Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte

Okładka książki Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte
Stan LeeJack Kirby Wydawnictwo: Hachette Polska Cykl: Wielka Kolekcja Komiksów Marvela (tom 68) Seria: Wielka Kolekcja Komiksów Marvela komiksy
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela (tom 68)
Seria:
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela
Tytuł oryginału:
Marvel Origins: The 60s
Data wydania:
2015-07-02
Data 1. wyd. pol.:
2015-07-02
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328203099
Tłumacz:
Sebastian Smolarek
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte

Średnia ocen
6,2 / 10
60 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
349
179

Na półkach: ,

Album zbiera pierwsze zeszyty przygód legendarnych bohaterów Marvela, wydane na początku lat 60-tych. Muszę przyznać, że znając już kilka klasyków z tamtych lat miałem spore obawy czy dam radę przebrnąć przez tę pozycję. Moje wątpliwości okazały się bezpodstawne, z odpowiednim podejściem i zrozumieniem realiów tamtych czasów, bawiłem się doskonale!
Najlepiej wypadł debiut Fantastycznej Czwórki, Hulka oraz pary dzielnych insektów.
Nie zdawałem sobie sprawy, że w ekipie FF, Reed Richards i Ben Grimm początkowo niespecjalnie za sobą przepadali a ich docinki i przekomarzania są ozdobą prezentowanej historii. Oczywiście dialogi ocierają się wręcz o autoparodię np. kiedy Richards zaczyna opowiadać jak "ogromna moc znalazła się w naszym posiadaniu", a Thing momentalnie go ripostuje tekstem: "nie musisz walić przemowy ważniaku, oczywiście musimy z niej korzystać dla dobra ludzkości". Czysta klasyka.
Kirby też ma swoje momenty, tła oczywiście były wtedy bardzo ubogie, jednak zdarzają się naprawdę dobre kadry.
Natomiast historia zielonego olbrzyma jest kwintesencją komiksu w czasach "zimnej wojny". Oczywiście cały album jest przepełniony propagandą i aluzjami do rywalizacji kapitalistycznego zachodu z komunistycznym wschodem. Jednak opowieść o Gargulcu, który udaje się do Stanów w "kabinie komunistycznej kopii amerykańskiego samolotu", najlepiej spełnia te założenia.
Podobnie jest przy poznaniu pierwszej wspólnej przygody Ant-Mana i Wasp, jednak tutaj dochodzi jeszcze klasyczny patriarchalizm. Uśmiech rozprzestrzenia się po twarzy, czytając dialogi pomiędzy dwójką głównych bohaterów, gdzie kobieta ma uwielbiać protagonistę a nawet gdy posiada moce, lepiej żeby z nich specjalnie nie korzystała, przecież jest... kobietą.
Reszta zeszytów trzyma poziom, warto się z nimi zapoznać, najlepiej posiadając już spory bagaż przeczytanego "superhero". Wtedy najłatwiej odnaleźć się i docenić "początki Marvela - lata 60-te".

Album zbiera pierwsze zeszyty przygód legendarnych bohaterów Marvela, wydane na początku lat 60-tych. Muszę przyznać, że znając już kilka klasyków z tamtych lat miałem spore obawy czy dam radę przebrnąć przez tę pozycję. Moje wątpliwości okazały się bezpodstawne, z odpowiednim podejściem i zrozumieniem realiów tamtych czasów, bawiłem się doskonale!
Najlepiej wypadł debiut...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

141 użytkowników ma tytuł Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte na półkach głównych
  • 87
  • 54
97 użytkowników ma tytuł Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte na półkach dodatkowych
  • 44
  • 24
  • 10
  • 5
  • 5
  • 5
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte

Inne książki autora

Okładka książki Spider-man 13 (1967) Stan Lee, John Romita Sr.
Ocena 7,2
Spider-man 13 (1967) Stan Lee, John Romita Sr.
