Można w "Przepisie doskonałym" Torgny'ego Lindgrena (przekład Dawid Jabłoński) nacieszyć się zakręconą i szaloną opowieścią.
Ale można też zanurzyć się w meandry refleksji nad tym, czym w ogóle jest opowieść.
Kto i po co opowiada?
Czy opowieść jest formą czy sensem?
Czy początek jest skutkiem czy przyczyną?
„Bez zapisywania czas przebiega koło nas.
Gdyby ktoś go zapytał: Co robiłeś przez te wszystkie lata, co ci się przydarzyło?, odpowiedziałby: Nie wiem. Poznam to, jeśli lub kiedy to zapiszę.”
„Przepis doskonały” podobał mi się nawet bardziej niż „Biblia Dorego”.
Konstrukcja powieści jest bardziej złożona, więcej w niej niespodzianek i zagadek, których rozwiązanie przynosi niezłą frajdę. Jest też więcej absurdalnego poczucia humoru.
Czy to literacka zabawa?
Czy coś więcej?
Refleksja nad tym, po co nam fikcja.
„Niżej na wzgórzu wszystko było tak, jak dnia poprzedniego: jeden obserwator obserwował obserwowanego, a drugi obserwator obserwował pierwszego obserwatora.”
Tak jak bohaterowie wyruszają w poszukiwaniu doskonałej pölsy, tak Lindgren szuka opowieści idealnej.
Przewrotna to proza. Zabawna i inteligentna.
Można w "Przepisie doskonałym" Torgny'ego Lindgrena (przekład Dawid Jabłoński) nacieszyć się zakręconą i szaloną opowieścią.
Ale można też zanurzyć się w meandry refleksji nad tym, czym w ogóle jest opowieść.
Kto i po co opowiada?
Czy opowieść jest formą czy sensem?
Czy początek jest skutkiem czy przyczyną?
„Bez zapisywania czas przebiega koło nas.
Gdyby ktoś go zapytał:...
Nauczyciel i były nazista poszukują najlepszej pölsy, ale i jakiegoś celu, w powojennej Norwegii, gdzie w ichniejszym regionie panują suchoty. A na początku lat 2000. pisarz przeżył starość i zaczął pisać.
Jak pomiędzy zdaniami o codzienności można zawrzeć tyle rozmyślań i humoru, a do tego zagadnień związanych z samym tworzeniem książki. Tak, autor zrobił swoją własna pölse o smaku tak wyrazistym że wryje się w mózg na długo, a ja jako czytelnik mogę tylko szukać innych pöls, o podobnym lub zgoła innym smaku.
Nauczyciel i były nazista poszukują najlepszej pölsy, ale i jakiegoś celu, w powojennej Norwegii, gdzie w ichniejszym regionie panują suchoty. A na początku lat 2000. pisarz przeżył starość i zaczął pisać.
Jak pomiędzy zdaniami o codzienności można zawrzeć tyle rozmyślań i humoru, a do tego zagadnień związanych z samym tworzeniem książki. Tak, autor zrobił swoją własna...
Opis podróży Martina Bormanna, adiutanta Hitlera, po powojennej Szwecji, w poszukiwaniu kaszanki idealnej.
Taki zarys fabuły może zaintrygować. Pierwsze strony książki, a wraz z nimi zawiązanie akcji, jest zabawne i szkatułkowo-pomysłowe. Pozwala uwierzyć, że faktycznie będziemy mieli tutaj do czynienia z niezwykłą przygodą. Im dalej w las, tym jednak zamiast przygody przychodzi lekkie znużenie i rozczarowanie.
Może problemem był fakt, że czytałem tę książkę nieco z doskoku. Może trzeba jej poświęcić dłuższe posiedzenia.
Reasumując, mnie ta lektura nie porwała. Z jednej strony podobała mi się poszatkowany sposób prowadzenia narracji, przeplatające się głosy, miejsca i czas. Z drugiej niektóre postaci wydały mi się wydumane, a padające co jakiś czas Mądre Zdania do Wynotowania trąciły pretensjonalnością.
Opis podróży Martina Bormanna, adiutanta Hitlera, po powojennej Szwecji, w poszukiwaniu kaszanki idealnej.
Taki zarys fabuły może zaintrygować. Pierwsze strony książki, a wraz z nimi zawiązanie akcji, jest zabawne i szkatułkowo-pomysłowe. Pozwala uwierzyć, że faktycznie będziemy mieli tutaj do czynienia z niezwykłą przygodą. Im dalej w las, tym jednak zamiast przygody...
Początkowo myślałam, ze porzucę lekturę. Wydawała się o niczym, bez konkretnego sensu.. a potem zrozumiałam.
Skandynawskie Smażone Zielone Pomidory, okraszone chłodnym, odrobine absurdalnym i skrytym humorem, bardziej fińskim niż szwedzkim. Polecam
Początkowo myślałam, ze porzucę lekturę. Wydawała się o niczym, bez konkretnego sensu.. a potem zrozumiałam.
Skandynawskie Smażone Zielone Pomidory, okraszone chłodnym, odrobine absurdalnym i skrytym humorem, bardziej fińskim niż szwedzkim. Polecam
W atmosferze wszechobecnych prątków Kocha, na szwedzkiej zapomnianej przez Boga prowincji, spotyka się dwóch outsiderów. Historia ich spotkania, domysłów na temat pochodzenia jednego z nich toczy się absurdalnie, onirycznie. Ich losy opisuje pewien starzec z własną dziwaczną historią, pensjonariusz domu opieki. Największym wyzwaniem dla głównych bohaterów jest zjedzenie pölsy doskonałej. I zdobycie przepisu. I tak niespiesznie poznajemy życie na szwedzkich peryferiach, gdzie po wojnie szaleje gruźlica, a ludzie żyją z nią za pan brat, ze spokojem przyjmując los, wykonując zwykłe codzienne prace.
W atmosferze wszechobecnych prątków Kocha, na szwedzkiej zapomnianej przez Boga prowincji, spotyka się dwóch outsiderów. Historia ich spotkania, domysłów na temat pochodzenia jednego z nich toczy się absurdalnie, onirycznie. Ich losy opisuje pewien starzec z własną dziwaczną historią, pensjonariusz domu opieki. Największym wyzwaniem dla głównych bohaterów jest zjedzenie...
DZ, czyli Doskonałe Zakończenie i to jest koronny powód, by tą książkę przeczytać. dodam tylko, że nie jest to powód jedyny, ale ten .ten jest doskonale wystarczający .isolde .oNa miejska .blog ludziemiejscy.com
DZ, czyli Doskonałe Zakończenie i to jest koronny powód, by tą książkę przeczytać. dodam tylko, że nie jest to powód jedyny, ale ten .ten jest doskonale wystarczający .isolde .oNa miejska .blog ludziemiejscy.com
Zawsze lubiłem “książkę w książce”, a ta traktuje między innymi, a może raczej przede wszystkim, o pisaniu opowieści i to w mocno starszym wieku.
Tłem jest surowe, biedne życie w latach tuż powojennych na północnym krańcu Szwecji, gdzie wciąż szaleje gruźlica.
To rzecz o wiele głębsza niż się może wydawać na pierwszy rzut oka. Tak jak lubię, fabuła jest tu mniej istotna, a najważniejszy sam proces opowiadania. A napotyka on tu poważne utrudnienia.
Narratorem (choć mocno ukrytym) jest bowiem współczesny pensjonariusz domu spokojnej starości, który po wielu, bardzo wielu latach wraca do pisania. W latach 50. wyrzucono go z gazety, do której pisywał, za rzekome czy prawdziwe - tego się nie dowiemy - konfabulacje w tekstach. Teraz, po pięćdziesięciu trzech latach, a zwłaszcza po śmierci naczelnego, który go zwolnił, wraca on do tego, co mu daje sens życia. A może chodzi i o więcej: o kreację świata...
Wszystko to jest dla mnie istotą tej książki: nie tylko nawet sama opowieść jako taka, ale przede wszystkim jej możliwość. Bo w tzw. dzisiejszych czasach okazuje się, że stuletni niemal narrator również ma kłopoty. Jego pisanie zbyt wiele kosztuje dom spokojnej starości, w którym przebywa.
“Człowiek ten bezustannie pisze – stoi przy pulpicie i przez całe długie dnie pisze. Używa do tego państwowych ołówków, własne już wszystkie wypisał. Zeszyty, w których pisze, też są państwowe, kosztują 19 koron za sztukę”.
Dlatego nikt nie chce już mu dawać materiałów piśmiennych - ot, taka skandynawska oszczędność. Piękna to szydera ze wspaniałego skandynawskiego systemu opieki społecznej...
Na twórczość narratora skarży się gmina utrzymująca dom opieki, bo żal jej pieniędzy na środki piśmiennicze. Pyta nawet wydawnictwo w Sztokholmie czy tej pisaniny nie wydadzą, aby choć częściowo pokryć część długu (sic!) który zainteresowany ma z tego tytułu wobec urzędu.
Dzięki temu chwytowi pytamy samych siebie, czy właśnie dzięki temu powstała ta książka..? Ale odpowiedź szefa wydawnictwa w tzw. naszych czasach jest jednoznaczna…
“Drukować można rzeczy, które podobają się ogółowi czytelników. Czemu teraz jest popyt na książki bardzo młodych autorów o bogatych i niezwykłych doświadczeniach z życia w wielkich miastach. On jako osoba odpowiedzialna za wydawanie książek, ma już więcej niż dość tej nieskutecznej i bezowocnej, niekiedy wręcz nihilistycznej twórczości starców”.
„Adresat listu nic już pisać nie będzie. Niech uzna swoje dzieło za ukończone. Urząd Gminy z uwagi na wyżej wymienione fakty musi mu zakazać dalszego pisania. Z wyrazami szacunku i tak dalej”.
Ale narrator wciąż pisze i pisze, powołując na, w pewnym sensie argumenty nas wszystkich…
“Tworzenie zdań stanowi tę najwyższą i najszlachetniejszą rzecz w życiu człowieka. Wielu ludzi przeżywa osiemdziesiąt czy dziewięćdziesiąt lat, nie wyprodukowawszy ani jednego zdania”.
Wraz ze starzeniem się - a właściwie dzięki snuciu swej opowieści - jego pisarska wena zyskuje z każdą chwilą na intensywności...
“Co on pisze? Notatkę. Notatkę bez początku i końca. Zwłaszcza bez końca. Czytała to? Tak. Czytała w całości, o ile w ogóle tu można mówić o jakiejś całości”.
I odpowiedź: “Ja tylko piszę notatkę, nie ponoszę żadnej odpowiedzialności. We wszystkich notatkach występują ludzie, którzy wcześniej byli kimś zupełnie innym.(...) Gdy raz człowiek wejdzie do notatki, rzekł, to potem ciężko z niej uciec”.
W kontekście gruźlicy sporo tu nawiązań do “Czarodziejskiej góry”. Gdzieś pojawia się nawet chorujący na gruźlicę chłopiec o imieniu i nazwisku Autora, którego bynajmniej nie martwi, że nie dożyje dorosłości.
Prawdziwie postmodernistyczna to książka….
I w sumie żadna opowieść - jak mówią blurby - o ukrywającym się na północy Szwecji hitlerowskim zbrodniarzu Martinie Bormannie. To tylko wątek uboczny, zresztą podczas lektury zapominamy kim on jest - nawet i on sam, aż do chwili, gdy…...
Innym ważnym tematem jest tu pytanie o prawdę: czym jest - jeśli w ogóle jest. Ta sympatyczna przypowiastka rzecz jasna nie odpowiada. Lindgren umiejętnie skrywa przed nami niemal wszystko to, co chcielibyśmy - jeszcze - wiedzieć..
“Prawda, powiedziała Ewa, jest tak okropnie jednoznaczna. Niebezpiecznie jest być niewolnikiem prawdy. Prawda to coś takiego, jak gruzełki”.
A do tego wszystkiego…. ta cała pölsa. Jakaś okropna mielonka mięsna z ziemniakami i innymi dodatkami - tradycyjna szwedzka potrawa, przewijająca się przez całą książkę - i to… brrrrr… - ze smakiem i jej producentów, i konsumentów. Cóż, od dawna nie jedząc mięsa, podczas lektury miewałem niełatwe chwile. Ale skoro na dalekiej północy Szwecji tak trzeba było wtedy jeść…
I to pölsa jest kolejnym, dla wielu głównym, tematem książki. Muszę przyznać, że ta zwyczajna, chłopska potrawa, żaden to cymes, faktycznie staje się czymś więcej niż posiłkiem służącym dostarczeniu niezbędnych kalorii. Świadczą o tym takie np. wyimki:
“Ten, kto raz odda się pölsie, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem”.
