Poławiacze sunu

Okładka książki Poławiacze sunu
Michał Organiściak Wydawnictwo: Fabryka Słów fantasy, science fiction
496 str. 8 godz. 16 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2026-03-13
Data 1. wyd. pol.:
2026-03-13
Liczba stron:
496
Czas czytania
8 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383751986
Średnia ocen

                8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poławiacze sunu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Poławiacze sunu



książek na półce przeczytane 383 napisanych opinii 383

Oceny książki Poławiacze sunu

Średnia ocen
8,1 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
464
369

Na półkach: , , ,

Poławiacze Sunu to historia, która od pierwszych stron jasno daje do zrozumienia, że nie będzie to klasyczna opowieść o bohaterach i chwale. Już sam punkt wyjścia fabuły wyróżnia książkę na tle typowego fantasy. Marten, zamiast piąć się po szczeblach kariery wojskowej, zostaje zdegradowany, a uzależnienie od tytułowego sunu staje się osią całej opowieści.
Głównymi bohaterami są Marten i Cobar - dwaj bracia, których losy splatają się w sposób naturalny, a napięcie między nimi narasta wraz z rozwojem fabuły. Starszy z nich zmaga się z własnym upadkiem i próbuje zachować resztki godności, podczas gdy młodszy coraz śmielej dąży do wielkości, często ignorując konsekwencje swoich wyborów. Aby przetrwać, muszą sobie zaufać i połączyć siły mimo dzielących ich doświadczeń, ambicji i błędów przeszłości. Ich relacja nie jest jednak prostą drogą do pojednania. To raczej pełna napięć i niedopowiedzeń próba odbudowania więzi, a ich decyzje mają wpływ nie tylko na nich samych, ale i na otaczający świat.
Książka ma wyraźnie awanturniczo-przygodowy charakter i nie jest pozbawiona humoru, który często przełamuje jej mroczniejszy ton. W wielu momentach przywodzi na myśl klimat Piratów z Karaibów - pełen brawurowych akcji, nieoczekiwanych zwrotów fabularnych i bohaterów, którzy częściej działają pod wpływem impulsu niż rozsądku. Nie jest to jednak zawsze humor lekki i beztroski. Czasami ma gorzki wydźwięk, wynikający z sytuacji, w jakich znajdują się bohaterowie. Dzięki temu powieść oferuje zarówno widowiskowe sceny akcji, jak i bardziej stonowane momenty, w których wybrzmiewają konsekwencje podejmowanych decyzji.
Świat przedstawiony jest jednym z największych atutów książki. Morskie realia, bitewne opisy, korsarskie klimaty i polityczne intrygi tworzą fantastyczną atmosferę. Autor unika romantyzowania - zamiast tego dostajemy brud, chaos i brutalność życia na morzu, gdzie codzienność wyznaczają nie tylko walka i przetrwanie, lecz także chwile zapomnienia topione w strugach rumu.
Kolejnym plusem jest intrygujący system magiczny oparty na tytułowym sunu - substancji wydobywanej z dna mórz i oceanów. Zapewnia ona ogromną moc, ale jednocześnie silnie uzależnia, stopniowo przejmując kontrolę nad użytkownikiem. Co więcej, jej działanie ma swoją mroczną cenę - próba odstawienia sunu kończy się śmiercią.
Jeśli lubicie morskie opowieści, w których dodatkowo pojawia się magia, to zdecydowanie książka dla Was. Znajdziecie tu nie tylko dynamiczną akcję i korsarskie przygody, ale także wyraziste postacie, trudne wybory i świat, w którym każda decyzja ma swoją cenę.

Poławiacze Sunu to historia, która od pierwszych stron jasno daje do zrozumienia, że nie będzie to klasyczna opowieść o bohaterach i chwale. Już sam punkt wyjścia fabuły wyróżnia książkę na tle typowego fantasy. Marten, zamiast piąć się po szczeblach kariery wojskowej, zostaje zdegradowany, a uzależnienie od tytułowego sunu staje się osią całej opowieści.
Głównymi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

190 użytkowników ma tytuł Poławiacze sunu na półkach głównych
  • 122
  • 58
  • 10
40 użytkowników ma tytuł Poławiacze sunu na półkach dodatkowych
  • 19
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Fantazje Zielonogórskie. Wino, kobiety i śpiew. Antologia opowiadań fantastycznych Jarosław Ciunik, Marek Daniluk, Łukasz Dubianowski, Michał Figoń, Katarzyna Harmak, Anna Kłodnicka, Seweryn Kołodziejski, Jan Kwiatkowski, Martyna Lasecka, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Igor Myszkiewicz, Michał Organiściak, Róża Puchała, Kamila Szmigiel, Paweł Wącławski, Piotr Wojnarowicz, Michał Wyzga
Ocena 10,0
Fantazje Zielonogórskie. Wino, kobiety i śpiew. Antologia opowiadań fantastycznych Jarosław Ciunik, Marek Daniluk, Łukasz Dubianowski, Michał Figoń, Katarzyna Harmak, Anna Kłodnicka, Seweryn Kołodziejski, Jan Kwiatkowski, Martyna Lasecka, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Igor Myszkiewicz, Michał Organiściak, Róża Puchała, Kamila Szmigiel, Paweł Wącławski, Piotr Wojnarowicz, Michał Wyzga
Okładka książki Pulpitacje #1 Dagmara Adwentowska, Tomek Bilski, Agata Cieplik, Jakub Ćwiek, Aleksander Daukszewicz, Gaja Grzegorzewska, Andrzej Kwiecień, Olga Niziołek, Michał Organiściak, Anna Robak-Reczek, Jerzy Rzymowski, Jagoda Smyczek, Bartosz Szczygielski, Kajetan Szokalski, Maciej Staszek Tomaszewicz, Joanna Ufnalska, Agnieszka Włoka, Mateusz Wójcik
Ocena 7,1
Pulpitacje #1 Dagmara Adwentowska, Tomek Bilski, Agata Cieplik, Jakub Ćwiek, Aleksander Daukszewicz, Gaja Grzegorzewska, Andrzej Kwiecień, Olga Niziołek, Michał Organiściak, Anna Robak-Reczek, Jerzy Rzymowski, Jagoda Smyczek, Bartosz Szczygielski, Kajetan Szokalski, Maciej Staszek Tomaszewicz, Joanna Ufnalska, Agnieszka Włoka, Mateusz Wójcik
Okładka książki Pulpitacje #2 Beata Baran, Filip Chrzuszcz, Izabela Grabda, Michał Organiściak, Jakub Pawełek, Łukasz Radecki, Jerzy Rzymowski, Marta Sobiecka, Kajetan Szokalski, Herbert George Wells, Mateusz Woźniak
Ocena 7,1
Pulpitacje #2 Beata Baran, Filip Chrzuszcz, Izabela Grabda, Michał Organiściak, Jakub Pawełek, Łukasz Radecki, Jerzy Rzymowski, Marta Sobiecka, Kajetan Szokalski, Herbert George Wells, Mateusz Woźniak
