Macie czasami tak, że po wielu latach wracacie do niektórych książek? Zmieniamy się, dojrzewamy, a przez to potrafimy spojrzeć na wiele tematów z zupełnie innej perspektywy - również na lektury, które kiedyś już poznaliśmy. Ja postanowiłem wrócić do „Dreszcza”, postaci wykreowanej wiele lat temu przez Jakuba Ćwieka.
Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że wśród nas żyją superbohaterowie? Tacy znani z filmów i komiksów, przeniesieni wprost do naszej codzienności? Pewnie, że tak. I właśnie z taką sytuacją mamy tutaj do czynienia tylko w bardzo swojskiej, polskiej, a właściwie śląskiej rzeczywistości.
Tytułowy Dreszcz to po prostu stary dziad, w którego uderzył piorun. Od tego momentu potrafi wysyłać ze swojego ciała wyładowania elektryczne. A gdy dodamy do tego fakt, że jest podstarzałym rockmanem i gitarzystą… można się spodziewać naprawdę niezłych historii. Choć i tak trudno zgadnąć, dokąd zaprowadzi nas ta opowieść. Na scenie pojawia się bowiem młodzieniec, który chce mu służyć, banda morderczych mimów oraz kilka innych, równie barwnych i osobliwych postaci.
Całość czyta się szybko i bardzo lekko. Fabuła wciąga, a poziom absurdu momentami sięga prawdziwego zenitu. Jeśli więc jeszcze nie spotkaliście Dreszcza i nie mieliście okazji poznać jego przygód zdecydowanie warto to nadrobić. Istnieje spora szansa, że będziecie się przy tym świetnie bawić.
#479#19#2026
Macie czasami tak, że po wielu latach wracacie do niektórych książek? Zmieniamy się, dojrzewamy, a przez to potrafimy spojrzeć na wiele tematów z zupełnie innej perspektywy - również na lektury, które kiedyś już poznaliśmy. Ja postanowiłem wrócić do „Dreszcza”, postaci wykreowanej wiele lat temu przez Jakuba Ćwieka.
Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że wśród nas żyją...
Pomysł zabawny, "dziaders metal" zostaje superbohaterem w przaśnej polskiej rzeczywistości, ale czyta się słabo. Fabuła nie wciąga, akcja ślamazarna, postaci dziwne, pomysły fabularne na siłę. Skończyłem i sięgnę po kontynuacje dla osoby Dreszcza, ale z nadzieją że będzie lepiej napisana.
Pomysł zabawny, "dziaders metal" zostaje superbohaterem w przaśnej polskiej rzeczywistości, ale czyta się słabo. Fabuła nie wciąga, akcja ślamazarna, postaci dziwne, pomysły fabularne na siłę. Skończyłem i sięgnę po kontynuacje dla osoby Dreszcza, ale z nadzieją że będzie lepiej napisana.
Prawdziwa jazda bez trzymanki...połączenie rock and rolla, wszechobecnego czarnego humoru i nieoczywistego wątku kryminalnego. Jedyna w swoim rodzaju gratka i pozycja obowiązkowa dla fanów mocnych brzmień...no a teraz wrzuć na luz i daj się porwać historii niejakiego Dreszcza 😈.
Prawdziwa jazda bez trzymanki...połączenie rock and rolla, wszechobecnego czarnego humoru i nieoczywistego wątku kryminalnego. Jedyna w swoim rodzaju gratka i pozycja obowiązkowa dla fanów mocnych brzmień...no a teraz wrzuć na luz i daj się porwać historii niejakiego Dreszcza 😈.
➡️I tak - od razu zostałem kupiony wszechobecną metalową i hard rockową muzą, która stale wybrzmiewała ze stron książki. Jako fan metalu z dziada pradziada od lat 40stu reaguję na tego typu akcje bardzo żywiołowo. Tytuły rozdziałów będące tytułami znanych utworów, główny bohater, dla którego metal to jest sens życia, wszystko z przymrużeniem oka i dużą ilością humoru - nomen omen w to mi graj!
➡️Rysiek Zwierzchowski, stary rockman. Na utrzymaniu córeczki tatusia.
"Rockmani nie mają wakacji, Janeczko."
No właśnie. I stary, ale jary rockman Zwierzu właśnie idzie na rozmowę kwalifikacyjną. A co jest najważniejsze na rozmowach kwalifikacyjnych?
"– Pierwsza zasada rozmów kwalifikacyjnych – zwrócił się do stojącego w kącie fendera – to być sobą, nie?"
Z fenderem zawsze dobrze jest pogadać.
➡️"Proszę mi powiedzieć, czym się pan zajmuje na co dzień?
– Słucham muzyki rockowej i czytuję Chandlera.
– Zawodowo?
– Ależ skąd. – Pokręcił energicznie głową. – To hobby. Zawodowo oglądam filmy ze Stevenem Seagalem. Ale nienawidzę swojej pracy. "
No dobra, to już wiecie z jakiego pokroju człowiekiem macie do czynienia 🙈 Ale nie dajcie się zwieść pozorom 😅
➡️Rysiek nie przebiera w słowach. Zresztą nie tylko on. Żadnych tam ą i ę. Jazda na pełnej i żarty jak wyciosane w męczarniach dłutem przez pijanego rzeźbiarza. Ale jakie śmieszne 🙈
"do stolika podeszła drobniutka, wytatuowana po szyję kelnerka, by przyjąć ich zamówienia. Rysiek zapytał ją, o której kończy. Zmierzyła go wzrokiem.
– Może pan nie dożyć – stwierdziła, mlaskając gumą."
Ja chyba jednak nie z darma racji tego metalu słucham, bo uśmiałem się czytając jak jasna cholera i na to właśnie liczyłem. Na mocny, ostry język, dosadne teksty, dużo ironii i przerysowań. Taki pomnik podstarzałego metalowca, z którym całkiem nietrudno mi się identyfikować 🙈 Tylko ja więcej klnę 😅 Ale i Ryśkowi niewiele brakuje.
"No dobra, panie komisarz, mów pan, czego chcesz, i bądź pan łaskaw pospierdalać, coby obywatele mogli zjeść w spokoju za ciężko zapracowane pieniądze."
➡️Jeśli lubicie komiksy (które ja uwielbiam) to tu poczujecie się jak u siebie. Wiecie, piorun z nieba trafia w Zwierza, Zwierzu się budzi (ocyka 🙈) i nagle okazuje się, że ma super moce. A co! Jakie super moce? A choćby że może strzelać piorunami. Co z tym zrobi? Czy da się w ogóle coś z tym zrobić? Może by tak zostać superbohaterem?
"Z każdym jego krokiem rozlegał się trzask, elektryczne wiązki biegały po nim jak naspidowane węże, a zaciśnięte pięści przypominały energetyczne kule."
➡️I tu od razu jak żywy staje mi przed oczami inny superbohater z komiksu (jednego z moich topowych), też podstarzały metal, który zbawia świat. Tak, tak, recenzowałem i piałem z zachwytu, chodzi o Szumowinę 😁 Wiele, bardzo wiele łączy te dwa wydawnictwa. Chociażby niepoprawność polityczna, którą zawsze witam z otwartymi ramionami i uśmiechem na twarzy.
"Cholera – mruknął – to miejsce nie mogłoby być bardziej pedalskie, nawet gdyby Elton John ubrany tylko w kraciasty fartuszek serwował tu marynowaną kiełbaskę George’a Michaela."
Przecież mówiłem 🙈
➡️A teraz uwaga - nie myślcie sobie, że to ot taka zwariowana komedia. O nie nie. Tzn. nie tylko. Gdyż ponieważ zaczynają ginąć niewinni ludzie, a gang mimów z sobie tylko właściwych powodów morduje kolejne osoby. I to morduje bardzo dziwnie i supernaturalnie. Oczywiste, że jak jest superhero to muszą być i superzłole.
Oesu, ja wiem, jak to brzmi, ale jak przeczytacie, to sami zobaczycie, że wszystko jest na miejscu i nic nie zgrzyta. Dlaczego giną? O co w ogóle chodzi? Dobra, nawet nie usiłowałem zgadywać, po prostu czytałem dalej.