“Pölsa znajduje się poza uporządkowanym i kulturalnym społeczeństwem kropka Gdy prowadzimy puste i bezsensowne życie, a następnie stykamy się z pölsą, mówimy sobie: niezmiernym i bezbrzeżnym świecie mimo wszystko istnieje jakiś fundament, jądro czy środek, tak że nie musimy się poddawać”.
“Musimy przyznać, że pölsa nigdy nie znajduje się w nieodwracalnym stanie lub w niezmiennej formie. Jest nieobliczalna i nie przewidywalna i można powiedzieć, że zawsze pokazuje coś zupełnie nowego”.
“Jest istotna ale równocześnie ulotna, zaledwie odnosimy wrażenie, że ją znaleźliśmy, a już rozumiemy że jest to tylko dalsza wskazówka, podpowiedź lub punkt wyjścia”.
“Ten, kto raz odda się pölsie, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem. Wypełnia go także poczucie wdzięczności i chce się jakoś odpłacić. To dlatego robimy te notatki”.
„Każda rzecz ma swój czas. Jest czas na wątrobę i czas na serce, jest czas na sól czas na gotowanie marchwi i czas na ich wyjęcie, czas na dolewanie wody i czas na odlewanie nadmiaru wody”.
“Teraz wszystkie kurczaki smakują jak ryby, powiedział o posiłku, który właśnie dojadł”.
Mimo tej całej pölsy bardzo to smakowita powieść…. Pod względem północnego nastroju i surowego stylu, dość podobna do poprzedniej książki Autora - “Legendy”, jego pierwszej, którą poznałem.
Inne cytaty:
“Stawia pan wyobraźnię przeciwko prawdzie, jakby były w niezgodzie, jakby wyobraźnia nie była produktem rzeczywistości”.
“W zasadzie wszystko istniało zawsze, odpowiedział. Rzeczy tylko odrobinę zmieniają wygląd.(...) Gdzieniegdzie powstaje jakiś drobiazg z pustej nicości”.
“Czy dziś już nie istnieje nic prawdziwego i niepodrobionego?, dziwił się. Ja nie wiem, odpowiedziała Linda. Nie było mnie jeszcze na świecie, kiedy wszystko było prawdziwe”.
„Wyobraźnia jest moją pamięcią, odrzekł skromnie”.
„Pewne zdarzenia trzeba przedstawiać w takiej kolejności, w jakiej się wydarzyły, inne w odwrotnej. Skąd możemy wiedzieć, czym naprawdę jest początek: skutkiem czy przyczyną? I czym jest koniec: przyczyną czy skutkiem?”.
“Słowa pisanego i zapisanych stron nie trzeba przecież badać, notatki przebiegamy oczami a potem już się nimi nie zajmujemy, jest to w zasadzie coś jak patrzenie na przesuwający się krajobraz z okna pociągu”.
“Nie powinniśmy być w stanie rozumieć ludzi?, spytała Linda. Tak, potwierdził. Tak byłoby w ogóle najlepiej”.
“Gruźlica to naprawdę kapryśna i nieobliczalna choroba. Nawet mózg może zostać zaatakowany, ciągnął radca. A to miewa zaskakujące skutki. Jak poezja modernistyczna. Muzyka atotalna. Anarchistyczne programy polityczne. Malarstwo, które nic nie przedstawia. Ale najczęściej oczywiście zwykłe puste zidiocenie”.
“Przyszło mi do głowy, odpowiedział, że może mógłbym podzielić się z panią moją odpornością. Warto by było przynajmniej spróbować. (...). Tak, potaknęła. Ona również o tym pomyślała.(..) Byłoby to coś, jak wstrzyknięcie szczepionki do ciała człowieka, by własnymi siłami stało się odporne. Tak przyznała. Spróbować nie zaszkodzi”.
Zawsze lubiłem “książkę w książce”, a ta traktuje między innymi, a może raczej przede wszystkim, o pisaniu opowieści i to w mocno starszym wieku.
Tłem jest surowe, biedne życie w latach tuż powojennych na północnym krańcu Szwecji, gdzie wciąż szaleje gruźlica.
To rzecz o wiele głębsza niż się może wydawać na pierwszy rzut oka. Tak jak lubię, fabuła jest tu mniej istotna,...
🪶 „Przepis nie dla każdego. Ale za to doskonały.” 🪶
📍 Zachęcił mnie wątek ukrywającego się nazisty. Myślałem, że dostanę thriller z moralnym rdzeniem, duszną północną atmosferą i retrospekcjami spod znaku wojennej traumy. Dostałem... pulpitem w twarz. Bo Lindgren nie pisze książki o Bormannie. Pisze książkę o pisaniu o Bormannie. A raczej: o tym, co się dzieje z człowiekiem, któremu odebrano prawo do opowieści. I dopiero po kilkudziesięciu latach pozwolono mu ją znów wymyślić.
🪶 A że po drodze ktoś młodnieje, komuś wyrastają zęby, ktoś umiera i ktoś odnajduje „złotą górę”, to już tylko dodatki. Takie jak goździki w pölsie – nie dla każdego zjadliwe.
🧨 A teraz szczerze 🧨
Robienie literatury dla literatury, czyli konstrukcji dla samej konstrukcji, może być pociągające dla krytyka – ale przeciętnego czytelnika może zwyczajnie rozjechać. Tu nie ma klasycznej historii. Są figury, szwy, ramy i ukryte zeszyty. Miałem momenty, gdzie czytałem to jak coś ważnego. I momenty, gdzie miałem ochotę spytać: „czy ty mnie, autorze, czasem nie robisz w pölsę?”
🧂 Smakuje to tak 🧂
Jeśli ktoś lubi literackie zakwasy, metafikcję i pisanie o pisaniu – może w tym znaleźć literacką ucztę. Ale jeśli szuka wyrazistych postaci, sensownej linii fabularnej i czegoś do złapania emocjonalnie – może się odbić.
📈 Moja ocena: 6/10 - za oryginalność, za koncept. Ale też za to, że wciągnięto mnie w historię, której nie da się opowiedzieć bez przypisów.
👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁
🔸 Reporter, który nie może pisać, to jak kucharz bez ognia. Po śmierci redaktora naczelnego znów staje przy pulpicie. A z każdym zdaniem... młodnieje. Dosłownie.
🔸 Wymyślony świat zaczyna żyć. Robert Maser, który może być Bormannem. Lars Högström, który bardziej kocha gruźlicę niż ludzi.
🔸 Złota góra? Jest. Pod koniec książki narrator zostaje na saniach wywieziony przez Lindę z domu opieki. Bo może to wszystko jednak nie była fikcja?
🔸 A może to był tylko trik? Bo jak już się połknie haczyk (nazista, tajemnica, dziwne jedzenie), to potem człowiek zostaje wciągnięty w dziwną filozoficzną kołatankę o starości i słowie.
🪶 „Przepis nie dla każdego. Ale za to doskonały.” 🪶
📍 Zachęcił mnie wątek ukrywającego się nazisty. Myślałem, że dostanę thriller z moralnym rdzeniem, duszną północną atmosferą i retrospekcjami spod znaku wojennej traumy. Dostałem... pulpitem w twarz. Bo Lindgren nie pisze książki o Bormannie. Pisze książkę o pisaniu o Bormannie. A raczej: o tym, co się dzieje z...
Miałem poczucie zapętlenia. To, co stanowi opowieść pisaną przez pensjonariusza domu pomocy społecznej, jest bardziej rzeczywiste niż sama historia o mężczyźnie, który pisze.
„Czy zapis sam w sobie jest wydarzeniem?”
Czy wydarzenia, które mają początek i koniec, istnieją w rzeczywistości? A może powstają w słowach, zdaniach i akapitach, bo taka jest konsekwencja stawiania liter i czynienia zapisu? Brrrr…
Opowiadaniem historii o nauczycielu (został wyleczony z suchot i trafił na odludzie) oraz o uciekającym przed sprawiedliwością nazistowskim zbrodniarzu Lindgren zadaje pytanie o sens i piękno literackiego tworzenia. Tę dwójkę połączy pasja do odkrywania sekretu przepisu kiełbasy (sic!), co przecież samo w sobie jest nieco nieprawdopodobne ale całkiem możliwe, zaś opowieść o ich peregrynacjach, przepełniona ledwie odczuwalnym smutkiem, obezwładniającym pięknem przyrody i zapachami gotującego się wywaru, którego składniki są tak różne jak ludzie, którzy go przygotowują, staje się w pewnej chwili bliska naszym sercom.
Ale ocierając się niemalże o magię i nie zapominając o zdrowej dawce humoru (cała ta kiełbasiana epifania), Lindgren pyta również o przeszłość i dzisiaj, o dążenie do czegoś ostatecznego, nieodkrywalnego i będącego złudzeniem (trzeba szukać znaczeń wśród zdań, odrywać litery z kartki, sączyć słowa).
W „Przepisie” łamie się wszelkie zasady opowieści – autor zaznacza, że nie ma ona końca, jest w jakimś sensie wyrwana, fragmentaryczna, a jednocześnie będąca w ciągu (bo przecież jest wciąż pisana, istnieje, urzeczywistnia się), a może nawet w pewnym zapętleniu.
Jeśli porzucimy przyzwyczajenia, nie zdziwi nas nawet obecność autora na kartach własnej powieści – twórca staje się częścią historii, którą sam buduje, jest jednocześnie architektem i cegłą, postacią, która posuwa pewne wątki do przodu, a może, tak się teraz zastanawiam, jego znaczenie dla „Przepisu doskonałego” było żadne? To znów tylko mrugnięcie oka, literacki żarcik, sprawdzian na spostrzegawczość? Takie borgesowskie dumanie. I to jest dobre, to jest smaczne.
Wyciszone postaci towarzyszą tej wyprawie ku znalezieniu przepisu doskonałego – samotne kobiety, w tym taka, która poszukuje złota, milczący mężczyźni, w tym taki, który pojawia się znikąd, wszystko wie i widzi, jest aniołem stróżem, a czasami czystą furią.
Bardzo mi dobrze zrobił powrót do prozy Lindgrena – jego „Legendy” nadal uważam za jeden z lepszych zbiorów opowiadań (polecam!), zaś „Przepis” w niczym im nie ujmuje.
Miałem poczucie zapętlenia. To, co stanowi opowieść pisaną przez pensjonariusza domu pomocy społecznej, jest bardziej rzeczywiste niż sama historia o mężczyźnie, który pisze.
„Czy zapis sam w sobie jest wydarzeniem?”
Czy wydarzenia, które mają początek i koniec, istnieją w rzeczywistości? A może powstają w słowach, zdaniach i akapitach, bo taka jest konsekwencja stawiania...
"Przepis doskonały" to dziwna i nieoczywista historia.
Były zbrodniarz wojenny i nauczyciel gruźlik to główni bohaterowie historii opowiadanej przez reportera, który był świadkiem tych wydarzeń. Reportera wyrzuconego z pracy z powodu opisywania historii zmyślonych, nie opartych na faktach. Opowiada on historię niemal mistyczną, zmieniającą życie o poszukiwaniu idealnej pölsy, szwedzkiej kaszanki.
Choć z pozoru mało fascynująca w ostatecznym rozrachunku przynosi niesamowitą mieszankę dziwnego humoru, zagadki i magicznego realizmu. Nie zabraknie tu rozważań egzystencjalnych, poszukiwań przepisu na życie oraz tego co najważniejsze. To również na wskroś szwedzka aura, którą niemalże można poczuć. Przestrzeń, miejscowości, natura, społeczeństwo i szwedzka kultura.
Polecam.
"Przepis doskonały" to dziwna i nieoczywista historia.
Były zbrodniarz wojenny i nauczyciel gruźlik to główni bohaterowie historii opowiadanej przez reportera, który był świadkiem tych wydarzeń. Reportera wyrzuconego z pracy z powodu opisywania historii zmyślonych, nie opartych na faktach. Opowiada on historię niemal mistyczną, zmieniającą życie o poszukiwaniu idealnej...
Małe, szwedzkie miasteczko Aväback, zamieszkałe przez kilku mieszkańców, których nie dorwała jeszcze szalejąca epidemia gruźlicy. Trafia tam młody nauczyciel wyleczony z gruźlicy, uważający siebie za odpornego i ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem zbrodniarz wojenny Martin Bormann, udający utratę pamięci, wyposażony w obwoźny sklep tekstylny w roli kamuflażu. Tych dwoje bohaterów połączy miłość do śpiewu i pölsy- regionalnego dania, na bazie podrobów, który każda gospodyni przyrządza inaczej z sobie tylko znanymi modyfikacjami. Na niemieckim motorze ruszają oni w objazd po okolicznych wsiach i miasteczkach by znaleźć pölsę doskonałą.