Okładka książki Pigmalion fantastyki. Jubileuszowy zbiór opowiadań konkursowych. Aneta Borewicz, Blanka Borkowska, Kacper Cecuda, Michał Ciepliński, Karolina Czak, Roland Hensoldt, Katarzyna Kolasa, Olga Niziołek, Michał Organiściak, Krzysztof Radzikowski, Radosław Rak, Agnieszka Szady
Ocena 7,2
Pigmalion fantastyki. Jubileuszowy zbiór opowiadań konkursowych. Aneta Borewicz, Blanka Borkowska, Kacper Cecuda, Michał Ciepliński, Karolina Czak, Roland Hensoldt, Katarzyna Kolasa, Olga Niziołek, Michał Organiściak, Krzysztof Radzikowski, Radosław Rak, Agnieszka Szady
Okładka książki Fantazje zielonogórskie. Antologia opowiadań fantastycznych Dagmara Adwentowska, Aleksander Daukszewicz, Jacek Katos Katarzyński, Anna Konstanty, Michał Organiściak, Marek Palutkiewicz, Alfred Siatecki
Ocena 8,0
Fantazje zielonogórskie. Antologia opowiadań fantastycznych Dagmara Adwentowska, Aleksander Daukszewicz, Jacek Katos Katarzyński, Anna Konstanty, Michał Organiściak, Marek Palutkiewicz, Alfred Siatecki
Michał Organiściak
Michał Organiściak
rocznik 76’ miłośnik szeroko pojmowanej fantastyki, jeden z prekursorów ruchu rekonstrukcyjnego i cosplayer. Z wykształcenia pedagog z zamiłowania opowiadacz historii, laureat paru konkursów literackich, podróżnik i wieczny optymista. Zwolennik postrzegania życia jako niekończącego się pasma sukcesów, szklankę widzi do połowy pełną, a na cmentarzu dostrzega same plusy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bogowie otchłani Andrea Stewart
Bogowie otchłani
Andrea Stewart
Na początku miałam trochę problem, żeby wejść w tę historię. Czytało mi się dość ciężko i długo nie mogłam się wciągnąć. Ale w pewnym momencie coś kliknęło i nagle przepadłam. Dalej poszło już gładko i z coraz większym zainteresowaniem. To, co najbardziej mnie urzekło, to sam pomysł na świat i fabułę. Totalnie coś innego niż wszystko, co do tej pory czytałam. Świeże, oryginalne i momentami naprawdę zaskakujące. Świat od samego początku jest podzielony magicznymi barierami, których nie da się tak po prostu przekroczyć. Każda kraina jest jakby zamknięta sama w sobie, a odnowa przychodzi do nich stopniowo, jedna po drugiej. I właśnie ten motyw został pokazany w bardzo intrygujący sposób. Ludzie, którzy zostają w danym miejscu w trakcie odnowy, albo zostają pochłonięci i stają się częścią ziemi, użyźniając ją, albo przeistaczają się w różne kreatury. To było jednocześnie mroczne i fascynujące. Zanim jednak następuje przemiana, świat jest surowy i wymagający. Ludzie próbują przetrwać, wydobywając kamienie w niebezpiecznych lejach albo nurkując w głębinach. Ten klimat naprawdę robi robotę i mocno buduje napięcie. Po odnowie wszystko się zmienia. Świat staje się zielony, żyzny i pełen życia, ale niesie ze sobą zupełnie nowe zasady i konsekwencje. Bardzo poruszyła mnie też historia dwóch sióstr. Ich więź, miłość i to, jak los je rozdziela, a potem prowadzi przez lata z nadzieją na ponowne spotkanie. To był jeden z najmocniejszych elementów tej książki. Trochę szkoda, że z czasem pojawia się coraz więcej perspektyw. Momentami było ich dla mnie za dużo i zamiast pogłębiać historię, trochę mnie z niej wybijały. Trudniej było się wczuć w emocje bohaterów, zwłaszcza że nie wszystkie postacie były dla mnie na tyle istotne, żeby potrzebowały własnej narracji. Mimo tych drobnych minusów bawiłam się przy tej książce naprawdę dobrze. To coś świeżego, innego i zdecydowanie wartego uwagi. Jeśli lubicie nietypowe światy i oryginalne pomysły, to zdecydowanie warto spróbować.
Wścibskieczytanie - awatar Wścibskieczytanie
ocenił na 6 2 dni temu
Dungeon Crawler Carl Matt Dinniman
Dungeon Crawler Carl
Matt Dinniman
Chyba większość młodych ludzi lubi sobie zagrać w jakąś grę, są też tacy, co grają w nie nałogowo, a czasami są one tak rozbudowane i wciągające, że czujemy się, jakbyśmy byli jej częścią. Carl opiekuje się kotką zwaną Królewną Pączuś, która należy do jego byłej dziewczyny Beatrice, kiedy w nocy mężczyzna postanawia zapalić papierosa przy otwartym oknie, nie spodziewa się tego, że kotka wyskoczy przez nie na drzewo. Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa, ponieważ mężczyzna w majtkach i za małych klapkach wybiega za kotem, a wtedy świat zaczyna się walić, oboje zmuszeni są uciekać w głąb ziemi, która przypadkiem rozstąpiła się przed nimi. Tam trafiają wprost do gry, która polega na zabijaniu dziwnych istot, zdobywaniu ekwipunku, eliksirów, budowaniu zasięgów oraz przechodzeniu danych poziomów. Ponieważ kotka w tej grze zyskała umiejętność mówienia, zabawa jest naprawdę fantastyczna, a ta dwójka staje się świetnym duetem. Nie spodziewałam się tego, że ta książka spodoba mi się tak bardzo, tak naprawdę skusiłam się na nią, dlatego że chciałam na żywo zobaczyć te piękne, barwione brzegi. Kiedy przyszło do czytania, bałam się przebrnięcia przez tyle stron, byłam pewna, że na siłę będę się do niej zmuszać, a było całkiem odwrotnie. Zaskoczyłam się tutaj bardzo pozytywnie, ta historia jest niesamowita i chociaż tematy gier są mi raczej obce i czasami nie rozumiałam tego całego wyposażenia, stworzeń, z którymi trzeba walczyć i mocy, które zyskiwali bohaterzy, to i tak świetnie mi się to czytało. Carl wbrew swojej woli został zmuszony do walki o swoje życie i miał od samego początku duże opory, żeby zabijać i utrudniać grę innym graczom, wbrew zasadom pomagał innym i współpracował z osobami, które tego potrzebowały. Tak naprawdę to bardzo chętnie od razu sięgnęłabym po część drugą, ponieważ czuje, że już brakuje mi tych bohaterów i jestem ciekawa tego, co spotka ich na kolejnych poziomach. Morał z tego taki, że warto czasami wychodzić ze swojej strefy komfortu i sięgać po książki, które nie koniecznie wpadają w nasze gusta czytelnicze, ponieważ możemy się pozytywnie zaskoczyć.