➡️A skoro jest gitarowy Batman, to musi mieć swojego Robina. I tym Robinem jest Benford. To dopiero postać. Za cholere nie wiem co tu Wam napisać, poza tym że mega inteligentny, mega dziwny i Zwierzu go nie znosi. Przynajmniej na początku. Bardziej porąbanej pary ze świecą szukać 😅 Plus Alojz sztygar menadżer 🤭
➡️Ubawiłem się po pachy, czy z Wami tak będzie nie wiem, ale dla mnie ta konwencja to strzał w dychę. Jest rock and roll, jest akcja, krwiste dialogi, wyrazisty, popieprzony, dziwny Bohater, sarkazm, pastisz i historia rodem z komiksu. Dużo śmiechu, ironia pod wierzchem, zaskakujące fabularnie twisty, czego chcieć więcej.
"– I widzicie? Tak macie grać, a nie to wasze sranie w banie Majkel Dżekson. Ludzie chcą rocka!"
Amen.
➡️Autor znakomicie się bawi parodiując pewne stereotypy i wzorce zachowań i to jest świetne, to jest zabawne i to jest odjechane. Mit superbohatera, mit rockandrollowca z krwi i kości, wszystkim dostaje się po równo. I tak powinno być. Opinia na temat sądownictwa też bardzo trafna:
"Łatwiej ubrać kalesony czy rajstopy starej na ryj, niż wywalczyć coś u tych zjebów w togach."
Może warto byłoby narysować komiks o Zwierzu? A może już jest, tylko ja nic nie wiem? 🙈
Moja ocena 7,5/10, za imprezę, za zabawę, mocne teksty i za metalrock.
➡️Pierwsze spotkanie z Ćwiekiem uważam za bardzo udane. Oby tak dalej 🤟 I doskonale widać, że autor działa wg motta Lemmy'ego (niech mu ziemia lekką będzie):
"Born to raise hell, born to raise hell,
We know how to do it and we do it real well."
A na koniec to Wam powiem dokładnie to samo co Ćwiek ustami Zwierza:
"Człowiek ma wrażenie, że zapanowała jakaś moda i cały świat to parodia Marvela."
No urwa, dokładnie tak to wygląda.
PS. Czerwone Słoneczko petarda 😅 a Ekumen z jego niemożnością przeklinania wymiata "bum-trala cyk-cyk, chu… fiku-miku hopsa-sa." Najlepsze 😂
➡️I tak - od razu zostałem kupiony wszechobecną metalową i hard rockową muzą, która stale wybrzmiewała ze stron książki. Jako fan metalu z dziada pradziada od lat 40stu reaguję na tego typu akcje bardzo żywiołowo. Tytuły rozdziałów będące tytułami znanych utworów, główny bohater, dla którego metal to jest sens życia, wszystko z przymrużeniem oka i dużą ilością humoru -...
Pomysł mi się podobał. Początek jest super. Książka powinna się skończyć w połowie. Wygląda jak zlepek trzech pomysłów i Ćwiek mnie tutaj trochę rozczarował, bo seria o Kłamcy była bezbłędna. Pewnie sięgnę po drugi tom, ale raczej nie prędko...
Pomysł mi się podobał. Początek jest super. Książka powinna się skończyć w połowie. Wygląda jak zlepek trzech pomysłów i Ćwiek mnie tutaj trochę rozczarował, bo seria o Kłamcy była bezbłędna. Pewnie sięgnę po drugi tom, ale raczej nie prędko...
To nie jest mój ulubiony rodzaj powieści Ćwieka. Należy do tego samego nurtu co koszmarni "Chłopcy" i znakomity "Zawisza Czarny". "Dreszcz" nie jest ani tak beznadziejny jak cykl o półmózgich motocyklistach ani tak świetny jak Zawisza. Jest gdzieś pośrodku. Miejscami nudnawy, jak 95% bzdetów o superbohaterach, miejscami boleśnie nieśmieszny tam, gdzie miał być zabawny, z koszmarnie wkurzającym głównym bohaterem i idiotycznie wypadającymi w wersji audiobooka cytatami z rockowych piosenek. Ale ma coś w sobie. Historia jest dość oryginalna i ma świetne niektóre postaci drugoplanowe (Ekumen rzondzi!). I miejscami jest zabawna.
Co do lektora. Dopiero przy tej książce w pełni zrozumiałem, dlaczego wszyscy tak się zachwycają tym całym Kosiorem. Niesamowite, co on tu odjaniepawla.
To nie jest mój ulubiony rodzaj powieści Ćwieka. Należy do tego samego nurtu co koszmarni "Chłopcy" i znakomity "Zawisza Czarny". "Dreszcz" nie jest ani tak beznadziejny jak cykl o półmózgich motocyklistach ani tak świetny jak Zawisza. Jest gdzieś pośrodku. Miejscami nudnawy, jak 95% bzdetów o superbohaterach, miejscami boleśnie nieśmieszny tam, gdzie miał być zabawny, z...
Książka opowiada o podstarzałym rockmanie, który nagle zyskuje supermoce i zostaje samozwańczym bohaterem. Ćwiek serwuje tu mieszankę czarnego humoru, komiksowych schematów i muzycznych odniesień, co tworzy niezwykle barwną i rozrywkową całość. Główny bohater jest daleki od typowego herosa – jest zgorzkniały, ironiczny i niekoniecznie odpowiedzialny, co dodaje historii niebanalnego charakteru. Autor bawi się konwencją super bohaterską, jednocześnie przemycając refleksje o starzeniu się i próbie odnalezienia sensu życia. To pełna energii, zabawna i nietypowa opowieść, która wyróżnia się w dorobku Ćwieka.
Książka opowiada o podstarzałym rockmanie, który nagle zyskuje supermoce i zostaje samozwańczym bohaterem. Ćwiek serwuje tu mieszankę czarnego humoru, komiksowych schematów i muzycznych odniesień, co tworzy niezwykle barwną i rozrywkową całość. Główny bohater jest daleki od typowego herosa – jest zgorzkniały, ironiczny i niekoniecznie odpowiedzialny, co dodaje historii...
Jakub Ćwiek zabiera nas w szalony świat, w którym obok nas żyją superbohaterowie. To też są zwykli ludzie, mający słabości i różne odpały. Ale to nie jest cukierkowa książka.
Autor na Wstępie ostrzega, że to książka nie dla każdego. Jest tu pełno czarnego humoru i to bardzo mocnego. Niczym jazda po krawędzi. Sam Rysiek to specyficzny gość, którego polubisz lub znienawidzisz na starcie. Zachowuje się jak wujek na weselu.
W tej książce jest humorystycznie przedstawiane niemal wszystko. Nie ma tu żadnych świętości i można zostać urażonym na 100 sposobów. Ale właśnie to jest w tym najlepsze. Autor trafił w moją linie czarnego humoru. Za to pokochałem „Dreszcza”.
Zdaję sobie sprawę, że to nie jest książka w guście wielu czytelników. Ale niczym Rysiek mam to w d…, znaczy się poważaniu. Dla mnie to najlepsza książka, jaką przeczytałem w 2024 roku.
„Dreszcz” to nie jest książka dla każdego.
Jakub Ćwiek zabiera nas w szalony świat, w którym obok nas żyją superbohaterowie. To też są zwykli ludzie, mający słabości i różne odpały. Ale to nie jest cukierkowa książka.
Autor na Wstępie ostrzega, że to książka nie dla każdego. Jest tu pełno czarnego humoru i to bardzo mocnego. Niczym jazda po krawędzi. Sam Rysiek to...
Superbohater z mojego sąsiedztwa.
Lubie Pana Ćwieka, lubię jego sposób pisania i lubię jego poprzedniego bohatera drelicha. Za to nie podoba mi się przytaczanie tekstów piosenek, uważam to za nie potrzebne. Rysiek jest charyzmatyczny, zrzędliwy i obleśny. Benjamin jest butlerem jakiego nie powstydził by się Batman a Alojz jest idealnym dodatkiem do tej paczki
Superbohater z mojego sąsiedztwa.
Lubie Pana Ćwieka, lubię jego sposób pisania i lubię jego poprzedniego bohatera drelicha. Za to nie podoba mi się przytaczanie tekstów piosenek, uważam to za nie potrzebne. Rysiek jest charyzmatyczny, zrzędliwy i obleśny. Benjamin jest butlerem jakiego nie powstydził by się Batman a Alojz jest idealnym dodatkiem do tej paczki
Do tej książki wróciłam po blisko 10 latach. Bogatsza o kilka setek przeczytanych książek, wiele poznanych w międzyczasie utworów muzycznych i kilka filmów o superbohaterach.
