„Kot Bułhakowa” („Bulgakovs kat”) Addy Djorup, przełożyła Zuzanna Zywert, ArtRage 2023, kupione po ujrzeniu informacji o niebywałej wyprzedaży w wydawnictwie (13 książek…), los nałogowca po prostu
Stanowczo wolę historie o wiedźmach z Kijowa. Malutka książeczka pani Djorup opisarce, która pisze niepotrzebne książki, nie przekonała mnie do siebie. W tej literackiej fantazji zoofilskiej najfajniej wypadły rozmowy matki z córeczką, autentyczne, a nie wydumane. Fajne także sceny pozbywania się książek, rozmowy z agentką. O, i wyszło, co mi nie gra w tekście: warstwa realistyczna OK, warstwa groteskowo-fantastyczna – nie OK. Cos mi tu nie gra, całe życie czytam fantastykę, uwielbiam MiM. Widocznie z Djorup jakos mi nie po drodze.
„Kot Bułhakowa” („Bulgakovs kat”) Addy Djorup, przełożyła Zuzanna Zywert, ArtRage 2023, kupione po ujrzeniu informacji o niebywałej wyprzedaży w wydawnictwie (13 książek…), los nałogowca po prostu
Stanowczo wolę historie o wiedźmach z Kijowa. Malutka książeczka pani Djorup opisarce, która pisze niepotrzebne książki, nie przekonała mnie do siebie. W tej literackiej fantazji...
Ślepy traf sprawił, że czytałam ją razem z książką Mirandy July "Na czworakach".. I jedna, i druga książka traktuje o kobietach, kobietach-niewolnych.. Nie chce pisać "zniewolonych", bo słowo to kojarzy mi się bardzo negatywnie.. użyję słowa "niewolnych" - nie są wolne od obowiązków, od macierzyństwa, od przeszłości, ale też od pragnień, od marzeń, od chęci wyrwania się z rutyny.. W ksiązce Addy Djorup wszystko to jest dodatkowo okraszone fantazjami rodem z podrzędnego pornosa zainspirowanego klasyką literatury.. Dalej nie wiem co o tej książce myśleć, ale ewidentnie została mi w głowie i próbuje mi w niej zamieszać.. Naprawdę, niesamowite ile "społecznych" obowiązków ma kobieta.. i jak niesamowite rzeczy wychodzą z głowy, gdy jest już tą obowiązkowością zmęczona..
Ślepy traf sprawił, że czytałam ją razem z książką Mirandy July "Na czworakach".. I jedna, i druga książka traktuje o kobietach, kobietach-niewolnych.. Nie chce pisać "zniewolonych", bo słowo to kojarzy mi się bardzo negatywnie.. użyję słowa "niewolnych" - nie są wolne od obowiązków, od macierzyństwa, od przeszłości, ale też od pragnień, od marzeń, od chęci wyrwania się z...
Lepiej przygotowana do lektury „Kota…” być nie mogłam. Złożyły się na to: podana dousznie, odkurzona zawartość „Mistrza…” oraz liczne ostrzeżenia przed ryzykiem kontaktu z książką ze wszech miar obrzydliwą, których nie traktowałam lekko. Jakie było moje zaskoczenie. Zwłaszcza gdy po dotarciu do odpowiedniego momentu w myślach powróciła jeszcze ghiblowska „Narzeczona dla kota”. Nie rozumiem zatem zarzutów o „fuj”. Mnie powieść Djørup wydała się pojechana, zabawna i bogata w refleksje. Behemotowsko diabelsko-magiczna. Rozumiem ją jako rzecz zarówno o blokadzie pisarskiej, jak i o ostatecznie nieudanej próbie wdrożenia ekologii słowa czy też zrównoważonego rozwoju literatury poprzez pragnienie odejścia od pisania książek przeciętnych i zaprzestania identyfikacji z wywyższonym społecznie zawodem pisarki. Same godne pochwały zamiary, oczywiście niezrealizowane – kochamy brak konsekwencji, jest rzeczywisty. Ładnie tu, choć zupełnie nie lirycznie, o macierzyństwie, co przyciągnęło nawet osobę umiarkowanie zainteresowaną tematem (mnie). A że pomiędzy jednym tematem a drugim w nadmiarze znajdą się jakieś futrzane jaja – jakby świat realny nie wykształcił w nas wystarczającej na nie odporności – to tylko dla efektu „miau”.
Lepiej przygotowana do lektury „Kota…” być nie mogłam. Złożyły się na to: podana dousznie, odkurzona zawartość „Mistrza…” oraz liczne ostrzeżenia przed ryzykiem kontaktu z książką ze wszech miar obrzydliwą, których nie traktowałam lekko. Jakie było moje zaskoczenie. Zwłaszcza gdy po dotarciu do odpowiedniego momentu w myślach powróciła jeszcze ghiblowska „Narzeczona dla...
Bułhakowem Djorup zdecydowanie nie jest i nie wiem, czy chciałaby być. Nie wiem też, czy podczepienie się pod innego, nieskoczenie bardziej znanego pisarza jest dla autorki ułatwieniem, czy wręcz przeciwnie. W każdym racie ta książka mnie nie porwała i nie tylko, chociaż także przez nadmiar fizjologizmów. Jedynym interesującym fragmentem była dla mnie powieść bohaterki z ciekawym zarysem akcji. Warto by go rozwinąć, ale niekoniecznie ręką pomysłodawczyni.
Bułhakowem Djorup zdecydowanie nie jest i nie wiem, czy chciałaby być. Nie wiem też, czy podczepienie się pod innego, nieskoczenie bardziej znanego pisarza jest dla autorki ułatwieniem, czy wręcz przeciwnie. W każdym racie ta książka mnie nie porwała i nie tylko, chociaż także przez nadmiar fizjologizmów. Jedynym interesującym fragmentem była dla mnie powieść bohaterki z...
Ta niewielka książeczka (nieco ponad 120 stron) spowodowała, że zagotowało mi się w głowie. Przeczytałam, bo musiałam- każdy wielbiciel prozy Bułhakowa wie, o czym mówię- ale pozostałam w stanie głębokiego zdumienia po lekturze.
Rzecz jest o pisarce, matce 5-letniej dziewczynki, która pewnego razu postanawia zrzucić z siebie powinności pisarskie i zacząć żyć po swojemu. No właśnie, ale co to znaczy? Czy we współczesnym świecie tak się da? Decyzja bohaterki podyktowana była tajemniczym głosem pojawiającym się w jej głowie, który następnie materializuje się w postaci kota Behemota i prowadzi ją do krainy, gdzie nie ma żadnych barier, ani porządku. Wielki czarny kocur staje się szalonym kochankiem pisarki, ale i przewodnikiem po rzeczywistości zupełnie odrealnionej. Tak jak u Bułhakowa zabiera ją na loty nad miastem, przyjęcia w pałacach przeradzające się w orgie ohydnych bestii, a nawet pozwala jej przejść korytarzem do miejsca, gdzie spotyka samą siebie w momencie podeszłej starości- prawie rozkładu ciała. Sceny z Behemotem toczą się na granicy snu, szaleństwa, pijackiego widu, a bohaterka wychodzi z nich w momencie, kiedy musi zaopiekować się swoją córką.
Może chodzi tu o to, że macierzyństwo uniemożliwia kobiecie realizację jej fantazji i pragnień i wpycha ją z konieczności w racjonalne widzenie świata? Konieczność zarabiania pieniędzy, odbierania dziecka z przedszkola, nakarmienie go, położenie do snu powoduje, że nie możemy pozwolić sobie na bycie naprawdę sobą. Gdyby jednak ktoś nas od tego uwolnił, to strach pomyśleć, jakie pragnienia chciałybyśmy spełnić. Śledząc poczynania bohaterki „Kota Bułhakowa” sądzę, że poszłybyśmy na całość.
