Świetny zbiór opowiadań, od pierwszego tekstu wprowadzający w świat niby znany, a odmienny, trochę odbiegający w przyszłość, z inaczej rozłożonymi akcentami, innymi krajami, odmiennymi religiami, ale jednak to wszystko znamy, poznajemy, odkodowujemy. I zanurzamy się w upadły, skazany na powolny rozkład świat, w którym na pierwszy plan w kolejnych opowiadaniach wysuwają się zagadnienia, bolączki, idee, trudności i obsesje, które towarzyszą nam na co dzień. Autor powtarzając sztafaż świata, nazwy, skojarzenia z naszymi realiami, wędruje dowolnie po interesujących go sprawach.
To fantastyka, której teraz w Polsce pisze się bardzo mało, nasuwająca skojarzenia z tym złotym u nas okresem, gdy na przełomie upadającego komunizmu i kapitalistycznego nowego świata, młodzi i starsi autorzy fantastyki sięgali najczęściej w opowiadaniach właśnie, po fantastykę problematyczną, socjologiczną, spekulatywną. Opowiadali w kostiumie przyszłości o tematach, które interesowały ich w świecie jaki znali. I Zbierzchowski przywołuje w swojej prozie taki sposób korzystania i używania fantastyki. Ale nie tylko taki, bo jest całkiem sprawny literacko, prowadzi ciekawą grę, wykorzystując w nienachalny sposób skojarzenia popkulturowe, sięga po budowanie klimatu rodem z jakiś opowieści niesamowitych, trochę jakby miał ochotę na spróbowanie konwencji weird fiction.
Bardzo mi ten sposób pisania fantastyki odpowiada. Teksty są oczywiście różne, nie każdy mi tak samo zagrał, jedne wciągnęły bardziej, zwłaszcza gdy tematyka zahaczała o religię, albo gdy lekko wchodząc w klimat cyberpunku odwoływały się do wątków np. imigrantów, problemów kulturalnych, zagadnień technologicznych. I właśnie gdy oferowały klimat niezwykłości, rodem jakby "Z archiwum X".
Teraz po powieści autora sięgnę na pewno.
Świetny zbiór opowiadań, od pierwszego tekstu wprowadzający w świat niby znany, a odmienny, trochę odbiegający w przyszłość, z inaczej rozłożonymi akcentami, innymi krajami, odmiennymi religiami, ale jednak to wszystko znamy, poznajemy, odkodowujemy. I zanurzamy się w upadły, skazany na powolny rozkład świat, w którym na pierwszy plan w kolejnych opowiadaniach wysuwają się...
Zbierzchowski stworzył bardzo oryginalne, własne uniwersum w którym toczy się akcja wszystkich opowiadań zamieszczonych w tej książce. Świat przedstawiony ma swój własny klimat, historię, kulturę. Każde opowiadanie poprowadzone zostało z perspektywy innej postaci, co pozwala nam poznać ten świat za każdym razem z nieco innej perspektywy. Moim zdaniem poziom opowiadań spadał z każdym kolejnym, jednak widzę, że sporo osób uważa wręcz przeciwnie, więc opinie są podzielone. Niektóre bardzo, bardzo mi się podobały i oceniłabym je na 8/10, a niektóre (na szczęście jest to znaczna mniejszość) to takie średnie 5. Miałam duże oczekiwania co do tytułowego opowiadania, jednak niestety się na nim zawiodłam. Całość oceniam na 7, książka miała swoje wzloty i upadki, jednak myślę, że poleciłabym ją osobom siedzącym w klimatach sci-fi.
Zbierzchowski stworzył bardzo oryginalne, własne uniwersum w którym toczy się akcja wszystkich opowiadań zamieszczonych w tej książce. Świat przedstawiony ma swój własny klimat, historię, kulturę. Każde opowiadanie poprowadzone zostało z perspektywy innej postaci, co pozwala nam poznać ten świat za każdym razem z nieco innej perspektywy. Moim zdaniem poziom opowiadań...
Po "Requiem dla lalek" Zbierzchowskiego sięgnąłem tylko ze względu na chęć przeczytania (już od dawna tak w ogóle) bardzo wychwalanego "Holocaustu F", które mocno mnie zainteresowało. Niemniej doczytałem, że wcześniej lepiej przeczytać opowiadania, które niejako mają powiazanie i wprowadzają do tej powieści. Nie przepadam za sięganie po opowiadania nieznanego mi autora, bo na ogół to rzadko, aby dany pisarz potrafił pisać i jednocześnie zachwycać mnie osobiście zarówno krótką formą, jak i powieściami, ale ostatecznie się złamałem.
"Requiem dla lalek" to zbiór dokładnie jedenastu opowiadań, które w większości (może nawet we wszystkich, ale nie w każdym się to wspomina) dzieją się w świecie Rammy. Nowoczesnym i ze zdehumanizowaną maszynerią bardzo podobną do ludzi. Świat trudny, melancholijny, w większości dla bohaterów przygnębiający, wprowadzający w apatię, wywołujący pesymizm, zniechęcenie do życia. Często związany z poszukiwaniem własnego miejsca i własnego ja.
Dodatkowo sprawy nie ułatwia sam autor, bo na ogół nie wyjaśnia od początku co z czym, o co chodzi itp. tylko wrzuca nas w sam wir wydarzeń, życia bohatera. więc po przeczytaniu można sobie pomyśleć - no fajnie, ciekawie, ale po co, dlaczego, skąd? To samo z zakończeniami, które nie są jednoznaczne. To plus i minus. Nie zawsze pozytywne są takie niedopowiedzenia, tutaj było różnie. Ogólnie jednak za mało wyjaśnień i same opowiadania nie wywołały we mnie specjalnie zachwytu. Było dobrze, ale nie zapamiętam ich na długo.
Całościowo trzeba przyznać, że poziom jest dobry, autor ma świetny warsztat i duży potencjał. To nie są jakieś dyrdymały o zaawansowanych technologiach przyszłości, podróżach w czasie, robotach, walkach z obcymi. To człowiek i jego problemy tylko przełożone na fantastyczny świat. Nauka, technologia i dramat. Bardzo podobały mi się te dłuższe opowiadania, tytułowe "Requiem dla lalek" i "Smutek Parseków". Super też były "Bestiariusz" i "Moneta". Liczę, że wspomniana powieść będzie przynajmniej na poziomie tych opowiadań.
Po "Requiem dla lalek" Zbierzchowskiego sięgnąłem tylko ze względu na chęć przeczytania (już od dawna tak w ogóle) bardzo wychwalanego "Holocaustu F", które mocno mnie zainteresowało. Niemniej doczytałem, że wcześniej lepiej przeczytać opowiadania, które niejako mają powiazanie i wprowadzają do tej powieści. Nie przepadam za sięganie po opowiadania nieznanego mi autora, bo...
Pierwsze opowiadanie mega, apetyt rośnie. Kolejne jednak już przeciętne, aż do tytułowego. Opowiadania mają jednak wspólne cechy. Myślę, że dobrze jest Zbierzchowskiego przeczytać w takiej kolejności: Holocaust F, Distortion, Requiem dla lalek. Autor fajnie się porusza we wszystkich tych pozycjach w wymyślonym przez siebie świecie.
Pierwsze opowiadanie mega, apetyt rośnie. Kolejne jednak już przeciętne, aż do tytułowego. Opowiadania mają jednak wspólne cechy. Myślę, że dobrze jest Zbierzchowskiego przeczytać w takiej kolejności: Holocaust F, Distortion, Requiem dla lalek. Autor fajnie się porusza we wszystkich tych pozycjach w wymyślonym przez siebie świecie.
Na nazwisko Zbierzchowskiego natknęłam się przy okazji reklamy wznowienia Requiem. Ciekawa okładka, entuzjastyczna zapowiedź zarysowały mi w oczekiwaniach historię a la Łowca androidów. Czyli coś dla mnie! Otóż to zupełnie nie to. Zupełnie. Ale jest dużo lepiej niż oczekiwałam! Nie jest to kolejna odtwórcza historia, osadzona w nowych realiach i opowiedziana znów z innej perspektywy, ale zupełnie nowa jakość. Przede wszystkim to opowiadania, spięte wspólną lokacją. Jedne bardziej zwarte i będące bardziej samodzielnymi, zamkniętymi bytami, inne mniej. Jeszcze inne zmierzające w stronę filozofii, z płynnymi liniami brzegowymi i rozmytym zakończeniem. Nie potrafię wybrać najlepszego, wszystkie są mocne i dobre!
Na nazwisko Zbierzchowskiego natknęłam się przy okazji reklamy wznowienia Requiem. Ciekawa okładka, entuzjastyczna zapowiedź zarysowały mi w oczekiwaniach historię a la Łowca androidów. Czyli coś dla mnie! Otóż to zupełnie nie to. Zupełnie. Ale jest dużo lepiej niż oczekiwałam! Nie jest to kolejna odtwórcza historia, osadzona w nowych realiach i opowiedziana znów z innej...
W miarę udane pierwsze spotkanie ze Zbierzchowskim. Widać u niego spore ambicje, kreacja świata jest dość konsekwentna i działajaca na wyobraznie, wizje egzekwowane na różnym poziomie, ale zawsze jest to poziom co najmniej przyzwoity. Niektórym kawałkom brakuje pierdolnięcia, niekiedy też mam wrażenie, że autor zmierzał ze swoim tekstem donikąd, ale te lepsze fragmenty w pełni wynagradzają. Sporo ciekawych spostrzeżeń i udanie wplecionej filozofii. Elementy gatunkowe bardzo dobre - choć nie zawsze pierwszej świeżości, to często urozmaicane niecodziennymi elementami. Wrażenie robi również mocno pesymistyczna wymowa większości utworów. TOP 3 to IMO tytułowe "Requiem dla lalek" (dłuższa forma wyraznie Zbierzchowskiemu leży, co mam nadzieje w pełni udowodnił w powieściach), "Moneta" oraz "Smutek parseków". Dalej postawiłbym "Garcię" oraz "Mr. Fiction".
W miarę udane pierwsze spotkanie ze Zbierzchowskim. Widać u niego spore ambicje, kreacja świata jest dość konsekwentna i działajaca na wyobraznie, wizje egzekwowane na różnym poziomie, ale zawsze jest to poziom co najmniej przyzwoity. Niektórym kawałkom brakuje pierdolnięcia, niekiedy też mam wrażenie, że autor zmierzał ze swoim tekstem donikąd, ale te lepsze fragmenty w...
Zbiór opowiadań, niepowiązanych ze sobą. Wsiąkają one w czytelnika i niepokoją, zmuszają do smutnej refleksji. Światy w nich przedstawione, są tak jednostajnie zdegenerowane, jakby autor przelewał na papier swe mroczne myśli pozostawiając optymizm na zewnątrz ubabranych rozpaczą okładek. Nie mam wątpliwości, że to SF wysokich lotów. SF nużące i jednocześnie hipnotyzujące pesymizmem i beznadzieją. Niestety gorąco polecam.
Zbiór opowiadań, niepowiązanych ze sobą. Wsiąkają one w czytelnika i niepokoją, zmuszają do smutnej refleksji. Światy w nich przedstawione, są tak jednostajnie zdegenerowane, jakby autor przelewał na papier swe mroczne myśli pozostawiając optymizm na zewnątrz ubabranych rozpaczą okładek. Nie mam wątpliwości, że to SF wysokich lotów. SF nużące i jednocześnie hipnotyzujące...
Zbiór jedenastu opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego pt. Requiem dla lalek powinien zadowolić najbardziej wymagającego miłośnika science fiction. Ja jednak mam wrażenie, że autor mierzył gdzieś powyżej tego celu, że wirtualnym czytelnikiem miał być odbiorca wyrobiony intelektualnie, obeznany nie tylko z klasykami samego gatunku, ale również (a może przede wszystkim) z kulturą wysoką, elitarną. Innymi słowy, Zbierzchowski podjął się ambitnej próby przerzucenia pomostu pomiędzy doskonale rozpoznawalnymi, niemal kanonicznymi elementami typowymi dla dystopijnie zabarwionej fantastyki, a kulturą wysoką. Czy autorowi udało się zbudować solidny kamienny most? A może jego zbiór to efektownie wyglądająca, ale niestabilna pontonowa przeprawa? Sprawdźmy.
Opowiadania Zbierzchowskiego dzielą jedną wspólną przestrzeń – miasto Rammę, jego rubieże, sąsiednie państewka pożerane przez wojnę. Gdyby pochylić się nad organizacją przestrzeni, miejscem akcji większości tekstów, to doszlibyśmy do wniosku, że pisarz naprawdę przyzwoicie przyłożył się do tego, by uczynić swój świat swojskim, a jednocześnie odpychająco obcym. Ramma i okolice przypominają bowiem pękające plastikowe worki wypełnione odpadami naszej cywilizacji.
W podobnym stylu pisało się w czasach PRL-u fantastykę socjologiczną – pomimo kilku gadżetów niezbędnych do tego, by zaistniał czynnik fantastyczny, czytelnik miał wrażenie, że upiorna brzydota, tandeta, toporna architektura brudnych miast to rzeczywistość, z którą miał na co dzień do czynienia. To była jego rzeczywistość. U Zbierzchowskiego jest podobnie: nowoczesne samochody, broń, automaty, media – te fetysze cywilizacji nie są w stanie zamaskować odpychających realiów naszego świata – wojen, agresji, migracji, czy chaosu światopoglądowego. Autor lubuje się w detalach, kataloguje rozsypujący się na oczach czytelnika świat.
Na tle tej przygnębiającej scenografii dzieją się historie niemal bez wyjątku smutne, pozbawiające nadziei na jakiekolwiek pozytywne rozstrzygnięcia. Bohaterom wydaje się, że mają coś do powiedzenia, ugrania, załatwienia, wywalczenia, ale tak naprawdę o wszystkim decydują kłębiące się wokół nich siły – polityka, historia, uwarunkowania społeczne, a nawet siły wyższe.
W jednym z najlepszych tekstów zbioru, otwierającym całość – Innego nie będzie, Zbierzchowski zgrabnie odwołuje się do Miłoszowskiego obrazu końca świata, który przyjdzie niezauważony i przetoczy się ponad ślepymi i głuchymi na niego nieszczęśnikami. Wizja pierwiastka boskiego opuszczającego ziemski padół i pozostawiającego tę skorupę na pożarcie miażdżących ją powoli mocy jest wstrząsająca. Ten świat nie zostanie uratowany ani zbawiony, gdyż przestał już interesować siły, które przyczyniły się do jego powstania. W takim kontekście proza Zbierzchowskiego wygląda na deistyczną, pesymistyczną do szpiku kości, a na dodatek osadzoną na solidnych filozoficznych fundamentach.
Kolejne opowiadania powoli ukazują czytelnikowi „świat po Bogu” i niemal za każdym razem autor inaczej kładzie akcenty. Miejsce na drodze to zapis śledztwa w sprawie tajemniczej hipnotyzującej siły, która psychicznie i fizycznie niszczy ludzi, w Monecie pisarz podejmuje kwestię eutanazji, zaś Mr Fiction przygląda się podglądactwu cechującemu naszą cywilizację rozmiłowaną w rozmaitych reality shows.
Problem z Requiem dla lalek widzę w natarczywie podsuwanych czytelnikowi metafizycznych rozwiązaniach. Najczęściej przybierają one formę pointy wieńczącej rozwijany według kanonów „twardej” science fiction bardzo przyzwoity pomysł. Odbiorca, w tym piszący te słowa, może czuć rozczarowanie i zakłopotanie, gdy okazuje się, że ścieżka intrygi prowadząca do rozstrzygnięcia fabularnego nagle skręca w kierunku szeroko rozumianej eschatologii lub teologii. Wkrada się zamęt. Tego typu wybieg może tłumaczyć absolutnie wszystko, każdą zagadkę, nad której rozwiązaniem głowią się zarówno bohaterowie opowiadań, jak i sam czytelnik. Ale odbiorca zasługuje jednak na logiczne wyjaśnienie mechanizmów rządzących rzeczywistością świata przedstawionego. Metodzie twórczej autora patronuje przede wszystkim Philip Dick, ale z żalem trzeba stwierdzić, że Zbierzchowski zbyt mechanicznie posługuje się narzędziami, których obsługę do perfekcji opanował Amerykanin.
Nawiązywany co i rusz romans z metafizyką przeplatany jest odwołaniami do literatury wysokiej. Wspomniany wcześniej wiersz Czesława Miłosza stał się kapitalnym fundamentem pierwszego opowiadania tomu – tutaj autor trafił w sam środek tarczy. Mottem innego tekstu jest cytat z wiersza Rafała Wojaczka. Jednak gdy w tytułowym opowiadaniu (skądinąd bardzo dobrym) odnajdujemy cytaty z Małej Apokalipsy Konwickiego, możemy mieć wrażenie, że to klasyczne dzieło zostało zbyt grubymi nićmi zszyte z tekstem reprezentującym przecież literaturę gatunkową. Być może przemawia przeze mnie purysta, ale nie wydaje mi się, by ktokolwiek skorzystał na takim sparowaniu treści. Opowiadanie Requiem dla lalek zyskało być może drugie dno i zamieniło się w sympatyczny przykład intertekstualności, ale nie wierzę, by po jego lekturze Konwicki znalazł nowych czytelników wśród miłośników fantastyki. Potraktujmy więc te nawiązania jak rodzaj prywatnego hołdu złożony ważnym dla autora twórcom.
Zbliżając się do podsumowania tych rozważań, muszę rozwiać wszelkie wątpliwości. Opowiadania Zbierzchowskiego to naprawdę bardzo dobra próbka prozy fantastyczno-naukowej. Ich mroczny ton oraz styl łączący w sobie wulgarny i prosty język dialogów z niemal lirycznymi partiami narracyjnymi to niezaprzeczalne atuty Requiem dla lalek. Warto więc sięgnąć po tę książkę, by przekonać się również, że odbijają się w niej problemy, z którymi walczy, a być może już przegrywa, współczesny świat.
Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach Fantasta.pl
Zbiór jedenastu opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego pt. Requiem dla lalek powinien zadowolić najbardziej wymagającego miłośnika science fiction. Ja jednak mam wrażenie, że autor mierzył gdzieś powyżej tego celu, że wirtualnym czytelnikiem miał być odbiorca wyrobiony intelektualnie, obeznany nie tylko z klasykami samego gatunku, ale również (a może przede wszystkim) z...
Proza Cezarego Zbierzchowskiego jest tak sugestywna, że z pełną mocą bomy frenicznej oddziałuje na emocje czytelnika, ciskając go na samo dno studni rozpaczy, by potem dać mu zaczerpnąć powietrza i pokazać promyk nadziei w wyborach bohaterów. Requiem dla lalek to wykwintna uczta zarówno dla humanistów jak i umysłów ścisłych, skłaniająca do zadumy nad systemem przekonań współczesnego nam świata, którą niniejszym serdecznie Wam polecam.
Całą recenzję przeczytaj tu: http://glodnawyobraznia.blogspot.com/2020/03/poczatki-i-konce-swiata-requiem-dla.html
Proza Cezarego Zbierzchowskiego jest tak sugestywna, że z pełną mocą bomy frenicznej oddziałuje na emocje czytelnika, ciskając go na samo dno studni rozpaczy, by potem dać mu zaczerpnąć powietrza i pokazać promyk nadziei w wyborach bohaterów. Requiem dla lalek to wykwintna uczta zarówno dla humanistów jak i umysłów ścisłych, skłaniająca do zadumy nad systemem przekonań...
Zbierzchowski zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni do wykreowanego przez siebie uniwersum Rammy, które poznajemy coraz lepiej i dokładniej podczas czytania jedenastu opowiadań. Niektóre z nich są ze sobą luźno powiązane, inne to takie jednorazowe skoki w bok (albo w górę, wysoko w gwiazdy), ale wszystkie łączy niepokojący, posępny klimat.
Jak to ze zbiorami opowiadań bywa, pojawiło się tu kilka takich, które mnie nie zachwyciły (i w sumie już wypadły mi z głowy), ale na szczęście były i takie, które niesamowicie mi się spodobały - zdecydowanie tytułowe "Requiem dla lalek", "Smutek parseków" i "Mr Fiction" to moje top trzy. Doceniam też pomysł na zabawę konstrukcją utworu w Monecie, ale już jego wykonanie niekoniecznie. Jednak w każdym widać, że Zbierzchowski umiejętnie porusza się w wykreowanym przez siebie świecie, że próbuje nowych rzeczy, że nie ogranicza go forma ani gatunek. Jest tylko jeden problem.
To ten typ literatury, który nie ma zakończenia.
Wiem, że moda na opowiadanka jest taka, żeby miały pełno niedomówień, zakończenie nic nie wyjaśniało i w ogóle najlepiej wkurzyć czytelnika jak najbardziej tym, że będzie musiał się przez tydzień głowić nad sensem całości. I wiecie co? Nie lubię tej mody. Nie znoszę jej. A raczej nie znoszę jej nadużywania. Bo rozumiem, że czasem jest nawet wskazane, żeby pozostawić czytelnika z takim drażniącym niedosytem, pozwolić mu się zastanowić, rozpatrzeć różne możliwe zakończenia, różne teorie. Niech przeniesie to na swoje życie i może nawet dojdzie do jakichś niesamowitych, otwierających oczy wniosków na temat swojej egzystencji.
Jednak niekoniecznie zawsze jest to uzasadnione. Czasem miałam wrażenie, że Zbierzchowskiemu przyszedł do głowy dobry motyw, postanowił napisać na jego podstawie opowiadanie, ale gdzieś w środku stwierdził, że w sumie to zupełnie nie przemyślał, w którą stronę ma pójść fabuła, więc skończy jakkolwiek w jakimkolwiek miejscu, bo jakoś skończyć przecież trzeba.
I nie ukrywam, niektóre jego motywy to złoto, historia faktycznie schodziła na drugi plan. Za samo wykorzystanie bogów greckich dałabym mu 11/10. Wampiry - kocham. Demony? Jak najbardziej. Nie do końca mamy tutaj do czynienia z czystym, typowym sci-fi. Ale z drugiej strony dostaniemy też wielopokoleniowe statki kosmiczne, nowoczesną technologię militarną i sztuczną inteligencję, więc nie ma co narzekać.
Cała ta fantastyczna otoczka jest jednak tylko tłem, tak naprawdę ma posłużyć jako kontrolowane środowisko do przeprowadzenia wnikliwej analizy człowieka, jego psychiki, jego najbardziej pierwotnej natury. Doprowadzając do sytuacji wręcz groteskowych, wystawiając swoich bohaterów na najbardziej skrajne czynniki i spychając na pogranicze ludzkiej wytrzymałości, Zbierzchowski jest w stanie wywlec na światło dzienne mroczną stronę ludzkości, wszystkie jej przywary i braki.
Klimat jest cudowny i umiejętnie zbudowany, mroczny, duszący, ciężki. Świat Rammy to miejsce pełne brutalności i śmierci, ograbione z resztek nadziei. To nie jest prosta lektura - ani ze względu na jej atmosferę, na smutnych bohaterów i depresyjne przesłanie, ani ze względu na sam jej odbiór. Trzeba się naprawdę skupić, dać się całkowicie pochłonąć tej posępnej rzeczywistości, żeby w pełni doświadczyć twórczości Zbierzchowskiego. Ale kiedy już się w niej utopi, będzie można naprawdę ją docenić.
Zbierzchowski zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni do wykreowanego przez siebie uniwersum Rammy, które poznajemy coraz lepiej i dokładniej podczas czytania jedenastu opowiadań. Niektóre z nich są ze sobą luźno powiązane, inne to takie jednorazowe skoki w bok (albo w górę, wysoko w gwiazdy), ale wszystkie łączy niepokojący, posępny klimat.
Jak dla mnie bardzo nierowny zbior opowiadan, niektore sa genialne, a inne nudne. Ciekawe pomysly, nie zawsze dobrze napisane. Pozycja dla fanow sci-fi.
Jak dla mnie bardzo nierowny zbior opowiadan, niektore sa genialne, a inne nudne. Ciekawe pomysly, nie zawsze dobrze napisane. Pozycja dla fanow sci-fi.
Cezary Zbierzchowski sukcesywnie buduje swoje własne uniwersum, alternatywną wizję świata, gdzie w centralnym punkcie znajduje się cywilizacja Rammy. Akcja obydwu książek, „Holocaust F” oraz „Distortion” jak również większości opowiadań z recenzowanego zbioru umiejscowiona jest w wycinkach tej samej przestrzeni. Każdy z utworów wnosi do świata nowe elementy i w subtelny sposób składa się na większą konstrukcję. Z biegiem czasu i kolejnymi przeczytanymi stronami czytelnik powoli jest w stanie dojrzeć spójność wizji. Świat Rammy jest mocno rozwinięty technologicznie, jednakże nie idzie to w parze z rozwojem społeczeństwa i człowieka jako jednostki. Technologia jest raczej jedną z przyczyn upadku wartości, zezwierzęcenia społeczeństwa, odsunięcia się od wiary i w ostateczności zostaje wykorzystana do tworzenia kolejnych konfliktów.
Czytając w ubiegłym roku „Distortion” zostałem zachwycony fabułą, narracją i przekazem. Świat Rammy, z którym miałem styczność pierwszy raz, zaskoczył swoją brutalnością, realizmem i bezpośredniością jaką traktuje czytelnika. Będąc przygotowanym na podobne wyrazy przekazu autor ponownie mnie zaskoczył. Zbiór opowiadań „Requiem dla Lalek” jest literaturą nieco ambitniejszą. Krótka forma pozwoliła pisarzowi rozwinąć skrzydła i dać się ponieść swojej wyobraźni, a trzeba przyznać, że ta u Cezarego Zbierzchowskiego jest bardzo bogata i pomysłów mu nie brak. Autor skłania się ku rozmyślaniom na temat istnienia, gdzie jest granica między człowieczeństwem a byciem maszyną, poszukiwaniu sensu życia oraz istnienia Boga i duszy. Obok psychologicznych dywagacji czytelnik może odnaleźć nawiązania do problemów dzisiejszego świata. Tak samo jak w naszej rzeczywistości tak i w świecie Rammy ludzkość boryka się z konfliktami zbrojnymi na tle religijnym bądź etnicznym, terroryzmem, manipulacją i szeroko sięgającą kontrolą jednostki.
Jak to bywa w przypadku zbioru opowiadań są teksty lepsze i gorsze. W mojej ocenie spośród jedenastu utworów wyraźnie wybija się „Miejsce na Drodze” oraz „Smutek Parseków”. Pierwszy z nich mocno pokazuje czytelnikowi poziom manipulacji jednostką i stawia pytania o sens życia. Natomiast kończące opowiadanie opiera się na idei statku arki oraz rozwija aspekt sztucznej inteligencji. Poza tym jest swoistym hołdem oddanym Brian Aldissowi i jego powieści „Non Stop” i chyba jest najbliżej gatunku SF z całego zbioru.
Zbiór opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego to ambitna i nietuzinkowa lektura. Osoby, które oczekują od science-fiction czegoś więcej niż przyjemnej przygody, podróży kosmicznej, obcych i walk w przestrzeni mogą śmiało sięgnąć po „Requiem dla Lalek”. Każde z opowiadań wymusi na czytelniku chwilę refleksji i próbę odnalezienia analogii w dzisiejszych czasach. Większość z utworów pozostawia sporo niedopowiedzeń, a twisty fabularne umożliwiają ich interpretacje na kilka różnych sposobów. „Requiem dla Lalek” nie jest łatwą lekturą i aby dostrzec esencję poszczególnych opowiadań, konieczne jest maksymalne skupienie. Do mnie osobiście bardziej trafia forma i narracja autora jaka widoczna jest w dłuższych powieściach. O ile, fabuła, idea i problemy jakie porusza w recenzowanym zbiorze do mnie przemawiają, o tyle styl, język i bardzo dalekie, mentalne „odlatywanie” już całkowicie nie.
https://www.sajfaj.pl/requiem-dla-lalek/
Cezary Zbierzchowski sukcesywnie buduje swoje własne uniwersum, alternatywną wizję świata, gdzie w centralnym punkcie znajduje się cywilizacja Rammy. Akcja obydwu książek, „Holocaust F” oraz „Distortion” jak również większości opowiadań z recenzowanego zbioru umiejscowiona jest w wycinkach tej samej przestrzeni. Każdy z utworów...
"Jeśli żyje się wystarczająco długo, w zakątkach prawdy zawsze dostrzega się kłamstwo" [s.127]
Cezarego Zbierzchowskiego, a raczej jego twórczość, poznałam dzięki "Nowej Fantastyce". Były to w czasach, kiedy sięgałam jeszcze po ten miesięcznik. Pamiętam, że zaniepokoiło mnie to co i jak pisał. Niepokój został ze mną na jakiś czas, uwierając jak drzazga pod skórą.
Kiedy miałam szansę, sięgnęłam i po "Requiem dla lalek".
Nie będę wywalać tu analizy literaturoznawczej każdego z opowiadań. Po pierwsze - zrobili to specjaliści, po drugie - niech fachowcy robią to, co potrafią robić najlepiej: omawiają i interpretują.
Opowiem o tym, czym dla mnie były opowiadania z "Requiem…"
I będzie to osobista dywagacja na temat tej odsłony twórczości Cezarego Zbierzchowskiego.
Zacznę od przyznania, że są w tym tomie opowiadania i bardzo dobre i "zaledwie" dobre. Które jest które? Hmm, dobre pytanie. Moje typy po pierwszym czytaniu były inne niż po drugim. Będę Was zatem po prostu zachęcać, byście "Requiem" przeczytali i sami zdecydowali, które jest które.
Kolejna rzecz: "Requiem…" to kawał solidnej SF w wersji hard, a nawet kink. (żartuję, nic z tych rzeczy, ale podobno jak nie ma o wiadomo czym, to się nie liczy)
Dlaczego warto "Requiem" przeczytać?
Bo to bolesna i uwierająca lektura. Wiecie, z SF jest tak, że można czytać ją po wierzchu. Wejść w świat przedstawiony, potraktować go jak scenografię, po której ganiają postaci, które wypadły z głowy autora. Można skupiać się na kleszczach, na androidach, seks-lalkach, narkotykach, na wampirach i tak dalej, i tak dalej. I nie ma nic złego w takim czytaniu. Często tak właśnie czytam, nie chcąc, nie umiejąc, nie mając czasu wejść głębiej.
Tu jednak miałam i miałam czas na zastanowienie i odpowiedź na pytanie: jaki obraz świata wyłania się ze stronic opowiadań "Requiem dla lalek" Cezarego Zbierzchowskiego?
Świat bez filtra
Świat przedstawiony u Zbierzchowskiego pozbawiony jest kojącego nasze zmysły marketingowo-statusowego filtra, który widać wszędzie i który oczywiście widać i w książkach. Nie ma tu rozdętych opisów rzeczywistości otaczającej bohaterów. Wszystko jest zaledwie naszkicowane. Narratorzy opowiadań nie opisują uśmiechu dzieci, wody szemrzącej w fontannie, pięknych ubrań, pięknych ludzi, architektury. Mebelków i witryn. Nie ma pozłotki, która przykrywa świat i sprawia, że łatwiej jest nam radzić sobie z przygnębiającymi aspektami rzeczywistości.
Nie wiecie, o czym mówię?
Popatrzcie na TV. Zaraz po migawce pokazującej bombardowanie jakiegoś miasta, którego nazwy nie potrafimy nawet wymówić, pojawia się reklama biżuterii, samochodu, piwa. Rana świata zostaje przykryta filtrem, a my myślimy "Uf, jest ok. Świat, nasz świat, działa, jak powinien".
Internet? To samo. Poczytamy o pandemii, o tysiącach ludzi ginących z głodu, a później klikniemy w "10 sposobów na ukrycie zakoli" czy "Torebki na wiosnę! Musi have".
Zbierzchowski się tego pozbył i w jego opowiadaniach świat jest paskudny. Brudny, spocony, napruty. Dziury w jezdniach, getta, zasieki. Rozpadające się rodziny i dezintegracja wartości. Bohaterowie uciekają przed przemocą i sieją ją. Nikt nie jest "dobrym bohaterem", nie nosi białego kapelusza czy lśniącej zbroi.
Trzeba mieć odwagę, żeby napisać i podać czytelnikowi taką rzeczywistość.
Bo wiecie co? Możemy się okłamywać, że Ramma i Remark to miejsca, których nie ma. Tyle, że one są. Są jak podrobiony dowód osobisty. To nic, że widnieje na nim inne, nie moje, imię i nazwisko. Zdjęcie jest moje, to i dowód jest mój. Ten świat, który nakreślił Zbierzchowski, także jest mój.
Ale mam dobrą informację: to nie koniec.
Już byłoby z nami źle, z cywilizacją i dumnym rodzajem ludzkim, ale to jeszcze nie wszystko
Otóż tkanka rzeczywistości - tak jak ją opisuje Zbierzchowski - pruje się i pęka. I spod brzydkiej tkaniny wychodzi jeszcze paskudniejsza podszewka. U Zbierzchowskiego pojęcia "sprawczości", "przyczynowości", "autonomii", "indywidualizmu" korodują i ściągnięte z nowoczesnego piedestału brzmią gorzko. Przerażają wręcz. Bo "czymże jest prawda"? Jest? Nie ma jej? "Miejsce na drodze", "Limfy szklanka", "Mr Fiction", tytułowe "Requiem dla lalek" odpowiedzą nam na to pytanie wzruszeniem ramion. W każdym z tych opowiadań ludzkie wybory są wątpliwe. Nie dlatego, że bywają złe, nie. Dlatego, że może wcale nie są naszymi wyborami? Jaki wybór ma marionetka, albo postać z cudzej gry w rzeczywistość? Albo bohater reality show? Może nawet umrzeć na własne życzenie nie damy rady?
Może czas jest złudzeniem? A jeśli on jest, to co jeszcze może nim być?
Co ma do tego czas?
Otóż w opowiadaniu "Requiem dla lalek" Zbierzchowski pieczołowicie odmierza czas akcji. Mamy konkretne daty. Wiemy, czego się trzymać i wydaje się, że akcja po prostu poleci w stronę nieuniknionej katastrofy. Ale nie. To nie jest aż tak proste, bo czas nie jest najprostszą rzeczą.
Narrator ma jeden czas, bohater, Tristan, inny. Niby widzimy daty, ale nic się nie składa. Kiedy opuścił żonę? Od kiedy nie widział dzieci? Minął tydzień? Dwa? Czy od "dawna", jak twierdzi teść i inni? Kiedy pojawiła się blizna na szyi Julii? Co jest prawdą, co jest wizją? Dlaczego Tristan, mając swoją i bardzo rzeczywistą "Izoldę o złotych włosach" zakocha się w Faith?
Co się stanie, kiedy wiara umrze?
"W innego nie będzie" Bóg opuszcza naszą rzeczywistość, nasz wszechświat. Najgorsze jest to, że - trywializując - im więcej wierzących, tym odejście jest szybsze. Czujecie paradoks? A teraz wyobraźcie sobie, że dotarło do Was, że wierzycie… na sekundę przed tym, nim Bóg odszedł. Wiecie, że był. Wiecie, że go nie ma. Nie wróci. Musicie żyć z tą świadomością.
Jak? Nie mam pojęcia.
To okrutna rzeczywistość, gorsza od nitscheańskiej.
W swoich opowiadaniach Zbierzchowski sprawnie miesza piekło wewnętrzne, jakie noszą w sobie jego bohaterowie, z piekłem ich życia prywatnego i tym piekłem, które jest życiem politycznym w świecie Rammy i Remarku.
Najgorsze jest to, że u Zbierzchowskiego nie ma ucieczki do wewnątrz, nie na się gdzie schronić przed brutalnością i chaosem we własnej głowie, bo w niej jest tak samo źle jak na zewnątrz.
Dlaczego? Nie wiem. Może "tak ma być"?