Podstawowym plusem tej książki jest przesiąknięcie rock 'n' rollem. To jest to co bardzo sobie cenię. Takie powieści wzbogacają bowiem nie tylko moją biblio-, ale także audiotekę. A nawet jeśli nie wnoszą do niej nic nowego, to często sprawiają, że mam ochotę - chociaż na krótką chwilę - wrócić do zawartych w danej książce utworów. I tu nie było inaczej.
Muszę przyznać, że był to naprawdę miły powrót.
Do tej książki wróciłam po blisko 10 latach. Bogatsza o kilka setek przeczytanych książek, wiele poznanych w międzyczasie utworów muzycznych i kilka filmów o superbohaterach.
Podstawowym plusem tej książki jest przesiąknięcie rock 'n' rollem. To jest to co bardzo sobie cenię. Takie powieści wzbogacają bowiem nie tylko moją biblio-, ale także audiotekę. A nawet jeśli nie...
Mam wrażenie, że książka „Dreszcz” została napisana za wcześnie. Dlaczego? W dwa tysiące trzynastym roku nie panował jeszcze wśród pisarzy trend na dołączanie do swoich powieści dedykowanych playlist - a żadna historia nie posiadałaby równie epickiej ścieżki dźwiękowej, jak właśnie opowieść o perypetiach starego rockmana o nadprzyrodzonych mocach. Jednak muzyka to jedno, a książka - drugie. Jakie są moje wrażenia po lekturze? Krótko mówiąc: mieszane.
Zacznijmy od pozytywów:
Bardzo charakterystyczne (i charakterne) „pióro”. Litry alkoholu, setki jointów, rzucanie mięsem, erotyczne podteksty - jednym słowem: mocna, „męska” lektura. A przy tym: mnóstwo inteligentnego, chamskiego humoru, sarkazmu i ironii, a także - starych, rockowych przebojów, w których chyba tkwi cały urok tej niezwykłej historii.
Zwroty akcji. „Dreszcz” jest przewidywalny i nieprzewidywalny jednocześnie. Inaczej mówiąc: akcja zmierza z punktu A do punktu B przez punkt Ą - można domyśleć się zakończenia lektury, ale nie sposób wpaść na to, jakie perypetie czekają bohaterów po drodze.
Ślunsko godka. Alojz, kompan Dreszcza i rodowity mieszkaniec Śląska, porozumiewa się głównie charakterystycznym dla tego rejonu dialektem - na tyle bliskim polskiemu językowi, by móc go zrozumieć bez dodatkowych przypisów, i jednocześnie: na tyle egzotycznym dla nie-Ślązaków, by musieli czasem przerwać czytanie i poświęcić chwilę na odgadnięcie, o czym właściwie bohater w danym fragmencie mówi.
Jakie są mankamenty tej książki?
Lektura to laurka dla stereotypowo postrzeganej męskości. A może raczej: mokry sen niespełnionego rockmana - życie pełne używek, wierni przyjaciele, niesamowite moce, gigantyczny talent muzyczny i seksowne małolaty klejące się do starego, zapijaczonego i wulgarnego chudzielca, jak gdyby był bardziej seksowny od Henry’ego Cavilla. Kobiety w tej książce można przyporządkować do jednej z trzech grup: albo są ledwie pełnoletnie, niesamowicie piękne, wyuzdane i zwykle spragnione zbliżeń z Ryśkiem, albo rozmodlone - jak Janice, córka Ryszarda i żona amerykańskiego pastora, lub siostry zakonne w Czerwonym Słoneczku, albo należą do antagonistów głównych bohaterów. Żadna żeńska postać nie gra tu na tyle istotnej roli, by nie dało się jej wyrzucić z fabuły bez większych szkód dla powieści. Moja feministyczna dusza momentami naprawdę cierpiała przy lekturze.
Akcja jest źle zbalansowana. Mam wrażenie, że gdyby książka skończyła się tuż po pewnym koncercie, czułabym się usatysfakcjonowana tą lekturą; natomiast przez to, że trwała ona dłużej, wprowadzała w środku powieści nowe postaci i przygody, prawie kompletnie nie związane z wcześniejszymi wydarzeniami, zaczęłam czuć znużenie i zmęczenie zbyt dużą ilością niecodziennych, groteskowych wątków. Moim zdaniem część historii można było spokojnie przenieść do kolejnego tomu powieści o przygodach Ryśka, dzięki czemu książka nabrałaby czytelnego wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Warto wspomnieć, że sama powieść jest naprawdę krótka - liczy nieco ponad dwieście stron, z czego ostatnich sześćdziesiąt to wspomniane wyżej zbędne rozbudowanie fabuły. Należę do czytelników, którym żadna grubość książki niestraszna, więc doprowadzenie mnie do zmęczenia lekturą przy ledwie dwóch setkach stron to naprawdę rzadkie zjawisko.
Alojz i Benjamin to świetne chłopaki, ale Ryszarda, samolubnego, wulgarnego, seksualnie niewyżytego oraz uzależnionego od alkoholu i skrętów rockmana, mającego cudze dobro gdzieś nie ze względu na żadne ciężkie wydarzenia czy traumy z przeszłości, tylko przez swój własny, niebotyczny egoizm, po prostu nie potrafię przetrawić. Wampir energetyczny - w dosłownym i przysłowiowym znaczeniu, którego ratuje tylko sarkastyczne poczucie humoru i delikatna metamorfoza osobowości w miarę rozwoju akcji. Jeśli kiedyś sięgnę po kolejne książki o przygodach Zwierza, na pewno nie zrobię tego z sympatii do tytułowego bohatera.
Po więcej takich recenzji zapraszam na lg: @wwiercona_w_ksiazki
Mam wrażenie, że książka „Dreszcz” została napisana za wcześnie. Dlaczego? W dwa tysiące trzynastym roku nie panował jeszcze wśród pisarzy trend na dołączanie do swoich powieści dedykowanych playlist - a żadna historia nie posiadałaby równie epickiej ścieżki dźwiękowej, jak właśnie opowieść o perypetiach starego rockmana o nadprzyrodzonych mocach. Jednak muzyka to jedno, a...
Audiobook
Ta książka trafiła do mnie w odpowiednim czasie. Jaki to był sztos! :D bawiłam się wybitnie ;) Ja wiem, to nie jest literatura wysokich lotów ale czy każda musi taka być? Mamy tutaj doczynienia z podstarzałym rockmenem, alkoholikiem i mąciwodą, który z nieznanych sobie przyczyn dostaje SUPERMOCE xD no rewelacja !!!! Myślę, że audiobook też zrobił tutaj swoje, a w sumie niesamowity lektor Filip Kosior! Chce więcej!!
Ps Nawet w momencie pisania tej opinia buzia mi się uśmiecha 😆
Audiobook
Ta książka trafiła do mnie w odpowiednim czasie. Jaki to był sztos! :D bawiłam się wybitnie ;) Ja wiem, to nie jest literatura wysokich lotów ale czy każda musi taka być? Mamy tutaj doczynienia z podstarzałym rockmenem, alkoholikiem i mąciwodą, który z nieznanych sobie przyczyn dostaje SUPERMOCE xD no rewelacja !!!! Myślę, że audiobook też zrobił tutaj swoje, a w...
Nie będę ukrywać, że poprzednie książki, autorstwa Ćwieka, które czytałam, rozczarowały mnie kompletnie. Sięgnęłam więc, po kolejną książkę z dużą nieufnością.
No i cóż, kolejny raz srodze się rozczarowałam.
Główny bohater to podstarzały rockman, który wciąż marzy o sławie, zachwujący sie jakby miał ciągle 20 lat. Jest wkurzający i obleśny od pierwszych stron. Typowy gawędziarz erotoman, kompletnie nie wzbudzający sympatii czytelnika.
Fabuła, też nie powala.
Denerwujące było wciskanie w co drugą linijkę tekstów piosenek. Odniosłam wrażenie, że autor, sam nie do końca wiedział co powinnien jeszcze napisać w konkretnej sytuacji, więc żeby zapełnić powstałe luki, wrzucał teksty piosenek.
Jedyne, co tak naprawdę podobało mi się w książce, to to, że duża część działa się w Katowicach, no i oczywiście ślonsko godka.
Nie będę ukrywać, że poprzednie książki, autorstwa Ćwieka, które czytałam, rozczarowały mnie kompletnie. Sięgnęłam więc, po kolejną książkę z dużą nieufnością.
No i cóż, kolejny raz srodze się rozczarowałam.
Główny bohater to podstarzały rockman, który wciąż marzy o sławie, zachwujący sie jakby miał ciągle 20 lat. Jest wkurzający i obleśny od pierwszych stron. Typowy...
