na przód. Akcja sprawnie poprowadzona, choć jak już wspomniałam, rozwija się wolno. Książkę czytało się dość szybko, a podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji. Bohaterowie zdecydowanie dobrze wykreowani, różnorodni, wywołujący emocje w czytelniku. Oboje polubiłam, chociaż nie zawsze zgadzałam się z tym, co robili, myśleli. „Witaj, piękna pastereczko” to książka nie dla każdego, jednak mnie się podobała, a czas, jaki z nią spędziłam, zdecydowanie był udany. Ze swojej strony polecam. Recenzja pojawiła się również na moim blogu - https://anka8661.blogspot.com/2026/04/Witaj%20piekna%20pastereczkowydawnictwonoveares.html
Mamażona-KOBIETA - awatar Mamażona-KOBIETA
oceniła na 9 4 dni temu
Szept w popiołach jutra Monika Cieluch
Szept w popiołach jutra
Monika Cieluch
Czy naprawdę można zacząć od nowa, kiedy przeszłość wciąż próbuje nas dogonić? „Szept w popiołach jutra” to historia bardzo emocjonalna i poruszająca, która pokazuje, jak ogromnej odwagi czasem wymaga podjęcie decyzji o zmianie swojego życia. Od pierwszych stron czułam, że to książka o nadziei, ale takiej wywalczonej, niełatwej i okupionej wieloma trudnymi doświadczeniami. Losy Inki zrobiły na mnie duże wrażenie. To bohaterka, która wiele przeszła i musiała zmierzyć się z sytuacjami, które zostawiają trwały ślad w psychice człowieka. Jej historia pokazuje, że nawet po bardzo bolesnych przeżyciach można próbować odbudować siebie kawałek po kawałku. Podczas czytania często towarzyszyło mi wzruszenie, ale też poczucie podziwu dla jej siły. Bardzo podobało mi się to, jak autorka pokazuje znaczenie relacji i wsparcia innych ludzi. Przyjaźń, życzliwość i obecność bliskich mają tutaj ogromną wartość i dodają całej historii ciepła. Motyw powrotu do miejsca związanego z przeszłością został przedstawiony w sposób bardzo naturalny i wiarygodny, a Monika Cieluch kolejny raz kupiła mnie swoim stylem pisania. Znam tę autorkę od jej debiutu i cieszę się, że dalej tworzy, bo jest w tym naprawdę dobra! Szept w popiołach jutra ta książka pełna emocji, ale nie przytłaczająca. Jest w niej dużo nadziei, refleksji i takiej spokojnej wiary w to, że nawet po trudnych momentach można odnaleźć własną drogę. Bardzo wartościowa i poruszająca lektura, która przypomina, jak ważna jest odwaga, by zawalczyć o siebie i swoje szczęście. #literaturaobyczajowa #emocje #czytambolubię #nadzieja #bookstagrampl
Książki_takie_jak_my - awatar Książki_takie_jak_my
ocenił na 8 1 dzień temu
Każdy twój ruch C.L. Taylor
Każdy twój ruch
C.L. Taylor
#1688 - „Każdy twój ruch” - C.L. Taylor - Wydawnictwo Albatros #28/2026 „Teraz, kiedy wysiada z samochodu i zamyka drzwi od strony kierowcy, wnętrze robi się ciemne. Lucy odpina pas i sięga pod nogi po puszkę odmrażacza, ale tak bardzo drżą jej ręce, że pojemnik wyślizguje jej się z palców. Sięga po nią znowu i tym razem chwyta ją mocno, a tymczasem Marcus obchodzi samochód. Jego buty chrzęszczą na wysypanym żwirem podjeździe.” 📖 Tytuł – Każdy twój ruch ✍️ Autorka – C. L. Taylor 🏢 Wydawnictwo – Albatros 📚 384 strony 📅 Premiera – 28.01.2026 📂 Kategoria – kryminał / sensacja / thriller 📚 Seria – Czarna seria Albatrosa Niektóre historie zaczynają się od końca — i właśnie dlatego są tak niepokojące. Akcja książki rozpoczyna się od śmierci Natalie i jej pogrzebu — wydarzenia, które staje się punktem wspólnym dla pozostałych bohaterów. To właśnie wtedy zaczynają się ze sobą splatać losy osób, które łączy jedno: doświadczenie stalkingu. Pięć historii, pięć różnych perspektyw i jeden wspólny mianownik — strach, który nie znika, nawet gdy wszystko teoretycznie powinno być już za nimi. Autorka prowadzi narrację w sposób bardzo dynamiczny, przeplatając