I jest jeszcze niemal stuletni dziennikarz z zamiłowaniem do konfabulacji, który tę historią spisuje (a może wymyśla na bieżąco), w domu spokojnej starości. Nie ma tu explicite wyłożonych sensów, autor zostawia nam dużą dowolność w interpretacji, lubię takie zaufanie do czytelnika.
Historia jest suto okraszona absurdem, humorem i ciepłą ironią a z drugiej strony doprawiona filozoficznymi rozważaniami o życiu człowieka i naturze ludzkiej. Szczególnie uderza tu kontrast pomiędzy słabością, miernością człowieka i jego dążeniem do absolutu. Wszyscy szukamy uniesień.
Jest w tej książce jakiś spokój, neurony głaszcze kontemplacja prostego życia, niewyszukanych przyjemności, przyrody, kontaktów międzyludzkich i oczywiście jedzenia. Pokochałam opisy dań serwowanych przez gospodynię a także kolejne odsłony pölsy. Też bym wsiadła na ten motor z nimi by próbować i szukać tej najlepszej.
Nie do końca wiem, dlaczego, ale ta lektura działała na mnie kojąco i wyciszająco – czułam błogość jak po zjedzeniu doskonałego dania. To książka z kategorii do wracania po latach, nie da się z niej wyrosnąć i każda ponowna lektura może przynieść nowy sens i niezmienną przyjemność.
Małe, szwedzkie miasteczko Aväback, zamieszkałe przez kilku mieszkańców, których nie dorwała jeszcze szalejąca epidemia gruźlicy. Trafia tam młody nauczyciel wyleczony z gruźlicy, uważający siebie za odpornego i ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem zbrodniarz wojenny Martin Bormann, udający utratę pamięci, wyposażony w obwoźny sklep tekstylny w roli kamuflażu. Tych...
Wrzuć do jednego garnka 100-letniego redaktora, ukrywającego się zbrodniarza nazistę i wyleczonego gruźlika a otrzymasz wywar na bardzo dobrą książkę.
Dorzuć do tego cięty humor, groteskę i dużą szczyptę absurdu i już przepyszna lektura gotowa.
Nic tylko czytać i się delektować.
Audiobook
Wrzuć do jednego garnka 100-letniego redaktora, ukrywającego się zbrodniarza nazistę i wyleczonego gruźlika a otrzymasz wywar na bardzo dobrą książkę.
Dorzuć do tego cięty humor, groteskę i dużą szczyptę absurdu i już przepyszna lektura gotowa.
Podczas lektury „Przepisu doskonałego” mój umysł prawie się przegrzał. Torgny Lindgren w niewielkiej i z pozoru prostej historyjce zawarł takie mnóstwo znaczeń, aluzji, a przede wszystkim zagadek literackich, że musiałam się sporo namyśleć, żeby je odczytać i nadać im jakiś sens. A to znaczy, że miałam do czynienia z kawałkiem dobrej literatury, która nie tylko o czymś opowiada, ale i rzuca wyzwanie, trochę nawet gra na nosie czytającemu. I o to chodzi.
Już sam pomysł na kompozycję tej książki jest błyskotliwy. Mamy tu bowiem powieść w powieści. Bohaterem jest stuletni mieszkaniec domu opieki, który czuje w sobie przymus pisania, wskrzeszony po 40 latach, kiedy został on zwolniony z redakcji gazety za permanentne zmyślanie. Ów starzec codziennie mozolnie spisuje historię dwóch mężczyzn, którzy w powojennej Szwecji odbywają motocyklowe podróże w celu odnalezienia najsmaczniejszej pölsy (czyli mięsnego dania, składającego się głównie z podrobów i przypraw i przypominającego nieco nasz swojski salceson).
Pierwszy z nich to komiwojażer, w poprzednim życiu nazistowski zbrodniarz Martin Bormann, a drugi to wiejski nauczyciel, świeżo po pobycie w sanatorium dla gruźlików, następca zmarłego na tę chorobę innego nauczyciela. Te dwie historie nakładają się na siebie, tworząc zabawną, a jednocześnie głęboko filozoficzną opowiastkę o poszukiwaniu sensu życia i o sile słów.
W tekście wiele razy pada nazwa mitycznej potrawy pölsa, która tylko z pozoru jest zwykłym daniem. Bohaterowie, którzy ruszają jej tropem mówią o niej: „Gdy prowadzimy puste i bezsensowne życie, a następnie stykamy się z pölsą, mówimy sobie: w niezmiernym i bezbrzeżnym świecie mimo wszystko istnieje jakiś fundament, jądro czy środek, tak że nie musimy się poddawać.”, „(...) pölsa nigdy nie znajduje się w nieodwracalnym stanie lub niezmiennej formie. Jest nieobliczalna i nieprzewidywalna i można powiedzieć, że zawsze pokazuje coś zupełnie innego”, „Jest istotna, ale równocześnie ulotna, zaledwie odnosimy wrażenie, że ją znaleźliśmy, a już rozumiemy, że jest to tylko dalsza wskazówka, podpowiedź lub punkt wyjścia”. Lars i Robert gotowi są dla zaspokojenia apetytu na tę mityczną potrawę zaryzykować nawet własne życie, a jej posmakowanie zmienia ich podejście do życia. Jak sami mówią: „Ten, kto raz odda się pölsie, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem”. To dla nich coś w rodzaju Świętego Graala, życiowego celu, marzenia, którego spełnienie nadaje sens ich jałowej egzystencji.
Wątek starca spisującego historię poszukiwaczy pölsy, hojnie racząc się wódką i narażając gminę na wydatki, jest okiem puszczonym przez autora do czytelnika. W pewnym momencie już nie wiadomo, co jest zmyśleniem, do którego starzec ma dryg od dawna, a co zdarzyło się naprawdę. A może niespełniony pisarz- emeryt ma w sobie większą moc kreacyjną niż przypuszczamy? W końcu jego opiekunka przekonała się, że świat wykreowany w pisanej opowieści może zaistnieć naprawdę, i to jak!
„Przepis doskonały” to bardzo inteligentna książka. Przewrotna, groteskowa historia zmusza nas do przedzierania się przez kolejne warstwy, aby zajrzeć głębiej, zrozumieć więcej. To przepis doskonały na życie. Trochę tu klimatu „Czarodziejskiej Góry” T. Manna, trochę Monthy Pytona, trochę Doriana Greya, trochę Borgesa i wiele więcej. To danie wyrafinowane, pełne smaków, ale tylko dla smakoszy. I takim czytelnikom polecam tę powieść. Będziecie się dobrze bawić.
Podczas lektury „Przepisu doskonałego” mój umysł prawie się przegrzał. Torgny Lindgren w niewielkiej i z pozoru prostej historyjce zawarł takie mnóstwo znaczeń, aluzji, a przede wszystkim zagadek literackich, że musiałam się sporo namyśleć, żeby je odczytać i nadać im jakiś sens. A to znaczy, że miałam do czynienia z kawałkiem dobrej literatury, która nie tylko o czymś...
Skandynawowie potrafią w opowieści typu: weźmy dziarskiego stulatka plus jeszcze kilku ekscentrycznych bohaterów (niech wśród nich będzie ukrywający się na szwedzkiej prowincji wysoko postawiony nazista) i niech oni robią coś zaskakującego, na przykład zjeżdżają Szwecję w poszukiwaniu idealnej kaszanki. Tylko zazwyczaj kończy się to na pomyśle fabularnym na ciepłą kojącą książkę, którą mógłby przeczytać Artur Barciś. Tu tak nie jest. Tu poza zaskakująco-krotochwilną fabułą dostajemy przemyślaną i mądrą historię o poszukiwaniu spokoju i swojego miejsca w życiu. Rzecz z tej same półki, co Arto Paasilinna. Z przyjemnością.
Skandynawowie potrafią w opowieści typu: weźmy dziarskiego stulatka plus jeszcze kilku ekscentrycznych bohaterów (niech wśród nich będzie ukrywający się na szwedzkiej prowincji wysoko postawiony nazista) i niech oni robią coś zaskakującego, na przykład zjeżdżają Szwecję w poszukiwaniu idealnej kaszanki. Tylko zazwyczaj kończy się to na pomyśle fabularnym na ciepłą kojącą...
Każde spotkanie z twórczością Lindgrena jest dla mnie i zaszczytem i przygodą. Jego poczucie humoru, silnie zabarwione absurdem, umiłowanie groteski, czasem odniesienia do dzieł wielkiej literatury (nawiązanie do Doriana Graya było poruszające i prawdziwie zabawne) są ucztą dla czytających.
Jest w tym pisarstwie swawola i szaleństwo. Zwyczajne szaleństwo. Nieskrępowane, naturalne, sprawiające wrażenia płynącego z potrzeby, bardzo na miejscu, nieprzekombinowane, wystarczające, nie za zbyt, niezbyt nadto.
Przy całej tej energii słowa i języka trzeba jeszcze mieć przestrzeń na poruszanie się między prawdą a fikcją, tym co rzeczywiste, a tym co iluzyjne.
Gdy, po raz kolejny, okazuje się, że przeszłość ma wielki wpływ na to co dzieje się dziś, Autor próbuje oswoić czytelników z tą właśnie prawdą. Czasem zbrodniarz wojenny udaje komiwojażera. Czasem dziennikarz udaje, że historie, które opisał i spreparował wydarzyły się naprawdę. Czasem pensjonariusz domu starców młodnieje, strasząc tym samym personel zakładu. Czasem ktoś jeździ po całym regionie Szwecji, by znaleźć doskonały salceson. Czasem wiejski nauczyciel wygłasza do gruźlicznych uczniów tyrradę o "wykasływaniu się do zdrowia". Takie sprawy. Takie historie. Takie emocje.
Jest dziwnie, ale nie dziwacznie, jest z morałem, sensem i wielką swobodą i wyobraźnią.
Każde spotkanie z twórczością Lindgrena jest dla mnie i zaszczytem i przygodą. Jego poczucie humoru, silnie zabarwione absurdem, umiłowanie groteski, czasem odniesienia do dzieł wielkiej literatury (nawiązanie do Doriana Graya było poruszające i prawdziwie zabawne) są ucztą dla czytających.
Jest w tym pisarstwie swawola i szaleństwo. Zwyczajne szaleństwo. Nieskrępowane,...
Czy poszukiwanie kiełbasy, lub szwedzkiej pölsy może stać się kanwą dla wciągającej powieści? Wychodzi na to, że tak, gdyż autor poprzez humor przemyca wiele ciekawych treści.
Wchodząc w świat Torgny Lindgrena, trzeba swoje oczekiwania pozostawić za drzwiami. Potrafi jak nikt powywracać koncepty i stworzyć im nowe, bardzo surrealistyczne a jednocześnie prawdziwe formy. Postaci są wyjęte z własnych wyobrażeń i tworzą mozaikę przypadkowości, która splata się w logiczną całość, w tym miejscu, i w tym czasie, w którym autor sobie to wymyślił. Ujął bym to określeniem bizarnej normalności, której jesteśmy świadkami każdego dnia, lecz niekoniecznie ją zauważamy.
Przepis doskonały to historia nauczyciela i zbiegłego Niemca, którzy przybywają do małej miejscowości w Szwecji. Ten pierwszy po wypisaniu ze szpitala, ten drugi ukrywający się po służbie w czasach wojny. Łączą siły w poszukiwaniu najsmaczniejszej pölsy w okolicy budząc przy tym niedowierzanie miejscowej ludności. Wieść się niesie, a bohaterowie nie ustają w swoich poszukiwaniach.
Z uśmiechem przyjąłem tę historię, która bardzo dobrze napisana, momentami prowadzi nas donikąd, a momentami porusza do głębszej refleksji. Znalazłem w niej absurd, który rządzi się swoimi prawami i surrealizm, nie wyrażony w obrazach czy opisach, a w zwykłości ludzkiej egzystencji.
Polecam bardzo. Chociaż nie dla każdego to książka. Ale każdy powinien spróbować jej smaku, w końcu to najlepsza pölsa w okolicy.
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki.
Czy poszukiwanie kiełbasy, lub szwedzkiej pölsy może stać się kanwą dla wciągającej powieści? Wychodzi na to, że tak, gdyż autor poprzez humor przemyca wiele ciekawych treści.
Wchodząc w świat Torgny Lindgrena, trzeba swoje oczekiwania pozostawić za drzwiami. Potrafi jak nikt powywracać koncepty i stworzyć im nowe, bardzo surrealistyczne a jednocześnie prawdziwe formy....
Ekscentrycznemu pensjonariuszowi domu pomocy społecznej nadarza się okazja dokończenia opowieści o wyleczonym z gruźlicy nauczycielu oraz nazistowskim zbrodniarzu w roli handlarza tekstyliów. Koniec wojny, bieda szaleje, galopujące suchoty zbierają żniwo w całej Szwecji, lecz żadna z tych przeszkód nie zatrzyma śmiałków w poszukiwaniu najlepszej pölsy.