Chciałabym, żeby więcej osób przeczytało tę zadziwiającą minipowieść i napisało, co o niej myśli. Bo ja, zgodnie z tym, co napisała autorka jestem czytelniczką, która nie wie, czy śmiać się, czy płakać. Ciekawe doświadczenie czytelnicze.
Ta niewielka książeczka (nieco ponad 120 stron) spowodowała, że zagotowało mi się w głowie. Przeczytałam, bo musiałam- każdy wielbiciel prozy Bułhakowa wie, o czym mówię- ale pozostałam w stanie głębokiego zdumienia po lekturze.
Rzecz jest o pisarce, matce 5-letniej dziewczynki, która pewnego razu postanawia zrzucić z siebie powinności pisarskie i zacząć żyć po swojemu....
To była przedziwna książka. Miejscami niesmaczna, ale również inspirująca i poetycka (oprócz fragmentów z włochatymi kocimi jajami). Autorka w ciekawy sposób porusza dylematy egzystencjonalne człowieka. Przyjemnie się czytało opisy Kopenhagi zmieniającej się wraz z porami roku. Warto przeczytać.
To była przedziwna książka. Miejscami niesmaczna, ale również inspirująca i poetycka (oprócz fragmentów z włochatymi kocimi jajami). Autorka w ciekawy sposób porusza dylematy egzystencjonalne człowieka. Przyjemnie się czytało opisy Kopenhagi zmieniającej się wraz z porami roku. Warto przeczytać.
Ależ to dziwne było. Z jednej strony przyziemna codzienność i jej problemy, z drugiej kompletny odpał z włochatym woreczkiem w roli pierwszoplanowej. I jeszcze w tle moja ukochana Kopenhaga ze znanymi mi dobrze miejscami oraz duńska specyfika najlepiej czytelna dla tych, którzy jej doświadczyli.
Ależ to dziwne było. Z jednej strony przyziemna codzienność i jej problemy, z drugiej kompletny odpał z włochatym woreczkiem w roli pierwszoplanowej. I jeszcze w tle moja ukochana Kopenhaga ze znanymi mi dobrze miejscami oraz duńska specyfika najlepiej czytelna dla tych, którzy jej doświadczyli.
"Bo czymże jest czytanie i pisanie, jeśli nie dzieleniem się swoimi wzruszeniami i doświadczeniami poprzez wspólnotę języka? Niczym. Pisarz i czytelnik płyną jedną łodzią po tym samym oceanie świadomości, w różnym stopniu podnieceni, a na koniec, miejmy nadzieję, równie zaspokojeni tą samą rozkoszą."
Płynęłam osobną łodzią po innym oceanie.
"Bo czymże jest czytanie i pisanie, jeśli nie dzieleniem się swoimi wzruszeniami i doświadczeniami poprzez wspólnotę języka? Niczym. Pisarz i czytelnik płyną jedną łodzią po tym samym oceanie świadomości, w różnym stopniu podnieceni, a na koniec, miejmy nadzieję, równie zaspokojeni tą samą rozkoszą."
To moja ostatnia przeczytana w 2023 roku książka. Wybór na chybił trafił, albo podświadome uwielbienie dla jednej z moich ukochanych książek Bulhakova. Muszę przyznać, że podobała mi się. Abstrakcyjny pomysł pomieszany z normalnym życiem pisarki w kryzysie piśmienniczym. A dodatkowo pikanterii dodaje erotyzm i magia jednego z najsłynniejszych Kotów na Świecie. Dla mnie strzał w "siódemkę", choć widzę, że opinie książka ma marne. No cóż, pisze się opinię, i czyta dalej :) nie zważając na głosy ;).
To moja ostatnia przeczytana w 2023 roku książka. Wybór na chybił trafił, albo podświadome uwielbienie dla jednej z moich ukochanych książek Bulhakova. Muszę przyznać, że podobała mi się. Abstrakcyjny pomysł pomieszany z normalnym życiem pisarki w kryzysie piśmienniczym. A dodatkowo pikanterii dodaje erotyzm i magia jednego z najsłynniejszych Kotów na Świecie. Dla mnie...
Wiem, że o chodziło w niej o coś więcej, niż tylko wierzchnia warstwa, ale naprawdę ciężko było się przebić. Może za kilka lat zrobię do niej drugie podejście
Wiem, że o chodziło w niej o coś więcej, niż tylko wierzchnia warstwa, ale naprawdę ciężko było się przebić. Może za kilka lat zrobię do niej drugie podejście
Bezapelacyjnie siłą tej krótkiej powieści (powiastki?) jest wyobraźnia autorki. Adda Djørup w „Kocie Bułhakowa” prezentuje postać samotnej matki, która jest również pisarką, przeżywającej kryzys twórczy, społeczny, emocjonalny i jaki tam jeszcze sobie wymyślicie. Próbuje być dobrą matką i obywatelką, a przy tym napisać kolejną rzecz. Nie wynika z powieści jasno czy jej byt materialny jest zagrożony, ale ambicje twórcze na pewno uwierają. Wtem pojawia się Kot. Kot o imieniu Behemoth. No i od tego miejsca robi się naprawdę ciekawie.
Nie będę opisywał dokładnie co się dzieje, ale mogę powiedzieć, że rzeczywistość przestaje być interesująca. A na plan pierwszy wychodzą wszystkie figle, erotyczne przejażdżki, ale i ciemniejsze nieco barwy, czyli instynkty mordercze w wersji dosadnej. I podoba mi się, a może powinien napisać, że wyczytuję z tej powieści to, że jakkolwiek nie obudowalibyśmy się mieszczańskimi normami czy konwenansami, to gdyby dać nam poruszać się bez tego, ino byśmy tylko harcowali na całego. Byle, żeby bez konsekwencji. Ciało na pierwszym miejscu, a o reszcie zapomnieć. Miło tak od czasu do czasu wejść w taką fantazję.
Bezapelacyjnie siłą tej krótkiej powieści (powiastki?) jest wyobraźnia autorki. Adda Djørup w „Kocie Bułhakowa” prezentuje postać samotnej matki, która jest również pisarką, przeżywającej kryzys twórczy, społeczny, emocjonalny i jaki tam jeszcze sobie wymyślicie. Próbuje być dobrą matką i obywatelką, a przy tym napisać kolejną rzecz. Nie wynika z powieści jasno czy jej byt...
Niestety, główną zaletą tej książki jest jej długość, bo można szybko mieć ją z głowy. Z drugiej strony może większa objętość pozwoliłaby autorce lepiej rozwinąć poruszone przez siebie tematy. Zamiast ciekawych rozkmin, jakie można wysnuć na temat samotnej matki w kryzysie twórczym, przytłoczonej codziennością, odpływamy w abstrakcyjny wątek z kotem Behemotem i jego genitaliami w roli głównej. Ani to sexy, ani zabawne. Z tych odlotów nie ma w zasadzie żadnej konkluzji, która dałaby satysfakcję czytelnikowi.
Niestety, główną zaletą tej książki jest jej długość, bo można szybko mieć ją z głowy. Z drugiej strony może większa objętość pozwoliłaby autorce lepiej rozwinąć poruszone przez siebie tematy. Zamiast ciekawych rozkmin, jakie można wysnuć na temat samotnej matki w kryzysie twórczym, przytłoczonej codziennością, odpływamy w abstrakcyjny wątek z kotem Behemotem i jego...
