rozwiń zwiń

Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu

Okładka książki Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu
Haruki Murakami Wydawnictwo: Muza biografia, autobiografia, pamiętnik
80 str. 1 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
猫を棄てる 父親について語るとき
Data wydania:
2022-04-13
Data 1. wyd. pol.:
2022-04-13
Liczba stron:
80
Czas czytania
1 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328722125
Tłumacz:
Anna Zielińska-Elliott

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu i



Przeczytane 938 Opinie 343 Oficjalne recenzje 654

Opinia społeczności książki  Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu i



Książki 578 Opinie 578

Oceny książki Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu

Średnia ocen
6,6 / 10
614 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
155
54

Na półkach: ,

Króciutka, a jak osobista. Wspominająca ojca, z którym pisarz praktycznie całkowicie stracił kontakt po wkroczeniu w dorosłość, godząc się na krótko przed śmiercią rodzica. Przypomina, że ludzkie życie składa się z przypadków, czego przykładem jest sam autor.
Nie tylko dla czytelników Murakamiego. Poruszana jest kwestia wojny i utrwalonej traumy, jak również wartości wspomnień (nawet tych pozornie małych i nieznaczących), które na zawsze pozostawiają ślad w naszych sercach i tworzą nas takimi, jakimi jesteśmy teraz.

Króciutka, a jak osobista. Wspominająca ojca, z którym pisarz praktycznie całkowicie stracił kontakt po wkroczeniu w dorosłość, godząc się na krótko przed śmiercią rodzica. Przypomina, że ludzkie życie składa się z przypadków, czego przykładem jest sam autor.
Nie tylko dla czytelników Murakamiego. Poruszana jest kwestia wojny i utrwalonej traumy, jak również wartości...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1209 użytkowników ma tytuł Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu na półkach głównych
  • 781
  • 428
268 użytkowników ma tytuł Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu na półkach dodatkowych
  • 120
  • 65
  • 29
  • 15
  • 14
  • 10
  • 8
  • 7

