Interesująca historia sowieckiego naukowca Nikołaja Wawiłowa, któremu przyszło żyć i działać w stalinowskim Związku Radzieckim. Badacz pracował nad krzyżówkami roślin, jego odkrycia mogły doprowadzić do wyhodowania rośliny odpornej na mrozy, która mogłaby położyć kres głodu na świecie. Co na to władza na Kremlu? Stalin nie doceniał działań instytutu botaniki w Leningradzie. Więcej! Represje sowieckiego aparatu władzy dosięgły również wybitne jednostki. Książka jest bardzo ciekawa. Coś w tym być musi, skoro nawet naziści byli zainteresowani badaniami Wawiłowa.
Historia smutna, gdyż wybitne jednostki nie żyją długo, zazwyczaj w nędzy. Nie są doceniani, najwyżej po śmierci. Dodatkowo działania Berii i jego NKWD, które wymierzyło cios przeciwko sowieckiej inteligencji.
Książka skłania do zadania pytania, czy warto poświęcić życie w imię nauki?
,,Kolekcja nasion zawierała nie tylko potencjał nowego życia, ale też łączyła teraźniejszość z przeszłością i z historią ziemi. Zjedzenie zbiorów oznaczałoby rezygnację z budowy tego pomostu, definitywne zamknięcie możliwości odzyskania tego, co zostało utracone. Ale do Leningradu przyszła śmierć; chronienie nasion było zdradą wobec ludzi - tych samych ludzi, którym botanicy chcieli służyć. Nadchodziła surowa i okrutna zima".
Czy ochrona wyników badań, zachowanie roślin było zdradą Stalina i władzy najwyżej ZSRR? Naukowcy chcieli ocalić swoją pracę. Potencjał miał nie iść na marne.
W tle działania operacyjne planu Barbarossa, czyli jak wiadomo niemiecki atak na ZSRR. To między innymi historia błędów dowódczych Hitlera. Co sprawiło, że przegrał wojnę ze Związkiem Radzieckim. Dlaczego nie zdołał zdobyć Leningradu, Stalingradu i Moskwy? Chociaż był blisko celu.
,,Zakazany ogród Stalina" bardzo mi się podobał. To także świadectwo tego, jak krótkowzroczny i głupi był generalissimus. Jego myślenie mówiło: nie ma człowieka, nie ma problemu...
Ja jestem zdania, że gdyby człowiek się liczył dla niego i dla rady ZSRR, to ich badania naukowe mogłyby zrewolucjonizować świat! W dobrym tego słowa znaczeniu. Nie mówię o ideologii komunistycznej, ale o rozwoju nauki!
To kolejna książka, że ZSRR nie było dobrym miejscem na ziemi.
Gorąco polecam!
Interesująca historia sowieckiego naukowca Nikołaja Wawiłowa, któremu przyszło żyć i działać w stalinowskim Związku Radzieckim. Badacz pracował nad krzyżówkami roślin, jego odkrycia mogły doprowadzić do wyhodowania rośliny odpornej na mrozy, która mogłaby położyć kres głodu na świecie. Co na to władza na Kremlu? Stalin nie doceniał działań instytutu botaniki w Leningradzie....
Przejmująca opowieść o determinacji, oddaniu sprawie, poświęceniu, wyrzeczeniu i przerażającym sierpieniu, ale i sile ducha. Opowieść ta to także przeszywający obraz okrucieństwa wojny, władzy totalitarnej i bezdusznej biurokratyzacji i kolesiostwo.
Głównym bohaterem są nasiona, a raczej ich tysiące, a nawet miliony zbierane z pasją na całym świecie i pielęgnowane przez grupę naukowców. Jednak gdy Leningrad zostaje odcięty od świata, a z głodu umierają ludzie, pojawia się pytanie czy nasiona można zjeść dla ratowania jednostek, czy nasiona zachować do wysiewu by wykarmić tysiące. Niestety skrajny głód i niedożywienie ma ogromne żniwo, jednak dalekowzroczność oraz świadomość znaczenia nasion dla całego narodu wśród naukowców powodują, że stają oni w obronie całej kolekcji. Jednak to nie tylko obrona przed głodnymi ludźmi, ale przed gryzoniami, zimnem, gniciem i bombardowaniem.
Heroiczna postawa grupy ludzi również w obliczu totalitarnej władzy, w obliczu której jedno pomówienie lub brak zrozumienia kosztuje życie.
Książkę czytałam z przerwą, bo ładunek emocji jaki we mnie wzbudziła był ciężki do zniesienia na "raz".
Pomimo że autor opisuje przerażający czas dla obywateli Leningradu, książkę czyta się bardzo dobrze. Polecam
Przejmująca opowieść o determinacji, oddaniu sprawie, poświęceniu, wyrzeczeniu i przerażającym sierpieniu, ale i sile ducha. Opowieść ta to także przeszywający obraz okrucieństwa wojny, władzy totalitarnej i bezdusznej biurokratyzacji i kolesiostwo.
Głównym bohaterem są nasiona, a raczej ich tysiące, a nawet miliony zbierane z pasją na całym świecie i pielęgnowane przez...
"Nie dać zapomnieć. To szlachetne dążenie, które motywuje tak samo historyka, pamiętnikarza czy genealoga".
.
Simon Parkin- brytyjski dziennikarz i autor reportaży historycznych, dotyczących m.in. zapomnianych historii z czasów II wojny światowej daje nam tutaj wstrząsające świadectwo okrucieństwa wojny oraz heroizmu człowieka w zderzeniu z wojenną rzeczywistością. Wstrząs, jakiego doświadczamy czytając tę książkę dokonuje się na wielu różnych płaszczyznach. Jedna z nich to sam pejzaż wojny, gdzie 900- dniowa blokada przez wojska niemieckie Leningradu (Sant Petersburg) oraz nieudolna polityka Stalina i państwa sowieckiego doprowadziły do masowej śmierci głodowej ludności cywilnej, pozbawionej żywności i opału (przy temperaturach sięgających poniżej -30*C), gdzie w pewnym momencie dochodziło nawet do aktów kanibalizmu.
.
Druga płaszczyzna to wątek poświęcenia się w imię postępu naukowego, gdzie za wyborami moralnymi głównych bohaterów tej opowieści kryją się głębsze pytania, często drażliwe, "dotykające kwestii tabu". W momentach granicznych, kiedy jedynym wyborem był wybór między śmiercią głodową jednostki a odpowiedzialnością za całe przyszłe pokolenia, które można uchronić od głodu- decyzja nie była prosta, wiązała się z ogromną determinacją i konsekwencją w działaniu, czego świadectwem są losy naukowców instytutu roślin w Leningradzie, pracujących z narażeniem życia w czasach wojennego oblężenia. Jednym z bohaterów jest także Nikołaj Wawiłow, twórca pierwszego na świecie banku nasion, którego wojenne losy świadczą zarówno o bezwzględności polityki Stalina wobec potencjalnych wrogów państwa, jak i zakłamaniu sowieckiego życia publicznego. Jest to więc opowieść o leningradzkich botanikach- bohaterach, których historia do tej pory "pozostawała nieopowiedziana", choć "owoce ich pracy i poświęcenia rozprzestrzeniły się na cały świat"...
.
Ogrom materiału źródłowego i warstwa merytoryczna nie przytłaczają warstwy emocjonalnej. Są fragmenty, które czyta się z zapartym tchem. Jednocześnie autor pozostawia dużo przestrzeni na własne pytania i wnioski, nie narzucając własnych ocen, a raczej zostawiając te najbardziej drażliwe pytania bez odpowiedzi. Niektóre fragmenty świetnie nadają się na scenariusz filmu wojenno- sensacyjnego (jak choćby wątek prób przejęcia próbek banku nasion Wawiłowa przez nazistowskiego botanika i genetyka H. Brüchera). "Co naprawdę robi się w imię nauki, jest nie do pojęcia" - tak jak nie do pojęcia jest to wszystko, o czym możemy tutaj przeczytać. Wstrząsające. Polecam.
"Nie dać zapomnieć. To szlachetne dążenie, które motywuje tak samo historyka, pamiętnikarza czy genealoga".
.
Simon Parkin- brytyjski dziennikarz i autor reportaży historycznych, dotyczących m.in. zapomnianych historii z czasów II wojny światowej daje nam tutaj wstrząsające świadectwo okrucieństwa wojny oraz heroizmu człowieka w zderzeniu z wojenną rzeczywistością. Wstrząs,...
W latach 1941-1944 mieszkańcy Leningradu zostali skazani na zagłodzenie. Wojska niemieckie odcięły miasto od dostaw żywności.
Za sprawą tego perfidnego planu zginęło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób. Czy można było temu zapobiec?
Kiedy pierwsze pociski uderzyły w miasto, jak najszybciej zaczęto wywozić dzieła sztuki z Ermitażu.
Naprzeciw muzeum znajdował się Instytut Roślin, pierwszy w historii bank nasion, który gromadził zasoby z niemalże całego świata. Niestety władze miasta nie były przygotowane na wywiezienie tych zasobów. Pracownicy postanowili za wszelką cenę ocalić ten skarb. Gotowi byli oddać życie, aby tylko zbiory przetrwały. Musieli zmierzyć się z dylematem czy ocalić siebie, czy kolekcję. Wszak instytut powstał w celu wyeliminowania masowego głodu.
Tymczasem Nikołaj Wawiłow, twórca i najważniejszy badacz instytutu, przebywa w areszcie, gdzie męczony i torturowany przez NKWD, zmuszany jest do przyznania się do tego czego nie zrobił.
Wojna to zło. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Znamy to ze szkoły, z filmów i książek, a jednak jest to temat, który ciągle boli. "Zakazany ogród Stalina" jest pełen dramatycznych, plastycznie opisanych scen. Wielokrotnie odkładałam książkę na bok, sięgałam po inną, aby na chwilę zapomnieć o tym, co przeczytałam. Po czym znów do niej wracałam.
Tej książki nie czyta się dla relaksu czy odprężenia, to lektura przejmująca, momentami bardzo bolesna, która zostaje w człowieku na długo. Jednak z pewnością warta poznania.
W książce znajdują się też rozdziały spokojniejsze, jak chociażby opowiadające o powstaniu instytutu, o samym Wawiłowie i jego bliskich, ale także o tym, jak próbowano odbudować kolekcję, no i jak ziemia Leningradu zaczynała wydawać nowe plony.
Autor do napisania tej powieści posłużył się między innymi listami i dziennikami botaników. W książce znajduje się lista pracowników, oraz ich zdjęcia.
Gorąco polecam wam ten tytuł.
Na zakończenie kilka cytatów.
"Nad bankiem nasion na niebie unosiły się balony zaporowe. Stalowe liny, którymi były połączone z ziemią, miały za zadanie zahaczyć o skrzydła bombowców i wprawiać samoloty w niekontrolowane korkociągi."
"Zanikanie mięśni wywołuje przytłaczające uczucie słabości i wyczerpania. Umysł błądzi. Pojawia się irytacja. Halucynacje. Konwulsje. Serce zaczyna bić nieregularnie, a potem całkiem przestaje."
"Degradacja fizyczna poprzedzała zapaść psychiczną. Umysł był twierdzą, której należało bronić, by całkiem się nie rozpaść."
"Niektórzy z braku jedzenia i nadmiaru martwych ciał dookoła posuwali się do kanibalizmu."
"W pewnym sierocińcu dzieci kręciły kulki z chleba i chowały do pudełek po zapałkach. Dzieci traktowały chleb, jakby to było jakieś wyszukane jedzenie i delektowały się każdym kąskiem, jedzenie go trwało godzinami."
"Ciała zabitych mieszały się z puszkami do podlewania, torbami na zakupy i narzędziami ogrodniczymi. Na chodniku wśród rozdrobnionych marchewek i buraków leżała oderwana ręka, wciąż ściskająca między palcami dymiący jeszcze papieros."
W latach 1941-1944 mieszkańcy Leningradu zostali skazani na zagłodzenie. Wojska niemieckie odcięły miasto od dostaw żywności.
Za sprawą tego perfidnego planu zginęło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób. Czy można było temu zapobiec?
Kiedy pierwsze pociski uderzyły w miasto, jak najszybciej zaczęto wywozić dzieła sztuki z Ermitażu.
Naprzeciw muzeum znajdował się Instytut...
„(…) Wawiłow i jego zespół zadeklarowali, że instytut roślin nigdy więcej nie popadnie w takie zaniedbanie. A jeśli ich wielkie ambicje przyniosą owoce i uda im się wspólnie stworzyć pierwszą w historii ludzkości żywą bibliotekę nasion, to każde z nich będzie chronić ten skarb bez względu na cenę”.
Historia II wojny światowej obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń. Często patrzymy na wojnę jedynie przez pryzmat wielkich bitew czy słynnych dowódców. Jednak wojna to coś o wiele więcej. Wojna dotyka każdego aspektu rzeczywistości.
Przekonujemy się o tym po raz kolejny, sięgając po świetną książkę pod tytułem „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Znak, a jej autorem jest Simon Parkin.
Jestem pewien, że każdy interesujący się historią słyszał o oblężeniu Leningradu. Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły to rosyjskie miasto i całkowicie odcięły je od dostaw żywności. Władze Związku Sowieckiego nie nakazały ewakuacji ludności na czas. Dla mieszkańców Leningradu oznaczało to prawie trzy lata niewyobrażalnych cierpień. Z głodu zmarło ponad 700 tysięcy osób. Leningrad stał się niemal zbiorowym grobowcem, wymarłym miastem, miastem duchów.
W tym mieście istniała wszakże jedna niezwykła instytucja: Instytut Roślin. Był on pierwszym w historii bankiem nasion. Nikołaj Wawiłow urodził się 25 listopada 1887 roku i miał okazać się jednym z najwybitniejszych naukowców Związku Sowieckiego. Stworzył zespół, który dokonał doprawdy niezwykłej rzeczy. Wawiłow był bez reszty oddany swojej pracy. Uznanie zdobył także za granicą. Otrzymał tytuł honorowego członka od Brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego.