ZaczytaneStrony - awatar ZaczytaneStrony
ocenił na 10 2 dni temu
Aquila Peter A. Flannery
Aquila
Peter A. Flannery
Aquila Danté oraz jego wierny smok Tân przeciwstawiają się demonowi, który wyłania się czeluści piekieł i którego celem jest przejęcie i skażenie ludzkich dusz. Sytuacja się zagęszcza, gdy na ich drodze staje Kosiarz Dusz. W czasie walk, w domu Aquili, rodzi się mu syn. Ta radość szybko zostaje zastąpiona bolesnym ciosem. Łuski jego smoka zaczynają przybierać czarną barwę, a czarne smoki od zawsze były śmiertelnymi wrogami ludzi. To jest jedna z tych historii do której musiałam usiąść z pustą głową i skupić się na czytanym tekście. Dawno nie miałam do czynienia z taką fantastyką, w której pogłębiony jest świat fantastyczny a ilość postaci i ich wątki mogą nieraz przytłoczyć. Gdy już faktycznie zaczęłam czytać tę książkę w momencie, gdy nie miałam już nic innego do zrobienia i mogłam poświęcić się lekturze, po kilkudziesięciu stronach wgryzłam się w fabułę, a jej poznawanie zaczęło sprawiać mi przyjemność. Rozdziały napisane są z kilku perspektyw, co jest ogromnym plusem jeśli chodzi o zapoznawanie się z różnymi wątkami i historiami postaci, ale nieraz może wprowadzać lekki zamęt i chaos, jeśli chodzi o odnalezienie się akurat w danym momencie w historii. Niezwykle istotna i piękna jest relacja głównego bohatera ze swoim smokiem. Pełna emocji, bijącego ciepła, które to w łatwy sposób oddziaływują na czytelnika. Są momenty bardziej dynamiczne, które naprawdę potrafią wciągnąć, ale też spokojniejsze fragmenty skupione na relacjach i przemyśleniach bohaterów.historia nie jest tylko prostą opowieścią przygodową, ale próbuje przekazać coś więcej i porusza ważniejsze tematy.W trakcie wydarzeń pojawiają się motywy przyjaźni, lojalności, a także poszukiwania swojego miejsca. Jednocześnie mam poczucie, że nie była to książka do końca dla mnie. Miejscami trudno było mi się w pełni zaangażować emocjonalnie. Momentami historia trochę się dłużyła i też szczególnie trudno było mi wgryźć się w fabułę. Myślę, że to ze względu na to, ze na codzień nie czytam aż tak bardzo rozbudowanej fantastyki, z takim światem i dużą ilością bohaterów. Uważam, że wielu czytelnikom, szczególnie fanom tego typu historii, może się spodobać bardziej niż mnie. Dla mnie była to książka interesująca, ale nie taka, do której chciałabym wracać czy która zostanie ze mną na dłużej. Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem
Daria Pogodzińska - awatar Daria Pogodzińska
oceniła na 6 4 dni temu
Wiarołomca Hannah Kaner
Wiarołomca
Hannah Kaner
„Pierwszy raz w życiu bogobójczyni płakała z powodu śmierci boga”, czyli finał serii Upadli bogowie. Bogobójczyni, pierwszy tom serii Upadli bogowie, była książką, która wielokrotnie przewijała się na bookstagramie. Jej okładka przyciągała wzrok, a sama pozycja była reklamowana jako idealna dla fanów Wiedźmina czy też The Last of Us. Teraz przyszedł na finałowy trzeci tom tej serii, czyli Wiarołomcę. Nadeszła wojna. Potężni bogowie i śmiertelni bohaterowie stają do ostatecznej walki o władzę. Bogini ognia Hseth prowadzi niszczycielską armię na południe, a jedyną nadzieją świata jest sojusz dawnych nieprzyjaciół przeciwko wspólnemu wrogowi. Elon nawiązuje niełatwy sojusz z Arrenem – swoim przyjacielem, wrogiem i królem. Teraz każdy z nich musi zdecydować, ile gotów jest poświęcić, aby odwrócić losy wojny. Inara dołącza do matki na statku Silverswift. Wciąż zmaga się z własnymi mocami i przeznaczeniem. Kissen zaś — szukając rodziny — staje przed pytaniem, o co i dla kogo tak naprawdę warto walczyć. Hannah Kaner debiutowała Bogobójczynią, która zbierała pozytywne opinie. Wielkim plusem jest świat stworzony przez Hannah Kaner, dzięki fantastycznym, kwiecistym opisom możemy go sobie świetnie zobrazować. Stworzyła ona kulturę, politykę oraz religię, czerpiąc garściami z mitologii. Świat ludzi funkcjonuje wraz ze światem bogów. Ten tom to głównie wojna bogów i ludzi oraz walka o władzę. Ten brutalny świat pełen zaskakujących sojuszy i politycznych intryg zabiera nas w magiczną podróż. Początek Wiarołomcy jest nieco powolny i momentami przynudza, ale im dalej tym akcja nabiera rozpędu. To opowieść, która w głównej mierze skupia się wokół wojny — a więc mamy tutaj sporo planowania strategii i poszukiwania sojuszników. Wiarołomca to bezpośrednia kontynuacja poprzednich tomów, więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji, by się z nimi zapoznać, to czytanie tej książki raczej nie ma sensu. Finałowy tom serii to lekka powieść fantasy. Świetnie się sprawdzi dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fantastyką. Ciekawie został przedstawiony tutaj motyw bóstw, a sama autorka ma oryginalne pomysły. Język jest lekki i przyjemny, a książkę czyta się szybko. Cieszę się, że Hannah Kaner na siłę nie przeciąga serii, tylko potrafi ją zwięźle zakończyć.
withwords_alexx - awatar withwords_alexx
ocenił na 7 13 dni temu
Silvercloak Laura Steven
Silvercloak
Laura Steven