Inne książki autora

Haruki Murakami
Haruki Murakami
Japoński pisarz, eseista i tłumacz literatury amerykańskiej. Ukończył dramat klasyczny na Wydziale Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio. W wieku 30 lat wydał swoją pierwszą powieść „Hear the Wind Sing” (1979). Po napisaniu wysłał ją na konkurs literacki, zajmując pierwsze miejsce i zdobywając nagrodę Gunzō. Kolejnymi utworami Murakamiego były: „Pinball, 1973” (1980) i „Przygoda z owcą” (1982). Te trzy utwory nazywane są Trylogią „Szczura”, od przydomka narratora. Następne książki: „Koniec świata i Hard-boiled Wonderland” (1985, nagroda Jun'ichirō Tanizaki), „Tańcz, tańcz, tańcz” (1988) i „Na południe od granicy, na zachód od słońca” (1992) ugruntowały jego pozycję jako pisarza, a także przyniosły mu sławę na Zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych. Najnowsza, dwutomowa powieść nosi tytuł „Śmierć komandora” (2018). Książka „Mężczyźni bez kobiet” była nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kot w Tokio Nick Bradley
Kot w Tokio
Nick Bradley
Obraz tętniącego życiem, korporacyjną wrzawą, w wiecznym niedoczasie i nieustannym biegu miasta Tokio. I ludzie tu żyjący "(...) uświadomiła sobie miliony milionów istnień wokół siebie. Wszystkie koleje losu, wszystkie dramaty. Wszystkie rodziny uwięzione we własnych kręgach (...) Miasto nigdy się nie zatrzymywało, beztrosko pędziło naprzód". W codziennym pędzie poznajemy tatuażystę, taksówkarza, pisarza, bezdomnego i zielonooką dziewczynę. Historię tych i wielu innych osób łączą się i rozdzielają przez dyskretne powiązania i nieoczekiwane zdarzenia. Pozostawiony maszynopis, wspólny obiad, wypadek, przygotowania do Olimpiady stają się przyczyną do zmian losu. Raz subtelnych, raz drastycznych. Ludzie stają się jak chińskie znaki "znaki zmieniają znaczenie, gdy umieszczane są obok innych, więc to ważne by skoncentrować się na powiązaniach pomiędzy nimi. Żaden znak tak naprawdę nie istnieje sam, bez relacji z innymi, a w dodatku zawsze mamy jakąś historię zarówno dla najbardziej skomplikowanych, jak i najprostszych znaków". Autor połączył więc bohaterów by stworzyć ciekawy obraz ich osobowości w mieście gdzie należy dostosowywać się do wyznaczonych schematów i obyczajów. Czy przestrzeganie zasad i kulturowych reguł jest utratą wolności? A kot? Bo kot jest obecny, ale nie zawsze widoczny. Gdy pojawia się wędrując ulicami Tokio zawsze coś musi się wydarzyć. "Kot siedział nieruchomo i patrzył wprost na mnie. Było coś takiego w jego świecących oczach. Coś chaotycznego. W jego tęczówkach odbijało się całe miasto. Wydawało się, że kot widzi nas poruszających się gdzieś w środku i jako że obraz miasta odbijał się od jego gałek ocznych , kot odrzucał tym samym ideę ludzkiej postaci lub nadzoru. Kot nie miał żadnego pana i tego mu zazdrościłem". Książka dla tych którzy cenią poplątane historie ludzkie i japońską kulturę. Czyta się ją lekko i z uwagą by nie przegapić tych elementów które łączą losy postaci. Historia przekazywana jest w formie opowieści gdzie częściowo jedna wynika z drugiej. Czasem mamy historię jako opowiadanie, jedna z części przedstawia jest jako komiks, a i mamy przekaz nałogowego komputerowca relacjonującego wszystko na forach internetowych.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na 6 6 miesięcy temu
Ona i jej kot Makoto Shinkai
Ona i jej kot
Makoto Shinkai Naruki Nagakawa
„Ona i jej kot”, będąca literacką adaptacją wczesnej krótkometrażówki Makoto Shinkaia, to pozycja, która w niezwykle subtelny sposób uchwyciła esencję codziennej melancholii i cichej nadziei. Współpraca Shinkaia z Narukim Nagakawą zaowocowała zbiorem czterech powiązanych ze sobą opowiadań, które łączy wspólny mianownik: relacja między kobietą a jej kocim towarzyszem. Ocena 7/10 oddaje charakter tej książki – jest to lektura piękna, kojąca i estetycznie dopracowana, choć dla niektórych czytelników może okazać się zbyt ulotna i oszczędna w treści. Cztery pory roku, cztery istnienia Struktura książki opiera się na prostym, ale skutecznym