Marna próba literackiej zabawy motywami z Bułhakowa. Marność wynika z tego, że nie bardzo rozumiem po co autorka napisała tę książkę. I o czym właściwie pisze? Dla kogo? Po co? Nie znalazłam odpowiedzi.
Marna próba literackiej zabawy motywami z Bułhakowa. Marność wynika z tego, że nie bardzo rozumiem po co autorka napisała tę książkę. I o czym właściwie pisze? Dla kogo? Po co? Nie znalazłam odpowiedzi.
Figlarna historia o pisarce w kryzysie twórczym, która sprawdza, czy zwykłe życie i przerwa od pisania dobrze się jej przysłuży. Dziwna, lekka, odświeżająca.
Figlarna historia o pisarce w kryzysie twórczym, która sprawdza, czy zwykłe życie i przerwa od pisania dobrze się jej przysłuży. Dziwna, lekka, odświeżająca.
To miała być gra z moim ukochanym klasykiem. Miałam się dobrze bawić w obrębie gatunku, do którego mam słabość, czyli współczesnej udziwnionej kobiecej prozy. Miało być świeżo i intensywnie, szykowałam się na intelektualną ucztę.
Co dostałam? Postać pisarki w kryzysie twórczym, która spotkała 100-kilowego czarnego kota z wielkim sterczącym penisem i… natychmiast się w nim zakochała. Potem było tylko gorzej.
Czy to treść właściwa? A może radosny taniec żenujących metafor? Nieistotne, bo ten grafomański erotyk z pseudointelektualnymi wstawkami jest absolutnie niestrawny. Niestrawny na tyle, że nie udało mi się go przeczytać do końca, mimo że ma zaledwie 120 stron.
To miała być gra z moim ukochanym klasykiem. Miałam się dobrze bawić w obrębie gatunku, do którego mam słabość, czyli współczesnej udziwnionej kobiecej prozy. Miało być świeżo i intensywnie, szykowałam się na intelektualną ucztę.
Co dostałam? Postać pisarki w kryzysie twórczym, która spotkała 100-kilowego czarnego kota z wielkim sterczącym penisem i… natychmiast się w nim...
Kryzys to ja mam po przeczytaniu tej książki, a żeby wzbudzić kontrowersje, to mówię, że "najpierw mleko, później płatki". A więc tylko jedno można przyznać - ta książka jest absurdalna. I to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Spodziewałam się lekkiej powieści nawiązującej do "Mistrza i Małgorzaty", a otrzymałam historię o sfrustrowanej kobiecie, zachwycającej się intymnymi miejscami swojego... kota. NIE POLECAM.
Kryzys to ja mam po przeczytaniu tej książki, a żeby wzbudzić kontrowersje, to mówię, że "najpierw mleko, później płatki". A więc tylko jedno można przyznać - ta książka jest absurdalna. I to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Spodziewałam się lekkiej powieści nawiązującej do "Mistrza i Małgorzaty", a otrzymałam historię o sfrustrowanej kobiecie, zachwycającej się intymnymi...
Absurdalna opowieść o kryzysie twórczym. Początek bardzo zachęcający ale im dalej idziemy tym historia staje się coraz dziwniejsza. Gdyby nie ciągłe zwracanie uwagi bohaterki na przyrodzenie Behemota to książka mogłaby być ciut lepsza.
Absurdalna opowieść o kryzysie twórczym. Początek bardzo zachęcający ale im dalej idziemy tym historia staje się coraz dziwniejsza. Gdyby nie ciągłe zwracanie uwagi bohaterki na przyrodzenie Behemota to książka mogłaby być ciut lepsza.
Bohaterka zapada się w kryzysie twórczym. Nie mogąc dokończyć swojej kolejnej powieści, odczuwa coraz większe przytłoczenie. Ma dość życia w fikcji, dość pisania i dość czytania historii innych, dość uciekania w słowa. Decyduje się na radykalne kroki, a choć jej twórczość jest jej jedynym źródłem utrzymania, nie potrafi już znaleźć dla niej miejsca w sercu. Co znów tworzy, popada w coraz gorsze stany.
Bohaterka próbuje być dobrą matką. Samotnie wychowuje córkę i często nie znajduje dla niej czasu, ale dba o dziewczynkę. Dziewczynkę, która w sposób nietuzinkowy patrzy na świat, która jest zbyt dojrzała i która zadaje pytania, jakie wywracają do góry nogami codzienność.
Bohaterka staje się „kociakiem Behemota“. Kot z „Mistrza i Małgorzaty“ staje na jej drodze, a uosabia całą wolność, której jej w życiu brakowało. Jest niczym fizyczna forma tłumionego pragnienia, odczuwania uwierania przez konwenanse, chęci zyskania nowego startu. Staje się wszystkim, choć przy tym kobieta powoli traci siebie.
„Kot Bułhakowa“ to powieść, która może zaskakiwać, bawić i angażować, ale równie duża jest szansa na to, że będzie się dłużyć, nudzić i męczyć. Jej fabuła to surrealistyczna karuzela, która skupia się na wnętrzu pogubionej jednostki, ale wnioski całej przygody to temat sporny. Dla tych, co lubią literackie dziwactwa, może stanowić wspaniałą historię, ale choć sama zaliczam się do tej grupy — tym razem nie jestem zadowolona z tego, co przeczytałam. Już pomijając drobne elementy, które mogły mi się nie spodobać — całość gdzieś zgubiła wydźwięk i odbiła się ode mnie. Powieść skrzydła kolorami, ale po połączeniu z nich powstała jedynie bruda plama. Niemniej to tekst na tyle specyficzny, że zawsze lepiej ocenić go samemu, niż słuchać innych.
przekł. Zuzanna Zywert
Bohaterka zapada się w kryzysie twórczym. Nie mogąc dokończyć swojej kolejnej powieści, odczuwa coraz większe przytłoczenie. Ma dość życia w fikcji, dość pisania i dość czytania historii innych, dość uciekania w słowa. Decyduje się na radykalne kroki, a choć jej twórczość jest jej jedynym źródłem utrzymania, nie potrafi już znaleźć dla niej miejsca w sercu. Co znów tworzy,...
Faktycznie, szalone niczym spacer po Sławienku, albo jedzenie bułki z dżemem. Emocji w tym tyle co w oglądaniu saneczkarstwa. To nawet ja jestem śmieszniejsza i bardziej kontrowersyjna, gdy jem kisiel z jogurtem..
Faktycznie, szalone niczym spacer po Sławienku, albo jedzenie bułki z dżemem. Emocji w tym tyle co w oglądaniu saneczkarstwa. To nawet ja jestem śmieszniejsza i bardziej kontrowersyjna, gdy jem kisiel z jogurtem..
To dość absurdalna historia, która klimatem i stylem rzeczywiście pasuje do świata stworzonego przez Bułhakowa w "Mistrzu i Małgorzacie". Mamy tutaj przedstawiony dylemat moralny, który w różny sposób można przykładać do własnego życia. Wzbudza refleksje nawet po zamknięciu książki. Niestety, nie przypadła mi do gustu. Absurdalne lektury, to nie ten typ książek, po który sięgam najczęściej, ale potrafię je docenić. Tutaj jednak pokonało mnie ciągłe podkreślanie wielkości jąder Behemota i TE sceny erotyczne. To było zupełnie niepotrzebne, u mnie wzbudziło jedynie obrzydzenie.