Dlaczego najciężej zawsze pisze się o tych świetnych książkach? 🤔🙆‍♀️ Silvercloak totalnie mną zawładnęła, nie ma chwili bym nie myślała o tym systemie magicznym i możliwościach jakie dało nam zakończenie, a mimo to... nie jestem w stanie sklecić o niej kilku poważnych akapitów, bo wciąż górę biorą emocje, jakimi mnie przepełniła! 🫠🔥 Po pierwsze mamy tu arcyciekawy system magiczny oparty na bólu i rozkoszy – te dwa skrajne, ale czasem łączące się elementy są podstawą mocy, którą trzeba uzupełniać. Zanim poczujecie się zgorszeni wyobraźcie sobie parujący kubek kakao z bitą czekoladą i karmelowym syropem – czysta rozkosz dla podniebienia, prawda? 🥰 I takie drobne rzeczy też tu działają. A ból... ból to już zupełnie inny temat. To chyba dobry moment, by wspomnieć, że ta książka jest dość brutalna (może bez przesady, ale jednak co wrażliwsi poczują dyskomfort, gdzie trzeba). To trochę jak HP – magia, różdżki, zaklęcia, peleryny – ale z perspektywy Śmierciożerców, czyli w tym wypadku czegoś na wzór k@rtelu. No i rodzice też nie żyją 😅 Ale Saffron w przeciwieństwie do Harry'ego poprzysięgła zemstę na ich zabójcach i to główny trzon całej akcji 😎 Mamy tu różne rodzaje magii – w tym magię czasu ⌛, którą osobiście wielbię nieskończenie. Ale tylko wtedy, gdy faktycznie jest dobrze rozpracowana i dopieszczona w każdym szczególe. Tu na szczęście tak było – cofanie się w czasie i zmienianie wydarzeń bardzo dobrze przemyślane i zaliczone na plus 😍 Kolejna rzecz, którą uwielbiam: slow burn 🔥 Ale wiecie, taki serio-serio! Między bohaterami się absolutnie nic nie dzieje – czekamy milion stron aż mają się pocałować? Zaraz od siebie odskoczą! I te wszystkie drobne, ale jakże znaczące gesty grające tu pierwsze skrzypce. No bajka! 🙆‍♀️ W dodatku kochają tę samą książkę! 📖 I to tak kochają przez duże K, bo ta książka zmieniła coś w ich życiu 🥹 Solidnie zmieniła – pomogła im radzić sobie z traumami i dała nadzieję. Już sam motyw książek w książkach jest cudowny, ale to? No rozpływałam się na każdej wzmiance 🫠 Wspominałam, że główny love interest jest okrutny, zły i podły? 🤭 A do tego jest potężnym czarownikiem. Ale równocześnie robi takie rzeczy, o które nikt by go nie podejrzewał i to jego drugie oblicze to kwintesencja słodyczy i morally grey w jednym. Ogółem problem moralności jest tu podkreślany jako zaczątek do filozoficznych rozważań nad ludzka naturą, za co również duży plus 😎 I jako wisienka na torcie: wisząca nad bohaterami przepowiednia i niesprzyjający im los 🫨 Czyli: to nie ma najmniejszych szans, aby w ogóle zaistnieć, ale istnieje. Wszystko jest przeciwko temu, wiemy, że to nie ma prawa się udać, ale i tak trzymamy kciuki. To było tu idealne! 😭 Czyżbym wygrała na książkowej loterii? 🥹 KOCHAM TE MOTYWY 🔥 I wszystkie tu były, a do tego świetnie współgrały! 🥰 Mam wrażenie, że znalazłam już swoją książkę roku – wywołała we mnie tyle emocji (i to od pisków zachwytu po okrzyki frustracji), zawładnęła moimi myślami i teraz torturuje oczekiwaniem na kolejny tom, który chyba nawet nie istnieje! Toż to prawdziwe tortury! 🤯😭 Ale, żeby nie było, że tylko się zachwycam – jest też minus, do przełknięcia, ale jednak jest: Częste powtarzanie informacji 🫣 Głównie w retrospekcjach i to nawet takich do zdarzeń, które wydarzyły się na poprzednich stronach, tak wiecie – w ramach analizy w głowie bohaterki. Nieco to męczyło, ale patrząc na całokształt przyjmuję to jako lekkie niedociągnięcie 🫡 Totalna polecajka ode mnie. Prosto od serducha! ❤️ Proszę czytać i przeżywać to razem ze mną, bo nawet nie wiecie, ile kosztuje mnie tu unikanie spojlerów! 🙈 No kocham tę książkę, totalnie! 🔥🔥🔥
corkaksiegarza - awatar corkaksiegarza
oceniła na 10 1 dzień temu
Zakon Paulina Hendel
Zakon
Paulina Hendel
"Zakon" to drugi tom przygód naczelnika Kiliana Sztroma to powrót do świata, który już od pierwszych stron pachnie kurzem, napięciem i nadciągającym zagrożeniem. W Kolonii nadeszła pora sucha:ciężka, duszna, jakby sama natura wstrzymywała oddech przed czymś złym. I rzeczywiście zło już się zagnieździło, gdzieś głęboko w Liberii. Pokojowa warta, na czele z Sztromem, jego wiernym zastępcą Kostkiem, czujną Margo i enigmatycznym Dakku, zostaje wciągnięta w sprawę, która od początku nie daje spokoju. Samobójcza śmierć redaktora „Kuriera Północnego” wydaje się podejrzana, zwłaszcza że mężczyzna obsesyjnie próbował odkryć prawdę o przeszłości. I wtedy zaczyna się prawdziwy niepokój,bo pojawiają się kolejne ciała. Czytelnik szybko wpada w wir niepewności. Ktoś zabija i to w sposób, który mrozi krew w żyłach. Zbrodnie zaczynają przypominać wypaczone wersje baśni dla dzieci. To kontrast tak mocny,niewinność dziecięcych opowieści zostaje brutalnie zderzona z okrucieństwem rzeczywistości. Atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej, gdy wśród mieszkańców Kolonii zaczynają krążyć plotki o unohorze - tajemniczej bestii z buszu. Czy to tylko strach i wyobraźnia, czy może coś naprawdę czai się w ciemności? Autorka świetnie gra na tej niepewności, zostawiając czytelnika w ciągłym napięciu między racjonalnym wyjaśnieniem a czymś pierwotnym, dzikim i nieuchwytnym. Ogromnym atutem książki są bohaterowie. Sztrom nie jest idealnym przywódcą. Zmaga się z odpowiedzialnością i własnymi wątpliwościami, co czyni go bardzo ludzkim. Kostek wnosi potrzebną równowagę, Margo imponuje siłą i determinacją, a Dakku… no właśnie, wokół niego unosi się aura tajemnicy, która tylko podkręca ciekawość. I jeszcze jedno - emocje. Podczas czytania „Zakonu” naprawdę można je poczuć fizycznie. Niepokój, gdy akcja zwalnia i coś „czai się” między wierszami. Nagły skok adrenaliny przy odkrywaniu kolejnych ciał. Dreszcze, kiedy pojawia się motyw ogarniętych szaleństwem ogrów. A momentami nawet bezradność, bo zagadka wydaje się coraz bardziej splątana.To książka, która wciąga i nie puszcza. Mroczna, duszna, pełna napięcia i tajemnic. Idealna dla tych, którzy lubią historie balansujące na granicy kryminału, horroru i fantastyki. Jeśli pierwszy tom był obietnicą, „Zakon” jest jej spełnieniem… i jednocześnie zapowiedzią, że to dopiero początek czegoś jeszcze większego.