Instytut Roślin stał się pionierskim przedsięwzięciem, pierwszym w historii bankiem nasion. Jednak Stalin nie cenił Wawiłowa. Uważał, że jest nieprzydatny. Ambitny naukowiec przypłacił to życiem.
Jednak jego współpracownicy nie złamali danego słowa. W oblężonym Leningradzie, wśród huku niemieckich bomb i dymów pożarów starali się uratować bezcenną kolekcję nasion. Nie było to zadanie łatwe. Przede wszystkim mieszkańcy i naukowcy cierpieli niewyobrażalny głód. Jak w tej sytuacji ratować nasiona? Czy nie lepiej je po prostu zjeść i w ten sposób pomóc ludziom? Czy w imię nauki można chronić pożywienie? Pracownicy Instytutu dali jasną odpowiedź na te pytania: trzeba zrobić wszystko, aby uratować nasiona. Jak to jednak zrobić, gdy do głodu doszedł kolejny niebezpieczny czynnik: siarczysty mróz.
„Zakazany ogród Stalina” to doprawdy fascynująca książka. Jest tak z kilku powodów. Przede wszystkim autor opisuje wydarzenia, o których dziś raczej nie pamiętamy. II wojna światowa obfitowała w tyle dramatów, że jakiś Instytut Roślin z trudem przebija się do historycznego dyskursu. Nie oznacza to jednak, że temat ten nie zasługuje na naszą uwagę. Wręcz przeciwnie. Najlepiej świadczy o tym fakt, że kolekcję Wawiłowa za wszelką cenę chcieli zdobyć Niemcy. Heinz Brücher – niemiecki botanik i hodowca roślin, członek SS robił wszystko aby przejąć zbiory nasion znajdujące się w Związku Radzieckim. Wyobrażał sobie, że przewiezie je do III Rzeszy, gdzie stworzy hybrydy roślin, tak potrzebne niemieckiej gospodarce. Jego działaniami żywo interesował się sam Himmler. Przekonujemy się więc, że wojna to nie tylko starcie militarne. Wojna obejmuje także sferę gospodarczą, a nawet hodowlę roślin.
Sięgnijmy po „Zakazany ogród Stalina” i poznajmy niezwykłą historię Instytutu Roślin i jego pracowników podczas oblężenia Leningradu. To kolejna niezwykła karta historii II wojny światowej.
Wojciech Sobański
„(…) Wawiłow i jego zespół zadeklarowali, że instytut roślin nigdy więcej nie popadnie w takie zaniedbanie. A jeśli ich wielkie ambicje przyniosą owoce i uda im się wspólnie stworzyć pierwszą w historii ludzkości żywą bibliotekę nasion, to każde z nich będzie chronić ten skarb bez względu na cenę”.
Historia II wojny światowej obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń. Często...
Przyznam szczerze – kiedyś historia zupełnie mnie nie interesowała. Wydawała mi się zbiorem dat i faktów bez emocji. To mój mąż rozbudził we mnie ciekawość przeszłości, pokazując, że za każdym wydarzeniem stoją ludzie, dramaty i wybory, które potrafią zmienić świat. Książka Simona Parkina tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.
Reportaż opowiada o jednym z najbardziej wstrząsających epizodów II wojny światowej – oblężeniu Leningradu w latach 1941–1944. W czasie gdy setki tysięcy mieszkańców miasta umierały z głodu, w Instytucie Roślin przechowywano bezcenny bank nasion – pierwszą na świecie kolekcję, która mogła stać się fundamentem bezpieczeństwa żywnościowego przyszłych pokoleń. Bohaterami książki są naukowcy, m.in. wybitny botanik Nikołaj Wawiłow oraz jego współpracownicy, którzy – mimo skrajnego głodu – strzegli ton ryżu, ziemniaków i zbóż, nie sięgając po nie nawet w obliczu śmierci.
Fabuła (choć to literatura faktu, czyta się ją jak thriller historyczny) koncentruje się na dramatycznym konflikcie moralnym: czy wolno poświęcić teraźniejszość dla przyszłości? Naukowcy stają przed niewyobrażalnym wyborem – ratować siebie i bliskich czy chronić dorobek nauki, który może kiedyś uratować miliony istnień. Parkin pokazuje oblężenie nie tylko jako militarną katastrofę, lecz przede wszystkim jako próbę człowieczeństwa.
Emocje, które dominują w książce, to napięcie, bezsilność, rozpacz, ale też podziw i wzruszenie. Czytelnik doświadcza klaustrofobicznego poczucia zamknięcia w głodującym mieście, czuje chłód, strach i wycieńczenie bohaterów. Jednocześnie rodzi się ogromny szacunek dla ich determinacji. To historia tragiczna, a zarazem inspirująca – pokazująca, jak daleko może sięgać ludzkie poświęcenie.
Styl Simona Parkina jest reporterski, skrupulatny, a przy tym niezwykle plastyczny. Autor korzysta z niepublikowanych wcześniej źródeł, dzienników i listów, dzięki czemu opowieść zyskuje autentyczność i głębię. Nie jest to sucha relacja historyczna – to narracja pełna dramaturgii, budująca napięcie niemal jak powieść sensacyjna, choć oparta wyłącznie na faktach.
Gatunkowo książka należy do literatury faktu i reportażu historycznego. To pozycja dla czytelników zainteresowanych II wojną światową, historią nauki, etyką oraz opowieściami o ludziach postawionych w ekstremalnych warunkach. Spodoba się tym, którzy cenią wnikliwe, dobrze udokumentowane publikacje, ale także osobom szukającym w historii przede wszystkim ludzkich emocji i moralnych dylematów.
Wśród najważniejszych motywów pojawiają się: głód jako broń wojny, poświęcenie jednostki dla dobra przyszłych pokoleń, odpowiedzialność naukowca, konflikt między instynktem przetrwania a ideą wyższego celu, a także kruchość cywilizacji. Silnie wybrzmiewa motyw nadziei – ukrytej w maleńkich ziarnach, które symbolizują przyszłość świata.
To niezwykła, wstrząsająca opowieść o ludziach, którzy w najciemniejszych czasach zdecydowali się chronić przyszłość kosztem własnego życia. „Zakazany ogród Stalina” zostaje w pamięci na długo i zmusza do refleksji nad ceną moralnych wyborów. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – to historia, która zmienia sposób patrzenia na wojnę i na samą istotę człowieczeństwa.
Przyznam szczerze – kiedyś historia zupełnie mnie nie interesowała. Wydawała mi się zbiorem dat i faktów bez emocji. To mój mąż rozbudził we mnie ciekawość przeszłości, pokazując, że za każdym wydarzeniem stoją ludzie, dramaty i wybory, które potrafią zmienić świat. Książka Simona Parkina tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.
Nie tak łatwo trafić na reportaż, który dostarcza tak wielu faktów w tak przystępnym języku, fundując przy tym emocje. Simonowi Parkinowi udało się to doskonale.
Zakazany ogród Stalina to historia Wawiłowa, doświadczonego naukowca, który podróżując po świecie zbierał nasiona, by stworzyć ich bank i tworzyć nowe odporne odmiany roślin. To historia jego współpracowników, którzy często z poświęceniem własnego życia chronili cenne zbiory. To także dramatyczne losy mieszkańców oblężonego Leningradu. Ciężko się czyta o śmierci głodowej. Śmierć z głodu pośród skrzyń pełnych nasion i kopców ziemniaków, wyobrażacie sobie to? Jak silna musiała być determinacja pracowników, upór, wiara w sens istnienia banku nasion, że się nie złamali i nie zjedli zapasów.
Polecam. To naprawdę ciekawy reportaż.
Nie tak łatwo trafić na reportaż, który dostarcza tak wielu faktów w tak przystępnym języku, fundując przy tym emocje. Simonowi Parkinowi udało się to doskonale.
Zakazany ogród Stalina to historia Wawiłowa, doświadczonego naukowca, który podróżując po świecie zbierał nasiona, by stworzyć ich bank i tworzyć nowe odporne odmiany roślin. To historia jego współpracowników,...
“Troski typowe dla czasów pokoju i dostatku - utracone miłości, niewykorzystane okazje, niewypowiedziane słowa - odeszły w niepamięć, bo ustąpiły miejsca żalom z powodu niegdysiejszej rozrzutności. Głodujących dręczyły wspomnienia każdego niedojedzonego posiłku, każdej wyrzuconej skórki czy przeoczonej obierki od ziemniaka.”
Leningrad rok 1941. Niemieckie wojska otaczają miasto jednocześnie odcinając je od dostaw żywności. Blokada trwa dwa i pół roku, z głodu umiera około 750 tysięcy osób. Chociaż prawdopodobnie ta liczba powinna być znacznie wyższa, bo wiele zgonów z powodu śmierci głodowej nie odnotowano urzędowo.
Z Leningradu ewakuuje się dzieła sztuki, między innymi z Ermitażu. Nikt nie zwraca uwagi na potężny gmach, po drugiej stronie ulicy, na przeciwko sławnego muzeum, gdzie przechowywana jest unikatowa, jedyna na świecie kolekcja roślin.
Pracownicy Instytutu Roślin bez wahania stają na straży bezcennej kolekcji. Będą jej strzec przez następne miesiące za wszelką cenę. Nawet za cenę swojego życia.
“Jako pracownicy pierwszego na świecie banku nasion botanicy byli jedynymi ludźmi, którzy musieli się zmierzyć z ostatecznym i podstawowym dylematem: czy ocalić kolekcję budowaną w celu wyeliminowania masowego głodu, czy przy pomocy tej kolekcji ocalić siebie.”
Każdy, niezależnie czy interesuję się historią, czy nie, słyszał na pewno o oblężeniu Leningradu. To jedna z najbardziej znanych historii czasu II Wojny Światowej, ale również ewenement w historii dziejowej, ponieważ nigdy wcześniej, ani później, nie zdarzyło się, by jakieś miasto było odcięte od świata na tak długo. Jest to temat wielokrotnie poruszany w reportażu historycznym, artykułach prasowych, literaturze, nawet beletrystycznej, czy w filmie. Natomiast historia Instytutu Roślin, to historia zupełnie nieznana. “Zakazany ogród Stalina” to dopiero druga publikacja książkowa na ten temat i pierwsza tak wyczerpująca.
Autor wykonał tytaniczną pracę, by zrekonstruować i uporządkować na kartach tego reportażu fakty dotyczące funkcjonowania Instytutu i jego pracowników podczas oblężenia miasta. By przywrócić tym niestrudzonym ludziom należny szacunek i pamięć.
Ta historia jest bowiem nieprawdopodobna. Opisana bardzo szeroko, pokazuje nie tylko jak funkcjonował Instytut, z jakimi przeciwnościami mierzyli się jego założyciele i pracownicy, ale także jak funkcjonowało to miasto, ówczesne rosyjskie władze i najeźdźcy. Wszystko po to, by jak najlepiej oddać klimat tego strasznego dla leningradczyków czasu i pokazać jak ważne było ochronienie tej bezcennej kolekcji.
Ta książka wciąga tak, jak najlepsza powieść. Gdyby zrobić z tego film, powiedzieliby, że jest zbyt nieprawdopodobny, żeby się sprzedał… po raz kolejny życie udowadnia, że to ono pisze najbardziej nieprzewidywalne scenariusze.
Reportaż ten napisany jest prostym językiem, chociaż dotyka głęboko naukowych tematów, a także niezwykle ważkich treści, opierających się na rozważaniach egzystencjalnych, które, może właśnie przez ten nieskomplikowany przekaz, uderzają w czytelnika. Stawia przed nim niezliczoną ilość pytań, nie udzielając odpowiedzi…
To lektura, którą trzeba przepracować, taka, po której trudno sięgnąć po następną. To jedna z wielu (na szczęście) uratowanych od zapomnienia historii, które mogą nas wiele nauczyć.
Niezwykła. Potrzebna. Prawdziwa.
“Jak długo byśmy przeżyli, ty albo ja, gdyby głód nadszedł dzisiaj?”
Jak długo?
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.
“Troski typowe dla czasów pokoju i dostatku - utracone miłości, niewykorzystane okazje, niewypowiedziane słowa - odeszły w niepamięć, bo ustąpiły miejsca żalom z powodu niegdysiejszej rozrzutności. Głodujących dręczyły wspomnienia każdego niedojedzonego posiłku, każdej wyrzuconej skórki czy przeoczonej obierki od ziemniaka.”
Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz recenzencki.
„Zakazany ogród Stalina” to nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu ale historia naukowca Wawiłowa który był wielkim wizjonera nauki, który jako pierwszy stworzył bank roślin, ale został uciszony przez politykę. Jest to także opowieść o granicach naukowego poświęcenia. Autor przedstawia nam w tym reportażu jaka jest cienka linia między bohaterstwem a uporem tragicznym w skutkach. W książce mamy opisany mało znany wątek z historii II Wojny Światowej, w oblężonym Stalingradzie naukowcy chronią największy bank roślin przed głodującymi obrońcami miasta nawet za cenę swojej śmierci z głodu.
Podsumowując autor pokazuje nam że nawet najbardziej wizjonerska idea może zostać zniszczona przez władzę.
Bardzo polecam!!!
Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz recenzencki.
„Zakazany ogród Stalina” to nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu ale historia naukowca Wawiłowa który był wielkim wizjonera nauki, który jako pierwszy stworzył bank roślin, ale został uciszony przez politykę. Jest to także opowieść o granicach naukowego...