Okładka książki Fantastyczna Czwórka 16 Jack Kirby, Stan Lee
Ocena 6,3
Fantastyczna Czwórka 16 Jack Kirby, Stan Lee
Okładka książki Hulk 6 Stan Lee, Marie Severin
Ocena 7,0
Hulk 6 Stan Lee, Marie Severin
Okładka książki Iron Man 8 Gene Colan, Stan Lee
Ocena 6,0
Iron Man 8 Gene Colan, Stan Lee
Okładka książki Doctor Doom Epic Collection. Revolution In Latveria John Buscema, Gene Colan, Gerry Conway, Jack Kirby, Stan Lee
Ocena 0,0
Doctor Doom Epic Collection. Revolution In Latveria John Buscema, Gene Colan, Gerry Conway, Jack Kirby, Stan Lee
Okładka książki Thor 12 (1967) Jack Kirby, Stan Lee
Ocena 5,7
Thor 12 (1967) Jack Kirby, Stan Lee
Okładka książki Daredevil 7 (1967) Gene Colan, Stan Lee
Ocena 6,5
Daredevil 7 (1967) Gene Colan, Stan Lee
Stan Lee
Stan Lee
Amerykański scenarzysta, producent filmowy i rysownik komiksowy, najbardziej znany jako twórca postaci Spider-Mana. Wieloletni prezes i członek zarządu wydawnictwa komiksowego Marvel Comics. Twórca (przy współpracy Jacka Kirbiego i Steve'a Ditko) wielu postaci z komiksowego uniwersum Marvela (Fantastic Four, X-Men, Iron Man, Hulk, Daredevil i innych). Dzięki niemu Marvel Comics z niewielkiego lokalnego wydawcy, zmieniła się w jednego z największych wydawców komiksowych na świecie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uncanny X-Men: Druga Geneza Chris Claremont
Uncanny X-Men: Druga Geneza
Chris Claremont Dave Cockrum Len Wein
"Druga Geneza" pokazuje nam początki w teamie X-Men takich postaci jak: Wolverine, Storm, Colossus czy Nightcrawler. W związku ze spadającym zainteresowaniem pierwotną grupą mutantów, Marvel podjął drastyczne środki i postanowił wysłać ich na dłuższy urlop pozostawiając jedynie Cyclopsa w roli dowódcy dla nowych członków. Nie jestem zwolennikiem komiksów z lat 60/70 ponieważ w większości są to straszne ramotki. Ten album natomiast to esencja grupowego komiksu superbohaterskiego, prawdopodobnie fundament dla przyszłej popularności słynnej grupy mutantów. Chris Claremont stworzył interesującą fabułę, pełną humorystycznych elementów i dynamicznej akcji. Rysunki Cockruma są świetne, nowocześnie wykadrowane, a postacie wyrażają sporą gamę emocji. W albumie znajduje się wszystko. Jest hrabia który przejmuje władzę nad arsenałem nuklearnym a Avengers stwierdzają że nie mają na to czasu. Pojawiają się Stan Lee i Jack Kirby krytykujący "czasy współczesne". Ororo zrzuca ciuszki i przywołuje letnią mżawkę, ponieważ chce się odświeżyć. Xavier udaje się odpoczywać na Karaiby i pływa na statku nazywającym się "Dejah Thoris". Album jest rewelacyjny patrząc na czasy w których powstał. Dzięki niemu rozumiem już fenomen Chrisa Claremonta i późniejszą pozycję mutantów w świecie Marvela (zwłaszcza porównując ją do dzisiejszej sytuacji).
