Małem wewnętrzne obiekcje, czy pisać o tej książce i o jej autorze, czy przypadkiem nie będzie to reklama kacapskiego pisarza.
Doszedłem do wniosku, że nie pisanie oznaczałoby wymazanie z pamięci tragedii narodu czeczeńskiego.
Kacap coś sobie tam skrobie, a ja widzę tysiące torturowanych, wymordowanych, walczących o swoją wolność ludzi. Mężczyzn, kobiet i dzieci. Zniszczony kraj, zrównane z ziemią miasta i wioski.
Jedno pokolenie i historia się powtarza. Giną ludzie, miasta i wioski obracają się w ruiny.
Za parę lat, pewnie jeszcze wcześniej, jakiś nowy Prilepin, będzie pisał o tym samym, tymi samymi słowami będzie opisywał te same zbrodnie, tylko narodowość mordowanych się zmieni.
Przeczytaj tą książkę, będziesz mógł/a darować sobie wszystkie następne.
Autor, uczestnik wojny w Czeczenii w latach 1996 - 99 r. Kapitana OMON -u. Aktywny działacz zdelegalizowanej Partii Narodowo - Bolszewickiej.
W opisie napisano " Mocna, męska książka "
Zgadzam się.
Małem wewnętrzne obiekcje, czy pisać o tej książce i o jej autorze, czy przypadkiem nie będzie to reklama kacapskiego pisarza.
Doszedłem do wniosku, że nie pisanie oznaczałoby wymazanie z pamięci tragedii narodu czeczeńskiego.
Kacap coś sobie tam skrobie, a ja widzę tysiące torturowanych, wymordowanych, walczących o swoją wolność ludzi. Mężczyzn, kobiet i dzieci. Zniszczony...
Gdyby za każde użycie słowa „chłopcy” przysługiwało pięć pompek kary, to autor (albo tłumacz) robiłby je do dzisiaj. Powieść to survivalowy Clive Cussler, który nic nie ma wspólnego z literaturą piękną, mimo że doskonale ją imituje barokową frazą. To jednak nie wystarczy, żeby osiągnąć jej status. „Patologie” są książką, która forsuje ten już tysięczne razy mielony punkt widzenia, że człowiek jest sumaryczną wartością swoich mięśni, kości, narządów. Życie to forma istnienia białka, jakby to powiedział Lenin, którego autor być może nawet lubi jako restrukturyzator partii narodowo-bolszewickiej w Rosji. Odmalowany w powieści obraz armii jest dokładnie tożsamy z tym, jak wyobrażam sobie rosyjskie wojsko - banda Artemów z co drugim zębem na właściwym miejscu pojechała na konflikt, o którym nie ma pojęcia, by zabijać ludzi, których nie zna. Jest oczywiście wódka, konserwy, survival, sranie, strzelanie, rzyganie (jeden bezdomny pies nawet zwymiotował własnym mózgiem; anatomiczny ewenement!).
Utworek ten, miałki jak piasek, jest tak egotyczno-turpistyczny, że z trudem mogę wyobrazić sobie pasujący lepiej do drańskiego charakteru autora. Od początku zresztą czuć, że z Prilepinem jest coś nie tak, bo gdyby mnie jakiś dzieciak zapytał, czemu płynie woda w rzece, to powiedziałbym pewnie coś o grawitacji i nierównościach terenu, a nie „jak przepłynie to umrzemy” jako rzecze narrator. Upodobanie autora do przeładowanych, anatomicznych metafor, „nóg oderwanych od ciała, wierzgających jak ryby z odbitymi wnętrznościami” itd., graniczy chyba z obsesją. Brak przy tym jakiejkolwiek refleksji w okopach, żadnej empatycznej myśli głębszej niż kałuża na asfalcie w upalne popołudnie; nawet o tych zabijanych Czeczenach to praktycznie nic nie wiemy, a i z Rosjanami jest nie lepiej, chociaż to akurat liczę in plus, bo koledzy narratora nazywają się Sańka Szyja, Mnich, Andriucha Koń jak w jakieś średnio udanej opowieści z franczyzy Stalkera albo Metra i dokładnie tak też się zachowują. Rekonstruują wszystkie stereotypy o głupim, prymitywnym żołdaku. Cały zamysł fabularny skupia się natomiast na tym, że gdy narratorowi bierze się na wspominki, to język powieści jest względnie normalny, a gdy opisuje wojnę, to jakby tworzył Słownik Naturalizmu Polskiego, a wszystko to, żeby podkreślić znany wszystkim fakt, że na wojnie trup ściele się gęsto.
Gdyby za każde użycie słowa „chłopcy” przysługiwało pięć pompek kary, to autor (albo tłumacz) robiłby je do dzisiaj. Powieść to survivalowy Clive Cussler, który nic nie ma wspólnego z literaturą piękną, mimo że doskonale ją imituje barokową frazą. To jednak nie wystarczy, żeby osiągnąć jej status. „Patologie” są książką, która forsuje ten już tysięczne razy mielony punkt...
Ocena książek jest zawsze subiektywna. Dla mnie literacko świetna. Wiem, że teraz nawet literatura rosyjska jest be. Ale ta pozycja opisuje wojnę jako całkowite zło bez względu czy jest rosyjska czy amerykańska.
Ocena książek jest zawsze subiektywna. Dla mnie literacko świetna. Wiem, że teraz nawet literatura rosyjska jest be. Ale ta pozycja opisuje wojnę jako całkowite zło bez względu czy jest rosyjska czy amerykańska.
Moje kolejne, po rewelacyjnym Klasztorze , spotkanie z Prilepinem. Tym razem wojna w Czeczeni, widziana oczami najeźdźcy, bezpośredniego uczestnika. Jak na dłoni widać wszystkie patologie tego systemu, partyzancka armia, żulia, bandyterka, wszechobecny alkohol, niezbędny wręcz do życia, pogarda względem miejscowych ,bezmyślny kult wojny, walczyć, żeby walczyć, po co ,za co, przeciwko komu? To chyba nieistotne sprawy, znów któreś pokolenie, wychowane w wojennym kulcie, może chwycić za broń i być bohaterem. Cóż za nudne byłoby życie Rosjanina, gdyby w codziennym mozole i trudzie, miał czynić obywatelom kraj przyjazny do życia, wyposażony w łazienki, kanalizację i ławki w parkach!
Jeden z bohaterów pyta, czy można zabijać? Jegor, alter ego Prilepina, odpowiada, że można, jak mój gniew jest słuszny. Cóż za pycha! Jakie stawianie się w roli starotestamentowego, karzącego Boga! Jakie poczucie wyjątkowości swojego narodu, który może wszędzie wejść, zabijać, niszczyć, w imię uzasadnionego, w ich mniemaniu, gniewu.