wątki poszczególnych bohaterów. Każdy z nich inaczej radzi sobie z przeszłością, inaczej próbuje odzyskać kontrolę nad swoim życiem i poczuciem bezpieczeństwa. To sprawia, że historia nie jest jednowymiarowa — wręcz przeciwnie, z każdą kolejną stroną odkrywamy nowe elementy tej układanki. Największe napięcie buduje tu nie tyle sama akcja, co atmosfera niepewności. To uczucie, że ktoś może obserwować, że coś może się wydarzyć w każdej chwili. Że zagrożenie nie zawsze jest widoczne, ale zawsze jest obecne. Książka świetnie pokazuje, jak różne mogą być konsekwencje takiego doświadczenia i jak długo potrafi ono wpływać na życie. Każdy z bohaterów niesie ze sobą coś innego — lęk, nieufność, próbę odbudowania normalności. Wraz z rozwojem fabuły napięcie rośnie, a poszczególne wątki zaczynają się zazębiać, prowadząc do momentów, które naprawdę potrafią zaskoczyć. To thriller, który nie opiera się wyłącznie na zwrotach akcji, ale na stopniowym budowaniu niepokoju i emocji. Jedna z tych książek, które czyta się z rosnącym napięciem i które trudno odłożyć, bo cały czas ma się poczucie, że coś jeszcze się wydarzy. Zdecydowanie polecam — mocna, wciągająca i świetnie skonstruowana historia 🔥 #KażdyTwójRuch #CLTaylor #WydawnictwoAlbatros #czarnaseria #thriller https://www.facebook.com/photo/?fbid=1762730271689373&set=a.782581979704212
Eliza Żywicka - awatar Eliza Żywicka
oceniła na 10 3 dni temu
PLAN Błogosławiony Dariusz Gieroń
PLAN Błogosławiony
Dariusz Gieroń
Już sam tytuł i opis zapowiadają historię inną niż wszystkie – i rzeczywiście, „Plan Błogosławiony” to debiut, który potrafi zaskoczyć. Dariusz Gieroń serwuje czytelnikom mieszankę kryminału, sensacji, thrillera psychologicznego i czarnego humoru, tworząc opowieść, która wciąga od pierwszych stron i nie pozwala nam się oderwać. Fabuła książki koncentruje się wokół księdza Janusza – człowieka o dobrym sercu, który pragnie stworzyć ośrodek dla potrzebującej młodzieży. Kiedy legalne metody zdobycia funduszy zawodzą, w jego głowie rodzi się ryzykowny i moralnie wątpliwy plan: porwanie dla okupu. Sytuacja jednak szybko wymyka się spod kontroli, zwłaszcza gdy do gry wkracza Kosin – były kontrterrorysta o bezkompromisowym podejściu do sprawiedliwości. Od tego momentu zaczyna się niebezpieczna gra, w której granica między dobrem a złem staje się coraz bardziej rozmyta. Jednym z największych atutów powieści są bohaterowie. Nie ma tu postaci jednoznacznych – każdy zmaga się z własnymi słabościami i dylematami. Ksiądz Janusz nie jest pomnikową figurą, lecz człowiekiem rozdartych wartości, a jego decyzje budzą jednocześnie zrozumienie i niepokój. Z kolei Kosin to postać wyrazista, brutalna, ale fascynująca co czyni go idealnym przeciwnikiem dla głównego bohatera. Książka wyróżnia się dynamiczną akcją i lekkim, obrazowym stylem. Narracja jest płynna, dialogi naturalne, a czarny humor pojawia się w najmniej spodziewanych momentach, skutecznie równoważąc napięcie. To sprawia, że powieść czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem. Nie jest to jednak książka bez wad. Niektóre wątki poboczne – szczególnie te zahaczające o motywy fantastyczne czy słowiańskie – sprawiają wrażenie niedokończonych i nie do końca wpisują się w główny nurt fabuły. Momentami można też odczuć brak spójności lub niedosyt w rozwinięciu niektórych elementów. Mimo tych drobnych niedociągnięć „Plan Błogosławiony” pozostaje bardzo udanym debiutem. To historia, która nie tylko dostarcza rozrywki, ale też skłania do refleksji nad moralnością i pytaniem: czy cal uświęca środki To książka dla tych, którzy lubią nieoczywiste thrillery, wyrazistych bohaterów i historie, które zostają w głowie na długo.