AliEns00 - awatar AliEns00
ocenił na 9 9 lat temu
Syn M David Hine
Syn M
David Hine Roy Allan Martinez
ZDZIESIĄTKOWANI Hine ciągnie to, czego Bendis w swoim evencie ukazać nam już nie zdołał. Tak w skrócie można podsumować ten tom. I to nie jedno, bo także to, co w „Rodzie M” wydawało się całkiem istotne, czyli alternatywne życie Spider-Mana było co prawda pociągnięte w tie-inach, ale w samym evencie okazało się nieco zaniedbane. A skoro był to jeden z nielicznych takich wątków – Benids skupiał się na odmianie świata, a nie poszczególnych postaci, a tym bardziej nie tych spoza świata X-Men – więc zdawało się, że wyjdzie z tego coś istotniejszego. Ale rękawicę podjął twórca „Syna M”, czyli zarazem swoistego aftermathu dla „Rodu” i jednocześnie jednego z najważniejszych elementów kolejnego x-wydarzenia, czyli „Decimation” (Zdziesiątkowanych). I to podjął godnie, bo wyszła mu naprawdę fajna, skupiona na bohaterach, depresyjna historia dobrze pokazująca świat Marvela, a mutantów przede wszystkim, po tym, co zrobiła Wanda. Po ostatnich wydarzeniach większość mutantów straciła swoje moce i teraz musi uczyć się, jak normalnie żyć. Wśród nich jest Pietro, brat Wandy, niegdyś najszybszy człowiek na Ziemi, dziś cień dawnego siebie. Chce coś zrobić, chce działać – niby dla innych, ale bardziej dla siebie – pytanie jednak, co właściwie może? A przecież obok są inni, którzy ucierpieli w Dniu M, może inaczej, ale wcale nie mniej, jak chociażby Spider-Man, który wciąż pamięta życie u boku zmarłej ukochanej i nie może poradzić sobie z tym teraz, szczególnie, że przecież ma całkiem inną żonę. A jaki to wszystko ma związek z Inhumans i dokąd to doprowadzi? http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2023/10/syn-m-david-hine-roy-allan-martinez.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 2 lata temu
Ultimate Spider-Man: Śmierć Spider-Mana Brian Michael Bendis
Ultimate Spider-Man: Śmierć Spider-Mana
Brian Michael Bendis Mark Bagley David Lafuente
… To nie tak, że na tytuł nie mam pomysłu – bo mam. Czasem jednak zamiast kilku słów określających całość, lepiej jest milczeć. Uczcić minutą ciszy. Peter Parker, Ultimate Spider-Man, nie żyje. Zginął. Umarł. Został zabity. Jak wolicie. Nie ma go i wbrew temu, czego można by się spodziewać, już nie wróci. Nie ożyje. Zostało nam tylko przeczytać, jak do tego doszło. Ultimates decydują się szkolić Petera tak, by poradził sobie, jako heros. Niestety pierwsze szkolenie z Iron Manem kończy się na polu walki pomiędzy Black Cat a Mysterio o Klucz Zodiaku – artefakt, który dał władzę Kingpinowi, a który potrafi spełniać wolę posiadacza. Efekt jest katastrofalny, ale prawdziwa katastrofa dopiero nadchodzi. Z Triskelionu uciekają Osborn, Kraven, Dock Ock, Electro, Sandman i Vulture. Cel – zamordować Petera. Niestety Spider-Man nie może liczyć na pomoc herosów, wybucha bowiem wojna między Ultimates. Zaczyna więc walkę o przetrwanie, na które nie ma co liczyć… Ten komiks to był strzał w dziesiątkę. Uśmiercić jednego z najbardziej lubianych bohaterów i zarazem uśmiercić tak, by już nigdy nie wrócił. Od tego momentu minęło 5 lat i Parker nie powrócił zza grobu a to dobrze świadczy o Bendisie i jego twórczości. Można by