No i gdzie cię Zacharze- Jegorze to doprowadziło? Nie lepiej było zostać w domu , z Daszą i pisać książki, jak niebiosa dały taki talent literacki? Postać z Dostojewskiego, i zbrodnia i kara...
Moje kolejne, po rewelacyjnym Klasztorze , spotkanie z Prilepinem. Tym razem wojna w Czeczeni, widziana oczami najeźdźcy, bezpośredniego uczestnika. Jak na dłoni widać wszystkie patologie tego systemu, partyzancka armia, żulia, bandyterka, wszechobecny alkohol, niezbędny wręcz do życia, pogarda względem miejscowych ,bezmyślny kult wojny, walczyć, żeby walczyć, po co ,za...
Jeśli ktoś odrobinę orientuje się w rosyjskiej rzeczywistości, a nie ma możliwości bezpośredniego sprawdzenia skali zdemoralizowania w tym kraju, choćby w obszarze wojska, to lektura jak najbardziej na miejscu. Tyle już przede mną o "Patologiach" napisano, że pozostaje mi jedynie polecić, co czynię. Bo to kawał mocnej i nie pozostawiającej w zobojętnieniu prozy.
Jeśli ktoś odrobinę orientuje się w rosyjskiej rzeczywistości, a nie ma możliwości bezpośredniego sprawdzenia skali zdemoralizowania w tym kraju, choćby w obszarze wojska, to lektura jak najbardziej na miejscu. Tyle już przede mną o "Patologiach" napisano, że pozostaje mi jedynie polecić, co czynię. Bo to kawał mocnej i nie pozostawiającej w zobojętnieniu prozy.
Tytuł idealnie odzwierciedlający treść, bardzo mocno się dzieje w tej książce. Język narracji prosty, tak jakby podkreślający odczłowieczenie rosyjskich żołnierzy. Cóż, wojny prowadzone przez Wschód mają znacznie większy czynnik demoralizacji, niż wojny Zachodu. Armia dzikusów, brak koordynacji. Tylko Czeczenów żal...
Tytuł idealnie odzwierciedlający treść, bardzo mocno się dzieje w tej książce. Język narracji prosty, tak jakby podkreślający odczłowieczenie rosyjskich żołnierzy. Cóż, wojny prowadzone przez Wschód mają znacznie większy czynnik demoralizacji, niż wojny Zachodu. Armia dzikusów, brak koordynacji. Tylko Czeczenów żal...
Wojna w Czeczenii oczami najeźdźcy, agresora. Właściwie młodego kogoś, kto nie miał pojęcia co go czeka, kto nie miał wiele szacunku do przeciwników. Książki o wojnie w Czeczenii oczami Rosjan są irytujące. Dla części czytelników będzie to brutalna pozycja, dla innych wręcz wyrwana z kosmosu. Osoby stykające się już wcześniej z tą tematyką na pewno zauważą brak szacunku Rosjan do Czeczenów nazywanych pogardliwie "Cziczami" bądź "Czyczami". Dla mnie osobiście jest to książka napisana przez młodego bandziora, mordercę, który z drapieżcy stał się ofiarą. Jego naród na dobre zniszczył i prawie całkowicie zmiótł z planety dumnych Górali z Kaukazu.
Wojna w Czeczenii oczami najeźdźcy, agresora. Właściwie młodego kogoś, kto nie miał pojęcia co go czeka, kto nie miał wiele szacunku do przeciwników. Książki o wojnie w Czeczenii oczami Rosjan są irytujące. Dla części czytelników będzie to brutalna pozycja, dla innych wręcz wyrwana z kosmosu. Osoby stykające się już wcześniej z tą tematyką na pewno zauważą brak szacunku...
Patologie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Prilepina – bardzo żałuję, że nastąpiło dopiero teraz. Przypuszczam, że na taki stan rzeczy rzutuje fakt, iż nazwisko Prilepina pozostaje jednak wciąż mało rozpoznawalne w Polsce, w porównaniu z nazwiskami innych współczesnych pisarzy rosyjskich, jak choćby Wiktora Pielewina i Władimira Sorokina. Dlatego też pozwolę sobie bardzo zwięźle nakreślić biografię tegoż autora.
Zachar Prilepin urodził się w 1975 r., otrzymał wykształcenie filologiczne, służył w tzw. „czarnych beretach” (po definicję odsyłam do Google’a). Pracował jako dziennikarz gazety „Dieło”, następnie jako jej redaktor naczelny, a w kolejnych latach również jako redaktor naczelny gazet „Narodnyj nabliudatiel” oraz „Russkij repartior”. Debiutował jako pisarz w 2003 r., publikując pierwsze utwory na łamach czasopisma „Dzień literatury”, później także na łamach innych gazet. Prilepin jest nie tylko literatem, ale trudni się również muzyką, filmem, polityką, działalnością społeczną – wystąpił w kilku filmach oraz teledyskach, nagrał kilka płyt z „Gruppą Elefank”, prowadził też swój autorski program na kanale Dożd.
Wydane w 2010 r. nakładem Wydawnictwa Czarne Patologie to proza wojenna, powstała w oparciu o osobiste doświadczenia pisarza, który brał udział w działaniach wojennych na obszarze Czeczenii w 1996 i 1999 r. Uważam, iż pisanie o wojnie jest trudne samo w sobie, jednak pisanie o wojnie w sposób fabularny, kiedy nie można schować się za faktami i datami, jest podwójnie trudnym zadaniem. Nie mam jednak wątpliwości, iż Prilepin poradził sobie z tym zadaniem doskonale. Patologie to opowieść o losach młodego rosyjskiego żołnierza specnazu, Jegora Taszewskiego. Prowadzona przez głównego bohatera narracja to opowieść o okrucieństwach wojny, o lękach i bólach żołnierskiej codzienności, o niepewności każdej chwili. Jest to także niezwykła opowieść o potędze męskiej przyjaźni, o solidarności, o zjednoczeniu pod znakiem wspólnej idei i wspólnej doli.