Na rozpęd, oraz dla tych co lenia mają i się im dużo czytać nie chce, mam pytanie: Czy Bareja miał rację twierdząc, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki?
Bo jest taki jeden Rysiek, stary dziad, co chodzi w spranych koszulkach koncertowych, żre kebaby, pali jointy i nie ma dla niego żadnej świętości. Rysiek żyje wspomnieniami starych koncertów, które kiedyś dawał ze swoją dawną kapelą i na które sam chodził. W czasach swojej młodości zapłodnił tyle kobiet, że sam nie wie, ile w sumie ma dzieci, utrzymuje go jedyna przyznająca się do niego córka. Poza tym, to Rysiek już jest stary, pomarszczony, mieszka na katowickim Tauzenie, a kiedy chciał się zrelaksować z browarem pod blokiem to uderzył w niego piorun. Od tego czasu Rysiek ma super moce, a głowę zaczyna mu truć jakiś smarkacz z Anglii co ma dziwne marzenia.
To jest jedna z tych książek, które są świetne, ale nie dla każdego. Rysiek to bardzo intensywny w odbiorze facet i nie jest to typ taki... do lubienia. Rysiek miewa tam gdzieś momenty, kiedy czyni dobro, ale on w sumie to tego dobra za bardzo nie chce czynić. On jest stary i jedyne co chce, to słuchać starych płyt i mieć święty spokój. Na szczęście Rysiek nie jest sam! O dziwno, facet dorobił się przyjaciela w postaci emerytowanego górnika Alozja. Uwielbiam faceta! Jest gruby, słucha Doorsów, jest rozsądny i niezwykle kochany. Niestety Alojz mówi w gwarze śląskiej i połowy jego dialogów nie rozumiałam :D Jest też Benjamin, młody Anglik, taki wiecie, cycuś-glancuś, z bogatego rodu co ma dziwne hobby, a sam Ben ma jeszcze dziwniejsze marzenie. Bo Ben umyślił sobie zostać Alfredem dla Batmana, a za swojego Batmana obrał biednego, skacowanego Ryśka.
Na rozpęd, oraz dla tych co lenia mają i się im dużo czytać nie chce, mam pytanie: Czy Bareja miał rację twierdząc, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki?
Bo jest taki jeden Rysiek, stary dziad, co chodzi w spranych koszulkach koncertowych, żre kebaby, pali jointy i nie ma dla niego żadnej świętości. Rysiek żyje wspomnieniami starych koncertów, które kiedyś dawał ze swoją...
Wnioskując po raczej buńczucznym tonie licznych postów Pana Jakuba Ćwieka na fb, nie spodziewałem się niczego dobrego po Dreszczu.
Oj jakże pozory mogą mylić!
Pan Jakub, niczym dr Gregory House, definitywnie ma prawo zachowywać się jak arogancki bubek, w momencie gdy odznacza się tak znakomitym warsztatem pisarskim.
Ex-rockman rażony gromem z jasnego nieba, zyskuje supermoce i z pomocą swojego kumpla - emerytowanego Ślązaka, wyrusza na iście marvelowską misję powstrzymania zła i uratowania świata (albo przynajmniej południowej części Polski).
Zachęcające? Średnio.
Fabuła Dreszcza jest idiotyczna, jednakże po pierwsze - jest to pastisz gatunku superbohaterskiego, a po drugie - literacki kunszt autora, sprawia, że czytelnik po prostu tę infantylną historię kupuje!
Jak to ładnie ujął Wesley Snipes w filmie Blade: "Some motherfuckers are always trying to ice-skate uphill". Panu Ćwiekowi zdaje się kompletnie nie przeszkadzać fakt, że utrudnia sobie zadanie sporą ilością postaci, niepoważnym tonem opowieści oraz rubasznym głównym bohaterem, którego ustami ciężko jest przemawiać w taki sposób, aby wzbudzić sympatię u czytelnika. Autor sam kopie sobie dołki i... Sam je przeskakuje. Ba! Robi to nie w byle jakim stylu.
Chapeau bas Panie Jakubie, na pewno skuszę się sięgnąć po pozostałe części tej serii.
Wnioskując po raczej buńczucznym tonie licznych postów Pana Jakuba Ćwieka na fb, nie spodziewałem się niczego dobrego po Dreszczu.
Oj jakże pozory mogą mylić!
Pan Jakub, niczym dr Gregory House, definitywnie ma prawo zachowywać się jak arogancki bubek, w momencie gdy odznacza się tak znakomitym warsztatem pisarskim.
Ex-rockman rażony gromem z jasnego nieba, zyskuje...
Superbohater po 50? Czemu nie, jeśli w głowie cały czas jest gimnazjum wartości i technikum mądrości, to wówczas jak u tego ślepego konia startującego w wyścigu Wielkiej Partubickiej, przeszkód nie widać.
Lubię Ćwieka, te jego próby opowiadania o sprawach doniosłych i ważnych w sposób swawolny i fikuśny. Lubię go za język, poczucie humoru, zgrabnie i przewrotnie konstruowaną refleksję, która nie traci na wartości pomimo tego, że wykluwana jest w bałwańskim środowisku i bałwańskim sposobem bywa opowiadana.
Bohaterem tego trzy tomowego cyklu jest cham, prostak, pijak i ćpun podstarzały, po wspomnianej 50, były/aktualny rockmen z Katowic, który przypadkiem staje się super bohaterem.
Głupawa, ale też arcymądra historia ratowania świata przez rąbniętego tetryka ku pokrzepieniu pachwiny i innych mniej ważnych organów ciała.
Superbohater po 50? Czemu nie, jeśli w głowie cały czas jest gimnazjum wartości i technikum mądrości, to wówczas jak u tego ślepego konia startującego w wyścigu Wielkiej Partubickiej, przeszkód nie widać.
Lubię Ćwieka, te jego próby opowiadania o sprawach doniosłych i ważnych w sposób swawolny i fikuśny. Lubię go za język, poczucie humoru, zgrabnie i przewrotnie...
Miły powrót do świata Dreszcza przy okazji wydania 3 części by dowiedzieć się , że tego mój mózg potrzebował. Połączenie flash i Silverhand'a postaci Zwierza aka Dreszcza wypada świetnie, a umiejscowienie tego w Polsce daję świetny nastrój.
Miły powrót do świata Dreszcza przy okazji wydania 3 części by dowiedzieć się , że tego mój mózg potrzebował. Połączenie flash i Silverhand'a postaci Zwierza aka Dreszcza wypada świetnie, a umiejscowienie tego w Polsce daję świetny nastrój.
Wszystkie 3 książki o " Dreszczu" przesłuchałem w jednym ciągu i bardzo lubię tego typu odskocznie. Całość oceniam na 7 choć ostatnia jest dla mnie najsłabsza. Jeśli lubisz superbohaterów i zastanawiasz jakby to wyglądało gdyby za oknem Ślązak Alojzy chodził po ulicy z rockmenem z mocami piorunów, to ta pozycja jest dla Ciebie.
Wszystkie 3 książki o " Dreszczu" przesłuchałem w jednym ciągu i bardzo lubię tego typu odskocznie. Całość oceniam na 7 choć ostatnia jest dla mnie najsłabsza. Jeśli lubisz superbohaterów i zastanawiasz jakby to wyglądało gdyby za oknem Ślązak Alojzy chodził po ulicy z rockmenem z mocami piorunów, to ta pozycja jest dla Ciebie.
Macie czasami tak, że po wielu latach wracacie do niektórych książek? Zmieniamy się, dojrzewamy, a przez to potrafimy spojrzeć na wiele tematów z zupełnie innej perspektywy - również na lektury, które kiedyś już poznaliśmy. Ja postanowiłem wrócić do „Dreszcza”, postaci wykreowanej wiele lat temu przez Jakuba Ćwieka.
Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że wśród nas żyją superbohaterowie? Tacy znani z filmów i komiksów, przeniesieni wprost do naszej codzienności? Pewnie, że tak. I właśnie z taką sytuacją mamy tutaj do czynienia tylko w bardzo swojskiej, polskiej, a właściwie śląskiej rzeczywistości.
Tytułowy Dreszcz to po prostu stary dziad, w którego uderzył piorun. Od tego momentu potrafi wysyłać ze swojego ciała wyładowania elektryczne. A gdy dodamy do tego fakt, że jest podstarzałym rockmanem i gitarzystą… można się spodziewać naprawdę niezłych historii. Choć i tak trudno zgadnąć, dokąd zaprowadzi nas ta opowieść. Na scenie pojawia się bowiem młodzieniec, który chce mu służyć, banda morderczych mimów oraz kilka innych, równie barwnych i osobliwych postaci.