pomyśle. Każdy rozdział przedstawia inną parę bohaterów – kobietę zmagającą się z trudami dorosłości oraz kota, który obserwuje jej życie z perspektywy podłogi lub parapetu. To właśnie ten „koci punkt widzenia” stanowi o wyjątkowości tekstu. Nagakawa z dużą wrażliwością oddaje sposób, w jaki zwierzęta postrzegają ludzkie emocje: nie rozumieją one skomplikowanych konwenansów społecznych czy problemów zawodowych, ale bezbłędnie wyczuwają smutek, zmęczenie czy zapach nadchodzącej zmiany. Najmocniejszym punktem „Ona i jej kot” jest jej atmosfera. Shinkai jest mistrzem portretowania samotności w wielkim mieście i to czuć na każdej stronie. Autentyzm przeżyć bohaterek – od lęku przed odrzuceniem, przez żałobę, aż po trudności z odnalezieniem własnej ścieżki zawodowej – sprawia, że łatwo się z nimi utożsamić. Książka nie oferuje spektakularnych zwrotów akcji; skupia się na małych gestach, dźwięku deszczu uderzającego o szyby i cieple futra w mroźny dzień. Piękno w minimalizmie Styl pisania jest oszczędny, niemal poetycki, co idealnie współgra z japońską estetyką mono no aware – zachwytu nad przemijalnością rzeczy. Autorzy nie próbują na siłę dramatyzować losów postaci. Zamiast tego oferują czytelnikowi literacki odpowiednik ciepłego koca i kubka herbaty. Jest to książka o „przetrwaniu” codzienności, która udowadnia, że obecność drugiego stworzenia może być wystarczającym powodem, by rano wstać z łóżka. Dlaczego jednak nota zatrzymuje się na 7/10? Głównym powodem jest pewna powtarzalność motywów. Choć każda historia jest inna, emocjonalny ton pozostaje niemal identyczny we wszystkich czterech przypadkach, co przy dłuższej lekturze może sprawiać wrażenie monotonii. Dodatkowo, ze względu na krótką formę, niektóre wątki wydają się zaledwie naszkicowane, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu. „Ona i jej kot” to idealna lektura na jeden wieczór, zwłaszcza gdy szukamy czegoś, co wyciszy nasze myśli. To hołd dla bezwarunkowej miłości, jaką dają nam zwierzęta, i przypomnienie, że nikt z nas nie jest tak naprawdę sam, dopóki ma kogoś, o kogo może dbać. To solidna, wzruszająca pozycja, która mimo swojej prostoty, potrafi poruszyć najczulsze struny w sercu każdego właściciela czworonoga.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 20 dni temu
Żywe morze snów na jawie Richard Flanagan
Żywe morze snów na jawie
Richard Flanagan
„Uratowali ją przed śmiercią, ale tylko po to […], by w nieskończoność przedłużać jej umieranie”. Trudno pogodzić się z odchodzeniem bliskiej osoby, trudno zaakceptować, że wkrótce może jej zabraknąć, trudno pozwolić odejść komuś, kto towarzyszył nam od zawsze. Kiedy osiemdziesięciosześcioletnia Francie po wylewie trafia do szpitala, jej troje dorosłych dzieci postanawia zrobić wszystko, co w ich mocy, by zatrzymać ją przy sobie. Każde z nich inaczej rozumie troskę, inaczej pojmuje miłość i inaczej radzi sobie z lękiem przed nieuchronnym. Jedno wierzy w medycynę i kolejne procedury, drugie w cud, trzecie w to, że najważniejsze jest po prostu być obok – nawet jeśli obecność nie zmieni już biegu wydarzeń. W obliczu choroby matki Anna, Tommy i Terzo zostają zmuszeni do konfrontacji nie tylko z jej słabnącym ciałem, lecz także z własnymi wspomnieniami, dawnymi żalami i pytaniami, których nigdy nie zadali. Każdy dzień przynosi nowe decyzje – coraz trudniejsze, coraz bardziej ostateczne. A jednocześnie – paradoksalnie – zbliża ich do siebie tak, jak nie potrafili zbliżyć się od lat. „Żywe morze snów na jawie” to opowieść o miłości, która czasem przybiera formę walki, a czasem – rezygnacji. O granicy między ratowaniem a uporczywym podtrzymywaniem życia. I o tym, że pozwolenie komuś odejść bywa największym aktem czułości. Właśnie w tym kontekście młoda lekarka, obserwując zachowanie rodziny, wyznaje, że „teraz zaczyna rozumieć, co powiedział jej kiedyś pewien stary lekarz, gdy była jeszcze studentką: że miarą naszej wartości nie jest to, co o sobie mówimy czy myślimy, tylko to, jak się zachowujemy, gdy sprawdza nas cierpienie. A cierpieniom