Wojna przedstawiona przez autora w utworze jest dokładnie taka, jaką sobie wyobrażamy. Prilepin opisuje ją w sposób dosadny, nie stroniąc od drastycznych i brutalnych obrazów. Niepotrzebne są żadne dodatkowe słowa, wyszukany język, rozbudowane zdania. Wystarczą przerażające opisy – bo przerażająca jest wojna. Jak na przykład tych klika plastycznych określeń zawartych w opisie zabójstwa Czeczena: Tylko głowa po paru strzałach stopniowo rozsypywała się, rozłupywała, rozpadała, traciła formę: oko zawisło na nitce, a potem gdzieś odleciało z białymi odłamkami kości, mózg rozbryznął się w ohydne gluty, jakby pijany chłop walnął w ataku szału pięścią w półmisek galarety…
Prowadzona na bieżąco z pola walki relacja żołnierza Taszewskiego przerywana jest licznymi retrospekcjami, dotyczącymi najmłodszych lat życia głównego bohatera, a także lat jego młodości wypełnionej przez płomienne uczucie do ukochanej Daszy. Chociaż bohater tak często powraca w myślach do minionych lat, szukając w nich ukojenia, to dzięki wspomnieniom wcale nie czuje się lepiej, bowiem targają nim bolesne „duchy przeszłości”, które wciąż go osadzają, nie pozwalając zaznać wolności. Wszystkie myśli, w których przywołuje obraz ukochanej, są skażone – Jegor nie potrafi uwolnić się od obsesyjnego wręcz analizowania przeszłości swojej Daszeńki, od nieustannych wyliczeń, ilu mężczyzn przed nim ją „miało”… Pozbawiony matczynego uczucia przez matkę, która odeszła i pozostawiła go z ojcem, później wcześnie osierocony przez jedynego opiekuna, przez cały czas walczy z samotnością, z pragnieniem bycia kochanym, bycia potrzebnym. Na pewno nie może mu tego zapewnić wojna. Rozpacz młodego mężczyzny zdaje się zostać wyrażona w jego bolesnej prośbie: Boże, mam już dość. Boże! Daj mi coś mojego! Tylko mojego!
Uważny czytelnik na pewno zrozumie, że prośba Tkaczewskiego została wysłuchana – wyczytać to można z rozpoczynającego utwór… posłowia. Jak relacjonuje bohater: Przerażenie, atawistyczny strach zaciska mi szczęki, moje ręce przytulają trzyletnie ciało
o kościach kruchych jak u kurczaka, palce błądzą po jego rękach, płatkach uszu, czole, sprawdzam, czy jest ciepły, kochany, mój, tutaj, obok, na kolanach, jedyny, niepowtarzalny, zabawny, poważny (…). Opis katastrofy na moście zawarty w Posłowiu zwraca także uwagę czytelnika na jeszcze jeden bardzo ważny element utworu – motyw wody. Woda ma tutaj szczególne znaczenie, jest klamrą spajającą utwór – książka kończy się przecież opisem ucieczki z oblężonej szkoły, która być może tylko dlatego zakończyła się powodzeniem, gdyż padał silny deszcz, stanowiący naturalną osłonę przed wrogiem. Z drugiej strony woda to niszczycielski żywioł, a nie tylko źródło życia.
Książka Prilepina jest też swego rodzaju pochwałą życia, opowieścią o instynkcie przetrwania, o strachu przed śmiercią, czyli przed nieznanym. Jest to rozprawa na temat życia wiecznego, a poglądy o eschatologicznym aspekcie ludzkiego bytu wyrażone zostały przez postać Mnicha, jedynego bohatera powieści, którzy oprócz świata wypełnionego walką dostrzega jeszcze drugi – Boży świat.
Proza Prilepina jak mało która zapada w pamięć. Chociaż od lektury Patologii minęło już trochę czasu, to wciąż w pamięci przesuwają się liczne sceny, tak bardzo realistycznie przedstawione przez autora. Wciąż jednak nie potrafię zdecydować, do czego odnieść tytuł utworu. Czy patologią jest to, co dzieje się dookoła, czyli ogarnięty wojną świat wraz z wszystkimi jej okrucieństwami? Czy też może patologia to świat wewnętrzny bohatera, jego wewnętrzne monologi i niemożność uwolnienia się od samoniszczycielskiej siły?
Patologie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Prilepina – bardzo żałuję, że nastąpiło dopiero teraz. Przypuszczam, że na taki stan rzeczy rzutuje fakt, iż nazwisko Prilepina pozostaje jednak wciąż mało rozpoznawalne w Polsce, w porównaniu z nazwiskami innych współczesnych pisarzy rosyjskich, jak choćby Wiktora Pielewina i Władimira Sorokina. Dlatego też pozwolę sobie...
Nie jest to lektura dla każdego - brutalny naturalizm może wiele osób odrzucić. Tym niemniej, to jedna z najlepszych książek o wojnie, jakie czytałem, a jednocześnie zdecydowanie najlepsza - o konflikcie czeczeńskim. Zarzut, że nie jest opisane życie Czeczenów, jest chybiony - celem książki nie jest pokazanie całości problematyki związanej z tym obszarem, czasem, wojną. To historia młodych żołnierzy, opisana z ich punktu widzenia. A dla nich Czeczeni to po prostu wrogowie. Podobnie jak dla Czeczenów Rosjanie to nie Wasia z Samary i Pietja z Wołgogradu, tylko cele do likwidacji. Nikt nie zastanawia się, kto zaczął, po co oni się zabijają - po prostu, tak kazano, to się to robi. I to Prilepin opisuje to świetnie.
Z Prilepinem jest tak, że kiedy się go czyta, czuć jedną ważną rzecz - że autor wie, o czym pisze. W tym wypadku wie, bo był uczestnikiem - w I wojnie czeczeńskiej brał udział jako poborowy, w II walczył już jako tzw. "kontraktnik", czyli żołnierz zawodowy.
Warto dodać, że "Patologie" mnie osobiście podobają się mniej niż inne jego utwory, zwłaszcza zbiory opowiadań (niestety, z tego co wiem, nie są przetłumaczone na j. polski). Polecam też "Klasztor" (chyba już jest polskie wydanie) - zupełnie nowe podejście do tematyki łagrowej, niż np. u Sołżenicyna. Akcja toczy się w połowie lat 20-tych w obozie w byłym monastyrze na Sołowkach - ten wczesny okres istnienia obozów, jeszcze przez Stalinem, nigdy nie był dokładnie opisywany. A poza tym książka jest fabularnie świetna.
Z Zacharem można się nie zgadzać - jego poglądy, które po "krymskiej wiośnie" z opozycyjnych wyewoluowały w dziwną mieszankę imperializmu z mistycyzmem, są co najmniej dziwne. Nota bene jego twórczość publicystyczna jest literacko tak słaba, że trudno uwierzyć, że Prilepin - pisarz i Prilepin - publicysta to jedna i ta sama osoba Przypominam jednak, że np. Dostojewski miał poglądy z naszego punktu widzenia dosyć skrajne, a nie będziemy przez to negować, że "wielkim pisarzem był".
Nie jest to lektura dla każdego - brutalny naturalizm może wiele osób odrzucić. Tym niemniej, to jedna z najlepszych książek o wojnie, jakie czytałem, a jednocześnie zdecydowanie najlepsza - o konflikcie czeczeńskim. Zarzut, że nie jest opisane życie Czeczenów, jest chybiony - celem książki nie jest pokazanie całości problematyki związanej z tym obszarem, czasem, wojną. To...
