Lata 70., norweski kampus. Jokum, nieśmiały i zakompleksiony wrażliwy student, jest zakochany w Synne, z którą dzieli pokój w akademiku. Tak zaczyna się historia relacji dwojga ludzi, poprzez pryzmat której poznajemy kolejnych bohaterów, ich wnętrza, ale także świat artystyczny, akademicki, Norwegię, zachodzące w niej przemiany. Chociaż głównym wątkiem łączącym wszystkie pozostałe jest związek Jokuma i Synne, powieść Christensena nie jest romansidłem. Losy bohaterów są okazją do pokazania przemian w społeczeństwie, relacji między pokoleniami.
Christensen nie zostawia suchej nitki na środowisku artystycznym, wraz z jego snobizmem i mocno rozprawia się też z hipokryzją lewicujących środowisk akademickich lat 70. Bananowe dzieci, które z zaangażowaniem wcielają się w rolę hunwejbinów tępiących każde odstępstwo od rewolucji, tak naprawdę wystarczy poskrobać paznokciem, by spod spodu wyszły puste słowa i fałsz.
Autor jak zwykle pisze troszkę o sobie. Jest terapia, uzależnienia, pisarz zmagający się z kryzysem i próbujący rozgryźć sens życia, Duńczyk w Norwegii, odchodzenie, pożegnanie bliskich. Nie czułam jednak, żeby Christensen się powtarzał ani grał tę samą melodię.
Jokum nie jest narratorem, ale świat widzimy raczej z jego perspektywy – ciekawiło mnie, jak by na te wszystkie rzeczy patrzyła Synne, zwłaszcza że ciężko było mi polubić tę postać. Wydawała mi się bardzo apodyktyczna, zawłaszczająca, zimna, miejscami wraz pozbawiona serca. Może wgląd w jej spojrzenie by tu coś zmienił?
Lata 70., norweski kampus. Jokum, nieśmiały i zakompleksiony wrażliwy student, jest zakochany w Synne, z którą dzieli pokój w akademiku. Tak zaczyna się historia relacji dwojga ludzi, poprzez pryzmat której poznajemy kolejnych bohaterów, ich wnętrza, ale także świat artystyczny, akademicki, Norwegię, zachodzące w niej przemiany. Chociaż głównym wątkiem łączącym wszystkie...
Książka, która przyciąga jak magnes.
Historia miłosna Jokuma i Synne. Fotografika i historyczki sztuki. Na przestrzeni 30-tu lat życia w Oslo i San Francisco . Opowieść o życiu codziennym przeplatanym obcowaniem że sztuką .
Książka bardzo dobra, niebanalna, nienudna.
Ponad 1000 stron, a nie mogłam się oderwać.
Polecam
Książka, która przyciąga jak magnes.
Historia miłosna Jokuma i Synne. Fotografika i historyczki sztuki. Na przestrzeni 30-tu lat życia w Oslo i San Francisco . Opowieść o życiu codziennym przeplatanym obcowaniem że sztuką .
Książka bardzo dobra, niebanalna, nienudna.
Ponad 1000 stron, a nie mogłam się oderwać.
1039 stron!!!
W jak dobrej formie jest autor?
Wystarczy lektura Prologu.
Oto kilka cytatów:
(1) „Piszę, ponieważ nie mam ogona, którym mógłbym merdać albo który mógłbym podkulić”.
(2) „Wszedłem w tę opowieść z bagażem tak ciężkim, że modliłem się jedynie o to, aby się lekko czytało. Innymi słowy, czytelnik nie ma się czego obawiać. Powinno pójść gładko”.
(3) „Jak będzie można zauważyć, mam obsesję na punkcie właściwej kolejności. Coś musi być najpierw, a coś później. Dotyczy to posiłków, muzyki, pracy, podróży, sportu, ubrań, sztuki, miłości, chorób, erotyki i powieści.(…) życie to kolejność zdarzeń”.
(4) „Ta powieść mogła zaczynać się tak:
Aby pokazać upływ czasu, trzeba mieć co najmniej dwa zdjęcia”.
(5) „Kiedy ktoś – z rzadka - mnie rozpoznaje, pyta zwykle zaskoczony tym, że w ogóle jeszcze żyje, co robiłem od ostatniego spotkania. Odpowiadam wtedy: Ja? Czyściłem srebra.I odganiałem muchy”.
Lars Saabye Chirstensen, Magnes, Przekł. I. Zimnicka, Wydawnictwo Literackie, Kraków2018.
Co zdanie - to perła.
Czytanie ma przyszłość.
Tylko z dobrym Autorem.
10/10
1039 stron!!!
W jak dobrej formie jest autor?
Wystarczy lektura Prologu.
Oto kilka cytatów:
(1) „Piszę, ponieważ nie mam ogona, którym mógłbym merdać albo który mógłbym podkulić”.
(2) „Wszedłem w tę opowieść z bagażem tak ciężkim, że modliłem się jedynie o to, aby się lekko czytało. Innymi słowy, czytelnik nie ma się czego obawiać. Powinno pójść gładko”.
Do lektury „Magnesu” podchodziłam z entuzjazmem, a nawet ekscytacją. Z jego autorem znam się bowiem od dawna; „Beatlesów” i „Półbrata” wspominam ciepło i cenię bardzo wysoko, a solidny gabaryt jego powieści odbieram zawsze jako zapowiedź – to będzie prawdziwa literacka uczta, żaden tam skromny podwieczorek!
Niestety, tym razem oczekiwania nie sprostały rzeczywistości, a skala rozczarowań okazała się proporcjonalnie spora; po daniu, jakie zaserwował mi tym razem Lars Saabye Christensen, nie odchodzę może od stołu głodna, ale z poczuciem, że smak mojego ulubionego dania został nieco przytłumiony przez dodatki do niego, które nie wchodziły w skład mojego zamówienia.
Blurb zapowiada, że „Magnet” to powieść o miłości. I rzeczywiście, mamy w niej bohaterów – Jokuma i Synne – którzy naprawdę się kochają. Poza miłością romantyczną, wzajemną łączy ich także zamiłowanie do sztuki: to niejako Synne odkrywa fotograficzny talent Jokuma i to dla niego porzuca swój doktorat z historii sztuki, by sprawować kuratelę nad jego twórczością. Nie można zarzucić Christensenowi, że nie daje nam poznać swoich bohaterów: towarzyszymy im przez większość ich życia, studiujemy z nimi, dojrzewamy, emigrujemy z Norwegii do San Francisco, poznajemy ich tajone lęki, przyglądamy się ich rodzinom, celebrujemy z nimi sukcesy, przeżywamy ich tragedie. Ale fabuła w „Magnesie” ma znamiona szczątkowe, umowne; w gruncie rzeczy to tylko przyczynek do dyskursu, w jaki zabiera nas autor: o przemijalności czasu, o istocie sztuki i jednostkowej, artystycznej tożsamości.
Christensen pozostaje mistrzem fraz, jego powieść to skarbnica cytatów – nieraz tak błyskotliwych, że na zawsze zostaną w głowie. Jego erudycja, a jednocześnie wiara w czytelnika, które te wszystkie aluzje i tropy literackie musi wychwycić, robią wrażenie. Ale surrealizm, którym okrasił swoją powieść, to składnik literacki, którego nie jestem w stanie w tej dawce strawić; a powolny, typowo skandynawski nurt fabularny, za którym zazwyczaj przepadam, tym razem nie zdołał mnie porwać. Wiemy, że jest Pan głównym norweskim pretendentem do Nagrody Nobla, Panie Christensen. Naprawdę nie musi nam Pan tego tak mało subtelnie demonstrować.
Do lektury „Magnesu” podchodziłam z entuzjazmem, a nawet ekscytacją. Z jego autorem znam się bowiem od dawna; „Beatlesów” i „Półbrata” wspominam ciepło i cenię bardzo wysoko, a solidny gabaryt jego powieści odbieram zawsze jako zapowiedź – to będzie prawdziwa literacka uczta, żaden tam skromny podwieczorek!
Niestety, tym razem oczekiwania nie sprostały rzeczywistości, a...
Najpierw to, co wszyscy wiemy, że autor uważany za wybitnego, że chwalony, że kandydat do Nobla, że wydaje go Literackie (a już sam ten fakt jest nobilitacją, co prawda tylko w Polsce), i że pisze cegły.
Magnes to cegła podwójna - liczy sobie prawie 1000 stron, i dostaje się nią po głowie jak dobrze wypaloną cegłą. Bez pardonu.
Właściwie wszystko już napisałem.
Najpierw to, co wszyscy wiemy, że autor uważany za wybitnego, że chwalony, że kandydat do Nobla, że wydaje go Literackie (a już sam ten fakt jest nobilitacją, co prawda tylko w Polsce), i że pisze cegły.
Magnes to cegła podwójna - liczy sobie prawie 1000 stron, i dostaje się nią po głowie jak dobrze wypaloną cegłą. Bez pardonu.
Właściwie wszystko już napisałem.
Książki wybitne, a do takich zaliczam "Magnes" Larsa S. Christensena tym się różnią od popularnej literatury, że rzucają czytelnikowi wielkie wyzwania. Czytając je umysł pracuje pełną parą i co chwilę analizuje rozmaite aluzje kulturowe, symbole, kody i odniesienia. Trzeba mieć kompetencje, by taką książkę w pełni zrozumieć, ale przeżycie, którego się doświadcza w pełni wynagradza wysiłek, który wkłada się w jej lekturę.
Podczas czytania "Magnesu" mózg mi parował od skojarzeń interpretacyjnych. Wspaniałych i niebanalnych.
Najkrócej mówiąc, jest to powieść oparta o zasadę kontrastu, której znakiem jest tytułowy magnes. Para głównych bohaterów dobrała się waśnie według tego klucza. Olbrzym i Calineczka. On, Jokum, to chłopak obdarzony przez naturę monstrualnym wzrostem, który powoduje, że chce on zniknąć. Garbi się, jest niepewny siebie i chciałby się "umniejszyć". Ona, Synne, jest drobna i piękna, dlatego nie brakuje jej śmiałości, a nawet pewnej buty. On ma w sobie duszę artysty ( zostaje sławnym fotografikiem), ona staje się jego menadżerką, albo, jak woli mówić, kuratorką. Pcha go do sławy, negocjuje kontrakty, nie zważając na to, że nie zawsze są one zgodne z jego widzeniem świata i wrażliwością. Paradoksalnie to ona patrzy z góry na niego, a on jej na to pozwala, bo potrzebuje jej jak tlenu. Kiedy jej brakuje, nie umie żyć. Ona błyszczy u jego boku, ale jest to światło odbite.
Bohaterowie są jak zdjęcie na okładce książki. To Synne jest na pierwszym planie, a Jokum niknie w tle. Pomiędzy nimi jest sztuka- wielka, zimna, nieporuszona. Sztuka ich łączy i dzieli. Są jak fotografie Jokuma- zawsze czarno- białe.
Autor wpisał w historię bohaterów Kafkowski "Proces", który stanowi temat studiów Jokuma. I rzeczywiście, ich życie jest jak wędrówka Józefa K.- chaotyczne, pełne ślepych zaułków, czasami odrealnione. A relacja między nimi jak malarstwo Hoppera, o którym pisze doktorat Synne- niby bliska, a jednak daleka.
Najciekawsza w tej historii jest jednak narracja. Całość opowiada sam Christensen, który wchodzi w rolę postaci literackiej i trochę nawet konwersuje z czytelnikiem.
Moim zdaniem jest to pisarstwo najwyższej próby.
Książki wybitne, a do takich zaliczam "Magnes" Larsa S. Christensena tym się różnią od popularnej literatury, że rzucają czytelnikowi wielkie wyzwania. Czytając je umysł pracuje pełną parą i co chwilę analizuje rozmaite aluzje kulturowe, symbole, kody i odniesienia. Trzeba mieć kompetencje, by taką książkę w pełni zrozumieć, ale przeżycie, którego się doświadcza w pełni...
Mądra wrażliwa powieść przybliża ewolucję artysty-nieartysty fotografika. Taka książka wymaga czasu i skupienia, bo nie da się prześlizgnąć po historii bez głębokiej refleksji.
Mądra wrażliwa powieść przybliża ewolucję artysty-nieartysty fotografika. Taka książka wymaga czasu i skupienia, bo nie da się prześlizgnąć po historii bez głębokiej refleksji.
Momentami ciężko mi było "przebrnąć" przez tę powieść, odchodziłam od niej i znowu wracałam. Ale udało się, Myślę, że aby w pełni zrozumieć tę historię, musiałabym do niej kiedyś wrócić.
Momentami ciężko mi było "przebrnąć" przez tę powieść, odchodziłam od niej i znowu wracałam. Ale udało się, Myślę, że aby w pełni zrozumieć tę historię, musiałabym do niej kiedyś wrócić.
Może to was rozbawi, ale czytając tę książkę, a czytałam ją przez wiele zimowych wieczorów, miałam ciekawe sny. W tych snach spotykałam różnych znajomych, których w świecie realnym nie znam. Nasze rozmowy polegały na wymianie zdań o polityce, przynależnościach, sztuce. Ja chyba byłam Synne, takie odniosłam wrażenie, bo kątem okiem spoglądałam na niego chyba Jokuma, z nadzieją, że on odważy się wreszcie porwać mnie w ramiona....
cd, Kobietywpewnymwieku.blogspot.com
Może to was rozbawi, ale czytając tę książkę, a czytałam ją przez wiele zimowych wieczorów, miałam ciekawe sny. W tych snach spotykałam różnych znajomych, których w świecie realnym nie znam. Nasze rozmowy polegały na wymianie zdań o polityce, przynależnościach, sztuce. Ja chyba byłam Synne, takie odniosłam wrażenie, bo kątem okiem spoglądałam na niego chyba Jokuma, z...