Całość czyta się szybko i bardzo lekko. Fabuła wciąga, a poziom absurdu momentami sięga prawdziwego zenitu. Jeśli więc jeszcze nie spotkaliście Dreszcza i nie mieliście okazji poznać jego przygód zdecydowanie warto to nadrobić. Istnieje spora szansa, że będziecie się przy tym świetnie bawić.
#479#19#2026
Macie czasami tak, że po wielu latach wracacie do niektórych książek? Zmieniamy się, dojrzewamy, a przez to potrafimy spojrzeć na wiele tematów z zupełnie innej perspektywy - również na lektury, które kiedyś już poznaliśmy. Ja postanowiłem wrócić do „Dreszcza”, postaci wykreowanej wiele lat temu przez Jakuba Ćwieka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy wyobrażaliście sobie kiedyś, że wśród nas żyją...
kawał dobrego rocka.
kawał dobrego rocka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł zabawny, "dziaders metal" zostaje superbohaterem w przaśnej polskiej rzeczywistości, ale czyta się słabo. Fabuła nie wciąga, akcja ślamazarna, postaci dziwne, pomysły fabularne na siłę. Skończyłem i sięgnę po kontynuacje dla osoby Dreszcza, ale z nadzieją że będzie lepiej napisana.
Pomysł zabawny, "dziaders metal" zostaje superbohaterem w przaśnej polskiej rzeczywistości, ale czyta się słabo. Fabuła nie wciąga, akcja ślamazarna, postaci dziwne, pomysły fabularne na siłę. Skończyłem i sięgnę po kontynuacje dla osoby Dreszcza, ale z nadzieją że będzie lepiej napisana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawdziwa jazda bez trzymanki...połączenie rock and rolla, wszechobecnego czarnego humoru i nieoczywistego wątku kryminalnego. Jedyna w swoim rodzaju gratka i pozycja obowiązkowa dla fanów mocnych brzmień...no a teraz wrzuć na luz i daj się porwać historii niejakiego Dreszcza 😈.
Prawdziwa jazda bez trzymanki...połączenie rock and rolla, wszechobecnego czarnego humoru i nieoczywistego wątku kryminalnego. Jedyna w swoim rodzaju gratka i pozycja obowiązkowa dla fanów mocnych brzmień...no a teraz wrzuć na luz i daj się porwać historii niejakiego Dreszcza 😈.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor przyjemnie i lekko przeprowadził mnie przez humorystycznie opisane wydarzenia w znajomych miejscówkach. Całość okraszona klasycznym rockiem 🤟
Autor przyjemnie i lekko przeprowadził mnie przez humorystycznie opisane wydarzenia w znajomych miejscówkach. Całość okraszona klasycznym rockiem 🤟
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to➡️I tak - od razu zostałem kupiony wszechobecną metalową i hard rockową muzą, która stale wybrzmiewała ze stron książki. Jako fan metalu z dziada pradziada od lat 40stu reaguję na tego typu akcje bardzo żywiołowo. Tytuły rozdziałów będące tytułami znanych utworów, główny bohater, dla którego metal to jest sens życia, wszystko z przymrużeniem oka i dużą ilością humoru - nomen omen w to mi graj!
➡️Rysiek Zwierzchowski, stary rockman. Na utrzymaniu córeczki tatusia.
"Rockmani nie mają wakacji, Janeczko."
No właśnie. I stary, ale jary rockman Zwierzu właśnie idzie na rozmowę kwalifikacyjną. A co jest najważniejsze na rozmowach kwalifikacyjnych?
"– Pierwsza zasada rozmów kwalifikacyjnych – zwrócił się do stojącego w kącie fendera – to być sobą, nie?"
Z fenderem zawsze dobrze jest pogadać.
➡️"Proszę mi powiedzieć, czym się pan zajmuje na co dzień?
– Słucham muzyki rockowej i czytuję Chandlera.
– Zawodowo?
– Ależ skąd. – Pokręcił energicznie głową. – To hobby. Zawodowo oglądam filmy ze Stevenem Seagalem. Ale nienawidzę swojej pracy. "
No dobra, to już wiecie z jakiego pokroju człowiekiem macie do czynienia 🙈 Ale nie dajcie się zwieść pozorom 😅
➡️Rysiek nie przebiera w słowach. Zresztą nie tylko on. Żadnych tam ą i ę. Jazda na pełnej i żarty jak wyciosane w męczarniach dłutem przez pijanego rzeźbiarza. Ale jakie śmieszne 🙈
"do stolika podeszła drobniutka, wytatuowana po szyję kelnerka, by przyjąć ich zamówienia. Rysiek zapytał ją, o której kończy. Zmierzyła go wzrokiem.
– Może pan nie dożyć – stwierdziła, mlaskając gumą."
Ja chyba jednak nie z darma racji tego metalu słucham, bo uśmiałem się czytając jak jasna cholera i na to właśnie liczyłem. Na mocny, ostry język, dosadne teksty, dużo ironii i przerysowań. Taki pomnik podstarzałego metalowca, z którym całkiem nietrudno mi się identyfikować 🙈 Tylko ja więcej klnę 😅 Ale i Ryśkowi niewiele brakuje.
"No dobra, panie komisarz, mów pan, czego chcesz, i bądź pan łaskaw pospierdalać, coby obywatele mogli zjeść w spokoju za ciężko zapracowane pieniądze."
➡️Jeśli lubicie komiksy (które ja uwielbiam) to tu poczujecie się jak u siebie. Wiecie, piorun z nieba trafia w Zwierza, Zwierzu się budzi (ocyka 🙈) i nagle okazuje się, że ma super moce. A co! Jakie super moce? A choćby że może strzelać piorunami. Co z tym zrobi? Czy da się w ogóle coś z tym zrobić? Może by tak zostać superbohaterem?
"Z każdym jego krokiem rozlegał się trzask, elektryczne wiązki biegały po nim jak naspidowane węże, a zaciśnięte pięści przypominały energetyczne kule."
➡️I tu od razu jak żywy staje mi przed oczami inny superbohater z komiksu (jednego z moich topowych), też podstarzały metal, który zbawia świat. Tak, tak, recenzowałem i piałem z zachwytu, chodzi o Szumowinę 😁 Wiele, bardzo wiele łączy te dwa wydawnictwa. Chociażby niepoprawność polityczna, którą zawsze witam z otwartymi ramionami i uśmiechem na twarzy.
"Cholera – mruknął – to miejsce nie mogłoby być bardziej pedalskie, nawet gdyby Elton John ubrany tylko w kraciasty fartuszek serwował tu marynowaną kiełbaskę George’a Michaela."
Przecież mówiłem 🙈
➡️A teraz uwaga - nie myślcie sobie, że to ot taka zwariowana komedia. O nie nie. Tzn. nie tylko. Gdyż ponieważ zaczynają ginąć niewinni ludzie, a gang mimów z sobie tylko właściwych powodów morduje kolejne osoby. I to morduje bardzo dziwnie i supernaturalnie. Oczywiste, że jak jest superhero to muszą być i superzłole.
Oesu, ja wiem, jak to brzmi, ale jak przeczytacie, to sami zobaczycie, że wszystko jest na miejscu i nic nie zgrzyta. Dlaczego giną? O co w ogóle chodzi? Dobra, nawet nie usiłowałem zgadywać, po prostu czytałem dalej.
➡️A skoro jest gitarowy Batman, to musi mieć swojego Robina. I tym Robinem jest Benford. To dopiero postać. Za cholere nie wiem co tu Wam napisać, poza tym że mega inteligentny, mega dziwny i Zwierzu go nie znosi. Przynajmniej na początku. Bardziej porąbanej pary ze świecą szukać 😅 Plus Alojz sztygar menadżer 🤭
➡️Ubawiłem się po pachy, czy z Wami tak będzie nie wiem, ale dla mnie ta konwencja to strzał w dychę. Jest rock and roll, jest akcja, krwiste dialogi, wyrazisty, popieprzony, dziwny Bohater, sarkazm, pastisz i historia rodem z komiksu. Dużo śmiechu, ironia pod wierzchem, zaskakujące fabularnie twisty, czego chcieć więcej.
"– I widzicie? Tak macie grać, a nie to wasze sranie w banie Majkel Dżekson. Ludzie chcą rocka!"