Może autor chce nas zostawić, jak postaci ze swoich opowiadań, w zawieszeniu między złym a gorszym, bez katharsis, bez zbawienia?
A może warto posiedzieć w tym dusznym, strasznym miejscu, jakie stworzył Zbierzchowski, żeby przejrzeć na oczy?
Co ma oznaczać "przejrzenie"? A skąd mam wiedzieć? Wiem, co zobaczyłam, kiedy wypełzłam z uniwersum Zbierzchowskiego na świat. Poczułam wdzięczność. Do tej pory nie wiem czy dlatego, że mam jeszcze złudzenia dzięki temu nie widzę wielu rzeczy, czy dlatego, że mój świat wygląda jeszcze całkiem nieźle. Nie wiem. Czuję wdzięczność, że żyję.
Język, czyli opowiadania piórkiem kreślone
To, dzięki czemu czytanie Zbierzchowskiego jest przyjemnością, to język. To piękna polszczyzna. Prosta, wręcz chropawa. Sprawiająca wrażenie bycia chłodną relacją, opowieścią o faktach. Czasem język, nie tracąc jasności, rysuje obraz zagubienia i szaleństwa. Zaplątania w rzeczywistości i niepewności. Wszystko to bez baroku formalnego, bez językowych dziwadeł.
Nie dajcie się zwieść. To nie są proste "czytanki". Czasem zawisałam nad stroną i czytałam konkretne fragmenty dwa, trzy razy, co Zbierzchowski sienie powtarza i musisz "załapać" scenografię, żeby zrozumieć.
Ale jak spod brzydkiej rzeczywistości wystają paskudne prawdy, tak w języku Zbierzchowskiego z jego klarownego języka pozbawionego sentymentalizmu narratora wystają perełki poezji. Przebłyski piękna.
Jakby ostatnim, w czym możemy się jeszcze chronić, był język.
"Julia mija mnie, zbiegając w dół z rozwianymi włosami, schodzi ostrożnie po swoich śladach z płaczącym Chrisem, niesie siatkę pełną znienawidzonej pracy po godzinach. Wychodzi na jogging, wraca z sobotnich zakupów, rozmawia bezgłośnie przez telefon i uśmiecha się do kogoś. […] Przedzieram się przez ten jednoosobowy tłum z wielkim trudem[…]". [s. 293]
"Proroctwa są jak zapałki. Gasną po chwili, a trzymający je kurczowo ludzie parzą sobie palce. Wystarczy mały podmuch, przeciąg z uchylonego okna, by wszystko się skończyło. Jednak co jakiś czas zapałka wypada z ręki przerażonego dziecka albo wyrachowanego podpalacza. Coś zaczyna się tlić lub wybucha wielki pożar. Od tej zapałki płoną wyschnięte wnętrzności" [s. 16]
"Requiem dla lalek" Cezarego Zbierzchowskiego. Polecam.
www.veryurbanfantasy.pl
"Jeśli żyje się wystarczająco długo, w zakątkach prawdy zawsze dostrzega się kłamstwo" [s.127]
Cezarego Zbierzchowskiego, a raczej jego twórczość, poznałam dzięki "Nowej Fantastyce". Były to w czasach, kiedy sięgałam jeszcze po ten miesięcznik. Pamiętam, że zaniepokoiło mnie to co i jak pisał. Niepokój został ze mną na jakiś czas, uwierając jak drzazga pod skórą.
Kiedy...
„Holocaust F” Cezarego Zbierzchowskiego, wydany w 2013 roku, wspominam jako jedną z najlepszych polskich powieści science fiction dwudziestego pierwszego wieku. Zanim jednak do niej wrócę (a potem przeczytam „Distortion” – najnowszą powieść autora), napisać chcę kilka słów o opowiadaniach. To właśnie w nich, stworzone przez autora i konsekwentnie odwiedzane w późniejszej twórczości, „uniwersum Rammy” zaczęło nabierać kształtu. „Requiem dla lalek”, wydane pierwotnie przez wydawnictwo „Fantasmagoricon” i rozszerzone potem o trzy dodatkowe teksty („Garcia”, „Płonąc od środka”, „Smutek parseków”) w e-bookowym wydaniu „Powergraphu”, jest świetnym wprowadzeniem do twórczości Zbierzchowskiego.
Akcja wszystkich opowiadań osadzona jest w przyszłości (ciężko wyrokować jak odległej – nie ma tu jednoznacznych podpowiedzi), w świecie podobnym do naszego (mamy tu chociażby znane nam marki samochodów czy religie). Kraje, narodowości i miasta nazywają się jednak inaczej (np. mamy tu państwo Remarku, gdzie mieszają arejczycy, których obowiązującą religią jest wiara w Dzeusa i resztę greckiego panteonu – dobrze wiemy, że to odpowiednik „naszego” Bliskiego Wschodu i islamu). Ramma z kolei to domena supernowoczesnej i zepsutej do cna zachodniej cywilizacji. Pomysł na taki świat przedstawiony jest dość oryginalny, pozwalający na dużą swobodę fabularną przy jednoczesnym zachowaniu sedna jej przekazu – świat Rammy to rzeczywistość ziszczona w jakimś równoległym wszechświecie, który ma jednak bardzo dużo cech wspólnych z naszym.
Możemy założyć, że wszystkie historie dzieją się w tym samym uniwersum (nawet jeśli nie znajdziemy w tekście żadnego nawiązania – jak chociażby w „Bestiariuszu” czy „Płonąc od środka”). Kilka z nich warto znać przed „Holocaustem F” – ich lektura pozwala lepiej zrozumieć fabułę i ideę powieści. Mowa tu o otwierającym zbiór opowiadaniu „Innego nie będzie”, „Bezludziu” a także o „Limfy szklance”, „Garcii” czy tytułowej noweli „Requiem dla lalek” – dwa pierwsze to wręcz lektura obowiązkowa.
Świat Rammy jest cywilizacją przeżartą przez technologię, zdehumanizowaną maszynerią społeczną, której elementy borykają się z typowymi dla tak ukształtowanego świata problemami. Nuda, apatia, nieograniczony dostęp do internetu (tutaj nosi on nazwę „Synetu”, który wyewoluował potem w niosącą zagładę „Synergię”), postępująca alienacja, upadek wartości, problemy z odnalezieniem własnego miejsca w świecie, definicji własnego człowieczeństwa i ciągła gonitwa za czymś co da choć złudzenie istotności („Lepszy martwy kot niż pustka” – jak mówi Tim, główny bohater „Miejsca przy drodze”). Takim światem wstrząsa nie tylko przychodzące na myśl dukajowe „nolensum” ale również konflikty zbrojne, religijne, ideologiczne – Zbierzchowski strawestował znane nam realia w dość wynaturzony sposób, używając do tego odniesień do znanej nam kultury, popkultury, nauki, polityki, religii i historii. Otrzymujemy dość smutną, sprawnie napisaną fantastykę socjologiczną, nazywaną przez samego autora „humanistycznym science fiction”, gdzie człowiek skazany na zagładę uporczywie walczy o własne życie i przetrwanie, choć wszystko zdaje się przeczyć sensowności i celowości tejże walki. Tak właśnie – nadchodzi apokalipsa, ale nie taka jakiej moglibyśmy się spodziewać. Nie w wymiarze globalnym, lecz jednostkowym – dokładnie jak w wykorzystanym przez autora wierszu Czesława Miłosza „Piosenka o końcu świata”. Koniec świata bowiem jest zawsze doświadczeniem indywidualnym – codziennie dochodzi do niego przecież tysiące razy.
Tak widziana apokalipsa jest głównym motywem opowiadania otwierającego zbiór – debiut Zbierzchowskiego jest naprawdę mocny i bardzo udany. „Innego nie będzie” – tak jak we wspomnianym wierszu naszego noblisty, dochodzi tu po prostu do końca świata (ciekawostka: idea tego wiersza pojawia się też w dokładnie tej samej roli w „Ćmie” Jakuba Bielawskiego, najlepszej powieści grozy jaka wyszła w Polsce w 2019 roku). Jest to tekst ważny w kontekście całego uniwersum, poznajemy podstawy budowy świata, pojęcie „plazmatu” oraz wyraźną wskazówkę przez jaki pryzmat należy odczytywać inne opowiadania zbioru. Duch Philipa K. Dicka, który obecny jest w każdym tekście (raz mniej a raz bardziej), manifestuje się tutaj wyjątkowo mocno. Połączenie Miłosza i Dicka wydawać się może karkołomne – nic bardziej błędnego, idea świata uwięzionego w materii, który jest kreacyjnym błędem ułomnego Demiurga idealnie pasuje tutaj do myśli Miłosza.
„Holocaust F” Cezarego Zbierzchowskiego, wydany w 2013 roku, wspominam jako jedną z najlepszych polskich powieści science fiction dwudziestego pierwszego wieku. Zanim jednak do niej wrócę (a potem przeczytam „Distortion” – najnowszą powieść autora), napisać chcę kilka słów o opowiadaniach. To właśnie w nich, stworzone przez autora i konsekwentnie odwiedzane w...
Zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego, który swoim opisem ogromnie mnie zaintrygował, postanowiłem przeczytać Requiem dla lalek. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się jesienią 2008 roku i zawierało 8 tekstów o tematyce SF, a w 2013 wznowiono je w postaci ebooka i zostało wzbogacone o trzy nowe opowiadania - Smutek parseków, Płonąc od środka oraz Garcia. Jest to zbiór opowiadań, ale troszkę inny od większości, ponieważ teksty w nim zawarte są w większości luźno powiązane, ale tworzą podwaliny do świata Rammy. To właśnie on stał się miejscem akcji Holocaustu F, którego lektury już nie mogę się doczekać po przeczytaniu opowiadań Zbierzchowskiego.
Wszystkie z zawartych tutaj opowiadań stanowią osobną historią, lecz każde z nich dokłada mniejszą lub większą cegiełkę do obrazu świata Rammy. Teksty są na dobrym poziomie, a wiele z nich zaskakuje i porusza. Większość opowiadań z tego zbioru można by w zasadzie osadzić w dzisiejszych czasach, we współczesnych realiach. Dużo jest tutaj horroru, rozważań, ponurej i depresyjnej filozofii, religii, czy mistycyzmu. Buduje to niesamowity, ale jakże depresyjny nastrój podczas lektury. W zasadzie tylko dwa teksty są stricte science-fiction - Mr Fiction oraz Smutek parseków. Pierwsze rozgrywa się na stacji kosmicznej, z której znikają poszczególni członkowie załogi, drugie zaś na "żywym" statku kosmicznych, przewożącym trzy społeczności, który mają skolonizować nowy świat. Mnie osobiście nie przeszkadzał fakt, że w tym zbiorze jest tak mało science fiction, choć było to dla mnie lekkim zaskoczeniem w miarę czytania kolejnych opowiadań.
Świat Rammy, jak wspomniałem na początku, jest zarazem bardzo znajomy i zupełnie obcy. Jest to coś pomiędzy naszym światem, a rzeczywistością alternatywną. Mamy tutaj obce nazwy państw, inne nazwy na niektóre rzeczy jak np. Synet, przypominający nasz internet, a jednocześnie pojawiają się wyznawcy bóstw greckich, czy znane nam marki samochodów i liczne nawiązania popkulturowe. Wbrew pozorom nie jest wcale tak trudno odnaleźć się w tym świecie, zrozumieć jak on funkcjonuje i jakie problemy go dotyczą. Jednak nie da się ukryć, że jest on zdecydowanie inny od naszego, nie tylko za sprawą bardziej zaawansowanej technologii, lecz przede wszystkim przez wyraźnie zaznaczoną obecność pierwiastka duchowego, wokół którego osnuto fabułę kilku opowiadań. Z tego powodu jest tutaj dużo tematów religijnych, egzystencjalnych, połączonych z typowymi elementami science-fiction, które skłaniają do refleksji i zastanowienia się. Połączenie to jest nad wyraz udane, choć nie zawsze łatwe i lekkie podczas czytania.
Czytając ten zbiór opowiadań należy mieć na uwadze, że autor w każdym opowiadaniu pozostawia pewne niedopowiedzenia, szczególnie dotyczy to zakończeń. Zdaję sobie sprawę z tego, że część osób może to irytować i odłożą lekturę tej książki na później, ja sam byłem temu bliski. Ogólnie lubię niedopowiedzenia, otwarte zakończenia, ale nie kiedy czytam cały zbiór opowiadań i tak jest za każdym razem. Na szczęście po kilku pierwszych tekstach przestało mi to już przeszkadzać. Jednak dzięki takiemu zabiegowi możemy sami dopowiedzieć jak potoczyły się losy bohaterami, jak się potoczyły ich losy i co się dalej stało, samemu dokładając niejako cegiełkę do kreacji świata Rammy.
Requiem dla lalek jest zbiorem opowiadań dość wymagającym, który w zamian za to oferuje bardzo dobrą lekturę i mnóstwo interesujących przemyśleń. Zbierzchowski prezentuje tutaj wiele interesujących pomysłów, ale również trudnych rozważań i tematów.
Zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego, który swoim opisem ogromnie mnie zaintrygował, postanowiłem przeczytać Requiem dla lalek. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się jesienią 2008 roku i zawierało 8 tekstów o tematyce SF, a w 2013 wznowiono je w postaci ebooka i zostało wzbogacone o trzy nowe opowiadania - Smutek parseków, Płonąc od środka oraz...
Opowiadania trzymają poziom, klimat i napięcie - zaczynają się jak historie rodem z Twin Peaks, a kończą... jak opowieści z $ stopnia, co najmniej:) Polecam:)
Opowiadania trzymają poziom, klimat i napięcie - zaczynają się jak historie rodem z Twin Peaks, a kończą... jak opowieści z $ stopnia, co najmniej:) Polecam:)
Kolejne czytanie utwierdza mnie w przekonaniu, że dla niektórych opowiadań warto zarywać noce. Chociażby dla perfekcyjnej "Monety", nieoczywistego "Mr. Fiction" czy tak pełnego "Requiem dla lalek". Jak dobrze, że są jeszcze twórcy, dla których piękno języka jest równie ważne jak chwytanie czytelnika w pułapkę szarpiących umysł treści. W pojedynkę te cechy nie byłyby tak frapujące jakimi czyni je Zbierzchowski.
Kolejne czytanie utwierdza mnie w przekonaniu, że dla niektórych opowiadań warto zarywać noce. Chociażby dla perfekcyjnej "Monety", nieoczywistego "Mr. Fiction" czy tak pełnego "Requiem dla lalek". Jak dobrze, że są jeszcze twórcy, dla których piękno języka jest równie ważne jak chwytanie czytelnika w pułapkę szarpiących umysł treści. W pojedynkę te cechy nie byłyby tak...
"Trafiają się jednak czasem światy, których w żadnym wypadku nie chcielibyście osobiście odwiedzić, ale w swej literackiej odsłonie posiadają tyle magnetyzmu, że prędzej czy później po prostu się do nich wraca. Takim tworem jest Ramma: jedno z najbardziej przerażających i intrygujących miejsc, jakie dane mi było odwiedzić podczas wędrówek po bezdrożach fantastyki."
Cały tekst dostępny tutaj: http://www.kronikinomady.pl/2016/10/50-odson-rammy-czyli-sprawozdanie-z.html
"Trafiają się jednak czasem światy, których w żadnym wypadku nie chcielibyście osobiście odwiedzić, ale w swej literackiej odsłonie posiadają tyle magnetyzmu, że prędzej czy później po prostu się do nich wraca. Takim tworem jest Ramma: jedno z najbardziej przerażających i intrygujących miejsc, jakie dane mi było odwiedzić podczas wędrówek po bezdrożach fantastyki."
Cały...
Zazwyczaj nie czytam opowiadań, z prostego powodu, iż jak tylko wczuję się w klimat i fabułę, ono już się kończy. Zbiór opowiadań Czarka Zbierzchowskiego okazał się wyjątkiem od tej reguły; wciągnęłam się w świat stworzony przez autora, bo choć każde z opowiadań jest odrębną całością, to są one jednak luźno ze sobą powiązane poprzez umiejscowienie ich w tym samym uniwersum.
Moje wrażenia z lektury są bardzo pozytywne: język i styl pisania, pomysły, bohaterowie - wszystko to jak najbardziej mi odpowiadało. Na minus muszę jednak zaliczyć słabość autora do kończenia opowiadań motywami nadprzyrodzonymi; jest to dla mnie rozwiązanie zbyt blisko leżące Deus Ex Machina i mam nadzieję, że w przyszłości autor popracuje nad innym kończeniem swoich dzieł.
Poza tą jedną wadą, lektura "Requiem dla lalek" wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Na tyle pozytywne, że z chęcią sięgnę po kolejne książki Zbierzchowskiego, co jest chyba najlepszą rekomendacją.
Zazwyczaj nie czytam opowiadań, z prostego powodu, iż jak tylko wczuję się w klimat i fabułę, ono już się kończy. Zbiór opowiadań Czarka Zbierzchowskiego okazał się wyjątkiem od tej reguły; wciągnęłam się w świat stworzony przez autora, bo choć każde z opowiadań jest odrębną całością, to są one jednak luźno ze sobą powiązane poprzez umiejscowienie ich w tym samym...
Cezary Zbierzchowski dokonał rzeczy niesamowitej - sprawił, że go polubiłem od pierwszej książki. Wiem, że kiedyś kupię "Holocaust F" i wiem, że mi się spodoba.
Jedno w jego opowiadaniach jest fenomenalne - są to gotowe scenariusze ekscytujących seriali. Czytając "Mr Fiction" cały czas widziałem biegającego gdzieś Doctora (Who), a w "Innego nie będzie" zobaczyłem pierwowzór "Pozostawionych". Innej opowiadania również budziły we mnie wiele emocji i zapewne dlatego uważam wychwalaną "Monetę" za najsłabszą historię (zapewne dlatego, że prawdziwą). Nie wiem, jak autor sprawdza się w powieściach, ale opowiadania... Brawo! Chyba tylko Pilipiuk ma tak pojemną głowę do wymyślania przeciekawych i wciągających historyjek.