Francie nie było końca. Znalazłszy się w pułapce pomiędzy pragnieniem swego ciała, by umrzeć, a postanowieniem jej […] dzieci, że musi żyć, chora została poddana ekstremalnemu sprawdzianowi bólu”. Język powieści jest gęsty od emocji, a jednocześnie precyzyjny i oszczędny tam, gdzie milczenie mówi więcej niż słowa. Proza Flanagana pulsuje obrazami — chwilami niemal poetyckimi, chwilami brutalnie konkretnymi. Dzięki temu czytelnik nie tylko śledzi historię, lecz także zanurza się w niej, odczuwa ją niemal fizycznie. To język, który nie upiększa cierpienia, ale nadaje mu sens, pozwalając dostrzec w nim zarówno dramat, jak i czułość. „Żywe morze snów na jawie” Richarda Flanagana to opowieść o człowieku – o jego kruchości, lękach i pragnieniu zatrzymania tego, co nieuchronnie wymyka się z rąk. To historia odchodzenia – i tych, którzy pozostają. Opowieść, w której życie i śmierć splatają się w mocnym uścisku, tworząc niepokojący, hipnotyczny taniec. Warto przeczytać – polecam! https://eklektycznasiedem.blogspot.com/
Koralina - awatar Koralina
oceniła na 8 18 dni temu
Tyll Daniel Kehlmann
Tyll
Daniel Kehlmann
Daniel Kehlmann, jeden z najzdolniejszych współczesnych pisarzy niemieckojęzycznych, w „Tyllu” dokonuje karkołomnego zabiegu: przenosi postać legendarnego psotnika, Tylla Ulenspiegla, z XIV wieku wprost w środek XVII-wiecznej pożogi. Efektem jest powieść totalna, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym, balansując między realizmem magicznym, powieścią historyczną a filozoficzną przypowieścią o kondycji człowieka w czasach ostatecznych. Tyll w ujęciu Kehlmanna nie jest jedynie jarmarcznym wesołkiem. To postać niemal metafizyczna – linoskoczek, który potrafi nie tylko balansować nad błotnistymi rynkami niemieckich miasteczek, ale także nad granicą życia i śmierci. Jego obecność w świecie zdominowanym przez głód, fanatyzm religijny i bezsensowne okrucieństwo wojny jest rodzajem buntu. Tyll wybiera wolność, która dla innych jest nieosiągalna, ale ceną za nią jest całkowite wykorzenienie i emocjonalny chłód. Autor z niezwykłą precyzją odmalowuje panoramę Europy Środkowej tamtego okresu. Nie szczędzi czytelnikowi opisów brudu, rozkładu i absurdów ówczesnej polityki. Spotykamy tu postacie historyczne, jak nieszczęsny „Zimowy Król” Fryderyk V czy uczony jezuita Athanasius Kircher, których losy splatają się z wędrówką Tylla. Każda z tych postaci jest nakreślona z sarkastycznym dystansem, co nadaje książce specyficznego, słodko-gorzkiego smaku. To książka wybitna pod wieloma względami, ale posiadająca cechy, które mogą stanowić barierę dla części odbiorców: Język i styl: Kehlmann pisze po mistrzowsku. Jego fraza jest lekka, a zarazem gęsta od znaczeń. Potrafi w jednym zdaniu przejść od wulgarnego opisu obozowego życia do wzniosłych rozważań o naturze wszechświata. Konstrukcja: Powieść nie jest liniowa. Autor żongluje planami czasowymi i punktami widzenia. Ta fragmentacja doskonale oddaje chaos wojny, ale sprawia, że lektura wymaga od czytelnika dużej uważności i cierpliwości w składaniu mozaiki zdarzeń. Chłód emocjonalny: Choć Tyll fascynuje, trudno go pokochać. Jest obserwatorem, katalizatorem zdarzeń, ale rzadko kimś, z kim można się w pełni utożsamić. Ten dystans sprawia, że książkę podziwia się bardziej intelektualnie niż sercem. Magia i błoto Największym osiągnięciem Kehlmanna jest to, jak sprawnie wplata elementy nadprzyrodzone w skrajnie brutalną rzeczywistość. Rozmowy z duchami czy przepowiednie nie wydają się tu tanim chwytem fantasy, lecz naturalnym elementem świata, w którym granica między tym, co racjonalne, a tym, co zabobonne, jeszcze nie istniała. „Tyll” to bolesna i piękna opowieść o tym, że sztuka i humor są jedynymi narzędziami, które pozwalają zachować zmysły w świecie, który oszalał. To lektura dla tych, którzy cenią prozę ambitną, wymagającą i nieoczywistą. Kehlmann stworzył pomnik dla figury błazna, przypominając, że czasem tylko ten, kto stoi z boku i drwi z możnych tego świata, ma szansę naprawdę przetrwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 19 dni temu