Amen.
➡️Autor znakomicie się bawi parodiując pewne stereotypy i wzorce zachowań i to jest świetne, to jest zabawne i to jest odjechane. Mit superbohatera, mit rockandrollowca z krwi i kości, wszystkim dostaje się po równo. I tak powinno być. Opinia na temat sądownictwa też bardzo trafna:
"Łatwiej ubrać kalesony czy rajstopy starej na ryj, niż wywalczyć coś u tych zjebów w togach."
Może warto byłoby narysować komiks o Zwierzu? A może już jest, tylko ja nic nie wiem? 🙈
Moja ocena 7,5/10, za imprezę, za zabawę, mocne teksty i za metalrock.
➡️Pierwsze spotkanie z Ćwiekiem uważam za bardzo udane. Oby tak dalej 🤟 I doskonale widać, że autor działa wg motta Lemmy'ego (niech mu ziemia lekką będzie):
"Born to raise hell, born to raise hell,
We know how to do it and we do it real well."
A na koniec to Wam powiem dokładnie to samo co Ćwiek ustami Zwierza:
"Człowiek ma wrażenie, że zapanowała jakaś moda i cały świat to parodia Marvela."
No urwa, dokładnie tak to wygląda.
PS. Czerwone Słoneczko petarda 😅 a Ekumen z jego niemożnością przeklinania wymiata "bum-trala cyk-cyk, chu… fiku-miku hopsa-sa." Najlepsze 😂
➡️I tak - od razu zostałem kupiony wszechobecną metalową i hard rockową muzą, która stale wybrzmiewała ze stron książki. Jako fan metalu z dziada pradziada od lat 40stu reaguję na tego typu akcje bardzo żywiołowo. Tytuły rozdziałów będące tytułami znanych utworów, główny bohater, dla którego metal to jest sens życia, wszystko z przymrużeniem oka i dużą ilością humoru -...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł mi się podobał. Początek jest super. Książka powinna się skończyć w połowie. Wygląda jak zlepek trzech pomysłów i Ćwiek mnie tutaj trochę rozczarował, bo seria o Kłamcy była bezbłędna. Pewnie sięgnę po drugi tom, ale raczej nie prędko...
Pomysł mi się podobał. Początek jest super. Książka powinna się skończyć w połowie. Wygląda jak zlepek trzech pomysłów i Ćwiek mnie tutaj trochę rozczarował, bo seria o Kłamcy była bezbłędna. Pewnie sięgnę po drugi tom, ale raczej nie prędko...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa bardzo odjechana jak dla mnie, ale poczucie humoru dobre.
Za bardzo odjechana jak dla mnie, ale poczucie humoru dobre.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest mój ulubiony rodzaj powieści Ćwieka. Należy do tego samego nurtu co koszmarni "Chłopcy" i znakomity "Zawisza Czarny". "Dreszcz" nie jest ani tak beznadziejny jak cykl o półmózgich motocyklistach ani tak świetny jak Zawisza. Jest gdzieś pośrodku. Miejscami nudnawy, jak 95% bzdetów o superbohaterach, miejscami boleśnie nieśmieszny tam, gdzie miał być zabawny, z koszmarnie wkurzającym głównym bohaterem i idiotycznie wypadającymi w wersji audiobooka cytatami z rockowych piosenek. Ale ma coś w sobie. Historia jest dość oryginalna i ma świetne niektóre postaci drugoplanowe (Ekumen rzondzi!). I miejscami jest zabawna.
Co do lektora. Dopiero przy tej książce w pełni zrozumiałem, dlaczego wszyscy tak się zachwycają tym całym Kosiorem. Niesamowite, co on tu odjaniepawla.
To nie jest mój ulubiony rodzaj powieści Ćwieka. Należy do tego samego nurtu co koszmarni "Chłopcy" i znakomity "Zawisza Czarny". "Dreszcz" nie jest ani tak beznadziejny jak cykl o półmózgich motocyklistach ani tak świetny jak Zawisza. Jest gdzieś pośrodku. Miejscami nudnawy, jak 95% bzdetów o superbohaterach, miejscami boleśnie nieśmieszny tam, gdzie miał być zabawny, z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opowiada o podstarzałym rockmanie, który nagle zyskuje supermoce i zostaje samozwańczym bohaterem. Ćwiek serwuje tu mieszankę czarnego humoru, komiksowych schematów i muzycznych odniesień, co tworzy niezwykle barwną i rozrywkową całość. Główny bohater jest daleki od typowego herosa – jest zgorzkniały, ironiczny i niekoniecznie odpowiedzialny, co dodaje historii niebanalnego charakteru. Autor bawi się konwencją super bohaterską, jednocześnie przemycając refleksje o starzeniu się i próbie odnalezienia sensu życia. To pełna energii, zabawna i nietypowa opowieść, która wyróżnia się w dorobku Ćwieka.
Książka opowiada o podstarzałym rockmanie, który nagle zyskuje supermoce i zostaje samozwańczym bohaterem. Ćwiek serwuje tu mieszankę czarnego humoru, komiksowych schematów i muzycznych odniesień, co tworzy niezwykle barwną i rozrywkową całość. Główny bohater jest daleki od typowego herosa – jest zgorzkniały, ironiczny i niekoniecznie odpowiedzialny, co dodaje historii...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMa kilka zabawnych momentów ale ogólnie nie przypadła mi do gustu.
Ma kilka zabawnych momentów ale ogólnie nie przypadła mi do gustu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie każdy polubi to, ale polecam. Całkiem dobra historia.
Nie każdy polubi to, ale polecam. Całkiem dobra historia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Dreszcz” to nie jest książka dla każdego.
Jakub Ćwiek zabiera nas w szalony świat, w którym obok nas żyją superbohaterowie. To też są zwykli ludzie, mający słabości i różne odpały. Ale to nie jest cukierkowa książka.
Autor na Wstępie ostrzega, że to książka nie dla każdego. Jest tu pełno czarnego humoru i to bardzo mocnego. Niczym jazda po krawędzi. Sam Rysiek to specyficzny gość, którego polubisz lub znienawidzisz na starcie. Zachowuje się jak wujek na weselu.
W tej książce jest humorystycznie przedstawiane niemal wszystko. Nie ma tu żadnych świętości i można zostać urażonym na 100 sposobów. Ale właśnie to jest w tym najlepsze. Autor trafił w moją linie czarnego humoru. Za to pokochałem „Dreszcza”.
Zdaję sobie sprawę, że to nie jest książka w guście wielu czytelników. Ale niczym Rysiek mam to w d…, znaczy się poważaniu. Dla mnie to najlepsza książka, jaką przeczytałem w 2024 roku.
„Dreszcz” to nie jest książka dla każdego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakub Ćwiek zabiera nas w szalony świat, w którym obok nas żyją superbohaterowie. To też są zwykli ludzie, mający słabości i różne odpały. Ale to nie jest cukierkowa książka.
Autor na Wstępie ostrzega, że to książka nie dla każdego. Jest tu pełno czarnego humoru i to bardzo mocnego. Niczym jazda po krawędzi. Sam Rysiek to...
nie mój typ bajki
nie mój typ bajki
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiła lektura przygodowa
Miła lektura przygodowa
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuperbohater z mojego sąsiedztwa.
Lubie Pana Ćwieka, lubię jego sposób pisania i lubię jego poprzedniego bohatera drelicha. Za to nie podoba mi się przytaczanie tekstów piosenek, uważam to za nie potrzebne. Rysiek jest charyzmatyczny, zrzędliwy i obleśny. Benjamin jest butlerem jakiego nie powstydził by się Batman a Alojz jest idealnym dodatkiem do tej paczki
Superbohater z mojego sąsiedztwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubie Pana Ćwieka, lubię jego sposób pisania i lubię jego poprzedniego bohatera drelicha. Za to nie podoba mi się przytaczanie tekstów piosenek, uważam to za nie potrzebne. Rysiek jest charyzmatyczny, zrzędliwy i obleśny. Benjamin jest butlerem jakiego nie powstydził by się Batman a Alojz jest idealnym dodatkiem do tej paczki
Do tej książki wróciłam po blisko 10 latach. Bogatsza o kilka setek przeczytanych książek, wiele poznanych w międzyczasie utworów muzycznych i kilka filmów o superbohaterach.