Podobnie jak pensjonariusz zmusza swoich bohaterów do podejmowania coraz śmielszych wyzwań, Torgny Lindgren zastawia najróżniejsze pułapki na niepokornego czytelnika, któremu trudno odrzucić założenie o konkretnej interpretacji całego tekstu lub przyjąć twierdzenie o braku określonego znaczenia zwariowanej historii z elementami czarnego humoru. Absurd może być potężną bronią w rękach pisarza, o ile pojawia się na wielu płaszczyznach danej powieści. W „Przepisie doskonałym” mnożenie niedorzeczności prowadzi do pytania o celowość tworzenia historii literackiego szaleństwa sędziwego pensjonariusza oraz osobliwej zażyłości nauczyciela i wojennego zbrodniarza ze smutnym finałem.
Najbliżej mi do stanowiska o uznaniu tej intertekstualnej prozy za groteskę powojnia z wyraźnym zaakcentowaniem zależności pomiędzy wolnością, wyobraźnią oraz pamięcią. Niby nic nowego, aczkolwiek w powieści Torgny'ego Lindgrena zyskują wartość tylko wtedy, gdy myśli rozpędzonego umysłu można przelać na papier. Wyborna lektura dla każdego, kto poszukuje czytelniczych wyzwań i nie boi się zanurzyć w tekście rwącym jak rzeka.
Ekscentrycznemu pensjonariuszowi domu pomocy społecznej nadarza się okazja dokończenia opowieści o wyleczonym z gruźlicy nauczycielu oraz nazistowskim zbrodniarzu w roli handlarza tekstyliów. Koniec wojny, bieda szaleje, galopujące suchoty zbierają żniwo w całej Szwecji, lecz żadna z tych przeszkód nie zatrzyma śmiałków w poszukiwaniu najlepszej pölsy.
#przepisdoskonały to powieść wielowymiarowa, którą można odbierać w różny sposób. Jedni będą odczytywać ją dosłownie i będzie to dla nich lekka, humorystyczna opowieść o poszukiwaniu idealnego przepisu na szwedzką kiełbasę „pölsę”. Dla pozostałych lub jeśli zwrócimy uwagę na inne aspekty, to odkryjemy głęboką analizę ludzkiej natury, a także obraz społeczeństwa zmagającego się z traumą przeszłości.
Obsesyjne poszukiwanie idealnego przepisu przez dwóch przyjaciół dla jednego z nich jest ucieczką od własnych traum i leków, a dla drugiego schronieniem przed nazistowską przeszłością. Każdy z nich w tej podróży próbuje odnaleźć sens życia, w świecie, który wydaje się pozbawiony sensu.
Lindgren porusza też złożone tematy społeczne, takie jak życie po wojnie, wykluczenie, kultura i tradycja, podążanie za trendami, utrata tożsamości oraz ile znaczy słowo pisane w kształtowaniu prawdy i fałszu.
Podsumowując, "Przepis doskonały" Torgny'ego Lindgrena to lektura, która z pozoru absurdalna i groteskowa, w istocie dotyka fundamentalnych kwestii psychologicznych i społecznych. To propozycja dla czytelników poszukujących niekonwencjonalnej, inteligentnej i skłaniającej do myślenia prozy. Jeśli lubicie książki, które bawią, zaskakują i zostawiają z mnóstwem pytań, koniecznie sięgnijcie po tę pozycję!
*Książka zawiera też na marginesach ciekawe informacje z kultury i tradycjach w Szwecji. Dzięki temu mamy okazję lepiej poznać ten kraj. To kolejny wymiar tej powieści- edukacyjny
#przepisdoskonały to powieść wielowymiarowa, którą można odbierać w różny sposób. Jedni będą odczytywać ją dosłownie i będzie to dla nich lekka, humorystyczna opowieść o poszukiwaniu idealnego przepisu na szwedzką kiełbasę „pölsę”. Dla pozostałych lub jeśli zwrócimy uwagę na inne aspekty, to odkryjemy głęboką analizę ludzkiej natury, a także obraz społeczeństwa zmagającego...
Kiedy ostatnio przeczytaliście książkę, która rozśmieszyła Was do łez?
Gdyby Jorge Luis Borges i Monty Python spotkali się na wspólnym gotowaniu, mogłoby z tego wyjść coś podobnego do "Przepisu doskonałego" Lindgrena.
Książka, która z pozoru jest opowieścią o poszukiwaniu pölsy doskonałej, szybko zmienia się w groteskowy teatr absurdu. Przecieramy oczy ze zdumienia, będąc w szalonej podróży razem z autorem notatki, która opisuje kulinarną obsesję nauczyciela (byłego gruźlika, podobno już wyleczonego i odpornego, albo i nie), który razem z byłym esesmanem Martinem Bormannem (obecnie pod przykrywką jako Robert Maser) wynajmują dwa pokoje u gospodyni, skąd wyruszają na motocyklu w różne rejony Aväback (tak, to wymyślona kraina), by poznać różne rodzaje pölsy, dania przygotowywanego na ogół z najróżniejszych części mięsnych podrobów (czasami i z wiewiórek).
Całość opowiada nam staruszek, który ma już 100 lat i zamiast zmierzać ku końcowi, zaczyna pomału młodnieć. Kilkadziesiąt lat temu został zwolniony z gazety z powodu zmyślania notatek, które pisał. Jednak tę konkretną zamierza dokończyć.
Narrator prowadzi nas przez opowieść z zimnym humorem i błyskotliwą ironią, balansując na granicy groteski i literackiej gry z czytelnikiem. Ostatecznie Przepis doskonały to nie tylko opowieść o jedzeniu – to pastisz historii, filozofii i obsesji, które napędzają ludzi ku najbardziej absurdalnym celom. Bo jeśli Borges nauczył nas, że rzeczywistość to labirynt, a Monty Python, że nie warto jej traktować zbyt serio, to ta książka udowadnia, że kuchnia jest miejscem, gdzie te dwie prawdy splatają się w jedno.
I tak oto zostajemy z pytaniem: czy pölsa doskonała w ogóle istnieje, czy też – jak każda utopia – okazuje się mrzonką? A może w tym właśnie tkwi jej piękno?
Cudowna książka!
Kiedy ostatnio przeczytaliście książkę, która rozśmieszyła Was do łez?
Gdyby Jorge Luis Borges i Monty Python spotkali się na wspólnym gotowaniu, mogłoby z tego wyjść coś podobnego do "Przepisu doskonałego" Lindgrena.
Książka, która z pozoru jest opowieścią o poszukiwaniu pölsy doskonałej, szybko zmienia się w groteskowy teatr absurdu. Przecieramy oczy ze zdumienia, będąc...
„Wielu ludzi przeżywa życie, nie wyprodukowawszy ani jednego zdania”.
Cenię opowieści tego autora za to, że pobudzają synapsy do głębszej refleksji. Zmuszają do wytężenia umysłu. Lindgren traktuje czytelników z należną rewerencją. Nie narzuca kluczy interpretacyjnych, bogatych w znaczenia, które tkwią w tonie jego twórczości. Pod podszewką groteski, humoru sytuacyjnego, realizmu magicznego oraz absurdu podejmuje temat upadku i poszukiwania przepisu na potrawę określaną jako „pölsa”, z perspektywy nieszablonowych, niejednoznacznych bohaterów. W świecie przypominającym dzieła Borgesa zwraca szczególną uwagę na wpływ przeszłości na teraźniejszość i upadek ideałów. Peroruje o dążeniu do absolutu, które zawsze kończy się fiaskiem. Kreując zdegenerowane, neurotyczne postacie balansujące na granicy rzeczywistości i fantasmagorii, ukazuje uniwersalne prawdy o kondycji ludzkiej oraz zróżnicowane podejścia do prawdy i nowych początków na zgliszczach. Znakomicie operuje kontrastami, ciekawie zderzając różne formy eskapizmu (czym jest opisywana droga), granice wolności sztuki, a także selektywność i rolę pamięci. Odnosi się do egzystencjalnego bólu oraz pokłosia wojny, które często zmieniają światopogląd, powodują upadek człowieczeństwa. Jego styl, jak zawsze, jest kostyczny, zanurzony po brzegi w metaforze. Nie da się ukryć, że wyobraźnia Szweda niczym plazma.„Przepis doskonały” to intelektualna, eksperymentalna, intertekstualna i angażująca rozrywka. Stanowi odtrutkę na szarugę za oknem, która jeszcze długo po przeczytaniu pozostaje pod woalem powiek. Przez wzgląd na ilość poruszonych wątków i mnogość rozczytań stanowi idealny wybór do długich rozmów w klubach czytelniczych. Przekład Dawid Jabłoński
„Wielu ludzi przeżywa życie, nie wyprodukowawszy ani jednego zdania”.
Cenię opowieści tego autora za to, że pobudzają synapsy do głębszej refleksji. Zmuszają do wytężenia umysłu. Lindgren traktuje czytelników z należną rewerencją. Nie narzuca kluczy interpretacyjnych, bogatych w znaczenia, które tkwią w tonie jego twórczości. Pod podszewką groteski, humoru sytuacyjnego,...
"żebyście z czasem wszyscy
wkroczyli w życie z odpornością"
.
Wszystko ma tutaj sens- pomimo znamion absurdu, pomimo irracjonalnego poczucia bycia tylko widzem, który mierzy się z interpretacją tego, co niejednokrotnie wymyka się logicznej interpretacji. Wszystko tutaj naznaczone jest wieloznacznością, rozpięte w szerokim spectrum możliwości odczytań- tym większym, im więcej jest w tym uniwersum groteskowości, a nawet szaleństwa.
.
Kiedy jednym lub dwoma słowami miałoby się opisać "Przepis doskonały" to na myśl przychodzi właśnie groteska i metafora. Bo kiedy Martin Bormann po swojej ucieczce z Niemiec do Szwecji wraz z nauczycielem, ozdrowiałym gruźlikiem przemierza Szwecję na niemieckim motocyklu, smakując różne rodzaje i smaki pölsy - można zadać sobie pytanie- czego tak naprawdę obaj szukają. I czy jest to doskonała pölsa właśnie... I nawet jeśli owe szaleńcze wyprawy to tylko (być może) wytwór wyobraźni pewnego staruszka oddanego namiętności pisania u kresu swego żywota, którego rzeczywisty świat ogranicza się do ścian domu opieki społecznej - to zdaje się- dla świata wyobraźni nie ma granic. Ale czy owe "notatki" - napędzane chęcią "snucia lukratywnych fantazji" - to nie "produkt rzeczywistości" jednak? Gdyż każdym słowem wywodzący się z "głębin spostrzegawczości", poznania, obserwacji świata. I powagi piszącego, choć o rzeczach często nie do końca poważnych.
.
"Wielu ludzi przeżywa życie nie wyprodukowawszy ani jednego zdania"
.
Kiedy więc zdjąć maskę groteski, ukazuje się naszym oczom refleksja na temat tworzenia, granic wolności w tworzeniu, rangi tego, co zapisane i zamknięte w słowo, roli pamięci, wspomnień, definicji prawdy i kłamstwa. Jest to awangardowe i odkrywcze zarazem. Ten, kto pod pozorną "dziwnością" fabuły lubi poszukiwać ukrytych znaczeń - będzie usatysfakcjonowany. I zaskoczony- tym, dokąd szaleńcze wyprawy bohaterów opętanych smakiem pölsy mogą doprowadzić. A nawet- jeśli całość- to tylko "popis literacki" staruszka- byłego dziennikarza- to czasami trzeba "wykasłać się do odporności". I tej odporności- na wszelkie rodzaje "zainfekowania"- być może Lindgren nas właśnie uczy...
"żebyście z czasem wszyscy
wkroczyli w życie z odpornością"
.
Wszystko ma tutaj sens- pomimo znamion absurdu, pomimo irracjonalnego poczucia bycia tylko widzem, który mierzy się z interpretacją tego, co niejednokrotnie wymyka się logicznej interpretacji. Wszystko tutaj naznaczone jest wieloznacznością, rozpięte w szerokim spectrum możliwości odczytań- tym większym, im...
Przepis doskonały i wyśmienita uczta ! Jestem oczarowana.
Przepis doskonały i wyśmienita uczta ! Jestem oczarowana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna w "Przepisie doskonałym" Torgny'ego Lindgrena (przekład Dawid Jabłoński) nacieszyć się zakręconą i szaloną opowieścią.
Ale można też zanurzyć się w meandry refleksji nad tym, czym w ogóle jest opowieść.
Kto i po co opowiada?