Czarna_ironia_czyta_ - awatar Czarna_ironia_czyta_
ocenił na 7 3 dni temu
Gwiazdy w łańcuchach Nana Kwame Adjei-Brenyah
Gwiazdy w łańcuchach
Nana Kwame Adjei-Brenyah
"Gwiazdy w łańcuchach", autorstwa Nana Kwame Adjei-Brenyah, to akcyjniak, który został wzbogacony o cenny komentarz w sprawie więziennictwa. Pomimo, że fabuła tej książki przedstawia czystą fikcję, to widoczne w przypisach inspiracje wynikają z prawdziwych wydarzeń i dają sporo do myślenia. Książka jest nieoczywista i wciągająca. Myślę, że kiedyś chciałabym zobaczyć jej komiksową adaptację. O czym jest książka? Nana Kwame przedstawia wizję świata skomercjalizowanego do granic możliwości. Zakłady karne są prywatne, zarządzane rozmaicie, nastawione nie na resocjalizację, lecz na zysk. Właściciele placówek organizują kontrowersyjne reality-show, w których osadzeni mogą zawalczyć o wolność. Jednym z takich programów jest właśnie "Gwiazdy w łańcuchach". Show podlega licznym regułom i posiada zmienny scenariusz. Osadzeni zdobywają punkty i podlegają hierarchizacji. Są zmuszani do odbywania pojedynków na $mierć i życie, a także do niebezpiecznych wędrówek pomiędzy tzw. "węzłami" ( w tym aspekcie powieść kojarzy się odrobinę z "Igrzyskami śmierci" i "Wielkim marszem"). W książce śledzimy losy osadzonych walczących o przetrwanie, ale również widzów, którzy obserwują sytuację z dystansu. Wielość bohaterów może przytłoczyć, jednak każda z postaci przedstawia odrębną postawę i podąża ku odmiennym celom. To barwni bohaterowie. Charakterni i wielowarstwowi. Dwie główne bohaterki - Staxxx i Thurwar - to zawodniczki, które w programie uzyskały wysoki status. Kobiety łączy bardzo bliska relacja i wspierają się wzajemnie. Jednak bohaterki oprócz walki o przetrwanie, rozgrywają także bitwę moralną. Chcą nawiązać więzi z pozostałymi osadzonymi ze swojej grupy (zwanej też "łańcuchem"). Choć uczestnicy programu to kryminaliści, nie każdy z nich chce być definiowany wyłącznie poprzez pryzmat przemocy, której się dopuścił. U niektórych postaci następuje kryzys tożsamości, a u innych mobilizacja do walki o człowieczeństwo. Brutalne realia sprowadzają bohaterów do jednego wniosku - "walutą jest życie". Wolność jest celem, ale z czasem pojawia się pytanie: ile jesteśmy w stanie poświęcić dla wolności? I w zasadzie, czym ona jest? Pojedynki to jednak nie wszystko, ponieważ osadzeni stają się celebrytami, których losy śledzi miliony widzów. Nie mają oni żadnej prywatności. Organizator pilnuje, żeby nic nie odbywało się bez udziału kamer i mediów. Autorka przedstawia czytelnikom dramat takiej jednostki i przekłada go perspektywą widzów reality-show. Czytelnik śledzi zarówno bohaterów, którzy prowadzą protesty i demonstracje - ostentacyjnie sprzeciwiając się niehumanitarnemu wykorzystywaniu osadzonych i niewolnictwu; jak i zagorzałych fanów programu, którzy chętnie obstawiają wyniki potyczek, zamawiając karnety premium na widowisko. Zatem jest ciekawie i różnorodnie (pojawiają się również kwestie rasowe). Książka jest przemyślana i wypełniona wartka akcją. Podobali mi się liczni, oryginalni bohaterowie i interesująca (choć też przerażająca) wizja skomercjalizowanego świata. Historia daje do myślenia, a załączone do niej przypisy skupiają uwagę czytelnika na kondycję zakładów więziennych na świecie. Jest to ciekawy tytuł, który przyniesie sporo rozrywki, ale również nakłoni do refleksji.
nice_2_read_u - awatar nice_2_read_u
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Czas mroku Pierce Brown
Czas mroku
Pierce Brown
„Czas Mroku” W chaosie światła W ciemności ciężkiej jak popiół… “W królestwie śmierci, pośród szańców z ciał, smagany wiatrem krzyków stoi król…” Myślałam, że znam smak bólu w tej serii. Po „Złotym Synu” i „Gwieździe Zarannej” wydawało mi się, że mam twardszą skórę. Myliłam się. „Czas Mroku” nie tylko łamie. Ściska za serce, rozsadza emocje, nawet takiego człowieka jak ja, który ma z nimi ogromny problem. Powoli, precyzyjnie… Zmusza do łez, a zaraz potem daje ulgę i szok, mieszając wszystko w chaotyczne uczucie, którego nie potrafisz nazwać. I nie wiesz, czy masz ochotę zaciukać Browna, czy ucałować go w czółko? A może jedno i drugie? Sama nie wiem. Jeśli „Żelazny” był ostrzeżeniem, to „Mrok” jest egzekucją konsekwencji. Tu nie ma pięknych opowieści o wojnie. Nie ma fanfar. Nie ma bohaterów w czystej zbroi. Jest kurz. Krew. I cisza po krzyku. A Brown? Nie daje chwili wytchnienia. Patrzy, jak próbujemy złapać oddech, i dokręca śrubę, nadając jednocześnie swoją wyważoną tonację. Ciężkość, gęstość, duszność. Pokazuje cenę… Za władzę. Za ideę. Za miłość. Bo wojna w tej części nie jest widowiskiem. Jest brudem pod paznokciami. Urwanymi kończynami. Wyborem między złem a większym złem. Pytaniem: ile jeszcze jesteś w stanie poświęcić, zanim przestaniesz rozpoznawać siebie? Najbardziej uderzyło mnie to, że nikt nie jest tu bezpieczny. Nikt. Każdy rozdział to napięcie… z gilotyną nad głową. “Nie opuściliśmy cię.” Darrow przestał być symbolem. Teraz jest wojownikiem, który nie działa dla legendy, lecz dla tych, których życie spoczywa w jego rękach. “Wiesz, na czym polega własny obłęd? Obłęd jest wtedy, kiedy dasz się nabrać na własny kant.” Lysander jest jeszcze bardziej skomplikowany, a jego złote okulary są pozbawione moralności. Ephraim… zakradł się do mojego serca i ani myśli go opuszczać. I Mustang. W recenzji „Żelaznego Złota” obiecałam, że o niej napiszę napiszę coś więcej i właśnie nadszedł ten moment. Ona tutaj była… aż brak mi słów. Najpiękniejsza postać tej serii. Siła w ciszy. Strateg w chaosie. W tej książce to nie Darrow trzymał mnie za gardło - to ona. Ona, która nie jest dodatkiem do fabuły. Jest mózgiem rewolucji. Sumieniem. Decyzjami, które mogą cierpko smakować. Bez miejsca na załamanie. Bez miejsca na wątpliwości. Kiedy Darrow walczy na froncie, ona walczy o to, by było do czego wracać. Samotnie. "Nie opuściliśmy cię. Przybędę po ciebie. A do tego czasu wytrwaj, ukochany. Wytrwaj." Mustang to siła. Bez teatralności. Miłość bez słabości. Władza bez tyranii. I może właśnie dlatego jest najpotężniejsza? Nie musi nikogo niszczyć, by być silna. Nie potrzebuje scen, by o niej mówić. Nie potrzebuje korony, by być królową. Bez niej rewolucja dawno obróciłaby się w pył. “Zemstę najlepiej wymierzać cierpliwie.” W tej części pojawiło się mnóstwo nowych informacji, nieoczekiwanych zwrotów akcji i postaci, o których na razie nie będę się rozpisywać - czekam na Światłodawcę. Ale chcę, żebyście wiedzieli jedno: czas w tej historii naprawdę ma znaczenie. Czy wszystko mnie zaskoczyło? Nie. Niektóre wydarzenia były do bólu przewidywalne. Ale to niczego jej nie ujmuje, bo “Czas Mroku” cierpliwie czeka, by w odpowiednim momencie uderzyć prosto w twarz i wywołać łzy. “Z wątpliwościami można zrobić tylko jedną rzecz. Zdeptać je.” Czy jest jeszcze coś wartego uwagi? Przyjaźnie. W tej serii nie są proste. Nie są bezpieczne ani oczywiste. To lojalność wymagająca trudniejszych wyborów niż kiedykolwiek. To wspólne cierpienie, radość z drobnych zwycięstw i ciężar, który każdy niesie sam. Pokazują, że przyjaciel może być twoim światłem w chaosie… i twoim ciężarem w tym samym czasie. Przypominają, że nawet w najciemniejszym momencie przyjaźń daje kotwicę, która pozwala nie zgubić siebie. “Świat jest labiryntem bez środka. Stań się nim albo zgubisz się na zawsze.” „Czas Mroku” to najciemniejsza część tej serii. Najbardziej brutalna. Najbardziej dotkliwa. Niektóre sceny czytałam ze ściśniętym gardłem. Niektóre decyzje złamały mi serce. Momentami chciałam zamknąć książkę i powiedzieć: „pierdolę, nie czytam dalej”. Ale nie mogłam… Ta seria to już nie tylko historia. To emocjonalna wojna, w której uczestniczę razem z nimi. „Czas Mroku” pokazuje, że nadzieja nie spada gotowa na talerzu. Pokazuje, że trzeba na nią zasłużyć, walczyć. Zostawia cię w miejscu, w którym boisz się ruszyć dalej, a jednocześnie uświadamia, że nie możesz się cofnąć. Pierce Brown przekroczył granicę. Znowu. A ja… z bólem serca, emocjonalnym chaosem i gównem w mózgu czekam na więcej.