Pierwsza połowa - wyśmienita. W drugiej tempo akcji nieco siadło i naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak samymi dygresjami można popychać kolejne setki stron do przodu. Generalnie: niewesoło. Toteż i polecam.
Pierwsza połowa - wyśmienita. W drugiej tempo akcji nieco siadło i naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak samymi dygresjami można popychać kolejne setki stron do przodu. Generalnie: niewesoło. Toteż i polecam.
Ta książka reklamowa jest „jako powieść o miłości”. Ale ta książka tylko na początku jest jak typowa powieść o dojrzewaniu i miłości. Jokum, przez swój wzrost zawsze traktowany jako „inny”, zakochuje się w Synne, koleżance, z którą dzieli studenckie mieszkanie. I krok po kroku widzimy, jak Jokum i Synne stopniowo się do siebie zbliżają, jakby przyciągał ich niewidzialny magnes.
Ale kiedy oboje biorą ślub i przenoszą się do San Francisco to już nie jest historia miłosna. Ich życie w jakiś sposób staje się farsą. Jokum zajmuje się fotografią i podporządkowuje się żonie, która staje się jego kuratorką. To ona decyduje jakie zdjęcia mają się pojawić na wystawach, z kim podpisuje umowę i komu udziela wywiadu. A Jokum podąża za nią przyciągany jakimś niewidzialnym magnesem.
Aż staje się tragedia i ten związek się rozpada. Dzieje się tak, jakby magnes, który do tej pory ich do siebie ściągał, nagle zmienił bieguny. Jokum i Synne oddalają się od siebie. Ona zostaje w San Francisco, on wraca do Oslo.
Dopiero po latach znów się spotykają. Ona walcząca ze śmiertelną chorobą, on coraz bardziej ulegający swojej nieporadności wynikającej ze wzrostu.
Czyli w jakiś sposób jest to książka o miłości. To jednak także książka o sztuce, fotografii i społeczeństwie od lat 70-tych do początków XXI wieku.
Czytając tę książkę przypomniała mi się inna wielka powieść o możliwej/niemożliwej miłości, czyli „Miłość w czasach zarazy” Gabriela Garcíi Márqueza. Jokum i Synne kochają się, ale nie zawsze muszą być razem, żeby o tym wiedzieć.
Ta książka reklamowa jest „jako powieść o miłości”. Ale ta książka tylko na początku jest jak typowa powieść o dojrzewaniu i miłości. Jokum, przez swój wzrost zawsze traktowany jako „inny”, zakochuje się w Synne, koleżance, z którą dzieli studenckie mieszkanie. I krok po kroku widzimy, jak Jokum i Synne stopniowo się do siebie zbliżają, jakby przyciągał ich niewidzialny...
Fantastyczna i wielka powieść. Nieustannie przewija się przez nią malarstwo Edwarda Muncha i Edwarda Hoppera, i nie mam wątpliwości, że gdyby Hopper pisał powieści to napisałby właśnie taką. Christainsen cudownie (podobnie jak Hopper) potrafi kontrolować bohaterów, którzy nie mają już kontroli nad sobą i którzy zbłądzili w plątaninie utraconych powiązań, a ich życie (jak każde życie) pełne jest samotności, śmierci i miłości. Tak, miłość (ze wszystkimi jej konsekwencjami czyli bólem, rozpaczą, przemijaniem, ale też szczęściem)jest sednem tej historii, podobnie jak jej sednem jest sztuka. Refleksja o akcie twórczym, jego granicach, w końcu o tym, że "fotografia to odejmowanie i (...) wstrzymywanie oddechu". To "wstrzymywanie oddechu" czyli uważne łapanie chwili, niuansów, drobnych gestów jest metodą, którą autor stosuje opisując swoich bohaterów. Dzięki temu Jokum i Synne są silnie zindywidualizowani, niezwykle rozbudowani i pewnie dzięki temu tak bardzo prawdziwi.
Fantastyczna i wielka powieść. Nieustannie przewija się przez nią malarstwo Edwarda Muncha i Edwarda Hoppera, i nie mam wątpliwości, że gdyby Hopper pisał powieści to napisałby właśnie taką. Christainsen cudownie (podobnie jak Hopper) potrafi kontrolować bohaterów, którzy nie mają już kontroli nad sobą i którzy zbłądzili w plątaninie utraconych powiązań, a ich życie (jak...
Podczas, gdy do "Połbrata" zabierałam się już ze 3 razy od ponad 1,5 roku i kończyło się na pierwszym rozdziale, mimo że w późniejszym czasie "Odpływ" i "Beatlesi", nie musieli na mnie zbyt długo czekać, to "Magnes" musiał poczekać na mnie raptem kilka miesięcy. Tylko dlatego, żebym znalazła czas, bym mogła to tomiszcze przeczytać w miarę sprawnie na raz, nie odkładać na półkę. Książka ma ponad 1000 stron. Jest inna, nawet na na Christensen'a, nieco osobliwa, jakaś taka "poplątana". Rozumiem, że książka może się wielu ludziom nie podobać, bo jest to nieco trudna książka. Trudna w tym, by nie wziąć tego wszystkiego jako żart. Chodzi mi tu o relacje i charaktery bohaterów. Wydają się dziwni, nienaturalni, jakby trochę mocno opóźnieni w rozwoju albo przynajmniej w odbiorze otaczającego ich świata i to jak należy się w nim zachować. Mimo tego, nie pozostawiło we mnie to niesmaku, że jest to jakieś głupie czy niepoważne. Po prostu widać, że w świecie tych bohaterów, wszystko funkcjonuje jakoś inaczej, bo przecież ludzie tak ze sobą nie rozmawiają. Myślę, że jedna rzecz nie została dobrze tutaj oddana, jako ogólne wrażenie. Ten, kto nie fotografował analogiem na kliszach, nie zrozumie jak ciężko jest zrobić dobre zdjęcie "za pierwszym razem", gdy ma się jedną kliszę z 20-30 klatkami. Wydaje mi się, że w zmaganiach Jokuma z fotografią, brak właśnie tego dobrze odzwierciedlonego zmagania przy niektórych zdjęciach. Cóż więcej mówić, trzeba przeczytać by się przekonać. Mimo długości, książka wcale nie nudziła, co zdarza się przy najlepszych utworach, zazwyczaj gdy przekraczają te 800 storn. Może to dlatego, że historia też nie działa się liniowo.
Podczas, gdy do "Połbrata" zabierałam się już ze 3 razy od ponad 1,5 roku i kończyło się na pierwszym rozdziale, mimo że w późniejszym czasie "Odpływ" i "Beatlesi", nie musieli na mnie zbyt długo czekać, to "Magnes" musiał poczekać na mnie raptem kilka miesięcy. Tylko dlatego, żebym znalazła czas, bym mogła to tomiszcze przeczytać w miarę sprawnie na raz, nie odkładać na...
„Magnes” potrafi zapaść w pamięci na długo. Podobnie jak w przypadku innych książek Larsa Saabye Christensena nie można przejść obojętnie obok tej monumentalnej, przejmującej historii. Warto tu docenić pisarski kunszt autora, którego barwny i ujmujący język pięknie odzwierciedla tłumaczenie Iwony Zimnickiej. Narracja ma w sobie jakąś magiczną siłę, która przyciąga uwagę niczym tytułowy magnes, a ten staje się z kolei następną zagadką dla czytelnika, natomiast jego interpretacja to kolejne, intrygujące wyzwanie. Kunsztowny literacki styl przeplata się tu z dynamicznymi dialogami, które prowadzone są nieraz potocznym, nieskomplikowanym językiem. Razem tworzy to niesamowitą mieszankę, od której trudno się oderwać. Nie znajdziecie tu wartkiej akcji, nie znajdziecie tu epickiej nadzwyczajności, na której zazwyczaj skupia się proza. W zamian otrzymacie jednak coś innego: wycinek życia, z wszystkimi jego zawiłościami i niełatwą naturą. Życia, które czasem trudno zrozumieć, bo należy już do kogoś innego. Życia z pewnością niebanalnego. A my, zawieszeni gdzieś obok, możemy jedynie podglądać i starać się zrozumieć.
Polecam przede wszystkim tym, którzy cenią niebanalne, refleksyjne historie i szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko wartka akcja.
„Magnes” potrafi zapaść w pamięci na długo. Podobnie jak w przypadku innych książek Larsa Saabye Christensena nie można przejść obojętnie obok tej monumentalnej, przejmującej historii. Warto tu docenić pisarski kunszt autora, którego barwny i ujmujący język pięknie odzwierciedla tłumaczenie Iwony Zimnickiej. Narracja ma w sobie jakąś magiczną siłę, która przyciąga uwagę...
Gdy przeczytałam opis, byłam lekko zdezorientowana. Od kiedy Lars Saabye Christensen zajmuje się miłostkami? Postanowiłam jednak dać szansę tej powieści, licząc na coś, co będzie równie dobre jak "Półbrat", lub "Beatlesi".
Na wstępie mogę powiedzieć, iż jest to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza, książka o tej tematyce, jakie dotychczas czytałam. Autor bowiem nie umieszcza wątku miłosnego, co prawda istotnego, gdyż łączy on w pewien sposob wszystkie wydarzenia, na pierwszym miejscu. Znajduje się on raczej na drugim planie, a uczucie głównych bohaterów traktowane jest przez niego jako część codziennej rutyny, co jest według mnie ogromnym plusem.
Ponadto Christensen po raz kolejny imponuje swą wszechstronnością. "Magnes" opowiada bowiem o najróżniejszych sprawach: od religijnych, historycznych lub politycznych, aż po różnego rodzaju sztukę, przyrodę i zawirowania życia codziennego.
Książka, do czego autor zdążył nas już poniekąd przyzwyczaić, pełna jest rozważań na temat czasu, materializmu, żalu, śmierci i przemijalności. Znajdziemy tu również ciekawe spostrzeżenia na temat literatury, muzyki, fotografii oraz otaczającego nas świata. Jednym zdaniem: każdy jest w stanie wyciągnąć z niej coś dla siebie.
Podczas lektury nie mogłam narzekać na nudę, opowieść jest prowadzona w sposób bardzo dynamiczny, który nie jest poddany ścisłym ramom. Tekst przyjmuje także różne formy, można tu na przykład znaleźć egzamin pisemny Jokuma, lub dzienniki prowadzone przez jednego z bohaterów, co jest moim zdaniem dużą zaletą.
Christensen kolejny raz zachwycił, lecz uważam iż dzieło to umieszczę trochę niżej niż inne książki tego cudownego, norweskiego pisarza.
Pomimo to, jestem w stanie, z czystym sumieniem polecić Wam tę pozycję.
Zuzanna Wrońska
Gdy przeczytałam opis, byłam lekko zdezorientowana. Od kiedy Lars Saabye Christensen zajmuje się miłostkami? Postanowiłam jednak dać szansę tej powieści, licząc na coś, co będzie równie dobre jak "Półbrat", lub "Beatlesi".
Na wstępie mogę powiedzieć, iż jest to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza, książka o tej tematyce, jakie dotychczas czytałam. Autor bowiem nie...
Dziwna książka to dobre określenie Magnesu. Świat Jokuma i Synne jest dziwny, artystyczny, pełen tajemnic i niedopowiedzianych spraw. Tę książkę nie da się przeczytać jednym tchem, trzeba nieco ją smakować, a i tak ma się wrażenie, że nie do końca rozumie się zamysł autora jak również samych bohaterów i ich motywów. Jokum to skryty człowiek, niezwykły artysta, niepewny siebie, błądzący. O jego karierę dba Synne - pcha go do przodu, motywuje, ustawia do pierwszego rzędu. Nie wiadomo jakie pobudki nią kierują - czy robi to dla niego, czy zupełnie dla siebie? Jest chyba bohaterem, który najmniej ujawnia się przed czytelnikiem.
Fabuła jest leniwa, troszkę rozwleczoną między norweskie czasy studenckie, młodość i dorosłość w Ameryce, ale jednak cały czas idzie do przodu, ciagle coś się zmienia, a my oglądamy świat oczami Jokuma. Dziwny to świat, z wysokiem perspektywy (jest bardzo wysokim człowiekiem i ma okropny kompleks z tego powodu i problemy z biodrami).
Na pewno nie jest to książka dla każdego. Na początku byłam zdezorientowana, nie wiedziałam o co chodzi w tym wszystkim, ale gdzieś od połowy wciągnęłam się tak, że nie mogłam przestać.
Dziwna książka to dobre określenie Magnesu. Świat Jokuma i Synne jest dziwny, artystyczny, pełen tajemnic i niedopowiedzianych spraw. Tę książkę nie da się przeczytać jednym tchem, trzeba nieco ją smakować, a i tak ma się wrażenie, że nie do końca rozumie się zamysł autora jak również samych bohaterów i ich motywów. Jokum to skryty człowiek, niezwykły artysta, niepewny...
Pod postacią procy życia codziennego, kryje się wulkan emocji, zaskakujących zdarzeń, nietuzinkowych osób, które chcą lub muszą być obok bohaterów. Tutaj każdy szczegół jest dopracowany do perfekcji, każda postać odgrywa określoną rolę, wywołując w czytelniku szereg negatywnych lub pozytywnych emocji. Powieść Christensena to piękny literacki witraż z wyraźnie zaznaczonymi konturami bohaterów i ich otoczenia. Barwność wątków i losów jest absolutnie fenomenalna i porywa od samego początku, aż do ostatniej strony. To mocno wykazany rachunek zysków i strat pomiędzy: "mieć" a "być". Filozofia tego wyboru jest bezlitosna, a autor bardzo podkreśla zagrożenia jakie niesie ze sobą przewagę każdego z tych stanów.
Recenzja w całości:http://mamao.pl/magnes-lars-saabye-christensen/
Pod postacią procy życia codziennego, kryje się wulkan emocji, zaskakujących zdarzeń, nietuzinkowych osób, które chcą lub muszą być obok bohaterów. Tutaj każdy szczegół jest dopracowany do perfekcji, każda postać odgrywa określoną rolę, wywołując w czytelniku szereg negatywnych lub pozytywnych emocji. Powieść Christensena to piękny literacki witraż z wyraźnie zaznaczonymi...
