Bridget Jones w wersji męskiej- mówili..
Będzie fajnie, wypożycz- mówili...
No i wypożyczyłam. No i nie było fajnie.
Już na starcie dostajemy pełen portret naszego głównego bohatera Simona, który podobnie jak moja ukochana bohaterka Bridget, jest singlem, nieszczęśliwie zakochanym, ma swoje grono przyjaciół, niezbyt udaną karierę zawodową i raczej niezadowalającą urodę.
Różnica jest jednak w formie przedstawienia i w charakterze bohaterów. Jednego lubimy, wręcz kochamy, bo jest poniekąd uosobieniem nas, drugi zaś to wcielenie, którego w sobie bym mieć nie chciała.
Simon to bohater ordynarny, zarozumiały, narcystyczny, przemądrzały, który mamy wrażenie pozjadał wszystkie rozumy. Nie szanuje swoich bliskich, ignoruje ich, oczekuje nieustannego zainteresowania własną osobą.
Nie chciałabym mieć kogoś takiego w swojej grupie znajomych, naprawdę.
Autor usilnie starał się, by ta książka była śmieszna, ale się nie udało. Nie zaśmiałam się ani raz. Niekiedy nawet zrobiło mi się żal tych ludzi, z którymi zadaje się nasz bohater. I wcale nie było zabawnie.
Może jest to faktycznie męski punkt widzenia- ciężko mi, jako kobiecie powiedzieć. Chociaż wydaje mi się, że gdyby każdy facet był takim, brzydko mówiąc "dupkiem", to nie byłoby na tym świecie znajomości, związków, rodzin. Także to chyba tylko jakaś nieudana męska karykatura.
Ja jej jednak nie kupuje.
Zakończenie właściwie nic nie wniosło. Chyba że mamy rozumieć, iż fotel zakupiony w sklepie IKEA sprowadził niemałe fatum na Simona i zarazem był inspiracją do napisania tej powieści przez naszego autora.
W każdym razie- nie polecam, stracony czas.
Bridget Jones w wersji męskiej- mówili..
Będzie fajnie, wypożycz- mówili...
No i wypożyczyłam. No i nie było fajnie.
Już na starcie dostajemy pełen portret naszego głównego bohatera Simona, który podobnie jak moja ukochana bohaterka Bridget, jest singlem, nieszczęśliwie zakochanym, ma swoje grono przyjaciół, niezbyt udaną karierę zawodową i raczej niezadowalającą urodę....
Jeśli miał to być męski punkt widzenia, i to singla, to jest chybiony pomysł. Niby śmieszne epizody z życia Simona nie przekonują do jego osoby. Płytkie, często seksistowskie przemyślenia faceta, któremu nie wychodzi podryw. Infantylne zachwyty nad pięknymi kelnerkami ze Starbucksa nie prowadzą go do szczęśliwego finału. Może autor chce specjalnie wzbudzić litość u czytelniczek tworząc tak nieudanego bohatera, ale też nie ma się czym pochwalić. Język prosty, wręcz prostacki, oklepane żarty na temat żargonu IKEI, stewardess i pornosów. Ta wizja męskiego świata zupełnie do mnie nie przemawia.
Jeśli miał to być męski punkt widzenia, i to singla, to jest chybiony pomysł. Niby śmieszne epizody z życia Simona nie przekonują do jego osoby. Płytkie, często seksistowskie przemyślenia faceta, któremu nie wychodzi podryw. Infantylne zachwyty nad pięknymi kelnerkami ze Starbucksa nie prowadzą go do szczęśliwego finału. Może autor chce specjalnie wzbudzić litość u...
Książka przeczytana w dwa wieczory. Najpierw jest humor a potem zaczyna się dramat. Można przeczytać, opinie co do tej książki mogą być podzielone. Mi się podobała aczkolwiek nie dałabym jej miejsca na podium wśród moich ulubionych lektur.
Książka przeczytana w dwa wieczory. Najpierw jest humor a potem zaczyna się dramat. Można przeczytać, opinie co do tej książki mogą być podzielone. Mi się podobała aczkolwiek nie dałabym jej miejsca na podium wśród moich ulubionych lektur.
To z tyłu książki to zdjęcie autora, rozumiem? Pasuje idealnie, bo mina od początku do końca podsumowuje głównego bohatera, Simona. Chociaż, jeśli mam być szczera, to nadałabym troszkę inny tytuł: „Kompletny dupek”, bo pod dupka bardziej mi podchodził tok myślenia tego faceta. Z drugiej strony idiota to idiota, dawniej określano tak osobę upośledzoną umysłowo, a teraz osobę, która nie tylko daje się robić w bambuko, ale jeszcze ma tego świadomość i nie obchodzi jej, że inni ludzie to robienie i wiedzę o tym wytykają. Uf, trochę maślane, ale prawdziwe.