Podstawowym plusem tej książki jest przesiąknięcie rock 'n' rollem. To jest to co bardzo sobie cenię. Takie powieści wzbogacają bowiem nie tylko moją biblio-, ale także audiotekę. A nawet jeśli nie wnoszą do niej nic nowego, to często sprawiają, że mam ochotę - chociaż na krótką chwilę - wrócić do zawartych w danej książce utworów. I tu nie było inaczej.
Muszę przyznać, że był to naprawdę miły powrót.
Do tej książki wróciłam po blisko 10 latach. Bogatsza o kilka setek przeczytanych książek, wiele poznanych w międzyczasie utworów muzycznych i kilka filmów o superbohaterach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodstawowym plusem tej książki jest przesiąknięcie rock 'n' rollem. To jest to co bardzo sobie cenię. Takie powieści wzbogacają bowiem nie tylko moją biblio-, ale także audiotekę. A nawet jeśli nie...
Mam wrażenie, że książka „Dreszcz” została napisana za wcześnie. Dlaczego? W dwa tysiące trzynastym roku nie panował jeszcze wśród pisarzy trend na dołączanie do swoich powieści dedykowanych playlist - a żadna historia nie posiadałaby równie epickiej ścieżki dźwiękowej, jak właśnie opowieść o perypetiach starego rockmana o nadprzyrodzonych mocach. Jednak muzyka to jedno, a książka - drugie. Jakie są moje wrażenia po lekturze? Krótko mówiąc: mieszane.
Zacznijmy od pozytywów:
Bardzo charakterystyczne (i charakterne) „pióro”. Litry alkoholu, setki jointów, rzucanie mięsem, erotyczne podteksty - jednym słowem: mocna, „męska” lektura. A przy tym: mnóstwo inteligentnego, chamskiego humoru, sarkazmu i ironii, a także - starych, rockowych przebojów, w których chyba tkwi cały urok tej niezwykłej historii.
Zwroty akcji. „Dreszcz” jest przewidywalny i nieprzewidywalny jednocześnie. Inaczej mówiąc: akcja zmierza z punktu A do punktu B przez punkt Ą - można domyśleć się zakończenia lektury, ale nie sposób wpaść na to, jakie perypetie czekają bohaterów po drodze.
Ślunsko godka. Alojz, kompan Dreszcza i rodowity mieszkaniec Śląska, porozumiewa się głównie charakterystycznym dla tego rejonu dialektem - na tyle bliskim polskiemu językowi, by móc go zrozumieć bez dodatkowych przypisów, i jednocześnie: na tyle egzotycznym dla nie-Ślązaków, by musieli czasem przerwać czytanie i poświęcić chwilę na odgadnięcie, o czym właściwie bohater w danym fragmencie mówi.
Jakie są mankamenty tej książki?
Lektura to laurka dla stereotypowo postrzeganej męskości. A może raczej: mokry sen niespełnionego rockmana - życie pełne używek, wierni przyjaciele, niesamowite moce, gigantyczny talent muzyczny i seksowne małolaty klejące się do starego, zapijaczonego i wulgarnego chudzielca, jak gdyby był bardziej seksowny od Henry’ego Cavilla. Kobiety w tej książce można przyporządkować do jednej z trzech grup: albo są ledwie pełnoletnie, niesamowicie piękne, wyuzdane i zwykle spragnione zbliżeń z Ryśkiem, albo rozmodlone - jak Janice, córka Ryszarda i żona amerykańskiego pastora, lub siostry zakonne w Czerwonym Słoneczku, albo należą do antagonistów głównych bohaterów. Żadna żeńska postać nie gra tu na tyle istotnej roli, by nie dało się jej wyrzucić z fabuły bez większych szkód dla powieści. Moja feministyczna dusza momentami naprawdę cierpiała przy lekturze.
Akcja jest źle zbalansowana. Mam wrażenie, że gdyby książka skończyła się tuż po pewnym koncercie, czułabym się usatysfakcjonowana tą lekturą; natomiast przez to, że trwała ona dłużej, wprowadzała w środku powieści nowe postaci i przygody, prawie kompletnie nie związane z wcześniejszymi wydarzeniami, zaczęłam czuć znużenie i zmęczenie zbyt dużą ilością niecodziennych, groteskowych wątków. Moim zdaniem część historii można było spokojnie przenieść do kolejnego tomu powieści o przygodach Ryśka, dzięki czemu książka nabrałaby czytelnego wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Warto wspomnieć, że sama powieść jest naprawdę krótka - liczy nieco ponad dwieście stron, z czego ostatnich sześćdziesiąt to wspomniane wyżej zbędne rozbudowanie fabuły. Należę do czytelników, którym żadna grubość książki niestraszna, więc doprowadzenie mnie do zmęczenia lekturą przy ledwie dwóch setkach stron to naprawdę rzadkie zjawisko.
Alojz i Benjamin to świetne chłopaki, ale Ryszarda, samolubnego, wulgarnego, seksualnie niewyżytego oraz uzależnionego od alkoholu i skrętów rockmana, mającego cudze dobro gdzieś nie ze względu na żadne ciężkie wydarzenia czy traumy z przeszłości, tylko przez swój własny, niebotyczny egoizm, po prostu nie potrafię przetrawić. Wampir energetyczny - w dosłownym i przysłowiowym znaczeniu, którego ratuje tylko sarkastyczne poczucie humoru i delikatna metamorfoza osobowości w miarę rozwoju akcji. Jeśli kiedyś sięgnę po kolejne książki o przygodach Zwierza, na pewno nie zrobię tego z sympatii do tytułowego bohatera.
Po więcej takich recenzji zapraszam na lg: @wwiercona_w_ksiazki
Mam wrażenie, że książka „Dreszcz” została napisana za wcześnie. Dlaczego? W dwa tysiące trzynastym roku nie panował jeszcze wśród pisarzy trend na dołączanie do swoich powieści dedykowanych playlist - a żadna historia nie posiadałaby równie epickiej ścieżki dźwiękowej, jak właśnie opowieść o perypetiach starego rockmana o nadprzyrodzonych mocach. Jednak muzyka to jedno, a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKocham Alojza i mózg ćwieka ! Co tam się dzieje ? Jakiś kosmos !
Kocham Alojza i mózg ćwieka ! Co tam się dzieje ? Jakiś kosmos !
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczęło się super, ale po wysadzeniu telewizora zdechło. Cóż, 4 to nie 1.
Zaczęło się super, ale po wysadzeniu telewizora zdechło. Cóż, 4 to nie 1.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAudiobook
Ta książka trafiła do mnie w odpowiednim czasie. Jaki to był sztos! :D bawiłam się wybitnie ;) Ja wiem, to nie jest literatura wysokich lotów ale czy każda musi taka być? Mamy tutaj doczynienia z podstarzałym rockmenem, alkoholikiem i mąciwodą, który z nieznanych sobie przyczyn dostaje SUPERMOCE xD no rewelacja !!!! Myślę, że audiobook też zrobił tutaj swoje, a w sumie niesamowity lektor Filip Kosior! Chce więcej!!
Ps Nawet w momencie pisania tej opinia buzia mi się uśmiecha 😆
Audiobook
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka trafiła do mnie w odpowiednim czasie. Jaki to był sztos! :D bawiłam się wybitnie ;) Ja wiem, to nie jest literatura wysokich lotów ale czy każda musi taka być? Mamy tutaj doczynienia z podstarzałym rockmenem, alkoholikiem i mąciwodą, który z nieznanych sobie przyczyn dostaje SUPERMOCE xD no rewelacja !!!! Myślę, że audiobook też zrobił tutaj swoje, a w...
Nie będę ukrywać, że poprzednie książki, autorstwa Ćwieka, które czytałam, rozczarowały mnie kompletnie. Sięgnęłam więc, po kolejną książkę z dużą nieufnością.
No i cóż, kolejny raz srodze się rozczarowałam.
Główny bohater to podstarzały rockman, który wciąż marzy o sławie, zachwujący sie jakby miał ciągle 20 lat. Jest wkurzający i obleśny od pierwszych stron. Typowy gawędziarz erotoman, kompletnie nie wzbudzający sympatii czytelnika.
Fabuła, też nie powala.
Denerwujące było wciskanie w co drugą linijkę tekstów piosenek. Odniosłam wrażenie, że autor, sam nie do końca wiedział co powinnien jeszcze napisać w konkretnej sytuacji, więc żeby zapełnić powstałe luki, wrzucał teksty piosenek.
Jedyne, co tak naprawdę podobało mi się w książce, to to, że duża część działa się w Katowicach, no i oczywiście ślonsko godka.