Z drugiej strony, nie wiem co sądzić o wykreowanej rzeczywistości. Mamy wymyślne nazwy miejscowości, niewytłumaczalne zjawiska, bogów pochodzących ze starożytnej Grecji, a także Pegueoty - dziwna mieszanka i trochę irytująca. Szczerze powiedziawszy, wolałbym zupełnie odmienny świat od naszego, nawet w takich detalach, niż mieć wrażenie, że akcja opowiadań dzieje się w jakiejś dziwnej przyszłości. No ale przecież nie można mieć wszystkiego.
Cezary Zbierzchowski dokonał rzeczy niesamowitej - sprawił, że go polubiłem od pierwszej książki. Wiem, że kiedyś kupię "Holocaust F" i wiem, że mi się spodoba.
Jedno w jego opowiadaniach jest fenomenalne - są to gotowe scenariusze ekscytujących seriali. Czytając "Mr Fiction" cały czas widziałem biegającego gdzieś Doctora (Who), a w "Innego nie będzie" zobaczyłem...
Cykl, opowiadań będących tłem, dla zdarzeń opisanych w Hokocauscie F. Z praktycznego punktu widzenia lepiej przeczytać ją jako drugą. Opowiadania przesycone historiami, z przed i po, końcu świata. Gatunki różne, choć wszystkie raczej mroczne.
Cykl, opowiadań będących tłem, dla zdarzeń opisanych w Hokocauscie F. Z praktycznego punktu widzenia lepiej przeczytać ją jako drugą. Opowiadania przesycone historiami, z przed i po, końcu świata. Gatunki różne, choć wszystkie raczej mroczne.
Bardzo dobre opowiadania, w zdecydowanej większości. Widać spore inspiracje Dickiem czy Lemem. Niektóre zakończenia nie przypadły mi do gustu - takie wymuszone stworzenie czegoś niespodziewanego, taki twist, bo pasuje akurat do schematu. Z drugiej jednak strony opowiadania jakością naprawdę doganiały wspomnianych wyżej autorów, ale jakoś mam wrażenie, że nie zapadną mi w pamięć.
Na pewno przeczytam Holocaust F.
Bardzo dobre opowiadania, w zdecydowanej większości. Widać spore inspiracje Dickiem czy Lemem. Niektóre zakończenia nie przypadły mi do gustu - takie wymuszone stworzenie czegoś niespodziewanego, taki twist, bo pasuje akurat do schematu. Z drugiej jednak strony opowiadania jakością naprawdę doganiały wspomnianych wyżej autorów, ale jakoś mam wrażenie, że nie zapadną mi w...
Książka, zbiór opowiadań jako, że nie czytam literatury SF wpadł w moje ręce niejako "przypadkiem" przy okazji czytania biografii Stanisława Lema. I tu miłe zaskoczenie. Śmiało mogę polecić książkę zarówno osobom czytającym kryminały czy literaturę sensacji. Requiem dla lalek wymiata, opowiadania są ciekawe, wciągają i momentami straszą. Nie sposób przejść koło nich bez refleksji, o niektórych zdarzało mi się myśleć jeszcze spory czas po zakończeniu lektury. Polecam gorąco
Książka, zbiór opowiadań jako, że nie czytam literatury SF wpadł w moje ręce niejako "przypadkiem" przy okazji czytania biografii Stanisława Lema. I tu miłe zaskoczenie. Śmiało mogę polecić książkę zarówno osobom czytającym kryminały czy literaturę sensacji. Requiem dla lalek wymiata, opowiadania są ciekawe, wciągają i momentami straszą. Nie sposób przejść koło nich bez...
Rewelacyjny zbiór opowiadań osadzonych w świecie Rammy.
Zbiór różnorodny zarówno pod względem poruszanych kwestii, jak i formy.
Nie dla każdego, gdyż w większości są to teksty dość trudne, ale jeśli komuś brakuje AMBITNEJ literatury fantastyczno-naukowej, to z pozycją tą powinien się koniecznie zapoznać. ZDECYDOWANIE warto.
Rewelacyjny zbiór opowiadań osadzonych w świecie Rammy.
Zbiór różnorodny zarówno pod względem poruszanych kwestii, jak i formy.
Nie dla każdego, gdyż w większości są to teksty dość trudne, ale jeśli komuś brakuje AMBITNEJ literatury fantastyczno-naukowej, to z pozycją tą powinien się koniecznie zapoznać. ZDECYDOWANIE warto.
Całkiem interesujące krótkie historie ze świata Rammy - autorskiej, alternatywnej, dość ponurej wizji naszego świata w bliższej lub dalszej przyszłości. Konkretne i bez zbędnych eksperymentów, jak to czasem bywa w narracji pierwszoosobowej. Przeczytane po "Holocauście F" będzie doskonałym dopełnieniem, a przed - świetną uwerturą.
Całkiem interesujące krótkie historie ze świata Rammy - autorskiej, alternatywnej, dość ponurej wizji naszego świata w bliższej lub dalszej przyszłości. Konkretne i bez zbędnych eksperymentów, jak to czasem bywa w narracji pierwszoosobowej. Przeczytane po "Holocauście F" będzie doskonałym dopełnieniem, a przed - świetną uwerturą.
W dyskusjach na temat stanu współczesnej polskiej fantastyki często zwraca się uwagę na wyraźną tendencję w kierunku długich form literackich. Nieważne, jaki dorobek ma dany autor, ważne, aby jak najszybciej wydać powieść, gdyż – jak wieść gminna niesie – tylko ona daje szanse na jako takie zakorzenienie się na rynku. Trudno orzec, czy jest to przyczyna, czy raczej skutek ogromnego kryzysu, w jakim znalazło się opowiadanie jako forma literacka. Miejsc do publikacji jest jak na lekarstwo: pisma padają jak muchy, przekrojowych antologii nie wydaje się zbyt wiele, a nawet jeśli, to nie spotykają się one z jakimś ogromnym zainteresowaniem. A przecież to właśnie opowiadanie stanowi idealną formę dla tego, co leży u podstaw literackiej fantastyki – opiera się ono bowiem przede wszystkim na pomyśle, a nie na fabule, jak ma to miejsce w przypadku powieści. To, czy mamy do czynienia z kryzysem fantastyki jako literatury koncepcyjnej, jest tematem na osobne rozważania, jednak trzeba też przyznać, że w zalewie nudnych, sztampowych powieści trafiają się jednak perły. Sztuka polega na tym, aby ich nie przegapić. Dla mnie taką perłą okazał się zbiór opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego zatytułowany Requiem dla lalek.
Tym, co zrobiło na mnie chyba największe wrażenie przy okazji lektury krótkich form Zbierzchowskiego było zamknięcie tak zróżnicowanych tekstów w ramach jednego świata. W zasadzie każda opowieść wprowadza do misternej konstrukcji nowe elementy, począwszy od fundamentów religijno-ontologicznych, poprzez społeczne, technologiczne itp. W rezultacie powstaje przebogaty, spójny obraz wyimaginowanego zakątka świata, który opuścił Bóg, w którym goreją konflikty, a technologia rozwija się w kierunku nieuchronnego przeobrażenia ludzkości w coś, czego nikt do końca nie może pojąć. Każde kolejne opowiadanie uzupełnia autorską wizję, nie powielając elementów wprowadzonych we wcześniejszych teksach. Czasem jedynie można zgubić się w chronologii wydarzeń świata Rammy, jednak jest to w zasadzie problem drugorzędny.
Jak zaznaczyłem wcześniej, fantastyka jest przede wszystkim literaturą pomysłu, a tych Zbierzchowskiemu nie brakuje. Rozgrywa przy tym dość klasyczne dla science fiction tematy, wychodząc od kwestii Boga i duszy, poprzez teorie spiskowe, wyobcowanie jednostki ze świata, manipulacje i kontrolę instytucji nad ludźmi sięgającą głęboko w ich prywatność, konflikty religijne i etniczne, terroryzm, podbój kosmosu, rozwój technologii medialnych i sieciowych, posthumanizm, czy wreszcie stawiając pytania o granice człowieczeństwa. Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę na świetny warsztat pisarski pochodzącego z Sierpca autora. Narracja jest gęsta, pełna znaczeń, a zdania niezwykle obrazowe i zapadające w pamięć. Teksty Zbierzchowskiego są kolejnym dowodem na to, iż można pisać twardą fantastykę odbiegającą bardzo daleko od tego, co określano mianem prozy pisanej przez inżynierów dla innych inżynierów – pomysłowej, ale w warstwie literackiej dość siermiężnej. Tu jest zupełnie inaczej. Widać literackie obycie i inspiracje, przede wszystkim prozą Philipa K. Dicka. Pokusiłbym się wręcz o określenie zawartości Requiem dla lalek mianem humanistycznej science fiction: skupionej na człowieku, niestroniącej od metafizyki, pomysłowej, czasem eksperymentującej formalnie, doskonale napisanej, a jednocześnie spełniającej wszelkie kryteria stawiane fantastyce opartej na ekstrapolacji współczesnych zjawisk i trendów.
Jak w przypadku każdego zbioru opowiadań, teksty stoją na zróżnicowanym poziomie. Pojawiają się czasem utwory trochę słabsze (Bestiariusz, Limfy szklanka), ale uwagę przyciągają prawdziwe perełki: budujące metafizyczną podstawę świata Rammy Innego nie będzie, tajemnicze, opatrzone kapitalnym twistem Miejsce na drodze, fenomenalna nie tylko formalnie Moneta, czy wreszcie najbardziej obszerne opowiadanie tytułowe. To teksty, które po prostu warto znać, gdyż stanowią jedną z ciekawszych spójnych wizji we współczesnej polskiej fantastyce. Warto też zaznaczyć, że opublikowane niedawno przez Powergraph e-bookowe wznowienie zbioru opowiadań Zbierzchowskiego zostało poszerzone o trzy elementy – niepublikowane do tej pory opowiadanie Garcia, pochodzące z antologii Nowe Idzie Płonąc od środka, a także znakomity Smutek parseków pochodzący z antologii Science Fiction.
Proza Zbierzchowskiego wciąga czytelnika do świata Rammy bogactwem pomysłów i obrazów. Nie jest to literatura łatwa. Należy raczej do tych wymagających skupienia na treści, smakowania frazy, szukania źródeł inspiracji poszczególnych pomysłów. Czytelnikowi poszukującemu ambitnej, niebanalnej science fiction lektura Requiem dla lalek powinna sprawić sporo satysfakcji. Mnie jednak najbardziej cieszy fakt, iż zbiór ten jest jednym z dowodów na to, iż z polskim opowiadaniem fantastycznym nie jest wcale tak źle, jak się często o tym mówi i pisze. Wypada tylko mieć nadzieję, iż wznowienie go formie elektronicznej pozwoli zwrócić na zawarte w nim teksty uwagę szerszej publiczności, niż miało to miejsce w przypadku trochę już zapomnianego (choć wciąż dostępnego) wydania papierowego.
Recenzja pierwotnie opublikowana na portalu Fantasta.pl i blogu RYBIEUDKA (http://www.rybieudka.blogspot.com/2013/08/requiem-dla-lalek-cezary-zbierzchowski.html)
W dyskusjach na temat stanu współczesnej polskiej fantastyki często zwraca się uwagę na wyraźną tendencję w kierunku długich form literackich. Nieważne, jaki dorobek ma dany autor, ważne, aby jak najszybciej wydać powieść, gdyż – jak wieść gminna niesie – tylko ona daje szanse na jako takie zakorzenienie się na rynku. Trudno orzec, czy jest to przyczyna, czy raczej skutek...
Cezary Zbierzchowski, to nazwisko mało znane, autor obecny w kręgu fantastyki, którego nową powieść "Holocaust F" wydało w ubiegłym roku Wydawnictwo Powergraph. Przy tej okazji tylko w formie e-booka ukazało się w Powergraphie wznowienie zbioru wcześniejszych opowiadań, osadzonych w tym samym uniwersum, co wspomniana powieść, wzbogacone o kilka nowych tekstów, nieobecnych w poprzednim wydaniu. O obu pozycjach pojawiły się pochlebne opinie, więc skorzystałam ze świetnej promocji i wzbogaciłam swoją wirtualną biblioteczkę, chcąc sprawdzić, co też ciekawego ma mi Zbierzchowski do zaoferowania. Naturalną koleją rzeczy było dla mnie rozpoczęcie lektury od "Requiem dla lalek". I dla każdego, kto planuje czytanie powieści jest to podobno wybór wręcz obowiązkowy. Pozwala zorientować się w specyfice prezentowanego świata, poznać terminologię i zapoznać się z pewnymi ideami w powieści rozwiniętymi.
Przyznaję, że zbiór czytałam już jakiś czas temu i trudno mi się było zabrać do pisania o nim. W międzyczasie wrażenia delikatnie się zatarły przyćmione kilkoma innymi przeczytanymi pozycjami, a także dość intensywnie na mnie wpływającą ostatnio codziennością. Być może próba powrotu do poszczególnych tekstów będzie dobrym sprawdzianem dla tego, ile tak naprawdę z nich we mnie pozostało, co okazało się istotne, a co straciło na znaczeniu.
Jedno jest pewne, rzeczywiście jako całość "Requiem dla lalek" robi wrażenie, opowiadania są na przyzwoitym poziomie, intrygują na pewno fabularnie, ale także z powodu niesionego przekazu. Formalna strona tekstów również nie budzi zastrzeżeń, choć trudno się o niej rozpisywać, ponieważ poza ciekawymi mottami, tudzież innymi nawiązaniami kulturowymi obecnymi w poszczególnych utworach nie mamy tutaj do czynienia z jakimiś przesadnymi eksperymentami ani w warstwie języka ani w warstwie konstrukcyjnej. Całość można zaliczyć gatunkowo do science fiction, ale prezentowana rzeczywistość w większości tekstów nie różni się szczególnie od tej, którą mamy obecnie za oknem. Poza dwoma tekstami - "Mr Fiction" i "Smutkiem parseków", w których akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej, choć w przypadku tego pierwszego tekstu, nie jest to wcale takie oczywiste.
I tu pojawia się małe zastrzeżenie z mojej strony. Autor bowiem zatrzymał się gdzieś w pół drogi w budowie świata przedstawionego między rzeczywistością alternatywną, a próbą budowy świata własnego. Z jednej strony mamy więc świat Rammy, z odmiennymi nazwami państw, siecią Synet, przypominającą do złudzenia nasz Internet, bardziej zaawansowaną technologią oraz wyraźnie zaznaczoną obecnością pierwiastka duchowego, z drugiej strony pojawiają się wyznawcy bóstw greckich, znane nam z naszej rzeczywistości marki samochodów, piosenki czy książki (cytowana w jednym z utworów "Mała Apokalipsa" Konwickiego). Czy w takim razie mamy do czynienia z Ziemią, tylko trochę odmienioną czy z nowym tworem, tylko autorowi zabrakło czasu, cierpliwości, wyobraźni, by konstrukcję tła przemyśleć w całości i od podstaw przeformułować? Trochę zabrakło tu konsekwencji. Nie zmienia to faktu, że same opowiadania są naprawdę dobre, a ich cechą wyróżniającą jest tematyka, skupiająca się właściwie wokół wątków eschatologicznych - ostatecznych spraw człowieka i świata. To połączenie elementów religijnych z motywami science fiction daje ciekawą mieszankę, która budzi dość poważną refleksję u odbiorcy. Cechą charakterystyczną opowiadań Zbierzchowskiego są też pewnego rodzaju niedopowiedzenia, zwłaszcza w zakończeniach utworów, pozwalające na własną interpretację, ale też pozostawiające pewne sprawy nie do końca wyjaśnione. Osobiście nie jestem wielką zwolenniczką tego typu rozwiązań, gdyż jest bardzo cienka granica między sugestią, która otwiera pole do kilku ciekawych interpretacji, a niejasnością, która denerwuje odbiorcę, gdyż czuje się on oszukany i pozostawiony bez odpowiedzi na nurtujące go w trakcie lektury tekstu pytania. Podejrzewam, że właśnie ten typ zakończeń był jednym z powodów, dla których trudno mi było pisać o utworach Zbierzchowskiego.
"Requiem dla lalek" to na pewno pozycja intrygująca. Z całego zbioru chyba najbardziej utkwił mi w pamięci pierwszy tekst, którego sam tytuł "Innego nie będzie" wskazuje na inspirację Miłoszem. Choć kilka innych opowiadań wraca też do mnie pojedynczymi obrazami. W utworach pojawia się też sporo nawiązań kulturowych, stanowiących dodatkową wartość i dających dodatkowy impuls do interpretacji. Mimo pewnych zastrzeżeń co do konstrukcji świata czy też niejasnych zakończeń uważam, że zbiór jest naprawdę wart polecenia. Może, by go lepiej zrozumieć powinnam po prostu przeczytać opowiadania po raz drugi. Nie wykluczam też, że tak zrobię. Na pewno sięgnę też po "Holocaust F", jestem bardzo ciekawa w jakim kierunku autor rozwinął pomysły z opowiadań w dłuższej formie powieściowej.
Opinię umieściłam na swoim blogu: http://urshana.blox.pl/2014/02/Sf-eschatologiczna-Cezary-Zbierzchowski-Requiem.html
Cezary Zbierzchowski, to nazwisko mało znane, autor obecny w kręgu fantastyki, którego nową powieść "Holocaust F" wydało w ubiegłym roku Wydawnictwo Powergraph. Przy tej okazji tylko w formie e-booka ukazało się w Powergraphie wznowienie zbioru wcześniejszych opowiadań, osadzonych w tym samym uniwersum, co wspomniana powieść, wzbogacone o kilka nowych tekstów, nieobecnych w...
Świetny zbiór opowiadań, od pierwszego tekstu wprowadzający w świat niby znany, a odmienny, trochę odbiegający w przyszłość, z inaczej rozłożonymi akcentami, innymi krajami, odmiennymi religiami, ale jednak to wszystko znamy, poznajemy, odkodowujemy. I zanurzamy się w upadły, skazany na powolny rozkład świat, w którym na pierwszy plan w kolejnych opowiadaniach wysuwają się zagadnienia, bolączki, idee, trudności i obsesje, które towarzyszą nam na co dzień. Autor powtarzając sztafaż świata, nazwy, skojarzenia z naszymi realiami, wędruje dowolnie po interesujących go sprawach.