zajkosinka - awatar zajkosinka
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Powódź Michael McDowell
Powódź
Michael McDowell
➡️To mój drugi kontakt z McDowellem. Swego czasu czytałem dobre "Żywiołaki", ale to o sadze "Blackwater" ciągle słyszałem, że to opus magnum autora. Zatem oczywiste jest, że moje oczekiwania były ogromne. ➡️Już sama oprawa dla mnie jest niesamowicie zachęcająca, piękne, stylizowane grafiki, mały format, który do serii pasuje idealnie i bogactwo zdobień. Plus świetne ilustracje. Wydanie to sztos. Na dodatek to wydanie będące niejako hołdem dla oryginalnego amerykańskiego wydania (doceniam!). A jak w mojej opinii fabularnie wypadł tom 1? Czy się nie rozczarowałem? Zapraszam 🤗 ➡️Już na początku bezwarunkowo musicie przeczytać genialny wstęp autorstwa Nathan Ballingrud. Pozwoli Wam na pełniejsze, bardziej intensywne przeżywanie tej sagi, tak, przeżywanie, bo ładunek emocji jest tu ogromny. ➡️Co od razu mnie zachwyciło? Otóż to, że akcja toczy się na głębokim Południu, a rozpoczyna w roku 1919. Już od początku wiedziałem, że to będzie dobra rzecz. Te czasy, Alabama, małe miasteczko. Lepiej być nie może. ➡️Autor wprowadza nas w wykreowany świat poczynając od wielkiej powodzi, która zalała Perdido. Sześć metrów wody przykryło prawie wszystko, poza wieżą ratusza i najwyższym piętrem hotelu. Jest mrocznie i ponuro. Miasto jest opustoszałe. Tylko, jak się okazuje, na piętrze hotelu odnalazła się kobieta, która jak twierdzi nie zdążyła się ewakuować. Jak przetrwała te kilka dni? Gdzie spała, skoro pokój był na półtora metra zalany wodą? Co jadła? Jest piękna, młoda i właśnie została uratowana przez Oskara Caskeya. Tak to już na samym początku poznajemy jedne z najważniejszych postaci w tej powieści. Stop. Jedną z najważniejszych postaci, bo mimo że Oskar jest dość istotny, to jednak to właśnie Elinor jest główną bohaterką. Gdyż to kobiety grają tu pierwsze skrzypce. Mężczyźni tworzą drugi plan. To ważna cecha tej historii. "tak naprawdę tym miastem rządzą kobiety." ➡️Bez chwili wahania powiem, że największą zaletą tej powieści jest wspaniale odmalowana społeczność niewielkiego miasteczka na Południu, jej klimat i mieszkańcy. Miasteczka z jego wszelkimi typowymi cechami, małej społeczności z jej przywarami, wzlotami i upadkami. Powódź była niejako upadkiem. Niejako katalizatorem wydarzeń. Ale była też początkiem czegoś zupełnie nowego, gdyż od tego momentu nic już nie było takie same. ➡️McDowell pisze w wybitnie gawędziarskim stylu. Chce się słuchać i słuchać, o tych dziwnych wydarzeniach w Perdido, o Blackwater, o grozie, która pokazywała swoje oblicze nagle i niespodziewanie. Grozie, która stała się integralnym elementem tego małego, południowego miasteczka, grozie, z którą ludzie żyli na przestrzeni lat. ➡️Całość przypomina mi czytane wcześniej powieści obyczajowe o wielkich rodzinach z Południa, może odrobinę w stylu Faulknera (oczywiście nie z takim ciężarem gatunkowym) czy może bardziej M. Mitchell. Mam tu na myśli duszny, przytłaczający klimat tajemnic, rodzinnych zależności i rozgrywek, gorącego, ale i deszczowego Południa w jego pełnej krasie, klimat upadku i klimat zmian. ➡️Elinor zostaje ciepło przyjęta przez ogół mężczyzn i kobiet i z dużą nieufnością przez pierwszą kobietę Perdido, Mary-Love. To dopiero początek historii, która zamieni się w długotrwały konflikt na przysłowiowych szczytach lokalnej władzy. Konflikt, który dane nam będzie obserwować w kolejnych tomach. Konflikt, w którym działania czysto ludzkie będą nierozerwalnie zmieszane z nadnaturalną grozą. ➡️To jest opowieść grozy, ale grozy zupełnie innej niż ostatnio przyzwyczajają nas wydawcy. Co jakiś czas (rzadko) pojawiają się jej akcenty, bardzo nastrojowe, bardzo klimatyczne i raczej ulotne. Tak jak napisałem - najważniejsza w tej książce jest obyczajowa historia i ludzie będący jej bohaterami. Jednak i dreszcze macie gwarantowane (takie trochę z myszką). Pachnie tu klasyką i pachnie też książkami McCammona o Corbett'cie. ➡️To fascynująca opowieść, momentami straszna, w większości spokojna, czasem romantyczna. Podejście McDowella do grozy pasuje mi doskonale, bo zdecydowanie preferuję grozę opartą na klimacie i emocjach, wrośniętą niejako w codzienność, wplecioną w historię idealną do opowiedzenia przy ognisku. ➡️Nie wiem, jak ta saga potoczy się w kolejnych tomach, ale nie sądzę, aby zaszły drastyczne zmiany w klimacie. A ten klimat to właśnie leniwie snuta opowieść prosto z Południa. Stara Ameryka, pewne uniwersalne wartości i pewne mroczne miejsca i zjawiska, które zawsze im towarzyszą i które zawsze pojawiają się w takich małych miasteczkach. ➡️Elinor jest niezwykła. Jest piękna, zaradna, wykształcona i pełna towarzyskiej swobody, chociaż absolutnie nie jest natrętna ani też nie lubi plotek. A to, że czasem zachowuje się dziwnie, cóż, przecież każdy ma coś do ukrycia. Każdy ma jakieś swoje sekrety, które determinują takie a nie inne zachowania. ➡️Zwróćcie baczną uwagę na Elinor, gdyż to ona jest osią tej powieści i jej siłą napędową. Ona i jej konflikt z Mary-Love. Oscar jest tylko tłem tej opowieści, chociaż oczywiście odgrywa swoją rolę, jak wszyscy pozostali mężczyźni. Ale mężczyźni są tu (jak wspomniałem) bohaterem zdecydowanie drugoplanowym (o czym zresztą mówi wstęp, który bardzo radzę przeczytać). ➡️Kim tak naprawdę jest Elinor? Skąd wzięła się w Perdido? Jak potoczy się jej związek z Oscarem i jej niewypowiedziana wojna z Mary-Love? Dokąd w ogóle zmierza ta opowieść i ile lat obejmie? Zapewne dowiemy się wszystkiego z kolejnych tomów, ten jest zaledwie wprowadzeniem, zawiązaniem pewnych wątków i zasygnalizowaniem możliwych kierunków. Jest zalążkiem niezwykłej historii. ➡️Jeśli kochacie spokojne, bardzo nastrojowe opowieści o małych, zamkniętych społecznościach, opowieści z silnie rozwiniętą warstwą obyczajową, jeśli Wasza groza to groza klimatyczna, nadnaturalna, oddalona od slasherów czy epatowania nadmierną przemocą, jeśli ważne są dla Was świetnie zbudowane postacie - ta historia jest dla Was. Moja ocena to na razie 8,5/10, choć nie przeczę, że miałem ochotę dać 9/10. Ale przecież będzie jeszcze na to czas przy kolejnych tomach.