Nie będę ukrywać, że poprzednie książki, autorstwa Ćwieka, które czytałam, rozczarowały mnie kompletnie. Sięgnęłam więc, po kolejną książkę z dużą nieufnością.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i cóż, kolejny raz srodze się rozczarowałam.
Główny bohater to podstarzały rockman, który wciąż marzy o sławie, zachwujący sie jakby miał ciągle 20 lat. Jest wkurzający i obleśny od pierwszych stron. Typowy...
Na rozpęd, oraz dla tych co lenia mają i się im dużo czytać nie chce, mam pytanie: Czy Bareja miał rację twierdząc, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki?
Bo jest taki jeden Rysiek, stary dziad, co chodzi w spranych koszulkach koncertowych, żre kebaby, pali jointy i nie ma dla niego żadnej świętości. Rysiek żyje wspomnieniami starych koncertów, które kiedyś dawał ze swoją dawną kapelą i na które sam chodził. W czasach swojej młodości zapłodnił tyle kobiet, że sam nie wie, ile w sumie ma dzieci, utrzymuje go jedyna przyznająca się do niego córka. Poza tym, to Rysiek już jest stary, pomarszczony, mieszka na katowickim Tauzenie, a kiedy chciał się zrelaksować z browarem pod blokiem to uderzył w niego piorun. Od tego czasu Rysiek ma super moce, a głowę zaczyna mu truć jakiś smarkacz z Anglii co ma dziwne marzenia.
To jest jedna z tych książek, które są świetne, ale nie dla każdego. Rysiek to bardzo intensywny w odbiorze facet i nie jest to typ taki... do lubienia. Rysiek miewa tam gdzieś momenty, kiedy czyni dobro, ale on w sumie to tego dobra za bardzo nie chce czynić. On jest stary i jedyne co chce, to słuchać starych płyt i mieć święty spokój. Na szczęście Rysiek nie jest sam! O dziwno, facet dorobił się przyjaciela w postaci emerytowanego górnika Alozja. Uwielbiam faceta! Jest gruby, słucha Doorsów, jest rozsądny i niezwykle kochany. Niestety Alojz mówi w gwarze śląskiej i połowy jego dialogów nie rozumiałam :D Jest też Benjamin, młody Anglik, taki wiecie, cycuś-glancuś, z bogatego rodu co ma dziwne hobby, a sam Ben ma jeszcze dziwniejsze marzenie. Bo Ben umyślił sobie zostać Alfredem dla Batmana, a za swojego Batmana obrał biednego, skacowanego Ryśka.
Na rozpęd, oraz dla tych co lenia mają i się im dużo czytać nie chce, mam pytanie: Czy Bareja miał rację twierdząc, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo jest taki jeden Rysiek, stary dziad, co chodzi w spranych koszulkach koncertowych, żre kebaby, pali jointy i nie ma dla niego żadnej świętości. Rysiek żyje wspomnieniami starych koncertów, które kiedyś dawał ze swoją...
Wnioskując po raczej buńczucznym tonie licznych postów Pana Jakuba Ćwieka na fb, nie spodziewałem się niczego dobrego po Dreszczu.
Oj jakże pozory mogą mylić!
Pan Jakub, niczym dr Gregory House, definitywnie ma prawo zachowywać się jak arogancki bubek, w momencie gdy odznacza się tak znakomitym warsztatem pisarskim.
Ex-rockman rażony gromem z jasnego nieba, zyskuje supermoce i z pomocą swojego kumpla - emerytowanego Ślązaka, wyrusza na iście marvelowską misję powstrzymania zła i uratowania świata (albo przynajmniej południowej części Polski).
Zachęcające? Średnio.
Fabuła Dreszcza jest idiotyczna, jednakże po pierwsze - jest to pastisz gatunku superbohaterskiego, a po drugie - literacki kunszt autora, sprawia, że czytelnik po prostu tę infantylną historię kupuje!
Jak to ładnie ujął Wesley Snipes w filmie Blade: "Some motherfuckers are always trying to ice-skate uphill". Panu Ćwiekowi zdaje się kompletnie nie przeszkadzać fakt, że utrudnia sobie zadanie sporą ilością postaci, niepoważnym tonem opowieści oraz rubasznym głównym bohaterem, którego ustami ciężko jest przemawiać w taki sposób, aby wzbudzić sympatię u czytelnika. Autor sam kopie sobie dołki i... Sam je przeskakuje. Ba! Robi to nie w byle jakim stylu.
Chapeau bas Panie Jakubie, na pewno skuszę się sięgnąć po pozostałe części tej serii.
Wnioskując po raczej buńczucznym tonie licznych postów Pana Jakuba Ćwieka na fb, nie spodziewałem się niczego dobrego po Dreszczu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOj jakże pozory mogą mylić!
Pan Jakub, niczym dr Gregory House, definitywnie ma prawo zachowywać się jak arogancki bubek, w momencie gdy odznacza się tak znakomitym warsztatem pisarskim.
Ex-rockman rażony gromem z jasnego nieba, zyskuje...
Superbohater po 50? Czemu nie, jeśli w głowie cały czas jest gimnazjum wartości i technikum mądrości, to wówczas jak u tego ślepego konia startującego w wyścigu Wielkiej Partubickiej, przeszkód nie widać.
Lubię Ćwieka, te jego próby opowiadania o sprawach doniosłych i ważnych w sposób swawolny i fikuśny. Lubię go za język, poczucie humoru, zgrabnie i przewrotnie konstruowaną refleksję, która nie traci na wartości pomimo tego, że wykluwana jest w bałwańskim środowisku i bałwańskim sposobem bywa opowiadana.
Bohaterem tego trzy tomowego cyklu jest cham, prostak, pijak i ćpun podstarzały, po wspomnianej 50, były/aktualny rockmen z Katowic, który przypadkiem staje się super bohaterem.
Głupawa, ale też arcymądra historia ratowania świata przez rąbniętego tetryka ku pokrzepieniu pachwiny i innych mniej ważnych organów ciała.
Superbohater po 50? Czemu nie, jeśli w głowie cały czas jest gimnazjum wartości i technikum mądrości, to wówczas jak u tego ślepego konia startującego w wyścigu Wielkiej Partubickiej, przeszkód nie widać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię Ćwieka, te jego próby opowiadania o sprawach doniosłych i ważnych w sposób swawolny i fikuśny. Lubię go za język, poczucie humoru, zgrabnie i przewrotnie...
Nie jest zła, ale jakoś mnie nie wciągnęła. Historia też mnie nie zaciekawiła.
Nie jest zła, ale jakoś mnie nie wciągnęła. Historia też mnie nie zaciekawiła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiły powrót do świata Dreszcza przy okazji wydania 3 części by dowiedzieć się , że tego mój mózg potrzebował. Połączenie flash i Silverhand'a postaci Zwierza aka Dreszcza wypada świetnie, a umiejscowienie tego w Polsce daję świetny nastrój.
Miły powrót do świata Dreszcza przy okazji wydania 3 części by dowiedzieć się , że tego mój mózg potrzebował. Połączenie flash i Silverhand'a postaci Zwierza aka Dreszcza wypada świetnie, a umiejscowienie tego w Polsce daję świetny nastrój.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystkie 3 książki o " Dreszczu" przesłuchałem w jednym ciągu i bardzo lubię tego typu odskocznie. Całość oceniam na 7 choć ostatnia jest dla mnie najsłabsza. Jeśli lubisz superbohaterów i zastanawiasz jakby to wyglądało gdyby za oknem Ślązak Alojzy chodził po ulicy z rockmenem z mocami piorunów, to ta pozycja jest dla Ciebie.
Wszystkie 3 książki o " Dreszczu" przesłuchałem w jednym ciągu i bardzo lubię tego typu odskocznie. Całość oceniam na 7 choć ostatnia jest dla mnie najsłabsza. Jeśli lubisz superbohaterów i zastanawiasz jakby to wyglądało gdyby za oknem Ślązak Alojzy chodził po ulicy z rockmenem z mocami piorunów, to ta pozycja jest dla Ciebie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziwne, ale chyba przeczytam 2 tom xd🤣
Dziwne, ale chyba przeczytam 2 tom xd🤣
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Richard" przypomina krzyżówkę Johnnego Silverhanda i Jakuba Wędrowycza, a to już mieszanka wybuchowa. Polecam!
"Richard" przypomina krzyżówkę Johnnego Silverhanda i Jakuba Wędrowycza, a to już mieszanka wybuchowa. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to