To fantastyka, której teraz w Polsce pisze się bardzo mało, nasuwająca skojarzenia z tym złotym u nas okresem, gdy na przełomie upadającego komunizmu i kapitalistycznego nowego świata, młodzi i starsi autorzy fantastyki sięgali najczęściej w opowiadaniach właśnie, po fantastykę problematyczną, socjologiczną, spekulatywną. Opowiadali w kostiumie przyszłości o tematach, które interesowały ich w świecie jaki znali. I Zbierzchowski przywołuje w swojej prozie taki sposób korzystania i używania fantastyki. Ale nie tylko taki, bo jest całkiem sprawny literacko, prowadzi ciekawą grę, wykorzystując w nienachalny sposób skojarzenia popkulturowe, sięga po budowanie klimatu rodem z jakiś opowieści niesamowitych, trochę jakby miał ochotę na spróbowanie konwencji weird fiction.
Bardzo mi ten sposób pisania fantastyki odpowiada. Teksty są oczywiście różne, nie każdy mi tak samo zagrał, jedne wciągnęły bardziej, zwłaszcza gdy tematyka zahaczała o religię, albo gdy lekko wchodząc w klimat cyberpunku odwoływały się do wątków np. imigrantów, problemów kulturalnych, zagadnień technologicznych. I właśnie gdy oferowały klimat niezwykłości, rodem jakby "Z archiwum X".
Teraz po powieści autora sięgnę na pewno.
Świetny zbiór opowiadań, od pierwszego tekstu wprowadzający w świat niby znany, a odmienny, trochę odbiegający w przyszłość, z inaczej rozłożonymi akcentami, innymi krajami, odmiennymi religiami, ale jednak to wszystko znamy, poznajemy, odkodowujemy. I zanurzamy się w upadły, skazany na powolny rozkład świat, w którym na pierwszy plan w kolejnych opowiadaniach wysuwają się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbierzchowski stworzył bardzo oryginalne, własne uniwersum w którym toczy się akcja wszystkich opowiadań zamieszczonych w tej książce. Świat przedstawiony ma swój własny klimat, historię, kulturę. Każde opowiadanie poprowadzone zostało z perspektywy innej postaci, co pozwala nam poznać ten świat za każdym razem z nieco innej perspektywy. Moim zdaniem poziom opowiadań spadał z każdym kolejnym, jednak widzę, że sporo osób uważa wręcz przeciwnie, więc opinie są podzielone. Niektóre bardzo, bardzo mi się podobały i oceniłabym je na 8/10, a niektóre (na szczęście jest to znaczna mniejszość) to takie średnie 5. Miałam duże oczekiwania co do tytułowego opowiadania, jednak niestety się na nim zawiodłam. Całość oceniam na 7, książka miała swoje wzloty i upadki, jednak myślę, że poleciłabym ją osobom siedzącym w klimatach sci-fi.
Zbierzchowski stworzył bardzo oryginalne, własne uniwersum w którym toczy się akcja wszystkich opowiadań zamieszczonych w tej książce. Świat przedstawiony ma swój własny klimat, historię, kulturę. Każde opowiadanie poprowadzone zostało z perspektywy innej postaci, co pozwala nam poznać ten świat za każdym razem z nieco innej perspektywy. Moim zdaniem poziom opowiadań...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiadania ze wspólnego uniwersum. Klimatyczne i pełne niedopowiedzeń, dobrze napisane, zmuszające do refleksji,
Opowiadania ze wspólnego uniwersum. Klimatyczne i pełne niedopowiedzeń, dobrze napisane, zmuszające do refleksji,
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo "Requiem dla lalek" Zbierzchowskiego sięgnąłem tylko ze względu na chęć przeczytania (już od dawna tak w ogóle) bardzo wychwalanego "Holocaustu F", które mocno mnie zainteresowało. Niemniej doczytałem, że wcześniej lepiej przeczytać opowiadania, które niejako mają powiazanie i wprowadzają do tej powieści. Nie przepadam za sięganie po opowiadania nieznanego mi autora, bo na ogół to rzadko, aby dany pisarz potrafił pisać i jednocześnie zachwycać mnie osobiście zarówno krótką formą, jak i powieściami, ale ostatecznie się złamałem.
"Requiem dla lalek" to zbiór dokładnie jedenastu opowiadań, które w większości (może nawet we wszystkich, ale nie w każdym się to wspomina) dzieją się w świecie Rammy. Nowoczesnym i ze zdehumanizowaną maszynerią bardzo podobną do ludzi. Świat trudny, melancholijny, w większości dla bohaterów przygnębiający, wprowadzający w apatię, wywołujący pesymizm, zniechęcenie do życia. Często związany z poszukiwaniem własnego miejsca i własnego ja.
Dodatkowo sprawy nie ułatwia sam autor, bo na ogół nie wyjaśnia od początku co z czym, o co chodzi itp. tylko wrzuca nas w sam wir wydarzeń, życia bohatera. więc po przeczytaniu można sobie pomyśleć - no fajnie, ciekawie, ale po co, dlaczego, skąd? To samo z zakończeniami, które nie są jednoznaczne. To plus i minus. Nie zawsze pozytywne są takie niedopowiedzenia, tutaj było różnie. Ogólnie jednak za mało wyjaśnień i same opowiadania nie wywołały we mnie specjalnie zachwytu. Było dobrze, ale nie zapamiętam ich na długo.
Całościowo trzeba przyznać, że poziom jest dobry, autor ma świetny warsztat i duży potencjał. To nie są jakieś dyrdymały o zaawansowanych technologiach przyszłości, podróżach w czasie, robotach, walkach z obcymi. To człowiek i jego problemy tylko przełożone na fantastyczny świat. Nauka, technologia i dramat. Bardzo podobały mi się te dłuższe opowiadania, tytułowe "Requiem dla lalek" i "Smutek Parseków". Super też były "Bestiariusz" i "Moneta". Liczę, że wspomniana powieść będzie przynajmniej na poziomie tych opowiadań.
https://swiat-bibliofila.blogspot.com/2022/02/requiem-dla-lalek-cezary-zbierzchowski.html
Po "Requiem dla lalek" Zbierzchowskiego sięgnąłem tylko ze względu na chęć przeczytania (już od dawna tak w ogóle) bardzo wychwalanego "Holocaustu F", które mocno mnie zainteresowało. Niemniej doczytałem, że wcześniej lepiej przeczytać opowiadania, które niejako mają powiazanie i wprowadzają do tej powieści. Nie przepadam za sięganie po opowiadania nieznanego mi autora, bo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze opowiadanie mega, apetyt rośnie. Kolejne jednak już przeciętne, aż do tytułowego. Opowiadania mają jednak wspólne cechy. Myślę, że dobrze jest Zbierzchowskiego przeczytać w takiej kolejności: Holocaust F, Distortion, Requiem dla lalek. Autor fajnie się porusza we wszystkich tych pozycjach w wymyślonym przez siebie świecie.
Pierwsze opowiadanie mega, apetyt rośnie. Kolejne jednak już przeciętne, aż do tytułowego. Opowiadania mają jednak wspólne cechy. Myślę, że dobrze jest Zbierzchowskiego przeczytać w takiej kolejności: Holocaust F, Distortion, Requiem dla lalek. Autor fajnie się porusza we wszystkich tych pozycjach w wymyślonym przez siebie świecie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa nazwisko Zbierzchowskiego natknęłam się przy okazji reklamy wznowienia Requiem. Ciekawa okładka, entuzjastyczna zapowiedź zarysowały mi w oczekiwaniach historię a la Łowca androidów. Czyli coś dla mnie! Otóż to zupełnie nie to. Zupełnie. Ale jest dużo lepiej niż oczekiwałam! Nie jest to kolejna odtwórcza historia, osadzona w nowych realiach i opowiedziana znów z innej perspektywy, ale zupełnie nowa jakość. Przede wszystkim to opowiadania, spięte wspólną lokacją. Jedne bardziej zwarte i będące bardziej samodzielnymi, zamkniętymi bytami, inne mniej. Jeszcze inne zmierzające w stronę filozofii, z płynnymi liniami brzegowymi i rozmytym zakończeniem. Nie potrafię wybrać najlepszego, wszystkie są mocne i dobre!
Na nazwisko Zbierzchowskiego natknęłam się przy okazji reklamy wznowienia Requiem. Ciekawa okładka, entuzjastyczna zapowiedź zarysowały mi w oczekiwaniach historię a la Łowca androidów. Czyli coś dla mnie! Otóż to zupełnie nie to. Zupełnie. Ale jest dużo lepiej niż oczekiwałam! Nie jest to kolejna odtwórcza historia, osadzona w nowych realiach i opowiedziana znów z innej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW miarę udane pierwsze spotkanie ze Zbierzchowskim. Widać u niego spore ambicje, kreacja świata jest dość konsekwentna i działajaca na wyobraznie, wizje egzekwowane na różnym poziomie, ale zawsze jest to poziom co najmniej przyzwoity. Niektórym kawałkom brakuje pierdolnięcia, niekiedy też mam wrażenie, że autor zmierzał ze swoim tekstem donikąd, ale te lepsze fragmenty w pełni wynagradzają. Sporo ciekawych spostrzeżeń i udanie wplecionej filozofii. Elementy gatunkowe bardzo dobre - choć nie zawsze pierwszej świeżości, to często urozmaicane niecodziennymi elementami. Wrażenie robi również mocno pesymistyczna wymowa większości utworów. TOP 3 to IMO tytułowe "Requiem dla lalek" (dłuższa forma wyraznie Zbierzchowskiemu leży, co mam nadzieje w pełni udowodnił w powieściach), "Moneta" oraz "Smutek parseków". Dalej postawiłbym "Garcię" oraz "Mr. Fiction".
W miarę udane pierwsze spotkanie ze Zbierzchowskim. Widać u niego spore ambicje, kreacja świata jest dość konsekwentna i działajaca na wyobraznie, wizje egzekwowane na różnym poziomie, ale zawsze jest to poziom co najmniej przyzwoity. Niektórym kawałkom brakuje pierdolnięcia, niekiedy też mam wrażenie, że autor zmierzał ze swoim tekstem donikąd, ale te lepsze fragmenty w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór opowiadań, niepowiązanych ze sobą. Wsiąkają one w czytelnika i niepokoją, zmuszają do smutnej refleksji. Światy w nich przedstawione, są tak jednostajnie zdegenerowane, jakby autor przelewał na papier swe mroczne myśli pozostawiając optymizm na zewnątrz ubabranych rozpaczą okładek. Nie mam wątpliwości, że to SF wysokich lotów. SF nużące i jednocześnie hipnotyzujące pesymizmem i beznadzieją. Niestety gorąco polecam.
Zbiór opowiadań, niepowiązanych ze sobą. Wsiąkają one w czytelnika i niepokoją, zmuszają do smutnej refleksji. Światy w nich przedstawione, są tak jednostajnie zdegenerowane, jakby autor przelewał na papier swe mroczne myśli pozostawiając optymizm na zewnątrz ubabranych rozpaczą okładek. Nie mam wątpliwości, że to SF wysokich lotów. SF nużące i jednocześnie hipnotyzujące...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór jedenastu opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego pt. Requiem dla lalek powinien zadowolić najbardziej wymagającego miłośnika science fiction. Ja jednak mam wrażenie, że autor mierzył gdzieś powyżej tego celu, że wirtualnym czytelnikiem miał być odbiorca wyrobiony intelektualnie, obeznany nie tylko z klasykami samego gatunku, ale również (a może przede wszystkim) z kulturą wysoką, elitarną. Innymi słowy, Zbierzchowski podjął się ambitnej próby przerzucenia pomostu pomiędzy doskonale rozpoznawalnymi, niemal kanonicznymi elementami typowymi dla dystopijnie zabarwionej fantastyki, a kulturą wysoką. Czy autorowi udało się zbudować solidny kamienny most? A może jego zbiór to efektownie wyglądająca, ale niestabilna pontonowa przeprawa? Sprawdźmy.
Opowiadania Zbierzchowskiego dzielą jedną wspólną przestrzeń – miasto Rammę, jego rubieże, sąsiednie państewka pożerane przez wojnę. Gdyby pochylić się nad organizacją przestrzeni, miejscem akcji większości tekstów, to doszlibyśmy do wniosku, że pisarz naprawdę przyzwoicie przyłożył się do tego, by uczynić swój świat swojskim, a jednocześnie odpychająco obcym. Ramma i okolice przypominają bowiem pękające plastikowe worki wypełnione odpadami naszej cywilizacji.
W podobnym stylu pisało się w czasach PRL-u fantastykę socjologiczną – pomimo kilku gadżetów niezbędnych do tego, by zaistniał czynnik fantastyczny, czytelnik miał wrażenie, że upiorna brzydota, tandeta, toporna architektura brudnych miast to rzeczywistość, z którą miał na co dzień do czynienia. To była jego rzeczywistość. U Zbierzchowskiego jest podobnie: nowoczesne samochody, broń, automaty, media – te fetysze cywilizacji nie są w stanie zamaskować odpychających realiów naszego świata – wojen, agresji, migracji, czy chaosu światopoglądowego. Autor lubuje się w detalach, kataloguje rozsypujący się na oczach czytelnika świat.
Na tle tej przygnębiającej scenografii dzieją się historie niemal bez wyjątku smutne, pozbawiające nadziei na jakiekolwiek pozytywne rozstrzygnięcia. Bohaterom wydaje się, że mają coś do powiedzenia, ugrania, załatwienia, wywalczenia, ale tak naprawdę o wszystkim decydują kłębiące się wokół nich siły – polityka, historia, uwarunkowania społeczne, a nawet siły wyższe.
W jednym z najlepszych tekstów zbioru, otwierającym całość – Innego nie będzie, Zbierzchowski zgrabnie odwołuje się do Miłoszowskiego obrazu końca świata, który przyjdzie niezauważony i przetoczy się ponad ślepymi i głuchymi na niego nieszczęśnikami. Wizja pierwiastka boskiego opuszczającego ziemski padół i pozostawiającego tę skorupę na pożarcie miażdżących ją powoli mocy jest wstrząsająca. Ten świat nie zostanie uratowany ani zbawiony, gdyż przestał już interesować siły, które przyczyniły się do jego powstania. W takim kontekście proza Zbierzchowskiego wygląda na deistyczną, pesymistyczną do szpiku kości, a na dodatek osadzoną na solidnych filozoficznych fundamentach.
Kolejne opowiadania powoli ukazują czytelnikowi „świat po Bogu” i niemal za każdym razem autor inaczej kładzie akcenty. Miejsce na drodze to zapis śledztwa w sprawie tajemniczej hipnotyzującej siły, która psychicznie i fizycznie niszczy ludzi, w Monecie pisarz podejmuje kwestię eutanazji, zaś Mr Fiction przygląda się podglądactwu cechującemu naszą cywilizację rozmiłowaną w rozmaitych reality shows.
Problem z Requiem dla lalek widzę w natarczywie podsuwanych czytelnikowi metafizycznych rozwiązaniach. Najczęściej przybierają one formę pointy wieńczącej rozwijany według kanonów „twardej” science fiction bardzo przyzwoity pomysł. Odbiorca, w tym piszący te słowa, może czuć rozczarowanie i zakłopotanie, gdy okazuje się, że ścieżka intrygi prowadząca do rozstrzygnięcia fabularnego nagle skręca w kierunku szeroko rozumianej eschatologii lub teologii. Wkrada się zamęt. Tego typu wybieg może tłumaczyć absolutnie wszystko, każdą zagadkę, nad której rozwiązaniem głowią się zarówno bohaterowie opowiadań, jak i sam czytelnik. Ale odbiorca zasługuje jednak na logiczne wyjaśnienie mechanizmów rządzących rzeczywistością świata przedstawionego. Metodzie twórczej autora patronuje przede wszystkim Philip Dick, ale z żalem trzeba stwierdzić, że Zbierzchowski zbyt mechanicznie posługuje się narzędziami, których obsługę do perfekcji opanował Amerykanin.
Nawiązywany co i rusz romans z metafizyką przeplatany jest odwołaniami do literatury wysokiej. Wspomniany wcześniej wiersz Czesława Miłosza stał się kapitalnym fundamentem pierwszego opowiadania tomu – tutaj autor trafił w sam środek tarczy. Mottem innego tekstu jest cytat z wiersza Rafała Wojaczka. Jednak gdy w tytułowym opowiadaniu (skądinąd bardzo dobrym) odnajdujemy cytaty z Małej Apokalipsy Konwickiego, możemy mieć wrażenie, że to klasyczne dzieło zostało zbyt grubymi nićmi zszyte z tekstem reprezentującym przecież literaturę gatunkową. Być może przemawia przeze mnie purysta, ale nie wydaje mi się, by ktokolwiek skorzystał na takim sparowaniu treści. Opowiadanie Requiem dla lalek zyskało być może drugie dno i zamieniło się w sympatyczny przykład intertekstualności, ale nie wierzę, by po jego lekturze Konwicki znalazł nowych czytelników wśród miłośników fantastyki. Potraktujmy więc te nawiązania jak rodzaj prywatnego hołdu złożony ważnym dla autora twórcom.
Zbliżając się do podsumowania tych rozważań, muszę rozwiać wszelkie wątpliwości. Opowiadania Zbierzchowskiego to naprawdę bardzo dobra próbka prozy fantastyczno-naukowej. Ich mroczny ton oraz styl łączący w sobie wulgarny i prosty język dialogów z niemal lirycznymi partiami narracyjnymi to niezaprzeczalne atuty Requiem dla lalek. Warto więc sięgnąć po tę książkę, by przekonać się również, że odbijają się w niej problemy, z którymi walczy, a być może już przegrywa, współczesny świat.
Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach Fantasta.pl
Zbiór jedenastu opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego pt. Requiem dla lalek powinien zadowolić najbardziej wymagającego miłośnika science fiction. Ja jednak mam wrażenie, że autor mierzył gdzieś powyżej tego celu, że wirtualnym czytelnikiem miał być odbiorca wyrobiony intelektualnie, obeznany nie tylko z klasykami samego gatunku, ale również (a może przede wszystkim) z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProza Cezarego Zbierzchowskiego jest tak sugestywna, że z pełną mocą bomy frenicznej oddziałuje na emocje czytelnika, ciskając go na samo dno studni rozpaczy, by potem dać mu zaczerpnąć powietrza i pokazać promyk nadziei w wyborach bohaterów. Requiem dla lalek to wykwintna uczta zarówno dla humanistów jak i umysłów ścisłych, skłaniająca do zadumy nad systemem przekonań współczesnego nam świata, którą niniejszym serdecznie Wam polecam.
Całą recenzję przeczytaj tu: http://glodnawyobraznia.blogspot.com/2020/03/poczatki-i-konce-swiata-requiem-dla.html
Proza Cezarego Zbierzchowskiego jest tak sugestywna, że z pełną mocą bomy frenicznej oddziałuje na emocje czytelnika, ciskając go na samo dno studni rozpaczy, by potem dać mu zaczerpnąć powietrza i pokazać promyk nadziei w wyborach bohaterów. Requiem dla lalek to wykwintna uczta zarówno dla humanistów jak i umysłów ścisłych, skłaniająca do zadumy nad systemem przekonań...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbierzchowski zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni do wykreowanego przez siebie uniwersum Rammy, które poznajemy coraz lepiej i dokładniej podczas czytania jedenastu opowiadań. Niektóre z nich są ze sobą luźno powiązane, inne to takie jednorazowe skoki w bok (albo w górę, wysoko w gwiazdy), ale wszystkie łączy niepokojący, posępny klimat.
Jak to ze zbiorami opowiadań bywa, pojawiło się tu kilka takich, które mnie nie zachwyciły (i w sumie już wypadły mi z głowy), ale na szczęście były i takie, które niesamowicie mi się spodobały - zdecydowanie tytułowe "Requiem dla lalek", "Smutek parseków" i "Mr Fiction" to moje top trzy. Doceniam też pomysł na zabawę konstrukcją utworu w Monecie, ale już jego wykonanie niekoniecznie. Jednak w każdym widać, że Zbierzchowski umiejętnie porusza się w wykreowanym przez siebie świecie, że próbuje nowych rzeczy, że nie ogranicza go forma ani gatunek. Jest tylko jeden problem.
To ten typ literatury, który nie ma zakończenia.
Wiem, że moda na opowiadanka jest taka, żeby miały pełno niedomówień, zakończenie nic nie wyjaśniało i w ogóle najlepiej wkurzyć czytelnika jak najbardziej tym, że będzie musiał się przez tydzień głowić nad sensem całości. I wiecie co? Nie lubię tej mody. Nie znoszę jej. A raczej nie znoszę jej nadużywania. Bo rozumiem, że czasem jest nawet wskazane, żeby pozostawić czytelnika z takim drażniącym niedosytem, pozwolić mu się zastanowić, rozpatrzeć różne możliwe zakończenia, różne teorie. Niech przeniesie to na swoje życie i może nawet dojdzie do jakichś niesamowitych, otwierających oczy wniosków na temat swojej egzystencji.
Jednak niekoniecznie zawsze jest to uzasadnione. Czasem miałam wrażenie, że Zbierzchowskiemu przyszedł do głowy dobry motyw, postanowił napisać na jego podstawie opowiadanie, ale gdzieś w środku stwierdził, że w sumie to zupełnie nie przemyślał, w którą stronę ma pójść fabuła, więc skończy jakkolwiek w jakimkolwiek miejscu, bo jakoś skończyć przecież trzeba.
I nie ukrywam, niektóre jego motywy to złoto, historia faktycznie schodziła na drugi plan. Za samo wykorzystanie bogów greckich dałabym mu 11/10. Wampiry - kocham. Demony? Jak najbardziej. Nie do końca mamy tutaj do czynienia z czystym, typowym sci-fi. Ale z drugiej strony dostaniemy też wielopokoleniowe statki kosmiczne, nowoczesną technologię militarną i sztuczną inteligencję, więc nie ma co narzekać.
Cała ta fantastyczna otoczka jest jednak tylko tłem, tak naprawdę ma posłużyć jako kontrolowane środowisko do przeprowadzenia wnikliwej analizy człowieka, jego psychiki, jego najbardziej pierwotnej natury. Doprowadzając do sytuacji wręcz groteskowych, wystawiając swoich bohaterów na najbardziej skrajne czynniki i spychając na pogranicze ludzkiej wytrzymałości, Zbierzchowski jest w stanie wywlec na światło dzienne mroczną stronę ludzkości, wszystkie jej przywary i braki.
Klimat jest cudowny i umiejętnie zbudowany, mroczny, duszący, ciężki. Świat Rammy to miejsce pełne brutalności i śmierci, ograbione z resztek nadziei. To nie jest prosta lektura - ani ze względu na jej atmosferę, na smutnych bohaterów i depresyjne przesłanie, ani ze względu na sam jej odbiór. Trzeba się naprawdę skupić, dać się całkowicie pochłonąć tej posępnej rzeczywistości, żeby w pełni doświadczyć twórczości Zbierzchowskiego. Ale kiedy już się w niej utopi, będzie można naprawdę ją docenić.
Zbierzchowski zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni do wykreowanego przez siebie uniwersum Rammy, które poznajemy coraz lepiej i dokładniej podczas czytania jedenastu opowiadań. Niektóre z nich są ze sobą luźno powiązane, inne to takie jednorazowe skoki w bok (albo w górę, wysoko w gwiazdy), ale wszystkie łączy niepokojący, posępny klimat.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak to ze zbiorami...
Jak dla mnie bardzo nierowny zbior opowiadan, niektore sa genialne, a inne nudne. Ciekawe pomysly, nie zawsze dobrze napisane. Pozycja dla fanow sci-fi.
Jak dla mnie bardzo nierowny zbior opowiadan, niektore sa genialne, a inne nudne. Ciekawe pomysly, nie zawsze dobrze napisane. Pozycja dla fanow sci-fi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://www.sajfaj.pl/requiem-dla-lalek/
Cezary Zbierzchowski sukcesywnie buduje swoje własne uniwersum, alternatywną wizję świata, gdzie w centralnym punkcie znajduje się cywilizacja Rammy. Akcja obydwu książek, „Holocaust F” oraz „Distortion” jak również większości opowiadań z recenzowanego zbioru umiejscowiona jest w wycinkach tej samej przestrzeni. Każdy z utworów wnosi do świata nowe elementy i w subtelny sposób składa się na większą konstrukcję. Z biegiem czasu i kolejnymi przeczytanymi stronami czytelnik powoli jest w stanie dojrzeć spójność wizji. Świat Rammy jest mocno rozwinięty technologicznie, jednakże nie idzie to w parze z rozwojem społeczeństwa i człowieka jako jednostki. Technologia jest raczej jedną z przyczyn upadku wartości, zezwierzęcenia społeczeństwa, odsunięcia się od wiary i w ostateczności zostaje wykorzystana do tworzenia kolejnych konfliktów.
Czytając w ubiegłym roku „Distortion” zostałem zachwycony fabułą, narracją i przekazem. Świat Rammy, z którym miałem styczność pierwszy raz, zaskoczył swoją brutalnością, realizmem i bezpośredniością jaką traktuje czytelnika. Będąc przygotowanym na podobne wyrazy przekazu autor ponownie mnie zaskoczył. Zbiór opowiadań „Requiem dla Lalek” jest literaturą nieco ambitniejszą. Krótka forma pozwoliła pisarzowi rozwinąć skrzydła i dać się ponieść swojej wyobraźni, a trzeba przyznać, że ta u Cezarego Zbierzchowskiego jest bardzo bogata i pomysłów mu nie brak. Autor skłania się ku rozmyślaniom na temat istnienia, gdzie jest granica między człowieczeństwem a byciem maszyną, poszukiwaniu sensu życia oraz istnienia Boga i duszy. Obok psychologicznych dywagacji czytelnik może odnaleźć nawiązania do problemów dzisiejszego świata. Tak samo jak w naszej rzeczywistości tak i w świecie Rammy ludzkość boryka się z konfliktami zbrojnymi na tle religijnym bądź etnicznym, terroryzmem, manipulacją i szeroko sięgającą kontrolą jednostki.
Jak to bywa w przypadku zbioru opowiadań są teksty lepsze i gorsze. W mojej ocenie spośród jedenastu utworów wyraźnie wybija się „Miejsce na Drodze” oraz „Smutek Parseków”. Pierwszy z nich mocno pokazuje czytelnikowi poziom manipulacji jednostką i stawia pytania o sens życia. Natomiast kończące opowiadanie opiera się na idei statku arki oraz rozwija aspekt sztucznej inteligencji. Poza tym jest swoistym hołdem oddanym Brian Aldissowi i jego powieści „Non Stop” i chyba jest najbliżej gatunku SF z całego zbioru.
Zbiór opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego to ambitna i nietuzinkowa lektura. Osoby, które oczekują od science-fiction czegoś więcej niż przyjemnej przygody, podróży kosmicznej, obcych i walk w przestrzeni mogą śmiało sięgnąć po „Requiem dla Lalek”. Każde z opowiadań wymusi na czytelniku chwilę refleksji i próbę odnalezienia analogii w dzisiejszych czasach. Większość z utworów pozostawia sporo niedopowiedzeń, a twisty fabularne umożliwiają ich interpretacje na kilka różnych sposobów. „Requiem dla Lalek” nie jest łatwą lekturą i aby dostrzec esencję poszczególnych opowiadań, konieczne jest maksymalne skupienie. Do mnie osobiście bardziej trafia forma i narracja autora jaka widoczna jest w dłuższych powieściach. O ile, fabuła, idea i problemy jakie porusza w recenzowanym zbiorze do mnie przemawiają, o tyle styl, język i bardzo dalekie, mentalne „odlatywanie” już całkowicie nie.
https://www.sajfaj.pl/requiem-dla-lalek/
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCezary Zbierzchowski sukcesywnie buduje swoje własne uniwersum, alternatywną wizję świata, gdzie w centralnym punkcie znajduje się cywilizacja Rammy. Akcja obydwu książek, „Holocaust F” oraz „Distortion” jak również większości opowiadań z recenzowanego zbioru umiejscowiona jest w wycinkach tej samej przestrzeni. Każdy z utworów...
"Jeśli żyje się wystarczająco długo, w zakątkach prawdy zawsze dostrzega się kłamstwo" [s.127]
Cezarego Zbierzchowskiego, a raczej jego twórczość, poznałam dzięki "Nowej Fantastyce". Były to w czasach, kiedy sięgałam jeszcze po ten miesięcznik. Pamiętam, że zaniepokoiło mnie to co i jak pisał. Niepokój został ze mną na jakiś czas, uwierając jak drzazga pod skórą.
Kiedy miałam szansę, sięgnęłam i po "Requiem dla lalek".
Nie będę wywalać tu analizy literaturoznawczej każdego z opowiadań. Po pierwsze - zrobili to specjaliści, po drugie - niech fachowcy robią to, co potrafią robić najlepiej: omawiają i interpretują.
Opowiem o tym, czym dla mnie były opowiadania z "Requiem…"
I będzie to osobista dywagacja na temat tej odsłony twórczości Cezarego Zbierzchowskiego.
Zacznę od przyznania, że są w tym tomie opowiadania i bardzo dobre i "zaledwie" dobre. Które jest które? Hmm, dobre pytanie. Moje typy po pierwszym czytaniu były inne niż po drugim. Będę Was zatem po prostu zachęcać, byście "Requiem" przeczytali i sami zdecydowali, które jest które.
Kolejna rzecz: "Requiem…" to kawał solidnej SF w wersji hard, a nawet kink. (żartuję, nic z tych rzeczy, ale podobno jak nie ma o wiadomo czym, to się nie liczy)
Dlaczego warto "Requiem" przeczytać?
Bo to bolesna i uwierająca lektura. Wiecie, z SF jest tak, że można czytać ją po wierzchu. Wejść w świat przedstawiony, potraktować go jak scenografię, po której ganiają postaci, które wypadły z głowy autora. Można skupiać się na kleszczach, na androidach, seks-lalkach, narkotykach, na wampirach i tak dalej, i tak dalej. I nie ma nic złego w takim czytaniu. Często tak właśnie czytam, nie chcąc, nie umiejąc, nie mając czasu wejść głębiej.
Tu jednak miałam i miałam czas na zastanowienie i odpowiedź na pytanie: jaki obraz świata wyłania się ze stronic opowiadań "Requiem dla lalek" Cezarego Zbierzchowskiego?
Świat bez filtra
Świat przedstawiony u Zbierzchowskiego pozbawiony jest kojącego nasze zmysły marketingowo-statusowego filtra, który widać wszędzie i który oczywiście widać i w książkach. Nie ma tu rozdętych opisów rzeczywistości otaczającej bohaterów. Wszystko jest zaledwie naszkicowane. Narratorzy opowiadań nie opisują uśmiechu dzieci, wody szemrzącej w fontannie, pięknych ubrań, pięknych ludzi, architektury. Mebelków i witryn. Nie ma pozłotki, która przykrywa świat i sprawia, że łatwiej jest nam radzić sobie z przygnębiającymi aspektami rzeczywistości.
Nie wiecie, o czym mówię?
Popatrzcie na TV. Zaraz po migawce pokazującej bombardowanie jakiegoś miasta, którego nazwy nie potrafimy nawet wymówić, pojawia się reklama biżuterii, samochodu, piwa. Rana świata zostaje przykryta filtrem, a my myślimy "Uf, jest ok. Świat, nasz świat, działa, jak powinien".
Internet? To samo. Poczytamy o pandemii, o tysiącach ludzi ginących z głodu, a później klikniemy w "10 sposobów na ukrycie zakoli" czy "Torebki na wiosnę! Musi have".
Zbierzchowski się tego pozbył i w jego opowiadaniach świat jest paskudny. Brudny, spocony, napruty. Dziury w jezdniach, getta, zasieki. Rozpadające się rodziny i dezintegracja wartości. Bohaterowie uciekają przed przemocą i sieją ją. Nikt nie jest "dobrym bohaterem", nie nosi białego kapelusza czy lśniącej zbroi.
Trzeba mieć odwagę, żeby napisać i podać czytelnikowi taką rzeczywistość.
Bo wiecie co? Możemy się okłamywać, że Ramma i Remark to miejsca, których nie ma. Tyle, że one są. Są jak podrobiony dowód osobisty. To nic, że widnieje na nim inne, nie moje, imię i nazwisko. Zdjęcie jest moje, to i dowód jest mój. Ten świat, który nakreślił Zbierzchowski, także jest mój.
Ale mam dobrą informację: to nie koniec.
Już byłoby z nami źle, z cywilizacją i dumnym rodzajem ludzkim, ale to jeszcze nie wszystko
Otóż tkanka rzeczywistości - tak jak ją opisuje Zbierzchowski - pruje się i pęka. I spod brzydkiej tkaniny wychodzi jeszcze paskudniejsza podszewka. U Zbierzchowskiego pojęcia "sprawczości", "przyczynowości", "autonomii", "indywidualizmu" korodują i ściągnięte z nowoczesnego piedestału brzmią gorzko. Przerażają wręcz. Bo "czymże jest prawda"? Jest? Nie ma jej? "Miejsce na drodze", "Limfy szklanka", "Mr Fiction", tytułowe "Requiem dla lalek" odpowiedzą nam na to pytanie wzruszeniem ramion. W każdym z tych opowiadań ludzkie wybory są wątpliwe. Nie dlatego, że bywają złe, nie. Dlatego, że może wcale nie są naszymi wyborami? Jaki wybór ma marionetka, albo postać z cudzej gry w rzeczywistość? Albo bohater reality show? Może nawet umrzeć na własne życzenie nie damy rady?
Może czas jest złudzeniem? A jeśli on jest, to co jeszcze może nim być?
Co ma do tego czas?
Otóż w opowiadaniu "Requiem dla lalek" Zbierzchowski pieczołowicie odmierza czas akcji. Mamy konkretne daty. Wiemy, czego się trzymać i wydaje się, że akcja po prostu poleci w stronę nieuniknionej katastrofy. Ale nie. To nie jest aż tak proste, bo czas nie jest najprostszą rzeczą.
Narrator ma jeden czas, bohater, Tristan, inny. Niby widzimy daty, ale nic się nie składa. Kiedy opuścił żonę? Od kiedy nie widział dzieci? Minął tydzień? Dwa? Czy od "dawna", jak twierdzi teść i inni? Kiedy pojawiła się blizna na szyi Julii? Co jest prawdą, co jest wizją? Dlaczego Tristan, mając swoją i bardzo rzeczywistą "Izoldę o złotych włosach" zakocha się w Faith?
Co się stanie, kiedy wiara umrze?
"W innego nie będzie" Bóg opuszcza naszą rzeczywistość, nasz wszechświat. Najgorsze jest to, że - trywializując - im więcej wierzących, tym odejście jest szybsze. Czujecie paradoks? A teraz wyobraźcie sobie, że dotarło do Was, że wierzycie… na sekundę przed tym, nim Bóg odszedł. Wiecie, że był. Wiecie, że go nie ma. Nie wróci. Musicie żyć z tą świadomością.
Jak? Nie mam pojęcia.
To okrutna rzeczywistość, gorsza od nitscheańskiej.
W swoich opowiadaniach Zbierzchowski sprawnie miesza piekło wewnętrzne, jakie noszą w sobie jego bohaterowie, z piekłem ich życia prywatnego i tym piekłem, które jest życiem politycznym w świecie Rammy i Remarku.
Najgorsze jest to, że u Zbierzchowskiego nie ma ucieczki do wewnątrz, nie na się gdzie schronić przed brutalnością i chaosem we własnej głowie, bo w niej jest tak samo źle jak na zewnątrz.