Lektura „Magnesu” utwierdza mnie w przekonaniu, że Lars Saabye Christensen coraz pewniej czuje się w obranej przez siebie formie. Już „Półbrat” i „Beatlesie” ukazywały cechy charakterystyczne jego pisarstwa – znaczna ilość stron, wyraźnie nakreślone postaci, ważna rola otoczenia, inspirujące zabiegi narracyjne, a także łatwość, z jaką słowa łączą się w przyjemny dla oka ciąg zdań. Widać że norweski pisarz lubi opowiadać i wierzy przy tym w kojącą moc historii.
Bohaterów „Magnesu” jest co najmniej czterech. Ci ludzcy – Synny oraz Jokum, a także ci przestrzenni – Oslo i San Francisco. Ona – początkowo studentka w miasteczku Sogn, jest kuratorką swojego męża – Jokuma. To prawdziwa artystyczna dusza, która w życiu codziennym zachowuje się ozięble i wszystko traktuje na dystans. On jest fotografem skupiającym swoją sztukę wokół rzeczy porzuconych. Właściwie od niechcenia zrobił karierę, z której zresztą nie potrafi się cieszyć. Jokum to osoba stojąca obok swojej egzystencji, w nic nie potrafi się w pełni zaangażować. Można odnieść wrażenie, że nawet życie stanowi dla niego tylko bodziec do rozmyślania o tym co było. Wiecznie nieprzystosowany i anachroniczny odżegnuje się od wyścigu szczurów. Za wszelką cenę chce zachować swoją prywatność i rytm dnia. Bujając w obłokach często zapomina o różnych sprawach, nie domyka ich, jest przy tym nieporadny i niezaradny. To właśnie Synne stanowi dla niego ostoję i niezbędną do bycia siłę sprawczą. Pomaga mu wejść na piedestał współczesnych fotografów, załatwia za niego wszystkie interesy, odcina go od problemów i procesu decyzyjnego. Pozornie wszystko zatem pasuje, bohaterowie wyglądają jak uzupełniające się ogniwa tego samego łańcucha. Z czasem okaże się jednak, że różnice w postrzeganiu świata i codziennej funkcjonalności będą zbyt duże. Bo czy można na dłuższą metę połączyć sztukę z biznesową bezwzględnością?
Właściwie od początku swojej literackiej kariery w dziełach norweskiego pisarza powracają te same motywy – fotografia, pisarstwo, podróże, rodzina, różnice czasu, muzyka, Oslo. W jednym z wywiadów Christensen tak mówił o swojej fascynacji fotografią – „Na zdjęciach czas zostaje zatrzymany. Przy czym interesuje mnie nie to, co dzieje się na pierwszym planie, ale to, co dzieje się w tle: zbiegi przypadków, twarze w oknach, ktoś wychodzący poza kadr. I próbuję odkryć, jakie są opowieści tych osób, jakim życiem one żyją”. Jokum jest fotografikiem martwej natury. Jego artystyczne dzieła skupiają się wokół porzuconych przedmiotów i wydarzeń, które w jakiś sposób wpływają na ludzkie losy. Dobrym przykładem jest tu ujęcie buta na moście – pamiątki po kolejnym samobójcy. To takie miniatury, drobne szczegóły, małe anegdoty mają większe znaczenie, niż setki stron kreacji fikcyjnych aktywności. Niezwykle ciekawe jest doszukiwanie się tych poglądów i wątpliwości. Raz będą one dotyczyć kwestii polityczno-religijnych (kwestia Islamu i ataków na World Trade Center, totalitaryzmu Caucescu), innym razem społecznych (zakaz prowadzenia walizek w Wenecji), literackich (rozważania o sztuce Kafki, Rushdiego, Camusa, Hamsuna, Fitzgeralda, Lagerkvista), muzycznych (jazz, rock), przyrodniczych (przyzwyczajenia chomików) czy historycznych (wybór języka ojczystego w USA). Tych ciekawostek i pytań jest tu zresztą dużo więcej, a siła tej prozy wybrzmiewa głównie w tych małych opowieściach. Jak cytuje sam autor na jednej ze stron „Badam to, co zwyczajne i siadam u jego stóp”.
„Magnes” jest też powieścią wiarygodną. Rzetelność literacka jest tu osiągnięta głównie dzięki własnemu doświadczeniu. Christensen pisze o tym, co dobrze zna. Tajemne zaułki Oslo, meandry muzyki, rozbieżności godzinowe między Ameryką a Norwegią – tego wszystkiego smakuje pisarz od lat, jest w tych tematach specjalistą, a połączenie wiedzy i literackiego talentu zawsze stanowi solidny fundament powieści. Pozostaje przy tym Christensen lokalny, mimo uniwersalnego przesłania. Pisze z szacunkiem do skandynawskiej tradycji, o czym świadczy chociażby ibsenowskie ustawienie rodziny i dramatycznych relacji jakie łączą jej członków w samym centrum historii. „Magnes” to taka jednotomowa północna saga, świadectwo norweskiego sposobu życia i kultury codzienności, gdzie czas spędza się głównie w domu, zaś eksplozja nieporozumień czai się w każdym rogu. To także projekt z silnym akcentem inicjacyjnym, tak w czysto ludzkim, jak i socjalnym znaczeniu, rozumianym jako etap wychodzenia poza swojski klimat. Każdy bohater opuszczenie rodzinnego gniazda będzie traktował na swój sposób, u każdego będzie to miało inne znaczenie i konsekwencje.
„Magnes” to bez wątpienia potężna lektura, oparta na kilku istotnych filarach. Jednych zachwyci sposób opisu lat 70-tych, innych topograficzna dokładność kreacji otoczenia, jeszcze inni ukojenie odnajdą w bogactwie przemycanych myśli czy subtelności dialogów. Nie jest to powieść wybitna, a raczej umiejętnie pogłębiona dość prosta historia napisana w chłodnym, skandynawskim stylu. To taka mozaika dziwnych i niejasnych zdarzeń, pełnych ludzkich sukcesów i porażek, błędnych decyzji i niekonsekwencji. Lars Saabye Christensen wciąż pisze tę samą książkę, staje się przy tym coraz bardziej gadulski i dygresyjny. Mimo wszystko to trochę za mało, abym z czystym sumieniem mógł polecić ponad tysiącstronicową książkę. Czytelnicze spełnienie jest tu niewspółmiernie mniejsze, niż pokłady czasu i cierpliwości, niezbędne do poznania całej opowieści.
Recenzja ukazała się pod adresem https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2018/12/recenzja-magnes-lars-saabye-christensen.html
Lektura „Magnesu” utwierdza mnie w przekonaniu, że Lars Saabye Christensen coraz pewniej czuje się w obranej przez siebie formie. Już „Półbrat” i „Beatlesie” ukazywały cechy charakterystyczne jego pisarstwa – znaczna ilość stron, wyraźnie nakreślone postaci, ważna rola otoczenia, inspirujące zabiegi narracyjne, a także łatwość, z jaką słowa łączą się w przyjemny dla oka...
„Magnes” to kolejna monumentalna powieść Larsa Christensena. Tym razem wybitny pisarz podejmuje temat miłości, skomplikowanych relacji międzyludzkich oraz sztuki i jej związków ze światem biznesu. Być czy mieć? - to pytanie, które przewija się przez cały utwór.
Akcja zaczyna się w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, w Oslo. Jokum i Synne poznają się na studiach i szybko stają się nierozłączną parą. Jest to dziwne, gdyż mentalnie różnią się jak ogień i woda. Albo jak dwa bieguny magnesu.
Mają jednak wspólne zainteresowania – to sztuka, która nie tylko zbliża ich do siebie, ale i sprawia, że z czasem decydują się na wyprowadzkę do San Francisco.
To nowe miejsce zamieszkania staje się też nowym etapem w ich życiu. Jokum zaczyna odnosić sukcesy jako fotograf, zaś Synne, historyczka sztuki, postanawia zrezygnować z własnych ambicji zawodowych, by zająć się karierą ukochanego.
Czy kieruje nią miłość, oddanie, czy raczej interesowność, a nawet wyrachowanie? I czy rzeczywiście bohaterka się poświęca, czy sama kreuje się na menadżerkę?
Te i inne pytania towarzyszą czytelnikowi na wielu stronach. Mimo iż powieść liczy ich ponad tysiąc, całość pochłania się z niesłabnącym zainteresowaniem.
Można połknąć tę książkę jednym tchem, można też jednak delektować się nią, dozując sobie lekturę. Ja wybrałam tę drugą formę i nie żałuję, gdyż bardzo zżyłam się z postaciami i ich światem, każdorazowo powracając do ich codziennych problemów z emocjonalnym zaangażowaniem.
Lars Christensen na przykładzie pary bohaterów pokazuje pełen sprzeczności świat wielkiej sztuki. Stawia ich przed trudnymi wyborami, które od dawna towarzyszą artystom. Czy być wiernym swoim młodzieńczym ideałom kosztem sławy i pełnej kiesy? Czy dostosować się do gustów i oczekiwań mecenasów, krytyków, odbiorców oraz potencjalnych nabywców? A może tylko zrezygnować z wybranych założeń? I jeśli tak się stanie, to czy jest to już zdrada samego siebie, czy jeszcze nie?
Pytania o sztukę łączą się tu ściśle z kolejami losów Jokuma i Synne. Ich życie śledzimy przez kilka dziesięcioleci z perspektywy tajemniczego narratora, który od czasu do czasu ujawnia swoją obecność, dając do zrozumienia, że znał bohaterów.
Kim jest ów tajemniczy opowiadacz? Czy to postać fikcyjna, czy po części porte-parole autora? To kolejne pytania, które długo nurtują czytelnika i urozmaicają fabułę.
Całość napisana jest w barwny, ujmujący sposób. Narracja ma w sobie jakąś magiczną siłę, która przyciąga uwagę niczym tytułowy magnes (na marginesie dodam, że interpretacja tytułu to kolejne wyzwanie, jakie stawia przed odbiorcą autor).
Kunsztowny literacki styl przeplata się tu z dynamicznymi dialogami, które prowadzone są nieraz potocznym językiem. Razem tworzy to niesamowitą mieszankę, od której trudno się oderwać.
„Magnes” jest powieścią zapadającą w pamięć. Nie można przejść obok niej obojętnie, podobnie jak w przypadku innych książek autora.
Polecam przede wszystkim tym, którzy cenią niebanalne, refleksyjne historie i szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko wartka akcja.
„Magnes” to kolejna monumentalna powieść Larsa Christensena. Tym razem wybitny pisarz podejmuje temat miłości, skomplikowanych relacji międzyludzkich oraz sztuki i jej związków ze światem biznesu. Być czy mieć? - to pytanie, które przewija się przez cały utwór.
Akcja zaczyna się w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, w Oslo. Jokum i Synne poznają się na studiach i...
Powiem wprost - jestem zawiedziona. Po poprzednich 3 książkach tego autora naprawdę miałam wielkie nadzieje. A tu urażona duma i uprzedzenie.
Narrator pierwszoosobowy jak jakiś ograniczony brat Saramago. Główny bohater tak głupi i tak naiwny, że do dziś mam czkawkę jak sobie przypominam fragment "Uleczę ją swoją miłością". Gdzieś chyba jest granica między kreacją bohatera na takiego a takiego, a zrobieniem z niego kompletnego niedojdy.
Ja rozumiem zamysł, ale poszło za daleko i zrujnowało książkę.
Można powiedzieć, że od połowy zaczyna się to do czegoś nadawać.
Poprzednie powieści były genialne w każdym calu i bardzo liczyłam na coś na ich miarę.
Przeciętna :(
Powiem wprost - jestem zawiedziona. Po poprzednich 3 książkach tego autora naprawdę miałam wielkie nadzieje. A tu urażona duma i uprzedzenie.
Narrator pierwszoosobowy jak jakiś ograniczony brat Saramago. Główny bohater tak głupi i tak naiwny, że do dziś mam czkawkę jak sobie przypominam fragment "Uleczę ją swoją miłością". Gdzieś chyba jest granica między kreacją bohatera...
Oslo, lata siedemdziesiąte. Jokum Jokumsen jest dwudziestodwuletnim studentem , którego przytłaczają własne kompleksy, brak wiary w siebie i nieprzeciętny wzrost. Dniami i nocami marzy o Synne, która mieszka za ścianą. Kiedy w końcu student literatury i studentka historii sztuki zaczynają się spotykać ich wspólne życie zmienia tor. Łącząca Jokuma i Synne relacja absorbuje każdą myśl, a oddziaływanie jest tak silne, że trudno sobie z nim poradzić. Tylko kto jest tym magnesem, który nadaje ton…
JOKUM
Jokum jako młody intelektualista z zadatkami na literata mogło by się wydawać, że jest prawdziwym dziwadłem. Nieśmiały, wycofany, z wiecznie wystraszoną miną i nieporadny życiowo. Sam nie jest do końca przekonany czego od życia oczekuje. Potykając się o życiowe oczywistości kompletnie ich nie zauważa. Związek z Synne sprawia, że Jokum zaczyna widzieć pewne sprawy inaczej. Synne żyje sztuką, całą sobą o tym świadczy. Na swoją drogę próbuje nawrócić Jokuma. Będąc pod jej wpływem młody, aspirujący do wielkości literat znów zaczyna fotografować ślepo dążąc do tego co zaplanowała Synne. Jokum ma spore problemy z podejmowaniem decyzji, jakichkolwiek. Choć ma własne zdanie, często nie jest mu dane jego wypowiedzenie. A on zbyt o to prawo do głosu nie walczy. Jego głosem zaczyna być fotografia codziennej prozy życia. O ironio. Z czasem okazuje się, że postrzeganie świata i dążenie samo w w sobie w mniemaniu Synne i Jokuma jest kompletnie różne. Może i było od początku, jednak zachłyśnięci uczuciem i sztuką studenci tego typu sprawy odkładali na bok. Pragmatyzm i życiowe podejście walczy z artyzmem i wzniosłą ideą bez większych sukcesów.