Kasia Ziółkowska - awatar Kasia Ziółkowska
oceniła na 7 22 dni temu
Mąż i żona K.L. Slater
Mąż i żona
K.L. Slater
Nie znając wcześniej twórczości autorki, nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać po tej historii. Już od pierwszych stron dałam się jednak wciągnąć w fabułę i szybko poczułam, że nad bohaterami unosi się atmosfera niedopowiedzeń i kłamstw. Mimo to nie byłam w stanie przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się akcja. Autorka bardzo sprawnie buduje napięcie, tworząc klimat pełen niepokoju i narastającej podejrzliwości. To thriller psychologiczny bogaty w tajemnice i intrygi, które skutecznie mieszają czytelnikowi w głowie. Każda informacja wydaje się mieć drugie dno, a odkrywane stopniowo sekrety tylko prowadzą do kolejnych pytań zamiast odpowiedzi. Intryga jest wielowarstwowa — gdy wydaje się, że coś zaczyna się wyjaśniać, autorka szybko podsuwa nowe tropy, które burzą wcześniejsze przypuszczenia. Ważną rolę odgrywają tu także motywy rodzinnych sekretów oraz skomplikowanych relacji między bohaterami, które okazują się znacznie bardziej złożone, niż początkowo się wydaje. Każdy z bohaterów coś ukrywa, a ich historie splatają się w sposób, który długo pozostaje nieoczywisty. Każdy rozdział kończy się w takim momencie, że natychmiast chce się sięgnąć po kolejny. Dodatkowo wyraźnie czuć, że żadna z postaci nie mówi całej prawdy, przez co trudno komukolwiek zaufać. Czytelnik gubi się w domysłach, a autorka konsekwentnie podsyca ciekawość i napięcie. Finał okazał się dla mnie zaskakujący i zupełnie nieprzewidywalny, co tylko potwierdziło, jak dobrze została poprowadzona cała historia. Z pewnością w przyszłości chętnie sięgnę po kolejne książki autorki. To historia, która udowadnia, że największe zagrożenie często kryje się tam, gdzie czujemy się najbezpieczniej.
strzałka_czyta - awatar strzałka_czyta
oceniła na 8 19 dni temu
Tydzień, zanim umrę Seo Eun-chae
Tydzień, zanim umrę
Seo Eun-chae
Zaintrygował mnie pomysł tej książki, oparty na koreańskiej legendzie, według której Śmierć przychodzi po człowieka pod postacią ukochanej osoby, którą wcześniej stracił. W tradycyjnych wierzeniach Korei, szczególnie tych związanych z szamanizmem, świat żywych i zmarłych nie jest od siebie całkowicie oddzielony. Dusze mogą powracać, odwiedzać bliskich, a nawet prowadzić ich „dalej”. To poruszający motyw - taki „posłaniec z zaświatów” może przybrać postać kogoś bliskiego, osoby, której śmierć szczególnie nas dotknęła, albo kogoś, komu bezgranicznie ufaliśmy. Ludowe wierzenia mówią, że miłość jest silniejsza niż granica życia i śmierci. „Tydzień, zanim umrę” Seo Eun-chae, choć czyta się błyskawicznie i lekko, pozostawił jednak moje czytelnicze serce obojętnym. Możliwe, że stało się tak dlatego, że niedawno sama straciłam bliską osobę i tej pustki nie potrafię zapełnić słowami tej powieści. A przecież bardzo chciałabym wierzyć w to przenikanie światów, w to, że „tam” ktoś na nas czeka. Hee-wan niespodziewanie spotyka Nam-u, co jest o tyle niezwykłe, że sześć lat wcześniej zginął on w wypadku. Kochała go, ale odszedł, zanim zdążyła mu to wyznać. Oboje dostają siedem wspólnych dni. Tylko siedem dni, by nadrobić stracony czas. Muszę przyznać, że historia tych młodych ludzi nie poruszyła mnie tak, jak się spodziewałam. To ładna opowieść, ale w moim odczuciu dość powierzchowna. Świetny punkt wyjścia, który jednak nie wybrzmiał we mnie tak mocno, jak mógł. A jednak coś w niej musi być, skoro książka stała się bestsellerem i została przetłumaczona na dziesięć języków. Wydawca zapowiada ją jako „wzruszającą opowieść o stracie, miłości i drugiej szansie, która rozdziera serce, daje nadzieję na pogodzenie się z utratą bliskiej osoby i pokazuje, że nigdy nie jesteś tak samotny, jak myślisz”. Na mnie jednak nie zadziałała. 🤷 Być może potrzebowałam czegoś głębszego, bardziej dotykającego tego, co niewyrażalne. Nie mam jednak wątpliwości, że dla wielu czytelników powieść Seo Eun-chae może okazać się dokładnie tym, czego szukają - cichą pociechą i namiastką nadziei. Próbujcie.