Dlaczego? Nie wiem. Może "tak ma być"?
Może autor chce nas zostawić, jak postaci ze swoich opowiadań, w zawieszeniu między złym a gorszym, bez katharsis, bez zbawienia?
A może warto posiedzieć w tym dusznym, strasznym miejscu, jakie stworzył Zbierzchowski, żeby przejrzeć na oczy?
Co ma oznaczać "przejrzenie"? A skąd mam wiedzieć? Wiem, co zobaczyłam, kiedy wypełzłam z uniwersum Zbierzchowskiego na świat. Poczułam wdzięczność. Do tej pory nie wiem czy dlatego, że mam jeszcze złudzenia dzięki temu nie widzę wielu rzeczy, czy dlatego, że mój świat wygląda jeszcze całkiem nieźle. Nie wiem. Czuję wdzięczność, że żyję.
Język, czyli opowiadania piórkiem kreślone
To, dzięki czemu czytanie Zbierzchowskiego jest przyjemnością, to język. To piękna polszczyzna. Prosta, wręcz chropawa. Sprawiająca wrażenie bycia chłodną relacją, opowieścią o faktach. Czasem język, nie tracąc jasności, rysuje obraz zagubienia i szaleństwa. Zaplątania w rzeczywistości i niepewności. Wszystko to bez baroku formalnego, bez językowych dziwadeł.
Nie dajcie się zwieść. To nie są proste "czytanki". Czasem zawisałam nad stroną i czytałam konkretne fragmenty dwa, trzy razy, co Zbierzchowski sienie powtarza i musisz "załapać" scenografię, żeby zrozumieć.
Ale jak spod brzydkiej rzeczywistości wystają paskudne prawdy, tak w języku Zbierzchowskiego z jego klarownego języka pozbawionego sentymentalizmu narratora wystają perełki poezji. Przebłyski piękna.
Jakby ostatnim, w czym możemy się jeszcze chronić, był język.
"Julia mija mnie, zbiegając w dół z rozwianymi włosami, schodzi ostrożnie po swoich śladach z płaczącym Chrisem, niesie siatkę pełną znienawidzonej pracy po godzinach. Wychodzi na jogging, wraca z sobotnich zakupów, rozmawia bezgłośnie przez telefon i uśmiecha się do kogoś. […] Przedzieram się przez ten jednoosobowy tłum z wielkim trudem[…]". [s. 293]
"Proroctwa są jak zapałki. Gasną po chwili, a trzymający je kurczowo ludzie parzą sobie palce. Wystarczy mały podmuch, przeciąg z uchylonego okna, by wszystko się skończyło. Jednak co jakiś czas zapałka wypada z ręki przerażonego dziecka albo wyrachowanego podpalacza. Coś zaczyna się tlić lub wybucha wielki pożar. Od tej zapałki płoną wyschnięte wnętrzności" [s. 16]
"Requiem dla lalek" Cezarego Zbierzchowskiego. Polecam.
www.veryurbanfantasy.pl
"Jeśli żyje się wystarczająco długo, w zakątkach prawdy zawsze dostrzega się kłamstwo" [s.127]
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCezarego Zbierzchowskiego, a raczej jego twórczość, poznałam dzięki "Nowej Fantastyce". Były to w czasach, kiedy sięgałam jeszcze po ten miesięcznik. Pamiętam, że zaniepokoiło mnie to co i jak pisał. Niepokój został ze mną na jakiś czas, uwierając jak drzazga pod skórą.
Kiedy...
Lepiej być
„Holocaust F” Cezarego Zbierzchowskiego, wydany w 2013 roku, wspominam jako jedną z najlepszych polskich powieści science fiction dwudziestego pierwszego wieku. Zanim jednak do niej wrócę (a potem przeczytam „Distortion” – najnowszą powieść autora), napisać chcę kilka słów o opowiadaniach. To właśnie w nich, stworzone przez autora i konsekwentnie odwiedzane w późniejszej twórczości, „uniwersum Rammy” zaczęło nabierać kształtu. „Requiem dla lalek”, wydane pierwotnie przez wydawnictwo „Fantasmagoricon” i rozszerzone potem o trzy dodatkowe teksty („Garcia”, „Płonąc od środka”, „Smutek parseków”) w e-bookowym wydaniu „Powergraphu”, jest świetnym wprowadzeniem do twórczości Zbierzchowskiego.
Akcja wszystkich opowiadań osadzona jest w przyszłości (ciężko wyrokować jak odległej – nie ma tu jednoznacznych podpowiedzi), w świecie podobnym do naszego (mamy tu chociażby znane nam marki samochodów czy religie). Kraje, narodowości i miasta nazywają się jednak inaczej (np. mamy tu państwo Remarku, gdzie mieszają arejczycy, których obowiązującą religią jest wiara w Dzeusa i resztę greckiego panteonu – dobrze wiemy, że to odpowiednik „naszego” Bliskiego Wschodu i islamu). Ramma z kolei to domena supernowoczesnej i zepsutej do cna zachodniej cywilizacji. Pomysł na taki świat przedstawiony jest dość oryginalny, pozwalający na dużą swobodę fabularną przy jednoczesnym zachowaniu sedna jej przekazu – świat Rammy to rzeczywistość ziszczona w jakimś równoległym wszechświecie, który ma jednak bardzo dużo cech wspólnych z naszym.
Możemy założyć, że wszystkie historie dzieją się w tym samym uniwersum (nawet jeśli nie znajdziemy w tekście żadnego nawiązania – jak chociażby w „Bestiariuszu” czy „Płonąc od środka”). Kilka z nich warto znać przed „Holocaustem F” – ich lektura pozwala lepiej zrozumieć fabułę i ideę powieści. Mowa tu o otwierającym zbiór opowiadaniu „Innego nie będzie”, „Bezludziu” a także o „Limfy szklance”, „Garcii” czy tytułowej noweli „Requiem dla lalek” – dwa pierwsze to wręcz lektura obowiązkowa.
Świat Rammy jest cywilizacją przeżartą przez technologię, zdehumanizowaną maszynerią społeczną, której elementy borykają się z typowymi dla tak ukształtowanego świata problemami. Nuda, apatia, nieograniczony dostęp do internetu (tutaj nosi on nazwę „Synetu”, który wyewoluował potem w niosącą zagładę „Synergię”), postępująca alienacja, upadek wartości, problemy z odnalezieniem własnego miejsca w świecie, definicji własnego człowieczeństwa i ciągła gonitwa za czymś co da choć złudzenie istotności („Lepszy martwy kot niż pustka” – jak mówi Tim, główny bohater „Miejsca przy drodze”). Takim światem wstrząsa nie tylko przychodzące na myśl dukajowe „nolensum” ale również konflikty zbrojne, religijne, ideologiczne – Zbierzchowski strawestował znane nam realia w dość wynaturzony sposób, używając do tego odniesień do znanej nam kultury, popkultury, nauki, polityki, religii i historii. Otrzymujemy dość smutną, sprawnie napisaną fantastykę socjologiczną, nazywaną przez samego autora „humanistycznym science fiction”, gdzie człowiek skazany na zagładę uporczywie walczy o własne życie i przetrwanie, choć wszystko zdaje się przeczyć sensowności i celowości tejże walki. Tak właśnie – nadchodzi apokalipsa, ale nie taka jakiej moglibyśmy się spodziewać. Nie w wymiarze globalnym, lecz jednostkowym – dokładnie jak w wykorzystanym przez autora wierszu Czesława Miłosza „Piosenka o końcu świata”. Koniec świata bowiem jest zawsze doświadczeniem indywidualnym – codziennie dochodzi do niego przecież tysiące razy.
Tak widziana apokalipsa jest głównym motywem opowiadania otwierającego zbiór – debiut Zbierzchowskiego jest naprawdę mocny i bardzo udany. „Innego nie będzie” – tak jak we wspomnianym wierszu naszego noblisty, dochodzi tu po prostu do końca świata (ciekawostka: idea tego wiersza pojawia się też w dokładnie tej samej roli w „Ćmie” Jakuba Bielawskiego, najlepszej powieści grozy jaka wyszła w Polsce w 2019 roku). Jest to tekst ważny w kontekście całego uniwersum, poznajemy podstawy budowy świata, pojęcie „plazmatu” oraz wyraźną wskazówkę przez jaki pryzmat należy odczytywać inne opowiadania zbioru. Duch Philipa K. Dicka, który obecny jest w każdym tekście (raz mniej a raz bardziej), manifestuje się tutaj wyjątkowo mocno. Połączenie Miłosza i Dicka wydawać się może karkołomne – nic bardziej błędnego, idea świata uwięzionego w materii, który jest kreacyjnym błędem ułomnego Demiurga idealnie pasuje tutaj do myśli Miłosza.
Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2019/11/requiem-dla-lalek.html
Lepiej być
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Holocaust F” Cezarego Zbierzchowskiego, wydany w 2013 roku, wspominam jako jedną z najlepszych polskich powieści science fiction dwudziestego pierwszego wieku. Zanim jednak do niej wrócę (a potem przeczytam „Distortion” – najnowszą powieść autora), napisać chcę kilka słów o opowiadaniach. To właśnie w nich, stworzone przez autora i konsekwentnie odwiedzane w...
Zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego, który swoim opisem ogromnie mnie zaintrygował, postanowiłem przeczytać Requiem dla lalek. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się jesienią 2008 roku i zawierało 8 tekstów o tematyce SF, a w 2013 wznowiono je w postaci ebooka i zostało wzbogacone o trzy nowe opowiadania - Smutek parseków, Płonąc od środka oraz Garcia. Jest to zbiór opowiadań, ale troszkę inny od większości, ponieważ teksty w nim zawarte są w większości luźno powiązane, ale tworzą podwaliny do świata Rammy. To właśnie on stał się miejscem akcji Holocaustu F, którego lektury już nie mogę się doczekać po przeczytaniu opowiadań Zbierzchowskiego.
Wszystkie z zawartych tutaj opowiadań stanowią osobną historią, lecz każde z nich dokłada mniejszą lub większą cegiełkę do obrazu świata Rammy. Teksty są na dobrym poziomie, a wiele z nich zaskakuje i porusza. Większość opowiadań z tego zbioru można by w zasadzie osadzić w dzisiejszych czasach, we współczesnych realiach. Dużo jest tutaj horroru, rozważań, ponurej i depresyjnej filozofii, religii, czy mistycyzmu. Buduje to niesamowity, ale jakże depresyjny nastrój podczas lektury. W zasadzie tylko dwa teksty są stricte science-fiction - Mr Fiction oraz Smutek parseków. Pierwsze rozgrywa się na stacji kosmicznej, z której znikają poszczególni członkowie załogi, drugie zaś na "żywym" statku kosmicznych, przewożącym trzy społeczności, który mają skolonizować nowy świat. Mnie osobiście nie przeszkadzał fakt, że w tym zbiorze jest tak mało science fiction, choć było to dla mnie lekkim zaskoczeniem w miarę czytania kolejnych opowiadań.
Świat Rammy, jak wspomniałem na początku, jest zarazem bardzo znajomy i zupełnie obcy. Jest to coś pomiędzy naszym światem, a rzeczywistością alternatywną. Mamy tutaj obce nazwy państw, inne nazwy na niektóre rzeczy jak np. Synet, przypominający nasz internet, a jednocześnie pojawiają się wyznawcy bóstw greckich, czy znane nam marki samochodów i liczne nawiązania popkulturowe. Wbrew pozorom nie jest wcale tak trudno odnaleźć się w tym świecie, zrozumieć jak on funkcjonuje i jakie problemy go dotyczą. Jednak nie da się ukryć, że jest on zdecydowanie inny od naszego, nie tylko za sprawą bardziej zaawansowanej technologii, lecz przede wszystkim przez wyraźnie zaznaczoną obecność pierwiastka duchowego, wokół którego osnuto fabułę kilku opowiadań. Z tego powodu jest tutaj dużo tematów religijnych, egzystencjalnych, połączonych z typowymi elementami science-fiction, które skłaniają do refleksji i zastanowienia się. Połączenie to jest nad wyraz udane, choć nie zawsze łatwe i lekkie podczas czytania.
Czytając ten zbiór opowiadań należy mieć na uwadze, że autor w każdym opowiadaniu pozostawia pewne niedopowiedzenia, szczególnie dotyczy to zakończeń. Zdaję sobie sprawę z tego, że część osób może to irytować i odłożą lekturę tej książki na później, ja sam byłem temu bliski. Ogólnie lubię niedopowiedzenia, otwarte zakończenia, ale nie kiedy czytam cały zbiór opowiadań i tak jest za każdym razem. Na szczęście po kilku pierwszych tekstach przestało mi to już przeszkadzać. Jednak dzięki takiemu zabiegowi możemy sami dopowiedzieć jak potoczyły się losy bohaterami, jak się potoczyły ich losy i co się dalej stało, samemu dokładając niejako cegiełkę do kreacji świata Rammy.
Requiem dla lalek jest zbiorem opowiadań dość wymagającym, który w zamian za to oferuje bardzo dobrą lekturę i mnóstwo interesujących przemyśleń. Zbierzchowski prezentuje tutaj wiele interesujących pomysłów, ale również trudnych rozważań i tematów.
https://hrosskar.blogspot.com/2018/06/requiem-dla-lalek-cezary-zbierzchowski.html
Zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego, który swoim opisem ogromnie mnie zaintrygował, postanowiłem przeczytać Requiem dla lalek. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się jesienią 2008 roku i zawierało 8 tekstów o tematyce SF, a w 2013 wznowiono je w postaci ebooka i zostało wzbogacone o trzy nowe opowiadania - Smutek parseków, Płonąc od środka oraz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiadania trzymają poziom, klimat i napięcie - zaczynają się jak historie rodem z Twin Peaks, a kończą... jak opowieści z $ stopnia, co najmniej:) Polecam:)
Opowiadania trzymają poziom, klimat i napięcie - zaczynają się jak historie rodem z Twin Peaks, a kończą... jak opowieści z $ stopnia, co najmniej:) Polecam:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejne czytanie utwierdza mnie w przekonaniu, że dla niektórych opowiadań warto zarywać noce. Chociażby dla perfekcyjnej "Monety", nieoczywistego "Mr. Fiction" czy tak pełnego "Requiem dla lalek". Jak dobrze, że są jeszcze twórcy, dla których piękno języka jest równie ważne jak chwytanie czytelnika w pułapkę szarpiących umysł treści. W pojedynkę te cechy nie byłyby tak frapujące jakimi czyni je Zbierzchowski.
Kolejne czytanie utwierdza mnie w przekonaniu, że dla niektórych opowiadań warto zarywać noce. Chociażby dla perfekcyjnej "Monety", nieoczywistego "Mr. Fiction" czy tak pełnego "Requiem dla lalek". Jak dobrze, że są jeszcze twórcy, dla których piękno języka jest równie ważne jak chwytanie czytelnika w pułapkę szarpiących umysł treści. W pojedynkę te cechy nie byłyby tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Trafiają się jednak czasem światy, których w żadnym wypadku nie chcielibyście osobiście odwiedzić, ale w swej literackiej odsłonie posiadają tyle magnetyzmu, że prędzej czy później po prostu się do nich wraca. Takim tworem jest Ramma: jedno z najbardziej przerażających i intrygujących miejsc, jakie dane mi było odwiedzić podczas wędrówek po bezdrożach fantastyki."
Cały tekst dostępny tutaj: http://www.kronikinomady.pl/2016/10/50-odson-rammy-czyli-sprawozdanie-z.html
"Trafiają się jednak czasem światy, których w żadnym wypadku nie chcielibyście osobiście odwiedzić, ale w swej literackiej odsłonie posiadają tyle magnetyzmu, że prędzej czy później po prostu się do nich wraca. Takim tworem jest Ramma: jedno z najbardziej przerażających i intrygujących miejsc, jakie dane mi było odwiedzić podczas wędrówek po bezdrożach fantastyki."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCały...
Zazwyczaj nie czytam opowiadań, z prostego powodu, iż jak tylko wczuję się w klimat i fabułę, ono już się kończy. Zbiór opowiadań Czarka Zbierzchowskiego okazał się wyjątkiem od tej reguły; wciągnęłam się w świat stworzony przez autora, bo choć każde z opowiadań jest odrębną całością, to są one jednak luźno ze sobą powiązane poprzez umiejscowienie ich w tym samym uniwersum.
Moje wrażenia z lektury są bardzo pozytywne: język i styl pisania, pomysły, bohaterowie - wszystko to jak najbardziej mi odpowiadało. Na minus muszę jednak zaliczyć słabość autora do kończenia opowiadań motywami nadprzyrodzonymi; jest to dla mnie rozwiązanie zbyt blisko leżące Deus Ex Machina i mam nadzieję, że w przyszłości autor popracuje nad innym kończeniem swoich dzieł.
Poza tą jedną wadą, lektura "Requiem dla lalek" wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Na tyle pozytywne, że z chęcią sięgnę po kolejne książki Zbierzchowskiego, co jest chyba najlepszą rekomendacją.
Zazwyczaj nie czytam opowiadań, z prostego powodu, iż jak tylko wczuję się w klimat i fabułę, ono już się kończy. Zbiór opowiadań Czarka Zbierzchowskiego okazał się wyjątkiem od tej reguły; wciągnęłam się w świat stworzony przez autora, bo choć każde z opowiadań jest odrębną całością, to są one jednak luźno ze sobą powiązane poprzez umiejscowienie ich w tym samym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCezary Zbierzchowski dokonał rzeczy niesamowitej - sprawił, że go polubiłem od pierwszej książki. Wiem, że kiedyś kupię "Holocaust F" i wiem, że mi się spodoba.
Jedno w jego opowiadaniach jest fenomenalne - są to gotowe scenariusze ekscytujących seriali. Czytając "Mr Fiction" cały czas widziałem biegającego gdzieś Doctora (Who), a w "Innego nie będzie" zobaczyłem pierwowzór "Pozostawionych". Innej opowiadania również budziły we mnie wiele emocji i zapewne dlatego uważam wychwalaną "Monetę" za najsłabszą historię (zapewne dlatego, że prawdziwą). Nie wiem, jak autor sprawdza się w powieściach, ale opowiadania... Brawo! Chyba tylko Pilipiuk ma tak pojemną głowę do wymyślania przeciekawych i wciągających historyjek.
Z drugiej strony, nie wiem co sądzić o wykreowanej rzeczywistości. Mamy wymyślne nazwy miejscowości, niewytłumaczalne zjawiska, bogów pochodzących ze starożytnej Grecji, a także Pegueoty - dziwna mieszanka i trochę irytująca. Szczerze powiedziawszy, wolałbym zupełnie odmienny świat od naszego, nawet w takich detalach, niż mieć wrażenie, że akcja opowiadań dzieje się w jakiejś dziwnej przyszłości. No ale przecież nie można mieć wszystkiego.
Cezary Zbierzchowski dokonał rzeczy niesamowitej - sprawił, że go polubiłem od pierwszej książki. Wiem, że kiedyś kupię "Holocaust F" i wiem, że mi się spodoba.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedno w jego opowiadaniach jest fenomenalne - są to gotowe scenariusze ekscytujących seriali. Czytając "Mr Fiction" cały czas widziałem biegającego gdzieś Doctora (Who), a w "Innego nie będzie" zobaczyłem...
Cykl, opowiadań będących tłem, dla zdarzeń opisanych w Hokocauscie F. Z praktycznego punktu widzenia lepiej przeczytać ją jako drugą. Opowiadania przesycone historiami, z przed i po, końcu świata. Gatunki różne, choć wszystkie raczej mroczne.
Cykl, opowiadań będących tłem, dla zdarzeń opisanych w Hokocauscie F. Z praktycznego punktu widzenia lepiej przeczytać ją jako drugą. Opowiadania przesycone historiami, z przed i po, końcu świata. Gatunki różne, choć wszystkie raczej mroczne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobre opowiadania, w zdecydowanej większości. Widać spore inspiracje Dickiem czy Lemem. Niektóre zakończenia nie przypadły mi do gustu - takie wymuszone stworzenie czegoś niespodziewanego, taki twist, bo pasuje akurat do schematu. Z drugiej jednak strony opowiadania jakością naprawdę doganiały wspomnianych wyżej autorów, ale jakoś mam wrażenie, że nie zapadną mi w pamięć.
Na pewno przeczytam Holocaust F.
Bardzo dobre opowiadania, w zdecydowanej większości. Widać spore inspiracje Dickiem czy Lemem. Niektóre zakończenia nie przypadły mi do gustu - takie wymuszone stworzenie czegoś niespodziewanego, taki twist, bo pasuje akurat do schematu. Z drugiej jednak strony opowiadania jakością naprawdę doganiały wspomnianych wyżej autorów, ale jakoś mam wrażenie, że nie zapadną mi w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, zbiór opowiadań jako, że nie czytam literatury SF wpadł w moje ręce niejako "przypadkiem" przy okazji czytania biografii Stanisława Lema. I tu miłe zaskoczenie. Śmiało mogę polecić książkę zarówno osobom czytającym kryminały czy literaturę sensacji. Requiem dla lalek wymiata, opowiadania są ciekawe, wciągają i momentami straszą. Nie sposób przejść koło nich bez refleksji, o niektórych zdarzało mi się myśleć jeszcze spory czas po zakończeniu lektury. Polecam gorąco
Książka, zbiór opowiadań jako, że nie czytam literatury SF wpadł w moje ręce niejako "przypadkiem" przy okazji czytania biografii Stanisława Lema. I tu miłe zaskoczenie. Śmiało mogę polecić książkę zarówno osobom czytającym kryminały czy literaturę sensacji. Requiem dla lalek wymiata, opowiadania są ciekawe, wciągają i momentami straszą. Nie sposób przejść koło nich bez...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacyjny zbiór opowiadań osadzonych w świecie Rammy.
Zbiór różnorodny zarówno pod względem poruszanych kwestii, jak i formy.
Nie dla każdego, gdyż w większości są to teksty dość trudne, ale jeśli komuś brakuje AMBITNEJ literatury fantastyczno-naukowej, to z pozycją tą powinien się koniecznie zapoznać. ZDECYDOWANIE warto.
Rewelacyjny zbiór opowiadań osadzonych w świecie Rammy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór różnorodny zarówno pod względem poruszanych kwestii, jak i formy.
Nie dla każdego, gdyż w większości są to teksty dość trudne, ale jeśli komuś brakuje AMBITNEJ literatury fantastyczno-naukowej, to z pozycją tą powinien się koniecznie zapoznać. ZDECYDOWANIE warto.
Wszystkie opowiadania z wyjątkiem tytułowego bardzo mi się podobały.
Wszystkie opowiadania z wyjątkiem tytułowego bardzo mi się podobały.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałkiem interesujące krótkie historie ze świata Rammy - autorskiej, alternatywnej, dość ponurej wizji naszego świata w bliższej lub dalszej przyszłości. Konkretne i bez zbędnych eksperymentów, jak to czasem bywa w narracji pierwszoosobowej. Przeczytane po "Holocauście F" będzie doskonałym dopełnieniem, a przed - świetną uwerturą.
Całkiem interesujące krótkie historie ze świata Rammy - autorskiej, alternatywnej, dość ponurej wizji naszego świata w bliższej lub dalszej przyszłości. Konkretne i bez zbędnych eksperymentów, jak to czasem bywa w narracji pierwszoosobowej. Przeczytane po "Holocauście F" będzie doskonałym dopełnieniem, a przed - świetną uwerturą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW dyskusjach na temat stanu współczesnej polskiej fantastyki często zwraca się uwagę na wyraźną tendencję w kierunku długich form literackich. Nieważne, jaki dorobek ma dany autor, ważne, aby jak najszybciej wydać powieść, gdyż – jak wieść gminna niesie – tylko ona daje szanse na jako takie zakorzenienie się na rynku. Trudno orzec, czy jest to przyczyna, czy raczej skutek ogromnego kryzysu, w jakim znalazło się opowiadanie jako forma literacka. Miejsc do publikacji jest jak na lekarstwo: pisma padają jak muchy, przekrojowych antologii nie wydaje się zbyt wiele, a nawet jeśli, to nie spotykają się one z jakimś ogromnym zainteresowaniem. A przecież to właśnie opowiadanie stanowi idealną formę dla tego, co leży u podstaw literackiej fantastyki – opiera się ono bowiem przede wszystkim na pomyśle, a nie na fabule, jak ma to miejsce w przypadku powieści. To, czy mamy do czynienia z kryzysem fantastyki jako literatury koncepcyjnej, jest tematem na osobne rozważania, jednak trzeba też przyznać, że w zalewie nudnych, sztampowych powieści trafiają się jednak perły. Sztuka polega na tym, aby ich nie przegapić. Dla mnie taką perłą okazał się zbiór opowiadań Cezarego Zbierzchowskiego zatytułowany Requiem dla lalek.
Tym, co zrobiło na mnie chyba największe wrażenie przy okazji lektury krótkich form Zbierzchowskiego było zamknięcie tak zróżnicowanych tekstów w ramach jednego świata. W zasadzie każda opowieść wprowadza do misternej konstrukcji nowe elementy, począwszy od fundamentów religijno-ontologicznych, poprzez społeczne, technologiczne itp. W rezultacie powstaje przebogaty, spójny obraz wyimaginowanego zakątka świata, który opuścił Bóg, w którym goreją konflikty, a technologia rozwija się w kierunku nieuchronnego przeobrażenia ludzkości w coś, czego nikt do końca nie może pojąć. Każde kolejne opowiadanie uzupełnia autorską wizję, nie powielając elementów wprowadzonych we wcześniejszych teksach. Czasem jedynie można zgubić się w chronologii wydarzeń świata Rammy, jednak jest to w zasadzie problem drugorzędny.
Jak zaznaczyłem wcześniej, fantastyka jest przede wszystkim literaturą pomysłu, a tych Zbierzchowskiemu nie brakuje. Rozgrywa przy tym dość klasyczne dla science fiction tematy, wychodząc od kwestii Boga i duszy, poprzez teorie spiskowe, wyobcowanie jednostki ze świata, manipulacje i kontrolę instytucji nad ludźmi sięgającą głęboko w ich prywatność, konflikty religijne i etniczne, terroryzm, podbój kosmosu, rozwój technologii medialnych i sieciowych, posthumanizm, czy wreszcie stawiając pytania o granice człowieczeństwa. Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę na świetny warsztat pisarski pochodzącego z Sierpca autora. Narracja jest gęsta, pełna znaczeń, a zdania niezwykle obrazowe i zapadające w pamięć. Teksty Zbierzchowskiego są kolejnym dowodem na to, iż można pisać twardą fantastykę odbiegającą bardzo daleko od tego, co określano mianem prozy pisanej przez inżynierów dla innych inżynierów – pomysłowej, ale w warstwie literackiej dość siermiężnej. Tu jest zupełnie inaczej. Widać literackie obycie i inspiracje, przede wszystkim prozą Philipa K. Dicka. Pokusiłbym się wręcz o określenie zawartości Requiem dla lalek mianem humanistycznej science fiction: skupionej na człowieku, niestroniącej od metafizyki, pomysłowej, czasem eksperymentującej formalnie, doskonale napisanej, a jednocześnie spełniającej wszelkie kryteria stawiane fantastyce opartej na ekstrapolacji współczesnych zjawisk i trendów.
Jak w przypadku każdego zbioru opowiadań, teksty stoją na zróżnicowanym poziomie. Pojawiają się czasem utwory trochę słabsze (Bestiariusz, Limfy szklanka), ale uwagę przyciągają prawdziwe perełki: budujące metafizyczną podstawę świata Rammy Innego nie będzie, tajemnicze, opatrzone kapitalnym twistem Miejsce na drodze, fenomenalna nie tylko formalnie Moneta, czy wreszcie najbardziej obszerne opowiadanie tytułowe. To teksty, które po prostu warto znać, gdyż stanowią jedną z ciekawszych spójnych wizji we współczesnej polskiej fantastyce. Warto też zaznaczyć, że opublikowane niedawno przez Powergraph e-bookowe wznowienie zbioru opowiadań Zbierzchowskiego zostało poszerzone o trzy elementy – niepublikowane do tej pory opowiadanie Garcia, pochodzące z antologii Nowe Idzie Płonąc od środka, a także znakomity Smutek parseków pochodzący z antologii Science Fiction.
Proza Zbierzchowskiego wciąga czytelnika do świata Rammy bogactwem pomysłów i obrazów. Nie jest to literatura łatwa. Należy raczej do tych wymagających skupienia na treści, smakowania frazy, szukania źródeł inspiracji poszczególnych pomysłów. Czytelnikowi poszukującemu ambitnej, niebanalnej science fiction lektura Requiem dla lalek powinna sprawić sporo satysfakcji. Mnie jednak najbardziej cieszy fakt, iż zbiór ten jest jednym z dowodów na to, iż z polskim opowiadaniem fantastycznym nie jest wcale tak źle, jak się często o tym mówi i pisze. Wypada tylko mieć nadzieję, iż wznowienie go formie elektronicznej pozwoli zwrócić na zawarte w nim teksty uwagę szerszej publiczności, niż miało to miejsce w przypadku trochę już zapomnianego (choć wciąż dostępnego) wydania papierowego.
Recenzja pierwotnie opublikowana na portalu Fantasta.pl i blogu RYBIEUDKA (http://www.rybieudka.blogspot.com/2013/08/requiem-dla-lalek-cezary-zbierzchowski.html)
W dyskusjach na temat stanu współczesnej polskiej fantastyki często zwraca się uwagę na wyraźną tendencję w kierunku długich form literackich. Nieważne, jaki dorobek ma dany autor, ważne, aby jak najszybciej wydać powieść, gdyż – jak wieść gminna niesie – tylko ona daje szanse na jako takie zakorzenienie się na rynku. Trudno orzec, czy jest to przyczyna, czy raczej skutek...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCezary Zbierzchowski, to nazwisko mało znane, autor obecny w kręgu fantastyki, którego nową powieść "Holocaust F" wydało w ubiegłym roku Wydawnictwo Powergraph. Przy tej okazji tylko w formie e-booka ukazało się w Powergraphie wznowienie zbioru wcześniejszych opowiadań, osadzonych w tym samym uniwersum, co wspomniana powieść, wzbogacone o kilka nowych tekstów, nieobecnych w poprzednim wydaniu. O obu pozycjach pojawiły się pochlebne opinie, więc skorzystałam ze świetnej promocji i wzbogaciłam swoją wirtualną biblioteczkę, chcąc sprawdzić, co też ciekawego ma mi Zbierzchowski do zaoferowania. Naturalną koleją rzeczy było dla mnie rozpoczęcie lektury od "Requiem dla lalek". I dla każdego, kto planuje czytanie powieści jest to podobno wybór wręcz obowiązkowy. Pozwala zorientować się w specyfice prezentowanego świata, poznać terminologię i zapoznać się z pewnymi ideami w powieści rozwiniętymi.
Przyznaję, że zbiór czytałam już jakiś czas temu i trudno mi się było zabrać do pisania o nim. W międzyczasie wrażenia delikatnie się zatarły przyćmione kilkoma innymi przeczytanymi pozycjami, a także dość intensywnie na mnie wpływającą ostatnio codziennością. Być może próba powrotu do poszczególnych tekstów będzie dobrym sprawdzianem dla tego, ile tak naprawdę z nich we mnie pozostało, co okazało się istotne, a co straciło na znaczeniu.
Jedno jest pewne, rzeczywiście jako całość "Requiem dla lalek" robi wrażenie, opowiadania są na przyzwoitym poziomie, intrygują na pewno fabularnie, ale także z powodu niesionego przekazu. Formalna strona tekstów również nie budzi zastrzeżeń, choć trudno się o niej rozpisywać, ponieważ poza ciekawymi mottami, tudzież innymi nawiązaniami kulturowymi obecnymi w poszczególnych utworach nie mamy tutaj do czynienia z jakimiś przesadnymi eksperymentami ani w warstwie języka ani w warstwie konstrukcyjnej. Całość można zaliczyć gatunkowo do science fiction, ale prezentowana rzeczywistość w większości tekstów nie różni się szczególnie od tej, którą mamy obecnie za oknem. Poza dwoma tekstami - "Mr Fiction" i "Smutkiem parseków", w których akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej, choć w przypadku tego pierwszego tekstu, nie jest to wcale takie oczywiste.
I tu pojawia się małe zastrzeżenie z mojej strony. Autor bowiem zatrzymał się gdzieś w pół drogi w budowie świata przedstawionego między rzeczywistością alternatywną, a próbą budowy świata własnego. Z jednej strony mamy więc świat Rammy, z odmiennymi nazwami państw, siecią Synet, przypominającą do złudzenia nasz Internet, bardziej zaawansowaną technologią oraz wyraźnie zaznaczoną obecnością pierwiastka duchowego, z drugiej strony pojawiają się wyznawcy bóstw greckich, znane nam z naszej rzeczywistości marki samochodów, piosenki czy książki (cytowana w jednym z utworów "Mała Apokalipsa" Konwickiego). Czy w takim razie mamy do czynienia z Ziemią, tylko trochę odmienioną czy z nowym tworem, tylko autorowi zabrakło czasu, cierpliwości, wyobraźni, by konstrukcję tła przemyśleć w całości i od podstaw przeformułować? Trochę zabrakło tu konsekwencji. Nie zmienia to faktu, że same opowiadania są naprawdę dobre, a ich cechą wyróżniającą jest tematyka, skupiająca się właściwie wokół wątków eschatologicznych - ostatecznych spraw człowieka i świata. To połączenie elementów religijnych z motywami science fiction daje ciekawą mieszankę, która budzi dość poważną refleksję u odbiorcy. Cechą charakterystyczną opowiadań Zbierzchowskiego są też pewnego rodzaju niedopowiedzenia, zwłaszcza w zakończeniach utworów, pozwalające na własną interpretację, ale też pozostawiające pewne sprawy nie do końca wyjaśnione. Osobiście nie jestem wielką zwolenniczką tego typu rozwiązań, gdyż jest bardzo cienka granica między sugestią, która otwiera pole do kilku ciekawych interpretacji, a niejasnością, która denerwuje odbiorcę, gdyż czuje się on oszukany i pozostawiony bez odpowiedzi na nurtujące go w trakcie lektury tekstu pytania. Podejrzewam, że właśnie ten typ zakończeń był jednym z powodów, dla których trudno mi było pisać o utworach Zbierzchowskiego.
"Requiem dla lalek" to na pewno pozycja intrygująca. Z całego zbioru chyba najbardziej utkwił mi w pamięci pierwszy tekst, którego sam tytuł "Innego nie będzie" wskazuje na inspirację Miłoszem. Choć kilka innych opowiadań wraca też do mnie pojedynczymi obrazami. W utworach pojawia się też sporo nawiązań kulturowych, stanowiących dodatkową wartość i dających dodatkowy impuls do interpretacji. Mimo pewnych zastrzeżeń co do konstrukcji świata czy też niejasnych zakończeń uważam, że zbiór jest naprawdę wart polecenia. Może, by go lepiej zrozumieć powinnam po prostu przeczytać opowiadania po raz drugi. Nie wykluczam też, że tak zrobię. Na pewno sięgnę też po "Holocaust F", jestem bardzo ciekawa w jakim kierunku autor rozwinął pomysły z opowiadań w dłuższej formie powieściowej.
Opinię umieściłam na swoim blogu: http://urshana.blox.pl/2014/02/Sf-eschatologiczna-Cezary-Zbierzchowski-Requiem.html
Cezary Zbierzchowski, to nazwisko mało znane, autor obecny w kręgu fantastyki, którego nową powieść "Holocaust F" wydało w ubiegłym roku Wydawnictwo Powergraph. Przy tej okazji tylko w formie e-booka ukazało się w Powergraphie wznowienie zbioru wcześniejszych opowiadań, osadzonych w tym samym uniwersum, co wspomniana powieść, wzbogacone o kilka nowych tekstów, nieobecnych w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to