Czy opowieść jest formą czy sensem?
Czy początek jest skutkiem czy przyczyną?
„Bez zapisywania czas przebiega koło nas.
Gdyby ktoś go zapytał: Co robiłeś przez te wszystkie lata, co ci się przydarzyło?, odpowiedziałby: Nie wiem. Poznam to, jeśli lub kiedy to zapiszę.”
„Przepis doskonały” podobał mi się nawet bardziej niż „Biblia Dorego”.
Konstrukcja powieści jest bardziej złożona, więcej w niej niespodzianek i zagadek, których rozwiązanie przynosi niezłą frajdę. Jest też więcej absurdalnego poczucia humoru.
Czy to literacka zabawa?
Czy coś więcej?
Refleksja nad tym, po co nam fikcja.
„Niżej na wzgórzu wszystko było tak, jak dnia poprzedniego: jeden obserwator obserwował obserwowanego, a drugi obserwator obserwował pierwszego obserwatora.”
Tak jak bohaterowie wyruszają w poszukiwaniu doskonałej pölsy, tak Lindgren szuka opowieści idealnej.
Przewrotna to proza. Zabawna i inteligentna.
Można w "Przepisie doskonałym" Torgny'ego Lindgrena (przekład Dawid Jabłoński) nacieszyć się zakręconą i szaloną opowieścią.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle można też zanurzyć się w meandry refleksji nad tym, czym w ogóle jest opowieść.
Kto i po co opowiada?
Czy opowieść jest formą czy sensem?
Czy początek jest skutkiem czy przyczyną?
„Bez zapisywania czas przebiega koło nas.
Gdyby ktoś go zapytał:...
Nauczyciel i były nazista poszukują najlepszej pölsy, ale i jakiegoś celu, w powojennej Norwegii, gdzie w ichniejszym regionie panują suchoty. A na początku lat 2000. pisarz przeżył starość i zaczął pisać.
Jak pomiędzy zdaniami o codzienności można zawrzeć tyle rozmyślań i humoru, a do tego zagadnień związanych z samym tworzeniem książki. Tak, autor zrobił swoją własna pölse o smaku tak wyrazistym że wryje się w mózg na długo, a ja jako czytelnik mogę tylko szukać innych pöls, o podobnym lub zgoła innym smaku.
Nauczyciel i były nazista poszukują najlepszej pölsy, ale i jakiegoś celu, w powojennej Norwegii, gdzie w ichniejszym regionie panują suchoty. A na początku lat 2000. pisarz przeżył starość i zaczął pisać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak pomiędzy zdaniami o codzienności można zawrzeć tyle rozmyślań i humoru, a do tego zagadnień związanych z samym tworzeniem książki. Tak, autor zrobił swoją własna...
Opis podróży Martina Bormanna, adiutanta Hitlera, po powojennej Szwecji, w poszukiwaniu kaszanki idealnej.
Taki zarys fabuły może zaintrygować. Pierwsze strony książki, a wraz z nimi zawiązanie akcji, jest zabawne i szkatułkowo-pomysłowe. Pozwala uwierzyć, że faktycznie będziemy mieli tutaj do czynienia z niezwykłą przygodą. Im dalej w las, tym jednak zamiast przygody przychodzi lekkie znużenie i rozczarowanie.
Może problemem był fakt, że czytałem tę książkę nieco z doskoku. Może trzeba jej poświęcić dłuższe posiedzenia.
Reasumując, mnie ta lektura nie porwała. Z jednej strony podobała mi się poszatkowany sposób prowadzenia narracji, przeplatające się głosy, miejsca i czas. Z drugiej niektóre postaci wydały mi się wydumane, a padające co jakiś czas Mądre Zdania do Wynotowania trąciły pretensjonalnością.
Opis podróży Martina Bormanna, adiutanta Hitlera, po powojennej Szwecji, w poszukiwaniu kaszanki idealnej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTaki zarys fabuły może zaintrygować. Pierwsze strony książki, a wraz z nimi zawiązanie akcji, jest zabawne i szkatułkowo-pomysłowe. Pozwala uwierzyć, że faktycznie będziemy mieli tutaj do czynienia z niezwykłą przygodą. Im dalej w las, tym jednak zamiast przygody...
Początkowo myślałam, ze porzucę lekturę. Wydawała się o niczym, bez konkretnego sensu.. a potem zrozumiałam.
Skandynawskie Smażone Zielone Pomidory, okraszone chłodnym, odrobine absurdalnym i skrytym humorem, bardziej fińskim niż szwedzkim. Polecam
Początkowo myślałam, ze porzucę lekturę. Wydawała się o niczym, bez konkretnego sensu.. a potem zrozumiałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkandynawskie Smażone Zielone Pomidory, okraszone chłodnym, odrobine absurdalnym i skrytym humorem, bardziej fińskim niż szwedzkim. Polecam
W atmosferze wszechobecnych prątków Kocha, na szwedzkiej zapomnianej przez Boga prowincji, spotyka się dwóch outsiderów. Historia ich spotkania, domysłów na temat pochodzenia jednego z nich toczy się absurdalnie, onirycznie. Ich losy opisuje pewien starzec z własną dziwaczną historią, pensjonariusz domu opieki. Największym wyzwaniem dla głównych bohaterów jest zjedzenie pölsy doskonałej. I zdobycie przepisu. I tak niespiesznie poznajemy życie na szwedzkich peryferiach, gdzie po wojnie szaleje gruźlica, a ludzie żyją z nią za pan brat, ze spokojem przyjmując los, wykonując zwykłe codzienne prace.
W atmosferze wszechobecnych prątków Kocha, na szwedzkiej zapomnianej przez Boga prowincji, spotyka się dwóch outsiderów. Historia ich spotkania, domysłów na temat pochodzenia jednego z nich toczy się absurdalnie, onirycznie. Ich losy opisuje pewien starzec z własną dziwaczną historią, pensjonariusz domu opieki. Największym wyzwaniem dla głównych bohaterów jest zjedzenie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDZ, czyli Doskonałe Zakończenie i to jest koronny powód, by tą książkę przeczytać. dodam tylko, że nie jest to powód jedyny, ale ten .ten jest doskonale wystarczający .isolde .oNa miejska .blog ludziemiejscy.com
DZ, czyli Doskonałe Zakończenie i to jest koronny powód, by tą książkę przeczytać. dodam tylko, że nie jest to powód jedyny, ale ten .ten jest doskonale wystarczający .isolde .oNa miejska .blog ludziemiejscy.com
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawsze lubiłem “książkę w książce”, a ta traktuje między innymi, a może raczej przede wszystkim, o pisaniu opowieści i to w mocno starszym wieku.
Tłem jest surowe, biedne życie w latach tuż powojennych na północnym krańcu Szwecji, gdzie wciąż szaleje gruźlica.
To rzecz o wiele głębsza niż się może wydawać na pierwszy rzut oka. Tak jak lubię, fabuła jest tu mniej istotna, a najważniejszy sam proces opowiadania. A napotyka on tu poważne utrudnienia.
Narratorem (choć mocno ukrytym) jest bowiem współczesny pensjonariusz domu spokojnej starości, który po wielu, bardzo wielu latach wraca do pisania. W latach 50. wyrzucono go z gazety, do której pisywał, za rzekome czy prawdziwe - tego się nie dowiemy - konfabulacje w tekstach. Teraz, po pięćdziesięciu trzech latach, a zwłaszcza po śmierci naczelnego, który go zwolnił, wraca on do tego, co mu daje sens życia. A może chodzi i o więcej: o kreację świata...
Wszystko to jest dla mnie istotą tej książki: nie tylko nawet sama opowieść jako taka, ale przede wszystkim jej możliwość. Bo w tzw. dzisiejszych czasach okazuje się, że stuletni niemal narrator również ma kłopoty. Jego pisanie zbyt wiele kosztuje dom spokojnej starości, w którym przebywa.
“Człowiek ten bezustannie pisze – stoi przy pulpicie i przez całe długie dnie pisze. Używa do tego państwowych ołówków, własne już wszystkie wypisał. Zeszyty, w których pisze, też są państwowe, kosztują 19 koron za sztukę”.
Dlatego nikt nie chce już mu dawać materiałów piśmiennych - ot, taka skandynawska oszczędność. Piękna to szydera ze wspaniałego skandynawskiego systemu opieki społecznej...
Na twórczość narratora skarży się gmina utrzymująca dom opieki, bo żal jej pieniędzy na środki piśmiennicze. Pyta nawet wydawnictwo w Sztokholmie czy tej pisaniny nie wydadzą, aby choć częściowo pokryć część długu (sic!) który zainteresowany ma z tego tytułu wobec urzędu.
Dzięki temu chwytowi pytamy samych siebie, czy właśnie dzięki temu powstała ta książka..? Ale odpowiedź szefa wydawnictwa w tzw. naszych czasach jest jednoznaczna…
“Drukować można rzeczy, które podobają się ogółowi czytelników. Czemu teraz jest popyt na książki bardzo młodych autorów o bogatych i niezwykłych doświadczeniach z życia w wielkich miastach. On jako osoba odpowiedzialna za wydawanie książek, ma już więcej niż dość tej nieskutecznej i bezowocnej, niekiedy wręcz nihilistycznej twórczości starców”.
„Adresat listu nic już pisać nie będzie. Niech uzna swoje dzieło za ukończone. Urząd Gminy z uwagi na wyżej wymienione fakty musi mu zakazać dalszego pisania. Z wyrazami szacunku i tak dalej”.
Ale narrator wciąż pisze i pisze, powołując na, w pewnym sensie argumenty nas wszystkich…
“Tworzenie zdań stanowi tę najwyższą i najszlachetniejszą rzecz w życiu człowieka. Wielu ludzi przeżywa osiemdziesiąt czy dziewięćdziesiąt lat, nie wyprodukowawszy ani jednego zdania”.
Wraz ze starzeniem się - a właściwie dzięki snuciu swej opowieści - jego pisarska wena zyskuje z każdą chwilą na intensywności...
“Co on pisze? Notatkę. Notatkę bez początku i końca. Zwłaszcza bez końca. Czytała to? Tak. Czytała w całości, o ile w ogóle tu można mówić o jakiejś całości”.
I odpowiedź: “Ja tylko piszę notatkę, nie ponoszę żadnej odpowiedzialności. We wszystkich notatkach występują ludzie, którzy wcześniej byli kimś zupełnie innym.(...) Gdy raz człowiek wejdzie do notatki, rzekł, to potem ciężko z niej uciec”.
W kontekście gruźlicy sporo tu nawiązań do “Czarodziejskiej góry”. Gdzieś pojawia się nawet chorujący na gruźlicę chłopiec o imieniu i nazwisku Autora, którego bynajmniej nie martwi, że nie dożyje dorosłości.
Prawdziwie postmodernistyczna to książka….
I w sumie żadna opowieść - jak mówią blurby - o ukrywającym się na północy Szwecji hitlerowskim zbrodniarzu Martinie Bormannie. To tylko wątek uboczny, zresztą podczas lektury zapominamy kim on jest - nawet i on sam, aż do chwili, gdy…...
Innym ważnym tematem jest tu pytanie o prawdę: czym jest - jeśli w ogóle jest. Ta sympatyczna przypowiastka rzecz jasna nie odpowiada. Lindgren umiejętnie skrywa przed nami niemal wszystko to, co chcielibyśmy - jeszcze - wiedzieć..
“Prawda, powiedziała Ewa, jest tak okropnie jednoznaczna. Niebezpiecznie jest być niewolnikiem prawdy. Prawda to coś takiego, jak gruzełki”.
A do tego wszystkiego…. ta cała pölsa. Jakaś okropna mielonka mięsna z ziemniakami i innymi dodatkami - tradycyjna szwedzka potrawa, przewijająca się przez całą książkę - i to… brrrrr… - ze smakiem i jej producentów, i konsumentów. Cóż, od dawna nie jedząc mięsa, podczas lektury miewałem niełatwe chwile. Ale skoro na dalekiej północy Szwecji tak trzeba było wtedy jeść…
I to pölsa jest kolejnym, dla wielu głównym, tematem książki. Muszę przyznać, że ta zwyczajna, chłopska potrawa, żaden to cymes, faktycznie staje się czymś więcej niż posiłkiem służącym dostarczeniu niezbędnych kalorii. Świadczą o tym takie np. wyimki:
“Ten, kto raz odda się pölsie, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem”.
“Pölsa znajduje się poza uporządkowanym i kulturalnym społeczeństwem kropka Gdy prowadzimy puste i bezsensowne życie, a następnie stykamy się z pölsą, mówimy sobie: niezmiernym i bezbrzeżnym świecie mimo wszystko istnieje jakiś fundament, jądro czy środek, tak że nie musimy się poddawać”.