To dość absurdalna historia, która klimatem i stylem rzeczywiście pasuje do świata stworzonego przez Bułhakowa w "Mistrzu i Małgorzacie". Mamy tutaj przedstawiony dylemat moralny, który w różny sposób można przykładać do własnego życia. Wzbudza refleksje nawet po zamknięciu książki. Niestety, nie przypadła mi do gustu. Absurdalne lektury, to nie ten typ książek, po który...
Niektóre książki kończą się za szybko i czytamy je za szybko. Jeślibym mogła, to chętnie spędziłbym z bohaterką „Kota Bułhakowa” znacznie więcej czasu. Duńska autorka stworzyła przewrotną powieść, w której zapożyczyła słynnego kota Behemota z „Mistrza i Małgorzaty” i przeszczepiła go jako złowieszczą postać-pokusę w życie samotnej matki przeżywającej kryzys twórczy. Ta niewielka książka zadaje tak wiele pytań o sens wszystkich naszych małych katastrof, które dotykają nas na co dzień, że zaraz po lekturze zaczęłam ją znów wertować, bo nie chciałabym, żeby te ważne treści za szybko gdzieś przepadły.
Na powierzchni fabuła krąży wokół kryzysu twórczego samotnej matki, która postanawia przestać pisać. Informuje o tym swoją redaktorkę telefonicznie, wyrzuca wszystkie książki z regałów i idzie po kolejny kredyt odnawialny do banku. Koniec z fikcją. Aż tu nagle pojawi się Behemot i wprowadzi szalone wątki puszczające wodze twórczej fantazji. To wszystko jednak wyłącznie powierzchnia, a w głębszym wymiarze powieść prowokuje do rozmyślań na temat sztuki, języka, macierzyństwa oraz otaczającej nas rzeczywistości, która jest w krytycznym stanie.
„Kot Bułhakowa” Was zaskoczy, rozbawi, poruszy, zniesmaczy, przerazi i na pewno nie da Wam o sobie zapomnieć. Chociażby zostawiając jeden włos ze swojej sierści na kanapie. To samo robi powieść Addy.
Niektóre książki kończą się za szybko i czytamy je za szybko. Jeślibym mogła, to chętnie spędziłbym z bohaterką „Kota Bułhakowa” znacznie więcej czasu. Duńska autorka stworzyła przewrotną powieść, w której zapożyczyła słynnego kota Behemota z „Mistrza i Małgorzaty” i przeszczepiła go jako złowieszczą postać-pokusę w życie samotnej matki przeżywającej kryzys twórczy. Ta...
Jesteś szanującą się, a właściwie swoją pracę, matką. Myślisz, że panujesz nad chaosem — samodzielnym rodzicielstwem, umowami z wydawcami, domem i kreatywnością, bo zarabiasz na pisaniu. Nie jesteś mistrzynią, ale rzemieślniczką i twoje książki mają wstępy, rozwinięcia, zakończenia, a nawet punkty kulminacyjne i zwroty akcji, zawsze są o tym samym, jakby były jedną książką o miłości i udręce. W końcu dociera do ciebie, że jednak to nie tak, że nie chcesz spędzić reszty życia, będąc myślami w nowej książce i czując się jak dziecko swojej małej córki, która ma już dla ciebie tylko uniesienia ramion, bo przywykła, że zanim zrozumiesz, co do ciebie mówi, to musisz to przetwarzać rok, bo ciągle uciekasz myślami do książki. Koniec. Basta! Jesteś artystką, więc stać cię na szaleństwo — rzucasz to wszystko. Redaktorka będzie wydzwaniać, ale trudno. Trzeba zacząć nowe życie i pomyśleć skąd wziąć na nie pieniądze.
Przychodzi ulga, dobry czas z dzieckiem. Oczyszczasz mieszkanie, wyrzucasz książki, bierzesz kredyt odnawialny, pozbywasz się KAŻDEJ fikcji, jaka istnieje w twoim życie, a wtedy zjawia się on — z owłosioną klatą, mruczący, ciepły, szarmancki, aksamitny, z niepohamowanym popędem — ko Behemot.
Adda Djørup napisała „Kota Bułhakowa” (tłum. Zuzanna Zywert, wyd. ArtRage) książkę, którą zostaje z czytelnikiem na długo, w pamięci zapisują się zabawy językiem: „przerażająco przerośnięte przedszkole” i gra z „Mistrzem i Małgorzatą” oraz konwencjami estetycznymi.
Wiem i bohaterka, a zarazem narratorka też, że mieszanina groteski i tragedii przyjemnie oddziałuje na umysł. Czasami jest jedyną możliwą formą, żeby pokazać absurdy rzeczywistości. I może ta krótka książka rozpada się wielokrotnie, jakby autorka chciała wyrazić wszystko, wszędzie, naraz, a czasami w tej grotesce odpływa tak wysoko, że szybuje już ponad chmurą z Kordianem i Muminkiem, ląduje w kosmosie absurdu, by szybko wracać do rzeczywistości, może za dużo jest tu scen erotycznych, ale przecież jeśli są, to są tak samo absurdalne, a przez to bliskie wyobraźni i ludzkim potrzebom, to mimo wszystko nie jest tylko zabawną powieścią, w której autorka daje popis zręcznego operowania językiem, to także wyznania matki, która jako naga Małgorzata na balu u Szatana idzie dumna ze swojego poporodowego brzucha, która szuka swojego miejsca w świecie i tworzy relację z córką, a przy tym pokazuje, że codziennie wychodzimy z małych katastrof, bo na nich polega życie.
Autonarracyjny sposób ukazywania wydarzeń sprawia, że czytelnik zapomina, że właśnie na jego oczach pisze się książka o niepisaniu, bo pisarz zawsze pisze, tylko niekoniecznie musi zapisywać słowa. Nie ma tu wielkich kontrowersji i ta książka nie odmieni waszego życia, ale na pewno sprawi, że będziecie czytać ją wielokrotnie i za każdym razem reakcjami będzie śmiech i rytmiczne potakiwanie głową.
To także powieść o tym, że potrzebujemy brzydoty w świecie, w którym wszyscy są doskonali i skrojeni na miarę. Niekoniecznie musimy przeżywać metafizyczną i erotyczną podróż z fikcyjnym kotem-demonem, by do tego dotrzeć, ale przydałby się nam Behemot, który odgryzałby głowę wstydowi, w momencie, gdy ten wychyla się z naszej piersi i nie pozwala działać, a jeśli jeszcze tego nie widzisz, nie jesteś gotowa zostać kotem.
Jesteś szanującą się, a właściwie swoją pracę, matką. Myślisz, że panujesz nad chaosem — samodzielnym rodzicielstwem, umowami z wydawcami, domem i kreatywnością, bo zarabiasz na pisaniu. Nie jesteś mistrzynią, ale rzemieślniczką i twoje książki mają wstępy, rozwinięcia, zakończenia, a nawet punkty kulminacyjne i zwroty akcji, zawsze są o tym samym, jakby były jedną książką...
Książka na początku mi się podobała, ale później zaskoczyła i rozczarowała.
Książka na początku mi się podobała, ale później zaskoczyła i rozczarowała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Kot Bułhakowa” („Bulgakovs kat”) Addy Djorup, przełożyła Zuzanna Zywert, ArtRage 2023, kupione po ujrzeniu informacji o niebywałej wyprzedaży w wydawnictwie (13 książek…), los nałogowca po prostu
Stanowczo wolę historie o wiedźmach z Kijowa. Malutka książeczka pani Djorup opisarce, która pisze niepotrzebne książki, nie przekonała mnie do siebie. W tej literackiej fantazji zoofilskiej najfajniej wypadły rozmowy matki z córeczką, autentyczne, a nie wydumane. Fajne także sceny pozbywania się książek, rozmowy z agentką. O, i wyszło, co mi nie gra w tekście: warstwa realistyczna OK, warstwa groteskowo-fantastyczna – nie OK. Cos mi tu nie gra, całe życie czytam fantastykę, uwielbiam MiM. Widocznie z Djorup jakos mi nie po drodze.