W prostocie siła! Dosadność i skrótowość opisu sytuacyjnego i psychologicznego staje się wyznacznikiem swoistej formy powieści. A forma tu nie może być inna, bo dla Prilepina (i pewnie też dla innych jemu podobnych) to jedyny sposób na opowiedzenie tego, przez co przeszli, a co im wciąż zamąca mózgownicę. To taki element katharsis bez zbytnich ceregieli.
To tyle, jeśli chodzi o dosadność. Jest jeszcze druga strona medalu - wtrącone opisy życia prywatnego sprzed wojny, które wydają się być urozmaiceniem na siłę i czasem trącą myszką. Zwłaszcza na początku, gdy jest za sielankowo i wprowadzony zabieg, mający na zasadzie kontrastu uwydatnić zło wojny, jest trochę zgrzytliwy i, delikatnie mówiąc, mało wyszukany. Na szczęście później robi się już mniej arkadyjsko i zgrzyt jest mniejszy.
Tak czy siak, moc jest. Całość się broni, właśnie dzięki para-reportażowemu charakterowi scen czeczeńskich i sile opisu. No i oczywiście dzięki samej treści i wymowie, brudnej, ale nie czarno-białej.
W prostocie siła! Dosadność i skrótowość opisu sytuacyjnego i psychologicznego staje się wyznacznikiem swoistej formy powieści. A forma tu nie może być inna, bo dla Prilepina (i pewnie też dla innych jemu podobnych) to jedyny sposób na opowiedzenie tego, przez co przeszli, a co im wciąż zamąca mózgownicę. To taki element katharsis bez zbytnich ceregieli.
To tyle, jeśli...
Mieszane uczucia. Krótkie zdania, prosty język, prosta też historia - krwawa jatka w przetykana miłosnymi retrospekcjami głównego bohatera (trochę tani zabieg, choć ratuje go to, że również i te wątki, podobnie jak cała historia, są skażone jakimś tam brudem). Niemniej jest coś takiego w tej historii, że ciężko jest się od niej oderwać i długo siedzi w głowie.
Minus taki, że nie ma tu właściwie nic o samej Czeczenii i Rosji, a co sugeruję opis książki.
Dodaje ten komentarz tydzień po przeczytaniu książki. Dalej pamiętam ją niemal w szczegółach. Nieczęsto mi się to zdarza, także może to i jakiś wyznacznik.
Mieszane uczucia. Krótkie zdania, prosty język, prosta też historia - krwawa jatka w przetykana miłosnymi retrospekcjami głównego bohatera (trochę tani zabieg, choć ratuje go to, że również i te wątki, podobnie jak cała historia, są skażone jakimś tam brudem). Niemniej jest coś takiego w tej historii, że ciężko jest się od niej oderwać i długo siedzi w głowie.
Minus taki,...
Sama nie wiem. Nie szczególnie gustuję w opisach krwawych strzelanin i działań militarnych, ale też niewiele mogę tej książce zarzucić. Dobrze napisana, konkretna,brutalna, nie wybiela żadnej ze stron. Po prostu nie w moim guście. Brakowało mi jakichś realiów, choćby zarysu życia Czeczenów. Wiem, nie o tym miała być ta książka, ale byłby to duży plus.
Sama nie wiem. Nie szczególnie gustuję w opisach krwawych strzelanin i działań militarnych, ale też niewiele mogę tej książce zarzucić. Dobrze napisana, konkretna,brutalna, nie wybiela żadnej ze stron. Po prostu nie w moim guście. Brakowało mi jakichś realiów, choćby zarysu życia Czeczenów. Wiem, nie o tym miała być ta książka, ale byłby to duży plus.
Zachar Prilepin jest nie tylko piekielnie zdolnym pisarzem. On sam był żołnierzem, brał udział w wojnie w Czeczenii. I pokazuje wojnę z punktu widzenia żołnierza, w jej nagiej, ohydnej i brutalnej prawdzie. Bez romantycznych ozdobników, bez mitologii bohaterstwa i ideologicznego bełkotu. Żołnierz musi wykonać zadanie, a przede wszystkim musi- a raczej chce – przetrwać.
Instynkt przetrwania w warunkach ekstremalnego zagrożenia i totalnego chaosu określa żołnierza, odkrywa prawdę o nim. I ta prawda jest smutna, przerażająca, brutalna. Można zabijać niewinnych cywilów, jeśli jest choćby cień podejrzenia (a jest zawsze), można się zesrać ze strachu, albo upić, ale na pewno nie prowadzi się tych rozważań moralnych, na które mogą sobie pozwolić etycy w swoich gabinetach, czy na konferencjach, czy gdziekolwiek się znajdują.
Na wojnie można się czegoś o sobie dowiedzieć: gdzie leży nasza siła, a gdzie słabość (i pewnie nie tam, gdzie przypuszczaliśmy), ale przede wszystkim można zginąć, można zostać kaleką. Można się bardzo zmienić.
O tym wszystkim Prilepin opowiada ze szczerością, na którą można sobie pozwolić tylko w powieści. Auror jest człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie – i to również daje się odczytać w tej książce.
idg
Całość recenzji można przeczytać w Kawiarni Księżyc: http://kawiarniaksiezyc.wordpress.com/2012/03/28/zachar-prilepin-patologie/
Zachar Prilepin jest nie tylko piekielnie zdolnym pisarzem. On sam był żołnierzem, brał udział w wojnie w Czeczenii. I pokazuje wojnę z punktu widzenia żołnierza, w jej nagiej, ohydnej i brutalnej prawdzie. Bez romantycznych ozdobników, bez mitologii bohaterstwa i ideologicznego bełkotu. Żołnierz musi wykonać zadanie, a przede wszystkim musi- a raczej chce –...
Wojna to zło. Truizm i banał, ale trzeba przeczytać relację naocznego świadka, żeby w pełni ogarnąć jej koszmar. Opowieść młodego żołnierza, wysłanego wraz z kolegami do Groznego. Do świata gdzie liczy się rozkaz, a śmierć może cię spotkać w każdej sekundzie. Książka pokazująca, że wojenny bezsens nie oszczędza żadnej ze stron.
Ponury, ale prawdziwy obraz. Lektura dla odważnych.
Wojna to zło. Truizm i banał, ale trzeba przeczytać relację naocznego świadka, żeby w pełni ogarnąć jej koszmar. Opowieść młodego żołnierza, wysłanego wraz z kolegami do Groznego. Do świata gdzie liczy się rozkaz, a śmierć może cię spotkać w każdej sekundzie. Książka pokazująca, że wojenny bezsens nie oszczędza żadnej ze stron.
Ponury, ale prawdziwy obraz. Lektura dla...