“Musimy przyznać, że pölsa nigdy nie znajduje się w nieodwracalnym stanie lub w niezmiennej formie. Jest nieobliczalna i nie przewidywalna i można powiedzieć, że zawsze pokazuje coś zupełnie nowego”.
“Jest istotna ale równocześnie ulotna, zaledwie odnosimy wrażenie, że ją znaleźliśmy, a już rozumiemy że jest to tylko dalsza wskazówka, podpowiedź lub punkt wyjścia”.
“Ten, kto raz odda się pölsie, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem. Wypełnia go także poczucie wdzięczności i chce się jakoś odpłacić. To dlatego robimy te notatki”.
„Każda rzecz ma swój czas. Jest czas na wątrobę i czas na serce, jest czas na sól czas na gotowanie marchwi i czas na ich wyjęcie, czas na dolewanie wody i czas na odlewanie nadmiaru wody”.
“Teraz wszystkie kurczaki smakują jak ryby, powiedział o posiłku, który właśnie dojadł”.
Mimo tej całej pölsy bardzo to smakowita powieść…. Pod względem północnego nastroju i surowego stylu, dość podobna do poprzedniej książki Autora - “Legendy”, jego pierwszej, którą poznałem.
Inne cytaty:
“Stawia pan wyobraźnię przeciwko prawdzie, jakby były w niezgodzie, jakby wyobraźnia nie była produktem rzeczywistości”.
“W zasadzie wszystko istniało zawsze, odpowiedział. Rzeczy tylko odrobinę zmieniają wygląd.(...) Gdzieniegdzie powstaje jakiś drobiazg z pustej nicości”.
“Czy dziś już nie istnieje nic prawdziwego i niepodrobionego?, dziwił się. Ja nie wiem, odpowiedziała Linda. Nie było mnie jeszcze na świecie, kiedy wszystko było prawdziwe”.
„Wyobraźnia jest moją pamięcią, odrzekł skromnie”.
„Pewne zdarzenia trzeba przedstawiać w takiej kolejności, w jakiej się wydarzyły, inne w odwrotnej. Skąd możemy wiedzieć, czym naprawdę jest początek: skutkiem czy przyczyną? I czym jest koniec: przyczyną czy skutkiem?”.
“Słowa pisanego i zapisanych stron nie trzeba przecież badać, notatki przebiegamy oczami a potem już się nimi nie zajmujemy, jest to w zasadzie coś jak patrzenie na przesuwający się krajobraz z okna pociągu”.
“Nie powinniśmy być w stanie rozumieć ludzi?, spytała Linda. Tak, potwierdził. Tak byłoby w ogóle najlepiej”.
“Gruźlica to naprawdę kapryśna i nieobliczalna choroba. Nawet mózg może zostać zaatakowany, ciągnął radca. A to miewa zaskakujące skutki. Jak poezja modernistyczna. Muzyka atotalna. Anarchistyczne programy polityczne. Malarstwo, które nic nie przedstawia. Ale najczęściej oczywiście zwykłe puste zidiocenie”.
“Przyszło mi do głowy, odpowiedział, że może mógłbym podzielić się z panią moją odpornością. Warto by było przynajmniej spróbować. (...). Tak, potaknęła. Ona również o tym pomyślała.(..) Byłoby to coś, jak wstrzyknięcie szczepionki do ciała człowieka, by własnymi siłami stało się odporne. Tak przyznała. Spróbować nie zaszkodzi”.
Zawsze lubiłem “książkę w książce”, a ta traktuje między innymi, a może raczej przede wszystkim, o pisaniu opowieści i to w mocno starszym wieku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTłem jest surowe, biedne życie w latach tuż powojennych na północnym krańcu Szwecji, gdzie wciąż szaleje gruźlica.
To rzecz o wiele głębsza niż się może wydawać na pierwszy rzut oka. Tak jak lubię, fabuła jest tu mniej istotna,...
🪶 „Przepis nie dla każdego. Ale za to doskonały.” 🪶
📍 Zachęcił mnie wątek ukrywającego się nazisty. Myślałem, że dostanę thriller z moralnym rdzeniem, duszną północną atmosferą i retrospekcjami spod znaku wojennej traumy. Dostałem... pulpitem w twarz. Bo Lindgren nie pisze książki o Bormannie. Pisze książkę o pisaniu o Bormannie. A raczej: o tym, co się dzieje z człowiekiem, któremu odebrano prawo do opowieści. I dopiero po kilkudziesięciu latach pozwolono mu ją znów wymyślić.
🪶 A że po drodze ktoś młodnieje, komuś wyrastają zęby, ktoś umiera i ktoś odnajduje „złotą górę”, to już tylko dodatki. Takie jak goździki w pölsie – nie dla każdego zjadliwe.
🧨 A teraz szczerze 🧨
Robienie literatury dla literatury, czyli konstrukcji dla samej konstrukcji, może być pociągające dla krytyka – ale przeciętnego czytelnika może zwyczajnie rozjechać. Tu nie ma klasycznej historii. Są figury, szwy, ramy i ukryte zeszyty. Miałem momenty, gdzie czytałem to jak coś ważnego. I momenty, gdzie miałem ochotę spytać: „czy ty mnie, autorze, czasem nie robisz w pölsę?”
🧂 Smakuje to tak 🧂
Jeśli ktoś lubi literackie zakwasy, metafikcję i pisanie o pisaniu – może w tym znaleźć literacką ucztę. Ale jeśli szuka wyrazistych postaci, sensownej linii fabularnej i czegoś do złapania emocjonalnie – może się odbić.
📈 Moja ocena: 6/10 - za oryginalność, za koncept. Ale też za to, że wciągnięto mnie w historię, której nie da się opowiedzieć bez przypisów.
👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁
🔸 Reporter, który nie może pisać, to jak kucharz bez ognia. Po śmierci redaktora naczelnego znów staje przy pulpicie. A z każdym zdaniem... młodnieje. Dosłownie.
🔸 Wymyślony świat zaczyna żyć. Robert Maser, który może być Bormannem. Lars Högström, który bardziej kocha gruźlicę niż ludzi.
🔸 Złota góra? Jest. Pod koniec książki narrator zostaje na saniach wywieziony przez Lindę z domu opieki. Bo może to wszystko jednak nie była fikcja?
🔸 A może to był tylko trik? Bo jak już się połknie haczyk (nazista, tajemnica, dziwne jedzenie), to potem człowiek zostaje wciągnięty w dziwną filozoficzną kołatankę o starości i słowie.
🪶 „Przepis nie dla każdego. Ale za to doskonały.” 🪶
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to📍 Zachęcił mnie wątek ukrywającego się nazisty. Myślałem, że dostanę thriller z moralnym rdzeniem, duszną północną atmosferą i retrospekcjami spod znaku wojennej traumy. Dostałem... pulpitem w twarz. Bo Lindgren nie pisze książki o Bormannie. Pisze książkę o pisaniu o Bormannie. A raczej: o tym, co się dzieje z...
Miałem poczucie zapętlenia. To, co stanowi opowieść pisaną przez pensjonariusza domu pomocy społecznej, jest bardziej rzeczywiste niż sama historia o mężczyźnie, który pisze.
„Czy zapis sam w sobie jest wydarzeniem?”
Czy wydarzenia, które mają początek i koniec, istnieją w rzeczywistości? A może powstają w słowach, zdaniach i akapitach, bo taka jest konsekwencja stawiania liter i czynienia zapisu? Brrrr…
Opowiadaniem historii o nauczycielu (został wyleczony z suchot i trafił na odludzie) oraz o uciekającym przed sprawiedliwością nazistowskim zbrodniarzu Lindgren zadaje pytanie o sens i piękno literackiego tworzenia. Tę dwójkę połączy pasja do odkrywania sekretu przepisu kiełbasy (sic!), co przecież samo w sobie jest nieco nieprawdopodobne ale całkiem możliwe, zaś opowieść o ich peregrynacjach, przepełniona ledwie odczuwalnym smutkiem, obezwładniającym pięknem przyrody i zapachami gotującego się wywaru, którego składniki są tak różne jak ludzie, którzy go przygotowują, staje się w pewnej chwili bliska naszym sercom.
Ale ocierając się niemalże o magię i nie zapominając o zdrowej dawce humoru (cała ta kiełbasiana epifania), Lindgren pyta również o przeszłość i dzisiaj, o dążenie do czegoś ostatecznego, nieodkrywalnego i będącego złudzeniem (trzeba szukać znaczeń wśród zdań, odrywać litery z kartki, sączyć słowa).
W „Przepisie” łamie się wszelkie zasady opowieści – autor zaznacza, że nie ma ona końca, jest w jakimś sensie wyrwana, fragmentaryczna, a jednocześnie będąca w ciągu (bo przecież jest wciąż pisana, istnieje, urzeczywistnia się), a może nawet w pewnym zapętleniu.
Jeśli porzucimy przyzwyczajenia, nie zdziwi nas nawet obecność autora na kartach własnej powieści – twórca staje się częścią historii, którą sam buduje, jest jednocześnie architektem i cegłą, postacią, która posuwa pewne wątki do przodu, a może, tak się teraz zastanawiam, jego znaczenie dla „Przepisu doskonałego” było żadne? To znów tylko mrugnięcie oka, literacki żarcik, sprawdzian na spostrzegawczość? Takie borgesowskie dumanie. I to jest dobre, to jest smaczne.
Wyciszone postaci towarzyszą tej wyprawie ku znalezieniu przepisu doskonałego – samotne kobiety, w tym taka, która poszukuje złota, milczący mężczyźni, w tym taki, który pojawia się znikąd, wszystko wie i widzi, jest aniołem stróżem, a czasami czystą furią.
Bardzo mi dobrze zrobił powrót do prozy Lindgrena – jego „Legendy” nadal uważam za jeden z lepszych zbiorów opowiadań (polecam!), zaś „Przepis” w niczym im nie ujmuje.
Przekład Dawida Jabłońskiego, okładka Łukasza Piskorka.
Miałem poczucie zapętlenia. To, co stanowi opowieść pisaną przez pensjonariusza domu pomocy społecznej, jest bardziej rzeczywiste niż sama historia o mężczyźnie, który pisze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Czy zapis sam w sobie jest wydarzeniem?”
Czy wydarzenia, które mają początek i koniec, istnieją w rzeczywistości? A może powstają w słowach, zdaniach i akapitach, bo taka jest konsekwencja stawiania...
"Przepis doskonały" to dziwna i nieoczywista historia.
Były zbrodniarz wojenny i nauczyciel gruźlik to główni bohaterowie historii opowiadanej przez reportera, który był świadkiem tych wydarzeń. Reportera wyrzuconego z pracy z powodu opisywania historii zmyślonych, nie opartych na faktach. Opowiada on historię niemal mistyczną, zmieniającą życie o poszukiwaniu idealnej pölsy, szwedzkiej kaszanki.
Choć z pozoru mało fascynująca w ostatecznym rozrachunku przynosi niesamowitą mieszankę dziwnego humoru, zagadki i magicznego realizmu. Nie zabraknie tu rozważań egzystencjalnych, poszukiwań przepisu na życie oraz tego co najważniejsze. To również na wskroś szwedzka aura, którą niemalże można poczuć. Przestrzeń, miejscowości, natura, społeczeństwo i szwedzka kultura.
Polecam.
"Przepis doskonały" to dziwna i nieoczywista historia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByły zbrodniarz wojenny i nauczyciel gruźlik to główni bohaterowie historii opowiadanej przez reportera, który był świadkiem tych wydarzeń. Reportera wyrzuconego z pracy z powodu opisywania historii zmyślonych, nie opartych na faktach. Opowiada on historię niemal mistyczną, zmieniającą życie o poszukiwaniu idealnej...
Małe, szwedzkie miasteczko Aväback, zamieszkałe przez kilku mieszkańców, których nie dorwała jeszcze szalejąca epidemia gruźlicy. Trafia tam młody nauczyciel wyleczony z gruźlicy, uważający siebie za odpornego i ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem zbrodniarz wojenny Martin Bormann, udający utratę pamięci, wyposażony w obwoźny sklep tekstylny w roli kamuflażu. Tych dwoje bohaterów połączy miłość do śpiewu i pölsy- regionalnego dania, na bazie podrobów, który każda gospodyni przyrządza inaczej z sobie tylko znanymi modyfikacjami. Na niemieckim motorze ruszają oni w objazd po okolicznych wsiach i miasteczkach by znaleźć pölsę doskonałą.
I jest jeszcze niemal stuletni dziennikarz z zamiłowaniem do konfabulacji, który tę historią spisuje (a może wymyśla na bieżąco), w domu spokojnej starości. Nie ma tu explicite wyłożonych sensów, autor zostawia nam dużą dowolność w interpretacji, lubię takie zaufanie do czytelnika.