Park2Read - awatar Park2Read
ocenił na 7 12 dni temu
Głowa do góry, cycki do przodu Gabriela Gargaś
Głowa do góry, cycki do przodu
Gabriela Gargaś
𝗚ł𝗼𝘄𝗮 𝗱𝗼 𝗴ó𝗿𝘆, 𝗰𝘆𝗰𝗸𝗶 𝗱𝗼 𝗽𝗿𝘇𝗼𝗱𝘂! – 𝗿𝗲𝗰𝗲𝗻𝘇𝗷𝗮 𝗸𝘀𝗶ąż𝗸𝗶, 𝗸𝘁ó𝗿𝗮 𝗺ó𝘄𝗶 𝘁𝗼, 𝗼 𝗰𝘇𝘆𝗺 𝘇𝗮𝘇𝘄𝘆𝗰𝘇𝗮𝗷 𝗺𝗶𝗹𝗰𝘇𝘆𝗺𝘆. Czasami trafiamy na książki, które sprawiają, że uśmiechamy się szeroko i jednocześnie czujemy, jak łza niepostrzeżenie spływa po policzku. Takie lektury zostają z nami na długo, bo nie da się ich po prostu „przeczytać” i odłożyć na półkę – one wnikają w codzienne myśli, jak znajomy zapach, który przywołuje wspomnienia. „Głowa do góry, cycki do przodu!” Gabrieli Gargaś jest właśnie jedną z takich książek. Od pierwszej strony czuć, że to nie jest zwykła powieść obyczajowa. To coś więcej – rozmowa. Wyobraź sobie przyjaciółkę, z którą możesz usiąść przy kawie i powiedzieć wszystko, co ci leży na sercu, bez lęku przed oceną, bez udawania i bez maski „wszystko jest w porządku”. Taka właśnie jest ta książka: szczera, bezpośrednia i pełna emocji, które potrafią trafić prosto do serca. Ta książka nie tylko opisuje życie, myśli i emocje bohaterki – ona je przeżywa razem z czytelnikiem. Gargaś potrafi wciągnąć nas tak głęboko, że czujemy się niemal częścią jej świata, jakbyśmy razem z bohaterką stąpali po tych samych ścieżkach jej codzienności. Kiedy zaczynałam lekturę, nie spodziewałam się, że tak szybko pochłonie mnie ten świat, pełen sprzeczności, bolesnych refleksji, frustracji, ale też chwil, które potrafią wzruszyć i rozśmieszyć jednocześnie. Wbrew temu, co sugeruje humorystyczny tytuł, to nie jest jedynie zabawna historia. To opowieść o kobiecie, która próbuje odnaleźć balans między codziennymi wyzwaniami a swoimi marzeniami, lękami i pragnieniami, a my razem z nią przeżywamy te wszystkie wzloty i upadki. Kiedy humor spotyka brutalną prawdę Czytałam fragmenty tej książki na głos, bo momentami po prostu nie dało się ich nie komentować. Niektóre zdania wywoływały natychmiastowy śmiech, a zaraz potem lekki dreszcz wzruszenia. To, co wyróżnia język Gabrieli Gargaś, to lekkość, która wcale nie jest powierzchowna. Wręcz przeciwnie – pod pozorną prostotą kryje się głęboka prawda o życiu, które nie zawsze jest proste, które potrafi być trudne, a czasem wręcz przytłaczające, ale które nigdy nie jest nudne. Autorka nie próbuje upiększać rzeczywistości ani przedstawiać jej w wersji „idealnej” czy „łagodnej dla oka”. Ona pokazuje życie w całej jego niedoskonałości – z tymi drobnymi porażkami, nieoczekiwanymi wyzwaniami, chwilami bezradności, ale też z nagłymi momentami zachwytu, śmiechu i zaskakującego piękna, które czasem trzeba dostrzec przez łzy śmiechu lub wzruszenia. Bywają momenty, kiedy uśmiecham się jeszcze zanim dotrę do sedna zdania, bo już sama konstrukcja dialogu lub błyskotliwa obserwacja bohaterki sprawia, że czuję się, jakbym uczestniczyła w scenie osobiście. Humor w tej książce nie wynika z lekkości tematu ani z prób rozbawienia czytelnika za wszelką cenę. Jest efektem niezwykłej umiejętności autorki, by mówić prawdę w taki sposób, że łapie nas za gardło, a zaraz potem pozwala rozbawić się do łez. I w tym właśnie tkwi geniusz Gabrieli Gargaś – w zdolności do odkrywania w codzienności detali, które są uniwersalne. Te małe fragmenty życia, które mówią o nas wszystkich: o naszych lękach, błędach, słabościach, wątpliwościach i o tym, jak próbujemy sobie radzić z tym, czego nie da się kontrolować. Autorka pokazuje, że codzienność jest pełna absurdów i sprzeczności. Potrafi uchwycić moment, w którym coś, co wydaje się banalne, staje się nagle