W kraju który przeżył dwie rewolucje komunistyczne a po skończonej niedawno I Wojnie Światowej wewnętrzny konflikt polityczny doprowadził do załamania krajowej produkcji i dystrybucji żywności ma powstać pierwszy na świecie bank nasion, który oprócz ich przechowywania miał prowadzić eksperymenty mające na celu wyhodowanie hybryd o najbardziej pożądanych cechach genetycznych zdolnych do przetrwania w niezwykle zróżnicowanych warunkach klimatycznych aby ostatecznie doprowadzić do wyeliminowania głodu w Rosji i na całym świecie.
Zadanie to powierzono 52letniemu Nikołajowi Wawiłowowi a siedzibę Instytutu Roślin zlokalizowana w Saint Petersburgu.
Simon Parkin w swoim reportażu historycznym opierając się na niezwykle bogatych źródłach ukazał wszystkie etapy powstawania, rozwoju Banku Nasion ostatecznie skupiając się na najdłuższym w światowej historii oblężeniu miasta – Leningradu, który był blokowany od 8 września 1941 roku do 27 stycznia 1994 roku.
W tym czasie zginął z głodu co trzeci mieszkaniec miasta a naukowcy z Instytutu stali przed dylematem moralnym: chronić i bronić zgromadzone zbiory i żywność czy niwecząc ponad dwudziestoletnią pracę pomóc głodującym a przy tym sprzeciwiając się okrutnemu stalinowskiemu reżimowi.
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” to ciekawie napisana i poruszająca książka ukazująca mało znany epizod z historii oblężenia miasta. Poruszająca, wzruszająca, wciągająca.
W kraju który przeżył dwie rewolucje komunistyczne a po skończonej niedawno I Wojnie Światowej wewnętrzny konflikt polityczny doprowadził do załamania krajowej produkcji i dystrybucji żywności ma powstać pierwszy na świecie bank nasion, który oprócz ich przechowywania miał prowadzić eksperymenty mające na celu wyhodowanie hybryd o najbardziej pożądanych cechach genetycznych...
Czytelnicze wybory rzadko kieruję ku reportażom, tym bardziej historycznym. Zwykle przeraża mnie ilość faktów skumulowana na kilkuset stronach. Książka Simona Parkina jest właśnie dla takich laików jak ja – to niezwykła historia ludzi, którzy trwali w Instytucie Roślin gdy wokoło toczyła się wojna i ryzykowali swoje życie w imię nauki.
Fabuła książki koncertuje się wokół Instytutu Roślin, założonego przez Nikołaja Wawiłowa. Wawiłow nazywany jest jedynym człowiekiem na Ziemi, który zebrał nasiona roślin uprawnych z pięciu kontynentów; w czasie swojej zawodowej działalności zorganizował 115 ekspedycji badawczych do 42 krajów. Jego celem było stworzyć odmiany roślin, które pozwolą zwalczyć głód i wykorzystane w badaniach naukowych przyczynią się do powstania nowych leków. O ironio! Nie przeczuwał pewnie, że jego pracowników wystawi na życiową próbę rozpoczęte w 1941 roku i trwające 800 dni oblężenie Leningradu.
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” to wielowymiarowa historia. Cechuje ją dobry styl, umiejętne wyważenie wątków i duża rzetelność historyczna. To dramat wojenny w pełnej krasie, choć to nie jest opowieść o bitwach i generałach lecz heroizmie naukowców, którzy w sercu piekła oblężonego miasta bronili banku nasion. Parkin przywołuje skalę tragedii: śmierć co najmniej 750 tysięcy osób z głodu, kanibalizm i upadek cywilizacji w środku metropolii. W tym kontekście decyzja o ewakuacji zbiorów Ermitażu, gdy po drugiej stronie ulicy pozostawiono największy na świecie bank nasion nabiera charakteru tragicznego paradoksu.
„Zakazany ogród (…)” czyta się zaskakująco płynnie, choć nieustannie towarzyszy poczucie uwierania i niewygody historii. Parkin znakomicie pokazuje, że naukowcy bronili nie tylko fizycznych zasobów, ale idei swojego mentora: wizji świata wolnego od głodu, opartego na bioróżnorodności. To lektura, która zmusza do refleksji nad granicami odpowiedzialności naukowca i nad tym czym naprawdę jest dziedzictwo ludzkości. Stawia pytania i rozsiewa wątpliwości: jak ja postąpiłabym?
Czytajcie, warto!
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova i Pani Bognie z PRart Media
Czytelnicze wybory rzadko kieruję ku reportażom, tym bardziej historycznym. Zwykle przeraża mnie ilość faktów skumulowana na kilkuset stronach. Książka Simona Parkina jest właśnie dla takich laików jak ja – to niezwykła historia ludzi, którzy trwali w Instytucie Roślin gdy wokoło toczyła się wojna i ryzykowali swoje życie w imię nauki.
Reportaż historyczny „zawiera wyraziste opisy skutków skrajnego niedożywienia dla ciała i psychiki człowieka, łącznie ze śmiercią”.
Nie zostały one zmyślone, ale oparte o źródła uczestników i świadków blokady Leningradu w latach 1941-1944 przez niemieckie wojska. Obecnie Sankt Petersburga. Trwała 872 dni, będąc najdłuższą blokadą „jakiegokolwiek miasta w udokumentowanej historii ludzkości”.
A wśród tych głodujących ludzi posuwających się do kanibalizmu – instytut roślin.
Sezam ćwierci miliona odmian nasion, pestek, orzechów, bulw i innych roślin, które mogłyby uratować od 250 tysięcy - według autora do nawet miliona zmarłych z głodu Leningradczyków - według pozostałych źródeł. W tym pracowników instytutu, którzy niczym cerberzy strzegli życiodajnego skarbu.
Do ukazania tego kontrastu potrzebne było przytoczenie wcześniej wspomnianych drastycznych opisów.
Aby zrozumieć tę kuriozalną sytuację z punktu widzenia współczesnego człowieka, autor rozpoczął reportaż od przedstawienia pomysłodawcy i twórcy instytutu roślin – Nikołaja Wawiłowa. Od kierowanej nim idei, motywacji założenia banku roślin, celu jego istnienia oraz roli, jaką miał odegrać w przyszłości ludzkości - „doprowadzić do powstania nadzwyczajnych roślin uprawnych, które pozwolą wyeliminować głód na świecie”. Instytut miał stać się „jedyną w swoim rodzaju biblioteką ziemskiej flory, zawierającą taką ilość potencjalnego życia, że po zasianiu wszystkiego, uprawieniu i zebraniu wystarczyłoby to do wyżywienia populacji Leningradu, całego Związku Radzieckiego i wszystkich innych części świata”. Natomiast „budynek był arką Noego roślin, katalogiem przeszłości i nadzieją na przyszłość, polisą ubezpieczeniową od ludzkiej obojętności i niedbalstwa”. Nikołaj Wawiłow tę wiarę w ideę wyprzedzającą swoje czasy przekazał swoim pracownikom. Dla światowego środowiska naukowego był wysokiej klasy badaczem i specjalistą oraz „człowiekiem dającym życie, budującym życie i kochającym życie bardziej niż ktokolwiek”.
To pozwoliło uchronić przyszłość ludzkości podczas straszliwego egzaminu w wojennej rzeczywistości.
Opisy walki naukowców instytutu o każde ziarno przed moskiewską biurokracją, wilgocią, mrozem, bombami, ogniem, ignorancją państwa, zwierzętami, ludźmi, a także przed zjadliwymi atakami ze strony rodzimych naukowców określających instytut roślin jako ośrodek zgniłej i fałszywej zachodniej biologii o działalności „rasistowskiej” jego założyciela, kosztem własnego zdrowia, a ostatecznie nawet życia, budziło we mnie podziw i zrozumienie przesłanek tak granicznej postawy.
Wiedziałam, skąd się brała.
Rozumiałam uzasadniające ją słowa badacza Wadima Lechnowicza, który przeżył oblężenie – „Powstrzymanie się od jedzenia kolekcji nie było trudne (...). To było po prostu niemożliwe, nie można jeść pracy swojego życia, pracy życia kolegów”. To dlatego umierali wśród worków ryżu albo z woreczkiem migdałów w ręku podczas pracy... Nie uchroniło to jednak tych heroicznych strażników przed pytaniami, które podsuwało sumienie albo system wartości. „Jeść czy nie jeść? Prosty wybór, za którym kryło się wiele złożonych pytań, a nawet kwestii tabu: czy postęp naukowy lub potrzeba prowadzenia badań może być usprawiedliwieniem dla jakiegokolwiek poświęcenia? Czy botanicy są odpowiedzialni za przetrwanie przyszłych pokoleń? Jak postępować właściwie, jeśli ta odpowiedzialność wyraźnie koliduje z obowiązkami wobec żyjących?” Niemniej to ich wybory i nieustępliwa walka również ze sobą doprowadziły do powstania banków żywności na świecie, a wśród nich Milenijnego Banku Nasion w Anglii, któremu autor poświęcił ostatnie strony.
To spuścizna również jednego, cichego bohatera tego reportażu – Nikołaja Wawiłowa.
Nie było go w obleganym Leningradzie. Aresztowany jeszcze przed blokadą miasta przebywał w więzieniu, a potem w gułagu na rozkaz szefa NKWD Ławrientija Berii i za wiedzą Stalina. Ofiary nie tyle władz sowieckich, ile zawiści jednego człowieka – Trofima Łysenki. Antagonisty w poglądach naukowych niepodzielanych przez Nikołaja Wawiłowa, który sprowadził je do egoistycznych pobudek – „niepozorny chłop z prowincji, wykorzystując pełnię straszliwej siły państwa, był współwinny morderstw tych, których uważał za snobistycznych arystokratów”. Waga emocji towarzyszących miażdżącemu procesowi niszczenia światowej sławy uczonego i człowieka była tak samo ciężka, jak trudna była walka z głodem, ochroną roślin i państwem, które wzgardziło kolekcją i zamordowało jego twórcę.
Autor wprowadził jeszcze jeden bardzo ważny, bo kontrastowy do postawy sowietów wątek.
Kuriozalny, bo doceniający osiągnięcia Nikołaja Wawiłowa przez wroga. Wręcz na tyle ceniący kolekcję, że czynił wszystko, by ją przejąć, czyli ukraść. Był nim nazistowski botanik, który wierzył, że „gdyby zdołał przejąć próbki nasion, które ze swoim zespołem zebrał Wawiłow, potrafiłby przyspieszyć nazistowskie plany ulepszenia niemieckich upraw”. Po latach określono jego działalność jako pierwsze w historii zjawisko biopiractwa.
Te trzy wyraziste naprzemiennie relacjonowane wątki budowały dynamikę reportażu.
Pełną skrajnych i zmiennych uczuć oraz sprzecznych myśli nieustannie podsuwających ponadczasowe pytania bez odpowiedzi. Bo jak odpowiedzieć jednoznacznie – „jakie poświęcenia są dopuszczalne w pogoni za postępem naukowym? W którym momencie człowiek powinien wybrać nieposłuszeństwo wobec rozkazów? Jaką odpowiedzialność ponosi każdy z nas za przetrwanie z naszymi obowiązkami wobec żyjących?” Nie mnie oceniać ich wybory, bo dopiero w obliczu głodu człowiek zdaje egzamin z życia.
Nie tylko te zagadnienia były dla mnie nowatorskie w tym reportażu.
Również holistyczne spojrzenie na oblężenie i głód, których przyczyny autor próbował wskazać, oskarżając o to przede wszystkim Stalina, a po jego śmierci radzieckich decydentów. Tym samym autor podkreślił, że dotychczasowe publikacje o blokadzie Leningradu miały charakter monotematyczny i hagiograficzny, skupiając się tylko na głodzie i bohaterskim jego przetrwaniu przez mieszkańców. Reportaż autora położenie instytutu i ludzi w nim pracujących potraktował jako punkt wyjścia do nakreślenia również polityki Stalina wobec miasta, ujmując ją w jednym, makabrycznym zdaniu – „śmierć rozwiązuje wszystkie problemy: nie ma człowieka, nie ma problemu”. Polityki stosowanej również wobec jednostki z rozkazem – „Bić, bić i jeszcze raz bić”, przy użyciu „śmiercionośnego połączenia oszczerstwa, niedbalstwa i wyzysku”. Także późniejszej polityki radzieckiego rządu zrzucającej „z państwa odpowiedzialność za śmierć ludności Leningradu”.
To emocjonujący reportaż pomimo upływu lat, bo ponadczasowy w swoim przekazie poprzez stawianie pytań, na które można odpowiedzieć jednoznacznie tylko wtedy, gdy okoliczności historii postawią człowieka w konkretnych sytuacjach, by odpowiedzieć sobie – „Czy to poświęcenie warte było swojej ceny? Czy wybór, jakiego dokonali ci mężczyźni i te kobiety, decydując się poświęcić życie prawdziwych ludzi dla dobra wielu wyobrażonych, był słuszny moralnie?”
W tym również dla mnie i każdego po mnie.
I pytanie ostatnie, może najważniejsze – co robią z tym krwawym darem współczesne pokolenia?
naostrzuksiazki.pl
Reportaż historyczny „zawiera wyraziste opisy skutków skrajnego niedożywienia dla ciała i psychiki człowieka, łącznie ze śmiercią”.
Nie zostały one zmyślone, ale oparte o źródła uczestników i świadków blokady Leningradu w latach 1941-1944 przez niemieckie wojska. Obecnie Sankt Petersburga. Trwała 872 dni, będąc najdłuższą blokadą „jakiegokolwiek miasta w udokumentowanej...
Opowieść zapisana na stronach tego historycznego reportażu to jedna z wielu utraconych szans ludzkości na dowiedzenie, że moralność i zdrowy rozsądek górują nad egoizmem i polityką. I jak możemy się domyślić jest to historia z góry skazana na porażkę.
Simon Parkin w reportażu o pierwszym światowym banku nasion łączy historię niezwykłego talentu botanika Wawiłowa, oporu i walki z fasz.ystowskim najeźdźcą, którą musieli stoczyć heroiczni leningradczycy oraz bezlitosnej machiny stalinowskiego reżimu promującego poddańczych aparatczyków i lojalność wobec władzy.