„Kot Bułhakowa” („Bulgakovs kat”) Addy Djorup, przełożyła Zuzanna Zywert, ArtRage 2023, kupione po ujrzeniu informacji o niebywałej wyprzedaży w wydawnictwie (13 książek…), los nałogowca po prostu
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStanowczo wolę historie o wiedźmach z Kijowa. Malutka książeczka pani Djorup opisarce, która pisze niepotrzebne książki, nie przekonała mnie do siebie. W tej literackiej fantazji...
Ślepy traf sprawił, że czytałam ją razem z książką Mirandy July "Na czworakach".. I jedna, i druga książka traktuje o kobietach, kobietach-niewolnych.. Nie chce pisać "zniewolonych", bo słowo to kojarzy mi się bardzo negatywnie.. użyję słowa "niewolnych" - nie są wolne od obowiązków, od macierzyństwa, od przeszłości, ale też od pragnień, od marzeń, od chęci wyrwania się z rutyny.. W ksiązce Addy Djorup wszystko to jest dodatkowo okraszone fantazjami rodem z podrzędnego pornosa zainspirowanego klasyką literatury.. Dalej nie wiem co o tej książce myśleć, ale ewidentnie została mi w głowie i próbuje mi w niej zamieszać.. Naprawdę, niesamowite ile "społecznych" obowiązków ma kobieta.. i jak niesamowite rzeczy wychodzą z głowy, gdy jest już tą obowiązkowością zmęczona..
Ślepy traf sprawił, że czytałam ją razem z książką Mirandy July "Na czworakach".. I jedna, i druga książka traktuje o kobietach, kobietach-niewolnych.. Nie chce pisać "zniewolonych", bo słowo to kojarzy mi się bardzo negatywnie.. użyję słowa "niewolnych" - nie są wolne od obowiązków, od macierzyństwa, od przeszłości, ale też od pragnień, od marzeń, od chęci wyrwania się z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLepiej przygotowana do lektury „Kota…” być nie mogłam. Złożyły się na to: podana dousznie, odkurzona zawartość „Mistrza…” oraz liczne ostrzeżenia przed ryzykiem kontaktu z książką ze wszech miar obrzydliwą, których nie traktowałam lekko. Jakie było moje zaskoczenie. Zwłaszcza gdy po dotarciu do odpowiedniego momentu w myślach powróciła jeszcze ghiblowska „Narzeczona dla kota”. Nie rozumiem zatem zarzutów o „fuj”. Mnie powieść Djørup wydała się pojechana, zabawna i bogata w refleksje. Behemotowsko diabelsko-magiczna. Rozumiem ją jako rzecz zarówno o blokadzie pisarskiej, jak i o ostatecznie nieudanej próbie wdrożenia ekologii słowa czy też zrównoważonego rozwoju literatury poprzez pragnienie odejścia od pisania książek przeciętnych i zaprzestania identyfikacji z wywyższonym społecznie zawodem pisarki. Same godne pochwały zamiary, oczywiście niezrealizowane – kochamy brak konsekwencji, jest rzeczywisty. Ładnie tu, choć zupełnie nie lirycznie, o macierzyństwie, co przyciągnęło nawet osobę umiarkowanie zainteresowaną tematem (mnie). A że pomiędzy jednym tematem a drugim w nadmiarze znajdą się jakieś futrzane jaja – jakby świat realny nie wykształcił w nas wystarczającej na nie odporności – to tylko dla efektu „miau”.
Lepiej przygotowana do lektury „Kota…” być nie mogłam. Złożyły się na to: podana dousznie, odkurzona zawartość „Mistrza…” oraz liczne ostrzeżenia przed ryzykiem kontaktu z książką ze wszech miar obrzydliwą, których nie traktowałam lekko. Jakie było moje zaskoczenie. Zwłaszcza gdy po dotarciu do odpowiedniego momentu w myślach powróciła jeszcze ghiblowska „Narzeczona dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPorzucona. Wymiękłam na seksie z kotem. Lubię dziwnie, i owszem, ale to nie ma zbioru wspólnego z moim "dziwnie".
Porzucona. Wymiękłam na seksie z kotem. Lubię dziwnie, i owszem, ale to nie ma zbioru wspólnego z moim "dziwnie".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBułhakowem Djorup zdecydowanie nie jest i nie wiem, czy chciałaby być. Nie wiem też, czy podczepienie się pod innego, nieskoczenie bardziej znanego pisarza jest dla autorki ułatwieniem, czy wręcz przeciwnie. W każdym racie ta książka mnie nie porwała i nie tylko, chociaż także przez nadmiar fizjologizmów. Jedynym interesującym fragmentem była dla mnie powieść bohaterki z ciekawym zarysem akcji. Warto by go rozwinąć, ale niekoniecznie ręką pomysłodawczyni.
Bułhakowem Djorup zdecydowanie nie jest i nie wiem, czy chciałaby być. Nie wiem też, czy podczepienie się pod innego, nieskoczenie bardziej znanego pisarza jest dla autorki ułatwieniem, czy wręcz przeciwnie. W każdym racie ta książka mnie nie porwała i nie tylko, chociaż także przez nadmiar fizjologizmów. Jedynym interesującym fragmentem była dla mnie powieść bohaterki z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodziwiam szczerość scen kiedy narratorka opowiada że nie chce jej sie pisać, ale dedlajn goni i potrzebuje kasy
Podziwiam szczerość scen kiedy narratorka opowiada że nie chce jej sie pisać, ale dedlajn goni i potrzebuje kasy
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa niewielka książeczka (nieco ponad 120 stron) spowodowała, że zagotowało mi się w głowie. Przeczytałam, bo musiałam- każdy wielbiciel prozy Bułhakowa wie, o czym mówię- ale pozostałam w stanie głębokiego zdumienia po lekturze.
Rzecz jest o pisarce, matce 5-letniej dziewczynki, która pewnego razu postanawia zrzucić z siebie powinności pisarskie i zacząć żyć po swojemu. No właśnie, ale co to znaczy? Czy we współczesnym świecie tak się da? Decyzja bohaterki podyktowana była tajemniczym głosem pojawiającym się w jej głowie, który następnie materializuje się w postaci kota Behemota i prowadzi ją do krainy, gdzie nie ma żadnych barier, ani porządku. Wielki czarny kocur staje się szalonym kochankiem pisarki, ale i przewodnikiem po rzeczywistości zupełnie odrealnionej. Tak jak u Bułhakowa zabiera ją na loty nad miastem, przyjęcia w pałacach przeradzające się w orgie ohydnych bestii, a nawet pozwala jej przejść korytarzem do miejsca, gdzie spotyka samą siebie w momencie podeszłej starości- prawie rozkładu ciała. Sceny z Behemotem toczą się na granicy snu, szaleństwa, pijackiego widu, a bohaterka wychodzi z nich w momencie, kiedy musi zaopiekować się swoją córką.
Może chodzi tu o to, że macierzyństwo uniemożliwia kobiecie realizację jej fantazji i pragnień i wpycha ją z konieczności w racjonalne widzenie świata? Konieczność zarabiania pieniędzy, odbierania dziecka z przedszkola, nakarmienie go, położenie do snu powoduje, że nie możemy pozwolić sobie na bycie naprawdę sobą. Gdyby jednak ktoś nas od tego uwolnił, to strach pomyśleć, jakie pragnienia chciałybyśmy spełnić. Śledząc poczynania bohaterki „Kota Bułhakowa” sądzę, że poszłybyśmy na całość.
