Wróć na stronę książki

Oceny książki Witajcie w Zaklętej Krainie

Średnia ocen
6,3 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
698
166

Na półkach: ,

Zdaję sobie w pełni sprawę z tego że to wczesne, a nawet bardzo wczesne utwory Jacka Piekary. Ale mówiąc szczerze, moim skromnym zdaniem i w moim literackim guście i odczuciu, czyta się to dobrze, a miejscami nawet bardzo dobrze. Ok, to tylko kilku, kilkunastostronicowe historie, pozostawiające czytelnika z uczuciem niedosytu, ale widać że już w latach ich powstania Piekara nieźle operował słowem pisanym, rozwijał swoje zainteresowania i umiejętności budowania klimatu i atmosfery utworów.
Oczywiście wszystko w tym przypadku jest kwestią gustu ale nadal warto sięgać po pierwsze literackie próby późniejszego twórcy Uniwersum Świata Inkwizytorów.

Zdaję sobie w pełni sprawę z tego że to wczesne, a nawet bardzo wczesne utwory Jacka Piekary. Ale mówiąc szczerze, moim skromnym zdaniem i w moim literackim guście i odczuciu, czyta się to dobrze, a miejscami nawet bardzo dobrze. Ok, to tylko kilku, kilkunastostronicowe historie, pozostawiające czytelnika z uczuciem niedosytu, ale widać że już w latach ich powstania Piekara...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
280
280

Na półkach:

Ponieważ lubię książki Jacka Piekary kwestią czasu było moje sięgnięvcie po ten zbiór opowiadań. Czy się zawiodłam – nie. ‘Witajcie w zaklętej krainie’ było dokładnie tym czym się spodziewałam, że będzie czyli takim średniakiem. A czemu miałam takie nastawienie? Bo jedno z dwóch głównych opowiadań już znałam :)
By być sprawiedliwą muszę przyznać, że krótsze opowiadania zawarte w tym zbiorze były całkiem ok, a tekst ‘Vergor z Białego Zakonu’ bardzo miło mnie zaskoczył (zarówno pod względem samej historii jaki i jego formy).
Czy więc polecam? Myślę, że to taka ciekawostka głównie dla fanów Jacka Piekary oraz osób czujących nostalgię za latami osiemdziesiątymi.

Ponieważ lubię książki Jacka Piekary kwestią czasu było moje sięgnięvcie po ten zbiór opowiadań. Czy się zawiodłam – nie. ‘Witajcie w zaklętej krainie’ było dokładnie tym czym się spodziewałam, że będzie czyli takim średniakiem. A czemu miałam takie nastawienie? Bo jedno z dwóch głównych opowiadań już znałam :)
By być sprawiedliwą muszę przyznać, że krótsze opowiadania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
585
346

Na półkach:

Egotyzm czy wstydliwe ujawnienie? Melancholijne spojrzenie w przeszłość czy odcinanie kuponów od zdobytej pozycji na rynku wydawniczym? Uśmiech do fanów czy cyniczny grymas? Kto to wie poza Piekarą. Ważne jest jedno - to nie jest dobra książka, jeśli pozbawić ją kontekstu. A nawet wtedy musicie autora naprawdę lubić, by cieszyć się lekturą. Albo być recenzentem, ale to gorzko-słodka fucha.

Nie mam jak zaszkodzić Piekarze to i nie muszę hamować się w swojej ocenie - “Witajcie w Zaklętej Krainie” jest pozycją słabą. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że zawarte w niej utwory pochodzą z początku kariery autora - gdyby ktokolwiek próbował teraz debiutować z pomocą takich tekstów, to raczej nie wróżyłbym mu szczególnego sukcesu. Jak pokazuje historia - nie miałbym racji, ale kto wie - być może w obecnych realiach Piekarze nie starczyłoby uporu i samozaparcia, by szlifować warsztat dalej (bo, cosik nie widzę zawartych tutaj tekstów na półkach z bestsellerami, ale może to tylko moje przeświadczenie).