Autor połączył reportaż z niezwykle rzadką umiejętnością barwnego opisu wydarzeń, które trzymają czytelnika w napięciu niczym dobra powieść. Balans pomiędzy heroizmem i brutalnością opisów blokady Leningradu i dramatu ludzi, którzy ją przeżyli został wyśmienicie wyważony. Historia walki o utrzymanie banku nasion i niemieckie próby jego przejęcia dodają tej historii cech powieści sensacyjnej. Jest to kolejna perspektywa na wydarzenia czasów wojny, która zaskakuje swoją aktualnością. W szczególności w kontekście głodu i obecnych problemów klimatycznych. Oddanie ludzi, pionierów w tej dziedzinie pokazuje jak łatwo można zignorować idee wychodzące poza współczesne standardy.
Reportaż świeży i rozpatrujący temat z nowej, nie znanej do tej pory perspektywy. Świetnie oddający charakterystykę czasów i nasze do nich podejście, patrzący obiektywnymi oczami na problem głodu i ludzkiego heroizmu w obliczu wojny.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak Literanova
Zakazany ogród Stalina. Simon Parkin
Opowieść zapisana na stronach tego historycznego reportażu to jedna z wielu utraconych szans ludzkości na dowiedzenie, że moralność i zdrowy rozsądek górują nad egoizmem i polityką. I jak możemy się domyślić jest to historia z góry skazana na porażkę.
Simon Parkin w reportażu o pierwszym światowym banku nasion łączy historię...
Pozycja obowiązkowa pokazująca poświęcenie ludzi, bezduszną machinę stalinowskiego reżimu, która niszczy własnych ludzi. Mało znany wątek największego banku roślin chronionego przez naukowców , którzy zdecydowali się umrzeć z głodu, ale ochronić nasiona roślin w oblężonym Leningradzie.
Pozycja obowiązkowa pokazująca poświęcenie ludzi, bezduszną machinę stalinowskiego reżimu, która niszczy własnych ludzi. Mało znany wątek największego banku roślin chronionego przez naukowców , którzy zdecydowali się umrzeć z głodu, ale ochronić nasiona roślin w oblężonym Leningradzie.
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu.” Simona Parkina to nieznana historia II wojny światowej.
Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły Leningrad i na prawie trzy lata całkowicie odcięły miasto od dostaw żywności. Z głodu zmarło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób – niemal co trzeci mieszkaniec miasta.
W tym czasie zasoby zgromadzone w pierwszym w historii banku nasion znajdującym się w Leningradzie, mogły uratować mieszkańców tego miasta.
Mało tego, ich ilość wystarczyłaby do wyeliminowania głodu na całym świecie.
Ludzie umierali na ulicy z głodu, a botanicy codziennie o głodzie w niewyobrażalnym zimnie zabezpieczali przed kradzieżą i szczurami tony żywności. Chronili nasiona, które miały uchronić przyszłe pokolenia przed głodem.
„Zakazany ogród Stalina” to historia oblężenia Leningradu i ludzi, którzy w najmroczniejszych dniach tego czasu ryzykowali życie w imię nauki.
To także historia rosyjskiego uczonego, Wawiłowa, twórcy Instytutu Roślin, którego pracę lekceważył Stalin nieustannie ją utrudniając by wreszcie pozbawić go możliwości zajmowania się tym czemu poświęcił życie. To wreszcie historia Niemców, którzy za wszelką cenę chcieli przejąć kolekcję nasion zgromadzonych przez Wawiłowa i jego współpracowników.
Celem tworzonych i rozwijanych przez Wawiłowa programów hodowli roślin było doskonalenie produkcji rolnej. Bank nasion miał dążyć do wyeliminowania głodu.
„We mgle wywołanej zimnem i niedożywieniem pracownicy zaczęli ponosić śmiertelne konsekwencje wspólnej decyzji, by chronić kolekcję dla przyszłych celów, zamiast dbać o przetrwanie ludzi wokół."
„Zakazany ogród Stalina” to niesamowita i poruszająca historia skrupulatnie
udokumentowana.
Simon Parkin barwnie opowiada tragiczną, ale inspirującą historię poświęcenia Nikołaja Wawiłowa i jego zespołu botaników. Wiernie oddaje pełen napięcia obraz tej wstrząsającej historii, która
niezmiernie porusza, wywołując szereg emocji. Wciąga i zmusza do refleksji. Warto ją poznać. GORĄCO POLECAM!
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu.” Simona Parkina to nieznana historia II wojny światowej.
Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły Leningrad i na prawie trzy lata całkowicie odcięły miasto od dostaw żywności. Z głodu zmarło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób – niemal co trzeci mieszkaniec miasta.
W tym czasie zasoby...
Zanim zdecydowałam się na tę książkę przeczytałam, że jest ona "o skarbie ukrytym podczas II wojny światowej w Leningradzie, cenniejszym niż zbiory Ermitażu. Takim, którego nie doceniał Stalin, a który bardzo chcieli zdobyć hitlerowcy". Pomyślałam, że może chodzić o jakieś carskie precjoza lub rękopisy. Okazało się, że głównym tematem jest obrona pierwszego na świecie banku nasion w oblężonym podczas II wojny światowej Leningradzie. Książka jest fantastyczna, wielowymiarowa i bardzo dobrze napisana. Brawa dla autora za dobry styl, wyważenie wątków, rzetelność historyczną i pozostawianie czytelnikowi pola do rozmyślania, zadawania pytań i oceny. Po raz pierwszy dowiedziałam się, że w okresie międzywojennym wybitny naukowiec Nikołaj Wawiłow, człowiek światowy, poliglota, który z pasją zbierał botaniczne skarby, kierował pierwszym bankiem nasion. Bank ten umieszczony w budynku naprzeciwko Ermitażu stał się wyjątkowym miejscem, miejscem heroicznej pracy i śmierci głodowej pracowników instytutu roślin podczas oblężenia Leningradu. Natomiast Wawiłow, lubiany i szanowany przez międzynarodowe grono naukowców i swój zespół padł ofiarą nienawiści. Książka jest zdumiewającą i wstrząsającą historią, po zakończeniu której nasuwa się dużo pytań i refleksji. Serdecznie polecam
Zakazany ogród Stalina. Simon Parkin
Zanim zdecydowałam się na tę książkę przeczytałam, że jest ona "o skarbie ukrytym podczas II wojny światowej w Leningradzie, cenniejszym niż zbiory Ermitażu. Takim, którego nie doceniał Stalin, a który bardzo chcieli zdobyć hitlerowcy". Pomyślałam, że może chodzić o jakieś carskie precjoza lub rękopisy. Okazało się, że głównym tematem...
„Zakazany ogród Stalina” to nie tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu, ale to także opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o momentami fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka bywa linia między bohaterstwem a tragicznym uporem.
W centrum wojennych działań mieścił się magazyn pełen jedzenia. Setki tysięcy nasion, ryżu, ziemniaków, zbóż, a tuż obok ludzie, którzy umierali z powodu niedożywienia, pilnując ich jak świętości. Jedzenia, które było na wyciągnięcie ręki, a po które nikt nie mógł sięgnąć.
Przytoczona historia Wawiłowa — wizjonera nauki, który stworzył kolekcję, a potem został uciszony przez politykę może wprawić w konsternację. Pokazuje ona, że nawet najpiękniejsza idea może zostać unicestwiona przez władzę i ideologię.
„Zakazany ogród Stalina” to książka, która porusza i zmusza do myślenia.
„Zakazany ogród Stalina” to nie tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu, ale to także opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o momentami fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka bywa linia między bohaterstwem a tragicznym uporem.
W centrum wojennych działań mieścił się magazyn pełen jedzenia. Setki tysięcy nasion, ryżu, ziemniaków, zbóż, a tuż obok...
Jedna z tych "przykrych" książek, które pomimo strasznej tematyki, czyli życiu w oblężonym mieście pod reżimem Stalina, dają jakieś światełko i pokazują siłę człowieka.
Książek o wojnie, jak i samym Leningradzie, jest ogromna ilość. Autor wyszedł trochę z poza ramy tego i do historii samego oblężonego miasta dodał czynnik w postaci tragedii i heroizmu konkretnej grupy - naukowców i badaczy z Instytutu Roślin.
Zebrane świadectwa pod postacią wypowiedzi, notatek, dzienników, wywiadów z potomkami i przeróżnych akt pozwoliły autorowi na wykreowanie naprawdę świetnego obrazu katastroficznej sytuacji, w której tony jedzenia znajdowały się dosłownie w drugim pomieszczeniu, a załoga Instytutu i tak wolała umrzeć z głodu, niż zaprzepaścić pracę przyjaciół, w tym Wawiłowa, dzięki któremu ten Instytut miał w ogóle rację bytu.
Postać Wawiłowa, ceniona tak kiedyś, jak i dzisiaj padła ofiarą reżimu. Pomimo poświęcenia nauce i rozpoznawalności na całym świecie nie był w stanie uchronić się od podejrzeń, a następnie od uwięzienia, co ostatecznie doprowadziło do nieuzasadnionej śmierci. Udało mu się jedynie załagodzić karę śmierci na kilkadziesiąt lat więzienia w "służbie" obłudnego państwa, ale wyniszczenie organizmu spowodowane torturami podczas przesłuchań i niedożywienie doprowadziło do tragedii.
Dopiero po wielu latach milczenia, cenzur wszelakich dzieł mających na celu upamiętnienie zmarłych (z czego z głodu umarło ponad 750 tysięcy ludzi) podczas otoczenia Leningradu, świat usłyszał o niesłychanej, katorżniczej i wydającej się absurdalną pracy w Instytucie Roślin. Ogrzewanie piwnicy z różnymi odmianami ziemniaków i odbieranie sobie w tym celu tak bardzo cennego opału, zbieranie i sadzenie ich pod ostrzałem wrogiej armii, umieranie z głodu z próbką badawczą w rękach - to tylko kilka przykładowych sytuacji, które przytacza autor.
Książka świetna, pokazuje coś znanego i okropnego, ale z innej, bardzo ciekawej perspektywy. W posłowiu autor przedstawia powód, dla którego podjął się napisania książki, jak wygląda "spuścizna" tego, co rozpoczął Wawiłow, a także moment, w którym Rosja w 2022 roku rozpoczęła inwazję na Ukrainę, co uniemożliwiło autorowi na odwiedziny Leningradu i skutecznie utrudniło mu zbieranie informacji. Bardzo polecam!
Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz recenzencki.
Jedna z tych "przykrych" książek, które pomimo strasznej tematyki, czyli życiu w oblężonym mieście pod reżimem Stalina, dają jakieś światełko i pokazują siłę człowieka.
Książek o wojnie, jak i samym Leningradzie, jest ogromna ilość. Autor wyszedł trochę z poza ramy tego i do historii samego oblężonego miasta dodał czynnik w postaci tragedii i heroizmu konkretnej grupy -...
Są książki, które czyta się jednym tchem, ale bywają też i takie, które czyta się wolno, z ciężarem w żołądku i niepokojem pod skórą. "Zakazany ogród Stalina" należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu. To również opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka bywa linia między bohaterstwem a tragicznym uporem.
Najbardziej poruszyło mnie nie samo tło wojenne — choć głód, mróz i śmierć w Leningradzie są opisane z brutalną precyzją — ale fakt, że w samym sercu tego piekła znajdował się magazyn pełen jedzenia. Dosłownie. Setki tysięcy próbek nasion, ryżu, ziemniaków, zbóż, a obok ludzie, którzy umierali z powodu niedożywienia, pilnując ich jak świętości. Ten obraz wracał do mnie długo po zamknięciu książki: naukowcy siedzący w zimnych salach, słabnący z dnia na dzień, otoczeni jedzeniem, którego nie wolno im tknąć.
Jednak autor nie robi z nich papierowych świętych. I to jest właśnie jedna z największych zalet tej książki. Bowiem twórca pokazuje ich jako ludzi rozdartych między instynktem przetrwania a poczuciem misji, między współczuciem dla głodujących mieszkańców miasta a lękiem, że zniszczenie kolekcji oznaczałoby stratę nie do odrobienia dla przyszłych pokoleń. Czy mieli rację? Nie wiem. I chyba właśnie o to chodzi — ta książka nie daje łatwych odpowiedzi.
Równie mocną stroną książki był wszechobecny cień Stalina i radzieckiego systemu. Historia Wawiłowa — wizjonera nauki, który stworzył kolekcję, a potem został zniszczony przez politykę i pseudonaukę — boli niemal fizycznie. To przypomnienie, że nawet najczystsza idea może zostać zmiażdżona przez władzę, paranoję i ideologię. I że „ratowanie przyszłości” bywa zbyt często hasłem, przez które giną konkretni ludzie.
Czytałam "Zakazany ogród Stalina" z rosnącym poczuciem niewygodny, aczkolwiek w jak najlepszym sensie tego słowa. To lektura, która nie pozwala się rozsiąść w fotelu i powiedzieć: „ja na pewno postąpiłbym lepiej”, bo prawda jest taka, że nikt z nas nie wie, co zrobiłby, mając w jednej dłoni garść ryżu, a w drugiej los przyszłych pokoleń.
Dla mnie to jedna z tych książek, które zmieniają coś w sposobie myślenia o moralności, odpowiedzialności i granicach poświęcenia. Jeśli szukacie pozycji, która naprawdę porusza i zmusza do myślenia, to będzie idealny wybór.
Są książki, które czyta się jednym tchem, ale bywają też i takie, które czyta się wolno, z ciężarem w żołądku i niepokojem pod skórą. "Zakazany ogród Stalina" należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu. To również opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka...