Chciałabym, żeby więcej osób przeczytało tę zadziwiającą minipowieść i napisało, co o niej myśli. Bo ja, zgodnie z tym, co napisała autorka jestem czytelniczką, która nie wie, czy śmiać się, czy płakać. Ciekawe doświadczenie czytelnicze.
Ta niewielka książeczka (nieco ponad 120 stron) spowodowała, że zagotowało mi się w głowie. Przeczytałam, bo musiałam- każdy wielbiciel prozy Bułhakowa wie, o czym mówię- ale pozostałam w stanie głębokiego zdumienia po lekturze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz jest o pisarce, matce 5-letniej dziewczynki, która pewnego razu postanawia zrzucić z siebie powinności pisarskie i zacząć żyć po swojemu....
To była przedziwna książka. Miejscami niesmaczna, ale również inspirująca i poetycka (oprócz fragmentów z włochatymi kocimi jajami). Autorka w ciekawy sposób porusza dylematy egzystencjonalne człowieka. Przyjemnie się czytało opisy Kopenhagi zmieniającej się wraz z porami roku. Warto przeczytać.
To była przedziwna książka. Miejscami niesmaczna, ale również inspirująca i poetycka (oprócz fragmentów z włochatymi kocimi jajami). Autorka w ciekawy sposób porusza dylematy egzystencjonalne człowieka. Przyjemnie się czytało opisy Kopenhagi zmieniającej się wraz z porami roku. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAleż to dziwne było. Z jednej strony przyziemna codzienność i jej problemy, z drugiej kompletny odpał z włochatym woreczkiem w roli pierwszoplanowej. I jeszcze w tle moja ukochana Kopenhaga ze znanymi mi dobrze miejscami oraz duńska specyfika najlepiej czytelna dla tych, którzy jej doświadczyli.
Ależ to dziwne było. Z jednej strony przyziemna codzienność i jej problemy, z drugiej kompletny odpał z włochatym woreczkiem w roli pierwszoplanowej. I jeszcze w tle moja ukochana Kopenhaga ze znanymi mi dobrze miejscami oraz duńska specyfika najlepiej czytelna dla tych, którzy jej doświadczyli.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Bo czymże jest czytanie i pisanie, jeśli nie dzieleniem się swoimi wzruszeniami i doświadczeniami poprzez wspólnotę języka? Niczym. Pisarz i czytelnik płyną jedną łodzią po tym samym oceanie świadomości, w różnym stopniu podnieceni, a na koniec, miejmy nadzieję, równie zaspokojeni tą samą rozkoszą."
Płynęłam osobną łodzią po innym oceanie.
"Bo czymże jest czytanie i pisanie, jeśli nie dzieleniem się swoimi wzruszeniami i doświadczeniami poprzez wspólnotę języka? Niczym. Pisarz i czytelnik płyną jedną łodzią po tym samym oceanie świadomości, w różnym stopniu podnieceni, a na koniec, miejmy nadzieję, równie zaspokojeni tą samą rozkoszą."
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPłynęłam osobną łodzią po innym oceanie.
To moja ostatnia przeczytana w 2023 roku książka. Wybór na chybił trafił, albo podświadome uwielbienie dla jednej z moich ukochanych książek Bulhakova. Muszę przyznać, że podobała mi się. Abstrakcyjny pomysł pomieszany z normalnym życiem pisarki w kryzysie piśmienniczym. A dodatkowo pikanterii dodaje erotyzm i magia jednego z najsłynniejszych Kotów na Świecie. Dla mnie strzał w "siódemkę", choć widzę, że opinie książka ma marne. No cóż, pisze się opinię, i czyta dalej :) nie zważając na głosy ;).
To moja ostatnia przeczytana w 2023 roku książka. Wybór na chybił trafił, albo podświadome uwielbienie dla jednej z moich ukochanych książek Bulhakova. Muszę przyznać, że podobała mi się. Abstrakcyjny pomysł pomieszany z normalnym życiem pisarki w kryzysie piśmienniczym. A dodatkowo pikanterii dodaje erotyzm i magia jednego z najsłynniejszych Kotów na Świecie. Dla mnie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiem, że o chodziło w niej o coś więcej, niż tylko wierzchnia warstwa, ale naprawdę ciężko było się przebić. Może za kilka lat zrobię do niej drugie podejście
Wiem, że o chodziło w niej o coś więcej, niż tylko wierzchnia warstwa, ale naprawdę ciężko było się przebić. Może za kilka lat zrobię do niej drugie podejście
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBezapelacyjnie siłą tej krótkiej powieści (powiastki?) jest wyobraźnia autorki. Adda Djørup w „Kocie Bułhakowa” prezentuje postać samotnej matki, która jest również pisarką, przeżywającej kryzys twórczy, społeczny, emocjonalny i jaki tam jeszcze sobie wymyślicie. Próbuje być dobrą matką i obywatelką, a przy tym napisać kolejną rzecz. Nie wynika z powieści jasno czy jej byt materialny jest zagrożony, ale ambicje twórcze na pewno uwierają. Wtem pojawia się Kot. Kot o imieniu Behemoth. No i od tego miejsca robi się naprawdę ciekawie.
Nie będę opisywał dokładnie co się dzieje, ale mogę powiedzieć, że rzeczywistość przestaje być interesująca. A na plan pierwszy wychodzą wszystkie figle, erotyczne przejażdżki, ale i ciemniejsze nieco barwy, czyli instynkty mordercze w wersji dosadnej. I podoba mi się, a może powinien napisać, że wyczytuję z tej powieści to, że jakkolwiek nie obudowalibyśmy się mieszczańskimi normami czy konwenansami, to gdyby dać nam poruszać się bez tego, ino byśmy tylko harcowali na całego. Byle, żeby bez konsekwencji. Ciało na pierwszym miejscu, a o reszcie zapomnieć. Miło tak od czasu do czasu wejść w taką fantazję.
Bezapelacyjnie siłą tej krótkiej powieści (powiastki?) jest wyobraźnia autorki. Adda Djørup w „Kocie Bułhakowa” prezentuje postać samotnej matki, która jest również pisarką, przeżywającej kryzys twórczy, społeczny, emocjonalny i jaki tam jeszcze sobie wymyślicie. Próbuje być dobrą matką i obywatelką, a przy tym napisać kolejną rzecz. Nie wynika z powieści jasno czy jej byt...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, główną zaletą tej książki jest jej długość, bo można szybko mieć ją z głowy. Z drugiej strony może większa objętość pozwoliłaby autorce lepiej rozwinąć poruszone przez siebie tematy. Zamiast ciekawych rozkmin, jakie można wysnuć na temat samotnej matki w kryzysie twórczym, przytłoczonej codziennością, odpływamy w abstrakcyjny wątek z kotem Behemotem i jego genitaliami w roli głównej. Ani to sexy, ani zabawne. Z tych odlotów nie ma w zasadzie żadnej konkluzji, która dałaby satysfakcję czytelnikowi.
Niestety, główną zaletą tej książki jest jej długość, bo można szybko mieć ją z głowy. Z drugiej strony może większa objętość pozwoliłaby autorce lepiej rozwinąć poruszone przez siebie tematy. Zamiast ciekawych rozkmin, jakie można wysnuć na temat samotnej matki w kryzysie twórczym, przytłoczonej codziennością, odpływamy w abstrakcyjny wątek z kotem Behemotem i jego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarna próba literackiej zabawy motywami z Bułhakowa. Marność wynika z tego, że nie bardzo rozumiem po co autorka napisała tę książkę. I o czym właściwie pisze? Dla kogo? Po co? Nie znalazłam odpowiedzi.