niezwykle znaczące, a nawet komiczne. I to jest jeden z powodów, dla których książka zostaje w pamięci tak długo – bo zmusza do spojrzenia na życie z różnych perspektyw, pokazując, że śmiech i refleksja mogą iść ramię w ramię, a momenty radości często kryją w sobie ukryte prawdy o nas samych. Bohaterka, która mogłaby być każdą z nas Jednym z największych atutów tej książki jest postać głównej bohaterki. To kobieta, która pragnie być silna, pragnie kochać i pragnie żyć w pełni, choć życie rzadko układa się po jej myśli. Ma chwile zwątpienia, momenty niepewności, popełnia błędy, czasem czuje się całkowicie bezradna, a innym razem śmieje się z własnych słabości, próbując przetrwać kolejną trudną sytuację. Ta mieszanka siły i słabości sprawia, że czytelnik niemal od razu odnajduje w niej kawałek siebie. Nie jest ideałem. Nie jest bohaterką o nadludzkiej sile. Jest realna – zmagająca się codziennie z własnymi demonami, z drobnymi porażkami i niełatwymi decyzjami. I choć czasem upada, zawsze znajduje w sobie odrobinę odwagi, by podnieść głowę i iść dalej, choćby krok po kroku. To, co jest wyjątkowe w tej postaci, to jej autentyczność. Gargaś nie próbuje stworzyć postaci „perfekcyjnej” ani nadludzkiej, której życie toczy się w idealnym rytmie. Bohaterka jest pełna sprzeczności, które każdy z nas zna ze swojego życia. To kobieta, która jednocześnie się boi i odważnie działa, która tęskni za bliskością, ale czasem potrzebuje samotności, która potrafi być wrażliwa, a jednocześnie nie boi się mówić prawdy. Dzięki temu jej losy stają się uniwersalne – możemy w nich odnaleźć siebie, swoje wątpliwości i codzienne wybory, które kształtują nasze życie. Autorka tu nie boi się poruszać tematów, o których często nie rozmawiamy głośno. Gargaś subtelnie, ale z odwagą dotyka zagadnień relacji, miłości i przyjaźni. Nie są to pouczające morały ani instrukcje „jak żyć”. To raczej szczere, obserwacyjne spojrzenie na życie – na momenty szczęścia, na małe porażki, na niepewność, która potrafi nas sparaliżować, i na te ulotne chwile, które pozwalają nam uwierzyć, że wszystko ma sens. Dzięki temu czytelnik zaczyna sam zadawać sobie pytania: Czego naprawdę się boimy? Dlaczego czasem tak trudno jest nam zaufać? Dlaczego wobec siebie bywamy surowi, a wobec innych potrafimy okazać zrozumienie i cierpliwość? Bohaterka tej książki jest lustrem, w którym każdy może odnaleźć własne odbicie. Jej radości, lęki, słabości i triumfy sprawiają, że zaczynamy przyglądać się własnym emocjom z większą świadomością i empatią. To właśnie dzięki niej lektura staje się czymś więcej niż historią – staje się rozmową z samym sobą, próbą odpowiedzi na pytania, których czasem boimy się nawet sformułować. Nie tylko opowieść, ale lustro naszych emocji Ta książka ma w sobie coś, co trudno ująć w proste słowa. To jest właśnie to „więcej niż opowieść” – coś, co wychodzi poza fabułę, poza bohaterów i zdarzenia. Gabriela Gargaś nie ogranicza się do przedstawiania kolejnych wydarzeń – ona je przeżywa razem z czytelnikiem, pozwalając nam wejść w świat emocji tak blisko, jakbyśmy siedzieli naprzeciwko niej przy filiżance kawy. Ma się wrażenie, że każda scena jest częścią osobistej rozmowy, w której autorka potrafi śmiać się głośno, a w kolejnym zdaniu łkać cicho pod nosem, dzieląc się zarówno radością, jak i melancholią. To niezwykle intymne doświadczenie czytelnicze, bo sprawia, że zaczynamy odczuwać emocje bohaterki własnym ciałem i umysłem. Wielokrotnie łapałam się na tym, że zatrzymuję się po przeczytaniu kilku zdań i myślę: „Tak, też