Historia jest suto okraszona absurdem, humorem i ciepłą ironią a z drugiej strony doprawiona filozoficznymi rozważaniami o życiu człowieka i naturze ludzkiej. Szczególnie uderza tu kontrast pomiędzy słabością, miernością człowieka i jego dążeniem do absolutu. Wszyscy szukamy uniesień.
Jest w tej książce jakiś spokój, neurony głaszcze kontemplacja prostego życia, niewyszukanych przyjemności, przyrody, kontaktów międzyludzkich i oczywiście jedzenia. Pokochałam opisy dań serwowanych przez gospodynię a także kolejne odsłony pölsy. Też bym wsiadła na ten motor z nimi by próbować i szukać tej najlepszej.
Nie do końca wiem, dlaczego, ale ta lektura działała na mnie kojąco i wyciszająco – czułam błogość jak po zjedzeniu doskonałego dania. To książka z kategorii do wracania po latach, nie da się z niej wyrosnąć i każda ponowna lektura może przynieść nowy sens i niezmienną przyjemność.
Małe, szwedzkie miasteczko Aväback, zamieszkałe przez kilku mieszkańców, których nie dorwała jeszcze szalejąca epidemia gruźlicy. Trafia tam młody nauczyciel wyleczony z gruźlicy, uważający siebie za odpornego i ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem zbrodniarz wojenny Martin Bormann, udający utratę pamięci, wyposażony w obwoźny sklep tekstylny w roli kamuflażu. Tych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAudiobook
Wrzuć do jednego garnka 100-letniego redaktora, ukrywającego się zbrodniarza nazistę i wyleczonego gruźlika a otrzymasz wywar na bardzo dobrą książkę.
Dorzuć do tego cięty humor, groteskę i dużą szczyptę absurdu i już przepyszna lektura gotowa.
Nic tylko czytać i się delektować.
Audiobook
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWrzuć do jednego garnka 100-letniego redaktora, ukrywającego się zbrodniarza nazistę i wyleczonego gruźlika a otrzymasz wywar na bardzo dobrą książkę.
Dorzuć do tego cięty humor, groteskę i dużą szczyptę absurdu i już przepyszna lektura gotowa.
Nic tylko czytać i się delektować.
Podczas lektury „Przepisu doskonałego” mój umysł prawie się przegrzał. Torgny Lindgren w niewielkiej i z pozoru prostej historyjce zawarł takie mnóstwo znaczeń, aluzji, a przede wszystkim zagadek literackich, że musiałam się sporo namyśleć, żeby je odczytać i nadać im jakiś sens. A to znaczy, że miałam do czynienia z kawałkiem dobrej literatury, która nie tylko o czymś opowiada, ale i rzuca wyzwanie, trochę nawet gra na nosie czytającemu. I o to chodzi.
Już sam pomysł na kompozycję tej książki jest błyskotliwy. Mamy tu bowiem powieść w powieści. Bohaterem jest stuletni mieszkaniec domu opieki, który czuje w sobie przymus pisania, wskrzeszony po 40 latach, kiedy został on zwolniony z redakcji gazety za permanentne zmyślanie. Ów starzec codziennie mozolnie spisuje historię dwóch mężczyzn, którzy w powojennej Szwecji odbywają motocyklowe podróże w celu odnalezienia najsmaczniejszej pölsy (czyli mięsnego dania, składającego się głównie z podrobów i przypraw i przypominającego nieco nasz swojski salceson).
Pierwszy z nich to komiwojażer, w poprzednim życiu nazistowski zbrodniarz Martin Bormann, a drugi to wiejski nauczyciel, świeżo po pobycie w sanatorium dla gruźlików, następca zmarłego na tę chorobę innego nauczyciela. Te dwie historie nakładają się na siebie, tworząc zabawną, a jednocześnie głęboko filozoficzną opowiastkę o poszukiwaniu sensu życia i o sile słów.
W tekście wiele razy pada nazwa mitycznej potrawy pölsa, która tylko z pozoru jest zwykłym daniem. Bohaterowie, którzy ruszają jej tropem mówią o niej: „Gdy prowadzimy puste i bezsensowne życie, a następnie stykamy się z pölsą, mówimy sobie: w niezmiernym i bezbrzeżnym świecie mimo wszystko istnieje jakiś fundament, jądro czy środek, tak że nie musimy się poddawać.”, „(...) pölsa nigdy nie znajduje się w nieodwracalnym stanie lub niezmiennej formie. Jest nieobliczalna i nieprzewidywalna i można powiedzieć, że zawsze pokazuje coś zupełnie innego”, „Jest istotna, ale równocześnie ulotna, zaledwie odnosimy wrażenie, że ją znaleźliśmy, a już rozumiemy, że jest to tylko dalsza wskazówka, podpowiedź lub punkt wyjścia”. Lars i Robert gotowi są dla zaspokojenia apetytu na tę mityczną potrawę zaryzykować nawet własne życie, a jej posmakowanie zmienia ich podejście do życia. Jak sami mówią: „Ten, kto raz odda się pölsie, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem”. To dla nich coś w rodzaju Świętego Graala, życiowego celu, marzenia, którego spełnienie nadaje sens ich jałowej egzystencji.
Wątek starca spisującego historię poszukiwaczy pölsy, hojnie racząc się wódką i narażając gminę na wydatki, jest okiem puszczonym przez autora do czytelnika. W pewnym momencie już nie wiadomo, co jest zmyśleniem, do którego starzec ma dryg od dawna, a co zdarzyło się naprawdę. A może niespełniony pisarz- emeryt ma w sobie większą moc kreacyjną niż przypuszczamy? W końcu jego opiekunka przekonała się, że świat wykreowany w pisanej opowieści może zaistnieć naprawdę, i to jak!
„Przepis doskonały” to bardzo inteligentna książka. Przewrotna, groteskowa historia zmusza nas do przedzierania się przez kolejne warstwy, aby zajrzeć głębiej, zrozumieć więcej. To przepis doskonały na życie. Trochę tu klimatu „Czarodziejskiej Góry” T. Manna, trochę Monthy Pytona, trochę Doriana Greya, trochę Borgesa i wiele więcej. To danie wyrafinowane, pełne smaków, ale tylko dla smakoszy. I takim czytelnikom polecam tę powieść. Będziecie się dobrze bawić.
Podczas lektury „Przepisu doskonałego” mój umysł prawie się przegrzał. Torgny Lindgren w niewielkiej i z pozoru prostej historyjce zawarł takie mnóstwo znaczeń, aluzji, a przede wszystkim zagadek literackich, że musiałam się sporo namyśleć, żeby je odczytać i nadać im jakiś sens. A to znaczy, że miałam do czynienia z kawałkiem dobrej literatury, która nie tylko o czymś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkandynawowie potrafią w opowieści typu: weźmy dziarskiego stulatka plus jeszcze kilku ekscentrycznych bohaterów (niech wśród nich będzie ukrywający się na szwedzkiej prowincji wysoko postawiony nazista) i niech oni robią coś zaskakującego, na przykład zjeżdżają Szwecję w poszukiwaniu idealnej kaszanki. Tylko zazwyczaj kończy się to na pomyśle fabularnym na ciepłą kojącą książkę, którą mógłby przeczytać Artur Barciś. Tu tak nie jest. Tu poza zaskakująco-krotochwilną fabułą dostajemy przemyślaną i mądrą historię o poszukiwaniu spokoju i swojego miejsca w życiu. Rzecz z tej same półki, co Arto Paasilinna. Z przyjemnością.
Skandynawowie potrafią w opowieści typu: weźmy dziarskiego stulatka plus jeszcze kilku ekscentrycznych bohaterów (niech wśród nich będzie ukrywający się na szwedzkiej prowincji wysoko postawiony nazista) i niech oni robią coś zaskakującego, na przykład zjeżdżają Szwecję w poszukiwaniu idealnej kaszanki. Tylko zazwyczaj kończy się to na pomyśle fabularnym na ciepłą kojącą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa maksa porąbana, w najlepszym znaczeniu tego słowa, ale trzeba doczytać do końca ;)
Na maksa porąbana, w najlepszym znaczeniu tego słowa, ale trzeba doczytać do końca ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażde spotkanie z twórczością Lindgrena jest dla mnie i zaszczytem i przygodą. Jego poczucie humoru, silnie zabarwione absurdem, umiłowanie groteski, czasem odniesienia do dzieł wielkiej literatury (nawiązanie do Doriana Graya było poruszające i prawdziwie zabawne) są ucztą dla czytających.
Jest w tym pisarstwie swawola i szaleństwo. Zwyczajne szaleństwo. Nieskrępowane, naturalne, sprawiające wrażenia płynącego z potrzeby, bardzo na miejscu, nieprzekombinowane, wystarczające, nie za zbyt, niezbyt nadto.
Przy całej tej energii słowa i języka trzeba jeszcze mieć przestrzeń na poruszanie się między prawdą a fikcją, tym co rzeczywiste, a tym co iluzyjne.
Gdy, po raz kolejny, okazuje się, że przeszłość ma wielki wpływ na to co dzieje się dziś, Autor próbuje oswoić czytelników z tą właśnie prawdą. Czasem zbrodniarz wojenny udaje komiwojażera. Czasem dziennikarz udaje, że historie, które opisał i spreparował wydarzyły się naprawdę. Czasem pensjonariusz domu starców młodnieje, strasząc tym samym personel zakładu. Czasem ktoś jeździ po całym regionie Szwecji, by znaleźć doskonały salceson. Czasem wiejski nauczyciel wygłasza do gruźlicznych uczniów tyrradę o "wykasływaniu się do zdrowia". Takie sprawy. Takie historie. Takie emocje.
Jest dziwnie, ale nie dziwacznie, jest z morałem, sensem i wielką swobodą i wyobraźnią.
Każde spotkanie z twórczością Lindgrena jest dla mnie i zaszczytem i przygodą. Jego poczucie humoru, silnie zabarwione absurdem, umiłowanie groteski, czasem odniesienia do dzieł wielkiej literatury (nawiązanie do Doriana Graya było poruszające i prawdziwie zabawne) są ucztą dla czytających.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest w tym pisarstwie swawola i szaleństwo. Zwyczajne szaleństwo. Nieskrępowane,...
Czy poszukiwanie kiełbasy, lub szwedzkiej pölsy może stać się kanwą dla wciągającej powieści? Wychodzi na to, że tak, gdyż autor poprzez humor przemyca wiele ciekawych treści.
Wchodząc w świat Torgny Lindgrena, trzeba swoje oczekiwania pozostawić za drzwiami. Potrafi jak nikt powywracać koncepty i stworzyć im nowe, bardzo surrealistyczne a jednocześnie prawdziwe formy. Postaci są wyjęte z własnych wyobrażeń i tworzą mozaikę przypadkowości, która splata się w logiczną całość, w tym miejscu, i w tym czasie, w którym autor sobie to wymyślił. Ujął bym to określeniem bizarnej normalności, której jesteśmy świadkami każdego dnia, lecz niekoniecznie ją zauważamy.
Przepis doskonały to historia nauczyciela i zbiegłego Niemca, którzy przybywają do małej miejscowości w Szwecji. Ten pierwszy po wypisaniu ze szpitala, ten drugi ukrywający się po służbie w czasach wojny. Łączą siły w poszukiwaniu najsmaczniejszej pölsy w okolicy budząc przy tym niedowierzanie miejscowej ludności. Wieść się niesie, a bohaterowie nie ustają w swoich poszukiwaniach.
Z uśmiechem przyjąłem tę historię, która bardzo dobrze napisana, momentami prowadzi nas donikąd, a momentami porusza do głębszej refleksji. Znalazłem w niej absurd, który rządzi się swoimi prawami i surrealizm, nie wyrażony w obrazach czy opisach, a w zwykłości ludzkiej egzystencji.
Polecam bardzo. Chociaż nie dla każdego to książka. Ale każdy powinien spróbować jej smaku, w końcu to najlepsza pölsa w okolicy.
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki.
Czy poszukiwanie kiełbasy, lub szwedzkiej pölsy może stać się kanwą dla wciągającej powieści? Wychodzi na to, że tak, gdyż autor poprzez humor przemyca wiele ciekawych treści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWchodząc w świat Torgny Lindgrena, trzeba swoje oczekiwania pozostawić za drzwiami. Potrafi jak nikt powywracać koncepty i stworzyć im nowe, bardzo surrealistyczne a jednocześnie prawdziwe formy....
Ekscentrycznemu pensjonariuszowi domu pomocy społecznej nadarza się okazja dokończenia opowieści o wyleczonym z gruźlicy nauczycielu oraz nazistowskim zbrodniarzu w roli handlarza tekstyliów. Koniec wojny, bieda szaleje, galopujące suchoty zbierają żniwo w całej Szwecji, lecz żadna z tych przeszkód nie zatrzyma śmiałków w poszukiwaniu najlepszej pölsy.