Marna próba literackiej zabawy motywami z Bułhakowa. Marność wynika z tego, że nie bardzo rozumiem po co autorka napisała tę książkę. I o czym właściwie pisze? Dla kogo? Po co? Nie znalazłam odpowiedzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie przypadł mi do gustu pomysł na wykorzystanie motywów Bułhakowa. Nie polecam, książka jest dla mnie o niczym.
Nie przypadł mi do gustu pomysł na wykorzystanie motywów Bułhakowa. Nie polecam, książka jest dla mnie o niczym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFiglarna historia o pisarce w kryzysie twórczym, która sprawdza, czy zwykłe życie i przerwa od pisania dobrze się jej przysłuży. Dziwna, lekka, odświeżająca.
Figlarna historia o pisarce w kryzysie twórczym, która sprawdza, czy zwykłe życie i przerwa od pisania dobrze się jej przysłuży. Dziwna, lekka, odświeżająca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo miała być gra z moim ukochanym klasykiem. Miałam się dobrze bawić w obrębie gatunku, do którego mam słabość, czyli współczesnej udziwnionej kobiecej prozy. Miało być świeżo i intensywnie, szykowałam się na intelektualną ucztę.
Co dostałam? Postać pisarki w kryzysie twórczym, która spotkała 100-kilowego czarnego kota z wielkim sterczącym penisem i… natychmiast się w nim zakochała. Potem było tylko gorzej.
Czy to treść właściwa? A może radosny taniec żenujących metafor? Nieistotne, bo ten grafomański erotyk z pseudointelektualnymi wstawkami jest absolutnie niestrawny. Niestrawny na tyle, że nie udało mi się go przeczytać do końca, mimo że ma zaledwie 120 stron.
To miała być gra z moim ukochanym klasykiem. Miałam się dobrze bawić w obrębie gatunku, do którego mam słabość, czyli współczesnej udziwnionej kobiecej prozy. Miało być świeżo i intensywnie, szykowałam się na intelektualną ucztę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo dostałam? Postać pisarki w kryzysie twórczym, która spotkała 100-kilowego czarnego kota z wielkim sterczącym penisem i… natychmiast się w nim...
Kryzys to ja mam po przeczytaniu tej książki, a żeby wzbudzić kontrowersje, to mówię, że "najpierw mleko, później płatki". A więc tylko jedno można przyznać - ta książka jest absurdalna. I to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Spodziewałam się lekkiej powieści nawiązującej do "Mistrza i Małgorzaty", a otrzymałam historię o sfrustrowanej kobiecie, zachwycającej się intymnymi miejscami swojego... kota. NIE POLECAM.
Kryzys to ja mam po przeczytaniu tej książki, a żeby wzbudzić kontrowersje, to mówię, że "najpierw mleko, później płatki". A więc tylko jedno można przyznać - ta książka jest absurdalna. I to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Spodziewałam się lekkiej powieści nawiązującej do "Mistrza i Małgorzaty", a otrzymałam historię o sfrustrowanej kobiecie, zachwycającej się intymnymi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbsurdalna opowieść o kryzysie twórczym. Początek bardzo zachęcający ale im dalej idziemy tym historia staje się coraz dziwniejsza. Gdyby nie ciągłe zwracanie uwagi bohaterki na przyrodzenie Behemota to książka mogłaby być ciut lepsza.
Absurdalna opowieść o kryzysie twórczym. Początek bardzo zachęcający ale im dalej idziemy tym historia staje się coraz dziwniejsza. Gdyby nie ciągłe zwracanie uwagi bohaterki na przyrodzenie Behemota to książka mogłaby być ciut lepsza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBohaterka zapada się w kryzysie twórczym. Nie mogąc dokończyć swojej kolejnej powieści, odczuwa coraz większe przytłoczenie. Ma dość życia w fikcji, dość pisania i dość czytania historii innych, dość uciekania w słowa. Decyduje się na radykalne kroki, a choć jej twórczość jest jej jedynym źródłem utrzymania, nie potrafi już znaleźć dla niej miejsca w sercu. Co znów tworzy, popada w coraz gorsze stany.
Bohaterka próbuje być dobrą matką. Samotnie wychowuje córkę i często nie znajduje dla niej czasu, ale dba o dziewczynkę. Dziewczynkę, która w sposób nietuzinkowy patrzy na świat, która jest zbyt dojrzała i która zadaje pytania, jakie wywracają do góry nogami codzienność.
Bohaterka staje się „kociakiem Behemota“. Kot z „Mistrza i Małgorzaty“ staje na jej drodze, a uosabia całą wolność, której jej w życiu brakowało. Jest niczym fizyczna forma tłumionego pragnienia, odczuwania uwierania przez konwenanse, chęci zyskania nowego startu. Staje się wszystkim, choć przy tym kobieta powoli traci siebie.
„Kot Bułhakowa“ to powieść, która może zaskakiwać, bawić i angażować, ale równie duża jest szansa na to, że będzie się dłużyć, nudzić i męczyć. Jej fabuła to surrealistyczna karuzela, która skupia się na wnętrzu pogubionej jednostki, ale wnioski całej przygody to temat sporny. Dla tych, co lubią literackie dziwactwa, może stanowić wspaniałą historię, ale choć sama zaliczam się do tej grupy — tym razem nie jestem zadowolona z tego, co przeczytałam. Już pomijając drobne elementy, które mogły mi się nie spodobać — całość gdzieś zgubiła wydźwięk i odbiła się ode mnie. Powieść skrzydła kolorami, ale po połączeniu z nich powstała jedynie bruda plama. Niemniej to tekst na tyle specyficzny, że zawsze lepiej ocenić go samemu, niż słuchać innych.
przekł. Zuzanna Zywert
Bohaterka zapada się w kryzysie twórczym. Nie mogąc dokończyć swojej kolejnej powieści, odczuwa coraz większe przytłoczenie. Ma dość życia w fikcji, dość pisania i dość czytania historii innych, dość uciekania w słowa. Decyduje się na radykalne kroki, a choć jej twórczość jest jej jedynym źródłem utrzymania, nie potrafi już znaleźć dla niej miejsca w sercu. Co znów tworzy,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFaktycznie, szalone niczym spacer po Sławienku, albo jedzenie bułki z dżemem. Emocji w tym tyle co w oglądaniu saneczkarstwa. To nawet ja jestem śmieszniejsza i bardziej kontrowersyjna, gdy jem kisiel z jogurtem..
Faktycznie, szalone niczym spacer po Sławienku, albo jedzenie bułki z dżemem. Emocji w tym tyle co w oglądaniu saneczkarstwa. To nawet ja jestem śmieszniejsza i bardziej kontrowersyjna, gdy jem kisiel z jogurtem..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo dość absurdalna historia, która klimatem i stylem rzeczywiście pasuje do świata stworzonego przez Bułhakowa w "Mistrzu i Małgorzacie". Mamy tutaj przedstawiony dylemat moralny, który w różny sposób można przykładać do własnego życia. Wzbudza refleksje nawet po zamknięciu książki. Niestety, nie przypadła mi do gustu. Absurdalne lektury, to nie ten typ książek, po który sięgam najczęściej, ale potrafię je docenić. Tutaj jednak pokonało mnie ciągłe podkreślanie wielkości jąder Behemota i TE sceny erotyczne. To było zupełnie niepotrzebne, u mnie wzbudziło jedynie obrzydzenie.