Interesująca historia sowieckiego naukowca Nikołaja Wawiłowa, któremu przyszło żyć i działać w stalinowskim Związku Radzieckim. Badacz pracował nad krzyżówkami roślin, jego odkrycia mogły doprowadzić do wyhodowania rośliny odpornej na mrozy, która mogłaby położyć kres głodu na świecie. Co na to władza na Kremlu? Stalin nie doceniał działań instytutu botaniki w Leningradzie. Więcej! Represje sowieckiego aparatu władzy dosięgły również wybitne jednostki. Książka jest bardzo ciekawa. Coś w tym być musi, skoro nawet naziści byli zainteresowani badaniami Wawiłowa.
Historia smutna, gdyż wybitne jednostki nie żyją długo, zazwyczaj w nędzy. Nie są doceniani, najwyżej po śmierci. Dodatkowo działania Berii i jego NKWD, które wymierzyło cios przeciwko sowieckiej inteligencji.
Książka skłania do zadania pytania, czy warto poświęcić życie w imię nauki?
,,Kolekcja nasion zawierała nie tylko potencjał nowego życia, ale też łączyła teraźniejszość z przeszłością i z historią ziemi. Zjedzenie zbiorów oznaczałoby rezygnację z budowy tego pomostu, definitywne zamknięcie możliwości odzyskania tego, co zostało utracone. Ale do Leningradu przyszła śmierć; chronienie nasion było zdradą wobec ludzi - tych samych ludzi, którym botanicy chcieli służyć. Nadchodziła surowa i okrutna zima".
Czy ochrona wyników badań, zachowanie roślin było zdradą Stalina i władzy najwyżej ZSRR? Naukowcy chcieli ocalić swoją pracę. Potencjał miał nie iść na marne.
W tle działania operacyjne planu Barbarossa, czyli jak wiadomo niemiecki atak na ZSRR. To między innymi historia błędów dowódczych Hitlera. Co sprawiło, że przegrał wojnę ze Związkiem Radzieckim. Dlaczego nie zdołał zdobyć Leningradu, Stalingradu i Moskwy? Chociaż był blisko celu.
,,Zakazany ogród Stalina" bardzo mi się podobał. To także świadectwo tego, jak krótkowzroczny i głupi był generalissimus. Jego myślenie mówiło: nie ma człowieka, nie ma problemu...
Ja jestem zdania, że gdyby człowiek się liczył dla niego i dla rady ZSRR, to ich badania naukowe mogłyby zrewolucjonizować świat! W dobrym tego słowa znaczeniu. Nie mówię o ideologii komunistycznej, ale o rozwoju nauki!
To kolejna książka, że ZSRR nie było dobrym miejscem na ziemi.
Gorąco polecam!
Interesująca historia sowieckiego naukowca Nikołaja Wawiłowa, któremu przyszło żyć i działać w stalinowskim Związku Radzieckim. Badacz pracował nad krzyżówkami roślin, jego odkrycia mogły doprowadzić do wyhodowania rośliny odpornej na mrozy, która mogłaby położyć kres głodu na świecie. Co na to władza na Kremlu? Stalin nie doceniał działań instytutu botaniki w Leningradzie....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzejmująca opowieść o determinacji, oddaniu sprawie, poświęceniu, wyrzeczeniu i przerażającym sierpieniu, ale i sile ducha. Opowieść ta to także przeszywający obraz okrucieństwa wojny, władzy totalitarnej i bezdusznej biurokratyzacji i kolesiostwo.
Głównym bohaterem są nasiona, a raczej ich tysiące, a nawet miliony zbierane z pasją na całym świecie i pielęgnowane przez grupę naukowców. Jednak gdy Leningrad zostaje odcięty od świata, a z głodu umierają ludzie, pojawia się pytanie czy nasiona można zjeść dla ratowania jednostek, czy nasiona zachować do wysiewu by wykarmić tysiące. Niestety skrajny głód i niedożywienie ma ogromne żniwo, jednak dalekowzroczność oraz świadomość znaczenia nasion dla całego narodu wśród naukowców powodują, że stają oni w obronie całej kolekcji. Jednak to nie tylko obrona przed głodnymi ludźmi, ale przed gryzoniami, zimnem, gniciem i bombardowaniem.
Heroiczna postawa grupy ludzi również w obliczu totalitarnej władzy, w obliczu której jedno pomówienie lub brak zrozumienia kosztuje życie.
Książkę czytałam z przerwą, bo ładunek emocji jaki we mnie wzbudziła był ciężki do zniesienia na "raz".
Pomimo że autor opisuje przerażający czas dla obywateli Leningradu, książkę czyta się bardzo dobrze. Polecam
Przejmująca opowieść o determinacji, oddaniu sprawie, poświęceniu, wyrzeczeniu i przerażającym sierpieniu, ale i sile ducha. Opowieść ta to także przeszywający obraz okrucieństwa wojny, władzy totalitarnej i bezdusznej biurokratyzacji i kolesiostwo.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłównym bohaterem są nasiona, a raczej ich tysiące, a nawet miliony zbierane z pasją na całym świecie i pielęgnowane przez...
"Nie dać zapomnieć. To szlachetne dążenie, które motywuje tak samo historyka, pamiętnikarza czy genealoga".
.
Simon Parkin- brytyjski dziennikarz i autor reportaży historycznych, dotyczących m.in. zapomnianych historii z czasów II wojny światowej daje nam tutaj wstrząsające świadectwo okrucieństwa wojny oraz heroizmu człowieka w zderzeniu z wojenną rzeczywistością. Wstrząs, jakiego doświadczamy czytając tę książkę dokonuje się na wielu różnych płaszczyznach. Jedna z nich to sam pejzaż wojny, gdzie 900- dniowa blokada przez wojska niemieckie Leningradu (Sant Petersburg) oraz nieudolna polityka Stalina i państwa sowieckiego doprowadziły do masowej śmierci głodowej ludności cywilnej, pozbawionej żywności i opału (przy temperaturach sięgających poniżej -30*C), gdzie w pewnym momencie dochodziło nawet do aktów kanibalizmu.
.
Druga płaszczyzna to wątek poświęcenia się w imię postępu naukowego, gdzie za wyborami moralnymi głównych bohaterów tej opowieści kryją się głębsze pytania, często drażliwe, "dotykające kwestii tabu". W momentach granicznych, kiedy jedynym wyborem był wybór między śmiercią głodową jednostki a odpowiedzialnością za całe przyszłe pokolenia, które można uchronić od głodu- decyzja nie była prosta, wiązała się z ogromną determinacją i konsekwencją w działaniu, czego świadectwem są losy naukowców instytutu roślin w Leningradzie, pracujących z narażeniem życia w czasach wojennego oblężenia. Jednym z bohaterów jest także Nikołaj Wawiłow, twórca pierwszego na świecie banku nasion, którego wojenne losy świadczą zarówno o bezwzględności polityki Stalina wobec potencjalnych wrogów państwa, jak i zakłamaniu sowieckiego życia publicznego. Jest to więc opowieść o leningradzkich botanikach- bohaterach, których historia do tej pory "pozostawała nieopowiedziana", choć "owoce ich pracy i poświęcenia rozprzestrzeniły się na cały świat"...
.
Ogrom materiału źródłowego i warstwa merytoryczna nie przytłaczają warstwy emocjonalnej. Są fragmenty, które czyta się z zapartym tchem. Jednocześnie autor pozostawia dużo przestrzeni na własne pytania i wnioski, nie narzucając własnych ocen, a raczej zostawiając te najbardziej drażliwe pytania bez odpowiedzi. Niektóre fragmenty świetnie nadają się na scenariusz filmu wojenno- sensacyjnego (jak choćby wątek prób przejęcia próbek banku nasion Wawiłowa przez nazistowskiego botanika i genetyka H. Brüchera). "Co naprawdę robi się w imię nauki, jest nie do pojęcia" - tak jak nie do pojęcia jest to wszystko, o czym możemy tutaj przeczytać. Wstrząsające. Polecam.
"Nie dać zapomnieć. To szlachetne dążenie, które motywuje tak samo historyka, pamiętnikarza czy genealoga".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to.
Simon Parkin- brytyjski dziennikarz i autor reportaży historycznych, dotyczących m.in. zapomnianych historii z czasów II wojny światowej daje nam tutaj wstrząsające świadectwo okrucieństwa wojny oraz heroizmu człowieka w zderzeniu z wojenną rzeczywistością. Wstrząs,...
W latach 1941-1944 mieszkańcy Leningradu zostali skazani na zagłodzenie. Wojska niemieckie odcięły miasto od dostaw żywności.
Za sprawą tego perfidnego planu zginęło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób. Czy można było temu zapobiec?
Kiedy pierwsze pociski uderzyły w miasto, jak najszybciej zaczęto wywozić dzieła sztuki z Ermitażu.
Naprzeciw muzeum znajdował się Instytut Roślin, pierwszy w historii bank nasion, który gromadził zasoby z niemalże całego świata. Niestety władze miasta nie były przygotowane na wywiezienie tych zasobów. Pracownicy postanowili za wszelką cenę ocalić ten skarb. Gotowi byli oddać życie, aby tylko zbiory przetrwały. Musieli zmierzyć się z dylematem czy ocalić siebie, czy kolekcję. Wszak instytut powstał w celu wyeliminowania masowego głodu.
Tymczasem Nikołaj Wawiłow, twórca i najważniejszy badacz instytutu, przebywa w areszcie, gdzie męczony i torturowany przez NKWD, zmuszany jest do przyznania się do tego czego nie zrobił.
Wojna to zło. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Znamy to ze szkoły, z filmów i książek, a jednak jest to temat, który ciągle boli. "Zakazany ogród Stalina" jest pełen dramatycznych, plastycznie opisanych scen. Wielokrotnie odkładałam książkę na bok, sięgałam po inną, aby na chwilę zapomnieć o tym, co przeczytałam. Po czym znów do niej wracałam.
Tej książki nie czyta się dla relaksu czy odprężenia, to lektura przejmująca, momentami bardzo bolesna, która zostaje w człowieku na długo. Jednak z pewnością warta poznania.
W książce znajdują się też rozdziały spokojniejsze, jak chociażby opowiadające o powstaniu instytutu, o samym Wawiłowie i jego bliskich, ale także o tym, jak próbowano odbudować kolekcję, no i jak ziemia Leningradu zaczynała wydawać nowe plony.
Autor do napisania tej powieści posłużył się między innymi listami i dziennikami botaników. W książce znajduje się lista pracowników, oraz ich zdjęcia.
Gorąco polecam wam ten tytuł.
Na zakończenie kilka cytatów.
"Nad bankiem nasion na niebie unosiły się balony zaporowe. Stalowe liny, którymi były połączone z ziemią, miały za zadanie zahaczyć o skrzydła bombowców i wprawiać samoloty w niekontrolowane korkociągi."
"Zanikanie mięśni wywołuje przytłaczające uczucie słabości i wyczerpania. Umysł błądzi. Pojawia się irytacja. Halucynacje. Konwulsje. Serce zaczyna bić nieregularnie, a potem całkiem przestaje."
"Degradacja fizyczna poprzedzała zapaść psychiczną. Umysł był twierdzą, której należało bronić, by całkiem się nie rozpaść."
"Niektórzy z braku jedzenia i nadmiaru martwych ciał dookoła posuwali się do kanibalizmu."
"W pewnym sierocińcu dzieci kręciły kulki z chleba i chowały do pudełek po zapałkach. Dzieci traktowały chleb, jakby to było jakieś wyszukane jedzenie i delektowały się każdym kąskiem, jedzenie go trwało godzinami."
"Ciała zabitych mieszały się z puszkami do podlewania, torbami na zakupy i narzędziami ogrodniczymi. Na chodniku wśród rozdrobnionych marchewek i buraków leżała oderwana ręka, wciąż ściskająca między palcami dymiący jeszcze papieros."
W latach 1941-1944 mieszkańcy Leningradu zostali skazani na zagłodzenie. Wojska niemieckie odcięły miasto od dostaw żywności.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa sprawą tego perfidnego planu zginęło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób. Czy można było temu zapobiec?
Kiedy pierwsze pociski uderzyły w miasto, jak najszybciej zaczęto wywozić dzieła sztuki z Ermitażu.
Naprzeciw muzeum znajdował się Instytut...
„(…) Wawiłow i jego zespół zadeklarowali, że instytut roślin nigdy więcej nie popadnie w takie zaniedbanie. A jeśli ich wielkie ambicje przyniosą owoce i uda im się wspólnie stworzyć pierwszą w historii ludzkości żywą bibliotekę nasion, to każde z nich będzie chronić ten skarb bez względu na cenę”.
Historia II wojny światowej obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń. Często patrzymy na wojnę jedynie przez pryzmat wielkich bitew czy słynnych dowódców. Jednak wojna to coś o wiele więcej. Wojna dotyka każdego aspektu rzeczywistości.
Przekonujemy się o tym po raz kolejny, sięgając po świetną książkę pod tytułem „Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Znak, a jej autorem jest Simon Parkin.
Jestem pewien, że każdy interesujący się historią słyszał o oblężeniu Leningradu. Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły to rosyjskie miasto i całkowicie odcięły je od dostaw żywności. Władze Związku Sowieckiego nie nakazały ewakuacji ludności na czas. Dla mieszkańców Leningradu oznaczało to prawie trzy lata niewyobrażalnych cierpień. Z głodu zmarło ponad 700 tysięcy osób. Leningrad stał się niemal zbiorowym grobowcem, wymarłym miastem, miastem duchów.
W tym mieście istniała wszakże jedna niezwykła instytucja: Instytut Roślin. Był on pierwszym w historii bankiem nasion. Nikołaj Wawiłow urodził się 25 listopada 1887 roku i miał okazać się jednym z najwybitniejszych naukowców Związku Sowieckiego. Stworzył zespół, który dokonał doprawdy niezwykłej rzeczy. Wawiłow był bez reszty oddany swojej pracy. Uznanie zdobył także za granicą. Otrzymał tytuł honorowego członka od Brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego.