Dzieci Jacek Paśnik
Dzieci
Jacek Paśnik
Mankamenty debiutanckiej powieści Jacka Paśnika rzucają się w oczy niemal od pierwszych stron, sprawiając, że lektura staje się doświadczeniem ambiwalentnym. Głównym problemem Dzieci jest specyficzna konstrukcja fabularna, a w zasadzie jej brak – książka sprawia wrażenie zbioru luźno powiązanych ze sobą scen, które nie zawsze prowadzą do konkretnego punktu kulminacyjnego. Autor momentami zbyt mocno ufa sile samej nostalgii, wierząc, że katalogowanie artefaktów przełomu wieków zastąpi solidnie zarysowaną intrygę. Postaci bywają przez to nieco przezroczyste, służąc bardziej jako nośniki dla wspomnień o gumach kulkach i pierwszych modemach niż jako pełnokrwiści bohaterowie, z którymi czytelnik mógłby nawiązać głęboką więź. Mimo tych niedociągnięć, ocena 6/10 jest w pełni zasłużona dzięki warsztatowej sprawności autora. Paśnik operuje językiem, który jest mięsisty i niezwykle obrazowy. Potrafi on z niezwykłą precyzją oddać duszność osiedlowych klatek schodowych, kurz osiadający na kineskopowych telewizorach i specyficzny zapach wczesnego polskiego kapitalizmu. To proza sensoryczna – czytelnik niemal fizycznie czuje lepkość asfaltu w upalne popołudnie czy szorstkość dywanów na ścianach. Wysoka ocena w aspekcie stylistycznym należy się za brak pruderii w opisywaniu fizjologii dorastania i zero litości dla czytelnika, który chciałby widzieć w dzieciństwie jedynie idyllę. Paśnik bezlitośnie obnaża okrucieństwo rówieśnicze i brud rzeczywistości transformacyjnej. Trawestując popularne hasło: Dzieci to nie jest sentymentalna podróż, to raczej sekcja zwłok pokolenia, które utknęło między analogowym wczoraj a cyfrowym jutro. Autor świetnie uchwycił ten moment zawieszenia, w którym wszystko wydawało się możliwe, a jednocześnie podszyte było głębokim lękiem. Choć książce brakuje fabularnej dyscypliny, broni się ona jako sugestywny portret czasu i miejsca. To literatura „nastroju”, która bardziej niż konkretną historię, oferuje czytelnikowi lustro, w którym może przejrzeć się każdy, kto dorastał na betonowych placach zabaw. Podsumowując, Jacek Paśnik stworzył obiecujący, choć nierówny debiut. Jeśli przymknąć oko na pewną narracyjną rwaną strukturę, otrzymujemy gęstą, niemal narkotyczną opowieść o końcu pewnej ery. To proza dla tych, którzy nie boją się konfrontacji z własną pamięcią, nawet jeśli bywa ona bolesna i niefotogeniczna.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Szkice malajskie Alfian Sa’at
Szkice malajskie
Alfian Sa’at
🌸 Recenzja w akcji czytelniczej „Cosy places 2 - twój ulubiony zakątek po sąsiedzku” 🌸 🕌🌸 Nastał ten moment, kochani! Oto pierwsza środa w ramach Cosy Places 2. Pora więc, abym opowiedziała wam o pierwszej perełce od Wydawnictwa Tajfuny , którą zdecydowałam się przeczytać w ramach tej akcji. Czy Szkice malajskie są warte uwagi? I o co tak naprawdę chodzi Alfianowi Sa’atowi? 🕌🌸 Szkice malajskie Alfiana Sa’ata to zbiór mikroopowiadań, które przenoszą czytelnika w codzienność malajskiej społeczności Singapuru i Malezji. To książka delikatna, jakby pisana cienkim pędzlem, z miękkim światłem poranka wpadającym przez okno. Sa’at maluje obrazy ludzi, miejsc i chwil – czasem zabawnych, czasem gorzkich – zawsze jednak pełnych życia. Nie znajdziemy tu rozbudowanych fabuł ani wielowątkowych historii, lecz krótkie, intensywne kadry, które mają w sobie coś z poezji i reporterskiej obserwacji. 🕌🌸 Autor z niezwykłą czułością oddaje codzienność: zapach świeżo smażonych keropoków na kolanach śpiącego w autobusie chłopca, milczącą obecność ojca trzymającego dowód z symboliczną dziurką po zmarłym synu czy wahania młodej kobiety szukającej pracy, w której mogłaby z dumą nosić tudung. Każda scena to drobny klejnot – niepozorny, ale oświetlony tak, by widać było jego wewnętrzny blask. I choć historie bywają krótkie, potrafią wywołać długotrwałe echo w czytelniku. 