To dość absurdalna historia, która klimatem i stylem rzeczywiście pasuje do świata stworzonego przez Bułhakowa w "Mistrzu i Małgorzacie". Mamy tutaj przedstawiony dylemat moralny, który w różny sposób można przykładać do własnego życia. Wzbudza refleksje nawet po zamknięciu książki. Niestety, nie przypadła mi do gustu. Absurdalne lektury, to nie ten typ książek, po który...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdświeżająca, zabawna, poważna i niepoważna. Tak, jest o kryzysie - ale napisana tak, że zachęca do tworzenia. Mega fajny oddech świeżego powietrza.
Odświeżająca, zabawna, poważna i niepoważna. Tak, jest o kryzysie - ale napisana tak, że zachęca do tworzenia. Mega fajny oddech świeżego powietrza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiektóre książki kończą się za szybko i czytamy je za szybko. Jeślibym mogła, to chętnie spędziłbym z bohaterką „Kota Bułhakowa” znacznie więcej czasu. Duńska autorka stworzyła przewrotną powieść, w której zapożyczyła słynnego kota Behemota z „Mistrza i Małgorzaty” i przeszczepiła go jako złowieszczą postać-pokusę w życie samotnej matki przeżywającej kryzys twórczy. Ta niewielka książka zadaje tak wiele pytań o sens wszystkich naszych małych katastrof, które dotykają nas na co dzień, że zaraz po lekturze zaczęłam ją znów wertować, bo nie chciałabym, żeby te ważne treści za szybko gdzieś przepadły.
Na powierzchni fabuła krąży wokół kryzysu twórczego samotnej matki, która postanawia przestać pisać. Informuje o tym swoją redaktorkę telefonicznie, wyrzuca wszystkie książki z regałów i idzie po kolejny kredyt odnawialny do banku. Koniec z fikcją. Aż tu nagle pojawi się Behemot i wprowadzi szalone wątki puszczające wodze twórczej fantazji. To wszystko jednak wyłącznie powierzchnia, a w głębszym wymiarze powieść prowokuje do rozmyślań na temat sztuki, języka, macierzyństwa oraz otaczającej nas rzeczywistości, która jest w krytycznym stanie.
„Kot Bułhakowa” Was zaskoczy, rozbawi, poruszy, zniesmaczy, przerazi i na pewno nie da Wam o sobie zapomnieć. Chociażby zostawiając jeden włos ze swojej sierści na kanapie. To samo robi powieść Addy.
Niektóre książki kończą się za szybko i czytamy je za szybko. Jeślibym mogła, to chętnie spędziłbym z bohaterką „Kota Bułhakowa” znacznie więcej czasu. Duńska autorka stworzyła przewrotną powieść, w której zapożyczyła słynnego kota Behemota z „Mistrza i Małgorzaty” i przeszczepiła go jako złowieszczą postać-pokusę w życie samotnej matki przeżywającej kryzys twórczy. Ta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJesteś szanującą się, a właściwie swoją pracę, matką. Myślisz, że panujesz nad chaosem — samodzielnym rodzicielstwem, umowami z wydawcami, domem i kreatywnością, bo zarabiasz na pisaniu. Nie jesteś mistrzynią, ale rzemieślniczką i twoje książki mają wstępy, rozwinięcia, zakończenia, a nawet punkty kulminacyjne i zwroty akcji, zawsze są o tym samym, jakby były jedną książką o miłości i udręce. W końcu dociera do ciebie, że jednak to nie tak, że nie chcesz spędzić reszty życia, będąc myślami w nowej książce i czując się jak dziecko swojej małej córki, która ma już dla ciebie tylko uniesienia ramion, bo przywykła, że zanim zrozumiesz, co do ciebie mówi, to musisz to przetwarzać rok, bo ciągle uciekasz myślami do książki. Koniec. Basta! Jesteś artystką, więc stać cię na szaleństwo — rzucasz to wszystko. Redaktorka będzie wydzwaniać, ale trudno. Trzeba zacząć nowe życie i pomyśleć skąd wziąć na nie pieniądze.
Przychodzi ulga, dobry czas z dzieckiem. Oczyszczasz mieszkanie, wyrzucasz książki, bierzesz kredyt odnawialny, pozbywasz się KAŻDEJ fikcji, jaka istnieje w twoim życie, a wtedy zjawia się on — z owłosioną klatą, mruczący, ciepły, szarmancki, aksamitny, z niepohamowanym popędem — ko Behemot.
Adda Djørup napisała „Kota Bułhakowa” (tłum. Zuzanna Zywert, wyd. ArtRage) książkę, którą zostaje z czytelnikiem na długo, w pamięci zapisują się zabawy językiem: „przerażająco przerośnięte przedszkole” i gra z „Mistrzem i Małgorzatą” oraz konwencjami estetycznymi.
Wiem i bohaterka, a zarazem narratorka też, że mieszanina groteski i tragedii przyjemnie oddziałuje na umysł. Czasami jest jedyną możliwą formą, żeby pokazać absurdy rzeczywistości. I może ta krótka książka rozpada się wielokrotnie, jakby autorka chciała wyrazić wszystko, wszędzie, naraz, a czasami w tej grotesce odpływa tak wysoko, że szybuje już ponad chmurą z Kordianem i Muminkiem, ląduje w kosmosie absurdu, by szybko wracać do rzeczywistości, może za dużo jest tu scen erotycznych, ale przecież jeśli są, to są tak samo absurdalne, a przez to bliskie wyobraźni i ludzkim potrzebom, to mimo wszystko nie jest tylko zabawną powieścią, w której autorka daje popis zręcznego operowania językiem, to także wyznania matki, która jako naga Małgorzata na balu u Szatana idzie dumna ze swojego poporodowego brzucha, która szuka swojego miejsca w świecie i tworzy relację z córką, a przy tym pokazuje, że codziennie wychodzimy z małych katastrof, bo na nich polega życie.
Autonarracyjny sposób ukazywania wydarzeń sprawia, że czytelnik zapomina, że właśnie na jego oczach pisze się książka o niepisaniu, bo pisarz zawsze pisze, tylko niekoniecznie musi zapisywać słowa. Nie ma tu wielkich kontrowersji i ta książka nie odmieni waszego życia, ale na pewno sprawi, że będziecie czytać ją wielokrotnie i za każdym razem reakcjami będzie śmiech i rytmiczne potakiwanie głową.
To także powieść o tym, że potrzebujemy brzydoty w świecie, w którym wszyscy są doskonali i skrojeni na miarę. Niekoniecznie musimy przeżywać metafizyczną i erotyczną podróż z fikcyjnym kotem-demonem, by do tego dotrzeć, ale przydałby się nam Behemot, który odgryzałby głowę wstydowi, w momencie, gdy ten wychyla się z naszej piersi i nie pozwala działać, a jeśli jeszcze tego nie widzisz, nie jesteś gotowa zostać kotem.
Jesteś szanującą się, a właściwie swoją pracę, matką. Myślisz, że panujesz nad chaosem — samodzielnym rodzicielstwem, umowami z wydawcami, domem i kreatywnością, bo zarabiasz na pisaniu. Nie jesteś mistrzynią, ale rzemieślniczką i twoje książki mają wstępy, rozwinięcia, zakończenia, a nawet punkty kulminacyjne i zwroty akcji, zawsze są o tym samym, jakby były jedną książką...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzalone, ale bardzo fajne!
Szalone, ale bardzo fajne!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłupota, a nie absurd.
Głupota, a nie absurd.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to