Instytut Roślin stał się pionierskim przedsięwzięciem, pierwszym w historii bankiem nasion. Jednak Stalin nie cenił Wawiłowa. Uważał, że jest nieprzydatny. Ambitny naukowiec przypłacił to życiem.
Jednak jego współpracownicy nie złamali danego słowa. W oblężonym Leningradzie, wśród huku niemieckich bomb i dymów pożarów starali się uratować bezcenną kolekcję nasion. Nie było to zadanie łatwe. Przede wszystkim mieszkańcy i naukowcy cierpieli niewyobrażalny głód. Jak w tej sytuacji ratować nasiona? Czy nie lepiej je po prostu zjeść i w ten sposób pomóc ludziom? Czy w imię nauki można chronić pożywienie? Pracownicy Instytutu dali jasną odpowiedź na te pytania: trzeba zrobić wszystko, aby uratować nasiona. Jak to jednak zrobić, gdy do głodu doszedł kolejny niebezpieczny czynnik: siarczysty mróz.
„Zakazany ogród Stalina” to doprawdy fascynująca książka. Jest tak z kilku powodów. Przede wszystkim autor opisuje wydarzenia, o których dziś raczej nie pamiętamy. II wojna światowa obfitowała w tyle dramatów, że jakiś Instytut Roślin z trudem przebija się do historycznego dyskursu. Nie oznacza to jednak, że temat ten nie zasługuje na naszą uwagę. Wręcz przeciwnie. Najlepiej świadczy o tym fakt, że kolekcję Wawiłowa za wszelką cenę chcieli zdobyć Niemcy. Heinz Brücher – niemiecki botanik i hodowca roślin, członek SS robił wszystko aby przejąć zbiory nasion znajdujące się w Związku Radzieckim. Wyobrażał sobie, że przewiezie je do III Rzeszy, gdzie stworzy hybrydy roślin, tak potrzebne niemieckiej gospodarce. Jego działaniami żywo interesował się sam Himmler. Przekonujemy się więc, że wojna to nie tylko starcie militarne. Wojna obejmuje także sferę gospodarczą, a nawet hodowlę roślin.
Sięgnijmy po „Zakazany ogród Stalina” i poznajmy niezwykłą historię Instytutu Roślin i jego pracowników podczas oblężenia Leningradu. To kolejna niezwykła karta historii II wojny światowej.
Wojciech Sobański
„(…) Wawiłow i jego zespół zadeklarowali, że instytut roślin nigdy więcej nie popadnie w takie zaniedbanie. A jeśli ich wielkie ambicje przyniosą owoce i uda im się wspólnie stworzyć pierwszą w historii ludzkości żywą bibliotekę nasion, to każde z nich będzie chronić ten skarb bez względu na cenę”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria II wojny światowej obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń. Często...
Przyznam szczerze – kiedyś historia zupełnie mnie nie interesowała. Wydawała mi się zbiorem dat i faktów bez emocji. To mój mąż rozbudził we mnie ciekawość przeszłości, pokazując, że za każdym wydarzeniem stoją ludzie, dramaty i wybory, które potrafią zmienić świat. Książka Simona Parkina tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.
Reportaż opowiada o jednym z najbardziej wstrząsających epizodów II wojny światowej – oblężeniu Leningradu w latach 1941–1944. W czasie gdy setki tysięcy mieszkańców miasta umierały z głodu, w Instytucie Roślin przechowywano bezcenny bank nasion – pierwszą na świecie kolekcję, która mogła stać się fundamentem bezpieczeństwa żywnościowego przyszłych pokoleń. Bohaterami książki są naukowcy, m.in. wybitny botanik Nikołaj Wawiłow oraz jego współpracownicy, którzy – mimo skrajnego głodu – strzegli ton ryżu, ziemniaków i zbóż, nie sięgając po nie nawet w obliczu śmierci.
Fabuła (choć to literatura faktu, czyta się ją jak thriller historyczny) koncentruje się na dramatycznym konflikcie moralnym: czy wolno poświęcić teraźniejszość dla przyszłości? Naukowcy stają przed niewyobrażalnym wyborem – ratować siebie i bliskich czy chronić dorobek nauki, który może kiedyś uratować miliony istnień. Parkin pokazuje oblężenie nie tylko jako militarną katastrofę, lecz przede wszystkim jako próbę człowieczeństwa.
Emocje, które dominują w książce, to napięcie, bezsilność, rozpacz, ale też podziw i wzruszenie. Czytelnik doświadcza klaustrofobicznego poczucia zamknięcia w głodującym mieście, czuje chłód, strach i wycieńczenie bohaterów. Jednocześnie rodzi się ogromny szacunek dla ich determinacji. To historia tragiczna, a zarazem inspirująca – pokazująca, jak daleko może sięgać ludzkie poświęcenie.
Styl Simona Parkina jest reporterski, skrupulatny, a przy tym niezwykle plastyczny. Autor korzysta z niepublikowanych wcześniej źródeł, dzienników i listów, dzięki czemu opowieść zyskuje autentyczność i głębię. Nie jest to sucha relacja historyczna – to narracja pełna dramaturgii, budująca napięcie niemal jak powieść sensacyjna, choć oparta wyłącznie na faktach.
Gatunkowo książka należy do literatury faktu i reportażu historycznego. To pozycja dla czytelników zainteresowanych II wojną światową, historią nauki, etyką oraz opowieściami o ludziach postawionych w ekstremalnych warunkach. Spodoba się tym, którzy cenią wnikliwe, dobrze udokumentowane publikacje, ale także osobom szukającym w historii przede wszystkim ludzkich emocji i moralnych dylematów.
Wśród najważniejszych motywów pojawiają się: głód jako broń wojny, poświęcenie jednostki dla dobra przyszłych pokoleń, odpowiedzialność naukowca, konflikt między instynktem przetrwania a ideą wyższego celu, a także kruchość cywilizacji. Silnie wybrzmiewa motyw nadziei – ukrytej w maleńkich ziarnach, które symbolizują przyszłość świata.
To niezwykła, wstrząsająca opowieść o ludziach, którzy w najciemniejszych czasach zdecydowali się chronić przyszłość kosztem własnego życia. „Zakazany ogród Stalina” zostaje w pamięci na długo i zmusza do refleksji nad ceną moralnych wyborów. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – to historia, która zmienia sposób patrzenia na wojnę i na samą istotę człowieczeństwa.
Przyznam szczerze – kiedyś historia zupełnie mnie nie interesowała. Wydawała mi się zbiorem dat i faktów bez emocji. To mój mąż rozbudził we mnie ciekawość przeszłości, pokazując, że za każdym wydarzeniem stoją ludzie, dramaty i wybory, które potrafią zmienić świat. Książka Simona Parkina tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toReportaż opowiada o jednym z najbardziej...
Nie tak łatwo trafić na reportaż, który dostarcza tak wielu faktów w tak przystępnym języku, fundując przy tym emocje. Simonowi Parkinowi udało się to doskonale.
Zakazany ogród Stalina to historia Wawiłowa, doświadczonego naukowca, który podróżując po świecie zbierał nasiona, by stworzyć ich bank i tworzyć nowe odporne odmiany roślin. To historia jego współpracowników, którzy często z poświęceniem własnego życia chronili cenne zbiory. To także dramatyczne losy mieszkańców oblężonego Leningradu. Ciężko się czyta o śmierci głodowej. Śmierć z głodu pośród skrzyń pełnych nasion i kopców ziemniaków, wyobrażacie sobie to? Jak silna musiała być determinacja pracowników, upór, wiara w sens istnienia banku nasion, że się nie złamali i nie zjedli zapasów.
Polecam. To naprawdę ciekawy reportaż.
Nie tak łatwo trafić na reportaż, który dostarcza tak wielu faktów w tak przystępnym języku, fundując przy tym emocje. Simonowi Parkinowi udało się to doskonale.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakazany ogród Stalina to historia Wawiłowa, doświadczonego naukowca, który podróżując po świecie zbierał nasiona, by stworzyć ich bank i tworzyć nowe odporne odmiany roślin. To historia jego współpracowników,...
“Troski typowe dla czasów pokoju i dostatku - utracone miłości, niewykorzystane okazje, niewypowiedziane słowa - odeszły w niepamięć, bo ustąpiły miejsca żalom z powodu niegdysiejszej rozrzutności. Głodujących dręczyły wspomnienia każdego niedojedzonego posiłku, każdej wyrzuconej skórki czy przeoczonej obierki od ziemniaka.”
Leningrad rok 1941. Niemieckie wojska otaczają miasto jednocześnie odcinając je od dostaw żywności. Blokada trwa dwa i pół roku, z głodu umiera około 750 tysięcy osób. Chociaż prawdopodobnie ta liczba powinna być znacznie wyższa, bo wiele zgonów z powodu śmierci głodowej nie odnotowano urzędowo.
Z Leningradu ewakuuje się dzieła sztuki, między innymi z Ermitażu. Nikt nie zwraca uwagi na potężny gmach, po drugiej stronie ulicy, na przeciwko sławnego muzeum, gdzie przechowywana jest unikatowa, jedyna na świecie kolekcja roślin.
Pracownicy Instytutu Roślin bez wahania stają na straży bezcennej kolekcji. Będą jej strzec przez następne miesiące za wszelką cenę. Nawet za cenę swojego życia.
“Jako pracownicy pierwszego na świecie banku nasion botanicy byli jedynymi ludźmi, którzy musieli się zmierzyć z ostatecznym i podstawowym dylematem: czy ocalić kolekcję budowaną w celu wyeliminowania masowego głodu, czy przy pomocy tej kolekcji ocalić siebie.”
Każdy, niezależnie czy interesuję się historią, czy nie, słyszał na pewno o oblężeniu Leningradu. To jedna z najbardziej znanych historii czasu II Wojny Światowej, ale również ewenement w historii dziejowej, ponieważ nigdy wcześniej, ani później, nie zdarzyło się, by jakieś miasto było odcięte od świata na tak długo. Jest to temat wielokrotnie poruszany w reportażu historycznym, artykułach prasowych, literaturze, nawet beletrystycznej, czy w filmie. Natomiast historia Instytutu Roślin, to historia zupełnie nieznana. “Zakazany ogród Stalina” to dopiero druga publikacja książkowa na ten temat i pierwsza tak wyczerpująca.
Autor wykonał tytaniczną pracę, by zrekonstruować i uporządkować na kartach tego reportażu fakty dotyczące funkcjonowania Instytutu i jego pracowników podczas oblężenia miasta. By przywrócić tym niestrudzonym ludziom należny szacunek i pamięć.
Ta historia jest bowiem nieprawdopodobna. Opisana bardzo szeroko, pokazuje nie tylko jak funkcjonował Instytut, z jakimi przeciwnościami mierzyli się jego założyciele i pracownicy, ale także jak funkcjonowało to miasto, ówczesne rosyjskie władze i najeźdźcy. Wszystko po to, by jak najlepiej oddać klimat tego strasznego dla leningradczyków czasu i pokazać jak ważne było ochronienie tej bezcennej kolekcji.
Ta książka wciąga tak, jak najlepsza powieść. Gdyby zrobić z tego film, powiedzieliby, że jest zbyt nieprawdopodobny, żeby się sprzedał… po raz kolejny życie udowadnia, że to ono pisze najbardziej nieprzewidywalne scenariusze.
Reportaż ten napisany jest prostym językiem, chociaż dotyka głęboko naukowych tematów, a także niezwykle ważkich treści, opierających się na rozważaniach egzystencjalnych, które, może właśnie przez ten nieskomplikowany przekaz, uderzają w czytelnika. Stawia przed nim niezliczoną ilość pytań, nie udzielając odpowiedzi…
To lektura, którą trzeba przepracować, taka, po której trudno sięgnąć po następną. To jedna z wielu (na szczęście) uratowanych od zapomnienia historii, które mogą nas wiele nauczyć.
Niezwykła. Potrzebna. Prawdziwa.
“Jak długo byśmy przeżyli, ty albo ja, gdyby głód nadszedł dzisiaj?”
Jak długo?
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.
“Troski typowe dla czasów pokoju i dostatku - utracone miłości, niewykorzystane okazje, niewypowiedziane słowa - odeszły w niepamięć, bo ustąpiły miejsca żalom z powodu niegdysiejszej rozrzutności. Głodujących dręczyły wspomnienia każdego niedojedzonego posiłku, każdej wyrzuconej skórki czy przeoczonej obierki od ziemniaka.”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLeningrad rok 1941. Niemieckie wojska otaczają...
Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz recenzencki.
„Zakazany ogród Stalina” to nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu ale historia naukowca Wawiłowa który był wielkim wizjonera nauki, który jako pierwszy stworzył bank roślin, ale został uciszony przez politykę. Jest to także opowieść o granicach naukowego poświęcenia. Autor przedstawia nam w tym reportażu jaka jest cienka linia między bohaterstwem a uporem tragicznym w skutkach. W książce mamy opisany mało znany wątek z historii II Wojny Światowej, w oblężonym Stalingradzie naukowcy chronią największy bank roślin przed głodującymi obrońcami miasta nawet za cenę swojej śmierci z głodu.
Podsumowując autor pokazuje nam że nawet najbardziej wizjonerska idea może zostać zniszczona przez władzę.
Bardzo polecam!!!
Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz recenzencki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zakazany ogród Stalina” to nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu ale historia naukowca Wawiłowa który był wielkim wizjonera nauki, który jako pierwszy stworzył bank roślin, ale został uciszony przez politykę. Jest to także opowieść o granicach naukowego...
W kraju który przeżył dwie rewolucje komunistyczne a po skończonej niedawno I Wojnie Światowej wewnętrzny konflikt polityczny doprowadził do załamania krajowej produkcji i dystrybucji żywności ma powstać pierwszy na świecie bank nasion, który oprócz ich przechowywania miał prowadzić eksperymenty mające na celu wyhodowanie hybryd o najbardziej pożądanych cechach genetycznych zdolnych do przetrwania w niezwykle zróżnicowanych warunkach klimatycznych aby ostatecznie doprowadzić do wyeliminowania głodu w Rosji i na całym świecie.