LITERACKA MOZAIKA
“Magnes” to gabinet osobliwości dziwnych i niepojętych, pełen ludzkich sukcesów i porażek, głupoty, ambicji i irracjonalności. Christensen kreśli bohaterów niemal namacalnych, pełnych sprzeczności i udziwnień, niebywale prawdziwych. Z jednej strony utożsamianie się z Jokumem czy Synne jest oczywiste, a z drugiej bardzo utrudnione, głównie za sprawą cech , które sami chcielibyśmy ukryć.
To co spotkało Jokuma i Synne nie byłoby możliwe gdyby nie sztuka i literatura. Wypełniająca ich życie, będąca drogowskazem, wszelkim źródłem emocji i inspiracji. Błyskotliwe rozważania na temat “Procesu” Franza Kafki czy analityczne dywagacje o “Wielkim Gatsbym” to tylko niektóre z pretekstów do rozmów o człowieku i jego misji. Christensen wprowadza czytelnika do artystycznego świata nie dryfując jedynie po powierzchni. Magnes to literacka mozaika, fascynująca i zaskakująca wnikliwym komentarzem na niemal każdym polu, od społecznych nastrojów przez ubolewanie nad przemijaniem i pędzącym bez wytchnienia światem po nudną w teorii prozę życia czy preferencje żywieniowe chomików.
NARRATORSKI MAJSTERSZTYK
Christensen od pierwszych stron karmi czytelnika obezwładniającym ( w dobrym tego słowa znaczeniu) stylem opowiadania, pełnym ironii, humoru, przenikliwości. Jego trafność obserwacji może przyprawić o niemałą konsternację. Czasami lekko, czasami dosadnie, zawsze z precyzyjnym wyczuciem Christensen prawi o człowieku, jego słabościach i nieuchronnym przemijaniu. To codzienność gra pierwsze skrzypce, jej krytyka i umiłowanie w jednym. Jako narrator gawędziarz Christensen nie daje czytelnikowi zbyt wiele wytchnienia, ale daje za to pole do przemyśleń i refleksji ( co bardzo się przydaje). Diabeł tkwi w szczegółach, tym diabłem bez wątpienia jest narrator w osobie Christensena, który niuanse i szczegóły wywyższa do rangi wątku, by zaraz potem zmienić temat na kompletnie błahy. A potrafi to robić po mistrzowsku. Czasami niemal niezauważalnie przechodzi z wątku do wątku. Płynnie, bez żadnych turbulencji i zgrzytów. Bawi się z czytelnikiem, flirtuje i uzależnia. Bez skrupułów.
PODSUMOWANIE
“Magnes” to powalające literackie spotkanie. Choć dosyć długie to kompletnie zajmujące. To nie jest książka na jeden wieczór, na przeczekanie, na zabicie czasu. To literatura, która sprawi, że o niej nie zapomnicie. Choć historia Jokuma i Synne może wydawać się banalna, to w tej prostocie jest metoda, którą można odkryć jedynie sięgając po ten tytuł. Christensen zamienia prostą historię w wielowątkową powieść, której filarami są sztuka i na wskroś realistyczna proza życia, a wpleciona w to wszystko psychologia ludzkiej natury nadaje całości niesamowitego wyrazu. Całość czyta się fenomenalnie!
Bardzo polecam lekturę “Magnesu”. Gwarantuję, że te ponad 1000 stron to wspaniała literatura, a nie bełkotliwe wynurzenia o nie wiadomo czym. Rzadko kiedy zaznaczam i spisuję cytaty z książki, rzadko kiedy jakieś zdanie zachwyci mnie na tyle by je zapamiętać. Pod tym względem Christensen mnie zaskoczył. Dla mnie to mistrz celnego komentarzu.
Przeczytaj jeśli: marzy Ci się nieoczywista literacka uczta!
“Magnes” w trzech słowach: obezwładniająca proza wysokiej próby!
Oslo, lata siedemdziesiąte. Jokum Jokumsen jest dwudziestodwuletnim studentem , którego przytłaczają własne kompleksy, brak wiary w siebie i nieprzeciętny wzrost. Dniami i nocami marzy o Synne, która mieszka za ścianą. Kiedy w końcu student literatury i studentka historii sztuki zaczynają się spotykać ich wspólne życie zmienia tor. Łącząca Jokuma i Synne relacja absorbuje...
Lars Saabye Christensen jest moim ulubionym pisarzem. "Magnes" tylko to potwierdza, że właściwie ulokowałem swoje literackie upodobania. Jokum i Synne to główni bohaterowie powieści. Poznają się na studiach i budują swoje życie. Jokum jest fotografem, Synne jego marszandką. Ich związek oparty jest na miłości, ale Jokum jest całkowicie poddany wpływowi Synne. Początek książki to młodzieńcza sielanka a koniec to tragizm w czystej postaci. Zagubienie Jokuma, jego problemy z samym sobą i życiem powodują że zacząłem się irytować jego bezradnością. W końcu to dorosły facet, uznany artysta a życie jakby biegło obok, szczególnie wtedy gdy nie ma blisko Synne. Tłem powieści jest Oslo i San Francisco oraz zmiany zachodzące w świecie na przestrzeni wielu lat.
Lars Saabye Christensen zamieszcza w tekście wiele pięknych myśli i spostrzeżeń o ludziach. Pod tym względem to jego najbogatsza powieść i widać jak zmienia się jego literacki warsztat. Polecam z całego serca 💕
Lars Saabye Christensen jest moim ulubionym pisarzem. "Magnes" tylko to potwierdza, że właściwie ulokowałem swoje literackie upodobania. Jokum i Synne to główni bohaterowie powieści. Poznają się na studiach i budują swoje życie. Jokum jest fotografem, Synne jego marszandką. Ich związek oparty jest na miłości, ale Jokum jest całkowicie poddany wpływowi Synne. Początek...
"Magnes" jest czwartą wydaną przez Wydawnictwo Literackie powieścią Chrisensena. Najnowszą, choć wydaną niemal chwilę po polskim tłumaczeniu jego młodzieńczych "Beatlesów". Jak bardzo różni się od poprzednich? Także w "Magnesie" wracają stale zajmujące norweskiego pisarza tematy - dojrzewanie, samotność, upływ czasu i zmiany historyczne, sztuka i jej wpływ na życie. Tym razem jednak obok głównego bohatera pojawia się "główny narrator" - wyjątkowo wyrazisty, celny komentator wydarzeń i wrażeń, pozwalający sobie na wtrącenia -eseje, dotyczące najistotniejszych tematów, zwłaszcza sztuki, bo ta zajmuje w życiu bohaterów pierwsze miejsce.
Jokum Jokumsen to nieśmiały, zakompleksiony i wycofany człowiek, niezdolny do podejmowania jakichkolwiek decyzji i zwykle pozostawiający je innym. Ponadprzeciętnie wysoki i nieporadny Jokum rozczula, szczególnie kiedy marzy o tym, by się nie wyróżniać. Równocześnie ten sam człowiek, który chciał być pisarzem i marzył o wzniosłości stał się światowej sławy fotografem codzienności. Jego sztuka, kształtowana pod wpływem jego żony Synne Sagner, daleka jest jednak od powagi Jokuma, który zupełnie nie rozumie żartów i od wzniosłości, o której marzył. Dla niego i życie, i sztuka są źródłem niespełnienia.
Synne - żona i kuratorka robi z Jokuma artystę, kształtuje go [...] Nie tylko wolność twórcza i odpowiedzialność twórcy są tematami ich artystycznych dyskusji. Gdy jedno twierdzi, że wszystko było już wcześniej, więc nie ma niczego nowego, drugie uważa, że: "Wszystko cały czas staje się nowe. Dlatego trzeba cały czas pisać, komponować, malować, grać i fotografować." Trzeba starać się uchwycić przemiany. Dla Jokuma, który uważa sie za rzemieślnika, granica między sztuką a rzemiosłem jest nieuchwytna. Nie akceptuje ingerowania w obraz: "to co podobne, nie jest prawdziwe." Jeśli więc artystyczna kreacja kłamie, to po co w ogóle istnieje sztuka? Żeby odwzorować świat?
Jokum jest zawsze nieprzystosowany i anachroniczny, zawsze krok z tyłu.[...] Groźny jest pośpiech i utrata prywatności (którą zresztą w imię sztuki odebrał żonie). Jednak i Jokum jest w ruchu, stale w ruchu, ale zmienia się we własnym rytmie. Może dlatego nie domyka zadań i nie domyka życia. Opowieść o nim także jest niedomknięta, sugeruje, że może być i inne zakończenie historii.
Opinia też tu: https://annadlugosz.blogspot.com/2018/11/magnes-lars-saabye-christensen.html
"Magnes" jest czwartą wydaną przez Wydawnictwo Literackie powieścią Chrisensena. Najnowszą, choć wydaną niemal chwilę po polskim tłumaczeniu jego młodzieńczych "Beatlesów". Jak bardzo różni się od poprzednich? Także w "Magnesie" wracają stale zajmujące norweskiego pisarza tematy - dojrzewanie, samotność, upływ czasu i zmiany historyczne, sztuka i jej wpływ na życie. Tym...
Oslo, 1976 rok. Na kampusie Sogn poznaje się dwoje studentów-Jokum i Synne. On studiuje literaturoznawstwo i planuje zostać pisarzem, a ona studiuje historię sztuki. Jokum jest przekonany, że rzadko coś mu wychodzi. Bardzo chce napisać coś oryginalnego, wyjątkowego albo osobistego, ale nie wie za bardzo jak. Jego problemem jest też nadmierny wzrost przez, który garbi się i chowa jakby miał coś do ukrycia, a chciałby prezentować się ładnie, zwyczajnie, być gdzieś pośrodku tłumu. W obszarze pogardzanym przez wielu ludzi on widzi jasne i piękne miejsce, w którym nie musiałby się wyróżniać, wysuwać, wystawać. Często czuje się samotny, pogrąża się wśród własnych myśli podczas, gdy inni studenci piją piwo w pubie, spotykają się z dziewczynami lub imprezują. Piękna i chłodna Synne, która mieszka w pokoju obok wydaje się początkowo Jokumowi nieosiągalna, niedoganialna, ale stopniowo przełamują lody i stają się parą. Synne zafascynowana amatorskimi fotografiami Jokuma wiszącymi na ścianie w jego pokoju namawia go, by zajął się fotografią na poważnie. Wyjeżdżają do San Francisco, gdzie Jokum odnosi sukcesy jako fotografik, a Synne jest jego menedżerem i jednocześnie pisze doktorat. Wydaje się, że są szczęśliwi, ale czy na pewno? Czy zdołają uratować swoją miłość?
Lars Saabye Christensen jest jednym z najbardziej cenionych współczesnych pisarzy norweskich i nie spodziewałam się, że napisze prostą historię o miłości, gdyż to nie byłoby w jego stylu. Opowieść o dwojgu ludzi, którzy poznali się na studiach i pokochali została wzbogacona o rozważania na temat literatury, sztuki, muzyki, upływającego czasu i życia, a do tego okraszona humorem i surrealizmem. Jokum Jokumsen snuje rozważania na temat Procesu Kafki, Wielkiego Gatsby'ego Fitzgeralda, Obcego Camusa, Wyzwolonego człowieka Lagerkvista. W rzeźbie Giacomettiego Idący człowiek odnajduje siebie-oderwanego od podstawy, od swego pierwiastka, uciekiniera z muzeum, który jest uosobieniem samotności, ale też piękna. Synne stara się odnajdywać słowa i określenia, które mogłyby oddać jej przeżycia, ale czy istnieje język , który w pełni odda to, co myśli człowiek, to co widzi i czego doświadcza? Dziewczyna zmierza do tego, by jej życie było sztuką i po części manipuluje Jokumem. Niepodważalnym bohaterem powieści obok Jokuma i Synne jest czas. Czas to najcenniejsza rzecz, jaką mogą ci ukraść. Twój czas. Najpierw zabierają ci czas, potem wspomnienia, i zostajesz jak pusta skorupa. Czas objawia się pod postacią wspomnień, które lśnią albo przypominają o tym, o czym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Czas upływa nieubłaganie... A czymże jest czas, jeśli nie samym życiem?
Lars Saabye Christensen w Magnesie bardzo dobrze oddaje aurę Oslo lat 70. i San Francisco lat 80. Swoją opowieść rozpoczyna od historii miłosnej, ale stopniowo przekształca ją w krytykę systemu społecznego oraz łączy codzienne losy bohaterów z przeżywanymi przez nich dramatami. Dziwaczni bohaterowie, bogactwo myśli, uciekający czas to kolejne charakterystyczne filary tej powieści. Ponad tysiąc stron książki, ale nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, bo od dawna chciałam poznać prozę i specyficzny styl autora.
https://magiawkazdymdniu.blogspot.com/
Oslo, 1976 rok. Na kampusie Sogn poznaje się dwoje studentów-Jokum i Synne. On studiuje literaturoznawstwo i planuje zostać pisarzem, a ona studiuje historię sztuki. Jokum jest przekonany, że rzadko coś mu wychodzi. Bardzo chce napisać coś oryginalnego, wyjątkowego albo osobistego, ale nie wie za bardzo jak. Jego problemem jest też nadmierny wzrost przez, który garbi się i...