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na 8 2 dni temu
Na krwawych skrzydłach Briar Boleyn
Na krwawych skrzydłach
Briar Boleyn
#współpracareklamowa z Zysk i S-ka Wydawnictwo 📚 „Na krwawych skrzydłach” Briar Boleyn Obszerna powieść fantasy z wyrazistymi bohaterami i mroczną, niebezpieczną fabułą, którą pochłania się w błyskawicznym tempie — czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak! Najlepszym dowodem jest „Na krwawych skrzydłach” Briar Boleyn — książka, na którą długo czekałam i która prezentuje się wyśmienicie. Akademia krwawych skrzydeł to nie tylko szkoła dla m.in. wysoko urodzonych wampirów lub wyjątkowych skażonych, ale przede wszystkim to miejsce, w którym przetrwają jedynie najbardziej uzdolnieni uczniowie, najsilniejsi i najbardziej bezwzględni. Tutaj każdy dzień może być twoim ostatnim, więc miej oczy i uszy szeroko otwarte, a przy okazji działaj według ich zasad. Gdy na korytarzach szkoły pojawia się Medra Pendragon- rudowłosa zadziorna pół-fae, ostatnia z jeźdźców smoków, gra o władzę pośród wampirów nabiera kolorów. Medra zostaje oddana niezwykle przystojnemu, chłodnemu i aroganckiemu Blake’owi Drakharrow i teraz są narzeczeństwem. To dopiero początek jej kłopotów, które w głównej mierze sprowadza na nią Black oraz jego druga narzeczona. Zaczyna się bezlitosna, okrutna i pełna krwi walka o prestiż, władzę i życie. Przetrwają tylko najlepsi. „Na krwawych skrzydłach” to świetne połączenie wielu elementów fantasy w spójną, dopracowaną całość. Mamy tu wampiry, smoki, krasnoludy oraz fea — istoty takie jak wróżki, elfy, skrzaty czy gobliny — a wszystko to spowite magią i nieustannym poczuciem zagrożenia. Jest brutalnie, dynamicznie i moralnie niejednoznacznie. Tu rządzi krew — jej zapach, smak i moc. Choć początkowo można poczuć się przytłoczonym ilością postaci, ich ras, umiejętności czy zależności, szybko okazuje się, że wszystko tworzy przemyślaną i harmonijną całość. Wątki płynnie się przeplatają, a bohaterowie budują intrygującą, pełną tajemnic historię, od której trudno się oderwać — z każdym rozdziałem ciekawość tylko rośnie. Jak na powieść fantasy przystało — jest magicznie i intensywnie. Niektóre elementy pozytywnie zaskakują, inne podkręcają adrenalinę i dramatyzm, a jeszcze inne budzą współczucie, smutek, a momentami nawet zagubienie. Nad wszystkim unosi się jednak duszna, mroczna atmosfera, która otacza bohaterów — pełnych skrajnych emocji, zarówno tych dobrych, jak i złych. To postaci, które często muszą grać przypisane im role, by po prostu przetrwać. Najbardziej intrygująca pozostaje dla mnie przeszłość Medry, którą od początku polubiłam za jej wybuchowość, pyskatość i odwagę. Równie zagadkowy jest Kage — nie potrafię go rozgryźć, ale mam przeczucie, że skrywa więcej, niż pokazuje. Blake z kolei to postać, której trudno coś zarzucić —jego decyzje jasno wynikają z sytuacji, pozycji i lojalności wobec rodziny. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, bo wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek prawdziwych wydarzeń — zwłaszcza po tak mocnym zakończeniu. Jeśli więc macie ochotę na fascynującą, mroczną i pełną emocji historię, w której magia i wyraziste postaci grają pierwsze skrzypce, „Na krwawych skrzydłach” zdecydowanie powinno znaleźć się w Waszych rękach. Coś mi podpowiada, że gdy tylko zaczniecie czytać, ta opowieść pochłonie Was bez reszty, skutecznie kradnąc czytelnicze serca i umysły.
WiejskaBiblioteczka Biblioteczka - awatar WiejskaBiblioteczka Biblioteczka
oceniła na 9 1 dzień temu
Płachytka Anna Musiałowicz
Płachytka
Anna Musiałowicz
Początek tej historii nie zapowiada grozy. Raczej zmianę. Nowy rozdział. Marek dostaje intratną posadę, więc razem z Ewą i ich małymi córkami przeprowadzają się do miasta, które ma stać się ich domem. Jest w tym nadzieja, ale też niepewność — obce ulice, obcy ludzie, codzienność, którą trzeba zbudować od nowa. Wszystko wydaje się zwyczajne, aż do chwili, gdy Ewa przypadkiem spotyka Marię Skowronkową, dawną znajomą swojej matki. To spotkanie, z pozoru błahe, okazuje się początkiem czegoś, czego nie sposób już zatrzymać. Bo jest jeszcze Radosław — mąż Marii. Człowiek naznaczony stratą. Od pierwszej chwili patrzy na Ewę z niepokojem, jakby widział wokół niej cień, którego inni nie dostrzegają. Jakby wiedział coś, czego nie chce wypowiedzieć na głos. Gdy Ewa i jej córki zaczynają chorować, początkowo wszystko da się wytłumaczyć. Przemęczenie. Stres. Adaptacja do nowego miejsca. Ale choroba nie przypomina niczego znanego — jest jak powolne gaśnięcie. A wtedy do Radosława wracają wspomnienia, które nigdy naprawdę nie odeszły. Wspomnienia o płachytkach — słowiańskich demonicach zarazy, ukazywanych jako panny młode w białych welonach, zwiastunki choroby i śmierci, które przychodziły nocą i wybierały swoje ofiary. W dawnych wierzeniach pojawiały się nagle, ubrane w białe płótna, milczące i nieuchronne. Nie zawsze można je było zobaczyć — częściej czuło się ich obecność. Szept w izbie. Ciężar powietrza. Przeczucie, że coś stoi tuż obok łóżka. I właśnie je zaczynają widzieć córki Ewy. Granica między chorobą a przekleństwem zaciera się coraz bardziej. Ewa doświadcza majaków, które wydają się zbyt realne, by były tylko wytworem gorączki. Racjonalny świat zaczyna pękać, a pytanie, które dotąd brzmiało niedorzecznie, staje się niepokojąco prawdopodobne — czy dawne demony naprawdę mogą wrócić? Anna Musiałowicz buduje tę historię powoli, napięcie narasta stopniowo, a początkowo jest niemal niezauważalne. Ten niepokój wsącza się w codzienność, i przybiera najgorszy obrót: strachu o dziecko i bezradności wobec choroby. Autorka sięga do słowiańskiej mitologii nie po to, by stworzyć jedynie opowieść o demonach, lecz by przypomnieć, że dawniej choroba miała twarz. Że ludzie nadawali imiona temu, czego nie rozumieli, by móc choć na chwilę oswoić strach. „Płachytka” to historia, w której największy niepokój rodzi się z pytania, czy to, co widzimy, jest tylko echem przeszłości… czy może czymś, co wciąż czeka, aż znów zostanie zauważone. To opowieść duszna i przejmująca, taka, której znaczenia nie sposób do końca wyjaśnić.