Podobnie jak pensjonariusz zmusza swoich bohaterów do podejmowania coraz śmielszych wyzwań, Torgny Lindgren zastawia najróżniejsze pułapki na niepokornego czytelnika, któremu trudno odrzucić założenie o konkretnej interpretacji całego tekstu lub przyjąć twierdzenie o braku określonego znaczenia zwariowanej historii z elementami czarnego humoru. Absurd może być potężną bronią w rękach pisarza, o ile pojawia się na wielu płaszczyznach danej powieści. W „Przepisie doskonałym” mnożenie niedorzeczności prowadzi do pytania o celowość tworzenia historii literackiego szaleństwa sędziwego pensjonariusza oraz osobliwej zażyłości nauczyciela i wojennego zbrodniarza ze smutnym finałem.
Najbliżej mi do stanowiska o uznaniu tej intertekstualnej prozy za groteskę powojnia z wyraźnym zaakcentowaniem zależności pomiędzy wolnością, wyobraźnią oraz pamięcią. Niby nic nowego, aczkolwiek w powieści Torgny'ego Lindgrena zyskują wartość tylko wtedy, gdy myśli rozpędzonego umysłu można przelać na papier. Wyborna lektura dla każdego, kto poszukuje czytelniczych wyzwań i nie boi się zanurzyć w tekście rwącym jak rzeka.
Ekscentrycznemu pensjonariuszowi domu pomocy społecznej nadarza się okazja dokończenia opowieści o wyleczonym z gruźlicy nauczycielu oraz nazistowskim zbrodniarzu w roli handlarza tekstyliów. Koniec wojny, bieda szaleje, galopujące suchoty zbierają żniwo w całej Szwecji, lecz żadna z tych przeszkód nie zatrzyma śmiałków w poszukiwaniu najlepszej pölsy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobnie jak...
#przepisdoskonały to powieść wielowymiarowa, którą można odbierać w różny sposób. Jedni będą odczytywać ją dosłownie i będzie to dla nich lekka, humorystyczna opowieść o poszukiwaniu idealnego przepisu na szwedzką kiełbasę „pölsę”. Dla pozostałych lub jeśli zwrócimy uwagę na inne aspekty, to odkryjemy głęboką analizę ludzkiej natury, a także obraz społeczeństwa zmagającego się z traumą przeszłości.
Obsesyjne poszukiwanie idealnego przepisu przez dwóch przyjaciół dla jednego z nich jest ucieczką od własnych traum i leków, a dla drugiego schronieniem przed nazistowską przeszłością. Każdy z nich w tej podróży próbuje odnaleźć sens życia, w świecie, który wydaje się pozbawiony sensu.
Lindgren porusza też złożone tematy społeczne, takie jak życie po wojnie, wykluczenie, kultura i tradycja, podążanie za trendami, utrata tożsamości oraz ile znaczy słowo pisane w kształtowaniu prawdy i fałszu.
Podsumowując, "Przepis doskonały" Torgny'ego Lindgrena to lektura, która z pozoru absurdalna i groteskowa, w istocie dotyka fundamentalnych kwestii psychologicznych i społecznych. To propozycja dla czytelników poszukujących niekonwencjonalnej, inteligentnej i skłaniającej do myślenia prozy. Jeśli lubicie książki, które bawią, zaskakują i zostawiają z mnóstwem pytań, koniecznie sięgnijcie po tę pozycję!
*Książka zawiera też na marginesach ciekawe informacje z kultury i tradycjach w Szwecji. Dzięki temu mamy okazję lepiej poznać ten kraj. To kolejny wymiar tej powieści- edukacyjny
#przepisdoskonały to powieść wielowymiarowa, którą można odbierać w różny sposób. Jedni będą odczytywać ją dosłownie i będzie to dla nich lekka, humorystyczna opowieść o poszukiwaniu idealnego przepisu na szwedzką kiełbasę „pölsę”. Dla pozostałych lub jeśli zwrócimy uwagę na inne aspekty, to odkryjemy głęboką analizę ludzkiej natury, a także obraz społeczeństwa zmagającego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy ostatnio przeczytaliście książkę, która rozśmieszyła Was do łez?
Gdyby Jorge Luis Borges i Monty Python spotkali się na wspólnym gotowaniu, mogłoby z tego wyjść coś podobnego do "Przepisu doskonałego" Lindgrena.
Książka, która z pozoru jest opowieścią o poszukiwaniu pölsy doskonałej, szybko zmienia się w groteskowy teatr absurdu. Przecieramy oczy ze zdumienia, będąc w szalonej podróży razem z autorem notatki, która opisuje kulinarną obsesję nauczyciela (byłego gruźlika, podobno już wyleczonego i odpornego, albo i nie), który razem z byłym esesmanem Martinem Bormannem (obecnie pod przykrywką jako Robert Maser) wynajmują dwa pokoje u gospodyni, skąd wyruszają na motocyklu w różne rejony Aväback (tak, to wymyślona kraina), by poznać różne rodzaje pölsy, dania przygotowywanego na ogół z najróżniejszych części mięsnych podrobów (czasami i z wiewiórek).
Całość opowiada nam staruszek, który ma już 100 lat i zamiast zmierzać ku końcowi, zaczyna pomału młodnieć. Kilkadziesiąt lat temu został zwolniony z gazety z powodu zmyślania notatek, które pisał. Jednak tę konkretną zamierza dokończyć.
Narrator prowadzi nas przez opowieść z zimnym humorem i błyskotliwą ironią, balansując na granicy groteski i literackiej gry z czytelnikiem. Ostatecznie Przepis doskonały to nie tylko opowieść o jedzeniu – to pastisz historii, filozofii i obsesji, które napędzają ludzi ku najbardziej absurdalnym celom. Bo jeśli Borges nauczył nas, że rzeczywistość to labirynt, a Monty Python, że nie warto jej traktować zbyt serio, to ta książka udowadnia, że kuchnia jest miejscem, gdzie te dwie prawdy splatają się w jedno.
I tak oto zostajemy z pytaniem: czy pölsa doskonała w ogóle istnieje, czy też – jak każda utopia – okazuje się mrzonką? A może w tym właśnie tkwi jej piękno?
Cudowna książka!
Kiedy ostatnio przeczytaliście książkę, która rozśmieszyła Was do łez?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby Jorge Luis Borges i Monty Python spotkali się na wspólnym gotowaniu, mogłoby z tego wyjść coś podobnego do "Przepisu doskonałego" Lindgrena.
Książka, która z pozoru jest opowieścią o poszukiwaniu pölsy doskonałej, szybko zmienia się w groteskowy teatr absurdu. Przecieramy oczy ze zdumienia, będąc...
Taki Paasilinna, tylko mniej śmieszny i bez gatunkowego zmysłu. Ogólnie ok.
Taki Paasilinna, tylko mniej śmieszny i bez gatunkowego zmysłu. Ogólnie ok.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Wielu ludzi przeżywa życie, nie wyprodukowawszy ani jednego zdania”.
Cenię opowieści tego autora za to, że pobudzają synapsy do głębszej refleksji. Zmuszają do wytężenia umysłu. Lindgren traktuje czytelników z należną rewerencją. Nie narzuca kluczy interpretacyjnych, bogatych w znaczenia, które tkwią w tonie jego twórczości. Pod podszewką groteski, humoru sytuacyjnego, realizmu magicznego oraz absurdu podejmuje temat upadku i poszukiwania przepisu na potrawę określaną jako „pölsa”, z perspektywy nieszablonowych, niejednoznacznych bohaterów. W świecie przypominającym dzieła Borgesa zwraca szczególną uwagę na wpływ przeszłości na teraźniejszość i upadek ideałów. Peroruje o dążeniu do absolutu, które zawsze kończy się fiaskiem. Kreując zdegenerowane, neurotyczne postacie balansujące na granicy rzeczywistości i fantasmagorii, ukazuje uniwersalne prawdy o kondycji ludzkiej oraz zróżnicowane podejścia do prawdy i nowych początków na zgliszczach. Znakomicie operuje kontrastami, ciekawie zderzając różne formy eskapizmu (czym jest opisywana droga), granice wolności sztuki, a także selektywność i rolę pamięci. Odnosi się do egzystencjalnego bólu oraz pokłosia wojny, które często zmieniają światopogląd, powodują upadek człowieczeństwa. Jego styl, jak zawsze, jest kostyczny, zanurzony po brzegi w metaforze. Nie da się ukryć, że wyobraźnia Szweda niczym plazma.„Przepis doskonały” to intelektualna, eksperymentalna, intertekstualna i angażująca rozrywka. Stanowi odtrutkę na szarugę za oknem, która jeszcze długo po przeczytaniu pozostaje pod woalem powiek. Przez wzgląd na ilość poruszonych wątków i mnogość rozczytań stanowi idealny wybór do długich rozmów w klubach czytelniczych. Przekład Dawid Jabłoński
„Wielu ludzi przeżywa życie, nie wyprodukowawszy ani jednego zdania”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCenię opowieści tego autora za to, że pobudzają synapsy do głębszej refleksji. Zmuszają do wytężenia umysłu. Lindgren traktuje czytelników z należną rewerencją. Nie narzuca kluczy interpretacyjnych, bogatych w znaczenia, które tkwią w tonie jego twórczości. Pod podszewką groteski, humoru sytuacyjnego,...
"żebyście z czasem wszyscy
wkroczyli w życie z odpornością"
.
Wszystko ma tutaj sens- pomimo znamion absurdu, pomimo irracjonalnego poczucia bycia tylko widzem, który mierzy się z interpretacją tego, co niejednokrotnie wymyka się logicznej interpretacji. Wszystko tutaj naznaczone jest wieloznacznością, rozpięte w szerokim spectrum możliwości odczytań- tym większym, im więcej jest w tym uniwersum groteskowości, a nawet szaleństwa.
.
Kiedy jednym lub dwoma słowami miałoby się opisać "Przepis doskonały" to na myśl przychodzi właśnie groteska i metafora. Bo kiedy Martin Bormann po swojej ucieczce z Niemiec do Szwecji wraz z nauczycielem, ozdrowiałym gruźlikiem przemierza Szwecję na niemieckim motocyklu, smakując różne rodzaje i smaki pölsy - można zadać sobie pytanie- czego tak naprawdę obaj szukają. I czy jest to doskonała pölsa właśnie... I nawet jeśli owe szaleńcze wyprawy to tylko (być może) wytwór wyobraźni pewnego staruszka oddanego namiętności pisania u kresu swego żywota, którego rzeczywisty świat ogranicza się do ścian domu opieki społecznej - to zdaje się- dla świata wyobraźni nie ma granic. Ale czy owe "notatki" - napędzane chęcią "snucia lukratywnych fantazji" - to nie "produkt rzeczywistości" jednak? Gdyż każdym słowem wywodzący się z "głębin spostrzegawczości", poznania, obserwacji świata. I powagi piszącego, choć o rzeczach często nie do końca poważnych.
.
"Wielu ludzi przeżywa życie nie wyprodukowawszy ani jednego zdania"
.
Kiedy więc zdjąć maskę groteski, ukazuje się naszym oczom refleksja na temat tworzenia, granic wolności w tworzeniu, rangi tego, co zapisane i zamknięte w słowo, roli pamięci, wspomnień, definicji prawdy i kłamstwa. Jest to awangardowe i odkrywcze zarazem. Ten, kto pod pozorną "dziwnością" fabuły lubi poszukiwać ukrytych znaczeń - będzie usatysfakcjonowany. I zaskoczony- tym, dokąd szaleńcze wyprawy bohaterów opętanych smakiem pölsy mogą doprowadzić. A nawet- jeśli całość- to tylko "popis literacki" staruszka- byłego dziennikarza- to czasami trzeba "wykasłać się do odporności". I tej odporności- na wszelkie rodzaje "zainfekowania"- być może Lindgren nas właśnie uczy...
"żebyście z czasem wszyscy
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo towkroczyli w życie z odpornością"
.
Wszystko ma tutaj sens- pomimo znamion absurdu, pomimo irracjonalnego poczucia bycia tylko widzem, który mierzy się z interpretacją tego, co niejednokrotnie wymyka się logicznej interpretacji. Wszystko tutaj naznaczone jest wieloznacznością, rozpięte w szerokim spectrum możliwości odczytań- tym większym, im...
Cudaczne, szalone, ale przede wszystkim: wspaniałe.
Cudaczne, szalone, ale przede wszystkim: wspaniałe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tojaki kraj taki Książulo i Wojek
jaki kraj taki Książulo i Wojek
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to