Lata 70., norweski kampus. Jokum, nieśmiały i zakompleksiony wrażliwy student, jest zakochany w Synne, z którą dzieli pokój w akademiku. Tak zaczyna się historia relacji dwojga ludzi, poprzez pryzmat której poznajemy kolejnych bohaterów, ich wnętrza, ale także świat artystyczny, akademicki, Norwegię, zachodzące w niej przemiany. Chociaż głównym wątkiem łączącym wszystkie pozostałe jest związek Jokuma i Synne, powieść Christensena nie jest romansidłem. Losy bohaterów są okazją do pokazania przemian w społeczeństwie, relacji między pokoleniami.
Christensen nie zostawia suchej nitki na środowisku artystycznym, wraz z jego snobizmem i mocno rozprawia się też z hipokryzją lewicujących środowisk akademickich lat 70. Bananowe dzieci, które z zaangażowaniem wcielają się w rolę hunwejbinów tępiących każde odstępstwo od rewolucji, tak naprawdę wystarczy poskrobać paznokciem, by spod spodu wyszły puste słowa i fałsz.
Autor jak zwykle pisze troszkę o sobie. Jest terapia, uzależnienia, pisarz zmagający się z kryzysem i próbujący rozgryźć sens życia, Duńczyk w Norwegii, odchodzenie, pożegnanie bliskich. Nie czułam jednak, żeby Christensen się powtarzał ani grał tę samą melodię.
Jokum nie jest narratorem, ale świat widzimy raczej z jego perspektywy – ciekawiło mnie, jak by na te wszystkie rzeczy patrzyła Synne, zwłaszcza że ciężko było mi polubić tę postać. Wydawała mi się bardzo apodyktyczna, zawłaszczająca, zimna, miejscami wraz pozbawiona serca. Może wgląd w jej spojrzenie by tu coś zmienił?
Lata 70., norweski kampus. Jokum, nieśmiały i zakompleksiony wrażliwy student, jest zakochany w Synne, z którą dzieli pokój w akademiku. Tak zaczyna się historia relacji dwojga ludzi, poprzez pryzmat której poznajemy kolejnych bohaterów, ich wnętrza, ale także świat artystyczny, akademicki, Norwegię, zachodzące w niej przemiany. Chociaż głównym wątkiem łączącym wszystkie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, która przyciąga jak magnes.
Historia miłosna Jokuma i Synne. Fotografika i historyczki sztuki. Na przestrzeni 30-tu lat życia w Oslo i San Francisco . Opowieść o życiu codziennym przeplatanym obcowaniem że sztuką .
Książka bardzo dobra, niebanalna, nienudna.
Ponad 1000 stron, a nie mogłam się oderwać.
Polecam
Książka, która przyciąga jak magnes.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria miłosna Jokuma i Synne. Fotografika i historyczki sztuki. Na przestrzeni 30-tu lat życia w Oslo i San Francisco . Opowieść o życiu codziennym przeplatanym obcowaniem że sztuką .
Książka bardzo dobra, niebanalna, nienudna.
Ponad 1000 stron, a nie mogłam się oderwać.
Polecam
1039 stron!!!
W jak dobrej formie jest autor?
Wystarczy lektura Prologu.
Oto kilka cytatów:
(1) „Piszę, ponieważ nie mam ogona, którym mógłbym merdać albo który mógłbym podkulić”.
(2) „Wszedłem w tę opowieść z bagażem tak ciężkim, że modliłem się jedynie o to, aby się lekko czytało. Innymi słowy, czytelnik nie ma się czego obawiać. Powinno pójść gładko”.
(3) „Jak będzie można zauważyć, mam obsesję na punkcie właściwej kolejności. Coś musi być najpierw, a coś później. Dotyczy to posiłków, muzyki, pracy, podróży, sportu, ubrań, sztuki, miłości, chorób, erotyki i powieści.(…) życie to kolejność zdarzeń”.
(4) „Ta powieść mogła zaczynać się tak:
Aby pokazać upływ czasu, trzeba mieć co najmniej dwa zdjęcia”.
(5) „Kiedy ktoś – z rzadka - mnie rozpoznaje, pyta zwykle zaskoczony tym, że w ogóle jeszcze żyje, co robiłem od ostatniego spotkania. Odpowiadam wtedy: Ja? Czyściłem srebra.I odganiałem muchy”.
Lars Saabye Chirstensen, Magnes, Przekł. I. Zimnicka, Wydawnictwo Literackie, Kraków2018.
Co zdanie - to perła.
Czytanie ma przyszłość.
Tylko z dobrym Autorem.
10/10
1039 stron!!!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW jak dobrej formie jest autor?
Wystarczy lektura Prologu.
Oto kilka cytatów:
(1) „Piszę, ponieważ nie mam ogona, którym mógłbym merdać albo który mógłbym podkulić”.
(2) „Wszedłem w tę opowieść z bagażem tak ciężkim, że modliłem się jedynie o to, aby się lekko czytało. Innymi słowy, czytelnik nie ma się czego obawiać. Powinno pójść gładko”.
(3) „Jak...
'Magnes' to nie MÓJ Christensen, ale jedna gwiazdka gratis za to, że Jokum spotkał Barnuma ;)
'Magnes' to nie MÓJ Christensen, ale jedna gwiazdka gratis za to, że Jokum spotkał Barnuma ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo lektury „Magnesu” podchodziłam z entuzjazmem, a nawet ekscytacją. Z jego autorem znam się bowiem od dawna; „Beatlesów” i „Półbrata” wspominam ciepło i cenię bardzo wysoko, a solidny gabaryt jego powieści odbieram zawsze jako zapowiedź – to będzie prawdziwa literacka uczta, żaden tam skromny podwieczorek!
Niestety, tym razem oczekiwania nie sprostały rzeczywistości, a skala rozczarowań okazała się proporcjonalnie spora; po daniu, jakie zaserwował mi tym razem Lars Saabye Christensen, nie odchodzę może od stołu głodna, ale z poczuciem, że smak mojego ulubionego dania został nieco przytłumiony przez dodatki do niego, które nie wchodziły w skład mojego zamówienia.
Blurb zapowiada, że „Magnet” to powieść o miłości. I rzeczywiście, mamy w niej bohaterów – Jokuma i Synne – którzy naprawdę się kochają. Poza miłością romantyczną, wzajemną łączy ich także zamiłowanie do sztuki: to niejako Synne odkrywa fotograficzny talent Jokuma i to dla niego porzuca swój doktorat z historii sztuki, by sprawować kuratelę nad jego twórczością. Nie można zarzucić Christensenowi, że nie daje nam poznać swoich bohaterów: towarzyszymy im przez większość ich życia, studiujemy z nimi, dojrzewamy, emigrujemy z Norwegii do San Francisco, poznajemy ich tajone lęki, przyglądamy się ich rodzinom, celebrujemy z nimi sukcesy, przeżywamy ich tragedie. Ale fabuła w „Magnesie” ma znamiona szczątkowe, umowne; w gruncie rzeczy to tylko przyczynek do dyskursu, w jaki zabiera nas autor: o przemijalności czasu, o istocie sztuki i jednostkowej, artystycznej tożsamości.
Christensen pozostaje mistrzem fraz, jego powieść to skarbnica cytatów – nieraz tak błyskotliwych, że na zawsze zostaną w głowie. Jego erudycja, a jednocześnie wiara w czytelnika, które te wszystkie aluzje i tropy literackie musi wychwycić, robią wrażenie. Ale surrealizm, którym okrasił swoją powieść, to składnik literacki, którego nie jestem w stanie w tej dawce strawić; a powolny, typowo skandynawski nurt fabularny, za którym zazwyczaj przepadam, tym razem nie zdołał mnie porwać. Wiemy, że jest Pan głównym norweskim pretendentem do Nagrody Nobla, Panie Christensen. Naprawdę nie musi nam Pan tego tak mało subtelnie demonstrować.
Do lektury „Magnesu” podchodziłam z entuzjazmem, a nawet ekscytacją. Z jego autorem znam się bowiem od dawna; „Beatlesów” i „Półbrata” wspominam ciepło i cenię bardzo wysoko, a solidny gabaryt jego powieści odbieram zawsze jako zapowiedź – to będzie prawdziwa literacka uczta, żaden tam skromny podwieczorek!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, tym razem oczekiwania nie sprostały rzeczywistości, a...
Najpierw to, co wszyscy wiemy, że autor uważany za wybitnego, że chwalony, że kandydat do Nobla, że wydaje go Literackie (a już sam ten fakt jest nobilitacją, co prawda tylko w Polsce), i że pisze cegły.
Magnes to cegła podwójna - liczy sobie prawie 1000 stron, i dostaje się nią po głowie jak dobrze wypaloną cegłą. Bez pardonu.
Właściwie wszystko już napisałem.
Najpierw to, co wszyscy wiemy, że autor uważany za wybitnego, że chwalony, że kandydat do Nobla, że wydaje go Literackie (a już sam ten fakt jest nobilitacją, co prawda tylko w Polsce), i że pisze cegły.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMagnes to cegła podwójna - liczy sobie prawie 1000 stron, i dostaje się nią po głowie jak dobrze wypaloną cegłą. Bez pardonu.
Właściwie wszystko już napisałem.
Książki wybitne, a do takich zaliczam "Magnes" Larsa S. Christensena tym się różnią od popularnej literatury, że rzucają czytelnikowi wielkie wyzwania. Czytając je umysł pracuje pełną parą i co chwilę analizuje rozmaite aluzje kulturowe, symbole, kody i odniesienia. Trzeba mieć kompetencje, by taką książkę w pełni zrozumieć, ale przeżycie, którego się doświadcza w pełni wynagradza wysiłek, który wkłada się w jej lekturę.
Podczas czytania "Magnesu" mózg mi parował od skojarzeń interpretacyjnych. Wspaniałych i niebanalnych.
Najkrócej mówiąc, jest to powieść oparta o zasadę kontrastu, której znakiem jest tytułowy magnes. Para głównych bohaterów dobrała się waśnie według tego klucza. Olbrzym i Calineczka. On, Jokum, to chłopak obdarzony przez naturę monstrualnym wzrostem, który powoduje, że chce on zniknąć. Garbi się, jest niepewny siebie i chciałby się "umniejszyć". Ona, Synne, jest drobna i piękna, dlatego nie brakuje jej śmiałości, a nawet pewnej buty. On ma w sobie duszę artysty ( zostaje sławnym fotografikiem), ona staje się jego menadżerką, albo, jak woli mówić, kuratorką. Pcha go do sławy, negocjuje kontrakty, nie zważając na to, że nie zawsze są one zgodne z jego widzeniem świata i wrażliwością. Paradoksalnie to ona patrzy z góry na niego, a on jej na to pozwala, bo potrzebuje jej jak tlenu. Kiedy jej brakuje, nie umie żyć. Ona błyszczy u jego boku, ale jest to światło odbite.
Bohaterowie są jak zdjęcie na okładce książki. To Synne jest na pierwszym planie, a Jokum niknie w tle. Pomiędzy nimi jest sztuka- wielka, zimna, nieporuszona. Sztuka ich łączy i dzieli. Są jak fotografie Jokuma- zawsze czarno- białe.
Autor wpisał w historię bohaterów Kafkowski "Proces", który stanowi temat studiów Jokuma. I rzeczywiście, ich życie jest jak wędrówka Józefa K.- chaotyczne, pełne ślepych zaułków, czasami odrealnione. A relacja między nimi jak malarstwo Hoppera, o którym pisze doktorat Synne- niby bliska, a jednak daleka.
Najciekawsza w tej historii jest jednak narracja. Całość opowiada sam Christensen, który wchodzi w rolę postaci literackiej i trochę nawet konwersuje z czytelnikiem.
Moim zdaniem jest to pisarstwo najwyższej próby.
Książki wybitne, a do takich zaliczam "Magnes" Larsa S. Christensena tym się różnią od popularnej literatury, że rzucają czytelnikowi wielkie wyzwania. Czytając je umysł pracuje pełną parą i co chwilę analizuje rozmaite aluzje kulturowe, symbole, kody i odniesienia. Trzeba mieć kompetencje, by taką książkę w pełni zrozumieć, ale przeżycie, którego się doświadcza w pełni...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMądra wrażliwa powieść przybliża ewolucję artysty-nieartysty fotografika. Taka książka wymaga czasu i skupienia, bo nie da się prześlizgnąć po historii bez głębokiej refleksji.
Mądra wrażliwa powieść przybliża ewolucję artysty-nieartysty fotografika. Taka książka wymaga czasu i skupienia, bo nie da się prześlizgnąć po historii bez głębokiej refleksji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMomentami ciężko mi było "przebrnąć" przez tę powieść, odchodziłam od niej i znowu wracałam. Ale udało się, Myślę, że aby w pełni zrozumieć tę historię, musiałabym do niej kiedyś wrócić.
Momentami ciężko mi było "przebrnąć" przez tę powieść, odchodziłam od niej i znowu wracałam. Ale udało się, Myślę, że aby w pełni zrozumieć tę historię, musiałabym do niej kiedyś wrócić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa, ale nierówna. Fragmenty w metaforycznym czyśćcu są najnudniejszymi partiami książki, które powielają to, co przekazuje już główny wątek.
Ciekawa, ale nierówna. Fragmenty w metaforycznym czyśćcu są najnudniejszymi partiami książki, które powielają to, co przekazuje już główny wątek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoże to was rozbawi, ale czytając tę książkę, a czytałam ją przez wiele zimowych wieczorów, miałam ciekawe sny. W tych snach spotykałam różnych znajomych, których w świecie realnym nie znam. Nasze rozmowy polegały na wymianie zdań o polityce, przynależnościach, sztuce. Ja chyba byłam Synne, takie odniosłam wrażenie, bo kątem okiem spoglądałam na niego chyba Jokuma, z nadzieją, że on odważy się wreszcie porwać mnie w ramiona....
cd, Kobietywpewnymwieku.blogspot.com
Może to was rozbawi, ale czytając tę książkę, a czytałam ją przez wiele zimowych wieczorów, miałam ciekawe sny. W tych snach spotykałam różnych znajomych, których w świecie realnym nie znam. Nasze rozmowy polegały na wymianie zdań o polityce, przynależnościach, sztuce. Ja chyba byłam Synne, takie odniosłam wrażenie, bo kątem okiem spoglądałam na niego chyba Jokuma, z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza połowa - wyśmienita. W drugiej tempo akcji nieco siadło i naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak samymi dygresjami można popychać kolejne setki stron do przodu. Generalnie: niewesoło. Toteż i polecam.