powątpiewać, czy ogłoszenie już w tytule, że Peter umrze to dobre rozwiązanie, ale ewentualne głosy przeciw takiemu podejściu do tematu milkną bardzo szybko. Chwyt reklamowy? Owszem. Podniesie się sprzedaż? Pewnie. Ale Bendis pokazał coś jeszcze – wiemy, że śmierć nadciąga, każdy moment zbudował więc tak, by wypełniały go emocje. MJ wraca do Parkera, J. Jonah Jameson jest gotów zrobić dla niego wszystko w ramach podzięki za ocalenie życia. Kapitan Ameryka jest jemu przeciwny. Każda z tych relacji to mały brylant wypełniony smutkiem, bo wiemy co nadciąga. Wiemy co będzie. Chcemy do ostatniej chwili łudzić się, oszukiwać, mieć nadzieję, bo przecież pojawia się pomoc, bo Peter jakoś sobie radzić, bo… bo… Ale nadziei nie ma. I to przejmuje do głębi. Bendis doskonale rozkłada akcenty. Akcja jest poprowadzona z mangową niemalże dynamiką. Czułe chwile trafione są w punkt. Spokojne momenty… tych prawie już nie ma. Od połowy jest tylko jedna wielka walka z czasem. Pojedynek, który wyczerpuje i bohaterów i nas. Potem zostaje już tylko smutek. Szkoda jednak pewnej konkretnej rzeczy, a mianowicie tego, że nie dane nam było poczytać „Avengers vs. New Ultimates” Millara, który to album stanowi wyjaśnienie całej wojny herosów, która jest przecież jednym z istotnych, choć nie wyjaśnionych aspektów „Śmierci…”. Graficznie komiks stoi na wysokim poziomie. Wprawdzie początek (po świetnym wstępie, kojarzącym się z początkowymi scenami „Z jak zagłada”) kuleje, kiedy Sarah Pichelli sobie radzi, szczególnie w przypadku tła i twarzy, jest ok, to jednak Spider i Iron wypadają blado. Dalej przez chwilę jest gorzej, kiedy to Chris Samnee przejmuje ołówek, ale gdy na scenę wraca Bagley, pokazuje co potrafi. Przez trwanie „Ultimate Spider-Mana” różnie z jego kreską bywało, często okazywała się zła, w tym albumie jednak, jakby także i on chciał oddać hołd Peterowi, wspiął się na wyżyny. Nie boi się czerni, nie unika szczegółów. Po prostu urzeka. Podobnie, jak z głową położony kolor. To wszystko, plus znakomite wydanie w świetnej cenie, doprawione wstępem streszczającym najważniejsze wątki, sporą galerią (w tym ilustracją Quesady, która stanowi przejmujący epilog całości) i dodatkiem opowiadającym o genezie i ewolucji całego pomysłu, sprawiają, że ten album to absolutne musisz-to-mieć nie tylko dla fanów Spider-Mana, ale komiksów w ogóle. Poza tym ostatnie miesiące, jak i te, które nadejść dopiero mają, to zdecydowanie dobry czas dla Pajęczaka. W zeszłym roku mieliśmy okazję przeczytać śmierć Petera na łamach Amazing Spider-Mana, teraz mamy okazję regularnie sięgać po przygody „Superior Spider-Mana”, a już za nieco ponad miesiąc „Wielka kolekcja komiksów Marvela” szykuje nam „Nigdy więcej Spider-Mana” z klasycznymi zeszytami z lat 60 (numery 44-50). Co dalej? Gościnne występy Petera, ale także i w przyszłości mam nadzieję, że czeka nas „Śmierć Stacych”, która wyszła w Anglii w ramach WKKM jako tom 98, „Spider-Man Tem-Up” (tom 91) czy „Spider Island”… Jeśli tylko będą po polsku, a myślę, że tak, jest na co ostrzyć sobie zęby. I polecać już teraz. Ale póki co polecam „Śmierć Spider-Mana” i zamiast jakiegoś słowa końcowego, poświęcam mu minutę ciszy … Recenzję znajdziecie także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2016/02/15/ultimate-spider-man-smierc-spider-mana-brian-michael-bendis-mark-bagley-david-lafuente-sarah-pichelli-i-inni/