Małem wewnętrzne obiekcje, czy pisać o tej książce i o jej autorze, czy przypadkiem nie będzie to reklama kacapskiego pisarza.
Doszedłem do wniosku, że nie pisanie oznaczałoby wymazanie z pamięci tragedii narodu czeczeńskiego.
Kacap coś sobie tam skrobie, a ja widzę tysiące torturowanych, wymordowanych, walczących o swoją wolność ludzi. Mężczyzn, kobiet i dzieci. Zniszczony kraj, zrównane z ziemią miasta i wioski.
Jedno pokolenie i historia się powtarza. Giną ludzie, miasta i wioski obracają się w ruiny.
Za parę lat, pewnie jeszcze wcześniej, jakiś nowy Prilepin, będzie pisał o tym samym, tymi samymi słowami będzie opisywał te same zbrodnie, tylko narodowość mordowanych się zmieni.
Przeczytaj tą książkę, będziesz mógł/a darować sobie wszystkie następne.
Autor, uczestnik wojny w Czeczenii w latach 1996 - 99 r. Kapitana OMON -u. Aktywny działacz zdelegalizowanej Partii Narodowo - Bolszewickiej.
W opisie napisano " Mocna, męska książka "
Zgadzam się.
Małem wewnętrzne obiekcje, czy pisać o tej książce i o jej autorze, czy przypadkiem nie będzie to reklama kacapskiego pisarza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoszedłem do wniosku, że nie pisanie oznaczałoby wymazanie z pamięci tragedii narodu czeczeńskiego.
Kacap coś sobie tam skrobie, a ja widzę tysiące torturowanych, wymordowanych, walczących o swoją wolność ludzi. Mężczyzn, kobiet i dzieci. Zniszczony...
Gdyby za każde użycie słowa „chłopcy” przysługiwało pięć pompek kary, to autor (albo tłumacz) robiłby je do dzisiaj. Powieść to survivalowy Clive Cussler, który nic nie ma wspólnego z literaturą piękną, mimo że doskonale ją imituje barokową frazą. To jednak nie wystarczy, żeby osiągnąć jej status. „Patologie” są książką, która forsuje ten już tysięczne razy mielony punkt widzenia, że człowiek jest sumaryczną wartością swoich mięśni, kości, narządów. Życie to forma istnienia białka, jakby to powiedział Lenin, którego autor być może nawet lubi jako restrukturyzator partii narodowo-bolszewickiej w Rosji. Odmalowany w powieści obraz armii jest dokładnie tożsamy z tym, jak wyobrażam sobie rosyjskie wojsko - banda Artemów z co drugim zębem na właściwym miejscu pojechała na konflikt, o którym nie ma pojęcia, by zabijać ludzi, których nie zna. Jest oczywiście wódka, konserwy, survival, sranie, strzelanie, rzyganie (jeden bezdomny pies nawet zwymiotował własnym mózgiem; anatomiczny ewenement!).
Utworek ten, miałki jak piasek, jest tak egotyczno-turpistyczny, że z trudem mogę wyobrazić sobie pasujący lepiej do drańskiego charakteru autora. Od początku zresztą czuć, że z Prilepinem jest coś nie tak, bo gdyby mnie jakiś dzieciak zapytał, czemu płynie woda w rzece, to powiedziałbym pewnie coś o grawitacji i nierównościach terenu, a nie „jak przepłynie to umrzemy” jako rzecze narrator. Upodobanie autora do przeładowanych, anatomicznych metafor, „nóg oderwanych od ciała, wierzgających jak ryby z odbitymi wnętrznościami” itd., graniczy chyba z obsesją. Brak przy tym jakiejkolwiek refleksji w okopach, żadnej empatycznej myśli głębszej niż kałuża na asfalcie w upalne popołudnie; nawet o tych zabijanych Czeczenach to praktycznie nic nie wiemy, a i z Rosjanami jest nie lepiej, chociaż to akurat liczę in plus, bo koledzy narratora nazywają się Sańka Szyja, Mnich, Andriucha Koń jak w jakieś średnio udanej opowieści z franczyzy Stalkera albo Metra i dokładnie tak też się zachowują. Rekonstruują wszystkie stereotypy o głupim, prymitywnym żołdaku. Cały zamysł fabularny skupia się natomiast na tym, że gdy narratorowi bierze się na wspominki, to język powieści jest względnie normalny, a gdy opisuje wojnę, to jakby tworzył Słownik Naturalizmu Polskiego, a wszystko to, żeby podkreślić znany wszystkim fakt, że na wojnie trup ściele się gęsto.
Gdyby za każde użycie słowa „chłopcy” przysługiwało pięć pompek kary, to autor (albo tłumacz) robiłby je do dzisiaj. Powieść to survivalowy Clive Cussler, który nic nie ma wspólnego z literaturą piękną, mimo że doskonale ją imituje barokową frazą. To jednak nie wystarczy, żeby osiągnąć jej status. „Patologie” są książką, która forsuje ten już tysięczne razy mielony punkt...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOcena książek jest zawsze subiektywna. Dla mnie literacko świetna. Wiem, że teraz nawet literatura rosyjska jest be. Ale ta pozycja opisuje wojnę jako całkowite zło bez względu czy jest rosyjska czy amerykańska.
Ocena książek jest zawsze subiektywna. Dla mnie literacko świetna. Wiem, że teraz nawet literatura rosyjska jest be. Ale ta pozycja opisuje wojnę jako całkowite zło bez względu czy jest rosyjska czy amerykańska.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje kolejne, po rewelacyjnym Klasztorze , spotkanie z Prilepinem. Tym razem wojna w Czeczeni, widziana oczami najeźdźcy, bezpośredniego uczestnika. Jak na dłoni widać wszystkie patologie tego systemu, partyzancka armia, żulia, bandyterka, wszechobecny alkohol, niezbędny wręcz do życia, pogarda względem miejscowych ,bezmyślny kult wojny, walczyć, żeby walczyć, po co ,za co, przeciwko komu? To chyba nieistotne sprawy, znów któreś pokolenie, wychowane w wojennym kulcie, może chwycić za broń i być bohaterem. Cóż za nudne byłoby życie Rosjanina, gdyby w codziennym mozole i trudzie, miał czynić obywatelom kraj przyjazny do życia, wyposażony w łazienki, kanalizację i ławki w parkach!
Jeden z bohaterów pyta, czy można zabijać? Jegor, alter ego Prilepina, odpowiada, że można, jak mój gniew jest słuszny. Cóż za pycha! Jakie stawianie się w roli starotestamentowego, karzącego Boga! Jakie poczucie wyjątkowości swojego narodu, który może wszędzie wejść, zabijać, niszczyć, w imię uzasadnionego, w ich mniemaniu, gniewu.