tak miałam”. To nie jest tylko wrażenie empatii wobec fikcyjnej postaci – to znak, że emocje i doświadczenia opisane w książce są uniwersalne i bliskie każdemu, kto choć przez chwilę zmagał się z podobnymi trudnościami. Nie są to sceny wymyślone z myślą o efekcie dramatycznym, ale chwile, które mogły wydarzyć się w życiu każdej z nas – czasem subtelne, prawie niezauważalne, a czasem z przytupem, mocne, bolesne i pełne intensywnych przeżyć. Autorka świetnie łączy codzienną rzeczywistość z głębokimi refleksjami nad życiem, relacjami i emocjami. To sprawia, że każda strona staje się lustrem – przeglądając się w nim, dostrzegamy własne lęki, słabości, radości i drobne zwycięstwa, których czasem nie potrafimy nazwać. To właśnie ta uniwersalność sprawia, że książka działa tak mocno – bo każda czytelniczka, niezależnie od wieku czy doświadczeń, odnajdzie w niej fragment siebie. Czytając, zaczynamy zastanawiać się nad własnym życiem, nad codziennymi wyborami, nad tym, jak reagujemy w trudnych chwilach i jak cieszymy się tymi ulotnymi momentami szczęścia. To nie jest książka, którą czyta się tylko dla fabuły. To jest książka, która pozwala wejść w emocje bohaterki i jednocześnie w nasze własne, sprawiając, że po jej zakończeniu trudno jest od niej całkowicie odejść. Prawda bez upiększeń, emocje bez cenzury To, co najbardziej urzeka w tej książce, to brak cukierkowej narracji i pozornej lekkości. Gabriela Gargaś nie szuka tanich emocji ani nie maluje świata na różowo, nie serwuje gotowych odpowiedzi ani fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Świat przedstawiony w „Głowa do góry, cycki do przodu!” jest pełen blasków i cieni, radości i frustracji, nadziei i rozczarowań – dokładnie tak, jak wygląda prawdziwe życie. Autorka mówi o rzeczach trudnych – o porażkach, o zawodach, o chwilach, kiedy wszystko wydaje się bez sensu – ale robi to bez moralizowania i bez wymuszania emocji. Każda scena, każde zdanie oddaje surowość i prawdziwość przeżywanych uczuć, często bolesnych, czasem przytłaczających, ale zawsze autentycznych. To właśnie autentyczność tej książki sprawia, że trudno się od niej oderwać. Gargaś nie udaje, że życie jest idealne, ani nie próbuje osłodzić problemów bohaterki. Zamiast tego pokazuje, że momenty trudności i niepewności są naturalną częścią naszej codzienności, i że to w nich kryje się potencjał do refleksji, nauki i wzrostu. Czytając, łatwo poczuć, że autorka rozumie emocje czytelnika, że zna te chwile, kiedy czujemy się przytłoczeni, a jednocześnie chcemy wierzyć, że wszystko może się ułożyć. Z drugiej strony w tej książce nie brakuje światła i nadziei. Nie jest to fałszywe pocieszenie ani banalny happy end. To subtelna nuta optymizmu, delikatny sygnał, że nawet w najbardziej szarych chwilach można znaleźć coś, co sprawi, że spojrzymy na życie z nowej perspektywy. To właśnie ta równowaga – między brutalną prawdą a drobną iskrą nadziei – sprawia, że czytelnik nie odkłada książki z poczuciem ciężaru. Wręcz przeciwnie – chce czytać dalej, bo za kolejnym zakrętem czeka kolejna refleksja, kolejny moment, który pozwala dostrzec życie w pełni, z jego wszystkimi niuansami, i zrozumieć, że mimo trudności zawsze jest miejsce na śmiech, radość i chwilę wytchnienia. Gargaś udowadnia, że prawdziwe emocje nie potrzebują upiększeń, a szczerość wobec życia i siebie samego jest tym, co daje czytelnikowi najwięcej satysfakcji. Ta książka nie tylko opowiada historię, ale pozwala nam poczuć, że nie jesteśmy sami w swoich troskach, że nasze emocje są ważne, realne i pełne