Simon właśnie taki jest. Daje się urabiać, chociaż w nim samym gotuje się jak w bojlerze. Na każdym kroku błyszczy wewnętrznym monologiem przesyconym irytacją i sceptycyzmem. Nawet ciekawe głosy dopuszcza do istnienia, chociaż chwilami miałam wrażenie, że facet nic nie wie o życiu. Ha! Prawdopodobnie życie robiło go w bambuko.
Jego znajomi to też niezłe elementy. Praktycznie napędzają kolejne absurdalne, ale dziwnie prawdopodobne sytuacje, które mogą dopaść każdego z nas. Koleś ciągnący z portfela Simona, bo nigdy nie ma kasy. Później jednak okazuje się, że ma kartę „jakąś tam”, która świadczy o posiadaniu wystarczającej ilości kasy. Drugi grubasek z lepszym polotem na babki niż niczego sobie Simon. Koleżanka z dobrymi radami, sprzątaczka od psucia i umawiania Simona z matronami, czy Bóg wie kim. No istna parada osobliwości!
I w końcu pojawia się ONA. Ideał kobiety dla bohatera. Piękna, od spieniania mleka w Starbucksie. Robił do niej podchody przez dłuższy czas, a kiedy udaje mu się z nią spotkać, okazuje się, że laska jest egoistyczną, zapatrzoną w siebie raszplą z drutu i jeszcze za tą raszplowatość Simon musiał dostać po gębie. Paranoja do ętej, ale w zabawnej otoczce.
To z tyłu książki to zdjęcie autora, rozumiem? Pasuje idealnie, bo mina od początku do końca podsumowuje głównego bohatera, Simona. Chociaż, jeśli mam być szczera, to nadałabym troszkę inny tytuł: „Kompletny dupek”, bo pod dupka bardziej mi podchodził tok myślenia tego faceta. Z drugiej strony idiota to idiota, dawniej określano tak osobę upośledzoną umysłowo, a teraz...
Bridget Jones w wersji męskiej- mówili..
Będzie fajnie, wypożycz- mówili...
No i wypożyczyłam. No i nie było fajnie.
Już na starcie dostajemy pełen portret naszego głównego bohatera Simona, który podobnie jak moja ukochana bohaterka Bridget, jest singlem, nieszczęśliwie zakochanym, ma swoje grono przyjaciół, niezbyt udaną karierę zawodową i raczej niezadowalającą urodę.
Różnica jest jednak w formie przedstawienia i w charakterze bohaterów. Jednego lubimy, wręcz kochamy, bo jest poniekąd uosobieniem nas, drugi zaś to wcielenie, którego w sobie bym mieć nie chciała.
Simon to bohater ordynarny, zarozumiały, narcystyczny, przemądrzały, który mamy wrażenie pozjadał wszystkie rozumy. Nie szanuje swoich bliskich, ignoruje ich, oczekuje nieustannego zainteresowania własną osobą.
Nie chciałabym mieć kogoś takiego w swojej grupie znajomych, naprawdę.
Autor usilnie starał się, by ta książka była śmieszna, ale się nie udało. Nie zaśmiałam się ani raz. Niekiedy nawet zrobiło mi się żal tych ludzi, z którymi zadaje się nasz bohater. I wcale nie było zabawnie.
Może jest to faktycznie męski punkt widzenia- ciężko mi, jako kobiecie powiedzieć. Chociaż wydaje mi się, że gdyby każdy facet był takim, brzydko mówiąc "dupkiem", to nie byłoby na tym świecie znajomości, związków, rodzin. Także to chyba tylko jakaś nieudana męska karykatura.
Ja jej jednak nie kupuje.
Zakończenie właściwie nic nie wniosło. Chyba że mamy rozumieć, iż fotel zakupiony w sklepie IKEA sprowadził niemałe fatum na Simona i zarazem był inspiracją do napisania tej powieści przez naszego autora.
W każdym razie- nie polecam, stracony czas.
Bridget Jones w wersji męskiej- mówili..
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBędzie fajnie, wypożycz- mówili...
No i wypożyczyłam. No i nie było fajnie.
Już na starcie dostajemy pełen portret naszego głównego bohatera Simona, który podobnie jak moja ukochana bohaterka Bridget, jest singlem, nieszczęśliwie zakochanym, ma swoje grono przyjaciół, niezbyt udaną karierę zawodową i raczej niezadowalającą urodę....
Lekka lektura, ktora uswiadomia, ze nie trzeba czytac tylko powaznej literatury.
Lekka lektura, ktora uswiadomia, ze nie trzeba czytac tylko powaznej literatury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli miał to być męski punkt widzenia, i to singla, to jest chybiony pomysł. Niby śmieszne epizody z życia Simona nie przekonują do jego osoby. Płytkie, często seksistowskie przemyślenia faceta, któremu nie wychodzi podryw. Infantylne zachwyty nad pięknymi kelnerkami ze Starbucksa nie prowadzą go do szczęśliwego finału. Może autor chce specjalnie wzbudzić litość u czytelniczek tworząc tak nieudanego bohatera, ale też nie ma się czym pochwalić. Język prosty, wręcz prostacki, oklepane żarty na temat żargonu IKEI, stewardess i pornosów. Ta wizja męskiego świata zupełnie do mnie nie przemawia.
Jeśli miał to być męski punkt widzenia, i to singla, to jest chybiony pomysł. Niby śmieszne epizody z życia Simona nie przekonują do jego osoby. Płytkie, często seksistowskie przemyślenia faceta, któremu nie wychodzi podryw. Infantylne zachwyty nad pięknymi kelnerkami ze Starbucksa nie prowadzą go do szczęśliwego finału. Może autor chce specjalnie wzbudzić litość u...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toboki zrywać
boki zrywać
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo totaka sobie
taka sobie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka przeczytana w dwa wieczory. Najpierw jest humor a potem zaczyna się dramat. Można przeczytać, opinie co do tej książki mogą być podzielone. Mi się podobała aczkolwiek nie dałabym jej miejsca na podium wśród moich ulubionych lektur.
Książka przeczytana w dwa wieczory. Najpierw jest humor a potem zaczyna się dramat. Można przeczytać, opinie co do tej książki mogą być podzielone. Mi się podobała aczkolwiek nie dałabym jej miejsca na podium wśród moich ulubionych lektur.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to...żałosna...nudna...nic nie wnosząca... chyba nie mam poczucia humoru skoro mnie nie rozśmieszyła....
...żałosna...nudna...nic nie wnosząca... chyba nie mam poczucia humoru skoro mnie nie rozśmieszyła....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo z tyłu książki to zdjęcie autora, rozumiem? Pasuje idealnie, bo mina od początku do końca podsumowuje głównego bohatera, Simona. Chociaż, jeśli mam być szczera, to nadałabym troszkę inny tytuł: „Kompletny dupek”, bo pod dupka bardziej mi podchodził tok myślenia tego faceta. Z drugiej strony idiota to idiota, dawniej określano tak osobę upośledzoną umysłowo, a teraz osobę, która nie tylko daje się robić w bambuko, ale jeszcze ma tego świadomość i nie obchodzi jej, że inni ludzie to robienie i wiedzę o tym wytykają. Uf, trochę maślane, ale prawdziwe.
Simon właśnie taki jest. Daje się urabiać, chociaż w nim samym gotuje się jak w bojlerze. Na każdym kroku błyszczy wewnętrznym monologiem przesyconym irytacją i sceptycyzmem. Nawet ciekawe głosy dopuszcza do istnienia, chociaż chwilami miałam wrażenie, że facet nic nie wie o życiu. Ha! Prawdopodobnie życie robiło go w bambuko.
Jego znajomi to też niezłe elementy. Praktycznie napędzają kolejne absurdalne, ale dziwnie prawdopodobne sytuacje, które mogą dopaść każdego z nas. Koleś ciągnący z portfela Simona, bo nigdy nie ma kasy. Później jednak okazuje się, że ma kartę „jakąś tam”, która świadczy o posiadaniu wystarczającej ilości kasy. Drugi grubasek z lepszym polotem na babki niż niczego sobie Simon. Koleżanka z dobrymi radami, sprzątaczka od psucia i umawiania Simona z matronami, czy Bóg wie kim. No istna parada osobliwości!
I w końcu pojawia się ONA. Ideał kobiety dla bohatera. Piękna, od spieniania mleka w Starbucksie. Robił do niej podchody przez dłuższy czas, a kiedy udaje mu się z nią spotkać, okazuje się, że laska jest egoistyczną, zapatrzoną w siebie raszplą z drutu i jeszcze za tą raszplowatość Simon musiał dostać po gębie. Paranoja do ętej, ale w zabawnej otoczce.
To z tyłu książki to zdjęcie autora, rozumiem? Pasuje idealnie, bo mina od początku do końca podsumowuje głównego bohatera, Simona. Chociaż, jeśli mam być szczera, to nadałabym troszkę inny tytuł: „Kompletny dupek”, bo pod dupka bardziej mi podchodził tok myślenia tego faceta. Z drugiej strony idiota to idiota, dawniej określano tak osobę upośledzoną umysłowo, a teraz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to