No i gdzie cię Zacharze- Jegorze to doprowadziło? Nie lepiej było zostać w domu , z Daszą i pisać książki, jak niebiosa dały taki talent literacki? Postać z Dostojewskiego, i zbrodnia i kara...
Moje kolejne, po rewelacyjnym Klasztorze , spotkanie z Prilepinem. Tym razem wojna w Czeczeni, widziana oczami najeźdźcy, bezpośredniego uczestnika. Jak na dłoni widać wszystkie patologie tego systemu, partyzancka armia, żulia, bandyterka, wszechobecny alkohol, niezbędny wręcz do życia, pogarda względem miejscowych ,bezmyślny kult wojny, walczyć, żeby walczyć, po co ,za...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonajwiększą patologią jest główny bohater
największą patologią jest główny bohater
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli ktoś odrobinę orientuje się w rosyjskiej rzeczywistości, a nie ma możliwości bezpośredniego sprawdzenia skali zdemoralizowania w tym kraju, choćby w obszarze wojska, to lektura jak najbardziej na miejscu. Tyle już przede mną o "Patologiach" napisano, że pozostaje mi jedynie polecić, co czynię. Bo to kawał mocnej i nie pozostawiającej w zobojętnieniu prozy.
Jeśli ktoś odrobinę orientuje się w rosyjskiej rzeczywistości, a nie ma możliwości bezpośredniego sprawdzenia skali zdemoralizowania w tym kraju, choćby w obszarze wojska, to lektura jak najbardziej na miejscu. Tyle już przede mną o "Patologiach" napisano, że pozostaje mi jedynie polecić, co czynię. Bo to kawał mocnej i nie pozostawiającej w zobojętnieniu prozy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł idealnie odzwierciedlający treść, bardzo mocno się dzieje w tej książce. Język narracji prosty, tak jakby podkreślający odczłowieczenie rosyjskich żołnierzy. Cóż, wojny prowadzone przez Wschód mają znacznie większy czynnik demoralizacji, niż wojny Zachodu. Armia dzikusów, brak koordynacji. Tylko Czeczenów żal...
Tytuł idealnie odzwierciedlający treść, bardzo mocno się dzieje w tej książce. Język narracji prosty, tak jakby podkreślający odczłowieczenie rosyjskich żołnierzy. Cóż, wojny prowadzone przez Wschód mają znacznie większy czynnik demoralizacji, niż wojny Zachodu. Armia dzikusów, brak koordynacji. Tylko Czeczenów żal...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna w Czeczenii oczami najeźdźcy, agresora. Właściwie młodego kogoś, kto nie miał pojęcia co go czeka, kto nie miał wiele szacunku do przeciwników. Książki o wojnie w Czeczenii oczami Rosjan są irytujące. Dla części czytelników będzie to brutalna pozycja, dla innych wręcz wyrwana z kosmosu. Osoby stykające się już wcześniej z tą tematyką na pewno zauważą brak szacunku Rosjan do Czeczenów nazywanych pogardliwie "Cziczami" bądź "Czyczami". Dla mnie osobiście jest to książka napisana przez młodego bandziora, mordercę, który z drapieżcy stał się ofiarą. Jego naród na dobre zniszczył i prawie całkowicie zmiótł z planety dumnych Górali z Kaukazu.
Wojna w Czeczenii oczami najeźdźcy, agresora. Właściwie młodego kogoś, kto nie miał pojęcia co go czeka, kto nie miał wiele szacunku do przeciwników. Książki o wojnie w Czeczenii oczami Rosjan są irytujące. Dla części czytelników będzie to brutalna pozycja, dla innych wręcz wyrwana z kosmosu. Osoby stykające się już wcześniej z tą tematyką na pewno zauważą brak szacunku...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPatologie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Prilepina – bardzo żałuję, że nastąpiło dopiero teraz. Przypuszczam, że na taki stan rzeczy rzutuje fakt, iż nazwisko Prilepina pozostaje jednak wciąż mało rozpoznawalne w Polsce, w porównaniu z nazwiskami innych współczesnych pisarzy rosyjskich, jak choćby Wiktora Pielewina i Władimira Sorokina. Dlatego też pozwolę sobie bardzo zwięźle nakreślić biografię tegoż autora.
Zachar Prilepin urodził się w 1975 r., otrzymał wykształcenie filologiczne, służył w tzw. „czarnych beretach” (po definicję odsyłam do Google’a). Pracował jako dziennikarz gazety „Dieło”, następnie jako jej redaktor naczelny, a w kolejnych latach również jako redaktor naczelny gazet „Narodnyj nabliudatiel” oraz „Russkij repartior”. Debiutował jako pisarz w 2003 r., publikując pierwsze utwory na łamach czasopisma „Dzień literatury”, później także na łamach innych gazet. Prilepin jest nie tylko literatem, ale trudni się również muzyką, filmem, polityką, działalnością społeczną – wystąpił w kilku filmach oraz teledyskach, nagrał kilka płyt z „Gruppą Elefank”, prowadził też swój autorski program na kanale Dożd.
Wydane w 2010 r. nakładem Wydawnictwa Czarne Patologie to proza wojenna, powstała w oparciu o osobiste doświadczenia pisarza, który brał udział w działaniach wojennych na obszarze Czeczenii w 1996 i 1999 r. Uważam, iż pisanie o wojnie jest trudne samo w sobie, jednak pisanie o wojnie w sposób fabularny, kiedy nie można schować się za faktami i datami, jest podwójnie trudnym zadaniem. Nie mam jednak wątpliwości, iż Prilepin poradził sobie z tym zadaniem doskonale. Patologie to opowieść o losach młodego rosyjskiego żołnierza specnazu, Jegora Taszewskiego. Prowadzona przez głównego bohatera narracja to opowieść o okrucieństwach wojny, o lękach i bólach żołnierskiej codzienności, o niepewności każdej chwili. Jest to także niezwykła opowieść o potędze męskiej przyjaźni, o solidarności, o zjednoczeniu pod znakiem wspólnej idei i wspólnej doli.