Zadanie to powierzono 52letniemu Nikołajowi Wawiłowowi a siedzibę Instytutu Roślin zlokalizowana w Saint Petersburgu.
Simon Parkin w swoim reportażu historycznym opierając się na niezwykle bogatych źródłach ukazał wszystkie etapy powstawania, rozwoju Banku Nasion ostatecznie skupiając się na najdłuższym w światowej historii oblężeniu miasta – Leningradu, który był blokowany od 8 września 1941 roku do 27 stycznia 1994 roku.
W tym czasie zginął z głodu co trzeci mieszkaniec miasta a naukowcy z Instytutu stali przed dylematem moralnym: chronić i bronić zgromadzone zbiory i żywność czy niwecząc ponad dwudziestoletnią pracę pomóc głodującym a przy tym sprzeciwiając się okrutnemu stalinowskiemu reżimowi.
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” to ciekawie napisana i poruszająca książka ukazująca mało znany epizod z historii oblężenia miasta. Poruszająca, wzruszająca, wciągająca.
W kraju który przeżył dwie rewolucje komunistyczne a po skończonej niedawno I Wojnie Światowej wewnętrzny konflikt polityczny doprowadził do załamania krajowej produkcji i dystrybucji żywności ma powstać pierwszy na świecie bank nasion, który oprócz ich przechowywania miał prowadzić eksperymenty mające na celu wyhodowanie hybryd o najbardziej pożądanych cechach genetycznych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytelnicze wybory rzadko kieruję ku reportażom, tym bardziej historycznym. Zwykle przeraża mnie ilość faktów skumulowana na kilkuset stronach. Książka Simona Parkina jest właśnie dla takich laików jak ja – to niezwykła historia ludzi, którzy trwali w Instytucie Roślin gdy wokoło toczyła się wojna i ryzykowali swoje życie w imię nauki.
Fabuła książki koncertuje się wokół Instytutu Roślin, założonego przez Nikołaja Wawiłowa. Wawiłow nazywany jest jedynym człowiekiem na Ziemi, który zebrał nasiona roślin uprawnych z pięciu kontynentów; w czasie swojej zawodowej działalności zorganizował 115 ekspedycji badawczych do 42 krajów. Jego celem było stworzyć odmiany roślin, które pozwolą zwalczyć głód i wykorzystane w badaniach naukowych przyczynią się do powstania nowych leków. O ironio! Nie przeczuwał pewnie, że jego pracowników wystawi na życiową próbę rozpoczęte w 1941 roku i trwające 800 dni oblężenie Leningradu.
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu” to wielowymiarowa historia. Cechuje ją dobry styl, umiejętne wyważenie wątków i duża rzetelność historyczna. To dramat wojenny w pełnej krasie, choć to nie jest opowieść o bitwach i generałach lecz heroizmie naukowców, którzy w sercu piekła oblężonego miasta bronili banku nasion. Parkin przywołuje skalę tragedii: śmierć co najmniej 750 tysięcy osób z głodu, kanibalizm i upadek cywilizacji w środku metropolii. W tym kontekście decyzja o ewakuacji zbiorów Ermitażu, gdy po drugiej stronie ulicy pozostawiono największy na świecie bank nasion nabiera charakteru tragicznego paradoksu.
„Zakazany ogród (…)” czyta się zaskakująco płynnie, choć nieustannie towarzyszy poczucie uwierania i niewygody historii. Parkin znakomicie pokazuje, że naukowcy bronili nie tylko fizycznych zasobów, ale idei swojego mentora: wizji świata wolnego od głodu, opartego na bioróżnorodności. To lektura, która zmusza do refleksji nad granicami odpowiedzialności naukowca i nad tym czym naprawdę jest dziedzictwo ludzkości. Stawia pytania i rozsiewa wątpliwości: jak ja postąpiłabym?
Czytajcie, warto!
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova i Pani Bognie z PRart Media
Czytelnicze wybory rzadko kieruję ku reportażom, tym bardziej historycznym. Zwykle przeraża mnie ilość faktów skumulowana na kilkuset stronach. Książka Simona Parkina jest właśnie dla takich laików jak ja – to niezwykła historia ludzi, którzy trwali w Instytucie Roślin gdy wokoło toczyła się wojna i ryzykowali swoje życie w imię nauki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła książki koncertuje się wokół...
Reportaż historyczny „zawiera wyraziste opisy skutków skrajnego niedożywienia dla ciała i psychiki człowieka, łącznie ze śmiercią”.
Nie zostały one zmyślone, ale oparte o źródła uczestników i świadków blokady Leningradu w latach 1941-1944 przez niemieckie wojska. Obecnie Sankt Petersburga. Trwała 872 dni, będąc najdłuższą blokadą „jakiegokolwiek miasta w udokumentowanej historii ludzkości”.
A wśród tych głodujących ludzi posuwających się do kanibalizmu – instytut roślin.
Sezam ćwierci miliona odmian nasion, pestek, orzechów, bulw i innych roślin, które mogłyby uratować od 250 tysięcy - według autora do nawet miliona zmarłych z głodu Leningradczyków - według pozostałych źródeł. W tym pracowników instytutu, którzy niczym cerberzy strzegli życiodajnego skarbu.
Do ukazania tego kontrastu potrzebne było przytoczenie wcześniej wspomnianych drastycznych opisów.
Aby zrozumieć tę kuriozalną sytuację z punktu widzenia współczesnego człowieka, autor rozpoczął reportaż od przedstawienia pomysłodawcy i twórcy instytutu roślin – Nikołaja Wawiłowa. Od kierowanej nim idei, motywacji założenia banku roślin, celu jego istnienia oraz roli, jaką miał odegrać w przyszłości ludzkości - „doprowadzić do powstania nadzwyczajnych roślin uprawnych, które pozwolą wyeliminować głód na świecie”. Instytut miał stać się „jedyną w swoim rodzaju biblioteką ziemskiej flory, zawierającą taką ilość potencjalnego życia, że po zasianiu wszystkiego, uprawieniu i zebraniu wystarczyłoby to do wyżywienia populacji Leningradu, całego Związku Radzieckiego i wszystkich innych części świata”. Natomiast „budynek był arką Noego roślin, katalogiem przeszłości i nadzieją na przyszłość, polisą ubezpieczeniową od ludzkiej obojętności i niedbalstwa”. Nikołaj Wawiłow tę wiarę w ideę wyprzedzającą swoje czasy przekazał swoim pracownikom. Dla światowego środowiska naukowego był wysokiej klasy badaczem i specjalistą oraz „człowiekiem dającym życie, budującym życie i kochającym życie bardziej niż ktokolwiek”.
To pozwoliło uchronić przyszłość ludzkości podczas straszliwego egzaminu w wojennej rzeczywistości.
Opisy walki naukowców instytutu o każde ziarno przed moskiewską biurokracją, wilgocią, mrozem, bombami, ogniem, ignorancją państwa, zwierzętami, ludźmi, a także przed zjadliwymi atakami ze strony rodzimych naukowców określających instytut roślin jako ośrodek zgniłej i fałszywej zachodniej biologii o działalności „rasistowskiej” jego założyciela, kosztem własnego zdrowia, a ostatecznie nawet życia, budziło we mnie podziw i zrozumienie przesłanek tak granicznej postawy.
Wiedziałam, skąd się brała.
Rozumiałam uzasadniające ją słowa badacza Wadima Lechnowicza, który przeżył oblężenie – „Powstrzymanie się od jedzenia kolekcji nie było trudne (...). To było po prostu niemożliwe, nie można jeść pracy swojego życia, pracy życia kolegów”. To dlatego umierali wśród worków ryżu albo z woreczkiem migdałów w ręku podczas pracy... Nie uchroniło to jednak tych heroicznych strażników przed pytaniami, które podsuwało sumienie albo system wartości. „Jeść czy nie jeść? Prosty wybór, za którym kryło się wiele złożonych pytań, a nawet kwestii tabu: czy postęp naukowy lub potrzeba prowadzenia badań może być usprawiedliwieniem dla jakiegokolwiek poświęcenia? Czy botanicy są odpowiedzialni za przetrwanie przyszłych pokoleń? Jak postępować właściwie, jeśli ta odpowiedzialność wyraźnie koliduje z obowiązkami wobec żyjących?” Niemniej to ich wybory i nieustępliwa walka również ze sobą doprowadziły do powstania banków żywności na świecie, a wśród nich Milenijnego Banku Nasion w Anglii, któremu autor poświęcił ostatnie strony.
To spuścizna również jednego, cichego bohatera tego reportażu – Nikołaja Wawiłowa.
Nie było go w obleganym Leningradzie. Aresztowany jeszcze przed blokadą miasta przebywał w więzieniu, a potem w gułagu na rozkaz szefa NKWD Ławrientija Berii i za wiedzą Stalina. Ofiary nie tyle władz sowieckich, ile zawiści jednego człowieka – Trofima Łysenki. Antagonisty w poglądach naukowych niepodzielanych przez Nikołaja Wawiłowa, który sprowadził je do egoistycznych pobudek – „niepozorny chłop z prowincji, wykorzystując pełnię straszliwej siły państwa, był współwinny morderstw tych, których uważał za snobistycznych arystokratów”. Waga emocji towarzyszących miażdżącemu procesowi niszczenia światowej sławy uczonego i człowieka była tak samo ciężka, jak trudna była walka z głodem, ochroną roślin i państwem, które wzgardziło kolekcją i zamordowało jego twórcę.
Autor wprowadził jeszcze jeden bardzo ważny, bo kontrastowy do postawy sowietów wątek.
Kuriozalny, bo doceniający osiągnięcia Nikołaja Wawiłowa przez wroga. Wręcz na tyle ceniący kolekcję, że czynił wszystko, by ją przejąć, czyli ukraść. Był nim nazistowski botanik, który wierzył, że „gdyby zdołał przejąć próbki nasion, które ze swoim zespołem zebrał Wawiłow, potrafiłby przyspieszyć nazistowskie plany ulepszenia niemieckich upraw”. Po latach określono jego działalność jako pierwsze w historii zjawisko biopiractwa.
Te trzy wyraziste naprzemiennie relacjonowane wątki budowały dynamikę reportażu.
Pełną skrajnych i zmiennych uczuć oraz sprzecznych myśli nieustannie podsuwających ponadczasowe pytania bez odpowiedzi. Bo jak odpowiedzieć jednoznacznie – „jakie poświęcenia są dopuszczalne w pogoni za postępem naukowym? W którym momencie człowiek powinien wybrać nieposłuszeństwo wobec rozkazów? Jaką odpowiedzialność ponosi każdy z nas za przetrwanie z naszymi obowiązkami wobec żyjących?” Nie mnie oceniać ich wybory, bo dopiero w obliczu głodu człowiek zdaje egzamin z życia.
Nie tylko te zagadnienia były dla mnie nowatorskie w tym reportażu.
Również holistyczne spojrzenie na oblężenie i głód, których przyczyny autor próbował wskazać, oskarżając o to przede wszystkim Stalina, a po jego śmierci radzieckich decydentów. Tym samym autor podkreślił, że dotychczasowe publikacje o blokadzie Leningradu miały charakter monotematyczny i hagiograficzny, skupiając się tylko na głodzie i bohaterskim jego przetrwaniu przez mieszkańców. Reportaż autora położenie instytutu i ludzi w nim pracujących potraktował jako punkt wyjścia do nakreślenia również polityki Stalina wobec miasta, ujmując ją w jednym, makabrycznym zdaniu – „śmierć rozwiązuje wszystkie problemy: nie ma człowieka, nie ma problemu”. Polityki stosowanej również wobec jednostki z rozkazem – „Bić, bić i jeszcze raz bić”, przy użyciu „śmiercionośnego połączenia oszczerstwa, niedbalstwa i wyzysku”. Także późniejszej polityki radzieckiego rządu zrzucającej „z państwa odpowiedzialność za śmierć ludności Leningradu”.
To emocjonujący reportaż pomimo upływu lat, bo ponadczasowy w swoim przekazie poprzez stawianie pytań, na które można odpowiedzieć jednoznacznie tylko wtedy, gdy okoliczności historii postawią człowieka w konkretnych sytuacjach, by odpowiedzieć sobie – „Czy to poświęcenie warte było swojej ceny? Czy wybór, jakiego dokonali ci mężczyźni i te kobiety, decydując się poświęcić życie prawdziwych ludzi dla dobra wielu wyobrażonych, był słuszny moralnie?”
W tym również dla mnie i każdego po mnie.
I pytanie ostatnie, może najważniejsze – co robią z tym krwawym darem współczesne pokolenia?
naostrzuksiazki.pl
Reportaż historyczny „zawiera wyraziste opisy skutków skrajnego niedożywienia dla ciała i psychiki człowieka, łącznie ze śmiercią”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zostały one zmyślone, ale oparte o źródła uczestników i świadków blokady Leningradu w latach 1941-1944 przez niemieckie wojska. Obecnie Sankt Petersburga. Trwała 872 dni, będąc najdłuższą blokadą „jakiegokolwiek miasta w udokumentowanej...
Zakazany ogród Stalina. Simon Parkin
Opowieść zapisana na stronach tego historycznego reportażu to jedna z wielu utraconych szans ludzkości na dowiedzenie, że moralność i zdrowy rozsądek górują nad egoizmem i polityką. I jak możemy się domyślić jest to historia z góry skazana na porażkę.
Simon Parkin w reportażu o pierwszym światowym banku nasion łączy historię niezwykłego talentu botanika Wawiłowa, oporu i walki z fasz.ystowskim najeźdźcą, którą musieli stoczyć heroiczni leningradczycy oraz bezlitosnej machiny stalinowskiego reżimu promującego poddańczych aparatczyków i lojalność wobec władzy.
Autor połączył reportaż z niezwykle rzadką umiejętnością barwnego opisu wydarzeń, które trzymają czytelnika w napięciu niczym dobra powieść. Balans pomiędzy heroizmem i brutalnością opisów blokady Leningradu i dramatu ludzi, którzy ją przeżyli został wyśmienicie wyważony. Historia walki o utrzymanie banku nasion i niemieckie próby jego przejęcia dodają tej historii cech powieści sensacyjnej. Jest to kolejna perspektywa na wydarzenia czasów wojny, która zaskakuje swoją aktualnością. W szczególności w kontekście głodu i obecnych problemów klimatycznych. Oddanie ludzi, pionierów w tej dziedzinie pokazuje jak łatwo można zignorować idee wychodzące poza współczesne standardy.
Reportaż świeży i rozpatrujący temat z nowej, nie znanej do tej pory perspektywy. Świetnie oddający charakterystykę czasów i nasze do nich podejście, patrzący obiektywnymi oczami na problem głodu i ludzkiego heroizmu w obliczu wojny.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak Literanova
Zakazany ogród Stalina. Simon Parkin
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść zapisana na stronach tego historycznego reportażu to jedna z wielu utraconych szans ludzkości na dowiedzenie, że moralność i zdrowy rozsądek górują nad egoizmem i polityką. I jak możemy się domyślić jest to historia z góry skazana na porażkę.
Simon Parkin w reportażu o pierwszym światowym banku nasion łączy historię...
Pozycja obowiązkowa pokazująca poświęcenie ludzi, bezduszną machinę stalinowskiego reżimu, która niszczy własnych ludzi. Mało znany wątek największego banku roślin chronionego przez naukowców , którzy zdecydowali się umrzeć z głodu, ale ochronić nasiona roślin w oblężonym Leningradzie.
Pozycja obowiązkowa pokazująca poświęcenie ludzi, bezduszną machinę stalinowskiego reżimu, która niszczy własnych ludzi. Mało znany wątek największego banku roślin chronionego przez naukowców , którzy zdecydowali się umrzeć z głodu, ale ochronić nasiona roślin w oblężonym Leningradzie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu.” Simona Parkina to nieznana historia II wojny światowej.
Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły Leningrad i na prawie trzy lata całkowicie odcięły miasto od dostaw żywności. Z głodu zmarło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób – niemal co trzeci mieszkaniec miasta.
W tym czasie zasoby zgromadzone w pierwszym w historii banku nasion znajdującym się w Leningradzie, mogły uratować mieszkańców tego miasta.
Mało tego, ich ilość wystarczyłaby do wyeliminowania głodu na całym świecie.
Ludzie umierali na ulicy z głodu, a botanicy codziennie o głodzie w niewyobrażalnym zimnie zabezpieczali przed kradzieżą i szczurami tony żywności. Chronili nasiona, które miały uchronić przyszłe pokolenia przed głodem.
„Zakazany ogród Stalina” to historia oblężenia Leningradu i ludzi, którzy w najmroczniejszych dniach tego czasu ryzykowali życie w imię nauki.
To także historia rosyjskiego uczonego, Wawiłowa, twórcy Instytutu Roślin, którego pracę lekceważył Stalin nieustannie ją utrudniając by wreszcie pozbawić go możliwości zajmowania się tym czemu poświęcił życie. To wreszcie historia Niemców, którzy za wszelką cenę chcieli przejąć kolekcję nasion zgromadzonych przez Wawiłowa i jego współpracowników.
Celem tworzonych i rozwijanych przez Wawiłowa programów hodowli roślin było doskonalenie produkcji rolnej. Bank nasion miał dążyć do wyeliminowania głodu.
„We mgle wywołanej zimnem i niedożywieniem pracownicy zaczęli ponosić śmiertelne konsekwencje wspólnej decyzji, by chronić kolekcję dla przyszłych celów, zamiast dbać o przetrwanie ludzi wokół."
„Zakazany ogród Stalina” to niesamowita i poruszająca historia skrupulatnie
udokumentowana.
Simon Parkin barwnie opowiada tragiczną, ale inspirującą historię poświęcenia Nikołaja Wawiłowa i jego zespołu botaników. Wiernie oddaje pełen napięcia obraz tej wstrząsającej historii, która
niezmiernie porusza, wywołując szereg emocji. Wciąga i zmusza do refleksji. Warto ją poznać. GORĄCO POLECAM!
„Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu.” Simona Parkina to nieznana historia II wojny światowej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLatem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły Leningrad i na prawie trzy lata całkowicie odcięły miasto od dostaw żywności. Z głodu zmarło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób – niemal co trzeci mieszkaniec miasta.
W tym czasie zasoby...
Zakazany ogród Stalina. Simon Parkin
Zanim zdecydowałam się na tę książkę przeczytałam, że jest ona "o skarbie ukrytym podczas II wojny światowej w Leningradzie, cenniejszym niż zbiory Ermitażu. Takim, którego nie doceniał Stalin, a który bardzo chcieli zdobyć hitlerowcy". Pomyślałam, że może chodzić o jakieś carskie precjoza lub rękopisy. Okazało się, że głównym tematem jest obrona pierwszego na świecie banku nasion w oblężonym podczas II wojny światowej Leningradzie. Książka jest fantastyczna, wielowymiarowa i bardzo dobrze napisana. Brawa dla autora za dobry styl, wyważenie wątków, rzetelność historyczną i pozostawianie czytelnikowi pola do rozmyślania, zadawania pytań i oceny. Po raz pierwszy dowiedziałam się, że w okresie międzywojennym wybitny naukowiec Nikołaj Wawiłow, człowiek światowy, poliglota, który z pasją zbierał botaniczne skarby, kierował pierwszym bankiem nasion. Bank ten umieszczony w budynku naprzeciwko Ermitażu stał się wyjątkowym miejscem, miejscem heroicznej pracy i śmierci głodowej pracowników instytutu roślin podczas oblężenia Leningradu. Natomiast Wawiłow, lubiany i szanowany przez międzynarodowe grono naukowców i swój zespół padł ofiarą nienawiści. Książka jest zdumiewającą i wstrząsającą historią, po zakończeniu której nasuwa się dużo pytań i refleksji. Serdecznie polecam
Zakazany ogród Stalina. Simon Parkin
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZanim zdecydowałam się na tę książkę przeczytałam, że jest ona "o skarbie ukrytym podczas II wojny światowej w Leningradzie, cenniejszym niż zbiory Ermitażu. Takim, którego nie doceniał Stalin, a który bardzo chcieli zdobyć hitlerowcy". Pomyślałam, że może chodzić o jakieś carskie precjoza lub rękopisy. Okazało się, że głównym tematem...
„Zakazany ogród Stalina” to nie tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu, ale to także opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o momentami fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka bywa linia między bohaterstwem a tragicznym uporem.
W centrum wojennych działań mieścił się magazyn pełen jedzenia. Setki tysięcy nasion, ryżu, ziemniaków, zbóż, a tuż obok ludzie, którzy umierali z powodu niedożywienia, pilnując ich jak świętości. Jedzenia, które było na wyciągnięcie ręki, a po które nikt nie mógł sięgnąć.
Przytoczona historia Wawiłowa — wizjonera nauki, który stworzył kolekcję, a potem został uciszony przez politykę może wprawić w konsternację. Pokazuje ona, że nawet najpiękniejsza idea może zostać unicestwiona przez władzę i ideologię.
„Zakazany ogród Stalina” to książka, która porusza i zmusza do myślenia.
„Zakazany ogród Stalina” to nie tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu, ale to także opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o momentami fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka bywa linia między bohaterstwem a tragicznym uporem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW centrum wojennych działań mieścił się magazyn pełen jedzenia. Setki tysięcy nasion, ryżu, ziemniaków, zbóż, a tuż obok...
Jedna z tych "przykrych" książek, które pomimo strasznej tematyki, czyli życiu w oblężonym mieście pod reżimem Stalina, dają jakieś światełko i pokazują siłę człowieka.
Książek o wojnie, jak i samym Leningradzie, jest ogromna ilość. Autor wyszedł trochę z poza ramy tego i do historii samego oblężonego miasta dodał czynnik w postaci tragedii i heroizmu konkretnej grupy - naukowców i badaczy z Instytutu Roślin.
Zebrane świadectwa pod postacią wypowiedzi, notatek, dzienników, wywiadów z potomkami i przeróżnych akt pozwoliły autorowi na wykreowanie naprawdę świetnego obrazu katastroficznej sytuacji, w której tony jedzenia znajdowały się dosłownie w drugim pomieszczeniu, a załoga Instytutu i tak wolała umrzeć z głodu, niż zaprzepaścić pracę przyjaciół, w tym Wawiłowa, dzięki któremu ten Instytut miał w ogóle rację bytu.
Postać Wawiłowa, ceniona tak kiedyś, jak i dzisiaj padła ofiarą reżimu. Pomimo poświęcenia nauce i rozpoznawalności na całym świecie nie był w stanie uchronić się od podejrzeń, a następnie od uwięzienia, co ostatecznie doprowadziło do nieuzasadnionej śmierci. Udało mu się jedynie załagodzić karę śmierci na kilkadziesiąt lat więzienia w "służbie" obłudnego państwa, ale wyniszczenie organizmu spowodowane torturami podczas przesłuchań i niedożywienie doprowadziło do tragedii.
Dopiero po wielu latach milczenia, cenzur wszelakich dzieł mających na celu upamiętnienie zmarłych (z czego z głodu umarło ponad 750 tysięcy ludzi) podczas otoczenia Leningradu, świat usłyszał o niesłychanej, katorżniczej i wydającej się absurdalną pracy w Instytucie Roślin. Ogrzewanie piwnicy z różnymi odmianami ziemniaków i odbieranie sobie w tym celu tak bardzo cennego opału, zbieranie i sadzenie ich pod ostrzałem wrogiej armii, umieranie z głodu z próbką badawczą w rękach - to tylko kilka przykładowych sytuacji, które przytacza autor.
Książka świetna, pokazuje coś znanego i okropnego, ale z innej, bardzo ciekawej perspektywy. W posłowiu autor przedstawia powód, dla którego podjął się napisania książki, jak wygląda "spuścizna" tego, co rozpoczął Wawiłow, a także moment, w którym Rosja w 2022 roku rozpoczęła inwazję na Ukrainę, co uniemożliwiło autorowi na odwiedziny Leningradu i skutecznie utrudniło mu zbieranie informacji. Bardzo polecam!
Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za egzemplarz recenzencki.
Jedna z tych "przykrych" książek, które pomimo strasznej tematyki, czyli życiu w oblężonym mieście pod reżimem Stalina, dają jakieś światełko i pokazują siłę człowieka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążek o wojnie, jak i samym Leningradzie, jest ogromna ilość. Autor wyszedł trochę z poza ramy tego i do historii samego oblężonego miasta dodał czynnik w postaci tragedii i heroizmu konkretnej grupy -...
Są książki, które czyta się jednym tchem, ale bywają też i takie, które czyta się wolno, z ciężarem w żołądku i niepokojem pod skórą. "Zakazany ogród Stalina" należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu. To również opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka bywa linia między bohaterstwem a tragicznym uporem.
Najbardziej poruszyło mnie nie samo tło wojenne — choć głód, mróz i śmierć w Leningradzie są opisane z brutalną precyzją — ale fakt, że w samym sercu tego piekła znajdował się magazyn pełen jedzenia. Dosłownie. Setki tysięcy próbek nasion, ryżu, ziemniaków, zbóż, a obok ludzie, którzy umierali z powodu niedożywienia, pilnując ich jak świętości. Ten obraz wracał do mnie długo po zamknięciu książki: naukowcy siedzący w zimnych salach, słabnący z dnia na dzień, otoczeni jedzeniem, którego nie wolno im tknąć.
Jednak autor nie robi z nich papierowych świętych. I to jest właśnie jedna z największych zalet tej książki. Bowiem twórca pokazuje ich jako ludzi rozdartych między instynktem przetrwania a poczuciem misji, między współczuciem dla głodujących mieszkańców miasta a lękiem, że zniszczenie kolekcji oznaczałoby stratę nie do odrobienia dla przyszłych pokoleń. Czy mieli rację? Nie wiem. I chyba właśnie o to chodzi — ta książka nie daje łatwych odpowiedzi.
Równie mocną stroną książki był wszechobecny cień Stalina i radzieckiego systemu. Historia Wawiłowa — wizjonera nauki, który stworzył kolekcję, a potem został zniszczony przez politykę i pseudonaukę — boli niemal fizycznie. To przypomnienie, że nawet najczystsza idea może zostać zmiażdżona przez władzę, paranoję i ideologię. I że „ratowanie przyszłości” bywa zbyt często hasłem, przez które giną konkretni ludzie.
Czytałam "Zakazany ogród Stalina" z rosnącym poczuciem niewygodny, aczkolwiek w jak najlepszym sensie tego słowa. To lektura, która nie pozwala się rozsiąść w fotelu i powiedzieć: „ja na pewno postąpiłbym lepiej”, bo prawda jest taka, że nikt z nas nie wie, co zrobiłby, mając w jednej dłoni garść ryżu, a w drugiej los przyszłych pokoleń.
Dla mnie to jedna z tych książek, które zmieniają coś w sposobie myślenia o moralności, odpowiedzialności i granicach poświęcenia. Jeśli szukacie pozycji, która naprawdę porusza i zmusza do myślenia, to będzie idealny wybór.
Są książki, które czyta się jednym tchem, ale bywają też i takie, które czyta się wolno, z ciężarem w żołądku i niepokojem pod skórą. "Zakazany ogród Stalina" należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie jest tylko reportaż historyczny o oblężeniu Leningradu. To również opowieść o granicach ludzkiego poświęcenia, o fanatycznej wierności idei i o tym, jak cienka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to