“Witajcie” składa się tak naprawdę z dwóch powieści i kilku opowiadań. I tak mamy fanfic na temat Conana Barbarzyńcy; coś, co wygląda na fanfic na temat “Władcy Pierścieni” (akcja dzieje się częściowo w “Gordorze” (jak powiedzieć, że pisze się fanfic, bez mówienia, że pisze się fanfic)) i krótkie opowiadania, które są najbliższe temu jak wygląda aktualna twórczość Piekary. Conan w jego wykonaniu jest… okropny. Niby ma być już starym, doświadczonym człowiekiem, ale wypada jak nieco przygłupi osiłek bez planu, ładu i składu z obowiązkowymi scenami seksu w stylu “ale po co one tu w ogóle są”. Odpuściłbym jeszcze niezgrabności w konstrukcji fabularnej (deus ex machina i do przodu), łopatologiczność historii czy płytkie postaci, ale całość jest napisana tak niezręcznie i sztywno, że aż zgrzyta. Łamana stylizacja, dziwne konstrukcje zdań, nierówność w tonie - to naprawdę nie była dobra książka i dalej nią nie jest. “Imperium” vel “Czytałem niedawno Tolkiena” jest w sumie o niczym. Dość jasno widać konstrukcję charakterystyczną dla bardzo niedoświadczonych autorów, gdzie brak głębi świata przedstawionego przykrywa się natłokiem nazw i sztuczną historią. W pewien dziwny sposób jest to nawet urocze, “Imperium” nosi znamiona pierwszych opowiadań pisanych przez nastoletnich, przyszłych pisarzy zainspirowanych tytanami gatunku, ale czy tak powinna wyglądać proza, za którą trzeba płacić? Nie wiem, ale się domyślam. No i w końcu opowiadania - zapominalne, ale sam nie jestem pewien czy dlatego, że niedaleko im do aktualnej twórczości Piekary, z której jest znany czy tak ot, po prostu.

Czy się wyzłośliwiam? Owszem, może troszkę. Dla kontrapunktu - teraz nieco o tym, dlaczego jest to publikacja ciekawa, chociaż może tylko dla ograniczonej populacji. Fanów Piekary przepraszam, ale wykreślę Was od razu z dyskursu - fan to fan, przeczyta chociażby z kolekcjonerskiego obowiązku. Z mojej osobistej perspektywy osoby, która po prostu siedzi w fantastyce od lat i wciąż poznaje jej różne oblicza - “Witajcie w Zaklętej Krainie” jest specyficzną kapsułą czasu. Teoretycznie zdawałem sobie sprawę z tego, jak wyglądał rynek wydawniczy w zakresie fantastyki w latach 80 i 90, ale była to wiedza bardzo abstrakcyjna. Tutaj mamy żywy przykład - i przyznam, że zaczynam rozumieć złą sławę literatury fantastycznej jaką jeszcze do niedawna się cieszyła, a być może wciąż cieszy w głowach osób, których styczność z nią zamknęła się w utworach tego typu. Jeśli przyjąć te raczej pozytywne motywy stojące za wydaniem “Witajcie” to jest to dość odważny i ciekawy ruch ze strony Piekary. Natomiast, co jest bardzo ważne do podkreślenia, prototypy nigdy nie są ideałami. Nie wiem jak wyglądał rozwój fantastyki w Polsce, nie w sposób, który ma znaczenie - suche fakty nie oddają faktycznej ewolucji i tego jak kolejne pozycje pozwalały nowym autorom być coraz lepszymi w oparciu o prekursorów. Być może bez tych “nieoszlifowanych” historii Piekary nie doświadczylibyśmy niektórych z fenomenalnych, bardziej współczesnych autorów (lub byliby jeszcze lepsi, 50/50, żadna ze mnie wróżka).

Jeśli recenzujecie - “Witajcie” jest… interesujące. Niekoniecznie przyjemne, ale interesujące. Jeśli jesteście fanami - powodzenia i miłej lektury. Jeśli jesteście przypadkowym czytelnikiem szukającym solidnej rozrywki - to może jednak nie tutaj, sięgnijcie po bardziej współczesne książki Piekary jeśli chcecie poczytać coś od niego. Egotyzm, kapsuła czasu czy ukłon w stronę wiernych fanów – to niech już każdy rozstrzygnie sam w zaciszu swojego domu. Raczej odradzam, ale wiecie - gusta, guściki.

https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow

Egotyzm czy wstydliwe ujawnienie? Melancholijne spojrzenie w przeszłość czy odcinanie kuponów od zdobytej pozycji na rynku wydawniczym? Uśmiech do fanów czy cyniczny grymas? Kto to wie poza Piekarą. Ważne jest jedno - to nie jest dobra książka, jeśli pozbawić ją kontekstu. A nawet wtedy musicie autora naprawdę lubić, by cieszyć się lekturą. Albo być recenzentem, ale to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to