Wojna przedstawiona przez autora w utworze jest dokładnie taka, jaką sobie wyobrażamy. Prilepin opisuje ją w sposób dosadny, nie stroniąc od drastycznych i brutalnych obrazów. Niepotrzebne są żadne dodatkowe słowa, wyszukany język, rozbudowane zdania. Wystarczą przerażające opisy – bo przerażająca jest wojna. Jak na przykład tych klika plastycznych określeń zawartych w opisie zabójstwa Czeczena: Tylko głowa po paru strzałach stopniowo rozsypywała się, rozłupywała, rozpadała, traciła formę: oko zawisło na nitce, a potem gdzieś odleciało z białymi odłamkami kości, mózg rozbryznął się w ohydne gluty, jakby pijany chłop walnął w ataku szału pięścią w półmisek galarety…
Prowadzona na bieżąco z pola walki relacja żołnierza Taszewskiego przerywana jest licznymi retrospekcjami, dotyczącymi najmłodszych lat życia głównego bohatera, a także lat jego młodości wypełnionej przez płomienne uczucie do ukochanej Daszy. Chociaż bohater tak często powraca w myślach do minionych lat, szukając w nich ukojenia, to dzięki wspomnieniom wcale nie czuje się lepiej, bowiem targają nim bolesne „duchy przeszłości”, które wciąż go osadzają, nie pozwalając zaznać wolności. Wszystkie myśli, w których przywołuje obraz ukochanej, są skażone – Jegor nie potrafi uwolnić się od obsesyjnego wręcz analizowania przeszłości swojej Daszeńki, od nieustannych wyliczeń, ilu mężczyzn przed nim ją „miało”… Pozbawiony matczynego uczucia przez matkę, która odeszła i pozostawiła go z ojcem, później wcześnie osierocony przez jedynego opiekuna, przez cały czas walczy z samotnością, z pragnieniem bycia kochanym, bycia potrzebnym. Na pewno nie może mu tego zapewnić wojna. Rozpacz młodego mężczyzny zdaje się zostać wyrażona w jego bolesnej prośbie: Boże, mam już dość. Boże! Daj mi coś mojego! Tylko mojego!
Uważny czytelnik na pewno zrozumie, że prośba Tkaczewskiego została wysłuchana – wyczytać to można z rozpoczynającego utwór… posłowia. Jak relacjonuje bohater: Przerażenie, atawistyczny strach zaciska mi szczęki, moje ręce przytulają trzyletnie ciało
o kościach kruchych jak u kurczaka, palce błądzą po jego rękach, płatkach uszu, czole, sprawdzam, czy jest ciepły, kochany, mój, tutaj, obok, na kolanach, jedyny, niepowtarzalny, zabawny, poważny (…). Opis katastrofy na moście zawarty w Posłowiu zwraca także uwagę czytelnika na jeszcze jeden bardzo ważny element utworu – motyw wody. Woda ma tutaj szczególne znaczenie, jest klamrą spajającą utwór – książka kończy się przecież opisem ucieczki z oblężonej szkoły, która być może tylko dlatego zakończyła się powodzeniem, gdyż padał silny deszcz, stanowiący naturalną osłonę przed wrogiem. Z drugiej strony woda to niszczycielski żywioł, a nie tylko źródło życia.
Książka Prilepina jest też swego rodzaju pochwałą życia, opowieścią o instynkcie przetrwania, o strachu przed śmiercią, czyli przed nieznanym. Jest to rozprawa na temat życia wiecznego, a poglądy o eschatologicznym aspekcie ludzkiego bytu wyrażone zostały przez postać Mnicha, jedynego bohatera powieści, którzy oprócz świata wypełnionego walką dostrzega jeszcze drugi – Boży świat.
Proza Prilepina jak mało która zapada w pamięć. Chociaż od lektury Patologii minęło już trochę czasu, to wciąż w pamięci przesuwają się liczne sceny, tak bardzo realistycznie przedstawione przez autora. Wciąż jednak nie potrafię zdecydować, do czego odnieść tytuł utworu. Czy patologią jest to, co dzieje się dookoła, czyli ogarnięty wojną świat wraz z wszystkimi jej okrucieństwami? Czy też może patologia to świat wewnętrzny bohatera, jego wewnętrzne monologi i niemożność uwolnienia się od samoniszczycielskiej siły?
Patologie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Prilepina – bardzo żałuję, że nastąpiło dopiero teraz. Przypuszczam, że na taki stan rzeczy rzutuje fakt, iż nazwisko Prilepina pozostaje jednak wciąż mało rozpoznawalne w Polsce, w porównaniu z nazwiskami innych współczesnych pisarzy rosyjskich, jak choćby Wiktora Pielewina i Władimira Sorokina. Dlatego też pozwolę sobie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to lektura dla każdego - brutalny naturalizm może wiele osób odrzucić. Tym niemniej, to jedna z najlepszych książek o wojnie, jakie czytałem, a jednocześnie zdecydowanie najlepsza - o konflikcie czeczeńskim. Zarzut, że nie jest opisane życie Czeczenów, jest chybiony - celem książki nie jest pokazanie całości problematyki związanej z tym obszarem, czasem, wojną. To historia młodych żołnierzy, opisana z ich punktu widzenia. A dla nich Czeczeni to po prostu wrogowie. Podobnie jak dla Czeczenów Rosjanie to nie Wasia z Samary i Pietja z Wołgogradu, tylko cele do likwidacji. Nikt nie zastanawia się, kto zaczął, po co oni się zabijają - po prostu, tak kazano, to się to robi. I to Prilepin opisuje to świetnie.
Z Prilepinem jest tak, że kiedy się go czyta, czuć jedną ważną rzecz - że autor wie, o czym pisze. W tym wypadku wie, bo był uczestnikiem - w I wojnie czeczeńskiej brał udział jako poborowy, w II walczył już jako tzw. "kontraktnik", czyli żołnierz zawodowy.
Warto dodać, że "Patologie" mnie osobiście podobają się mniej niż inne jego utwory, zwłaszcza zbiory opowiadań (niestety, z tego co wiem, nie są przetłumaczone na j. polski). Polecam też "Klasztor" (chyba już jest polskie wydanie) - zupełnie nowe podejście do tematyki łagrowej, niż np. u Sołżenicyna. Akcja toczy się w połowie lat 20-tych w obozie w byłym monastyrze na Sołowkach - ten wczesny okres istnienia obozów, jeszcze przez Stalinem, nigdy nie był dokładnie opisywany. A poza tym książka jest fabularnie świetna.
Z Zacharem można się nie zgadzać - jego poglądy, które po "krymskiej wiośnie" z opozycyjnych wyewoluowały w dziwną mieszankę imperializmu z mistycyzmem, są co najmniej dziwne. Nota bene jego twórczość publicystyczna jest literacko tak słaba, że trudno uwierzyć, że Prilepin - pisarz i Prilepin - publicysta to jedna i ta sama osoba Przypominam jednak, że np. Dostojewski miał poglądy z naszego punktu widzenia dosyć skrajne, a nie będziemy przez to negować, że "wielkim pisarzem był".