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 8 10 lat temu
Fantastyczna Czwórka: Koniec Alan Davis
Fantastyczna Czwórka: Koniec
Alan Davis
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela wydawana przez Hachette to teoretycznie wyselekcjonowane najlepsze komiksy wszech czasów. Trafiają się tutaj świetne pozycje jak i nie wiedzieć czemu bardzo złe. Na szczęście pięćdziesiąty drugi tom należy do tych pierwszych. Co ciekawe nie jest to opowieść z głównego uniwersum, ale alternatywna rzeczywistość przesunięta o kilkanaście lat do przodu. Co w nim takiego dobrego? Mam nadzieję, że przekonacie się czytając ową recenzje. W odległej przyszłości członkowie pierwszej super rodziny Marvela są uwielbiani za przeniesienie ludzkości w nową złotą erę. Cały układ słoneczny został skolonizowany i jest chroniony przed najeźdźcami z zewnątrz. Bohaterska drużyna wiele lat wcześniej została rozwiązana, a jej członkowie ruszyli własnymi ścieżkami. Kiedy jednak tajemniczy łotr z przeszłości grozi zniszczeniem wszystkiego co starała się stworzyć przez te wszystkie lata Fantastyczna Czwórka, bohaterowie muszą się po raz kolejny zjednoczyć. W grę wchodzi nie tylko bezpieczeństwo i dobro własnej rodziny, ale również całej galaktyki. Alan Davis podjął się bardzo ciekawego zadania gdyż odpowiada zarówno za scenariusz jak i rysunki. Z jednej strony jest to bardzo dobry zabieg, gdyż mógł w pełni przelać na papier swoją wizję związaną z Fantastyczną Czwórką. Historie w alternatywnym uniwersum zawsze przykuwają uwagę fanów i przeważnie są to dobre opowieści. Tak też jest i w tym przypadku. Davis rzuca nas do przyszłości, gdzie pierwsza rodzina Marvela nie jest już rodziną. Każdy z jej członków prowadzi osobne życie i ma swoje problemy. Autor świetnie wykorzystuje każdą z postaci, wyciągając ich najważniejsze cechy na pierwszy plan. I tak u Thinga najważniejsza jest rodzina i jej bezpieczeństwo, u Pochodni bycie bohaterem i zwalczanie złoczyńców itd. Dostaniemy tu pełną paletę antagonistów z jakimi musiała się zmierzyć Fantastyczna Czwórka. Nie zabraknie Dr. Dooma, Inhumans, Mole Mana oraz wielu innych stworzonych przes Lee i Kirby'ego, a wszystko to mieści się w sześciu zeszytach. Nie zabraknie akcji i dynamicznych widowiskowych kadrów walk. Jako, że jest to alternatywne uniwersum autor mógł sobie pozwolić na zmiany w wyglądach bohaterów, co chyba jest najciekawsze w przypadku Avengersów. Scenariusz jest napisany dobrze i nie nudzi czytelnika, a wręcz przeciwnie siadamy i pochłaniamy komiks w całości za jednym zamachem. Alan Davis to ceniony aktor, który pomysły przelewane na papier trafiają w gusta fanów jak i nowych czytelników. Potrafi szanować klasyczny styl innych twórców i przekonwertować go przez siebie tworząc coś unikatowego. Fantastyczna Czwórka: Koniec to bardzo dobra miniseria, która spodoba się nawet osobą, które nie przepadają za F4.
Michał Żołyński - awatar Michał Żołyński
ocenił na 7 10 lat temu
Thunderbolts: Wiara w Potwory Warren Ellis
Thunderbolts: Wiara w Potwory
Warren Ellis Mike Deodato Jr.