wartości, nawet jeśli bywają trudne. Język, który bawi i porusza Stylistycznie książka jest lekka, ale nie infantylna. Gabriela Gargaś operuje językiem codziennym, naturalnym i pełnym życia, dzięki czemu nawet trudniejsze tematy stają się przystępne i bliskie czytelnikowi. Każde zdanie, każda scena jest starannie skonstruowana – nie ma tu sztucznego patosu ani przesadnego dramatyzmu. Każde słowo ma znaczenie, każda obserwacja bohaterki wnosi coś do całości, a przy tym jest przesiąknięta emocjami, które łatwo poczuć własnym ciałem i umysłem. Czasem śmiejemy się głośno, czasem zatrzymujemy na chwilę, bo nagle dociera do nas głębszy sens sceny. Często łapię się na tym, że uśmiecham się jeszcze zanim dotrę do sedna zdania, bo język, jakim prowadzona jest narracja, sprawia, że tekst „żyje” i oddycha razem z czytelnikiem. To, co wyróżnia styl Gabrieli Gargaś, to niezwykła umiejętność łączenia humoru z emocją na takiej płaszczyźnie, że czytelnik niemal nie zauważa momentu, w którym śmiech zmienia się w wzruszenie. To bardzo subtelna, a równocześnie głęboka sztuka – opowiadać historie w taki sposób, by nie tylko obserwować bohaterów i wydarzenia, ale by je czuć. Dzięki temu każda strona książki staje się doświadczeniem zmysłowym i emocjonalnym, które wciąga i zostaje w pamięci na długo. Humor nie jest tu celem samym w sobie, lecz narzędziem, które pozwala dotrzeć do prawdy o życiu, ludziach i nas samych, pokazując, że śmiech i wzruszenie mogą iść ramię w ramię. Styl Gargaś sprawia, że książka staje się żywą opowieścią, w której codzienność bohaterki staje się naszym własnym doświadczeniem. Możemy w niej rozpoznać siebie, swoje myśli i reakcje, a jednocześnie pozwolić sobie na lekkość i radość, które wynikają z obserwacji życia z dystansem, ale i z pełnym zaangażowaniem emocjonalnym. To język, który nie tylko opowiada, ale pozwala poczuć każdą chwilę i zrozumieć jej znaczenie w szerszym kontekście emocji i ludzkich relacji. Czy to książka tylko dla kobiet? Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że „Głowa do góry, cycki do przodu!” to lektura typowo kobieca. W końcu opowiada o emocjach, relacjach i codziennych doświadczeniach, które często kojarzymy z kobiecą perspektywą. Jednak w rzeczywistości ta książka przemawia do każdego, niezależnie od płci. Tematy, jakie porusza Gabriela Gargaś — poczucie własnej wartości, lęki, radości, potrzeba zrozumienia, bliskości i szczerości w relacjach — są uniwersalne. Każdy człowiek, który choć raz mierzył się z własnymi emocjami, wątpliwościami czy codziennymi wyzwaniami, odnajdzie w tej książce coś dla siebie. To nie jest typowa opowieść, która mówi, jak należy żyć albo jakie decyzje są „właściwe”. To książka, która zadaje pytania — często te, które sami boimy się postawić. Dlaczego boimy się zaufać innym? Dlaczego czasem tak surowo oceniamy siebie? Dlaczego szukamy w życiu szczęścia, a jednocześnie trudno nam pozwolić sobie na radość? Gargaś robi to w sposób niezwykle naturalny, subtelny i prawdziwy, tak że prawie nie zauważamy, kiedy zaczynamy głębszą refleksję nad własnym życiem. Co ważne, książka nie dzieli czytelników według płci ani nie stawia żadnych granic doświadczeniowych. To uniwersalne spojrzenie na ludzkie emocje i codzienność, które może poruszyć zarówno kobietę, jak i mężczyznę. Każdy może w niej odnaleźć fragment siebie – zarówno w momentach zwątpienia, jak i w chwilach radości. Dzięki temu „Głowa do góry, cycki do przodu!” staje się książką nie tylko osobistą, ale także uniwersalną w swoim przesłaniu: o szukaniu siły, nadziei i sensu w codziennym życiu, niezależnie od tego, kim jesteśmy. Moment, który zostaje z nami na długo Jedną z cech najlepszych książek jest to, że nie zostawiają Cię samego z ostatnią stroną. One zostają z Tobą. Myślami, emocjami, pytaniami, które nagle pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach dnia. „Głowa do góry, cycki do przodu!” należy właśnie do takich lektur. Po zamknięciu książki nie czułam ulgi ani satysfakcji typowej po skończonej historii – czułam echo. Echo myśli o moim własnym życiu, o codziennych radościach i trudnościach, o małych zwycięstwach i chwilach zwątpienia, które każdy z nas zna. To nie jest książka, którą się po prostu czyta i odkłada na półkę. To książka, która wnika pod skórę, która zostawia ślad, subtelny, a jednocześnie nie do wymazania. Refleksja nad własnymi doświadczeniami – nad momentami, kiedy byliśmy silni, kiedy upadaliśmy, kiedy śmialiśmy się z całego serca, a kiedy płakaliśmy w samotności – powracała do mnie z taką mocą, że kilkukrotnie wracałam do fragmentów przeczytanych wcześniej, jakby chciałam je jeszcze raz przeżyć całym sobą. To nie jest powrót do treści dla samej treści. To powrót do emocji, które były w niej zawarte, do refleksji, które autorka tak subtelnie i umiejętnie wplata w narrację. Ta książka zostawia przestrzeń do własnych przemyśleń. Sprawia, że zaczynamy dostrzegać w codzienności drobne niuanse – uśmiech przypadkowego przechodnia, ciszę przed burzą, momenty bliskości, które wydają się ulotne, ale mają w sobie ogromną wartość. Dzięki temu lektura staje się doświadczeniem, które trwa znacznie dłużej niż czas spędzony na czytaniu. To echo emocji i myśli, które nosimy ze sobą i do którego wracamy, gdy chcemy poczuć, że nie jesteśmy sami w naszych odczuciach, w naszych lękach i radościach. Podsumowanie – książka, którą warto przeczytać „Głowa do góry, cycki do przodu!” to coś więcej niż powieść obyczajowa. To rozmowa o życiu takim, jakie jest naprawdę — bez filtrów, bez upiększeń, bez udawania, z pełnym wachlarzem emocji. To książka, która potrafi rozbawić do łez, poruszyć do głębi, a czasem nawet zaskoczyć swoją szczerością i głębią obserwacji. To opowieść o kobiecie, która jest taka jak my wszystkie — silna i słaba, śmiejąca się i płacząca, próbująca odnaleźć sens w chaosie codzienności, mierząca się z codziennymi trudnościami, lękami i nadziejami. Nie jest to książka oferująca łatwe recepty na szczęście ani gotowe rozwiązania problemów. To raczej historia o odwadze — o odwadze, by spojrzeć prawdzie w oczy, przyznać przed sobą samego: „Tak, może być ciężko, ale dam radę”, i iść dalej mimo niepewności. To właśnie ta szczerość i autentyczność sprawiają, że historia zostaje z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniego zdania. Bo choć bohaterka zmaga się ze swoimi demonami, jej codzienne wybory, radości i porażki stają się lustrem dla naszych własnych doświadczeń. Jeśli szukasz książki, która nie tylko opowiada historię, ale przemawia do serca, która wciąga jak dobra rozmowa przy kawie i sprawia, że zaczynasz patrzeć na swoje życie z większą uważnością, świadomością i odrobiną humoru — „Głowa do góry, cycki do przodu!” jest lekturą, której nie można pominąć. To książka, która zostawia ślad, inspiruje do refleksji i pozwala odkryć, że w codziennym chaosie życia można znaleźć momenty radości, siły i nadziei, nawet w najmniej spodziewanych chwilach.
Anna Szymczak - awatar Anna Szymczak
ocenił na 8 3 dni temu

Cytaty z książki Posmak

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Posmak