Pierwsza połowa - wyśmienita. W drugiej tempo akcji nieco siadło i naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak samymi dygresjami można popychać kolejne setki stron do przodu. Generalnie: niewesoło. Toteż i polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka reklamowa jest „jako powieść o miłości”. Ale ta książka tylko na początku jest jak typowa powieść o dojrzewaniu i miłości. Jokum, przez swój wzrost zawsze traktowany jako „inny”, zakochuje się w Synne, koleżance, z którą dzieli studenckie mieszkanie. I krok po kroku widzimy, jak Jokum i Synne stopniowo się do siebie zbliżają, jakby przyciągał ich niewidzialny magnes.
Ale kiedy oboje biorą ślub i przenoszą się do San Francisco to już nie jest historia miłosna. Ich życie w jakiś sposób staje się farsą. Jokum zajmuje się fotografią i podporządkowuje się żonie, która staje się jego kuratorką. To ona decyduje jakie zdjęcia mają się pojawić na wystawach, z kim podpisuje umowę i komu udziela wywiadu. A Jokum podąża za nią przyciągany jakimś niewidzialnym magnesem.
Aż staje się tragedia i ten związek się rozpada. Dzieje się tak, jakby magnes, który do tej pory ich do siebie ściągał, nagle zmienił bieguny. Jokum i Synne oddalają się od siebie. Ona zostaje w San Francisco, on wraca do Oslo.
Dopiero po latach znów się spotykają. Ona walcząca ze śmiertelną chorobą, on coraz bardziej ulegający swojej nieporadności wynikającej ze wzrostu.
Czyli w jakiś sposób jest to książka o miłości. To jednak także książka o sztuce, fotografii i społeczeństwie od lat 70-tych do początków XXI wieku.
Czytając tę książkę przypomniała mi się inna wielka powieść o możliwej/niemożliwej miłości, czyli „Miłość w czasach zarazy” Gabriela Garcíi Márqueza. Jokum i Synne kochają się, ale nie zawsze muszą być razem, żeby o tym wiedzieć.
Ta książka reklamowa jest „jako powieść o miłości”. Ale ta książka tylko na początku jest jak typowa powieść o dojrzewaniu i miłości. Jokum, przez swój wzrost zawsze traktowany jako „inny”, zakochuje się w Synne, koleżance, z którą dzieli studenckie mieszkanie. I krok po kroku widzimy, jak Jokum i Synne stopniowo się do siebie zbliżają, jakby przyciągał ich niewidzialny...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFantastyczna i wielka powieść. Nieustannie przewija się przez nią malarstwo Edwarda Muncha i Edwarda Hoppera, i nie mam wątpliwości, że gdyby Hopper pisał powieści to napisałby właśnie taką. Christainsen cudownie (podobnie jak Hopper) potrafi kontrolować bohaterów, którzy nie mają już kontroli nad sobą i którzy zbłądzili w plątaninie utraconych powiązań, a ich życie (jak każde życie) pełne jest samotności, śmierci i miłości. Tak, miłość (ze wszystkimi jej konsekwencjami czyli bólem, rozpaczą, przemijaniem, ale też szczęściem)jest sednem tej historii, podobnie jak jej sednem jest sztuka. Refleksja o akcie twórczym, jego granicach, w końcu o tym, że "fotografia to odejmowanie i (...) wstrzymywanie oddechu". To "wstrzymywanie oddechu" czyli uważne łapanie chwili, niuansów, drobnych gestów jest metodą, którą autor stosuje opisując swoich bohaterów. Dzięki temu Jokum i Synne są silnie zindywidualizowani, niezwykle rozbudowani i pewnie dzięki temu tak bardzo prawdziwi.
Fantastyczna i wielka powieść. Nieustannie przewija się przez nią malarstwo Edwarda Muncha i Edwarda Hoppera, i nie mam wątpliwości, że gdyby Hopper pisał powieści to napisałby właśnie taką. Christainsen cudownie (podobnie jak Hopper) potrafi kontrolować bohaterów, którzy nie mają już kontroli nad sobą i którzy zbłądzili w plątaninie utraconych powiązań, a ich życie (jak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodczas, gdy do "Połbrata" zabierałam się już ze 3 razy od ponad 1,5 roku i kończyło się na pierwszym rozdziale, mimo że w późniejszym czasie "Odpływ" i "Beatlesi", nie musieli na mnie zbyt długo czekać, to "Magnes" musiał poczekać na mnie raptem kilka miesięcy. Tylko dlatego, żebym znalazła czas, bym mogła to tomiszcze przeczytać w miarę sprawnie na raz, nie odkładać na półkę. Książka ma ponad 1000 stron. Jest inna, nawet na na Christensen'a, nieco osobliwa, jakaś taka "poplątana". Rozumiem, że książka może się wielu ludziom nie podobać, bo jest to nieco trudna książka. Trudna w tym, by nie wziąć tego wszystkiego jako żart. Chodzi mi tu o relacje i charaktery bohaterów. Wydają się dziwni, nienaturalni, jakby trochę mocno opóźnieni w rozwoju albo przynajmniej w odbiorze otaczającego ich świata i to jak należy się w nim zachować. Mimo tego, nie pozostawiło we mnie to niesmaku, że jest to jakieś głupie czy niepoważne. Po prostu widać, że w świecie tych bohaterów, wszystko funkcjonuje jakoś inaczej, bo przecież ludzie tak ze sobą nie rozmawiają. Myślę, że jedna rzecz nie została dobrze tutaj oddana, jako ogólne wrażenie. Ten, kto nie fotografował analogiem na kliszach, nie zrozumie jak ciężko jest zrobić dobre zdjęcie "za pierwszym razem", gdy ma się jedną kliszę z 20-30 klatkami. Wydaje mi się, że w zmaganiach Jokuma z fotografią, brak właśnie tego dobrze odzwierciedlonego zmagania przy niektórych zdjęciach. Cóż więcej mówić, trzeba przeczytać by się przekonać. Mimo długości, książka wcale nie nudziła, co zdarza się przy najlepszych utworach, zazwyczaj gdy przekraczają te 800 storn. Może to dlatego, że historia też nie działa się liniowo.
Podczas, gdy do "Połbrata" zabierałam się już ze 3 razy od ponad 1,5 roku i kończyło się na pierwszym rozdziale, mimo że w późniejszym czasie "Odpływ" i "Beatlesi", nie musieli na mnie zbyt długo czekać, to "Magnes" musiał poczekać na mnie raptem kilka miesięcy. Tylko dlatego, żebym znalazła czas, bym mogła to tomiszcze przeczytać w miarę sprawnie na raz, nie odkładać na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Magnes” potrafi zapaść w pamięci na długo. Podobnie jak w przypadku innych książek Larsa Saabye Christensena nie można przejść obojętnie obok tej monumentalnej, przejmującej historii. Warto tu docenić pisarski kunszt autora, którego barwny i ujmujący język pięknie odzwierciedla tłumaczenie Iwony Zimnickiej. Narracja ma w sobie jakąś magiczną siłę, która przyciąga uwagę niczym tytułowy magnes, a ten staje się z kolei następną zagadką dla czytelnika, natomiast jego interpretacja to kolejne, intrygujące wyzwanie. Kunsztowny literacki styl przeplata się tu z dynamicznymi dialogami, które prowadzone są nieraz potocznym, nieskomplikowanym językiem. Razem tworzy to niesamowitą mieszankę, od której trudno się oderwać. Nie znajdziecie tu wartkiej akcji, nie znajdziecie tu epickiej nadzwyczajności, na której zazwyczaj skupia się proza. W zamian otrzymacie jednak coś innego: wycinek życia, z wszystkimi jego zawiłościami i niełatwą naturą. Życia, które czasem trudno zrozumieć, bo należy już do kogoś innego. Życia z pewnością niebanalnego. A my, zawieszeni gdzieś obok, możemy jedynie podglądać i starać się zrozumieć.
Polecam przede wszystkim tym, którzy cenią niebanalne, refleksyjne historie i szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko wartka akcja.
„Magnes” potrafi zapaść w pamięci na długo. Podobnie jak w przypadku innych książek Larsa Saabye Christensena nie można przejść obojętnie obok tej monumentalnej, przejmującej historii. Warto tu docenić pisarski kunszt autora, którego barwny i ujmujący język pięknie odzwierciedla tłumaczenie Iwony Zimnickiej. Narracja ma w sobie jakąś magiczną siłę, która przyciąga uwagę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy przeczytałam opis, byłam lekko zdezorientowana. Od kiedy Lars Saabye Christensen zajmuje się miłostkami? Postanowiłam jednak dać szansę tej powieści, licząc na coś, co będzie równie dobre jak "Półbrat", lub "Beatlesi".
Na wstępie mogę powiedzieć, iż jest to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza, książka o tej tematyce, jakie dotychczas czytałam. Autor bowiem nie umieszcza wątku miłosnego, co prawda istotnego, gdyż łączy on w pewien sposob wszystkie wydarzenia, na pierwszym miejscu. Znajduje się on raczej na drugim planie, a uczucie głównych bohaterów traktowane jest przez niego jako część codziennej rutyny, co jest według mnie ogromnym plusem.
Ponadto Christensen po raz kolejny imponuje swą wszechstronnością. "Magnes" opowiada bowiem o najróżniejszych sprawach: od religijnych, historycznych lub politycznych, aż po różnego rodzaju sztukę, przyrodę i zawirowania życia codziennego.
Książka, do czego autor zdążył nas już poniekąd przyzwyczaić, pełna jest rozważań na temat czasu, materializmu, żalu, śmierci i przemijalności. Znajdziemy tu również ciekawe spostrzeżenia na temat literatury, muzyki, fotografii oraz otaczającego nas świata. Jednym zdaniem: każdy jest w stanie wyciągnąć z niej coś dla siebie.
Podczas lektury nie mogłam narzekać na nudę, opowieść jest prowadzona w sposób bardzo dynamiczny, który nie jest poddany ścisłym ramom. Tekst przyjmuje także różne formy, można tu na przykład znaleźć egzamin pisemny Jokuma, lub dzienniki prowadzone przez jednego z bohaterów, co jest moim zdaniem dużą zaletą.
Christensen kolejny raz zachwycił, lecz uważam iż dzieło to umieszczę trochę niżej niż inne książki tego cudownego, norweskiego pisarza.
Pomimo to, jestem w stanie, z czystym sumieniem polecić Wam tę pozycję.
Zuzanna Wrońska
Gdy przeczytałam opis, byłam lekko zdezorientowana. Od kiedy Lars Saabye Christensen zajmuje się miłostkami? Postanowiłam jednak dać szansę tej powieści, licząc na coś, co będzie równie dobre jak "Półbrat", lub "Beatlesi".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa wstępie mogę powiedzieć, iż jest to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza, książka o tej tematyce, jakie dotychczas czytałam. Autor bowiem nie...
Dziwna książka to dobre określenie Magnesu. Świat Jokuma i Synne jest dziwny, artystyczny, pełen tajemnic i niedopowiedzianych spraw. Tę książkę nie da się przeczytać jednym tchem, trzeba nieco ją smakować, a i tak ma się wrażenie, że nie do końca rozumie się zamysł autora jak również samych bohaterów i ich motywów. Jokum to skryty człowiek, niezwykły artysta, niepewny siebie, błądzący. O jego karierę dba Synne - pcha go do przodu, motywuje, ustawia do pierwszego rzędu. Nie wiadomo jakie pobudki nią kierują - czy robi to dla niego, czy zupełnie dla siebie? Jest chyba bohaterem, który najmniej ujawnia się przed czytelnikiem.
Fabuła jest leniwa, troszkę rozwleczoną między norweskie czasy studenckie, młodość i dorosłość w Ameryce, ale jednak cały czas idzie do przodu, ciagle coś się zmienia, a my oglądamy świat oczami Jokuma. Dziwny to świat, z wysokiem perspektywy (jest bardzo wysokim człowiekiem i ma okropny kompleks z tego powodu i problemy z biodrami).
Na pewno nie jest to książka dla każdego. Na początku byłam zdezorientowana, nie wiedziałam o co chodzi w tym wszystkim, ale gdzieś od połowy wciągnęłam się tak, że nie mogłam przestać.
Dziwna książka to dobre określenie Magnesu. Świat Jokuma i Synne jest dziwny, artystyczny, pełen tajemnic i niedopowiedzianych spraw. Tę książkę nie da się przeczytać jednym tchem, trzeba nieco ją smakować, a i tak ma się wrażenie, że nie do końca rozumie się zamysł autora jak również samych bohaterów i ich motywów. Jokum to skryty człowiek, niezwykły artysta, niepewny...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPod postacią procy życia codziennego, kryje się wulkan emocji, zaskakujących zdarzeń, nietuzinkowych osób, które chcą lub muszą być obok bohaterów. Tutaj każdy szczegół jest dopracowany do perfekcji, każda postać odgrywa określoną rolę, wywołując w czytelniku szereg negatywnych lub pozytywnych emocji. Powieść Christensena to piękny literacki witraż z wyraźnie zaznaczonymi konturami bohaterów i ich otoczenia. Barwność wątków i losów jest absolutnie fenomenalna i porywa od samego początku, aż do ostatniej strony. To mocno wykazany rachunek zysków i strat pomiędzy: "mieć" a "być". Filozofia tego wyboru jest bezlitosna, a autor bardzo podkreśla zagrożenia jakie niesie ze sobą przewagę każdego z tych stanów.
Recenzja w całości:http://mamao.pl/magnes-lars-saabye-christensen/
Pod postacią procy życia codziennego, kryje się wulkan emocji, zaskakujących zdarzeń, nietuzinkowych osób, które chcą lub muszą być obok bohaterów. Tutaj każdy szczegół jest dopracowany do perfekcji, każda postać odgrywa określoną rolę, wywołując w czytelniku szereg negatywnych lub pozytywnych emocji. Powieść Christensena to piękny literacki witraż z wyraźnie zaznaczonymi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura „Magnesu” utwierdza mnie w przekonaniu, że Lars Saabye Christensen coraz pewniej czuje się w obranej przez siebie formie. Już „Półbrat” i „Beatlesie” ukazywały cechy charakterystyczne jego pisarstwa – znaczna ilość stron, wyraźnie nakreślone postaci, ważna rola otoczenia, inspirujące zabiegi narracyjne, a także łatwość, z jaką słowa łączą się w przyjemny dla oka ciąg zdań. Widać że norweski pisarz lubi opowiadać i wierzy przy tym w kojącą moc historii.
Bohaterów „Magnesu” jest co najmniej czterech. Ci ludzcy – Synny oraz Jokum, a także ci przestrzenni – Oslo i San Francisco. Ona – początkowo studentka w miasteczku Sogn, jest kuratorką swojego męża – Jokuma. To prawdziwa artystyczna dusza, która w życiu codziennym zachowuje się ozięble i wszystko traktuje na dystans. On jest fotografem skupiającym swoją sztukę wokół rzeczy porzuconych. Właściwie od niechcenia zrobił karierę, z której zresztą nie potrafi się cieszyć. Jokum to osoba stojąca obok swojej egzystencji, w nic nie potrafi się w pełni zaangażować. Można odnieść wrażenie, że nawet życie stanowi dla niego tylko bodziec do rozmyślania o tym co było. Wiecznie nieprzystosowany i anachroniczny odżegnuje się od wyścigu szczurów. Za wszelką cenę chce zachować swoją prywatność i rytm dnia. Bujając w obłokach często zapomina o różnych sprawach, nie domyka ich, jest przy tym nieporadny i niezaradny. To właśnie Synne stanowi dla niego ostoję i niezbędną do bycia siłę sprawczą. Pomaga mu wejść na piedestał współczesnych fotografów, załatwia za niego wszystkie interesy, odcina go od problemów i procesu decyzyjnego. Pozornie wszystko zatem pasuje, bohaterowie wyglądają jak uzupełniające się ogniwa tego samego łańcucha. Z czasem okaże się jednak, że różnice w postrzeganiu świata i codziennej funkcjonalności będą zbyt duże. Bo czy można na dłuższą metę połączyć sztukę z biznesową bezwzględnością?
Właściwie od początku swojej literackiej kariery w dziełach norweskiego pisarza powracają te same motywy – fotografia, pisarstwo, podróże, rodzina, różnice czasu, muzyka, Oslo. W jednym z wywiadów Christensen tak mówił o swojej fascynacji fotografią – „Na zdjęciach czas zostaje zatrzymany. Przy czym interesuje mnie nie to, co dzieje się na pierwszym planie, ale to, co dzieje się w tle: zbiegi przypadków, twarze w oknach, ktoś wychodzący poza kadr. I próbuję odkryć, jakie są opowieści tych osób, jakim życiem one żyją”. Jokum jest fotografikiem martwej natury. Jego artystyczne dzieła skupiają się wokół porzuconych przedmiotów i wydarzeń, które w jakiś sposób wpływają na ludzkie losy. Dobrym przykładem jest tu ujęcie buta na moście – pamiątki po kolejnym samobójcy. To takie miniatury, drobne szczegóły, małe anegdoty mają większe znaczenie, niż setki stron kreacji fikcyjnych aktywności. Niezwykle ciekawe jest doszukiwanie się tych poglądów i wątpliwości. Raz będą one dotyczyć kwestii polityczno-religijnych (kwestia Islamu i ataków na World Trade Center, totalitaryzmu Caucescu), innym razem społecznych (zakaz prowadzenia walizek w Wenecji), literackich (rozważania o sztuce Kafki, Rushdiego, Camusa, Hamsuna, Fitzgeralda, Lagerkvista), muzycznych (jazz, rock), przyrodniczych (przyzwyczajenia chomików) czy historycznych (wybór języka ojczystego w USA). Tych ciekawostek i pytań jest tu zresztą dużo więcej, a siła tej prozy wybrzmiewa głównie w tych małych opowieściach. Jak cytuje sam autor na jednej ze stron „Badam to, co zwyczajne i siadam u jego stóp”.
„Magnes” jest też powieścią wiarygodną. Rzetelność literacka jest tu osiągnięta głównie dzięki własnemu doświadczeniu. Christensen pisze o tym, co dobrze zna. Tajemne zaułki Oslo, meandry muzyki, rozbieżności godzinowe między Ameryką a Norwegią – tego wszystkiego smakuje pisarz od lat, jest w tych tematach specjalistą, a połączenie wiedzy i literackiego talentu zawsze stanowi solidny fundament powieści. Pozostaje przy tym Christensen lokalny, mimo uniwersalnego przesłania. Pisze z szacunkiem do skandynawskiej tradycji, o czym świadczy chociażby ibsenowskie ustawienie rodziny i dramatycznych relacji jakie łączą jej członków w samym centrum historii. „Magnes” to taka jednotomowa północna saga, świadectwo norweskiego sposobu życia i kultury codzienności, gdzie czas spędza się głównie w domu, zaś eksplozja nieporozumień czai się w każdym rogu. To także projekt z silnym akcentem inicjacyjnym, tak w czysto ludzkim, jak i socjalnym znaczeniu, rozumianym jako etap wychodzenia poza swojski klimat. Każdy bohater opuszczenie rodzinnego gniazda będzie traktował na swój sposób, u każdego będzie to miało inne znaczenie i konsekwencje.
„Magnes” to bez wątpienia potężna lektura, oparta na kilku istotnych filarach. Jednych zachwyci sposób opisu lat 70-tych, innych topograficzna dokładność kreacji otoczenia, jeszcze inni ukojenie odnajdą w bogactwie przemycanych myśli czy subtelności dialogów. Nie jest to powieść wybitna, a raczej umiejętnie pogłębiona dość prosta historia napisana w chłodnym, skandynawskim stylu. To taka mozaika dziwnych i niejasnych zdarzeń, pełnych ludzkich sukcesów i porażek, błędnych decyzji i niekonsekwencji. Lars Saabye Christensen wciąż pisze tę samą książkę, staje się przy tym coraz bardziej gadulski i dygresyjny. Mimo wszystko to trochę za mało, abym z czystym sumieniem mógł polecić ponad tysiącstronicową książkę. Czytelnicze spełnienie jest tu niewspółmiernie mniejsze, niż pokłady czasu i cierpliwości, niezbędne do poznania całej opowieści.
Recenzja ukazała się pod adresem https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2018/12/recenzja-magnes-lars-saabye-christensen.html
Lektura „Magnesu” utwierdza mnie w przekonaniu, że Lars Saabye Christensen coraz pewniej czuje się w obranej przez siebie formie. Już „Półbrat” i „Beatlesie” ukazywały cechy charakterystyczne jego pisarstwa – znaczna ilość stron, wyraźnie nakreślone postaci, ważna rola otoczenia, inspirujące zabiegi narracyjne, a także łatwość, z jaką słowa łączą się w przyjemny dla oka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Magnes” to kolejna monumentalna powieść Larsa Christensena. Tym razem wybitny pisarz podejmuje temat miłości, skomplikowanych relacji międzyludzkich oraz sztuki i jej związków ze światem biznesu. Być czy mieć? - to pytanie, które przewija się przez cały utwór.
Akcja zaczyna się w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, w Oslo. Jokum i Synne poznają się na studiach i szybko stają się nierozłączną parą. Jest to dziwne, gdyż mentalnie różnią się jak ogień i woda. Albo jak dwa bieguny magnesu.
Mają jednak wspólne zainteresowania – to sztuka, która nie tylko zbliża ich do siebie, ale i sprawia, że z czasem decydują się na wyprowadzkę do San Francisco.
To nowe miejsce zamieszkania staje się też nowym etapem w ich życiu. Jokum zaczyna odnosić sukcesy jako fotograf, zaś Synne, historyczka sztuki, postanawia zrezygnować z własnych ambicji zawodowych, by zająć się karierą ukochanego.
Czy kieruje nią miłość, oddanie, czy raczej interesowność, a nawet wyrachowanie? I czy rzeczywiście bohaterka się poświęca, czy sama kreuje się na menadżerkę?
Te i inne pytania towarzyszą czytelnikowi na wielu stronach. Mimo iż powieść liczy ich ponad tysiąc, całość pochłania się z niesłabnącym zainteresowaniem.
Można połknąć tę książkę jednym tchem, można też jednak delektować się nią, dozując sobie lekturę. Ja wybrałam tę drugą formę i nie żałuję, gdyż bardzo zżyłam się z postaciami i ich światem, każdorazowo powracając do ich codziennych problemów z emocjonalnym zaangażowaniem.
Lars Christensen na przykładzie pary bohaterów pokazuje pełen sprzeczności świat wielkiej sztuki. Stawia ich przed trudnymi wyborami, które od dawna towarzyszą artystom. Czy być wiernym swoim młodzieńczym ideałom kosztem sławy i pełnej kiesy? Czy dostosować się do gustów i oczekiwań mecenasów, krytyków, odbiorców oraz potencjalnych nabywców? A może tylko zrezygnować z wybranych założeń? I jeśli tak się stanie, to czy jest to już zdrada samego siebie, czy jeszcze nie?
Pytania o sztukę łączą się tu ściśle z kolejami losów Jokuma i Synne. Ich życie śledzimy przez kilka dziesięcioleci z perspektywy tajemniczego narratora, który od czasu do czasu ujawnia swoją obecność, dając do zrozumienia, że znał bohaterów.
Kim jest ów tajemniczy opowiadacz? Czy to postać fikcyjna, czy po części porte-parole autora? To kolejne pytania, które długo nurtują czytelnika i urozmaicają fabułę.
Całość napisana jest w barwny, ujmujący sposób. Narracja ma w sobie jakąś magiczną siłę, która przyciąga uwagę niczym tytułowy magnes (na marginesie dodam, że interpretacja tytułu to kolejne wyzwanie, jakie stawia przed odbiorcą autor).
Kunsztowny literacki styl przeplata się tu z dynamicznymi dialogami, które prowadzone są nieraz potocznym językiem. Razem tworzy to niesamowitą mieszankę, od której trudno się oderwać.
„Magnes” jest powieścią zapadającą w pamięć. Nie można przejść obok niej obojętnie, podobnie jak w przypadku innych książek autora.
Polecam przede wszystkim tym, którzy cenią niebanalne, refleksyjne historie i szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko wartka akcja.
„Magnes” to kolejna monumentalna powieść Larsa Christensena. Tym razem wybitny pisarz podejmuje temat miłości, skomplikowanych relacji międzyludzkich oraz sztuki i jej związków ze światem biznesu. Być czy mieć? - to pytanie, które przewija się przez cały utwór.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja zaczyna się w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, w Oslo. Jokum i Synne poznają się na studiach i...
Powiem wprost - jestem zawiedziona. Po poprzednich 3 książkach tego autora naprawdę miałam wielkie nadzieje. A tu urażona duma i uprzedzenie.
Narrator pierwszoosobowy jak jakiś ograniczony brat Saramago. Główny bohater tak głupi i tak naiwny, że do dziś mam czkawkę jak sobie przypominam fragment "Uleczę ją swoją miłością". Gdzieś chyba jest granica między kreacją bohatera na takiego a takiego, a zrobieniem z niego kompletnego niedojdy.
Ja rozumiem zamysł, ale poszło za daleko i zrujnowało książkę.
Można powiedzieć, że od połowy zaczyna się to do czegoś nadawać.
Poprzednie powieści były genialne w każdym calu i bardzo liczyłam na coś na ich miarę.
Przeciętna :(
Powiem wprost - jestem zawiedziona. Po poprzednich 3 książkach tego autora naprawdę miałam wielkie nadzieje. A tu urażona duma i uprzedzenie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarrator pierwszoosobowy jak jakiś ograniczony brat Saramago. Główny bohater tak głupi i tak naiwny, że do dziś mam czkawkę jak sobie przypominam fragment "Uleczę ją swoją miłością". Gdzieś chyba jest granica między kreacją bohatera...
Oslo, lata siedemdziesiąte. Jokum Jokumsen jest dwudziestodwuletnim studentem , którego przytłaczają własne kompleksy, brak wiary w siebie i nieprzeciętny wzrost. Dniami i nocami marzy o Synne, która mieszka za ścianą. Kiedy w końcu student literatury i studentka historii sztuki zaczynają się spotykać ich wspólne życie zmienia tor. Łącząca Jokuma i Synne relacja absorbuje każdą myśl, a oddziaływanie jest tak silne, że trudno sobie z nim poradzić. Tylko kto jest tym magnesem, który nadaje ton…
JOKUM
Jokum jako młody intelektualista z zadatkami na literata mogło by się wydawać, że jest prawdziwym dziwadłem. Nieśmiały, wycofany, z wiecznie wystraszoną miną i nieporadny życiowo. Sam nie jest do końca przekonany czego od życia oczekuje. Potykając się o życiowe oczywistości kompletnie ich nie zauważa. Związek z Synne sprawia, że Jokum zaczyna widzieć pewne sprawy inaczej. Synne żyje sztuką, całą sobą o tym świadczy. Na swoją drogę próbuje nawrócić Jokuma. Będąc pod jej wpływem młody, aspirujący do wielkości literat znów zaczyna fotografować ślepo dążąc do tego co zaplanowała Synne. Jokum ma spore problemy z podejmowaniem decyzji, jakichkolwiek. Choć ma własne zdanie, często nie jest mu dane jego wypowiedzenie. A on zbyt o to prawo do głosu nie walczy. Jego głosem zaczyna być fotografia codziennej prozy życia. O ironio. Z czasem okazuje się, że postrzeganie świata i dążenie samo w w sobie w mniemaniu Synne i Jokuma jest kompletnie różne. Może i było od początku, jednak zachłyśnięci uczuciem i sztuką studenci tego typu sprawy odkładali na bok. Pragmatyzm i życiowe podejście walczy z artyzmem i wzniosłą ideą bez większych sukcesów.