MIĘDZY WOJNĄ DOMOWĄ A MROCZNYMI RZĄDAMI „Wojna domowa” w Marvelu dobiegła końca, uniwersum się odmieniło – w ten, czy inny sposób – i trzeba było o tych zmianach, a raczej reperkusjach opowiedzieć. Już gdzieś mniej więcej na tym etapie różni twórcy planowali to, co potem stało się „Mrocznymi Rządami”, czyli daniem Osbornowi szansy dorwania się do władzy (co działo się na całego od „Tajnej inwazji”, po „Oblężenie”), a kluczową cegiełkę do podbudowy całego wątku dał właśnie Warren Ellis w swoim runie „Thunderbolts”. No i z tym polskim wydaniem to trochę problem jest, bo dostajemy równo połowę runu, kolejną niedokończoną opowieść, dość zamkniętą, ale jednak stanowiącą część większej całości i to się czuje. Druga sprawa, że nie jest to historia, którą można czytać tak z marszu, bo wymaga znajomości kontekstu i wydarzeń, w których jest osadzona. Ale gdy zna się to wszystko, rzecz wchodzi naprawdę dobrze i dostarcza konkretnej, niegłupiej, mimo iż opartej na dość absurdalnym pomyśle rozrywki. Wojna domowa dobiegła końca, rejestracja superbohaterów ma się dobrze, ale nadal nie wszyscy chcą się temu podporządkować. Dlatego powstaje nowy oddział Thunderbolts, bandytów działających teraz z ramienia prawa, kontrolowanych za pomocą wszelkich metod, byle sprawdzili się w akcji. A ta akcja to polowanie na herosów, którzy nie poddali się rejestracji, a jednak nadal działają. I tak to się kręci, a nad wszystkim czuwa Norman Osborn, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swoje cele. Ale czy może wyniknąć z tego coś dobrego? http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2023/12/thunderbolts-wiara-w-potwory-warren.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 2 lata temu
X-Men. Rozłam Jason Aaron
X-Men. Rozłam
Jason Aaron Kieron Gillen Carlos Pacheco Frank Cho
MUTANCIA WOJNA DOMOWA „X-Men: Rozłam”. No ogólnie docenia się ten komiks i w ogóle. Mówi się, że ważny, że ustalający nowy status quo, że to, tamto. No ale nie ma się co oszukiwać, fabularnie to – jak na Aarona przystało – nic oryginalnego. Ot xmanowa kopia „Wojny domowej”, wiadomo tu i tam zmieniona, żeby nie było, że plagiat, ale mocno obie te opowieści przypominają siebie na wzajem. No i właśnie takie to wszystko wtórne jest, acz całkiem do rzeczy, dynamiczne, z szybkim tempem, czasem naciągane, jak choroba, czasem widowiskowe, czym ma trochę maskować brak większego pomysłu… No typowy Aaron, wspierany przez typowego Gillena, ale sam evencik nawet daje radę. Choć do takiego „Rodu M” czy nawet „Avengers kontra X-Men” nawet nie ma startu. Niedobitki mutantów, ot jakieś dwustu przedstawicieli gatunku przetrwałych po „Rodzie M”, zjednoczyło się i teraz żyje na wyspie Utopia. Ale nadal nie czują się bezpiecznie, bo na świecie wciąż jest pewnie więcej Sentineli, niż żyjących mutantów. Dlatego Cyclops, wykorzystując konferencję zbrojeniową, chce przekonać rządy by pozbyły się tych maszyn. Ale, jak zawsze, wszystko idzie nie tak. Omega Kid wkracza do akcji i ogłaszając się przyszłym przywódcą X-Men pokazuje na co go stać, zmuszając głowy państw do wyznania swoich największych grzechów i sekretów. Zaczyna się chaos, zjawiają Sentinele, Cyclops i Wolverine muszą wkroczyć do akcji, a sytuacja mutantów ulega pogorszeniu. To jednak dopiero początek tego, co nadchodzi. Zbliża się rozłam, wielkie poróżnienie, ale i wielkie zagrożenie. Co z tym wszystkim ma wspólnego pewien genialny dzieciak i Hellfire Club? I jakie będą konsekwencje tych wydarzeń? http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2023/11/x-men-rozam-jason-aaron-kieron-gillen.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte