Nie lubię pierwszoosobowej narracji a w tym przypadku dodatkowo kwiecistość języka, opisy, przemyślenia, akcja - no to wszystko razem sprawiło że nie przebrnąłem przez tą niedługą w końcu książkę. Niestety to nie mój styl. Drugi tom zapowiada się podobnie więc go sobie odpuszczę ale trzeci ponoć jest napisany w narracji trzecioosobowej więc dam mu szansę.
Nie lubię pierwszoosobowej narracji a w tym przypadku dodatkowo kwiecistość języka, opisy, przemyślenia, akcja - no to wszystko razem sprawiło że nie przebrnąłem przez tą niedługą w końcu książkę. Niestety to nie mój styl. Drugi tom zapowiada się podobnie więc go sobie odpuszczę ale trzeci ponoć jest napisany w narracji trzecioosobowej więc dam mu szansę.
Nie podzielam pozytywnych opinii. Rodzina Durellów to była z humorem napisana książka, pisana zresztą nie w Gracji lecz na Cyprze w bardzo małej miejscowości ba odludziu. Justyna to natomiast przerost formy nad treścią. I to sformułowanie dotyczy jedynie początku powieści. Potem ani formy ani treści. Półświatek, bohema, protytutki, alkohol i narkotyki. Miłość? Tak... Zblazowani, bez celu funkcjonujący ludzie w oparach alkoholu i narkotyków też jakoś tam kochają jedna kobietę, dwie... a każda z postaci ma pewnie wielkie serce bo równocześnie żyję z kilkoma osobami. I zachwyt nad poetyckim językiem w tym bagienku. No nie ma fie czym zachwycać.
Nie podzielam pozytywnych opinii. Rodzina Durellów to była z humorem napisana książka, pisana zresztą nie w Gracji lecz na Cyprze w bardzo małej miejscowości ba odludziu. Justyna to natomiast przerost formy nad treścią. I to sformułowanie dotyczy jedynie początku powieści. Potem ani formy ani treści. Półświatek, bohema, protytutki, alkohol i narkotyki. Miłość? Tak......
„Kto wymyślił ludzkie serce? Powiedz mi, kto, i zaprowadź na miejsce, gdzie go za to powieszono na szubienicy”. Rozterki miłosne w rytm poezji Kawafisa. A w tle utracona Aleksandria. Pięknie napisane i przetłumaczone. 8/10
„Miasto, gdy kochasz w nim choćby jedną istotę, staje się światem.”
„Kto wymyślił ludzkie serce? Powiedz mi, kto, i zaprowadź na miejsce, gdzie go za to powieszono na szubienicy”. Rozterki miłosne w rytm poezji Kawafisa. A w tle utracona Aleksandria. Pięknie napisane i przetłumaczone. 8/10
„Miasto, gdy kochasz w nim choćby jedną istotę, staje się światem.”
Pierwsza część cyklu wielokrotnie polecanego przez Tomasza Stawiszyńskiego jako absolutnie najlepsza literatura pod słońcem.
Problem jest z jej dostępnością, szczególnie jeśli chodzi o właśnie pierwszą część. Jej ceny łatwo szybują powyżej 200 zł za sztukę.
Książkę czytałem w wydaniu z 1995 roku. Fizycznie niewielkie, z ciasno utkanym tekstem, potęgowało jeszcze wrażenie obcowania z literacką, gęstą żywicą. Lektura tej książki przypomina przebijanie się przez maź. Nie da się ukryć, że niektóre opisy ocierają się o pretensjonalność. Z drugiej strony, ciekawym doświadczeniem jest następna książka, którą czyta się po „Justynie”. W moim przypadku był to reportaż. Wrażenie spadku jakościowego na poziomie językowym było silne, mimo że tenże reportaż sam w sobie był książką bardzo dobrą.
Książkę otwiera cytat z Freuda mówiący o tym, że każdy akt seksualny jest stosunkiem między czterema osobami. „Justyna” jest głęboko zanurzona w prądach psychoanalitycznych, razem z ich popędami, żądzami i namiętnościami. O bohaterach można powiedzieć tyle, że na brak libido nie narzekają ;]
Jednocześnie w książce wszystko jest względne. Nie mamy tutaj do czynienia z bohaterami, a raczej ich obrazami budowanymi z różnych perspektyw. Ciężko powiedzieć, co tutaj jest prawdą, a co jedynie iluzją odbitą w lustrze.
Książkę na pewno można rozpatrywać w kategorii wyzwania, ale moim zdaniem przynosi ono satysfakcję.
Pierwsza część cyklu wielokrotnie polecanego przez Tomasza Stawiszyńskiego jako absolutnie najlepsza literatura pod słońcem.
Problem jest z jej dostępnością, szczególnie jeśli chodzi o właśnie pierwszą część. Jej ceny łatwo szybują powyżej 200 zł za sztukę.
Książkę czytałem w wydaniu z 1995 roku. Fizycznie niewielkie, z ciasno utkanym tekstem, potęgowało jeszcze wrażenie...
Autor ma wyraźne zamiłowanie do luster. Postaci Justyny Durrella wciąż się w nim przeglądają, a rzeczy i zdarzenia są obserwowane z ich odbicia. Co kilkanaście stron lustra nadają ton otoczeniu. Też bohater przywoluje z pamięci swoje wspomnienia, stad nie mogą być one nieznieksztalcone, są odbiciem historii. Może to celowy zabieg, może nie.
Lektura Justyny to jedno z moich najlepszych doświadczeń czytelniczych. Gęsto od refleksji i obrazu, ale bieda z treścią, a po przeczytaniu mam to fajne uczucie zawieszenia, poszukiwania czegoś, na końcu języka, gdy pamięć zawodzi by to nazwać.
Czasami zwiewało mi to do-rozumienie całości, jak innym umykała Justyna.
Świetne 9/10
Autor ma wyraźne zamiłowanie do luster. Postaci Justyny Durrella wciąż się w nim przeglądają, a rzeczy i zdarzenia są obserwowane z ich odbicia. Co kilkanaście stron lustra nadają ton otoczeniu. Też bohater przywoluje z pamięci swoje wspomnienia, stad nie mogą być one nieznieksztalcone, są odbiciem historii. Może to celowy zabieg, może nie.
Piękny kunsztowny i poetycki język to na plus. Magiczne opisy Aleksandrii, ale brak akcji i normalnej fabuły zmęczyły mnie totalnie tak że nie byłam w stanie dobrnąć do końca.
Proza poetycka z pewnością ma swoich fanów.
Zanim zaczęłam czytać, miałam chęć na wszystkie 4 tomy, ale poległam.
Piękny kunsztowny i poetycki język to na plus. Magiczne opisy Aleksandrii, ale brak akcji i normalnej fabuły zmęczyły mnie totalnie tak że nie byłam w stanie dobrnąć do końca.
Proza poetycka z pewnością ma swoich fanów.
Zanim zaczęłam czytać, miałam chęć na wszystkie 4 tomy, ale poległam.
Złota jesień tka się w słońcu, drżą Oriona migotliwe iskry, słucham śpiewu wiatru we wzgórzu, błąkam się wśród spadających liści (żółte kałuże fosforyzującego światła i szept deszczu płynący z jeziora, poinsecje w ogrodzie diamentami kropel skrzące, brzozy długimi szyjami kołyszące, o znów słońce) Ezoteryczną Aleksandrię przemierzam tramwajem, po metalowych żyłach dźwięczących lata żarem i śpiewem muezzina na czerwonym niebie, podobne do wygładzonych kamieni ludzkie twarze, w pustynnej poświacie (Odilionie Redonie) a wysoko w przestworzach kormoranów balet, To ich czas, teraz sny, latawce i balony, niebo spięte w grzebień gwiazd błyszczący, Anachoreta, Justyna i wyjące wilki. Księżyc w pełni wśród srebrzystych chmur, jasno jak w południe lśni, wokół dzwonią tajemniczo jesienne owady, i ty i my, gdzie wszystko drży i kocie ruchy
https://www.youtube.com/watch?v=gixxvZFP0h0
Złota jesień tka się w słońcu, drżą Oriona migotliwe iskry, słucham śpiewu wiatru we wzgórzu, błąkam się wśród spadających liści (żółte kałuże fosforyzującego światła i szept deszczu płynący z jeziora, poinsecje w ogrodzie diamentami kropel skrzące, brzozy długimi szyjami kołyszące, o znów słońce) Ezoteryczną Aleksandrię przemierzam tramwajem, po metalowych żyłach...
Tak, to prawda - w tej książce nie ma tradycyjnej akcji, rozumianej jako ciągłą linię wydarzeń. Prawdą jest też, że to w zasadzie romansidło. Jest w niej jednak to coś - duszny, niepokojący klimat? egzotyczny zestaw osobliwych postaci? poczucie nieuniknionej, ale pięknej katastrofy? - coś, co sprawia że przeczytałem jednym tchem. Chętnie sięgnę po inne wersje tej opowieści w kolejnych trzech tomach.
Tak, to prawda - w tej książce nie ma tradycyjnej akcji, rozumianej jako ciągłą linię wydarzeń. Prawdą jest też, że to w zasadzie romansidło. Jest w niej jednak to coś - duszny, niepokojący klimat? egzotyczny zestaw osobliwych postaci? poczucie nieuniknionej, ale pięknej katastrofy? - coś, co sprawia że przeczytałem jednym tchem. Chętnie sięgnę po inne wersje tej opowieści...
Gdybym nie lubiła tak tego klimatu: gorąco i wilgotno. Wychodzisz z samolotui wiesz, że będzie ciekawie. Rozumiem atmosferę, której nie daje się zmyć. W tej książce też to jest, ale nie wpisuje się (już?), we współczesną narrację. Bardziej się przez to brnie, niż pochłania. Zobaczę, jak z następnymi cząściami...
Gdybym nie lubiła tak tego klimatu: gorąco i wilgotno. Wychodzisz z samolotui wiesz, że będzie ciekawie. Rozumiem atmosferę, której nie daje się zmyć. W tej książce też to jest, ale nie wpisuje się (już?), we współczesną narrację. Bardziej się przez to brnie, niż pochłania. Zobaczę, jak z następnymi cząściami...
Dobrnęłam do 150 strony. Potwornie wymęczona tygodniami lektury z doskoku. Wreszcie powiedziałam - basta, nie dam rady dłużej męczyć się niemiłosiernie, szkoda mojego czasu.
Jest to ten rodzaj literatury pieknej, którego nie znoszę. W ogóle - coraz rzadziej sięgam po powieści (poza klasyką-klasyką), gdyż coraz rzadziej zdarza mi się trafić na cokolwiek więcej, niż przeciętnego. Liryko-proza. Prozo-liryka. Poezja prozatorska, z ciągnącymi się w nieskończoność quasi-intelektualnymi reminiscencjami, przemyśleniami, narracjami. Męczące to, bezdialogowe, ciągnące się bezczasowo, bezramowo niczym u Bernharda. Kiedyś mnie to wciągało, wzruszało, poruszało - teraz: jeno męczy.
Żałuję, że kupiłam cały czteroksiąg.
Dobrnęłam do 150 strony. Potwornie wymęczona tygodniami lektury z doskoku. Wreszcie powiedziałam - basta, nie dam rady dłużej męczyć się niemiłosiernie, szkoda mojego czasu.
Jest to ten rodzaj literatury pieknej, którego nie znoszę. W ogóle - coraz rzadziej sięgam po powieści (poza klasyką-klasyką), gdyż coraz rzadziej zdarza mi się trafić na cokolwiek więcej, niż...
Zmurszała klasyka. W zasadzie mogłabym w recenzji zostawić tylko tyle i byłoby wiadomo o co chodzi. Bardzo mi się książka nie podobała, przypomniało mi się czytanie "Czarodziejskiej góry", to mniej więcej ten sam kaliber dla mnie. Nic się nie dzieje, to jest zbiór opisów, tak nieinteresujących i nieaktualnych, że w zasadzie mogłabym czytać instrukcję zmywarki i dostarczyłabym sobie nie tylko większej ilości wrażeń, ale też pewnie pożytku. Kompletnie nie wiem co ja przeczytałam, ani o czym, ani po co, tutaj nie ma fabuły. Mnie osobiście nie porywa literatura podróżnicza, opisy miast, a więc może ta Aleksandria nie dla mnie, bo wszystko tutaj się obraca wokół miasta, bohaterowie są przez narratora nazywani "dziećmi miasta" i w odniesieniu do niego "są". Justyna, kobieta jak każda inna, po co w ogóle te postaci są w tej książce wprowadzane, po co jakieś dziwne szczegóły z ich życia. No nie. Jak ktoś lubi niespieszne snucie nawet nie historii, a ... słów? To bardzo proszę, ja jednak potrzebuję większej literackiej dynamiki. Książka napisana 70 lat temu, moim zdaniem nie przetrwała próby czasu, a może starsi czytelnicy bardziej ją docenią? Ja, mając lat 31, mówię jej stanowcze nie.
Wyzwanie czytelnicze LC styczeń 2023: Przeczytam pierwszy tom cyklu lub serii
Zmurszała klasyka. W zasadzie mogłabym w recenzji zostawić tylko tyle i byłoby wiadomo o co chodzi. Bardzo mi się książka nie podobała, przypomniało mi się czytanie "Czarodziejskiej góry", to mniej więcej ten sam kaliber dla mnie. Nic się nie dzieje, to jest zbiór opisów, tak nieinteresujących i nieaktualnych, że w zasadzie mogłabym czytać instrukcję zmywarki i...
Pierwsza część aleksandryjskiej tetralogii Durrella to powieść o mitologizacji rzeczywistości. We fragmentarycznych obrazach, na tle zmysłowej i dekadenckiej Aleksandrii przesyconej duchem poezji Kawafisa, autor tworzy opowieść o miłosnej konstelacji koncentrującej się dookoła tytułowej Justyny.
Mit miasta jest tu ściśle spleciony z mitem femme fatale. Jedno przenika drugie: Aleksandria konstytuuje Justynę a Justyna jest ucieleśnieniem jej ducha – niczym u Świetlickiego – „najlepszym miejscem tego miasta, centralnym punktem”, a jednocześnie źródłem nieskończonych udręczeń. Nie tylko dla narratora i jej kochanka, Irlandczyka Darleya, ale też dla zakochanej w nim tancerki Melissy i męża Justyny – Nessima, koptyjskiego bankiera o naturze marzyciela. Prócz nich poznajemy przyjaciela Justyny – znawcę kabały Balthazara, tajemniczą malarkę Cleę, skupionego wciąż na nowych podbojach francuskiego dyplomatę Pombala oraz wiele innych barwnych postaci.
Powieściowa Aleksandria to zmysłowy, skrzący się wielokluturowym bogactwem tygiel, narracja rozwija się tu nieśpiesznie w promieniach śródziemnomorskiego słońca i przeniknięta jest duchem orientu. Na poziomie stylu Durrell pozwala sobie na wiele, bo opisując egzotyczne imaginarium miasta i losy jego niezwykłych mieszkańców nieraz świadomie balansuje na granicy kiczu, ale ostatecznie tworzy sugestywny i uwodzący obraz. Obraz przede wszystkim pragnień, które mamią zmysły oraz pamięci, która z uczuć, miejsc i ludzi tworzy jedność.
Pierwsza część aleksandryjskiej tetralogii Durrella to powieść o mitologizacji rzeczywistości. We fragmentarycznych obrazach, na tle zmysłowej i dekadenckiej Aleksandrii przesyconej duchem poezji Kawafisa, autor tworzy opowieść o miłosnej konstelacji koncentrującej się dookoła tytułowej Justyny.
Mit miasta jest tu ściśle spleciony z mitem femme fatale. Jedno przenika...
Niech sczeźnie równość.„Justyna. Kwartet aleksandryjski” Lawrence Durrell
„To lepsze niż wycieczka do Hurghady” Łukasz Suskiewicz
Aleksandria – miasto, gdzie spotkała się Afryka i Grecja. Kolebka kultury europejskiej. Tło opowieści miłosnej Durrella. Świat przedwojenny, wielokulturowy, świat podziałów, klas i ras. Miłość jest w centrum tej scenerii. Jest to tak intensywne pisanie, że wydaje się jeden raz za mało, by rozpoznać tutaj wszystko. „Justyna” to pierwszy tom tego kwartetu, gdzie wszystko przenika się, splata i tłumaczy siebie nawzajem. Ale już po tym pierwszym tomie pozostało mi jedno wrażenie – tego świata już nie ma, tych emocji już nie ma, tych dramatów już nie ma. Dlatego była to dla mnie powieść o stracie. O utracie głębi egzystencji. Arystokratyczny charakter dzieła Durrella nie polega na podziale klasowym. Arystokrata w tym dziele to artysta, myśliciel, psycholog. Ktoś, kto schodzi głęboko. Proces demokratyzacji zasypał wszystkie doły. Także te nierówności, które są nierównościami naszych dusz. W „Kwartecie aleksandryjskim” brzmi tęsknota za głębią – za głęboką miłością, za głęboką zazdrością. Ta zmysłowa opowieść nie jest w dzisiejszym rozumieniu erotyczna. Erotyka „Justyny” to intensywność poznania kobiety, jej ciała i jej duszy, które za każdym razem myli tropy i za każdym razem jest tylko cząstką, namiastką. W tej pogoni, w tym poszukiwaniu zatracamy się wraz z narratorem do samego końca. Na styku kultur. W świecie, który bezpowrotnie przeminął. A my podróżujemy, latamy, biegamy z miejsca na miejsce, by brodzić w płyciźnie – czy w Europie, czy Azji, Afryce, Ameryce. W Grecji i Rzymie. Utraciliśmy swoją tożsamość, więc nie potrafimy kochać. I to jest bardzo smutne. Niech sczeźnie równość.
Niech sczeźnie równość.„Justyna. Kwartet aleksandryjski” Lawrence Durrell
„To lepsze niż wycieczka do Hurghady” Łukasz Suskiewicz
Aleksandria – miasto, gdzie spotkała się Afryka i Grecja. Kolebka kultury europejskiej. Tło opowieści miłosnej Durrella. Świat przedwojenny, wielokulturowy, świat podziałów, klas i ras. Miłość jest w centrum tej scenerii. Jest to tak intensywne...
[...]
Kilka godzin później pierwszy tom tego zbioru – Justyna miałem już na czytniku. Do decyzji o kupnie wystarczyło mi to, co o koncepcie Durrella opowiadał mój rozmówca, oraz fakt, że książka nie jest nowością, tylko uznaną już klasyką, która ukazała się w 1957 roku. Pomysł spojrzenia na zdarzenia z różnych perspektyw, co zdaje się robić Durrell, kilka lat wcześniej (w 1950 roku) zaprezentował Kurosawa w swoim filmie Rashomon. I jak zdążyłem zauważyć, często Kwartet aleksandryjski jest zestawiany z filmem Kurosawy, może więc Durrell się nim inspirował.
Zaczynam lekturę. I już wiem, że nie będzie różowo. Mam problem z koncentracją na narracji.
[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/kwartet-aleksandryjski-justyna/
[...]
Kilka godzin później pierwszy tom tego zbioru – Justyna miałem już na czytniku. Do decyzji o kupnie wystarczyło mi to, co o koncepcie Durrella opowiadał mój rozmówca, oraz fakt, że książka nie jest nowością, tylko uznaną już klasyką, która ukazała się w 1957 roku. Pomysł spojrzenia na zdarzenia z różnych perspektyw, co zdaje się robić Durrell, kilka lat wcześniej (w...
Bardzo kunsztownie napisana powieść, jednak chyba moja wrażliwość nie jest na tym poziomie, żeby docenić misterne opisy, przemyślenia i emocje przywołane w tym utworze
- a to one są osią narracji, bo samej akcji jest bardzo niewiele...
Innymi słowy, jest to raczej literatura dla koneserów
Bardzo kunsztownie napisana powieść, jednak chyba moja wrażliwość nie jest na tym poziomie, żeby docenić misterne opisy, przemyślenia i emocje przywołane w tym utworze
- a to one są osią narracji, bo samej akcji jest bardzo niewiele...
Innymi słowy, jest to raczej literatura dla koneserów
Piękne bajanie o niczym. A może paradoksalnie o wszystkim? To jest mniej więcej ta sama kategoria prozy, co Kudera, czy Marai. Piękny język, kunsztowny, czasem wręcz barokowo. Przedstawia on uwikłanie emocjonalne i psychologiczne postaci żyjących w określonym miejscu, które przenika mocno do ich życia. To jest doświadczenie trochę jak oglądanie rzeźb w muzeum. Widzisz majestat, ale czujesz chłód marmuru.
Piękne bajanie o niczym. A może paradoksalnie o wszystkim? To jest mniej więcej ta sama kategoria prozy, co Kudera, czy Marai. Piękny język, kunsztowny, czasem wręcz barokowo. Przedstawia on uwikłanie emocjonalne i psychologiczne postaci żyjących w określonym miejscu, które przenika mocno do ich życia. To jest doświadczenie trochę jak oglądanie rzeźb w muzeum. Widzisz...
Z pozoru prosta historia o miłości. Czytasz ją i myślisz, że to już było, ech klasyczna opowiastka o splątanych uczuciach. Nie da się jednak powiedzieć o tej książce, że jest zwykła. W moim odczuciu to nie tylko książka, dzięki której uciekniesz od swoich myśli. Ona je całkowicie odmieni, nada im nowy kształt. Romantyzowanie życia to nowy sposób na znieczulicę, przed która powinnismy się chronić. Idealnie pokazuje to ta książka.
(Czytając koniec słuchałam Kid Francescoli „It’s only music, baby”, dajcie to sobie i rozkoszujcie chwilą) 🦦
Z pozoru prosta historia o miłości. Czytasz ją i myślisz, że to już było, ech klasyczna opowiastka o splątanych uczuciach. Nie da się jednak powiedzieć o tej książce, że jest zwykła. W moim odczuciu to nie tylko książka, dzięki której uciekniesz od swoich myśli. Ona je całkowicie odmieni, nada im nowy kształt. Romantyzowanie życia to nowy sposób na znieczulicę, przed która...
Jednak ramotka
Do cyklu aleksandryjskiego Durrella podchodziłem starannie i cierpliwie, gromadząc przez ponad rok wszystkie cztery części, ale przede wszystkim czytając dużo o autorze, zwiedzając miejsca, w których tworzył (np. Kalami na Korfu), oglądając zabawny serial na HBO ("Durellowie"). A więc trochę "na kolanach". L. Durrell stanowił w moich badaniach naukowych przykład twórcy wrażliwego na środowisko, w którym żył i tworzył, o czym pisałem w niejednej swojej książce (np. w "ABC kreatywności"). Przeznaczyłem wakacje na przeczytanie wszystkich czterech części kwartetu aleksandryjskiego ... Ale odpadłem w połowie części trzeciej! Bo to jednak, mimo wielu słów uznania w wielu recenzjach, w mojej ocenie ramotka, która nie wytrzymała próby czasu. A czas jest, jak wiadomo, najlepszym kryterium wartości dzieła twórczego, nawet - jak się twierdzi - zasługującego na Nobla. Dlaczego? W największym skrócie:
1) Bardzo letnie, żeby nie powiedzieć, niemal obojętne z dzisiejszego punktu widzenia wydają mi się wydarzenia historyczne będące tłem przygód bohaterów w Aleksandrii. I mimo wielu zapewnień wielu krytyków Aleksandria Durrella nie wydaje mi się magiczna;
2) Irytująca dla takiego czytelnika jak ja jest nieustanna, literacka w gruncie rzeczy, płytka psychoanaliza, którą Durrell uprawia w stosunku do wszystkich głównych postaci i ich osobowości oraz przeżyć. I nudna!;
3) Ciekawe, choć często stosowane, narracje na temat tych samych wydarzeń z punktu widzenia różnych osób (swoista decentracja), sprawdzają się najlepiej, jak sądzę, w kryminałach i dramatach oraz powieściach z zagadką kryminalno-polityczną. bo tam przykuwają uwagę i rzucają nowe światło na fakty - tutaj romanse plastikowej Justyny i spiski polityczne Koptów, opisane z różnych perspektyw, już takiej ciekawości nie wzbudzają;
4) Często piękny i wyrafinowany język Durrella (jakież tłumaczenie Marii Skibniewskiej!!!), pełny metafor, cytatów z klasyków, porównań i innych twórczych figur, wzbudza zachwyt może w pierwszej części. Kiedy czyta się "ciurkiem" kolejne tomy budzi już, przynajmniej u mnie, znużenie. Zmiana narratora w części trzeciej jest dobrym zabiegiem, ale opisywanie niuansów pracy dyplomatycznej przynajmniej trzech osób (listy, facecyje, opowieści z "trzeciej ręki" itp.) bez wyraźniej akcji i kulminacji szybko nudzi.
4) Najwięcej zastrzeżeń mam do głównych bohaterów kwartetu - są nie tyle, że wydumane, bo z pewnością łączą cechy wielu znanych Durrellowi osób (swoista aglutynacja personalna - sklejanie w jednej osobie cech wielu innych), to niestety "plastikowe". Przypominają mi, przepraszam twórcę, postaci D. Steel.
Lektura kwartetu Durrella jest dla mnie osobistą porażką, bo liczyłem na zachwyt nad dziełem pisarza, którego życie i twórczość badam od wielu lat. Kiedy zobaczyłem 20 lat temu zatokę i biały dom w Kalami, gdzie przez jakiś czas mieszkał, postanowiłem poświęcić Mu czas badacza i mola książkowego. Niestety, biografia pisarza i jego rodziny wydają mi się teraz ciekawsze niż dzieła, które po 60 latach nie budzą zachwytu. Może wobec tego trylogia brata Lawrence'a, Geralda, którą zostawiam sobie na wizytę na Korfu wytrzyma próbę czasu?
A zatem - dla cierpliwych!
Jednak ramotka
Do cyklu aleksandryjskiego Durrella podchodziłem starannie i cierpliwie, gromadząc przez ponad rok wszystkie cztery części, ale przede wszystkim czytając dużo o autorze, zwiedzając miejsca, w których tworzył (np. Kalami na Korfu), oglądając zabawny serial na HBO ("Durellowie"). A więc trochę "na kolanach". L. Durrell stanowił w moich badaniach naukowych...
To jedna z książek, której recenzję ciężko jest mi napisać. Nigdy nie znajdę słów opisujących jego wykwintne pióro, tym bardziej historie pełne wspomnień i marzeń. Z pewnością poznacie tutaj tytułową Justynę, której historia was zaciekawi i zastanowi. Jest to opowieść o niej, o tym co robiła, jak się zachowywała i jaki wywarła na autora wpływ.
,,Pamiętam ją także w innych okolicznościach, bez wątpienia mniej chlubnych dla niej i dla nas wszystkich, ale jakże wtedy była wzruszająca, jak miękko kobieca to najbardziej męska i zaradna z kobiet. Nieodparcie przypominała mi rasę straszliwych władczyń, które zostawiły w tym mieście po sobie amoniakalną woź swoich kazirodczych miłości, unosząca się niby chmura nad podświadomością Aleksandrii".
Jak widzicie autor włada tutaj bardzo poetyckim językiem, którym opisuje praktycznie każdą spotkaną rzecz, czy osobę. W tej pozycji najbardziej skupił się na Justynie, Melissie i Nessim. Każdy z nich łączy się z Darleyem. Są to przyjaźnie na dobre i złe czasy. Każda sytuacja będzie tutaj niezwykle dopieszczona. Autor nic nie opisuje nam dokładnie, choć w bardzo wyuzdany sposób insynuuje co mogło nastąpić, lub nastąpiło. Jego romanse były na tyle burzliwe, że po pewnym czasie się przepalały. Nie mógł zdecydować kogo pożąda bardziej, choć wyraźnie każda z kobiet dawała mu coś innego. Powiedziałabym nawet, że pisarz kolekcjonował swoje doznania i uczucia o których jest więcej wspomniane niż o samej historii. Postacie poznamy od strony ich potrzeb, obserwowanych sytuacji i chwil rozmów. Nie potrzeba nam znać kształtów kobiety, gdyż wiemy, że jest ponętna, porusza się z gracją, jej usta rozpływają się w kolorze słońca, a oczy odzwierciedlają jej strapioną duszę. Naprawdę niecodzienna książka. Pisana bardzo wyważonym stylem z przesyceniem nostalgii. Podczas jej czytania cała aura twórczości przejdzie na was. Sami zaczniecie się udawać we własne wspomnienia chcąc spostrzec, czy pamiętacie je w formie stylu autora, czy też pobieżnie i skrótowo. Jest to książka dla ludzi lubiących myśleć.
To jedna z książek, której recenzję ciężko jest mi napisać. Nigdy nie znajdę słów opisujących jego wykwintne pióro, tym bardziej historie pełne wspomnień i marzeń. Z pewnością poznacie tutaj tytułową Justynę, której historia was zaciekawi i zastanowi. Jest to opowieść o niej, o tym co robiła, jak się zachowywała i jaki wywarła na autora wpływ.
Doceniam piękne opisy i wiele czarujących fragmentów, ale w sumie to dosyć oklepana historia miłosna napisana z pretesjonalną modernistyczną manierą. I jeszcze duch Freuda się nad tym unosi.
Ale jestem trochę zaskoczona, że Anglik napisał tak sensualną powieść.
Doceniam piękne opisy i wiele czarujących fragmentów, ale w sumie to dosyć oklepana historia miłosna napisana z pretesjonalną modernistyczną manierą. I jeszcze duch Freuda się nad tym unosi.
Ale jestem trochę zaskoczona, że Anglik napisał tak sensualną powieść.
Niewątpliwie piękny język i najwyższej klasy erudycja autora czyni tę książkę prawdziwą przyjemnością w trakcie konsumpcji. Jest to jednakże pretensjonalna historia miłosna na sterydach, rozterki głównego bohatera stają się nieznośne w trakcie lektury a sama Justyna rozrasta się do niewyobrażalnych i groteskowych rozmiarów. Ciekawa pozycja napisana z perspektywy brytyjskiego obywatela w postkolonialnym Egipcie, ale warstwa narracyjna jest dość kiczowata.
Niewątpliwie piękny język i najwyższej klasy erudycja autora czyni tę książkę prawdziwą przyjemnością w trakcie konsumpcji. Jest to jednakże pretensjonalna historia miłosna na sterydach, rozterki głównego bohatera stają się nieznośne w trakcie lektury a sama Justyna rozrasta się do niewyobrażalnych i groteskowych rozmiarów. Ciekawa pozycja napisana z perspektywy...
Dziś nie pisze się już tak o miłości. Zmysłowo, gęsto, hipnotycznie. Totalnie. To miłość i/lub niezdolność do niej są tematem pierwszego tomu „Kwartetu aleksandryjskiego” Lawrence’a Durrella. Zawiodą się ci, którzy szukają w powieści akcji, fabuły, logiki. U Durrella jej nie znajdą. „Justyna” jest antytezą podobnej literatury. Mamy w niej sensualny obraz Aleksandrii, miasta znajdującego się na przecięciu kultur i religii, zawieszonego gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wyobrażeniem; nieśpieszne opisy ludzi, którzy dryfują dając unosić się sennej fali życia, nie troszcząc się o pieniądze, czy karierę, ale przede wszystkim historię pewnego romansu, trójkąta i czworokąta, pełną emocji, cierpienia i tęsknoty. Książka Durrella jest przesycona hipnotycznym urokiem. Autor opowiada pozornie niespójnie, bez troski o chronologię, ucieka w dygresje, wątki poboczne, nagle na kartach powieści pojawiają się nowi, nieoczekiwani bohaterowie, którzy, jak się potem dowiadujemy, są istotnymi elementami opowiadanej historii. Piękny język i nieuchwytny urok wymagają od czytelnika poddania się, unoszenia na tej leniwej fali… „Justyna” rozbudziła we mnie tęsknotę za literaturą, która nie tylko nie daje odpowiedzi, ale przeciwnie, rozbudza niepokój, daje wyraz chaosowi i przypadkowości świata, która działa nastrojem, zmysłowością i nie przynosi żadnego katharsis. „Justyna” pozostawiła mnie z moimi wątpliwościami i nie nazwanymi lękami wobec ciemnej, niezrozumiałej materii ludzkich uczuć i emocji. To literatura piękna sensu stricte, tym rzadkim dziś w literaturze pięknem bezwarunkowym, niepokojącym i niedającym się zdefiniować. Urzekła mnie… Trzeba jednak pamiętać, że zamysł Lawrence’a Durrella był totalny, "Kwartet aleksandryjski" - cztery książki tworzące jedną całość, zazębiające się, dopełniające… Autor pisał, że swoim kwartetem literackim chce wprowadzić do literatury teorię względności Einsteina. Były lata 50-te, złoty czas eksperymentowania w powieści. Czy to się udało? Jak to się czyta dzisiaj, po niemal 70 latach? Pierwszy tom, moim zdaniem, broni się znakomicie, ale trudno oceniać operę po pierwszym akcie.
Dziś nie pisze się już tak o miłości. Zmysłowo, gęsto, hipnotycznie. Totalnie. To miłość i/lub niezdolność do niej są tematem pierwszego tomu „Kwartetu aleksandryjskiego” Lawrence’a Durrella. Zawiodą się ci, którzy szukają w powieści akcji, fabuły, logiki. U Durrella jej nie znajdą. „Justyna” jest antytezą podobnej literatury. Mamy w niej sensualny obraz Aleksandrii, miasta...
Nie wiem, na czym polega wyjątkowość tej książki, poza kilkoma bardzo dobrymi opisami, to ani postacie,ani akcja nie potrafiły mnie zainteresować; brak kompletnie jakiejś myśli przewodniej i bohatera, co do którego można by poczuć sympatię..książka postawiła mnie kompletnie obojętnym wobec niej.
Nie wiem, na czym polega wyjątkowość tej książki, poza kilkoma bardzo dobrymi opisami, to ani postacie,ani akcja nie potrafiły mnie zainteresować; brak kompletnie jakiejś myśli przewodniej i bohatera, co do którego można by poczuć sympatię..książka postawiła mnie kompletnie obojętnym wobec niej.
Książka napisana przepięknym językiem, jakiego już się nie spotyka. Były momenty, które czytałam w kółko całkowicie zapominając o śledzeniu fabuły. Na pewno będę kontynuować kwartet - jeśli opinie, które czytałam okażą się prawdziwe, czekają mnie jeszcze trzy książki-arcydzieła.
Książka napisana przepięknym językiem, jakiego już się nie spotyka. Były momenty, które czytałam w kółko całkowicie zapominając o śledzeniu fabuły. Na pewno będę kontynuować kwartet - jeśli opinie, które czytałam okażą się prawdziwe, czekają mnie jeszcze trzy książki-arcydzieła.
Tym razem nie będę się rozpisywać, gdyż sięgam właśnie po kolejną część "Kwartetu aleksandryjskiego". Nie mogę jednak przejść obojętnie wobec dzieła tak wybitnego, nie zanotowawszy o nim kilku słów. Styl Lawrence'a Durella zachwycił mnie i jestem przekonana, iż osoby, pragnące opowieści kunsztownych, pisanych pięknym językiem, powinny koniecznie poszukać tej pozycji, która została przez Modern Library zaliczona do grona 100 najwybitniejszych powieści XX wieku.
Bohaterami "Justyny" jest czwórka przyjaciół, wplątanych w przedziwny miłosny kwadrat. Wydaje mi się, iż nikt nie pisze już tak intensywnie, gęsto o namiętnościach, potrafiących zawładnąć zakochanym człowiekiem całkowicie. Ileż tu niuansów, subtelności, żaru! Niebanalne, błyskotliwie, zaskakująco.
A w tle Aleksandria - miasto szalejących zmysłów, pełne barw, smaków i zapachów. Sportretowane tak pięknie, że można by zanurzać się w jej wizerunku bez końca. Nie obawiam się stwierdzenia, iż miałam przyjemność obcować z prawdziwym arcydziełem!
https://www.facebook.com/PiknikNaSkrajuKsiazki/
Tym razem nie będę się rozpisywać, gdyż sięgam właśnie po kolejną część "Kwartetu aleksandryjskiego". Nie mogę jednak przejść obojętnie wobec dzieła tak wybitnego, nie zanotowawszy o nim kilku słów. Styl Lawrence'a Durella zachwycił mnie i jestem przekonana, iż osoby, pragnące opowieści kunsztownych, pisanych pięknym językiem, powinny koniecznie poszukać tej pozycji, która...
Nie lubię pierwszoosobowej narracji a w tym przypadku dodatkowo kwiecistość języka, opisy, przemyślenia, akcja - no to wszystko razem sprawiło że nie przebrnąłem przez tą niedługą w końcu książkę. Niestety to nie mój styl. Drugi tom zapowiada się podobnie więc go sobie odpuszczę ale trzeci ponoć jest napisany w narracji trzecioosobowej więc dam mu szansę.
Nie lubię pierwszoosobowej narracji a w tym przypadku dodatkowo kwiecistość języka, opisy, przemyślenia, akcja - no to wszystko razem sprawiło że nie przebrnąłem przez tą niedługą w końcu książkę. Niestety to nie mój styl. Drugi tom zapowiada się podobnie więc go sobie odpuszczę ale trzeci ponoć jest napisany w narracji trzecioosobowej więc dam mu szansę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie podzielam pozytywnych opinii. Rodzina Durellów to była z humorem napisana książka, pisana zresztą nie w Gracji lecz na Cyprze w bardzo małej miejscowości ba odludziu. Justyna to natomiast przerost formy nad treścią. I to sformułowanie dotyczy jedynie początku powieści. Potem ani formy ani treści. Półświatek, bohema, protytutki, alkohol i narkotyki. Miłość? Tak... Zblazowani, bez celu funkcjonujący ludzie w oparach alkoholu i narkotyków też jakoś tam kochają jedna kobietę, dwie... a każda z postaci ma pewnie wielkie serce bo równocześnie żyję z kilkoma osobami. I zachwyt nad poetyckim językiem w tym bagienku. No nie ma fie czym zachwycać.
Nie podzielam pozytywnych opinii. Rodzina Durellów to była z humorem napisana książka, pisana zresztą nie w Gracji lecz na Cyprze w bardzo małej miejscowości ba odludziu. Justyna to natomiast przerost formy nad treścią. I to sformułowanie dotyczy jedynie początku powieści. Potem ani formy ani treści. Półświatek, bohema, protytutki, alkohol i narkotyki. Miłość? Tak......
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Kto wymyślił ludzkie serce? Powiedz mi, kto, i zaprowadź na miejsce, gdzie go za to powieszono na szubienicy”. Rozterki miłosne w rytm poezji Kawafisa. A w tle utracona Aleksandria. Pięknie napisane i przetłumaczone. 8/10
„Miasto, gdy kochasz w nim choćby jedną istotę, staje się światem.”
„Kto wymyślił ludzkie serce? Powiedz mi, kto, i zaprowadź na miejsce, gdzie go za to powieszono na szubienicy”. Rozterki miłosne w rytm poezji Kawafisa. A w tle utracona Aleksandria. Pięknie napisane i przetłumaczone. 8/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Miasto, gdy kochasz w nim choćby jedną istotę, staje się światem.”
Pierwsza część cyklu wielokrotnie polecanego przez Tomasza Stawiszyńskiego jako absolutnie najlepsza literatura pod słońcem.
Problem jest z jej dostępnością, szczególnie jeśli chodzi o właśnie pierwszą część. Jej ceny łatwo szybują powyżej 200 zł za sztukę.
Książkę czytałem w wydaniu z 1995 roku. Fizycznie niewielkie, z ciasno utkanym tekstem, potęgowało jeszcze wrażenie obcowania z literacką, gęstą żywicą. Lektura tej książki przypomina przebijanie się przez maź. Nie da się ukryć, że niektóre opisy ocierają się o pretensjonalność. Z drugiej strony, ciekawym doświadczeniem jest następna książka, którą czyta się po „Justynie”. W moim przypadku był to reportaż. Wrażenie spadku jakościowego na poziomie językowym było silne, mimo że tenże reportaż sam w sobie był książką bardzo dobrą.
Książkę otwiera cytat z Freuda mówiący o tym, że każdy akt seksualny jest stosunkiem między czterema osobami. „Justyna” jest głęboko zanurzona w prądach psychoanalitycznych, razem z ich popędami, żądzami i namiętnościami. O bohaterach można powiedzieć tyle, że na brak libido nie narzekają ;]
Jednocześnie w książce wszystko jest względne. Nie mamy tutaj do czynienia z bohaterami, a raczej ich obrazami budowanymi z różnych perspektyw. Ciężko powiedzieć, co tutaj jest prawdą, a co jedynie iluzją odbitą w lustrze.
Książkę na pewno można rozpatrywać w kategorii wyzwania, ale moim zdaniem przynosi ono satysfakcję.
Pierwsza część cyklu wielokrotnie polecanego przez Tomasza Stawiszyńskiego jako absolutnie najlepsza literatura pod słońcem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProblem jest z jej dostępnością, szczególnie jeśli chodzi o właśnie pierwszą część. Jej ceny łatwo szybują powyżej 200 zł za sztukę.
Książkę czytałem w wydaniu z 1995 roku. Fizycznie niewielkie, z ciasno utkanym tekstem, potęgowało jeszcze wrażenie...
Trudno oceniać mi tę książkę, bo wydaje się jedną z tych której odbiór zależy od obecnego dobrostanu czytającego.
Trudno oceniać mi tę książkę, bo wydaje się jedną z tych której odbiór zależy od obecnego dobrostanu czytającego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor ma wyraźne zamiłowanie do luster. Postaci Justyny Durrella wciąż się w nim przeglądają, a rzeczy i zdarzenia są obserwowane z ich odbicia. Co kilkanaście stron lustra nadają ton otoczeniu. Też bohater przywoluje z pamięci swoje wspomnienia, stad nie mogą być one nieznieksztalcone, są odbiciem historii. Może to celowy zabieg, może nie.
Lektura Justyny to jedno z moich najlepszych doświadczeń czytelniczych. Gęsto od refleksji i obrazu, ale bieda z treścią, a po przeczytaniu mam to fajne uczucie zawieszenia, poszukiwania czegoś, na końcu języka, gdy pamięć zawodzi by to nazwać.
Czasami zwiewało mi to do-rozumienie całości, jak innym umykała Justyna.
Świetne 9/10
Autor ma wyraźne zamiłowanie do luster. Postaci Justyny Durrella wciąż się w nim przeglądają, a rzeczy i zdarzenia są obserwowane z ich odbicia. Co kilkanaście stron lustra nadają ton otoczeniu. Też bohater przywoluje z pamięci swoje wspomnienia, stad nie mogą być one nieznieksztalcone, są odbiciem historii. Może to celowy zabieg, może nie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura Justyny to jedno z...
Piękny kunsztowny i poetycki język to na plus. Magiczne opisy Aleksandrii, ale brak akcji i normalnej fabuły zmęczyły mnie totalnie tak że nie byłam w stanie dobrnąć do końca.
Proza poetycka z pewnością ma swoich fanów.
Zanim zaczęłam czytać, miałam chęć na wszystkie 4 tomy, ale poległam.
Piękny kunsztowny i poetycki język to na plus. Magiczne opisy Aleksandrii, ale brak akcji i normalnej fabuły zmęczyły mnie totalnie tak że nie byłam w stanie dobrnąć do końca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProza poetycka z pewnością ma swoich fanów.
Zanim zaczęłam czytać, miałam chęć na wszystkie 4 tomy, ale poległam.
Cóż więcej można napisać o miłości. Chyba nic.
Cóż więcej można napisać o miłości. Chyba nic.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZłota jesień tka się w słońcu, drżą Oriona migotliwe iskry, słucham śpiewu wiatru we wzgórzu, błąkam się wśród spadających liści (żółte kałuże fosforyzującego światła i szept deszczu płynący z jeziora, poinsecje w ogrodzie diamentami kropel skrzące, brzozy długimi szyjami kołyszące, o znów słońce) Ezoteryczną Aleksandrię przemierzam tramwajem, po metalowych żyłach dźwięczących lata żarem i śpiewem muezzina na czerwonym niebie, podobne do wygładzonych kamieni ludzkie twarze, w pustynnej poświacie (Odilionie Redonie) a wysoko w przestworzach kormoranów balet, To ich czas, teraz sny, latawce i balony, niebo spięte w grzebień gwiazd błyszczący, Anachoreta, Justyna i wyjące wilki. Księżyc w pełni wśród srebrzystych chmur, jasno jak w południe lśni, wokół dzwonią tajemniczo jesienne owady, i ty i my, gdzie wszystko drży i kocie ruchy
https://www.youtube.com/watch?v=gixxvZFP0h0
Złota jesień tka się w słońcu, drżą Oriona migotliwe iskry, słucham śpiewu wiatru we wzgórzu, błąkam się wśród spadających liści (żółte kałuże fosforyzującego światła i szept deszczu płynący z jeziora, poinsecje w ogrodzie diamentami kropel skrzące, brzozy długimi szyjami kołyszące, o znów słońce) Ezoteryczną Aleksandrię przemierzam tramwajem, po metalowych żyłach...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak, to prawda - w tej książce nie ma tradycyjnej akcji, rozumianej jako ciągłą linię wydarzeń. Prawdą jest też, że to w zasadzie romansidło. Jest w niej jednak to coś - duszny, niepokojący klimat? egzotyczny zestaw osobliwych postaci? poczucie nieuniknionej, ale pięknej katastrofy? - coś, co sprawia że przeczytałem jednym tchem. Chętnie sięgnę po inne wersje tej opowieści w kolejnych trzech tomach.
Tak, to prawda - w tej książce nie ma tradycyjnej akcji, rozumianej jako ciągłą linię wydarzeń. Prawdą jest też, że to w zasadzie romansidło. Jest w niej jednak to coś - duszny, niepokojący klimat? egzotyczny zestaw osobliwych postaci? poczucie nieuniknionej, ale pięknej katastrofy? - coś, co sprawia że przeczytałem jednym tchem. Chętnie sięgnę po inne wersje tej opowieści...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdybym nie lubiła tak tego klimatu: gorąco i wilgotno. Wychodzisz z samolotui wiesz, że będzie ciekawie. Rozumiem atmosferę, której nie daje się zmyć. W tej książce też to jest, ale nie wpisuje się (już?), we współczesną narrację. Bardziej się przez to brnie, niż pochłania. Zobaczę, jak z następnymi cząściami...
Gdybym nie lubiła tak tego klimatu: gorąco i wilgotno. Wychodzisz z samolotui wiesz, że będzie ciekawie. Rozumiem atmosferę, której nie daje się zmyć. W tej książce też to jest, ale nie wpisuje się (już?), we współczesną narrację. Bardziej się przez to brnie, niż pochłania. Zobaczę, jak z następnymi cząściami...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrnęłam do 150 strony. Potwornie wymęczona tygodniami lektury z doskoku. Wreszcie powiedziałam - basta, nie dam rady dłużej męczyć się niemiłosiernie, szkoda mojego czasu.
Jest to ten rodzaj literatury pieknej, którego nie znoszę. W ogóle - coraz rzadziej sięgam po powieści (poza klasyką-klasyką), gdyż coraz rzadziej zdarza mi się trafić na cokolwiek więcej, niż przeciętnego. Liryko-proza. Prozo-liryka. Poezja prozatorska, z ciągnącymi się w nieskończoność quasi-intelektualnymi reminiscencjami, przemyśleniami, narracjami. Męczące to, bezdialogowe, ciągnące się bezczasowo, bezramowo niczym u Bernharda. Kiedyś mnie to wciągało, wzruszało, poruszało - teraz: jeno męczy.
Żałuję, że kupiłam cały czteroksiąg.
Dobrnęłam do 150 strony. Potwornie wymęczona tygodniami lektury z doskoku. Wreszcie powiedziałam - basta, nie dam rady dłużej męczyć się niemiłosiernie, szkoda mojego czasu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to ten rodzaj literatury pieknej, którego nie znoszę. W ogóle - coraz rzadziej sięgam po powieści (poza klasyką-klasyką), gdyż coraz rzadziej zdarza mi się trafić na cokolwiek więcej, niż...
Zmurszała klasyka. W zasadzie mogłabym w recenzji zostawić tylko tyle i byłoby wiadomo o co chodzi. Bardzo mi się książka nie podobała, przypomniało mi się czytanie "Czarodziejskiej góry", to mniej więcej ten sam kaliber dla mnie. Nic się nie dzieje, to jest zbiór opisów, tak nieinteresujących i nieaktualnych, że w zasadzie mogłabym czytać instrukcję zmywarki i dostarczyłabym sobie nie tylko większej ilości wrażeń, ale też pewnie pożytku. Kompletnie nie wiem co ja przeczytałam, ani o czym, ani po co, tutaj nie ma fabuły. Mnie osobiście nie porywa literatura podróżnicza, opisy miast, a więc może ta Aleksandria nie dla mnie, bo wszystko tutaj się obraca wokół miasta, bohaterowie są przez narratora nazywani "dziećmi miasta" i w odniesieniu do niego "są". Justyna, kobieta jak każda inna, po co w ogóle te postaci są w tej książce wprowadzane, po co jakieś dziwne szczegóły z ich życia. No nie. Jak ktoś lubi niespieszne snucie nawet nie historii, a ... słów? To bardzo proszę, ja jednak potrzebuję większej literackiej dynamiki. Książka napisana 70 lat temu, moim zdaniem nie przetrwała próby czasu, a może starsi czytelnicy bardziej ją docenią? Ja, mając lat 31, mówię jej stanowcze nie.
Wyzwanie czytelnicze LC styczeń 2023: Przeczytam pierwszy tom cyklu lub serii
Zmurszała klasyka. W zasadzie mogłabym w recenzji zostawić tylko tyle i byłoby wiadomo o co chodzi. Bardzo mi się książka nie podobała, przypomniało mi się czytanie "Czarodziejskiej góry", to mniej więcej ten sam kaliber dla mnie. Nic się nie dzieje, to jest zbiór opisów, tak nieinteresujących i nieaktualnych, że w zasadzie mogłabym czytać instrukcję zmywarki i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część aleksandryjskiej tetralogii Durrella to powieść o mitologizacji rzeczywistości. We fragmentarycznych obrazach, na tle zmysłowej i dekadenckiej Aleksandrii przesyconej duchem poezji Kawafisa, autor tworzy opowieść o miłosnej konstelacji koncentrującej się dookoła tytułowej Justyny.
Mit miasta jest tu ściśle spleciony z mitem femme fatale. Jedno przenika drugie: Aleksandria konstytuuje Justynę a Justyna jest ucieleśnieniem jej ducha – niczym u Świetlickiego – „najlepszym miejscem tego miasta, centralnym punktem”, a jednocześnie źródłem nieskończonych udręczeń. Nie tylko dla narratora i jej kochanka, Irlandczyka Darleya, ale też dla zakochanej w nim tancerki Melissy i męża Justyny – Nessima, koptyjskiego bankiera o naturze marzyciela. Prócz nich poznajemy przyjaciela Justyny – znawcę kabały Balthazara, tajemniczą malarkę Cleę, skupionego wciąż na nowych podbojach francuskiego dyplomatę Pombala oraz wiele innych barwnych postaci.
Powieściowa Aleksandria to zmysłowy, skrzący się wielokluturowym bogactwem tygiel, narracja rozwija się tu nieśpiesznie w promieniach śródziemnomorskiego słońca i przeniknięta jest duchem orientu. Na poziomie stylu Durrell pozwala sobie na wiele, bo opisując egzotyczne imaginarium miasta i losy jego niezwykłych mieszkańców nieraz świadomie balansuje na granicy kiczu, ale ostatecznie tworzy sugestywny i uwodzący obraz. Obraz przede wszystkim pragnień, które mamią zmysły oraz pamięci, która z uczuć, miejsc i ludzi tworzy jedność.
Pierwsza część aleksandryjskiej tetralogii Durrella to powieść o mitologizacji rzeczywistości. We fragmentarycznych obrazach, na tle zmysłowej i dekadenckiej Aleksandrii przesyconej duchem poezji Kawafisa, autor tworzy opowieść o miłosnej konstelacji koncentrującej się dookoła tytułowej Justyny.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMit miasta jest tu ściśle spleciony z mitem femme fatale. Jedno przenika...
Niech sczeźnie równość.„Justyna. Kwartet aleksandryjski” Lawrence Durrell
„To lepsze niż wycieczka do Hurghady” Łukasz Suskiewicz
Aleksandria – miasto, gdzie spotkała się Afryka i Grecja. Kolebka kultury europejskiej. Tło opowieści miłosnej Durrella. Świat przedwojenny, wielokulturowy, świat podziałów, klas i ras. Miłość jest w centrum tej scenerii. Jest to tak intensywne pisanie, że wydaje się jeden raz za mało, by rozpoznać tutaj wszystko. „Justyna” to pierwszy tom tego kwartetu, gdzie wszystko przenika się, splata i tłumaczy siebie nawzajem. Ale już po tym pierwszym tomie pozostało mi jedno wrażenie – tego świata już nie ma, tych emocji już nie ma, tych dramatów już nie ma. Dlatego była to dla mnie powieść o stracie. O utracie głębi egzystencji. Arystokratyczny charakter dzieła Durrella nie polega na podziale klasowym. Arystokrata w tym dziele to artysta, myśliciel, psycholog. Ktoś, kto schodzi głęboko. Proces demokratyzacji zasypał wszystkie doły. Także te nierówności, które są nierównościami naszych dusz. W „Kwartecie aleksandryjskim” brzmi tęsknota za głębią – za głęboką miłością, za głęboką zazdrością. Ta zmysłowa opowieść nie jest w dzisiejszym rozumieniu erotyczna. Erotyka „Justyny” to intensywność poznania kobiety, jej ciała i jej duszy, które za każdym razem myli tropy i za każdym razem jest tylko cząstką, namiastką. W tej pogoni, w tym poszukiwaniu zatracamy się wraz z narratorem do samego końca. Na styku kultur. W świecie, który bezpowrotnie przeminął. A my podróżujemy, latamy, biegamy z miejsca na miejsce, by brodzić w płyciźnie – czy w Europie, czy Azji, Afryce, Ameryce. W Grecji i Rzymie. Utraciliśmy swoją tożsamość, więc nie potrafimy kochać. I to jest bardzo smutne. Niech sczeźnie równość.
Niech sczeźnie równość.„Justyna. Kwartet aleksandryjski” Lawrence Durrell
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„To lepsze niż wycieczka do Hurghady” Łukasz Suskiewicz
Aleksandria – miasto, gdzie spotkała się Afryka i Grecja. Kolebka kultury europejskiej. Tło opowieści miłosnej Durrella. Świat przedwojenny, wielokulturowy, świat podziałów, klas i ras. Miłość jest w centrum tej scenerii. Jest to tak intensywne...
[...]
Kilka godzin później pierwszy tom tego zbioru – Justyna miałem już na czytniku. Do decyzji o kupnie wystarczyło mi to, co o koncepcie Durrella opowiadał mój rozmówca, oraz fakt, że książka nie jest nowością, tylko uznaną już klasyką, która ukazała się w 1957 roku. Pomysł spojrzenia na zdarzenia z różnych perspektyw, co zdaje się robić Durrell, kilka lat wcześniej (w 1950 roku) zaprezentował Kurosawa w swoim filmie Rashomon. I jak zdążyłem zauważyć, często Kwartet aleksandryjski jest zestawiany z filmem Kurosawy, może więc Durrell się nim inspirował.
Zaczynam lekturę. I już wiem, że nie będzie różowo. Mam problem z koncentracją na narracji.
[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/kwartet-aleksandryjski-justyna/
[...]
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKilka godzin później pierwszy tom tego zbioru – Justyna miałem już na czytniku. Do decyzji o kupnie wystarczyło mi to, co o koncepcie Durrella opowiadał mój rozmówca, oraz fakt, że książka nie jest nowością, tylko uznaną już klasyką, która ukazała się w 1957 roku. Pomysł spojrzenia na zdarzenia z różnych perspektyw, co zdaje się robić Durrell, kilka lat wcześniej (w...
Bardzo kunsztownie napisana powieść, jednak chyba moja wrażliwość nie jest na tym poziomie, żeby docenić misterne opisy, przemyślenia i emocje przywołane w tym utworze
- a to one są osią narracji, bo samej akcji jest bardzo niewiele...
Innymi słowy, jest to raczej literatura dla koneserów
Bardzo kunsztownie napisana powieść, jednak chyba moja wrażliwość nie jest na tym poziomie, żeby docenić misterne opisy, przemyślenia i emocje przywołane w tym utworze
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- a to one są osią narracji, bo samej akcji jest bardzo niewiele...
Innymi słowy, jest to raczej literatura dla koneserów
Piękne bajanie o niczym. A może paradoksalnie o wszystkim? To jest mniej więcej ta sama kategoria prozy, co Kudera, czy Marai. Piękny język, kunsztowny, czasem wręcz barokowo. Przedstawia on uwikłanie emocjonalne i psychologiczne postaci żyjących w określonym miejscu, które przenika mocno do ich życia. To jest doświadczenie trochę jak oglądanie rzeźb w muzeum. Widzisz majestat, ale czujesz chłód marmuru.
Piękne bajanie o niczym. A może paradoksalnie o wszystkim? To jest mniej więcej ta sama kategoria prozy, co Kudera, czy Marai. Piękny język, kunsztowny, czasem wręcz barokowo. Przedstawia on uwikłanie emocjonalne i psychologiczne postaci żyjących w określonym miejscu, które przenika mocno do ich życia. To jest doświadczenie trochę jak oglądanie rzeźb w muzeum. Widzisz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie powinno się oceniać poszczególnych części "Kwartetu aleksandryjskiego" , bo można to zrobić tylko po przeczytaniu całości.
Nie powinno się oceniać poszczególnych części "Kwartetu aleksandryjskiego" , bo można to zrobić tylko po przeczytaniu całości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pozoru prosta historia o miłości. Czytasz ją i myślisz, że to już było, ech klasyczna opowiastka o splątanych uczuciach. Nie da się jednak powiedzieć o tej książce, że jest zwykła. W moim odczuciu to nie tylko książka, dzięki której uciekniesz od swoich myśli. Ona je całkowicie odmieni, nada im nowy kształt. Romantyzowanie życia to nowy sposób na znieczulicę, przed która powinnismy się chronić. Idealnie pokazuje to ta książka.
(Czytając koniec słuchałam Kid Francescoli „It’s only music, baby”, dajcie to sobie i rozkoszujcie chwilą) 🦦
Z pozoru prosta historia o miłości. Czytasz ją i myślisz, że to już było, ech klasyczna opowiastka o splątanych uczuciach. Nie da się jednak powiedzieć o tej książce, że jest zwykła. W moim odczuciu to nie tylko książka, dzięki której uciekniesz od swoich myśli. Ona je całkowicie odmieni, nada im nowy kształt. Romantyzowanie życia to nowy sposób na znieczulicę, przed która...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednak ramotka
Do cyklu aleksandryjskiego Durrella podchodziłem starannie i cierpliwie, gromadząc przez ponad rok wszystkie cztery części, ale przede wszystkim czytając dużo o autorze, zwiedzając miejsca, w których tworzył (np. Kalami na Korfu), oglądając zabawny serial na HBO ("Durellowie"). A więc trochę "na kolanach". L. Durrell stanowił w moich badaniach naukowych przykład twórcy wrażliwego na środowisko, w którym żył i tworzył, o czym pisałem w niejednej swojej książce (np. w "ABC kreatywności"). Przeznaczyłem wakacje na przeczytanie wszystkich czterech części kwartetu aleksandryjskiego ... Ale odpadłem w połowie części trzeciej! Bo to jednak, mimo wielu słów uznania w wielu recenzjach, w mojej ocenie ramotka, która nie wytrzymała próby czasu. A czas jest, jak wiadomo, najlepszym kryterium wartości dzieła twórczego, nawet - jak się twierdzi - zasługującego na Nobla. Dlaczego? W największym skrócie:
1) Bardzo letnie, żeby nie powiedzieć, niemal obojętne z dzisiejszego punktu widzenia wydają mi się wydarzenia historyczne będące tłem przygód bohaterów w Aleksandrii. I mimo wielu zapewnień wielu krytyków Aleksandria Durrella nie wydaje mi się magiczna;
2) Irytująca dla takiego czytelnika jak ja jest nieustanna, literacka w gruncie rzeczy, płytka psychoanaliza, którą Durrell uprawia w stosunku do wszystkich głównych postaci i ich osobowości oraz przeżyć. I nudna!;
3) Ciekawe, choć często stosowane, narracje na temat tych samych wydarzeń z punktu widzenia różnych osób (swoista decentracja), sprawdzają się najlepiej, jak sądzę, w kryminałach i dramatach oraz powieściach z zagadką kryminalno-polityczną. bo tam przykuwają uwagę i rzucają nowe światło na fakty - tutaj romanse plastikowej Justyny i spiski polityczne Koptów, opisane z różnych perspektyw, już takiej ciekawości nie wzbudzają;
4) Często piękny i wyrafinowany język Durrella (jakież tłumaczenie Marii Skibniewskiej!!!), pełny metafor, cytatów z klasyków, porównań i innych twórczych figur, wzbudza zachwyt może w pierwszej części. Kiedy czyta się "ciurkiem" kolejne tomy budzi już, przynajmniej u mnie, znużenie. Zmiana narratora w części trzeciej jest dobrym zabiegiem, ale opisywanie niuansów pracy dyplomatycznej przynajmniej trzech osób (listy, facecyje, opowieści z "trzeciej ręki" itp.) bez wyraźniej akcji i kulminacji szybko nudzi.
4) Najwięcej zastrzeżeń mam do głównych bohaterów kwartetu - są nie tyle, że wydumane, bo z pewnością łączą cechy wielu znanych Durrellowi osób (swoista aglutynacja personalna - sklejanie w jednej osobie cech wielu innych), to niestety "plastikowe". Przypominają mi, przepraszam twórcę, postaci D. Steel.
Lektura kwartetu Durrella jest dla mnie osobistą porażką, bo liczyłem na zachwyt nad dziełem pisarza, którego życie i twórczość badam od wielu lat. Kiedy zobaczyłem 20 lat temu zatokę i biały dom w Kalami, gdzie przez jakiś czas mieszkał, postanowiłem poświęcić Mu czas badacza i mola książkowego. Niestety, biografia pisarza i jego rodziny wydają mi się teraz ciekawsze niż dzieła, które po 60 latach nie budzą zachwytu. Może wobec tego trylogia brata Lawrence'a, Geralda, którą zostawiam sobie na wizytę na Korfu wytrzyma próbę czasu?
A zatem - dla cierpliwych!
Jednak ramotka
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo cyklu aleksandryjskiego Durrella podchodziłem starannie i cierpliwie, gromadząc przez ponad rok wszystkie cztery części, ale przede wszystkim czytając dużo o autorze, zwiedzając miejsca, w których tworzył (np. Kalami na Korfu), oglądając zabawny serial na HBO ("Durellowie"). A więc trochę "na kolanach". L. Durrell stanowił w moich badaniach naukowych...
Genialna pierwsza część całości. Wyśmienita opowieść.
Genialna pierwsza część całości. Wyśmienita opowieść.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jedna z książek, której recenzję ciężko jest mi napisać. Nigdy nie znajdę słów opisujących jego wykwintne pióro, tym bardziej historie pełne wspomnień i marzeń. Z pewnością poznacie tutaj tytułową Justynę, której historia was zaciekawi i zastanowi. Jest to opowieść o niej, o tym co robiła, jak się zachowywała i jaki wywarła na autora wpływ.
,,Pamiętam ją także w innych okolicznościach, bez wątpienia mniej chlubnych dla niej i dla nas wszystkich, ale jakże wtedy była wzruszająca, jak miękko kobieca to najbardziej męska i zaradna z kobiet. Nieodparcie przypominała mi rasę straszliwych władczyń, które zostawiły w tym mieście po sobie amoniakalną woź swoich kazirodczych miłości, unosząca się niby chmura nad podświadomością Aleksandrii".