🕌🌸 Wrażenie robi różnorodność tematów – od codziennych rytuałów po opowieści balansujące na granicy mitu i grozy, jak historia Hantu Tetek, ducha duszącego dzieci swoimi piersiami. Ta mieszanka realizmu i ludowych wierzeń dodaje zbiorowi szczególnego klimatu, w którym rzeczywistość i opowieści szeptane nocą istnieją obok siebie. Sa’at potrafi łączyć ciepło i humor z gorzką refleksją nad nierównościami społecznymi, dyskryminacją czy utratą. ㅤ 🕌🌸 Nie jest to jednak lektura dla tych, którzy szukają wartkiej akcji i głębokiego zanurzenia w fabule. Mikroopowiadania pozostawiają wiele niedopowiedzeń, a niektóre urywają się w momencie, gdy dopiero zaczynamy czuć więź z bohaterami. Mimo to Szkice malajskie mają swój urok – są jak filiżanka herbaty pita powoli w ciepły wieczór, z możliwością wsłuchania się w dźwięki ulicy i ciche rozmowy sąsiadów. To książka, która nie krzyczy, ale szepcze – i właśnie w tej subtelności kryje się jej siła.
KawkaNK - awatar KawkaNK
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Bowie w Warszawie Dorota Masłowska
Bowie w Warszawie
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska przyzwyczaiła czytelników do tego, że jej literatura to językowy poligon, na którym polszczyzna wygina się, trzeszczy i odsłania swoje najkomiczniejsze, a zarazem najsmutniejsze oblicza. W dramacie „Bowie w Warszawie” autorka bierze na warsztat legendarną, niemal mityczną wizytę Davida Bowiego na Dworcu Gdańskim w 1976 roku. Jednak każdy, kto spodziewa się biograficznej opowieści o ikonie rocka, srodze się zawiedzie. Bowie jest tu jedynie pretekstem, nieuchwytnym fantomem przemykającym w tle szarej, dusznej rzeczywistości gierkowskiej Polski. Przyznaję tej pozycji ocenę 6/10 – to błyskotliwy popis stylu, który jednak pozostawia pewien niedosyt treściowy. Siłą dramatu jest bez wątpienia warstwa językowa. Masłowska z maestrią rekonstruuje (i parodiuje) peerelowski żargon, urzędową nowomowę oraz bełkotliwą codzienność tamtej epoki. Świat przedstawiony to Polska „bitkowa” i „octowa”, pogrążona w absurdzie i marazmie, w której pojawienie się kogoś tak egzotycznego jak Bowie wydaje się błędem w matriksie. Autorka świetnie kreśli galerię postaci: od milicjanta próbującego rozwikłać zagadkę „Damskiego Rozpruwacza”, po zagubione kobiety marzące o wielkim świecie. Masłowska drwi z narodowych kompleksów i martyrologii, robiąc to z właściwym sobie, drapieżnym humorem. Wizualna strona wydania (z ilustracjami Mariusza Wilczyńskiego) dodaje całości onirycznego, niepokojącego klimatu, który idealnie współgra z tekstem. To utwór, który świetnie sprawdza się jako scenariusz teatralny, dając ogromne pole do popisu reżyserom i scenografom w kreowaniu surrealistycznej wizji Warszawy lat 70. Skąd zatem tylko szóstka? „Bowie w Warszawie” sprawia wrażenie utworu nieco błahego, zwłaszcza w zestawieniu z wcześniejszymi dokonaniami autorki, takimi jak „Inni ludzie”. Intryga kryminalna, która ma spajać poszczególne sceny, jest pretekstowa i rozmywa się w językowych fajerwerkach. Po lekturze pozostaje wrażenie, że Masłowska bawi się formą dla samej zabawy, a pod spodem brakuje głębszego fundamentu, który nadałby tej opowieści większy ciężar gatunkowy. Bowie jako symbol wolności i inności zostaje tu tak bardzo zmarginalizowany, że staje się niemal nieistotny, co może budzić irytację u czytelników liczących na mocniejszy dialog z jego legendą. Podsumowując, „Bowie w Warszawie” to rzetelne 6/10 – lektura obowiązkowa dla fanów językowego słuchu Masłowskiej, ale pozycja drugoplanowa w jej dorobku. To efektowny, literacki teledysk o polskiej brzydocie i marzeniach o kolorowym Zachodzie, który błyszczy przez chwilę, by po ostatniej stronie pozostawić czytelnika z poczuciem niedosytu i pytaniem: „czy to już wszystko?”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 17 dni temu

Cytaty z książki Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu

Więcej
Haruki Murakami Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu Zobacz więcej
Haruki Murakami Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu Zobacz więcej
Haruki Murakami Porzucenie kota. Wspomnienie o ojcu Zobacz więcej
Więcej