Nie jest to lektura dla każdego - brutalny naturalizm może wiele osób odrzucić. Tym niemniej, to jedna z najlepszych książek o wojnie, jakie czytałem, a jednocześnie zdecydowanie najlepsza - o konflikcie czeczeńskim. Zarzut, że nie jest opisane życie Czeczenów, jest chybiony - celem książki nie jest pokazanie całości problematyki związanej z tym obszarem, czasem, wojną. To...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW prostocie siła! Dosadność i skrótowość opisu sytuacyjnego i psychologicznego staje się wyznacznikiem swoistej formy powieści. A forma tu nie może być inna, bo dla Prilepina (i pewnie też dla innych jemu podobnych) to jedyny sposób na opowiedzenie tego, przez co przeszli, a co im wciąż zamąca mózgownicę. To taki element katharsis bez zbytnich ceregieli.
To tyle, jeśli chodzi o dosadność. Jest jeszcze druga strona medalu - wtrącone opisy życia prywatnego sprzed wojny, które wydają się być urozmaiceniem na siłę i czasem trącą myszką. Zwłaszcza na początku, gdy jest za sielankowo i wprowadzony zabieg, mający na zasadzie kontrastu uwydatnić zło wojny, jest trochę zgrzytliwy i, delikatnie mówiąc, mało wyszukany. Na szczęście później robi się już mniej arkadyjsko i zgrzyt jest mniejszy.
Tak czy siak, moc jest. Całość się broni, właśnie dzięki para-reportażowemu charakterowi scen czeczeńskich i sile opisu. No i oczywiście dzięki samej treści i wymowie, brudnej, ale nie czarno-białej.
W prostocie siła! Dosadność i skrótowość opisu sytuacyjnego i psychologicznego staje się wyznacznikiem swoistej formy powieści. A forma tu nie może być inna, bo dla Prilepina (i pewnie też dla innych jemu podobnych) to jedyny sposób na opowiedzenie tego, przez co przeszli, a co im wciąż zamąca mózgownicę. To taki element katharsis bez zbytnich ceregieli.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo tyle, jeśli...
Mieszane uczucia. Krótkie zdania, prosty język, prosta też historia - krwawa jatka w przetykana miłosnymi retrospekcjami głównego bohatera (trochę tani zabieg, choć ratuje go to, że również i te wątki, podobnie jak cała historia, są skażone jakimś tam brudem). Niemniej jest coś takiego w tej historii, że ciężko jest się od niej oderwać i długo siedzi w głowie.
Minus taki, że nie ma tu właściwie nic o samej Czeczenii i Rosji, a co sugeruję opis książki.
Dodaje ten komentarz tydzień po przeczytaniu książki. Dalej pamiętam ją niemal w szczegółach. Nieczęsto mi się to zdarza, także może to i jakiś wyznacznik.
Mieszane uczucia. Krótkie zdania, prosty język, prosta też historia - krwawa jatka w przetykana miłosnymi retrospekcjami głównego bohatera (trochę tani zabieg, choć ratuje go to, że również i te wątki, podobnie jak cała historia, są skażone jakimś tam brudem). Niemniej jest coś takiego w tej historii, że ciężko jest się od niej oderwać i długo siedzi w głowie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMinus taki,...
Sama nie wiem. Nie szczególnie gustuję w opisach krwawych strzelanin i działań militarnych, ale też niewiele mogę tej książce zarzucić. Dobrze napisana, konkretna,brutalna, nie wybiela żadnej ze stron. Po prostu nie w moim guście. Brakowało mi jakichś realiów, choćby zarysu życia Czeczenów. Wiem, nie o tym miała być ta książka, ale byłby to duży plus.
Sama nie wiem. Nie szczególnie gustuję w opisach krwawych strzelanin i działań militarnych, ale też niewiele mogę tej książce zarzucić. Dobrze napisana, konkretna,brutalna, nie wybiela żadnej ze stron. Po prostu nie w moim guście. Brakowało mi jakichś realiów, choćby zarysu życia Czeczenów. Wiem, nie o tym miała być ta książka, ale byłby to duży plus.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachar Prilepin jest nie tylko piekielnie zdolnym pisarzem. On sam był żołnierzem, brał udział w wojnie w Czeczenii. I pokazuje wojnę z punktu widzenia żołnierza, w jej nagiej, ohydnej i brutalnej prawdzie. Bez romantycznych ozdobników, bez mitologii bohaterstwa i ideologicznego bełkotu. Żołnierz musi wykonać zadanie, a przede wszystkim musi- a raczej chce – przetrwać.
Instynkt przetrwania w warunkach ekstremalnego zagrożenia i totalnego chaosu określa żołnierza, odkrywa prawdę o nim. I ta prawda jest smutna, przerażająca, brutalna. Można zabijać niewinnych cywilów, jeśli jest choćby cień podejrzenia (a jest zawsze), można się zesrać ze strachu, albo upić, ale na pewno nie prowadzi się tych rozważań moralnych, na które mogą sobie pozwolić etycy w swoich gabinetach, czy na konferencjach, czy gdziekolwiek się znajdują.
Na wojnie można się czegoś o sobie dowiedzieć: gdzie leży nasza siła, a gdzie słabość (i pewnie nie tam, gdzie przypuszczaliśmy), ale przede wszystkim można zginąć, można zostać kaleką. Można się bardzo zmienić.
O tym wszystkim Prilepin opowiada ze szczerością, na którą można sobie pozwolić tylko w powieści. Auror jest człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie – i to również daje się odczytać w tej książce.
idg
Całość recenzji można przeczytać w Kawiarni Księżyc: http://kawiarniaksiezyc.wordpress.com/2012/03/28/zachar-prilepin-patologie/
Zachar Prilepin jest nie tylko piekielnie zdolnym pisarzem. On sam był żołnierzem, brał udział w wojnie w Czeczenii. I pokazuje wojnę z punktu widzenia żołnierza, w jej nagiej, ohydnej i brutalnej prawdzie. Bez romantycznych ozdobników, bez mitologii bohaterstwa i ideologicznego bełkotu. Żołnierz musi wykonać zadanie, a przede wszystkim musi- a raczej chce –...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna to zło. Truizm i banał, ale trzeba przeczytać relację naocznego świadka, żeby w pełni ogarnąć jej koszmar. Opowieść młodego żołnierza, wysłanego wraz z kolegami do Groznego. Do świata gdzie liczy się rozkaz, a śmierć może cię spotkać w każdej sekundzie. Książka pokazująca, że wojenny bezsens nie oszczędza żadnej ze stron.
Ponury, ale prawdziwy obraz. Lektura dla odważnych.
Wojna to zło. Truizm i banał, ale trzeba przeczytać relację naocznego świadka, żeby w pełni ogarnąć jej koszmar. Opowieść młodego żołnierza, wysłanego wraz z kolegami do Groznego. Do świata gdzie liczy się rozkaz, a śmierć może cię spotkać w każdej sekundzie. Książka pokazująca, że wojenny bezsens nie oszczędza żadnej ze stron.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPonury, ale prawdziwy obraz. Lektura dla...