Jak widzicie autor włada tutaj bardzo poetyckim językiem, którym opisuje praktycznie każdą spotkaną rzecz, czy osobę. W tej pozycji najbardziej skupił się na Justynie, Melissie i Nessim. Każdy z nich łączy się z Darleyem. Są to przyjaźnie na dobre i złe czasy. Każda sytuacja będzie tutaj niezwykle dopieszczona. Autor nic nie opisuje nam dokładnie, choć w bardzo wyuzdany sposób insynuuje co mogło nastąpić, lub nastąpiło. Jego romanse były na tyle burzliwe, że po pewnym czasie się przepalały. Nie mógł zdecydować kogo pożąda bardziej, choć wyraźnie każda z kobiet dawała mu coś innego. Powiedziałabym nawet, że pisarz kolekcjonował swoje doznania i uczucia o których jest więcej wspomniane niż o samej historii. Postacie poznamy od strony ich potrzeb, obserwowanych sytuacji i chwil rozmów. Nie potrzeba nam znać kształtów kobiety, gdyż wiemy, że jest ponętna, porusza się z gracją, jej usta rozpływają się w kolorze słońca, a oczy odzwierciedlają jej strapioną duszę. Naprawdę niecodzienna książka. Pisana bardzo wyważonym stylem z przesyceniem nostalgii. Podczas jej czytania cała aura twórczości przejdzie na was. Sami zaczniecie się udawać we własne wspomnienia chcąc spostrzec, czy pamiętacie je w formie stylu autora, czy też pobieżnie i skrótowo. Jest to książka dla ludzi lubiących myśleć.
To jedna z książek, której recenzję ciężko jest mi napisać. Nigdy nie znajdę słów opisujących jego wykwintne pióro, tym bardziej historie pełne wspomnień i marzeń. Z pewnością poznacie tutaj tytułową Justynę, której historia was zaciekawi i zastanowi. Jest to opowieść o niej, o tym co robiła, jak się zachowywała i jaki wywarła na autora wpływ.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to,,Pamiętam ją także w innych...
Doceniam piękne opisy i wiele czarujących fragmentów, ale w sumie to dosyć oklepana historia miłosna napisana z pretesjonalną modernistyczną manierą. I jeszcze duch Freuda się nad tym unosi.
Ale jestem trochę zaskoczona, że Anglik napisał tak sensualną powieść.
Doceniam piękne opisy i wiele czarujących fragmentów, ale w sumie to dosyć oklepana historia miłosna napisana z pretesjonalną modernistyczną manierą. I jeszcze duch Freuda się nad tym unosi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle jestem trochę zaskoczona, że Anglik napisał tak sensualną powieść.
Niewątpliwie piękny język i najwyższej klasy erudycja autora czyni tę książkę prawdziwą przyjemnością w trakcie konsumpcji. Jest to jednakże pretensjonalna historia miłosna na sterydach, rozterki głównego bohatera stają się nieznośne w trakcie lektury a sama Justyna rozrasta się do niewyobrażalnych i groteskowych rozmiarów. Ciekawa pozycja napisana z perspektywy brytyjskiego obywatela w postkolonialnym Egipcie, ale warstwa narracyjna jest dość kiczowata.
Niewątpliwie piękny język i najwyższej klasy erudycja autora czyni tę książkę prawdziwą przyjemnością w trakcie konsumpcji. Jest to jednakże pretensjonalna historia miłosna na sterydach, rozterki głównego bohatera stają się nieznośne w trakcie lektury a sama Justyna rozrasta się do niewyobrażalnych i groteskowych rozmiarów. Ciekawa pozycja napisana z perspektywy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziś nie pisze się już tak o miłości. Zmysłowo, gęsto, hipnotycznie. Totalnie. To miłość i/lub niezdolność do niej są tematem pierwszego tomu „Kwartetu aleksandryjskiego” Lawrence’a Durrella. Zawiodą się ci, którzy szukają w powieści akcji, fabuły, logiki. U Durrella jej nie znajdą. „Justyna” jest antytezą podobnej literatury. Mamy w niej sensualny obraz Aleksandrii, miasta znajdującego się na przecięciu kultur i religii, zawieszonego gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wyobrażeniem; nieśpieszne opisy ludzi, którzy dryfują dając unosić się sennej fali życia, nie troszcząc się o pieniądze, czy karierę, ale przede wszystkim historię pewnego romansu, trójkąta i czworokąta, pełną emocji, cierpienia i tęsknoty. Książka Durrella jest przesycona hipnotycznym urokiem. Autor opowiada pozornie niespójnie, bez troski o chronologię, ucieka w dygresje, wątki poboczne, nagle na kartach powieści pojawiają się nowi, nieoczekiwani bohaterowie, którzy, jak się potem dowiadujemy, są istotnymi elementami opowiadanej historii. Piękny język i nieuchwytny urok wymagają od czytelnika poddania się, unoszenia na tej leniwej fali… „Justyna” rozbudziła we mnie tęsknotę za literaturą, która nie tylko nie daje odpowiedzi, ale przeciwnie, rozbudza niepokój, daje wyraz chaosowi i przypadkowości świata, która działa nastrojem, zmysłowością i nie przynosi żadnego katharsis. „Justyna” pozostawiła mnie z moimi wątpliwościami i nie nazwanymi lękami wobec ciemnej, niezrozumiałej materii ludzkich uczuć i emocji. To literatura piękna sensu stricte, tym rzadkim dziś w literaturze pięknem bezwarunkowym, niepokojącym i niedającym się zdefiniować. Urzekła mnie… Trzeba jednak pamiętać, że zamysł Lawrence’a Durrella był totalny, "Kwartet aleksandryjski" - cztery książki tworzące jedną całość, zazębiające się, dopełniające… Autor pisał, że swoim kwartetem literackim chce wprowadzić do literatury teorię względności Einsteina. Były lata 50-te, złoty czas eksperymentowania w powieści. Czy to się udało? Jak to się czyta dzisiaj, po niemal 70 latach? Pierwszy tom, moim zdaniem, broni się znakomicie, ale trudno oceniać operę po pierwszym akcie.
Dziś nie pisze się już tak o miłości. Zmysłowo, gęsto, hipnotycznie. Totalnie. To miłość i/lub niezdolność do niej są tematem pierwszego tomu „Kwartetu aleksandryjskiego” Lawrence’a Durrella. Zawiodą się ci, którzy szukają w powieści akcji, fabuły, logiki. U Durrella jej nie znajdą. „Justyna” jest antytezą podobnej literatury. Mamy w niej sensualny obraz Aleksandrii, miasta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, na czym polega wyjątkowość tej książki, poza kilkoma bardzo dobrymi opisami, to ani postacie,ani akcja nie potrafiły mnie zainteresować; brak kompletnie jakiejś myśli przewodniej i bohatera, co do którego można by poczuć sympatię..książka postawiła mnie kompletnie obojętnym wobec niej.
Nie wiem, na czym polega wyjątkowość tej książki, poza kilkoma bardzo dobrymi opisami, to ani postacie,ani akcja nie potrafiły mnie zainteresować; brak kompletnie jakiejś myśli przewodniej i bohatera, co do którego można by poczuć sympatię..książka postawiła mnie kompletnie obojętnym wobec niej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana przepięknym językiem, jakiego już się nie spotyka. Były momenty, które czytałam w kółko całkowicie zapominając o śledzeniu fabuły. Na pewno będę kontynuować kwartet - jeśli opinie, które czytałam okażą się prawdziwe, czekają mnie jeszcze trzy książki-arcydzieła.
Książka napisana przepięknym językiem, jakiego już się nie spotyka. Były momenty, które czytałam w kółko całkowicie zapominając o śledzeniu fabuły. Na pewno będę kontynuować kwartet - jeśli opinie, które czytałam okażą się prawdziwe, czekają mnie jeszcze trzy książki-arcydzieła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tochociaż nie potrafię streścić o czym to było, to jednak wkręciło mnie bez reszty
chociaż nie potrafię streścić o czym to było, to jednak wkręciło mnie bez reszty
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem nie będę się rozpisywać, gdyż sięgam właśnie po kolejną część "Kwartetu aleksandryjskiego". Nie mogę jednak przejść obojętnie wobec dzieła tak wybitnego, nie zanotowawszy o nim kilku słów. Styl Lawrence'a Durella zachwycił mnie i jestem przekonana, iż osoby, pragnące opowieści kunsztownych, pisanych pięknym językiem, powinny koniecznie poszukać tej pozycji, która została przez Modern Library zaliczona do grona 100 najwybitniejszych powieści XX wieku.
Bohaterami "Justyny" jest czwórka przyjaciół, wplątanych w przedziwny miłosny kwadrat. Wydaje mi się, iż nikt nie pisze już tak intensywnie, gęsto o namiętnościach, potrafiących zawładnąć zakochanym człowiekiem całkowicie. Ileż tu niuansów, subtelności, żaru! Niebanalne, błyskotliwie, zaskakująco.
A w tle Aleksandria - miasto szalejących zmysłów, pełne barw, smaków i zapachów. Sportretowane tak pięknie, że można by zanurzać się w jej wizerunku bez końca. Nie obawiam się stwierdzenia, iż miałam przyjemność obcować z prawdziwym arcydziełem!
https://www.facebook.com/PiknikNaSkrajuKsiazki/
Tym razem nie będę się rozpisywać, gdyż sięgam właśnie po kolejną część "Kwartetu aleksandryjskiego". Nie mogę jednak przejść obojętnie wobec dzieła tak wybitnego, nie zanotowawszy o nim kilku słów. Styl Lawrence'a Durella zachwycił mnie i jestem przekonana, iż osoby, pragnące opowieści kunsztownych, pisanych pięknym językiem, powinny koniecznie poszukać tej pozycji, która...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to