LITERACKA MOZAIKA
“Magnes” to gabinet osobliwości dziwnych i niepojętych, pełen ludzkich sukcesów i porażek, głupoty, ambicji i irracjonalności. Christensen kreśli bohaterów niemal namacalnych, pełnych sprzeczności i udziwnień, niebywale prawdziwych. Z jednej strony utożsamianie się z Jokumem czy Synne jest oczywiste, a z drugiej bardzo utrudnione, głównie za sprawą cech , które sami chcielibyśmy ukryć.
To co spotkało Jokuma i Synne nie byłoby możliwe gdyby nie sztuka i literatura. Wypełniająca ich życie, będąca drogowskazem, wszelkim źródłem emocji i inspiracji. Błyskotliwe rozważania na temat “Procesu” Franza Kafki czy analityczne dywagacje o “Wielkim Gatsbym” to tylko niektóre z pretekstów do rozmów o człowieku i jego misji. Christensen wprowadza czytelnika do artystycznego świata nie dryfując jedynie po powierzchni. Magnes to literacka mozaika, fascynująca i zaskakująca wnikliwym komentarzem na niemal każdym polu, od społecznych nastrojów przez ubolewanie nad przemijaniem i pędzącym bez wytchnienia światem po nudną w teorii prozę życia czy preferencje żywieniowe chomików.
NARRATORSKI MAJSTERSZTYK
Christensen od pierwszych stron karmi czytelnika obezwładniającym ( w dobrym tego słowa znaczeniu) stylem opowiadania, pełnym ironii, humoru, przenikliwości. Jego trafność obserwacji może przyprawić o niemałą konsternację. Czasami lekko, czasami dosadnie, zawsze z precyzyjnym wyczuciem Christensen prawi o człowieku, jego słabościach i nieuchronnym przemijaniu. To codzienność gra pierwsze skrzypce, jej krytyka i umiłowanie w jednym. Jako narrator gawędziarz Christensen nie daje czytelnikowi zbyt wiele wytchnienia, ale daje za to pole do przemyśleń i refleksji ( co bardzo się przydaje). Diabeł tkwi w szczegółach, tym diabłem bez wątpienia jest narrator w osobie Christensena, który niuanse i szczegóły wywyższa do rangi wątku, by zaraz potem zmienić temat na kompletnie błahy. A potrafi to robić po mistrzowsku. Czasami niemal niezauważalnie przechodzi z wątku do wątku. Płynnie, bez żadnych turbulencji i zgrzytów. Bawi się z czytelnikiem, flirtuje i uzależnia. Bez skrupułów.
PODSUMOWANIE
“Magnes” to powalające literackie spotkanie. Choć dosyć długie to kompletnie zajmujące. To nie jest książka na jeden wieczór, na przeczekanie, na zabicie czasu. To literatura, która sprawi, że o niej nie zapomnicie. Choć historia Jokuma i Synne może wydawać się banalna, to w tej prostocie jest metoda, którą można odkryć jedynie sięgając po ten tytuł. Christensen zamienia prostą historię w wielowątkową powieść, której filarami są sztuka i na wskroś realistyczna proza życia, a wpleciona w to wszystko psychologia ludzkiej natury nadaje całości niesamowitego wyrazu. Całość czyta się fenomenalnie!
Bardzo polecam lekturę “Magnesu”. Gwarantuję, że te ponad 1000 stron to wspaniała literatura, a nie bełkotliwe wynurzenia o nie wiadomo czym. Rzadko kiedy zaznaczam i spisuję cytaty z książki, rzadko kiedy jakieś zdanie zachwyci mnie na tyle by je zapamiętać. Pod tym względem Christensen mnie zaskoczył. Dla mnie to mistrz celnego komentarzu.
Przeczytaj jeśli: marzy Ci się nieoczywista literacka uczta!
“Magnes” w trzech słowach: obezwładniająca proza wysokiej próby!
Oslo, lata siedemdziesiąte. Jokum Jokumsen jest dwudziestodwuletnim studentem , którego przytłaczają własne kompleksy, brak wiary w siebie i nieprzeciętny wzrost. Dniami i nocami marzy o Synne, która mieszka za ścianą. Kiedy w końcu student literatury i studentka historii sztuki zaczynają się spotykać ich wspólne życie zmienia tor. Łącząca Jokuma i Synne relacja absorbuje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLars Saabye Christensen jest moim ulubionym pisarzem. "Magnes" tylko to potwierdza, że właściwie ulokowałem swoje literackie upodobania. Jokum i Synne to główni bohaterowie powieści. Poznają się na studiach i budują swoje życie. Jokum jest fotografem, Synne jego marszandką. Ich związek oparty jest na miłości, ale Jokum jest całkowicie poddany wpływowi Synne. Początek książki to młodzieńcza sielanka a koniec to tragizm w czystej postaci. Zagubienie Jokuma, jego problemy z samym sobą i życiem powodują że zacząłem się irytować jego bezradnością. W końcu to dorosły facet, uznany artysta a życie jakby biegło obok, szczególnie wtedy gdy nie ma blisko Synne. Tłem powieści jest Oslo i San Francisco oraz zmiany zachodzące w świecie na przestrzeni wielu lat.
Lars Saabye Christensen zamieszcza w tekście wiele pięknych myśli i spostrzeżeń o ludziach. Pod tym względem to jego najbogatsza powieść i widać jak zmienia się jego literacki warsztat. Polecam z całego serca 💕
Lars Saabye Christensen jest moim ulubionym pisarzem. "Magnes" tylko to potwierdza, że właściwie ulokowałem swoje literackie upodobania. Jokum i Synne to główni bohaterowie powieści. Poznają się na studiach i budują swoje życie. Jokum jest fotografem, Synne jego marszandką. Ich związek oparty jest na miłości, ale Jokum jest całkowicie poddany wpływowi Synne. Początek...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Magnes" jest czwartą wydaną przez Wydawnictwo Literackie powieścią Chrisensena. Najnowszą, choć wydaną niemal chwilę po polskim tłumaczeniu jego młodzieńczych "Beatlesów". Jak bardzo różni się od poprzednich? Także w "Magnesie" wracają stale zajmujące norweskiego pisarza tematy - dojrzewanie, samotność, upływ czasu i zmiany historyczne, sztuka i jej wpływ na życie. Tym razem jednak obok głównego bohatera pojawia się "główny narrator" - wyjątkowo wyrazisty, celny komentator wydarzeń i wrażeń, pozwalający sobie na wtrącenia -eseje, dotyczące najistotniejszych tematów, zwłaszcza sztuki, bo ta zajmuje w życiu bohaterów pierwsze miejsce.
Jokum Jokumsen to nieśmiały, zakompleksiony i wycofany człowiek, niezdolny do podejmowania jakichkolwiek decyzji i zwykle pozostawiający je innym. Ponadprzeciętnie wysoki i nieporadny Jokum rozczula, szczególnie kiedy marzy o tym, by się nie wyróżniać. Równocześnie ten sam człowiek, który chciał być pisarzem i marzył o wzniosłości stał się światowej sławy fotografem codzienności. Jego sztuka, kształtowana pod wpływem jego żony Synne Sagner, daleka jest jednak od powagi Jokuma, który zupełnie nie rozumie żartów i od wzniosłości, o której marzył. Dla niego i życie, i sztuka są źródłem niespełnienia.
Synne - żona i kuratorka robi z Jokuma artystę, kształtuje go [...] Nie tylko wolność twórcza i odpowiedzialność twórcy są tematami ich artystycznych dyskusji. Gdy jedno twierdzi, że wszystko było już wcześniej, więc nie ma niczego nowego, drugie uważa, że: "Wszystko cały czas staje się nowe. Dlatego trzeba cały czas pisać, komponować, malować, grać i fotografować." Trzeba starać się uchwycić przemiany. Dla Jokuma, który uważa sie za rzemieślnika, granica między sztuką a rzemiosłem jest nieuchwytna. Nie akceptuje ingerowania w obraz: "to co podobne, nie jest prawdziwe." Jeśli więc artystyczna kreacja kłamie, to po co w ogóle istnieje sztuka? Żeby odwzorować świat?
Jokum jest zawsze nieprzystosowany i anachroniczny, zawsze krok z tyłu.[...] Groźny jest pośpiech i utrata prywatności (którą zresztą w imię sztuki odebrał żonie). Jednak i Jokum jest w ruchu, stale w ruchu, ale zmienia się we własnym rytmie. Może dlatego nie domyka zadań i nie domyka życia. Opowieść o nim także jest niedomknięta, sugeruje, że może być i inne zakończenie historii.
Opinia też tu: https://annadlugosz.blogspot.com/2018/11/magnes-lars-saabye-christensen.html
"Magnes" jest czwartą wydaną przez Wydawnictwo Literackie powieścią Chrisensena. Najnowszą, choć wydaną niemal chwilę po polskim tłumaczeniu jego młodzieńczych "Beatlesów". Jak bardzo różni się od poprzednich? Także w "Magnesie" wracają stale zajmujące norweskiego pisarza tematy - dojrzewanie, samotność, upływ czasu i zmiany historyczne, sztuka i jej wpływ na życie. Tym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOslo, 1976 rok. Na kampusie Sogn poznaje się dwoje studentów-Jokum i Synne. On studiuje literaturoznawstwo i planuje zostać pisarzem, a ona studiuje historię sztuki. Jokum jest przekonany, że rzadko coś mu wychodzi. Bardzo chce napisać coś oryginalnego, wyjątkowego albo osobistego, ale nie wie za bardzo jak. Jego problemem jest też nadmierny wzrost przez, który garbi się i chowa jakby miał coś do ukrycia, a chciałby prezentować się ładnie, zwyczajnie, być gdzieś pośrodku tłumu. W obszarze pogardzanym przez wielu ludzi on widzi jasne i piękne miejsce, w którym nie musiałby się wyróżniać, wysuwać, wystawać. Często czuje się samotny, pogrąża się wśród własnych myśli podczas, gdy inni studenci piją piwo w pubie, spotykają się z dziewczynami lub imprezują. Piękna i chłodna Synne, która mieszka w pokoju obok wydaje się początkowo Jokumowi nieosiągalna, niedoganialna, ale stopniowo przełamują lody i stają się parą. Synne zafascynowana amatorskimi fotografiami Jokuma wiszącymi na ścianie w jego pokoju namawia go, by zajął się fotografią na poważnie. Wyjeżdżają do San Francisco, gdzie Jokum odnosi sukcesy jako fotografik, a Synne jest jego menedżerem i jednocześnie pisze doktorat. Wydaje się, że są szczęśliwi, ale czy na pewno? Czy zdołają uratować swoją miłość?
Lars Saabye Christensen jest jednym z najbardziej cenionych współczesnych pisarzy norweskich i nie spodziewałam się, że napisze prostą historię o miłości, gdyż to nie byłoby w jego stylu. Opowieść o dwojgu ludzi, którzy poznali się na studiach i pokochali została wzbogacona o rozważania na temat literatury, sztuki, muzyki, upływającego czasu i życia, a do tego okraszona humorem i surrealizmem. Jokum Jokumsen snuje rozważania na temat Procesu Kafki, Wielkiego Gatsby'ego Fitzgeralda, Obcego Camusa, Wyzwolonego człowieka Lagerkvista. W rzeźbie Giacomettiego Idący człowiek odnajduje siebie-oderwanego od podstawy, od swego pierwiastka, uciekiniera z muzeum, który jest uosobieniem samotności, ale też piękna. Synne stara się odnajdywać słowa i określenia, które mogłyby oddać jej przeżycia, ale czy istnieje język , który w pełni odda to, co myśli człowiek, to co widzi i czego doświadcza? Dziewczyna zmierza do tego, by jej życie było sztuką i po części manipuluje Jokumem. Niepodważalnym bohaterem powieści obok Jokuma i Synne jest czas. Czas to najcenniejsza rzecz, jaką mogą ci ukraść. Twój czas. Najpierw zabierają ci czas, potem wspomnienia, i zostajesz jak pusta skorupa. Czas objawia się pod postacią wspomnień, które lśnią albo przypominają o tym, o czym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Czas upływa nieubłaganie... A czymże jest czas, jeśli nie samym życiem?
Lars Saabye Christensen w Magnesie bardzo dobrze oddaje aurę Oslo lat 70. i San Francisco lat 80. Swoją opowieść rozpoczyna od historii miłosnej, ale stopniowo przekształca ją w krytykę systemu społecznego oraz łączy codzienne losy bohaterów z przeżywanymi przez nich dramatami. Dziwaczni bohaterowie, bogactwo myśli, uciekający czas to kolejne charakterystyczne filary tej powieści. Ponad tysiąc stron książki, ale nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, bo od dawna chciałam poznać prozę i specyficzny styl autora.
https://magiawkazdymdniu.blogspot.com/
Oslo, 1976 rok. Na kampusie Sogn poznaje się dwoje studentów-Jokum i Synne. On studiuje literaturoznawstwo i planuje zostać pisarzem, a ona studiuje historię sztuki. Jokum jest przekonany, że rzadko coś mu wychodzi. Bardzo chce napisać coś oryginalnego, wyjątkowego albo osobistego, ale nie wie za bardzo jak. Jego problemem jest też nadmierny wzrost przez, który garbi się i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to