mmusinska - awatar mmusinska
oceniła na 10 1 miesiąc temu
Absolucja Jeff VanderMeer
Absolucja
Jeff VanderMeer
To zdecydowanie jedna z najbardziej pokręconych serii, jakie książkowy świat widział. I mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem robi się… jeszcze bardziej ekstremalnie. To już nie jest zwykła jazda bez trzymanki — to jazda w totalnym chaosie, niezrozumieniu i ciągłym poczuciu, że zaraz coś się wyjaśni… tylko że się nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie — każdy kolejny tom zamiast dawać odpowiedzi, dokłada tylko kolejne pytania. Ten tom jest pod tym względem jeszcze bardziej wymagający niż poprzednie. I niestety — również bardziej męczący. Mamy tutaj ogromną ilość bardzo długich, szczegółowych opisów, które momentami skutecznie utrudniają czytanie i odbiór całej historii. Szczerze? Nie mam pojęcia, co autor miał w głowie, pisząc tę część 😅 Bo jeśli poprzednie tomy były już pokręcone, to tutaj wchodzimy na zupełnie inny poziom absurdu i… antylogicznego hardcore’u. Jednocześnie — i to jest w tym wszystkim najdziwniejsze — ta seria ma w sobie coś takiego, co nie pozwala jej porzucić. Mimo chaosu, mimo braku odpowiedzi, mimo momentów totalnego zagubienia… chce się czytać dalej. To są książki, które potrafią w jednej chwili sprawiać wrażenie spójnych i logicznych, a za moment wrzucają czytelnika w sceny, które wyglądają, jakby zostały wyjęte z zupełnie innego uniwersum. To jest jednocześnie fascynujące i potwornie frustrujące. Największym problemem jest jednak to, że jesteśmy już przy czwartym tomie, a fabuła… praktycznie stoi w miejscu. Nie dostajemy odpowiedzi na pytania, które pojawiły się już na początku serii. Nic się nie wyjaśnia, a mętlik w głowie tylko się pogłębia. Ale może właśnie w tym tkwi fenomen Strefy X? Tego nie da się łatwo wytłumaczyć — to trzeba po prostu przeczytać i samemu tego doświadczyć. To historia, po której zostaje w głowie chaos, setki pytań i poczucie, że nic tutaj nie jest oczywiste. Mimo wszystkich wad, ta seria wyróżnia się na tle innych jak mało która. Jest specyficzna, wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. To książki dla czytelników, którzy lubią eksperymenty, dziwność i historie „inne niż wszystkie”. Ja zdecydowanie należę do tego grona… więc zostaję w Strefie X dalej 😄
z-ksiazkoholiczka - awatar z-ksiazkoholiczka
oceniła na 7 9 dni temu
Wola Żmija Agnieszka Kulbat
Wola Żmija
Agnieszka Kulbat
"Wola Żmija" to moim zdaniem całkiem udana kontynuacja cyklu "Dziedzictwo Stróża Nawii". Agnieszka Kulbat rozwija wcześniej rozpoczęte i ponownie poznawał się zanurzyć w magicznym i niezwykłym świecie inspirowanym słowiańską mitologią. I znowuż dostajemy historię z mrocznym klimatem, w którym granica między tym co realne a nadprzyrodzone stałe się zaciera. W drugiem tomie pojawiają się nowe zagrożenia, a bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z siłami zewnętrznymi, lecz także z własnymi lękami, bolesnymi rozstaniami. Podążają drogą swojego przeznaczenia, na której czyha wiele niebezpieczeństw. Bohaterowie mierzą się z własną przeszłością. W fabule znajdujemy odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w pierwszym tomie i jeszcze lepiej poznajemy postacie. Każda z nich przechodzi przez różne procesy : jedne dojrzewają do swoich ról, drugie podejmują trudne decyzje i ponoszą ich konsekwencje. Relacje między nimi stają się bardziej skomplikowane, co dodatkowo wzmacnia napięcie i zaangażowanie czytelnika. Świat przedstawiony jest spójny i dobrze przemyślany, autorka świetnie buduje mroczny klimat i wprowadza poczucie niepokoju. „Wola Żmija” to interesująca i dopracowana kontynuacja, choć pod koniec wydawała mi się bardzo odjechana (jeśli po nią sięgnięcie, będziecie wiedzieli, o czym piszę😊) Książka z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom fantasy z motywami słowiańskiego folkloru. Polecam
Spiewajacabiblio - awatar Spiewajacabiblio
ocenił na 7 4 dni temu
Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza Robert M. Wegner
Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Robert M. Wegner
"Dusza pokryta bliznami" to była książka bardzo wyczekana. "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" uwielbiam od lat, obok "Wiedźmina" to moje ulubione polskie fantasy. Wciągnęły mnie mocno poprzednie tomy i niecierpliwie czekałam na kontynuację. Wegnera, jak zwykle, czytało mi się świetnie - bardzo lubię jego sposób pisania i snucia opowieści. Niestety, dołączę tu do grona fanów serii nieco rozczarowanych najnowszym tomem, a to z trzech głównych powodów: - Wegner przyzwyczaił mnie do książek liczących sobie dobre 600-700 stron, tymczasem "Dusza pokryta bliznami" to niespełna 400 stron tekstu. Stanowczo za mało! - Choć "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" zaczęły się od tomów opowiadających tylko o wybranych bohaterach, to w ostatnich częściach ich losy bardzo mocno zaczęły się splatać. Tymczasem w szóstym tomie Wegner znów skupił się tylko na wybranych postaciach (Czerwone Szóstki, Altsin, dziewczyny z czaardanu i Deana), losy pozostałych pozostawiając dalej pod znakiem zapytania. Nie tego się spodziewałam... - "Dusza pokryta bliznami" jest za bardzo przegadana. Akcja jest świetnie rozkręcona tylko w przypadku historii o Górskiej Straży i tę część naprawdę pochłaniałam, to był właśnie ten Meekhan, który uwielbiam. W Białym Konoweryn niby się trochę dzieje, ale też głównie gadają - akcja się rozkręca dopiero na koniec, urywając się niemal w kulminacyjnym momencie. Altsin dopiero na koniec dowiaduje się co nieco o historii Nieśmiertelnej Floty, ale wcześniejsze rozdziały o płynięciu na Nocnej Perle nic nie wnoszą i równie dobrze mogłyby być skrócone do kilku stron. Nie potrafię ocenić "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" źle, bo przecież i ten ostatni tom wręcz pochłonęłam. Po prostu przyzwyczaiłam się do tego, że Wegner swoimi książkami wgniata mnie w fotel i tym razem nie było tak zajebiście... ;) -
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 6 15 dni temu

Cytaty z książki Poławiacze sunu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poławiacze sunu